czwartek, 19 października 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 15



Wiadomość, że to policja dzwoni, zmroziła krew Marka, a przez głowę lotem błyskawicy przebiegły mu najczarniejsze myśli. Na szczęście szybko okazało się, że nic strasznego nie stało się, a policjant dzwonił poniekąd prywatnie. Był z rodziną w zamku, a na przy zamkowym parkingu jego żona, cofając uszkodziła jego samochód. Na tym pasmo nieszczęść niestety, ale nie skończyło się, bo policjant powiedział mu, że być może auto zostało okradzione, bo jest otwarte, a we wnętrzu panuje bałagan. Po przyjściu na parking faktycznie zastał wgnieciony przód swojego Lexusa i uchylone drzwi.
-Marek Dobrzański- przedstawił się pierwszy, wyciągając rękę do nieznajomego.
- Tomasz Sarnowski- odparł. —Przepraszam, że wykorzystałem stanowisko, dzwoniąc do pana, a jestem tu po cywilnemu i prywatnie-zaczął tłumaczyć.  Ale to co zobaczyłem przez szybę, upoważniło mnie do interwencji i dowiedzenia się o pana ewentualny numer telefonu.  Pan zajrzy, ale przez szybę do auta i sprawdzi, czy coś nie zginęło. Wie pan klamki lepiej nie dotykać, bo może pan ślady sprawcy zetrzeć.
Markowi wystarczyło jedno spojrzenie, aby przekonać się, że przypuszczenia policjanta sprawdziły się i że w aucie brakuje paru cennych rzeczy.
-Na pewno zostało okradzione. Tylko jak to możliwe? Mam najlepszy alarm.
-Jest taki sposób poprzez skaner, który blokuje automatyczne zamknięcie samochodu i wyłącza alarm-zaczął, tłumaczył policjant. —Mieliśmy już kilka takich przypadków we Wrocławiu. Być może złodzieje albo złodziej tu się przenieśli, albo przyjechali na zamek zwiedzać. Tak na przyszłość to powinien pan za każdym razem chwytać za klamkę i sprawdzać, czy auto jest zamknięte.
-Będę pamiętać- odparł, sięgając po telefon. —Pan zgłoszenia o kradzieży raczej nie może przyjąć? -zapytał jeszcze.
- Nie, nie mogę.  Ale będzie prędzej, jak ja zadzwonię po kolegów z komisariatu z Wałbrzycha. Mam prywatne numery, a nie 997. Chociaż tak mogę stać się pomocny za uszkodzony samochód.
Piętnaście minut później przyjechali umundurowani policjanci i zajęli się sprawą. W międzyczasie Marek i Sarnowski zajęli się owym uszkodzonym autem, choć była to teraz dla Marka sprawa drugorzędna.
-Prawie nowy firmowo-prywatny laptop, nawigacja, radioodtwarzacz, drugi telefon- zaczął wymieniać skradzione rzeczy. —W marynarce miałem jeszcze portfel, klucze od domu, karty do bankomatu, dowód osobisty, a w neseserze dokumenty firmy i markowe pióro.
-Ja wszystko, co cenniejsze miałam przy sobie- odezwała się Ula, zanim policjant zdążył spytać ją o straty. —W aucie zostawiłam tylko torbę podróżną i stary aparat fotograficzny. Bardziej szkoda zdjęć niż aparatu.
-A na ile pan szacuje straty? - ponownie zwrócił się do Marka. —Nie licząc uszkodzonego samochodu.
-Grubo ponad dziesięć tysięcy. Sam laptop kosztował osiem tysiaków.
Później Marek musiał pojechać jeszcze na komisariat, złożyć obszerniejsze zeznania, zablokować karty, dowód osobisty i skontaktować się z administratorem bloku, w którym mieszkał i poinformować go o stracie kluczy zarówno do swojego mieszkania jak i do drzwi ogólnych. Policjant nadmienił im również o konsekwencjach takiej kradzieży, argumentując tym, że zwykły złodziejaszek za tym nie stoi tylko zorganizowana grupa i laptop prezesa dużej firmy może być odpowiednio wykorzystany. Na szczęście auto nie było mocno uszkodzone i choć z mocnym opóźnieniem mógł z Ulą wrócić do Warszawy.
-Musimy dokładnie wszystko poprzeglądać i pomyśleć jak chronić dane firmy Marek- rzekła Ula, gdy ruszali w drogę powrotną. —I najlepiej jak pojedziemy prosto do firmy i zajmiemy się tym od razu, a nie w poniedziałek.  Zadzwonię tylko do rodziców i powiem im, że nie wrócę tak szybko, bo jedziemy popracować.
-Dzięki Ula. Sam nie dałbym rady. Ty jesteś lepsza w ogarnianiu biura.
-Dobra organizacja i odstawianie wszystkiego na swoje miejsce to podstawa Marek w dobrym funkcjonowaniu biura.  Od dziecka byłam odpowiedzialna i w pracy chcę być taka.
-Nie to, co ja? Co Ula? – zagiął ją pytaniami. —Założę się, że masz mi ochotę powiedzieć, jaki to jestem nieodpowiedzialny, bo dałem się okraść.
- Nie to miałam na myśli -odparła zmieszana. — Ale masz nauczkę, że dokumenty i portfel nosi się przy sobie.
-Mam – przytknął bez urazy za słowa Uli. — A co z jutrzejszym wyjściem na grzyby robimy? Przekładamy na niedzielę?
-Najlepiej. Nie wiadomo, ile nam zejdzie na pracy.
Droga do Warszawy jak to droga powrotna minęła im szybciej niż do Wrocławia. Nie marnując czasu już w aucie wstępnie próbowali odtworzyć dokumenty i to co mogłoby osobom postronnym w czymś się przydać. We firmie natomiast zajęli się tymi sprawami, do których potrzebny był komputer i podłączenie Internetowe. W sumie we firmie spędzili parę godzin i pracę skończyli, gdy było już jasno na dworze. 


-Kawał solidnej roboty odwaliliśmy- rzekł z zadowoleniem Marek, leżąc na kanapie.
-Dokładnie. Nie zapomnij tylko podzwonić, o jakiejś przyzwoitej porze, do naszych kontrahentów, dostawców, partnerów i innych ważnych dla nas osób. Faks faksem Marek, ale rozmowa osobista lepiej będzie odebrana. Powiesz im, żeby uważali, jak będzie przychodzić coś z F&D.  Listę masz na biurku.
-Zajmę się tym, jak tylko wrócę od mechanika-obiecał. —To, co Ula teraz kawa i odwiozę cię do domu – ni zaproponował, ni stwierdził. — Na pewno jesteś zmęczona tak jak ja. Podróż, praca.
-Fakt jestem. Oczy mi się kleją i marzę o swoim łóżku.
Do Rysiowa dojechali godzinę później. Przed domem Uli, Marek wyskoczył z auta i otworzył jej drzwi. Ula zaprosiła go jeszcze do środka, ale był już umówiony w warsztacie samochodowym, to odmówił.
- W takim razie widzimy się jutro Marek- rzekła, idąc w stronę domu. — I nie zapomnij o telefonach.
- Nie zapomnę- zapewnił, otwierając jej furtkę. — Miłej soboty i cześć- dodał, zamykając za nią furtkę.
-Cześć- odparła i poszła do drzwi wejściowych.
Tak od razu położyć się okazji nie miała, bo rodzice koniecznie chcieli dowiedzieć się coś więcej o kradzieży. Później zasnąć też nie mogła, bo miała dziwne przeczucie, że kradzież pociągnie za sobą konsekwencje.

Następnego dnia Marek w towarzystwie rodziców ponownie pojawił się w Rysiowie, a wizyta na samym grzybobraniu nie zakończyła się i zostali u Cieplaków niemal do wieczora.  Po powrocie z lasu był bowiem czas na obiad, a Magdalena przygotowana była na dodatkowe trzy osoby. Później jeszcze na stole pojawiła się kawa i ciasto. Chwile spędzone z Dobrzańskimi mijały miło i szybko. Józef i Krzysztof, choć widzieli się pierwszy raz, to polubili i znaleźli wspólne tematy do rozmowy, ich żony wspominały czasy szkoły, Marek i Ula ciągle wracali do wydarzeń z Książa, Betti była taką przylepką, a Jasiu po obiedzie poszedł do Kingi.  Ula miała też okazję przekonać się, że nie tylko jej mama ma w planach jej i Marka ożenek, ale i Dobrzańska. Już w lesie mogła tego doświadczyć, gdy w dość jednoznaczny sposób dała jej do zrozumienia, że Marek choć ma wady to dobry z niego chłopak i zaprosiła ją z synem na popołudniu na kawę. Pomijając to, że zaproponowała, aby się rozdzielić. Ona z Markiem mieli pójść na prawo w bardziej zarośnięty las a reszta, czyli Dobrzańscy i Magda na lewo w bardziej czysty. Sam na sam z Markiem takie złe nie było i zachowywał się jak przyjaciel. Do tego z zapałem szukał grzybów, wchodził w największe zarośla, a jego koszyk szybko zapełniał się maślakami, prawdziwkami i podgrzybkami. Widać było, że sprawiało mu to przyjemność i było miłą odmianą w jego dotychczasowym życiu. Te okazalsze okazy nawet fotografował.


-Gdybym nie wiedziała, że dopiero po raz drugi jesteś na grzybach, to pomyślałabym, że jesteś doświadczonym grzybiarzem- rzekła Ula, przeglądając jego dorobek w obawie, że mógł nazbierać grzybków trujących.  


-Grzybiarz to moje drugie imię. Nie wiedziałaś?
- Albo zadziałało tu te samo prawo co w kasynie. Kto pierwszy raz coś obstawi, to ma szczęście i wygrywa.
- Może. Ile za takie grzyby mógłbym dostać? -zapytał nieoczekiwanie.
-Najmniej pięćdziesiąt złotych.
-Ponad piętnaście złotych na godzinę- wyliczył.
-A co chcesz pojechać na targ albo stanąć przy drodze, że tak wypytujesz? – zagadnęła zaciekawiona jego dopytywaniem.
-Nie, nie chcę. Zastanawiam się tylko, ile czasu musiałbym zbierać grzyby, żeby zarobić na te stracone szesnaście tysięcy.
-Właśnie Marek. To poniekąd moja wina, bo ja chciałam pojechać na zamek. Gdyby…
-Gdyby babcia miała wąsy, byłaby dziadkiem- wtrącił.  — Ula mówiąc, o tym nie miałem na myśli ciebie ani nie chciałem robić ci jakichś pretensji. I spójrz na to z tej lepszej strony i jak powiedział ten policjant, że mogli ukraść cały samochód.
-Ale czuję się winna.
-Zamiast zrzędzić, lepiej powiedz, którędy do domu?  Jeszcze trochę a zaczną nas szukać.
-Dobre pytanie Marek- stwierdziła, rozglądając się dookoła.  —Którędy do domu, kiedy wszystkie drzewa takie same. Pomyślmy. Najpierw szliśmy prosto, później natrafiłeś na polankę z prawdziwkami, a tam zatoczyliśmy kilka kółek i znowu szliśmy prosto. Reasumując, to teraz możemy być wszędzie.  W Rysiowie, w Jesionkach, Karbinach albo Małyszynie. Gdybyśmy mieli kompas, to łatwiej byłby określić południowy zachód- mówiła pesymistycznie.
-Mówisz, masz – odparł, pokazując z zadowoleniem zegarek. —Tylko jak to się obsługiwało?
Droga do domu mijała im na miłej rozmowie. Dowcipkowali i śmiali się wesoło. Ula z takiego, przyjacielskiego wydania, Marka była zadowolona. Cały ten sielankowy nastrój przerwał im dopiero dźwięk komórki Uli.
-Z domu dzwonią? -zapytał.
-Nie, to niezapisany numer-odparła, odbierając telefon. —Czy mam przyjemność z panią Urszulą Cieplak- usłyszała miły głos. —A jeśli tak to? - odparła. —Co za ludzie- zwróciła się do Marka, gdy uprzejmie podziękowała i powiedziała rozmówcy, że nie jest zainteresowana.  —Nie uszanują nawet tego, że jest niedziela i człowiek chciałby odpocząć. 
-Garnki czy kołdry?
-Tym razem facet z przyjemnością poinformował mnie, że w dzisiejszej ich loterii wygrywa imię Ula, a mój numer został wylosowany jako kandydat do głównej nagrody. Wystarczyło tylko odpowiedzieć na proste pytanie.
-Proste pytanie, a później kolejne i kolejne albo SMS-y. Co nie Ula?

Tymczasem Sebastian, choć wiedział, że po dwóch miesiącach od śmierci narzeczonego Wioli na wiele nie może liczyć, to dzielnie trwał przy Wioletcie i znosił jej burzę hormonów.  Uważał również, że jest w lepszym położeniu niż Marek, bo Wiolka nic o przyjaźni nie wspominała. Był dla niej oparciem zarówno w pracy jak i w prywatnych kontaktach.


-Zadziwiasz mnie Cebulku. Piątek wieczór a ty ze mną w pracy siedzisz i pomagasz.  Nie znałam pana od tej strony, panie Sebastianie Olszański.
-Rozmawialiśmy już o tym- odparł ucieszony z tego nieoczekiwanego zdrobnienia. —Moje dawne życie to przeszłość. Marka tak samo. Mamy teraz inne priorytety. Nawet moi starzy są zadowoleni, że przestałem szlajać się po klubach i mam kogoś z kim chciałbym się związać tak na poważnie.
-To znaczy, że powiedziałeś im o nas? – pytała wyraźnie zaskoczona.
-Jakiś czas temu Wiolka- odparł spokojnie.
-I? – dopytywała.
-I bez obaw. Nie przeraziło ich to że chcę związać się z dziewczyną, która ma mieć dziecko. Bardziej obawiają się, że mi może odmienić się, a tobie po raz drugi świat się zawali.
-Życie i z obaw się składa – odparła filozoficznie.  — Rydzyk fizyk, jak to mówią.
-To może zaryzykujesz i wyjdziesz ze mną dzisiaj na kolację - zaproponował, przysiadając na biurku. —Może jeszcze kino.
-Czy mam rozumieć, że proponujesz mi pierwszą randkę? - zapytała, spoglądając na niego podejrzliwie.
-Jeśli nie przeszkadza ci to, to tak – odparł z zadowoleniem.

9 komentarzy:

  1. A miało być tak miło i przyjemnie. To prawdziwy pech z tym samochodem. Marek nie postąpił zbyt mądrze zostawiając dokumenty w aucie. Tak naprawdę to i laptop powinien zabrać ze sobą, bo to droga rzecz i stanowi nie lada pokusę dla złodzieja. Piszesz, że ta kradzież będzie miała dla Dobrzańskiego jakieś niemiłe następstwa, a może i dla Uli też. Nie jestem pewna, czy ten durny telefon o potencjalnej wygranej nie był jakimś rodzajem sprawdzenia jej tożsamości. Jedyny miły akcent to samo grzybobranie. Marek w zasadzie zachowuje się bez zarzutu. Zachowuje się jak przyjaciel, co Uli bardzo odpowiada. Ciekawa jestem jak długo to potrwa, chociaż mówią, że metoda małych kroków zawsze jest najskuteczniejsza.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złego dobrego początki Małgosiu. I chociaż Marek tyle stracił to kiedyś zyska. Tak ten telefon miał powiązanie z kradzieżą. Ale nikt na razie tego nie będzie łączył. Do miłości już bliziutko.
      Dzięki za wpis i pozdrawiam miło.

      Usuń
  2. No to zagadka się wyjaśniła. Co to za policjant. Ale czy ta Ulka musi być tak zawzięta i poza przyjaźnią nic więcej. A biedny Marek ciekawe jak długo wytrzyma w tej przyjaźni. I czy przypadkiem nie da Ulce powodów aby mogła poczuć coś w rodzaju zazdrości.
    Pozdrawiam serdecznie
    Julita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Policjant to tylko epizod a do miłości jest tuż, tuż. Trochę zazdrości będzie ale króciutko.
      Dzięki za wpis i pozdrawiam miło.

      Usuń
  3. Marek i Ula wyjechali by odpocząć, pozwiedzać a tu taki pech. Uszkodzony samochód to pikuś przy tej kradzieży, ale Marek portfel i dokumenty typu dowód,karty powinien wziąć ze sobą. Wszyscy chcą ich połączyć a Ula nadal uparcie twierdzi ze to tylko przyjaźń i nic więcej. Czekam na to kiedy ona w końcu zmieni zdanie i przyzna sama przed sobą że go kocha. G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma złego co by na dobre nie wyszło G.Samochód naprawi, dokumenty wyrobi nowe, więcej takich błędów nie popełni a Ula w końcu zrozumie ,że kocha.
      Pozdrawiam miło i dzięki za wpis.

      Usuń
  4. Ciekawe czy Uli przeczucia, z konsekwencjami kradzieży będą słuszne. Podobno najtrwalsze i najszczęśliwsze związki zaczynają się od przyjaźni. Może właśnie tak będzie z Ulą i Markiem? Między Violką, a Sebą coraz lepiej się układa :)
    Pozdrawiam serdecznie ;)
    Marku,szefie,prezesie

    OdpowiedzUsuń
  5. Konsekwencje będą niestety i pojawią się w kolejnej części.Miłość również wybuchnie.
    Pozdrawiam miło i dzięki za pis.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na przyszłość Marek zapamięta ,że dokumenty ma się przy sobie ,a nie w aucie.Miły ,przyjacielski wyjazd ,a tu incydent niejako pokrzyżował ich plany.Kiedy ona zrozumie ,że to już nie przyjaźń?
    Pozdrawiam serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń