sobota, 14 maja 2016

W ostatniej chwili 12



Po podwiezieniu Cieplaków do domu i kawie wypitej w ich towarzystwie Marek pojechał do Sebastiana.  Przyjaciel przez weekend opiekował się swoimi siostrzeńcami a on pomagał mu w tej opiece.  Był u niego już we wczorajsze popołudnie i spędził tam nawet noc. Hania i Bartek polubili nowego wujka obiecał, więc im, że przyjedzie również i w niedzielę. Razem z Bartkiem bawił się samochodzikami a z Hanią budował z klocków zamek. Dziewczynka, jako przedstawicielka płci pięknej nie odstępowała go na krok, tuliła się i dawała całą masę buziaków. Zabawa i opieka nad tą parą brzdąców tak bardzo spodobała mu się, że został u Sebastiana na kolejną noc i rozstał się z nimi dopiero rano w poniedziałek po odwiezieniu do przedszkola.  Zaczął też z coraz większym entuzjazmem i radością marzyć o swoich i Uli dzieciach. Nie mógł doczekać się jej powrotu i aby jak najszybciej ożenić się i zabrać się za powiększanie rodziny. Zamierzał również wyrwać się z firmy i polecieć do niej w ostatni weekend marca. Specjalnie wybrał taki termin, aby zdążyć przed natłokiem pracy, która czekał go w kwietniu. Na początku maja miały odbyć się, bowiem Targi Mody i przez cały kwiecień miał być zajęty przygotowaniami do pokazu.  Los szykował im jednak trochę inne plany.

Od wyjazdu Uli minęły dwa tygodnie, ale dla Uli i Marka była to wieczność. Codzienne telefony i sms-y tej rozłąki nie umniejszały. Ula nieustannie wracała myślami do ostatnich dwóch miesięcy i ciągle trudno było jej uwierzyć w te szczęście. Na wspomnienia tych najważniejszych chwil czuła szybsze bicie serca i ogóle szczęście.  Z utęsknieniem, więc czekała na przyjazd ukochanego. Najchętniej też o swoim szczęściu opowiedziałaby całemu światu, ale ich związek dla większości ciągle był tajemnicą i tylko Sebastian z Karoliną oraz rodzina Uli wiedzieli, co ich łączy. Z ujawnieniem swojej miłości chcieli poczekać do powrotu Uli i aż całkiem ucichnie sprawa rozstania z Pauliną. Rodzice Marka, bowiem ciągle z tej decyzji zadowoleni nie byli.  Ona sama zadawała sobie nie raz pytanie jak zareagują Dobrzańscy, gdy dowiedzą się, że są razem.  Czasami też bała się, że to tylko sen, z którego obudzi się a Marka w jej życiu nie będzie. Te jej czarne myśli pojawiały się również i we śnie i były bardzo realistyczne. Marek tymczasem czarnych myśli, co do ich przyszłego związku nie miał i widział go w samych kolorach.  Podobnie jak Ula nie mógł też doczekać się ich spotkania. Chciał polecieć do niej w sobotę i zostać tam przynajmniej cztery dni.  Choć był dopiero poniedziałek i był prezesem to poszedł do kadr wypisać urlop na przyszły poniedziałek i wtorek.
-Marnie wyglądasz- zagadnął go Sebastian, gdy przyjaciel usiadł naprzeciwko niego. –  Blady jesteś, oczy masz podkrążone i jakbyś był spuchnięty. Jakbym cię nie znał to pomyślałbym, że balowałeś całą noc.
- Fakt dobrze się nie czuję- odparł rozcierając sobie kark. Chyba bierze mnie angina albo grypa.  Od soboty boli mnie gardło i głowa, mam dreszcze i czuję się jakiś taki rozbity.  Najchętniej to poleżałbym w łóżku, ale dzisiaj mam te spotkanie z Nowackim i nie mogę tego przełożyć. Brałem coś na grypę, ale nie pomaga.  Popołudniu idę lekarza. Muszę być zdrowy do soboty.
-Może masz świnkę tak jak Hania i Bartek-zasugerował mu Sebastian przyglądając się uważniej.  – Właśnie ją przechodzili.
-Świnkę? – spytał bez przekonania.  – Przecież dzieci na to chorują- dodał, ale dla pewności zadzwonił do matki.
Helena nie miała wątpliwości. Marek świnki w dzieciństwie nie przechodził. Z pójście do lekarza nie zwlekał. Lekarz nie miał wątpliwości i zdiagnozował świnkę.  Uprzedził go również o powikłaniach.  We wtorek czuł się znacznie gorzej i przeniósł się do rodziców.  Po czterech dniach to, o czym wspominał lekarz sprawdziło się. Czuł ból również w podbrzuszu.  Zaczął też bardziej gorączkować i czuć większy ból głowy. Helena troskliwie opiekowała się swoim jedynakiem.  Przynosiła jedzenie, leki, robiła okłady.  Ból fizyczny był jednak znacznie mniejszy do bólu psychicznego, który odczuwał. Bał się, że to, co mówił lekarz okaże się faktem i że nie będzie mógł mieć dzieci. Uli prawdy o swojej chorobie nie powiedział.   Ula wiedziała tylko, że jest chory i ma grypę. Przez telefon słyszała jego kaszel i trudności w mówieniu trudno, więc było mu to ukryć.  Nie chciał ukochanej martwić bez potrzeby, ale i tak martwiła się zarówno chorobą jak i tym, że Marek do niej nie przyleci i zobaczą się dopiero prawdopodobnie po dziesiątym maja. Podobnie jak Ula pracownicy o jego dolegliwości również nie wiedzieli. Marek sam poprosił o to rodziców i przyjaciela i dla całej firmy chorował na grypę. 
W tych trudnych chwilach nie tylko rodzice spierali go, ale również Sebastian. Przychodził w odwiedziny opowiadał o firmie, rozmawiał.  
-A, co zrobisz jak okaże się, że jednak nie możesz mieć dzieci- zapytał go któregoś dnia.
-Nie wiem- odparł opierając się o poduszkę. – Dopiero po trzech tygodniach od leczenia mogę zrobić badania i wtedy zacznę się martwić.  Zmieńmy lepiej temat. Jak Patrycja? Ciągle wprowadza swoje porządki?
- Gorzej Marek. Ona zaczyna urządzać pokoik dla dziecka.  Muszę znaleźć sposób, żeby uwolnić się od niej.  Nie mówiłem ci jeszcze, ale Wiolka zaczyna mi się podobać. Ostatnio spędziliśmy ze sobą trochę czasu i chyba ona czuję to samo, co ja. Marek wiem, co mi zaraz powiesz, że jest nie dla mnie, ale jak to mówią serce nie sługa.

Czas do badań dłużył mu się niemiłosiernie. Cieszył się nawet, że ma tyle zajęć we firmie związanych z Targami Mody i może, choć na trochę zapomnieć o dręczącym go problemie.  Z Ulą trudno było mu rozmawiać i udawać, że wszystko jest dobrze i że całkiem wrócił do zdrowia. Dzień badań w końcu nadszedł, ale niestety sprawdził się najgorszy ze scenariuszy. Przyjaciel był z nim w tej trudnej sytuacji.
-Co za ironia losy Seba- rzekł z goryczą i wpatrując się tępym wzrokiem w papierek. –  Miałem w życiu tyle panienek i seksu a teraz, gdy spotkałem kobietę swojego życia, z którą chciałbym założyć rodzinę to nie mogę mieć dzieci.
-To już tak na sto procent?- zapytał Sebastian, bo tak naprawdę nie wiedział, co mógłby teraz powiedzieć.
-Lekarz powiedział, że mogę powtórzyć badania za trzy tygodnie i jeszcze raz po trzech miesiącach, ale cudu mam się nie spodziewać. 
-To, jednak jest jakaś nadzieja?
-Znikoma.  Ula tyle razy mówiła o dzieciach o tym, że chce czuć jego ruchy, słyszeć bicie serce, że nie boi się utraty figury, nieprzespanych nocy. Chce mieć przynajmniej trójkę, a ja jej nie dam ani jednego.  Najlepiej będzie jak odejdę od niej-dodał nieoczekiwanie na koniec.
- Nie mówisz tego poważnie-rzekł z niedowierzaniem. – Marek porozmawiaj z nią szczerze i powiedz prawdę.
-Nie Seba- odparł nieuprzejmym tonem. –  Nie chcę pozbawiać ją rodzicielstwa i marzeń. I nie chcę jej współczucia.  Lepiej będzie jak znienawidzi mnie i zapomni.  A później znajdzie sobie stuprocentowego faceta, który da jej dzieci i będzie szczęśliwa.  Mi widoczne niedane było zostać ojcem.
 -I, co jej powiesz? Rzucasz ją, bo?-pytał dociekliwie.
-Bo tylko wydawało mi się, że ją kocham, że stare życie mnie bardziej pociąga, że nie jestem jeszcze gotowy na zakładanie rodziny, że była tylko kolejną moją panienką, że wracam do Pauliny, że poznałem inną.  Jak widzisz jest mnóstwo wytłumaczeń.  Coś wybiorę.  Pocierpi, wyliże się i zapomni.
- A ty zapomnisz ?- zapytał spoglądając na przyjaciela badawczo.
-A mnie należało się za te wszystkie uwiedzione panienki- odparł wymijająco.  
-Jednak nie zapomnisz.
-Seba a można zapomnieć, coś tak pięknego?- zapytał z ironią.  Mam ochotę się napić. Zapraszam cię do klubu.
Klub, choć było jeszcze wcześnie tętnił życiem.  Usiedli przy barze i zamówili sobie po dużym piwie z wkładką. A później kolejne. Marek do tego wziął jeszcze drinka.
-Marek może tak już wystarczy- upominał go przyjaciel. – Jeszcze chwila a będziesz kompletnie pijany.
-O to mi właśnie chodziło-odparł przyglądając się jakiejś kobiecie. Upić się i zapomnieć. I jeszcze o jakąś panienkę.
-Marek nie gadaj głupot. Masz Ulę- odparł wściekle.
-Mam albo i nie mam-zaczął mówić z pijacką ironią.  – Uli tu zresztą nie ma. Jest daleko. Zresztą całowałem tę twoją Patrycje. O przepraszam już nie twoją. Jedna więcej czy mniej różnicy nie robi.
-Marek nie mów tak. Kochasz Ulę- przypomniał mu dobitnie.
-Fakt i z miłości do niej jestem w stanie odejść- odparł wolno.   To jest chyba jeden z najmocniejszych dowodów miłości.
-Możliwe tylko, że będzie to bardzo egoistyczny dowód-wytknął mu.
-Tym bardziej zapomni-rzucił ripostę.
-Zapomni i zapomni. Co ty z tym masz?  A co z tobą? – zapytał po chwili ciszy.  –Do końca życia będziesz sam?
-Nie wiem- odparł po zastanowieniu się. –  Aż tak daleko moje plany nie sięgają. Może znajdę sobie młodą wdowę za mąż wyjść gotową z dzieckiem. Szkoda tylko, że na mnie skończy się ród Dobrzańskich.
-Marek medycyna idzie ciągle do przodu- rzekł dodając otuchy.  – Może nie za rok ani nie za, dwa ale za pięć czy dziesięć lat będzie można wyleczyć bezpłodność, coś zaradzić. Trzeba mieć nadzieję.
-Chciałbym mieć twój optymizm, ale jakoś nie potrafię wykrzesać go- rzekł smutno.
-Są też inne metody- próbował ciągle pokrzepi go. –  Adopcja albo anonimowy dawca.   Podobno można wybrać sobie nawet cechy, jakie ma mieć potencjalny ojciec, aby upodobnić go do rodziców. Dlaczego tak na mnie spojrzałeś? – zapytał, gdy dostrzegł wzrok przyjaciela na swojej osobie.   Jeśli mnie chcesz brać pod uwagę to z góry mówię nie. Nie mógłbym później widywać je i nie móc opiekować się nim albo nią. To zniszczyłoby naszą przyjaźń.
-Spokojnie Seba- po raz pierwszy w całym tym swoim nieszczęściu uśmiechnął się. –  Po prostu rozbawiłeś mnie tym swoim pomysłem.  Ale przyjacielem jesteś najlepszym skoro pomyślałeś o sobie, jako potencjalnym ojcu.
- Jest mi po prosu głupio, bo to ja cię namówiłem cię na pomoc przy opiece nad Hanią i Bartkiem- rzekł zmieszany.  – Gdybyś nie to, to byłbyś zdrowy.
- Niepotrzebnie.  Nie mogłeś przewidzieć, że zachoruję. Mam dość picia na dzisiaj- rzekł ku zadowoleniu Sebastiana. –Czas jechać do domu.


Od dwóch dni Ula źle się czuła. Mdliło ją i ciągle miała dreszcze. Była pewna, że to przez te jedzenie meksykańskie z pobliskiej budki. Dzisiaj w dodatku było jej słabo. Była właśnie na jednym z wykładów, gdy dopadła ją kolejna niedyspozycja. Chciała wyjść do toalety, ale przy drzwiach zakręciło się jej w głowie i zemdlała. Gdy ocknęła się nad jej głową zobaczyła grono głów.
-Proszę spokojnie leżeć- usłyszała głos jednego z prowadzących kurs. – Pogotowie już jedzie.
W szpitalu zajęli się nią natychmiast. Przeprowadzili wywiad, pobrali krew do badania, podpięli do monitora. Po półgodzinie przyszła do niej młoda lekarka.
-Z wyników krwi wynika, że jest pani w ciąży-oświadczyła jej z uśmiechem.
-W ciąży- powtórzyła cicho. – Ale jak to możliwe. Przecież miałam okres a później już z nikim nie byłam.
-To się zdarza w pierwszym miesiącu i wprowadza kobiety w błąd- wyjaśniła jej.  Zrobię pani jeszcze USG i dowiemy się wszystkiego.
-Tak jak mówiłam jest pani w ciąży- rzekła chwilę później. Ten niewielki punkcik to….
 -Coś nie tak-zaniepokoiła się, gdy lekarka nagle przerwała.
-Nie. Tylko będzie miała pani bliźnięta- uśmiechnęła się. –Są dwa małe punkciki.  
-Bliźnięta-powtórzyła jak echo.  
- Proszę spojrzeć- rzekła lekarka przekręcając monitor. Tu jest pierwszy maluszek a tu drugi.  I proszę się nie martwić wszystko wskazuje, że dzieci dobrze się rozwijają.  Zapiszę pani tylko witaminy i dam dokumentację z wydrukiem na pamiątkę. Powinna pani również wypocząć i unikać stresu. To dla dobra pani i dzieci.

Chciała zadzwonić do Marka od razu, ale po zastanowieniu doszła do wniosku, że zrobi mu niespodziankę i powie mu jak wróci do Warszawy.
 Do powrotu zostały przecież trochę więcej niż dwa tygodnie- myślała leżąc na sali obserwacji.  Powiem mu jak wrócę. Jeszcze przed wyjazdem obiecał mi powitalną kolację to wtedy mu powiem. Tylko, dlaczego zachowywał się tak dziwnie przez ostatnie dni. Nie oddzwonił a jak ja dzwoniłam to dziwnie się zachowywał. A jeśli przez ten czas coś się stało i nie ucieszy się z dzieci. Nie to nie możliwe. Marek kocha mnie. Cały czas powtarzał mi to. A te jego ostatnie dziwne zachowanie to przez te Targi Mody. Targi miną i wszystko wróci do normy.

Przez kolejne trzy tygodnie Marek całkiem poświęcił się pracy.  Wieczory zaś spędzał samotnie w domu z czymś mocniejszym. Przestał nawet chodzić na swoje wykłady i do DPS-u. Sebastian martwił się o przyjaciela i próbował pocieszać go jak tylko mógł.  Najgorzej było, gdy rozmawiał z Ulą. Dawał jednak jakoś radę udawać, że między nimi nic się nie zmieniło.   W końcu poszedł zrobić powtórne badania. Dobrych wiadomości jednak nie usłyszał.
- Seba proszę cię nie mów nic Uli- rzekł rozkazującym tonem po wyjściu z laboratorium.    Zresztą z nikim na ten temat nie rozmawiaj. Nic miłego to nie jest i nie chcę ich współczucia. Powiem tylko rodzicom. Mama i tak coś przeczuwa.
-To z Ulą już pewne?-zapytał, choć odpowiedź znał. 
-Tak- rzekł szybko i pewnie. –  Obiecaj, że nic jej nie powiesz.
-To, o co mnie prosisz jest okrutne, ale zgadzam się tylko na wzgląd naszej przyjaźni- odparł niechętnie. –  Moje zdanie na ten temat znasz.
-Cieszę się-odrzekł i szybko opuścił przychodnię.

Długi majowy weekend przyniósł nie tylko sukces mistrza na Targach Mody, ale i wiele nieoczekiwanych zmian w życiu Marka. Sebastian przez ostatni tydzień bawił u rodziców i dopiero po powrocie Marek zasypał go lawiną nowin.
- Seba żenię się z Pauliną- poinformował go od wejścia.
-Że, co!?
-Żenię się z Pauliną- powtórzył.  Ogłuchłeś przez ostatni tydzień.
- Czyś ty zwariował. Z Pauliną?- niemal krzyczał.
- Paulina jest w ciąży-odpalił kolejną rewelacją.
- Jak to w ciąży?- zdziwił się jeszcze bardziej niż przed chwilą. Zmajstrowałeś jej dziecko przed jej wyjazdem?
- Seba daj mi dokończyć –upomniał go. – To nie moje dziecko.  Paula jest w szóstym tygodniu. Prawdziwy tatuś okazał się oszustem. Zaciągnął do łóżka, okradł i zwiał.  
-A ty tak dobrodusznie zgodziłeś się go zastąpić?- pytał z niedowierzaniem. –  Chyba do reszty oszalałeś.
-Nie tak dobrodusznie-uśmiechnął się ironicznie. –   Paulina da mi za to dziesięć procent akcji F&D-oświadczył ciągle zaskoczonemu Sebastianowi. –  Paula aż tak boi się skandalu, że sama mi to zaproponowała.  Co więcej zgodziła się na wszystkie moje warunki.  Ślub tylko cywilny, o wspólnym sypianiu i miłości do niej nie ma mowy i będę żył po swojemu.  To będzie transakcja łączona. Ja daję jej i dziecku nazwisko a ona za przysługę akcje.  Nikt oprócz najbliższej rodziny o naszym rozstaniu nie wie, więc łatwo będzie nam udawać, że dziecko jest moje. A, gdyby ktoś zaczął coś podejrzewać, że urodziło się za wcześnie to powiemy, że dziecko jest wcześniakiem albo Paulina rodzić będzie we Włoszech. Nie mogę mieć własnych dzieci to przynajmniej będę miał cudze. I co najważniejsze w końcu Aleks przestanie mi bruździć jak będę miał większość akcji.  Jak widzisz są i plusy z tego związku - zakończył bardzo entuzjastycznie.   
- Nie wierzę Marek-rzekł jak tylko przyjaciel skończył mówić.  – Ty się po prostu sprzedajesz.  A Ula? – zapytał po chwili milczenia. –  Pomyślałeś, co ona poczuje, gdy dowie się o waszym ślubie. Paulina na pewno to rozgłosi.
-Tym bardziej zapomni i znajdzie sobie innego.  Seba to już postanowione. Na początku sierpnia biorę ślub. Mam nadzieję, że zostaniesz moim świadkiem.
- Przykro mi Marek, ale nie- rzekł spokojnie.   Nie będę brać udziału w tej farsie.
-Trudno- odparł niezasmucony. – Paula zawsze chciała, aby to Aleks był moim drużbą. 
-Widzę, że wracasz całkiem do starego życia i układu- zakpił. –  Matka i Paulina znowu będą rządziły tobą. Zdradzać również ją będziesz.
- Fakt nie zamierzam być wierny- wyznał szczerze. –  Paulina będzie wybaczać mi wszystko, żeby tylko nie odszedł. Kluby, nocne życie i panienki to teraz będzie moje życie.
  - Kiedyś cieszyłbym się z tego, ale nie teraz-odparł spoglądając na przyjaciela z litością.    Marnujesz wszystko to, co wypracowałeś przez ostatnie pięć miesięcy.     
-Seba życie spłatało mi okrutnego figla, dlaczego więc mam być dalej porządny?- pytał przyjaciela z bólem w oczach.  Widzisz nie masz odpowiedzi a ja nie mam powodu żyć uczciwie.
-A dziecko? – zainteresował się. Pokochasz je. Nie wiadomo, jakie są jego geny? Mówiłeś, że jego tatuś oszukał Paulinę.
-Ono nie jest niczemu winne i będę starał się wychować go na dobrego człowieka- odparł bez wahania.  – Może nawet z czasem pokocham. Dzieci czynią cuda.
- Widzisz Marek- próbował odwieść go od podjętej decyzji. –  Z Ulą mogłoby być tak samo. Postaralibyście się o dziecko i żylibyście w szczęściu i miłości.
-Seba rozmawialiśmy już o tym nie raz- przerwał mu. Nie chcę litości. Lepiej będzie jak zwiąże się z ze zdrowym facetem, który spełni jej marzenia o dzieciach.

Paulina przyzwyczajona do poniżania się i proszenia o coś nauczona nie była. Zwłaszcza, że po ostatniej rozmowie telefonicznej, to ona odgrażała się, że to Marek będzie prosić ją o powrót do niej a stało się na odwrót i to ona musiała błagać Marka o ślub.  Była w ciąży i nie mogła wystawić się na pośmiewisko, że urodzi nieślubne dziecko. W czasie świąt poczuła się źle i wyznała, że jest w ciąży a ojciec dziecka oszukał ją. Przypadkiem też dowiedziała się, że Marek chorował na świnkę i że teraz nie może mieć dzieci. Początkowo chciała rozgłosić to, ale po zastanowieniu zauważyła w tym szansę dla siebie. Wykorzystała rozpacz byłego narzeczonego i udawała, że współczuje mu i że wie, co może czuć. Dyskretnie nadmieniała też o swoim nieszczęściu i że mogą sobie pomóc nawzajem.   Z pomocą przyszła również Helena i obie przekonały go, że jest to dobre rozwiązanie. Helena i Krzysztof, co prawda woleliby, aby ich wnuk był z krwi i kości Dobrzańskich, ale też było to lepsze od tego niżby Marek miałby związać się w przyszłości z inną kobietę i nie mieliby w ogóle wnuka albo byłby dla nich całkiem obcy.  Paulina bądź, co bądź była ich przyszywaną córką. Marek zgodził się na plany matki i Pauliny, ale nie tak od razu. Musiał wszystko przemyśleć i mieć z tego jakieś korzyści i dopiero parę dni później wrócił do tematu byciem tatusiem, ale na jego zasadach.
Paulina z nienawiścią zgodziła się na wszystkie jego warunki. Rozważała nawet znaleźć innego tatusia, ale późniejsza chęć zemsty na Marku wzięła górę. Po ślubie zamierzała pokazać mu swoje pazurki i odpłacić mu się za wszystkie upokorzenia, jego warunki i wcześniejsze porzucenie. Aleks również obiecał jej w tym pomóc.  Nawet z bezpłodności Marka czerpała satysfakcję, bo miała przynajmniej pewność, że żadna z jego panienek nie urodzi mu bękarta i to jej dziecko będzie jedynym spadkobiercą całego majątku Dobrzańskich.  Do Włoch na ostatnie dwa miesiące kształcenia się wyjeżdżała, więc całkiem zadowolona i z planami na przyszłość.  

poniedziałek, 9 maja 2016

W ostatniej chwili 11



+18

Marek w końcu przerwał pocałunek i przez chwilę wpatrywał się w nią z tym swoim uśmiechem. Nie potrafił się oprzeć Uli. Wyglądała tak radośnie i przyciągała jak magnez.  Chciał jeszcze raz pocałować ją i to znacznie namiętniej i wyssać jeszcze trochę słodyczy z jej ust, ale na taras weszła inna para i odskoczył od niej. Ulę tymczasem przeszedł kolejny dreszcz, ale nie wiedziała czy bardziej z zimna, czy z całej tej sytuacji.  
-Zimno ci?- zapytał obejmując ramieniem.
-Trochę- odparła kłamiąc, bo dokładnie wiedziała, że dreszcz spowodowany był bardziej pocałunkiem niż zimnem.
-Lepiej będzie jak wrócimy - rzekł prowadząc ją w stronę drzwi i przygotowując na zadanie dręczącego go pytania.    Gniewasz się?
-Nie-odparła szybko, na co Marek odetchnął z ulgą. – Ja wiem, że była to tylko chwila zapomnienia.
-Tak Ula masz rację- tym razem to on skłamał. –  I przepraszam, jeśli cię uraziłem.
-Nie uraziłeś- wysiliła się, aby jej głos nie drżał.  – I cieszę się, że wyjaśniliśmy sobie to.  Jesteś umazany pomadką- dodała, gdy znaleźli się w wewnątrz.  Powinieneś umyć się zanim wrócisz na salę.
-Tak, tak Ula umyje się.   I tak chciałem skorzystać z toalety.

W szatni rozdzielili się. Marek skierował się w jedne drzwi a Ula w drugie.
 I co ja najlepszego zrobiłem- myślał oparty o umywalkę i wpatrując się w swoje odbicie w lustrze.  Powinienem przeprosić ją i powiedzieć prawdę, że żadna chwila zapomnienia to nie była, nie żałuję i chciałbym znowu ją pocałować. Uli usta są takie słodkie. Ciągle czuje ich smak i to coś w żołądku tak przyjemnie łaskocze.  Już dawno tak przyjemnie z nikim mi się nie całowało albo nawet z nikim. Ale czy to możliwe żebym zakochał się w Uli.  Przecież zawsze podobały mi się piękne kobiety. Modelki, aktorki i co ładniejsze panienki z klubu. Z drugiej jednak strony usta Uli i oczy podobały mi się od początku. Co więcej to dla tych oczu umówiłem się na ten pierwszy lunch.  I jednego jestem pewien, że gdy jest blisko jestem szczęśliwy. Może właśnie na tym polega miłość? Tylko czy to możliwe, że jak tak sceptycznie nastawiony do miłości mógłbym zakochać się?
Ula w tym samym czasie tuż zza ścianą również patrzyła w lustro i dotykała swoich ust. I co teraz będzie-zastanawiała się.  Znowu mnie całował i przepraszał? I może kiedyś znowu to zrobić.  Nie potrafię się nawet gniewać, bo nic nie zrobiłam, aby przerwać pocałunek albo nie dopuścić do niego. Tylko jak ja dalej będę z tym żyła. Gdybym mogła cofnąć czas i nie zgadzała się na te wspólne wyjścia to nic by się nie stało. Ale stało się i nic na to nie poradzę. Już przy pierwszym spotkaniu byłam nim zafascynowana. Szkoda, że nie jest już koniec lutego i nie wyjeżdżam lada dzień. Tam przez te dziesięć tygodni może zapomniałabym o nim a tak będę się tylko zadręczać spotykając się z nim. Ula nie ma, co rozpaczać nad rozlanym mlekiem i trzeba wziąć się w garść.
Tak jak pomyślała zrobiła.  Pomalowała usta, przypudrowała nos i wróciła na salę. Marek wrócił chwilę po niej. Na szczęście Sebastian i Patrycja nic nie zauważyli a oni dalej rozmawiali śmiali się i patrzyli na siebie z sympatią jakby nic się nie stało.
Przez kolejne dni unikali się. Zrezygnowali nawet ze środowego pójścia do DPS-u. Marek zadzwonił do niej i wymigał się pracą. Ona również nie miała ochoty pójść tam gdzie miała tyle wspomnień o Marku. W konsekwencji oboje środowe popołudnie spędzili samotnie leżąc na kanapach i rozważając po raz kolejny wydarzenia ze Sylwestra. 

Sobota szósty stycznia przywitał Warszawę świeżym śniegiem.  Ula z radością patrzyła na zasypany pobliski plac zabaw.  Skrzypienie śniegu pod nogami i lekki mróz zawsze ją cieszył. Żałowała nawet, że nie jest teraz w Rysiowie i nie może wytarzać się w śniegu.  
Choć był dopiero przed siódmą i miała wolne postanowiła wstać i pojechać na poranną mszę do klasztoru a później zostać i pomóc poroznosić śniadanie.  W niedzielę i święta w DPS-ie zawsze brakowało wolontariuszy i wiedziała, że pomoc będzie mile widziana. Zamiast jednak roznosić śniadanie zgłosiła się do odśnieżenia alejek i podjazdu do kościoła. Nie martwiła się nawet tym, że nazajutrz będzie boleć ją kręgosłup a na dłoniach będzie mieć odciski. Odśnieżała już dobrych parę minut, gdy poczuła, że ktoś rzucił w nią śnieżką.  Nawet bez patrzenia wiedziała niemal na sto procent, że to Marek.  Nie myliła się. Parę metrów dalej z drugą łopatą do śniegu stał Marek.
-Siostra Lidka powiedziała mi, że tu cię znajdę i przysłała do pomocy- rzekł na powitanie. I cześć Ula.
-Cześć- odparła uśmiechając się.  – To dobrze, że jesteś, bo sama do dziesiątej nie dałabym rady wszystkiego odśnieżyć.
-A, co ma być o dziesiątej?-zainteresował się.
- Betti chce obejrzeć tutejszą szopkę i orszak Trzech Króli i razem z ojcem ma przyjechać do Warszawy.  Obiecałam im pojawić się na przystanku i odebrać, a później jeszcze obiad.
- Ja na dzisiaj mam tylko w planach obiad u rodziców na czternastą, więc jeśli musisz iść to dokończę za ciebie-zaproponował. 
-Dzięki, ale do ich przyjazdu mam jeszcze trochę czasu a i trochę ruchu na świeżym powietrzu dobrze mi zrobi.

Jak na ostatnie wydarzenia pracowali całkiem zgodnie. Rozmawiali prawie o wszystkim z wyjątkiem ich ostatniego spotkania. Po półgodzinie wszystko było już odgarnięte.
-To, co Marek może mała bitwa na śnieżki?-zaproponowała, gdy odłożyli łopaty do schowka. – Nie wiadomo, kiedy znowu spadnie tyle śniegu.
-Czemu nie-odparł z rozpromienioną od uśmiechu twarzą. – Już dawno w to się nie bawiłem. Ty masz się lepiej, bo masz młodsze rodzeństwo.
Przez kolejne minuty biegali i rzucali się śnieżkami jak dzieci. Głównie to Marek rzucał, a Ula uciekała przed kolejnymi atakami. Całkiem przypadkiem goniąc Ulę razem runęli na ziemię i przeturlał ją na plecy.  Leżał na niej i przez chwilę z zachwytem patrzył w jej roześmianą i zarumienioną od zabawy i lekkiego mrozu twarz. Czuła się nieswojo, ale szans na uwolnienie się nie miała, bo Marek przytłaczał ją a ręce trzymał nad jej głową. W dodatku oddech Marka drażnił ją w policzka, nos i usta.
 Jestem już taka wrażliwa na Marka, że to aż niemożliwe-przeszło jej przez myśl.  I jeśli znowu mnie pocałuje to chyba oszaleję. I dlaczego przypatruje mi się tak usilnie?
Nie ma sensu dłużej okłamywać się Dobrzański- myślał tymczasem Marek patrząc w jej błękitne oczy.  Zakochałeś się.
-Zakochałem się Ula-wyszeptał w końcu przerywając ciszę i całą ta intymną sytuację.
-W, kim?-spytała, choć odpowiedzi mogła domyślić się.
- Jak to, w kim?-  W tobie głuptasku- odparł tak czule, że głuptasku można było wziąć za najpiękniejszy komplement.  
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć i zebrać myśli Marek puścił jedną z jej rąk i przez skórzane rękawice musnął jej dolna wargę i brodę. Na długo mu to nie starczyło i chwilę później poczuła usta Marka na swoich. Pocałunek był delikatny, ale szczery i dany z uczuciem.

- We mnie?  Ale jak, i kiedy?-pytała z niedowierzaniem, gdy Marek wstał z niej i otrzepała się ze śniegu.
- Tak w tobie Ula-rzekł wpatrując się w nią.    I sam nie wiem czy dzisiaj, czy na Sylwestrze, czy jeszcze prędzej. Wiem jednak, że tak jest, choć sam się temu dziwię.  Znasz przecież moje zdanie na temat miłości i zakochiwania się.  Ja nawet nie wiem czy zakochać się i kochać to, to samo i czy to, co czuję do ciebie to już miłość, czy tylko zakochanie.  Ale wiem na pewno, że to czuję do ciebie jest takie inne niż to czułem do Pauliny w początkach naszego związku i inne od tego, co czułem do innych kobiet.  To jest takie, takie niecodzienne i przyjemne. Wiem, że to, co powiedziałem jest pokręcone, ale inaczej nie potrafię tego wyrazić.   A ty czujesz coś do mnie oprócz sympatii?-zapytał po chwili milczenia.
To on mnie w końcu kocha czy tylko zakochał się- zadawała sobie tymczasem pytanie w myślach.  Wyraźnie powiedział, że zakochał się a nie kocha, a to nie to samo.  Tylko, co ja mam mu powiedzieć, że ja już go kocham. Lepiej nie. Powiem mu, że podoba mi się i że czuję do niego coś podobnego, co on do mnie i jest to coś innego niż do Bartka i Pawła.
-Jednak wygłupiłem się- rzekł przez gardło.
- Nie Marek-szybko zaprzeczyła.  – Zaskoczyłeś mnie tak, że musiałam wszystko to sobie poukładać w myślach.   Ja czuję dokładnie to samo, co ty. Uświadomiłam sobie to na Sylwestrze, gdy pocałowałeś mnie. To było takie niesamowite i porażające. Będąc z Bartkiem i Pawłem czegoś takiego nie czułam nigdy. 
-To znaczy, że nie jestem ci obojętny- zapytał dla pewności.
-Nie-odparła krótko.
 –Cieszę się Ula- rzekł podchodząc bliżej i głaszcząc policzek. –  Chcę spotykać się z tobą, lepiej poznać, umawiać na randki- mówił z nieukrywanym entuzjazmem.  Oczywiście, jeśli się na to wszystko zgodzisz.  
- A Paulina- zapytała rzeczowo. Przecież to twoja narzeczona.
-Już niedługo nią nie będzie- odparł szybko, aby jak najszybciej rozwiać jej wątpliwości.   Pamiętasz jak mówiłem ci, że wyjechała tuż po świętach?- zapytał, a gdy przytaknęła kontynuował.     Jej wyjazd taki bez powodu nie był. We wigilię pokłóciliśmy się o Sylwestra a później przez całe święta demonstrowała swoje humory. W końcu wyjechała obrażona. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie, że nie mogę z nią dłużej być. Chciałem już wtedy powiedzieć jej o rozstaniu, ale zdążyła wyjechać. Wieczorem zadzwonię do niej i powiem jej, że z nami koniec.
Była zaskoczona tym, co jej powiedział, ale i pomyślała o tym, co może poczuć Paulina, gdy odbierze taki telefon.
-Marek, ale tak nagle przez telefon nie wypada- rzekła nieoczekiwanie nie tylko dla Marka, ale i siebie. Bądź, co bądź byliście ze sobą parę lat i wypada załatwić to osobiście jak należy. Rozstanie przez telefon byłoby podłością.
- Możliwe Ula, ale ona dopiero pod koniec stycznia ma przylecieć do Polski. Nie chcę tak długo czekać. Chcę być z tobą od zaraz.
- A ja nie chcę uchodzić za tą, która rozbiła twój związek. Będą plotki- tłumaczyła mu swoje racje.
- Ula ty nie masz z tym nic wspólnego i będę to zawsze powtarzał-zapewniał.
- No nie wiem Marek- ciągle była nieprzekonana.    Obiecaj przynajmniej, że nie będziemy afiszować się - zaproponowała swoje rozwiązanie.  – Przynajmniej do czasu jak nie będziesz pewny, to znaczy jak my nie będziemy pewni swoich uczuć i jak nie pozałatwiasz spraw z Pauliną.  
- To mogę ci to obiecać skoro tak ci na tym zależy.  Ale czy to znaczy, że się zgadzasz spróbować ze mną- zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Tak.
- To znaczy, że mam dziewczynę i zaproponowałem ci właśnie chodzenie?- pytał przygryzając wargę.
- Na to wygląda-odparła lekko skrępowana. – Tylko pamiętaj żeby nie rozpowiadać o tym na prawo i lewo.  Karolinie i Sebastianowi też nie.  Zwłaszcza Karoli wiesz, jaka jest. Będzie niezadowolona z tego, że mamy spotykać się.
- Obiecuję.  Ale będę mógł całować cię czasami?-zapytał bardzo poważnie.
-Czasami- odparła i poczuła usta Marka na swoich. Był to długi pocałunek, głęboki i zmysłowy. Żadne z nich nie chciało również przerywać go, ale w końcu z ociąganiem przerwali.
 -Co, byś powiedziała na kolacją w jakimś przytulnym miejscu? Wiem, że jest święto, ale może uda nam się coś znaleźć.
-Nie bardzo Marek-odparła z żalem. –Po obiedzie idę z Beatką na Smerfy 2 a później jadę do Rysiowa na niedzielę.
-Szkoda-zasmucił się i on. –Ale mogę spędzić z tobą i twoją rodziną przedpołudnie?
- To możesz. Betti na pewno się ucieszy. I powinniśmy już iść na przystanek.
- Świetnie. Wiesz, że od czasów liceum pierwszy raz tak się zachowuję i myślę o takich zwykłych randkach-rzekł obejmując ją. Do tej pory w ogóle mnie to nie interesowało.  Zobaczysz Ula to będą niezapomniane chwile.

Przedpołudnie spędzili we czwórkę. Cieplaka, co prawda zdziwiła obecność Marka, ale Ula wytłumaczyła mu, że spotkali się w ośrodku i postanowił im towarzyszyć. Pożegnali się dopiero przed obiadem. W czasie obiadu dostała sms-a.
Ula, co byś powiedziała na lunch w poniedziałek w naszej ulubionej restauracji Kwinto?
Odpisała natychmiast.
Z przyjemnością. Tak jak zawsze o 13?
Tak i zamówię stolik. Chyba już stęskniłem się za tobą. Pa
 Ja również. Pa. :)
-Córciu, kto tak do ciebie wypisuje?
- To tylko Karolina- odparła okłamując ojca ten nieliczny raz.

W poniedziałek spotkali się na obiedzie. Marek podjechał pod jej bank, podarował kwiaty i pojechali do restauracji Kwinto. Przypomniał się jej ten pierwszy wspólny lunch, gdy byli w Książęcej.  Marek był dla niej wtedy tylko znajomym i tylko w najskrytszych marzeniach, pragnęła, aby był kimś więcej, jej chłopakiem. A dzisiaj, gdy jest już jej chłopakiem to znowu chciałaby żeby był kimś znacznie ważniejszym.
Stało się to prędzej niż przypuszczała, bo już dwa tygodnie później. Tego dnia umówili się na popołudnie do kina. Wjeżdżając na parking po drugiej stronie ulicy Marek widział trzech chuliganów idących chodnikiem w stronę kina i przewracających kosze. Chwilę później przed wejściem zrobili rozróbę, ale po pojawieniu się ochroniarzy odeszli. Idąc dalej awanturowali się, potrącali i zaczepiali przypadkowych przechodniów. Ula również podążała w ich stronę, widziała ich i bała się.  Marek idąc parę metrów za Ulą czuł, że grozi jej niebezpieczeństwo. Przyspieszył nawet kroku i zawoła ją, ale w gwarze ulicy niewiele było słychać. Po dwóch przepychankach i żartach na nastoletnich chłopakach i jakiejś parze, zaczepili i Ulę. Chwilę to trwało, ale nikt z przechodniów nie reagował.  Kolejny gwałtowny ruch spowodował, że straciła równowagę i niechybnie upadłaby wprost na ruchliwą ulicę, gdyby nie to, że ktoś złapał ją w ostatniej chwili.
 -Marek kochanie- wyszeptała i wtuliła się w bezpieczne jego ramiona.  Tak bardzo bałam się, że może coś mi się stać.
 – Już dobrze skarbie- uspokajał ją i głaskał i całował  po głowie. Jesteś już bezpieczna kochanie.
Chwilę później z pomocą przechodniów i ochroniarzy z kina chuligani zostali zatrzymani a a oni przed seansem poszli do kawiarni uspokoić nerwy.
-Ula- zaczął biorąc jej dłoń do swojej ręki. – Tam na ulicy powiedziałaś do mnie kochanie.  Czy to znaczy, że kochasz mnie? Bo ja swoich uczuć jestem pewny. To, co powiedziałem na ulicy było szczere. Zrozumiałem to, gdy mogła stać ci się krzywda.
Nie mogła uwierzyć w słowa Marka a w gardle czuła suchość.
-Tak Marek kocham cię- wyszeptała.  – Kocham cię od czasu… . Nie zdążyła dokończyć, bo Marek wychylił się i przerwał jej pocałunkiem.

Od tego też czasu ich związek nabrał rumieńców i tempa. Dalej jednak ukrywali go przed światem jak najcenniejszy skarb. Dla wszystkich ciągle byli tylko dobrymi znajomymi i tylko przed Sebastianem tego nie ukryli. Olszański znał przyjaciela i wiedział, że coś zmieniło się i któregoś dnia po kolejnym jego samotnym wyjściu na obiad wyśledził go i widział czułe powitanie z Ulą.  Wieczorem będąc z nim na siłowni Marek wyjawił mu, że jest z Ulą i wytłumaczył, że dopóki jest oficjalnie z Pauliną ich związek powinien zostać tajemnicą i robi to na prośbę Uli.  Zapowiedział również przyjacielowi, aby do czasu zarządu nie wygadał się, że w jego życiu pojawiła się inna kobieta.
Paulina jednak na urodziny brata i zarząd nie przyjechała. Od czasu ich kłótni przestała nawet nękać go telefonami. On również nie zamierzał dzwonić do niej. Był przekonany, że zadzwoni tuż przed przylotem do Polski. Nie zadzwoniła jednak i dopiero dzień przed zarządem dowiedział się, co się z nią dzieje. To Aleks z nieukrywaną przyjemnością powiedział mu, że siostra jest na warsztatach w USA, przyleci do Polski dopiero na Wielkanoc i że skoro on nic sobie nie robi z jego siostry to ona postanowiła również go ignorować. Jej wyjazdem ani słowami Aleksa nie przejął się w ogóle, ale zadzwonił do niej wieczorem. Nie zamierzał rozmowy odkładać na trzy miesiące.  Rozmowa tak jak można było spodziewać się do miłych nie należała. Po trzech odrzuconych przez Paulinę połączeniach usiadł do komputera i wysłał jej wiadomość.

Paulino skoro nie zamierzasz odbierać moich telefonów i porozmawiać to napiszę ci to chciałem powiedzieć.  To już koniec Paulino. Sama powinnaś zresztą wiedzieć, że nasz związek nie ma przyszłości, a ostatni miesiąc jest tego najmocniejszym dowodem. Chciałem powiedzieć ci to już po świętach, ale wyjechałeś. Nie kocham cię i chociaż kiedyś to mi nie przeszkadzało to teraz wiem, że ten element jest w związku najważniejszy.   Nie będę też nikogo obwiniać o rozpad, bo oboje jesteśmy temu po części winni. Przemyśl to wszystko i odpisz albo zadzwoń.

Oddzwoniła jeszcze tego samego wieczora.
- Mogę wiedzieć, co za głupoty wypisujesz? -warknęła.  – Rozstać się po tylu latach związku? Czy ty wiesz, co mówisz?
-Mi też miło cię powitać Paulino-odparł ironicznie.   Tak Paulino dokładnie tak. Rozstać się. Umiesz chyba czytać ze zrozumieniem?
- Nie bądź złośliwy- usłyszał obrażony ton.  – To te twoje wyjścia na sympozjum i do DPS-u tak cię zmieniły.   Mam rację?  Ci studenci albo zakonnice musieli namącić ci w głowie i nagadać jakichś głupot a ty we wszystko uwierzyłeś. Sam na coś takiego nie zdecydowałbyś się.
-Nikt nic mi nie musiał mówić- przerwał jej.  – Ja to sam wiem, zrozumiałem- lekko skłamał, bo to Ula miała poniekąd wpływ na jego decyzję.   Nie pasujemy do siebie, nie jest nam pisane i tyle.  Jeśli przemyślisz to, to sama zrozumiesz, że mam rację.
-O niczym nie będę myślała- oświadczyła mu.  – Musimy usiąść i porozmawiać na spokojnie a nie podejmować decyzję pochopnie.
-To nie jest decyzja podjęta w jeden dzień Paulino-poinformował ją.  – Chciałem powiedzieć ci to już po świętach, ale zdążyłaś wyjechałaś. Zresztą twój wyjazd i zachowanie w czasie świąt utwierdziło mnie w tej decyzji.
-Więc jest to zemsta?-  zapytała z wyczuwalną goryczą. –  Marek wiem, że nie powinnam tak postąpić i wiem, że oboje byliśmy przez ostatni miesiąc zbyt uparci i pogubiliśmy.  I przepraszam cię za to.
-Paula tu nie ma, co przepraszać, bo i tak nic by to nie zmieniło.  Odchodzę od ciebie i koniec. 
-Jeszcze do mnie wrócisz –odgrażała się. –  Znudzi ci się te twoje nowe życie i będziesz błagał o powrót.
-Nie Paulino. Tak się nie stanie- rzekł pewnie.
-Wiesz, co żałuję tych wszystkich lat spędzonych z tobą-rzekła na koniec z nienawiścią.
-Właśnie zrozumiałem, że ja również- odparł, ale już do siebie.
Słowami Pauliny się nie przejął i wziął się za pakowanie jej rzeczy.  Nazajutrz przywiózł je Aleksowi do firmy. Wieczorem zaś powiedział Uli, że rozmawiał z Pauliną i że rozstał się z nią.

Przez kolejny miesiąc spotykali się prawie codziennie i robili wszystko to, co robi się na randkach. Chodzili na spacery, na kawę, obiad, do kina, całowali się, przytulali.  Czasami popołudnia spędzali w mieszkania Uli albo w domu Marka i tam oddawali się nieco intymniejszym pieszczotą. Marek zabrał ją również do swojego ulubionego klubu i nauczył grać w kręgle.  Przez te ostatnie tygodnie przed wyjazdem Uli chcieli na zapas nacieszyć się sobą.
Walentynki spędzili w Parku Wodnym. To Marek przygotował tę niespodziankę. Korzystali z zjeżdżalni, sauny, jakuzzi , zwykłego basenu i relaksującego masażu.  Ula całkiem dobrze czuła się we wodzie i oboje cieszyli się ze wspólnego pływania i zwykłej chlapaniny. Skorzystali również z kawiarni i w scenerii tropiku i pod palmą wypili sok i zjedli lody.
-Bardzo tu pięknie –westchnęła rozglądając się po wnętrzu kawiarenki.
-To prawda skarbie- odparł bawiąc się słomką-parasolką. –  Jeśli chcesz to na wakacje możemy pojechać w tropiki. Kiedy masz urlop?
-Chciałaby w lipcu, ale dokładnie zaplanuję go dopiero po powrocie z Anglii.
-W takim razie ja się dostosuję.  Propozycje będzie cały czas aktualna.
-Zobaczymy-uśmiechnęła się, a w jej głowie pojawiły się wakacyjne marzenia. –  A na razie chodźmy skorzystać z tych dobrodziejstw.
 Były również prezenty.  Marek podarował Uli poduszkę z napisem Kocham Cię, aby miała, do czego przytulać się w czasie pobytu w Anglii. Ula natomiast wybrała dla niego breloczek na klucze w kształcie serca z wygrawerowanym wierszykiem. 





Czas szybko płynął i nadszedł ostatni przedwyjazdowy tydzień.  Piątkowy wieczór uczcili kolacją w restauracji Kwinto.  Ta smaczna kolacja, szampan i atmosfera spowodowały, że przez cały ten czas była między nimi wyjątkowa nastrojowość i intymność, i oboje w swoich myślach pragnęli być bliżej siebie.
-Chciałbym kochać się z tobą-zdobył się w końcu na odwagę Marek i wyznał jej to, gdy znaleźli się na zewnątrz. 
-To zrób to-odparła cicho.
Do domu Marka było blisko i dojechali tam w parę minut. Tuż za drzwiami wejściowymi jak tylko zdjęli wierzchnie okrycia wziął Ulę na ręce i zaniósł prosto do sypialni.
-Marek nie musisz mnie nosić- protestowała lekko.
 -Ale chcę Ula- rzekł idąc przez korytarz.  Zresztą jesteś lekka jak piórko i mógłbym nosić cię tak cały czas - dodał, gdy postawił ją z powrotem na podłogę.  – Tak długo czekałem na tą chwilę.
-A ja postaram się ci to wynagrodzić-szepnęła spoglądając na niego nieśmiało.
Tylko przez chwilę wpatrywali się w siebie. Marek jedna ręką przyciągnął bliżej siebie i zaczął namiętnie całować. Wkrótce jego dłonie znalazły się na jej tali a bluzeczka powoli podnosiła się do góry. Ula natomiast splotła dłonie na jego szyi i rozkoszowała się pocałunkami.  Uwielbiała jego pieszczoty i pocałunki a dzisiaj miała zaznać tego wszystko w pełni. Marek nie spiesząc się całował jej już nie tylko usta, ale i wgłębienie szyi i dekolt a przez jej ciało przechodziły przyjemne dreszcze. Sama też w końcu postanowiła wziąć się w końcu do rzeczy i dłonie z włosów przesunęła na guziki koszuli. Wkrótce pocałunki stawały się coraz bardziej żarliwe, gesty śmielsze a bluzka i koszula leżały na podłodze. Wsunęła mu palce we włosy i przeczesywała je, a ustami pieściła jego nagi tors doprowadzając do nieopisanej rozkoszy. Poczynania Uli były tak porażające, że chciał, aby trwało to jak najdłużej.  Drżał przy każdym jej muśnięciem i dotykiem. On również nie pozostawał dłużny.  Pieścił jej piersi, całował ramiona, szyję i dekolt a resztka ich ubioru i bielizny leżała na ziemi. Na koniec ponownie wziął na ręce i położył na łóżku.  Chwilę później z zachwytem wpatrywał się w jej zgrabne nagie ciało.   Przesuwał  dłonie po każdym kawałku jej ciała a ona cichutko pomrukiwała.
-Marek nie zapomnij zabezpieczyć się- wyszeptała resztkami sił.
- Pamiętam kochanie. Mam parę tego jeszcze z starego życia.
 Gdy jego dłonie  zmierzały ku kobiecości, zadrżała.  Delikatnie rozsunęła nogi i pozwoliła na te najintymniejsze pieszczoty. Na efekt swoich poczynań długo nie musiał czekać. Całe jej wnętrze wypełniały nieopisane uczucia. Spojrzał jeszcze na nią i jednym szybkim ruchem wszedł w jej ciało. Wygięła się w łuk by czuć go w pełni a ich ciała stały się jednością. Na początku poruszał się z lekkością. Chciał pomału stopniować swoje ruchy. Wkrótce poruszali się wspólnym rytmie, oddając się niesamowitej rozkoszy, całkowitemu zapomnieniu, a intensywność doznań doprowadzały ich ciało do granic wytrzymałości.

Ula budziła się powoli, lekko mrucząc a jej ciepły oddech czuł na swoim ramieniu. To Marek budził ją kąsając jej ucho i ramiona. Szeptał jej też czułe słówka. Sam obudził się chwilę prędzej szczęśliwy, zaspokojony, rześki i chętny na powtórkę nocy. Od dawna tak wspaniale się nie czuł. Ula w łóżku była idealna i o kimś takim marzył od dawna.
-Witaj kochanie-rzekł spoglądając na nią oparty na łokciu. Jak się czujesz?
-A jak mogę się czuć- odparła spoglądając na niego z blaskiem w oczach.  – Tak naprawdę dopiero teraz wiem, co to znaczy naprawdę kochać się. Z Bartkiem i Pawłem tak dobrze nie było.
-To dobrze, że byłem lepszy- ucieszył się. –  I z przyjemnością powtórzę to.
-Chcę zrobić to sama Marek- zaproponowała nieoczekiwanie.  
-Uwieść mnie? -zapytał przygryzając wargę z zachwytu na jej propozycję.
-Teraz moja kolej- tłumaczyła się lekko spięta.   
-Skoro tak to powinnaś wziąć się do tego od razu- odparł z biciem serca. – Jestem spragniony i bardzo roznamiętniony.
Tylko przez chwilę patrzyła na niego z miłością i w końcu pocałowała w usta. Bawiła się jego ustami a jej dłoni błądziły po całym ciele. Dotykała Marka tam gdzie jeszcze niedawno nie śmiała nawet o tym myśleć.  Zamknął oczy i czując na sobie ciężar Uli pozwolił, aby robiła z nim te wszystkie wspaniałe rzeczy.  Na efekt pieszczot Uli długo nie musiał czekać i żar namiętności szybko ich ogarnął.  Lekko uniosła biodra i usiadła na nim okrakiem. Znieruchomiał na chwilę, aby chwilę później zaczęła dawać mu rozkosz, o jakiej zawsze marzył. Zdumiewała go ta jej intensywność rozkoszy, jakie mu dawała.  Poruszała się z wprawą, zmysłowo odchylając głowę do tyłu. Doszli w tej samej chwili a potem nastąpiła eksplozja rozkoszy rozlewająca się w jej ciele. Oboje byli tak zajęci sobą, że zapomnieli, aby zabezpieczyć się.
- Kochanie to było niesamowite i czuję się wspaniale –szeptał jej w ucho, gdy opadła zmęczona na jego ciało.  To była cała masa fajerwerków. I naprawdę nie wiem jak ja wytrzymam te dwa miesiące bez ciebie.
-A ja bez ciebie.  Może ta decyzja żeby czekać z łóżkiem była jednak niemądra.
-Ale wspólna i nie ma teraz, co to roztrząsać Ula.  Może dam radę przylecieć do ciebie na parę dni albo ty przylecisz na Wielkanoc.
-Raczej nie, bo poniedziałku wielkanocnego wolnego nie mam. Zresztą Wielkanoc przypada pod koniec kwietnia i będzie to dwa tygodnie przed moim powrotem i nie opłaca się przylatywać.
-Dobrze, że chociaż Anglia nie jest na końcu świata i będziemy mogli rozmawiać przez telefon i skype, pisać sms-y, maile, zwykłe listy. Obiecuję ci to kochanie.
- Widzisz Marek jest tyle możliwości porozumiewania się, że te dziesięć tygodni minie szybko-rzekła wtulając się w jego ramiona.
 Z łóżka nie wyszli do południa. Tam też zjedli późne śniadanie, wypili kawę i dopiero wtedy wstali. Ula zrobiła jeszcze ostatnie zakupy przed wyjazdem i  Marek odwiózł ją do domu.  Następnego dnia rano przyjechał do Rysiowa i razem z ojcem, Beatką i Jasiem pożegnał ją na lotnisku na ponad dwa miesiące.