Po
podwiezieniu Cieplaków do domu i kawie wypitej w ich towarzystwie Marek pojechał
do Sebastiana. Przyjaciel przez weekend
opiekował się swoimi siostrzeńcami a on pomagał mu w tej opiece. Był u niego już we wczorajsze popołudnie i
spędził tam nawet noc. Hania i Bartek polubili nowego wujka obiecał, więc im,
że przyjedzie również i w niedzielę. Razem z Bartkiem bawił się samochodzikami a
z Hanią budował z klocków zamek. Dziewczynka, jako przedstawicielka płci
pięknej nie odstępowała go na krok, tuliła się i dawała całą masę buziaków.
Zabawa i opieka nad tą parą brzdąców tak bardzo spodobała mu się, że został u
Sebastiana na kolejną noc i rozstał się z nimi dopiero rano w poniedziałek po
odwiezieniu do przedszkola. Zaczął też z
coraz większym entuzjazmem i radością marzyć o swoich i Uli dzieciach. Nie mógł
doczekać się jej powrotu i aby jak najszybciej ożenić się i zabrać się za
powiększanie rodziny. Zamierzał również wyrwać się z firmy i polecieć do niej w
ostatni weekend marca. Specjalnie wybrał taki termin, aby zdążyć przed
natłokiem pracy, która czekał go w kwietniu. Na początku maja miały odbyć się,
bowiem Targi Mody i przez cały kwiecień miał być zajęty przygotowaniami do
pokazu. Los szykował im jednak trochę inne
plany.
Od
wyjazdu Uli minęły dwa tygodnie, ale dla Uli i Marka była to wieczność.
Codzienne telefony i sms-y tej rozłąki nie umniejszały. Ula nieustannie wracała
myślami do ostatnich dwóch miesięcy i ciągle trudno było jej uwierzyć w te
szczęście. Na wspomnienia tych najważniejszych chwil czuła szybsze bicie serca
i ogóle szczęście. Z utęsknieniem, więc
czekała na przyjazd ukochanego. Najchętniej też o swoim szczęściu
opowiedziałaby całemu światu, ale ich związek dla większości ciągle był
tajemnicą i tylko Sebastian z Karoliną oraz rodzina Uli wiedzieli, co ich
łączy. Z ujawnieniem swojej miłości chcieli poczekać do powrotu Uli i aż
całkiem ucichnie sprawa rozstania z Pauliną. Rodzice Marka, bowiem ciągle z tej
decyzji zadowoleni nie byli. Ona sama
zadawała sobie nie raz pytanie jak zareagują Dobrzańscy, gdy dowiedzą się, że
są razem. Czasami też bała się, że to
tylko sen, z którego obudzi się a Marka w jej życiu nie będzie. Te jej czarne
myśli pojawiały się również i we śnie i były bardzo realistyczne. Marek
tymczasem czarnych myśli, co do ich przyszłego związku nie miał i widział go w
samych kolorach. Podobnie jak Ula nie
mógł też doczekać się ich spotkania. Chciał polecieć do niej w sobotę i zostać tam
przynajmniej cztery dni. Choć był
dopiero poniedziałek i był prezesem to poszedł do kadr wypisać urlop na
przyszły poniedziałek i wtorek.
-Marnie
wyglądasz- zagadnął go Sebastian, gdy przyjaciel usiadł naprzeciwko niego. – Blady jesteś, oczy masz podkrążone i jakbyś
był spuchnięty. Jakbym cię nie znał to pomyślałbym, że balowałeś całą noc.
-
Fakt dobrze się nie czuję- odparł rozcierając sobie kark. Chyba bierze mnie
angina albo grypa. Od soboty boli mnie
gardło i głowa, mam dreszcze i czuję się jakiś taki rozbity. Najchętniej to poleżałbym w łóżku, ale dzisiaj
mam te spotkanie z Nowackim i nie mogę tego przełożyć. Brałem coś na grypę, ale
nie pomaga. Popołudniu idę lekarza. Muszę
być zdrowy do soboty.
-Może
masz świnkę tak jak Hania i Bartek-zasugerował mu Sebastian przyglądając się uważniej.
– Właśnie ją przechodzili.
-Świnkę?
– spytał bez przekonania. – Przecież
dzieci na to chorują- dodał, ale dla pewności zadzwonił do matki.
Helena
nie miała wątpliwości. Marek świnki w dzieciństwie nie przechodził. Z pójście
do lekarza nie zwlekał. Lekarz nie miał wątpliwości i zdiagnozował świnkę. Uprzedził go również o powikłaniach. We wtorek czuł się znacznie gorzej i przeniósł
się do rodziców. Po czterech dniach to,
o czym wspominał lekarz sprawdziło się. Czuł ból również w podbrzuszu. Zaczął też bardziej gorączkować i czuć większy
ból głowy. Helena troskliwie opiekowała się swoim jedynakiem. Przynosiła jedzenie, leki, robiła okłady. Ból fizyczny był jednak znacznie mniejszy do
bólu psychicznego, który odczuwał. Bał się, że to, co mówił lekarz okaże się
faktem i że nie będzie mógł mieć dzieci. Uli prawdy o swojej chorobie nie
powiedział. Ula wiedziała tylko, że jest chory i ma grypę.
Przez telefon słyszała jego kaszel i trudności w mówieniu trudno, więc było mu to
ukryć. Nie chciał ukochanej martwić bez
potrzeby, ale i tak martwiła się zarówno chorobą jak i tym, że Marek do niej
nie przyleci i zobaczą się dopiero prawdopodobnie po dziesiątym maja. Podobnie
jak Ula pracownicy o jego dolegliwości również nie wiedzieli. Marek sam
poprosił o to rodziców i przyjaciela i dla całej firmy chorował na grypę.
W
tych trudnych chwilach nie tylko rodzice spierali go, ale również Sebastian. Przychodził
w odwiedziny opowiadał o firmie, rozmawiał.
-A,
co zrobisz jak okaże się, że jednak nie możesz mieć dzieci- zapytał go któregoś
dnia.
-Nie
wiem- odparł opierając się o poduszkę. – Dopiero po trzech tygodniach od leczenia
mogę zrobić badania i wtedy zacznę się martwić. Zmieńmy lepiej temat. Jak Patrycja? Ciągle
wprowadza swoje porządki?
-
Gorzej Marek. Ona zaczyna urządzać pokoik dla dziecka. Muszę znaleźć sposób, żeby uwolnić się od
niej. Nie mówiłem ci jeszcze, ale Wiolka
zaczyna mi się podobać. Ostatnio spędziliśmy ze sobą trochę czasu i chyba ona
czuję to samo, co ja. Marek wiem, co mi zaraz powiesz, że jest nie dla mnie, ale
jak to mówią serce nie sługa.
Czas
do badań dłużył mu się niemiłosiernie. Cieszył się nawet, że ma tyle zajęć we
firmie związanych z Targami Mody i może, choć na trochę zapomnieć o dręczącym
go problemie. Z Ulą trudno było mu
rozmawiać i udawać, że wszystko jest dobrze i że całkiem wrócił do zdrowia. Dzień badań w końcu nadszedł, ale niestety sprawdził się najgorszy ze
scenariuszy. Przyjaciel był z nim w tej trudnej sytuacji.
-Co
za ironia losy Seba- rzekł z goryczą i wpatrując się tępym wzrokiem w papierek.
– Miałem w życiu tyle panienek i seksu a
teraz, gdy spotkałem kobietę swojego życia, z którą chciałbym założyć rodzinę
to nie mogę mieć dzieci.
-To
już tak na sto procent?- zapytał Sebastian, bo tak naprawdę nie wiedział, co
mógłby teraz powiedzieć.
-Lekarz
powiedział, że mogę powtórzyć badania za trzy tygodnie i jeszcze raz po trzech
miesiącach, ale cudu mam się nie spodziewać.
-To,
jednak jest jakaś nadzieja?
-Znikoma.
Ula tyle razy mówiła o dzieciach o tym,
że chce czuć jego ruchy, słyszeć bicie serce, że nie boi się utraty figury,
nieprzespanych nocy. Chce mieć przynajmniej trójkę, a ja jej nie dam ani
jednego. Najlepiej będzie jak odejdę od
niej-dodał nieoczekiwanie na koniec.
-
Nie mówisz tego poważnie-rzekł z niedowierzaniem. – Marek porozmawiaj z nią
szczerze i powiedz prawdę.
-Nie
Seba- odparł nieuprzejmym tonem. – Nie
chcę pozbawiać ją rodzicielstwa i marzeń. I nie chcę jej współczucia. Lepiej będzie jak znienawidzi mnie i
zapomni. A później znajdzie sobie
stuprocentowego faceta, który da jej dzieci i będzie szczęśliwa. Mi widoczne niedane było zostać ojcem.
-I, co jej powiesz? Rzucasz ją, bo?-pytał
dociekliwie.
-Bo tylko
wydawało mi się, że ją kocham, że stare życie mnie bardziej pociąga, że nie
jestem jeszcze gotowy na zakładanie rodziny, że była tylko kolejną moją panienką,
że wracam do Pauliny, że poznałem inną. Jak widzisz jest mnóstwo wytłumaczeń. Coś wybiorę. Pocierpi, wyliże się i zapomni.
- A
ty zapomnisz ?- zapytał spoglądając na przyjaciela badawczo.
-A
mnie należało się za te wszystkie uwiedzione panienki- odparł wymijająco.
-Jednak
nie zapomnisz.
-Seba
a można zapomnieć, coś tak pięknego?- zapytał z ironią. Mam ochotę się napić. Zapraszam cię do klubu.
Klub,
choć było jeszcze wcześnie tętnił życiem.
Usiedli przy barze i zamówili sobie po dużym piwie z wkładką. A później
kolejne. Marek do tego wziął jeszcze drinka.
-Marek
może tak już wystarczy- upominał go przyjaciel. – Jeszcze chwila a będziesz
kompletnie pijany.
-O
to mi właśnie chodziło-odparł przyglądając się jakiejś kobiecie. Upić się i
zapomnieć. I jeszcze o jakąś panienkę.
-Marek
nie gadaj głupot. Masz Ulę- odparł wściekle.
-Mam
albo i nie mam-zaczął mówić z pijacką ironią. – Uli tu zresztą nie ma. Jest daleko. Zresztą
całowałem tę twoją Patrycje. O przepraszam już nie twoją. Jedna więcej czy
mniej różnicy nie robi.
-Marek
nie mów tak. Kochasz Ulę- przypomniał mu dobitnie.
-Fakt
i z miłości do niej jestem w stanie odejść- odparł wolno. – To
jest chyba jeden z najmocniejszych dowodów miłości.
-Możliwe
tylko, że będzie to bardzo egoistyczny dowód-wytknął mu.
-Tym
bardziej zapomni-rzucił ripostę.
-Zapomni
i zapomni. Co ty z tym masz? A co z
tobą? – zapytał po chwili ciszy. –Do
końca życia będziesz sam?
-Nie
wiem- odparł po zastanowieniu się. – Aż
tak daleko moje plany nie sięgają. Może znajdę sobie młodą wdowę za mąż wyjść
gotową z dzieckiem. Szkoda tylko, że na mnie skończy się ród Dobrzańskich.
-Marek
medycyna idzie ciągle do przodu- rzekł dodając otuchy. – Może nie za rok ani nie za, dwa ale za pięć
czy dziesięć lat będzie można wyleczyć bezpłodność, coś zaradzić. Trzeba mieć
nadzieję.
-Chciałbym
mieć twój optymizm, ale jakoś nie potrafię wykrzesać go- rzekł smutno.
-Są
też inne metody- próbował ciągle pokrzepiać go. – Adopcja albo anonimowy dawca. Podobno można wybrać sobie nawet cechy,
jakie ma mieć potencjalny ojciec, aby upodobnić go do rodziców. Dlaczego tak na
mnie spojrzałeś? – zapytał, gdy dostrzegł wzrok przyjaciela na swojej osobie. – Jeśli mnie chcesz brać pod uwagę to z góry
mówię nie. Nie mógłbym później widywać je i nie móc opiekować się nim albo nią.
To zniszczyłoby naszą przyjaźń.
-Spokojnie
Seba- po raz pierwszy w całym tym swoim nieszczęściu uśmiechnął się. – Po prostu rozbawiłeś mnie tym swoim pomysłem. Ale przyjacielem jesteś najlepszym skoro
pomyślałeś o sobie, jako potencjalnym ojcu.
-
Jest mi po prosu głupio, bo to ja cię namówiłem cię na pomoc przy opiece nad
Hanią i Bartkiem- rzekł zmieszany. – Gdybyś
nie to, to byłbyś zdrowy.
-
Niepotrzebnie. Nie mogłeś przewidzieć,
że zachoruję. Mam dość picia na dzisiaj- rzekł ku zadowoleniu Sebastiana. –Czas
jechać do domu.
Od
dwóch dni Ula źle się czuła. Mdliło ją i ciągle miała dreszcze. Była pewna, że
to przez te jedzenie meksykańskie z pobliskiej budki. Dzisiaj w dodatku było jej
słabo. Była właśnie na jednym z wykładów, gdy dopadła ją kolejna niedyspozycja.
Chciała wyjść do toalety, ale przy drzwiach zakręciło się jej w głowie i zemdlała.
Gdy ocknęła się nad jej głową zobaczyła grono głów.
-Proszę
spokojnie leżeć- usłyszała głos jednego z prowadzących kurs. – Pogotowie już
jedzie.
W
szpitalu zajęli się nią natychmiast. Przeprowadzili wywiad, pobrali krew do
badania, podpięli do monitora. Po półgodzinie przyszła do niej młoda lekarka.
-Z
wyników krwi wynika, że jest pani w ciąży-oświadczyła jej z uśmiechem.
-W
ciąży- powtórzyła cicho. – Ale jak to możliwe. Przecież miałam okres a później
już z nikim nie byłam.
-To
się zdarza w pierwszym miesiącu i wprowadza kobiety w błąd- wyjaśniła jej. Zrobię pani jeszcze USG i dowiemy się
wszystkiego.
-Tak
jak mówiłam jest pani w ciąży- rzekła chwilę później. Ten niewielki punkcik
to….
-Coś nie tak-zaniepokoiła się, gdy lekarka
nagle przerwała.
-Nie.
Tylko będzie miała pani bliźnięta- uśmiechnęła się. –Są dwa małe punkciki.
-Bliźnięta-powtórzyła
jak echo.
-
Proszę spojrzeć- rzekła lekarka przekręcając monitor. Tu jest pierwszy maluszek
a tu drugi. I proszę się nie martwić wszystko
wskazuje, że dzieci dobrze się rozwijają. Zapiszę pani tylko witaminy i dam dokumentację
z wydrukiem na pamiątkę. Powinna pani również wypocząć i unikać stresu. To dla
dobra pani i dzieci.
Chciała
zadzwonić do Marka od razu, ale po zastanowieniu doszła do wniosku, że zrobi mu
niespodziankę i powie mu jak wróci do Warszawy.
Do powrotu zostały przecież trochę więcej
niż dwa tygodnie- myślała leżąc na
sali obserwacji. Powiem mu jak wrócę. Jeszcze przed wyjazdem
obiecał mi powitalną kolację to wtedy mu powiem. Tylko, dlaczego zachowywał się
tak dziwnie przez ostatnie dni. Nie oddzwonił a jak ja dzwoniłam to dziwnie się
zachowywał. A jeśli przez ten czas coś się stało i nie ucieszy się z dzieci.
Nie to nie możliwe. Marek kocha mnie. Cały czas powtarzał mi to. A te jego
ostatnie dziwne zachowanie to przez te Targi Mody. Targi miną i wszystko wróci do
normy.
Przez
kolejne trzy tygodnie Marek całkiem poświęcił się pracy. Wieczory zaś spędzał samotnie w domu z czymś
mocniejszym. Przestał nawet chodzić na swoje wykłady i do DPS-u. Sebastian
martwił się o przyjaciela i próbował pocieszać go jak tylko mógł. Najgorzej było, gdy rozmawiał z Ulą. Dawał
jednak jakoś radę udawać, że między nimi nic się nie zmieniło. W końcu poszedł zrobić powtórne badania. Dobrych
wiadomości jednak nie usłyszał.
-
Seba proszę cię nie mów nic Uli- rzekł rozkazującym tonem po wyjściu z
laboratorium. – Zresztą z nikim na ten temat nie rozmawiaj.
Nic miłego to nie jest i nie chcę ich współczucia. Powiem tylko rodzicom. Mama
i tak coś przeczuwa.
-To
z Ulą już pewne?-zapytał, choć odpowiedź znał.
-Tak-
rzekł szybko i pewnie. – Obiecaj, że nic
jej nie powiesz.
-To,
o co mnie prosisz jest okrutne, ale zgadzam się tylko na wzgląd naszej
przyjaźni- odparł niechętnie. – Moje
zdanie na ten temat znasz.
-Cieszę
się-odrzekł i szybko opuścił przychodnię.
Długi
majowy weekend przyniósł nie tylko sukces mistrza na Targach Mody, ale i wiele
nieoczekiwanych zmian w życiu Marka. Sebastian przez ostatni tydzień bawił u
rodziców i dopiero po powrocie Marek zasypał go lawiną nowin.
-
Seba żenię się z Pauliną- poinformował go od wejścia.
-Że,
co!?
-Żenię
się z Pauliną- powtórzył. Ogłuchłeś
przez ostatni tydzień.
-
Czyś ty zwariował. Z Pauliną?- niemal krzyczał.
-
Paulina jest w ciąży-odpalił kolejną rewelacją.
-
Jak to w ciąży?- zdziwił się jeszcze bardziej niż przed chwilą. Zmajstrowałeś
jej dziecko przed jej wyjazdem?
-
Seba daj mi dokończyć –upomniał go. – To nie moje dziecko. Paula jest w szóstym tygodniu. Prawdziwy
tatuś okazał się oszustem. Zaciągnął do łóżka, okradł i zwiał.
-A
ty tak dobrodusznie zgodziłeś się go zastąpić?- pytał z niedowierzaniem. – Chyba do reszty oszalałeś.
-Nie
tak dobrodusznie-uśmiechnął się ironicznie. – Paulina da mi za to dziesięć procent akcji
F&D-oświadczył ciągle zaskoczonemu Sebastianowi. – Paula aż tak boi się skandalu, że sama mi to
zaproponowała. Co więcej zgodziła się na
wszystkie moje warunki. Ślub tylko cywilny,
o wspólnym sypianiu i miłości do niej nie ma mowy i będę żył po swojemu. To będzie transakcja łączona. Ja daję jej i
dziecku nazwisko a ona za przysługę akcje. Nikt oprócz najbliższej rodziny o naszym
rozstaniu nie wie, więc łatwo będzie nam udawać, że dziecko jest moje. A, gdyby
ktoś zaczął coś podejrzewać, że urodziło się za wcześnie to powiemy, że
dziecko jest wcześniakiem albo Paulina rodzić będzie we Włoszech. Nie mogę mieć własnych dzieci to przynajmniej będę miał cudze. I co najważniejsze w końcu Aleks
przestanie mi bruździć jak będę miał większość akcji. Jak widzisz są i plusy z tego związku -
zakończył bardzo entuzjastycznie.
-
Nie wierzę Marek-rzekł jak tylko przyjaciel skończył mówić. – Ty się po prostu sprzedajesz. A Ula? – zapytał po chwili milczenia. – Pomyślałeś, co ona poczuje, gdy dowie się o
waszym ślubie. Paulina na pewno to rozgłosi.
-Tym
bardziej zapomni i znajdzie sobie innego. Seba to już postanowione. Na początku sierpnia
biorę ślub. Mam nadzieję, że zostaniesz moim świadkiem.
-
Przykro mi Marek, ale nie- rzekł spokojnie.
– Nie będę brać udziału w tej
farsie.
-Trudno-
odparł niezasmucony. – Paula zawsze chciała, aby to Aleks był moim drużbą.
-Widzę,
że wracasz całkiem do starego życia i układu- zakpił. – Matka i Paulina znowu będą rządziły tobą.
Zdradzać również ją będziesz.
-
Fakt nie zamierzam być wierny- wyznał szczerze. – Paulina będzie wybaczać mi wszystko, żeby
tylko nie odszedł. Kluby, nocne życie i panienki to teraz będzie moje życie.
- Kiedyś cieszyłbym się z tego, ale nie teraz-odparł
spoglądając na przyjaciela z litością. – Marnujesz wszystko to, co wypracowałeś przez
ostatnie pięć miesięcy.
-Seba
życie spłatało mi okrutnego figla, dlaczego więc mam być dalej porządny?- pytał
przyjaciela z bólem w oczach. Widzisz
nie masz odpowiedzi a ja nie mam powodu żyć uczciwie.
-A
dziecko? – zainteresował się. Pokochasz je. Nie wiadomo, jakie są jego geny?
Mówiłeś, że jego tatuś oszukał Paulinę.
-Ono
nie jest niczemu winne i będę starał się wychować go na dobrego człowieka-
odparł bez wahania. – Może nawet z
czasem pokocham. Dzieci czynią cuda.
- Widzisz
Marek- próbował odwieść go od podjętej decyzji. – Z Ulą mogłoby być tak samo. Postaralibyście
się o dziecko i żylibyście w szczęściu i miłości.
-Seba
rozmawialiśmy już o tym nie raz- przerwał mu. Nie chcę litości. Lepiej będzie
jak zwiąże się z ze zdrowym facetem, który spełni jej marzenia o dzieciach.
Paulina
przyzwyczajona do poniżania się i proszenia o coś nauczona nie była. Zwłaszcza,
że po ostatniej rozmowie telefonicznej, to ona odgrażała się, że to Marek
będzie prosić ją o powrót do niej a stało się na odwrót i to ona musiała błagać
Marka o ślub. Była w ciąży i nie mogła wystawić
się na pośmiewisko, że urodzi nieślubne dziecko. W czasie świąt poczuła się źle
i wyznała, że jest w ciąży a ojciec dziecka oszukał ją. Przypadkiem też dowiedziała
się, że Marek chorował na świnkę i że teraz nie może mieć dzieci. Początkowo
chciała rozgłosić to, ale po zastanowieniu zauważyła w tym szansę dla siebie.
Wykorzystała rozpacz byłego narzeczonego i udawała, że współczuje mu i że wie,
co może czuć. Dyskretnie nadmieniała też o swoim nieszczęściu i że mogą sobie
pomóc nawzajem. Z pomocą przyszła również Helena i obie
przekonały go, że jest to dobre rozwiązanie. Helena i Krzysztof, co prawda
woleliby, aby ich wnuk był z krwi i kości Dobrzańskich, ale też było to lepsze
od tego niżby Marek miałby związać się w przyszłości z inną kobietę i nie
mieliby w ogóle wnuka albo byłby dla nich całkiem obcy. Paulina bądź, co bądź była ich przyszywaną
córką. Marek zgodził się na plany matki i Pauliny, ale nie tak od razu. Musiał
wszystko przemyśleć i mieć z tego jakieś korzyści i dopiero parę dni później
wrócił do tematu byciem tatusiem, ale na jego zasadach.
Paulina
z nienawiścią zgodziła się na wszystkie jego warunki. Rozważała nawet znaleźć
innego tatusia, ale późniejsza chęć zemsty na Marku wzięła górę. Po ślubie
zamierzała pokazać mu swoje pazurki i odpłacić mu się za wszystkie upokorzenia,
jego warunki i wcześniejsze porzucenie. Aleks również obiecał jej w tym pomóc. Nawet z bezpłodności Marka czerpała
satysfakcję, bo miała przynajmniej pewność, że żadna z jego panienek nie urodzi
mu bękarta i to jej dziecko będzie jedynym spadkobiercą całego majątku
Dobrzańskich. Do Włoch na ostatnie dwa
miesiące kształcenia się wyjeżdżała, więc całkiem zadowolona i z planami na
przyszłość.

