sobota, 9 grudnia 2017

Nie wszystko jest takie, jakim się nam wydaje 3/4

W poniedziałek tydzień po wypadku lekarze zaczęli wybudzać Ulę ze śpiączki farmakologicznej, a gdy była już w stanie coś powiedzieć i w miarę rozsądnie myśleć to zadali jej typowe pytania zadawane w takich sytuacjach. Po poprawnych odpowiedziach  na pytanie o imię i nazwisko,  zapytano ją również o to czy pamięta, co się stało.


Znalazłam list w biurku Marka i błyskotki, a potem wbiegłam na ulicę- pomyślała ze smutkiem. Szkoda, że nie mam amnezji.
- Tak pamiętam- odparła słabym, dławiącym głosem po długotrwałej intubacji. —Wpadłam pod samochód. Który mamy dzisiaj? -zapytała jeszcze.
-Trzeci czerwca- odparła lekarka. —Jest pani tutaj od tygodnia.
Za pięć dni Marek bierze ślub. Teraz pewnie pakuje się i szykuje do najważniejszego dnia swojego życia. Podlec jeden.
-Coś się stało? – zapytała lekarka, widząc na twarzy wraz bólu.
-Nie - mówiła, kręcąc lekko głową.
-Jest tutaj pani rodzina- dodała, doktor Kwiecień jak wyczytała z plakietki przypiętej do kitla. —Niedługo będzie mogła zobaczyć ich pani. Tylko pojedynczo.
-Rano był też ten słodziak pani, ale już poszedł- usłyszała od pielęgniarki Moniki. —Pewnie, jak zawsze wróci wieczorem.
Słodziak. Jaki słodziak? Tylko jednego słodziaka znam. I to od tej najgorszej strony.
-Co mi było?- pytała chcąc, odwieść myśli od Marka.
-Usunęliśmy pani krwiaka i śledzionę. Ale z tym da się żyć i są to częste obrażenia ponoszone w wypadkach. Ma pani jeszcze dwa żebra pęknięte, ale to nie jest nic bardzo groźnego. Wszystko, co najgorsze jest za panią. Teraz proszę odpoczywać i oszczędzać gardło.
Więcej jej nie męczyli i powiedzieli tylko, że wieczorem z sali OIOM- u przeniosą ją na dwa - trzy dni na salę pooperacyjną z całodobową opieką, a później na salę ogólną i zaczną rehabilitację.

Parę minut później do sali wszedł Cieplak.
-Córciu tak bardzo martwiliśmy się o ciebie- mówił, trzymając za rękę.  — Byliśmy u ciebie codziennie. Ja albo Jasiu. Beatka też była. Ciągle pyta o ciebie i kiedy wrócisz. Wszyscy czekamy, aż wrócisz do domu. Maciek również przyjeżdżał. Przywoził mnie tutaj czasami. Pewnie przyjedzie dzisiaj albo jutro.  
-Miłe - odparła krótko.
- Marek też był codziennie- dodał niepewnie. —Chciałby przyjść i porozmawiać.
-Nie – zadecydowała szybko. —Nie mów o nim.
-Dobrze Ulcia. Będzie, jak chcesz- uspokajał. —On zresztą tak myślał, że nie będziesz chciała go oglądać. Prosił mnie, tylko żeby powiedzieć…
-Tato – jęknęła, przerywając ojcu. —Prosiłam cię.
-Powiem mu, żeby nie przychodził- obiecał. —Na pewno uszanuje twoją decyzję.
I dla mnie będzie lepiej, jak nie będę widziała go. Ale i tak go kocham- myślała. Chociaż oszukał mnie z premedytacją.
Po wyjściu Cieplaka i po krótkiej wizycie brata miała czas na własne myśli i wspomnienia o tym koszmarnym dniu. Jednego była pewna, że nie chce oglądać Marka, pamiętać go, ani słyszeć o nim. Jednak jak na złość jedna z pielęgniarek, która przyszła zmienić jej kroplówkę mówiła, jak szybko okazało się o Marku.
-Ten pani szef musi mieć do pani sentyment – mówiła z rozmarzeniem siostra Marta. —A słodziak z niego jakich mało. —Na żywo wygląda jeszcze bardziej słodko niż na zdjęciach. Nawet naszej oddziałowej, serce miękło na jego widok.
-Cały on- mruknęła.
-Przychodził codziennie do pani- poinformowała ją pielęgniarka. —Rano i wieczorem- sprecyzowała. — Wchodził na chwilę na salę, coś tam mówił, popatrzył przez szybę i odchodził. Zachowywał się jak chłopak, a nie szef.
-Tak – odparła, bo nie chciała być nieuprzejma i mówić pielęgniarce, że ma przestać mówić o nim.
-Tak – poparła, bo odpowiedź Uli wzięła za pytanie i zadane z zadowoleniem. —Dzisiaj pewnie znowu przyjdzie- kontynuowała z entuzjazmem. —Będzie mogła go pani w końcu usłyszeć, bo do tej pory prowadził samotny monologi.
-Może - odparła od niechcenia.
-Szkoda, że my nie będziemy już go oglądać- westchnęła tymczasem jej rozmówczyni. —Sala, na którą panią przewożą to już nie nasz rejon. A tak swoją drogą to z niego i z tej Febo to dziwni ludzie. Najpierw gazety od pół roku rozpisują się o bajecznym ślubie, a tu nagle okazuje się, że ślub został odwołany i spekulacje, dlaczego. Każda gazeta i portal plotkarski ma swoje przypuszczenia i nie wiadomo, w co wierzyć. W kolejny romans Dobrzańskiego, kłopoty firmowe, czy problemy zdrowotne ojca niedoszłego pana młodego- wymieniła niektóre powody. — Pewnie za niedługo wszystko się wyjaśni. Na razie jest to temat i tajemnica numer jeden. Gotowe- dodała, mając na myśli podłączenie kroplówki. —Będzie schodzić ze trzy godziny- rzekła, odchodząc.
Ślub został odwołany- analizowała słowa pielęgniarki. —Ale jak to?  Kto odwołał i dlaczego? Która wersja jest prawdziwa? Że pan Krzysztof zachorował, czy ta ,że Paulina dowiedziała się o mnie- pomyślała o tym ze zniechęceniem. Albo jeszcze coś innego. Najlepiej poinformowana byłaby pewnie Wioletta.  I czy to chciał powiedzieć mi tato? A Marek chciał widzieć się ze mną, bo chciał mnie przeprosić, czy może powiedzieć o odwołanym ślubie? I może dlatego Marek ciągle jest w Polsce. 

Marek tymczasem czekał na Cieplaka w holu. Rano był w szpitalu i wiedział, że po dwunastej Ula powinna być już wybudzona i przyjechał do szpitala. Pokazywać się Uli jednak nie chciał i umówił się z Józefem, że spróbuje powiedzieć córce, że chciałby zobaczyć się z nią.
-Niestety, ale na razie nie jest gotowa na siłach, aby spotkać się z panem – rzekł mocno, okrawając rozmowę z córką, bo nie życzyła sobie widzieć go w ogóle.
-Rozumiem – odparł bez rozczarowania. —Myśli, że ją oszukałem.  Ale o ślubie powiedział pan?
-Chciałem, tylko że ona nie chce słuchać o panu – mówił, rozkładając bezradnie ręce. —Proszę dać jej czas. —Ona sama musi chcieć spotkać się z panem. Nic na siłę. Od dziecka była uparta. Musi sobie w tej swojej główce wszystko poukładać.
-Coś o tym wiem – odparł, uśmiechając się do Józefa.
-To sam pan wie, jak to z nią jest – Cieplak również odwzajemnił uśmiech.
-Ale w tym wypadku najlepiej byłoby, gdybym w ogóle zniknął z jej życia. Mogłaby przynajmniej w spokoju dochodzić do zdrowia.
-Proszę być dobrej myśli panie Marku – pocieszał Cieplak. — Jutro Ula będzie na bardziej ogólnej sali, to spróbuję porozmawiać z nią jeszcze raz.
-Oby chciała- odparł bez wiary.
W pracy zaś Marek miał więcej szczęścia. Ojciec wybaczył już mu historię z wekslami, a z Adamem swoim asystentem pracowało mu się bardzo dobrze. Turek w bliższym poznaniu okazał się być całkiem inny niż za jakiego wszyscy uważali go i jaki był za czasów Aleksa. Nie był taki lękliwy, ponury, nerwowy. Można było z nim nawet pożartować. Jedynie co go martwiło to Aleks, który zwołał nadzwyczajny zarząd na następny tydzień.

Dzień później Cieplak ponownie pojawił się w szpitalu, a razem z nim przyjechała Alicja. Ula z wizyty koleżanki ucieszyła się, bo mogła wypytać ją o interesujące sprawy.
-Ala – rzekła z uśmiechem. —Miło cię widzieć. Co słychać u dziewczyn, we firmie. Radzicie sobie beze mnie?
-Dziewczyny kazały uściskać cię – odparła, ściskając ją za rękę. —A we firmie dawno takiego poruszenia nie było.
-To przez ten odwołany ślub – stwierdziła Ula, ku ich zdziwieniu. —Wiem od pielęgniarki, a ona z gazet.
-Dokładnie Ula – przytaknęła kadrowa.
-Córciu – zaczął Józef uważając, że jest to odpowiedni moment na rozmowę. —Marek prosił mnie, żebym powiedział ci o tych zerwanych zaręczynach już wczoraj. Powiedział jeszcze, że cię kocha i chce porozmawiać z tobą.
-Tato w jego słowa nie można wierzyć – mówiła z uwydatnieniem.
-Wydawał się szczery – przekonywał Cieplak. —Przychodził do ciebie dwa razy dziennie.
-To też wiem. Mówiłeś wczoraj i jeszcze pielęgniarki mówiły mi. Jak to, że zrobił ogromne wrażenie na żeńskim personelu szpitala.
-Powiedział mi jeszcze, że kiedyś okłamywał cię ze swoim uczuciem i przez niego miałaś ten wypadek, bo dowiedziałaś się o tym. Takie wyznanie o czymś świadczy.
-Ula, znam Marka od lat i nigdy się tak nie zachowywał, jak teraz – tłumaczyła również Alicja. —Jemu naprawdę musi zależy na tobie i uważam, że twój ojciec ma rację i powinnaś, chociaż z nim porozmawiać. Może nie wiesz wszystkiego.
- A ktoś wie o nas? O tym, co było między nami? – pytała, zamiast odpowiedzieć.
- Tylko my, rodzice Marka i Sebastian.  Marek nie chce narażać cię na nieprzyjemności- wytłumaczyła. —Zwłaszcza teraz gdy leżysz w szpitalu. Tym się nawet martwi. Nie chce ci zaszkodzić. Rozmawiałam z nim i wiem, że tak jest- mówiła przekonująco Alicja.
-A, co z Pauliną?  —Jak ona to znosi? – pytała, omijając dalej jakiejś konkretnej odpowiedzi na temat Marka.
-Razem z Aleksem wjechała do Mediolanu. Wszystkim mówili, że ich babcia niedomaga, a ślub został odwołany z tego powodu. Ula, Marek prosi cię tylko o jedną krótką rozmowę. Prędzej czy później się spotkacie- argumentowała.  
-Niech będzie to później – wtrąciła zdecydowanie.
-Będzie, jak chcesz Ula- uspokajał Józef. —Przynieść ci coś z domu?
-Telefon tato, piżamę i wszystko co będzie potrzebne na zwykłej sali. Sam wiesz co.


Marek o kolejnym niepowodzeniu spotkania się z Ulą dowiedział się od Alicji. Kobieta tak jak dzień prędzej Cieplak, starała się przekonać go, żeby dał czas Uli.
-Zrozum Marek ona na razie kłóci się z własnymi myślami i uczuciami– tłumaczyła mu.  —Wyczułam to, a to już dużo. Daj jej jeszcze te parę dni.
- Skoro tak mówisz – odrzekł niepocieszony. —A jak się czuje?
-  Coraz lepiej. Nabiera rumieńców, mówi coraz lepiej, będą ją rehabilitować pomału - informowała Dobrzańskiego, uśmiechając się delikatnie.  
-To dobrze, że czuje się lepiej- odparł, odchodząc.

W kolejnych pięciu dniach Ulę stopniowo pionizowali, aż mogła usiąść na łóżku, a później spuszczać nogi.   Kolejnym etapem i pod okiem rehabilitantki było chodzenie po swojej sali, a do diety płynnej lekarze wprowadzali posiłki stałe. Codziennie również odwiedzał ją ktoś z rodziny albo Maciek. Przychodziły też koleżanki z pracy i Wioletta.  Ta ostatnia też wprowadzała ją w dobry humor.
-Mówię ci Ulka, Adam i Marek zostaną jeszcze najlepszymi przyjaciółmi, a Sebastian zostanie odstawiony na podstawkę, jak ten kubek z kawą z drugiego tłoczenia -mówiła w czwartkowe popołudnie w czasie odwiedzin.  —Całe dnie spędzają razem zamknięci w biurze Marka. Tak jak kiedyś było z tobą.  Z tobą to rozumiem, ale on i Adam?  Co oni mogą robić tyle czasu razem?
-Wiola niedługo zarząd i pracują – racjonalnie wytłumaczyła.
-Właśnie Ula- rzekła Wioletta takim tonem, jakby do odpowiedzi Uli nie była przekonana. —Marek pracuje, jakby podmienili go. Sam Cebulek mówi, że ze starego Marka nic nie zostało. Nawet do klubu nie da się wyciągnąć. To musi mieć związek z tym odwołanym ślubem – zaczęła mówić szeptem. —Co jak co Ula, ale ta historia z niedomagającą babcią Pauliny jest cerówką szyta. A wiadomo, że jak nie wiadomo w przypadku Marka, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o kobietę – podsumowywała swoje domysły. —Pojawił się ktoś nowy i Paulina powiedziała dość. Przecież miałam ją wyśledzić. Sama powiedz, że mam rację. 
-Nie ma mnie we firmie, to nie wiem – odparła nieco wymijająco Ula. —A jak sprawuje się Adam?–  postanowiła zmienić temat.
-Ujdzie. Przyniósł mi i Markowi nawet ostatnio sernik od mamy. A kiedy ty wracasz do nas?
-Nieprędko Wiola- odparła.

W piątek Marek będąc w coraz większej desperacji spowodowanej milczeniem Uli i wiedząc, że Ala w czasie lunchu idzie do niej, postanowił napisać list. Dołączył również maskotkę. Z wzięciem tych dwóch rzeczy Alicja problemu nie miała, ale obiecać też Markowi, że coś wskóra nie mogła. Jej przypuszczenia, że łatwo nie będzie sprawdziły się w stu procentach. Najpierw, jednak porozmawiała z koleżanką na bardziej neutralne tematy i krótko przed wyjściem wciągnęła z torby maskotkę i dała Uli.


-Krówka przytulanka. Dzięki. Jest piękna- mówiła z entuzjazmem.
-Od Marka- szybko wyprowadziła ją z błędu.
-Nie wiem, po co on to mi przesłał- rzekła obrażona. — I co on sobie myśli? - zapytała. Że to coś zmieni.
-Zaczynasz mnie tą swoją zawziętością denerwować- Ala postanowiła nią potrząść. —Jeszcze przed momentem podobała ci się, a teraz nagle jest be. Zachowujesz się jak dziecko.
-Możesz nie krzyczeć – rzuciła z pretensją.
- Nie, nie mogę Ula – odparła z irytacją. — I kiedyś byłaś inna. Zawsze mówiłaś, że każdemu trzeba dać drugą szansę, a teraz zaprzeczasz samej sobie. Marek dał mi jeszcze list- dodała, podając kopertę. —Tyle chyba możesz zrobić i przeczytać? Musisz jeszcze wiedzieć, że Marek bardzo zmienił się w ostatnim czasie- kontynuowała, gdy Ula oglądała kopertę. —Nie żartuje tak jak kiedyś, spławił Klaudię, całe dnie pracuje z Adamem, kłóci się nawet ze Sebastianem o wyjścia do klubu.  Marek oszukał cię, ale teraz to inny chłopak- przekonywała kadrowa.
-Czytałaś – zapytała bezsensownie, gdy Ala skończyła mówić.
-Za Wiolettę mnie uważasz? – zapytała obrażona. —Pójdę już -dodała, wstając z krzesełka. —Masz nad czym myśleć Ula.  
Ula z przeczytaniem listu zwlekała i po wyjściu koleżanki raz chowała go do szuflady szafki, aby chwilę później wyciągnąć go i schować pod poduszkę. Marek zmienił się Ula, Marek jak nie Marek chyba podmienili go, odstawił Klaudię, tak bardzo prosił o spotkanie z tobą –kołatały się jej po głowie również słowa Ali i Wioletty.  W końcu jej ciekawość wzięła górę i zajrzała do koperty.

Ula wiem, że bardzo cię skrzywdziłem, trudno jest zapomnieć o tym i że jeden list ani jedna rozmowa nie spowodują, że zapomnisz. Ale wiedz, że nie wszystko jest takie, jakim się nam wydaje.  Tak jak kiedyś napisałem Ci. I gdybyś tylko zgodziła się, aby mógł przyjść do ciebie, to powiedziałbym Ci, że dzięki Tobie patrzę inaczej na życie. Przemeblowałaś je i przy Tobie wszystko jest takie prostsze i szczęśliwsze. Przy Paulinie na pewno nie czułbym tego nigdy i nie byłbym szczęśliwy. Jesteś wyjątkowa Ula i wiem, że nigdy takiej wartościowej kobiety jak Ty nie spotkałem. Dlatego poczekam na spotkanie, ile trzeba Ula. Ty na mnie też byłaś gotowa czekać. I tak na koniec Ula kocham Cię i żałuję tego, co się stało.
PS. Kwiatów na oddział nie można przynosić, to przesyłam Ci maskotkę.
Marek
Po kolejnych dziesięciu postanowiła zadzwonić do Marka i powiedzieć mu, że może przyjść, ale nie odbierał. Podobnie było po kolejnych dziesięciu minutach. Później wzięli ją na badania RTG i z telefonem do niego musiała poczekać.



We F&D tymczasem pojawiła się Paulina w towarzystwie dwóch mężczyzn i niezatrzymani przez nikogo skierowali się na piąte piętro. Tam rozdzielili się i panowie poszli w jedną stronę, a Paulina do biura Marka. W sekretariacie rzuciła wrogie spojrzenie na Adama i Wiolettę oni na nią i nie czekając, aż Wiola zaanonsuje ją weszła do gabinetu prezesa.

Pojawienie się w drzwiach Pauliny zdziwiło Dobrzańskiego, bo spodziewał się zobaczyć rodzeństwo Febo dopiero w przyszłym tygodniu na zarządzie.
-Cześć Marko – rzekła słodko od drzwi. —Możesz poświęcić mi chwilę.
- Co cię sprowadza?
-To chyba zrozumiałe. Mamy rachunki do wyrównania- mówiła, zamykając drzwi na klucz. 
Kolejne wydarzenia działy się w zastraszająco szybkim tempie. Najpierw można było usłyszeć huk, a później odgłos dźwięku czujnika dymu i poczuć sam dym.
-To mała petarda i świece dymne- wytłumaczyła. —Tak dla wywołania paniki i żeby nikt nam nie przeszkadzał.
-Paula – próbował zebrać myśli i coś powiedzieć.
W tej samej chwili zadzwonił jego telefon i widział, że na wyświetlaczu wyświetliło się imię Ula. Adam również wołał go i próbował otwierać drzwi.
-Nawet nie próbuj odbierać i cokolwiek mówić do Turka-  rzekła Febo, wyciągając mały pistolet. —I nie podchodź do mnie. Zniszczyłeś moje życie, to ja chcę zniszczyć twoje. Spalić to wszystko nie jest łatwo, ale ty jesteś łatwiejszym celem.
-Paula odłóż pistolet – mówił, przełykając ślinę. —Musimy otworzyć okna. Udusimy się.
-To byłoby nawet ciekawe i takie romantyczne-  mówiła bez wzruszenia.


Tymczasem na korytarzu faktycznie zapanowała panika. Ludzie zbiegali na dół, potrącając się nawzajem i zabierając co popadło. Nikt nie wiedział też co się tak naprawdę dzieje. Jedni myśleli, że to ćwiczenia przeciwpożarowe a inni, że to prawdziwy alarm.

Prześwietlenie Uli wykazało, że pęknięte żebra zrastają się prawidłowo i po tych dobrych wiadomościach chciała już opuścić gabinet, ale zatrzymały ją słowa spikerki radiowej.
I na koniec serwisu informacyjnego przenosimy się na ulicę Lwowską i do domu mody F&D. Z doniesień wynika, że z budynku wydobywają się kłęby dymu, a chwilę prędzej słyszany był huk wybuchu. Więcej na ten temat w serwisie o czternastej.
Po wyjściu z pracowni i dotarciu do swojej sali ponownie chciała zadzwonić do Marka, ale dalej nie odbierał. Telefon w sekretariacie Marka również milczał i dopiero Ala odebrała.  Od przyjaciółki dowiedziała się jednak niewiele, bo ta właśnie dojechała i powiedziała jej to samo, co wiedziała z serwisu informacyjnego. Dodała, tylko że ludzie w panice wybiegają z budynku.
 Straż pożarna na miejsce dotarła szybko i pierwszym ich pytaniem było czy ktoś jest wewnątrz i ewentualnie, ile osób.  Wioletta z miejsca powiedziała o Marku, Paulinie i Adamie.  Sam Turek pojawił się chwilę później i powiedział, że drzwi do gabinetu szefa są zamknięte.


 

niedziela, 3 grudnia 2017

Nie wszystko jest takie, jakim się nam wydaje 2/4



Następnego dnia, po rozstaniu z Pauliną, Marek wstał wcześnie, bo tuż po piątej i poszedł do parku pobiegać. Spać i tak nie potrafił i całą bezsenną noc spędził na kanapie w salonie swojego domu. Do sypialni, którą dzielił z Pauliną, nie zamierzał iść spać.  Rozstał się z nią definitywnie, a w sypialni zbyt wiele rzeczy o niej przypominało mu.  Leżąc, miał sporo czasu na analizę wydarzeń z domu rodziców i na planowanie co dalej. Pierwszą sprawą było zajęcie się odwołaniem katedry, zaproszonych gości i wszystkiego tego, co wiązało się z niedoszłym ślubem. W planach miał też sprzedaż domu.
Po powrocie z joggingu wziął prysznic, napił się tylko kawy i pojechał do Uli do szpitala. Miał nadzieję, że wpuszczą go do niej na chwilę i będzie mógł powiedzieć jej o zerwaniu z zaręczyn. W szpitalu pojawił się przed siódmą, ale wejść nie mógł, bo pielęgniarki akurat zajmowały się pacjentami przed obchodem. 


Chwilę po nim przed salą OIOMU-u pojawił się i Cieplak.  Zdziwił się, że jest o tak wczesnej porze. 
-Dzień dobry panie Józefie- przywitał się uprzejmie. —Pan tutaj tak wcześnie? Chyba pan nie nocował w szpitalu?
-Nie, nie nocowałem. Maciek jechał do Poznania, to skorzystałem z podwózki panie Marku- wyjaśnił.  —A co pan robi tutaj tak wcześnie? - odbił piłeczkę. —Musi panu naprawdę zależeć na Uli. Nie każdy pracodawca tak zachowywałby się i przyjeżdżał codziennie w odwiedziny.
- Ula zasługuje, abym był tutaj- mówił życzliwie. —Tyle razy pomagała mi, ratowała życie. To jedyne i później tak bardziej w przenośni. Mało jest takich osób jak ona.
-To prawda - przytaknął Cieplak. —Po śmierci Madzi ja całkiem rozkleiłem się, a ona była wsparciem dla mnie. Zajmowała się domem, rodzeństwem. Gdyby nie ona to nie poradziłbym sobie. Najpierw myśli o innych, a później o sobie.
-Cała Ula - westchnął.  —Jest wyjątkowa panie Józefie- dodał z sentymentem.  — Byłem tylko głupcem, że nie zauważyłem prędzej tego i musiała stać się tragedia, żeby pojąć coś bardzo ważnego. Dzisiaj mogę panu już powiedzieć. Kocham pana córkę i rozstałem się wczoraj z narzeczoną.
-Zaskoczył mnie pan- rzekł po chwili. —Ula i pan. Czułem co prawda, że córcia coś czuje do pana, ale wydawało mi się, że jest to miłość bez przyszłości.
-Bo kiedyś taka była- wtrącił gotowy powiedzieć całą prawdę. —Ja kiedyś nie byłem ani zakochany, ani szczery i skrzywdziłem Ulę. Zrobiłem dokładnie, to samo co pan mówił Jasiowi po nieudanym balu maturalny. Zakpiłem z uczuć dziewczyny. I to poniekąd przeze mnie Ula miała ten wypadek. Miałem problemy w pracy i wykorzystałem jej uczucie do mnie do własnych celów- zaczął wyjaśniać, zanim odezwał się Cieplak. —Wmawiałem, że kocham, że dla niej rozstanę się z narzeczoną, a w moich planach tego nie było. Przedwczoraj dowiedziała się o tym w okrutny sposób, a ja  płacę za to i będę musiał walczyć o uczucia Uli, jej przebaczenie i zaufanie. I pana jednocześnie- dodał na koniec.
-Panie Marku- zaczął, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. —To wszystko dzieje się tak szybko. Tu mówi pan, że kocha a chwilę później, że żartował pan z jej uczuć. Nie nadążam za wszystkim. Nie wiem co postanowi Ula, ale jak dla mnie musi pan te zaufanie odbudować.
-Spodziewałem się tego- odparł niezrażony. —Sam nawet tak postąpiłbym. Skrzywdziłem Ulę i jestem tego świadomy.
-Pan ją również zawiódł panie Marku, jak nie przede wszystkim - mówił z bólem. — Ale umiał pan powiedzieć to wszystko, przyznać się, a to dużo- dodał Cieplak życzliwszym tonem niż mówił chwilę prędzej.
-To na razie mi wystarczy panie Józefie- odparł wyraźnie pocieszony.

Po dotarciu do firmy od Ani dowiedział się, że w sali konferencyjnej czekają na niego rodzice. Idąc tam, miał złe przeczucia i był pewny, że choć wczoraj obyło się bez większej awantury, to dzisiaj oberwie mu się ze dwojoną siłą. Paulina jak mniemał, została u nich na noc i zdążyła wypłakać wszystkie żale i pretensje i będą rozpaczać nad losem porzuconej Paulinki. On zdania nie zamierzał zmieniać. 


-Witajcie -rzekł, siadając naprzeciwko rodziców. —Sami? Bez Pauli? -pytał, chociaż Ania wyraźnie powiedziała, że tylko rodzice czekają na niego.
-Wczoraj przyjechał po nią Aleks. Nie chcieliśmy, aby jeździła sama w tym stanie.
- Bardzo rozsądnie- odparł. — A co was sprowadza tutaj? Jeśli przyszliście tylko po to, żeby mnie przekonywać do ślubu to zbędny wasz czas. Nie kocham Pauliny i się z nią nie ożenię – mówił stanowczo.
-Przyszliśmy porozmawiać Marek- wtrącił Krzysztof. —Wczoraj po twoim wyjściu sporo się działo i zmieniło.  Paulina wypiła kolejne dwie szklaneczki koniaku i wylewała swoje żale. Pozwalaliśmy na to, bo miała poniekąd prawo, ale w końcu zaczęła zachowywać się wulgarnie. Przez piętnaście minut i trzema kieliszkami koniaku nie mogła się opić.
-Tyle epitetów i brutalnych słów nigdy nie słyszałam- wtrąciła i Helena. — Mówiła, jaki jesteś podły, jak to źle wychowaliśmy cię. Zachowywała się i awanturowała jak pijak pod sklepem albo dobijający się do drzwi domu. Ciągle powtarzała o wstydzie, upokorzeniu po odwołanym ślubie, ale nie wspomniała nic o utracie ciebie. Bardziej przejmowała się wstydem niż utratą narzeczonego. A najważniejsze powinno być właśnie utrata twojej miłości. W końcu powiedziała, że była z tobą z wyrachowania, żebyś nie był z inną i żeby właśnie nie być pośmiewiskiem, że po tylu latach związku mielibyście się rozstać. Okłamywała ciebie i nas przez lata. Powiedziała nam, że poniekąd to co się stało to i nasza wina, bo mogła być przez te wszystkie lata być we Włoszech i tam szukać szczęścia, a nie siedzieć w Polsce, bo syn współwłaścicieli był jej przeznaczony. 
-Przepraszam, że musieliście to wysłuchiwać- odparł wyraźnie zmieszany. —I nie powinienem zostawiać was samych z nią.
-Nie masz za co przepraszać Marek- uspokajał Helena.  —Jesteśmy tak samo winni. Pomyliliśmy się, co do niej i nie powinniśmy nalegać na wasz związek. Traktowaliśmy jak córkę, a ona zakpiła z nas. Powiedziała nam prosto w twarz, że tylko udawała kochającą córkę, bo chciała mieć sprzymierzeńców w nas. Gdybyś tylko widział ją wczoraj. Wpadł w szał, a gdy próbowaliśmy uspokajać ją, to rzuciła kieliszkiem w kąt i przewróciła stolik z trunkami.
-Nic nowego mamo- parsknął.  —Ona w domu w ostatnich miesiącach średnio dwa razy na tydzień rzuca kieliszkiem, talerzykiem, czy czym tam popadło. A przez te wszystkie lata bycia razem nazbierałoby się kilkadziesiąt strzaskanych w mak rzeczy. Ten wazonik z Desy, który podarowałaś mi również podzielił los kieliszków czy szklanek. A pamiętasz, jak dziwiłaś się, że Paulina ciągle zmienia telefon a ty z ojcem macie ciągle ten sam od lat?  -zapytał matki, a gdy rodzicielka przytaknęła, to kontynuował. — Telefony dzieliły los kieliszków i szklanek. Jedno, dwa rzucanie przetrwały, ale nie kilka. Ona tak reagowała, gdy spóźniałem się, coś nie szło po jej myśli albo chciała coś wymusić. O zwykłych kłótniach zakończonych obrażaniem się albo oddzielnym spaniem, nie wspominając.
- Wiedzieliśmy z matką, że kłócicie się, ale nie myśleliśmy też, że jest aż tak źle- zaczął Krzysztof.  —W każdych związkach są gorsze dni.
-I dlaczego nigdy nic nie mówiłeś? – dodała Dobrzańska z wyrzutami. —Przecież pomoglibyśmy ci. Jesteś naszym synem.
- Nie było czym się chwalić mamo. Poza tym nie chciałem was martwić.
-I pomimo tego wszystkiego chciałeś z nią być- dopytywał ojciec.  — Kompletnie nie rozumiem was- dodał, kręcąc z dezaprobatą głową.
 -Na początku zauroczyła mnie urodą i na charakter nie zwracałem uwagi, a z czasem przyzwyczaiłem się do jej charakteru. Łączyła nas jeszcze firma, znajomi, przyzwyczajenie, wy tego chcieliście. W wielką miłość wtedy jeszcze nie wierzyłem i tkwiłem przy boku Pauliny. Ale teraz jest Ula- wyznał, bo uznał, że to dobry moment.  —Jest pierwszą kobietą, którą kocham tak szczerze.  Wczoraj przy Pauli nie mówiłem nic, bo nie chciałem bardziej napinać atmosfery.
-Masz na myśli Urszulę Cieplak? – zapytał Krzysztof po chwili ciszy spowodowanej tą nieoczekiwaną rewelacją.
-Dokładnie tato. I wiem, co teraz sobie myślicie.  Co może mnie z nią łączyć, bo pięknością nie jest. A łączy, bo przy niej jestem szczęśliwy i ma piękne wnętrze. Urodę też ma, choć jeszcze nieodkrytą. I zrobię wszystko, żeby być z nią, jak wyjdzie ze szpitala.  Tylko nie wiem, czy będę miał szansę- dodał, mrucząc.
-Czy to znaczy, że zrobiłeś jakieś głupstwo? – pytała podejrzliwie Helena. —Znam ten ton i skrzywione spojrzenie. Zawsze robiłeś tak, gdy zrobiłeś coś złego.
-Panu Józefowi, to znaczy ojcu Uli powiedziałem, to wam też powiem- odparł, choć ze względu na chore serce ojca zastanawiał się, czy powiedzieć całą prawdę.  Tylko uprzedzam, że miłe to nie będzie.  Zwłaszcza dla ciebie tato.
-Możesz powiedzieć w końcu, co zrobiłeś? – naglił Krzysztof.
-Jakiś czas temu zacząłem uwodzić Ulę- zaczął swój dłuższy monolog. —Miałem to potknięcie z materiałami na granicy, a później trzeba było wypłacić odszkodowanie i miałem kłopoty z wypracowaniem zakładanych zysków. Potrzebowałem gotówki na te dwie sprawy, ale nie chciałem obciążać firmy i mojego projektu. Ula wtedy zaproponowała mi, że reaktywuje swoją firmę i weźmie dla mnie kredyt. Miałem nóż na gardle i zgodziłem się, a w zamian dałem jej stare kolekcje Pshemko, które razem z przyjacielem sprzedawała na aukcjach internetowych. Później potrzebowałem gotówki na odszkodowanie dla poprzedniej firmy zajmującej się ubiorem reprezentacji i Ula wzięła dla mnie kolejny kredyt. Nie chciałem, aby została bez zabezpieczenia, to dałem jej weksle firmy- wyjawił również to i co najważniejsze.
-Oddałeś obcej osobie, to na co pracowałem pół życia? - wtrącił, zszokowany Krzysztof podnosząc jednocześnie głos. — Jak mogłeś być tak nieodpowiedzialny Marek. 
-Aleks tylko czekał na takie moje potknięcia tato, a ja nie chciałem dać mu takiej satysfakcji- odparł Marek gestykulując.
-Powinieneś dumę zostawić za drzwiami i przede wszystkim porozmawiać z rodziną, szukać z nami rozwiązania, a nie robić interesy z asystentką - mówił senior z ciągle podniesionym głosem. Wspólnie coś wymyślilibyśmy, bez tak radykalnych rozwiązań i oddawania akcji firmy. Zwłaszcza w sprawie tego odszkodowania, powinieneś zwrócić się do całego zarządu. Sam namawiałem cię do zainwestowania w reprezentację. Ty jednak wybrałeś najgorszy wariant.
-Tato tak jak mówiłem nie chciałem, aby została bez zabezpieczenia. Gdyby coś nie wyszło mogłaby za długi trafić do więzienia. Ale zapewniam się, że Ula to najuczciwsza osoba, jaką znam. Tylko ja nie byłem z nią uczciwy i teraz płacę za to wysoką cenę.
-A konkretnie to, co zrobiłeś- dopytywał ostro Krzysztof.
- Sebastian nakręcił mnie, że może oszukać mnie, coś powiedzieć, to zamykałem jej usta pocałunkami i randkami. Obiecałem jej nawet, że po zarządzie rozstanę się z Pauliną. Choć było to wtedy kłamstwem. Po kolejnych spotkaniach coraz bardziej podobała mi się i chciałem spotykać się z nią naprawdę. Była taka inna.  Dobra, zabawna, inteligentna. Tyle razy pomagała mi, ratowała z opresji, a w zamian nie chciała nic. Wszystko to spowodowało, że zacząłem widzieć w niej kobietę, a nie tylko przyjaciółkę. Wczoraj, gdy wyszedłem na lunch z Pauliną, to znalazła pewien list, z którego wynikało, że okłamałem ją przez cały czas. Od Wioletty natomiast wiem, że wybiegła z mojego biura zdenerwowana, a chwilę później wpadła pod ten samochód. To była moja wina i to cała historia moja i Uli. Teraz możecie powiedzieć mi, jaki to jestem nieodpowiedzialny, niedojrzały i niepoważny.
-Brawa bić ci nie będziemy- rzekła Helena, gdy przetrawiła sobie wszystko, to co powiedział syn. —  Jak mogłeś manipulować uczuciami tej dziewczyny. Przecież nie tak cię wychowaliśmy.
-Mamo wiem i nawet nie wiesz, jak bardzo się tego wstydzę. Ja ją nawet nie tyle skrzywdziłem, jak zawiodłem. Tak jak powiedział jej ojciec. Zawiodłem jak nikogo innego.  Teraz jak mylę o tym, to czuję, że mam marne szanse na bycie z Ulą.
-Synku szczerość i przyznanie się do błędów to połowa sukcesu- pocieszała matka.
-Dzięki mamo. Was też zwiodłem. Jako syn i prezes. A ty nic nie powiesz tato? -zapytał, gdy ojciec sam z siebie głosu nie zabierał. — Pewnie zastanawiasz się, co było gorsze. To, że tak perfidnie uwodziłem Ulę czy to, że nie potrafiłem dobrze firmą zarządzać.
-Nie będę zaprzeczał Marek- rzekł dokładnie, to co myślał. —Jedno i drugie jest karygodne i do potępienia. Ale przynajmniej umiesz przyznać się do błędów, tak jak mówiła mama. Po wyjściu Uli ze szpitala będziemy musieli też porozmawiać w większym gronie o odzyskaniu tych wekslach- zadecydował. 
-Ula na pewno nie będzie robić problemów- zapewniał.
-Obyś się nie mylił- odparł, wstając i zbierając się z żoną do wyjścia.
-A Aleks coś mówił, gdy przyjechał po Paulinę- zapytał jeszcze rodziców, gdy szli w stronę drzwi.
-Niewiele- odparł Krzysztof. —Był raczej zadowolony, jeśli o to chciałeś spytać.

Chwilę po odejściu rodziców do jego gabinetu zawitał Olszański. Z wizyty zadowolony nie był, bo czuł, że po raz kolejny przyjaciel będzie mówić mu o wizji po porzuceniu Pauliny. 


-Już ci przeszło? -rzucił od drzwi, tak jak przypuszczał.
-Co mianowicie?  Jeśli masz na myśli Ulę i pomysł o zerwaniu zaręczyn z Paulą to nie. Powiem nawet więcej. Wczoraj zerwałem zaręczyny.
-Dobre Marek- mówił, śmiejąc się pod nosem.
-Seba ja nie żartuję- odparł zirytowany zachowaniem kadrowego. —Kocham Ulę i z nią chcę być. Tylko z nią.
-Jesteś kompletnym idiotą Marek- rzekł, gdy zdał sobie sprawę, że przyjaciel daleki jest do żartów. —Aleks i rodzice będą ci teraz kłody pod nogi rzucać. Tłumaczyłem ci to wczoraj. Na najbliższym posiedzeniu zarządu…
- Rodzice już wiedzą – przerwał przyjacielowi wypowiedź.  Od wczoraj. I nie było tak źle. Zresztą byli tu przed chwilą i zrozumieli moją decyzję. Tak samo, jak to że Paulina taka idealna jak wydawała się, nie jest. A Aleks nigdy nie był za naszym związkiem.
-Tylko co innego nie być zadowolonym a co innego dokonać tego- mówił tonem sugerującym powagę sprawy. —On kocha przede wszystkim swoją siostrę i wszystko co jej robisz, to tak jakbyś i jemu robił. Jak nic wykorzysta to, żeby zemścić się i pogrążyć.
-Nie ma to dla mnie znaczenia Seba- rzekł, nie przejmując się słowami przyjaciela. —Teraz mam ważniejsze priorytety.   Muszę zrobić wszystko, aby Ula wybacz mi i dała szansę na wspólną przyszłość.  Chcę w końcu być taki jak kiedyś i żyć w miarę poprawnie. Bez kłamstwa, oszukiwania. Powiedziałem nawet rodzicom o wekslach i całej tej historii o Uli i czuję się z tym tak dobrze.
-Nie wierzę- mówił mocno zdziwiony.
 -To uwierz.  A jako mój przyjaciel powinieneś zrozumieć to, że zmieniam się, dla Uli, a nie robić wyrzuty.
- Tylko że ty nie potrafisz żyć tak jak Ula- wytknął mu, śmiejąc się złośliwie. Znam cię przecież od lat. I mylisz chyba miłość z wyrzutami sumienia.
-Nie, nie mylę- zareagował ostro. — I widocznie mnie nie znasz. I radzę zacząć ci myśleć o przyszłości tak jak ja, żebyś kiedyś nie został sam.

Po wyjściu Sebastiana zabrał się do pracy, chociaż ciężko było mu się skupić i czekał, aż będzie mógł wyjść z firmy i pójść do szpitala. Do fajrantu musiał jednak popracować i razem z Wiolettą wprowadzić we funkcjonowanie biura Adama. Turek mimo tego, że nie wyglądał na takiego, to był pojętny i szybko ogarnął segregatory i dokumenty. Po siedemnastej mogli pracę skończyć i rozejść się w swoje strony.

Do szpitala dotarł po szóstej. Pielęgniarka nie była zbytnio chętna wpuścić go do sali, ale uśmiech i dołeczki podziałały nawet na stateczną przełożoną pielęgniarek. 
-Ula-mówił cicho i tak jak poprzedniego dnia, gładząc jej dłoń. Chciałem powiedzieć ci, że wczoraj rozstałem się z Pauliną i nic oprócz firmy mnie z nią już nie łączy. Dzisiaj powiedziałem też całą prawdę twojemu ojcu i moim rodzicom. Chcę mieć czystą kartę, gdy będziemy rozmawiać, bo wierzę, że będziemy. Chciałbym też, żebyś wiedziała, że gdyby było to w moje mocy, to cofnąłbym czas i nie byłoby tego idiotycznego planu Sebastiana. Nie wiem, co mnie podkusiło, że posłuchałem go. Tylko że  ty o nim jeszcze nie wiesz dużo. Ale powiem. Pociesza mnie tylko to, że kiedyś powiedziałaś, że jeśli kogoś kocha się naprawdę, to nie można tak po prostu przestać. Nawet jeśli ten ktoś robi najgorsze rzeczy, kłamie, oszukuje, to i tak się kocha. I tego będę się trzymał. Tak jak tego, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to się osiągnie. Tak mówiła, przecież twoja mama. Tobie z miłością do mnie udało się, bo pokochałem cię, to może i mi przyniesie szczęście. I tak już na koniec to chcę, żebyś wiedziała, że bardzo żałuję, że zraniłem cię w tak okrutny sposób i prosić o wybaczenie. 

Przez kolejny tydzień dni Marka wyglądały podobnie. Rano szedł do Uli później do pracy i ponownie do szpitala. Za każdym razem wieczorem wchodził na chwilę do sali, coś mówił i wychodził, bo dłużej niż parę minut nie można było tam przebywać. W domu zaś wracał wspomnieniami do SPA. 


W międzyczasie zajmował się również odwoływaniem ślubu, swoich gości i wspólnych znajomych z byłą narzeczoną. Całą resztę gości zostawił Febo, bo i tak nie znał ani adresów czy numerów telefonów. Zaczął też pakować się, bo sprzedaż domu była już w toku. Paulina i Aleks tymczasem jak dowiedział się dwa dni po pamiętnym wieczorze, wyjechali do Mediolanu.