W poniedziałek tydzień po wypadku lekarze zaczęli
wybudzać Ulę ze śpiączki farmakologicznej, a gdy była już w stanie coś
powiedzieć i w miarę rozsądnie myśleć to zadali jej typowe pytania zadawane w
takich sytuacjach. Po poprawnych odpowiedziach na pytanie o imię i nazwisko, zapytano ją również o to czy pamięta, co się stało.
Znalazłam list w biurku Marka i błyskotki, a potem
wbiegłam na ulicę- pomyślała ze smutkiem.
Szkoda,
że nie mam amnezji.
- Tak pamiętam- odparła słabym, dławiącym głosem po
długotrwałej intubacji. —Wpadłam pod samochód. Który mamy dzisiaj? -zapytała
jeszcze.
-Trzeci czerwca- odparła lekarka. —Jest pani tutaj od
tygodnia.
Za pięć dni Marek bierze ślub. Teraz pewnie pakuje
się i szykuje do najważniejszego dnia swojego życia. Podlec jeden.
-Coś się stało? – zapytała lekarka, widząc na twarzy wraz
bólu.
-Nie - mówiła, kręcąc lekko głową.
-Jest tutaj pani rodzina- dodała, doktor Kwiecień jak wyczytała
z plakietki przypiętej do kitla. —Niedługo będzie mogła zobaczyć ich pani.
Tylko pojedynczo.
-Rano był też ten słodziak pani, ale już poszedł-
usłyszała od pielęgniarki Moniki. —Pewnie, jak zawsze wróci wieczorem.
Słodziak. Jaki słodziak? Tylko jednego słodziaka znam. I
to od tej najgorszej strony.
-Co mi było?- pytała chcąc, odwieść
myśli od Marka.
-Usunęliśmy pani krwiaka i śledzionę. Ale z tym da się
żyć i są to częste obrażenia ponoszone w wypadkach. Ma pani jeszcze dwa żebra
pęknięte, ale to nie jest nic bardzo groźnego. Wszystko, co najgorsze jest za
panią. Teraz proszę odpoczywać i oszczędzać gardło.
Więcej jej nie męczyli i powiedzieli tylko, że wieczorem
z sali OIOM- u przeniosą ją na dwa - trzy dni na salę pooperacyjną z całodobową
opieką, a później na salę ogólną i zaczną rehabilitację.
Parę minut później do sali wszedł Cieplak.
-Córciu tak bardzo martwiliśmy się o ciebie- mówił,
trzymając za rękę. — Byliśmy u ciebie
codziennie. Ja albo Jasiu. Beatka też była. Ciągle pyta o ciebie i kiedy
wrócisz. Wszyscy czekamy, aż wrócisz do domu. Maciek również przyjeżdżał.
Przywoził mnie tutaj czasami. Pewnie przyjedzie dzisiaj albo jutro.
-Miłe - odparła krótko.
- Marek też był codziennie- dodał niepewnie. —Chciałby
przyjść i porozmawiać.
-Nie – zadecydowała szybko. —Nie mów o nim.
-Dobrze Ulcia. Będzie, jak chcesz- uspokajał. —On zresztą
tak myślał, że nie będziesz chciała go oglądać. Prosił mnie, tylko żeby
powiedzieć…
-Tato – jęknęła, przerywając ojcu. —Prosiłam cię.
-Powiem mu, żeby nie przychodził- obiecał. —Na pewno uszanuje
twoją decyzję.
I dla mnie będzie lepiej, jak nie będę widziała go. Ale i tak go kocham- myślała. Chociaż oszukał mnie z premedytacją.
Po wyjściu Cieplaka i po krótkiej wizycie brata miała
czas na własne myśli i wspomnienia o tym koszmarnym dniu. Jednego była pewna,
że nie chce oglądać Marka, pamiętać go, ani słyszeć o nim. Jednak jak na złość
jedna z pielęgniarek, która przyszła zmienić jej kroplówkę mówiła, jak szybko
okazało się o Marku.
-Ten pani szef musi mieć do pani sentyment – mówiła z
rozmarzeniem siostra Marta. —A słodziak z niego jakich mało. —Na żywo wygląda
jeszcze bardziej słodko niż na zdjęciach. Nawet naszej oddziałowej, serce
miękło na jego widok.
-Cały on- mruknęła.
-Przychodził codziennie do pani- poinformowała ją
pielęgniarka. —Rano i wieczorem- sprecyzowała. — Wchodził na chwilę na salę, coś
tam mówił, popatrzył przez szybę i odchodził. Zachowywał się jak chłopak, a nie
szef.
-Tak – odparła, bo nie chciała być nieuprzejma i mówić
pielęgniarce, że ma przestać mówić o nim.
-Tak – poparła, bo odpowiedź Uli wzięła za pytanie i
zadane z zadowoleniem. —Dzisiaj pewnie znowu przyjdzie- kontynuowała z
entuzjazmem. —Będzie mogła go pani w końcu usłyszeć, bo do tej pory prowadził samotny
monologi.
-Może - odparła od niechcenia.
-Szkoda, że my nie będziemy już go oglądać- westchnęła tymczasem jej rozmówczyni. —Sala,
na którą panią przewożą to już nie nasz rejon. A tak swoją drogą to z niego i z
tej Febo to dziwni ludzie. Najpierw gazety od pół roku rozpisują się o
bajecznym ślubie, a tu nagle okazuje się, że ślub został odwołany i spekulacje,
dlaczego. Każda gazeta i portal plotkarski ma swoje przypuszczenia i nie
wiadomo, w co wierzyć. W kolejny romans Dobrzańskiego, kłopoty firmowe, czy
problemy zdrowotne ojca niedoszłego pana młodego- wymieniła niektóre powody. —
Pewnie za niedługo wszystko się wyjaśni. Na razie jest to temat i tajemnica
numer jeden. Gotowe- dodała, mając na myśli podłączenie kroplówki. —Będzie
schodzić ze trzy godziny- rzekła, odchodząc.
Ślub został odwołany- analizowała słowa pielęgniarki. —Ale jak to? Kto odwołał i dlaczego? Która wersja jest prawdziwa? Że pan Krzysztof zachorował, czy ta ,że Paulina dowiedziała się o mnie- pomyślała o tym ze zniechęceniem. Albo jeszcze coś innego. Najlepiej poinformowana byłaby
pewnie Wioletta. I czy to chciał
powiedzieć mi tato? A Marek chciał widzieć się ze mną, bo chciał mnie
przeprosić, czy może powiedzieć o odwołanym ślubie? I może dlatego Marek ciągle
jest w Polsce.
Marek tymczasem czekał na Cieplaka w holu. Rano był w
szpitalu i wiedział, że po dwunastej Ula powinna być już wybudzona i przyjechał
do szpitala. Pokazywać się Uli jednak nie chciał i umówił się z Józefem, że spróbuje
powiedzieć córce, że chciałby zobaczyć się z nią.
-Niestety, ale na razie nie jest gotowa na siłach, aby
spotkać się z panem – rzekł mocno, okrawając rozmowę z córką, bo nie życzyła
sobie widzieć go w ogóle.
-Rozumiem – odparł bez rozczarowania. —Myśli, że ją
oszukałem. Ale o ślubie powiedział pan?
-Chciałem, tylko że ona nie chce słuchać o panu – mówił, rozkładając
bezradnie ręce. —Proszę dać jej czas. —Ona sama musi chcieć spotkać się z
panem. Nic na siłę. Od dziecka była uparta. Musi sobie w tej swojej główce
wszystko poukładać.
-Coś o tym wiem – odparł, uśmiechając się do Józefa.
-To sam pan wie, jak to z nią jest – Cieplak również
odwzajemnił uśmiech.
-Ale w tym wypadku najlepiej byłoby, gdybym w ogóle zniknął
z jej życia. Mogłaby przynajmniej w spokoju dochodzić do zdrowia.
-Proszę być dobrej myśli panie Marku – pocieszał Cieplak.
— Jutro Ula będzie na bardziej ogólnej sali, to spróbuję porozmawiać z nią
jeszcze raz.
-Oby chciała- odparł bez wiary.
W pracy zaś Marek miał więcej szczęścia. Ojciec wybaczył
już mu historię z wekslami, a z Adamem swoim asystentem pracowało mu się bardzo
dobrze. Turek w bliższym poznaniu okazał się być całkiem inny niż za jakiego
wszyscy uważali go i jaki był za czasów Aleksa. Nie był taki lękliwy, ponury,
nerwowy. Można było z nim nawet pożartować. Jedynie co go martwiło to Aleks,
który zwołał nadzwyczajny zarząd na następny tydzień.
Dzień później Cieplak ponownie pojawił się w szpitalu, a
razem z nim przyjechała Alicja. Ula z wizyty koleżanki ucieszyła się, bo mogła
wypytać ją o interesujące sprawy.
-Ala – rzekła z uśmiechem. —Miło cię widzieć. Co słychać
u dziewczyn, we firmie. Radzicie sobie beze mnie?
-Dziewczyny kazały uściskać cię – odparła, ściskając ją za
rękę. —A we firmie dawno takiego poruszenia nie było.
-To przez ten odwołany ślub – stwierdziła Ula, ku ich
zdziwieniu. —Wiem od pielęgniarki, a ona z gazet.
-Dokładnie Ula – przytaknęła kadrowa.
-Córciu – zaczął Józef uważając, że jest to odpowiedni
moment na rozmowę. —Marek prosił mnie, żebym powiedział ci o tych zerwanych
zaręczynach już wczoraj. Powiedział jeszcze, że cię kocha i chce porozmawiać z
tobą.
-Tato w jego słowa nie można wierzyć – mówiła z
uwydatnieniem.
-Wydawał się szczery – przekonywał Cieplak. —Przychodził
do ciebie dwa razy dziennie.
-To też wiem. Mówiłeś wczoraj i jeszcze pielęgniarki
mówiły mi. Jak to, że zrobił ogromne wrażenie na żeńskim personelu szpitala.
-Powiedział mi jeszcze, że kiedyś okłamywał cię ze swoim
uczuciem i przez niego miałaś ten wypadek, bo dowiedziałaś się o tym. Takie
wyznanie o czymś świadczy.
-Ula, znam Marka od lat i nigdy się tak nie zachowywał,
jak teraz – tłumaczyła również Alicja. —Jemu naprawdę musi zależy na tobie i uważam,
że twój ojciec ma rację i powinnaś, chociaż z nim porozmawiać. Może nie wiesz
wszystkiego.
- A ktoś wie o nas? O tym, co było między nami? – pytała,
zamiast odpowiedzieć.
- Tylko my, rodzice Marka i Sebastian. Marek nie chce narażać cię na nieprzyjemności-
wytłumaczyła. —Zwłaszcza teraz gdy leżysz w szpitalu. Tym się nawet martwi. Nie chce ci
zaszkodzić. Rozmawiałam z nim i wiem, że tak jest- mówiła przekonująco Alicja.
-A, co z Pauliną? —Jak ona to znosi? – pytała, omijając dalej jakiejś
konkretnej odpowiedzi na temat Marka.
-Razem z Aleksem wjechała do Mediolanu. Wszystkim mówili,
że ich babcia niedomaga, a ślub został odwołany z tego powodu. Ula, Marek prosi
cię tylko o jedną krótką rozmowę. Prędzej czy później się spotkacie-
argumentowała.
-Niech będzie to później – wtrąciła zdecydowanie.
-Będzie, jak chcesz Ula- uspokajał Józef. —Przynieść ci
coś z domu?
-Telefon tato, piżamę i wszystko co będzie potrzebne na
zwykłej sali. Sam wiesz co.
Marek o kolejnym niepowodzeniu spotkania się z Ulą dowiedział
się od Alicji. Kobieta tak jak dzień prędzej Cieplak, starała się przekonać go, żeby dał
czas Uli.
-Zrozum Marek ona na razie kłóci się z własnymi myślami i
uczuciami– tłumaczyła mu. —Wyczułam to,
a to już dużo. Daj jej jeszcze te parę dni.
- Skoro tak mówisz – odrzekł niepocieszony. —A jak się
czuje?
- Coraz lepiej.
Nabiera rumieńców, mówi coraz lepiej, będą ją rehabilitować pomału - informowała Dobrzańskiego, uśmiechając się delikatnie.
-To dobrze, że czuje się lepiej- odparł, odchodząc.
W kolejnych pięciu dniach Ulę stopniowo pionizowali, aż
mogła usiąść na łóżku, a później spuszczać nogi. Kolejnym etapem i pod okiem rehabilitantki było
chodzenie po swojej sali, a do diety płynnej lekarze wprowadzali posiłki stałe.
Codziennie również odwiedzał ją ktoś z rodziny albo Maciek. Przychodziły też
koleżanki z pracy i Wioletta. Ta
ostatnia też wprowadzała ją w dobry humor.
-Mówię ci Ulka, Adam i Marek zostaną jeszcze najlepszymi
przyjaciółmi, a Sebastian zostanie odstawiony na podstawkę, jak ten kubek z
kawą z drugiego tłoczenia -mówiła w czwartkowe popołudnie w czasie
odwiedzin. —Całe dnie spędzają razem
zamknięci w biurze Marka. Tak jak kiedyś było z tobą. Z tobą to rozumiem, ale on i Adam? Co oni mogą robić tyle czasu razem?
-Wiola niedługo zarząd i pracują – racjonalnie
wytłumaczyła.
-Właśnie Ula- rzekła Wioletta takim tonem, jakby do odpowiedzi
Uli nie była przekonana. —Marek pracuje, jakby podmienili go. Sam Cebulek mówi,
że ze starego Marka nic nie zostało. Nawet do klubu nie da się wyciągnąć. To
musi mieć związek z tym odwołanym ślubem – zaczęła mówić szeptem. —Co jak co
Ula, ale ta historia z niedomagającą babcią Pauliny jest cerówką szyta. A
wiadomo, że jak nie wiadomo w przypadku Marka, o co chodzi, to wiadomo, że
chodzi o kobietę – podsumowywała swoje domysły. —Pojawił się ktoś nowy i
Paulina powiedziała dość. Przecież miałam ją wyśledzić. Sama powiedz, że mam rację.
-Nie ma mnie we firmie, to nie wiem – odparła nieco
wymijająco Ula. —A jak sprawuje się Adam?– postanowiła zmienić temat.
-Ujdzie. Przyniósł mi i Markowi nawet ostatnio sernik od
mamy. A kiedy ty wracasz do nas?
-Nieprędko Wiola- odparła.
W piątek Marek będąc w coraz większej desperacji spowodowanej
milczeniem Uli i wiedząc, że Ala w czasie lunchu idzie do niej, postanowił
napisać list. Dołączył również maskotkę. Z wzięciem tych dwóch rzeczy Alicja
problemu nie miała, ale obiecać też Markowi, że coś wskóra nie mogła. Jej
przypuszczenia, że łatwo nie będzie sprawdziły się w stu procentach. Najpierw,
jednak porozmawiała z koleżanką na bardziej neutralne tematy i krótko przed
wyjściem wciągnęła z torby maskotkę i dała Uli.
-Krówka przytulanka. Dzięki. Jest piękna- mówiła z
entuzjazmem.
-Od Marka- szybko wyprowadziła ją z błędu.
-Nie wiem, po co on to mi przesłał- rzekła obrażona. — I
co on sobie myśli? - zapytała. —Że to coś zmieni.
-Zaczynasz mnie tą swoją zawziętością denerwować- Ala
postanowiła nią potrząść. —Jeszcze przed momentem podobała ci się, a teraz
nagle jest be. Zachowujesz się jak dziecko.
-Możesz nie krzyczeć – rzuciła z pretensją.
- Nie, nie mogę Ula – odparła z irytacją. — I kiedyś
byłaś inna. Zawsze mówiłaś, że każdemu trzeba dać drugą szansę, a teraz
zaprzeczasz samej sobie. Marek dał mi jeszcze list- dodała, podając kopertę. —Tyle
chyba możesz zrobić i przeczytać? Musisz jeszcze wiedzieć, że Marek bardzo
zmienił się w ostatnim czasie- kontynuowała, gdy Ula oglądała kopertę. —Nie
żartuje tak jak kiedyś, spławił Klaudię, całe dnie pracuje z Adamem, kłóci się
nawet ze Sebastianem o wyjścia do klubu. Marek oszukał cię, ale teraz to inny chłopak- przekonywała kadrowa.
-Czytałaś – zapytała bezsensownie, gdy Ala skończyła
mówić.
-Za Wiolettę mnie uważasz? – zapytała obrażona. —Pójdę
już -dodała, wstając z krzesełka. —Masz nad czym myśleć Ula.
Ula z przeczytaniem listu zwlekała i po wyjściu koleżanki
raz chowała go do szuflady szafki, aby chwilę później wyciągnąć go i schować
pod poduszkę. Marek zmienił się Ula, Marek jak nie Marek chyba
podmienili go, odstawił Klaudię, tak bardzo prosił o spotkanie z tobą –kołatały się jej po
głowie również słowa Ali i Wioletty. W końcu jej ciekawość
wzięła górę i zajrzała do koperty.
Ula
wiem, że bardzo cię skrzywdziłem, trudno jest zapomnieć o tym i że jeden list ani jedna
rozmowa nie spowodują, że zapomnisz. Ale wiedz, że
nie wszystko jest takie, jakim się nam
wydaje. Tak jak kiedyś napisałem Ci. I
gdybyś tylko zgodziła się,
aby mógł przyjść do
ciebie, to powiedziałbym
Ci, że dzięki Tobie patrzę inaczej na życie. Przemeblowałaś je
i przy Tobie wszystko jest takie prostsze i szczęśliwsze.
Przy Paulinie na pewno nie czułbym
tego nigdy i nie byłbym
szczęśliwy. Jesteś wyjątkowa
Ula i wiem, że
nigdy takiej wartościowej
kobiety jak Ty nie spotkałem. Dlatego
poczekam na spotkanie, ile trzeba Ula. Ty na mnie też byłaś gotowa czekać. I tak na koniec Ula kocham Cię i żałuję
tego, co się stało.
PS. Kwiatów
na oddział nie
można przynosić, to przesyłam Ci maskotkę.
Marek
Po kolejnych dziesięciu postanowiła zadzwonić do Marka i
powiedzieć mu, że może przyjść, ale nie odbierał. Podobnie było po kolejnych
dziesięciu minutach. Później wzięli ją na badania RTG i z telefonem do niego
musiała poczekać.
We F&D tymczasem pojawiła się Paulina w towarzystwie
dwóch mężczyzn i niezatrzymani przez nikogo skierowali się na piąte piętro. Tam
rozdzielili się i panowie poszli w jedną stronę, a Paulina do biura Marka. W
sekretariacie rzuciła wrogie spojrzenie na Adama i Wiolettę oni na nią i nie
czekając, aż Wiola zaanonsuje ją weszła do gabinetu prezesa.
Pojawienie się w drzwiach Pauliny zdziwiło Dobrzańskiego,
bo spodziewał się zobaczyć rodzeństwo Febo dopiero w przyszłym tygodniu na zarządzie.
-Cześć Marko – rzekła słodko od drzwi. —Możesz poświęcić
mi chwilę.
- Co cię sprowadza?
-To chyba zrozumiałe. Mamy rachunki do wyrównania- mówiła,
zamykając drzwi na klucz.
Kolejne wydarzenia działy się w zastraszająco szybkim
tempie. Najpierw można było usłyszeć huk, a później odgłos dźwięku czujnika
dymu i poczuć sam dym.
-To mała petarda i świece dymne- wytłumaczyła. —Tak dla
wywołania paniki i żeby nikt nam nie przeszkadzał.
-Paula – próbował zebrać myśli i coś powiedzieć.
W tej samej chwili zadzwonił jego telefon i widział, że
na wyświetlaczu wyświetliło się imię Ula. Adam również wołał go i próbował
otwierać drzwi.
-Nawet nie próbuj odbierać i cokolwiek mówić do Turka- rzekła Febo, wyciągając mały pistolet. —I nie
podchodź do mnie. Zniszczyłeś moje życie, to ja chcę zniszczyć twoje. Spalić to
wszystko nie jest łatwo, ale ty jesteś łatwiejszym celem.
-Paula odłóż pistolet – mówił, przełykając ślinę. —Musimy
otworzyć okna. Udusimy się.
-To byłoby nawet ciekawe i takie romantyczne- mówiła bez wzruszenia.
Tymczasem na korytarzu faktycznie zapanowała panika.
Ludzie zbiegali na dół, potrącając się nawzajem i zabierając co popadło. Nikt
nie wiedział też co się tak naprawdę dzieje. Jedni myśleli, że to ćwiczenia
przeciwpożarowe a inni, że to prawdziwy alarm.
Prześwietlenie Uli wykazało, że pęknięte żebra zrastają
się prawidłowo i po tych dobrych wiadomościach chciała już opuścić gabinet, ale
zatrzymały ją słowa spikerki radiowej.
I na koniec serwisu informacyjnego przenosimy się na
ulicę Lwowską i do domu mody F&D. Z doniesień wynika, że z budynku
wydobywają się kłęby dymu, a chwilę prędzej słyszany był huk wybuchu. Więcej na
ten temat w serwisie o czternastej.
Po wyjściu z pracowni i dotarciu do swojej sali ponownie
chciała zadzwonić do Marka, ale dalej nie odbierał. Telefon w sekretariacie Marka
również milczał i dopiero Ala odebrała.
Od przyjaciółki dowiedziała się jednak niewiele, bo ta właśnie dojechała
i powiedziała jej to samo, co wiedziała z serwisu informacyjnego. Dodała, tylko
że ludzie w panice wybiegają z budynku.
Straż pożarna na
miejsce dotarła szybko i pierwszym ich pytaniem było czy ktoś jest wewnątrz i
ewentualnie, ile osób. Wioletta z
miejsca powiedziała o Marku, Paulinie i Adamie. Sam Turek pojawił się chwilę później i powiedział,
że drzwi do gabinetu szefa są zamknięte.








