piątek, 8 marca 2019

Ula z Rysiowa - przypomnienie.


Część 1 wrzesień 2018
 
                       
       
 
Józef po śmierci żony, a która zmarła przy porodzie postanowił wraz z dziećmi przenieść się z Sochaczewa do Rysiowa w swoje rodzinne strony. Tam mieszkała ciągle jego mama i obiecała pomóc mu w wychowaniu dzieci. A była ich trójka.  17- letnia Ula, 11- letni Jasiek i kilkumiesięczna Beatka. Przeprowadzka o kilkadziesiąt kilometrów wiązała się ze zmianą szkoły Uli i Jaśka. Ula, która była bardzo zdolna dostała się do jednego z najlepszych liceów. Nowa szkoła dobrego wrażenia jednak na niej nie zrobiła, bo wszędzie widziała bogactwo i szpan a ona czuła się tam jak Kopciuszek, bo nie była wystrzałowo ubrana w najdroższe ciuchy. Lepiej poczuła się, gdy trafiła do swojej nowej klasy, bo nie była jedyna skromniej ubrana, nie powalała urodą i nie zaliczyła przypału. Pierwszą osobą, jaką poznała z nazwiska i imienia był Marek Dobrzański i jak później okazało się szkolny Casanova. Nowa koleżanka, choć odbiegała wyglądem od dziewczyn, z jakimi spotykał się to wzbudziła i w nim zainteresowanie a później w czasie pierwszej rozmowy jeszcze bardziej zainteresowała, bo była wygadana.   Do tej samej klasy chodziły trzy dziewczyny Wiola, Julia i Majak, z którymi Ula szybko znalazła wspólny język i zaprzyjaźniła. To one opowiedziały jej o Marku, że jest starszy o rok od reszty, o jego szkolnych podbojach i że powinna uważać na niego. Powiedziały też o Klaudii i Dominice dziewczynach, które ciągle rywalizowały o Marka i knuły. W nowej szkole Ula szybko się odnajdywała i nie miała nawet zaległości w porównaniu do starej szkoły. Tylko informatyka sprawiała jej trudności, bo z materiałem byli dalej niż ona. W nadrobieniu zaległości miał jej pomóc właśnie Marek. Wtedy też Marek próbował czarować Ulę i objąć, ale Ula szybko zareagowała i uderzyła go łokciem w brzuch. Następnego dnia przypadały Walentynki i na Ulę czekała niespodzianka, bo znalazła Walentynkę na swoim stoliku. Nie wiedziała tylko, że to od Marka. On zaś zaczął coraz bardziej myśleć o niej jako swojej dziewczynie.
Część 2 październik.
Kto dał jej Walentynkę Ula nie dowiedziała się a z czasem przestała o tym myśleć. Nie miała nawet czasu na niepotrzebne myśli, bo poświęcała się nauce i rywalizacji z Markiem o prym w kasie, bo do tej pory Marek był tym najlepszym a teraz miał konkurencję. Oprócz nauki Ula zajęła się i pracą w redakcji szkolnej gazetki. Tam również działał Marek i był zastępcą redaktora.  Pierwszym zadaniem Uli było napisanie recenzji o filmie a na który wybrała się z Dobrzański. Po filmie poszli na pizzę do lokalu Aleksa Febo. Wyjście dobrze się nie skończyło, bo przez przypadek dostali pizzę z rybą a na którą Ula była uczulona i musiała pojechać do szpitala. Tam Marek zaopiekował się nią i sporo zyskał w jej oczach.  Parę dni później Ula dostała zaproszenie od Marka na swoje osiemnaste urodziny. Na początku nie była przekonana do pójścia, bo miała żałobę po mamie, ale rodzina ją przekonała, aby pójść. Kupiła więc sukienkę i prezent dla Marka w postaci kwarcu różowego jego zodiakalnego minerału i poszła. Na imprezie dochodzi też do pierwszego pocałunku między nimi i pierwszego dla Uli. Wyszli na chwilę na dwór i tam, gdy Ula potknęła się to pocałował. To powoduje, że Marek poczuł do niej miętę i chciałby umówić się z nią. Poniedziałek w szkole dobrze się nie rozpoczął dla Uli, bo po szkole krążyło zdjęcie Marka z umazanym policzkiem pomadką i to ona stała się tą, która go całowała i umazała. Do tego ktoś rozpowiedział, że Marek założył się z kolegą Kacprem o to kto pierwszy się z nią umówi. Jeszcze tego samego dnia Marek mówi jej prawdę, że kiedyś chciał założyć się z Kacprem o to który ją poderwie pierwszy, ale poznał ją bliżej i zrozumiała jaka jest fajna, mądra i że chciałby się z nią umawiać na serio. Ula jednak nie chciała go znać i słuchać. 
 
                                  

Część 3 grudzień.
Parę dni później Ula obchodziła swoje siedemnaste urodziny i po tajemniczej Walentynce dostała tajemniczy wisiorek ze słonikiem. Nie wiedziała tylko, że to od Marka i pod jego nieobecnością wisiorek do torby wsunęła jej Wioletta. Na początku marca los znowu ich złączył, bo mieli razem reprezentować szkołę w olimpiadzie informatyczno- matematycznej i razem uczyć się. Wtedy też Ula odwiedza dom Marka i poznała rodziców. Pierwsze wrażenie dobre dla niej nie jest, bo myśli, że Dobrzańska źle ją ocenia, bo przyglądała się jej. A prawda była taka, że mama Marka miała o niej jak najlepsze zdanie i cieszyła się, że Marek w końcu obraca się w towarzystwie schludnie i porządnie wyglądającej dziewczynie. Przygotowania do olimpiady szły im wolno, bo Marek bagatelizował sprawę a Ula chciała jak najlepiej wypaść. Miał też do siebie, że ciągle żartował. Czuł jednak, że z każdym kolejnym spotkaniem przełamuje lody i cieszyły go najdrobniejsze gesty z jej trony. Humor psuł mu tylko Marcin z trzeciej klasy, a który zaczął kręcić się obok niej. Był tak samo przystojny jak on i rywalizowali o miano przystojniaka szkoły. Olimpiada poszła im dobrze, bo Ula zwyciężyła. Nie wiedziała tylko, że to Marek pomógł jej w zdobyciu pierwszego miejsca, bo specjalnie popełnił błędy i liczył na błędy innych uczestników. Na tym Marek jednak nie poprzestał, bo wkrótce namówił rodziców, aby ufundowali kurs językowy w Niemczech. Postarał się również o pracę dla Józefa. Wszystkie te zasługi jednak spadały na Marcina, a on nie wyprowadzał jej z błędu. To też powodowało, że Ula postanowiła umówić się z Marcinem.
Część 4 Styczeń.
Wyjście Uli i Marka nie dochodzi do skutku, bo Marcin po aferze z narkotykami zostaje zatrzymany przez policję.  Za to Marek znowu mógł być bliżej Uli, bo mieli razem pisać artykuł o narkomani i chodzić do fundacji Heleny. Kilka dni później w szkole odbył się mecz koszykówki po którym to dochodzi do bójki pomiędzy Markiem a kibicami przeciwnej drużyny. Marek usłyszał jak wulgarnie mówili o Uli i gwizdali na nią to zareagował i pobił się jednym z nim. Po całym zajściu i rozmowie Uli z Sebastianem Ula wybaczyła Markowi zakład z Kacprem i mówi, że mogą kumplować się.  To do końca nie zadawalało Marka, ale cieszył się z tego co jest. Ich dobre relacje długo jednak nie trwają, bo z zawiści Klaudia i Dominika zaczęły knuć na swój sposób a inne osoby dodawały swoje. Ich plany się wiodły, bo wkrótce ktoś oskarżył Ulę o rozpisywanie o sprawach klasowych na jednym forum dla nastolatek i miłe to nie było. Gdy i Marek stał się bohaterem to oskarża Ulę o wszystko co prędzej mówiły o niej Dominika i Klaudia i w chwili złości obraża Ulę. W uspokojeniu nerwów pomaga mu Sebastian i próbuje przekonać, że Ula taka nie jest i że za wszystkim najprawdopodobniej stoi Dominika albo Klaudia. Sprawa szybko wyjaśnia się, bo idą do biblioteki i po datach i godzinach wpisów dochodzą do prawdy.

Z pozdrowieniami siostra RanczUli z koleżanką. A&K

niedziela, 3 marca 2019

Skazani na miłość cz. 16


Dzień później na świat przyszła Agnieszka Helena Febo. Mała ważyła 2600 gramów, mierzyła 46 centymetrów i dostała 8 punktów w skali Apgara. Te brakujące punkty to wynik zbyt szybkiego porodu bladość skóry i niewystarczające reakcje na bodźce. Doskwierała jej również niedokrwistość.


Paulina oczywiście nie zamierzała posłuchać Marka i chciała dać małej jego nazwisko i wpisać go jako ojca. Lekarz, który przyjmował ją i zajmował się, odmówił jednak, bo dzień prędzej Marek oświadczył mu, że nie jest ojcem małej i zapowiedział, że jeśli takie informacje pojawią się w karcie Pauli, to wejdzie na drogę sądową. Wieczorem pojawili się u niej również Dobrzańscy. Trochę zdziwili się, że w jej pokoju nie ma łóżeczka jak w innych pokojach.  Na to miała zaś usprawiedliwienie słabym zdrowiem dziecka. Prawda była jednak taka, że chciała odpocząć po operacji. Z nimi również nie chciała zbyt długo rozmawiać, choć ci zamierzali pobyć trochę z nią i podnieść na duchu. Próbowali również dowiedzieć się czegoś o ojcu Agnieszki. Helena również poprzedniego dnia próbowała tego, ale bez skutku.  Cała ich rozmowa była dość nerwowa, bo Febo tylko powtarzała, że z ojca małej to żaden ojciec, nie znają go, nie ma z nim kontaktu i że był to przypadek. Całą winę zwaliła też na Marka, bo nie zajmował się nią odpowiednio i szukała czułości u innego. Przy okazji próbowała coś osiągnąć w stosunku do Marka i oczernić Ulę. Wmawiała im, że Cieplak na pewno wszystko zaplanowała, aby zyskać wysokie alimenty i że sama powiedziała jej kiedyś, że związała się z Markiem z zemsty za lata liceum.  (O zemście mówi prawdę, bo taka rozmowa kiedyś miała miejsce.) 
Trzy dni po porodzie lekarz poprosił Dobrzańskich o rozmowę i powiedział im, że pacjentka nie przejawia zbytnio zainteresowania dzieckiem. Uspokajał również, że depresja u młodych matek występuje, ale mija. Oni jej stan usprawiedliwiali również tym, że w ostatnich dniach przeżyła silne emocje. Paulina zaś wychodziła z założenia, że skoro tyle zapłaciła za tygodniowy pobyt w klinice, to kompleksowe zajmowanie się dzieckiem jest opłacone.


Następnego dnia u Pauli pojawił się i Marek. Zrobił to jednak tylko dla Agnieszki, a nie dlatego że Febo dzwoniła do niego i prosiła, aby odwiedził ją i małą.
-Jesteś w końcu – rzekła wyniośle.
-Ciesz się, że w ogóle przyszedłem Paulino. Nie jestem przecież zobowiązany do wizyt u ciebie. Co masz tak ważnego?
- Oddam ci moje udziały w zamian za powrót do stanu, jaki był między nami przed urodzeniem Agnieszki- oznajmiła mu, wprowadzając w zaskoczenie. —To chyba dobry układ.
-Uważasz mnie za jakiegoś idiotę? – odparł po chwili pytaniem. — Nie ma takich pieniędzy na świecie ani rzeczy, które przekonałyby mnie do powrotu do stanu, jaki był przedtem, jak to powiedziałaś. Poza tym ty cały czas żyłaś z tego, co ja przynosiłem do domu i dalej by tak było.  Jaki miałbym z tego zysk?
- Będziesz miał większość i wtrącającego się Aleksa z głowy, a ja przed znajomymi nie będę świecić oczami. Nazwisko Dobrzańskich również może ucierpieć.
-Nie Paula- mówił stanowczo. —Aleksa tak szybko nie zobaczymy, nie interesuje mnie zdanie twoich znajomych i nie martwię się o swoje nazwisko.  I jeszcze jedno. Przestań nastawiać rodziców przeciwko Uli. Mama opowiedziała, jak to mówiłaś, że jest tylko materialistką i cwaniarą. Nic tym nie osiągniesz.
-Bo taka jest. Ona i ten cały bastardo dają ci jeszcze popalić.
-Nawet nie będę sprawdzał, co to znaczy Paulino- wtrącił ostrzegawczo. —Pakuję właśnie twoje rzeczy- oznajmił jej.  —Mam przewieźć je do Aleksa, czy do swoich rodziców?
Z podjęcia tej decyzji sami Dobrzańscy ją wyręczyli, bo widząc jej stan, postanowili zabrać do siebie na jakiś czas.
Jeszcze tego samego dnia Marek zajął się wywiezieniem rzeczy Pauliny ze swojego domu. Jej ubrania i dziecka zawiózł do rodziców, a resztę postanowił zawieźć do Aleksa. Tam czekała na niego niespodzianka, bo wszystko wskazywało na to, że ktoś tam mieszka, a Paula nigdy nie wspominała mu o wynajęciu domu brata. W kuchni bowiem był pozostawiony kubek po kawie i talerzyk po śniadaniu w łazience, zestaw do golenia a w salonie znalazł świeżą gazetę i foldery Wysp Kanaryjskich.  Jednak nie to zainteresowało go, bo pod gazetami znalazł zdjęcia Pauliny, jak całuje się z Bartkiem ich ochroniarzem z firmy. Na innych zdjęciach widniał Mario Gotti w łóżku z jakąś dziewczyną. Do tego wszystkiego dołączony był list. 
Myślałeś, że jesteś taki cwany Mario i wyciągniesz ode mnie forsę?  Nie z Febo te numery i nawet nie próbuj kolejnych. Zdjęcia nauczą cię, kto tu rządzi i zapomnisz o tym co nas łączyło. Ta dziewczyna jest niepełnoletnia i możesz mieć poważne kłopoty. Chwila seksu ze mną nie jest chyba tego warta. Pozdrowienia od niedoszłej ofiary. (cz 7)
Dużo z tego nie rozumiał, ale sprawę zamierzał wyjaśnić jak najszybciej. Intuicja mówiła mu również, że Bartek tu mieszka a niedawny kredy Pauliny to na szantaż. W pracy tego dnia nie miało go być, to postanowił poczekać na niego. Poszedł tylko przestawić samochód na pobliski płatny parking. 

Bartek tymczasem postanowił, że czas upomnieć się u Pauliny o kolejną przysługę. Po sukcesie z wynajęciem domu zadecydował też nie rzucać się na głęboką wodę tylko co jakiś czas przypominać Pauli o sobie i o mniejsze przysługi niż trzysta tysięcy. Tym razem zamierzał sprawić sobie w sierpniu wakacje życia, a które miała opłacić mu Paulina. W planach miał również wyciągnąć od niej drobne na wydatki w czasie urlopu. Swoje dowody na niewierność Febo zazwyczaj trzymał też dobrze ukryte, ale teraz gdy Paula była po porodzie a Aleks we Włoszech, to przekonany był, że niczym nie ryzykuje, jak je zostawi na wierzchu.
Widok Dobrzańskiego siedzącego na sofie w tymczasowym jego salonie zaskoczył go. Wyszedł bowiem tylko na godzinę po nowe foldery na wakacje.
-Ty tu? -zapytał przez gardło.
-To ja będę zadawał pytania- odparł, wstając z sofy i idąc w jego stronę. —Co ma to znaczyć? -pytał, rzucając na ławę znalezione zdjęcia i list. —Co łączyło cię z Paulą, kiedy i jak długo.
-Nie byłem z nią łóżku i dziecko nie jest moje -odparł szybko, bojąc się, że Marek rzuci się na niego z pięściami. Myślał też, że Dobrzańskiemu głównie o to chodzi. —O to możesz być spokojny. Spotkaliśmy się tylko parę razy latem i jesienią ubiegłego roku w knajpie.  Powspominaliśmy lata szkoły.
-Nawet mnie nie rozśmieszaj- mówił zirytowany. —Zdjęcia mówią za siebie.
-Chciałem zarobić na spotkaniach i wyciągnąć od niej trochę forsy- zaczął wyjaśniać, bo ton i mina Marka dobrze nie wróżyły. Najpierw dwieście tysięcy a później, gdy nie chciała zapłacić dwieście pięćdziesiąt. Plan był prosty. Miałem przytulić, pocałować, aby kolega miał czas na zrobienie nam kilku dobrych zdjęć. Wszystko szło po mojej myśli, ale Paulina zaczęła brać mnie i kolegę za jakiegoś Mario. To przez niego później wpadliśmy.  O co dokładnie tam chodziło, to nie wiem. Ale dziecko jest na pewno nie moje -powtórzył, trzymając się przekonania, że to jest najważniejsze dla Marka. —I nie łączyło nas żadne uczucie.
-To w końcu, ile ci dała- pytał, nie wyjaśniając kwestii dziecka i uczucia. 
-Nic szefie- przeszedł na bardziej oficjalne relacje. —Oprócz tego, że mogę tu mieszkać. Nie udało się wtedy, to chciałem spróbować jeszcze raz. Dałem jej ultimatum, że jeśli wynajmie mi ten dom, to ja w zamian nic nie powiem o zdjęciach.
-Jutro na własne życzenie odejdziesz z pracy- odparł rozkazująco. Za takie coś powinienem zwolnić cię z pracy dyscyplinarnie, ale okaże ci moje dobre serce- dodał, wychodząc i zabierając ze sobą zdjęcia i list.  
Przebieg całej wizyty wprawił Bartka w zaskoczenie, bo po czymś takim powinien oberwać, a szef obszedł się z nim łagodnie i rozmawiał w miarę spokojnie. Dało mu również do myślenia i wyciągnięcia wniosków. Gdyby zależało mu na Paulinie i kochał ją, to cało nie wyszedłby z tej sytuacji. W firmie również krążyły plotki o problemach szefa i Pauliny i że tylko ze względu na dziecko są razem. Mała była kolejną niewiadomą dla Bartka i zastanawiał się czy Marek faktycznie jest ojcem. Na część swoich pytań zamierzał odpowiedzieć sobie z pomocą Wioletty. Sekretarka szefa zawsze była w ploteczkach na bieżąco i miała najlepszy dostęp do biura Marka. Jedynie czego mógł żałować teraz to, że jego plan na wygodne życie legł właśnie w gruzach.


Tymczasem Marek pojechał do swoich rodziców. Chciał pokazać im zdjęcia, list i opowiedzieć o tym, co powiedział mu Dąbrowski.
-Trudno byłoby mi uwierzyć, gdybym sama nie zobaczyła tego- mówiła Helena. —Paulina zawsze wydawała się taka przyzwoita.
-Przynajmniej wiadomo, kto jest prawdopodobnie ojcem dziecka mamo -odparł Marek. —Jak dobrze pamiętam, to właśnie dziewięć miesięcy temu miała zajmować się Mario pod nieobecność Aleksa.
-Gdy upierała się, aby nie mówić, kto jest ojcem, to bałam się, że to ktoś przypadkowy- dodała Dobrzańska.
-Na jedno wychodzi -orzekł Krzysztof. —Słuch po tym całym Gotti zaginął i Agnieszka i tak będzie wychowywać się bez ojca.
-Jeśli ma to być jakaś sugestia to wolę wyjść tato- wtrącił Marek.
-Nie jest. Tylko stwierdziłem fakt- wyjaśnił szybko ojciec. —Wiemy z mamą, że twój związek z Pauliną jest definitywnie zakończony. Powiedz nam, kiedy  Piotruś wyjdzie ze szpitala. Chcielibyśmy w końcu poznać go, a tak po szpitalu chodzić nie chcemy.
-Pojutrze odbieramy go i zrobię wszystko, aby jak najszybciej ściągnąć do siebie albo przynajmniej do Warszawy czy Rysiowa- mówił z uśmiechem na twarzy. —Na szczęście jej  ciocia nie chce zatrzymać ich na siłę u siebie. Mówi nawet, że dziecko powinno od małości wychowywać się z matką i ojcem. Wynająłbym karetkę dla przewiezienia dziecka i w półtorej godziny bylibyśmy tu. 
-Oby udało ci się to jak najszybciej synu- odparł życzliwie Dobrzański. — Takie prawie codzienne wyjazdy są męczące. Ula powinna to zrozumieć.
-Prezent dla Piotrusia również czeka Marek- dodała Helena.
-Dziękuję mamo- odparł, czując coraz cieplejsze nastawienie własnej matki do wnuka. —Jest jeszcze jedna sprawa, z którą tu przyjechałem- mówił tajemniczo.Nie planujcie nic na niedzielę dwudziestego drugiego czerwca. Zapraszam was za miasto.
-Mamy się czegoś obawiać? -pytał ojciec. 
-Nie i nie powiem nic więcej, bo nie byłoby niespodzianki. 
Po wizycie u rodziców pojechał jeszcze do sklepu z ubrankami i akcesoriami dla dzieci, aby kupić literki i ułożyć z nich imię synka. Chciał bowiem przyozdobić tym ścianę nad łóżeczkiem i zachęcić Ulę do powrotu i zamieszkania z nim. 



Następnego dnia Dąbrowski pojawił się w firmie.  Najpierw poszedł do kadr, a później pojawił się w sekretariacie.  Wioletta była sama, to mógł porozmawiać z nią swobodnie. 
-Marka nie ma- oznajmiła mu, gdy spytał o szefa. —Przyszedł, przejrzał listy, podpisał parę dokumentów i tyle go widziałam.
-Pewnie do córeczki poszedł- zagadnął.
-Kto go tam wie Bartek.
-Ale to świeżo upieczony tatuś Wiola -mówił podchwytliwie. —Pewnie ciągle mówi o małej i nie może posiadać się z radości.
-Właśnie, że nie i nie widać u niego jakiejś większej radości, a na moje pytanie, jak mała i Paulina powiedział, tylko że dobrze i nic więcej- opowiadała z konsternacją i nie wyczuwając podstępu. Słyszałam o przypadkach poporodowej depresji i zaburzeń u kobiet, ale żeby i na facetów przechodziło to nie.  Chociaż ostatnio Marek dziwnie się zachowywał. Tak od dwóch tygodni ciągle gdzieś wyjeżdża. Nawet dzień po porodzie gdzieś prysnął.
-Myślisz, że ma kogoś, że tyle wyjeżdża? -pytał zachęcająco.
-Ja tego nie powiedziałam. Ostatnio tylko słyszałam, jak rozmawiał z Maćkiem o sprowadzeniu Uli Cieplak i może tym się zajmuj. Pracowała kiedyś tu, ale pół roku temu nagle odeszła i od tej pory nikt jej nie widział- mówiła, nie wiedząc, że Bartek zna ją również ze szkoły. (On nie mieszka w Rysiowie) Byli ze sobą tak mocno związani, że niektórzy posądzali ich o romans i że Ula odeszła, bo okazało się, że Paulina zaszła w ciążę. Ale z tym jest jak z tymi dzwonami kościelnymi Bartek. Biją dzwony, ale nie wiadomo w której parafii.  A tak w ogóle po co ci Marek? -zapytała wracając do początku rozmowy. 
-Zmieniam pracę i potrzebny mi podpis szefa- odparł. 
Dla Wioletty interesująca była jeszcze sprawa zdjęcia na biurku Marka. Pojawiło się wczoraj popołudniu, a bobasek ubrany był na niebiesko, a nie jak  wypadałoby na dziewczynkę na różowo. Dzidziuś nie wyglądał również na czterodniowego noworodka.




Rozmowa z Wiolettą jeszcze bardziej utwierdziła Bartka w przekonaniu, że Marek nie jest ojcem Agnieszki. Zastanawiał się i nad Ulą i jej relacjami z Dobrzańskim. Koleżanka ze szkoły zawsze była ambitna, ale też nie należała do osób, które karierę robiłyby poprzez łóżko. To jednak postanowił zostawić na później i zająć się Pauliną i wiedzą na temat jej dziecka. Był bowiem przekonany, że to, kto jest ojcem Agnieszki, będzie tajemnicą i może zyskać na swojej wiedzy.
Marek tymczasem pojechał po Ulę na dworzec PKP, a później razem pojechali do urzędu pozałatwiać sprawy związane z ich synkiem. Tym samym Piotruś już oficjalnie nazywał się Dobrzański o imionach Piotr, Szymon, był synem Matka Dobrzańskiego i Urszuli Cieplak. Po tej wizycie Marek zabrał Ulę do siebie na chwilę, aby odpoczęła po podróży i aby pokazać jej ewentualny pokoik dla dziecka.  Chciał również spróbować przekonać Ulę do zamieszkania z nim.


-Nic tu nie ma po Paulinie Ula -mówił, pokazując pokój. —Wszystko kupiłem nowe, a to wyposażenie co miało być dla Agnieszki, zawiozłem do rodziców. Masz nawet miejsce do spania.
- Bardzo ładny -odparła, zgodnie z odczuciami. —Tylko jak wyobrażasz sobie całą resztę? Dzielenie wydatków, obowiązków, co na to twoi znajomi.
-I tak płaciłbym ci na Piotrusia- argumentował. —A znajomi nie mają nic tu do powiedzenia. Będę pomagał ci też we wszystkim. Ula nie chcę przegapić nic z rozwoju mojego syna, a do Piotrkowa kawał drogi jest.
-Teraz mówisz jak nie Marek. Rok temu daleki byłeś od takich rodzinnych klimatów.
-Zmieniłem się Ula. Po części przez Paulinę i jej ciążę. Przestałem chodzić do klubu, szukać pocieszenia w ramionach innych panienek. Mam teraz cele. Chcę mieć rodzinę. Może trochę niestandardową, ale zawsze rodzinę.
-Waśnie Marek- wtrąciła. —Co będzie, jak ktoś pojawi się w naszym życiu? Ktoś, kto będzie ważny i z nim będzie się chciało być i stworzyć prawdziwą rodzinę?
Ja nawet jestem bliska tego- pomyślała. Tylko nie mogę wymagać od ciebie deklaracji na siłę jak Paulina.
-Nie pomyślałem o tym Ula- odparł, przyznając jej rację i myśląc głównie o Uli, bo w jego planach i przyszłym życiu nie było miejsca na miłość.
-I dlatego musimy poczekać ze wszystkim- mówiła przekonująco. —A na razie pójdziemy na kompromis i zamieszkam w Rysiowie. To jest półgodziny drogi. A tu będę często wpadać i nocować z Piotrusiem.

Plan Bartka również nie ułożył się po jego myśli, bo jeszcze przed wyjściem Pauliny ze szpitala było wiadomo, że Agnieszka nie jest córką Marka i na nazwisko ma Febo. Wszyscy wiedzieli też o Uli i Piotrusiu i że jest on synem Marka.  Paulina dodatkowo wyrzuciła Bartka z domu Aleksa, bo ten nie miał już czym jej szantażować.
-Oboje przegraliśmy- rzekła jej Bartek, gdy umówili się na oddanie kluczy.  —Ja nie mam pracy, domu, nawet nie mam czym szachować cię, a ty straciłaś Marka i dobre imię.  A tak dobrze nam szło.
-Ja zamierzam podnieść się ze wszystkiego- odparła wyniośle. —Febo nie poddają się tak łatwo.  Tobie również mogę zapewnić dostatnie życie. Musisz tylko zrobić coś dla mnie.
-Jeśli chcesz, abym zrobił coś Markowi albo Uli, to nie jestem zainteresowany- wtrącił zdecydowanie.
- Masz tylko uznać Agnieszkę za własne dziecko- oznajmiła bez uczuć. —Nie chcę uchodzić za pannę z dzieckiem i ojcem NN.
-Poważnie nie mówisz? – pytał podejrzliwie.
-Bardzo poważnie- odparła wydatnie.
-Ok Paulinuś- odparł po chwili zastanowienia. —Mogę robić za ojca twojej córeczki.