sobota, 10 września 2016

Życie na niby 7



Ula w niedzielę, choć spać poszła przed drugą to wstała dość wcześnie. Spać i tak nie mogła, bo ciągle miała przed oczami scenę Marka z Leną. Kobieta leżała na stole a Marek całował jej szyję, usta, dekolt, a ręce błądziły po talii, biodrach i udach. Chociaż wiedziała jak żyje to, co innego dla niej było wiedzieć, a co innego widzieć na własne oczy. Oglądanie takich scen było też dla niej nowością. Tylko we filmach do tej pory coś takiego widywała.  Jej życie damsko-męskie barwne też nie było. Miała tylko jednego chłopaka Bartka, ale tak namiętnie jej nie całował.   Chłopak był również jej największą pomyłką życiową, bo okazało się, że przez cały okres związku okłamywał ją. Uwodził ją, bo miała stypendium i mógł liczyć na dofinansowanie do wspólnych rachunków albo swoich potrzeb. Wyciągała go także z kłopotów i załatwiała różne sprawy. Pomimo tego, że chłopak był w klasie o rok wyżej to ona za niego pisała referaty, wypracowania, odrabiała inne lekcje. Tuż po swoich osiemnastych urodzinach i parę tygodni przed śmiercią mamy przespała się z nim. Szybko tego pożałowała, bo wkrótce skończył szkołę, rzucił ją i wyjechał do Niemiec.
Marek również myślał o tym, co zaszło w garderobie. Z Sebastianem zgadali się, że Ula po północy szukała go i odesłał ją na zaplecze. Choć był zajęty Leną to wydawało mu się, że słyszał kroki i czyjś głos.  Po tym, co powiedział mu przyjaciel, to pewien był, że to Ula przyłapała go na igraszkach z Leną i zadowolony nie był. Nie wiedział też za bardzo jak ma się zachować wobec dziewczyny.  Z telefonem do niej zwlekał do wieczora. Miał na to nawet usprawiedliwienie.  Rano nie chciał dzwonić z obawy, że śpi a później wiedział, że ma rodzinny obiad i nie chciał jej przeszkadzać. Sam również spał do południa a przez resztę dnia zajmował się rodziną.  Babcią Basią, Wiolettą i kuzynem Szymkiem. Całą trojkę bardzo lubił, cieszył się z ich odwiedzin i że pobędą u niego trochę.  Babcia, choć była po siedemdziesiątce, to jak na swój wiek trzymała się całkiem dobrze.  Zawsze była też pełna humoru, życzliwości i uśmiechnięta. Jedyne, co mógł jej zarzucić to, to że nieustannie dopytywała się o jego życie osobiste i chciała zobaczyć go na ślubnym kobiercu, ale niekoniecznie z Pauliną. Marzyła też o tym, aby doczekać prawnuka. Oczywiście musiał babci i reszcie rodziny dokładnie wytłumaczyć całe te zamieszanie wokół Beatki. Wioletta należała do kategorii tych osób, które czytały brukowce i innego tego typu rzeczy w Internecie i zdążyła rodzinie wszystko opowiedzieć. Musiał prosić ją też na ewentualne spotkanie z Pauliną na pokazie i wypytywanie o Beatkę o dyskrecje. Wiola, jak i cała rodzina, za dziewczyną Marka nie przepadała i udawanie, że o żadnym dziecku ona i jej rodzina nie wie nie był to dla niej żaden problem.  Dopiero po kolacji poszedł do swojej sypialni i zadzwonił do Uli. Dziewczyna odebrała już po drugim sygnale. Przez cały dzień zastanawiała się też czy to zrobi i kiedy.
  -Cześć Ula- zaczął swobodnym tonem.– Nie przeszkadzam- zapytał grzecznościową formułką.
- Nie, nie przeszkadzasz- próbowała mówić równie swobodnie.
 - To dobrze.  Dzwonię, bo chciałem zapytać cię o wrażenia i o samopoczucie po pokazie.  Mam też zdjęcia. Wczoraj wyszłaś tak szybko, że nie zdążyliśmy się nawet pożegnać- podjął i ten temat.
-Tak wiem, ale nie mogłam cię znaleźć-odparła tak, aby brzmiała wiarygodnie. – A samopoczucie bardzo dobre i wspomnienia miłe. Tylko koniec to wszystko popsuł- pomyślała. — Jasiek o niczym innym dzisiaj nie mówi jak o pokazie. Widział już migawki w telewizji. Siebie podobno gdzieś też dojrzał.
- To się cieszę, że się wam podobało- rzekł z ulgą. – Słuchaj Ula może jutro wpadnę do Rysiowa. Musimy się rozliczyć i przywiózłbym przy okazji zdjęcia i nagranie.
- Przy okazji to ja będę jutro u ciebie we firmie- oznajmiła mu tajemniczo.    Mam do załatwienia sprawę we Warszawie i przy okazji, okazji przyprowadzę tę moją znajomą krawcowa. Pshemko na pokazie pytał mnie o nią i obiecałam mu, że będziemy w poniedziałek. Wróciła właśnie z urlopu i idzie do pracy na drugą zmianę to wpadniemy do F &D przed południem.  Ale jeśli chce ci się jechać do Rysiowa to nie zabraniam. Tato, Beatka i Jasiek na pewno ucieszą się. Tylko popołudniu Marek, bo rano nikogo nie będzie w domu.
-Nie, Ula –odparł.  – Skoro będziesz we firmie to wpadnę do Rysiowa, kiedy indziej. Jutro i tak mam trochę zajęć z Wiolettą. Ale dzięki za zaproszenie. To miłe wiedzieć, że jest się mile widzianym- mówił wyraźnie zadowolony.
-U mnie zawsze będziesz mile widziany- rzekła szczerze.  – Możesz być tego pewien. Mam nawet dla ciebie zaproszenie na roczek do Beatki.  Za tydzień w niedzielę o czternastej.  Dzisiaj tak ustnie, a jutro dostaniesz oficjalne zaproszenie.
-Za tydzień to nie bardzo mogę Ula - odparł wymijająco. –  W sobotę mija dziesięć lat od wypadku rodziców i w piątek przyjeżdżają rodzice Wioli na weekend.  Na niedzielę mamy zamówioną też msze, a później rodzinny obiad, to nie bardzo będę mieć okazję wyrwać się.
-Rozumiem Marek- rzekła wyrozumiale.  – Twoje sprawy ważniejsze.
-Ale, jeśli to nie problem to chętnie wpadnę dzień później-zasugerował delikatnie.
-To żaden problem-odparła uśmiechając się do słuchawki.    Tato też jeszcze będzie, bo do sanatorium wyjeżdża dopiero we wtorek to będziecie mogli sobie porozmawiać.
-W takim razie jesteśmy umówieni Ula- rzekł kurtuazyjnie.  – Jutro spotkanie u mnie a za tydzień u ciebie w domu.
Jesteśmy umówieni Ula. Brzmi tak jakbyśmy mieli spotkać się naprawdę, A nie służbowo-towarzysko- przemknęło jej przez myśl.
-Ula jesteś tam? - zapytał, gdy nie usłyszał odpowiedzi.
-Tak- szybko odparła. —  Zamyśliłam się na chwilę. Marek porozmawiamy jutro- postanowiła zakończyć w końcu rozmowę. – Beatka czeka na kąpiel. Zawsze kąpię ją o ósmej.
-Ok. Ula-rzekł bez urazy. – Beatka najważniejsza. Ucałuj ją ode mnie, pozdrów ojca i Jasia i miłej nocy-pożegnał się bardzo uprzejmie.
- Dzięki Marek i nawzajem- odparła i rozłączyła się.

 Krawcowa Iza mocno zdziwiła się, gdy dowiedziała się od koleżanki o propozycji pracy. Zwłaszcza, że padła ona po jednym zdaniu Uli.  Zastanawiała się też, co taka zwykła krawcowa mogłaby robić w sławnej, modowej firmie. Przekonana, jednak przez Ule postanowiła, chociaż pojechać tam i zobaczyć pracownię znanego projektanta.
W poniedziałek po jedenastej Ula razem z koleżanką pojawiła się w F & D a ochroniarz Wojtek powiadomił o ich przyjściu Pshemka i Marka. Mistrz po przywitaniu się i krótkim zapoznaniu, zajął się Izą i poszedł z nią od razu do pracowni.  Marek z Ulą natomiast skierowali się w stronę windy. Ula, choć przywykła już do tego, co widziała i myśli, że to nie jej sprawa to czuła się nieswojo idąc obok niego.  Nie mogę nawet na niego nakrzyczeć i powiedzieć, co myślę i że źle robi, bo zrobił dla nas tyle dobrego-po raz kolejny rozmyślała nad tym.  Spłaciłam dopiero pięćset złotych i nie stać mnie na to, żeby go oskarżać, robić wyrzut, obrażać, czy pouczać. Obrazi się i co będzie.  Muszę być miła i udawać, że nic się nie stało i nic nie widziałam.
Marek miał dokładnie takie same niezręczne odczucie. Ula dzisiaj przywitała się ze mną inaczej niż w ostatnich dniach. Poprzednio uśmiechała się delikatnie a dzisiaj była jakaś zimna, nieszczera i milcząca.  Na bank nakryła mnie z Leną. Tylko, co mogła sobie o mnie pomyśleć? Że jestem erotomanem do tego stopnia, że bez seksu nie mogę wytrzymać paru godzin- odpowiedział sam sobie na własne myśli. A jeśli to był Jasiu albo razem byli? Jasiu mnie tak lubi i nie chciałbym, żeby to popsuło relacje między nami. Zobaczymy jak będzie zachowywał się, gdy spotkam się z nim.
-Mam nadzieję, że Pshemko jej zbytnio nie zdenerwuje- przerwała przedłużającą się ciszę Ula.
-Spokojnie -zaśmiał się. – Może i jest nerwusem, ale zapewniam cię, że kobiety szanuje na swój sposób i twoja koleżanka jest bezpieczna.
-Oby. Iza to ostoja spokoju. Mam dla ciebie zaproszenie- zmieniła temat.  — Wiem, że mówiłeś, że nie możesz w niedzielę przyjechać, ale zaproszenie się należy.
-Dzięki -odparł wyciągając z koperty kolorowy kartonik z narysowaną jedynką. –  Beze mnie i tak pewnie będzie dużo gości?- zapytał spoglądając na nią.
-Tak.  Ponad dwadzieścia osób.
- Właśnie Ula- rzekł głosem lekkiego zniechęcenia. – To, że sam mam gości to jedna strona medalu a druga i chyba ta ważniejsza to taka, że źle bym się czuł przed twoją rodziną. Tylko nie zrozum mnie źle- zaczął szybko wyjaśniać. —   Nie chodzi mi o jakąś pozycję społeczną, ale o operację twojego ojca. Po prostu nie wiem czy wiedzą o mnie, ale jeśli wiedzą i miałbym być wynoszony na piedestał to czułbym się z tym nieswojo.
-To chyba lepiej, że ciebie nie będzie – wyznała szczerze.    Część z gości tylko na to czekałaby. Głównie to takie dwie ciotki i kuzynka.  I doskonale cię rozumiem. Sama nie lubię zbierać takich pochlebstw.
-Dokładnie tak, jak i ja- rzekł, gdy wychodzili z windy.– Pochlebstwa są dla snobów i niedowartościowanych ludzi. A ja nie czuję się ani jednym, ani drugim.
-Wiola, czego nie rozumiesz- usłyszeli znienacka podniesiony głos Adama zza jednych drzwi.
-Szczerze to wszystkiego- odparła dziewczyna z lękiem.
-Adam daje Wioli korepetycje z matematyki- wytłumaczył jej, gdy wchodzili do sali konferencyjnej.  — Ma poprawkę w sierpniu i między innymi po to przyjechała do Warszawy.
-Marek nie musisz wszystkim o tym opowiadać od razu- oburzyła się i spojrzała krytycznie na nich. Na kuzyna głównie za to, że mówi o jej prywatnych sprawach, a na Ule ze względu na strój.  Ula ubrana była, bowiem w brązową błyszczącą sukienkę uszytą z jakiegoś sztucznego materiału w drobne czerwono -żółto – zielone kwiatki, zawiązywaną przy szyi, gumką na lekko bufiastych krótkich rękawach i długością tuż za kolana.  Nie powiedziała jednak nic, bo choć była roztrzepana to miała to do siebie, że nie miała zwyczaju obrażać.   — Wystarczy, że Adam się tak drze, że pół firmy słyszy.
 
 
 
-Od półgodziny tłumaczę jej te zadanie i nic- mówił tymczasem zirytowanym głosem Adam do swojego szefa. — A to jest proste jak drut.
Ula zerknęła na leżącą książkę i sprawę wzięła w swoje ręce.
-Wiola w sklepie jest sukienka i kosztuje pięćset złotych i nie stać cię na nią. Sklepowa mówi ci, że wkrótce będzie przecena o trzydzieści procent. To ile będzie kosztowała sukienka?
Dziewczyna przez chwilę mruczała coś pod nosem i liczyła na palcach.
-Trzysta pięćdziesiąt?- zapytała trochę lękliwie.
-Dokładnie. I to jest pierwsza część zadania.
-To teraz rozumiem –wtrąciła wyraźnie ożywiona. —  Turek nie mówił, że to o sukienkę chodzi tylko o kredyt.
-Pan Turek, jak już- warknął do dziewczyny.
-Po prostu myśli jak mężczyzna i tak cię uczył –usprawiedliwiła go Ula.
-Od razu mówiłem, że się do tego nie nadaję- rzekł też Adam zniechęconym tonem.
-Mówiłeś, ale mimo wszystko poprosiłem cię- odparł mu Marek.
-Ula powinna ją uczyć- zasugerował Turek nie tyle dla dobra Wioli tylko swojego.  — Niedawno skończyła liceum to pamięta jak to jest w szkole-dodał zadowolony ze swojego pomysłu. — Wy się tu będziecie uczyć a ja sobie wrócę do biura i zajmę się ze spokojem podliczaniem wydatków za pokaz- rzucił na koniec i szybko wyszedł z obawy, aby jego szef nie kazał dalej uczyć mu Wioli.
- Właśnie Ula a ty nie mogłabyś dać Wioli kilku korepetycji –podchwycił Marek pomysł swojego asystenta. –  Dobrze zapłacę.
- Kochana zgódź się- poprosiła ją i Wiola. – Parę lekcji, chociaż.
-Czemu nie- odparła, bo z natury była uczynna i miała dług wobec Marka.    Mogę spróbować, chociaż.
- Świetnie- wyraźnie ta wiadomość ucieszyła Marka. —  To, kiedy mogłabyś zacząć?
-Nawet od zaraz.  Mam wolną godzinę.
  –Jeszcze lepiej- odparł z jeszcze większym zadowoleniem.   - A ty Wiola słuchaj się Uli i nie myśl nie wiadomo, o czym- zwrócił się też do kuzynki. – Nie zapomnij, że obiecałaś mamie powtórzyć jeszcze polski.
- Od czasu jak stałeś się wiceprezesem stałeś okropnie czepliwy i nie do zniesienia- odgryzła się Kubasińska.  Ulka pomyśl sobie jeszcze, że ja ze wszystkich przedmiotów mam kłopoty. A dla mnie tylko matematyka to czarna maga. Wolę polski i opowiadania, wiersze i inne legie. Co prawda miałam tróję, ale solidną- zwróciła się do Uli. —  Biologia z motylkami, pantofelkami i innymi czółenkami też nie jest zła. Albo historia i czytać jak kiedyś żyło się, te wszystkie wojny, królewskie dynastie i erekcje, to jest to, co lubię- mówiła z wyraźnie ożywieniem.
 -Wiola elekcje - wtrącił szybko Marek.
- A tak elekcje-odparła mu. – To znaczy, co? –zapytała po chwili. – Ula będzie uczyć mnie elektronicznie?
-Nie Wiola –odparł zirytowany.    Ula będzie cię uczyć normalnie, tak jak Adam.
-Ok. Marek, po co te nerwy- oburzyła się. —  Uczeń pójdzie tylko zrobić siusiu i zaraz wraca. Przerwa między lekcjami się przecież należy.
-Ona tak na poważnie, czy tylko dzisiaj?- zapytała zdezorientowana Ula po wyjściu dziewczyny.
- Dobre pytanie – zaśmiał się. –  Zwłaszcza, że nikt nie zna na nie odpowiedzi oprócz jej samej. Przysłowia przekręca chyba specjalnie a używanie słów, których znaczenia do końca nie zna albo myli pojęcia, to chyba tak różnie. Prędzej mówi niż myśli. Babcia nie raz jej to powtarza. Wiola nie spiesz się z mówieniem. Wiola najpierw pomyśl. Wiola skup się jak mówisz.  Jak pobędziesz z nią trochę to nie raz coś takiego usłyszysz.  A poza tym jest nieszkodliwa.
-Przynajmniej będzie wesoło z nią-po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się do niego.
- To prawda- odwzajemnił uśmiech. –  A wracając do lekcji to wolałbym, żebyś przyjeżdżała tutaj albo do mnie do domu. Koszty podroży pokryje oczywiście. Chyba, że nie możesz to będę woził Wiolę do Rysiowa, ale popołudniami. Rano muszę być we firmie.
-Nie, może być we Warszawie- zapewniła. – Robię właśnie prawo jazdy i mam jazdę w najbliższych dwóch tygodniach.
-Brawo Ula- pochwalił ją szczerze.   – Teraz bez prawka ani rusz. Jakbyś potrzebowała pomocy to służę swoją osobą.
-Kto wie? –odparła tak, że rozważy propozycję Marka. – Może skorzystam z nauki parkowanie i cofania.
-W każdej chwili Ula- odparł pewnie.  – Może moim Lexusem będzie ci trudno, ale w domu jest jeszcze Toyota Yaris po mamie. To bardziej kobiecy i elkowy pojazd.
 - Dzięki za samochód, ale w domu mamy Fiata Pandę to z twojego auta nie będę musiała korzystać.
-Ok. Chyba sobie poradzę jakoś z takim maluszkiem- rzekł z wahaniem. – Ostatni raz coś takiego prowadziłem na egzaminie prawa jazdy.
-Spokojnie Marek- rzekła trochę rozbawiona. — Zawsze mogę dać ci lekcje.
-Lekcje za lekcje-zastanowił się. Ciekawe?-dodał i oboje roześmiali się Marek pomyślał jeszcze,  że lody zostały przełamane.
Wiola wkrótce wróciła z toalety i rozpoczęli lekcję, a Marek poszedł do swoich zajęć.

 Lekcja z Wiolettą okazała się nie taka zła. Wszystko to, co się dało to musiała przeliczać na sukienki, inne ciuchy czy kosmetyki. Inne rzeczy Ula tłumaczyła ze spokojem po dwa, trzy razy. Po godzinie nauki zaglądnął do nich Marek. Ula właśnie kończyła lekcje.
-I jak idzie Ula?  Bardzo opornie?- wyraźnie nie wierzył w kuzynkę.
-Chyba nie wierzysz w moją potencje-oburzyła się Wioletta.
- Właśnie Marek- poparła ją bezsprzecznie. – Wioli idzie całkiem dobrze.  Ale na dzisiaj koniec. Za godzinę mam jazdę i muszę zaraz wychodzić. Umówiłyśmy się na jutro na czternastą u ciebie w domu.
-Trzeba pić żelazo póki gorące, prawda- odezwała się Wioletta pełna entuzjazmu.  – Jak się uczyć to się uczyć.
-To prawda Wiola-odparła jej. – I do jutra-dodała wychodząc z sali razem z Markiem.
-Gdy już będziesz u mnie to uważaj na moją babcię- przestrzegł ją, ale żartobliwie. –  Jest bardzo towarzyska i na pewno będzie chciała porozmawiać z tobą o wszystkim. O Beatkę i o nas też będzie zapewne pytać, chociaż już wszystko powiedziałem.
- Nie ma sprawy Marek- uśmiechnęła się. –  Chętnie porozmawiam z twoją babcią. Mógłbyś zaprowadzić mnie jeszcze przed wyjściem do Pshemka? Chcę zobaczyć, co u Izy.

Marek oczywiście mógł zaprowadzić Ule do pracowni Pshemka. To, co zastali zaskoczyło ich oboje. Krawcowa siedziała przy maszynie a mistrz roztaczał nad nią same superlatywy.
-Izabella jak tu zostanie, to będzie tu królową-usłyszeli. –  Taka pewna ręka i prościutki krój. Żadnego strzępienia. Izabella jest idealną krawcową, czuję to. Mogę Izabellę z miejsca zatrudnić.
-Wolałabym przejść okres próbny panie Przemysławie- odparła spokojnie, bo Ula zdążyła jej powiedzieć o wybuchowym charakterze mistrza. – Jest pan mistrzem i być może okaże się, że potrzebuje pan kogoś równie wykształconego i twórczego, a ja jestem tylko po technikum odzieżowym. Poza tym w szwalni jestem kierowniczką zmiany i nie chciałabym zwalniać się póki i ja nie będę pewna, że chce tu pracować. Obiecuję przyjeżdżać przynajmniej przez tydzień rano na cztery godziny i zobaczymy, co będzie dalej- postawiła swoje warunki ku niezadowoleniu ewentualnemu pracodawcy.
-Cztery godziny- marudził pod nosem.  – Ale dobrze –zgodził się po chwili, choć niechętnie. Niech Izabella przyjeżdża.
-Widzę, że Iza przypadła ci do gustu– odezwał się od drzwi Marek.
-Owszem- odparł urażony. – Ale jak widać ja Izabelli nie.
 
CDN PO MINI WAKACJE

sobota, 3 września 2016

Przed poznaniem się.Mini okolicznościowe



Z podziękowaniami za 100 000 odsłonięć.
Mam nadzieję, że rozczarowani nie będziecie, bo Ula i Marek tak jakby osobno. 

    


- Ala, co tam się dzieje- zagadnęła bufetowa Ela kadrową.  – Hałas na całą firmę słychać.
-Jak to, co?- odparła wzruszając ramionami. – Zwalniają Aśkę. Paulina jak zwykle dowiedziała się o romansie Marka.
-A taka była pewna- wycedziła Ela.  – Marek mnie kocha, zostawi Paulinę- mówiła naśladując Asię.
-Czy to prawda, że Aśka…- zaczęła dopytywać krawcowa Iza, która nieoczekiwanie chwilę po Eli pojawiła się na korytarzu. Nie zdążyła, jednak dokończyć zdania, bo obie równocześnie odparły, że tak.
-To do tej twojej pracowni również to już dotarło?- zapytała jeszcze Ala.
-Już chyba wszyscy wiedzą- odparła Ela za Izę. –  Roznosi się to lotem błyskawicy. Zobacz ile osób przechadza się po korytarzu. Niby z jakimiś papierami.
-Ciekawa jestem, kto będzie następny- zastanawiała się Iza.
-Kolejna naiwna-odparła jej Ela uśmiechając się lekceważąco. – Co one mają w głowach? Marek nawet za sto lat nie zmieni się i nie rzuci Pauliny.
-Podobno razem z panią Basią ma odejść pan Krzysztof i jego miejsce ma zająć Marek albo Aleks- poinformowała koleżanki Ala.  – Jeśli będzie to Marek to będzie potrzebował kogoś kompetentnego a nie tylko ładnego.
-Nie daj Boże, żeby Aleks został prezesem- wzdrygnęła się na samą myśl bufetowa Ela. – On sobie z ludzi nic nie robi. Gdy przychodzi do bufetu to niektórzy od razu wychodzą. Lepszy jest już Marek z kolejną naiwną. On jest przynajmniej miły dla wszystkich.
-To prawda- odparła Iza. –  Może skoro będzie pod ścianą to zatrudni kogoś miłego i fajnego.
Chwilę później odskoczyły od drzwi, bo z pokoju Sebastiana wyszła Paulina Febo z Markiem Dobrzańskim.  Mina kobiety mówiła wszystko. Była wściekła i obrażona. Marek natomiast miał minę jakby nic się nie stało. Nie pierwsza i nie ostatnia –pomyślał zuchwale. Będzie kolejna i jeszcze następna- i już w myślał cieszył się na kolejne panienki.  Nie przypuszczał nawet, że ta była tą ostatnią i z kolejną będzie całkiem inaczej.
Związek Pauliny i Marka był nietypowy i różnił się od innych par. Marek miał to do siebie, że zdradzał swoją nieoficjalną jeszcze narzeczoną notorycznie. Z modelkami, sekretarkami, dziewczynami z klubu.  Miał już taka naturę, a uroda mu w tym pomagała.  Nie zamierzał też zmieniać się. Zwłaszcza, że za każdym razem Paulina wybaczała mu. Za bardzo bała się porzucenia i skandalu związanego z tym. Wolała już być zdradzana, co tajemnicą też nie było niż porzuconą.
 Paulina dla wyładowania stresu i złości chodziła do klubu na fitness. Miała tutaj jedną dziewczynę Wiolettę z obsługi, z którą czasami rozmawiała. Dziewczyna zbyt inteligentna nie była, ale odpowiadało jej to, bo mogła nią pokierować na własne potrzeby. Już przy poznaniu zorientowała się, że Wiolę interesują tylko pieniądze, drogie ciuchy, kosmetyki i bogaci faceci.
Marek natomiast razem ze swoim najlepszym przyjacielem Sebastianem chodzili do nocnego Klubu 69. To tam odreagowywał, delikatnie mówiąc, wybuchowy charakter Pauliny. Alkohol, łatwe panienki i beztroska zabawa były całym ich życiem. Takie życie obojgu panom pasowało i nie zamierzali tego zmieniać.
Choć od czasu incydentu z Aśką minęło ponad tydzień, a Marek pracował nad udobruchaniem Pauliny, to kobieta ciągle do końca udobruchana nie była. Robił to tylko, dlatego że dzień po zwolnieniu Aśki, podczas uroczystego rodzinnego obiadu jego ojciec oświadczył, że odchodzi z firmy a jego miejsce zajmie on albo Aleks. Nie wiedział, jednak jak zamierza ojciec dokonać wyboru i kiedy. Na wypadek ewentualnego głosowania członków zarządu musiał liczyć na głos Pauliny. To natomiast wiązało się z tym, że musiał żyć z nią w zgodzie, zachowywać się jak najlepiej i co najważniejsze odstawić na jakiś czas życie nocne. Również rodzice nieustannie prawili mu kazania na temat jego prowadzenia się i zdradzania biednej Paulinki. Dla nich również musiał udawać przykładnego syna, pracownika i narzeczonego.

 Marek był realistą i w coś takiego jak wielka miłość nie wierzył. Tak samo jak nie wierzył w sny. Zresztą snów zazwyczaj nie pamiętał albo zbyt krótko spał, aby przyśniło mu się coś.  Od paru dni, jednak zmieniło się to, bo miewał piękne sny i pamiętał je. Któregoś ranka tuż po przebudzeniu z ciekawości wklepał w wyszukiwarkę sennik.  Interpretacja rozbawiła go i zaskoczyła tak, że nie spostrzegł, kiedy i Paulina obudziła się.
-Przeglądasz sennik? zapytała niemiłym tonem.  – Nie mów mi, że jeszcze w to wierzysz- dodała lekceważąco.
-Witaj kochanie- odparł jej czule, całując dodatkowo w czoło.–   Nie, nie wierzę w sny, ale przez ostatnie kilka nocy śniły mi się błękitne oczy i chciałem sprawdzić, co to znaczy.
-To nawet już w snach mnie zdradzasz- wybuchła złością.
-Paula – oburzył się. –  Nawet o takie coś jesteś zazdrosna. Ja nawet twarzy nie widziałem.  Tylko same oczy. Zresztą będziesz zadowolona z tego, co tu piszą. Błękitne oczy oznaczają, szczęście osobiste i rodzinne, dostatnie życie, wielką płomienną miłość, uśmiech, pomyślność. Naprawdę nie powinnaś być zazdrosna czy zaniepokojona. Same pozytywy jak widzisz nas czekają- dodał podkreślając, nas czekają.
-Myślisz, że to o nas?- zapytała jakby z zadowoleniem i po raz pierwszy od czasu Asi uśmiechając się do niego lekko.
-Oczywiście kochanie- odparł pewnie zamykając laptopa i przytulając kobietę do siebie.   – O kogo innym, jak nie o ciebie mogłoby tu chodzić kochanie?  Co powiedziałabyś na obiad w Książęcej?- dodał, bo postanowił kuć żelazo póki gorące. Nie chciał też, aby zbyt długo Paulina myślała nad tym.     Na zgodę.
-Dobrze- odparła oschło po chwili.  – Ale na zbyt wiele nie licz.
Choć Paulina zapowiedziała, że nie może liczyć na wiele to zaryzykował i zakończył ranek kilkoma namiętnymi pocałunkami i pieszczotami oraz śniadaniem do łóżka.
 Marek tak miły dla Pauliny bez przyczyny nie był.  Poprzedniego wieczora zadzwonił do niego ojciec z informacją, że już w poniedziałek ma odbyć się zebranie, na którym mają wybrać tymczasowego prezesa. Miał, więc na całkowite pogodzenie się z Pauliną trzy dni. Oprócz obiadu w zanadrzu miał kwiaty, biżuterię w postaci eleganckich kolczyków, oraz trzy najbliższe i to weekendowe wieczory spędzone w jej towarzystwie. Był to nie lada wyczyn, bo do tej pory zazwyczaj spędzał je w klubie wraz z Sebastianem. W duchu cieszył się też, że Paulina jest równie naiwna jak inne jego panienki i wkrótce będzie mógł wrócić do swojego hulaszczego życia.

Szczęście na zebraniu dopisało Markowi, bo Krzysztof Dobrzański postanowił rzucić monetą i wybór padł na Marka.  Miał on pełnić funkcję prezesa do czasu rozstrzygnięcia konkursu na to stanowisko.
-To, co panie prezesie- zagadnął do niego z uśmiechem Sebastian, po wyjściu z sali konferencyjnej. –  Prezes byle, jakiej sekretarki nie może mieć. Mam już na oku jedną kandydatkę. Julia Szymańska. Ciemny blond, szczupła, zielone oczy- zaczął wyliczać walory. – Chodź to pokażę ci zdjęcia.
-Nie Seba- przerwał mu.  – Nie tym razem.  Tym razem muszę mieć naprawdę wykształconą sekretarkę.  Taką, która pomoże mi w prezentacji. Ojciec wymyślił sobie konkurs na temat Moja perspektywa rozwoju firmy.
- To kiepsko- zasmucił się. –  Ale spokojnie- uśmiechnął się przyjaciel. – Zawsze byłeś zadowolony z moich wyborów to teraz też będziesz.

Paulina czasu również nie marnowała. W końcu głupiutka Wioletta mogła się jej do czegoś przydać. Idąc do klubu fitness plan miała gotowy.
-Wiola jak dobrze pamiętam skończyłaś liceum administracyjne-zagadnęła ją uprzejmie. Zgadza się?
-No- odparła mało inteligentnie.
 - To mam dla ciebie propozycję- uśmiechnęła się słodko.  – Zostaniesz sekretarką mojego narzeczonego. Obecnie prezesa F&D.
- Ja sekretarką szefa- zapytała a oczy się jej rozświetliły.
-Tak Wiola, ale nic za darmo-odparła siadając dostojnie.
-To znaczy?- zapytała z lękiem.
- Masz mi donosić, co robi, z kim się spotyka i takie tam.
-To znaczy mam szpiegować- jedyny raz zawahała się.
-Nie chcesz chyba przez resztę życia podawać wodę albo ręczniki w klubie i zapisywać na kolejne zajęcia. Marnujesz się tu ze swoją urodą- poszła w stronę komplementów.
-Naprawdę tak myślisz-wyraźnie słowa kobiety ją ucieszyły.
- Naprawdę- odparła ucieszona, że tak łatwo jest nią kierować.  – Marek będzie płacił ci jedną pensję, a ja drugą. Może nawet premię dostaniesz ode mnie, jeśli się dobrze spiszesz oczywiście.  W poniedziałek Marek robi rozmowy kwalifikacyjne to przyjdź do firmy o dziewiątej. Tylko nie spóźnij się i ubierz odpowiednio. CV nie musisz przynosić. Sama dam ci rekomendacje i sama napiszę.  Umiesz, chociaż jakiś język?- zapytała wątpiąco.
-Angielski-odparła pospiesznie.
- To dobrze i przypomnij go sobie, bo Sebastian może o coś pytać. Tylko pamiętaj Wiola. Masz się trzymać od niego z daleka. To znaczy nie od Olszańskiego tylko od Marka.
-Ma się rozumieć Paulinko-uśmiechnęła się słodko. –  Jesteś przecież moją najlepszą przyjaciółką.
-To się jeszcze okaże, czy nią jesteś- odparła wyniośle. – Zapisz mnie teraz na wtorek na popołudniu na dwie godziny zajęć z Arturem.
-Już się robi kochana Paulinko- zaćwierkała z zadowoleniem.



**********************************


Tymczasem parę kilometrów od Warszawy w Rysiowie.
-I, co córciu przyjęli cię- zapytał Józef Cieplak swoją córkę, absolwentkę SGH z wyróżnieniem.
-Nie- odparła z rezygnacją siadając do stołu.  – Mają już kogoś. 
-Trudno. Może następnym razem się uda?- próbował pocieszyć córkę, chociaż wiedział, że mówił tak poprzednim razem i jeszcze poprzednim.
To był już kolejny raz któryś tam z rzędu- pomyślała, ale głośno nie powiedziała, aby nie urazić ojca.
- Wczoraj wieczorem, gdy poszedłeś spać to rozmawiałam z Maćkiem- zaczęła rozmowę Ula. –  Maciek myśli o wyjeździe do Anglii. Pomyślałam, że razem byłoby nam tam raźniej.
- Chcesz wyjechać?- wyraźnie plany córki nie spodobały się mu.
-Spokojnie tato. Jeśli wyjadę to nie jutro ani z nie a tydzień. W ciemno przecież nie pojedziemy. Najpierw poszukalibyśmy sobie pracy, mieszkanie i dopiero wtedy. Maciek ma tam kuzyna to mógłby rozejrzeć się za czymś dla nas.
 -No nie wiem córciu- nie był przekonany. Poczekaj jeszcze trochę.
-Ile tato- odparła smętnie.  – Pół roku szukam pracy i nic. Dla Maćka praca w barze i w dodatku w Rysiowie szczytem marzeń też nie jest. Tam przynajmniej na zmywaku zarobiłby więcej niż tu podając piwo.
-Tyle lat nauki i zmywak- mówił kręcąc głową. –  Do, czego to dochodzi. Kiedyś ktoś po studiach w dodatku z wyróżnieniem liczył się a teraz praca fizyczna.
 - Takie czasy tato i nic na to nie poradzisz- westchnęła. –  Lepiej wezmę się za obiad- dodając wstając z krzesełka. Tylko to mi pozostało.
Gdyby się w końcu coś wydarzyło– myślała zawijając gołąbki.  A tu same kłody pod nogami. Oddzwonimy do pani, mamy już kogoś na te stanowisko, brak doświadczenia, jest pani w wieku kiedy myśli się o dzieciach a nie pracy, albo twoje miejsce zajmuje znajoma prezesa- wyliczyła swoje niepowodzenia. Wkrótce trzeba będzie kupić węgiel, wyprawkę do szkoły dla Jasia i Beatki i kurtki. Beatka ze starej wyrosła. Po skończeniu studiów miało być nam lepiej, miałam mieć dobrą i dobrze płatną pracę a jest gorzej. Jestem chyba jakaś pechowa.
Po wspólnym obiedzie z ojcem i młodszym rodzeństwem wzięła się za lepienie pierogów. To ją zawsze uspakajało. Później miała jeszcze czas na gruntowne sprzątnięcie swojego pokoju, który i tak był czysty.
Tej nocy miała piękny sen i zapamiętała go, co rzadko zdarzało się.  W sny nie wierzyła, ale ten był tak piękny, że postanowiła sprawdzić, co oznacza i zajrzała do sennika. Śniła się jej łąka pełna kolorowych kwiatów i bawiących się tam dzieci.  Nad łąka roztaczał się błękit nieba, świeciło słońce, latały i śpiewały ptaki. Ona leżała na kocu i upajała się tym pięknem.  Jedna dziewczynka o przepięknym uśmiechu z dołeczkami w policzkach i pięknych błękitnych oczach dała jej kwiaty, a chłopiec równie piękny z szarymi oczami przybiegł do niej po piłkę.  Na sam koniec snu na łące pojawił się rudo- biały kot i łasił się przyjaźnie do niej.  Gdy, jednak pojawił się mały ptaszek to zaczaił się na niego. Wróbelek, który dziobał resztki kruszyn z jej kanapki w ostatniej chwili dostrzegł niebezpieczeństwo poderwał się i odleciał. Z początku snu wynikały same pozytywy. Spełnienie marzeń, radość, nowe znajomości, że nadchodzą dobre dni, że będzie spełniona w każdej dziedzinie życia i że czeka ją cudowna przyszłość z rychłymi zaślubinami z wielkiej miłości. Tylko pojawienie się kota zmąciły jej piękne marzenia na przyszłość.  Choć lubiła te stworzenia to oznaczało, że czekają ją przeciwności losu, spotka ją niewdzięczność i że stanie na jej drodze ktoś fałszywy.

Rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami i czas było na kupno zeszytów, plecaka i innych potrzebnych Beatce rzeczy do zerówki. Do tego potrzebowała paru nowych ubrań. Na zakupy wybrała się razem z siostrą. Po zakupach i mimo braku pieniędzy poszły do prawdziwej pizzerii. Dziewczynka do tej pory jadła tylko pizzę taką zrobioną przez Ule albo kupioną w sklepie, ale nigdy takiej prawdziwej. Do tego kupiła jej colę a sobie wzięła  kawę. Miała też czas na podliczenie wydatków. Było trochę więcej niż myślała, ale postanowiła nie martwić się tym, bo zadowolona siostra z wyjazdu i zakupów wynagrodziła jej to.
W drodze powrotnej spotkała ją niespodzianka, bo tym samym autobusem wracała jej była wychowawczyni a obecnie dyrektorka szkoły podstawowej w Rysiowie. Zamieniły parę słów i okazało się, że od nowego kalendarzowego roku będzie potrzebowała nowej sekretarki i z chęcią na tym stanowisku widziałaby Ule.
Po powrocie podzieliła się nowinami z ojcem. Ojciec okazał więcej entuzjazmu niż ona, bo jej wspomnienia z podstawówki ze względu na koleżanki i kolegów miłe nie były.
-Widzisz córciu jest ktoś, kto potrafi cię docenić i to po latach-mówił wyraźnie zadowolony. –  W dodatku byłabyś na miejscu zaoszczędziła na dojazdach i blisko Beatki.
-To tylko jeden plus tej pracy- odparła.  – Tylko, co do tego czasu?
-Zobacz córciu na pierwszej stronie tej gazety jest ogłoszenie, że firma F&D poszukuje sekretarki dla prezesa. Może tam zaczepiłabyś się do czasu, jak nie zaczniesz pracować w szkole albo może na stałe zatrudniliby cię.
Ula wzięła pismo i dokładnie przeczytała o wymaganiach i firmie.
 Firma modowa –pomyślała z wątpieniem. – Ja z modą mam tyle wspólnego, co z mongolskim baletem.
- Spróbować mogę tato- odparła bez nadziei.  
To będzie ostatnie miejsce, gdzie próbuję- myślała kładąc się spać. Jak się nie uda w tym Dobrzański coś tam to zatrudnię się w szkole.  Chociaż praca w sekretariacie szkoły podstawowej w Rysiowie to nie moje ambicje. I to w dodatku za pół roku. Ale nie ma rady. Trzeba się poświęcić. Ojciec nie może mnie utrzymywać.

Tej nocy znowu miała piękny sen. Widziała siebie na spacerze w parku z dwójką dzieci. Chłopiec miał około czterech lat, szare oczy i dołeczki w policzkach. Dziewczynka natomiast była młodsza i mogła mieć dwa latka. Miała duże błękitne oczy tak jak ona i dołeczki, gdy uśmiechała się.  Był też mężczyzna, ale nie mogła dojrzeć jego twarzy.  Słyszała tylko jak mówił do niej kochanie. Szli razem trzymając się za ręce, śmiejąc się i rozmawiając. Czuła się w tym śnie taka szczęśliwa i spełniona.

Trzy dni później dużo przed czasem wstawiła się pod wskazany adres w gazecie. Drzwi były jednak zamknięte. Odeszła parę kroków z postanowieniem, że poczeka w pobliskim parku na dziewiątą, ale usłyszała szum odsuwanych drzwi i obróciła się. Wyszedł z nich mężczyzna i skierował się w przeciwną stronę.
-Przepraszam- zawołała za nieznajomym.
Mężczyzna obrócił się, spojrzał na nią i oczarował pierwszym spojrzeniem.  Jej reakcja była tak duża, że z gardła nie potrafiła wydobyć głosu.
Kolor oczy tej dziewczyny jest jak z mojego snu-przeleciało mu przez myśli. Szkoda, że twarzy nie pamiętam a ta jest nieatrakcyjna.
Wyciągnął z portfela dziesięć złotych i wręczył ciągle zdumionej dziewczynie. Nie zdążyła nawet spytać, za co, bo wskoczył do stojącego na poboczu sportowego auta i odjechał z piskiem opon.

Ciąg dalszy patrz serial Brzydula.
Do interpretacji snów Uli i Marka uwagi nie przywiązywałabym w sensie własnego użytku, bo patrzyłam w trzy różne senniki  i o ich snach było różnie. Wybrałam te najbardziej pozytywne.

Rok później 

-To, co Seba może zrobimy sobie wypad do klubu- zaproponował Marek wychodząc wraz z przyjacielem z firmy.
-No nie wiem- marudził Olszański.  – Wiolka będzie marudzić.
-Wiolka idzie z Ulą na zakupy, a ja jestem winny ci piwo, więc nie marudź.
-Nie przypominam sobie, żebyś winny był mi piwo-odparł zdziwiony.
-A, kto wybrał mi najlepszą sekretarkę na świecie-przypomniał mu.
- A to o to chodzi- rzekł uśmiechając się.  - Tylko jak dobrze sobie przypominam to sobie sam ją wybrałeś.
-Możliwe, ale nie zataiłeś, że ktoś taki starał się o pracę.
-To uważaj, bo do końca życia mi się nie odwdzięczysz- ostrzegł go.
-Bo się nie odwdzięczę Seba. Te ostatnie trzy dni były wspaniałe. Pokaz się udał, Ula nie wyjechała i jest ze mną. Żyć i nie umierać stary.