sobota, 15 października 2016

Wiosenna burza 3



Sobotni dzień Ula rozpoczęła wcześnie, bo wstała już po piątej. Jej ojciec z Beatką o szóstej musieli wyjechać z Rysiowa, żeby zdążyć na pociąg odjeżdżający z Warszawie. Zrobiła im kanapki na drogę, zapakowała owoce i picie i zawiozła na dworzec. Po powrocie kłaść się jej nie opłacało i wzięła się za sprzątanie. O dziesiątej, jak co dzień w ostatnich trzech tygodniach Marek przyszedł na kawę i na chwilę rozmowy.
-Jest tu tak przyjemnie, że nie mam ochoty wracać do Warszawy i pracy- westchnął siedząc z Ulą w ogrodzie pod parasolem. — Zdecydowanie będzie brakować mi tych wspólnych kaw.
- Rysiów jest tak, blisko, że zawsze możesz tutaj wpadać i zawsze będziesz mile widziany- odparła, choć w jej wypadku to prawda to do końca nie była.
 -Dzięki Ula- uśmiechnął się, bo propozycja Uli wyraźnie się mu spodobała.  — Na pewno przyjadę jeszcze kiedyś odprężyć się, pooddychać świeżym powietrzem.  Czytasz romanse-zapytał widząc leżącą na stole książkę o tytule „Stara miłość nie rdzewieje”.
-To jest akurat kryminał, ale do romansów nic nie mam-odparła.
-I może powiesz mi jeszcze, że wierzysz w miłość?- wyraźnie zakpił z niej.
-A, co w tym złego?- wzburzyła się lekko. —  To piękne uczucie.
-Bo miłość nie istnieje- rzekł  z ironią. — Jest tylko wyobraźnią kobiet.
- I ty to mówisz, który za dwa tygodnie ma zaręczyć się-zdziwiła się. — Chyba, że to, co piszą w gazetach i Internecie o tobie i Paulinie jest prawdą i nie kochasz jej? –zapytała otwarcie.
-To o mnie też czytasz?- zainteresował się.
-Od czasu jak pojawiłeś się tutaj-odparła błaho.
-To, co jeszcze o nas piszą?- zagadnął z tym swoim popisowym uśmiechem.
-Jakby to ująć Marek-zastanawiała się chwilę, aby ująć to w miarę ładnie. —  Ty jesteś niestały w uczuciach, Paulina ma wybuchowy charakter i że jesteście przede wszystkim ze sobą ze względu na firmę.
-To akurat wszystko jest prawdą- odparł bez owijania w bawełnę.  
-Żartujesz? Jesteś z nią tylko, dlatego że macie wspólna firmę?- pytała z niedowierzaniem.
-To tylko jeden powód – oznajmił jej nonszalancko.   Poza tym znamy się od dziecka, ja znam jej słabości ona moje, mamy wspólnych znajomych, moi rodzice również chcieliby żebyśmy byli razem, wybacza mi zdrady, przyzwyczailiśmy się do siebie. Typowy nowoczesny związek Ula. Czego można chcieć więcej? Miłości?
- Marek nie obraź się, ale nic głupszego, jak żyję nie słyszałam-podsumowała go. — Musisz ją, chociaż trochę kochać.
-Nie Ula-rzekł patrząc w dal. — Nawet nie tęsknię za nią.  Gdybym kochał ją, chociaż trochę to nie zdradzałbym jej i nie wychodził do klubu tylko chciał naprawiać nasze życie i być z nią w każdym miejscu, na dobre i na złe.  Teraz też nie byłoby mnie tutaj tylko, byłby z nią w Hiszpanii albo gdzie indziej. A tak ona tam a ja tu- dodał wzdychając i zamyślając się.   Sam nie wiedział, dlaczego ale postanowił, że opowie jej całą prawdę o swoim i Pauliny życiu.   O to pokłóciliśmy się zresztą- kontynuował po chwili.  — Byłaś zresztą tego świadkiem.  Ula rok temu mieliśmy jechać na Mazury do eleganckiego domku ze wszelkimi wygodami, ale ona chciała lecieć na Hawaje to ustąpiłem jej. Aleks jej brat to tam wymyślił sobie wyprawiać trzydzieste urodziny i oczywiście musiała tam być przez  całe dwa tygodnie.W tym roku sytuacja powtórzyła się. Domek pod Mikołajkami był już zarezerwowany a ona wyskoczyła z Hiszpanią.  Od początku powtarzałem jej, że nie polecę, ale ona dalej planowała i mówiła mi, jak to będziemy przyjemnie bawić się tam przez dwa tygodnie. Nic do niej nie docierało to musiałem postawić ją przed faktem dokonanym. W piątek, gdy była na zakupach to spakowałem się, zostawiłem jej list, że ma się zastanowić nad swoim postępowaniem i przyjechałem tutaj. A ona poleciała ze swoim ukochanym braciszkiem Aleksem.
 -To znaczy, że uciekłeś?- zapytała delikatnie.
- Nie uciekłem tylko dałem jej przestrogę, że nie będzie rządzić moim życiem- wyjaśnił spokojnie. —Najgorsze jednak było to, że po Hiszpanii chciała lecieć jeszcze na tydzień do Włoch i kupować niezbędne dodatki na przyjęcie zaręczynowe i nie poinformowała mnie o tym.  Ula skoro ona tak ze mną pogrywała to ja postanowiłem zrobić podobnie i wyjechać zostawiając jej tylko list z krótką wiadomością, że ma się zastanowić nad swoim postępowaniem.
-Odważnie-podsumowała go. 
-Inaczej się nie dało. Paulina oprócz tego, że ma wybuchowy charakter to jest dość zaborczą osobą i na ustępstwa zgoła nie jest.Chyba, że jest to Aleks, bo z nim się świetnie dogaduje i zawsze jest ważniejszy ode mnie.
-Tym bardziej nie rozumiem tego, że chcesz z nią być-stwierdziła kręcąc sceptycznie głową.
- Zapewniam cię, że można się do jej charakteru przyzwyczaić.  Jestem z nią siedem lat to wiem jak z nią postępować.   A jeśli będzie bardzo źle to istnieje coś takiego jak rozwód-dodał na koniec wprawiając Ulę w jeszcze większe osłupienie.
-Teraz to już żartujesz-popatrzyła na niego dokładnie z takim osłupiałym wzrokiem.
-Nie i to tylko ostateczność-oznajmił pewnie. —Paulinie i tak głównie zależy na nazwisku i żeby nie było skandalu, że po tylu latach bycia parą mielibyśmy się rozstać. Później będzie jej wszystko jedno- mówił wzruszając ramionami. —   Ale nie mówmy dłużej o mnie i Pauli-dodał upijając ostatni łyk kawy. —  Możesz pożyczyć mi odkurzacz?- zapytał konkretnie. — Muszę, choć trochę posprzątać w camberze.
-Pewnie, że mogę- odparła skołowanym głosem na ostatnie  rewelacje dotyczące Pauliny . Nie wiedziała nawet, co mogłaby odpowiedzieć mu. —   Bierz, co tam potrzebujesz, bo za chwilę idę do lasu na jagody.  W poniedziałek mam rozpocząć pracę i chcę upiec jagodzianki na wkupienie się- wytłumaczyła mu.  - Dla nas na jutrzejszą kawę też zrobię. Już teraz możesz czuć się zaproszony i na kawę i na obiad. Tak na trzynastą.
-Dzięki Ula-odparł i  wyraźnie ucieszył się propozycją Uli. — Na pewno przyjdę.

 W lesie miał sporo czasu na rozmyślenie o tym, co powiedział jej Marek. Trudno było jej pojąć, że chce brać ślub bez miłości z kimś, z kim się ciągle kłóci, w planach ma ewentualny rozwód, a Paulina prawdopodobnie również go nie kocha i zależy jej tylko na nazwisku.  Głównie to ostatni powód dziwiło ją.  Zdała sobie też sprawę, że nigdy nie słyszała, aby rozmawiali przez telefon.  Nieraz słyszała jego rozmowy telefoniczne, ale był to Sebastian albo rodzice, ale nigdy Paulina.
Wieczorem, choć zbierało się na deszcz i burzę poszła jeszcze na spacer nad jezioro. Tam również myślała o Marku i Paulinie. Wracając spotkała Marka. Szedł za nią chwilę, ale była tak zamyślona, że nawet nie odczuła, że ktoś za nią się czai.
-Grosik za twoje myśli-szepnął jej do ucha.
-Boże, ale mnie przestraszyłeś!- wzdrygnęła się.
-Przepraszam Ula- rzekł ze słodką miną. — Idę chwilę za tobą a ty nic. To, o czym tak myślałaś?
-O naszej rozmowie z rana-odparła z ciągłym zamyśleniem. —Nie rozumiem cię kompletnie Marek. Skoro nie wierzysz w miłość, nie kochasz Pauliny i  jest z nią tak jak jest to równie dobrze mógłbyś ożenić się z pierwszą lepszą kobietą, która będzie mieć lepszy charakter.
-Czyli uważasz, że każda inna byłaby lepsza od Pauliny- stwierdził uśmiechając się z lekką kpiną.
-Dokładnie-odparła pewnie.
-Mógłbym związać się z inną, ale z tak jak mówiłem z Pauliną znamy się od lat, ja znam jej słabości ona moje, mamy wspólną firmę, znajomych a z kimś nowym musiałbym zaczynać od nowa- argumentował znanym Uli już tekstem.
-Czyli lepsza stara i znana narzeczona niż nowa i nieznana?- zapytała obrzucając go bacznym spojrzeniem.
- Dokładnie tak Ula- odparł i pokiwał głową.   — Nie mógłbym mieć też pewności, że z tym kimś nowym nie kłóciłbym się.
-Na to są randki, żeby się poznać- próbowała mu to uzmysłowić.
-I tak jest już za późno- rzekł jakby posępnie. —  Parę tygodni temu z paniki poprosiłem Paulę o rękę na pokazie. Jej brat przyłapał mnie jak całowałem się z Angelą, zrobił mi zdjęcie i chciał pokazać jej. Tylko, że ja uprzedziłem go i oświadczyłem się. Teraz mają to być oświadczyny bardziej oficjalne z pierścionkiem i przyjęciem.  To właśnie wtedy Angela wykrzyczała, przez megafon, że nie kocham jej i łączy nas głównie dobro firmy.  Podobno było to przypadkiem, ale nie wierzę jej.
- Może i przypadek i to znak, że nie powinieneś tego robić. Zresztą to tylko zaręczyny a nie ślub i wszystko jest łatwiej odkręcić– przekonywała go.
-Ula zostały tylko dwa tygodnie-przypomniał jej przytomnie
- Marek nie obraź się, ale ślub bez miłości i z tych powodów, dla którego ty chcesz go brać jest po prostu niedorzecznością, niezależnie od tego ile czasu było się ze sobą-powiedziała mu dokładnie to, co myślała. —  Co będzie, jeśli kiedyś jednak poznasz inną i będziesz chciał z nią być a będziesz już po ślubie? Możesz mocno tego żałować.
-Wezmę rozwód-rzekł wzruszając obojętnie ramionami.
-Racja, zapomniałam planujesz rozwód-mruknęła pod nosem.
-A ty masz kogoś-zapytał, chociaż był pewien, że nie, bo nikogo takiego nie widział ani nikt o kimś takim nie wspomniał słowem.
- Obecnie nie-postanowiła, że i ona opowie o sobie. — W liceum był taki jeden Bartek. Moja pierwsza miłość, ale okazał się nieporozumieniem. Później na czwartym roku poznałam Tomka. Dołączył do mojej grupy po dwóch latach przerwy w studiach. Spotykałam się z nim przez parę miesięcy, ale szybko zrozumiałam, że mamy inne poglądy na życie po studiach.  Było też kilka takich znajomości niezobowiązujących i kończących się na jednej, dwóch góra trzech spotkaniach-zrelacjonowała mu swoje życie damsko-męskie w kilku zdaniach. — Ciągle czekam na tego jedynego-dodała unikając patrzenia na niego.
-I pomimo tego dalej wierzysz w tą swoją miłość?- zapytał spoglądając na nią uważnie.
-Żebyś wiedział, że tak i życzyć ci tego samego- mówiła z przekonaniem. —  Żebyś się kiedyś zakochał i był szczęśliwy, naprawdę szczęśliwi.
-Jesteś niepoprawną romantyczką i optymistką Ula-odparł, a w jego głosie można było usłyszeć uprzejmy ton, a nie jak spodziewała się kpiny. — Teraz lepiej pośpieszmy się z powrotem do domu, bo za chwilę zacznie padać.
Choć oboje spieszyli się to i tak, gdy dotarli na ulicę Różaną zaczęło mocniej kropić. Mijając bramę prowadzącą do hali Marek pociągnął ją w tą stronę tak intensywnie, że nie zdążyła nawet zaprotestować.
-Ula do mnie jest bliżej- wytłumaczył tylko. —  Zanim dobiegniesz do siebie będziesz cała mokra.



W jego camberze znaleźli się chwilę później, ale i tak włosy i ubrania były mokre.  Marek znalazł w zapakowanej już walizce ręczniki i jeden z nich zarzucił Uli na głowę a drugi wziął dla siebie. Przez chwilę sami wycierali sobie włosy, ale Marek zajął się i Uli włosami. Ula całkiem przypadkiem obróciła się i mogli popatrzeć sobie w oczy. Marek w najpiękniejszy błękit a Ula w szarość. Oboje wiedzieli też, że ich usta dzieliły centymetry a oddechy można było odczuć na policzkach i ustach. Patrzyli na siebie chwilę z zachwytem. Marek na te zmysłowe usta, a Ula na jego uśmiech i dołeczki. Na pierwsze delikatne muśnięcie warg zdecydował się Marek. Bał się tego jak zareaguje Ula i że może spoliczkować go, ale nie mógł oprzeć się i zaryzykował. Zdarzało mu się, że Paulina w furii spoliczkowała go i wiedział, że boli przez chwile i jest to warte pocałunku z Ulą. Nic takiego, jednak nie zrobiła a oblizanie przez nią warg po tym muśnięciu spowodowały, że pocałował jeszcze raz dłużej. Ona sama nie mogła nic zrobić, bo skoro ta delikatna pieszczota była tak cudowna to, jaki wspaniały byłoby długi pocałunek i był taki. W dodatku jego zapach wody kolońskiej drażniły zmysły. Uli usta były dokładnie takie jak wyobrażał sobie słodkie i zmysłowe. Czuł jak serce zaczyna bić mu szybciej a w żołądku miał takie przyjemnie łaskotało. Tylko na chwilę oderwał się od jej ust, aby mruknąć z zadowoleniem.  Kolejny pocałunek był jeszcze bardziej intensywny, namiętny i wdarł się w środek ust Uli. Jego dłonie szybko znalazły się w tyle jej głowy a Ula zaplotła swoje na jego szyi. Uznał to za przyzwolenie i jego usta błądzili już po całej twarzy i szyi. Pieszczoty stawały się coraz bardziej namiętne i żadne z nich nie chciało tego przerywać.
-Ula tak bardzo chciałbym kochać się z tobą-wyszeptał prosto w ucho.
-To zrób to-odparła.  — Ja z nikim nie jestem, a dla ciebie to, że jest Paulina nie ma znaczenia. Poza tym chcę przeżyć coś szalonego, taką wakacyjną miłość- dodała tak, aby brzmieć jak najbardziej wiarygodnie i ukryć fakt, że główny powód to zakochanie.
Zaskoczyła go mocno, ale drugiej zachęty nie potrzebował. Pragnął jej każdą cząstką ciała. Przyciągnął i zaczął powoli całować. Postanowił nie spieszyć się jak to było w przypadku tych przypadkowych panienek i szybkiego seksu. Ula zasługiwała na coś więcej i grę wstępną. Ich pocałunki, z każdą chwilą były coraz bardziej namiętne a ciepło rozchodziło się po całym ciele. Kolejne części ich wilgotnych ubrań lądowały na podłodze. Gdy zostali w samej bieliźnie Marek wziął ją na ręce i z miejsca, które było tutaj salonikiem zaniósł na łóżko. Bielizna wkrótce również była zbyteczna, znalazła się na podłodze a Marek mógł bez przeszkód pieścić to, o czym marzył całkiem niedawno. Biust, uda, talię. Ula nie chciała pozostawać mu dłużna i oddawała mu czułości. Efekt pieszczot przyszedł szybko i gdy tylko oboje byli wystarczająco rozpaleni Marek na półce nad łóżkiem wśród szpargałów odnalazł małe pudełeczko z zabezpieczeniem. Wchodził w nią wolno nie przerywając pocałunków a w Uli narastało nieokiełzane podniecenie. Gdy ich ciała złączyły się w jedno ciało uśmiechnął się do niej, pocałował w czoło i zaczął poruszać się. Najpierw powoli dozując sobie i jej rozkosz a później szybciej odnajdując wspólny rytm. Po kilku chwilach Ula doznała niesamowitego uczucia rozkoszy. Wypełniał ją całą i doznała tego, czego nie dał jej Bartek i Tomek. Marek miał podobne uczucia, bo ta przeciętna dziewczyna zawładnęła jego ciałem i umysłem. Dała mu takie zadowolenie jak żadna inna. Kiedy już ich ciała wróciły już z tego niesamowitego uniesienia leżeli wtuleni w siebie chwilę milcząc.


-I jak było-wyszeptał Marek całując ją przy okazji w usta.
-Wspaniale –oparła przewracając się na plecy, aby móc popatrzeć na niego i zachować widok jego ciała na dłużej.  —Nigdy tak się jeszcze nie czułam.
-To dobrze-wyraźnie to, co Ula powiedziała o nim ucieszyło go.
-A ja?- zapytała nieśmiało. —  Dużego doświadczenia nie mam i może wolisz takie kobiety, które są...
-Nie Ula-przerwał jej. — Byłaś cudowna. Taka słodka, świeża, płochliwa. Nawet nie wiem jak to określić.
- To dobrze-odparła jego słowami. — A ty zawsze wozisz ze sobą gumki?- zapytała wprawiając go w zakłopotanie. — Czy może planowałeś pójście ze mną do łóżka już wcześniej?
-Nie Ula, nie planowałem tego-zapewniał.  — To znaczy były kupione z myślą o wyjeździe tym dalszym a nie tym tutaj. A to, co się stało, stało się z przypadku losu. Szczęśliwego przypadku- dodał niepewnie.  — Gdyby nie ten deszcz nic by się nie stało. Nie mógłbym wykorzystać cię w jakiś perfidny sposób, zaciągnąć siła do łóżka i stracić zaufanie. To nie mój sposób zresztą. Nigdy siłą fizyczną i wbrew woli kobiety niczego nie zrobiłem. To jest zawsze za obopólną zgodą- nie wiadomo, dlaczego ale zaczął tłumaczyć się.
- To dobrze, że tak myślisz, bo nie ma nic gorszego właśnie niż zaciągnięcie do łóżka kobiety siłą-odparła ze wzgardą.  — Nie mówiąc już o innej przemocy.
-Ula czy to znaczy, że ty- bał się dokończyć zdanie.
-Nie, nie – szybko rozwiała jego wątpliwości. — U mnie było tak normalnie.  Za obopólną zgodą jak to ująłeś.  Mówię tak, bo koleżanka ze studiów była ofiarą gwałtu.  Do dzisiaj się nie otrząsnęła, chociaż minęły trzy lata, chodziła na terapię, a sprawcy siedzą w więzieniu.
-Smutne Ula- tylko tyle potrafił powiedzieć.
-Ale prawdziwe niestety.  Pójdę już-dodała wstając z łóżka i zbierając swoją bieliznę.    Nie chcę, żeby któryś z sąsiadów zauważyć, że wychodzę od ciebie zbyt późno. Mogą być plotki.
-Oczywiście- odparł, chociaż wolałby, aby została jeszcze, ale wiedział też, że ma rację. — Nie chcę narażać twojej reputacji.
Przed wyjściem Ula nie mogła oprzeć się, aby nie pożegnać go pocałunkiem w usta. Takim ostatnim na pamiątkę o nim. Schyliła się i namiętnie pocałowała. Zanim wróciła do pionu to on odwzajemnił pocałunek.
-Cześć i do jutra Marek– rzekła, gdy wyprostowała się.
-Cześć- odparł, gdy była przy drzwiach.
Gdy wyszła na dwór było już ciemno i niepostrzeżona przez nikogo pomknęła do siebie. Tej nocy oczywiście oboje niewiele spali. Trudno było im zasnąć wiedząc, że tuż za płotem jest ktoś, z kim chciałoby się teraz leżeć w łóżku i kochać się. Marek w pościeli, która ciągle nosiła ślady kochania się zastanawiał się, co Ula ma w sobie, że było mu z nią tak dobrze. Ona natomiast rozmyślała nad tym jakby to było móc jeszcze raz przeżyć z Markiem coś tak wspaniałego. I nie żałowała, bo była to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie ją spotkały i nikt jej tego nie odbierze.

Następnego dnia Marek wpadł do niej dopiero przed trzynastą, bo Ula rano była w kościele i na małym spacerze.  Na tą godzinę byli umówieni również na obiad. Chociaż po tym, co zaszło nie był pewny czy zaproszenie jest ciągle aktualne. Odjechać bez pożegnania też nie wypadało. Przyniósł jej również bukiet czerwonych róż.
-Proszę to dla ciebie Ula - rzekł z uprzejmością.  — Tylko nie myśl, że to za wczorajszy wieczór. Już prędzej planowałem kupić ci kwiaty za wszystkie te dni, które spędziłem tutaj z tobą i twoją rodziną. Mam nadzieję, że lubisz róże.
- Tak-zapewnił wąchając róże.   — Chociaż najbardziej lubię małe różyczki z margaretkami. Ale te też są piękne i dziękuję. Wejdź proszę- zaprosiła go do środka.
-Ula poczekaj- zatrzymał ją. — Muszę ci o czymś powiedzieć.  Ja wczoraj nie byłem do końca z tobą szczery- zaczął z zakłopotaniem.  — Chciałem tego od czasu wyjazdu nad zalew. Tak pięknie wyglądałaś w bikini, że trudno było mi wzrok oderwać.  I dziękuję Ula. Pierwszy raz dziękuję kobiecie, za pójście do łóżka.
 Marek do końca, jednak szczery z nią i teraz nie był, bo miał i drugi powód. Nie był z nikim od ponad miesiąca i brakowało mu kobiecego ciała. Paulina miała to do siebie, że gdy była obrażona to od łóżka go odseparowywała, a na inne panienki nie miał czasu, bo przygotowywał projekt.  Ula tymczasem nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć, bo przyznać się, że też go okłamała nie chciał, bo musiałaby się też przyznać, że zakochała się w nim i dlatego zgodziła się na łóżko.  
-No to teraz chyba powinnam powiedzieć drobnostka, nie ma sprawy, polecam się na przyszłość albo coś w tym stylu-próbowała obrócić to w żart.
- Tak –zaśmiał się. —Chociaż w całym kontekście sytuacji brzmi to dziwnie.
- Nawet bardzo dziwnie-sprecyzowała.   — Teraz siadaj a ja dam ci obiad tak jak obiecałam.
W czasie obiadu nie wracali już do tego i rozmawiali na temat jego projektu na kolekcję i o ewentualnej współpracy z Maćkiem. Ula wymyśliła nawet nazwę na kolekcję College Collection, bo projekt ciągle nosił roboczą nazwę młodzieżówka. Na nazwę firmy Maćka również miała pomysł MADS-on.
 Po obiedzie oboje wzięli się za sprzątanie a później Ula zrobiła jeszcze kawę i poczęstowała go jagodziankami. Pożegnali się po dwóch godzinach.
-Facet, który się z tobą ożeni będzie prawdziwym szczęściarzem- rzekł tuż przed wyjściem. —  Jesteś nie tylko rodzinna i smacznie gotujesz to jeszcze jesteś mądra i błyskotliwa.
- Jest wiele takich kobiet tylko trzeba się rozejrzeć- stwierdziła rzeczowo, ale i w głębi serca komplementy Marka ucieszyły ją.
-Możliwe, ale dla mnie jesteś pierwszą taką dziewczyną-odparł spoglądając jej w oczy.   — Dzięki za wszystko Ula.  To były naprawdę bardzo udane wakacje-mówił stojąc już przy drzwiach wyjściowych. — Miło było poznać ciebie i twoją rodzinę lepiej.
-A nam było miło ciebie poznać-zapewniła szczerze. — I nie mówię tego, że tak wypada, ale tak jest.  
- Dzięki i do miłego zobaczenia- rzekł już na sam koniec.  Pa- dodał i na pożegnanie cmoknął jeszcze w policzek.
-Pa-odpowiedziała mu i odprowadziła wzrokiem do furtki.

Z Rysiowa wyjechał o siedemnastej i prosto stamtąd pojechał oddać samochód i odebrać swojego Lexusa. Po drodze wstąpił jeszcze do sklepu po zakupy i do Sebastiana. Do domu dojechał, gdy na dworze było już szaro. Wjeżdżając na podjazd widział światło w salonie, co oznaczało, że Paulina wróciła również. Nie spiesząc się wyciągnął walizki z bagażnika i poszedł w stronę domu.
-Cześć przywitał się krótko i tylko słownie.
-I jak bawiłeś się- zapytała nie fatygując się na odpowiedź na przywitanie.
-Świetnie- odparł błaho, bo wiedział, że to pytanie zadane jest bardziej z grzeczności niż z ciekawości.— A ty?
-Ja też-odparła równie pobieżnie i nie wchodząc w szczegóły.  — Proszę moja lista gości na przyjęcie - dodała wstając ze sofy. — Jest tak jak chciałeś niecałe dwieście osób. Zrobiłam ją wczoraj. Zadowolony?
Marek rzucił okiem na sam początek, ale prawie żadne nazwisko nic mu nie mówiło i dalej nawet nie czytał.
- Jutro zajmę się wypisywaniem zaproszeń, jeśli ją zaakceptujesz- kontynuowała Paulina.
-Może być- odparł obojętnie.
-Świetnie- rzekła z zadowoleniem wydzierając mu kartkę z rąk. — Aha we środę jadę na tydzień do SPA.  Mówię ci o tym żebyś nie miał pretensji, że coś ukrywam.
-Jedź –odparł krótko.
-Idę spać-oświadczyła równie lakonicznie.—   Rano miałam wcześnie samolot i muszę odespać- mówiła zabierając ze stolika kolorowe pismo i kieliszek z drinkiem. — I na nic nie licz. Jestem w niedyspozycji. Ale pewnie miałeś panienek w bród skoro było tak świetnie i ja nie jestem ci potrzebna.  Znając ciebie to, co noc inna- dodała sarkazmem.
-Jak zwykle Paulino masz racje- rzucił jej tym samym kąśliwym tonem.
Na pójściu do łóżka z Pauliną i tak mu nie zależało, chociaż był to jeden z powodów, że jeszcze z nią był. Miała włoski temperament i umiała zaspokoić go.  Dzisiaj jednak ochoty na seks z nią ani z żadna inna nie miał. W pamięci miał noc spędzoną z Ulą i chciał, aby zostało tak najdłużej.  Ze spokojem wypakował się, zjadł kolację i po szybkim prysznicu również poszedł spać do drugiej sypialni. Leżąc w łóżku pomyślał, że ich rozmowa nie była nawet kurtuazyjna tylko koniecznością. Nie było już ich stać na pokłócenie się nie mówiąc o jakiś wyjaśnieniach czy przeprosinach tylko na uszczypliwości. Przez poniedziałek i wtorek niewiele czasu spędzali razem. Marek w pracy miał zaległości i zostawał tam prawie do wieczora. Musiał też porozmawiać z ojcem na temat starych kolekcji a przede wszystkim do pomysłu Uli i Maćka przekonać Pshemka. Wieczory i część nocy natomiast spędzał z Sebastianem w klubie albo szli na squasha. W Rysiowie pojawił się dwa razy, aby omówić z Maćkiem sprawy biznesowe. Z Cieplakami jednak nie widział się, bo Ula była w pracy a reszta rodziny na wyjazdach.  Z Ulą rozmawiał tylko przez telefon, ale była to typowa rozmowa grzecznościowa.
 Tydzień bez Pauliny minął mu szybko.  Tak jak kolejne dwa przed zaręczynowe dni. Paulina wraz z jego matką była cały czas zajęta przygotowywaniem przyjęcia i nawet nie wracała do domu tylko nocowała u Dobrzańskich. Było mu to też na rękę. Tak samo jak to , że z  tych przygotowań zwolnili go, bo tuż po zaręczynach miał przedstawić projekt rozwoju firmy i musiał dopracować szczegóły.

Salon we willi Dobrzańskich zapełniał się z każdą minutą. Zaręczyny były zaplanowane dopiero na dziewiętnastą, ale już półgodziny przed było tu tłoczno i na pewno było więcej niż dwieście pięćdziesiąt osób.  Marek z niedowierzaniem patrzył na ten ścisk. Trudno było odnaleźć mu nawet Paulinę, ale w końcu udało mu się i odciągnął na bok.
-Możesz mi powiedzieć skąd tyle osób się wzięło? – zapytał ostro. — Nie liczyłem ich, ale jest ich na pewno więcej niż było ustalone.
-Kochanie- uśmiechała się do niego z widoczną satysfakcją i poprawiając mu krawat, który i tak prosto był zawiązany. — Przecież wszystkie zaproszenia były z osobą towarzyszącą. Włączając twoich gości z twojej listy. Chyba wiedziałeś o tym?- zapytała głosem niewiniątka.
- Paula nawet mnie nie denerwuj-odparł ze złością za to, że udało się jej go podejść.  — Dokładnie wiedziałaś, że ja liczyłem pary.
-Możesz mówić ciszej-wzburzyła się. —  Patrzą na nas. 
-Nie interesuje mnie to Paulino- żachnął jej.  — To, co zrobiłaś jest niedopuszczalne.
-Chyba nie będziesz zrobić teraz skandalu i ich nie wyprosisz- mówiła rozglądając się nerwowo po salonie w obawie, że już wzbudzili zainteresowanie.
-Nie, nie zrobię skandalu tylko, dlatego że jest to dom rodziców-wyrzucił jej w twarz. — Ale zapewniam cię, że o ślubie w Mediolanie w katedrze i z tysiącem gości możesz zapomnieć. Odbędzie się tu w naszym nowym kościele z setką osób. Możesz być pewna, bo sam tego dopilnuję. Zresztą już raz przekonałaś się, że nie żartuje.
Tym na razie nie zamierzała przejmować się. Ślub miał odbyć się w czerwcu miała, więc sporo czas na to, aby postawić na swoim.

Kwadrans po dziewiętnastej Marek z Pauliną, Aleksem, Dobrzańskimi i kamerzystą pojawili się na antresoli. To był Pauliny pomysł, aby Marek tam prosił ją o rękę i wszyscy mogli dokładnie widzieć tę chwilę. Febo w sukience w kolorze błękitu królewskiego stała tam dumnie i spoglądała z wyniosłością na gości.


-Paula - zaczął bardzo uroczyście Marek klękając przed nią.
-Chwila, ale mała awaria sprzętu- przerwał mu kamerzysta ku niezadowoleniu Pauliny. Marek stał obok i dokładnie słyszał, że syknęła i po włosku nazwała to bezczelnością. Miał  też czas, aby spojrzeć na salon zapełniony nieznanymi mu ludźmi.  Dopiero teraz widział dokładnie, jaką elitę Paulina sprowadziła tutaj.  Rewia mody i szpanu z nadętymi minami albo sztucznymi uśmiechami. — Już można- dodał po chwili operator przerywając jego obserwacje.
-Paula- zaczął ponownie otwierając ozdobne  pudełeczko.
-Jest piękny Marco-westchnęła teatralnie,  zanim Marek wypowiedział tę najważniejszą kwestię.  — Si wyjdę za ciebie-dodała kładąc rękę na piersi.
-Nie to jest przecież jakaś farsa- orzekł stanowczo i z poirytowaniem, zamykając energicznie pudełko i wstając z kolan. — Małe głosowanie- zwrócił się głośno do zebranych. — Rączka do góry, kto jest moim znajomym albo przynajmniej raz mieliśmy okazję porozmawiać i poznać się. Stał na półpiętrze to było łatwo mu liczyć. — Raz, dwa, trzy...
-Marek, co to ma znaczyć- warknęła mu Paulina do ucha, ale uwagi na jej słowa nie zwrócił. — Możesz przestać. Robisz przedstawienie. Będzie skandal- wyrzucała z oburzeniem kolejne zdania. Dwadzieścia trzy, Dwadzieścia cztery. — Słyszysz, co do ciebie mówię. Są dziennikarze z prasy, telewizji. Wszyscy będą to komentować.
-Ja ich nie zapraszałem- tylko na tą krótką chwilę przerwał liczenie. —Czterdzieści dziewięć, pięćdziesiąt...
-Co ci da, że ich policzysz-spytała po chwili.
-Siedemdziesiąt, siedemdziesiąt jeden, siedemdziesiąt dwa- skończył liczenie na Sebastianie. — Jak łatwo policzyć Paulino moja lista zawierała sześćdziesiąt osób, czyli dwanaście osób znam z twojej listy a pozostałe jakieś czterysta są to dla mnie całkiem obce osoby-mówił na tyle cicho, że słyszeli to tylko osoby z najbliżej stojące.
-Jeśli chcesz to wrócimy do tego i porozmawiamy jeszcze raz o tym, ale teraz nie jest to ani odpowiednie miejsce ani czas- próbowała ratować sytuację.
-Nie, nie będę do tego wracać- zezłościł się. — I nie tylko o gości chodzi. Powiedziałaś tak zanim ja cokolwiek zdążyłem powiedzieć- wytknął jej.  — W kościele też wyskoczyłabyś z falstartem i wyprzedziła księdza?
-Możemy to powtórzyć, jeśli chcesz-wysyczała przez zęby.
-Niczego nie będę powtarzać- odparł pewnie.
-Marek –wtrąciła się jego matka. —To miał być jeden z ważniejszych waszych dni. Nie ma sensu psuć go ilością gości, czy pospieszeniem się Pauliny. Jest w nerwach.
-Mamo to już nie o to mi chodzi- próbował rodzicielce wytłumaczyć swoje powody. — Zrozumiałem, że nie pasujemy do siebie i tyle.
-I dopiero dzisiaj to zrozumiałeś –stwierdziła z kpiną. — Marek nie rozśmieszaj mnie, ale to największa bzdura, jaką usłyszałam.
- To nie są żadne bzdury- oparł z opanowaniem. —I całe szczęście, że to tylko zaręczyny.  Równie dobrze mogłem oprzytomnieć na ślubie. Nie kocham jej- dodał też po chwili. — Zresztą ona również mnie nie kocha. My nawet w ostatnich czasie nie kłócimy się tylko unikamy albo docinamy sobie.  Przez ostatni miesiąc to na palcach jednej ręki można policzyć nasze rozmowy. A od jej powrotu ze SPA to tylko raz rozmawialiśmy i to przez telefon. Cały czas była zajęta przyjęciem. Chciałem porozmawiać, ale ważniejsze były dla niej papierowe serwetki.
-Łaskawie zwolniłam cię z organizacji to nie miej, więc teraz pretensji, że nie rozmawialiśmy- wtrąciła, a z tonu wyraźnym było słychać, że traciła panowanie nad sobą.
-Właśnie Paula przyjęcie zaręczynowego- mówił cedząc każde słowo. — To ty się uparłaś na nie, ja nie. Mi w zupełności wystarczyłaby kolacja w gronie rodziny.
-Co ty myślisz, że ja jestem jakaś zwykła Kowalska-wyrzuciła głośno nie zważając już na gości.
-Naprawdę mamo chcesz, aby tak wyglądało moje? – pytał ją dobitnie i z niedowierzaniem. — Firma, znajomi, przyzwyczajenie to wybacz, ale nie jest wystarczający powód do zaręczyn i ślubu. Przykro mi, ale... . Chociaż nie- zreflektował się.  — Nie jest mi przykro. Zaręczyn nie będzie.
-Marek dwa miesiące temu dałeś Paulinie słowo i powinieneś je dotrzymać-odezwał się milczący dotąd Dobrzański.
- Nie tato, zdania nie zmienię- odparł mu minął Paulinę, rodziców, Aleksa i lekko zbiegł po schodach.  Zbiegając ze schodów rzucił okiem na salon i widział po części zdezorientowanych i rozbawionych tą sytuacja gości.  Ci stojący w tyle dopiero dowiadywali się, co znaczyło to liczenie. Do pewnego momentu rozmawiali w miarę cicho i cała ta sytuacja była dla nich niezrozumiała. Do głównego wyjścia było daleko i musiałby przebijać się przez te tłumy to, gdy był już na parterze skręcił w przeciwną stronę i wyszedł przez kuchnię. Odchodząc słyszał odgłos szybkich kroków i głos Aleksa jak mówi Paula poczekaj. Kluczyki od samochodu miał w kieszeni to mógł pojechać gdziekolwiek. Siedząc w aucie pomyślał sobie, że w jednym udało się zrealizować plan Pauliny. Będą o tym wydarzeniu pisać gazety i mówić w telewizji. O konsekwencjach na razie nie zamierzał myśleć. Chciał odjechać jak najdalej od tego miejsca.

Miała to być ostatnia część, ale będzie jeszcze jedna, bo ta ma już ponad 13 stron i jest już zbyt długa.
Dodaje część bez korekty i nie do końca sprawdzaną to mogą być błędy i niedociągnięcia. W dodatku dopiero za trzecim razem udało mi się dodać.
Na ewentualne komentarze odpowiem w połowie następnego tygodnia.
Kolejna część ok. 25.

sobota, 8 października 2016

Wiosenna burza 2



Tajemnica samochodu zaparkowanego przy hali wyjaśniła się szybko, bo po wejściu na swoją posesję Ula zastała tam Marka w towarzystwie Beatki. Tego, że to on pewna była już po zobaczeniu samochodu i zastanawiała się tylko, co robi w Rysiowie i czy jest to tylko weekendowy przyjazd, czy na dłużej.  Siostrę z Markiem znalazła w ogródku warzywnym jak oglądali króliki.  Stojąc za wysokim płotem przysłuchiwała się przez chwilę ich rozmowie.


-To jest Pchełka, to Gabi, to Zuzia a to Borys-usłyszała jak Betti przedstawia cztery futrzaki.
-Miło mi poznać-odparł po dżentelmeńsku Dobrzański.
-Gabi to dziecko Pchełki i Borysa, a Zuzia to starsza siostra Borysa- wyjaśniła mu również pokrewieństwo zwierząt.
-Czyli to królicza rodzina-stwierdził uśmiechając się do dziecka i królików.
- Tak- przytaknęła. —  My ich nie jemy, bo to są króliki ozdobne i żyją dopóki nie umrą - kontynuowała temat na swój dziecinny sposób, ale i poważnie. —  Borys zdobył nawet nagrodę na wystawie.
-To znaczy, że są rasowe – odparł, chcąc dać jednemu z nich listek sałaty do zjedzenia.
-Borys to Olbrzym Srokacz- oświadczyła mu z zadowoleniem, że to na nią padł obowiązek podzielenia się tą wiedzą. — Taś, taś, taś- zaczęła przywoływać też króliki, bo do ręki Marka nie chciał żaden przyjść.
-A, co wy tu rozbicie- zaskoczyła ich od furtki Ula oskarżycielskim tonem. — Karmi się zwierzęta, a karmienie zwierząt surowo wzbronione.
 -Co ty Ulcia- odezwała się Beatka. — Pokazuję tylko Markowi króliki. 
- Tak, tak Ula tylko oglądamy i pilnuję Beatkę-przytaknął Marek zasłaniając Borysa. — Twój tato pojechał prędzej do pracy, bo ma sprawę do załatwienia w urzędzie i zostawił mnie z Betti na chwilę- wyjaśnił dokładniej.  — Ale dzwonił po Jaśka i ma przyjść za chwilę.
-Tak widziałam, że już idzie-odparła uśmiechając się na ich zakłopotanie, że złapała ich na gorącym uczynku. —  A co cię do Rysiowa sprowadza?
-Marek uciekł od wielkiego miasta i ukrywa się tu żeby mieć spokój- oznajmiła jej Beatka wyręczając od odpowiedzi Marka. — Tylko to jest tajemnica i nie można nikomu o tym mówić.
-Rozumiem Betti- odparła siostrze poważnie. —  Buzia na zamek.
- Przyjechał z domkiem na kółkach- dodała ze zdziwieniem. —  Byłam tam z tatą. Wszystko jest tam małe. Mała kuchenka, łazienka, szafki. Tylko tapczan jest duży a drugi mały do góry, jak łóżko piętrowe.
-To prawie jak w domku krasnoludków- zauważyła trafnie.
-No-przytaknęła. —  Marek na pewno też ci pokaże. Prawda Marek.
-Pewnie Beatko- rzekł zdecydowanie. — Piękne i zadbane króliki Ula- zwrócił się do starszej z sióstr. Jak wszystko tutaj zresztą.
-Tato to ogrodnik z powołania i z dużym doświadczeniem-wyjaśniła mu.  — W pracy klienci to o jego radę proszą. Czasami przywozi zmizerniałą roślinę i wyhoduje na piękny okaz. A króliki to hobby ojca jeszcze z czasów dzieciństwa i wszyscy ten bakcyl połknęliśmy.  
-Całkiem przyjemne hobby- wyraził swój osąd. — Zwłaszcza w porównaniu z tym, że inni hodują pająki albo węże. Ja w dzieciństwie miałem świnkę morską.
- To też miłe zwierzątko- stwierdziła Ula.  — I jakby na to nie patrzeć to też futrzak i gryzoń.
 -Tak myślałem, że tą furgonetką przyjechał Marek-odezwał się od płotu Jasiek, który dotarł do domu. — Weekend za miastem czy dłuższe wakacje?- zapytała o to, co i Ulę interesowało.
- Chcę tu zostać do połowy przyszłego tygodnia, a później pojadę, gdzieś na dwa tygodnie nad jezioro albo nad morze- przedstawił im pokrótce swoje plany. — Muszę tylko znaleźć w Internecie jakieś przyjemne miejsce.
-Super będziesz mieć- odparł mu Jasiek. — Byłem kiedyś w takim camperze to luksusy będziesz mieć, jak w hotelu. Ja jadę na tydzień pod namiot z kolegą. Jeśli będzie padać i tak zimno, jak rok temu to będzie kiepsko.
-Nie marudź Jasiu, bo też jeździłem pod namiot i też nie zawsze pogoda dopisywała-próbował dodać otuchy.   — A mam z tych wakacji same miłe wspomnienia.  Ognisko, pieczone ziemniaki, kiełbaski na kiju, jajecznice, siedzenie do rana, czytanie przy latarce, karty, pierwsze wakacyjne miłości, pierwsze piwo, papierosy- wyraźnie rozmarzył się.
-Tylko nie piwo Jasiu-przerwała ostro Ula wspomnienia Marka.—  Pójdziesz później kąpać się i tragedia gotowa.  A ty nie sprowadzaj go na złą drogę- zwróciła się i do Marka.
-Spokojnie siostra-wtrącił pośpiesznie Jasiek, aby jego siostra złości nie wyładowała na gościu. —  Wiem, że po piwie do wody się nie wchodzi i nie będę wchodził- zapewniał gorliwie. — Ale młodość ma swoje prawa i reszta jest chyba do zaakceptowania?- zapytał prowokująco.
-Jasiek- wyraźnie rozgniewała się i popatrzyła wrogo na mężczyzn. — Masz Kingę a palenie szkodzi.
-Robią się dziury w płucach- sprecyzowała Beatka. — W telewizji pokazywali.
-Właśnie- poparła siostrę Ula.  — Nawet Beatka o tym wie.
Marka od uczestniczenia w dalszej rozmowie i od ewentualnych oskarżeń wybawił telefon dzwoniący w jego kieszeni.  Po dzwonku, który był ustawiony tylko na numer Pauliny wiedział, że to ona dzwoni.  Domyślił się też, że wróciła z zakupów do domu i przeczytała list, który zostawił jej.  Ochoty rozmawiać z nią nie miał, ale wiedział, że i tak musi przez to przejść.
- Pójdę już- zwrócił się do rodzeństwa odrzucając połączenie.  — Muszę oddzwonić, wypakować się i poukładać rzeczy do szafek-wytłumaczył się. —  Ale chętnie wpadnę później, jeśli można.
-Pewnie, że możesz-odparł za całe rodzeństwo Jasiek. — Prawda Ula.
-Tak- zapewniła, bo nie miała też powodu, aby zabronić mu przyjścia.

Zanim zdążył dojść do samochodu Paulina ponownie zadzwoniła, ale i tym razem nie odebrał. Kolejne dwa telefony również zignorował.  Po paru minutach telefon odezwał się ponownie. Tym razem był od mamy. Domyślił się, że przerwa z telefonami do niego była spowodowana telefonowaniem do jego matki, co oznaczało, że zdążyła poskarżyć się. Z rodzicami na razie również nie chciał rozmawiać.
Plan na swoje wakacje miał już przygotowany od tygodnia i nie przejmował się nawet tym, że Paulina wścieknie się. Musiał postawić ją przed faktem dokonanym, skoro nie docierały do niej żadne jego słowa, że nie leci do Hiszpanii. Dzisiaj rano, gdy była na ostatnich przedwyjazdowych zakupach spakował się i pojechał po wypożyczony samochód. Zostawił jej tylko list, że wyjeżdża i ma zastanowić się nad swoim postępowaniem i ich wspólnym życiem.
Do Pauliny zadzwonił po piętnastu minutach od jej pierwszego telefonu. Kobieta musiał być przy telefonie, bo odebrała po pierwszym sygnale.
- Można wiedzieć, co to znaczy, że wyjeżdżasz i jest to pierwsze ostrzeżenie-fuknęła ostro. — I dlaczego nie odbierasz telefonów jak dzwonię?
- Nie mogłem odebrać, bo jestem na ruchliwej drodze i musiałem znaleźć parking- odparł jej bardzo spokojnie na ostatnie pytanie. — Co do wyjazdu to mówiłem ci już od dawna, że nie zamierzam lecieć do Hiszpanii. Ale ty jak zwykle mnie nie słuchałaś i nie liczyłaś się z moim zdaniem. I to jest właśnie te pierwsze ostrzeżenie Paulino.
 -Masz wracać i lecimy jutro tak jak było ustalone- wysyczała jak dało się łatwo usłyszeć i niczego chyba nie rozumiejąc, co mówił.  — Wszystko jest opłacone. Bilety, hotel, atrakcje.
-Nie Paulino-dalej mówił z opanowaniem.   Ja zdania nie zmienię i nie dam sobą rządzić. Jestem już zresztą ponad sto kilometrów za Warszawą.  Zamierzam spędzić trzy tygodnie tam gdzie jadę, a ty możesz dzwonić sobie do moich rodziców, wściekać się, rzucać kieliszkami- mówił na całkowitym luzie.  — To na mnie już nie działa.
-To, co robisz jest bezczelne- wyskoczyła z oskarżycielskim tonem i nie mając chyba sobie nic do zarzucenia.  — Masz wracać- rozkazała.
- Nie- nie dawał wyprowadzić się z równowagi. —  A tak na marginesie Paulino to, kiedy zamierzałaś powiedzieć mi o swoich planach na wyjazd do Włoch?- zapytał dobitnie.  Wiedział też, że zaskoczył ją tym i miał przewagę, bo znał jej charakter i takich sytuacji nie lubiła. Tak samo jak nie lubiła, gdy wytykało się jej jakieś karygodności, a co kończyło się obrażaniem.  — Nie mów mi, więc o mojej podłości, gdy postępujesz tak samo- kontynuował pewnym głosem, wiedząc, że Paulina już jest obrażona, bo milczała chwilę i wkrótce obrazi go i sama zakończy rozmowę.  — Pomyśl o swoim zachowaniu Paulino. Będziesz mieć na to całe trzy tygodnie- zakończył swój wywód mocnym akcentem.
-Wiesz, co jesteś żałosny– rzuciła z pogardą i usłyszał trzask prawdopodobnie rzuconego telefonu a połączenie zostało przerwane.
 Do rodziców również zadzwonił. O ich rozbieżnych planach wakacyjnych wiedzieli, ale nie chcieli stawać po żadnej ze stron. Marek był ich synem a Paulinę traktowali również jak córkę, bo po śmierci jej rodziców mieli duży wpływ na wychowywanie jej i starszego brata Aleksa.
 Z rodzicami poszło mu łatwiej niż z Pauliną. Rozumieli go, że chce spędzić wakacje po swojemu, ale nie pochwalali, w jaki sposób to zrobił. Woleliby, aby Marek poczekał na Paulinę i powiedział jej wyraźnie, że wyjeżdża a nie uciekał, jak złodziej i zostawiając tylko list. O swoim wyjeździe chciał jej powiedzieć, ale trzy dni temu we wtorek przypadkiem usłyszał jej rozmowę z Wiolettą jego sekretarką i przyjaciółką Pauliny jednocześnie. Z rozmowy jasno wynikało, że prosto z Hiszpanii mają lecieć jeszcze na tydzień do Włoch kupować niezbędne dodatki na przyjęcie zaręczynowe. Czekał dwa dni na to, żeby Paulina coś o tym wspomniała, ale skoro ona nie powiedziała mu o swoich planach to on nie zamierzał mówić jej o swoich.  Rodzice zrozumieli go, bo przedstawił wszystkie fakty włącznie z tym, że poprzedniego roku ustąpił jej namową na wakacje i tymi najnowszymi związanymi z wyjazdem do Włoch. Nie zamierzał też pierwszy do niej dzwonić i przepraszać ją. Nie interesowało go również to czy wyjedzie do Hiszpanii, czy zostanie w Polsce. On zamierzał cieszyć się wolnością i swoimi wakacjami.

U Cieplaków pojawił się ponowie dwie godziny później. Chciał zrobić sobie na obiad spaghetti i potrzebował bazylii do sosu a zapomniał kupić. Rano, gdy był u nich to widział doniczki z ziołami i liczył, że dostanie kilka gałązek przyprawy. Drzwi do domu były otwarte to wszedł nie pukając ani nie dzwoniąc. Już w korytarzu poczuł zapach podsmażanej cebulki.  Ule zastał w kuchni jak wrzucała do wrzątku pierogi. Część była już wyciągnięta a jeszcze inne czekały na swoją kolej na ugotowanie na stolnicy. Beatka tymczasem rozkładała talerze.
-Puk, puk-zaanonsował swoje nadejście i dodatkowo zapukał we framugę drzwi. — Można?
- Pewnie Marek, wchodź-zaprosiła szczerze Ula. —  Beatka miała właśnie pójść do ciebie i zapytać się, czy nie masz ochoty przyłączyć się do nas. Czasu na gotowanie obiadu pewnie dzisiaj nie masz a ja uwzględniłam cię w porcjach.  Jeśli lubisz pierogi oczywiście. Są ruskie i z jagodami.   
-Z przyjemnością zjem Ula, lubię pierogi, bardzo dziękuję, że pomyślałaś o mnie, a do mojego obiadu faktycznie daleka droga- odparł jej kompleksowo.   — Przyszedłem właśnie spytać czy masz bazylie, bo chciałem zrobić sobie sos do spaghetti.
-Jest w tej różowej doniczce- odparła mu. —Ale na razie siadaj a ja nałożę ci porcję ruskich.  Te z jagodami zapakuję ci na później.
Dwie minuty później leżał przed nim talerz z dużą porcją pachnących, pulchniutkich i polanych okrasą z cebulki i boczku, pierogów.
- Są pyszne Ula- przyznał po pierwszym kęsie. — Lepsze niż te, które pamiętam z dzieciństwa.
-Ulcia robi najlepsze pierogi i krokiety na świecie- zachwaliła Beatka zdolności kulinarne siostry. —  I jeszcze biszkopt z truskawkami albo jagodami z galaretką i kremem. Jutro upiecze to poczęstujemy cię.
- Z przyjemnością skosztuję- odparł jej.   Widzę, że przyjazd tu był strzałem w dziesiątkę. Warto było, chociaż dla samych pierogów.
- Dzięki-tym razem to Ula sama podziękowała za uznanie.—   A co z Hiszpanią?- zapytała siadając na przeciwko niego. — Nie jedziesz jednak?
-Nie- odparł krótko a z tonu można było wywnioskować, że pytanie go o wyjazd to dobry pomył nie był i że nie chce o tym rozmawiać.  Nie dziwiła mu się nawet, bo była przecież obcą osobą. — Byłem w tym kurorcie trzy razy i to mi wystarczy-dodał mimo wszystko. — Sama powiedz ile razy można oglądać to samo.
-Fakt znudzi się w końcu- przyznała mu rację. Chciała zrobić też jakieś zadośćuczynienie za pytanie o jego wyjazd.
-Masz trochę wolnego czasu popołudniu?- zapytał zmieniając temat.  —Potrzebuję kogoś, kto pokaże mi okolicę i drogę do sklepu.
- Możesz liczyć na mnie i Beatkę-zapewniła.  — Prawda Betti- zwróciła się do siostry, na co dziewczynka ochoczo przytaknęła.
Po obiedzie i sprzątnięciu Ula i Beatka zajęły się oprowadzaniem go po ich niewielkiej gminie. Zaprowadziły do delikatesów, zieleniaka i do sklepu z dobrym pieczywem. Pokazały niewielki park, zabytkowy młyn i miejsce gdzie może pobiegać, bo o to również zapytał. W drodze powrotnej wstąpili do jego domku na kółkach, a Ula mogła obejrzeć wnętrze samochodu. Nigdy w takim miejscu nie była i przyznała, że jest tam całkiem przytulnie.



 Następne dwa dni Marek spędził również w większości z Cieplakami albo częścią z nich. W sobotę wcześnie rano pożyczył od Jasia rower i wybrał się z Ulą do lasu na jagody. Pojechał pomimo tego, że Ula z góry uprzedziła go, że będzie tam przynajmniej do południa, bo chce zebrać przynajmniej cztery litry. Marek uparł się jednak, bo nigdy na jagodach nie był. Chociaż w lesie szybko zaczęły boleć go plecy i kolana od zginania się to nie żałował wyjazdu i mógł pochwalić się dwoma litrami zebranych jagód przy czterech Uli. Na zachowanie lata i na pamiątkę swojej pracy Ula zaprawiła mu je w małe słoiczki. Marek w tym czasie zajął się obiadem. Chciał odwdzięczyć się za pierogi i ciasto, które Ula miała mu dać oraz za niedzielny obiad, na który był już zaproszony. Popołudniem natomiast pomagał przy naprawie płotu. Cieplak z pracy wrócił firmowym samochodem „Piękne Ogrody” i przywiózł dwa przęsła płotu. Przy okazji poznał ich sąsiada Maćka Szymczyka przyjaciela Uli i kolegę po fachu. Wieczorem natomiast Jasiek rozłożył przenośny kosz do koszykówki i mógł zagrać z nim mecz. Leżąc już w łóżku pomyślał, że ostatnie dwa dni z Cieplakami były bardzo udane i cieszył się na spędzenie z nimi niedzieli. Plany były już gotowe w sobotę. Najpierw szybszy obiad, a później razem z Ulą, Jasiem i Beatką miał pojechać do pobliskiej miejscowości nad zalew Dębina.

Kolejne dni w Rysiowie mijał mu równie spokojnie i przyjemnie. Większość czasu spędzał z rodzeństwem, bo pan Cieplak pracował we Warszawie. Rano przychodził na poranną kawę, popołudniu na podwieczorek, szedł z Ulą na zakupy, czy przychodził skorzystać z dobrodziejstwa ciepłej wody. Oprócz tego z Jasiem grał w koszykówkę, z Beatką w gry planszowe a z Ulą dużo rozmawiał, chociaż nigdy nie były to tematy osobiste.  Umiał też odwdzięczyć się za te wszystkie życzliwości i pomagał w miarę swoich możliwości. Za Warszawą i Pauliną nie tęsknił. Nawet nie rozmawiał z nią. Od rodziców dowiedział się tylko, że do Hiszpanii wyjechała razem z bratem.
Uli wystarczyły trzy dni w pobliżu Marka, aby zakochać się w nim. Nic takiego nawet nie musiał robić.  Wystarczyło, że widywała go, patrzył na nią, uśmiechał się i rozmawiał z nią. Rozmawiali głównie na temat F&D, bo Marek był w trakcie opracowywania pomysłu na rozwój firmy, a Ula z Maćkiem mieli pomóc mu w sprawach finansowych. Jego ojciec wkrótce zamierzał odejść na emeryturę a jego miejsce miał zająć on albo Aleks brat Pauliny. Uzależnione to było od tego, który z nich wygra konkurs ogłoszony przez ojca Marka. Pomysł na rozwój firmy już miał i opierał się głównie na kolekcji skierowanej do młodzieży. Był tylko bardzo rewolucyjny i potrzebował dobrych i zaufanych ekonomistów do zrobienia wyliczeń całego projektu. Z pomocy tych z pracy nie chciał korzystać, bo bał się, że któryś z nich może sprzedać go Aleksowi.  Ula z Maćkiem znaleźli również pomysł na zalegające w magazynach stare kolekcje projektanta Pshemka, a co było bolączką pana Krzysztofa. Maciek, który miał mniej szczęścia niż Ula i pracował w miejscowym barze postanowił za przykładem jednego z bohaterów reportażu z niemieckiej telewizji rozwinąć swój biznes i odkupić stare kolekcje F&D oraz inne ubrania z hurtowni i sklepów i sprzedawać je na aukcjach internetowych. Markowi pomysł bardzo spodobał się i obiecał nawet pożyczyć mu pieniądze na rozkręcenie firmy i porozmawiać z ojcem o wynajęciu hali.
Ula z jednej strony cieszyła się, że Maćkowi również lepiej będzie powodzić się, ale i liczyła się z tym, że Marek będzie prawdopodobnie tutaj czasami gościł a chciała z wiadomych względów zapomnieć o nim i unikać widywania się z nim. Od czasu ich wyjazdu nad Zalew Dębina zaczęła nawet liczyć dni do jego wyjazdu z Rysiowa.
Wspólny wypad nad wodę dobrym pomysłem, bowiem nie był i udany był tylko dla Jaśka, Marka i Beatki. Ona szczęśliwa nie była, bo tam zrozumiała, że zakochała się w nim. Wiedziała też, że musi się jak najszybciej odkochać, bo miał przecież narzeczoną. Trudno jednak było, bo ciągle widziała Marka ubranego tylko w spodenki i pluskającego się we wodzie z Beatka i nią. Marek może i nie był najbardziej muskularnym ciałem na plaży, ale uwagę przykuwał nie tylko jej.  Lekko opalony, szczupły, wysportowany ale bez muskułów, z jednodniowym zarostem i niekwestionowanym urokiem wzbudzzainteresowanie, jak zauważyła Ula i innych dziewczyn, które spoglądały na niego z zachwytem. Nie działo się to też bez przyczyny, bo Marek rzucał swoim uśmiechem we wszystkie strony. Czuła też ciągle dotyk jego rąk, gdy rozsmarowywał jej olejek po plecach i ramionach. Robił to bardzo delikatnie i starannie i gdyby mogła przedłużyłaby tę chwile na wieczność. Nie przypuszczała nawet, że Marek miał podobne odczucia i dlatego nie spieszył się z rozsmarowywaniem. Plecy Uli były gładkie a skóra taka przyjemna w dotyku. Widział ją już raz w stroju kąpielowym, ale z daleka i przez krótką chwilę a teraz mógł podziwiać ją w całej okazałości.  I choć Ula nie była największą pięknością na plaży i widział tu dziewczyny bardziej kształtne i ładniejsze, to miała w sobie coś, że wzrok sam najczęściej wędrował do niej i chciał nie tylko w plecy wmasować jej olejek.



Nadchodzące dni dla Uli okazały się niełatwe i wymyślała powody, aby kontakty z Markiem ograniczyć. Liczyła, że będą to trzy –cztery dni, bo Marek już w dniu przyjazdu wspominał, że chce zostać tu do połowy tygodnia, czyli do środy, góra czwartku. Jej złe samopoczucie dało się już odczuć w poniedziałek, gdy skryła się w swoim pokoju. Miała na to , jednak zręczną wymówkę, ból głowy od nadmiaru słońca. Następnego dnia, aby nie widzieć Marka przynajmniej przez część dnia pojechała ponownie na jagody. Na środę natomiast zaplanowała sobie wyjazd z Beatką na zakupy do Warszawy. W czwartek niestety Marek ciągle był i nic nie wskazywało na to, aby wybierał się gdzieś. W piątek rano przy porannej kawie oświadczył, że nigdzie nie jedzie i zostaje tutaj do końca swojego urlopu.  Popołudniu przyjechał do niego również Sebastian i został do poniedziałku rano. Przez ten czas ich kontakty nieco zelżały.  W piątkowy wieczór tylko na chwilę wpadli do nich, aby Sebastian mógł poznać resztę Cieplaków.  Sobotę natomiast obaj panowie spędzili sami.  Po śniadaniu pojechali nad zalew a wieczorem jak domyśliła się Ula do jednego z klubów na dyskotekę.  Rano w niedzielę widziała ich jak wychodzili pobiegać, a później na dworze jedli obiad. Popołudniu zaś pojawili się u nich na grillu i zostali do wieczora. Dzień później Sebastian odjechał i wszystko wróciło do dawnego schematu, czyli większą część czasu Marek spędzał z Cieplakami. Ula dzielnie znosiła jego towarzystwo i nie dała poznać po sobie, że jest zakochana. Dwa tygodnie mijały, jednak wolno. Żałowała nawet, że do pracy idzie dokładnie dzień po wyjeździe Marka, a nie teraz, bo wychodziłaby przed ósmą rano a wracało po osiemnastej i tyle czasu ze sobą by nie spędzali. Marek takich rozterek nie miał i korzystał w pełni z gościnności Cieplaków i wakacji.  Z tymi obcymi dla niego osobami i w małej mieścinie odnalazł spokój i harmonię. Było u nich całkiem inaczej niż w jego domu i życiu z Pauliną. Życie z Febo, bowiem łatwe nie było, bo była osobą o wybuchowym charakterze z ciągłymi pretensjami, śledzeniem go i nie umiejącą a raczej nie uznającą kompromisu i zawsze musiało być tak jak ona zadecydowała. U Cieplaków było całkiem inaczej, bo mieli czas na rozmowę i na wspólne spędzenie czasu. Podziwiał ich też za to, że pomimo nieszczęścia, jakie spotkało ich parę lat temu potrafią cieszyć się życiem. Nie raz zasypiając rozpamiętywał miniony dzień i cieszył się, że tu trafił i miał okazję poznać tą rodzinę. Z nimi czuł się dobrze na luzie, niczego mu nie brakowało i nie musiał niczego udawać. Gdyby ktoś obcy zobaczył go to mógłby pomyśleć nawet, że jest dobrym i starym znajomy a nie kimś, kto pojawił się w ich życiu nagle dwa tygodnie temu. Ula oczywiście podobała mu się dalej, ale wiedział, że nie może stracić zaufania rodziny i robił wszystko, aby nie myśleć o niej w kategorii panienki do łóżka.
W ostatnią środę pobytu Marka w Rysiowie Cieplakowie urządzili pożegnalnego grilla. We czwartek Jasiek miał, bowiem wyjechać pod namiot a dwa dni później z samego rana Józef z Beatką na wczasy nad morze. Nawet Maciek z rodzicami miał wyjechał na wesele. Ona najchętniej również wyjechałaby, aby nie zostawać z Markiem sam na sam przez  cały weekend. Wyjechać jednak nie mogła, bo były króliki, pies i kot do karmienia a i ogródek wymagał regularnego podlewania.