czwartek, 18 stycznia 2018

Rozmowa kwalifikacyjna 20 Zak. nr. 1 i 2

Zakończenie numer 1.
W poprzednich częściach. Po kradzieży dokumentów Marka, Marek i Ula mają kłopoty ze światem przestępczym, a Ula ma w dodatku cichego wielbiciela. Szybko okazało się, że zainteresowanie Ulą jest tylko odwróceniem uwagi od Marka i jego firmy, a niebezpieczeństwo grozi im od strony niejakiego Winci, który zajmuje się haraczami.  Karpiński wielbiciel Uli po nieudanym napadzie na nich zostaje zatrzymany i po przeprowadzeniu dochodzenia okazało się, że był pod wpływem środków odurzających i przetrzymywany był w ostatnich dniach przez Winci. Ula po napadzie wyznaje miłość Markowi.
Radzę jednak wrócić do części 19 listopad 2017.  Ewentualnie i do 18.

Słowa komisarz Anny Potaczek o tym, że są już blisko rozbicia całej grupy i że zagrożenie mija, nie uspokoiły ich w żaden sposób. Ciągle bowiem bali się wychodzić i każde wyjście wiązało się ze strachem, że za rogiem może czekać na nich niebezpieczeństwo. Dostali też zalecenia, że jeśli to możliwe to, żeby trzymali się razem. Było to też jedyny plusem w całej tej sytuacji, bo Ula zgodziła się wprowadzić do jego mieszkania.
-Może ta Potaczek ma rację i lepiej będzie, jak będziemy trzymać się razem Ula- zaczął Marek po wyjściu z komisariatu. —Sam bałbym się zostawiać cię w Rysiowie.
-A masz coś w lodówce i wolne półki w szafkach? – zapytała trochę bez namysłu.
-Nie i nie, ale mam całkiem nową szczoteczkę do zębów. I podoba mi się twój tok myślenia – dodał filuternie.
-Bo? – zapytała, nie wiedząc dokładnie, o co mu chodzi.
-Bo nie zaproponowałem ci jeszcze wprowadzenia się do mnie.
- Ale to miałeś na myśli- rzekła wymijająco. —I nie mów, że nie.
-Nie zamierzam zaprzeczać. To, co kochanie i tak oficjalnie. Wprowadzisz się do nie?
-Skoro nalegasz- odparł błaho. —Najpierw jednak zakupy nas czekają.
-A twoi rodzice Ula? - pytał pełen obaw. —Nie będą mieli nic przeciwko temu, żebyś zamieszkała ze mną.
-Jestem już duża i mogę decydować o sobie-. — Zresztą byłam młodsza i wyjeżdżałam już do Wojtka zarówno do Krakowa, jak i do Glasgow (były jej chłopak), to i to przetrawią.


 Zakupy z Ulą były całkiem przyjemne. On był od pchania wózka, a Ula napełniała go pieczywem, owocami, wodą, czymś do chleba i innymi produktami spożywczymi i chemicznymi. Raz po raz pytała go, czy ma to coś w domu. Ogrom zakupów przerażał go, ale i cieszył, bo oznaczało to że zostanie na dłużej.
-Nie za dużo tego skarbie? - zapytał mimo to i dokładając wino i szampana. —Tak całkiem nie będziemy zamknięci w czterech ścianach.
-Jeśli zrobimy raz porządne zakupy, to będziemy mieć w inne popołudnia więcej czasu dla siebie- odparł
-Czy mówiłem ci już, że podoba mi się twój tok myślenia- odparł jej do ucha.
Po wpakowaniu toreb z zakupami do bagażnika pojechali na Sienną. Ula miała już okazję być u Marka, to oglądanie mieszkania opuścili sobie i zajęli się rozpakowywaniem toreb i układaniem wszystkiego w lodówce i szafkach. 


Później przygotowali sobie kolację, zapiekankę z makaronu, kurczaka i sera. Marek otworzył również szampana. Po kolacji natomiast razem pozmywali naczynia i posprzątali kuchnię. Kiedy już kuchnia była uprzątnięta, to resztę wieczora mieli dla siebie.
-To, co robimy z tak pięknie rozpoczętym wieczorem- zagadnął Marek, siadając z Ulą na kanapie.
-Ty tu jesteś gospodarzem i twoim obowiązkiem jest zabawiać mnie – rzekła sugestywnie.
-To proponuję jakiś film. Może być nawet komedia romantyczna.
-Komedia tak, ale niekoniecznie romantyczna- odparła.
Na jednym z kanałów znalazł komedię z gatunku pomyłek i z czasów dziewięćdziesiątych.
-Czy mówiłem ci dzisiaj, że cię kocham i pięknie wyglądasz- wyszeptał do ucha po piętnastu minutach oglądania filmu.
-Czy to gra przedwstępna? – odparła pytaniem.
-A ty naprawdę chcesz to oglądać? – zapytał i on.
Zamiast odpowiedzieć, Ula spojrzała na niego, a on bez pośpiechu wstał, wziął za ręce i zaprowadził do sypialni.
Łóżko Marka było duże i jak szybko przekonała się i wygodne do tych celów. Przez chwilę zastanowiła się też nad tym, ile kobiet przeszło przez to łóżko. Długo jednak nie myślała nad tym, bo Marek zaczął całować ją w szyję, kładąc jednocześnie na łóżko. Kiedy na chwilę oderwał się od wgłębienia szyi i spojrzał na nią, to zobaczyła w nich zgłodniały wzrok. Kolejne chwile mijały im na oddawaniu pieszczot i pocałunków. Usta Marka szybko przemieszczały się z szyi na twarz, usta i dekolt. Ula zaś zajęła się rozpinaniem koszuli i torsem. W tym szale namiętności kolejne części garderoby i bielizny lądowały w każdym kącie sypialni a do połączenia swoich ciał i spełnienia dzieliły minuty. Długo nie trwało i Marek wchodził w nią wolno, nie przestając całować i pieścić. Wkrótce ich ciała złączyły się w jedno, a jej całym ciałem przeszyło nieokiełznane podniecenie. Marek czule jeszcze pogładził ją po policzku i zaczął się poruszać. Najpierw wolno, aby dozować jej i sobie rozkosz. Kolejne ruchy były już szybkie i po kilku chwilach Ula doznała niesamowitego uczucia fali rozkoszy, która jak dla niej mogłaby nigdy się nie skończyć. Wypełniał ją całą, podarował doznania, jakich dawno już nie czuła.  Oddawała to samo Markowi i wkrótce był cały w euforii, siódmym niebie i nie chciał z niego wracać.  Ula bowiem zawładnęła całym jego ciałem i umysłem tak jak ostatnim razem, gdy się kochali.  W tej ekstazie miłości szybko osiągnęli kulminację, a Ula poczuła rozpływającą się we wnętrzu maź.
Kiedy ich ciała i umysły wróciły już do normalności, to leżeli wtuleni w siebie milcząc chwile i wpatrując się w siebie.
-Kochanie byłaś cudowna- mówił z zadowoleniem i tuląc ją do siebie. — Co ty masz w sobie, że żadna inna kobieta do tej pory nie potrafiła mnie tak zaspokoić, jak ty.
-Sama zastanawiam się, dlaczego ty jesteś taki dobry- wymruczała jak zadowolona kotka. —Chyba gwiazdy nam sprzyjają.
Następnego dnia po pracy pojechali do Rysiowa po parę rzeczy Uli. Marek jadąc tam ciągle bał się, jak zareagują jej rodzice na wyprowadzkę córki, ale decyzję Uli przyjęli całkiem spokojnie. Zwłaszcza że już poprzedniego dnia w ich obecności wyznali sobie miłość. Rozmowa zaś kręciła się wokół wyjazdu Cieplaka na rehabilitację po operacji serca oraz na temat ich kłopotów. W drodze na Sienną wstąpili z wizytą do Dobrzańskich seniorów. Oni podobnie jak Cieplakowie przyjęli to bez jakichkolwiek sprzeciwów.
Trzy dni później mogli odetchnąć z ulgą, bo od policji dowiedzieli się, że cała grupa z Winci na czele została zgarnięta w nocy przez wrocławską policję i grozi im kilka lat więzienia. Karpińskiemu również groził wyrok to i tym nie musieli się martwić.
-W końcu mamy to za sobą Ula-  rzekł z ulgą Marek po tym, jak wyszli z komisariatu. —Całkiem inaczej wychodzi się na lunch, kiedy nie musimy niczego obawiać się i rozglądać czy coś się nie dzieje.  
-Dokładnie. Za dwa dni weekend to co byś powiedział, gdybym zaprosiła cię do SPA- zagadnęła. —Jest taki ładny ośrodek w Kórniku. Po tych wszystkich wydarzeniach należy się nam odpoczynek. Możemy wziąć wolny poniedziałek i zostać dłużej. Dzwoniłam i są miejsca.
- Ty, ja i SPA- zamarzył Marek. —Brzmi wspaniale.

Zakończenie numer 2
Marek w wypadku mocno nie ucierpiał i jeszcze przed przybyciem karetki odzyskał przytomność. Nie chciał nawet jechać do szpitala, ale po namowach Uli i lekarza z karetki zgodził się na badania. Po dwóch godzinach był już po badaniach i na ogólnej sali. Ula zaś mogła z nim porozmawiać.


-Marek jak się czujesz? – zaczęła pytać od drzwi.
-Dobrze i najchętniej wyszedłbym stąd. Niepotrzebnie łóżko zajmuję.
-To nie jest dobry- odparła, siadając na łóżku. —Straciłeś przytomność.
-Tylko na chwilę i głównie te zadrapania mi dokuczają i guz na czole- mówił, dotykając czoła.
-To, dlatego że upadłeś w krzaki i trafiłeś w jakiś kamień- wytłumaczyła mu. —Ale na szczęście oboje przeżyliście. Rozmawiałam z jego żoną tego mężczyzny i powiedziała mi, że stan męża jest stabilny. Jest ci bardzo wdzięczna. Stałeś się bohaterem Marek. Tak mówili strażacy i policja.
-Daj spokój- mówił z zażenowaniem.
-A dla mnie jesteś moim wyśnionym rycerzem- dodała, wpatrując się w niego. —Zrozumiałam to w końcu.
-Co? - wyjąkał cicho.
-Zrozumiałam to, gdy widziałam cię, jak szarpałeś się z tymi drzwiami, a później leżałeś nieprzytomny na moich rękach- kontynuowała.  —Tak bardzo się bałam, że za późno na naszą miłość i że umrzesz nie wiedząc, że cię kocham- mówiła przez łzy szczęścia.
-Nie jest za późno – wtrącił, przyciągając i przytulając do siebie. —I teraz wszystko będzie już dobrze, kochanie moje- odparł, ocierając jej łzy. —Obiecuję ci to i bardzo, bardzo cię kocham – dodał, przytulając się do niej.
-A ja ciebie – odparła, całując delikatnie w usta. —I zajmę się tobą. Tu i we Warszawie. Ktoś musi zająć się tobą po wyjściu ze szpitala.
-Czy to znaczy, że zostałaś moją dziewczyną? -zapytał, choć było to oczywiste, ale chciał usłyszeć. 
-Tak - odparła krótko, ale treściwie. —Zadowolony?
- A Szymon – dopytywał złośliwie.
-Szymona już nie ma. Tylko ty się dla mnie liczysz i twoja miłość.
-Poezja dla uszu Ula– odparł uszczęśliwiony.
Ciągle siedzieli bardzo blisko siebie, to o kolejny pocałunek nietrudno było się postarać. Marek podtrzymując głowę Uli muskał z rozkoszą jej wargi, pozwalając sobie z upływem czasu na coś bardziej namiętnego.
-Chciałem zrobić to już, gdy byliśmy nad Wisłą- przyznał szczerze, gdy oderwali się od siebie. —Trzymałem cię w ramionach, byłaś tak blisko i tak zachęcająco wyglądałaś.
-Ja poczułam wtedy takie trzepotanie w sercu- i ona postanowiła powiedzieć prawdę. —To chyba wtedy zaczęła się moja miłość, choć jeszcze tego nie wiedziałam.
-Kochanie – wtrącił. —Teraz nie ma to znaczenia, bo i tak skończyło się pięknie.
Marek z powodu lekkiego wstrząśnięcia mózgu w szpitalu miał zostać trzy kolejne dni to i Ula postanowiła zostać w Nałęczowie. Wynajęła w hotelu pokój i odwiedzała go, przynosząc coś do jedzenia, soki, owoce i prasę. W odwiedziny przyszedł i Cieplak i jako pierwszy dowiedział się, że kocha jego córkę a córka jego. Pojawiła się również Laura Murek żona uratowanego mężczyzny. Kobieta przyszła podziękować mu osobiście, a w ramach wdzięczności podarowała im dożywotni karnet do swojego SPA Lamur w Kórniku i własne pokoje do dyspozycji.
-Folder wygląda zachęcająco Ula- mówił, po odejściu Murek i przeglądając ofertę ośrodka.
-Już sama nazwa brzmi zachwycająco. Lamur-rzekła z rozmarzeniem.
-To, co skarbie, jedziemy? -zaproponował. — Należy nam się wypoczynek.
-Chętnie- zgodziła się bez namysłu.  —Ale dopiero jak dojdziesz do siebie- z góry zastrzegła. —Może w przyszły weekend, bo za dwa tygodnie jest to przyjęcie u Febo.
-OK. Ula - i on zgodził się bez protestu. —Czuję, że będzie to niezapomniany, wspaniały i jedyny w swoim rodzaju wyjazd.
-Na pewno Marek- przytaknęła. — Zwłaszcza że zamek jest w pobliżu.

Po trzech dniach pobytu w szpitalu lekarz prowadzący orzekł, że Marek może wracać do domu. W tak długą podróż sam jednak nie chciał się puszczać, to pociągiem przyjechał po nich Sebastian i odjechali samochodem Marka do Warszawy. Ula tak jak obiecała, przeniosła się też do jego mieszkania.


-To ty odpoczywaj, a ja zrobię kolację- zarządziła po odejściu Olszańskiego. —Wolisz jajecznicę czy zwykłe kanapki? -  zapytała po przejrzeniu zawartości lodówki.
-Może być jajecznica Ula- odparł. —A w barku mam jeszcze wino. Musimy jakoś uczcić naszą miłość.
Na krzątającą się po kuchni Ulę patrzył z przyjemnością i miłością. Te codzienne czynności jak krojenie chleba, szynki, cebulki sprawiały, że chciał, aby już tak zawsze było. Prosta kolacja w jej towarzystwie również była przyjemnością. Po kolacji zaś razem usiedli na obszernej kanapie i wtuleni w siebie oglądali telewizję. Na jakiś dłuższy maraton jednak nie pozwolili sobie, bo oboje byli zmęczeni po podróży i po dziesiątej poszli spać. Z obawy na stan zdrowia Marka na coś więcej tej nocy niż kilka pieszczot i pocałunków też nie pozwolili sobie.
-Po raz pierwszy w życiu leżę z piękną kobietą w łóżku, tulę ją i nic więcej Ula- zaczął Marek, bawiąc się jej włosami. —Nie wiem, czy dam radę zasnąć.
-Zawsze mogę zaśpiewać ci kołysankę albo opowiedzieć bajkę – zagadnęła. —Twój wybór.
-Bajka Ula- odparł zdecydowanie. —Mogę nawet zacząć. Był sobie królewicz. Choć takim prawdziwym królewiczem nie był, ale mieszkał w dużym domu, miał służbę, drogie zabawki i był bardzo przystojny. Teraz ty coś dodaj Ula i stworzymy własną bajkę.
-W tym samym królestwie niedaleko księcia mieszkała mała dziewczynka. Nie była ani bogata, ani biedna. Była za to bardzo ładna, mądra i dobra.
-Królewicz za to miał jedną wadę, bo od najmłodszych lat bawił się uczuciami dziewczynek, a później kobiet. Jego rodzice postanowili w końcu zaaranżować małżeństwo z księżniczką z zaprzyjaźnionego rodu.
-Dziewczynka dla odmiany od najmłodszych lat marzyła o swoim rycerzu, ale na swojej drodze przez dłuższy czas spotykała tylko marnych i niegodnych uwagi rycerzyków i ciągle była sama i czekała na tego jedynego.
-Podobnie było z księciem, bo szybko zrozumiał, że wybranka rodziców jest królową z lodu, życie z nią jest nie do zniesienia i odesłał do rodziców. Sam zajął się zabawą z przyjacielem w klubach, uwodzeniem kolejnych panienek i czekaniem na tę jedyną.
-Tymczasem w życiu dziewczyny pojawił się rycerz Wojtek i myślała, że będzie z nim szczęśliwa, ale on wyjechał do innego kraju i wszystko zaczęło się psuć. Dziewczyna została sama i bardzo tęskniła za ukochanym.
-Za to w życiu królewicza pojawiło się słońce, bo któregoś dnia na korytarzu firmy zobaczył tę dziewczynę i wyglądała jak anioł.  Była ubrana w niebieską sukienkę i miała najpiękniejszy uśmiech i oczy i zakochał się na zabój. Jeszcze tego samego dnia dał jej pracę , aby móc być blisko niej. Dziewczyna była jednak zajęta i choć królewicz robił wszystko, aby odwzajemniła jego miłość, to miał małą szansę na jej uczucie. Dla niej się też zmienił. Nie chodził do klubu, nie szukał innych dziewczyn.   
- Tak więc dziewczyna i książę zaczęli razem pracować i pracowało się im całkiem dobrze. Może dalej by tak pracowali, ale nieoczekiwanie w ich życiu pojawiła się wróżka i namieszała między dziewczyną, księciem i rycerzem Wojtkiem. Wróżka bowiem uzmysłowiła dziewczynie, że związek z rycerzem nie ma przyszłości, bo ten zmienił się na wyjeździe.  Chciał też przeprowadzić się daleko od domu dziewczyny, a ona wolała zostać ze swoją rodziną i znajomymi.
-To zaś spowodowało, że królewicz zobaczył szansę dla siebie i starał się być blisko niej.  Wychodził po pracy, pomagał jej rodzinie, wyjeżdżał. Jednak zamiast miłości dostał przyjaźń i trochę niezobowiązującego seksu.
-Marek to jest bajka- przerwała mu brutalnie.
-Dostał trochę czułości- wyprostował.
-Tak lepiej- odparła i wróciła do bajki. —Dziewczyna doceniała to wszystko, ale nie potrafiła pokochać księcia. Przy okazji zrobiła coś bardzo złego, bo zakpiła sobie z jego uczuć. On kochał ją, a ona chciała tylko zabawić się i odegrać się na swoim chłopaku. W dodatku niesłusznie.
-Ale i książę nie był lepszy, bo robił coś bardzo głupiego, aby zdobyć dziewczynę. Wykorzystał okazję, że bała się i wzbudził w niej jeszcze większy niepokój. Miało być dobrze, ale przyniosło odwrotny efekt. W dodatku obok niej pojawił się ktoś inny.
-Dziewczyna była bardzo zła na niego, że ją zawiódł i obraziła się na niego. Zaczęła spotykać się nawet z innym rycerzem, ale szybko okazał się, że i on nie był wart uwagi.   W końcu jednak zwróciła uwagę na księcia i pokochała. I to w najmniej oczekiwanym momencie. Razem wyjechali i trafili na nieszczęśliwy wypadek, a on rzucił się na pomoc. Zrobił coś tak bardzo heroicznego, że okazał się kimś więcej niż księciem. Był odważny jak rycerz.  
-A później dziewczyna i książę vel rycerz żyli długo i szczęśliwie- zakończył.
-Tego właśnie nie ma już w bajkach Marek- odparła ku jego zdziwieniu.
-Zawsze możemy stworzyć te żyli długo i szczęśliwie- zagadnął.
-Chętnie, ale zostawmy to lepiej na kolejny wieczór - zawyrokowała. —Co za dużo to niezdrowo.
-Czy to znaczy, że będą kolejne takie przyjemne wieczory? - zapytał zadowolony.
-Będą- przytaknęła. —Ale teraz czas spać. Dobranoc rycerzu- dodała.
- Dobranoc księżniczko- szepnął do ucha. —Kolorowych snów.

Nazajutrz rano Ula musiała pójść do pracy, a Marek miał zwolnienie lekarskie na parę dni i został w domu. Nie leniuchował, jednak tylko przeglądał interesujące go strony w Internecie i zrobił jeden poważny zakup. Cały weekend natomiast, nie licząc wizyty Sebastiana i Dobrzańskich, spędzili we dwoje. Markowi wracały też siły i w kolejnych dniach przejmował obowiązki domowe. Robił śniadania do łóżka i pomagał przy kolacji. Wpadał również do firmy i pomału zajmował się zaległymi sprawami. We wtorek opowiadanie bajki do zaśnięcia już im nie wystarczało i oddali się uciechom cielesnym. W kolejnych dniach też nie szczędzili sobie czułości, a w piątek po lunchu pojechali do Kórnika.
 
CDN PO PANICZ MAREK

sobota, 13 stycznia 2018

Rozmowa kwalifikacyjna zak. nr. 2 cz. 3

W poprzednich dwóch częściach.
 Ula od pewnego czasu dostaje liściki, wiersze i prezenty od anonimowego wielbiciela.  Wkrótce odkrywa, że list był autorstwa Marka, bo chciał zbliżyć się do niej. To powoduje, że chciała odejść z firmy, ale ostatecznie przenosi się z biura Marka do działu marketingu. Nad Wisłą poznaje też Szymona.  Nie wie jednak, że to jej cichy adorator. Marek tymczasem podczas swojego pobytu w Wałbrzychu, a związanego z kradzieżą jego dokumentów, dowiaduje się o tym. Sebastian również ma swoje wieści. We firmie na miejsce Uli przychodzi Patrycja. Magda Cieplak i Febo tu żyją.
Radzę wrócić jednak do poprzednich dwóch części. Listopad 2017.

********************************
Marek po przyjściu do firmy skierował się prosto do biura Sebastiana, aby pogadać z nim o ostatnich wydarzeniach.


-Seba, nie uwierzysz, czego dowiedziałem się w Wałbrzychu- rzekł od drzwi. —Nie wiem tylko, jak Ula zareaguje i czy już nie wie przypadkiem.
- Wiola też powiedziała mi dzisiaj coś ciekawego rano i też nie wiem, jak Ula to przyjmie i czy powiedzieć- odparł Sebastian. —Wyobraź sobie, że ten jej niby chłopak był tu wczoraj, gdy Ulka poszła do okulisty i zaczął flirtować z Patti. Wiolka wie to od Ani, a Ania wie co mówi- wytłumaczył. —Widziała ich w holu i podobno Patrycja od razu zaczęła mizdrzyć się do niego. Później, gdy nie doczekał się Uli, to wyszedł z Patrycją, a Wioletta widziała, jak razem odjeżdżają spod firmy- zakończył mocnym akcentem.
-To jeszcze nic nie znaczy- odparł trochę rozczarowany. —Może jechali w tą samą stronę.
-Ale zawsze coś. A ty co masz?
-Wyobraź sobie, że jestem na komisariacie w Wałbrzychu, a na korytarzu widzę nikogo innego jak Szymona ściskającego się z jakąś panienką. Chciałem już odezwać się i coś powiedzieć, ale okazało się, że to Artur brat bliźniak Szymona. A to oznacza, że to Szymon był tym bratem, który pomagał w lombardzie, znalazł kartę pamięci z mojego telefonu i wysyłał wiersze Uli. Zresztą później ten Artur powiedział mi, że ma brata w Warszawie i że czasami pomaga w sklepie. Teraz pytanie brzmi czy Ula wie, że Szymon to jej cichy wielbiciel.
-Biorąc na rozum to raczej nie- wnioskował Sebastian. —Skoro była na ciebie zła za ten list to byłaby i na niego.
- Też myślę, że ukrywa, kim jest naprawdę i Ula może czuć się mocno rozczarowana prawdą.  Z drugiej strony to ukrywać przed nią tego, to też nie byłoby w porządku. 
-Za to ty będziesz miał szansę- znalazł coś optymistycznego kadrowy. —Musisz tylko przeprowadzić to ze spokojem.
Ula tymczasem z plikiem dokumentów podążała do biura Olszańskiego. W sekretariacie nikogo nie zastała i chciała już wejść, ale zatrzymały ją słowa Marka zza uchylonych drzwi. 
-Myślisz, że mam jeszcze szansę u Uli po tym, co zrobiłem? - pytał wątpiąco. —Jest cięta na mnie jak osa.
-Małymi kroczkami przestanie być. Musi ci tylko zaufać. Bądź dla niej przyjacielem tak jak ja dla Wioli.
-Ty i Wiola to co innego- mówił bez przekonania. —Wioletta straciła narzeczonego, potrzebowała wsparcia.
-Ula jak się dowie, kim jest tak naprawdę Szymon to, też będzie potrzebowała wsparcia. Musisz przedstawić jej tylko jakieś dowody, że taki romantyczny nie jest, a wtedy sama rzuci ci się w ramiona.
-No nie wiem Seba, czy to jest dobry sposób – ciągle był sceptycznie nastawiony. —Tak po prostu i nagle nie mogę na niego naskoczyć.
Ula dłużej nie podsłuchiwała i cicho odeszła. W drodze do swojego biura analizowała, to co usłyszała. Ewidentnie z ich słów wynikało, że coś knują i chcą skłócić z Szymonem. Jednak też wypowiedź Sebastiana wydawała się jej prawdziwa. W końcu postanowiła zadzwonić do Szymona, umówić się z nim na kawę i dowiedzieć się coś więcej o nim.  Telefon miał niestety, ale wyłączony dłuższy czas.
-Tylko mi nie mów, że nie zamierzasz jej powiedzieć kim on jest- kontynuował Sebastian po jej odejściu.
-Zamierzam, ale w odpowiednim momencie. Nic na szybko.

Wkrótce Ula miała okazję przy windzie spotkać Marka. Oboje jechali na górę i mieli czas na chwilę rozmowy.
-Właśnie do ciebie jadę- rzekła po przywitaniu. —A konkretnie do Wioli po wyliczenia z reklam.
-Leżą na jej biurku- odparł. —Miałem powiedzieć ci na wypadek, gdyby nie zdążyła wrócić od lekarza.
-To dobrze. A jak podróż do Wałbrzycha? – zagadnęła, gdy byli już wewnątrz windy. — Odzyskałeś laptopa?
-Tak.  Poznałem też właścicieli lombardu i wiem, jak się nazywają. To Dulińscy.  A ten twój adorator to Szymon Duliński- mówił z nadzieją, że nazwisko będzie już Uli znane.
-Dobrze wiedzieć- odparła ku jego rozczarowaniu. —Każdego Dulińskiego będę omijać szerokim kołem. Chociaż ostatnio nie daje o sobie znać.
-To chyba dobrze Ula? Choć dziwne. Nie uważasz? Nie chcę, żeby to nie było takie zaplanowane uśpienie.
-To miłe, że się martwisz, ale poradzę sobie- rzekła spoglądając na niego przelotnie.
-Jakby jednak coś się działo to możesz liczyć na mnie- zapewniał wychodząc z nią z windy.

Dwie godziny później w bufecie w porze przerwy na kawę spotkała Wiolettę.  Siedziała przy stoliku samotnie, popijając soczek, to się dosiadała.   W przeciwieństwie do Marka Wiola zamierzała powiedzieć, co widziała.
-Nad czym tak myślisz? – zagadnęła Ula.
-Nad aspektami życia- wymruczała. —Ula co byś powiedziała, gdyby okazało się, że facet, z którym spotyka się moja koleżanka filtrował z inną.
-Powiedziałabym, że nie jest wart jej uwagi i powiedziałabym to koleżance.
-To ci właśnie mówię Ula.
-Ale jak to, kto?
-Jak to, kto Ula? Ze świerku się zerwałaś. Szymon mówi ci to coś. Wczoraj, gdy wyszłaś do okulisty był tu i mizdrzył się z Patrycją, a później wyszli razem i odjechali.
To o to im chodziło- myślała tymczasem Ula. O to, czy powiedzieć mi o Szymonie i Patrycji. To nawet miłe, że się martwili. Zwłaszcza że ja myślałam, że chcą mnie z nim skłócić.  Tylko co Szymon ma wspólnego z Patrycją.
-Patti wyszła na uczelnię, zanim ja wróciłam od lekarza, a sama chciałabym wiedzieć, o co jej chodzi- mówiła Kubasińska, jakby czytała w jej myślach. —Już pierwszego dnia szukała tutaj gacha.
Albo Marek wymyślił to i kazał Wioli tak mówić.
-To Marek kazał ci tak mówić? – zapytała spokojnie ze względu na ciążę Wioli.
- Nie Ula. Przysięgam. Nawet nie rozmawiałam z nim o tym. Tylko z Sebastianem, ale on kazał mi nic nie mówić. A jak mi nie wierzysz, to spytaj Anię z recepcji. Widziała ich w holu, a ja to jak razem odjeżdżają.
-Spokojnie Wiola. Wierzę ci. Sama dzwoniłam wczoraj do niego przed fajrantem i mówiłam, że do firmy już nie wrócę.

Z Anią, Markiem i Sebą nie zamierzała rozmawiać na ten temat, a Szymon ciągle miał wyłączony telefon.  Dodzwoniła się do niego dopiero w czasie wyjścia na lunch, ale zamiast usłyszeć jego głos, to włączyła się poczta głosowa. Cześć tu Szymon Dula Duliński. Jeśli to coś ważnego zostaw wiadomość. Chwilę później jeszcze raz zadzwoniła, aby upewnić się, że się nie przesłyszała. Zrozumiała też prawdziwy sens podsłuchanej rozmowy rano pomiędzy Markiem i Sebastianem.
W drodze do firmy rozmyślała nad tym, co odkryła i zastanawiała się, jak Szymon mógł ją okłamywać tyle czasu. Widywali się bowiem od dwóch tygodni i miał okazję powiedzieć prawdę. Była zła na niego zarówno za to, że ukrywał, to kim jest, jak również, że tyle czasu anonimowo grał jej uczuciami.  Do Marka również miała żal i po dotarciu do firmy skierowała się do jego biura.


- Marek- rzekła od drzwi — Czy Szymon Duliński to ten mój wielbiciel- zapytała dla pewności, choć już prędzej było to praktycznie dla niej wiadome.
-Już wiesz- rzekł, wstając zza biurka i prowadząc na kanapę przy oknie.
-Tak. Zadzwoniłam do niego i odezwała się jego poczta głosowa. Tu Szymon Dula Duliński, a mówiłeś mi, że się tak właśnie nazywał. Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy rano Marek? - pytała z dużymi pretensjami. —Rozmawialiśmy o nim przecież we windzie.
-Chciałem przygotować cię jakoś- tłumaczył się nerwowo.
-To nie matura Marek ani Pierwsza Komunia, żeby się przygotować- rzuciła z ironią.
-A uwierzyłabyś mi, gdybym wyskoczył z czymś takim? - pytał sugestywnie.   
-Gdybyś powiedział mi to co Wioletta, że Szymon ma coś wspólnego z Patrycją, to mogłabym nie uwierzyć, ale na to znalazłyby się dowody. A tak on wszystko popsuł i ty też.
-Przepraszam Ula- rzekł ze skruchą. —Nie chciałem, żeby tak wyszło i nie chcę mieć kolejnego minusa u ciebie.
-Spokojnie Marek- mówiła, uśmiechając się do niego lekko. —Nie masz. Jeden wielki minus ma Szymon. Wszystko zepsuł, zanim rozpoczął.
-Dobrze wiedzieć, że nie jest się samym, tym najgorszym - odparł z nieukrywanym zadowoleniem.
-Nie jesteś-potwierdziła.
- Ula chciałbym, żeby było między nami tak jak kiedyś – rzekł nieoczekiwanie. — Jak z czasów sprzed tego listu. Myślisz, że jest na to szansa?
-Jeśli się postarasz to tak – odparła.

Sprawę z Szymonem, Ula załatwiła jeszcze tego samego dnia, a następnego po małym nakłonieniu przez Wiolettę zdała jej relację.
-I, co Ulka pogoniłaś go, gdzie pieprz z wanilią rośnie- zagadnęła.
-Powiedziałam mu, że wiem o wszystkim i że swoim zachowaniem tylko zniechęcił do siebie.
-Prawidłowo Ulka- przyklasnęła Wiola. —Facet, który na oczach innych kręci z inną nie jest dobrym materiałem na chłopaka. Dobrze mówię?
-Bardzo dobrze- odparła, bo zorientowała się, że koleżanka mówi o Patrycji a ona o całkiem innej sprawie. —Powiedział, że to ona przyssała się do niego, a nie on do niej- dodała, choć na ten temat prawie nie rozmawiali.
-Mówić to on sobie może dużo, prawda Ula- stwierdziła dość sugestywnie.  
- Prawda, ale tak całkiem nie skreśliłam go. Powiedziałam, tylko że na dużo nie może liczyć.
-Do Jasnego Antka (Anielki) - wymruczała pod nosem.  —Ulka nie mów mi, że chcesz dalej spotykać się nim- oburzyła się głośno.
-Nie tyle spotykać, jak nie zrywać znajomości. Na razie wyjeżdża do Londynu na miesiąc, a później zobaczymy.
-A Marek? -pytała. — Przecież on ostatnią koszulę zjadłby dla ciebie. Pasujecie do siebie jak te dwie połówki chleba.
-Z Markiem znowu jesteśmy przyjaciółmi- odparła z uwydatnieniem. —I nic więcej.

Przez kolejne dni między Ulą a Markiem faktycznie układało się całkiem dobrze, a dla Marka najważniejsze było to, że Ula nie unikała go, jak jeszcze całkiem niedawno. Razem zajmowali się zarówno podsumowaniami ostatniego pokazu jak i planowaniem kolejnego. Trafił im się równie wspólny służbowy wyjazd i okazja na nawiązanie współpracy z firmą zagraniczną. To Pshemko odnowił znajomość z projektantem ze Szwecji i wyjechali we trójkę na dwa dni do Sztokholmu. Na samym już miejscu natomiast mistrz nie był ich uczepiony i sporo czasu spędzali sami.
Łączyła ich jednak nie tylko praca, ale i sprawy towarzysko-prywatne. Marek zaprosił ją na coroczny bal TVN-u a zasilający fundację Nie jesteś sam, Ula natomiast na zjazd rodziny Pyrzyk.  (takie nazwisko panieńskie nosiła jej mama). Sama iść nie chciała i po małej intrydze Magdaleny, Dobrzański został zaproszony.
Helena również miała swój udział w zbliżaniu ich do siebie i zaangażowała syna i Ulę do kampanii reklamowej własnej fundacji. Wspólnie znajdywali też sponsorów i zbierali fanty na aukcję charytatywną. Zajmowali się również tą gorszą stroną i chodzili po szpitalach, hospicjach, domach dziecka i zbierali informacje co jest w danej placówce najbardziej potrzebne. Na samych rozmowach wizyty nie kończył się i w każdym z tych miejsc poświęcili sporo czasu przebywającym tam dzieciom. To że Marek ma podejście do maluchów Ula zauważyła już w kontaktach z Betti, ale dopiero teraz uzmysłowiła sobie jak duże. Rozmawiał z nimi, bawił się i żartował.
Po jednej z takich wizyt Marek odwiózł Ulę do Rysiowa.  Podjeżdżając, pod dom zauważyli wychodzącego od nich Maćka. Sąsiad nie czekając aż wyjdą z samochodu i przywitają się, zniknął w bramie swojego domu.
- Coś się stało? - zapytała Ula chwilę później, widząc przygnębionych rodziców siedzących w kuchni.
- Babcia Szymczykowa zmarła dzisiaj- odparła Magda. —Maciek był u nas właśnie powiedzieć.
- Przykre- odparła. —Pamiętam, jak przyjeżdżała tu na wakacje.
-Pogrzeb ma być we wtorek, ale już w poniedziałek jadą całą rodziną do Kalisza- kontynuowała Cieplakowa. —Kiedy wrócą też nie wiadomo. Może dopiero we środę i Maciek nie będzie mógł zawieźć ojca do Nałęczowa, a wszystko jest już opłacone. (Cieplak ma jechać do sanatorium)
-Spokojnie mamo. Zadzwonię i powiem, że przyjedzie parę dni później.
-Może ja mógłbym się przydać? – odezwał się Marek. —Chętnie zawiozę pana.
-Ale to cały dzień zejdzie- mówił Józef z wahaniem.
-Naprawdę to nie problem dla mnie- zapewniał. —W poniedziałek jak sądzę, bo Ula mówiła o wolnym dniu i pewnie chciała jechać z panem.
-Tak w poniedziałek i zapłacę za czas i benzynę.
-To nie będzie konieczne. O której mam być?
-Tak około siódmej planowaliśmy wyjechać z Maćkiem- rzekła Ula. —Ale jeśli to za wcześnie to może…
-To będę po szóstej- wtrącił.
U Cieplaków długo tym razem nie został. Wypił tylko kawę, zjadł kawałek ciasta i pojechał do domu.

W poniedziałek wcześnie rano Marek tak jak obiecał, pojawił się w Rysiowie. Zarówno Ula, jak i Cieplak byli gotowi już na podróż, to po załadowaniu bagaży wyruszyli w drogę. Po ponad trzech godzinach, włączając w to krótką przerwę, dotarli do celu podróży. Miejsce wybrane przez Ulę okazało się urokliwe i całą trójką po zameldowaniu Cieplaka i obejrzeniu jego pokoju poszli na krótką wycieczkę. 


Po wspólnym obiedzie i pożegnaniu się z Józefem, Ula i Marek pojechali jeszcze do Kazimierza Dolnego.  


-Pięknie tu i dziękuję, że zgodziłeś się przyjechać -mówiła, przechadzając się z nim po rynku.
-Nie ma sprawy Ula- rzekł z zadowoleniem, że mógł sprawić jej tę przyjemność. —Sam nigdy nie byłem w Kazimierzu i chętnie zobaczę to i owo. Zapraszam cię też na kawę. Tam jest jakaś kawiarenka ze stolikami na zewnątrz. Ale to później.
-Za to że przywiozłeś tutaj ojca też ci dziękuję- kontynuowała. —Był taki szczęśliwy widząc swój pokój i ośrodek.
- Wybór ośrodka to twoja zasługa Ula – zauważył słusznie. —A jeśli jeszcze raz powiesz coś na temat wdzięczności, to naprawdę coś zażyczę sobie.
-Oby to nie była gwiazdka z nieba, góra złota, lot w kosmos ani bezludna wyspa- z góry uprzedziła.
-Spokojne Ula jestem realistą i wystarczy mi willa z basenem na Karaibach i do tego jacht.
-Nie mówiłeś nigdy, że umiesz żeglować– rzekła, spoglądając na niego ze zdziwieniem. 
-A kto powiedział, że umiem. Po prostu ładnie wygląda i jest się czym pochwalić przed kumplami.
-Mężczyźni- wymruczała. —Tylko zabawki i gadżety macie w głowach.


Kolejnymi miejscami, które zwiedzili był wąwóz korzeniowy, kościół farny, synagoga i góra Trzech Krzyży. Na sam koniec wypadu do Kazimierza poszli zaś nad Wisłę. Od kelnera dowiedzieli się bowiem o najładniejszym miejscu, z którego był widok na ruiny zamku. Miejsce rzeczywiście było godne obejrzenia, zrobieniu kilku zdjęć i dłuższego zatrzymania się nad brzegiem. Zwłaszcza dla Uli były to niezapomniane chwile i tak jak bywało to w poprzednich ich wizytach w zamkach, to i teraz żyła swoim światem i marzeniami. To wszystko spowodowało, natomiast że schodząc po skarpie zachwiała się i wpadła wprost w ramiona Marka, a ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie. On mógł patrzeć w błękitne oczy Uli, a Ula w szaro-stalowe Marka. Poczuła w dodatku niepokojące trzepotanie w sercu i to że się rumieni. Co się z tobą dzieje Ula- myślała, wpatrując się ciągle w jego twarz. To, dlatego że przez ostatnie dnie tyle czasu spędziliśmy razem i tyle zrobił dla taty.
Jest tak blisko mnie – myślał tymczasem Marek. Wystarczy lekko schylić się i… ? Nie lepiej nie ryzykować. Ostatnio jest między nami dobrze i mogę tylko wszystko zepsuć.
Chwila nieuwagi Uli wraz z ich myślami przedłużała się i nikt z nich nie kwapił się, aby odsunąć się, choć na kilka centymetrów. W dodatku wokół nich nastała cisza. Pies przestał szczekać, dziecko krzyczeć, ruch na ulicy zamarł i dopiero dzwon kościelny wyrwał ich z letargu.
-Niezdara ze mnie Marek -odezwała się w końcu drżącym głosem. —I dzięki, że mnie złapałeś.
-Na kłopoty Dobrzański -odparł wesoło. —To co Ula wracamy? Robi się szaro i tak całkiem w nocy nie chcę dotrzeć do Warszawy.
-Tak, jedźmy- odparła spokojnie.  


Daleko jednak nie ujechali, bo tuż za rogatkami miasta natknęli się na wypadek. Jakieś sportowe auto bowiem uderzyło w drzewo, a przednia maska szybko stanęła w ogniu. W ciemnościach dostrzegli też jakąś kobietę, która w panice próbowała otworzyć drzwi od strony kierowcy, ale bezskutecznie. Marek długo nie myśląc, wyskoczył ze swojego auta i pobiegł w tamtą stronę. Choć z trudem to udało mu się otworzyć drzwi i wyciągnąć nieprzytomnego mężczyznę i odciągnąć nieco od zagrożenia.  Chwilę później samochód jednak eksplodował i powalił ich oboje na ziemię.  Ula tymczasem nie zważając na żar bijący od palącego się samochodu podbiegła do nich i z przerażeniem stwierdziła, że obaj są nieprzytomni. Już w czasie, kiedy Marek był tak blisko palącego się auta i tak heroicznie próbował ocalić człowieka poczuła, że kocha go i że teraz nie może go stracić. 


sobota, 6 stycznia 2018

Boże Narodzenie cz. 3 /3 Cykl mini.

Sielanka, sielanka i sielanka.
Część napisana z pomocą siostry.

Dwa dni świąt minęły w iście rodzinnej atmosferze i nikt nie pamiętał o zwadach z poprzednich dni. Były wspólne posiłki, spacery, rozmowy, zabawy z dziećmi. Już pierwszego dnia podczas wspólnego wyjścia mogli posłuchać kapel góralskich, poznać białego misia, zobaczyć grupę górali, którzy przy ognisku odtańczyli gościom taniec zbójnicki i podziwiać ośnieżone szczyty z punktów widokowych. 


Popołudniem natomiast panie z dziećmi wybrały się do kościoła na jasełka, a panowie świętowali w domu przy stole i Żubrówce. Ich żony, choć na początku nie były zachwycone pomysłem spędzenia przez mężów w ten sposób czasu świątecznego, to im ustąpiły. Zwłaszcza że wódki było niewiele, mieli zagryzkę, a picie rozłożone było na całe popołudnie. Wieczorem zaś, Cieplakowie i Dobrzańscy seniorzy poszli na spacer, Betti do domu Zbyszko, a Marek i Sebastian natomiast zostali w domu z żonami i dziećmi. Urzeczeni alkoholem opowiadali zabawne historie, żartowali, śmiali się wesoło, rozrabiali i bawili się ze swoimi pociechami. Na początek obaj usadowili się w pobliżu kominka i składali z klocków Lego kolejkę i małą stacyjkę.
 - Nie chcę nic wam mówić, ale na opakowaniu pisze, że klocki są przewidziane dla dzieci w wieku dwóch-sześciu lat- zwróciła im uwagę Ula.
-Kochanie sama widzisz, że Tomek nie jest nimi zainteresowany- odparł jej mąż. —Woli bawić się z Sarą.
- A tak na marginesie to Tomek będzie kiedyś łamał kobiece serca, jak jego tatuś- rzekł Olszański, patrząc na swoją młodszą córkę i syna przyjaciela. —Wdał się w tatusia nie tylko z urody, ale i charakteru.
-Albo w swojego ojca chrzestnego- rzucił ripostą Marek.  —I to Sara ciągle za nim drepcze, a nie on za nią.
-Chodzi za nią, bo twój  Tomek wziął  Sarze konika- odparł sensownie Olszański.
-To może się kiedyś ożenią- odezwała się Natalka.
- I będziemy prawdziwą rodziną- dodała Emilka z równym entuzjazmem.
- Teraz też jesteśmy jak rodzina kotku- odparł Marek, hamując ich zapędy. — Mama jest chrzestną Sary, a wujek Sebastian chrzestnym Tomka.  Ciągle się spotykamy, bardzo lubimy i to jest najważniejsze. Ślub Sary i Tomka do niczego nie jest potrzebny.
-A mama powiedziała mi, że miałeś kiedyś ożenić się z tą panią Pauliną Febo- rzekła Emilka. —Tylko poznałeś mamę i z nią się ożeniłeś.
- Bo to prawda- rzekł, spoglądając na Ulę z wyrzutem.
-Oglądała stare zdjęcia, widziała was razem i spytała- rzekła usprawiedliwiająco.  I co miałam jej powiedzieć? Że to tylko znajoma? Kiedyś i tak dowiedziałaby się, co was łączyło. —Sałatki kochanie? - dodała.
-Mamusia i tak jest ładniejsza- odezwała się jeszcze Emilka. —Tak ładna i dobra jak Śnieżka.
-Najładniejsza, najważniejsza i najlepsza mama i żona. Jest jeszcze bardzo mądra, dobra i kochająca- odpowiadał z uczuciem córce, ale patrząc na żonę. — I nie zamieniłbym ją na żadną inną mamę na świecie Emilko.
-Marek musiał napić się, żeby coś takiego powiedzieć? – zwróciła się Ula do siedzącej obok Wioli.
-Bez alkoholu też potrafię się wykazać kochanie- odparł mimo to Marek i mając na myśli ostatnią noc i przysiadając obok żony na sofie.
-A ty Cebulku mógłbyś postarać o coś podobnego dla mnie – odezwała się i Wioletta. —Marek potrafi Ulę obsypać komplementami i zaskoczyć.
-Jesteś nieprzewidywalna, szalona, słodka i wybuchowa jak gorący wulkan.  I za to cię kochamy całą czwórką.
-A co to jest gorący wulkan? - zapytała ich córeczka.
-To takie ciasto z czekoladą- odparła Emi, zanim ktokolwiek inny zdążył się odezwać.  —Mama nam robi jest pyszne, słodkie i najlepsze jeszcze ciepłe.
-Dokładnie córeczko- wtrącił Sebastian, potakując głową.
-A pro po ciasteczek to, kto jest chętny na ciasto marchewkowe z lukrem i kolorową posypką– zapytała Olszańska, schylając się nad dziewczynkami.  —Idę po jogurcik dla Sary to przyniosę.
-Ja- odezwały się jednocześnie dwa dziewczęce głosiki.
-Zagramy w Chińczyka albo Reksia? - zapytała Emilka po odejściu cioci.
-Jest nas akurat szejściu tatusiu- dodała Natalka.
-A nie będziecie oszukiwać i mówić, że kostka przypadkiem się potoczyła? – zapytał Olszański.
- Yy-  odparły, kręcąc główkami.
-Na pewno Natuś – podpytywał córeczkę.
-Przysięgam na mojego anioła strusia (autentyk siostry) - odparła sepleniąc, bądź specjalnie, bo już od najmłodszych lat wykazywała zdolności odziedziczone po mamie i albo nieumyślnie coś przekręcała, albo dla zabawy.

-A ty, dlaczego tak mi się przyglądasz? - zagadnęła tymczasem Ula swojego męża, spoglądając na niego z ukosa.
Miłość, miłość w Zakopanemzaczął nucić w odpowiedzi do jej ucha.
Polewamy się szampanem
Rycerzem jestem ja
A ty królową nocy
Miłość żarzy w twoje oczy
Rozpędzona jak motocykl
Hej wypijemy wszyćkie drinki aż do dna.
To na wspomnienie nocy kochanie - dodał zdziwionej Uli z tym swoim popisowym uśmiechem.

W drugi dzień świąt w domu zostali tylko seniorzy z młodszymi dziećmi, a reszta towarzystwa wybrała się za miasto i spędziła tam cały ranek i popołudnie. Marek miał bowiem wykupione bilety na kulig, do gospody na obiad i do mini ZOO.  Dla dziewczynek były to niezapomniane chwile, bo mogły zobaczyć i pogłaskać małe owieczki, kucyka, króliczki, lamy, pawie, papugi i inne zwierzęta.


-Najładniejsze są osioły, pawy i kucyk- opowiadała Emilka, gdy wychodzili z ZOO.
-I jeszcze cielaczek, papużki nierozstajki i króliczki - dodała Natalka.
-Same jesteście jak te osioły- odparła Betti.
- A dlaczego? -  zapyta siostrzenica. 
- Bo mówi się pawie, papużki nierozłączki i osiołki albo osły- poprawiła hurtowo Betka. —Nie zdziwcie się, jak będą chciały mieć tego osła albo owieczkę w domu- dodała do reszty.
-Kucyka, bo jest śliczny- odparła poważnie Emilka za siebie i Natalkę. —Możemy mieć?
-Kotku mieszkamy w centrum miasta i gdzie trzymałabyś go? – pytał ją ojciec. —Kucyk potrzebuje jeszcze siana, trawy, owca.  Trzeba zajmować się nim, wyczesywać, sprzątać po nim, wychodzić z nim. Masa obowiązków jest z takim konikiem.
-My mamy miejsce- wtrąciła Natalka.
-Dokładnie - podchwycił Sebastian.
-Kuc potrzebny nam jest tak jak diabłu kadzidło- przerwała mu zdecydowanie Wioletta.
-To u dziadka w Rysiowie tatusiu jest miejsce – rzekła Emilka, bo choć nie wiedziała co miała na myśli ciocia Wioletta, to wywnioskował, że pomysł męża i córki nie spodobał się jej. —Jest dużo miejsca i trawy i dziadek ma czas.
-To prawda, ale nas tam nie ma, a konik tęskniłby za tobą- zaczął tłumaczyć.
-To będziemy jeździć albo oglądać jak wujka Jaśka przez to coś jak wczoraj- odparła rezolutnie i znajdując i na to rozwiązanie.
-I co teraz Marek? - pytała szwagra Betti. —Ja żadnego kuca nie chcę widzieć w Rysiowie.
-Pójdziemy na kompromis i kupimy małego psa i damy na imię Pony-odparł.
Najwięcej jednak radości przyniósł im kulig i chwile jazdy zarówno w dużych saniach, jak i w małych sankach.  Razem z chętnymi dorosłymi i Beatką piszczały i śmiały się na każdym zakręcie czy wyboju. Po obiedzie był ciąg dalszy atrakcji i organizatorzy kuligu zorganizowali konkurs na śnieżną postać bądź figurę. Chętnych do zabawy było sporo i wkrótce na polance pojawiły się małe bałwany, stonogi, kurczaczki i inne rzeźby. Oni ulepili kotka i mogli cieszyć się z wygranej i kosza smakołyków.


Dzień po świętach Emilka i Natalka rozpoczęły naukę jazdy na nartach i choć na początku nie były zbytnio chętne, to sposób nauki im się spodobał. Poza tym miały okazję poznać inne dzieci. Ubrane w kolorowe kaski i kamizelki najpierw ćwiczyły w miejscu skręty tułowiem, stanie na jednej nodze, przewracanie się, a później dzielnie dreptały za instruktorem na płaskim terenie Oślej Łączki.  Przez kolejne dni trzymając się instruktora bądź linii szkoliły swoje umiejętności poprzez podchodzenie pod górkę.


Marek z Sebastianem również oddali się białemu szaleństwu i sporo czasu spędzali na stoku. Ula i Wioletta, które takich umiejętności nie posiadały, chodziły w tym czasie na spacery z dziećmi i na sanki.  Dla wszystkich był też pobliski basen, sauna, siłownia, a dla dzieci sala zabaw.

Sylwester i Nowy Rok były kolejnymi dniami do świętowania. Dla wszystkich było ognisko, kiełbaski i ciepły żurek u sąsiadów, a później dla Beatki, Olszańskich i Dobrzańskich juniorów wyjście na sylwestra marzeń. Cała czwórka seniorów zaś została w domu z dziećmi przy telewizorze i oknie, aby obejrzeć pokaz fajerwerków.
Noc sylwestrowa pod Giewontem była bardzo udana i od pierwszych taktów muzyki rozgrzewała publiczność. Północ w tak miłej atmosferze też nadeszła szybko i wzniesiono toasty oraz składano sobie życzenia.


-To, co kochani – rzekł Marek do swoich towarzyszy. —Życzę wam, żeby ten rok był lepszy od poprzedniego i żeby szczęście gościło w naszych domach.
-I tak tradycyjnie zdrowia i pieniędzy- dodał Olszański
-A dla uczących się pomyślności w szkole- Ula zwróciła się do siostry bezpośrednio.
-Jeszcze radości i uśmiechu- dołożyła Betti.
-Żeby powodzenie goniło sukces, a sukces biegł ramę w ramę z realizacją marzeń i z ciepłym uśmiechem przekroczyli metę. Żeby słońce nam świeciło, a przykrości poszły w las.  Żeby nas przybywało, a nie ubywało …
-Wioluś – przerwał jej mąż. —Starczy tych życzeń. Północ wybiła i czas na szampana.
Po powrocie do domu i gdy Ula z Markiem znaleźli się we własnej sypialni Marek, miał dla żony oddzielne życzenia.
-Skarbie to był wspaniały rok dla nas i naszej rodzinki i życzę ci i sobie dalej tak udanej rodziny i żebyśmy dalej się tak kochali, jak teraz. Życzę ci jeszcze uśmiechu na twarzy i żeby smutki cię omijały.
- A ja ci życzę, żebyś się nie zmienił, bo kocham cię takim, jakim jesteś i nic więcej do szczęścia oprócz zdrowia nie jest mi potrzebne.
-Ja się na pewno nie zmienię kochanie - odparł i przypieczętował te chwile pocałunkiem. —Jeszcze raz szczęśliwego Nowego Roku kochanie i dziękuję za ten miniony- dodał, gdy oderwali się od siebie.

Po krótkiej przerwie spowodowanej sylwestrem i Nowym Rokiem dziewczynki wróciły do nauki jazdy na nartach. Wracały tam zdecydowanie chętniej niż wtedy, gdy miały iść pierwszy raz, a głównym powodem były oglądane zawody Turnieju Czterech Skoczni.  Po krótkim przypomnieniu tego, co już nauczyły się, przyszedł czas na jazdę pługiem, skręty, hamowanie, jazdę równoległą i na krawędziach oraz zmiany tempa jazdy.   Na koniec szkolenia zaś dostały dyplomy Małego Narciarza.
Dorośli tymczasem postanowili spędzić trochę czasu na słowackiej stronie Tatr i każda z par małżeńskich miała dzień tylko dla siebie.  Wszyscy wybrali też te samo miejsce i miasto Poprad. Z Zakopanego bowiem kursował tam BUS i z dojazdem i powrotem nie było większego problemu.
-W końcu sami kochanie- rzekł Marek, przytulając żonę. —Brakowało mi tego.
-Przecież nocami jesteśmy sami- przypomniała mu.
-Owszem, ale nie o to mi chodziło. Chcę chodzić z tobą przytulony trzymając się za rękę, rozmawiać, patrzeć na ciebie, czuć obok.
-Mówisz, masz- odparła, całując go w policzek. —A tak szczerze to mi też brakowało mieć cię tylko dla siebie i nie dzielić się tobą z Emilką. Wiem, że to głupie, że jestem zazdrosna o córkę, ale z każdym dniem staje się coraz bardziej córeczką tatusia.
-Tak, tak Ula. Te błękitne oczka, rozbrajający uśmiech, słodkie usteczka i powalające dołeczki, robią swoje– mówił z rozmarzeniem.
-Jesteś okropny Marek- zbeształa go. —Najgorsze co może spotkać kobietę, to słuchanie komplementów na temat innej kobiety.  Jakbyś się czuł, gdybym to ja mówiła coś o Tomku.
-Zależy co byś mówiła kochanie-odparł przewrotnie.
W Popradzie zostali do wieczora, bo Marek zaplanował romantyczną kolację w małej przytulnej restauracji. Był grajek, oświetlenie świec, kwiaty, regionalne dania, czerwone wino i truskawki z bitą śmietaną na deser. Na sam koniec wypadu udali się jeszcze raz na rynek, a przechadzając się oświetlonymi uliczkami miasta po raz kolejny czuli świąteczną atmosferę.


Jednym z ostatnich punktów ich pobytu z Zakopanem było obejrzenie orszaku Trzech Króli. Dziewczynki co prawda widziały już coś takiego rok temu, ale niewiele pamiętały i wszystko podobało się im od nowa. Były zwierzęta, dzieci w koronach, mędrcy w długich i kolorowych szatach, duża gwiazda, a do tego gwar i śpiew kolęd. Dla oglądających cały korowód przeznaczone były też cukierki i pamiątki świąteczne. To najmłodsi mieszkańcy Zakopanego ubrani w regionalne stroje biegali wzdłuż trasy i rozdawali łakocie i drobne bibeloty.


Po obiedzie zaś poszli pożegnać się z sąsiadami Tutkami i Chowaniec- Jurga, a południu wszyscy zaczęli się pakować. Podobnie jak przed pakowaniem przed przyjazdem tutaj, to i teraz Marek pilnował w tej czynności córeczkę.
- Dlaczego musimy wracać do domu? - pytała z żalem Emilka swojego ojca. —Tu jest tak bajecznie-  zacytowała słowo Zbyszko. —Moglibyśmy zostać tu na zawsze.  Zbudować dom i zamieszkać.
-Kotku ja i mama chodzimy do pracy w Warszawie a ty do przedszkola. Mamy tam firmę i nie możemy zostawić wszystkiego. Poza tym budujemy dom na Mazurach i dwa domy nam starczą.  I nie wierzę, że nie tęsknisz za swoimi koleżankami, pokoikiem i zabawkami.
- Ale tu jest śnieg a tam nie i nie będzie, gdzie chodzić na narty- odparła, nie przyznając się ojcu, że trochę tęskni.
-Jest śnieg, bo jest zima- tłumaczył. —Zresztą w Warszawie też jest śnieg i są blisko stoki i będziemy chodzić na narty. A tu wrócimy za rok. Albo pojedziemy w inne góry.
-Obiecujesz? – zapytała, bo rok dużo jej nie mówił.
-Obiecuję. Wszystko już spakowałaś? -zapytał jeszcze.
-Wszystko tatusiu. Tylko lalki wezmę do ręki.
Dzień później po śniadaniu przyjechał po nich BUS i udali się w drogę powrotną. Nie wiedzieli jeszcze, że wyjechali w trzynastkę, a wracali w czternastkę.