sobota, 17 lutego 2018

Swaty- mini.

Wiem, że nic nie miało być, bo wyjechałam do babci odpoczywać, ale razem z moją młodą kuzyneczką Misią stworzyłyśmy to.


- Trzeba jej kogoś znaleźć- przekonywała Wioletta Kubasińska swojego chłopaka Marka Dobrzańskiego, w czasie ich spaceru.  — Ula od śmierci mamy, a będzie już ponad cztery lata, żyje studiami i prowadzeniem domu. Czas, aby zabawiła się w końcu Mareczku. Znasz kogoś fajnego, porządnego i inteligentnego? - zapytała na koniec.
-Fajnego i w miarę inteligentnego, to tak- odparł. —Tylko porządny nie jest. To ten mój kumpel Sebastian. Opowiadałem ci o nim. Wraca właśnie na stałe do Polski i umówiliśmy się na piątek. Jeśli zależy ci, to wyjdziemy we czwórkę do kina albo gdzie indziej?
-Na początek może ujdzie kino. Najważniejsze, żeby Ulkę wyrwać z gotowania obiadków, prania, prasowania, zajmowania się młodszym rodzeństwem i całej tej roboty. I jeszcze jedno Marek. Ula pięknością nie jest. Taka przecięta z aparatem na zębach i okularach. Chyba nie będzie mu to przeszkadzało.
Z Ulą znała się od czasu, jak zaczęły chodzić razem do gimnazjum w Pomiechówku.  Ula bowiem po skończonej podstawówce w Rysiowie tam właśnie kontynuowała naukę i obie skumplowały się, chociaż były z dwóch innych światów.  Wioletta błyszczała urodą i była najpopularniejszą dziewczyną w szkole, a Ula zaś szkolną brzydulą. Była za to bardzo inteligentna i zdobywała nagrody na olimpiadach, a Wioli nauka przychodziła ciężko i to Ula niejednokrotnie pomagała jej w nauce. Ich koleżanki i koledzy myśleli nawet na początku, że ich zażyłość jest udawana, bo Wiola wykorzystuje tylko Cieplak albo że udaje przyjaciółkę, aby później wyśmiewać się z niej. Nigdy jednak nic takiego nie miało miejsca i w liceum kontynuowały koleżeństwo. Kubasińska zajęła się też zmianą jej wizerunku i stała się bardziej przystępna. Po maturze zaś Ula poszła SGH, a Wioletta zaczęła pracować. Mieszkały jednak wystarczająco blisko siebie, aby spotykać się od czasu do czasu.
Marek z Sebastianem natomiast poznali się w liceum i od tej pory byli najlepszymi kumplami.  W czasie studiów również trzymali się razem, choć studiowali na innych kierunkach, bo Marek wybrał reklamę a Sebastian hotelarstwo. Po nich zaś ich drogi rozeszły się , bo Dobrzański zaczął pracę w rodzinnej firmie F&D, a jego przyjaciel poleciał do Londynu.


W czasie jego nieobecności Marek poznał właśnie Wiolettę Kubasińską. Dziewczyna pracowała w Fitness Klubie i siłowni, gdzie zaczął chodzić i od razu wpadła mu w oko. Wkrótce ściągnął ją też do własnej firmy i zatrudnił w recepcji. Do łóżka, choć znali się już prawie dwa miesiące, nie zaciągnął jeszcze. Do końca też nie była w jego typie, bo blondynką a on wolał kobiety z ciemniejszymi włosami. Reszta była jednak jak najbardziej na miejscu i rekompensowało mu tę różnicę.
Wioli natomiast brakowało coś w tym związku, ale Marek miał pieniądze, mogła przy nim ustawić się i trwała przy nim, bo jak mawiała, nie można mieć jednocześnie torcika i wisienki.


Dwa dni później Marek pojechał na lotnisko po przyjaciela.
-W końcu na polskiej ziemi Marek- rzekł, idąc z nim w stronę wyjścia. —Forsa forsą, ale nuda tam i panienki niezbyt ładne. Nie ma to jak nasz stary dobry klub 69.  Nie mogę doczekać się piątku.
-Na piątek umówiłem się z Wiolką do kina- oznajmił z miejsca. —Ma przyjść z koleżanką i zabieram cię ze sobą. Tylko nie bierz tego jako randkę. Ta jej koleżanka ostatnio zaniedbała się towarzysko i Wioletta postanowiła zająć się nią.
-OK. Nie randka- odparł. —Ciekawy jestem tej twojej Wiolki. Czy na żywo jest tak samo piękna, jak na zdjęciu?
-Sam ocenisz- mówił, uśmiechając się z zadowoleniem. —Ma wszystko na miejscu.
-Ale skoro Wioletta to piękność to może i koleżanka będzie interesująca- pytał z nadzieją Olszański.
-Podobno nie jest- rzekł ku jego rozczarowaniu. —I proszę cię nie komentuj jej urody.
W tym samym czasie Wioletta siedziała w kuchni u Uli i namawiała koleżankę na wyjście. O tym, jednak że umówiła ją z chłopakiem, nie wspomniała słowem.
-Ulka z tobą gorzej jest niż z dzieckiem- mówiła z rezygnacją po jej marudzeniu, że musi zrobić kolację rodzeństwu i poczytać Betti bajkę na dobranoc. —Proponuję ci wyjście, a ty wynajdujesz milion powodów, żeby nie iść.
- Wioletta ma rację córci- wtrącił Cieplak. —Przez ten jeden wieczór dom się nie zawali. Ja na twoim miejscu poszedłbym. Co ci szkodzi nie iść.
-A ten twój Marek nie chce iść z tobą- dopytywała.
-Ma pracę- skłamała lekko. —Nie chcę słyszeć odmowy Ula. Mam bilety i tak dawno nie widziałyśmy się, ani nie rozmawiałyśmy.
-OK. pójdę Wiola. Ale tylko, dlatego że lubię filmy Camerona.

Piątek nastał szybko i obie wstawiły się o osiemnastej w umówionym prędzej przez Marka i Sebastiana miejscu. Ula też o zaaranżowanej randce dowiedziała się w ostatniej chwili i na ucieczkę czasu nie było. Samo powitanie zaś było osobliwe. Ula nie mogła oderwać wzroku od Marka, a Sebastian od Wioletty. On sam na Kubasińskiej zrobił zresztą podobne wrażenie.


-Ula, to Marek- pierwsza odezwała się Wioletta, przedstawiając wszystkich. —I Sebastian jak mniemam.
-Miło poznać cię Ula- odparł Marek, przyglądając się koleżance Wioletty. Dziewczyna była bowiem ładniejsza niż myślał. Miała piękne oczy, usta i uśmiech, choć efekt psuł aparat na zębach. Figura też była niczego sobie. Brakowało jej tylko makijażu, aby wszystko to podkreślić.



-Cześć dziewczyny -dodał Seba, ale patrząc na Wiolettę. Na Ulę spojrzał tylko przelotnie i gdyby obok nie stała Kubasińska to może i zainteresowałby się nią.
-Za kwadrans początek seansu to może wejdziemy już – zaproponował Dobrzański.
-Spóźniać się nie wypada- odparła Ula. —A przynajmniej ja nie lubię spóźnialskich w kinie.
Na sali Ula miała okazję siedzieć pomiędzy Markiem i Sebastianem. Ten pierwszy też zaprzątał jej uwagę i na treści filmu trudno było się jej skupić.  Po seansie natomiast poszli całą czwórką na pizzę. Ula z Sebastianem szli przodem, a za nimi Marek z Wiolettą.
-To czym zajmujesz się Ula- zapytał kurtuazyjnie Olszański.
-Głównie domem.  Poza tym przede mną ostatni rok studiów i lubię czytać książki. Ostatnio Larssona. W ogóle lubię kryminały i thrillery psychologiczne.
-To tak jak Marek- odezwała się Wioletta. —Ja wolę lżejszą literaturę.
-Polecam ci „Szepty zmarłych” Simona Beckett- do rozmowy włączył się sam Marek.
- Miałam już okazję czytać i była warta czytania- odparła.
Przez resztę drogi do pizzerii Ula i Marek rozmawiali o książkach i filmach z interesujących ich gatunku, a Wiola z Sebą zajęli się sobą. W samym lokalu zaś wszystko wróciło na właściwsze tory i cała czwórka znajdywała wspólne tematy do rozmowy.

Po udanym wieczorze Marek zobowiązał się do odwiezienia dziewczyn do ich domów. Najpierw zajął się podwiezieniem Uli do Rysiowa a później swojej dziewczyny do Pomiechówka. Ula nie byłaby też sobą, gdyby po pożegnaniu z nimi nie myślała o ostatnich godzinach. Marek zdecydowanie bardziej podobał się jej niż Sebastian.  I to zarówno pod względem urody, intelektu, jak i zainteresowań. Między nią a Sebastianem natomiast nic nie zaiskrzyło i gdy żegnała się z nim i nie usłyszała propozycji kolejnego spotkania, to się nawet nie zmartwiła. Wiedziała też, że i z Markiem nic nie będzie, bo był z jej koleżanką, a ona nie miała zamiaru wchodzić między nimi. Jego dołeczki jednak na długo pozostały w myśli.


 Z brakiem zainteresowania jej osobą ze strony Olszańskiego nie myliła się, bo Sebastian w swoim mieszkaniu nad tym właśnie myślał i zazdrościł kumplowi dziewczyny. Wioletta była dokładnie w jego typie urody i małego intelektu. Intelektualistki zaś takie jak Ula w ogóle go nie interesowały, bo nie wiedziałby, o czym mógłby z nimi rozmawiać. To był też powód, że nie zaproponował jej kolejnego spotkania. Później doszedł do wniosku, że mógł zaproponować kolejne spotkanie we czwórkę, aby móc zobaczyć się ponownie z Wiolettą.

Wioletta i Marek tymczasem podążali w stronę Pomiechówka i omawiali ostatnie wydarzenia.
 -Coś chyba nie wyszło Marek- zaczęła Wiola. —Ten twój przyjaciel żadnej inicjatywy ani zainteresowania, co do Uli nie wykazał.
-Z Sebą tak jest- tłumaczył go. —Nie jest typem faceta, który po pierwszym spotkaniu umawia się na randki- tłumaczył przyjaciela.  —Myślałem, że ta twoje koleżanka będzie mniej urodziwa- dodał.
-Fakt dzisiaj wyglądała całkiem przyzwoicie. Jeszcze niedawno nosiła okulary, ale w szkła kontaktowe zainwestowała. A ten Sebastian to ma jakieś szczególne wymagania co do dziewczyn- zapytała nieoczekiwanie. — Blondynki, brunetki, rude, szczupłe, pulchniejsze.
- Zawsze gustował w blondynkach-  odparł, wyciągając telefon, który właśnie się rozdzwonił. —O, o wilku mowa- dodał, widząc na ekranie telefonu jego imię. —Tak Seba ?- zapytał.
-(….)
-Ok Możemy wyjść- odparł mu. —Sebastian proponuje wyjście we czwórkę w niedzielę na pierwsze urodziny centrum rekreacyjnego obok jego mieszkania. Ja chętnie poszedłbym.
- Ja też.  I zajmę się Ulką. Może jeszcze nic straconego Marek i będzie z nich taka sama piękna para jak z nas. Musimy tylko jakoś delikatnie pociągnąć ich znajomość.
-Nam trudno dorównać- odparł, odwracając się do niej. Stali właśnie przed zamkniętym przejazdem kolejowym i mieli chwilę przerwy w podróży. —Może zawrócimy i pojedziemy do mnie? - zapytał, zbliżając swoje usta do ponętnych ust Wioli.
Pocałunek chwilę trwał, a przez głowę Wioli przebiegały myśli. Zdecydowanie nie była gotowa iść z nim do łóżka. Zdążyła poznać go i znała jego metody. Pójście do łóżka oznaczało koniec związku i pracy, a na pracy we F&D zależało jej. W dodatku przed tym krokiem powstrzymywał ją jakiś wewnętrzny impuls.
-To nie jest dobry pomysł- odparła, gdy oderwali się od siebie. —Jutro sobota i obiecałam mamie pomóc w ogródku. Są jeszcze czereśnie do zrywania. Chętnie zapraszam Marek. Każda para rąk się przyda.
- Jutro rano mam spotkanie z rodzicami- wytłumaczył się błyskawicznie. —Chodzi o ten konkurs na prezesa firmy. Tato ma dokładnie określić się o co chodzi.
Z Rysiowa do Pomiechówka były tylko trzy kilometry to wkrótce dojechali pod dom Wioletty i pożegnali się kolejnym namiętnym pocałunkiem.  Dzień później Wiola pojechała na rowerze do Uli. Tym razem na wyjście zgodziła się bez marudzenia, bo wiązało się z ponownym spotkaniem z Markiem.  On sam popołudniem w niedzielę przyjechał po obie.  

Niedzielne spotkanie okazało się całkiem udane i owocne dla Marka. Ula jak szybko okazało się, świetnie orientowała się w finansach i wyjaśniła mu kilka zawiłości. Zgodziła się nawet pomóc mu w napisaniu prezentacji na rozwój firmy. Zwłaszcza że Marek oferował jej za tę pracę zapłatę i jak szybko obliczyła było, to tyle ile zarobiła w ubiegłym tygodniu w lesie na zbieraniu jagód. Tematu o swoich ulubionych filmach i pisarzach też nie omijali. Dla niego była pierwszą kobietą, z którą tak swobodnie rozmawiało mu się, rozumieli się i czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Ula ciągle promieniowała humorem i optymizmem i to powodowało, że zjednała sobie jego przychylność.
 Sebastian również nie narzekał, bo w tym czasie mógł czarować Wiolettę opowiadaniami o Londynie i samym sobie. Kubasińska odwzajemniała się czymś podobnym i mówiła o swoich marzeniach bycia specjalistką od PR-u, a w czym miał pomóc jej Marek.

Trzy dni później w środowy poranek Ula pojawiła się w siedzibie firmy. W międzyczasie od Wioli i z Internetu dowiedziała się, co nieco o firmie i samym Marku. Koleżanka ze szczegółami opowiedziała o atmosferze i sytuacji we firmie, a ta wesoła nie była. Pracownicy wiedzieli już, że prezentacja jest bardzo ważna, bo wyłoni kolejnego prezesa, a rywal Marka w walce o prezesurę Aleksander Febo w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ekipy lubiany nie był. Z gazet i portali zaś dowiedziała się o jego bujnym życiu. Marek jak wyczytała, zmieniał kobiety jak rękawiczki i był częstym bywalcem klubów i bohaterem skandali. Niedawno też po czterech latach związku rozstał się z Pauliną Febo siostrą Alexa. Jak wyliczyła też trzy- cztery miesiące później związał się z Wiolą. Jej samej dziwiła się, że związała się z kimś tak niestałym w uczuciach i o wątłej reputacji.
Praca z Markiem z punktu widzenia rangi była trudna i pierwsza taka poważna dla niej. Z pomocą przychylnym im osób, a których nie brakowało, przebiła się jednak przez problematykę dostawców tkanin i dodatków i dawała radę rozpisać punkt po punkcie pomysł Marka na kolekcję dla młodzieży.  
W tym samym czasie w holu Sebastian rozmawiał z Wiolą. Przyszedł do Marka, bo mieli wyjść razem na lunch, ale przyjaciel spóźniał się, to znalazł sobie sposób na umilanie czasu. Zwłaszcza że Kubasińska nie miał nic przeciwko jego towarzystwu. Sebastian bowiem wzbudzał w niej dziwną sympatię, a czego nie odczuwała przy Marku. Z nim też lepiej się jej rozmawiało. Sebastian potrafił ją wysłuchać, podnieść na duchu i nie podśmiewał się na jej marzenia o pisaniu wierszy.
Marek zszedł w końcu na dół razem z Ulą, a na lunch wyszli we czwórkę. W kolejnych dwóch tygodniach było podobnie. Ula pojawiła się często w F&D, aby dalej pisać prezentację, Sebastian przesiadywał w recepcji, a później wychodzili coś zjeść.
-To może dzisiaj coś mniej eleganckiego- zaproponowała Ula w piątkowe popołudnie. —Tu niedaleko jest naleśnikarnia.
-Ja jestem za Ulka- odezwał się Olszański. —Dobrych parę miesięcy nie jadłem naleśników.
-Na mnie nie patrzcie, bo jestem tak głodny, że zjem cokolwiek- dodał Marek. — A ty Wioluś?
-Stołem z powyłamywanymi nogami nie będę- odparła po swojemu.
-To idziemy na naleśniki- zadecydował Olszański. — A skoro dzisiaj skończyliście pisać prezentację, to może jutro uczcimy koniec waszej pracy- dodał. —Zbieram propozycje na wyjścia. Ulka?
-Ja wieczorem planowałam iść obejrzeć przedstawienie w plenerze Małżeństwo doskonałe- odarła. — Jutro jest przedostatni występ i wracają na pomorze.
-Chętnie obejrzę- stwierdził Olszański ku jej zdziwieniu.
-Ja tak samo- poparła go Wioletta. —A ty Marek?
-Co ja? – odparł, wzruszając ramionami. — Zostałem przegłosowany.
Do firmy ani Ula, ani Sebastian nie szli, to Marek był zdany na towarzystwo swojej dziewczyny.
-Chyba się udało Marek- zaczęła Wioletta. —Seba dwa razy powiedział do niej Ulka, godził się na jej propozycje i poszli w tę samą stronę.
-Chyba tak- odparł, ale bez entuzjazmu. Zażyłość pomiędzy Ulą a przyjacielem, bowiem dziwnie nie spodobała się mu.
-A mówiłeś, że nic z tego nie będzie- wytknęła mu. — A tu proszę. Wystarczyło, że Ula zdjęła aparat z zębów, delikatnie umalowała się i para jak patrzy.
-Rzeczywiście wygląda ładnie- odparł tylko.



O tym, że Ula wyglądała ładnie wiedział od kilku dni, gdy to do firmy Ula przyszła delikatnie umalowana i bez aparatu na zębach. Miała na sobie również tę samą bluzkę co w dniu poznania, a która podkreślała jej figurę.

Po powrocie do firmy Marek poszedł na górę do siebie, a Wioletta do recepcji i zadzwoniła do Sebastiana.
-Chyba wszystko łyknął Cebulku- rzekła konspiracyjnie. —Nie był szczególnie zadowolony twoim zainteresowaniem Ulą.
-Mówiłem ci, że tak będzie- odparł. —Widziałem w ostatnich dniach, jak patrzy na nią. Pomijając to, że mówił o niej w samych superlatywach. Tydzień góra dwa i będzie chciał umawiać się z Ulą.
-Oby- odparła bez wiary. —Nie chcę dłużej udawać przed nim jaka to jestem szczęśliwa, będąc jego dziewczyną. Chcę całkiem jawnie pokazywać się z tobą Cebulku.
-Ja też chcę, ale tłumaczyłem ci kotku- wtrącił. —Marek jest moim najlepszym kumplem i nie chcę stracić jego przyjaźni. A jedyny sposób to, to taki, żeby Marek zainteresował się kimś innym i cię zostawił.  Ja się wtedy pojawię obok ciebie, będę cię pocieszał i wszystko będzie grać. Trzymajmy się planu przynajmniej przez te dwa tygodnie Wioluś- nalegał. —Marudź mu, denerwuj. Sama wiesz, co masz robić.
-Tak wiem- wymruczała. — Mam być kulą w jego nodze. 

W sobotę Marek pojechał po dziewczyny, ale do Warszawy przyjechał tylko z Ulą. Wiola natomiast wymigała się z wyjazdu migreną. Szybko okazało się też, że i Sebastiana będzie brakowało, bo jak twierdził bolał go ząb i szukał dentysty. Później zaś był po borowaniu i do zabawy chętny nie był. W ich usprawiedliwienia uwierzyli, bo Wioletta od liceum cierpiała na uciążliwe bóle głowy, a Sebastiana ząb pobolewał od dwóch dni.
We dwoje na przedstawieniu bawili się całkiem dobrze i mogli odkrywać kolejne swoje zalety. Zwłaszcza Marek, który w krótkim czasie doszedł do wniosku, że w ogóle nie męczył się rozmową z Ulą, a co miało miejsc w ostatnich dniach z Wiolettą. Kubasińska zaczęła go również denerwować i przestała być pociągająca. Ula za to w jego oczach była coraz bardziej piękniejsza. Zastanawiał się też nad tym, jak bezboleśnie rozstać się z Wiolką i jedyne co przychodziło mu do głowy, to wyswatanie jej z kimś i żeby to ona go rzuciła.  Tym jednak miał zamiar zająć się w poniedziałek.
Dla Uli natomiast Marek stał się facetem, który umiał pożartować i porozmawiać na poważne tematy. Dużo opowiadał o sobie i o związku z Pauliną. Zrozumiała też powody wszystkich jego romansów i to, że mimo tego, że życie z Febo było ciężkie, jest wrażliwy.  Stał się również jej miłością, ale bez przyszłości.


Tymczasem w Pomiechówku Wiola i Sebastian spędzali razem czas. Siedzieli w jej pokoju i omawiali strategię na kolejne dni.
-Jak sama inteligencja Uli nie zadziała, to trzeba będzie Ulę zmienić- planował Olszański. —Widziałem taki program, w którym z szarej myszki zrobili piękną kobietę. Farba na włosy, makijaż, eleganckie ubranie i Mareczek padnie przed nią na kolana.
-Tylko ty mi się nie zakochaj Cebulku- upomniała go. —Będzie jeszcze tak jak planowałam z Markiem i wyswatasz się z Ulą.
-Spokojnie- wtrącił momentalnie.  Jak nie zrobisz z niej blondynki, to nic nie będzie.
- Na pewno nie zrobię. A do fryzjera wybierzemy się w poniedziałek. Przy okazji sobie włosy przytnę.

W poniedziałek również po pracy Marek umówił się na spotkanie z Sebastianem. 
-Seba musimy porozmawiać i to poważnie- rzekł, po przywitaniu Dobrzański. — O mnie, Wioli i tobie.
- Wiesz już- wtrącił. —Marek ja nie chciałem. Po prostu stało się i nie zamierzam rezygnować z Wiolki. Nawet jeśli mielibyśmy przestać się przyjaźnić, to i tak będę spotykać się w Wiolą- mówił twardo.
-To znaczy, że się spotykacie? - zapytał z zadowoleniem, a co dostrzegł Olszański.
-Spotykam- przytaknął. —A ty, o czym chciałeś porozmawiać, że jesteś taki zadowolony?
-Chciałem prosić cię właśnie, żebyś zajął się Wiolą- odparł. —A konkretnie to chciałem wyswatać was i wysłać jutro na premierę do teatru. Wioli zależało na wyjściu a ja chciałem znaleźć powód, żeby nie musieć iść.
-Dobre Marek – zaśmiał się. — Bo ja i Wiolka swatamy właśnie ciebie i Ulę. Pomyśleliśmy sobie, że jak zwiążesz się z Ulą, to rzucisz Wiolettę i nasza przyjaźń nie ucierpi.
-A ja, że jeśli zainteresowałaby się tobą, to rzuciłaby mnie i Ulka nie miałaby wyrzutów sumienia, że poniekąd odbiła chłopaka koleżance. I masz moje błogosławieństwo Seba- dodał, poklepując po ramieniu. —Wiola ma jakieś tam swoje zalety.
-Dzięki i nawzajem- mówił, odwzajemniając poklepywanie. —Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło. Nie wiedziałem, jak mamy z Wiolą powiedzieć ci o nas.
-Fakt, łatwe to nie byłoby- stwierdził z uwydatnieniem.
- I pomyśleć, że jeszcze trzy tygodnie temu chciałeś wyswatać mnie z Ulą- zagadnął z uśmiechem Olszański.
-Bo nie znałem jej. A nie wiesz przypadkiem, gdzie jest teraz Wiolka? Wiem tylko, że wyszła z Ulą, a Ula nie wie jeszcze, że chciałbym związać się z nią i chciałbym powiedzieć jej o tym.
-U fryzjera. Chcieliśmy zmienić ją dla ciebie na wypadek, gdyby nie zadziałał jej intelekt. I myślę, że ty Uli nie jesteś też obojętny.

Tymczasem w salonie piękności Ula robiona była na bóstwo. Była to też okazja na rozmowę koleżanek.
-Ula tylko tak szczersze- zaczęła Kubasińska. — Co sądzisz o Marku. Podoba ci się jako facet?
-To nie mi ma się podobać tylko tobie. I skąd w ogóle te pytania? - pytała nerwowo.
-Bo mi się podoba Sebastian, spotykamy się i Marek musi iść w odstawkę, a Sebuś boi się, że to przekreśli ich wieloletnią przyjaźń- wyrzuciła jednym tchem.
-I niby ja mam zająć się Makiem, żebyś ty mogła być z Sebastianem- mówiła, przyglądając się z ukosa koleżance.
-Dokładnie. To Marek ma mnie rzucić, a nie ja jego. Ula ja wiem, że do walca trzeba dwojga, ale może mogłabyś zająć się nim. Chcieliśmy z Sebą nawet wyswatać cię z Markiem potajemnie, ale wieki mogłoby to trwać, a ja mam dość ukrywania się po domach i małych kawiarenkach.
-Tylko co ja sama mogę Wiola? - pytała sceptycznie. — Do randki go nie zmuszę.
-Kochana on pożera cię wzrokiem i nawija na okrągło o tobie w samych super, coś tam. Jak amen w zdrowaśkach jest zainteresowany tobą, a ze mną się męczy.
-Myślisz? - pytała bez przekonania.
-Ja nie myślę Ula. Ja to wiem.
-Tak naprawdę, to Marek podoba mi się, tylko że nie chciałam budować swojego szczęścia na twoim kosztem- zwierzyła się.
-Cała ty- westchnęła. —A trzeba o sobie czasami myśleć.

Niecałe dwie godziny później obie były gotowe i wyszły z salonu, a na ulicy czekała na nich niespodzianka w postaci Marka i Sebastiana. Marek również miał niespodziankę, bo Ula wyglądała olśniewająco.


-To, co robimy z tak miło rozpoczętym popołudniem- zagadnął Olszański. —Razem czy osobno- dodał, obejmując Wiolettę ku jej zdziwieniu. —Porozmawialiśmy sobie szczerze z Markiem i wiemy, na czym stoimy Wioluć- wytłumaczył. —On nie chce ciągnąć związku z tobą, tak jak ty z nim.
- A ja wiem, że chcę spotykać się z tobą Ula- rzekł Marek. —Bałem się, tylko że nie zgodzisz się, bo byłem chłopakiem twojej koleżanki, a znając cię, to takiego świństwa jak odbicie chłopaka koleżance byłoby nie do zaakceptowania z twojej strony.
-I dlatego Wiola i Sebastian chcieli nas wyswatać- dodała wesoło.
-Tak jak ja ich. Miałem na dobry początek wysłać ich do teatru na premierę.
-My was wtedy samych wysłaliśmy na ten spektakl w plenerze- odezwała się i Wioletta. —Mnie tak naprawdę głowa nie bolała, a Sebę aż tak mocno ząb też nie bolał. Chcieliśmy być sami.
-Zrobili nas w balona Marek- stwierdziła Ula.
-Ale w jakiej dobrej wierze- odparł. —Ocalała moja przyjaźń z Sebastianem i twoje koleżeństwo z Wiolą, a to jest najważniejsze. 

niedziela, 11 lutego 2018

Pięć w jednym cz. 1 i 2

  Część 1
 
Choć o Brzyduli to brzyduli w niej mało, bo.....( wyjaśnienie na końcu). Mam nadzieję, że będzie zaskoczenie. Chyba, że już coś takiego było.

- Cześć mamo- rzekł Marek całując na przywitanie rodzicielkę w policzek.
-Witaj- odparła. — A gdzie Ula?
-Poszła na zakupy z Wiolą i Majką. Ojciec wrócił już z tego Serocka?
- Nie, ale dzwonił półgodziny temu i oznajmił mi, że wraca i ma coś ważnego i nieprawdopodobnego-rzekła intrygującym głosem.
-Może pochodzimy z arystokratycznej rodziny a nie tylko z inteligenckiej- snuł domysły.
 - Nie wiem synku. Zobaczymy jak przyjedzie. Od czasu jak dowiedział się, że zostanie dziadkiem to ciągle po głowie chodzi mu te drzewo genealogiczne. Kawy?
-Chętnie mamo-odparł siadając na kanapie.
Krzysztof wrócił kwadrans później i to bardzo zadowolony.
-Kochani nie uwierzycie, czego dowiedziałem się - rzekł od drzwi. — Prawdopodobnie mam ciotkę- dodał nie dając im okazji na zgadywanie. — Mówię prawdopodobnie, bo jeśli żyje, to ma siedemdziesiąt siedem lat.  Byłem w tamtejszym archiwum i okazało się, że wszystkie dane z ostatnich stu lat mają zeskanowane i znalezienie danych o Dobrzańskich okazało się bardzo proste. Poszedłem jeszcze upewnić się do kancelarii parafialnej i w księgach widniał wpis, że w lipcu trzydziestego dziewiątego ochrzczona została dziewczynka Anna Dobrzańska, córka Władysława i Agnieszki z domu Małecka z ulicy Młyńskiej. Dokładnie tak jak mój ojciec. Jego wpis też tam był Wojciech Dobrzański syn Władysława i Agnieszki z domu Małecka z ulicy Młyńskiej. Proboszcz dał mi też adres do pana Kazimierza, bo od dziecka mieszkał na Młyńskiej i jeśli ktoś miał coś wiedzieć więcej to tylko on.  Staruszek ma dziewięćdziesiąt cztery lata, ale rozum całkiem dobry i potwierdził wszystko. Od razu też poznał, że jestem od Dobrzańskich, bo podobno podobny jestem do dziadka a znał go dobrze, bo przed wojną mieszkał z rodzicami po sąsiedzku, a jego ojciec uczył w szkole tak jak mój dziadek.  Powiedział mi nawet, że zajmował się czasami moim ojcem-uśmiechnął się na te słowa a po chwili kontynuował.   —W czerwcu trzydziestego dziewiątego moja babcia wysłała mojego  ojca na czas swojego porodu i podchowania dziecka do swojej mamy do Warszawy. Mój pradziadek był urzędnikiem państwowym i miało mu tam być przez ten okres dobrze. Tylko, że wojna wybuchła i wszystko skomplikowała. Babcia spakowała małego Wojtka i przywiozła na początku września z powrotem do rodziców, ale ojciec był już na wojnie a matka z małą Anią zdążyły uciec. Wzięła tylko dokumenty ojca i wróciła do Warszawy a później dalej wyjechali do Grójca w rodzinne strony mojej prababci. To, co się działo później z moim ojcem to już wiadomo. Dziadek trafił do obozu koncentracyjnego w czterdziestym trzecim i nie wrócił stamtąd, babcia zmarła dwa lata później a tato został u dalszych krewnych. Po wojnie przywieźli go do Serocka, ale od urzędników dowiedzieli się tylko, że matka zmarła w czterdziestym czwartym roku a ojciec z wojny nie wrócił to wzięli go do siebie.  Siostry nie wiadomo, dlaczego nie szukali. Być może krewni nie wiedzieli, że ma siostrę a on sam miał wtedy cztery lat i może nawet nie wiedział, że będzie mieć rodzeństwo. Bądź, co bądź dzieci w tamtych czasach takie uświadomione nie były.  Z pomocą pana Kazimierza udało mi się dowiedzieć nieco więcej o powojennych losach mojej cioci.  Jest on miejscowym bohaterem i bardzo szanowanym człowiekiem. Działał, jako nastolatek w partyzantce był na wojnie, później działał w konspiracji, siedział w więzieniu i do Serocka wrócił dopiero w latach sześćdziesiątych. Panie w urzędzie chyba tylko na jego wzgląd tak szybko odnalazły dokumenty z przed lat.  Okazało się, że Anią zaopiekowało się bezdzietne małżeństwo Kozibąk z drugiego końca Serocka, ale w połowie lat pięćdziesiątych wyjechali do Warszawy. Poszliśmy tam z nadzieją, że ktoś ze starszych ludzi z tamtej okolicy będzie coś pamiętać, ale starsi dawno pomarli i tylko jedna sąsiadka przypomniała sobie, że przed laty ich mama wysyłała kartki świąteczne do swojej koleżanki na nazwisko Dobrzańska a później Szagowska, Cugowska czy jakoś tak, ale adresu niestety, ale nie pamiętała.Wiem za to, że pan Kozibąk był organistą w Serocku a później gdzieś we Warszawie i to będzie jakiś trop.
-Niebywałe-rzekła Dobrzańska.  — Do tej pory tylko czytałam o takich historiach.
- I co teraz tato? Dalej będziesz szukać po archiwach?- zainteresował się Marek.
 -Nie. Wynajmę detektywa i zajmę się tym jutro.

Tymczasem w galerii na zakupach.
- To, co dziewczyny- zagadnęła Wiola. — Sukienka, buciki kupione to teraz idziemy na kawę i ciacho.
-Tylko na coś małego Wiola- zastrzegła Ula. — Nie chcę przytyć.
-Marek tak cię kocha, że dla niego kochanego ciała nigdy nie za wiele- dodała Majka.
-Dokładnie-poparła koleżankę Wiola. —  Jesteś już panią Dobrzańską i to w ciąży to możesz przytyć.
-Nazwisko i dziecko pewności nigdy nie daje, jakby pani nie wiedziała, pani Olszańska- skwitowała dobitnie koleżankę.
-Fakt- wymruczała smętnie.
- Przepraszam na chwilę, ale chyba telefon mi dzwoni- odezwała się ponownie Majka otwierając torebkę. — To koleżanka z Krakowa -dodała. — Idźcie same do Romantycznej a ja dołączę do was. Jakby, co to dla mnie zamówcie sernik i małe espresso- dodała do odchodzących dziewczyn.
 Majka do kawiarenki dotarła chwilę później. Ula zajęta była przeglądaniem kolorowego pisma, a Wioletta przeglądaniem telefonem.
-Dzwoniła moja koleżanka Julka z ofertą współpracy dla F&D- rzekła głównie do Uli i siadając do stolika.  — Pracuje w „Klinika Piękna” u Janickich i okazało się, że chcą stworzyć coś w stylu „Łabędziem być” i szukają do współpracy projektanta mody, który zająłby się ubiorem uczestniczek. Wspominałam jej kiedyś, że teraz pracuję w F&D to zadzwoniła do mnie od razu.
- Brzmi interesująco-mówiła pełnią optymizmu.  — Pshemko lubi wyzwania to powinien zgodzić się.
-To samo pomyślałam sobie Ula- oznajmiła jej Majka z równie dobrym nastawieniem.
- Jutro rano z nim porozmawiam, a wieczorem z Markiem- rozmyślała Dobrzańska planując co ma powiedzieć. — Trzeba pić te żelazo póki gorące – dodała przenosząc wymownie wzrok z Majki na Wiolettę.
-O Majka jesteś już – Wioletta odezwała się jak na zawołanie i oderwała na chwilę wzrok od telefonu. — Nie zauważyłam, kiedy dosiadłaś się.
-Trochę już jestem. A ty, co tak przeglądasz?
- Co tam- odparła łykając jednocześnie kawę i Ula z Majką usłyszały słowo czytam.
-A konkretnie, co czytasz?- dopytywała Majka. — Jeśli można wiedzieć.
-Nie czytam tylko „Co tam” czytam. To znaczy czytam „Co tam”. To taki portal – wytłumaczyła, gdy dojrzała zdziwione miny swoich rozmówczyń. — O wszystkim- sprecyzowała. —Tylko polityki nie ma. Trochę, mody, plotek, przepisów kulinarnych.  Jest tam taki felieton „ Zwierzenia Singielki” Nigdy nie słyszeliście o nim? –zdziwiła się.
-Jakoś tak złożyło się, że nie – odparła Ula
-Ja też nie-dodała Majka.
- O Majka mam coś dla ciebie-wykrzyknęła Wiola. Zatrudnimy dobrego fotografa od zaraz. Oferty prosimy składać w redakcji.  Termin do jutra. U nas zatrudniona jesteś dorywczo to przyda ci się stała praca. Zwłaszcza, że chcesz zostać we Warszawie na stałe.
-Czemu nie mogę spróbować-odparła, ale większego entuzjazmu i chyba bez nadziei na zatrudnienie. — Rano pójdę tam z CV i moim osiągnięciami a dopiero popołudniu pojadę do Krakowa. Pozałatwiam swoje sprawy i wrócę najpóźniej za trzy dni.

Po powrocie do domu Ula zastała w nim już Marka. Był w kuchni i nucąc coś przygotowywał kolację. Swój dom szybko odzyskał, choć formalne przekazanie go byłej narzeczonej było już w toku.  Wystarczyły teczki Adama pogrążające Aleksa i jego słowa, że ujawni je, aby Paulina zrezygnowała z planów posiadania domu.  Oboje Febo od czasu pamiętnego pokazu w Polsce byli tylko raz, aby uregulować sprawy służbowe. Po ich odejściu we firmie nastało trochę zmian. Ula została po raz drugi dyrektorem finansowym, ale też nie na długo, bo po powrocie Adama przekazała mu swoje stanowisko a sama zapełniła wakat na stanowisku szefa działu reklamy i marketingu i była tam szczęśliwa.  Marek natomiast został prezesem, chociaż wszyscy uważali, że choć jest szefem i głową firmy to Ula jest szyją i nią kręci.
-Cześć- rzekła Ula wchodząc do kuchni.
-Cześć kochanie- oparł całując na przywitanie żonę. — Siadaj do stołu a ja podam ci kolacje i opowiem o dobrych wieściach ojca. O dobrych i niesamowitych.
-Ja mam też dobre wieści dotyczące firmy-oznajmiła tajemniczo.  — To, kto zaczyna?
-Ty kochanie, bo ja mam trochę do opowiadania-rzekł stawiając przed żoną talerz pachnącej lazanii.
-Majka ma koleżankę w Krakowie a ona z kolei pracuje w Klinice Piękna Janiccy i właśnie od nich dostaliśmy propozycję współpracy. Robią polską wersję „Łabędziem być”,  szukają dobrego projektanta i chcą zaangażować Pshemka.
-Świetnie Ula- mówił z podekscytowaniem. — Teraz wszystko zależy od Pshemka.
-Od Pshemka i prezesa- rzekła spoglądając na męża zalotnie. — Ale z tym drugim to sobie poradzę na wypadek gdyby nie chciał zgodzić się.
-Ale jak teraz o tym myślę kochanie, to może odrywać go od naszych kolekcji-odparł po zastanowieniu.
-Kochanie porozmawiamy o tym w sypialni na spokojnie-przerwała mu.   — A co u ojca. Wspominałeś coś o czymś niezwykłym.
-Tato dowiedział się, że jego ojciec a mój dziadek miał młodszą siostrę- odparł i opowiedział żonie historię z przed lat.

Kolejne dni miały przynieść w przyszłości w życiu paru osób wiele zmian. Krzysztof już następnego dnia rano zadzwonił do biura detektywistycznego i udało mu się umówić jeszcze tego samego dnia na spotkanie.  Wszystko to, co sam wiedział i zdjęcia, które dał mu pan Kazimierz przekazał w ręce Kamila Jaskólskiego.
Ula tymczasem porozmawiała z Pshemko na temat jego udziału w programie przygotowywanym przez Klinikę Piękna.  Mistrz tak jak Ula i Majka przypuszczały był zachwycony pomysłem i rozmowy na temat współpracy szybko nabrały tempa.
Majce również poszczęściło się, bo redaktor naczelna Dorota Łapacka i fotoreporter Tomasz Górski byli zachwyceni jej pracami i dwa dni później dostała odpowiedź, że została zatrudniona w portalu „Co tam” i miała zająć się na początek tematem „Piękne a zapomniane miejsca Polski”.
Do firmy natomiast przyszła Alicja w towarzystwie swojej bratanicy Moniki Milewskiej. Dziewczyna, jak na kobietę uprawiała nietypowy sport, bo boks, ale nabawiła się właśnie kontuzji i musiała zrezygnować na pewien czas z treningów. Kadrowa wiedziała, że jest wakat po Damianie w recepcji to postanowiła zaprotegować swoją krewną. Zwłaszcza, że dziewczyna skończyła liceum administracyjne i uważała, że te stanowisko byłoby dla niej odpowiednie do czasu aż nie wróci do treningów.

Ula, Marek i Pshemko do Krakowa na podpisanie umowy o współpracę udali się już parę dni po pierwszym telefonie do Majki.  Korzystając z okazji, że był to piątek i że są już w tak ładnym miejscu to zostali na weekend. Sami Janiccy zadbali, aby czas spędzony tam był dla nich przyjemny i zaprosili na uroczystą sobotnią kolację. Cała rodzina i sama Julia okazali się bardzo mili i czas spędzony w ich domu upływał całej trójce gości prawie przyjemnie. Tą sielankową atmosferę psuła jedynie Monika dziewczyna Janka, która miała chęć na bliższą znajomość z Markiem i nawet nie ukrywała tego zbyt, ku niezadowoleniu Uli. Marek miał podobne myśli widząc żonę uśmiechniętą i wesoło rozmawiającą z Maćkiem narzeczonym Julii. Pshemko natomiast do końca przyjemności z kolacji nie mógł czerpać, bo u jego boku siedziała Bożena Miller i wprawiała go w zły nastrój. Bystre oko Uli dojrzało również to, że Janek Janicki nie był przejęty tym, że jego dziewczyna flirtuje z Markiem i to że spoglądał w stronę brata Maćka i jego dziewczyny Julii.
Niedzielę Ula z Markiem postanowili poświęcić tylko dla siebie.  Już prędzej wyjaśnili sobie wczorajsze niedomówienia i po niesmakach nie było śladu.
Rano tuż po śniadaniu poszli na rynek i na Wawel. Chodzili objęci i czerpali przyjemność z pierwszych promieni słońca tej wiosny. W czasie obiadu Marek podarował żonie wisiorek w kształcie kwiatka a po wyjściu z restauracji bukiecik fiołków kupiony na krakowskim rynku.

 

-Kochanie tak tu pięknie, że aż nie chce mi się wracać do Warszawy- westchnęła Ula późnym popołudniem, gdy wracali do hotelu. — Ostatnim razem jak tu byłam miałam to samo.
-To ja obiecuję ci, że wrócimy tu za dwa tygodnie na długi majowy weekend. Dzisiaj jeszcze zarezerwuję dla nas pokój. Co ty na to?
-Z przyjemnością.  A ja spytam Majkę o jakieś mniej znane miejsca, a warte obejrzenia.
-Najlepiej związane z wodą. Chcę uczcić nasz wyjazd do SPA.
-Pamiętałeś-słowa Marka sprawiły jej radość.
-Ula jak mógłbym zapomnieć coś tak ważnego i pięknego- rzekł jakby z pretensją.  — Coś, co zmieniło moje życie.
-I moje- odparła.
-Myślałem nawet o wyjeździe do SPA, ale skoro tu podoba ci się to przyjedziemy tu.
- Bez znaczenie gdzie byleby tylko z tobą Marek- zapewniała.
-Czy ja ci już mówiłem, że ostatnie osiem miesięcy były najpiękniejsze w moim dorosłym życiu- wyszeptał jej do ucha.
-Osiem to jeszcze nie- odparła po zastanowieniu. — Ale siedem, sześć, pięć... to tak.
Po tych wszystkich niedomówieniach, nieżyczliwym im osobach, liście przeczytanym zbyt późno, kłopotach we firmie, przyszedł w końcu czas na ostateczne wyjaśnienia i porozumienie się. Okazją do tego był pokaz i wypadek Marka, który wydarzył się trzy dni prędzej i który uświadomił Uli, że kocha tylko Marka i tylko z nim może być szczęśliwa. Ślub wzięli nietypowo, bo trzydziestego grudnia i uczcili go tylko obiadem dla najbliższej rodziny i świadków w jednej z restauracji a przyjęcie weselne połączyli z Sylwestrem i urządzili je we firmie a w miesiąc po ślubie Ula zaszła w ciążę. Nie był to też jedyny ślub w rodzinie, bo Alicja i Józef również pobrali się niedawno, bo w drugi dzień świąt Wielkanocnych.

Detektyw Kamil Jaskólski tymczasem odnalazł krewną Krzysztofa, Annę Sagowską z domu Dobrzańska. Nazwisko Kozibąk jej przybranych rodziców było oryginalne i po nim szybko trafił na trop, bo we Warszawie przed laty był tylko jeden organista o takim nazwisku. Obecnie mieszkała w Konstancinie i była wdową.
-Okazało się, że miałem przyjemność poznać jej syna Jakuba –opowiadał Krzysztof parę godzin po spotkaniu z detektywem swojej żonie, synowi i synowej w czasie lunchu. —I pomyśleć, że rozmawiałem z własnym kuzynem i nawet o tym nie wiedzieliśmy-zamyśliła się na chwilę ze smutkiem. — To było jakieś piętnaście lat temu w czasie balu charytatywnego przedsiębiorczości. Był wtedy prezesem firmy Sagowski Development, ale niestety razem z żoną zginął w wypadku samochodowym parę lat temu i teraz firmą zarządzają ich dzieci Artur i Rafał. Powinieneś ich znać Marek. Są mniej więcej w twoim wieku.
-Tak tato kojarzę, ale osobiście nie poznaliśmy się-odparł Marek zastanawiając się chwilę.—  Jest jeszcze ich siostra. Jeśli dobrze pamiętam to chyba Wiktoria ma na imię.  Tą znam z klubu.
-Ale ty z nią...- zaczęła Ula a trzy pary oczu spojrzało na niego.
-Spokojnie kochanie-przerwał jej.  — Ona jest przynajmniej dziesięć lat młodsza ode mnie i znam ją z widzenia. Nawet z nią słowa nie zamieniłem. Ale między braćmi to chyba dobrze nie jest.
-Tak- przytaknął mu ojciec.  —To samo mówił mi ten detektyw. Kłócą się o stołek prezesa.
-I, co dalej z tą twoją ciotkę?- zapytała Helena męża zainteresowana głównie tą sprawą a nie konfliktami między rodzeństwem. — Tak nagle pojawić się w jej drzwiach nie możesz. To starszy człowiek i może źle się to dla niej skończyć.
-Wiem i dlatego zadzwoniłem do tej firmy i umówiłem się na jutro z jej wnukiem. Chyba nasze nazwisko zadziałało, bo sekretarka na początku nie bardzo chciał wcisnąć mnie w grafik szefa i dopiero, gdy powiedziałem, że jestem z tych Dobrzańskich to umówiła mnie na trzynastą.  Pójdziesz ze mną synu? jesteście w podobnym wieku jak Artur Sagowski to będzie mi raźniej.
-Pewnie tato-odparł.

Nazajutrz Krzysztof i Marek udali się do siedziby firmy Sagowskich.  Na prezesa musieli jednak poczekać chwilę, bo nie zdążył wrócić z poprzedniego spotkania. W biurze pojawił się po kwadransie. Marek i Artur przy przywitaniu przyglądali się sobie, bo podobieństwo było zauważalne. Choć oboje o sobie słyszeli to okazji do poznania dziwnym trafem prędzej nie było. Tam gdzie chadzał Marek to nie pokazywał się Artur i na odwrót.

     


 -Dzień dobry panom- przywitał się Sagowski wyciągając dłoń. — I przepraszam za spóźnienie, ale zatrzymały mnie sprawy na mieście.  Razem z przyjacielem tworzymy pewien projekt i musieliśmy popracować nad tym. A że jest z Krakowa i przyleciał samolotem to czas naglił.
-Naprawdę nic się nie stało- zapewniał Krzysztof.
- To dobrze, że pan tak myśli, bo ja nie lubię spóźnień. I cieszę się, że w końcu jest okazja poznać się. Kawy?
-Z przyjemnością się napiję-odparł Krzysztof.
-Ja również-odezwał się i Marek a Artur poprosił sekretarkę o trzy kawy i zaprosił do swojego gabinetu.
-Moja babcia również z domu nazywała się Dobrzańska- dodał, gdy poprosił już aby gości usiedli.
- My właśnie w tej sprawie- odparł Krzysztof.  — Pewnie pana mocno zaskoczę, ale pana babcia jest moją ciocią. W skrócie mówiąc to młodsza siostra mojego ojca. Po prostu zostali rozdzieleni w czasie wojny.
-Ale cała rodzina babci zginęła w czasie wojny-rzekł z oniemieniem.  — Opowiadała nam, że jej mama zmarła, gdy miała pięć lat na suchoty, tato poległ na wojnie a brat z dziadkami zginął na początku września pod gruzami zbombardowanej ich kamienicy we Warszawie przy ratuszu. Jej dziadek tam pracował.
-Wszystko się zgadza z tym, że dziadkowie z moim ojcem zdążyli uciec do Grójca. Byłem niedawno w Serocku skąd pochodzili i sporo dowiedziałem się od pana Kazimierza o tamtych dniach. Dobrze znał rodzinę Dobrzańskich, bo mieszkali po sąsiedzku. Opowiem, co wiem.
Młody prezes całą opowieścią był nie bardziej zaskoczony i zdziwiony niż on sam niedawno będąc w Serocku.
-I pomyśleć, że wojna tyle namieszała- mówił i kręcił z niedowierzaniem głową. —Gdyby babcia miała, choć cień nadziei, że ktoś żyje z jej rodziny to poruszyłaby niebo i ziemię, żeby ich odnaleźć.
-I ja żałuję, że dopiero teraz, gdy mam zostać dziadkiem wziąłem się za szukanie przodków. Może gdybym prędzej pomyślał o tym to ojciec doczekałby się wiadomości, że miał siostrę, a tak zmarł trzy lata temu.
-Ale trzeba i cieszy się, że chociaż teraz mogliśmy poznać się panie, wujku?...-zawahał się.
-Może być ten pan, bo wiem, że trudno  przyzwyczaić się tak nagle-odparł uśmiechają się życzliwie. — I to prawda, że dobrze jest chociaż tak jak jest. 

..., bo zawarłam pięć seriali. To tak dla wszystkich fanów całej piątki. Wiadomo też, że w innych serialach musiałam coś pozmieniać i ponaciągać fakty. Zresztą widziałam tylko Julię i początek Singielki a o reszcie coś tam poczytałam. Mam nadzieję, że zaskoczyłam.


Pięć w jednym 2


Ze spotkaniem z Anną Sagowską nie zwlekali i już dzień później doszło do niego. Artur rano na spokojnie uprzedził babcię o wizycie i o jej powodach. Poprzedniego dnia nie chciał tego robić, bo mogłaby to zakończyć nieprzespaną nocą. Tak jak było to do przewidzenia całą opowieścią wnuka była wzruszona, słuchała ze łzami w oczach i na spotkanie z Dobrzańskimi czekała z niecierpliwością. Krzysztof razem z żoną przyszedł do niej popołudniu. Zaanonsowali się domofonem i po chwili stali pod drzwiami.  Otworzyła im zadbana siwowłosa uśmiechnięta kobieta.  Przez chwilę przyglądała im się ze łzami w oczach.

 

-To jest właśnie twój bratanek Krzysztof, babciu i jego żona Helena- rzekł zza jej pleców Artur, gdy cisza się przedłużała
-Dzień dobry- odezwał się w końcu i Krzysztof wyciągając dłoń na przywitanie do kobiety i całując ją.
-Dzień dobry-odparła ze wzruszeniem. —Syn Wojtusia. Wojtusia, którego nigdy nie poznałam.
-Tak droga pani- rzekł równie poruszony. — We własnej osobie.

- Wprost nie mogłam w to uwierzyć, co powiedział mi wnuk-mówiła rzewnie, gdy już wszyscy przywitali się i usiedli w salonie. —O takich historiach do tej pory tylko czytałam albo oglądałam reportaże w telewizji.
-To samo żona mówiła- odparł Krzysztof uśmiechając się. —I jeszcze, że jest to nieprawdopodobne.
-Bo to prawda – przytaknęła. — Nieprawdopodobne i niesamowite. Myślałam, że już tylko śmierć czeka mnie w życiu a tu taka niespodzianka-dodała a z oczu znowu popłynęły jej łzy. — Przeżyłam wojnę i stratę bliskich, później męża, syna i synową a na koniec żonę wnuka-wyliczała smutno.
-Tak wnuk opowiadał nam- odparł Dobrzański.
-Ale i człowiek może znieść więcej niż myśli-powiedziała Helena ściskając dłoń pani Anny. — A pani ma tej siły sporo.
-Pani Helena ma rację babciu- odezwał się z kuchni Sagowski przygotowując kawę i ciasto. — Masz dla kogo żyć. Teraz są jeszcze dodatkowe powody.
-To prawda- stwierdziła uśmiechając się pierwszy raz od czasu, gdy przyszli tam. — A jaki był Wojtek? Macie może jego zdjęcie? Podobny był do mnie?- zarzuciła pytaniami gości.
-Oczywiście, że mamy zdjęcia- odparł Krzysztof.

 

Od Sagowskiej wyszli dopiero wieczorem. Krzysztof po raz kolejny musiał opowiedzieć historię ojca i o ojcu oraz wysłuchali historii swojej cioci, a którą znała od przybranych rodziców Kozibąków.  Z ich opowieści dowiedziała się, że jeszcze na początku wojny jej mama zaryzykowała i pojechała do okupowanej Warszawy po synka, ale zastała gruzowisko na miejscu kamienicy rodziców. Od ludzi dowiedziała się natomiast, że została zbombardowana nad ranem, gdy wszyscy spali. Później ukrywała się córeczką, bo była z inteligenckiej rodziny i bała się, że może gestapo po nią przyjść. Na sam koniec wojny zachorowała, szybko zmarła a nią zostawiła zaprzyjaźnionemu małżeństwu, które obiecało jej zająć się małą i opowiadać o rodzinie.  Był też czas na zaplanowanie rodzinnego spotkania i oglądanie zdjęć. Pani Anna pokazała mu zdjęcia z dzieciństwa a Krzysztof oprócz ojca również syna i synowej. 

 

W połowie wizyty poprosiła również bratanka o to, aby zwracał się do niej ciociu, jeśli oczywiście nie byłby to problem dla niego. Problem to nie był, bo i sam chciał zaproponować przejście na tytułowanie ciocia-Krzysztof.
Z zorganizowaniem uroczystej kolacji nie zwlekali i zorganizowali ją dwa dni później w sobotę w posiadłości Sagowskich.  To seniorka wybrała to miejsce, aby czuć się swobodnie na nim. Obok Artura i jego babci na kolacji pojawiła się reszta rodzeństwa. Brat Rafał i siostra Wiktoria. Była też Konstancja dziewczyna Artura. Bez porównania Marka i Artura nie obyło się. Dobrzański był młodszy o pięć lat, nieco wyższy i szczuplejszy a co najważniejsze jak zauważyła Ula i co stawiało go w jej oczach znacznie przystojniejszym od Sagowskiego miał dołeczki a Artur tylko ich ślady. Rodzice Marka i Ula doszukali się i podobieństw w charakterze do rodzeństwa Sadowskich i z każdego z nich coś miał.  Po Rafale odziedziczył krętactwo, po Arturze to, że zauważył w końcu wartości rodzinne, a po Wiktorii tryb imprezowicza. Oboje też mieli zamiłowanie do samochodów Lexus i kolekcjonowania.  Z tą różnicą, że Marek kolekcjonował samochodziki a Artur modele motocykli.  Kolacja mijała w przyjaznej i ciepłej atmosferze przy rozmowie oglądaniu zdjęć i samego domu, a przy pożegnaniu Dobrzańscy zaprosili wszystkich na rewizytę.
-I, jakie wrażenia kochanie-zagadnął Marek swoją żonę w samochodzie w drodze powrotnej.
-Bardzo dobre- odparła. — Pani Ania jest czarującą staruszką, Artur kulturalnym i dobrze wychowanym mężczyzną, Rafał no cóż to wypisz wymaluj Aleks, Wiktoria jest sympatyczną, choć jeszcze roztrzepaną dziewczyną, a Konstancja to mieszanka Pauliny i Wioletty. Ale może ludzie z niej będą jeszcze, jak z Wioli.
-Bardzo trafnie to wszystko określiłaś –rzekł potakując głową. — A Artur bardziej przystojny niż ja?- zapytał o to, co najbardziej interesowało go.  Przyglądał się też jej, odrywając na chwilę wzrok od drogi.
-A, jeśli tak to, co zazdrośniku?- podpuszczała go.
-Jak to, co kochanie?- stwierdził filuternie. — Zapuszczę brodę.
Od tego dnia więzi rodzinne zacieśniały się. Krzysztof z żoną więcej czasu spędzał ze swoją ciocią, a młodzi ze sobą. Głównie to Artur i Marek nawiązali bliższe kontakty i odwiedzali się we firmie i w domu.
-Bardzo ładnie wszystko tu urządziliście- rzekł Sagowski podczas pierwszej wizyty w domu Dobrzańskich juniorów. — Tak tu przytulnie.
-To głównie Uli zasługa-odparł Marek podając mu kieliszek z alkoholem. — Z domu to wyniosła. Ale o mały włos a mogłem tego wszystkiego nie mieć.  A zamiast tego zimny dom i związek bez prawdziwego uczucia.
-Tak słyszałem o twoim poprzednim związku i Paulinie- rzekł oglądając zdjęcia.    Rozstać się po siedmiu latach i to tuż przed ślubem to nie lada wyczyn. Żadne spotkanie biznesowe czy towarzyskie bez tego tematu nie odbyło się.
-To na pewno- zaśmiał się.
-Tak jak kiedyś po śmierci mojej żony- kontynuował temat bankietów, ale tym razem ze smutkiem. — Ciągle słyszałem wyrazy współczucia, chociaż nie prosiłem o nie. I te współczujące spojrzenia, gdy pojawiałem się gdzieś. 
- Mi jest nawet trudno wyobrazić sobie taką boleść, jaką czułeś i czujesz- mówił wpatrując się tępym wzrokiem w kieliszek z koniakiem. — Ale zobaczysz Artur- zaczął pocieszać go. —Jesteś jeszcze młody to nawet się nie zorientujesz a miłość znowu dopadnie cię. W najmniej spodziewanym momencie. Tak jak mnie parę miesięcy temu.
-Zobaczymy –odparł bez przekonania. —  Z Konstancją nie jest to samo, co było, gdy poznałem Annę.
-Ze mną i Ulą na początku też było nie to samo, co z innymi kobietami, a skończyło się pięknie- dalej dodawał otuchy.
-Tak. Zdążyłem zauważyć, że twoja żona to wspaniała kobieta. Moja Ania była taka sama.
-Kolacja podana chłopcy -rzekła do nich Ula wchodząc do salonu z półmiskiem ze sałatką. —  Zapraszam. Aha Marek- zwróciła się do męża. — Dzwonił Maciek i mówił, że Monika jest u ciotki w Rysiowie to da jej faktury PRO- es i podrzuci nam jeszcze dzisiaj.
Od Dobrzańskich wyszedł dopiero, gdy było już ciemno.  Tuż przy aucie upuścił kluczyki i kiedy odnalazł je i próbował otworzyć drzwi poczuł, że ktoś wykręca mu rękę, a później dostaje kolanem kopniaka w okolice brzucha.
-Samochodu zachciało ci się kraść- usłyszał kobiecy głos.
-Ale to mój samochód- odparł zwijając się z bólu.
-Taaa- ten ktoś wyraźnie zakpił. — Znam auto szefa.
-Ale to na prawdę mój samochód a auto Marka pewnie w garażu stoi.  I kim pani jest, że mnie bije? Policjantką?
-Nie. Recepcjonistką w F&D, trenuję boks i jestem znajomą Uli i Marka.
-Artur Sagowski, kuzyn Marka i prezes Sagowski Development- odparł.
-A kuzyn- rzekła zakłopotana. — Przepraszam, ale z daleka wyglądało to tak jakby chciał pan włamać się do tego samochodu.  Monika Milewska-dodała wyciągając rękę na przeprosiny i przywitanie. — Bardzo boli?
-Boli- odparł witając się. — Bardziej chyba ręka niż wie pani, co.
-Może powinien zobaczyć pana lekarz?  Mogłam niechcąco skręcić rękę.
-Niechcąco?- zadrwił.
-Widzę, że już poznaliście się- rzekł Marek, który zmaterializował się obok nich. — Widziałem z okna jak ktoś napada na ciebie Artur i pomyślałem, że ktoś samochód chce ci ukraść. Ale później usłyszałem głos Moniki- wyjaśnił im.
-Można powiedzieć, że poznaliśmy się- odparł Artur rozcierając rękę.
-Nie chciałam uszkodzić go-tłumaczyła się tymczasem Milewska. — Ale z daleka wyglądało to tak jakby chciał się włamać do twojego samochodu.
-Ok Monika- uspokajał ją. — Ja postąpiłbym tak samo.  Artur na pewno też.
-Ale nikogo nie nokautowałbym od razu-odparł. — Mówię ci Marek, siłę to ona ma.
-To na pewno- zaśmiał się, chociaż sytuacja nie była adekwatna do tego. — Widziałem Monikę w akcji na ringu. Teraz leczy bark i zapewniam cię, że mogłoby być gorzej.
- Bez przesady Marek-odezwała się Monika. — Pan pomyśli sobie, że jestem Bóg wie, kim.
- Kobietą bijącą- zażartował. — I nie pan tylko Artur-dodał podając rękę po raz drugi.
-Monika-odparła odwzajemniając uścisk. —I jeszcze raz przepraszam, ale jedyne, co mi w tej sytuacji przyszło do głowy to zastosować chwyty samoobrony.
-Nie ma sprawy Monika i nie wracajmy do tego- Sagowski postanowił zakończyć temat. — Kupię sobie jakąś maść i będzie dobrze. Ruszać ręką mogę to złamana ani skręcona raczej nie jest. I mój pech, że przyjechałem dzisiaj autem a nie motocyklem.
-Dobrze byłoby gdybyś zrobił sobie okład- zasugerowała. — Im szybciej tym lepiej. Znam się na tym to wiem, co mówię.
-To może wrócisz i może Ula poradzi ci coś na te twoje boleści- wtrącił Marek. — Wychowała młodsze rodzeństwo to na siniakach, skręceniach i okładach się zna.  Razem z Moniką na pewno coś poradzą.
Obie dziewczyny na okładach znały się i Dobrzańska zrobiła mu kilku minutowy zimny okład i wmasowała żel.
-Nic więcej nie poradzę Artur- rzekła jakiś czas później Ula. — Przed snem jeszcze raz wsmarujesz sobie żel, a jak będzie boleć cię dalej to idź jutro do lekarza.
-Już tak nie boli jak na początku to chyba obędzie się bez lekarza- stwierdził poruszając ręką.
-Źle też nie wygląda-dodała Monika oceniając to wizualnie. — Tylko nie nadwyrężaj jej.
-Ok dziewczyny. Wmasować żel, nie nadwyrężać i iść ewentualnie do lekarza. I dziękuję.
-Nie ma, za co-odparła Ula za siebie i Monikę. — Pacjent może się już ubrać-dodała.
-Musisz jeszcze omijać dalekim kołem Monikę- wtrącił Marek. — A przynajmniej wieczorową porą.
-Bardzo zabawne- odezwała się sama zainteresowana.
-Albo muszę znaleźć sobie dobrego instruktora i zainwestować w kurs samoobrony-dodał Artur ubierając koszulkę.
- To dobrze trafiłeś, bo Monika jest taką instruktorką- poinformowała go Ula. — Umie trochę tych sportów walki, a nie tylko boksować i wykręcać rękę.
-No proszę-mówił z respektem.  — Nie tylko bokserka, ale i instruktorka sportów walki.
-Tak się jakoś złożyło, że do tego ciągnęło mnie a nie do gotowania i szycia- stwierdziła klarownie. —Chociaż coś tam upichcić i guzik przyszyć też umiem.  Ale chłopięce strony życia bardziej mnie pociągają niż te dziewczęce. Chciałam iść nawet do szkoły o profilu mechanicznym, ale rodzice marudzili to skończyłam liceum administracyjne. Ale nie było tak źle i nie narzekam.
- Kobieta wielu talentów można by powiedzieć- stwierdził kurtuazyjnie.   — Pójdę już-dodał do Dobrzańskich. — Późno już jest i nie chcę całego wieczoru wam zajmować- mówił ubierając kurtkę.—   I jeszcze raz dziękuję za kolację Ula.
-Nie ma, za co- odparła. — I pamiętaj, że zawsze będziesz tu mile widziany. Prawda Marek?
-Prawda- poparł żonę żegnając się uściskiem dłoni z kuzynem.
Na koniec Artur pożegnał się i z Moniką.
-Było mi mimo wszystko miło poznać cię-powiedział wyciągając rękę na do widzenia.
-Mi również- odparła wdzięcznie.

 

Oboje spotkali się szybko, bo już dwa dni później. Artur przyszedł obejrzeć firmę kuzyna i spotkał Monikę przy drzwiach do windy. Stała tyłem do niego i czekała na pojawienie się windy.
-Cześć- rzekł do niej znienacka i prosto do ucha.
-O Matko –przelękła się rozsypując papiery. —Możesz następnym razem ludzi nie straszyć -dodała schylając się jednocześnie z Sagowski po upuszczone kartki i uderzając go przy okazji łokciem w twarz.
-Naprawdę będę musiał omijać cię z daleka- odparł z rozbawieniem i rozcierając nos.
-Na to wygląda. A jak ręka?- zapytała, gdy wrócili do pozycji stojącej.
-Lepiej. Już w ogóle nie boli.
-To dobrze.
-Słuchaj Monika- zagadnął. — A z tym instruktarzem samoobrony to poważnie mówiłaś? 
- Bardzo poważnie -oznajmiła mu porządkując papiery. — I jeśli jesteś chętny to zapraszam na Kolbego 80, we wtorki i piątki po siedemnastej.  Chociaż uprzedzam, że ja mam grupę kobiet i dzieci i prywatnych lekcji nie daję.
-Nawet nie myślałem o tym- rzucił z przekąsem.   — Nie chcę być bardziej obolały.  Ale wpaść to może i wpadnę. Zawsze chciałem nauczyć się samoobrony.   Do Marka jedziesz z tymi papierami?- zapytał, gdy znaleźli się w kabinie windy i zajął się wciskaniem przycisków.
- Nie tym razem- odparła.   — Dla mnie trzecie piętro.
 
CDN PO MINI SWATY