sobota, 6 kwietnia 2019

Dwie zapowiedzi publikacji.


1 Dziewczyna z klubu

Józef Cieplak rzadko jeździł do Warszawy i jeśli już wyrywał się do stolicy to do lekarza albo na zakupy. Tym razem w lipcowe popołudnie wraz z najmłodszą córką Beatką wybrał się na wycieczkę na Bródno. Tam urodził się, dorastał i chciał wrócić na chwilę do tych czasów. Zwłaszcza że po ślubie przeniósł się do żony do Rysiowa, a po śmierci rodziców i wyprowadzce rodzeństwa nie miał tam nikogo bliskiego i powodów do odwiedzin. Po pokazaniu córce czteropiętrowego bloku, gdzie mieszkał, poszedł z nią na plac zabaw, gdzie często chodził bawić się z kolegami. Na miejscu pod jednym z drzew zauważyła siwego mężczyznę siedzącego na ławce i coś szkicującego. To zaś przypominało mu kolegę z podwórka Wieńka, który często tam siadał i coś szkicował. Gdy podszedł, to rozpoznał, że to Wieńczysława Wycior. Znał go również z prasy.
-Wieńek? -zapytał mimo to.
-A kto pyta? -zapytał zdziwiony, bo niewiele osób tak zwracało się do niego.
-Józek Cieplak. Mieszkaliśmy razem w tamtym bloku- odparł, pokazując ręką blok z pięcioma klatkami. —Ja w klatce B a ty w D.
-Józek? Józek Cieplak. Oczywiście, że pamiętam. Najlepsze bazy budowałeś na nasze zabawy.
-I zostałem stolarzem, jak przystało budowniczego podwórka.
-Kto to tatusiu? -zapytała Beatka.
-Kolega z podwórka Beatko. Pan Wieńczysław.
-Wieńczy co? - zapytała Beatka.
-Pshemko dziewczynko- wtrącił sam zainteresowany. —Tak do mnie teraz mówią. A co u ciebie słychać Józek?
-Mieszkam teraz w Rysiowie- odparł, siadając obok. —Razem z trójką dzieciaków. Oprócz tej tutaj Beatki mam osiemnastoletniego syna Jasia i dwudziestopięcioletnią córkę Ulę. Moja żona niestety, ale krótko po urodzeniu Betti zginęła we wypadku samochodowym. A ja, jak to w moim wieku na zdrowiu podupadam. Miałem zawał i czekam w kolejce na zabieg czyszczenia żył.
-Taki nasz wiek- odparł smutno. Nikt młodszy się nie robi.
-Niestety. Ale ty narzekać nie możesz. Sławny jesteś i w gazetach można o tobie poczytać i zobaczyć. Dlatego też poznałem cię. Od zawsze siedziałeś w tym miejscu i szkicowałeś. 
-I sentyment pozostał.  A jak radzisz sobie z taką gromadką dzieci? -pytał, patrząc na Betkę?
-Jakoś trzeba sobie radzić. To głównie Ula zajmuje się domem. Jest dla rodzeństwa mamą i siostrą. To moja chluba. Niedawno skończyła dwa kierunki na SGH. Zarządzanie i marketing oraz ekonomię. Była najlepszą studentką. Tylko co z tego, że ma papierki, skoro pracy nie może znaleźć. Chyba ze względu na urodę. Nosi okulary, aparat na zębach, nie dba o makijaż, ubiór. Taka szara, spokojna myszka. Nie umie o siebie zawalczyć.
-Rynek pracy to dżungla i tylko najmocniejsi umieją poradzić sobie- mówił wymownie. Wróć Józek. Twoja córka szuka pracy? Ja potrzebuję akurat kogoś do pomocy w mojej pracowni. 
-Tylko że szyć umie tyle, co poprzerabia rzeczy po Magdzie.
-Do szycia to ja mam krawcową Izabellę- wtrącił. —Ja potrzebuję kogoś, kto się zna na ekonomii. Tak się złożyło, że muszę sam zająć się zaplanowaniem wydatków na zimowy pokaz.
-Byłbym wdzięczny za danie jej choćby szansy Wieńek -odparł z wyraźnym szczęściem w oczach.
-Pshemko- rzekł z uwydatnieniem. —Możemy pojechać od razu do ciebie i porozmawiam z córką.
Do Rysiowa dojechali po godzinie, a w kuchni przywitała ich sama zainteresowana. Józef dużo nie pomylił się co do córki, bo przy stole zastał przeciętną dziewczynę. Nie zraziło go to jednak.
-Córuś to pan Wie- zaczął, ale przerwał. — Pshemko. Kolega z lat dzieciństwa. Ma dla ciebie propozycje pracy.
-Dokładnie. Słyszałaś o firmie Febo Dobrzańscy?
-Tak. Proszę usiąść. Kawy?
-Chętnie. Jestem projektantem w tejże firmie- mówił, siadając za stołem. —Kiedyś kierował nią Krzysztof Dobrzański i wszystko było uczciwe i proste. Teraz młodzi wzięli firmę w swoje ręce. Konkretnie mówiąc, to Marek Dobrzański został na razie prezesem, a Aleks Febo dyrektorem finansowym. I w tym cały szkopuł, bo nie umieją dogadać się w żaden sposób. W dodatku jeden drugiemu utrudnia pracę w przygotowaniu własnego kosztorysu na całą kolekcję. Aleks na przykład stał za podsunięciem Markowi dobrej jakości tkaniny, ale bez akcyzy na Polskę i Marek w ostatniej chwil zorientował się, że to bomba ze spóźnionym zapłonem. W odwecie Marek sprawdził, to co sprowadził Febo. Próbki tkanin dostarczone mi były całkiem dobrej jakości, ale Marek kierując się, jakimś instynktem pojechał na granice, tam sprawdził tkaniny i okazało się, że to całkiem inna jakoś. W końcu powiedziałem im, że znajdę jakiegoś ekonomistę, sprawdzę ich kosztorysy, to co proponują i wybiorę z ekspertem. Najzabawniejsze jest to, że oficjalnie jeszcze nic nie ogłosiłem, a już znaleźli się chętni do współpracy ze mną. Uważają chyba mnie za idiotę i że nie domyślę się, że to ich ludzie.  Ale to ta oficjalna wersja Urszulo. Nieoficjalna to, to że sam zajmę się znalezieniem dobrych dostawców i przygotuję kosztorys kolekcji. Do tego właśnie potrzebuję kogoś z ekonomii. Umiałabyś podołać zadaniu w jednym i drugim.
-Pewnie tak panie Przemysławie. Mieliśmy coś takiego na wykładach.
-W takim razie zapraszam w poniedziałek do firmy F&D- odparł z zadowoleniem. —W recepcji powołaj się na mnie. We wtorek jest pierwszy i dobry czas na rozpoczęcie pracy. Tylko będziesz musiała uważać na Marka i Aleksa. Znając ich, to Aleks będzie szpiegował, a Marek próbował rozkochać albo coś w tym stylu.
-Spokojnie. Nie dam się szpiegować ani poderwać. Poza tym mam chłopaka od liceum.
-Co to za chłopak- wtrącił Cieplak. —Od ponad pięciu lat siedzi w Gdyni.
-Łukasz studiuje na akademii morskiej tato, jakbyś zapomniał.
-Marynarz to nie jest dobry materiał na męża. Co port to dziecko- mruczał Cieplak. 
 
 
        
         


2 Hańba
Swój debiut na salonach Ula nie tak sobie wyobrażała. Pomijając, to że miał mieć miejsce rok temu, to teraz ojciec tuż po balu szykował jej o dwadzieścia lat starszego męża.
-Lekarz to najlepsza partia, jaka może się trafić- mówił na jej protesty.
-Nie dla mnie. I nie potrzebujemy ich pieniędzy. Z naszego młyna i piekarni pół Warszawy je chleb, bułki i rogale.
-Nie chodzi o pieniądze córciu tylko o prestiż. Byłabyś panią doktorową, mieszkała w Warszawie w wielkim domu.
-Na wsi jest mi dobrze. Lubię swoje łąki, las, konie- argumentowała.
Piotra Sosnowskiego poznali ponad rok temu, gdy matka Uli rodziła swoje trzecie dziecko. Nastąpiły wtedy komplikacje i to on zajął się pacjentką. Mama Uli niestety zmarła przy porodzie pozostawiając przy życiu najmłodsze dziecko, a znajomość z lekarzem pozostała. Z racji żałoby też Ula nie uczestniczyła w balu osiemnastolatek rok temu jak jej dwie przyjaciółki Wioletta i Paulina. Obie również wspierały ją w kłopocie. Głównie, dlatego że obie miały błogosławieństwa rodziców na swoje związki.
-Ty masz się najlepiej Wiola- mówiła Ula, gdy we trójkę spotkały się na przechadzce. —Twój Cebulek jest akceptowany przez twoich rodziców.
-Mama zawsze mówi, że przyszły zięć musi zgadzać się z matką panny w wierze, a z ojcem w polityce. U mnie tak jest- odparła panna Kubasińska.
-Mój Fabian ostatnio ma tylko u matki względy- odezwała się Paulina Febo. —Tato najchętniej widziałby mnie u boku Marka Dobrzańskiego.
-A kto to? -pytała Ula. —Nazwisko jakby było mi znajome.
-To kolega Sebastiana ze szkół- wyjaśniła Wioletta. —Wrócił właśnie ze studiów w Anglii.
-I syn nowych wspólników ojca przy okazji- dodała Febo. —Mają tkalnię pod Łodzią. Będą u nas zresztą na balu.
-Słyszałam Ula, jak plotkowali w służbówce o Sosnowskich, że niezbyt dobrze traktują służbę- odezwała się ponownie Wioletta. —Ich synowa od starszego syna żaliła się swojej pokojówce, a z naszą kucharką są kuzynkami, to wiem. Sama też nie ma za wesoło. Oni wielkie państwo  na niżej urodzonych statusem źle patrzą.
- I tylko bogatych by leczył- stwierdziła Febo. —Bardzo materialiści z nich. Ciągle im mało.
-Musiałabyś znaleźć sposób na zniechęcenie go do siebie- dumała Wiola. —Mogłabyś na przykład udawać, że zmysły ci się pomieszały.
-Tak nagle Wiola? -pytała Ula.
-Zawsze możesz powiedzieć, że z konia spadłaś- dodała Paulina. — Słyszałam o takim wypadku z opowiadań babci. Trzeba byłoby ci tylko siniaków narobić tak dla wiarygodności.
-I myślicie, że udałoby mi się tak udawać? - pytała z wątpliwościami. Piotr to lekarz.
-Jest jeszcze inny sposób. Czytałam w jednej z książek Ula. Tylko jest to niemoralne -mówiła Wiola. —Musiałabyś się zhańbić albo udawać, że się tak stało.
-To już chyba wolę ten pierwszy sposób dziewczyny. Nie chciałabym być wytykana palcami jak Władka i Agnieszka.
-Władkę, to Adam upił i uwiódł. Panna z posagiem to niezły kąsek- rzuciła wymownie Paulina.
-Fakt, ale swoje przeszła.
-To, co Ulka? Narwany konik? -ni pytała, ni stwierdziła Wiola.
-Tak. Może się uda, chociaż na jakiś czas zniechęcić Sosnowskiego. Tylko po balu. Mam sukienkę z odsłoniętymi ramionami i nie chcę z siniakami pokazywać się na zabawie.
W kolejnych dniach Ula jeszcze bardziej przekonywała się, że Piotr to najgorsza rzecz, jaka może ją spotkać. Od kucharki rodziny Kubasińskich bowiem dowiedziała się, że kobiety w mniemaniu panów Sosnowskich są jak dzieci i głosu w ważnych sprawach nie mają. Najlepiej też, aby nie umiały czytać, liczyć, rodziły tylko dzieci i dawały przyjemność mężczyzną.

Czerwcowy bal maskowy u Pauliny miał miejsce tydzień później i zgromadził sporo osób z pobliskich majątków, tych odleglejszych, Warszawy i innych miast. Muzyka, dobre jedzenie, ciepła czerwcowa noc powodowały też, że wszyscy goście bawili się dobrze. Do północy Ula również bawiła się całkiem dobrze. Później natomiast usłyszała, że jeszcze dzisiaj ojciec chce ogłosić jej zaręczyny z Piotrem. W panice uciekła więc daleko za stodołę. Tam w blasku księżyca dojrzała uciekającą ze stodoły panią Ludmiłę Kalinowską. Kobietę znała trochę i wiedziała, że ma około czterdziestu lat i męża starszego od jej ojca, czyli około sześćdziesięcioletniego.  Jej uwadze nie umknął również fakt, że pani Kalinowska uciekając, upuściła swoją maskę z balu. Podniosła ją i poszła w stronę stodoły. Ciekawa była bowiem z kim zabawiała się na sianie. Tam zastała młodego mężczyznę, który zapadał akurat w sen po baraszkowaniu i wypitym alkoholu. Druga butelka leżała nietknięta obok. Długo nie myśląc i dla swojej odwagi oraz argumentów dla ojca i innych, że ktoś musiał spoić ją, upiła się połową wina, resztą pokropiła sukienkę i położyła obok mężczyzny. Wiedziała też, że wkrótce zaczną jej szukać. Na to długo nie musiała czekać, bo zanim koguty zaczęły piać, usłyszała, że ktoś się zbliża. Mężczyzna leżący obok również się obudził.
-Co ja tu robię? -pytała sennie. —Nie pamiętam nic. W głowie mi się tak kręci.
-Kim pani jest- odrzucił odpowiedzią mężczyzna leżący obok i w chwili, gdy w stodole pojawił się jej ojciec w towarzystwie pana Febo i Sebastiana Olszańskiego.
- Nie pamiętam nic. W głowie mi się tak kręci- powtórzyła głośno Ula. —Co ja tu robię?

środa, 3 kwietnia 2019

Zlecenie- mini




Firma F&D przyjmie na okres dwóch – trzech wakacyjnych miesięcy osobę biegle znającą język rosyjski i posiadającą certyfikat. Mile widziana choćby podstawa ekonomii- to coś dla mnie myślała dwudziestoczteroletnia Ula Cieplak. Bawienie dzieci w czasie wakacji zaczyna mnie nudzić.
Firmę oczywiście znała ze słyszenia. Znała nawet z gazet samego prezesa Marka Dobrzańskiego, bo był częstym bohaterem plotkarskich pism i portali. Nie było to jednak nic dobrego, bo ciągle opisywali jego nowe romanse, skandaliki oraz notoryczne zdradzanie narzeczonej. Tym, że ma takie powodzenie, nie dziwiła się, bo był przystojny i z zabójczym uśmiechem.
Dwa dni później Ula pojawiła się na Lwowskiej, ale gdy na korytarzu zobaczyła masę ludzi, to nie dawała sobie szans na dostanie zlecenia. Zwłaszcza że była najmłodsza wśród kandydatów. Poczekała jednak na swoją kolej, bo jak myślała, zostawi tu swój ślad bytności i może kiedyś się na coś przyda. Nie wiedziała też, że wyborem zajmuje się Marek Dobrzański i jego najlepszy kumpel Sebastian Olszański. W tym miała właśnie przewagę nad panami i niektórymi paniami. Rozmowy kwalifikacyjne szły w miarę sprawnie i każda wchodząca osoba dłużej nie zabawiła w biurze kadrowego niż około pięciu minut. Gdy przyszła jej kolej, to pewnym krokiem weszła do gabinetu Sebastiana Olszańskiego, jak przeczytała na drzwiach.


-Dzień dobry panom Urszula Cieplak- przedstawiła się, wyciągając rękę do Olszańskiego, który stał i był bliżej, a później do siedzącego Marka.  
-Dzień dobry- odparł ten drugi z uśmiechem oczarowania. —Marek Dobrzański prezes firmy. —Proszę usiąść i opowiedzieć coś o sobie i wykształceniu.
-Oprócz wymaganego rosyjskiego znam oczywiście angielski- mówiła, wyciągając swoją teczkę z papierami. —Do tego zaczęłam naukę niemieckiego również na certyfikat. Studiuję również dwa kierunki na SGH. Ekonomię oraz zarządzanie i marketing. Ekonomię kończę, a z zarządzania został mi rok.
-Ma pani, jak widzę wyróżnienia za każdy rok studiów dla najlepszej studentki- wtrącił Olszański, który jako pierwszy zajrzał do teczki. —A to się liczy. Do tej pory mało który kandydat posiadał coś z ekonomii. Świetne kompetencje.
-I inne predyspozycje- pomyślał Marek, wpatrując się w jej oczy i usta. —A coś, poza tym umie pani?
-Świetnie gotuję i umiem zajmować się dziećmi. Dorabiam jako niania.
-Dzieci jeszcze nie mam, ale fakt zjeść dobrze lubię- odparł prezes, uśmiechając się i pokazując słodkie dołeczki w policzkach.  —Wracając do naszych spraw, to praca wiąże się z częstymi wyjazdami na wschód. Niektórym kandydatom ten warunek nie pasował i sami rezygnowali.
-Spokojnie. Nie mam rodziny. To znaczy męża ani dzieci. Tylko ojca i młodsze rodzeństwo. Tak więc do października jestem dyspozycyjna.
-To dobrze. Myślę, że przez ten czas zarobiłaby pani około dziesięciu tysięcy.
-Sporo- rzekła z respektem. —Wie pan, żyjemy we czwórkę z renty ojca i po mamie oraz z mojego stypendium. Dlatego dorabiam, gdzie tylko mogę.
-Bardzo szlachetne i mało spotykane w naszych czasach- odparł Marek. —Proszę jeszcze spojrzeć na te papiery i przetłumaczyć nam- dodał, podając kartki zapisane w języku rosyjskim. —Najważniejszy punk rozmowy. Sprawdzian z języka.
Z tym Ula poradziła sobie świetnie, robiąc po raz kolejny dobre wrażenie na obu panach.
-Wszystko się zgadza pani Urszulo- mówił Marek. —Ma pani spore szanse.
-To kiedy mogę oczekiwać ewentualnego telefonu? – pytała, zastawiając się czy mówi prawdę o szansie, czy jest to też stała reguła.
-W ciągu trzech- czterech godzinach- odparł Marek. —A na razie to wszystko z naszej strony- dodał, wyciągając rękę na pożegnanie. —Dziękuję za zainteresowanie się i przyjście.
-Również dziękuję- odparł, podając mu swoją rękę.
Przez tą kolejną krótką chwilę znowu poczuła dziwne mrowienie.  Takie same jak parę minut prędzej, gdy witała się z Markiem. Gdy zaś to samo czyniła z Sebastianem, nie czuła nic. Stwierdziła też, że zdjęcia odbierają Dobrzańskiemu sporo uroku.
-To, co Marek? - zapytał Seba, gdy wyszła. —Kandydatka chyba jest już wybrana. Widziałem, jak ci się oczy świeciły na jej widok.
-Raczej Seba. Ale przesłuchanie trzeba dokończyć.
Trzy godziny później Ula dostała telefon z wiadomością, że ma to zlecenie i ma się stawić następnego dnia rano u prezesa na podpisanie umowy.


Dzień później tak jak umówiła się, pojawiła się w sekretariacie Marka.  Tam jak przeczytała na drzwiach wejściowych, przywitała ją Violetta Kubasiśnska.


-Dzień dobry. Urszula Cieplak. Prezes na mnie czeka- rzekła do znudzonej sekretarki, przeglądającej FB.
-Dzień dobry. Tak mówił mi coś- odparła blondynka, taksując ją od stóp go głów. —Zaraz powiadomię Marka.
Chwilę później Ula siedziała naprzeciwko Marka, a Wioletta wzięła telefon i pobiegła do toalety zadzwonić do swojej przyjaciółki. Połączenie z Mediolanem chwilę trwało, ale w końcu usłyszała zaspany głos Pauliny Febo narzeczonej Marka.
-Co się stało, że dzwonisz od rana? – spytała nieuprzejmie, bo choć było po dziewiątej, to jeszcze spała.
-Przepraszam Paula, ale miałam dzwonić, jakby coś się działo i właśnie przyszła do Marka ta znawczyni ruskiego- odparła Wioletta. —Tylko kwalifikacji na pewno nie ma żadnych. Widziałam innych kandydatów i kandydatki i nie wyglądali jak ta. Tego nie da się nawet opisać Paulino. Piękna, uśmiechnięta, szczupła, młoda brunetka.  Wypisz wymaluj typ Marka.
-To pilnuj wszystkiego dalej Wiola- mówiła rozkazująco.  —Ja nie mogę wrócić prędzej niż za tydzień.
-Spokojnie. Będę miała na oku i Marka i tą Cieplik czy tak jakoś. Beze mnie to nawet za próg palca nie wychylą.
Marek tymczasem ulokował Ulę u siebie w gabinecie i wprowadzał w sprawy związane z biznesem w Rosji, Białorusi, Litwie i Ukrainie.
-Głównie tu będziemy przeglądać umowy i ustalać, a wyjazdy będą ostatecznością- tłumaczył.
-Ok. Wszystko proste Marek- odparła mu po imieniu, bo chwilę po przyjściu i podpisaniu umowy sam zaproponował na przejście z pani i pana na ty.
-Tak myślałem, że nie sprawi ci to problemu- rzekł z uśmiechem.  
Przez kolejne dni Ula przyjeżdżała do firmy na parę godzin i przygotowywała się z Markiem na pierwszy wyjazd do Moskwy. Ten zaś miał miejsce tydzień po przyjęciu do pracy i dzień przed przylotem Febo z Mediolanu.
-Myślisz, że będę miała czas, aby coś zwiedzić? -pytała, gdy jechali na lotnisko. Miała nawet ochotę spytać o to prędzej, ale z obawy, że prezes może odebrać wyjazd, jako bardziej turystyczny niż służbowy zostawiła pytanie na ostatnią chwilę.
-Pewnie tak Ula. Będziemy tam cztery dni i tak od rana do samego wieczora nie będziemy zajęci. W hotelu trzymać cię też nie będę.
-Dzięki. Lubię zwiedzać ciekawe miejsca, a w Moskwie jest ich pełno.
-Za niedługo znowu lecimy, to co teraz nie zdążysz obejrzeć, możesz zostawić na wrzesień. I służę swoją osobą Ula.
-Dzięki. Zawsze będzie milej.
Do pomocy jak najbardziej był chętny, bo Ula zdążyła przez te parę dni zawrócić w głowie. Była nie tylko ponętna i piękna, ale i wyjątkowo inteligentna. Choć ta ostatnia zaleta nigdy nie była ważna w jego relacjach z panienkami. Wolał nawet znacznie mniej inteligentne panny, bo łatwiej było manipulować nimi i zaciągnąć do łóżka. Ula prędzej czy później miała również tam wylądować.
Jeśli nie teraz to na którymś kolejnym wyjeździe- myślał, patrząc na nią ukradkiem.  Na takie ciało warto poczekać.
Marek na Uli również zrobił wrażenie. Pomimo nawet tego, że próbowała nie myśleć o nim i nie zakochiwać się to z każdym dniem coraz bardziej był jej bliski.
Ula nie możesz związać się z Markiem uczuciowo- tłumaczyła sobie w myślach. Nie chcesz przecież znaleźć się na ustach innych i w plotkarskich gazetach.
Pobyt w Moskwie mijał im na pracy i zwiedzaniu. Ula, jak szybko stwierdził Marek, była przygotowana na zwiedzanie, bo sporo wiedziała o zabytkach, miała własny przewodnik i na takich wyprawach się nie nudził. W dodatku ku jego uldze omijała centra handlowe, a te jeszcze bardziej kusiły niż te z Warszawy. Również dużo mówili o sobie i o swoim życiu. Marek dowiedział się o śmierci mamy Uli, o rodzeństwie, a Ula o historii Febo, życiu z Pauliną i że jak tylko sprawy zawodowe się uspokoją, to zakończy ten związek. Jedną z ich ostatnich atrakcji był wieczorny spacer. 


-Cieszę się, że wrócimy tu jeszcze Marek- mówił Ula, patrząc na panoramę Moskwy. —Tak tu pięknie.
-To prawda- odparł, ale patrząc głównie za zachwyt Uli i sprawiało mu to przyjemność.
Po powrocie do Warszawy Marek zastał już Paulinę. Febo z miejsca zainteresowała się Ulą i tym, co robili w Moskwie. Podobnie jak Sebastian ciekawa była czy już ją zaliczył. Obojgu, choć powiedział prawdę, że nie to i tak mu nie uwierzyli.
Przez kolejny tydzień Ula miała wolne i z Markiem mieli tylko telefoniczny kontakt. Później czas było, aby przygotować się do kolejnego wyjazd. Tym razem był to Petersburg i zaplanowany w dwa tygodnie po wyjeździe do Moskwy. Tymczasem Paulina postanowiła również lecieć z nimi.
-Skoro chcesz- stwierdził tylko Marek na jej rewelacje. —Nie licz tylko, że będą jakieś atrakcje. Albo chodzenie po sklepach. Mamy tylko spotkanie z Lwem Korzyńskim. U niego w domu zresztą.
-Luksusowy hotel wystarczy mi na te trzy dni- odparła obrażona.
Lot i pierwsze godziny pobytu w Petersburgu miłe dla Marka nie były, bo Paulina zawsze znalazła powód do marudzenia. Miał nadzieję, że wieczorem humor poprawi się jej, gdy pójdą we trójkę na kolację do Lwa Korzyńskiego.
Dom Korzyńskiego zrobił na całej trójce wrażenie, bo przypominał bardziej pałacyk niż posiadłość.  Nawet dom seniorów Dobrzańskich nie mógł równać się z tym, co tu zastali.


Wnętrza były równie imponujące. Wszędzie antyki, złoto, skóra. Gospodarz domu pojawił się obok nich szybko i zajął się osobiście gośćmi.


-Ma pan wielkie szczęście- mówił Lew, gdy dokonano już prezentacji i patrząc na Paulinę. —Ma pan dwie tak piękne kobiety za towarzystwo.
-Dziękuję w imieniu pań- odparł kurtuazyjnie Marek.
W czasie kolacji Ula z Markiem pobieżnie omówili sprawy biznesowe z Lwem, a na podpisanie umów zaplanowali sobie kolejny dzień. Tym samym był to kolejny sukces po wizycie w Moskwie.  Tymczasem Paulina tuż przed wylotem do Polski oświadczyła Markowi, że skorzysta z zaproszenia Lwa i zostanie na tydzień. Tym akurat Marek się nie przejmował, bo oznaczało tydzień spokoju. Po tygodniu stało się coś, czego nigdy by się nie spodziewał po Paulinie, bo zadzwoniła do niego i oświadczyła mu, że zamienia go na Lwa.
-Stary ty masz jednak szczęście- mówił wieczorem Sebastian. —Paula odpuściła sobie ciebie a na widoku Ulka. Teraz możesz bez podchodów do niej uderzać.
-Mogę- odparł z nieukrywanym zadowoleniem.


Reszta lipca i cały sierpień mijały Markowi i Uli na podróżach na Litwę, Ukrainę i Białoruś. Na ten ostatni wyjazd i pięciodniowy pobyt w Grodnie Marek wybrał na nocleg pokoje w SPA. Do tej pory bowiem nocowali w luksusowych hotelach i nie sprzyjało to na rozwinięcie ich znajomości w odpowiednią dla niego stronę. Mimo to, że nie spędzał czasu dokładnie tak, jakby on chciał, to nie nudził się i nie żałował spędzonego wspólnie czasu. Ula miała to do siebie, że nie denerwowała go, nie nudził się przy niej, chodziła zawsze zadowolona, nie miała fochów i tak dobrze się z nią rozmawiało. Miała też całkiem co innego w głowie niż inne studentki, a poznane w Klubie 69. Podobało się mu również u niej w domu, bo było tak rodzinnie i przytulnie, a który miał okazję odwiedzić po przylocie z Litwy i gdy jechali na Białoruś. Tam Marek postanowił bowiem jechać samochodem, a nie jak do tej pory lecieć samolotem i było mu do Rysiowa po drodze.
-Nie wiem, jak wrócę do codzienności Marek- mówiła Ula w czasie podróży do Grodna. —Bez wątpienia były i są to wakacje życia. Tyle zwiedziłam i się nauczyłam.
-Miło słyszeć Ula.  I dla mnie też będą niezapomniane. A gdy już skończysz studia to z chęcią dam ci etat.
-Zapamiętam sobie. A najlepiej jakbyś dał mi to na papierze- przekomarzała się z nim.
-Co tylko sobie życzysz Ula- odparł.


Pobyt w SPA był strzałem w dziesiątkę, bo trzeciego wieczoru w końcu Marek mógł zakosztować ust Uli. Po udanym pobycie i zabawie na basenie wrócili na swoje piętro i tam przed rozejściem się do swoich pokoi pożegnali się czule. Całkiem przypadkiem ich twarze znalazły się blisko siebie, a od tego był tylko krok do pocałunku. Marek bez protestu nachylił się nad nią i delikatnie musnął w usta. Gdy zaś nie poczuł żadnej odmowy, to pocałunek nasilił.
-Chyba nie powinienem- rzekł chwilę później i z tonem przeprosin.
-Nie powinieneś- odparła, choć myślała co innego i jeszcze niedawno na basenie podziwiała go i jego kształtne ciało. Marek również nie mógł oderwać oczu od niej. W stroju bikini wyglądała pięknie.
-Chociaż nie Ula. Ja marzyłem, żeby pocałować cię, od czasu jak poznałem cię- wyznał szczerze. — Jesteś taka piękna i słodka.
-Lepiej będzie, jak powiemy sobie dobranoc Marek- wtrąciła.
-Dobranoc Ula- odparł tylko.
Przez resztę wyjazdu starali się nie dopuszczać do podobnych sytuacji.


 Ponowny wyjazd do Moskwy miał być ostatnią ich podróżą i powrotem do początku wyjazdów. Tu też Ula została nieoczekiwanie modelką sukni ślubnej, bo dziewczyna, która miała w niej wystąpić, zwichnęła nogę i Pshemko wyznaczył Ulę na mały pokaz. Był to też strzał w dziesiątkę, bo Ula wyglądała w niej tak pięknie, że mistrz zapowiedział, że tylko ona może ją wkładać i prezentować.




Po pokazie był bankiet i wspólny powrót Uli i Marka do hotelu. Tam znowu doszło do pocałunku. Tym razem znacznie dłuższego i namiętnego. Marek nie pytając o zgodę jeszcze w windzie, przyciągnął Ulę do siebie i pocałował. Gdy zaś znaleźli się pod drzwiami do pokoju Uli, to spoglądał na nią tak pożądliwie i ustawicznie, że sama zgodziła się, na kolejnych kilka pieszczot. To jak mogło się to skończyć, trudno było im przewidzieć, ale dzwonek telefonu Marka oznajmiający, że to mistrz Pshemko dzwoni, wszystko przerwał.
Następnego dnia Marek zaspał i Ula zastała go przy porannej toalecie. Ta codzienna czynność wywarła na niej uczucia pożądania, bo łazienka Marka pachniała jego wodą po goleniu, a której zapach tak bardzo się jej podobał. 



Ostatni dzień pobytu w Moskwie minął im na załatwianiu spraw biznesowych, a sukces wyjazdu i intratne umowy uczcili kolacją. Była to też kolacja wieńcząca ich pond dwumiesięczną współpracę. Jak na rosyjską kuchnię przystało, na stole pojawił się kawior, szampan, krewetki i Ula czuła się jak królowa. Kolacja jak dla Uli mijała zbyt szybko, bo chciała jak najdłużej słuchać Marka i patrzeć na uśmiech, który tak bardzo ją zniewalał. Ze smutkiem myślała też, że to ostatnie chwile z Markiem i chciała jak najwięcej zachować w pamięci z tych chwil. Po kolacji jak zwykle odprowadził ją pod drzwi pokoju. Tam oczekiwała kolejnego pocałunku, ale zamiast tego obok nich pojawił się pan z obsługi hotelowej z wózkiem i deserem na dwie osoby.
-Pozwoliłem sobie na dodatkową niespodziankę Ula- wytłumaczył. —U mnie czy u ciebie zjemy?
-Może być u mnie.
Po odejściu boya atmosfera coraz bardziej gęstniała. Prędzej wypity szampan a teraz wino również dały o sobie znać. Jak okazało się też nie była to ostatnia niespodzianka ze strony Marka, bo miał dla niej jeszcze wisiorek koniczynę. Kolejne wydarzenia działy się szybko. Ula w podzięce cmoknęła Marka w policzek, a później były kolejne pocałunki i pieszczoty. Sprzyjał im nawet fakt, że siedzieli na łóżku Uli, a paląca się lampka nocna dodawała uroku. To, kto kogo pierwszy położył na łóżku, nie miało znaczenia, bo oboje chcieli tego, co miało się wydarzyć. Tylko powody były inne. Ula wiedziała, że zakochała się i chciała mieć więcej wspomnień, a Marek dążył do tego od dawna i na ostatniej prostej nie zamierzał rezygnować.
-Nie żałujesz Ula? -zapytał, gdy ich ciała i umysły wróciły do normalności.
-Nie. To było coś wspaniałego. Nigdy nie czułam się wspanialej w ramionach mężczyzny.
-Dobrze wiedzieć- odparł i zdał sobie sprawę, że i jemu nigdy nie było tak przyjemnie w łóżku. —Byłbym chyba zazdrosny o innych.
-Tak naprawdę to był tylko jeden i dawno temu, bo tuż po rozpoczęciu studiów -zaczęła się zwierzać. —Nie było to jednak z jego strony nic poważnego. Po prostu wykorzystywał mnie do swoich celów. Miałam stypendium i mogłam płacić rachunki. Miałam też dobre notatki z wykładów. Później unikałam chłopaków. We wszystkich widziałam tylko ukryty cel zainteresowania mną.
-Na pewno jeszcze spotkasz tego jednego jedynego Ula- odparł, całując w usta.

Powrót do Warszawy i rozstanie z Ulą na parę dni doprowadzało Marka do szału. Nigdy nie tęsknił za kobietą tak jak teraz. Brakowało mu jej uśmiechu, rozmowy, dotyku.
-Marek zrób coś w końcu z Ulą, bo nie można wytrzymać z tobą- mówił mu przyjaciel w czasie drogi na lunchu. —Chodzisz zły, robisz błędy w pracy.
-Tylko, co Seba?
-Ożeń się z Ulą- rzucił bezmyślnie. —Sam mówiłeś, że to fajna, mądra dziewczyna i że tak dobrze jest ci w jej towarzystwie. Może to jest miłość.



Godzinę później Marek był już u jubilera i wybierał pierścionek dla Uli. Przed szesnastą natomiast pojawił się przed uczelnią Uli. Widok Marka zaś zdziwił ją, ucieszył i zaskoczył.
-Ula zakochałem się w tobie- rzekł, jak tylko podszedł do niej. —Teraz to wiem. Wiem też, że nie jestem ci obojętny. Nie oddałabyś mi się tak łatwo. Kocham cię Ula i mogę wykrzyczeć, to całemu światu.
-Naprawdę- wydukała. —Kochasz mnie?
-Najbardziej na świecie. Chcę usłyszeć to samo od ciebie Ula.
-Kocham cię Marek najbardziej na świecie- odparła.
Z oświadczynami chwilę Marek poczekał, bo plac przed uczelnią ze zgrają studentów dobrym miejsce nie był. Zaprosił natomiast Ulę do parku przy F&D, do którego często chodzili, rozprostować kości, znaleźć trochę ochłody przy fontannie i porozmawiać na spokojnie i bez węszącej Wioletty. Teraz na początku października tak ładnie, jak latem w parku nie było, ale nastroju ciągle był. Zwłaszcza na mostku.
-Ula wiem, że to szalone, ale nie chcę czekać- mówił, odwracając się do niej. —Wyjdziesz za mnie. Mam nawet pierścionek- dodał, otwierając ozdobne pudełko
-Marek ty naprawdę jesteś szalony – odparła ze łzami w oczach i wpatrując się to w Marka to w pierścionek. —Ale co tam, bo i wariatom trzeba dać szansę na miłość. Tak, zgadzam się, wyjdę za ciebie, będę najszczęśliwszą kobietą i tak dalej Marek.
Reszty tej doniosłej chwili dopełnił pocałunek i założenie Uli pierścionka na palec. Później nie pozostało im nic innego jak pojechać do Rysiowa i powiedzieć wszystko rodzinie Uli. Cieplak był trochę zdziwiony taką szybką decyzją i podejrzewał nawet, że za sprawą stoi ciążą córki. Oboje uspokoili go, że to miłość i nie jest nagła, bo dojrzewała w nich ponad trzy miesiące. Wieczorem natomiast Marek nowinami podzielił się z przyjacielem.
-Ale ja mówiłem to na odczepne- mówił zszokowany Seba w czasie spotkania w klubie.
-Na odczepne czy nie, ale jestem szczęśliwy. I dzięki Seba.
-Proszę.  A swoją drogą to zawsze miałeś słabość do studentek, modelek, sekretarek, brunetek i dostałeś niemal cztery w jednym- stwierdził wymownie. —Tyle pomagała ci, że można podciągnąć ją pod sekretarkę, a i miała występ na wybiegu.
-Nie da się ukryć Seba- odparł z uśmiechem. —Kobieta ideał jak dla mnie.

Tymczasem po ponad trzech miesiącach na horyzoncie pojawiła się ponownie Paulina. Jej życie bowiem w Petersburgu usłane różami nie było. Służba jej nie rozumiała, dla znajomych Lwa była za biedna, traktowali ją z góry i jak karierowiczkę. Nie była też dobrze urodzona, tylko wzbogaciła się poprzez pracę rodziców i Dobrzańskich. Z Lwem również jej się nie układało, bo często wychodził i zostawała na długie godziny samą. Gdy zaś miał dla niej czas to rano w czasie śniadania, na którym miała mu towarzyszyć, ale ona wolała spać o tej porze. Ciągnął również ze sobą na swoje spotkania, a na które często nie miała ochoty. Jednak to, że Paulina źle traktowała służbę przesądziło o rozstaniu. Niektórzy z nich byli bowiem z Lwem od dziecka i traktował jak rodzinę, a ona gardziła nimi, wykorzystywała i rządziła jak niewolnikami.  Po tych wszystkich porażkach Febo postanowiła nieoczekiwanie wrócić do kraju i pojawić się w swoim dawnym domu i życiu dawnego narzeczonego.
-Co tu robisz? -zapytał Marek, gdy zobaczył ją na progu domu.
-Wróciłam Marco. Teraz wiem, że Lew to był błąd i ty tylko się liczysz. Możemy rozpocząć wszystko od nowa- mówiła, próbując wejść do środka.
-Paula chyba zwariowałaś? -odparł, zagradzając jej wejście  —Nas już nie ma i nie będzie. Zresztą jest Ula. Z nią jestem i kocham ją. Od wczoraj jest też moją narzeczoną.
-I ja mam uwierzyć, że ty taki lubiący wolność zaręczyłeś się z nią w trzy miesiące- stwierdziła kpiąco?
-Zawsze możesz zadzwonić do moich rodziców i się przekonać- wtrącił sugestywnie. 
-W takim razie musiałeś zrobiłeś mi na złość, że cię zostawiłam- rzekła pewna swoich słów. 
-Nic z tych rzeczy. Jestem nawet ci wdzięczny za ułatwienie zadania. 
-To może specjalnie podrzuciłeś mnie Korzyńskiemu, żeby mieć wolną rękę? -spytała ze wzburzeniem. 
-Nikogo nikomu nie podrzuciłem- odparł spokojnie. —Sama wybrałaś. Gdybyś jednak nie wybrała, to nas i tak by nie było. Chciałem zakończyć nasz związek.
-Nigdy nie odważyłbyś się na taki krok- mówiła zdecydowanie. —Za długo byliśmy ze sobą.
-Myśl sobie co chcesz Paula. Teraz bądź tak łaskawa i zabieraj się stąd. Ja jadę do Uli i muszę pozamykać bramy. Twoje wszystkie rzeczy są u Aleksa. Tu nie masz nic do szukania.

Przez kolejne dni Ula z Markiem załatwiali sprawy związane ze ślubem. Dużej uroczystości nie planowali, to wystarczył im kościółek w Rysiowie i mała restauracja na obrzeżach Warszawy na weselę. Pomału remontowali również dom i urządzali po swojemu, a nie zostawiając w nim nic ze stylu Pauliny. Ula ku zadowoleniu Marka coraz częściej też zostawała u niego na noc.



Na początku roku Ula została panią Dobrzańską i tym samym rozpoczęli z Markiem swoje szczęśliwe wspólne życie. Marek dalej pracowała i rozwijał firmę, a Ula kończyła studia, zajmowała się domem i pomagała mężowi w pracy. Po trzech latach małżeństwa oboje zdecydowali, że czas na dziecko i przestali pilnować się. Z tym uporali się w miesiąc, bo Ula po tym czasie w czasie kolacji wręczyła Markowi małe pudełeczko z białymi bucikami. Maleństwo dopełniło ich szczęścia i Dobrzańskich seniorów, którzy z utęsknieniem czekali na wnuki.