czwartek, 12 sierpnia 2021

Ula z Rysiowa cz. 7

 

Przełom maja i czerwca przyniósł Uli i Markowi sporą ilości atrakcji. Na pożegnanie klas maturach Ula i Marek odgrywali główne role w przedstawieniu „Mąż zmarł, ale ma się już lepiej”. Po sukcesie szkolnym ich opiekun pan Skowroński zgłosił inscenizację do jednego z przeglądów szkolnych kół teatralnych. Ich liceum od czterech lat miała swoje kółko teatralne, ale do tej pory nie brali udziału w takim przedsięwzięciu. Teraz przedstawienie było na tyle dobre, że warto było spróbować i pojechać na konkurs do Łodzi. Jak na debiut na przeglądzie poszło im całkiem dobrze, bo na trzydzieści grup zajęli drugie miejsce, a Ula z Markiem zdobyli nagrody dla najlepszej aktorki i aktora. 


 

-Teraz możemy zagrać małżeństwo doskonałe Ula -rzekł, kiedy wracali do domu. Siedzieli obok siebie w busie i mogli rozmawiać. —Chyba jest taki tytuł czegoś tam?

-Myślisz, że Skowroński będzie chciał zrobić z nas etatowych małżonków w swoich przedstawieniach?

-Są pary aktorów, które idealnie do siebie pasują i reżyserowie właśnie ich obsadzają w swoich filmach albo przedstawieniach teatralnych. Z nami może być podobnie.

-Do czasu jak inni się nie zbuntują.

-Powiem ci w tajemnicy -rzekł, ściszając głos -niektórzy są po to w kółku, aby ocenę mieć lepszą z polskiego i zasługi dla szkoły dobrze wygląda na świadectwie. Zrobisz coś dla mnie? -zapytał tajemniczo i zmieniając nagle temat.  

-Dla ciebie wszystko, co możliwe Marek.

-Dzwoniła do mnie mama i prosiła, abym cię spytał, czy miałabyś czas pierwszego czerwca pomóc w fundacji na zabawie. Beatkę i Jasia mogłabyś wziąć ze sobą. Sobota akurat przypada.

-Pewnie, że mogę, ale bez Betti -odparła bez zastanowienia. —Będę musiała ją pilnować i w niczym twojej mamie nie pomogę. Ale Jaśka z chęcią wezmę.

 

Dzień dziecka w fundacji Heleny był sporą zabawą. Były dmuchane zabawki, teatrzyk, animatorka od malowania dzieciom twarzy, konkursy i klaun. Do tego słodycze, napoje gazowane, owoce i pizza robiona z Aleksem na miejscu.  Tak więc dzieci pod opieką paru wolontariuszy bawiły się znakomicie. Marek ku radości dziewczynek przebrał się nawet księcia.

-Za królem dzieci sznurem Marek -rzekł mu Aleks. —Nawet sześciolatki za tobą biegają. 

-Nie jestem królem, tylko księciem -wtrącił.

-Do króla sznur się rymuje. Ma to od dziecka -zwrócił się do Uli. —Zawsze pełno dziewczynek i większych dziewczynek koło niego się kręciło.

-Tak jak tutaj. Ja jestem dla nich niewidzialna.

-Jak to w przypadku Marka -odparł Febo. —Chociaż jestem starszy o dwa lata, on zawsze miał większe powodzenie u dziewczyn -mówił, z wyrzutami, ale bez zawiści.

-Nie moja wina, że natura mnie obdarzyła dołeczkami -odparł, chełpiąc się swoim atutem.

-Witaj Marco -przerwała im jakaś młoda dziewczyna. —Z miesiąc się nie widzieliśmy -dodała, uwieszając się na jego ramieniu.  

-Cześć -odparł na siłę. —Ty tu?

-Twoja mama mnie zaprosiła. A to kto? -zapytała, patrząc na Ulę.

-Paula poznaj Ulę -rzekł, wskazując dłonią na Ulę. —Ula to Paula siostra Aleksa. Jest w twoim wieku.

-To twoją siostrę uratował? -rzekła do Uli. — Marek nasz bohater -dodała, zanim Ula zdążyła odpowiedzieć. —Mnie zawsze bronił w dzieciństwie przed kolegami w podstawówce. Chodziliśmy do jednej klasy. Chociaż jestem młodsza o rok. Od dziecka razem. My i Aleks. Jeszcze we Włoszech trzymaliśmy się razem.

-Paula myślisz, że Ulę interesuje twoje dzieciństwo? -przerwał jej ostro Marek.

-A ty musisz być dla mnie tak niemiły?

-Po twoich ostatnich pomysłach mam być miły? -odparł pytaniem. —Co masz z tego, że raz Domi a innym razem Klaudię mi podsuwasz? -pytał, nie wspominając szczegółów ostatniego ich spotkania.

-Nic. Po prostu bawi mnie to, jak obie latają za tobą. 

 

Od paru miesięcy miał z przyrodnią siostrą problemy, bo wtrącała się w jego życie i trzyma z Klaudią i Dominiką. Febo przez dwa pierwsze miesiące liceum chodziła z nimi do jednej klasy i tam je poznała. Przeniosła się jednak do liceum dwujęzykowego z językiem włoskim, ale znajomość dziewczyn przetrwała. Marek już od pierwszych dni nauki w liceum wpadł w oko zarówno Dominice jak i Klaudii a Paulina była tą osobą, która znajomość mogła pogłębić. Markowi również na początku bliższa znajomość z obiema dziewczynami odpowiadała, ale na coś więcej niż flirt sobie nie pozwalał. Miały po szesnaście lat i sprawy łóżkowe wolał omijać w ich przypadku. One same dla siebie były zarówno rywalkami jak i przyjaciółkami.  Po roku stwierdził jednak, że są pustymi materialistkami i zaczął trzymać je na dystans. Wtedy właśnie Paulina wkroczyła do akcji i aranżowała przypadkowe spotkania w klubie, kinie, siłowni czy galerii. Nawet w czasie długiego majowego weekendu, gdy wyjechał do Łowicza do kolegi z kolegami nie miał od nich wytchnienia. To jak i Klaudia znalazła się w posiadłości Rutkowskich, nie wiedział, ale mógł przypuszczać, że wzięła ją ze sobą Paulina. Fakt był taki, że zamierzała wykorzystać okazję i zwrócić uwagę Marka ponownie na siebie.

-Asia i Grzesiu nie potrafią oderwać się od siebie -zagadnęła już pierwszego dnia wieczorem podczas grilla, gdy chwilowo był sam. —A Adam i Natalia gdzieś poszli.

-No i? -pytał bez zainteresowania.

-Moglibyśmy milej czas spędzić niż siedzieć tutaj -odparła, nie poddając się tak łatwo.

-A co? Proponujesz mi jakąś komedię w TV? Jeśli tak, to ja dziękuję. Nie lubię takich gatunków filmów.

-Kto mówił o filmie Marek?

-Od dawna nie jestem tobą zainteresowany, więc odpuść sobie, cokolwiek mi proponujesz -oznajmił kategorycznie.  —Zresztą muszę pilnować grilla, żeby sąsiedzi po straż nie zadzwonili. A ty znajdziesz kogoś do innego do umilania czasu.

-Nudnym się stajesz -warknęła, odchodząc.

Nie to jednak najbardziej zdenerwowało go, bo parę dni później Paulina i Domi zaserwowały mu podobną dawkę emocji. Pod nieobecność Aleksa przyszedł do domu rodzeństwa Febo, aby na prośbę przyrodniego brata zainstalować drukarkę i nauczyć Paulę obsługi. Choć obie dziewczyny były niepełnoletnie, to zastał je przy pustej butelce wina. Z ich zachowania można było również wywnioskować, że alkohol uderzył im już do głowy. Chciał jak najszybciej pracę skończyć, ale w połowie instalacji w pokoju pojawiła się Paulina.    

-Marco nie masz ochoty na trochę zabawy? -rzekła, będąc jeszcze w drzwiach. —Jesteś westchnieniem każdej kobiety -dodała, robiąc pięć kroków i przystając przy nim. — Tam w mojej sypialni Domi leży w samej bieliźnie. Nawet we trójkę możemy się zabawić – wyszeptała na koniec do ucha.

-Zwariowałaś Paula -odparł, odpychając ją i włączając dyskretnie w swoim telefonie funkcję nagrywania. —Zimny prysznic jest wam potrzebny -dodał, kierując się w stronę drzwi, bo pracy nie zamierzał dokończyć tylko jak najszybciej wynieść się stąd. Kiedy był już na korytarzu, pojawiła się i Dominika ubrana tylko w bieliznę.

- Marek jedno twoje słowo i będę twoja -usłyszał zza pleców.

-Ubierz kretynko -odparł, spoglądając przelotnie na nią.

-Ty chyba jesteś kretynem. Ślepym kretynem.

-A ty chyba głucha? -rzekł, idąc do drzwi wejściowych.

-Co ci się we mnie nie podoba?  Mam siedemnaście lat i piękne ciało. Stworzone dla ciebie. Tylko idiota by nie skorzystał.

-Co wy macie w głowach zamiast mózgu? Trociny? -pytał, zawracając na chwilę od drzwi wyjściowych.

-Cnotek się znalazł -odparł mu Paulina, kiedy był już w drzwiach wyjściowych.

Marek oczywiście swój pierwszy raz już przeżył. Było to tuż przed swoją osiemnastką, czyli cztery miesiące temu. Dziewczyna była cheerleaderką i na pierwszym roku wychowania fizycznego. Poznał ją w czasie meczu i znajomość przedłużył na miesiąc. Później dziewczyna sama podziękowała mu znajomość i jak szybko pojawiła się w jego życiu tak znikła. Niedługo po tym w jego życiu pojawiła się Ula i od tej pory ona jego myśli zajmowała.

 

Dwa dni po Domu Dziecka w ramach wymiany uczniowskiej z dwutygodniową wizytą do szkoły przyjechała grupa licealistów z Francji. Wśród tych, którzy mieli zająć się francuzami, była Ula i Marek. Im przydzielono Noela chłopaka, który bardziej zainteresowany był Ulą niż poznawaniem zwyczajów Polski i systemem uczenia.


 

Uwaga skierowana na Ulę podyktowana była zarówno ze swojej strony jak i Klaudii, która swoimi sposobami namówiła go, aby zakręcił się wokół koleżanki z klasy. Noel obdarzonym był urodą, ale uroda nie szła w parze z charakterem i nie był z tych romantycznych tylko lubiących się zabawić. Czasu więc nie tracił i już dwa dni po zapoznaniu się z Ulą chciał, umówić się z nią na indywidualne zwiedzanie Warszawy. Odmowa nie zraziła go i kolejnego dnia znalazła w swojej torbie małą Wieżę Eiffla. Stawał się też coraz bardziej natarczywy i już chciała poprosić o pomoc Marka, ale w końcu postanowiła sprawę załatwić sama w białych rękawiczkach i zaczęła być dla niego równie miła. Dała namówić się na lody po szkole, a w czasie rozmowy mówiła o swojej przyszłości, gdzieś poza granicami Polski i wypytywać o Francję. Wszystko to miało na celu zniechęcenia go. Gdy po tygodniu efektu to nie przyniosło, dała namówić się na randkę w sobotę, na którą przyszła razem z siostrą wmawiając Noelowi, że to jej córeczka. Chłopak, choć inteligentny nawet nie pomyślał, że to fortel i zainteresowanie Ulą minęło. Marek tymczasem patrzył na to wszystko z ukrycia i z zazdrością. W dodatku Klaudia pokazała mu jedno z zdjęć, na którym Ula i Noel są przytuleni. Nie to jednak było najgorsze, bo przez nieporozumienie wywnioskował, że łączy ich znacznie większa zażyłość niż to, co widział na zdjęciu.  Dzień przed wyjazdem francuzów bowiem przyszedł do ośrodka szkoleniowego, gdzie nocowała młodzież z Francji i w pokoju Noela w koszu zauważył zużytą prezerwatywę. Na stoliku nocnym zaś leżał zerwany wisiorek ze słonikiem, dokładnie taki, jak dał Uli na siedemnaste urodziny. Kiedy chwilę siedział z nim w pokoju zadzwonił telefon Noela i rozmawiał, z kimś przez telefon po francusku. Padło wtedy imię Ula i jakieś zadowolenie pojawiło się na jego twarzy. Ona sama pojawiła się chwilę później po wisiorek. Od tej pory dla Uli stał się oschły, unikał jej towarzystwa i uważał, że jest taka sama jak Domi i Klaudia. Ula natomiast nie pytała, co się stało.  Liczyła, że w swoim czasie sam jej powie, co go gryzie. Nie przypuszczała nawet, że chodzi o Noela i że jest zazdrosny.

 

Młodzież z Francji w końcu odjechała, a uczniowie liceum czekali na koniec roku szkolnego. Ten zaś Ula zakończyła ze świadectwem z czerwonym paskiem i sporą ilością nagród. Pomimo tego, że do tej szkoły chodziła tylko pół roku, to dostała również wyróżnienia za działalność w kółku teatralnym, gazetce szkolnej i za udział razem z Markiem w olimpiadzie matematycznej. Po rozdaniu świadectw wieczorem miały miejsce połowinki. Zabawa trwała do dwudziestej drugiej, a Marek bawił się prawie ze wszystkimi dziewczynami. Jedynie starał się omijać Ulę i tylko raz zatańczył z nią, aby nie było to podejrzane. W połowie zabawy słyszał, jak Ula rozmawia z koleżankami o Noelu i o nim, ale był hałas i usłyszał za mało, nie to co miał i znowu wyciągnął pochopne wnioski. Jeszcze przed wydarzeniami w hotelu planował, że w czasie połowinek spyta Ulę czy może odwiedzić ją w czasie wakacji i czy mogą zacząć się spotykać. Wtedy i teraz czuł się jak zdradzony. Zabawa w końcu dobiegła końca i młodzież porozjeżdżała się do swoich domów. Marek do domu wracał pieszo, bo miał blisko i w towarzystwie Dominiki. Oboje mieszkali w sąsiedztwie i doczepiła się, gdy wychodził.  Jemu natomiast było obojętnie, z kim idzie. Kiedy znaleźli się już pod domem rodziców Domi, zaproponowała, aby zabawę przedłużyć u niej. Zwłaszcza, że mieliby być sami, bo jej rodzice pojechali na wesele. Pięć minut później Marek siedział w pokoju dziewczyny, a ona poszła po wino. Na połowinkach, choć nielegalnie wino było również i oboje mieli już trochę wypite.  

 Noel zna się na rzeczy. Mówię wam dziewczyny -przypomniały się mu słowa Uli. Ciekawa jestem, jak Marek wypadłby w porównaniu z nim. Pewnie słabo -dodała Wioletta.  Nie w każdym sporcie jest się mistrzem dziewczyny -odrzekła Ula.

Nie wiedział, tylko że Ula z koleżankami rozmawiała faktycznie o sporcie i pasji Noela, czym była wspinaczka po ściance. Marek ostatnio również próbował w tym swoich siła i stąd było porównanie do niego.

Jego myśli przerwała Domi, która wróciła do pokoju z dwoma kieliszkami i winem. Jakiś czas raczyli się trunkiem, a atmosfera stawała się coraz gęściejsza.

-Dalej jesteś chętna na -zaczął, ale nie skończył.

-Mareczek musiał się napić, aby odwagi nabrać?