środa, 9 grudnia 2015

Miniaturka Doktorek 2/2



-Możesz mnie tak nie ściskać. Siniaki będę mieć- oburzała się Paulina.
-Wyjdź po dobroci to nie będę cię tak ściskał- odparł Sebastian.
-Marek chyba nie pozwolisz, żeby mnie tak traktował- próbowała protestować. Powiedz coś.
-Kup sobie Altacet- odparł. To podobno pomaga na siniaki i krwiaki.
- Oni teraz będą godzić się i całować- dodał Sebastian.  Chyba nie chcesz tego oglądać Paulino.
Usłyszeli jeszcze jakieś nieokreślone dźwięki w wykonaniu Febo i drzwi za nimi zamknęły się. Ula i Marek chwilę patrzyli na siebie. W końcu Dobrzański wyciągnął rękę w stronę Uli. Pociągnął delikatnie i wylądowała na skraju jego łóżku.
-Ula tak bardzo tęskniłem i cierpiałem - mówił z czułością. Żałowałem nawet, że nie zginąłem w tym wypadku.
-Marek jak możesz mówić takie okropności- rzekła z takim samym oburzeniem, co Sebastian dwa dni temu.
-Ula błagam cię nie wyjeżdżaj-prosił z rozpaczą w głosie. Kocham cię jak żadną inną- dodał.
-Marek ja-zaczęła nieśmiało.
 - Przepraszam nie powinienem prosić cię o coś takiego- wtrącił ze smutkiem, po tym jak źle odczytał jej reakcję. Jesteś z Piotrem, wyjeżdżacie…
Przerwała mu delikatnym pocałunkiem. Z obawy, aby nie sprawić Markowi bólu było to bardzo subtelne muśnięcie wciąż opuchniętych ust. Dla Dobrzańskiego było to jednak bardzo ważne. Od tak dawna o tym marzył i nie pozwolił, aby poprzestać na tym jednym pocałunku. Przytrzymał jej twarz ręką i oddawał pocałunek.
 - Ja też cię kocham- wyznała szeptem i ze łzami, gdy Marek skończył pocałunek. Wciąż kocham. Nigdy nie przestałam- mówiła i gładziła powypadkowe ślady na policzku. Uświadomiłam sobie to po tej wspólnie spędzonej nocy w pracy. A tak naprawdę to chyba po tym jak Maciek przyniósł mi list, który napisałeś przed moim wyjazdem na Mazury.  Przeczytałam go dopiero niedawno, ale wydawałeś mi się już nieosiągalny. Myślałam, że wróciłeś do Pauliny i dlatego brnęłam dalej w związek z Piotrem- tłumaczyła się tak jakby z Sosnowskim nie łączyło ją nic szczególnego.
- Paulina już dawno przestała dla mnie istnieć i nigdy bym do niej nie wrócił- zapewniał. Od czasu naszego wyjazdu do SPA liczyłaś się dla mnie tylko ty. Ale dopiero jak odeszłaś z firmy zrozumiałem jak wiele znaczysz dla mnie. Próbowałem wszystko naprawić, jednak jak wiesz z marnymi skutkami-zaśmiał się. - W końcu chciałem te uczucie wymazać z siebie, bo odkąd pojawił się Piotr nie miałem już nadziei.  Te ostatnie dni, gdy wszyscy naokoło mówili o was były najgorszymi dniami w całym moim życiu. Byłem święcie przekonany, że któregoś dnia wyjdziesz za niego za mąż i bezpowrotnie cię stracę.  Dlatego chciałem wyjechać i z dala od ciebie i wspomnień, zapomnieć.
-To tak jak ja- zaśmiała się i ona. Chciałam wyjechać, aby zapomnieć.
- Powinniśmy porozmawiać dużo wcześniej- rzekł rzeczowo. Oboje byliśmy głupi, że nie było nas stać na szczerą rozmowę.
-To prawda- przyznała mu rację poprawiając kołdrę. Może nie byłoby tego wypadku i cierpienia.
-Ale należało mi się za te wszystkie skrzywdzone kobiety- dodał. Dopiero teraz, gdy na własnej skórze poczułem jak to jest być porzuconym zrozumiałem, jaką krzywdę wyrządziłem tym wszystkim kobietom.
- Marek to już przeszłość- przekonywała. Teraz zmieniłeś się i zrozumiałeś swoje błędy. I to jest najważniejsze.
-Ale to przez Paulinę taki się stałem- usprawiedliwiał się. Budziła we mnie wszystko to, co najgorsze i dlatego ciągle szukałem nowych, krótkotrwałych znajomości. Paulina to zła kobieta.  A to, co zrobiła dzisiaj to przekracza wszelkie granice. Ula ja czułem twoją obecność i słyszałem twój głos- rzekł i wziął za rękę. Jak ona mogła zabronić ci tu wejść- pytał z niedowierzaniem?
-Marek nie ma sensu dalej o niej mówić i denerwować się- przekonywała.  Ty potrzebujesz spokoju a Pauliny już nie ma.
- Masz rację. A, co było z Piotrem- zapytał? Seba mówił, że to szuja.
- On zrobił coś podobnego. Byliśmy w ambasadzie, gdy dzwoniłeś a ja na chwilę wyszłam do toalety.  Wykorzystał okazję i napisał za mnie sms-a i odrzucił połączenie. Ale on też to już przeszłość i też nie ma sensu o nim wspominać- rzekła i machnęła niedbale ręką. - Wiesz, że gdy pierwszy raz do ciebie dzwoniłam w czasie pokazu to chciałam powiedzieć ci dokładnie to samo, co powiedziałeś mi niedawno.
-Że byliśmy głupi-zapytał żartobliwie?
- Nie- zaprzeczyła i zaśmiała się. Chciałam prosić cię żebyś nie wyjeżdżał.  Nie odbierałeś jednak telefonu i miałam nagrać się, ale Ania ponaglała mnie abym wróciła na sale i zostawiłam to na później. Później już nie odbierałeś i byłam przekonana, że jednak wyjechałeś. A później to już wiesz, co było. Dopiero Wiola powiedziała mi dzisiaj, co się stało.
-Na szczęście kochanie, Wiola ma czasami przebłyski całkiem błyskotliwego myślenia-odparł z zadowoleniem. Ale nie mówmy dłużej o PP i wyjazdach. Wolę zająć się czymś znacznie przyjemniejszym- rzekł wpatrując się w usta Uli. - Skarbie wprowadzisz się do mnie- zapytał chwilę później pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem?
-Jeśli się postarasz to, kto wie?

Sebastian tymczasem wrócił do firmy. Na firmowym parkingu dostrzegł Sosnowskiego. Stał oparty o samochód od strony pasażera jakby czekając na kogoś. Chciał zadzwonić do Marka i spytać czy ma się z nim rozprawić, ale z biurowca wybiegła Wiola i jak nic kierowała się w stronę Piotra.  Chwilę później zaczęła okładać go torebką.
 -Padalcowaty zaskroniec i jadowita żmija- mówiła do zaskoczonego mężczyzny. Żeby tak okłamać Ulę i Marka.
-Wiola odbiło ci- pytał zasłaniając się przed kolejnymi atakami.
-Jesteś gorszy od świni. Jesteś jak dzika świnia z samego środka głuchej puszczy- nie odpuszczała Wiola.
Sebastian zaskoczony całą tą sytuacją wyskoczył z auta i włączył w telefonie funkcję nagrywania. Musiał mieć coś takiego. Wioletta tymczasem nie zaprzestawała swojego ataku.
-Myślałeś, że uda ci się wywieźć Ulkę-pytała z wyrzutami. Ale nici wzięły twoje projekciki. Razem z Ulą odkryłyśmy twój podły postępek z sms-em.
Sosnowski nie bardzo miał gdzie uciekać przed Wiolą i jej torebką, bo obok stał drugi zaparkowany samochód i wyminąć jej nie dało rady. Odruchowo, więc cofał się do tyłu, ale akurat zaparkował przy skwerze z różami a kolce haczyły mu się do ubrania, co w rezultacie utrudniało mu ucieczkę.
- Jesteś wariatką- odparł, kiedy wyplatał się z krzewu róż i wskakiwał do auta. Dzwonię do Uli.
- Dzwoń sobie- powiedziała i z satysfakcją zastukała telefonem Uli w okno.

-No, no Wiolka. Nie znałem cię od tej strony- zagadnął chwilę później Sebastian.
- Należało mu się. Karykatura jedna- dodała waląc jednocześnie w dach odjeżdżającego samochodu.
- Wiolka kreatura jak już. Karykatura to taki ośmieszający obrazek. Najczęściej twarzy.
-To się mocno nie pomyliłam- zaśmiała się. Widziałeś jego minę.
-Nawet to nagrałem Wioluś. Na pamiątkę dla Uli. Zaraz wyśle jej.
-Markowi Sebulku. Ula tak się spieszyła do Marka, że zostawiła telefon we firmie.

-Seba, co to ma być- pytał chwilę później Marek z wyraźnym rozbawieniem.
-Żebym ja to wiedział. Atak torebkowy- zapytał i włączył głośnik w swoim telefonie, aby Wiola również mogła słyszeć rozmowę.
-Ale Ulka, chyba nie zabije mnie z tego powodu-spytała z niepokojem?
-Spokojnie Wiola– odezwała się sama zainteresowana. Nic ci nie zrobię.  Było to nawet zabawne i lepiej sama tego bym nie zrobiła. Załatwiłaś go koncertowo za to świństwo i za wszystkie poprzednie.
-To dobrze -odparła z ulgą. Mówię ci Ulka, gdy zobaczyłam, że to on dzwoni, bo zostawiłaś telefon w pracy- wtrąciła. 
-Tak wiem Wiola. I co z tym Piotrem-dopytywała się.
-Gdy zobaczyłam, że to on dzwoni to krew mi się tak zagotowała, że aż parowałam- relacjonowała. Pomyślałam sobie, że pokonam go własną bronią. Odrzuciłam połączenie i chciałam wysłać mu sms-a, że jesteś z Markiem i ma spadać. To znaczy w sensie, żeby myślał, że to ty piszesz, ale zauważyłam go z oka na parkingu. Mówię sobie, że to jeszcze lepiej, bo tam pójdę i powiem mu, co o nim myślę. Odpisałam tylko, że widzę go i już schodzę. A tą torebkę to ja jakoś odruchowo ze stolika wzięłam-dodała z rozbawieniem. O Boże Ulka a jak on oskarży mnie o napaść zbrojną- wrzasnęła nagle z przerażeniem i chwytając się za głowę? – I wsadzą do więzienia z tymi wszystkimi zbrodniarzami i zboczeńcami.
-Nie nic ci nie grozi- uspokajał Sebastian.
- A nawet, jeśli to każdy sąd cię uniewinni- dodała Ula. Należało mu się i mam nadzieję, że Piotr to już przeszłość.
-Bo masz. To, kiedy będziesz- spytała nieco uspokojona. Dziennikarze i kontrahenci urywają mi drzwi i okna a telefon dzwoni na okrągło.
- Za jakąś godzinę- odparła rozbawiona. Przypilnuj jeszcze przez chwilę wszystkiego.

 Co do Sosnowskiego to obie myliły się. Piotr dzwonił jeszcze tego samego dnia i to kilka razy. Pierwszy raz, gdy Ula była jeszcze poza firmą. Dla świętego spokoju i za namową Wioli w końcu odebrała i umówiła się w pobliskiej kawiarni.
-Ula myślałem, że stać cię na coś więcej niż wysługiwanie się tą wariatką Wiolą-zaczął. A ty nawet nie miałaś odwagi spotkać się ze mną i porozmawiać. Chcę ci wszystko wytłumaczyć. Po tym wszystkim, co nas łączyło chyba należała nam się chwila rozmowy. Tak się nie robi Ula, żeby wyjechać i ….
-Tak się nie robi- przerwała mu ostro. A wysyłanie w moim imieniu wiadomości to się robi- pytała? - I nie o odwagę tu chodzi, bo ja nic złego nie zrobiłam. Ja po prostu nie chciałam już więcej razy oglądać ciebie. Zawiodłeś mnie we wszystkim, w czym można było tylko. Ciągle tylko mąciłeś między mną a Markiem, wmawiałeś mi jak to się źle prowadzi i powtarzałeś, że jest zakłamany, a sam jesteś dokładnie taki sam.  W przeciwieństwie do niego-dodała.  Marek nigdy nic nie robił przeciwko nam. I sama się dziwię, że mogłam być, aż tak głupia żeby zrozumieć to dopiero teraz, gdy mogłam go stracić. I to bezpowrotnie stracić.  Mogłam wyjechać i zostawić miłość mojego życia albo on mógł zginąć w tym wypadku.  Kocham Marka i nic i nikt tego nie zmieni-mówiła z coraz większą pewnością, że dobrze robi mówiąc mu to wszystko.    
- Kocham go- zaśmiał się ironicznie. - A ja Ula, kim ja byłem dla ciebie tak naprawdę-spytał po chwili z wyczuwalną złością. Czułaś w ogóle coś do mnie, czy tylko bawiłaś się mną, byłem w zastępstwie i tak na pocieszenie.
-Nie, nie bawiłam się- mówiła spokojnie, aby nie dać wyprowadzić się z równowagi. Tego możesz być pewny. Po prostu nigdy nie powinno między nami być nic więcej niż zwykłe koleżeństwo, czy przyjaźń. Ja od początku do tego dążyłam, ale dałam ponieść się namową koleżanek, żałuję tego i wiem, że to woja wina.
-Przyjaźń- rzekł z goryczą. To, po co zgadzałaś się na nasze spotkania i wyjazd? Dawałaś nadzieję, że między nami może coś być. Ula przemyśl to wszystko jeszcze raz-dodał po chwili. Wiesz, jaki Marek jest. Dzisiaj ty a jutro inna.
-I byłbyś zdolny żyć z kobietą, która mówi ci, że cię nie kocha i żebrać o miłość- pytała z niedowierzaniem.
- Nie-odpowiedział przełykając ślinę. Nigdy tak bym się nie upokorzył. Mam swoją godność. Myślałem, że to ty zmienisz zdanie i zrozumiesz, co jest dla ciebie lepsze.
- To źle myślałeś. Ja już podjęłam decyzję i zdania nie zmienię-powiedziała ostro.
- Oby cię, kiedyś skrzywdzi –odrzekł egoistycznie. Może, wtedy zrozumiesz, co straciłaś.
Ula oburzyła się na jego słowa i chciała odejść, ale nie dała ponieść się emocją.
- Nie martw się o to- odpowiedziała pewnie i spokojnie.  -I przynajmniej wiem, czego nie zyskałam. Do pięt Markowi nie dorastasz. Powiedział mi dzisiaj, że nie ma do ciebie żalu i jeśli potrafię to mam rozstać się z tobą w miarę jak najlepszych relacjach, ale jak widać nie da się. Najlepiej, więc będzie jak wyjedziesz i zostawisz nas w spokoju-odpowiedziała i wstała od stolika.  Mimo wszystko życzę ci wszystkiego dobrego- dodała jeszcze i odeszła.

Późnym popołudniem, gdy Ula wróciła do domu zastała ojca przygotowującego uroczystą kolację dla ośmiu osób. Wyciągnął najlepszy serwis obiadowy i rozłożył na stole w salonie.  
-Pomyślałem córciu, że trzeba uczcić twój wyjazd i zaprosiłem Maćka z rodzicami i Piotra. Był tutaj rano chwilę po tym jak wyszłaś. Myślał, że zdąży po dyżurze przyjechać i zawieźć do pracy.  A gdzie on jest- dopytywał. Mówił, że zrobicie ostatnie przedwyjazdowe zakupy i przyjedziecie razem.
-Niepotrzebnie przygotowujesz to tato- poinformowała go. Rozstałam się z Piotrem- dodała chwilę później. Chociaż rozstałam się to źle powiedziane. Rozstać to się można w miarę przyjaźnie, a ja rzuciłam go. Okazał się kłamcą i łajdakiem- rzekła i opowiedziała ojcu całe sobotnie zajście.
- Zresztą cały czas mieszał między nami- kontynuowała. Pamiętasz tę bójkę. Okazało się, że było trochę inaczej niż mówił Piotr. Sprowokował Marka mówiąc, że może być tylko chłopcem na posyłki i do parzenia kawy, i rzucał w niego prowokująco piłkę. Podobnie było z tą modelką, gdy mówił mi, że widział jak Marek całował ją przed klubem i proponował hotel.
Cieplakowi trudno było uwierzyć w to, co mówiła mu córka. Sosnowski wydawał się być bez skazy i cieszył się z ich związku.
-Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło-odparł wysilając się na wyrozumiałość i uprzejmość. Przynajmniej zostaniesz w domu córciu.
-Nie do końca tatusiu. Przeprowadzam się do Marka. Po wyjściu ze szpitala będzie potrzebował pomocy- tłumaczyła mu. Ale będziemy tutaj przyjeżdżać. Bardzo często.

Nazajutrz po przyjściu do pracy Ula w swoim biurze znalazła bukiet róż w chabrowym kolorze. Już sam ich widok oszołamiał a zapach przyprawiał o zawrót głowy.
-Posłaniec przyniósł niedawno- poinformowała Wioletta.  Policzyłam Ula cały tuzin a w środku jest bilecik. I przysięgam nie zaglądałam- powiedziała podnosząc palce jak do przysięgi.

 Ty zwątpiłaś a ja oszalałem...
Kocham- jak nigdy nie kochałem.
Kocham-jak kochać chciałem.
 Ciebie i nikogo więcej.
Kocham, kocham, najgoręcej

-I, co Marek-spytała a raczej stwierdziła Wiola.
-Tak Marek- odparła wąchając jeden z kwiatów. Niczym się nie zdradził, gdy byłam u niego rano w szpitalu.
Dobrzański tymczasem zastanawiał się, czy kwiaty już dotarły. Cały wczorajszy wieczór spędził przy tablecie przeglądając pierścionki i wierszyki na bilecik. W końcu zdecydował się i wybrał obie te rzeczy. Wpis na bilecik był prosty, ale zawierał wszystko to, co chciałby wyrazić. Do tego zamówił bukiet tuzina róż. Biżuteria również została zamówiona i czekał tylko na posłańca ze sklepu. 
 Ula z podziękowaniami długo nie czekała i zadzwoniła od razu. Marek równie szybko odebrał.
-Marek są piękne-mówiła z zachwytem. I dziękuję.
-Tak myślałem, że spodobają ci się kochanie- rzekł zadowolony. Zastanawiam się tylko, co jest piękniejsze. Twoje oczy czy te róże.

Trzy dni później Marek mógł wrócić do domu. Ula również wprowadziła się do jego mieszkania. Wzięła tego dnia wolne i zajęła się wszystkim. Rano z pomocą Maćka przywiozła tu swoje rzeczy, przewietrzyła pomieszczenia i zrobiła zakupy. Popołudniu natomiast razem z Sebastianem pojechała odebrać go ze szpitala.  Po przyjeździe ulokowała Marka na kanapie i przekonała, aby się zdrzemnął a sama wzięła się za obiad. Marek leżąc na kanapie nie mógł nacieszyć się widokiem krzątającej się Uli.  Jego marzenie w końcu spełniło się.  Zamknął oczy i leżąc marzył o ich wspólnej przyszłości.  Miał dla niej też niespodziankę, ale postanowił zostawić to na później.  Nie chciał jej teraz przeszkadzać, ani nie chciał robić tego w pośpiechu i bez odpowiedniej atmosfery. Godzinę później Ula obwieściła, że obiad jest gotowy.
-Skarbie to jest pyszne-wychwalał po pierwszych kęsach i zgodnie z prawdą.
-Dzięki- odparła zachwycona. Chociaż to tylko potrawka z perliczki. Lekarz zalecił ci jeszcze trochę diety.
- To nic, że potrawka- zapewniał.  Po szpitalnym jedzeniu wszystko jest dla mnie rarytasem. I cieszę się, że zgodziłaś się zamieszkać ze mną. Obiecuję, że jak już wrócę całkiem do zdrowia to ja zajmę się tobą najlepiej jak potrafię.
-W to nie wątpię kochanie -odparła tajemniczo.

 Po obiedzie i po tym jak Ula wszystko uprzątnęła mieli czas dla siebie. Czerwona kanapa w salonie była wystarczająco duża, aby pomieścić ich oboje. Leżeli na niej wtuleni w swoje ramiona i wspominali czas od ich pierwszego spotkania, poprzez pierwszy pocałunek, SPA, do tego ostatniego spotkania, czyli gdy pracowali razem nad zmianami w kolekcji. Opowiedział jej również o karteczkach, którymi wykleił jej biuro, a które ciągle leżały u niego w szafie.
-Szkoda, że sprzątnąłeś. Pewnie wyglądało to pięknie - westchnęła ze zachwytem.  I może wszystko potoczyłby się inaczej.
- A może potrzebowaliśmy takiego wstrząsu- odparł.  I obiecuję ci, że kiedyś wykleję ci te serce i półki – dodał szeptem w ucho.
 Chwilę później zerwał się z kanapy i pobiegł do wieszaka. Z marynarki wyciągnął małe zawiniątko, wrócił do salonu i uklęknął przed Ulą.
-Ula wyjdziesz za mnie- spytał zaskoczoną kobietę otwierając ozdobne pudełeczko.
Przez chwilę patrzyła na Marka z niedowierzaniem a z gardła nie potrafiła wykrztusić słowa. Oczekiwała oświadczyn, ale nie tak szybko, a zwłaszcza nie dzisiaj. Dopiero po chwili wróciła z osłupienia, odzyskała głos i mogła odpowiedzieć ciągle oczekującemu Markowi.
-Tak-szepnęła. Tak, tak Marek-krzyknęła i rzuciła się w ramiona ukochanego.
- Auć- jęknął lekko. Ulka ostrożnie moje żebro.
- O Boże Marek zapomniałam i przepraszammówiła ze skruszeniem głaszcząc obolałe miejsce.
-Nie szkodzi – odparł widząc jej przepraszającą minę. Mocno nie bolało.
Chwilę później wziął jej dłoń pocałował i wsunął na jej palec pierścionek.
-Jest piękny-westchnęła patrząc na ten drobiazg. Schyliła się i w podzięce pocałowała Dobrzańskiego. Jemu nie pozostało nic innego jak oddać pocałunek.
-Tak bardzo cię kochałam, że nie jestem w stanie wyrazić tego słowami- szeptała ze łzami szczęścia pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.
- Ja też cię kocham. Bardzo mocno kocham. Bardziej niż to sobie wyobrażasz- odpowiedział równie szczęśliwy i wrócił do jej ust. Ciepło jego pocałunku rozchodziło się po jej ciele i docierało do najodleglejszych miejsc.
 -Tak bardzo chciałbym kochać się z tobą już dzisiaj, ale na razie nie mogę- tłumaczył się, gdy zaprzestał na chwilę tych gorących pocałunków.
-Spokojnie Mark- uspokajała go. Ja sama wiem, że nie powinieneś i nie wymagam.
-Pytałem jednego lekarza i zalecił poczekać przynajmniej sześć tygodni nawet do dwóch miesięcy- ciągle mówił jakby usprawiedliwiał się.
-To nic kochanie-zapewniała. Mamy na to całe nasze dalsze życie. Te dwa miesiące szybko nam miną.
 Mijały kolejne dni i tygodnie. Marek już całkiem wrócił do zdrowia, a Ula już na dobre zadomowiła się u niego i było im razem dobrze.  Było całkiem inaczej niż z Pauliną. Ula nigdy nie miała o nic pretensji, ani nie robiła o byle, co hałasu. Rano chodzili razem do firmy, później na obiad do restauracji albo Ula gotowała dla nich w domu a wieczory spędzali zazwyczaj na kanapie leżąc wtuleni w siebie i rozmawiając. Nie skąpili sobie przy tym pieszczot i pocałunków. Uwielbiał całować jej słodkie usta i czuć pod palcami jej piękne ciało. Z niecierpliwością czekał, kiedy lekarz prowadzący go powie mu, że może wrócić już do sypialni. W końcu po sześciu tygodniach doczekał się i tego.  Ten pierwszy raz kochał się z nią z czcią i uwielbieniem. Pieścił i całował każdy skrawek jej ciała dając najwspanialszą rozkosz. Sam również czerpał z tego jak najwięcej i zachwycał się jej idealnym ciałem. Teraz to wiedział na pewno, że jego Ula była idealna i żadna modelka, czy przypadkowa panienka nie mogła równać się z nią. Ula nie była mu dłużna i oddawała pieszczoty. Każdy najdelikatniejszy dotyk Uli sprawiał mu przyjemność i chciał więcej i więcej.  Choć nie miała w tych sprawach dużego doświadczenia to czuła, że Marek jest dla niej idealny. Uwielbiała ich splecione ciała, gdy byli tak blisko siebie. Oboje rozpływali się w tym, co robili i oboje byli w pełni szczęśliwi. Do szczęścia brakowało im tylko dziecka, ale przy ich intensywności w kochaniu się i o to postarali się szybko, bo już w niespełna dwa miesiące później.
W pracy również wszystko szło po ich myśli. Kolekcja odniosła sukces a Febo na stałe wyjechali do Włoch. Wrócili też do układu z czasów, kiedy byli najbardziej szczęśliwi, czyli do asystentki i szefa. W tej sielankowej atmosferze czekali na ślub.  Jeszcze w czasie choroby Marka wszystko załatwili. Ustalili, że odbędzie się w tym roku pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem i nie będzie wystawny.  Zaprosili tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół z firmy a mały zabytkowy kościółek w Rysiowie idealnie wpasował się do reszty oprawy.
Pół roku później na świat przyszła ich córeczka. Marek był dumny z tej małej istotki i z tego, że był przy porodzie i nawet nie zemdlał. Było to ich pierwsze dziecko z trójki pociech. Po Madzi przyszedł czas na syna Szymona i na kolejną córkę Helenkę.
Po kolejnych latach małżeństwa Ula z ulgą mogła stwierdzić, że przepowiednie Piotra, co do wierności Marka nie spełniły się. Z każdym kolejnym rokiem był coraz bardziej zakochany i udowadniał jej to zarówno słowami jak i czynami. Marek myślał podobnie. Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej kochał swoją idealną żonę, swoje dzieci i dziękował za te wszystkie wspólnie spędzone lata.
KONIEC

poniedziałek, 30 listopada 2015

Miniaturka Doktorek 1/2



-Ula czekamy tylko na ciebie, choć już- zawołała za nią Ania recepcjonistka z F&D.
-Zaraz przyjdę. Muszę załatwić coś bardzo ważnego – odpowiedziała jej i zakasując długą ślubną sukienkę pobiegła w stronę garderoby.
Z koszyczka i z mnóstwa innych telefonów wygrzebała swoją Nokię. To mistrz Pshemko, po tym jak na odprawie przed pokazowej zauważył, że większość z modelek i modeli zajęta jest bardziej telefonem niż tym, co mówi zarekwirował wszystkim aparaty. Ula, choć była tutaj prezesem również musiała pożegnać się z telefonem, a czekała na wiadomość od Marka. Nie widzieli się od wczorajszego ranka, gdy skończyli pracę nad pokazem. Wyszedł, gdy ona zasnęła i nawet nie mieli okazji pożegnać się. Od tego czasu tylko raz rozmawiali przez telefon. Wczoraj popołudniu zadzwonił i obiecał jej, że jeśli będzie, kiedyś potrzebny to zawsze może na niego liczyć. Szybko wybrała numer Marka i czekała na połączenie, ale Marek nie odbierał. Chwilę później włączyła się poczta głosowa i miała właśnie zostawić wiadomość, gdy w drzwiach pojawiła się Ania i ponaglała, aby wróciła na pokaz. Zrezygnowała, więc z pozostawienia wiadomości i wyszła za koleżanką.
 
 
 
- Przed nami ostatni punkt pokazy, czyli pokaz sukni ślubnej- zapowiadał tymczasem konferansjer. Dodajmy modelce otuchy brawami, bo to jej debiut w tej roli- dodał.
 Ula w pełnej krasie wkroczyła na scenę a jeden z modeli podał jej dłoń i przy owacjach poprowadził po wybiegu.
-To był już ostatni punkt dzisiejszego wieczoru- zakomunikował chwilę później prowadzący. Panie Przemysławie prosimy na scenę.
Przy ogromie oklasków na scenie pojawił się Pshemko a wraz z nim nastąpiło finałowe wyjście.  Ula również kroczyła po scenie i rozglądała się za Markiem.  Ani na białym koniu, ani samochodem, ani na chwilę. Po prostu nic.
Po skończonym pokazie z miejsca pobiegła po swój telefon. Miała nadzieję, że Marek oddzwonił albo, chociaż zostawił wiadomość. Nic takiego jednak nie było. Za to Piotr Sosnowski jej niby chłopak dzwonił i to dwa razy. Zostawił również sms-a.
Ula będę jutro czekał przed ambasadą o dwunastej. Przyjedź proszę i kocham Cię.
A jednak odjechał, odleciał, zniknął z mojego życia, wybrał Włochy i Paulinę. Przepadło Ula, przepadło- pomyślała niezainteresowana wiadomością od Piotra. Choć z nikłą nadzieją, ale zadzwoniła jeszcze raz do Marka. Telefon był już jednak poza zasięgiem.

W czasie, kiedy w jednej z hal widowiskowych trwały przygotowywania do pokazu i sam pokaz Marek kończył się pakować i podążał w stronę lotniska. Chciał wyjechać i zapomnieć o Uli. Ona już wybrała i wolała Piotra i wyjazd do Bostonu niż bycie ze mną- myślał od paru dni.  Wyjadę i z dala od Uli może, choć trochę uwolnię się od wspomnień i zapomnę. Postanowił skorzystać z zaproszenia byłej narzeczonej i pojechać wraz z nią na wakacje. Chociaż wiedział, że jest to, jak powiedział Sebastian, zły pomysł.  Olszański uważał, że Marek to jedyna słabość Pauliny i będąc razem we Włoszech będzie próbowała odzyskać go. On jednak innego pomysłu oprócz wyjazd nie miał. Wytłumaczył jej tylko, że mogą jechać, jako przyjaciele i nic oprócz przyjaźni nie może jej zaoferować, a ona zgodziła się na te warunki.
Jechał właśnie w stronę lotniska, gdy usłyszał dzwoniący telefon. Nie odbierał, bo był blisko celu i dla bezpieczeństwa postanowił oddzwonić, gdy będzie już na miejscu. Chwile później usłyszał huk a oczy ogarnęła ciemność.

Nazajutrz Ula po nieprzespanej nocy i czekaniu na telefon od Marka wstała późno.  Miała swoją godności i po raz trzeci nie zadzwoniła.  Nie chce ze mną rozmawiać to nie będę mu się więcej razy narzucać- myślała nad ranem.  Dużo też rozmyślała o swojej przyszłości i postanowiła, że skorzysta z propozycji Piotra i wyjedzie z nim do Bostonu. Nic mnie tu nie trzyma. Marka nie ma z pracy zrezygnowałam i w poniedziałek na ręce pana Krzysztofa złożę rezygnację. Wyjadę może zapomnę. Co z tego, że prawie go kocham. Piotr jest porządny mogę liczyć na niego, a nie to, co Marek.  Jego nigdy nie mogłam być pewna. Mówił, że kocha a nie kochał. Może, kiedy będę już tam to zapomnę, przestanę tęsknić i odkocham się.
O dwunastej ku zadowoleniu Piotra zjawiła się przed ambasadą. Sosnowski bał się, że po tej wspólnie spędzonej nocy w pracy Ula i Marek mogli ponownie zbliżyć się do siebie.  W ambasadzie wszystko poszło gładko i mieli wyjechać we wtorek, czyli za trzy dni. Tuż przed wyjściem z ambasady Ula skorzystała jeszcze z toalety. Nie wzięła ani torebki ani telefonu. Chwilę później zadzwoniła jej komórka. Sosnowski sprawdził, kto dzwonni i z rozwścieczeniem stwierdził, że to Marek. Bez zastanowienia odrzucił połączenie i wysłał sms-a.
Marek jestem teraz w ambasadzie. Postanowiłam wyjechać. A tobie życzę miłego pobytu w Mediolanie. PA.
Sama prawda panie Dobrzański. Nikt mi nie może zarzucić mi, że kłamię- pomyślał na usprawiedliwienie swojego haniebnego podstępku.
 Usunął również z rejestru rozmów ostatnie nieodebrane połączenie i wysłanego sms-a.  Bateria w telefonie wyświetlała się na czerwono i dla pewności, że nie będzie kontaktować się z nią ponownie wyłączył jeszcze telefon.  Miał nadzieję, że wysłany sms sprawę kończy i Dobrzański odpuści a później, gdy będą już w Stanach postara się, żeby Ula zapomniała o nim całkiem. Do samego wieczora byli już razem. Niedzielę również spędzili wspólnie. Sosnowski przyjechał do niej do Rysiowa i gościł u nich cały dzień. Cieplak cieszył się, że córka wybrała Piotra, choć do końca nie był przekonany czy Ula kocha go tak samo mocno jak Dobrzańskiego. Martwił się też, że ma wyjechać z nim tak daleko a wolałby, aby córka osiedliła się gdzieś bliżej.
Ula nie kontaktowała się przez ten czas z nikim z firmy z wyjątkiem Ali, ale ona o wypadku Marka nie wiedziała, a Dobrzański więcej razy nie zadzwonił.

Obudził się w jednym z warszawskich szpitali na sali pooperacyjnej a za oknem była już noc. Przypomniał sobie, że jechał na lotnisko, ktoś do niego dzwonił i dalej już nic nie pamiętał.
-Halo jest tu ktoś-zawołał słabo.
- Obudził się pan- powiedział ktoś w kitlu. Jak się pan nazywa- spytał lekarz?
-Dobrzański. Marek Dobrzański. Co się stało?
-Z tego, co mówi policja to ktoś wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle i uderzył w pana samochód. Proszę teraz, jednak o tym nie myśleć i odpoczywać- zasugerował.
-A, co mi jest- spytał jeszcze, chociaż powieki zamykały się. 
-Miał pan zabieg usunięcia śledziony i stracił pan trochę krwi. Jedno żebro jest też złamane, ale to nic groźnego. Proszę spróbować ponownie zasnąć- zasugerował. Sen jest panu teraz potrzebny i jest najlepszym lekarstwem.
Gdy obudziła się ponownie przy jego łóżku siedziała mama i trzymała za rękę. Długo jednak nie mogła przebywać z synem. Przywitała się, chwile porozmawiała i musiała opuścić salę. Za szybą dostrzegł również ojca i Paulinę. Zdziwiła go obecność Pauliny, bo miała być teraz we Włoszech.

Po południu czuł się na tyle dobrze, że przenieśli go na bardziej ogólną salę i mógł spotkać się również z ojcem. Paulina również wkrótce przyszła. Była bardzo zatroskana. Jechała taksówką za jego autem, widziała cały wypadek i zrezygnowała z wyjazdu.  Odzyskał również swój telefon i przejrzał wiadomości. Tylko jedne nieodebrane połączenia interesowały go. Oddzwonił od razu, ale połączenie zostało odrzucone. Chwilę później dostał sms-a.
To już koniec. Przepadło. Wyjeżdża. Wybrała Sosnowskiego.

Wieczorem przyszedł również Sebastian. Ucieszył się z tych odwiedzin, bo miał przynajmniej, komu się wyżalić.
-Stary, ale nastraszyłeś nas tym wypadkiem. Wiesz, że zostało ci ostatnie życie?
-Tak wie, ale tym razem to nie była moja wina- usprawiedliwiał się. I chyba wolałbym już żeby to było moje ostatnie życie. Przynajmniej nie cierpiałbym tak.
-Marek, co ty wygadujesz. Na rozum ci padło- oburzył się Olszański.
- Nie. Po prostu jak pomyślę, że z Ulą to koniec to odechciewa mi się wszystkiego.
-I, dlatego powinieneś spróbować odzyskać ją. To, że miałeś ten wypadek tuż przed wylotem to znak, że powinniście porozmawiać jeszcze raz- przekonywał.
-Wierzysz w takie rzeczy, bo ja nie- odparł z sarkazmem.
- Marek później możesz żałować, że o ten raz było za mało. Wyjechać tak bez słowa to najgorsze, co można zrobić.
- Seba nawet, jeśli ja będę chciał porozmawiać to pozostaje ta druga strona, czyli Ula. A ona już wybrała Piotra i Boston.  
-Skąd wiesz?
-Popatrz- powiedział i podał telefon.
- Dziwne Marek.  To nie w stylu Uli- stwierdził po przeczytaniu wiadomości od niej, chociaż dokładnie widział jej numer. Ona nigdy takich rzeczy nie załatwia przez sms-a. Zadzwoniłaby i porozmawiała.  A ona wie, że tu jesteś.
-Widocznie pod wpływem Sosnowskiego zmieniła się-odparł na pierwsze pytanie.  I nie wiem czy wie, i nie dzwoń do niej- uprzedził. Będę się tylko bardziej dręczył jej widokiem, jeśli przyjdzie. Jej litości też nie chcę- dodał chwilę później.  A tak w ogóle nie chcę o tym dłużej gadać. Jak było na pokazie?
-Świetnie.  Pshemko odniósł kolejny sukces. Wszystko wskazuje na to, że zyski zostaną wypracowane i firma będzie uratowana.
- To dobrze- odparł zadowolony. Przynajmniej tato nie będzie się denerwował.
-Długo będziesz tu leżał- zapytał. Słyszałem, że Febo chcą na stałe wynieść się do Włoch, Ula odchodzi i ktoś musi pokierować firmą.
-Przynajmniej tydzień, a później przez miesiąc będę na rekonwalescencji.  A później zobaczymy. Tak, więc z tego wyjazdu Febo tak szybko bym się nie cieszył, bo może okazać się, że Aleks będzie kierować firmą- odparł z sarkazmem.  Wiesz, że Paulina zrezygnowała z wakacji żeby być przy mnie.
-Tak wiem. Ciągle cię kocha- dodał.
-Rozmawiałem z nią na ten temat i wie, że między nami nic nie będzie.
-I myślisz, że ona tak po prostu odpuści ci? To nie ten typ kobiet.
-Przepraszam, ale powinien pan już kończyć wizytę- przerwała im ładna pielęgniarka. Zaraz będzie obchód, a pan Dobrzański musi mieć zmieniony opatrunek.
-Tak zaraz wychodzę pani Kamilo- zwrócił się Sebastian do dziewczyny po przeczytaniu na plakietce jej imienia.  A po jej wyjściu dodał z wyraźnym zainteresowaniem. – Stary jak wszystkie piguły są tak ładne jak ta, to może zakochasz się w którejś i zapomnisz o Uli.
- Seba nie pieprz- oburzył się. Nie w głowie mi panienki. Lepiej już idź.

W poniedziałkowy poranek Ula po raz ostatni jak myślała miała przekroczyć próg F&D. W swoim ciągle jeszcze sekretariacie jak i gabinecie prezesa nie zastała nikogo. Z rozmarzeniem wspominała spędzone tu chwile. Zarówno te z Markiem, jaki i te, gdy to ona była prezesem. Ze wspomnień wybiło ją nadejście Wioli. Jak zwykle spóźniła się parę minut.
-Cześć Wiolka- przywitała się wesoło.
-Cześć- odparł chłodno.
-Obraziłaś się na mnie czy co- spytała wyczuwając niechęć Wioli.
-Nie. Jestem tylko  zła i rozczarowana. Żeby takie świństwo zrobić.
-A, co zrobiłam- dopytywała.
-To chyba ty już powinnaś wiedzieć, co-odpowiedziała akcentując słowo, co.
-Dobra Wiola nie interesuje mnie to- odparła myśląc, że jest obrażona, bo wyjeżdża i zostawia ich być może na pastwę Aleksa. Nie wiesz, kiedy będzie pan Krzysztof.
-Pewnie nieszybko. Miał odwiedzić rano Marka.
-Jak to odwiedzić Marka- zdziwiła się?  W Mediolanie?
- To ty nic nie wiesz- zapytała podejrzliwie? Marek miał w piątek wieczorem wypadek i leży w szpitalu.
-Co? Jak to wypadek? Wiola, co ty mówisz- zasypała pytaniami.
-Jechał na lotnisko i ktoś walnął w jego samochód.
- Nic nie wiedziałam. Powinien zadzwonić do mnie albo ty powinnaś to zrobić.
-Po tym jak go potraktowałaś- odparła zakładając rękę na rękę. Ula to była podłość do ludzkich granic.
-A, co ja mu takiego zrobiłam-pytała ciągle ze zdziwieniem.
-Wysłanie krótkiego sms-a miłe dla niego nie było. Nie chciałaś nawet z nim porozmawiać.
- Wiola, o czym ty mówisz? Nic mu nie wysyłałam. I to on nie chciał ze mną rozmawiać a nie ja z nim-tłumaczyła.
- Ulka spokojnie, bo zaraz z tym to on ze mną a nie ja z nim tak się poplączemy, że się nie wyplączemy. To nie ty wysłałaś mu wiadomość, że wyjeżdżasz z Piotrem i to nie ty chwilę przed tym nie chciałaś rozmawiać z nim?
-Nie. Od czwartku nie miałam z nim żadnego kontaktu. Kiedy miałam mu to zrobić- dopytała?
-Z tego, co mówił mi Cebulek to w sobotę popołudniu.
- W sobotę – zaczęła myśleć. W sobotę całe przedpołudnie spędziłam w ambasadzie.  Pamiętam, że po wyjściu z biura na chwilę zostawiłam torebkę Piotrowi i poszłam do toalety. Gdy wróciłam chciałam zadzwonić do ojca i powiedzieć mu, że wszystko poszło sprawnie, ale telefon zdążył mi się wyładować. Wieczorem, gdy sprawdzałam nieodebrane połączenia i wiadomości to nie było żadnych połączeń z Markiem.
-To wszystko już jasne Ula- rzekła Wiola triumfalnie. To Piotr musiał wysłać tego sms-a, gdy byłaś w łazience a najpierw odrzucił połączenie.
-Innego wytłumaczenia nie ma. Jak on mógł zrobić coś tak podłego- pytała Wiolę ze złością? A ja uważałam go za takiego porządnego i uczciwego. I dzięki Wiola, że powiedziałaś mi o Marku.
- Nie ma, za co Ulka. Dobrze, że wszystko wyjaśniło się.  Leć do niego- zachęcała.
-Tak. Muszę tam pojechać i wytłumaczyć wszystko.
Jest się tym Alfa Romeo-pomyślała po odejściu Uli.

Ula złapał pierwszą taksówkę i pojechała do szpitala Czerniakowskiego. Jeszcze od Wioli dowiedziała się, gdzie ma szukać Marka znalezienie, więc jego sali nie zajęło jej dużo czasu. Cicho otworzyła drzwi i zajrzała do środka.  Marek spał. Chciała wejść i chociaż chwile posiedzieć przy nim i dotknąć go, ale poczuła za sobą szarpnięcie. To Paulina wyciągnęła ją z powrotem na korytarz.
- Czy pani nie ma za grosz poczucia godności- wysyczała. Ciągle wchodzi pani w nasze życie. Proszę dać nam w końcu spokój i wyjechać. Wystarczająco już dużo zrobiła pani złego.
-Nie odejdę stąd dopóki nie dowiem się, co się dzieje z Markiem- odparła spokojnie niezrażona jej nieuprzejmością.
-Nic mu już nie jest. Najgorsze ma już za sobą- tłumaczyła szybko. Miał usuniętą śledzionę a jedno żebro jest złamane.  Gdyby chciał, żeby pani odwiedziła go to zadzwoniłby i poprosił, ale nie zrobił tego. Proszę, więc zostawić nas w spokoju i zająć się swoim chłopakiem.

Chwilę po odejściu Uli Marek obudził się. Wydawało mu się, że poczuł jej zapach i słyszał w oddali głos. Nie było jej jednak, a do sali weszła Paulina.
-Jestem tak jak obiecałam- zaszczebiotała zadowolona od drzwi, że udało pozbyć się jej konkurentki. Proszę Marek, tak jak obiecałam przyniosłam ci sok, owoce i gazety- powiedziała i próbowała pocałować, ale odsunął się.  Niezrażona jego unikiem usiadła przy łóżku. -Podobno masz wyjść za pięć dni.  I nie martw się Marek. Zaopiekuje się tobą. Może mógłbyś wrócić do domu na czas rekonwalescencji- spytała. Lekarz powiedział twojej mamie, że nie powinieneś być sam po wyjściu przez te pierwsze dni.
-To nie jest dobry pomysł-odparł szybko.
- Porozmawiamy o tym jeszcze-odparła niezrażona, głosem nieuznającym sprzeciwu. A teraz obiorę ci pomarańczę. Chcesz?

Tymczasem w drzwiach szpitala Ula minęła się z Sebastianem. Przyjechał tutaj po tym jak Wiola powiedziała mu o Uli i że to ten grzeczny i ułożony doktorek za tym stoi. Od Krzysztof natomiast dowiedział się, że Paulina również wybiera się do Marka.  Jakaś podświadomość mówiła mu, że będzie tam potrzebny.
- Ulka. Stało się coś- spytał widząc, że jest zapłakana. Marek był dla ciebie nieuprzejmy.
-Nie- odparła krótko.
-Ale widziałaś się z nim.
- Widziałam i nie widziałam- odparła ze smutkiem.  Spał. Teraz i tak nie ma to już znaczenia. Wybrał Paulinę- mówiła chaotycznie.
-Co? To ona ci tak powiedziała, prawda? Chodź Ula- powiedział i pociągnął z powrotem w stronę windy. Najwyższy czas żebyście sobie wszystko wyjaśnili.
Gdy doszli do sali Marka Sebastian nie pofatygował się nawet, aby zapukać tylko od razu wszedł.
-Marek przyprowadziłem ci gościa, a ty Paulino wychodzisz. Przed chwilą nagadała jej bzdur, że jesteście razem i że nie chcesz jej widzieć. Sosnowski to drugi szuja. To tak w skrócie Marek. Resztę już musicie sami sobie wszystko wyjaśnić-rzekł popychając Ulę w stronę łóżka przyjaciela, a opierająca się Paulinę siłą wywlókł z sali.
CDN