niedziela, 13 grudnia 2015

W ostatniej chwili 1


 Tu Marek Dobrzański nie mogę odebrać teraz telefonu. Po sygnale zostaw wiadomość- usłyszała po raz enty Ula.
- Marek, co się z tobą dzieje? Oddzwoń proszę. Wróciłam wczoraj i nie odzywasz się.
Ula od rana próbowała dodzwonić się do niego, ale ciągle włączała się poczta głosowa, a później abonent był poza zasięgiem. Marek nigdy się tak nie zachowywał- myślała z niepokojem.  Zawsze oddzwaniał. Chociaż przez ostatnie dni, gdy rozmawialiśmy przez telefon dziwnie się zachowywał. Coś musiało się stać.
Chciała jeszcze zadzwonić do firmy, ale była sobota i tak nikogo by tam nie zastała.

- I, co Ula-zapytał a raczej stwierdził siedzący naprzeciw niego mężczyzna.
-Taaa- odparł krótko Marek.
-Marek nie możesz odkładać tej rozmowy w nieskończoność- przekonywał przyjaciela Sebastian.  Powinieneś porozmawiać z nią.
-Nie-przerwał mu zdecydowanie.
-I będziesz tak ukrywać się w nieskończoność?
-Ty spotkasz się z nią i powiesz, że wyjechałem do Włoch, co będzie prawdą, bo jadę tam  za dwa dni i że jednak biorę ślub, co też jest poniekąd prawdą.
-Nie Marek- zaprotestował ostro Olszański. Przyjaźń przyjaźnią, ale to, o co mnie prosisz jest po prostu świństwem. W dodatku widziałem ją zaledwie parę razy.
-Ja ci pomogłem uwolnić się od Patrycji – przypomniał mu z wyrzutami. To teraz pomóż mi z Ulą.
-Marek to była całkiem inna sprawa. Miałem nakryć was na całowaniu się, udowodnić jej zdradę i rozstać się z nią a nie mówić, że zabawiłeś się z nią, jednak kochasz Paulinę i żenisz się z nią. Spotkaj się z nią i powiedz prawdę, że chodzi ci o dzieci, że...
-Nie-przerwał stanowczo.  Chcę, żeby zapomniała o mnie i znalazła miłość, a znienawidzenie mnie jest najlepszym sposobem.
-Ja ci w tym nie pomogę-zapierał się. Nie powiem jej nic takiego prosto w oczy.

Godzinę później Sebastian zapukał do drzwi mieszkania Uli. Zdziwiła się widokiem Olszańskiego.
- Cześć Ula- przywitał się na siłę.  Mam list dla ciebie od Marka.
- Wejdź-zaprosiła go otwierając szerzej drzwi.
- Nie mogę Ula. Z Wiolą umówiłem się- usprawiedliwiał się. Marek wyjechał wczoraj wieczorem do Włoch.  Dzwonił niedawno, że jesteś w Polsce i mówił, żeby dać ci go jak już będziesz-tłumaczył się.
- Rozumiem.  I pewnie, dlatego nie odbierał telefonów-odpowiedziała wysilając się na uśmiech?
-Pewnie tak i trzymaj się-odpowiedział szybko i odszedł.
Otwierała z drżącymi rękoma, choć czuła, że nie będzie w nim nic przyjemnego.
Ula. 
Kiedy będziesz czytać ten list ja już będę w Mediolanie. Planowałem ten wyjazd do Pauliny już dawno. Kocham ją i wkrótce biorę z nią ślub. Z mojej strony znajomość z Tobą była tylko zabawą.  Nigdy tak naprawdę Cię nie kochałem i byłaś dla mnie kolejną panienką do urobienia. Po wyjeździe Pauliny czułem się samotnym i potrzebowałem towarzystwa, a Ty umilałaś mi ten czas. To Paulinę zawsze kochałem i z nią chcę spędzić resztę życia. Wiem, że krzywdzę Cię tym listem i postępowaniem, ale nasza dłuższa znajomość i tak nie ma sensu ani przyszłości. Żegnaj i zapomnij o mnie. Marek.

-Nigdy więcej nie proś mnie o coś takiego- powiedział tymczasem Sebastian do siedzącego w samochodzie Marka.
-Bez obawy Seba i dzięki. Jak to przyjęła?
-Nie wiem. Dałem list i od razu wyszedłem.
Chwilę później dostał sms-a.
Gdziekolwiek jesteś, jesteś łajdakiem i tchórzem. Możesz być pewny, że już zapomniałam o twoim istnieniu.

OSIEM MIESIĘCY WCZEŚNIEJ

-Mam Marek- zawołała od drzwi ładna brunetka jego asystentka i przyjaciółka. Wiem skąd wytrzasnąć pieniądze na druga ratę dla La Presencja. Możemy wziąć kredyt na inną firmę i w ten sposób nie obciążyć kosztami FD. Wystarczy tylko założyć ją i zarejestrować.
- Inna firma- zapytał sam siebie i podrapał się po brodzie.  I tak od ręki dają mi kredyt- pytał z powątpieniem? Ćwierć miliona to masa pieniędzy. Żaden bank nie pójdzie na to.
-To prawda, ale jeśli gwarantem będzie FD to już sprawa będzie inaczej wyglądać.  A ty, jako prezes wystawisz ją. Marek to może udać się- przekonywała. Innego pomysłu na uratowanie naszej kolekcji i tak nie mamy.
-A wiesz jak to się załatwia- podjął decyzję.
-Wiem. W Urzędzie Gminy. Chodźmy każdy dzień jest ważny.

Marek Dobrzański przystojny trzydziestoletni brunet od niespełna pół roku był prezesem rodzinnej firmy odzieżowej FD. Stołek ten odziedziczył po swoim ojcu i po przeprowadzonym przez niego konkursie. Rywalizował z Aleksem Febo współwłaścicielem firmy. Oboje od dawna nie lubili się i była to nie tylko służbowa, ale i prywatna rywalizacja.  Senior Dobrzański kazał opracować obu panom koncepcje rozwoju firmy. Markowi pomagała w tym jego ówczesna sekretarka a obecna asystentka.  To ona zrobiła za niego całą prezentację.  Zatrudnił ją, bo miał nadzieję na coś więcej niż praca. Była w jego typie. Piękna i powabna brunetka idealnie pasowała do jego kolekcji uwiedzionych dziewczyn. Jego romanse z sekretarkami, modelkami i dziewczynami z klubu były ciągle tematem numer jeden we firmie i w plotkarskiej prasie. Wszystkie swoje panienki łapał na urok osobisty i nieprzeciętny wygląd. A urodę miał filmowego amanta. Wysoki, szczupły brunet ze stalowymi przenikliwymi oczyma i dołeczkami w policzkach.  To właśnie na te dołeczki łapał kolejne kobiety i do tej pory nigdy go nie zawiodły. Z żadną jednak nie wiązał się na dłużej. Kilka spotkań, łóżko i szukał następnej ofiary. Najwięcej jednak uwagi poświęcał swoim bliższym współpracowniczką.  Miał już taką naturę, że zatrudniał piękne sekretarki a później, gdy zabawił się zwalniał pod byle pretekstem albo pod naciskiem swojej narzeczonej Pauliny Febo siostry Aleksa. Obecną asystentkę Paulina również nie lubiła i od początku jej pracy we firmie robiła wszystko, aby utrudnić jej życie i szpiegowała. Niechęć ta była zresztą obustronna, bo asystentka Marka uważała ją za zimną i pełną jadu kobietę i dziwiła się, że szef jest z nią. Nawet stuprocentowe zapewnienia, że nie jest zainteresowana jej narzeczonym i jest w stałym związku nie uspokajały Febo, a przynajmniej do pewnego czasu.
Z Pauliną byli ponad sześć lat. To jego rodzice i zmarli rodzice Pauliny już w dzieciństwie przeznaczyli ich dla siebie. On jednak nie kochał jej i był z nią tylko z przyzwyczajenia dla łóżka i pod naciskiem rodziców, a w jakąkolwiek miłość i tak nie wierzył.  Choć była złą i egoistyczną osobą i wyzwalała w nim samym złe odruchy było mu w takim układzie jak na razie dobrze zwłaszcza, że miała też jedną zaletę i wybaczała mu kolejne zdrady. Teraz, chociaż miała już dwadzieścia osiem lat wyjechała na dłużej do Włoch, aby dokształcić się w PR i widywali się raz na miesiąc albo i na dwa miesiące. Dobrzańskiemu było nawet to na rękę, bo mógł bez ograniczeń zabawiać się i zająć swoją asystentką.  Z tą jednak nic nie wychodziło. Minęły dwa miesiące i nic. Żadnego pocałunku ani najmniejszej randki, a nie przywykł do tego, żeby jakaś kobieta oparła się jego zalotom. Nawet awans na asystentkę nie przybliżył go do atrakcyjnej brunetki. Dopiero po trzech miesiącach dowiedział się, że woli dziewczyny. Nie zwolnił jej jednak, bo była zbyt cenna, jako pracownica zwłaszcza, że jego sekretarka i pupilka Pauliny Wioletta do niczego się nie nadawała.  Niestety nawet z tak bystrą asystentką, jaką była Karolina już na początku prezesury zaczęły się ich kłopoty. Jedna niekorzystna umowa i wszystkie zapewnienia o zyskach z kolekcji FD SPORTIVO mogły być niewypracowane.

Do urzędu było blisko poszli, więc pieszo.  Dziewczyna dokładnie wiedziała, gdzie ma się kierować. Niestety, ale już w pierwszym okienku natrafili na komplikację, bo urzędnik kazał po regon przyjść za tydzień, a pieniądze potrzebne był na pojutrze. Z urzędu wyszli, więc niepocieszeni.
- Zaraz, zaraz Marek jest przecież PRO-es-rzekła chwilę później Karolina.
-PRO-es- spytał zdziwiony?
-Fikcyjna firma, którą założyłam, gdy pracowałam na umowę zlecenie i musiałam opłacić ZUS. Nigdy jej nie wyrejestrowałam. Można wziąć kredyt na nią. To się może udać- przekonywała.
-Karola, przyjaźń przyjaźnią, ale nie możesz się aż tak poświęcać się. Może się coś nie udać i zostaniesz z długami.
- Od razu wszystko widzisz w czarnych kolorach. A może się jednak uda. Nie mogę patrzeć jak wszystko to, co stworzyliśmy Aleks rujnuje. Marek proszę cię zgódź się.
Marek w końcu zgodził się, bo innego pomysłu i tak nie miał a do porażki przed zarządem nie chciał się przyznać.  W banku skierowali się do doradcy finansowego pana Szymona. Nie był jednak przychylny do ich wniosku.
Dobrzański zniechęcony chciał wstać od stolika, ale Karolina zatrzymała go.
-Panie Szymonie-zaczęła uwodzicielsko. Przecież dla pana do drobnostka, a dla nas bardzo ważne.
 Karolina poradziła sobie nieco z Szymonem i skierował ich do jednego z dyrektorów.   Za biurkiem siedziała jak określił Marek około trzydziestoletnia kobieta i nie wyglądała sympatycznie.
-Zostawiam ci ją-szepnęła mu do ucha. Wiesz, co masz robić.
Chciał zwrócić się do niej jak Karolina do Szymona po imieniu, ale na jej biuście plakietki nie było.
-Droga pani – zaczął niepewnie eksponując swoje dołeczki w całej okazałości. Czy – nie dokończył jednak, bo drzwi łączące sekretariat z gabinetem otworzyły się.
- Ulka? Ula Cieplak to naprawdę ty-zawołała Karolina.
-Karolina Domagała we własnej osobie- odparła dziewczyna równie zaskoczona. Od czasu jak skończyłaś studia nie widziałyśmy się.
-To prawda. Ale wiesz jak to jest. Wpadłam w wir pracy i na życie prywatne coraz mniej czasu. Ale widzę, że nieźle ci się trafiło z tym bankiem.
-To prawda. Po stażu pan Jarecki nie chciał  mnie już wypuścił, a ja nie mogłam przepuścić takiej okazji. Pokonałam nawet Oliwię Nowakowską- mówił z wyczuwalną satysfakcją.
- Żartujesz Miss uczelni dostała po nosie- zaśmiała się Karolina? Wredna małpa myśli, że jeśli jest piękna to będą ją wszędzie z otwartymi rękoma przyjmować.
Zapowiadało się na dłuższą pogawędkę Marek, więc dyskretnie chrząknął, a Karolina zreflektowała się.
- Ula to jest Marek Dobrzański mój szef i prezes FD. Marek, a to jest Urszula Cieplak koleżanka ze studiów. Studiowała rok niżej, ale razem działaliśmy w komitecie studenckim
-Cześć – przywitał się mężczyzna.
-Cześć – odpowiedziała Ula, uścisnęła dłoń mężczyzny i spojrzała w oczy.
Ula widziała trochę w swoim życiu mężczyzn, ale ten był ideałem męskiej urody i trudno było oderwać od niego oczy. Jej uwagę od razu przykuł uśmiech i dołeczki, a ciepło dłoni przy powitaniu dochodziło do serca.
Marek natomiast miał całkiem inne zdanie na temat dziewczyny. Nie zrobiła na nim jakiegoś piorunującego wrażenia. Mniej niż przeciętna okularnica z aparatem na zębach i włosami koloru myszowatego.  Tylko jej figurę określił na całkiem interesującą.
-To, co was sprowadza w progi banku- spytała  Ula patrząc na koleżankę, aby ochłonąć po pierwszym wrażeniu, jakie zrobił na niej Dobrzański? Firma chyba nie bankrutuje?
  -Ula bardzo zależy nam na jak najszybszym spotkaniu z twoim szefem. To nasze być albo nie być-rzekła i szczerze wyznała jej, z jakim problemem borykają się.
  -Dzisiaj to już niemożliwe- rzekła z żalem. Ale mogę umówić was na jutro. Ma kilka okienek.
- Ok. Może być jutro- zgodził się natychmiast Marek. Godzina nie gra roli.
-O trzynastej pasuje panu-spytała.
- Tak. Na pewno będziemy- odparł zadowolony Dobrzański. I nie pan tylko Marek-dodał i wyciągnął ponownie dłoń do uścisku.
- Ula-odparła i po raz drugi miała okazję poczuć ciepło jego dłoni.

Nazajutrz punktualnie o trzynastej zapukali w drzwi i usłyszeli proszę. Szef Uli był zajęty i musieli poczekać chwilę.  Ula i Karolina wykorzystały ten czas na pogawędkę przerywaną telefonami, a Marek zajął się obserwacją obu kobiet. Ten cały Jarecki zatrudnił ją pewnie nie dla urody- pomyślał ironicznie.  Ja bym jej na pewno nie zatrudnił. Ale usta ma ładne. Takie naturalne- pomyślał, przy nieśmiałym uśmiechu rzuconym w jego stronę.  Ciekawy jestem jak smakują. O czy ty zaczynasz myśleć-skarcił się w myślach. Musi z tobą być źle skoro zaczynasz interesować się bezbarwną dziewczyną. Jego myśli przerwało nadejście Jareckiego i wkrótce poprosił ich do siebie.  Ula również uczestniczyła w tych rozmowach. Marek był pod wielkim wrażeniem dziewczyny.  Widać było, że szef liczy się z jej zdaniem.  Po niespełna godzinie rozmów kredyt był na koncie PRO- es i to na całkiem przyzwoitych warunkach. Zostało tylko kilka drobiazgów do załatwienia, ale tym Ula miała zając się już sama. Zaprosiła Karolinę i Marka do sekretariatu. Do dziewczyny zadzwonił ktoś i wyszła na chwile na korytarz, a Ula i Marek zostali sami. Dobrzański tymczasem składał niezbędne podpisy i czekał na wydruki. Gdy spojrzał ponownie na Ulę ta stała blisko niego i mógł dostrzec jej oczy. Zdjęła właśnie okulary i teraz patrzył nie w niemodne okulary, ale w błękitne piękne oczy. Później to, co się stało dla niego samego było dziwne.
-Może mógłbym zaprosić cię na kawę albo lunch-zaproponował. W podzięce za pomoc- wytłumaczył się widząc jej zdziwioną minę.
Faktycznie zaskoczył ją tym zaproszeniem, ale nie potrafiła oprzeć się jego spojrzeniu i uśmiechu. Tym bardziej, że od wczoraj myślała o nim kilka razy.
-Z przyjemnością. Ale dzisiaj nie da rady. Mam mnóstwo pracy-tłumaczyła się.
- To może jutro- zaproponował niezrażony. O trzynastej w Książęcej. Pasuje ci?
- Jak najbardziej.
-W takim razie jesteśmy umówieni-odparł z uśmiechem.
 Wkrótce dołączyła do nich Karolina i dokończyli resztę formalności. Wychodząc puścił jeszcze do niej oczko.

-A ty coś taki zadowolony-spytał godzinę później Olszański?
-Umówiłem się na jutro-odparł.
-I z tego powodu jesteś zadowolony- zdziwił się?Nie raz się przecież umawiałeś.  A to pewnie ktoś wyjątkowy- wywnioskował. Znam ją- zapytał.
-Nie, nie znasz- odparł. Nie jest w twoim typie.  W moim zresztą też nie. To dziewczyna z banku. Przeciętna panienka, a nawet mniej niż przeciętna.
-To, dlaczego umówiłeś się z nią.
-Sam nie wiem. Może potrzebuję jakiejś odmiany. Modelki i panienki zaczynają mnie nudzić, a ona jest z tych inteligentniejszych.

CDN w styczniu

środa, 9 grudnia 2015

Miniaturka Doktorek 2/2



-Możesz mnie tak nie ściskać. Siniaki będę mieć- oburzała się Paulina.
-Wyjdź po dobroci to nie będę cię tak ściskał- odparł Sebastian.
-Marek chyba nie pozwolisz, żeby mnie tak traktował- próbowała protestować. Powiedz coś.
-Kup sobie Altacet- odparł. To podobno pomaga na siniaki i krwiaki.
- Oni teraz będą godzić się i całować- dodał Sebastian.  Chyba nie chcesz tego oglądać Paulino.
Usłyszeli jeszcze jakieś nieokreślone dźwięki w wykonaniu Febo i drzwi za nimi zamknęły się. Ula i Marek chwilę patrzyli na siebie. W końcu Dobrzański wyciągnął rękę w stronę Uli. Pociągnął delikatnie i wylądowała na skraju jego łóżku.
-Ula tak bardzo tęskniłem i cierpiałem - mówił z czułością. Żałowałem nawet, że nie zginąłem w tym wypadku.
-Marek jak możesz mówić takie okropności- rzekła z takim samym oburzeniem, co Sebastian dwa dni temu.
-Ula błagam cię nie wyjeżdżaj-prosił z rozpaczą w głosie. Kocham cię jak żadną inną- dodał.
-Marek ja-zaczęła nieśmiało.
 - Przepraszam nie powinienem prosić cię o coś takiego- wtrącił ze smutkiem, po tym jak źle odczytał jej reakcję. Jesteś z Piotrem, wyjeżdżacie…
Przerwała mu delikatnym pocałunkiem. Z obawy, aby nie sprawić Markowi bólu było to bardzo subtelne muśnięcie wciąż opuchniętych ust. Dla Dobrzańskiego było to jednak bardzo ważne. Od tak dawna o tym marzył i nie pozwolił, aby poprzestać na tym jednym pocałunku. Przytrzymał jej twarz ręką i oddawał pocałunek.
 - Ja też cię kocham- wyznała szeptem i ze łzami, gdy Marek skończył pocałunek. Wciąż kocham. Nigdy nie przestałam- mówiła i gładziła powypadkowe ślady na policzku. Uświadomiłam sobie to po tej wspólnie spędzonej nocy w pracy. A tak naprawdę to chyba po tym jak Maciek przyniósł mi list, który napisałeś przed moim wyjazdem na Mazury.  Przeczytałam go dopiero niedawno, ale wydawałeś mi się już nieosiągalny. Myślałam, że wróciłeś do Pauliny i dlatego brnęłam dalej w związek z Piotrem- tłumaczyła się tak jakby z Sosnowskim nie łączyło ją nic szczególnego.
- Paulina już dawno przestała dla mnie istnieć i nigdy bym do niej nie wrócił- zapewniał. Od czasu naszego wyjazdu do SPA liczyłaś się dla mnie tylko ty. Ale dopiero jak odeszłaś z firmy zrozumiałem jak wiele znaczysz dla mnie. Próbowałem wszystko naprawić, jednak jak wiesz z marnymi skutkami-zaśmiał się. - W końcu chciałem te uczucie wymazać z siebie, bo odkąd pojawił się Piotr nie miałem już nadziei.  Te ostatnie dni, gdy wszyscy naokoło mówili o was były najgorszymi dniami w całym moim życiu. Byłem święcie przekonany, że któregoś dnia wyjdziesz za niego za mąż i bezpowrotnie cię stracę.  Dlatego chciałem wyjechać i z dala od ciebie i wspomnień, zapomnieć.
-To tak jak ja- zaśmiała się i ona. Chciałam wyjechać, aby zapomnieć.
- Powinniśmy porozmawiać dużo wcześniej- rzekł rzeczowo. Oboje byliśmy głupi, że nie było nas stać na szczerą rozmowę.
-To prawda- przyznała mu rację poprawiając kołdrę. Może nie byłoby tego wypadku i cierpienia.
-Ale należało mi się za te wszystkie skrzywdzone kobiety- dodał. Dopiero teraz, gdy na własnej skórze poczułem jak to jest być porzuconym zrozumiałem, jaką krzywdę wyrządziłem tym wszystkim kobietom.
- Marek to już przeszłość- przekonywała. Teraz zmieniłeś się i zrozumiałeś swoje błędy. I to jest najważniejsze.
-Ale to przez Paulinę taki się stałem- usprawiedliwiał się. Budziła we mnie wszystko to, co najgorsze i dlatego ciągle szukałem nowych, krótkotrwałych znajomości. Paulina to zła kobieta.  A to, co zrobiła dzisiaj to przekracza wszelkie granice. Ula ja czułem twoją obecność i słyszałem twój głos- rzekł i wziął za rękę. Jak ona mogła zabronić ci tu wejść- pytał z niedowierzaniem?
-Marek nie ma sensu dalej o niej mówić i denerwować się- przekonywała.  Ty potrzebujesz spokoju a Pauliny już nie ma.
- Masz rację. A, co było z Piotrem- zapytał? Seba mówił, że to szuja.
- On zrobił coś podobnego. Byliśmy w ambasadzie, gdy dzwoniłeś a ja na chwilę wyszłam do toalety.  Wykorzystał okazję i napisał za mnie sms-a i odrzucił połączenie. Ale on też to już przeszłość i też nie ma sensu o nim wspominać- rzekła i machnęła niedbale ręką. - Wiesz, że gdy pierwszy raz do ciebie dzwoniłam w czasie pokazu to chciałam powiedzieć ci dokładnie to samo, co powiedziałeś mi niedawno.
-Że byliśmy głupi-zapytał żartobliwie?
- Nie- zaprzeczyła i zaśmiała się. Chciałam prosić cię żebyś nie wyjeżdżał.  Nie odbierałeś jednak telefonu i miałam nagrać się, ale Ania ponaglała mnie abym wróciła na sale i zostawiłam to na później. Później już nie odbierałeś i byłam przekonana, że jednak wyjechałeś. A później to już wiesz, co było. Dopiero Wiola powiedziała mi dzisiaj, co się stało.
-Na szczęście kochanie, Wiola ma czasami przebłyski całkiem błyskotliwego myślenia-odparł z zadowoleniem. Ale nie mówmy dłużej o PP i wyjazdach. Wolę zająć się czymś znacznie przyjemniejszym- rzekł wpatrując się w usta Uli. - Skarbie wprowadzisz się do mnie- zapytał chwilę później pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem?
-Jeśli się postarasz to, kto wie?

Sebastian tymczasem wrócił do firmy. Na firmowym parkingu dostrzegł Sosnowskiego. Stał oparty o samochód od strony pasażera jakby czekając na kogoś. Chciał zadzwonić do Marka i spytać czy ma się z nim rozprawić, ale z biurowca wybiegła Wiola i jak nic kierowała się w stronę Piotra.  Chwilę później zaczęła okładać go torebką.
 -Padalcowaty zaskroniec i jadowita żmija- mówiła do zaskoczonego mężczyzny. Żeby tak okłamać Ulę i Marka.
-Wiola odbiło ci- pytał zasłaniając się przed kolejnymi atakami.
-Jesteś gorszy od świni. Jesteś jak dzika świnia z samego środka głuchej puszczy- nie odpuszczała Wiola.
Sebastian zaskoczony całą tą sytuacją wyskoczył z auta i włączył w telefonie funkcję nagrywania. Musiał mieć coś takiego. Wioletta tymczasem nie zaprzestawała swojego ataku.
-Myślałeś, że uda ci się wywieźć Ulkę-pytała z wyrzutami. Ale nici wzięły twoje projekciki. Razem z Ulą odkryłyśmy twój podły postępek z sms-em.
Sosnowski nie bardzo miał gdzie uciekać przed Wiolą i jej torebką, bo obok stał drugi zaparkowany samochód i wyminąć jej nie dało rady. Odruchowo, więc cofał się do tyłu, ale akurat zaparkował przy skwerze z różami a kolce haczyły mu się do ubrania, co w rezultacie utrudniało mu ucieczkę.
- Jesteś wariatką- odparł, kiedy wyplatał się z krzewu róż i wskakiwał do auta. Dzwonię do Uli.
- Dzwoń sobie- powiedziała i z satysfakcją zastukała telefonem Uli w okno.

-No, no Wiolka. Nie znałem cię od tej strony- zagadnął chwilę później Sebastian.
- Należało mu się. Karykatura jedna- dodała waląc jednocześnie w dach odjeżdżającego samochodu.
- Wiolka kreatura jak już. Karykatura to taki ośmieszający obrazek. Najczęściej twarzy.
-To się mocno nie pomyliłam- zaśmiała się. Widziałeś jego minę.
-Nawet to nagrałem Wioluś. Na pamiątkę dla Uli. Zaraz wyśle jej.
-Markowi Sebulku. Ula tak się spieszyła do Marka, że zostawiła telefon we firmie.

-Seba, co to ma być- pytał chwilę później Marek z wyraźnym rozbawieniem.
-Żebym ja to wiedział. Atak torebkowy- zapytał i włączył głośnik w swoim telefonie, aby Wiola również mogła słyszeć rozmowę.
-Ale Ulka, chyba nie zabije mnie z tego powodu-spytała z niepokojem?
-Spokojnie Wiola– odezwała się sama zainteresowana. Nic ci nie zrobię.  Było to nawet zabawne i lepiej sama tego bym nie zrobiła. Załatwiłaś go koncertowo za to świństwo i za wszystkie poprzednie.
-To dobrze -odparła z ulgą. Mówię ci Ulka, gdy zobaczyłam, że to on dzwoni, bo zostawiłaś telefon w pracy- wtrąciła. 
-Tak wiem Wiola. I co z tym Piotrem-dopytywała się.
-Gdy zobaczyłam, że to on dzwoni to krew mi się tak zagotowała, że aż parowałam- relacjonowała. Pomyślałam sobie, że pokonam go własną bronią. Odrzuciłam połączenie i chciałam wysłać mu sms-a, że jesteś z Markiem i ma spadać. To znaczy w sensie, żeby myślał, że to ty piszesz, ale zauważyłam go z oka na parkingu. Mówię sobie, że to jeszcze lepiej, bo tam pójdę i powiem mu, co o nim myślę. Odpisałam tylko, że widzę go i już schodzę. A tą torebkę to ja jakoś odruchowo ze stolika wzięłam-dodała z rozbawieniem. O Boże Ulka a jak on oskarży mnie o napaść zbrojną- wrzasnęła nagle z przerażeniem i chwytając się za głowę? – I wsadzą do więzienia z tymi wszystkimi zbrodniarzami i zboczeńcami.
-Nie nic ci nie grozi- uspokajał Sebastian.
- A nawet, jeśli to każdy sąd cię uniewinni- dodała Ula. Należało mu się i mam nadzieję, że Piotr to już przeszłość.
-Bo masz. To, kiedy będziesz- spytała nieco uspokojona. Dziennikarze i kontrahenci urywają mi drzwi i okna a telefon dzwoni na okrągło.
- Za jakąś godzinę- odparła rozbawiona. Przypilnuj jeszcze przez chwilę wszystkiego.

 Co do Sosnowskiego to obie myliły się. Piotr dzwonił jeszcze tego samego dnia i to kilka razy. Pierwszy raz, gdy Ula była jeszcze poza firmą. Dla świętego spokoju i za namową Wioli w końcu odebrała i umówiła się w pobliskiej kawiarni.
-Ula myślałem, że stać cię na coś więcej niż wysługiwanie się tą wariatką Wiolą-zaczął. A ty nawet nie miałaś odwagi spotkać się ze mną i porozmawiać. Chcę ci wszystko wytłumaczyć. Po tym wszystkim, co nas łączyło chyba należała nam się chwila rozmowy. Tak się nie robi Ula, żeby wyjechać i ….
-Tak się nie robi- przerwała mu ostro. A wysyłanie w moim imieniu wiadomości to się robi- pytała? - I nie o odwagę tu chodzi, bo ja nic złego nie zrobiłam. Ja po prostu nie chciałam już więcej razy oglądać ciebie. Zawiodłeś mnie we wszystkim, w czym można było tylko. Ciągle tylko mąciłeś między mną a Markiem, wmawiałeś mi jak to się źle prowadzi i powtarzałeś, że jest zakłamany, a sam jesteś dokładnie taki sam.  W przeciwieństwie do niego-dodała.  Marek nigdy nic nie robił przeciwko nam. I sama się dziwię, że mogłam być, aż tak głupia żeby zrozumieć to dopiero teraz, gdy mogłam go stracić. I to bezpowrotnie stracić.  Mogłam wyjechać i zostawić miłość mojego życia albo on mógł zginąć w tym wypadku.  Kocham Marka i nic i nikt tego nie zmieni-mówiła z coraz większą pewnością, że dobrze robi mówiąc mu to wszystko.    
- Kocham go- zaśmiał się ironicznie. - A ja Ula, kim ja byłem dla ciebie tak naprawdę-spytał po chwili z wyczuwalną złością. Czułaś w ogóle coś do mnie, czy tylko bawiłaś się mną, byłem w zastępstwie i tak na pocieszenie.
-Nie, nie bawiłam się- mówiła spokojnie, aby nie dać wyprowadzić się z równowagi. Tego możesz być pewny. Po prostu nigdy nie powinno między nami być nic więcej niż zwykłe koleżeństwo, czy przyjaźń. Ja od początku do tego dążyłam, ale dałam ponieść się namową koleżanek, żałuję tego i wiem, że to woja wina.
-Przyjaźń- rzekł z goryczą. To, po co zgadzałaś się na nasze spotkania i wyjazd? Dawałaś nadzieję, że między nami może coś być. Ula przemyśl to wszystko jeszcze raz-dodał po chwili. Wiesz, jaki Marek jest. Dzisiaj ty a jutro inna.
-I byłbyś zdolny żyć z kobietą, która mówi ci, że cię nie kocha i żebrać o miłość- pytała z niedowierzaniem.
- Nie-odpowiedział przełykając ślinę. Nigdy tak bym się nie upokorzył. Mam swoją godność. Myślałem, że to ty zmienisz zdanie i zrozumiesz, co jest dla ciebie lepsze.
- To źle myślałeś. Ja już podjęłam decyzję i zdania nie zmienię-powiedziała ostro.
- Oby cię, kiedyś skrzywdzi –odrzekł egoistycznie. Może, wtedy zrozumiesz, co straciłaś.
Ula oburzyła się na jego słowa i chciała odejść, ale nie dała ponieść się emocją.
- Nie martw się o to- odpowiedziała pewnie i spokojnie.  -I przynajmniej wiem, czego nie zyskałam. Do pięt Markowi nie dorastasz. Powiedział mi dzisiaj, że nie ma do ciebie żalu i jeśli potrafię to mam rozstać się z tobą w miarę jak najlepszych relacjach, ale jak widać nie da się. Najlepiej, więc będzie jak wyjedziesz i zostawisz nas w spokoju-odpowiedziała i wstała od stolika.  Mimo wszystko życzę ci wszystkiego dobrego- dodała jeszcze i odeszła.

Późnym popołudniem, gdy Ula wróciła do domu zastała ojca przygotowującego uroczystą kolację dla ośmiu osób. Wyciągnął najlepszy serwis obiadowy i rozłożył na stole w salonie.  
-Pomyślałem córciu, że trzeba uczcić twój wyjazd i zaprosiłem Maćka z rodzicami i Piotra. Był tutaj rano chwilę po tym jak wyszłaś. Myślał, że zdąży po dyżurze przyjechać i zawieźć do pracy.  A gdzie on jest- dopytywał. Mówił, że zrobicie ostatnie przedwyjazdowe zakupy i przyjedziecie razem.
-Niepotrzebnie przygotowujesz to tato- poinformowała go. Rozstałam się z Piotrem- dodała chwilę później. Chociaż rozstałam się to źle powiedziane. Rozstać to się można w miarę przyjaźnie, a ja rzuciłam go. Okazał się kłamcą i łajdakiem- rzekła i opowiedziała ojcu całe sobotnie zajście.
- Zresztą cały czas mieszał między nami- kontynuowała. Pamiętasz tę bójkę. Okazało się, że było trochę inaczej niż mówił Piotr. Sprowokował Marka mówiąc, że może być tylko chłopcem na posyłki i do parzenia kawy, i rzucał w niego prowokująco piłkę. Podobnie było z tą modelką, gdy mówił mi, że widział jak Marek całował ją przed klubem i proponował hotel.
Cieplakowi trudno było uwierzyć w to, co mówiła mu córka. Sosnowski wydawał się być bez skazy i cieszył się z ich związku.
-Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło-odparł wysilając się na wyrozumiałość i uprzejmość. Przynajmniej zostaniesz w domu córciu.
-Nie do końca tatusiu. Przeprowadzam się do Marka. Po wyjściu ze szpitala będzie potrzebował pomocy- tłumaczyła mu. Ale będziemy tutaj przyjeżdżać. Bardzo często.

Nazajutrz po przyjściu do pracy Ula w swoim biurze znalazła bukiet róż w chabrowym kolorze. Już sam ich widok oszołamiał a zapach przyprawiał o zawrót głowy.
-Posłaniec przyniósł niedawno- poinformowała Wioletta.  Policzyłam Ula cały tuzin a w środku jest bilecik. I przysięgam nie zaglądałam- powiedziała podnosząc palce jak do przysięgi.

 Ty zwątpiłaś a ja oszalałem...
Kocham- jak nigdy nie kochałem.
Kocham-jak kochać chciałem.
 Ciebie i nikogo więcej.
Kocham, kocham, najgoręcej

-I, co Marek-spytała a raczej stwierdziła Wiola.
-Tak Marek- odparła wąchając jeden z kwiatów. Niczym się nie zdradził, gdy byłam u niego rano w szpitalu.
Dobrzański tymczasem zastanawiał się, czy kwiaty już dotarły. Cały wczorajszy wieczór spędził przy tablecie przeglądając pierścionki i wierszyki na bilecik. W końcu zdecydował się i wybrał obie te rzeczy. Wpis na bilecik był prosty, ale zawierał wszystko to, co chciałby wyrazić. Do tego zamówił bukiet tuzina róż. Biżuteria również została zamówiona i czekał tylko na posłańca ze sklepu. 
 Ula z podziękowaniami długo nie czekała i zadzwoniła od razu. Marek równie szybko odebrał.
-Marek są piękne-mówiła z zachwytem. I dziękuję.
-Tak myślałem, że spodobają ci się kochanie- rzekł zadowolony. Zastanawiam się tylko, co jest piękniejsze. Twoje oczy czy te róże.

Trzy dni później Marek mógł wrócić do domu. Ula również wprowadziła się do jego mieszkania. Wzięła tego dnia wolne i zajęła się wszystkim. Rano z pomocą Maćka przywiozła tu swoje rzeczy, przewietrzyła pomieszczenia i zrobiła zakupy. Popołudniu natomiast razem z Sebastianem pojechała odebrać go ze szpitala.  Po przyjeździe ulokowała Marka na kanapie i przekonała, aby się zdrzemnął a sama wzięła się za obiad. Marek leżąc na kanapie nie mógł nacieszyć się widokiem krzątającej się Uli.  Jego marzenie w końcu spełniło się.  Zamknął oczy i leżąc marzył o ich wspólnej przyszłości.  Miał dla niej też niespodziankę, ale postanowił zostawić to na później.  Nie chciał jej teraz przeszkadzać, ani nie chciał robić tego w pośpiechu i bez odpowiedniej atmosfery. Godzinę później Ula obwieściła, że obiad jest gotowy.
-Skarbie to jest pyszne-wychwalał po pierwszych kęsach i zgodnie z prawdą.
-Dzięki- odparła zachwycona. Chociaż to tylko potrawka z perliczki. Lekarz zalecił ci jeszcze trochę diety.
- To nic, że potrawka- zapewniał.  Po szpitalnym jedzeniu wszystko jest dla mnie rarytasem. I cieszę się, że zgodziłaś się zamieszkać ze mną. Obiecuję, że jak już wrócę całkiem do zdrowia to ja zajmę się tobą najlepiej jak potrafię.
-W to nie wątpię kochanie -odparła tajemniczo.

 Po obiedzie i po tym jak Ula wszystko uprzątnęła mieli czas dla siebie. Czerwona kanapa w salonie była wystarczająco duża, aby pomieścić ich oboje. Leżeli na niej wtuleni w swoje ramiona i wspominali czas od ich pierwszego spotkania, poprzez pierwszy pocałunek, SPA, do tego ostatniego spotkania, czyli gdy pracowali razem nad zmianami w kolekcji. Opowiedział jej również o karteczkach, którymi wykleił jej biuro, a które ciągle leżały u niego w szafie.
-Szkoda, że sprzątnąłeś. Pewnie wyglądało to pięknie - westchnęła ze zachwytem.  I może wszystko potoczyłby się inaczej.
- A może potrzebowaliśmy takiego wstrząsu- odparł.  I obiecuję ci, że kiedyś wykleję ci te serce i półki – dodał szeptem w ucho.
 Chwilę później zerwał się z kanapy i pobiegł do wieszaka. Z marynarki wyciągnął małe zawiniątko, wrócił do salonu i uklęknął przed Ulą.
-Ula wyjdziesz za mnie- spytał zaskoczoną kobietę otwierając ozdobne pudełeczko.
Przez chwilę patrzyła na Marka z niedowierzaniem a z gardła nie potrafiła wykrztusić słowa. Oczekiwała oświadczyn, ale nie tak szybko, a zwłaszcza nie dzisiaj. Dopiero po chwili wróciła z osłupienia, odzyskała głos i mogła odpowiedzieć ciągle oczekującemu Markowi.
-Tak-szepnęła. Tak, tak Marek-krzyknęła i rzuciła się w ramiona ukochanego.
- Auć- jęknął lekko. Ulka ostrożnie moje żebro.
- O Boże Marek zapomniałam i przepraszammówiła ze skruszeniem głaszcząc obolałe miejsce.
-Nie szkodzi – odparł widząc jej przepraszającą minę. Mocno nie bolało.
Chwilę później wziął jej dłoń pocałował i wsunął na jej palec pierścionek.
-Jest piękny-westchnęła patrząc na ten drobiazg. Schyliła się i w podzięce pocałowała Dobrzańskiego. Jemu nie pozostało nic innego jak oddać pocałunek.
-Tak bardzo cię kochałam, że nie jestem w stanie wyrazić tego słowami- szeptała ze łzami szczęścia pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.
- Ja też cię kocham. Bardzo mocno kocham. Bardziej niż to sobie wyobrażasz- odpowiedział równie szczęśliwy i wrócił do jej ust. Ciepło jego pocałunku rozchodziło się po jej ciele i docierało do najodleglejszych miejsc.
 -Tak bardzo chciałbym kochać się z tobą już dzisiaj, ale na razie nie mogę- tłumaczył się, gdy zaprzestał na chwilę tych gorących pocałunków.
-Spokojnie Mark- uspokajała go. Ja sama wiem, że nie powinieneś i nie wymagam.
-Pytałem jednego lekarza i zalecił poczekać przynajmniej sześć tygodni nawet do dwóch miesięcy- ciągle mówił jakby usprawiedliwiał się.
-To nic kochanie-zapewniała. Mamy na to całe nasze dalsze życie. Te dwa miesiące szybko nam miną.
 Mijały kolejne dni i tygodnie. Marek już całkiem wrócił do zdrowia, a Ula już na dobre zadomowiła się u niego i było im razem dobrze.  Było całkiem inaczej niż z Pauliną. Ula nigdy nie miała o nic pretensji, ani nie robiła o byle, co hałasu. Rano chodzili razem do firmy, później na obiad do restauracji albo Ula gotowała dla nich w domu a wieczory spędzali zazwyczaj na kanapie leżąc wtuleni w siebie i rozmawiając. Nie skąpili sobie przy tym pieszczot i pocałunków. Uwielbiał całować jej słodkie usta i czuć pod palcami jej piękne ciało. Z niecierpliwością czekał, kiedy lekarz prowadzący go powie mu, że może wrócić już do sypialni. W końcu po sześciu tygodniach doczekał się i tego.  Ten pierwszy raz kochał się z nią z czcią i uwielbieniem. Pieścił i całował każdy skrawek jej ciała dając najwspanialszą rozkosz. Sam również czerpał z tego jak najwięcej i zachwycał się jej idealnym ciałem. Teraz to wiedział na pewno, że jego Ula była idealna i żadna modelka, czy przypadkowa panienka nie mogła równać się z nią. Ula nie była mu dłużna i oddawała pieszczoty. Każdy najdelikatniejszy dotyk Uli sprawiał mu przyjemność i chciał więcej i więcej.  Choć nie miała w tych sprawach dużego doświadczenia to czuła, że Marek jest dla niej idealny. Uwielbiała ich splecione ciała, gdy byli tak blisko siebie. Oboje rozpływali się w tym, co robili i oboje byli w pełni szczęśliwi. Do szczęścia brakowało im tylko dziecka, ale przy ich intensywności w kochaniu się i o to postarali się szybko, bo już w niespełna dwa miesiące później.
W pracy również wszystko szło po ich myśli. Kolekcja odniosła sukces a Febo na stałe wyjechali do Włoch. Wrócili też do układu z czasów, kiedy byli najbardziej szczęśliwi, czyli do asystentki i szefa. W tej sielankowej atmosferze czekali na ślub.  Jeszcze w czasie choroby Marka wszystko załatwili. Ustalili, że odbędzie się w tym roku pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem i nie będzie wystawny.  Zaprosili tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół z firmy a mały zabytkowy kościółek w Rysiowie idealnie wpasował się do reszty oprawy.
Pół roku później na świat przyszła ich córeczka. Marek był dumny z tej małej istotki i z tego, że był przy porodzie i nawet nie zemdlał. Było to ich pierwsze dziecko z trójki pociech. Po Madzi przyszedł czas na syna Szymona i na kolejną córkę Helenkę.
Po kolejnych latach małżeństwa Ula z ulgą mogła stwierdzić, że przepowiednie Piotra, co do wierności Marka nie spełniły się. Z każdym kolejnym rokiem był coraz bardziej zakochany i udowadniał jej to zarówno słowami jak i czynami. Marek myślał podobnie. Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej kochał swoją idealną żonę, swoje dzieci i dziękował za te wszystkie wspólnie spędzone lata.
KONIEC