Dwa dni przed ślubem rzeczy Uli były już w jej przyszłym nowym domu. Nie był to zwykły posag z pierzynami i poduchami, a co zazwyczaj dostawały panny na wydaniu. Marek miał to wszystko, dlatego z domu wzięła tylko swoje ubrania, ulubione książki i pamiątki. Z większych rzeczy znalazła się tylko toaletka, komoda i zestaw obiadowy na dwanaście osób. Mebli by nie brała w ogóle, ale brakowało ich w jej przyszłej sypialni, bo oprócz łóżka, stolików nocnych i dużej szafy ubraniowej nie było nic więcej. Widniały tylko ślady na ścianie, że kiedyś tam stały. Od Marka dowiedziała się, że były własnością Klaudii i po jej odejściu rodzina wzięła je do siebie. Rozpakowanie zostawiła sobie natomiast na później.
Ślub i wesele Urszuli Cieplak i Marka Dobrzańskiego tak wystawny,
jak w przypadku pierwszego ślubu Marka nie był. Był kryzys i woleli nie dodawać
sobie kosztów. Obojgu zresztą nie zależało na tym, bo ślub brali z przymusu, a
nie z miłości. Poza tym Marek był wdowcem i niektórzy mogliby uznać to za
niestosowne. Zwłaszcza rodzina Klaudii. Dlatego pobrali się w kościółku w
Rysiowie przystrojonego na tę okoliczność przez Ulę jesiennymi kwiatami, a nie
wybranej przez Klaudię katedrze. Przyjęcie
natomiast zorganizowano w posiadłości Cieplaków. Pogoda jak na połowę
października była wyśniona, bo gdy przed trzynastą wrócili z kościoła, to
temperatura wynosiła dwadzieścia stopni, jeszcze rosła i goście śmiało mogli
bawić się na zewnątrz. Uli przypomniał się też dzień śluby Klaudii. Pomimo że był to koniec czerwca, było zimno i
padało. Według przesądów sądzono, że słońce i ładna pogoda zwiastuje tej parze szczęście w małżeństwie, a chmury i deszcz smutek.
Wieczorem nowożeńcy byli już w domu Marka. W progu powitała ich pani Marianna chlebem i solą. Później jak przystało, poszła do swojego domu. Po jej odejściu zapanowało między nimi pewne skrępowanie, bo miało nastąpić to, co następuje po ślubie. Ula trochę wiedziała o tych sprawach, ale co innego wiedza, a co innego praktyka. Marek nie wiadomo jak, ale wyczuł myśli żony.
-Jeśli chcesz, możemy poczekać z nocą poślubną -zagadnął, kiedy był czas, aby iść spać. —Poznamy się lepiej, poczujesz smak pocałunków i pieszczot, zanim dalej przejdziemy.
-Dziękuję Marek, że tak myślisz i proponujesz. Tylko co na to pani Marianna jak zobaczy, że spaliśmy osobno?
-Tu są dwie sypialnie, jakbyś nie zauważyła. Klaudia miała jedną a ja drugą i nie będzie ją to dziwiło. Poza tym jest bardzo dyskretna i przychodzi dopiero po ósmej, a ja rano biegam. Ścielę jeszcze swoje łóżko i staram się nie rozrzucać ubrań. Pani Marianna nie jest niewolnikiem, żeby wszystko robiła i była na moje zawołanie. Mam zdrowe ręce i to, co mogę robić, robię. Może nawet nie zauważy.
Resztę wieczoru spędzili na spacerze, a później w salonie, oglądając pamiątki wręczone im z okazji ślubu i zajęli się wypisywaniem podziękowań. Po dziewiątej poszli spać. Sypialnia Uli była pierwsza i tam się pożegnali.
-Dobranoc żono. Kolorowych snów -rzekł Marek.
- Dobranoc mężu. Spokojnej nocy -odparła jak echo Ula.
Marek na koniec pocałował jeszzce usta Uli i poszedł do swojej sypiali.
Przez kolejne dwa tygodnie Ula wdrażała się w rolę nowej pani domu. Z panią Marianną szybko nawiązała nić porozumienia i podobnie jak Marek nie wykorzystywała jej. Marek do domu z pracy wracał w porze obiadu. Ulę zazwyczaj zastawał robiącą coś, a nie odpoczywająca w salonie na sofie, jak miała zazwyczaj robić Klaudia. Zdarzało się też, że w ogóle jej nie było.
-Co robi Ula cały dzień- zapytał gosposię, kiedy po raz trzeci po powrocie nie zastał jej w domu.
-Pomaga mi w domu, chodzi na spacery, zajmuje się ogrodem, uczy te dzieci, co nie umieją pisać i czytać i pomaga w nauce tym, co chodzą do szkoły. Pomaga jeszcze rozwiązywać problemy chłopom. Dla wszystkich ma czas. To anioł panie Marku. Tylko niebiosa zesłały panu taką żonę.
-To prawda pani Marianno -odparł z grzeczności. Anioł z piekła rodem – pomyślał jednak.
Po pracy Marek trochę odpoczywał, a resztę dnia i wieczór poświęcał Uli. Wspólnie spędzony czas spędzali w salonie, przy rozpalonym kominku czytając, rozmawiając i słuchając radia, które niedawno pojawiło się w ich domu. Ula ku jego zdziwieniu też ani razu nie powiedziała mu, że jest zmęczona albo że boli ją głowa i że idzie się położyć popołudniem. Tak właśnie bywało, kiedy był żonaty z Klaudią. Wychodzili również towarzysko do sąsiadów na podwieczorek. Ula jeszcze nie wszystkich znała i była okazja, aby ich poznać.
-Jeszcze trochę, a będziesz tutaj ubóstwiana Ula i ważniejsza od sołtysa i nauczyciela -rzekł, gdy wracali do domu po jednej z takich wizyt. — Nie tylko dzieci cię uwielbiają. Lgnęły do ciebie jak do matki. Klaudia nie wzbudzała ich zaufania.
-Może, dlatego że mam młodszego brata i siostrę, a Klaudia była najmłodsza i mam podejście do nich.
-A jakie byłyście w dzieciństwie? -zapytał, używając liczby mnogiej.
-Inne Marek. Ona dama a ja raczej łobuziara.
Przez resztę drogi do domu Ula opowiadała mu o swoim dzieciństwie i zastanawiała się, czym są spowodowane te pytania. Przez myśl przemknęło jej, że Marek chyba ciągle kocha swoją pierwszą żonę i dlatego chce wiedzieć o niej więcej.Po powrocie do domu zastali rozpalony kominek przez panią Mariannę i oboje z przyjemnością się przy nim rozgrzewali. W kuchni natomiast czekała na nich ciepła kolacja w sabatniku. Kiedy zjedli, sprzątnęli po sobie, bo nie byli nauczeni zostawiać po sobie bałaganu. Późno jeszcze nie było, dlatego wrócili do salonu. Ula chciała dokończyć pisać list do cioci Ludmiły i przesłać jej zdjęcia ślubne, Marek chciał przejrzeć gazetę i wysłuchać wieczornych wiadomości w radio. Po serwisie z głośnika radia rozbrzmiały piosenki Adama Astona.
-Skoro my chodzimy po sąsiadach, musimy pomyśleć o rewizytach Marek -rzekła, kiedy skończyła pisać list. —Może w jakąś sobotę urządzimy małe przyjęcie?
-Dobry pomysł Ula. Klaudia wyprawiała co jakiś czas przyjęcia dla znajomych.
-Możesz ciągle nie porównywać mnie do Klaudii i mówić co ona robiła, a co nie -zareagowała ostro na słowa męża. —Przez dzisiejszy wieczór drugi raz wspominasz ją. Wystarczy, że inni mówią.
-Przepraszam Ula. Tak mi się powiedziało. W ostrych słówkach jesteś od niej zdecydowanie lepsza.
-Mam uważać to za komplement?
-Jak najbardziej -odparł wstając z sofy i podchodząc do stołu, przy którym siedziała Ula. —Nie ma nudy. Można panią prosić do tańca -zapytał, kiedy z radia popłynęła melodia tanga Twych słodkich ust. Ula przed oczami zobaczyła też jego wyciągniętą dłoń.
-Można -odparła, podając mu swoją rękę — Przyda się nam trening przed balem andrzejkowym.
Taniec zbliżył ich i wywołał uczucia pożądania. Marek już wiedział, że usta Uli są zmysłowe, słodkie i namiętne. Dlatego nie mógł się oprzeć, aby ich nie całować coraz częściej i namiętniej. Ula mogła to samo stwierdzić, bo jak tylko kosztowała ust Marka, czuła rozkosz i szybsze bicie serca. Najgorzej, a zarazem najcudowniej czuła się, gdy dłonie Marka, choć przez materiał dotykały jej piersi. Było tak przez dwa tygodnie i z każdym dniem coraz bardziej podobało się jej to, co Marek z nią robi. On natomiast z każdym dniem chciał więcej i zaczął odczuwać brak kobiety w łóżku. Od paru tygodni żył prawie jak w celibacie, a jego pragnienie rosło.
-Ula nie ma co odwlekać -rzekł, kiedy piosenka dobiegała końca. —Pragnę cię.
-Tak -odparła krótko. —Czas, aby spełnić obowiązki żony. Dziecko trzeba jakoś począć.
-Będę delikatny Ula.
Po tych słowach wziął Ulę na ręce i ruszył w stronę sypialni Uli. Aby nie spaść, oplotła wokół jego szyi ręce i mocno się przytulała. Tym samym mogła poczuć jego zapach, który już tak dobrze znała. Drzwi były uchylone, to wystarczyło tylko lekko je kopnąć, aby wejść. Chwilę później Marek położył żonę na dużym małżeńskim łożu, pochylił się nad nią i zaczął namiętnie całować. Jednocześnie zaczął rozpinać jej bluzkę.
-Jak to dobrze, że nie muszę z gorsetami i sznureczkami się szarpać -stwierdził, gdy zobaczył, że pod spodem ma tylko zwiewną haleczkę. — Ułatwi mi zadanie.
-Następnym razem będę w peniuarze.
-Dobry pomysł Ula. Możesz zająć się moją koszulą? Będziemy odkrywać swoje ciała bardzo wolno.
Zdjęcie bluzki i spódnicy Uli oraz garderoby Marka długo nie trwało i wkrótce oboje leżeli w samej bieliźnie. To dodało Markowi witalności i znacznie przyspieszył z pieszczotami. Uli nowe doznania podobały się do tego stopnia, że nie wyobrażała sobie, żeby teraz Marek miał przestać. Ściągnięciem bielizny zajął się Marek i wkrótce oboje mogli zobaczyć swoje nagie ciała. Patrząc na żonę, uśmiechnął się, bo nie pamiętał, żeby jakakolwiek z jego kochanek tak ponętnie wyglądała. Najchętniej od razu by ją całą wziął, ale obiecał, że będzie delikatny. Dlatego jej ciało, pocałunkami i pieszczotami obsypywał centymetr po centymetrze. Ula tymczasem ku jego zdziwieniu oddawała mu pieszczoty. Gdy czuł, że oboje są gotowi, podniósł biodra Uli do góry i wszedł z w nią jednym ruchem. Z ust żony wydobył się jeden jęk, ale szybko na to znalazł radę, bo zaczął je całować. Nieprzyjemne uczucie szybko zaczęło Uli mijać, bo kolejne ruchy męża już w ogóle nie bolały. Zamknęła tylko oczy i z rozkoszą przyjmowała to co dawał jej mąż. Kiedy po raz pierwszy poczuła nasienie Marka w sobie, znowu z jej ust wydobył się jęk. Tym razem z rozkoszy, a nie bólu. Kiedy podniecenie mijało, Marek z niechęcią uwolnił Ulę od swojego ciężaru i położył się obok. Uznał, że jak na pierwszy raz wystarczy i gdyby tylko od niego zależało, to dalej kochałby się z Ulą.
-Jesteś taka piękna -wyszeptał, kiedy opierając się na łokciu, patrzył na żonę. —I przepraszam. Nie chciałem, sprawić ci bólu.
- Taka natura kobiety, że boli przez chwilę. Nie ma za co przepraszać.
-To dobrze. Byłaś dzielna i pełna namiętności.
-Dziękuję -odparła nieśmiało. Najchętniej spytałaby go o Klaudię i czy to samo czuł kochajac się z żoną, którą się kocha a z tą z przymusu. Nie spytała jednak, bo nie chciała go prowokować kłótni małżeńskiej.
-Sen dobrze ci zrobi. Już późno Ula.
Dostała jeszcze pocałunek na dobranoc i niedługo potem zasnęła w
ramionach męża. Marek zasypiał dłużej, bo jego myśli zaprzątała Ula i to ile dała mu przyjemności. Myślami wrócił również do pierwszej nocy z Klaudią i stwierdził, że taka udana nie była. Klaudia była jakaś sucha, bezczynna i nieprzystępna.
Gdy Ula się obudziła, było już prawie jasno. Poczuła też oddech Marka na swoim gołym ramieniu. Delikatnie odwróciła się w jego stronę i popatrzyła na jego twarz i tors. Śpiący Marek przy jej ramieniu wyglądał cudownie.
Dla niektórych może wydawać się to dziwne, ale zakochałam się we własnym mężu -pomyślała.
Od tego czasu wizyty w sypialni żony były coraz częstsze. Spełnianie
obowiązków małżeńskich obojgu przynosiło bowiem sporo przyjemności i nie
potrafili sobie tego odmawiać. Jednego wieczora Marek w końcu postanowił, że na stałe zagości w sypialni żony.
-Co robisz? -zapytała ze zdziwieniem, gdy przyniósł swoje rzeczy i ustawił na stoliku nocnym.
-Wprowadzam się Ula. Nie widać?
-Widzę, ale nie rozumiem dlaczego?
-Jesteśmy małżeństwem i nie powinno cię to dziwić. Nawet chłopi są
bardziej ucywilizowani i śpią razem w jednym łóżku.
-Bo mają jedną izbę.
-Jeśli chcesz, możemy się do takiej chałupy przeprowadzić -odparł, kładąc się na łóżku obok niej w pozycji, aby mógł patrzeć na żonę. — Wolałbym jednak nie kochać się w towarzystwie dzieci śpiacych w nogach i innych członkach rodziny na drugim łóżku.
-Dziwię się, bo z Klaudią spałeś osobno -wyjaśniła.
-Klaudia spała do południa i budziłem ją rano, a ty wstajesz razem ze mną. Zresztą chcę być blisko kogoś, kogo kocham, a ciebie kocham -dodał, zmieniając ton na czuły szept.
-Kochasz mnie? -powtórzyła cicho.
-Tak Ula i chcę zasypiać obok ciebie i się budzić -mówił, przysuwając się do żony. — Kocham cię nawet wtedy, gdy pokazujesz różki.
-I ja ciebie kocham Marek -mówiła, pozwalając sobie na łzy szczęścia. — Bałam się tylko do tego przyznać.
-Niepotrzebnie kochanie -odparł, ocierając palcem łzy. — Może i ja prędzej zrozumiałbym, co czuję do mojej żony.
Wszystko to miało miejsce wieczorem i dlatego nie odmówili sobie, aby tej nocy nie oddać się długim i gorącym uniesieniom. Ula była już w samej koszuli, dlatego Marek szybko pozbyła się swojego ubrania. Tym razem kochali się gwałtownie, a nie jak dotychczas spokojnie. Był nawet moment, że Ula siedziała na Marku i ona dawała mężowi przyjemność.
-Kochanie to było nie do opisania -rzekł, kiedy wyczerpani miłością leżeli wtuleni w siebie.
-Czułeś to samo co przy innych kiedyś? -zapytała przekornie.
-Mogłabyś już odpuścić mi -rzekł z małą pretensją. — Tak naprawdę to od wiosny w moim życiu nie było
żadnej kobiety. Twoje docinki trochę mnie zniechęciły. A teraz będziesz tylko
ty i zawsze ty, bo jesteś moim aniołem. A, co do twojego pytania Ula, to czułem coś znacznie większego niż w przypadku innych. Czułem prawdziwą miłość.




