sobota, 6 listopada 2021

Druga żona cz. 3

Dwa dni przed ślubem rzeczy Uli były już w jej przyszłym nowym domu. Nie był to zwykły posag z pierzynami i poduchami, a co zazwyczaj dostawały panny na wydaniu. Marek miał to wszystko, dlatego z domu wzięła tylko swoje ubrania, ulubione książki i pamiątki. Z większych rzeczy znalazła się tylko toaletka, komoda i zestaw obiadowy na dwanaście osób. Mebli by nie brała w ogóle, ale brakowało ich w jej przyszłej sypialni, bo oprócz łóżka, stolików nocnych i dużej szafy ubraniowej nie było nic więcej. Widniały tylko ślady na ścianie, że kiedyś tam stały. Od Marka dowiedziała się, że były własnością Klaudii i po jej odejściu rodzina wzięła je do siebie. Rozpakowanie zostawiła sobie natomiast na później.

Ślub i wesele Urszuli Cieplak i Marka Dobrzańskiego tak wystawny, jak w przypadku pierwszego ślubu Marka nie był. Był kryzys i woleli nie dodawać sobie kosztów. Obojgu zresztą nie zależało na tym, bo ślub brali z przymusu, a nie z miłości. Poza tym Marek był wdowcem i niektórzy mogliby uznać to za niestosowne. Zwłaszcza rodzina Klaudii. Dlatego pobrali się w kościółku w Rysiowie przystrojonego na tę okoliczność przez Ulę jesiennymi kwiatami, a nie wybranej przez Klaudię katedrze.  Przyjęcie natomiast zorganizowano w posiadłości Cieplaków. Pogoda jak na połowę października była wyśniona, bo gdy przed trzynastą wrócili z kościoła, to temperatura wynosiła dwadzieścia stopni, jeszcze rosła i goście śmiało mogli bawić się na zewnątrz. Uli przypomniał się też dzień śluby Klaudii.  Pomimo że był to koniec czerwca, było zimno i padało. Według przesądów sądzono, że słońce i ładna pogoda zwiastuje tej parze szczęście w małżeństwie, a chmury i deszcz smutek.

 


Wieczorem nowożeńcy byli już w domu Marka. W progu powitała ich pani Marianna chlebem i solą. Później jak przystało, poszła do swojego domu. Po jej odejściu zapanowało między nimi pewne skrępowanie, bo miało nastąpić to, co następuje po ślubie. Ula trochę wiedziała o tych sprawach, ale co innego wiedza, a co innego praktyka. Marek nie wiadomo jak, ale wyczuł myśli żony.  

-Jeśli chcesz, możemy poczekać z nocą poślubną -zagadnął, kiedy był czas, aby iść spać. —Poznamy się lepiej, poczujesz smak pocałunków i pieszczot, zanim dalej przejdziemy.

-Dziękuję Marek, że tak myślisz i proponujesz.  Tylko co na to pani Marianna jak zobaczy, że spaliśmy osobno?

-Tu są dwie sypialnie, jakbyś nie zauważyła. Klaudia miała jedną a ja drugą i nie będzie ją to dziwiło. Poza tym jest bardzo dyskretna i przychodzi dopiero po ósmej, a ja rano biegam. Ścielę jeszcze swoje łóżko i staram się nie rozrzucać ubrań. Pani Marianna nie jest niewolnikiem, żeby wszystko robiła i była na moje zawołanie. Mam zdrowe ręce i to, co mogę robić, robię. Może nawet nie zauważy.

Resztę wieczoru spędzili na spacerze, a później w salonie, oglądając pamiątki wręczone im z okazji ślubu i zajęli się wypisywaniem podziękowań. Po dziewiątej poszli spać. Sypialnia Uli była pierwsza i tam się pożegnali. 

-Dobranoc żono. Kolorowych snów -rzekł Marek.

- Dobranoc mężu. Spokojnej nocy -odparła jak echo Ula.

Marek na koniec pocałował jeszzce usta Uli i poszedł do swojej sypiali.  

Przez kolejne dwa tygodnie Ula wdrażała się w rolę nowej pani domu. Z panią Marianną szybko nawiązała nić porozumienia i podobnie jak Marek nie wykorzystywała jej. Marek do domu z pracy wracał w porze obiadu. Ulę zazwyczaj zastawał robiącą coś, a nie odpoczywająca w salonie na sofie, jak miała zazwyczaj robić Klaudia. Zdarzało się też, że w ogóle jej nie było.

-Co robi Ula cały dzień- zapytał gosposię, kiedy po raz trzeci po powrocie nie zastał jej w domu.

-Pomaga mi w domu, chodzi na spacery, zajmuje się ogrodem, uczy te dzieci, co nie umieją pisać i czytać i pomaga w nauce tym, co chodzą do szkoły. Pomaga jeszcze rozwiązywać problemy chłopom. Dla wszystkich ma czas. To anioł panie Marku. Tylko niebiosa zesłały panu taką żonę.

-To prawda pani Marianno -odparł z grzeczności. Anioł z piekła rodem – pomyślał jednak.

 

Po pracy Marek trochę odpoczywał, a resztę dnia i wieczór poświęcał Uli.  Wspólnie spędzony czas spędzali w salonie, przy rozpalonym kominku czytając, rozmawiając i słuchając radia, które niedawno pojawiło się w ich domu. Ula ku jego zdziwieniu też ani razu nie powiedziała mu, że jest zmęczona albo że boli ją głowa i że idzie się położyć popołudniem. Tak właśnie bywało, kiedy był żonaty z Klaudią. Wychodzili również towarzysko do sąsiadów na podwieczorek. Ula jeszcze nie wszystkich znała i była okazja, aby ich poznać.

-Jeszcze trochę, a będziesz tutaj ubóstwiana Ula i ważniejsza od sołtysa i nauczyciela -rzekł, gdy wracali do domu po jednej z takich wizyt. — Nie tylko dzieci cię uwielbiają.  Lgnęły do ciebie jak do matki. Klaudia nie wzbudzała ich zaufania.

-Może, dlatego że mam młodszego brata i siostrę, a Klaudia była najmłodsza i mam podejście do nich.  

-A jakie byłyście w dzieciństwie? -zapytał, używając liczby mnogiej.

-Inne Marek. Ona dama a ja raczej łobuziara.

Przez resztę drogi do domu Ula opowiadała mu o swoim dzieciństwie i zastanawiała się, czym są spowodowane te pytania. Przez myśl przemknęło jej, że Marek chyba ciągle kocha swoją pierwszą żonę i dlatego chce wiedzieć o niej więcej. 

Po powrocie do domu zastali rozpalony kominek przez panią Mariannę i oboje z przyjemnością się przy nim rozgrzewali. W kuchni natomiast czekała na nich ciepła kolacja w sabatniku. Kiedy zjedli, sprzątnęli po sobie, bo nie byli nauczeni zostawiać po sobie bałaganu. Późno jeszcze nie było, dlatego wrócili do salonu. Ula chciała dokończyć pisać list do cioci Ludmiły i przesłać jej zdjęcia ślubne, Marek chciał przejrzeć gazetę i wysłuchać wieczornych wiadomości w radio. Po serwisie z głośnika radia rozbrzmiały piosenki Adama Astona.

-Skoro my chodzimy po sąsiadach, musimy pomyśleć o rewizytach Marek -rzekła, kiedy skończyła pisać list. —Może w jakąś sobotę urządzimy małe przyjęcie?

-Dobry pomysł Ula. Klaudia wyprawiała co jakiś czas przyjęcia dla znajomych.

-Możesz ciągle nie porównywać mnie do Klaudii i mówić co ona robiła, a co nie -zareagowała ostro na słowa męża. —Przez dzisiejszy wieczór drugi raz wspominasz ją. Wystarczy, że inni mówią.

-Przepraszam Ula. Tak mi się powiedziało.  W ostrych słówkach jesteś od niej zdecydowanie lepsza.

-Mam uważać to za komplement?

-Jak najbardziej -odparł wstając z sofy i podchodząc do stołu, przy którym siedziała Ula.  —Nie ma nudy. Można panią prosić do tańca -zapytał, kiedy z radia popłynęła melodia tanga Twych słodkich ust. Ula przed oczami zobaczyła też jego wyciągniętą dłoń.

-Można -odparła, podając mu swoją rękę — Przyda się nam trening przed balem andrzejkowym.

Taniec zbliżył ich i wywołał uczucia pożądania. Marek już wiedział, że usta Uli są zmysłowe, słodkie i namiętne.  Dlatego nie mógł się oprzeć, aby ich nie całować coraz częściej i namiętniej. Ula mogła to samo stwierdzić, bo jak tylko kosztowała ust Marka, czuła rozkosz i szybsze bicie serca. Najgorzej, a zarazem najcudowniej czuła się, gdy dłonie Marka, choć przez materiał dotykały jej piersi.  Było tak przez dwa tygodnie i z każdym dniem coraz bardziej podobało się jej to, co Marek z nią robi. On natomiast z każdym dniem chciał więcej i zaczął odczuwać brak kobiety w łóżku. Od paru tygodni żył prawie jak w celibacie, a jego pragnienie rosło.

-Ula nie ma co odwlekać -rzekł, kiedy piosenka dobiegała końca. —Pragnę cię.

-Tak -odparła krótko. —Czas, aby spełnić obowiązki żony. Dziecko trzeba jakoś począć.

-Będę delikatny Ula. 


 

Po tych słowach wziął Ulę na ręce i ruszył w stronę sypialni Uli. Aby nie spaść, oplotła wokół jego szyi ręce i mocno się przytulała. Tym samym mogła poczuć jego zapach, który już tak dobrze znała. Drzwi były uchylone, to wystarczyło tylko lekko je kopnąć, aby wejść. Chwilę później Marek położył żonę na dużym małżeńskim łożu, pochylił się nad nią i zaczął namiętnie całować. Jednocześnie zaczął rozpinać jej bluzkę. 

-Jak to dobrze, że nie muszę z gorsetami i sznureczkami się szarpać -stwierdził, gdy zobaczył, że pod spodem ma tylko zwiewną haleczkę. — Ułatwi mi zadanie.

-Następnym razem będę w peniuarze.

-Dobry pomysł Ula. Możesz zająć się moją koszulą? Będziemy odkrywać swoje ciała bardzo wolno.

Zdjęcie bluzki i spódnicy Uli oraz garderoby Marka długo nie trwało i wkrótce oboje leżeli w samej bieliźnie. To dodało Markowi witalności i znacznie przyspieszył z pieszczotami.  Uli nowe doznania podobały się do tego stopnia, że nie wyobrażała sobie, żeby teraz Marek miał przestać. Ściągnięciem bielizny zajął się Marek i wkrótce oboje mogli zobaczyć swoje nagie ciała. Patrząc na żonę, uśmiechnął się, bo nie pamiętał, żeby jakakolwiek z jego kochanek tak ponętnie wyglądała. Najchętniej od razu by ją całą wziął, ale obiecał, że będzie delikatny. Dlatego jej ciało, pocałunkami i pieszczotami obsypywał centymetr po centymetrze. Ula tymczasem ku jego zdziwieniu oddawała mu pieszczoty.  Gdy czuł, że oboje są gotowi, podniósł biodra Uli do góry i wszedł z w nią jednym ruchem. Z ust żony wydobył się jeden jęk, ale szybko na to znalazł radę, bo zaczął je całować. Nieprzyjemne uczucie szybko zaczęło Uli mijać, bo kolejne ruchy męża już w ogóle nie bolały. Zamknęła tylko oczy i z rozkoszą przyjmowała to co dawał jej mąż. Kiedy po raz pierwszy poczuła nasienie Marka w sobie, znowu z jej ust wydobył się jęk. Tym razem z rozkoszy, a nie bólu. Kiedy podniecenie mijało, Marek z niechęcią uwolnił Ulę od swojego ciężaru i położył się obok. Uznał, że jak na pierwszy raz wystarczy i gdyby tylko od niego zależało, to dalej kochałby się z Ulą.

-Jesteś taka piękna -wyszeptał, kiedy opierając się na łokciu, patrzył na żonę. —I przepraszam. Nie chciałem, sprawić ci bólu.

- Taka natura kobiety, że boli przez chwilę. Nie ma za co przepraszać.

-To dobrze. Byłaś dzielna i pełna namiętności.

-Dziękuję -odparła nieśmiało. Najchętniej spytałaby go o Klaudię i czy to samo czuł kochajac się z żoną, którą się kocha a z tą z przymusu. Nie spytała jednak, bo nie chciała go prowokować kłótni małżeńskiej.

-Sen dobrze ci zrobi. Już późno Ula. 

 


 

Dostała jeszcze pocałunek na dobranoc i niedługo potem zasnęła w ramionach męża. Marek zasypiał dłużej, bo jego myśli zaprzątała Ula i to ile dała mu przyjemności. Myślami wrócił również do pierwszej nocy z Klaudią i stwierdził, że taka udana nie była.  Klaudia była jakaś sucha, bezczynna i nieprzystępna.

Gdy Ula się obudziła, było już prawie jasno.  Poczuła też oddech Marka na swoim gołym ramieniu. Delikatnie odwróciła się w jego stronę i popatrzyła na jego twarz i tors.  Śpiący Marek przy jej ramieniu wyglądał cudownie. 

Dla niektórych może wydawać się to dziwne, ale zakochałam się we własnym mężu -pomyślała.

Od tego czasu wizyty w sypialni żony były coraz częstsze. Spełnianie obowiązków małżeńskich obojgu przynosiło bowiem sporo przyjemności i nie potrafili sobie tego odmawiać. Jednego wieczora Marek w końcu postanowił, że na stałe zagości w sypialni żony. 

-Co robisz? -zapytała ze zdziwieniem, gdy przyniósł swoje rzeczy i ustawił na stoliku nocnym.

-Wprowadzam się Ula.  Nie widać?

-Widzę, ale nie rozumiem dlaczego?

-Jesteśmy małżeństwem i nie powinno cię to dziwić. Nawet chłopi są bardziej ucywilizowani i śpią razem w jednym łóżku.

-Bo mają jedną izbę.

-Jeśli chcesz, możemy się do takiej chałupy przeprowadzić -odparł, kładąc się na łóżku obok niej w pozycji, aby mógł patrzeć na żonę.   — Wolałbym jednak nie kochać się w towarzystwie dzieci śpiacych w nogach i innych członkach rodziny na drugim łóżku.

-Dziwię się, bo z Klaudią spałeś osobno -wyjaśniła.

-Klaudia spała do południa i budziłem ją rano, a ty wstajesz razem ze mną. Zresztą chcę być blisko kogoś, kogo kocham, a ciebie kocham -dodał, zmieniając ton na czuły szept.

-Kochasz mnie? -powtórzyła cicho.

-Tak Ula i chcę zasypiać obok ciebie i się budzić -mówił, przysuwając się do żony. — Kocham cię nawet wtedy, gdy pokazujesz różki.

-I ja ciebie kocham Marek -mówiła, pozwalając sobie na łzy szczęścia. Bałam się tylko do tego przyznać.

-Niepotrzebnie kochanie -odparł, ocierając palcem łzy.  — Może i ja prędzej zrozumiałbym, co czuję do mojej żony.  

Wszystko to miało miejsce wieczorem i dlatego nie odmówili sobie, aby tej nocy nie oddać się długim i gorącym uniesieniom. Ula była już w samej koszuli, dlatego Marek szybko pozbyła się swojego ubrania. Tym razem kochali się gwałtownie, a nie jak dotychczas spokojnie. Był nawet moment, że Ula siedziała na Marku i ona dawała mężowi przyjemność.

-Kochanie to było nie do opisania -rzekł, kiedy wyczerpani miłością leżeli wtuleni w siebie.

-Czułeś to samo co przy innych kiedyś? -zapytała przekornie.

-Mogłabyś już odpuścić mi -rzekł z małą pretensją.  — Tak naprawdę to od wiosny w moim życiu nie było żadnej kobiety. Twoje docinki trochę mnie zniechęciły. A teraz będziesz tylko ty i zawsze ty, bo jesteś moim aniołem. A, co do twojego pytania Ula, to czułem coś znacznie większego niż w przypadku innych. Czułem prawdziwą miłość.

 

poniedziałek, 1 listopada 2021

Znak

-Co nam przywieziecie z dlugiego świata -zapytał ponad pięcioletni Kuba Dobrzański, swoich dziadków, gdy szykowali się w podróż do Szwajcarii. — Ja chcę auto.

-A ja duzą lale -dorzuciła trzyletnia Julka, podskakując z radością i pokazując wielkość lalki.

-Kochani babcia z dziadkiem nie lecą do innego świata tylko na odpoczynek do Szwajcarii -wyjaśnił im ojciec. —Drugi świat jest tam w niebie, gdzie jest babcia Magda.

-Ale Wiktor powiedział, że to drugi świat, jak był w gólach.

-Może miał na myśli inny świat. Tak czasami się mówi jak jest gdzieś lepiej -wytłumaczył mu dziadek Krzysztof. — A o zabawki możecie być spokojni. Wybierzemy wam najładniejsze zabawki, jakie będą w sklepie.

-A nie wiecie, że tak sępić jest bardzo brzydko wy małe sępy -rzekła do swoich dzieci Ula Dobrzańska, która weszła do holu, gdzie stała reszta jej rodziny, gotowa do wyjścia.

-To jedyne nasze wnuczęta i nasza radość Ula. Rozpieszczanie ich jest wpisane w rolę babci i dziadka -odparła jej Helena.

-Wiem mamo. Ja pewnie będę kiedyś taka sama.

-Tata też leci? -zapytał Kuba, widząc, że ojciec ubiera buty i bierze dużą torbę.

-Nie skarbie. Tato odwiezie dziadków na lotnisko, pójdzie do sklepu i wraca na kolację do domu. Ktoś baję ci musi przeczytać. A do czasu mojego powrotu pozbieraj zabawki z salonu i nie wyręczaj się mamą. 

 

Do seniorów Ula z Markiem postanowili przeprowadzić się, gdy okazało się, że Ula jest w kolejnej ciąży i ich mieszkanie na Siennej byłoby za małe dla czterech osób. Z propozycją wyszli sami seniorzy, gdy Ula z Markiem chcieli zacząć szukać dla siebie domu. O relacje, jakie będą między Ulą a Heleną, nikt się już nie bał, bo Helena już dawno pogodziła się z faktem, że synową jest Ula, a nie Paulina. Zresztą po pokazie F&D Gusto i wyjeździe Febo do Włoch stosunki między rodzeństwem, a seniorami nawet nie oziębiły się, tylko mocno się zredukowały. Paulina i Aleks przylatywali tylko na zarząd i ewentualnie dzwonili z okazji świąt albo innych uroczystości.

 

Po wyjściu teściów i męża Ula włączyła dzieciom bajki w salonie i zajęła się sprzątnięciem małego bałaganu pozostawionego w salonie przez przepakowywanie walizek i resztek jedzenia z podwieczorku.  W połowie sprzątania Ula usłyszała jakiś trzask w kuchni. Kiedy tam weszła zegar, który wisiał nad szafką, leżał na podłodze.

I tak się kończą prośby męża o lepsze umocowanie zegara -pomyślała.

Chcąc nie chcąc wyjęła szczotkę i pozamiatała szkło oraz plastik. Później włączyła mały telewizor zainstalowany w kuchni i zajęła się kolacją. Zadzwoniła jeszcze do męża, aby kupił również kakao Puchatek, ale nie odbierał. Tak samo było po kolejnym kwadransie. Wtedy zaczęła się denerwować.

Tymczasem w telewizji w wiadomościach regionalnych z Warszawy pokazywali migawki z jakiegoś wypadku na stacji benzynowej. Z tego co zauważyła i zrozumiała to, że jakieś czerwone sportowe BMW było roztrzaskane.

Dalej nie oglądała, bo usłyszała dzwonek do drzwi.

Znowu zapomniał klucza albo ma dwie torby zakupów i nie może otworzyć -myślała, idąc w stronę drzwi. Cały Marek.

Zamiast Marka w drzwiach stało dwóch policjantów.

-Dobry wieczór -rzekł jeden z nich salutując. —Aspirant Damian Górecki. Pani Urszula Dobrzańska?

-Tak -odparł cicho.

-Był wypadek … . Przykro nam.

 

To, co mówił policjant, ledwo do niej docierało. Słyszała jakby początek i koniec. Później, jak w transie zadzwoniła do Rysiowa i Sebastiana i wyjaśniła, co się stało.  Poszła jeszcze do sąsiadów, aby poprosić panią Olę, aby do czasu przyjazdu Ali zajęła się Julką i Kubą.  Pan Adam jej mąż natomiast zaproponował, że podwiezie ją do szpitala. Na miejsce dojechali w kwadrans i od razu pobiegła w stronę wejścia. Biegnąc, potykała się o jakieś osoby, ale nie było to ważne. W izbie przyjęć było sporo osób i poczuła się zagubiona. Na szczęście był tam już Sebastian.

-Seba ten policjant mówił, że był wybuch, że ranny, że mama -mówiła bezwładnie i wycierając łzy. —Muszę do lekarza. Muszę do Marka. Tata nie żyje.

-Ula uspokój się -mówił, prowadząc do krzesełka. W pobliżu była dyżurka pielęgniarek i poprosił dla Uli coś na uspokojenie.  — Z tego co wiem, panią Helenę operują. Marek podobno wyciągnął ją z samochodu. Chciał jeszcze ojca wyciągać, ale nie dał rady. Strażacy go odciągali, czy tam pracownicy stacji.

-Ale gdzie on jest? Muszę do niego iść -mówiła, zrywając się z krzesełka. —Muszę iść do lekarza.

-Pójdę z tobą Ula. Mi nic by nie powiedzieli.

Lekarz trochę czasu miał dla nich i zaprosił do swojego gabinetu.

-Zacznę od tej gorszej wiadomości -rzekł, rozkładając jakieś papiery. —Pani Dobrzańska jest operowana. Nie będę ukrywać, że jej stan jest bardzo poważny. Straciła sporo krwi, ma oparzenia, uraz głowy. Znacznie lepiej ma się pan Marek Dobrzański. Oprócz poparzonych dłoni nie ma innych obrażeń. Teraz jest pod wpływem środków przeciwbólowych i nasennych.

-Mogę pójść do niego?

-Tak. Pielęgniarka zaprowadzi panią.

W sali, gdzie leżał Marek, spędziła trochę czasu. Głównie głaskała męża po bandażach i cicho płakała. Kiedy wróciła na izbę przyjęć, oprócz Sebastiana był również Jasiek z Józefem. Ich oczekiwanie na wiadomości od operujących lekarzy zakończyły się niestety tym najgorszym. Po czterech godzinach od śmierci Krzysztofa, Helena Dobrzańska dołączył do męża już na wieczność.

 

Następnego dnia w prasie zaczęły ukazywać się pierwsze nekrologi z wyrazami współczucia, a na ręce Uli i Marka spływały kondolencje. Prasa również rozpisywała się na temat wypadku. Jedynym winnym był młody kierowca pod wpływem narkotyków, który nie zapanował nad swoim BMW i z całą siłą uderzył w stojącego Lexusa. Siła była tak duża, że auto przemieściło się o kilkanaście metrów i uderzało o metalowy słup. Chwilę później zaczął wydobywać się dym i w końcu wybuchł płomieniach.

Ula tymczasem zajęła się formalnościami związanymi ze śmiercią teściów. Musiała pójść do zakładu pogrzebowego, po akt zgonu i do księdza. Kiedy  biegała po urzędach, Sebastian tak jak jej obiecał,  poszedł do Marka. Przyjaciela zastał wpatrzonego w sufit.

-Wyrazy współczucia Marek -rzekła cicho. —Ode mnie i od Wiolki.

-Dzięki. Widziałem to wszystko Seba. Jak uderza w samochód, jak dym się pojawił, krew.

-Marek nie myśl o tym -przerwał mu. —Oszalejesz.

-Wiem, ale nie potrafię. Mają przysłać psychologa.

-Dobry pomysł. Co cię napadło, żeby rzucać się w ogień. Mogłeś zginąć.

-Uli się udało mnie wyciągnąć. Myślałem, że i mi się uda. A tu nic. Ani matki, ani ojca.

-Twój tato podobno nie miał szans. Jak staliście na tej stacji, musiał odpiąć pasy i uderzył głową w przednią szybę.

-Gdybym nie poszedł zapłacić za benzynę, teraz może by mnie już nie było Seba. Jak o tym pomyślę? Co Ula by zrobiła?

-Ale żyjesz i masz dla kogo żyć. Masz wspaniałą kochającą żonę i dwa szkraby, które teraz czekają na ciebie.

-Teraz mam tylko ich Seba. Ula była rano u mnie. Taka zapłakana.

-Wiem. Ciężko wszystko przechodzi.

 

Oprócz spraw związanych z pogrzebem teściów i wizyt w szpitalu u męża,  Ula musiała jeszcze porozmawiać z dziećmi. Chciała sama powiedzieć im, co się stało, ale Kuba, który chodził do przedszkola, usłyszał o wypadku od kolegów. Dzieci choć niechcąco zrobili to na swój sposób i wypytywali o to co nie powinni i to co słyszeli w domu. To zaś spowodowało, że mały Dobrzański nie mógł się uspokoić i musiała przyjechać do przedszkola. W przedszkolu mieli panią psycholog i w jej gabinecie we trójkę mogli porozmawiać ze spokojem. 

-Pytali mnie, jak to jest nie mieć babci i dziadka i czy widziałem już spalonego dziadka -opowiadał łkając i tuląc się do mamy. —To, gdzie on i babcia są.

-Kochanie nie słuchaj wszystkiego, co mówią twoi koledzy -zaczęła tłumaczyć synowi, głaszcząc po głowie.  — Babcia i dziadek są teraz w niebie i z góry patrzą na ciebie, Julkę, tatusia i na mnie. Nie zobaczysz ich jednak, jak się śmieją, mówią. Ani ja, ani tata. Będziemy jednak pamiętać o nich. Będziemy oglądać zdjęcia, filmy i chodzić na grób. Będziemy zanosić kwiaty i znicze jak na grób babci Magdy.  

-Możesz narysować jeszcze jakieś obrazki z podpisem od Kuby i zanieść na grób dziadków -zaproponowała psycholog. —Będzie im miło, bo to będzie tylko coś od ciebie.

-Taka laurka?

-Tak i pani Aldona ma rację. Poza tym teraz masz trzech Aniołów Stróży, a nie jednego. A nawet czterech, bo jest jeszcze babcia Magda. Całą czwórką patrzą na ciebie cały czas i opiekują się tobą i Julką. 

-Babcia opowiadała mi o aniołach. Oni są aniołami?

-Tak synku. A ty byłeś ich aniołkiem tu na ziemi. I Julka.

-To narysuję duże serce dla dziadka i kwiatki dla babci -odparł po namyśle. —Babcia lubiła kwiatki. Podpiszę od Julki i Kuby.

-Świetny pomysł kochanie -odparła Ula, przytulając syna.

Mniej problemu było z Julcią, bo miała niespełna trzy lata i nie rozumiała, co to znaczy umrzeć.

 

Marek w szpitalu długo nie musiał pozostać. Powrót do domu jego żalu jednak nie zmniejszył. Miał przynajmniej dzieci przy sobie, Ulę i to dodawało mu siły w tych trudnych dla niego dniach. 


 

-Wiesz Marek wtedy, kiedy wydarzył się ten wypadek, to ja to czułam -mówiła, siadając blisko niego. —To znaczy, dostałam znak. Zegar w kuchni spadł i zatrzymał się na siedemnastej pięćdziesiąt. Wtedy wydarzył się wypadek. Tak jest w raporcie policji.  

-Tato, zanim poszedłem zapłacić za paliwo, powiedział mi, nie spiesz się synu, przecież ci nigdzie nie uciekniemy. I uciekli na tamten świat.

-Smutek przejdzie Marek -pocieszała, obejmując męża.  — Na początku bardzo boli, ale ból mija. Wiem, jak było z moją mamą. Ona tak samo odeszła tak nagle.

-Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą Ula -szeptał jej do ucha. — Czas ponaprawiać pewne sprawy kochanie.

 

 

Z pogrzebem poczekali dwa tygodnie, aby Marek mógł uczestniczyć w uroczystościach w miarę dobrej kondycji. Dwie urny z prochami były tylko małym punktem wśród morza kwiatów i na tle dużego ołtarza. Ksiądz, który dobrze znał małżeństwo, odprawił piękne nabożeństwo, a przy kazaniu niejeden żałobnik uronił łzy. Mówił o ich pracy, o fundacji Heleny o radości z wnuków i o wychowaniu rodzeństwa przyjaciół, którzy w podobny sposób, bo tragicznie odeszli z tego świata.

Wspomniane rodzeństwo w pogrzebie również uczestniczyło. Zanim jeszcze żałobnicy weszli do kościoła podeszli do Uli i Marka. Oboje w dłoni trzymali po jednej róży.

-Chcieliśmy złożyć wam wyrazy głębokiego współczucia. My wiemy najlepiej, jak to jest -zaczęła Paula, patrząc raz na Marka, raz na Ulę z Julką na rękach to znów na Kubę stojącego między nimi. —Jest nam ogromnie przykro.

-Jeszcze dwa dni przed ich wypadkiem rozmawialiśmy przez telefon. Trudno było nam uwierzyć -dodał Aleks. 

-Dziękuję, że przyjechaliście -odparł Marek, ściskając ich dłonie. 

-Moglibyśmy porozmawiać Marek? -zapytał jeszcze Febo. 

-Oczywiście -odparł bez zastanowienia. —Oczywiście jesteście zaproszeni na poczęstunek po pogrzebie. Restauracja naprzeciwko cmentarza. Będzie czas, aby porozmawiać. Mamy o czym.

-To nie jest dobre miejsce i czas -wtrącił Aleks. —Możemy wpaść do was jutro po szesnastej?

-Może być. Adres znacie.

 

Aleks i Paulina na spotkanie przyszli punktualnie. Któreś z nich musiało wpaść na pomysł prezentów dla małych Dobrzańskich, bo przyszli z lalką dla Julki i samochodem dla Kuby.

-Dziadek z babcią obiecali nam -mówił z ożywieniem Kuba. —Może z nieba powiedzieli im, co mają kupić.

-Synku nie im tylko … -zaczął, ale nie wiedział, jak określić gości.

-Może być ciocia i wujek -wyręczyła go Paulina.

-Dokładnie tak. To jest ciocia Paulina i wujek Aleks. Kiedyś mieszkali w Polsce a teraz mieszkają w Mediolanie. To takie miasto daleko stąd.

-Fajnie mieć więcej cioć i wujów.

-To, o czym chcecie pogadać? -zapytał Marek, kiedy Ula przyniosła kawę, a dzieci zajęte były zabawą.

-Może ja powiem -odezwała się Paula. Helena i Krzysztof, chyba chcieli, aby nasze rodziny nie tylko firma łączyła. Chcieli nas pogodzić.

-Skąd takie przypuszczenia? -pytał Marek, spoglądając na rodzeństwo.

-Dowodów jako takich nie mamy -wyjaśniała Paula.  — Poza telefonami z ostatnich dwóch tygodni sprzed ich śmiercią i rezerwacją dla nas na weekend w tym samym hotelu. Helena w jednej z rozmów mówiła, że nie można dalej tak żyć i jest im ciężko patrzeć jak losy rodziny się toczą.

-Dzień przed ich wyjazdem mama powiedziała mi coś takiego -rzekła Ula. —Ula z tym wyjazdem wiążę nie tylko wypoczynek. Tylko to na razie tajemnica. Nie wiedziałam, co ma na myśli. Teraz staje się to logiczne.

-Helena i tak długo dusiła w sobie to, co na sercu jej leżało -stwierdził Aleks. — Urazy nie warto pielęgnować. Oboje zawiniliśmy Marek.

-Kochana mama -odezwał się Marek. —Szkoda, że takiej chwili nie doczekała.

-Mam rozumieć, że zgadzasz się z rodzicami Marco? -pytała Febo. —Uważasz, że czas na pogodzenie nas i wszystkie żale pozostawić za sobą?

-Tak Paula, Aleks. Sam myślałem, o tym gdy wróciłem do domu ze szpitala. W szpitalu jest sporo czasu na myślene. Co było, to było. Ja zrobiłem obojgu wam dużo złego w sferze prywatnej, wy knuliście w firmie. Przepraszam za wszystko. 

-My również przepraszamy Marek -rzekł Aleks wyjątkowo szczerze.

-Szkoda, tylko że dopiero nieszczęście musiało się stać, aby coś zrozumieć -rzekła Ula.

-Niestety -poparła Paula. 

-Tylko dlaczego mi mama nic nie wspomniała? -zastanawiał się Marek.

-Tego się nie dowiemy. Może, dlatego że ciągle byłeś zapracowany -odparła Ula.

-Nawet na oczy nie widzieliśmy waszych dzieci -odezwał się ponownie Aleks. — Wiedzieliśmy, tylko że to dziewczynka i chłopiec i że Helena i Krzysztof świata poza nimi nie widzieli.

-To prawda. A co u was słychać? -pytał Marek.

-Poznałam jednego Simone. To znaczy Szymona -powiedziała Paula. —Ma uroczą kuzynkę Weronikę -dodała, patrząc wymownie na brata.

 


Czas mijał, a razem z tym smutek i żal się zmniejszał. Marek czasami sam, a czasami z rodziną chodził na grób rodziców i dbał, aby zawsze były świeże kwiaty i zapalone znicze. Tym samym uczył dzieci, że pamięć o bliskich po śmierci jest tak samo ważna jak zza ich życia.

 

 

 

Podobieństwo do mini Julity, zwłaszcza wątku Febo, jest całkiem przypadkowe!!!