niedziela, 13 marca 2022

Piękna i nieporadna -zapowiedź.

Jeden z korytarzy firmy F&D roił się od młodych dziewczyn. Dzisiaj właśnie miały odbyć się rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko sekretarki Marka Dobrzańskiego. Urszula Cieplak również aspirowała na to stanowisko. Kiedy wyszła z windy, od razy jej uwagę zwróciło to, że prawie wszystkie kandydatki były młode, ładne w mocnych makijażach i obcisłych sukienkach. Niektóre stroje również więcej odkrywały, niż wypadało. Ona umówiona była na dwunastą piętnaście, a było za pięć dwunasta i dziwiła, że na korytarzu jest sześć dziewczyn.

-Dzień dobry -przywitała się ogólnikowo. —Która z was ostatnia?

-Ja -odezwała się jedna z siedzących dziewczyn.

 Obok było wolne krzesełko i dlatego Ula usiadła.

-Według kolejki proszą, czy według listy, na którą godzinę był ktoś umówiony? Bo ja miałam być na dwunastą piętnaście, a tu kolejka.

-Ja na dwunastą. Ale większość przyszła wcześniej. Te dwie dziewczyny przy drzwiach miały być przed trzynastą, a już są. Przyszły prędzej niż ja.

-Skąd wiesz, że na trzynastą?

-Nadia i Sandra chodziły ze mną na studia licencjackie z administracji i sama im powiedziałam o ogłoszeniu, że szukają sekretarki. Teraz żałuję, bo porównując mnie do nich, to dzień i noc.

-Za sam wygląd nie przyjmują. Trzeba umieć coś.  

-Raczej nie w tej firmie. Nie wiesz, że kadrowy i młody Dobrzański to znani podrywacze i głównie patrzą na wygląd, a nie na kwalifikacje. Ja, chociaż zostawię im swoje namiary. Może kiedyś będą potrzebować sekretarki do dyrektora jakiegoś działu.

Dziewczyna popatrzyła również na Ulę.  Wyglądała równie atrakcyjnie jak inne dziewczyny, ale nie prowokacyjnie. Miała błękitne oczy, delikatny makijaż i odpowiednie ubranie. 


 

-Chyba dopiero dwie kandydatki weszła. Zobaczymy, jak wyjdzie kadrowy.

Jak  na zawołanie z biura wyszedł, jakiś mężczyzna, wypuszczając jakąś atrakcyjną dziewczynę.

-Pani Emilia Stachowiak -rzekł, rozglądając się po korytarzu.

-Ja z koleżanką czekamy od godziny -odezwała się jedna z dziewczyn, stojąca przy drzwiach i nie zważając na to, że w stronę drzwi szła inna.

-Pani godność? -zapytał personalny.

-Jakubowska Nadia.

-Jakubowska -powtórzył, sprawdzając listę. — Dwunasta czterdzieści pięć. Do pracy również przychodziłaby pani godzinę prędzej, czy wręcz odwrotnie?

Nie czekając na odpowiedź, kadrowy wpuścił do biura wywołaną dziewczynę. W trakcie jej rozmowy na korytarzu pojawiła się wysoka i elegancko ubrana kobieta. Na kolejną kandydatkę do pracy jednak nie wyglądał. Przystając na chwilę otaksowała wszystkie dziewczyny. Później weszła do biura kadr, a zaraz potem dziewczyna, która niedawno weszła, to wyszła.

-I jak? -zapytała Ula.

-Jak zwykle.  Oddzwonimy.

Przez kolejne pięć minut kadrowy nie pojawił się na korytarzu, a niektóre z dziewczyn zaczęły rozmawiać o wpychaniu się bez kolejki i protekcjach.

Tymczasem w gabinecie Sebastiana Olszańskiego dyrektora od spraw HR,  Paulina Febo usiadła naprzeciwko mężczyzny i wyraziła swoje zdanie o zatrudnieniu dziewczyny na stanowisko sekretarki dla narzeczonego Marka Dobrzańskiego.

-Ta dziewczyna w białej bluzce w delikatne paski będzie odpowiednia -oznajmiła tonem, że nie chce słyszeć sprzeciwu.

-Zobaczymy Paula. Może jest po zwykłym liceum, a Markowi potrzebny jest ktoś z lepszym wykształceniem.

-Ciekawa jestem jakie wykształcenie mają te dwie przy drzwiach. Wyglądają, jakby o całkiem inną pracę się starały.

O, kim mówi Paula, dokładnie wiedział, bo je widział i dokładnie wyglądały jak poprzednie sekretarki Marka. Piękne buzie i ciało, a w głowie pusto.

-Marek teraz naprawdę potrzebuje kogoś wykwalifikowanego –przekonywał Paulinę Febo. — Jest teraz prezesem, a nie dyrektorem od spraw reklamy i marketingu.

-To lepiej poprzeglądaj ich papiery, a nie patrz tylko na twarz, nogi i biust.

Kobieta w końcu wyszła, a Olszański dalej przeprowadzał rozmowy kwalifikacyjne. Dziewczyna, za którą się wstawiła Paula, weszła od razu za nią i  najgorszego wykształcenia nie miała. Skończyła właśnie studia licencjackie z dobrą oceną, umiała w miarę dobrze mówić po angielsku i uczyła się hiszpańskiego. Jedyny mankament był taki, że urodą nie powalał. 

 

 

Cera się błyszczała, brwi bez regulacji, włosy w nieładzie, lekka nadwaga i ubiór jak na maturę sprzed lat. Była do tego niepewna, że gdy podawała mu teczkę, przewróciła wazonik z tulipanami. Kadrowy nie wiedział jednak, że zazwyczaj nosi okulary, ale rano oddała je do naprawy i że tak naprawdę, to on był przyczyną jej niezdarności. Kiedy siedziała bowiem na korytarzu, dokładnie nie widziała kadrowego i dopiero teraz mogła spostrzec, że jest wyobrażeniem jej ideału urody mężczyzny. Wysoki, wysportowany blondyn, trochę pucowaty z twarzy i z niebieskimi oczami.

Dziewczyna, która po niej weszła była całkowitym przeciwieństwem Wioletty Kubasińskiej. Skończyła SGH na dwóch kierunkach, posiadała certyfikaty kursów językowych z niemieckiego i rosyjskiego. Angielski również był perfekcyjny. Do tego była bardzo ładna i gustownie ubrana. Była dokładnie w typie jego przyjaciela Marka Dobrzańskiego.

Kiedy Ula wyszła z biura, ciągle analizowała przebieg rozmowy. Dlatego szła zamyślona korytarzem i nie zauważyła zapatrzonego w dokumenty mężczyznę. Wpadnięcie na siebie było kwestią krótkiego czasu.

-Kurczę blaszak -rzekła. —Zamyśliłam się i nie zauważyłam pana -tłumaczyła, pomagając pozbierać papiery. — Wyszłam właśnie od kadrowego i próbowałam sobie przypomnieć czy wszystko powiedziałam, co chciałam.

-Ja też powinienem patrzeć przed siebie, a nie w papiery -mówił, patrząc w błękitne oczy dziewczyny, a nie na to, co zbiera z podłogi. Najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałem -pomyślał.

-Jak to coś ważnego należy przydepnąć -rzekła, patrząc na mężczyznę trochę dłużej.  — Żeby pecha nie przyniosło -dodała, kiedy dojrzała dziwny wyraz twarzy. Źle jednak odczytała jego myśli, bo Marek patrzył na nią z podziwem, a ona pomyliła to z niezrozumieniem jej. — Wiem, że to głupie, ale lepiej na zimno dmuchać

-Dokładnie -przytaknął z uprzejmości i z przekonania własnego. Kiedy odbierał papiery z rąk Uli, ich dłonie spotkały się na chwilę. Ula również posłała mu również jeden ze swoich uroczych uśmiechów. —Dziękuję pani za pomoc w pozbieraniu papierów.

-Drobnostka. Do widzenia panu.

-Do widzenia -odparł ze swoim pokazowym dołeczkowy uśmiechem. Liczył, że dziewczyna zauważy te jego urocze dołki w policzkach, ale zdążyła odwrócić wzrok.  Jedynie, co zauważyła, że ubrany był w koszulę w jasny róż bez krawata, sportową marynarkę i dżinsy.  Papiery zaś były z działu marketingu i wzięła go za pracownika z tego działu. 


 

Kiedy odeszła, założył ręce na biodra i chwilę jeszcze parzył na nią i zastanawiał się, czy obróci się i spojrzy na niego. Nic takiego jednak się nie stało. Najchętniej poszedłby od razu spytać Sebę o nią, ale na dwunastą trzydzieści umówiony był z rodzicami w restauracji i już był trochę spóźniony. W czasie obiadu trudno było jednak skupić się mu na rozmowie, bo ciągle w pamięci miał twarz kandydatki na jego sekretarkę.

 

Dwie godziny później Sebastian pojawił się w gabinecie prezesa i opowiedział mu o rozmowach z dziewczynami.

-Twoja narzeczona nalega na Wiolettę Kubasińską -rzekł mu, siadając naprzeciw niego. 

-To jakaś jej znajoma?

-Nie. Najbrzydsza na rozmowach -wyjaśnił wymownie i podając jej CV. — Widziała ją na korytarzu. Wykształcenie takie sobie. Większość panienek takie ma. Trochę niezgrabna, bo najpierw jak podawała mi teczkę, potrąciła mi wazonik, a gdy wychodziła, uderzyła się o ksero. Dobrze, że ta Wiolka nie zdemolowała je całkiem.

-Wiolka demolka -zrymował Marek. — Była taka dziewczyna z błękitnymi oczami, paroma piegami na nosie i koralami?

-Żadna korali na nosie nie miała, ale znając ciebie, pytasz o Urszulę Cieplak. Skąd wiesz, że była?

-Wpadliśmy na siebie na korytarzu.

-To dość długo wpadaliście na siebie, skoro piegi zauważyłeś.

-Pomagała pozbierać mi papiery -wyjaśnił z irytacją przyjacielowi.

-Ma najlepsze wykształcenie ze wszystkich kandydatek. Nawet za dobre jak na zwykłą sekretarkę. Ale chyba nie chcesz, aby ją zatrudnił. Paulina zwolni ją przy pierwszej okazji. A taką okazję znajdzie jak się uprze.

-Mam inny plan. I wilk będzie syty i owca cała -mówił z zadowoleniem i obracając się z zadowoleniem na obrotowym fotelu, aby wyjść zza biurka. — Skoro ma tak dobre kwalifikacje, zatrudnimy ją na okres próbny na dyrektora do spraw reklamy i marketingu. Koniaczku? -zapytał przyjaciela, kiedy otworzył barek.

-Trochę.  Jak ją zatrudnić na twoje miejsce? Twoi dawni podwładni nie będą się burzyć? Któryś z nich chyba zasłużył na awans. Choćby Arek.

-Tak się składa, że rozmawiałem z nimi i nikt nie chce zająć mojego miejsca. Dali mi nawet petycję, żebym nikogo z nich nie nominował.

-Pierwszy raz słyszę, o czymś takim, że nie chce się awansu.

-Nie chcą, bo musieliby spotykać się i szarpać z Aleksem na naradach z dyrektorami działów.

-I, co? Chcesz dać mu tę Ulę mu na pożarcie?

-Nie. Może Aleks, mając tak piękną kobietę nie będzie taki uprzykrzający ładnie mówiąc.

-Czyli chcesz ją wykorzystać do tych celów. Myślałem, że do swoich.

-Z tym muszę poczekać –odparł, podając mu szklaneczkę z trunkiem.  — Przynajmniej do wyłonienia prezesa.  Głos Pauliny jest mi potrzebny do wygrania konkursu na prezesa F&D. Dzwoń do obu. To tej Wiolki demolki i Uli. Niech przyjdą pojutrze na dziewiątą.

-Robi się szefie. Za, co pijemy?

-Za powodzenie planu -odparł, stukając się szklaneczkami z kadrowym.

 

Obie panie ponownie spotkały się na korytarzu tuż przy biurze prezesa. Pierwsza tym razem była Ula, a Wioletta wpadła na korytarz zasapana.

-Cześć. Spóźniłam się -ni zapytała, ni stwierdziła. — Autobus stał w korku, a dojeżdżam z Pomiechówka.

-Cześć. Jeszcze nikt się nie pojawił i chyba tylko my dwie jesteśmy. Ula tak na marginesie -rzekła, wyciągając rękę na przywitanie.

-Wioletta -odparła. —To chyba dobrze, że tylko my dwie.

-Oby. Może obie nas zatrudnią.

Chwilę później na korytarzu pojawił się kadrowy w towarzystwie mężczyzny, na którego wpadła Ula dwa dni temu. Inaczej jednak był ubrany. Tym razem miał na sobie elegancki garnitur, jasnoniebieską koszulę i krawat, a poprzednio był bardziej luzacki. 

-Witam panie -zaczął kadrowy. —Razem z prezesem chcieliśmy jeszcze raz porozmawiać z paniami -dodał ku zdziwieniu Uli, bo nie myślała, że może być tu prezesem.  Myślała, że to jakiś zwykły pracownik. — Która pierwsza?

-Ula była pierwsza, więc może ona wejść -zadecydowała Kubasińska.

-Urszula Cieplak, Marek Dobrzański prezes firmy -przedstawił ich Sebastian.

-Widzimy się ponownie -zagadnęła trochę niepewnie Ula, gdy odsuwał jej krzesełko, aby mogła usiąść.

-Ale teraz mamy okazję nie tylko się widzieć, ale i poznać -odparł z zadowoleniem Marek, kiedy znalazł się po drugiej stronie swojego biurka.

 

wtorek, 8 marca 2022

Testament cz. 4

-Można? -zapytał Aleks Bartka, wskazując na puste krzesełko przy stoliku na dworze.

-Proszę -odparł, popijając piwo.  

-Gumę złapałem i czekam na przyjazd kolegi z kołem -wyjaśnił Febo. — A ty tutejszy?

-Od prawie dwudziestu trzech lat.

-Ja pierwszy raz w Rysiowie. Ale znałem jedną rodzinę stąd.  Pani Magda była znajomą mojej mamy. Obie już niestety nie żyją -mówił tak, aby Bartek pomyślał, że jest zorientowany w temacie. — Cieplak się nazywają. Znasz ich? Ciekawy jestem, co u nich słychać.

Bartek chciał już odpowiedzieć, że to ich sąsiedzi, ale po słowach znasz ich i co u nich słychać, nabrał podejrzeń. Zwłaszcza że od matki wiedział, że jakiś czas temu o Cieplaków pytał już jakiś starszy mężczyzna. Później Józef był jakiś zdenerwowany. Matka od dziecka powtarzała mu również, że z obcymi lepiej nie rozmawiać i dużo nie mówić, bo tylko kłopoty sprowadzi.

-Cieplak, Cieplak -powtarzał i udawał, że myśli. —Chyba wiem, o kim mowa. Ojciec z trójką dzieci.  Jak dobrze się orientuję, są bardzo mili, uczciwi i uczynni. Szkoda, że spotkała ich taka tragedia.

-Dokładnie to oni -odparł fałszywą życzliwością.  — Co u nich słychać? -ponowił pytanie.

-A czy ja wyglądam na plotkarę? -odparł ironicznie. — Zresztą z woja wróciłem tydzień temu. Pan popyta kobiet w kolejce do sklepu.

-Aż tak mi nie zależy. Daleko stąd do nich?

-W polach mieszkają.  Od głównej drogi ponad kilometr. Tam nawet psy du… -zaczął, ale nie dokończył. — Dziura naszej dziur. To znaczy dziura Rysiowa tam, gdzie mieszkają. Droga taka sama. Trochę piachu, kamieni i glina. Po tej burzy tylko można zakopać sobie samochód.

-To nie będę ryzykował, jadąc tam.

-Ja takim elegancikiem jak pana auto też bym nie ryzykował -mówił, wskazując głową na samochód. — Piwko skończone i czas do domu -dodał, wstając od stolika. —Płot sam się nie pomaluje.  Do widzenia panu.

 

Dziesięć minut później siedział w kuchni u Cieplaków i opowiedział Józefowi o nieznajomym mężczyźnie w klubie, który wypytywał o nich.

-Jak on wyglądał? Może znam?

-Wysoki, ciemne włosy, przed trzydziestką, drogi samochód i zegarek -mówił, rozsiadając się na kanapie. — Nie elektryczny z bazarku, ale ze wskazówkami, rzymskimi cyframi, datą i innymi bajerami. Do tego srebrno -złota bransoletka.   

-Nie mam pojęcia, kto to był i co mógł chcieć. Jeszcze jakieś problemy sprowadzi, jakby mieliśmy ich mało.

-Spokojnie panie Józefie nic mu nie powiedziałem. I wyprowadziłem  w pole -opowiadał z zadowoleniem. — I to dosłownie. Powiedziałam mu o dawnym miejscu zamieszkania pana.

-Bardzo dobrze zrobiłeś. I dobrze, że mi mówisz.

-Nie ma sprawy panie Józefie. Jesteśmy sąsiadami i trzeba sobie pomagać.

 

Ula do domu ze zbioru śliwek u miejscowego gospodarza wróciła wieczorem. Oprócz zapłaty dostała koszyk śliwek węgierek.

-Zrobię powidła tato -rzekła, stawiając koszyk wypełniony śliwkami. — Będzie na dziesięć słoiczków. Pestka odchodzi i pójdzie szybciej.

-Beatka się ucieszy. Był tu Bartek i powiedział, że jakiś obcy mężczyzna zaczepił go w barze i wypytywał o nas -oznajmił córce z niepokojem. —Na szczęście zachował się rozsądnie i go zbył.

-A, co konkretnie mówił Bartek? Nie chce mi się iść do Dąbrowskich i wypytać go.

-Podobnie jego matka znała mamę. Bartek powiedział, że był wysoki, ciemne włosy, nie za stary -mówił Uli, która na opis wyglądu spoważniała. — I bogaty jak zauważył. Moniuszkę widziałem, więc nie mógł nim być.

-To mógł być Aleks Febo tato. Wygląd pasuje do niego. Próbują wszystkich sposobów. Nawet podstępów i szukają znajomości.

-To może lepiej zrezygnować ze spadku córcia.

-Na to mam czas tato. Zobaczymy, co dalej będzie.

 

Aleks tymczasem nie zamierzał się poddawać. Wiedza na temat zamieszkania nie wystarczała mu i to, co nie udało się z jednym z bywalców baru, mogło udać się z innym. Chłopak, który przyszedł po szesnastej i stanął za barem, wydawał się idealny. 


 

-Oranżadę macie? -zapytał.

-Mamy -odparł. — Chociaż mało, kto bierze.

-Mam zasadę jak prowadzę, nie piję. Jak znajomy przywiezie mi koło, to wracam do Warszawy.

-To pana auto stoi na parkingu -ni stwierdził, ni zapytał. — Jednak dzwonić pan po kolegę nie musiał. Niedaleko stąd, bo przy głównej drodze jest wulkanizator.

-Nie wiedziałem. Stąd jesteś?

-No jestem.

-Moja mama miała tu znajomą. Magdalenę Cieplak. Ja może raz albo dwa razy ją widziałem.  Tak jak jej córkę Ulę. Miałem z pięć lat, więc minęło sporo czasu.

-Pani Magda nie żyje od czterech lat -oznajmił mu, otwierając butelkę.

-Wiem. Zmarła przy porodzie najmłodszej córki -odparł, aby barman podobnie jak jego poprzedni rozmówca pomyślał, że wie coś o Cieplakach.  — Moja mama też nie żyje od czterech lat. Zmarła miesiąc później. Jak im się powodzi bez matki?

-Dają sobie jakoś radę. Dzieci mają renty po matce, pan Józef dorabia, a Ula ma stypendium i pracuje dorywczo. Mają się lepiej niż ja z rodzicami i siostrą.  A wszyscy pracujemy.

-To dobrze, że biedy nie klepią. Przejeżdżając przez wieś, widziałem rozwalające się chałupy i mężczyzn przed sklepem z piwem.

-Pan Józef akurat nie zagląda do kieliszka, a dom mają nowy.

-Ale po śmierć żony mógł się załamać. Został sam z trójką dzieci.

-Ula głównie wszystkim się zajęła. Zresztą zawsze była ambitna i najlepsza w szkole. Zdobywała nagrody za wygrywanie konkursów.  Teraz poznała jeszcze bogatego faceta. Jaguarem tu przyjeżdża -mówił, jak wyczuł Aleks z zazdrością i ironią. — Taka przeciętna dziewczyna, a na bogacza trafiła.

-Sporo wiesz o niej -zagadnął zachęcony nie do końca pochlebnym zdaniem o Uli.

-Mieszkamy naprzeciwko siebie. A poza tym chodziłem z Ulą do podstawówki, później do liceum, a teraz razem studiujemy. Chociaż na innych kierunkach. Tylko wykształcenie może wyrwać nas z tej dziury. Ja sam chciałbym zamieszkać w Warszawie i dostać pracę w dobrej firmie albo banku.

-To powodzenia życzę w realizacji planów -odparł Febo, kończąc szybko oranżadę.

Najchętniej dalej, by rozmawiał, ale zniechęcił się tym, że barman z Cieplakami są sąsiadami i że znają się od dziecka. Dlatego tylko zapłacił za oranżadę i wyszedł na zewnątrz. Z wizyty mógł być jednak zadowolony, bo dowiedział się, że Marek tu przyjeżdża, a jemu i Paulinie mówił, że z Ulą spotyka się tylko w Warszawie.  

 

Z siostrą spotkał się jeszcze tego samego dnia. Marek był w pracy i mógł pojechać do apartamentu Marka i Pauliny, aby porozmawiać ze spokojem. 


 

-Dowiedziałeś się czegoś o niej? -zapytała, prowadząc brata do salonu.

-Niewiele więcej niż wiedzieliśmy -mówił, rozgaszczając się. —  Jednak barman powiedział mi coś ciekawego. Widział Marka w Rysiowie, a nam mówił, że z Cieplak spotyka się tylko w Warszawie.  

-To pewne? -zapytała z nieukrywaną złością.

-Tak mówił barman. Paula będziemy się martwić, jak będzie więcej podejrzanych ruchów Marka.

-Wczoraj z kieszeni jego marynarki wypadł rachunek z PEWEX-u. Kupił kawę, czekoladę i perfumy Dion Dune, a ja nie używam takich perfum i na pewno nie kupił ich z myślą o mnie.

-Nawet jeśli dla niej, to dalej nic nie znaczy.

-Nie tak się umawialiśmy z Markiem. Prezenty, wizyty w Rysiowie, a jutro bierze ją do Brwinowa.

-Zazdrosna jesteś?

-Niby o kogo? -prychnęła. — O tą wieśniaczkę?

-Może się mu spodobała, oczarowała?

-Czym ona miałaby go oczarować? On gustuje w urodzie Kasi Figury, Majcher, czy Pakuli.

-Inteligencją mogła mu zaimponować -podpuszczał dalej siostrę.

-Wszystko mu wygarnę Aleks. Pieprzony Casanova.

-Lepiej nie Paula. Jeszcze zmieni zdanie i już w ogóle się z nią nie spotka. Lepiej będzie, jak nie będzie wiedział, że my wiemy. A z oczarowaniem żartowałem przecież.

 

Następnego dnia popołudniem Marek podjechał swoim Jaguarem pod dom Cieplaków. Nieopodal ich bramy Bartek kończył malować swój płot.

-Dzień dobry -przywitał się uprzejmie.

-Dobry -odparł Bartek, wstając z krzesełka. — Ula powiedziała mi, że jak pan przyjedzie ma pan chwilę poczekać. Poszła z Beatką po kieckę do Marzeny.  Nie ma jej już jakiś czas, to powinna wrócić niedługo.

-To ja jestem za wcześnie -odparł, patrząc na zegarek. —Dopiero wpół do trzeciej.

-Piękny zegarek -zagadnął, patrząc na nadgarstek Marka.

-To Citizen -odparł, podchodząc bliżej Dąbrowskiego. — Dostałem od rodziców na osiemnastkę. W Polsce trudno dostać.

-Ciekawe, bo dwa dni temu jeden facet w knajpie miał taki sam -oświadczył, przyglądając się uważniej zegarkowi — Tarcza też była zielona i taka sama bransoleta. Po bokach srebrna i złota w środku. Te same bajery.

-Pewny jesteś? -zapytał z zainteresowaniem, bo dokładnie taki sam dostał Aleks i ciągle nosił.

-Siedział ze mną z pięć minut przy stoliku, to miałem czas, aby obejrzeć cacko.

Zastanawiał się, czy nie powiedzieć Markowi, że ten gościu wypytywał o Cieplaków, ale zrezygnował.  Postanowił jednak, że powie o tym Cieplakom, bo w dziwny zbieg okoliczności trudno było mu uwierzyć.

-Rolex  czy Edox to dopiero cacka -zamarzył Marek.  

-Ja może kiedyś dorobię się podobnego. Chcę zająć się sprowadzaniem samochodów z Niemiec, naprawą i sprzedażą.

-Dobry plan. Mój Jaguar też jest z Niemiec przywieziony. Na nowe auto muszę zapracować.

-Ja planuję sprowadzić sobie jakieś Audi. A na razie wracam do malowania płotu. Wieczorem zabawa. Może pan przyjdzie z Ulą?

-Do pracy idę na noc. Strażak tak już ma, że zmiany różnie wypadają.