Na nieszczęściu innej szczęścia się nie zbuduje -te słowa wypowiedziane z ust byłej narzeczonej w dniu pogrzebu męża i synka tkwiły w Uli przez wiele miesięcy. Przecież nie rozbiła małżeństwa, tylko parę -tłumaczyła sobie. Byli ze sobą co prawda parę lat, ale widocznie oni nie byli sobie pisani. To jej charakter nie pomagał ich związkowi. I na pewne męża nie złapała na ciążę, ani nie wyszła za niego, dlatego że był bogaty i miał firmę. To ona nie chciała pracować nawet jako sekretarka, tylko żyć na koszt narzeczonego. Zakochaliśmy się w sobie i tyle. Ula kończyła drugi rok studiów, gdy rozpoczęła pracę we firmie przyszłego męża, jako sekretarka. Miała zostać tylko do czasu, jak poprzednia sekretarka nie wróci z urlopu macierzyńskiego. Stało się inaczej, bo rok później byli małżeństwem, a po pół roku na świecie pojawił się ich synek.
W tych trudnych chwilach z Ulą była jej przyjaciółka Agnieszka. Wiele razy widziała, jak Ula patrzyła na matki z dzieckiem i zakochane pary i nie wiedziała, jak ma poradzić na jej ból.
-Muszę postarać się o dziecko -zwierzyła się Ula jednego dnia koleżance. — Dłużej nie wytrzymam. Chociaż ono ból trochę ukoi.
- Chyba nie chcesz porwać dziecka -spytała ściszonym i przerażonym głosem. — Wczoraj było w tym programie.
-Zwariowałaś -wtrąciła z oburzeniem. — Nie mogłabym zrobić coś takiego innej kobiecie. Cierpiałaby jak ja. Ani znaleźć się w więzieniu. Zrobię sobie dzidziusia.
-A już myślałam, że całkiem ci odbiło. Chcesz skorzystać z banku nasienia?
-Nie. Za dużo procedur. Mało chętnych facetów jest na seks.
-Pierwszy lepszy z ulicy też nie jest dobry wybór.
-Nie będzie to pierwszy lepszy. Poszukam kogoś w miarę nadającego się na ojca. To znaczy na dawcę. A ty Aguś mi w tym pomożesz.
-Jak go wykorzystasz, w tym celu w sądzie możesz skończyć -argumentowała przyjaciółka.
-Nie skończę, bo nie dowie się o dziecku, a alimentów nie będę żądała. Jeden numerek jak się uda i po sprawie. Stać mnie, aby dziecko sama wychować. Będę chciała wiedzieć, tylko kim jest i gdzie go szukać na wszelki wypadek.
-Kompletnie jesteś niepoważna. Poczekaj, aż się ponownie zakochasz.
-Mówisz, jak moja teściowa. Ula młoda jesteś, powinnaś ułożyć sobie życie, z kimś innym, a nie zamykać się w domu.
-Ma absolutną rację Ula.
-Chcę mieć dziecko i zrobię wszystko, żeby je mieć jak najszybciej. Z twoją pomocą albo nie Aga. Co do zakochania się, to wątpię, żebym pokochała, kogoś tak jak Tomka.
-Słyszałam o takich dwóch gagatkach chętnych na seks Ula -postanowiła, że lepiej będzie jak jej pomoże, niż jakby sama miała z tym zostać. — Ostatnio pojawiają się w Klubie 69.
Gagatkami okazali się dwaj stali bywalcy Klubu 69. Ula, zanim podjęła decyzję, z którym się prześpi, dokładnie się im przyjrzała i sprawdziła. Jeden był blondynem, a drugi brunetem. Wolała bruneta i ten dostał mały plus na swoje konto. Anonimowy też nie był, bo był synem właścicieli firmy F&D, więc mogła przypisać mu drugi plusik. Głównym atutem jego było, jednak to, że miał na imię Marek tak, jak jej synek.
W odpowiednim dniu Ula z koleżanką udały się do klubu. Marka z kolegą udało się im szybko zlokalizować. Był już niestety w towarzystwie innych dziewczyn. Ula nie traciła jednak nadziei i jak tylko miejsce przy barze obok niego się zwolniło, dosiadła się szybko. Marek piękną błękitnooką dziewczyną od razu się zainteresował.
-Drinka piękna nieznajomo -zagadnął.
-Nie przywykłam, aby faceci mi stawiali. Możesz mi jednak coś zaproponować. Nie znam się na drinkach. Pokłóciłam się z facetem i muszę odreagować.
-A ja świętuję urodziny kumpla. Marek jestem.
-Żaneta -zmieniła celowo imię.
Ula, skoro już dostała się w pobliże Marka, nie zamierzała odpuszczać. Marek również, bo dziewczyna była całkiem inna od panienek z klubu. Nie musiał jej stawiać drinków, nie chichotała głupkowato i widać było, że była inteligentna. Nie minęły dwie godziny, jak znaleźli się w hotelowym pokoju.
Następnego dnia Marek obudził się z uśmiechem na twarzy. Przeżył cudowne chwile, kochając się z dziewczyną. Licząc, że zobaczy Żanetę, spojrzał na lewą stronę łóżko, ale nie było nawet śladu po dziewczynie. Zdziwiło go, bo panienki zazwyczaj czekały, aż się obudził licząc na powtórkę z nocy i na coś ekstra. Przez kolejne dni i tygodnie Marek wypatrywał w klubie konkretnej dziewczyny, ale nie pojawiła się ani razu. Ula tymczasem cieszyła się, że test ciążowy wyszedł pozytywnie, a lekarka wkrótce potwierdziła ciążę. Ciąża przebiegała książkowo, ale kiedy była w ósmym miesiącu ze względu na stres wywołany widokiem wypadku, doprowadziło do ataku paniki, skurczy i przedwczesnego porodu.
-Żaneta -zapytał Marek wychodzącą z sekretariatu szwalni dziewczynę z wózkiem.
-Marek -odparła z zaskoczeniem.
-Więc również mnie zapamiętałaś -mówił, spoglądając na dziecko. Była to niewątpliwie około półroczna dziewczynka. Mała siedziała we wózku i próbowała zjeść zabawkę. Nietrudno było zauważyć, że miała błękitne oczy, jak Żaneta i słodkie dołeczki w policzkach jak on.
-Trudno było cię zapomnieć. W końcu było coś między nami.
-Szukałem cię. Liczyłem, że pojawisz się jeszcze w klubie.
-Nie znalazłeś, bo byłam tylko dwa razy w tym klubie. Wtedy i z miesiąc prędzej. — Spieszę się. Marek.
-To twoja córka? -spytał mimo to z podejrzliwością.
-Tak, ale bez obawy. To nie twoja córka. Byłam już w ciąży, gdy my. Gdyby było twoje, szukałabym cię.
-No tak. Logiczne.
-Pani Urszulo -przerwała im sekretarka. — Grzechotka Marceliny została na biurku.
-Dziękuję pani -odparła z zakłopotaniem.
-To znaczy Ula, jesteś czy Żaneta? -zapytał z kolejnymi podejrzeniami Marek.
-Ula. Po prostu z głupoty powiedziałam, że Żaneta. Pokłóciłam się wtedy z chłopakiem i na złość poszłam do klubu z koleżanką, a później z tobą do łóżka. Chyba dlatego więcej razy nie pokazałam się, w tym klubie. Nie chciałam cię spotkać. Było mi głupio.
-Mi całkiem przyjemnie.
- Jak to facetowi. Muszę już iść. Marcelina tak za godzinę powinna iść spać. Nie chcę, żeby później była marudna.
Kiedy Ula vel Żaneta wyszła z holu, Marek został poproszony do sekretariatu szwalni.
-Ta kobieta, która wyszła od pani, jakbym ją znał -zagadnął do pani Krysi.
-To pani Urszula Konieczna. Razem z teściami prowadzi firmę Koniczynka, zajmującą się sektorem dziecięcym. Ubrania dziecięce, pluszaki, maty sensoryczne i tym podobne. Szyjemy dla niej kolekcję dla dwulatków.
-Konieczna -mówił, udając, że próbuje coś sobie przypomnieć.
-Wdowa po Tomaszu Koniecznym -wyjaśniła sekretarka. — Straciła męża i synka Marka w wypadku samochodowym dwa lata temu. Pamiętam, jak bardzo wtedy cierpiała. Kochali się bardzo mocno z mężem.
-Ale chyba ma kogoś, skoro ma małe dziecko -drążył temat.
-Nie wiem, czy ma, czy nie. Ja nie słyszałam w każdym razie, aby był ktoś na stałe. Ktoś musiał być, bo Marcelinka nie jest córką pana Tomka na pewno. Wiem, tylko że firmę prowadzi z teściami i do tego jest niezłą ekonomistką. Pomaga w pisaniu wniosków o dotacje unijne, rozlicza podatki, robi porządki w księgowości. A panu czym mogę służyć panie Dobrzański -zmieniła gładko temat.
Jeszcze tego samego popołudnia Marek opowiedział swojemu przyjacielowi Sebastianowi o tym nieoczekiwanym spotkaniu i że przez chwilę myślał, że jest ojcem jej dziecka. Ula natomiast trochę wiedziała, co się dzieje z ojcem córeczki, bo Marek stawał się coraz bardziej popularny w kolorowej prasie i na portalach plotkarskich.
Wkrótce Marek musiał znaleźć dobrego konsultanta od dotacji unijnych. Aleks Febo z pomocą znajomego Mariusza Łasko postanowił korzystać z dużego wachlarza możliwości, ale niektóre decyzje nawet jemu laikowi wydawały się podejrzane. Obawiał się też, że część pieniędzy bierze sobie Aleks albo dzieli się z Mariuszem. Wybór padł na Ulę i na drugą jej firmę oferującą usługi księgowej i doradztwa unijnego. W Internecie znalazł adres i nie umawiając się prędzej, postanowił pojechać do PRO -es. Najpierw musiał zapowiedzieć się u sekretarki Uli. Przedstawił się jej i powiedział, w jakim celu przyszedł. Ku jego radości wszystko poszło gładko, bo Ula nie była zajęta i przyjęła go od razu. Biuro Uli było bardzo kobiece i był tam również kącik z łóżeczkiem. Teraz było jednak puste. Na biurku od razu zauważył trzy zdjęcia. Ślubne, rocznego dziecka z balonikiem w kształcie cyfry 1 i małej Marceliny. Zdjęcia obecnego jakiegoś ukochanego Uli nie było.
-Witaj w moich skromnych progach -rzekła na przywitanie.
-Cześć Ula i dzięki, że chociaż zgodziłaś się, żebym mógł wejść.
-Nie ma sprawy. W końcu dałeś mi dziecko -pomyślała. —Siadaj, proszę. Kawy? Ja będę piła właśnie.
-Chętnie. Z mlekiem. Jeśli można.
-To w czym mogę ci służyć -zapytała, kiedy poprosiła sekretarkę o zrobienie dwóch kaw.
-Dotacje unijne. Chcę się dowiedzieć, ile się wkłada, a ile zyska. Mam trochę danych, co by interesowało mnie jako firmę. Od trzech tygodni jestem PO obowiązki prezesa w firmie Febo& Dobrzańscy i nie chcę się sparzyć. Mam pewne pomysły i nie wiem, czy je wdrążyć.
-Zobaczymy. Teraz tak na szybko ci nie powiem. Muszę ze spokojem poprzeglądać.
-Zrozumiałe Ula.
Tak naprawdę trochę się zdziwiła, że przyszedł w tej sprawie do niej, bo Agnieszka mówiła jej niedawno, że Mariusz Łasko dostał pracę we firmie Dobrzańskich. Mężczyzna chodził z nimi na studia licencjackie z administracji funduszów unijnych i obie dobrego zdania o nim nie miały. Na razie postanowiła nie mówić o tym Markowi.
Trzy dni później Marek ponowne zawitał do PRO-es. Sekretarki nie było, ale drzwi do gabinetu Uli były uchylone i słyszał jej ciepły głos. Kiedy zajrzał do biura, Ula stała przy łóżeczku córeczki i czule mówiła do niej. Scena, której był świadkiem, była bardzo rozczulająca i z przyjemnością patrzył na śpiącą Marcelinę i mamę.
-Nie przeszkadzam -zapytał cicho?
-Nie. Wchodź. Marcysia śpi i powinna jeszcze pospać. Mamy czas, aby porozmawiać. Na jednym dokumencie widnieje podpis Mariusz Łasko. Nie chcę się wtrącać, ale to nie był dobry wybór pracownika. Trzy lata razem studiowaliśmy i nic dobrego o nim nie mogę powiedzieć.
-To mamy podobne zdanie Ula. Właśnie chcę go sprawdzić.
Po weekendzie Marek ponownie pojawił się w biurze Uli. Ula ponownie była w pracy z dzieckiem. Tym razem dziewczynka nie spała, tylko bawiła się grzecznie w łóżeczku. Po kwadransie się jednak znudziła i zaczęła wyciągać ręce w stronę Uli.
-Zaraz mama się tobą zajmie kochanie -rzekła do córki. —Niania ma dzisiaj coś do załatwienia i musiałam zabrać ponownie ją do pracy -wyjaśniła Markowi, choć nie musiała.
Chwilę później Ula wzięła córkę na kolana i próbowała jednocześnie pracować. Mała wierciła się jednak i upatrzyła sobie smartwatch Marka, który co jakiś na kolorowo się rozświetlał.
-Mogę ją potrzymać chwilę -zaproponował nieoczekiwanie swoją pomoc. — Chyba ze boi się obcych.
Ula chciała już ostro zaprotestować, ale mogło wydać się to dziwne i oddała córkę w ręce ojca. Marcysia na kolanach ojca czuła się całkiem dobrze i nawet nie zakwiliła. Niespostrzeżenie też wrzuciła swój smoczek do teczki Marka.
-Dzisiaj kończy dokładnie siedem miesięcy.
-To jest co świętować. Kosi, kosił łapki -zaczął bawić się z córką, a ta od razu z radością klaskała.
Kiedy wyszedł i choć Ula zapewniała, że nie jest ojcem Marceliny, obliczył sobie daty i wynikało, że faktycznie nie może być ojcem jej córki, skoro poczęcie musiało mieć miejsce w dniu urodzin Sebastiana.
Smoczek Marceliny wpadł na spód teczki Marka i dopiero po trzech dniach zauważył, co nosi w teczce. Jednak nie on pierwszy go znalazł, tylko jego narzeczona Paulina. Miała to do siebie, że szukając jakichś dowodów na jego niewierność, przeszukiwała telefon, szuflady i osobiste jego rzeczy. Smoczek był ewidentnym dowodem na to, że ma dziecko. W pierwszym momencie chciała zrobić mu awanturę, ale przyjaciółka Julia odradziła jej ten pomysł.
-Lepiej mieć niezbite dowody na to, że ma nieślubne dziecko. Wynajmij detektywa i wszystkiego się dowiesz.
-Tak zrobię. Jeśli to prawda gorzko pożałuje.
Detektyw potrzebował, tylko trzech dni, aby dowiedzieć się, że Marek spotkał się z Urszulą Konieczną samotną matką. Dowodami były zdjęcia Uli, Marka i ich córki ze spaceru po parku. Detektyw nie dopatrzył się, jednak że było to kolejne służbowe spotkanie. Wszystko to było wystarczającymi powodami, aby zrobić narzeczonemu awanturę.
-Wiem już wszystko Marek -rzuciła mu od drzwi, kiedy wrócił wieczorem z treningu na siłowni. — Masz dziecko. I nie zaprzeczaj -dodała, rzucając w niego zdjęciami. — Detektyw cię wyśledził, a niedawno znalazłam smoczek w twojej teczce.
-Znowu grzebiesz w moich rzeczach Paula. I jakim prawem kazałaś mnie śledzić.
-Prawem narzeczonej.
-Czy teraz się rozejdziemy? Mówiłaś, że nieślubnego dzieciaka mi nie wybaczysz.
-Czyli nie zaprzeczasz?
-Cokolwiek powiem to i tak będziesz drążyć temat i będziesz robiła awantury.
-Jesteś mój i nie pozwolę, żeby jakaś łajdaczka weszła między nami.
-Oczywiście, że jestem ojcem -odparł rozłoszczony stwierdzeniami jesteś mój i prawem narzeczonej. — O tej wiem. Nie jestem pewny tylko czy po świecie nie chodzi więcej takich Dobrzańskich.
-Jesteś bezczelny.
-A ty stajesz się nie do wytrzymania z tymi podejrzeniami, awanturami i ciągłym niezadowoleniem.
Dzisiejszego wieczoru nie zamierzał wyjaśniać Paulinie, kim jest Ula, bo wyprowadziła go tym wszystkim z równowagi. Z tym chciał poczekać do rana. Chciał natomiast zadzwonić do Uli i powiedzieć o rozmowie, ale dochodziła dwudziesta druga i uznał, że jest późno. W dodatku Paulina była w domu i słyszałaby ich rozmowę. Rozmowa nie była też na telefon. Postanowił, że zadzwoni do niej nazajutrz około dziewiątej, jak Ula będzie rozpoczynała pracę. Poprosi o spotkanie i wtedy opowie o rozmowie z narzeczoną. Leżąc już w łóżku, musiał przyznać, że Ula zrobiła na nim duże wrażenie i coraz bardziej się mu podobała. Nawet fakt posiadania dziecka mu nie przeszkadzał, bo mała Marcelina była po prostu słodka.





