niedziela, 22 maja 2016

W ostatniej chwili 13




Tydzień po wyjeździe Pauliny, do Polski wróciła Ula. Miała nadzieję, że Marek przyjedzie po nią na lotnisko, ale już prędzej uprzedził, że nie będzie mógł odebrać jej, bo piątek spędzi w Poznaniu. Majowy pokaz odniósł sukces i musiał teraz dopilnować sprzedaży. Z lotniska pojechała prosto do swojego mieszkania.  Do Rysiowa nie opłacało się jej jechać, bo ojciec z Beatką i Jasiem pojechali na Śląsk na komunię i mieli wrócić dopiero w poniedziałek wieczorem a sama tam nie chciała być. Miała również nadzieję, że Marek przyjdzie do niej w sobotę. Od rana próbowała dodzwonić się do niego, ale bez skutku.  Po obiedzie położyła się na chwilę.  Z drzemki wybił ją dzwonek do drzwi. Myślała, że to Marek przyszedł, ale pod drzwiami stał Sebastian. Już z jego miny i zachowania wywnioskowała, że jego wizyta nic dobrego nie zwiastuje. Po odejściu Sebastiana, przeczytani listu i wysłaniu wiadomości do Marka rozpłakała się. Resztę popołudnia i prawie całą noc przepłakała.  Rano usiadła do komputera i wysłała wiadomość do swojego angielskiego szefa.  Przed wyjazdem dostała od niego propozycję pracy w banku w zastępstwie innej Polki z możliwością pracy stałej. Mieli dużo klientów z Polski i potrzebowali kogoś takiego jak Ula. Nawet jej ciąża nie była przeszkodą. Prezes bardzo nalegał obiecała mu, więc że najpierw chciałaby porozmawiać z chłopakiem. Powrotu do Londynu w planach jednak nie miała. Dzisiaj po przemyśleniu wszystkiego postanowiła przyjąć jego propozycję i popracować tam przynajmniej te cztery miesiące, o których była mowa. Potrzebowała pieniędzy i choć tu w banku również dużo zarabiała tam było to dużo więcej.  Spodziewała się bliźniąt i jej mała kawalerka nie była w stanie pomieścić dwóch łóżeczek. Podobnie było z jej pokojem w Rysiowie. Po powrocie z Anglii zamierzała kupić małe dwupokojowe mieszkanie w bloku. Rozrzutna nie była miała, więc na koncie trochę oszczędności a na resztę brakującej kwoty chciała wziąć kredyt.  Chciała również ukryć swoją ciążę przed Markiem tak długo jak się da, a będąc w Polsce byłoby o to trudno, choćby ze względu na spotykania z Karoliną.  Później mogłaby powiedzieć jej to samo, co zamierzała powiedzieć rodzinie, że dzieci nie są Marka.  Sama o nic nie zamierzała go prosić.  Nad tym, co będzie, jeśli dowie się, że jest w ciąży i dowiedzie swojego ojcostwa na razie nie zastanawiała się. W poniedziałek rano poszła do banku pozałatwiać wszystkie formalności związane z wyjazdem. Nie musiała nawet zwalniać się tylko została oddelegowana do głównej siedziby banku w Londynie. Panu Jareckiemu trudno było rozstać się z nią na kolejne miesiące, ale zrozumiał jej sytuację i obiecał swoją pomoc po powrocie do Polski.

Do Rysiowa pojechała dopiero po południu i zajęła się przygotowaniem powitalnej kolacji dla rodziny. Przygotowywała się też na rozmowę z nimi na temat ciąży i wyjazdu.  Prawdy ojcu powiedzieć nie mogła bo znała go i  wiedziała, że byłby zdolny iść do Marka, zrobić mu awanturę a jej ciąża przestała by być wtedy tajemnicą.Wiedziała też, że okłamując ojca będzie mocno nią rozczarowany. Cieplaki wrócili tuż przed kolacją i z radością i tęsknotą powitali Ulę. Tego radosnego nastroju ze spotkania i prezentów nie chciała psuć im i dopiero po kolacji wyznała, że jest w ciąży, ale nie z Markiem, powiedziała mu prawdę o zdradzie i ciąży i że rozstała się z nim wczoraj.  Z wyjątkiem Beatki, która ucieszyła się na wieść, że zostanie ciocią, ojciec i Jasiek jej radości nie podzielali. Tym bardziej, że wieczorem, gdy Betti poszła spać powiedziała im, że był to przypadek po zabawie integracyjnej, a ojciec dzieci jest żonaty i nie zamierza zajmować się nimi.  Tak jak przypuszczała oboje byli mocno zszokowani. Zarówno tym, że Ula jest w ciąży, ale i tym, w jaki sposób doszło do tego.  Zastanawiali się też jak poradzi sobie samej z wychowaniem bliźniąt.
Tydzień w towarzystwie rodziny szybko minął i w sobotnie popołudni odleciała na cztery miesiące do Londynu. Podobnie jak jedenaście tygodni temu odprowadziła ją rodzina. Wyjątek stanowiło tylko to, że dzisiaj zamiast Marka był Maciek, który przywiózł ich na lotnisko.
-Wypadałoby przeprosić pana Marka- rzekł Cieplak do syn, gdy Ula zniknęła za drzwiami.  
-Niedługo idę tam na casting to może uda mi się z nim porozmawiać tato-odparł mu Jasiek.

Marek natomiast tak jak planował w poniedziałek poleciał służbowo na tydzień do Włoch.  Cieszył się z tego wyjazdu, bo przez ostatni tydzień łatwo nie miał. Nie tylko Sebastian był na niego wściekły, ale i Karolina dawała upust swojej złości. Wiadomość o ciąży Pauliny i ich ślubie po firmie rozniosła się lotem błyskawicy i dziewczyna z niedowierzaniem słuchała tych nowin. Dla niej miał podobne kłamstwo, co dla Uli tylko jeszcze bardziej podkoloryzowane.  Bez zająknięcia i z kamienną twarzą oświadczył jej, że nigdy tak naprawdę Uli nie kochał, była dla niego kolejną panienką, zainteresował się nią, bo była całkiem inna i ciągnął tą znajomość tylko, dlatego aby po jej powrocie móc to kontynuować. Z Pauliną natomiast żeni się tylko, dlatego że jest w ciąży i że rodzice nalegali, aby zachował się honorowo i zajął się dzieckiem. Ojciec dodatkowo zapowiedział mu też, że jeśli tego nie zrobi to na najbliższym zarządzie będzie chciał pozbawić go prezesury a tego stracić nie mógł. Karolina w jego wyznanie uwierzyła tylko w połowie w to, co mówił o Paulinie.   Natomiast w te dotyczące Uli nie wierzyła i miała swoją teorię na ten temat. Była przekonana, że Marek dalej kocha Ulę a żeni się z Pauliną naprawdę tylko, dlatego że ta jest w ciąży i rodzice tego żądają. Najtrudniej było jej uwierzyć w to, co mówił o funkcji prezesa i że to jest dla niego ważniejsze od Uli. Chciała nawet spotkać się z Ulą, pocieszyć po rozstaniu, powiedzieć jej o swoich przypuszczeniach i chociaż nieco usprawiedliwić postępowanie Marka, ale nie zdążyła, bo Ula wyjechała już. Próbowała też porozmawiać z nią na ten temat przez telefon, ale Ula ucinała rozmowę w zalążku i w końcu przestała podejmować ten temat. Zresztą znała ją dobrze i wiedziała, że nawet jakby powiedziała prawdę o porzuceniu jej to i tak nic by to nie zmieniło, bo Ula nigdy nie zgodziłaby się na związek z facetem, który będzie mieć dziecko z inną, aby nie odbierać mu ojca.

Po powrocie z Mediolanu Marek zajął się przygotowywaniem do letniego pokazu.  Jednym z punktów był wybór twarzy kolekcji lato 2010. Sala pokazowa tego dnia wypełniła się młodymi dziewczynami i chłopakami. Marek i Sebastian również poszli pooglądać kandydatki na modelki. Przystanęli obok grupy młodzieńców i komentowali  atuty dziewczyn. Rozmowę przerwał  młody ciemnowłosy chłopak. Marek, choć widział Jaśka tylko raz to poznał go od razu i bał się, że czeka go niemiła rozmowa. Zarówno na temat jego siostry i tego co słyszał na temat modelek.
- Chciałem pana przeprosić- rzekł mu tymczasem chłopak.
-Mnie, za co?-zapytał mocno zaskoczony.
-Za Ulę.  Ojciec chciał nawet sam przyjechać i przeprosić.
-Nie ma, za co- odparł z ulgą, ale i nie rozumiejąc, co ma na myśli Jasiek a ta formuła sprawdzała się w takich sytuacjach znakomicie.
- Moja siostra zdradziła i rzuciła pana a pan mówi nie ma, za co- dziwił się Cieplak a Markowi nieco ta sytuacja rozjaśniła się. – Gdyby moja Kinga wywinęła mi taki numer to tak łatwo bym tego nie przełknął.
-Po prostu stało się- rzekł zmieszany. –  A co u niej? Mam nadzieję, że dobrze się czuje?- zadał typowe pytania.
-Tak- odparł myśląc, że Marek ma na myśli jej ciążę. – Zobaczymy jak będzie dalej.  Nie wiem, czy mówiła panu, ale wróciła na cztery miesiące do Londynu.  Chce kupić dwupokojowe mieszkanie to potrzebuje pieniędzy.
-Rozumiem-odparł, choć nic nie rozumiał, po co jej większe mieszkanie.
-Szkoda, że wam nie wyszło-kontynuował Jasiek. – Wszyscy bardzo pana polubiliśmy.
-Ja również polubiłem was- mówił kurtuazyjnie. – Ale takie jest życie. Nam nie wyszło, to może z innym wyjdzie.
-Panu będzie łatwiej, ale Ula …   
- Jan Cieplak-przerwał im ostro Pshemko.  – Wołam Jaśka dobrą minutę a Jan głuchy jak pień. A Marek mi jeszcze Jaśka zagaduje- rzekł karcąco do niego. – Idziemy Jasiu, Artur czeka. Pogaduszki to Jasiek z Markiem później sobie urządzi- dodał odciągając go od Dobrzańskiego.
-Nieźle Marek- rzekł Sebastian, gdy oboje zniknęli za drzwiami.  –Ula jest naprawdę jedyna w swoim rodzaju.  Musi cię mocno kochać skoro wzięła całą winę na siebie i okłamała swoją rodzinę.

Mijały kolejne dni i tygodnie maja i czerwca.  Marek w ciągu tego czasu wrócił do życia, które prowadził przed pojawieniem się Uli. Rano jogging z Sebastianem później praca, a wieczorem siłownia i klub. Poznawał kolejne dziewczyny, flirtował, całował, ale na coś więcej się nie decydował. Nie potrafił i nie chciał innej kobiety niż Ula.  Zamiast panienki w łóżku wieczorami przed snem topił smutki w alkoholu.  Bez tego nie potrafił zasnąć. Sebastian przez ten czas nieustannie próbował wybić mu z głowy ślubu z Pauliną. Sprowadził nawet Klaudię i jego ostatnią dziewczynę Dominikę, ale ich wdziękami zainteresowany nie był. Tak jak i przed planowanym ich poprzednim ślubem, taki i teraz próbował tłumaczyć mu również jak ciężkie czeka go życie u boku Pauliny i jak bardzo będzie mu je uprzykrzać. Nic go jednak nie przekonało a Sebastianowi kończyły się pomysły i argumenty a czas uciekał.  Na Karolinę liczyć też nie mógł, bo po tym, co zrobił Uli i innym kobietom życzyła mu z nią wszystkiego najgorszego. Zastanawiał się nawet, czy nie złamać obietnicy i ich długoletniej przyjaźni i nie zadzwonić do Uli i nie powiedzieć jej prawdy. To jednak miała być ostateczność. Miał ciągle nadzieję, że stanie się cud i sprawa sama się wyjaśni.
Z początkiem lipca do Polski wróciła Paulina i zajęła się przygotowywaniami do ślubu. Termin, bowiem ustalony był na pierwszą sobotę sierpnia i choć miał być to tylko ślub cywilny to musiał być urządzony z rozmachem i nagłośniony. Rozpowiadała również, że ślub kościelny odbędzie się również jak już urodzi się dziecko i wróci do swojej idealnej figury.  Ich związek, ciąża i rychły ślub stały się też medialne i rozpisywały się o tym gazety i portale. Chciała się też wprowadzić od razu do Marka, ale Marek kategorycznie sprzeciwił się temu i musiała zamieszkać z bratem. Ostatni miesiąc swojej wolności chciał spędzić w spokoju. Ich umowa również została wstępnie opracowana i zawierała zarówno warunki Marka jak i Pauliny. Febo na wypadek rozwodu, którego nie przewidywała chciała zabezpieczyć siebie i dziecko i z góry ustaliła w miarę dogodne dla siebie rozwiązania.
Wtorek piętnasty lipca dobrze dla Marka nie rozpoczął się. Poprzedniego wieczora wypił więcej niż zazwyczaj i dzisiaj odczuwał tego skutki w postaci bólu głowy. W dodatku zaspał a taksówka, którą zamówił przyjechała później, bo we Warszawie trwały obchody sześćsetlecia bitwy pod Grunwaldem i były korki. W biurze Karoliny nie było a Wioletty chyba w ogóle nie było jeszcze w pracy a musiał napić się mocnej kawy, zażyć tabletkę przeciwbólową oraz zadzwonić do Jareckiego i przesunąć dzisiejsze spotkanie z dziesiątej na późniejszą porę. Wiola przyszła chwilę po nim tłumacząc się paradą upamiętniają Bitwę o Grunlandię, ale ją mógł wysłać jedynie po kawę i tabletkę, bo kredy wzięty na firmę PRO-es ciągle był tajemnicą a ona miała to do siebie, że zawsze zainteresowała się tym, czym nie miała. Karolina również wkrótce przyszła i zadzwoniła do Jareckiego. Jarecki okienko w grafiku miał tylko o dwunastej a to z kolei pokrywało się częściowo z zaplanowanym na trzynastą obiadem z Pauliną, matką i organizatorką ślubów. Ochoty brać udziału w tym nie miał i z tego powodu też wczorajszego dnia upił się. Z drugiej jednak strony wolał iść niż później miałby wysłuchiwać narzekań, że nie bierze udziału w przygotowaniach do ślubu.  Do banku wysłał, więc Karolinę a sam miał iść na spotkanie do Książęcej. Karola do firmy wróciła kwadrans przed trzynastą z nadzieją, że zastanie jeszcze Marka w biurze.  Nie było go jednak ani u siebie, ani u Sebastiana a kadrowy poinformował ją także, że wyszedł z piętnaście minut temu.
-A stało się coś, że go tak nagle szukasz?- zaciekawił się widząc zdenerwowanie kobiety. –  Coś nie tak z kredytem? Bankrutujemy?
-Stało się i to bardzo-odparła pośpiesznie.  – W banku spotkałam Oliwię moją i Uli koleżankę ze studiów i okazało się, że zastępuje Ulę. Zawsze była plotkarą i tak od słowa do słowa powiedziała mi, że Ula jest w ciąży, ma rodzić na przełomie listopada i grudnia, co oznacza, że w ciążę musiała zajść pod koniec lutego.  A to z kolei oznacza, że ojcem może być Marek, jeśli spali ze sobą, a przypuszczam, że spali-oznajmiła mu niemal jednym tchem. –  Nie uważasz, że Marek powinien dowiedzieć się o tym jak najszybciej.
- Uważam.  I co więcej Karola zaczynam w cuda wierzyć – odparł jej  z nieukrywaną radością.
-To znaczy, że może być to prawda?-dopytywała Sebastiana.
- Nawet jestem tego pewien.
-Tylko, co on teraz zrobi?- zastanawiała się siadając naprzeciwko niego.   Paulina wścieknie się jak się dowie, że Marek będzie mieć również dziecko z inną.
-Nie będzie –odparł jej spokojnie Sebastian szukając awaryjnego numer telefonu do przyjaciela. – To znaczy nie będzie mieć dziecka z Pauliną-dodał pośpiesznie.
-Jak to nie będzie mieć dziecka z Pauliną?- spytała patrząc na Olszańskiego wnikliwie. – Seba czy ja o czymś nie wiem?
-To nie jego- oświadczył z satysfakcją, że może skrywaną tajemnicę Pauliny wyjawić. –  Nasza ulubiona Paulinka puściła się z kimś w Stanach a tatuś się ulotnił.
-To, dlaczego Marek żeni się z nią? - pytała mocno zdziwiona.  Chyba nie chodzi mu o prezesurę i rodzice go do tego nie zmusili? Nie wierzę, żeby Marek tak podle zachował się i sprzedałby miłości dla stołka.
-To trochę bardziej skomplikowane- zaczął jej tłumaczyć czekając na połączenie. –  Pamiętasz jak Marek chorował w marcu na grypę?
- Pamiętam- przytaknęła. – Ze dwa tygodnie nie było go, a później chodził osowiały.
-Bo on miał wtedy świnkę a nie grypę- oświadczył zdumionej Karolinie.   Później zrobił sobie badania i okazało się, że stał się bezpłodny. Ula zawsze marzyła o dużej rodzinie a on nie mógł jej ich dać to postanowił, że odejdzie od niej. A, że Paulina rozpaczliwie szukała tatusia, a on był równie zrozpaczony to zgodził się na fikcyjny ślub z nią za dziesięć procent akcji.
-I mówisz to dopiero teraz i tak spokojnie- zezłościła się. Seba powinieneś zrobić coś prędzej- dodała z zarzutami.
- Wiem, ale obiecałem Markowi, że nie będę z nikim rozmawiać na ten temat-tłumaczył  się nerwowo. Poza tym Marek zrobił to z miłości. Chciał, aby Ula związała się, z kim kto da jej dzieci. 
- Seba teraz jak znam prawdę to przyznaję się, że źle go oceniałam - wyznała szczerze. –Marek musiał przechodzić męczarnię.

Spotkanie w Książęcej jeszcze się dobrze nie zaczęło, gdy telefon Marka rozświetlił się. Odebrał, bo Sebastian dzwonił do niego na drugi numer telefonu. Od dawna mieli taki swój układ, że będzie to awaryjny numer w ważnych sprawach.
- Marek-rzekł Sebastian jak tylko usłyszał głos przyjaciela.  – Karolina wróciła właśnie z banku, rozmawiała z Oliwią i okazało się, że Ula jest w ciąży i wszystko wskazuje, że jednak będziesz szczęśliwym tatusiem.
-Co!?-rzekł z niedowierzaniem. –  Już idę do was- odparł i wstał gwałtownie od stolika.
-Marco stało się coś- spytała go jeszcze Paulina.
- Tak- odparł obracając się do nich na pięcie. –  Ślubu nie będzie-rzekł na tyle cicho, aby nie usłyszeli tego inni goście.  
Do firmy niemal biegł. Chciał jak najszybciej porozmawiać z Karoliną i zadzwonić do Uli. Teraz zrozumiał, że zrobił największe głupstwo i żałował, że nie posłuchał Sebastiana. Bał się też, że Ula mogła sobie przez ten czas kogoś znaleźć. Myśli te jednak odganiał. Wiedział też, że nawet, jeśli nie uda mu się już być z Ulą to Pauliny poślubić również nie może.
Sebastian i Karolina już na niego czekali a dziewczyna powtórzyła mu wszystko to, co powiedziała niedawno Olszańskiemu.  Po tym, co usłyszał był pewien, że Ula jest z nim w ciąży. Przypomniała mu się też rozmowa z Jaśkiem, gdy mówił, że potrzebuje pieniędzy, bo chce kupić większe mieszkanie i te niedokończone zdanie. Był wtedy tak mocno skołowany rozmową, że sensu nie zrozumiał.  Do Uli zadzwonił natychmiast.  Tak jak przypuszczał telefonu nie odebrała.  Karolina również dzwoniła, ale podobnie jak w przypadku Marka połączenie zostało odrzucone.  W końcu postanowił wysłać jej krótkiego smsa.

 

sobota, 14 maja 2016

W ostatniej chwili 12



Po podwiezieniu Cieplaków do domu i kawie wypitej w ich towarzystwie Marek pojechał do Sebastiana.  Przyjaciel przez weekend opiekował się swoimi siostrzeńcami a on pomagał mu w tej opiece.  Był u niego już we wczorajsze popołudnie i spędził tam nawet noc. Hania i Bartek polubili nowego wujka obiecał, więc im, że przyjedzie również i w niedzielę. Razem z Bartkiem bawił się samochodzikami a z Hanią budował z klocków zamek. Dziewczynka, jako przedstawicielka płci pięknej nie odstępowała go na krok, tuliła się i dawała całą masę buziaków. Zabawa i opieka nad tą parą brzdąców tak bardzo spodobała mu się, że został u Sebastiana na kolejną noc i rozstał się z nimi dopiero rano w poniedziałek po odwiezieniu do przedszkola.  Zaczął też z coraz większym entuzjazmem i radością marzyć o swoich i Uli dzieciach. Nie mógł doczekać się jej powrotu i aby jak najszybciej ożenić się i zabrać się za powiększanie rodziny. Zamierzał również wyrwać się z firmy i polecieć do niej w ostatni weekend marca. Specjalnie wybrał taki termin, aby zdążyć przed natłokiem pracy, która czekał go w kwietniu. Na początku maja miały odbyć się, bowiem Targi Mody i przez cały kwiecień miał być zajęty przygotowaniami do pokazu.  Los szykował im jednak trochę inne plany.

Od wyjazdu Uli minęły dwa tygodnie, ale dla Uli i Marka była to wieczność. Codzienne telefony i sms-y tej rozłąki nie umniejszały. Ula nieustannie wracała myślami do ostatnich dwóch miesięcy i ciągle trudno było jej uwierzyć w te szczęście. Na wspomnienia tych najważniejszych chwil czuła szybsze bicie serca i ogóle szczęście.  Z utęsknieniem, więc czekała na przyjazd ukochanego. Najchętniej też o swoim szczęściu opowiedziałaby całemu światu, ale ich związek dla większości ciągle był tajemnicą i tylko Sebastian z Karoliną oraz rodzina Uli wiedzieli, co ich łączy. Z ujawnieniem swojej miłości chcieli poczekać do powrotu Uli i aż całkiem ucichnie sprawa rozstania z Pauliną. Rodzice Marka, bowiem ciągle z tej decyzji zadowoleni nie byli.  Ona sama zadawała sobie nie raz pytanie jak zareagują Dobrzańscy, gdy dowiedzą się, że są razem.  Czasami też bała się, że to tylko sen, z którego obudzi się a Marka w jej życiu nie będzie. Te jej czarne myśli pojawiały się również i we śnie i były bardzo realistyczne. Marek tymczasem czarnych myśli, co do ich przyszłego związku nie miał i widział go w samych kolorach.  Podobnie jak Ula nie mógł też doczekać się ich spotkania. Chciał polecieć do niej w sobotę i zostać tam przynajmniej cztery dni.  Choć był dopiero poniedziałek i był prezesem to poszedł do kadr wypisać urlop na przyszły poniedziałek i wtorek.
-Marnie wyglądasz- zagadnął go Sebastian, gdy przyjaciel usiadł naprzeciwko niego. –  Blady jesteś, oczy masz podkrążone i jakbyś był spuchnięty. Jakbym cię nie znał to pomyślałbym, że balowałeś całą noc.
- Fakt dobrze się nie czuję- odparł rozcierając sobie kark. Chyba bierze mnie angina albo grypa.  Od soboty boli mnie gardło i głowa, mam dreszcze i czuję się jakiś taki rozbity.  Najchętniej to poleżałbym w łóżku, ale dzisiaj mam te spotkanie z Nowackim i nie mogę tego przełożyć. Brałem coś na grypę, ale nie pomaga.  Popołudniu idę lekarza. Muszę być zdrowy do soboty.
-Może masz świnkę tak jak Hania i Bartek-zasugerował mu Sebastian przyglądając się uważniej.  – Właśnie ją przechodzili.
-Świnkę? – spytał bez przekonania.  – Przecież dzieci na to chorują- dodał, ale dla pewności zadzwonił do matki.
Helena nie miała wątpliwości. Marek świnki w dzieciństwie nie przechodził. Z pójście do lekarza nie zwlekał. Lekarz nie miał wątpliwości i zdiagnozował świnkę.  Uprzedził go również o powikłaniach.  We wtorek czuł się znacznie gorzej i przeniósł się do rodziców.  Po czterech dniach to, o czym wspominał lekarz sprawdziło się. Czuł ból również w podbrzuszu.  Zaczął też bardziej gorączkować i czuć większy ból głowy. Helena troskliwie opiekowała się swoim jedynakiem.  Przynosiła jedzenie, leki, robiła okłady.  Ból fizyczny był jednak znacznie mniejszy do bólu psychicznego, który odczuwał. Bał się, że to, co mówił lekarz okaże się faktem i że nie będzie mógł mieć dzieci. Uli prawdy o swojej chorobie nie powiedział.   Ula wiedziała tylko, że jest chory i ma grypę. Przez telefon słyszała jego kaszel i trudności w mówieniu trudno, więc było mu to ukryć.  Nie chciał ukochanej martwić bez potrzeby, ale i tak martwiła się zarówno chorobą jak i tym, że Marek do niej nie przyleci i zobaczą się dopiero prawdopodobnie po dziesiątym maja. Podobnie jak Ula pracownicy o jego dolegliwości również nie wiedzieli. Marek sam poprosił o to rodziców i przyjaciela i dla całej firmy chorował na grypę. 
W tych trudnych chwilach nie tylko rodzice spierali go, ale również Sebastian. Przychodził w odwiedziny opowiadał o firmie, rozmawiał.  
-A, co zrobisz jak okaże się, że jednak nie możesz mieć dzieci- zapytał go któregoś dnia.
-Nie wiem- odparł opierając się o poduszkę. – Dopiero po trzech tygodniach od leczenia mogę zrobić badania i wtedy zacznę się martwić.  Zmieńmy lepiej temat. Jak Patrycja? Ciągle wprowadza swoje porządki?
- Gorzej Marek. Ona zaczyna urządzać pokoik dla dziecka.  Muszę znaleźć sposób, żeby uwolnić się od niej.  Nie mówiłem ci jeszcze, ale Wiolka zaczyna mi się podobać. Ostatnio spędziliśmy ze sobą trochę czasu i chyba ona czuję to samo, co ja. Marek wiem, co mi zaraz powiesz, że jest nie dla mnie, ale jak to mówią serce nie sługa.

Czas do badań dłużył mu się niemiłosiernie. Cieszył się nawet, że ma tyle zajęć we firmie związanych z Targami Mody i może, choć na trochę zapomnieć o dręczącym go problemie.  Z Ulą trudno było mu rozmawiać i udawać, że wszystko jest dobrze i że całkiem wrócił do zdrowia. Dzień badań w końcu nadszedł, ale niestety sprawdził się najgorszy ze scenariuszy. Przyjaciel był z nim w tej trudnej sytuacji.
-Co za ironia losy Seba- rzekł z goryczą i wpatrując się tępym wzrokiem w papierek. –  Miałem w życiu tyle panienek i seksu a teraz, gdy spotkałem kobietę swojego życia, z którą chciałbym założyć rodzinę to nie mogę mieć dzieci.
-To już tak na sto procent?- zapytał Sebastian, bo tak naprawdę nie wiedział, co mógłby teraz powiedzieć.
-Lekarz powiedział, że mogę powtórzyć badania za trzy tygodnie i jeszcze raz po trzech miesiącach, ale cudu mam się nie spodziewać. 
-To, jednak jest jakaś nadzieja?
-Znikoma.  Ula tyle razy mówiła o dzieciach o tym, że chce czuć jego ruchy, słyszeć bicie serce, że nie boi się utraty figury, nieprzespanych nocy. Chce mieć przynajmniej trójkę, a ja jej nie dam ani jednego.  Najlepiej będzie jak odejdę od niej-dodał nieoczekiwanie na koniec.
- Nie mówisz tego poważnie-rzekł z niedowierzaniem. – Marek porozmawiaj z nią szczerze i powiedz prawdę.
-Nie Seba- odparł nieuprzejmym tonem. –  Nie chcę pozbawiać ją rodzicielstwa i marzeń. I nie chcę jej współczucia.  Lepiej będzie jak znienawidzi mnie i zapomni.  A później znajdzie sobie stuprocentowego faceta, który da jej dzieci i będzie szczęśliwa.  Mi widoczne niedane było zostać ojcem.
 -I, co jej powiesz? Rzucasz ją, bo?-pytał dociekliwie.
-Bo tylko wydawało mi się, że ją kocham, że stare życie mnie bardziej pociąga, że nie jestem jeszcze gotowy na zakładanie rodziny, że była tylko kolejną moją panienką, że wracam do Pauliny, że poznałem inną.  Jak widzisz jest mnóstwo wytłumaczeń.  Coś wybiorę.  Pocierpi, wyliże się i zapomni.
- A ty zapomnisz ?- zapytał spoglądając na przyjaciela badawczo.
-A mnie należało się za te wszystkie uwiedzione panienki- odparł wymijająco.  
-Jednak nie zapomnisz.
-Seba a można zapomnieć, coś tak pięknego?- zapytał z ironią.  Mam ochotę się napić. Zapraszam cię do klubu.
Klub, choć było jeszcze wcześnie tętnił życiem.  Usiedli przy barze i zamówili sobie po dużym piwie z wkładką. A później kolejne. Marek do tego wziął jeszcze drinka.
-Marek może tak już wystarczy- upominał go przyjaciel. – Jeszcze chwila a będziesz kompletnie pijany.
-O to mi właśnie chodziło-odparł przyglądając się jakiejś kobiecie. Upić się i zapomnieć. I jeszcze o jakąś panienkę.
-Marek nie gadaj głupot. Masz Ulę- odparł wściekle.
-Mam albo i nie mam-zaczął mówić z pijacką ironią.  – Uli tu zresztą nie ma. Jest daleko. Zresztą całowałem tę twoją Patrycje. O przepraszam już nie twoją. Jedna więcej czy mniej różnicy nie robi.
-Marek nie mów tak. Kochasz Ulę- przypomniał mu dobitnie.
-Fakt i z miłości do niej jestem w stanie odejść- odparł wolno.   To jest chyba jeden z najmocniejszych dowodów miłości.
-Możliwe tylko, że będzie to bardzo egoistyczny dowód-wytknął mu.
-Tym bardziej zapomni-rzucił ripostę.
-Zapomni i zapomni. Co ty z tym masz?  A co z tobą? – zapytał po chwili ciszy.  –Do końca życia będziesz sam?
-Nie wiem- odparł po zastanowieniu się. –  Aż tak daleko moje plany nie sięgają. Może znajdę sobie młodą wdowę za mąż wyjść gotową z dzieckiem. Szkoda tylko, że na mnie skończy się ród Dobrzańskich.
-Marek medycyna idzie ciągle do przodu- rzekł dodając otuchy.  – Może nie za rok ani nie za, dwa ale za pięć czy dziesięć lat będzie można wyleczyć bezpłodność, coś zaradzić. Trzeba mieć nadzieję.
-Chciałbym mieć twój optymizm, ale jakoś nie potrafię wykrzesać go- rzekł smutno.
-Są też inne metody- próbował ciągle pokrzepi go. –  Adopcja albo anonimowy dawca.   Podobno można wybrać sobie nawet cechy, jakie ma mieć potencjalny ojciec, aby upodobnić go do rodziców. Dlaczego tak na mnie spojrzałeś? – zapytał, gdy dostrzegł wzrok przyjaciela na swojej osobie.   Jeśli mnie chcesz brać pod uwagę to z góry mówię nie. Nie mógłbym później widywać je i nie móc opiekować się nim albo nią. To zniszczyłoby naszą przyjaźń.
-Spokojnie Seba- po raz pierwszy w całym tym swoim nieszczęściu uśmiechnął się. –  Po prostu rozbawiłeś mnie tym swoim pomysłem.  Ale przyjacielem jesteś najlepszym skoro pomyślałeś o sobie, jako potencjalnym ojcu.
- Jest mi po prosu głupio, bo to ja cię namówiłem cię na pomoc przy opiece nad Hanią i Bartkiem- rzekł zmieszany.  – Gdybyś nie to, to byłbyś zdrowy.
- Niepotrzebnie.  Nie mogłeś przewidzieć, że zachoruję. Mam dość picia na dzisiaj- rzekł ku zadowoleniu Sebastiana. –Czas jechać do domu.


Od dwóch dni Ula źle się czuła. Mdliło ją i ciągle miała dreszcze. Była pewna, że to przez te jedzenie meksykańskie z pobliskiej budki. Dzisiaj w dodatku było jej słabo. Była właśnie na jednym z wykładów, gdy dopadła ją kolejna niedyspozycja. Chciała wyjść do toalety, ale przy drzwiach zakręciło się jej w głowie i zemdlała. Gdy ocknęła się nad jej głową zobaczyła grono głów.
-Proszę spokojnie leżeć- usłyszała głos jednego z prowadzących kurs. – Pogotowie już jedzie.
W szpitalu zajęli się nią natychmiast. Przeprowadzili wywiad, pobrali krew do badania, podpięli do monitora. Po półgodzinie przyszła do niej młoda lekarka.
-Z wyników krwi wynika, że jest pani w ciąży-oświadczyła jej z uśmiechem.
-W ciąży- powtórzyła cicho. – Ale jak to możliwe. Przecież miałam okres a później już z nikim nie byłam.
-To się zdarza w pierwszym miesiącu i wprowadza kobiety w błąd- wyjaśniła jej.  Zrobię pani jeszcze USG i dowiemy się wszystkiego.
-Tak jak mówiłam jest pani w ciąży- rzekła chwilę później. Ten niewielki punkcik to….
 -Coś nie tak-zaniepokoiła się, gdy lekarka nagle przerwała.
-Nie. Tylko będzie miała pani bliźnięta- uśmiechnęła się. –Są dwa małe punkciki.  
-Bliźnięta-powtórzyła jak echo.  
- Proszę spojrzeć- rzekła lekarka przekręcając monitor. Tu jest pierwszy maluszek a tu drugi.  I proszę się nie martwić wszystko wskazuje, że dzieci dobrze się rozwijają.  Zapiszę pani tylko witaminy i dam dokumentację z wydrukiem na pamiątkę. Powinna pani również wypocząć i unikać stresu. To dla dobra pani i dzieci.

Chciała zadzwonić do Marka od razu, ale po zastanowieniu doszła do wniosku, że zrobi mu niespodziankę i powie mu jak wróci do Warszawy.
 Do powrotu zostały przecież trochę więcej niż dwa tygodnie- myślała leżąc na sali obserwacji.  Powiem mu jak wrócę. Jeszcze przed wyjazdem obiecał mi powitalną kolację to wtedy mu powiem. Tylko, dlaczego zachowywał się tak dziwnie przez ostatnie dni. Nie oddzwonił a jak ja dzwoniłam to dziwnie się zachowywał. A jeśli przez ten czas coś się stało i nie ucieszy się z dzieci. Nie to nie możliwe. Marek kocha mnie. Cały czas powtarzał mi to. A te jego ostatnie dziwne zachowanie to przez te Targi Mody. Targi miną i wszystko wróci do normy.

Przez kolejne trzy tygodnie Marek całkiem poświęcił się pracy.  Wieczory zaś spędzał samotnie w domu z czymś mocniejszym. Przestał nawet chodzić na swoje wykłady i do DPS-u. Sebastian martwił się o przyjaciela i próbował pocieszać go jak tylko mógł.  Najgorzej było, gdy rozmawiał z Ulą. Dawał jednak jakoś radę udawać, że między nimi nic się nie zmieniło.   W końcu poszedł zrobić powtórne badania. Dobrych wiadomości jednak nie usłyszał.
- Seba proszę cię nie mów nic Uli- rzekł rozkazującym tonem po wyjściu z laboratorium.    Zresztą z nikim na ten temat nie rozmawiaj. Nic miłego to nie jest i nie chcę ich współczucia. Powiem tylko rodzicom. Mama i tak coś przeczuwa.
-To z Ulą już pewne?-zapytał, choć odpowiedź znał. 
-Tak- rzekł szybko i pewnie. –  Obiecaj, że nic jej nie powiesz.
-To, o co mnie prosisz jest okrutne, ale zgadzam się tylko na wzgląd naszej przyjaźni- odparł niechętnie. –  Moje zdanie na ten temat znasz.
-Cieszę się-odrzekł i szybko opuścił przychodnię.

Długi majowy weekend przyniósł nie tylko sukces mistrza na Targach Mody, ale i wiele nieoczekiwanych zmian w życiu Marka. Sebastian przez ostatni tydzień bawił u rodziców i dopiero po powrocie Marek zasypał go lawiną nowin.
- Seba żenię się z Pauliną- poinformował go od wejścia.
-Że, co!?
-Żenię się z Pauliną- powtórzył.  Ogłuchłeś przez ostatni tydzień.
- Czyś ty zwariował. Z Pauliną?- niemal krzyczał.
- Paulina jest w ciąży-odpalił kolejną rewelacją.
- Jak to w ciąży?- zdziwił się jeszcze bardziej niż przed chwilą. Zmajstrowałeś jej dziecko przed jej wyjazdem?
- Seba daj mi dokończyć –upomniał go. – To nie moje dziecko.  Paula jest w szóstym tygodniu. Prawdziwy tatuś okazał się oszustem. Zaciągnął do łóżka, okradł i zwiał.  
-A ty tak dobrodusznie zgodziłeś się go zastąpić?- pytał z niedowierzaniem. –  Chyba do reszty oszalałeś.
-Nie tak dobrodusznie-uśmiechnął się ironicznie. –   Paulina da mi za to dziesięć procent akcji F&D-oświadczył ciągle zaskoczonemu Sebastianowi. –  Paula aż tak boi się skandalu, że sama mi to zaproponowała.  Co więcej zgodziła się na wszystkie moje warunki.  Ślub tylko cywilny, o wspólnym sypianiu i miłości do niej nie ma mowy i będę żył po swojemu.  To będzie transakcja łączona. Ja daję jej i dziecku nazwisko a ona za przysługę akcje.  Nikt oprócz najbliższej rodziny o naszym rozstaniu nie wie, więc łatwo będzie nam udawać, że dziecko jest moje. A, gdyby ktoś zaczął coś podejrzewać, że urodziło się za wcześnie to powiemy, że dziecko jest wcześniakiem albo Paulina rodzić będzie we Włoszech. Nie mogę mieć własnych dzieci to przynajmniej będę miał cudze. I co najważniejsze w końcu Aleks przestanie mi bruździć jak będę miał większość akcji.  Jak widzisz są i plusy z tego związku - zakończył bardzo entuzjastycznie.   
- Nie wierzę Marek-rzekł jak tylko przyjaciel skończył mówić.  – Ty się po prostu sprzedajesz.  A Ula? – zapytał po chwili milczenia. –  Pomyślałeś, co ona poczuje, gdy dowie się o waszym ślubie. Paulina na pewno to rozgłosi.
-Tym bardziej zapomni i znajdzie sobie innego.  Seba to już postanowione. Na początku sierpnia biorę ślub. Mam nadzieję, że zostaniesz moim świadkiem.
- Przykro mi Marek, ale nie- rzekł spokojnie.   Nie będę brać udziału w tej farsie.
-Trudno- odparł niezasmucony. – Paula zawsze chciała, aby to Aleks był moim drużbą. 
-Widzę, że wracasz całkiem do starego życia i układu- zakpił. –  Matka i Paulina znowu będą rządziły tobą. Zdradzać również ją będziesz.
- Fakt nie zamierzam być wierny- wyznał szczerze. –  Paulina będzie wybaczać mi wszystko, żeby tylko nie odszedł. Kluby, nocne życie i panienki to teraz będzie moje życie.
  - Kiedyś cieszyłbym się z tego, ale nie teraz-odparł spoglądając na przyjaciela z litością.    Marnujesz wszystko to, co wypracowałeś przez ostatnie pięć miesięcy.     
-Seba życie spłatało mi okrutnego figla, dlaczego więc mam być dalej porządny?- pytał przyjaciela z bólem w oczach.  Widzisz nie masz odpowiedzi a ja nie mam powodu żyć uczciwie.
-A dziecko? – zainteresował się. Pokochasz je. Nie wiadomo, jakie są jego geny? Mówiłeś, że jego tatuś oszukał Paulinę.
-Ono nie jest niczemu winne i będę starał się wychować go na dobrego człowieka- odparł bez wahania.  – Może nawet z czasem pokocham. Dzieci czynią cuda.
- Widzisz Marek- próbował odwieść go od podjętej decyzji. –  Z Ulą mogłoby być tak samo. Postaralibyście się o dziecko i żylibyście w szczęściu i miłości.
-Seba rozmawialiśmy już o tym nie raz- przerwał mu. Nie chcę litości. Lepiej będzie jak zwiąże się z ze zdrowym facetem, który spełni jej marzenia o dzieciach.

Paulina przyzwyczajona do poniżania się i proszenia o coś nauczona nie była. Zwłaszcza, że po ostatniej rozmowie telefonicznej, to ona odgrażała się, że to Marek będzie prosić ją o powrót do niej a stało się na odwrót i to ona musiała błagać Marka o ślub.  Była w ciąży i nie mogła wystawić się na pośmiewisko, że urodzi nieślubne dziecko. W czasie świąt poczuła się źle i wyznała, że jest w ciąży a ojciec dziecka oszukał ją. Przypadkiem też dowiedziała się, że Marek chorował na świnkę i że teraz nie może mieć dzieci. Początkowo chciała rozgłosić to, ale po zastanowieniu zauważyła w tym szansę dla siebie. Wykorzystała rozpacz byłego narzeczonego i udawała, że współczuje mu i że wie, co może czuć. Dyskretnie nadmieniała też o swoim nieszczęściu i że mogą sobie pomóc nawzajem.   Z pomocą przyszła również Helena i obie przekonały go, że jest to dobre rozwiązanie. Helena i Krzysztof, co prawda woleliby, aby ich wnuk był z krwi i kości Dobrzańskich, ale też było to lepsze od tego niżby Marek miałby związać się w przyszłości z inną kobietę i nie mieliby w ogóle wnuka albo byłby dla nich całkiem obcy.  Paulina bądź, co bądź była ich przyszywaną córką. Marek zgodził się na plany matki i Pauliny, ale nie tak od razu. Musiał wszystko przemyśleć i mieć z tego jakieś korzyści i dopiero parę dni później wrócił do tematu byciem tatusiem, ale na jego zasadach.
Paulina z nienawiścią zgodziła się na wszystkie jego warunki. Rozważała nawet znaleźć innego tatusia, ale późniejsza chęć zemsty na Marku wzięła górę. Po ślubie zamierzała pokazać mu swoje pazurki i odpłacić mu się za wszystkie upokorzenia, jego warunki i wcześniejsze porzucenie. Aleks również obiecał jej w tym pomóc.  Nawet z bezpłodności Marka czerpała satysfakcję, bo miała przynajmniej pewność, że żadna z jego panienek nie urodzi mu bękarta i to jej dziecko będzie jedynym spadkobiercą całego majątku Dobrzańskich.  Do Włoch na ostatnie dwa miesiące kształcenia się wyjeżdżała, więc całkiem zadowolona i z planami na przyszłość.