wtorek, 14 czerwca 2016

Pojawienie się Tomka. Cykl mini.



Ciąg dalszy miniaturki 9 –Wielkanoc.


-Dlacego nie mogę pójść do mamy-zapytała Emilka obrażonym tonem swojego tatusia czytającego przepis na gofry.
-Bo małe dzieci nie mogą wchodzić na oddział noworodków- odparł Marek spoglądając przez ramię na siedząca przy stole swoją już czteroletnią córeczkę.
-Ale, dlaczego?- nie ustępowała.
-Bo mogą mieć katar albo kaszelek i zarazić maluszków.
-Ale ja nie mam katalku ani kaszlu-rzekła raz po raz sepleniąc.  O - dodała i na dowód pociągnęła noskiem i zakaszlała.
-Kochanie ja o tym wiem, ale pani doktor nie-próbował przekonywać ją ojciec.
- To powiemy jej, że jestem zdlowa- odparła rezolutnie dziewczynka.
-Obawiam się, że to nie wystarczy kotku i zanim zobaczysz mamę i braciszka pani doktór będzie chciała cię zbadać.  Włożyć ci patyczek na język i obejrzy gardło, zajrzy do noska i może jeszcze do uszka. Nie wiem czy nie jest lepiej poczekać na powrót mamy niż dać się zbadać- zasugerował delikatnie.
-To, kiedy mama wlóci do domu? - zapytała po przemyśleniu tego, co powiedział jej tatuś.    
-Pojutrze kotku- odparł z ulgą, bo odwiódł Emilkę od pomysłu pójścia do szpitala.
-To znaczy, kiedy?- spytała i zmarszczyła nosek, bo pojutrze dużo jej nie mówiło.
-W czwartek-odpowiedział, ale po minie córki zorientował się, że dalej nie wie, kiedy. – To znaczy, że musisz iść spać do przedszkola, spać do przedszkola i jak wrócisz mama i braciszek już będą-wytłumaczył najbardziej zrozumiale jak potrafił.
-To chyba krótko, plawda tatusiu-zastanowiła się chwilę.
-Plawda.  To znaczy prawda-poprawił się szybko.   – A dzisiaj na podwieczorek przyjdzie do ciebie wujek Sebastian z Natalką.  Robię dla was właśnie gofry. Jest ładna pogoda to zjecie na dworze i przy okazji pokażesz Natalce swój domek.
-Hura-zawołała niezwykle uradowana zarówno goframi jak i przyjściem Natalki. –  A będę mogę pokłaść na gofly owoce i śmietanę?- spytała spoglądając na ojca całą swoją słodyczą.
-Pewnie-odparł z entuzjazmem.  – Nikt tak pięknie nie dekoruje gofrów jak ty kotku. Mama zawsze tak mówi.
Sebastian z córeczką przyszli chwilę później.  Natalka na widok domku Emilki, aż zapiszczała. Ona mieszkała w bloku i takiego cudeńka nie miała.



Domek ten podarowali jej dziadkowie z okazji dnia dziecka oraz urodziny, które obchodziła piątego czerwca i imienin, które przypadały na trzydziestego czerwca. Czerwiec nie tylko dla Emilki był szczególny, ale także i dla Marka i małego Tomaszka.  Marek urodziny miał dwunastego czerwca a imieniny osiemnastego.  Tego też dnia wziął ślub z Ulą. Jego syn natomiast urodził się szesnastego a imieniny miał dwudziestego drugiego. Był też zaplanowanym dzieckiem i miał urodzić się właśnie w czerwcu, ale dwudziestego. Na świat spieszyło mu się jednak, bo urodził się cztery dni prędzej.  Tylko Ula imieniny obchodziła w październiku a urodziny miała w marcu.

Sebastian z Natalką u Dobrzańskich zostali do wieczora.  Dziewczynki, pod czujnym okiem swoich ojców, grzecznie bawiły się w domku, w piaskownicy i na trampolinie i nie chcieli psuć im tej zabawy.  Oni natomiast mieli czas, aby porozmawiać.
- Syna spłodziłeś, drzewo posadziłeś i to nie jedno jeszcze w czasie liceum, to zostało ci tylko zbudowanie domu- rzekł Olszański siadając z Markiem na ławce. – Ja mam się gorzej, bo o syna tak łatwo nie jest.
-Kto wie, Seba może i wam się uda- odparł spoglądając na przyjaciela pokrzepiająco. - Szanse pół na pół.  A co do zbudowania domu to może i tym zajmę się w niedługim czasie- oznajmił mu tajemniczo
- Chcecie z Ulą budować się- zdziwił się Olszański.  - Przecież tu niczego wam nie brakuje. Blisko centrum, do rodziców, dużo zieleni, dom wygodny. 
Nie o taki dom mi chodzi-wtrącił wyjaśniają mu swoje plany- Tato wczoraj wpadł na pomysł kupna działki na Mazurach i wybudowaniu małego domku. Mamie zawsze te okolice podobały się, Uli również to chcemy coś wspólnie zdziałać. Ma to być taka niespodzianka dla Uli z okazji piątej rocznicy ślubu i dla mamy trochę spóźniona na trzydziestą piątą. Ojciec ma tam znajomego, to obiecał nam znaleźć jakąś działką.  Jeśli, więc wszystko pójdzie po naszej myśli to może jeszcze latem zaczniemy budowę.
-Nieźle-odparł Olszański będąc pod wrażeniem planów Dobrzańskich. –  Pamiętasz nasze wypady w liceum na Mazury? – zapytał rozmarzonym głosem, ale na odpowiedz nie dał szansy. – To były czasy Marek. Te ciepłe niezapomniane noce pod namiotem, spacery z dziewczynami przy blasku rozgwieżdżonego nieba. Tyle wspomnień mamy związanych z Mazurami.
- Nie da się ukryć-westchnął również. - Ale nie wiem jak ty, ale ja nie zamieniłbym tamtego życia na te.
-Wiadomo, że nie –odparł pośpiesznie. –  Wiolka, Ula i dzieci są najważniejsze. Po prostu teraz głównie rozmawiamy na temat dzieci, rodziny albo pracy, a kiedyś mieliśmy mnóstwo innych tematów i zajęć-usprawiedliwiał swoją tęsknotę za dawnymi czasami.  – Nie ma, co Marek, ale nasze panie zmieniły nas.  Nawet nie wiem, kiedy minęło te ostatnie pięć lat. Czas tak szybko leci.
-To prawda-przyznał bezspornie rację przyjacielowi. –  Wydaje mi się jakby pokaz i ślub był dopiero wczoraj.  Najbardziej to, po Emilce widać. Jeszcze rok temu wychodziła z pampersów, a dzisiaj wykłóca się z nami i czasami drąży temat tak długo do póki ja albo Ula nie znajdziemy argumentów, aby ją przekonać do czegoś albo zniechęcić. Czasami tak gada, że jej nie przegadasz-dodał na koniec z dumą z rezolutności córki.
-Taki urok dzieci –stwierdził Olszański wzdychając lekko. – Z Natalką mamy to samo. Ale jak można nie kochać tych szkrabów?
-Nie da się Seba, nie da-odparł przyglądając się córce zjeżdżającej ze ślizgawki. – A wracając do Mazur to już możecie czuć się zaproszeni na wakacje.
- Dzięki-ucieszył się ogromnie. – Na pewno skorzystamy. W rewanżu zawsze możecie wpadać do nas do Pomiechówka na weekendy.
-Z przyjemnością –odparł równie zadowolony. - A jak wasza kuchnia? Wiola zdecydowała się w końcu na coś?
-Nie jeszcze-rzekł z rezygnacją. – Codziennie ogląda nowe katalogi i wszystko się jej podoba. Jak tak dalej pójdzie to tak szybko nie skończymy się budować, a jesienią chciałbym wprowadzić się. Gdyby Wiola była choćby w połowie tak zdecydowana jak Ula to kuchnia byłaby dawno gotowa.
-Fakt- odparł z zadowoleniem, że przyjaciel dostrzegł w jego żonie zaletę. – Drugiej tak zdecydowanej kobiety nie znam. Nawet zakupy z nią są przyjemnością. Nie to, co z Pauliną, Klaudią albo z inną. Musiały obejść kilkanaście sklepów zanim coś wybrały. A Ula jeden, dwa góra trzy sklepy i ma kupione to, co miała zaplanowane. Ale, żebym nie miał się tak dobrze to Emilka jest dla odmiany niezdecydowana i uparta. Najgorzej jest przy jedzeniu. Zawsze przy tym marudzi. Sam się zaraz przekonasz.  Kotku, co ci zrobić na kolację?- zawołał do córki. Kanapki, parówkę, chleb z Nutellą, płatki z jogurtem a może chleb z twarożkiem i kakao.
-Nic tatusiu-odkrzyknęła mu nie spoglądając nawet na ojca.  – Casu nie mam.
-A później?
-Tez nic, bo nie chce mi się jeść.
-A, jeśli zgłodniejesz?
-Nie zgłodnieje tatusiu.
-A może jednak?
-Nie będę jadła, bo nie.
- Tak jest zawsze- rzekł do przyjaciela, gdy skończył dialog z córką.  – Nie będę jadła, bo nie.
-To moja Natalka ostatnio tylko by jadła jajecnicę w galnusku na masełku na płynno z wdlobionym chlebkiem bez skólek- mówił zabawnie naśladując córkę.
 - Przynajmniej nie musisz nic wymyślać- odparł znajdując i w tym coś pozytywnego.  Ja muszę urozmaicać Emilce jedzenie. W Internecie znalazłem stronę „ Dania dla niejadków. Jedna część poświęcona jest przygotowywaniem kanapek. Zawsze zjada te myszki, serduszka, kaczuszki czy muchomorki.  Na dzisiaj też muszę coś wybrać. Zostaniecie na kolacji – ni to zapytał ni stwierdził, wstając z ławki.
-Skoro nalegasz –odparł z zadowoleniem Olszański, bo propozycja Marka była mu na rękę.
–To przypilnuj przez chwilę sam te nasze skarby a ja pójdę coś przygotować.
Parę minut później Marek zawołał całą trójkę na kolację. Miny dziewczynek na widok kanapek- niespodzianek były bezcenne.




  -No, no, no Marek masz talent- pochwalił go Olszański kiwając z podziwem głową.  – Skoro Natalka piszczy to znaczy, że się jej podoba i zje w końcu, co innego niż jajecznicę.  A co tak ładnie pachnie? Bigos?- zapytał siadając do stołu.
- Danie popisowe teścia- rzekł stawiając przed Sebastianem talerz. Niebo w gębie Seba. To i nalewki to najlepsze dania, jakie robi teść.  I smacznego wszystkim.

  -Jest śliczny Ula- zachwycała się tymczasem Wioletta patrząc na śpiące niemowlę. I ta ciemna czupryna na głowie. Już teraz widać, że będzie wykapanym Markiem i przystojniakiem.
-To prawda-rozczuliła się na słowa przyjaciółki, bo i ona zauważyła podobieństwa do Marka, ale potrzebowała potwierdzenia osoby postronnej. – Teraz śpi i nie widać, ale gdy przeciąga buzię i uśmiecha się to widać zaczątki dołeczków-mówiła z nieukrywanym podziwem nad synkiem.  – Najważniejsze jednak jest to, że jest zdrowy.  Mierzył pięćdziesiąt dwa centymetry, trzy osiemset wagi i dostał 10 punktów.
-To chłop z niego jak dąb, jak to mówią-rzekła Wiola biorąc delikatnie malca na ręce. – A moje dopiero na etapie fasolki. No może już na etapie fasoli Jaś.
- Zobaczysz pół roku szybko minie i też będziesz mieć takiego małego bobaska-odparła ciągle przyglądając się synkowi.
-Najgorsze jest właśnie te czekanie -rzekła oschle.  Gdybyśmy z Sebastianem tak długo nie zastanawiali się to może już też byłoby na świecie.
-Swoje i tak musiałabyś odczekać-odparła jej sensownie.  
-Co racja to racja-stwierdziła bezsprzecznie. –  Przecież nie od razu Krym zbudowano, prawda Ula.  A wracając do Tomusia, to Marek cały dzień chodził po firmie radosny i dumny i pokazywał zdjęcia. Nie było chyba we firmie osoby, której by nie pokazał zdjęcia syna.
-Trochę tego wczoraj i dzisiaj rano narobił- zaśmiała się. – Gdyby mógł to nawet w czasie porodu robiłby te swoje zdjęcia. Jedną ręką trzymałby mnie za rękę a drugą robił zdjęcia.
-Kto by pomyślał, że nasze chłopy przez pięć lat tak się zmienią się- rzekła z refleksją w głosie Wioletta. – Jeszcze pięć lat temu w głowie mieli głównie klub, zabawę i panienki, a teraz przykładni mężowie i ojcowie. Rano wspólne śniadanie, później przedszkole, obiad, kolacja i grzecznie do łóżka. Z tamtego życia to im tylko koszykówka została i poranny jogging. Nawet z klubu przychodzą wcześnie.
- Ty też się zmieniłaś przez te lata- pochwaliła ją Ula. – Byłaś zwykłą sekretarką a teraz kończysz studia PR, jesteś asystentką Kondrata, chwali cię.  Pogodziłaś naukę z domem, pracą i wychowaniem dziecka a to łatwe nie jest. Ja z Markiem i Sebastianem jesteśmy z ciebie bardzo dumni.
- Miło to słyszeć Ula-odparła z zażenowaniem.  – To, co mówisz jest bardzo motywujące.  Wiem, że już ci to wiele razy mówiłam, ale powiem jeszcze raz. Dobrze mieć taką przyjaciółkę jak ty Ula. Tyle razy pomagałaś mi w nauce, mogłam Natalkę zostawić u was, gdy miałam wykłady, a Cebulek był na budowie.
-Po to ma się przyjaciół Wiola-rzekła skromnie.  Nasze córeczki bardzo lubią się razem bawić i opieka nad nią była samą przyjemnością. Zawsze jesteście mile widziani u nas i możecie przychodzić dalej.
 - Dzięki – odparła i uściskała przyjaciółkę.  – Chodzić na plac zabaw gdzie psy załatwiają się, pijaki zostawiają strzaskane butelki i leżą zużyte gumki to chodzić nie chce. A po powrocie od was Natalka zawsze jest później grzeczna i nie marudzi, gdy ma iść spać.
-I ja lubię jak przychodzicie- wyznała szczerze.  – Mamy przynajmniej czas na chwilę rozmowy. Te ostatnie cztery miesiące, gdy nie chodziłam do pracy dłużyły mi się niemiłosiernie. A teraz czekają mnie kolejne miesiące bez firmy.
- Spokojnie Ulka-odparła przyjaźnie. – Dalej możesz liczyć na mnie i na odwiedziny.  Słowo Wioletty Olszańskiej.
- To skoro już tu jest i chętna do pomocy to chciałam cię poprosić o coś- rzekła tajemniczo.   Zamówiłam dla Marka z okazji ślubu kryształową szklaneczkę do drinków z wygrawerowaną dedykacją.  Myślałam, że zdążę odebrać, ale mały w przeciwieństwie do Emilki pospieszył się z przyjściem na świat. Mogłabyś ją odebrać i przynieść mi tak, żeby Marek nie dowiedział się o tym. Ma być na jutro gotowa.
-Pewnie, że odbiorę-odparła i poklepała po ramieniu.  – Po to ma się przecież przyjaciół.

Wieczorem, gdy Marek położył już córkę spać miał czas, aby zadzwonić do żony, a później leżąc w łóżku wrócił pamięcią do minionych pięciu lat.  Wziął album z półki i zaczął przeglądać zdjęcia ze ślubu w kościele, z wesela i ze sesji zdjęciowej nad Wisłą. To były jego ulubione zdjęcia.  Oni oboje w strojach ślubnych mrok, ognisko, wiadukt i jadący pociąg.  Oprócz tych fotografii miał również sentyment do zdjęć z pokazu FD Gusto i do zdjęć zrobionym im przez Artura. Kolejne fotografie przedstawiały czasy, gdy Ula była w ciąży z Emilką i gdy ta była całkiem mała, aż do teraz.  Były też zdjęcia z wakacji, urodzin, imienin i takie zrobione bez okazji. Dzisiaj do tego zbioru dołożył kolejne fotki dopiero, co urodzonego synka i żony z sali szpitalnej.  W tych kilku albumach, nie licząc dzieciństwa i wczesnej młodości, zawarty był najlepszy okres jego życia.
Wszystko zaczęło się w czasie pokazu, gdy wyznał jej to, co chciał powiedzieć nie raz w ostatnich paru tygodniach.  Tydzień później wyjechali do SPA i tam na w czasie kolacji na tarasie ich pokoju i przy blasku księżyca oświadczył się jej. Marek chciał ożenić się natychmiast, ale to Ula chciała wziąć ślub w czerwcu, gdy będzie ciepło, dużo zieleni i kwiatów. Marek nie chciał  zniweczyć jej marzeń i zgodził się poczekać te parę miesięcy. Zwłaszcza, że Ula często nocowała u niego i do Rysiowa jeździła głównie na weekendy. W porównaniu z planami ślubnymi Pauliny uroczystość ta była skromna.  Ślub wzięli w kościółku w Rysiowie a wesele wyprawili w Sali Gospodyń Wiejskich w Rysiowie. Zaprosili tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół.  W sumie osiemdziesiąt osób. Obie rodziny małżonków na weselu bawiły się zgodnie i wesoło i nie dało odczuć się, że pochodzą z innych sfer. Nawet pogoda im dopisała i było ciepło i bezchmurnie.  Po ślubie wyjechali w podróż poślubną po Europie. Zwiedzili Pragę, Rzym, Paryż, Madryt. Trzy miesiące później okazało się, że Ula jest w ciąży.  Planowali dzieci, ale nigdy na temat, kiedy mają się pojawić na świecie nie rozmawiali. Ula bała się nawet, że to dla męża będzie za wcześnie i może być niezadowolony z tak szybkiej ciąży.  Jej obawy okazały się jednak bezpodstawne, bo Marka ta wiadomość ogromnie ucieszyła. Przez kolejne miesiące studiował książki o niemowlętach i ciąży i zapisał ich do szkoły rodzenia. Troskliwie też opiekował się żoną. Dbał, aby zdrowo odżywiała się, wypoczywała, unikała stresu i chodził na kontrolne badania. Lekarka śmiała się nawet, że tatuś ciążę bardziej przeżywa niż mama i nieraz tłumaczyła mu, że wszystkie te jego emocje i zdenerwowanie są zbędne, bo ciąża przebiega wręcz książkowo. Gdy termin porodu minął zaczął się nawet martwić, że może to zaszkodzić dziecku. Emilka urodziła się cztery dni po terminie i była zdrową i śliczną dziewczynką. Stała się też od razu córeczką tatusia. Szybko nauczył się przewijać, usypiać, karmić i wychodził na spacery. Wszystkie jej te najważniejsze momenty dokładnie pamiętał i uwieczniał to, co się dało na zdjęciach albo na filmach.
Przez te wszystkie miesiące narzeczeństwa i lata małżeństwa nigdy nie pokłócili się i wiele innych par mogło brać z nich przykład. Ich związek oparty był przede wszystkim na zaufaniu, szacunku, szczerości, bliskości i rozmowach. Wszystko razem też ustalali, dzielili się obowiązkami i poświęcali dla rodziny mnóstwo czasu. Marek dla żony i córki zmienił się nie do poznania i robił wszystko, aby najważniejszym dla niego osobom miłości i radości nie zabrakło.  Był też mistrzem niespodzianek i to on głównie dbał, aby w ich życie nie wkradła się rutyna i nuda i nie oddalali się od siebie.
Tylko raz nad ich udanym i szczęśliwym małżeństwem padł cień niepewności.  W niecałe dwa lata po ślubie, świat mody obiegła wiadomość, że jedna z modelek jest nosicielką wirusa HIV. Marek był z nią i bał się, że jest również chory i że zaraził żonę i córkę.  Emilka, bowiem od paru dni źle się czuła, miała podwyższoną temperaturę a pediatra nie wiedziała skąd u niej gorączka i płacz. Na badania bał się jednak iść a była kochanka nie potrafiła powiedzieć mu, kiedy ona sama zaraziła się.  Ula znała już dobrze męża i wiedziała, że coś go trapi i domyśliła się, że ma to związek z Sandrą i jej wyznaniem. W końcu za jej namową poszli razem zrobić badania i po wyniki. Zapewniła, go też, że niezależnie od wyniku to i tak go kocha i powinni wspierać się w razie choroby. Wynik na szczęście był negatywny, a u Emilki zdiagnozowano niewielkie zapalenie ucha środkowego.   

Ula ze szpitala wróciła tak jak było zaplanowane dwa dni później. Marek w szpitalu zjawił się w południe i odebrał oboje. Przed wyjściem podziękowali jeszcze lekarzom i pielęgniarką za opiekę i pojechali do domu. Tam czekali na nich już Dobrzańscy z Emilką. Dziadkowie odebrali ją prędzej z przedszkola i przywieźli do domu, aby mogła być przy przywitaniu nowego członka rodziny. Dziewczynka z radością pobiegła do mamy i przytuliła się. Chciała nawet uwiesić się jej na szyi tak jak to robiła przed ciążą mamy, ale Marek odwiódł ją od tego zamiaru i wytłumaczył, że mama nie może jeszcze jej dźwigać. Z ciekawością przyglądała się również braciszkowi. Rodzice pozwolili jej też, aby delikatnie pogłaskała po policzku i uścisnęła na powitanie rączkę.
Wieczorem, gdy Emilka poszła w końcu spać, synek był wykąpany i najedzony a Dobrzańscy odjechali, Ula i Marek mieli trochę czasu dla siebie. Ula przez cały dzień czekała na życzenia i zaczęła się nawet bać, że Marek w tym całym zamieszaniu i szybszym porodzie zapomniał o ich rocznicy ślubu i swoich imieninach. Sama też nie chciała mu przypominać.  Leżała już w łóżku gotowa do spania, gdy pokazał się w drzwiach z tacą z sokiem i truskawkami oraz z herbacianą różą w ustach.
-Kochanie wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ślubu-rzekł siadając na łóżku i podając jej kwiat.  Z szafki nocnej natomiast wyciągnął prezent. – To dla ciebie skarbie- dodał podając jej pakunek i cmokając delikatnie usta.
-Myślałam już, że zapomniałeś-wypomniała mu nie złośliwie. – Tak długo zwlekałeś.
-Ula jak mógłbym zapomnieć-udał, że oburzył się. – Czekałem tylko na odpowiedni moment. A tak szczerze to ja myślałem, że to ty zapomniałaś.
-Jak mogłabym zapomnieć Marek- powtórzyła jak echo słowa męża i sięgnęła do swojej szafki. – Proszę to dla ciebie z życzeniami imieninowymi i rocznicowymi- dodała podając mu zgrabny kartonik. – Tylko ostrożnie -szybko ostrzegła męża, gdy zauważyła, że Marek próbuje ocenić zawartość prezentu metodą potrząsania. –  To produkt łatwo tłukący się. To, co otwieramy?
-Otwieramy-odparł z ciekawością w głosie.
 Marek z otwarciem prezentu poradził sobie szybciej niż Ula, bo był tylko kartonik a żona musiała odwinąć z papieru i kokardki.
-Szklaneczka do drinków-zaśmiał się. – Serca dwa, jedna miłość. Kocham Cię z całego serca-przeczytał dedykację. – Ja też cię kocham skarbie-rzekł czule. I dziękuję. 





Ula swój prezent obejrzała chwilę później.
-Jest piękna Marek-rzekła wpatrując się z zachwytem w drewnianą szkatułę. – W końcu będę mieć porządek z biżuterią- zaśmiała się. –  I również bardzo dziękuję.





Po obejrzeniu prezentów przyszedł czas na przypieczętowanie pocałunkiem życzeń i podarunków. Marek delikatnie muskał jej usta i gładził ją po policzkach i głowie. Ula uwielbiał te delikatne pieszczoty, bo przypominały jej czasy, gdy Marek zakochiwał się w niej.
-To, co Ula teraz czas na toast-rzekł, nalewając do szklaneczek sok pomidorowy. – Zdrowie nasze, Tomka i Emilki. I dziękuję ci z Tomka.
-I ja ci dziękuję za niego- odparła z wzruszeniem. – I za to, że zawsze jesteś przy mnie i że jesteś taki opiekuńczy.
Resztę wieczora spędzili leżąc wtuleni w siebie rozmawiając i jedząc truskawki. Zasnąć niedane im było, bo synek wkrótce po zgaszeniu światła dał znać o swoim istnieniu.

Mały Dobrzański chował się zdrowo w miłości rodziców, siostry i dziadków.  Marek na tę okoliczność wziął też dwa tygodnie wolnego i zajął się matką i dzieckiem.  Emilka również pomagała w opiece.  Rodzice i dziadkowie angażowali ją w tą pomoc, aby nie poczuła się odrzucona wraz z pojawieniem się braciszka. Prosili ją, aby podawała smoczek, pieluszkę, grzechotkę, śpiochy czy spojrzała do śpiącego malca we wózku. Przez te proste czynności dziewczynka czuła się potrzebna rodzicom i Tomkowi.

Parę dni później Krzysztof i Marek stali się właścicielami niewielkiej działki budowlanej na Mazurach.  Swoim żonom obwieścili to w czasie niedzielnego uroczystego obiadu wyprawionego z okazji spóźnionych urodzin i imienin Marka oraz rocznicy ślubu. Radość z prezentu obu pań Dobrzańskich była ogromna.


**********************************************************************************
Do miłego zobaczenia za miesiąc.
 Jeśli przyszły mąż pozwoli coś napisać. Jakby, co to wersje robocze są na dwie części.