niedziela, 1 stycznia 2017

Podsłuchana rozmowa 3



Miała to być ostatnia część, ale nie zdążyłam napisać to dodaję to, co jest i we formie, jaka jest.  Reszta po 10. 01. Tygodniowy wyjazd na odpoczynek i na zaczerpnięcie świeżego powietrza.


 Dwa dni wolnego i kolejne dwa weekendu Ula spędziła na wyjeździe u rodziny. Myśli jej jednak z rodziną nie były a przy środzie i rozmowie Marka i Sebastiana, jaką usłyszała. Choć wiedziała, że nigdy miłości jej nie wyznał, ani nie dawał żadnych poważnych deklaracji to myślała, że to co jest między nimi jest prawdziwe a okazało się, że okłamywał ją przez kilka tygodni i cała ich przyjaźń dla niego nie była niczym innym jak tylko wekslami. W dodatku w jej uczuciach nic nie zmieniło się i dalej kochała go. On sam zresztą o sobie i o ostatnich wydarzeniach przez te cztery dni nie dał zapomnieć i dzwonił do niej przynajmniej raz dziennie i to zarówno w sprawach firmowych, jaki i prywatnych. Był przy tym bardzo miły i pytał ją o samopoczucie, co słychać i inne tego typu rzeczy. Brakowało, jak myślała tylko, żeby powiedział jej, że tęskni za nią. Nie wiedziała jednak jak bardzo myliła się, co do niego i że lubi ją i to bardzo. Zastanawiała się też jak to będzie, gdy zobaczą się. Spotkała go szybko, bo tuż po przyjściu do pracy w pokoju socjalnym, gdy poszła tam po kawę. Już z daleka usłyszała jego śmiech dobiegający z tegoż pomieszczenia. Był razem z przyjacielem i o niczym konkretnym, jak zorientowała się nie rozmawiali tylko o rozterkach Sebastiana pomiędzy byciem z Wiolą a innymi panienkami. Ona natomiast miała trochę do powiedzenia i odeszła kawałek od drzwi. Telefon miała przy sobie to mogła zaimprowizować rozmowę po swojemu.  O Maćku, PRO-es i innych sprawach chciała napomnieć później, ale skoro okazja nadarzyła się to postanowiła skorzystała z niej i pomartwić Marka trochę od rana i to od poniedziałku.
-Naprawdę udało ci się Maciek?- mówiła z zadowoleniem i wystarczająco głośno, aby doszło to do uszu panów. — Super. Teraz rozwiniemy skrzydła- dodała przystając na chwilę przed wejściem. —  Co zrobiłeś- zapytała ostro po chwili.  Kupiłeś samochód?.... —  Nie tak umawialiśmy się – rzekła wchodząc do pokoju. —  Mówiłam ci, że ...- przerwała w połowie zdania. — Maciek porozmawiamy w domu- dodała stojąc w drzwiach i udając, że się rozłącza.
-Cześć-rzekła uśmiechając się do nich.  
-Cześć –odparli prawie równocześnie i spojrzeli podejrzliwie. — Masz jakieś problemy z Maćkiem?- zapytał prezes prosto z mostu.
-To ja może pójdę już- odezwał się Olszański, zabierając kubek z świeżo zaparzoną kawą i zanim Ula zdążyła odpowiedzieć.  — Później pogadamy- zwrócił się jeszcze do Dobrzańskiego.
-Nie absolutnie-mówiła swobodnie, po wyjściu Sebastiana. — Dlaczego tak myślisz?
- Słyszałem jak mówiłaś o jakimś samochodzie i że nie tak umawialiście się. Mówiłaś to takim tonem, jakby nie podobało ci się to.
-Tylko wydawało ci się, że byłam niezadowolona- odparła pewnie. — Po prostu Maciek jest czasami w gorącej wodzie kąpany i kupił samochód za wcześnie. Był w planach, jakiś mały dostawczy, ale za parę miesięcy a on wziął go teraz i na kredyt.
-Ula uważam, że powinnaś mieć większą kontrolę nad firmą i nim samym- mówił otwarcie.  — Nie chcę, żeby puścił cię z torbami. I przy okazji mnie. Bank może zająć weksle.
-Jestem jego pewna- przerwała mu. — Tak jak ciebie, gdy ja brałam kredyt. A o swoje weksle możesz być spokojny- rzekła tonem wskazującym, że obraził ją. —  Za dwa tygodnie wrócą do ciebie. Wedle umowy.
-Ula nie to miałem na myśli- próbował tłumaczyć się. — Martwię się o twoje PRO-es.
-Naprawdę nie ma potrzeby- odparła nalewając sobie kawę.  — Maciek jest dobrym dyrektorem i właśnie podpisał kontrakt na sprzedaż również butów i dodatków za pośrednictwem Pro-es.  Ma jeszcze kilka pomysłów na rozwój firmy i wzbogacenia się.  Chce przed trzydziestką zdobyć ten przysłowiowy milion. Ale nie mówmy już o tym.  Wiadomo już coś więcej o tym konkursie piękności, o którym wspominałeś mi przez telefon.
-Tak- przytaknął. — Ma odbyć się pod koniec sierpnia i organizatorzy zaproponowali, Pshemko, aby zaprojektował i uszył sukienki.  Tylko to nie będzie taki zwykły konkurs na miss, bo obok szczupłych i wysokich kobiet wystąpią i te o pulchnych kształtach i niższe.  Taka mieszanina. Z Pshemko rozmawiałem już i jest zachwycony, że może wykazać się i uszyć coś dla kobiet, które figury modelki nie mają. Nam zostaje tylko szczegóły ustalić.  Najlepiej gdybyśmy zajęli się tym jeszcze dzisiaj.
-Nie ma sprawy Marek-rzekła wychodząc z nim ze socjalnego. — Do czternastej powinnam uwinąć się z zaległą pracą a później możemy nad tym popracować.
-Świetnie, Ula. I tak dopiero po dziesiątej mają dostarczyć nam swoją wersję umowy.  Zapoznam się z nią pobieżnie i zaoszczędzimy trochę czasu. A co z naszym wyjściem? Obiecałaś mi dzisiejsze popołudnie i wyjście nad Wisłę.
-Pamiętam-odparła uśmiechając się do niego.  — I obietnicy zamierzam dotrzymać.  Jeśli nie uda nam się wyjść dzisiaj to pójdziemy jutro albo w środę.
-Trzymam cię za słowo Ula –rzekł tuż przy drzwiach jej biura. —Wpadnę do ciebie później. Pa.

Ula, choć nie było to w jej naturze to z ponownego zasiania niepokoju w jego głowie była zadowolona i wprowadziło w dobry humor. Nie potrafiła oprzeć się też pokusie, aby dalej tego nie ciągnąć. Marek okłamywał ją z premedytacją i chciała, żeby i on poczuł jak to jest, gdy igra się z uczuciami.  Pomyślała nawet o tym, aby Maćka uprzedzić na wypadek, gdyby Marek zadzwonił do niego z pretensjami, czy chcąc uzyskać jakichś dokładniejszych wyjaśnień na temat jej wymyślonego kredytu i samochód. Przyjacielowi powiedziała tylko łagodniejszą wersję powodów tej małej intrygi na Marku i że on również nabrał wątpliwości, co do uczciwości ich obojga. Sama natomiast miała w planach pozostania we firmie dwa tygodnie do czasu spłaty kredytu i sprawdzenia Marka, do czego będzie zdolny, aby nie stracić weksli, a później chciała odejść. Do tego czasu postanowiła być dalej dla niego miła i udawać, że nic nie zmieniło się.
 Marek tymczasem po pożegnaniu się z Ulą i nic nie przeczuwając skierował się do biura przyjaciela.
-Nie podoba mi się to coraz bardziej- rzekł od drzwi.
- Mi też-mruknął. — Wiola jest ok, ale nie na wspólne mieszkanie. Ostatnio jak...
-Seba ja o Uli mówię i Maćku- przerwał mu.  — Wziął kredyt na samochód a Ula jest na niego zła za to.
-Aaa.   Jak nic coś knują- przytaknął pewnie.  — A przynajmniej ten Szymczyk. Wygląda to tak jakby rządził Ulą.
-Dokładnie. Ula mówiła mi jeszcze, że ma ambitne plany na rozwój firmy i szybkiego wzbogacenia się.
-Zobacz jak to pieniądze człowieka zmieniają- stwierdził sarkastycznie.  — Jeszcze rok temu był biedny a teraz myśli o bogactwie i szasta pieniędzmi. Od pomywacza do bogacza.
- Ale Ula taka nie jest. Nigdy nie zależało jej na pieniądzach.
- To może zaczęło.  Marek mówię ci zajmij się nią. Tak na serio. To znaczy nie na serio, serio tylko na serio tak na niby. Sam wiesz, o co mi chodzi.
-Powiedzmy-mruknął od niechcenia.
- No. Całuj, pieść, zaproś na lunch na kawę, kina do parku. Popracuj nad nią, bo Szymczyk robi to lepiej.
- Seba powtarzasz się- przerwał mu.  —Zresztą w stosunku do mnie nie zmieniła się tylko coś w jej charakterze jest nie tak.
-To nie wiem, o co może jej chodzić-odparł bezradnie.—  A wiadomo, że jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze-dodał pewnie.
-Właśnie. I tu się kółko zamyka.

W biurze Uli, Marek pojawił się później niż myślała, bo dopiero po dwunastej. Miał dla niej za to niespodziankę, bo postanowił posłuchać przyjaciela i zaprosić na lunch.


-Jestem Ula tak jak obiecałem-rzekł i pocałował w tył szyi. —Nawet nie przywitałem się z tobą dzisiaj jak należy-dodał szeptem w ucho. Nie pocałowałem na dzień dobry.
-Nie szkodzi-odparła uśmiechając się do niego.
- Co powiedziałabyś na wspólny lunch-zapytał siadając na jej biurku.
-Teraz to nie bardzo Marek- rzekła przepraszająco. — Nie chcę odrywać się od pracy, bo zostało mi niewiele. Tak za godzinę najszybciej będę mogła wyjść.
-Nie ma sprawy Ula. Może być za godzinę- odparł niezrażony.
-Zrobiłam porównanie tych dostawców tkanin. Według mnie najlepsza jest ta oferta od De Luca.  Sam zobacz. Siedzisz na nich.
Marek wstał i wziął Uli analizy, ale razem z nimi i folder z biura nieruchomości.
-Kupujesz jednak mieszkanie-zapytał podejrzliwie.
- Nie prędzej jak za trzy – cztery miesiące- rzekła błaho. — Muszę zrobić małe rozeznanie, porównać ceny, standardy, lokalizacje i takie tam inne.  Nie chcę pochopnie podejmować decyzji.  Zresztą na razie mnie nie stać.
-Tak - odparł jak zauważyła trochę nerwowo.   Mieszkanie to nie sukienka i kupuje się na wiele lat a nie na rok czy dwa. Jakbyś potrzebowała pomocy to służę swoją osobą.
-Dzięki-odparła uśmiechając się wdzięcznie. — Będę pamiętać.
- To, co Ula teraz nie będę przeszkadzać ci-rzekł pospiesznie.  — Biorę te analizy i wpadnę za godzinę- rzucił na koniec i wyszedł.

-Seba, znalazłem na biurku Uli folder z biura nieruchomości- rzekł od drzwi chwilę później.  — Ona faktycznie poważnie myśli o kupnie mieszkania.  Sama powiedziała mi o tym. Ciekawy jestem tylko skąd weźmie pieniądze na to. Była już zła na Maćka za samochód i kredyt.
-Może Aleks ma rację i okradają firmę- zasugerował delikatnie.
-Ula? Nie Seba nigdy w to nie uwierzę. To coś innego ją zmieniło.
-Może ma okres. Wiolka zawsze jest wtedy inna.
- Seba-spojrzał na niego z politowaniem.
-Zaraz, zaraz Marek- zamyślił się Olszański. — Kiedy ona zaczęła się tak zmieniać? Przypadkiem nie po zarządzie?
-No. A, bo co?
-To może to nie jest przypadek tylko celowe? Może słyszała naszą rozmowę?
-Myślisz? 
-Są kamery na korytarzu to idź do ochrony i sprawdź, kiedy kto i gdzie wchodzi.
-I, co mam powiedzieć Władkowi, że chcę Ulę sprawdzić- rzekł ironicznie.  —Od razu jej o tym powie.
-Nie Marek, że Aleksa chcesz sprawdzić-tłumaczył jak dziecku.  — Władek nie lubi go to ci pomoże.
-To jest myśl. Idę Seba.
Sprawdzenie nagrania długo nie trwało i po piętnastu minutach Marek pojawił się ponownie w pokoju Sebastiana.
-Miałeś rację. Ula rozsypała jakieś dokumenty zbierała je, chwilę stała jak osłupiała, a po wejściu do swojego biura pojawiłem się ja.
-To kiepsko- rzekł smętnie.
-Kiepsko –powtórzył równie posępnie.  — Teraz pytanie brzmi czy mści się, czy to tylko jakaś gra.
-Mówiłeś kiedyś, że mściwa nie jest-próbował pocieszyć.
-Mówiłem, ale nie po czymś takim.  Ona nigdy mi tego nie wybaczy. Ja na jej miejscu postąpiłbym zresztą tak samo. I to po części dzięki tobie. Musiała wszystko słyszeć, co mówiłeś. O twoich prezentach, że męczę się z nią, że boję się tylko o weksle. I jeszcze te twoje Malediwy.   
- Trudno Marek stało się i teraz musimy zastanowić się, co dalej.
-Jeśli jakieś dalej będzie-mruknął z rezygnacją.
- Musi usłyszeć przypadkiem coś całkiem przeciwnego na swój temat i wasz związek- podsunął pomysł. — To jak bardzo ją lubisz i cenisz.
-Seba ja ją naprawdę lubię i cenię.
- Tym lepiej. Jutro na oficjalnym otwarciu naszych sklepów może nadarzy się okazja na odkręcenie wszystkiego. I zaproś ją gdzieś za miasto, gdzie będzie romantycznie. Łąka, las, woda. Mieszka na wsi to takie klimaty chyba lubi.
- Woda, las....-zamyślił się Marek.  — Chyba mam pomysł – dodał wyraźnie ożywiony. — Na piątek umówiony jestem z właścicielami butików w Poznaniu a jeden z nich usytuowany jest przy takim przyjemne SPA to pomyślałem sobie, że może zabrałbym Ulę ze sobą i przy okazji zatrzymalibyśmy się tam na weekend.
- Świetny pomył Marek-poparł go w całej rozciągłości.   — Romantyczny weekend dobrze może jej zrobić. Może z Wiolą też się wybiorę kiedyś.
-Tylko pytanie, czy Ula się zgodzi.
-Ale do Berlina pojechała z tobą-przypomniał mu Olszański.
-Bo sama Ingrid zaprosiła ją i miała być tłumaczką.
-To powiedz jej, że to też jest polecenie służbowe-posłużył radą.  — W końcu jest dyrektorem finansowym i skoro jedziesz tam w sprawie umów i wynajmu butików to przyda się. Zna się na umowach najlepiej.
-To może jest i pomysł- rzekł z entuzjazmem.  — Ale najpierw muszę sprawdzić, czy są wolne pokoje. Jakby, co to zarezerwuje i dla ciebie i Wioli. Może jak jej powiem, że też jedziecie to może się zgodzi.
-Dzięki Marek-odparł Olszański z zadowoleniem za zaproszenie.

Godzinę później siedział z Ulą w Książęcej i zamawiali swoje dania. Na dobry początek spotkania Marek postarał się dla niej o mały bukiecik kwiatów a dodatkiem do tego było owe zaproszenia.


-Proszę to dla ciebie-rzekł podając jej kopertę.  
-Ośrodek SPA „Natura” nad Maltą-przeczytała na głos. — Nie rozumiem Marek. Proponujesz mi wyjazd.
-Tak. Jak wiesz jadę w piątek do Poznania w sprawie butików to pomyślałem sobie, że można byłoby połączyć przyjemne z pożytecznym. Wyjechalibyśmy w piątek rano załatwili, co jest do załatwienia a później ponad dwa dni odpoczynku. Wrócilibyśmy w niedzielę wieczorem.
Wyjazd? –myślała tymczasem. Jak działać to już z rozmachem, co panie Casanova? Po co rozdrabniać się na kwiatki i czekoladki, jak hurtowo można to załatwić.
- To znaczy, cały weekend?- zapytała trochę bez sensu, bo Marek wyraźnie powiedział o terminie.
-Tak.  Razem z nami pojechałby Sebastian i Wiola to tak całkiem sami nie bylibyśmy i byłoby się, do kogo odezwać. Okolica też spodobałaby ci się. Jezioro, piękny ośrodek, las, inne atrakcje. Byłoby miło i trochę odpoczęłabyś w SPA.
Miło na pewno byłoby-pomyślała. Tylko, że proponujesz mi to z niecnych powodów Marku Dobrzański.
-A, za co ten wyjazd?- zapytała spoglądając na niego uważnie.
-Bonus za dobrą pracę i za zarząd- odparł spokojnie.
Za tydzień też mnie weźmiesz na Panoramę Racławicką do Wrocławia, a za dwa tygodnie do Trójmiasta. Chociaż nie. Mnie już wtedy tu nie będzie.
-No nie wiem Marek- mówiła asekuracyjnie. — Mam już swoje plany na weekend. Maciek znalazł jakieś sklepy z całkowitymi wyprzedażami i chce żebym pojeździła z nim.
-To, chociaż pomyśl o tym- odparł niezrażony.  — Nie ukrywam, że liczę na to, że się zgodzisz. Pomogłabyś mi z tymi butikami.
- Jutro dam ci odpowiedz. Zgoda?
-Zgoda Ula-odparł, bo wyjścia i tak nie miał.

sobota, 31 grudnia 2016

Do siego roku.










Życzę Wam, abyście w ten Nowy Rok weszli z radością w sercu. Aby nigdy nie odstępowała Was nadzieja na lepsze jutro i wiara w to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Dużo uśmiechu, siły i wytrwałości w dążeniu do celu, sukcesów w pracy w szkole, tylko słonecznych dni, przyjaźni, miłości i wielu słodkich buziaków od ukochanego.



Życzy RanczUla.