sobota, 18 listopada 2017

Rozmowa kwalifikacyjna. Zakończenie nr. 2 cz. 1



Akcja rozpoczyna się z chwilą, gdy Ula w szufladzie Marka odkrywa wiersz i swoje zdjęcie. Jest to część 17. Można wrócić również do końcówki 16. W tej wersji kradzież dokumentów Marka miała miejsce i wielbiciel Uli jest, ale nie ma Winci. Będą jakieś 2-3 części, a później reszta wspólna. Miłego czytania.

 Ula po powrocie z kawy z koleżankami we firmowym bufecie postanowiła zabrać się za rozliczenie zaległych faktur. Marka jednak w biurze nie zastała, ale mieli taki układ, że jeśli potrzebowała coś z dokumentów, to mogła brać bez pytania o zgodę. Te Marek zawsze trzymał w przedostatniej szufladzie, ale tam ich nie znalazła, to otworzyła i tę najniższą szufladę. Jej wzrok od razu padł na jej zdjęcie leżące na wierzchu.  Pod nim natomiast znalazła wiersz i papeterię. Dokładnie taką, jaka była użyta do listu, który dostała parę dni temu. Po przeliczeniu okazało się, że powinno być po dziesięć sztuk, a brakowało jednej koperty i dwóch kartek.
To niemożliwe- myślała gorączkowo. Jak on mógł mnie tak oszukiwać i grać uczuciami? Co on w ogóle myślał sobie i co chciał osiągnąć? Chciał zabawić się w rycerza i bronić przed samym sobą – zadawała sobie pytania. Chyba rolą za bardzo się przejął. Nie powinno mnie to nawet dziwić. Faceci przecież są zdolni do najgorszych rzeczy i mają plugawe pomysły. Marek jak widać, nie stanowi tu wyjątku. Parszywiec jeden.
Z biura Marka wyszła czym prędzej. Z firmy również chciała wyjść jak najszybciej, to powiedziała Wioli, że rozbolała ją głowa i musi wyjść na chwilę do parku pooddychać świeżym powietrzem.
Marek do biura wrócił kwadrans po wyjściu Uli i zdziwił się, że w sekretariacie zastał tylko Wiolettę. Godzinę prędzej umawiał się bowiem z Ulą na wspólną pracę i lunch.  Od Wioli dowiedział się, że poszła do parku przewietrzyć się.

Do parku było niedaleko i znalazł się tam chwilę po rozmowie z Kubasińską. Ulę równie szybko odnalazł. Stała oparta o mostek strumyka i najwyraźniej myślała o czymś zawzięcie.
 Traktowałam go za przyjaciela, a okazał się podłym nikczemnikiem- myślała, spoglądając na płynące kaczki. I chyba jednak nie ma czegoś takiego jak przyjaźń damsko męska.  A już na pewno nie we wydaniu Marka. On nie ma przyjaciółek, on ma tylko panienki.


-Ula, wiesz, że nie powinnaś teraz sama chodzić- rzekł, gdy doszedł do niej.
-Daruj sobie te śpiewki – odparła, nie spoglądając na niego.
-Zrobiłem coś nie tak? – zapytał, wyczuwając jej nastrój.
-Poza tym, że jesteś kanalią, to nie -  rzuciła z oburzeniem.
-Teraz to na pewno wiem, że coś się stało – rzekł dosadnie. — Jakaś dziewczyna powiedziała coś o mnie.
-Myślałeś, że opracowałeś doskonały plan? – zaczęła wyrzucać z siebie słowa i pomijając jego pytanie o dziewczynę. — To powiem ci, że się grubo pomyliłeś.
-Ula możesz w końcu powiedzieć, o co ci chodzi, a nie bawić się ze mną w podchody – i on lekko podniósł głos ze zdenerwowania.  
-Znalazłam w twoim biurku papeterię dokładnie taką, jaka została użyta do listu z serduszkiem. Do tego był kolejny wiersz i zdjęcie zrobione w czasie pobytu na zamku Karnity. Ty mi je zrobiłeś i oprócz nas nikt inny nie miał go. Robiłeś ze mnie idiotkę. Chciałeś opiekować się mną i bronić przed wielbicielem, którego tak naprawdę nie ma. Nawet nie chciałeś, abym poszła na policję zgłosić to wszystko, bo odkryliby, że to sam prezes F&D za tym stoi.
-Ula to nie tak – zaczął gwałtownie wyjaśniać. —Ja tylko ten jeden list wysłałem. Kochan cię i chciałem … .
-Kochasz mnie – przerwała mu brutalnie. — Nie bądź śmieszny- mówiła, odchodząc dalej.
-Ula daj mi wytłumaczyć- mówił błagalnie, biegnąc za nią. —Kocham cię i chciałem opiekować się tobą. Po tych przesyłkach czułaś się taka osaczona i chciałem zaopiekować się tobą i zbliżyć.
-To dziwny sposób sobie znalazłeś na zbliżanie się do mnie – mówiła z rozdrażnieniem.
- Chciałem, tylko żebyś czuła się przy mnie bezpieczna i poczuła coś więcej niż przyjaźń -próbował tłumaczyć.
-To nawet udawało ci się z tym bezpieczeństwem, ale teraz wszystko zaprzepaściłeś – mówiła, cedząc słowa.
-Ula to było głupie, ale proszę cię, porozmawiajmy na spokojnie - próbował, łagodzić sytuację. Może pójdziemy na ten wspólny lunch i porozmawiamy. Ogród smaków zawsze dobrze nam wychodził. Albo zapiekanki.
- Wybacz, ale chcę zostać teraz sama – wtrąciła.  — Nie jestem gotowa na rozmowę.
-Ok Ula rozumiem i przepraszam. Naprawdę żałuję i przepraszam – rzekł jeszcze, odchodząc.
I co teraz Ula? – zastanawiała się po jego odejściu. Jak mam teraz z nim pracować? Pokaz za pięć dni to nie mogę teraz odejść. Zostać też nie chcę. Ale po operacji ojca moje konto świeci prawie pustką. Rodziców zresztą również. I jeszcze to sanatorium. Obiecałam ojcu, że zapłacę za trzy tygodnie pobytu, a na szukanie nowej pracy i tak dobrze płatnej czasu nie mam. Koleżanek również nie chciałabym zostawiać.  Chyba że przeniosę się do działu marketingu – pomyślała z optymizmem. Jest akurat wakat na kierownika i dwa piętra od Marka.

Po powrocie do firmy Ula postanowiła swoje palny zrealizować od razu i napisała swoją prośbę o przeniesienie. Marek tymczasem razem ze Sebastianem był na lunchu.
-Mówiłem, że przegniesz tym swoim planem– napominał go przyjaciel. —Bawić się w nieuczciwego rycerza to nie był dobry pomysł.  Tylko mnie oczywiście się nie słucha. I co teraz? – zapytał, gdy cisza się przedłużała.
-Nie wiem – mówił posępnie. —Na razie chciała być sama. Ale nie zdziwię się, jak będzie chciała odejść z pracy.
-A znając jej charakter, to będzie chciała – zdołował Marka. — Ula? – zapytał, gdy odezwał się telefon Dobrzańskiego.
-Nie Wiola -  odparł, widząc, że dzwoni z telefonu komórkowego. —Wiola pytała czy faktury za catering i za napoje z ostatniego pokazu ma razem podliczyć, bo Ula wzięła wolne do końca dnia, pojechała do domu i nie miała kogo zapytać – pokrótce streścił rozmowę.
-To kiepsko widzę jej dalszą pracę – rzekł pesymistycznie kadrowy.
-No. Ale i tak musimy spotkać się i porozmawiać o tym zdjęciu i kradzieży.  Nie zdążyłem powiedzieć jej jeszcze, że kontaktowałem się z policją z Wałbrzycha i że ona będzie musiała złożyć zeznania w sprawie tych przesyłek kurierskich.  
-To może uda ci się odzyskać część skradzionych fantów – zawyrokował Sebastian.
-Mała szansa- stwierdził bez wiary. —Powiedzieli mi, że najprawdopodobniej upchali już w lombardzie albo w jakimś komisie za psie pieniądze.
-Szkoda Marek.  A swoją drogą to facet ma tupet- dodał.  —Najpierw okradł cię, a teraz Ulę uwodzi. Powinien siedzieć za kratkami.
- I tam skończy, jeśli okaże się, że ma na koncie i inne kradzieże, jak mówił ten policjant Sarnowski od stłuczki z Książa - odparł.
Po powrocie do firmy oboje dowiedzieli się o decyzji Uli.
-Nie jest źle Seba – mówił wyraźnie zadowolony Marek. — To zawsze lepsze niż odejście.
-I nic straconego – dodał. —Może uda ci się przekonać ją, żeby było między wami znowu dobrze.
-Oby.

To koniec naszych spacerów, rozmów, zwiedzania zamków, tego fajnego co było między nami. - myślała tymczasem Ula, chodząc brzegiem Wisły.  Między nami już tak dobrze, jak było chyba już nie może być. Wszystko zepsuł jednym ruchem. Zburzył jak domek z kart.
Zajęta własnymi myślami nie zauważyła przystojnego ciemnego blondyna, siedzącego tuż przy brzegu, przyglądającego się jej jakiś czas i na którego niemal nie wpadła. Z tą samą chwilą zadzwonił jej telefon, a gdy wyjmowała aparat z torebki, to upadł jej na ziemię. Zanim jednak schyliła się, to nieznajomy podniósł jej Nokie.


-Dzięki – rzekła, uśmiechając się do mężczyzny. 
-Drobnostka-odparł, podając telefon. —Na szczęście to tylko trawa, a nie woda albo ten krawężnik. 
-Dokładnie. Czytasz „Cień gwiazdy – zagadnęła, widząc w jego dłoni ową książkę. — To kobieca literatura.
- Ja po prostu kocham czytać i czytam każdy gatunek literatury.  Kończę zresztą bibliotekoznawstwo i chciałby kiedyś zajmować się starymi książkami, czy pracować w jakiejś dużej bibliotece. Ewentualnie w szkole i zachęcać dzieciaki do czytania.
-To jak na faceta to dość dziwne zainteresowania i marzenia – rzekła z zadziwieniem.
- Ojciec i brat mówią to samo – odparł bez urazy. —Szymon jestem – dodał, wyciągając dłoń.
-Ula – odparła, witając się z nim. — Również lubię czytać. Najbardziej poezję, sentencje albo złote myśli.  
- Na taką właśnie wyglądasz mi – rzekł, wpatrując się w nią. —Romantyczną dziewczynę – sprecyzował.
-Dzięki – odparła z zażenowaniem za komplement.
Spotkanie z Szymonem poprawiło jej humor i do domu jechała zdecydowanie w lepszym nastroju niż była dwie godziny temu tuż po rozstaniu z Makiem w parku. Całkiem sympatyczny ten Szymon i tak miło i swobodnie rozmawiało się nam- myślała w autobusie. Mamy tyle wspólnego ze sobą i czułam, jakbyśmy się znali dłużej. Szkoda, że numeru telefonu nie wzięłam. Chętnie kontynuowałabym znajomość.

Następnego dnia do pracy ciężko było jej wstać i pojechać. Wiedziała jednak, że do jesiennego pokazu w Gdańsku zostało niewiele czasu, a pracy masa. Spotkania z Markiem długo też nie uniknęła, bo spotkali się już przy wejściu.


- Cześć Ula – rzekł, przepuszczając ją w drzwiach windy. —Podpisałem wczoraj twoją prośbę o przeniesienie do działu marketingu. Możesz nawet od dzisiaj zacząć, chociaż wolałbym twoją pomoc przy pokazie.
-Od poniedziałku zacznę i dziękuję, że zgodziłeś się tak szybko – rzekła, nie spoglądając na niego.
-Nie miałem chyba wyjścia. Ula możemy porozmawiać.
-Nie wiem czy to dobry pomysł - odparła szybko. To znaczy wiem, że nie. Powiedzieliśmy sobie wczoraj wszystko.
-O kradzieży i tym twoim wielbicielu- przerwał jej. —Wczoraj rano po tym, jak dostałaś ten list z kolejnym wierszem i zdjęciem, to zajrzałem i od razu wiedziałem, że zdjęcie było w tym moim skradzionym telefonie i skontaktowałem się z policją we Wałbrzychu. Opowiedziałem im o innych przesyłkach i zajmą się sprawą. Sprawdzenie biur kurierskiego, nadawcy i jak mniemam złodzieja jednocześnie jest tylko formalnością.
-Dobrze wiedzieć – po raz pierwszy od wejścia do windy i jak zauważył Marek na jej twarzy dojrzał coś w rodzaju zadowolenia. —Chcę mieć tego wielbiciela jak najszybciej z głowy.
Wiadomość z policji mieli już tego dnia tuż przed końcem pracy. Jeden z policjantów z Wałbrzycha przyjechał do nich osobiście.
-Biuro kurierskie udostępniło nam dane nadawcy przesyłek, ale to nie on jest złodziejem- zaczął aspirant Kwiecień. —Okazało się, że jego ojciec i brat prowadzą coś w rodzaju komisu, lombardu w Oleśnicy i parę dni temu pomagał w sklepie i sprzątając wymiótł kartę pamięci do telefonu i tak z ciekawości uruchomił ją.  Były tam pani zdjęcia i logo firmy i tak trafił do pani. Od jego ojca natomiast wiemy, że marka i model pana telefonu był niedawno w ofercie sklepu. Przyniosła go w zastaw jakaś młoda kobieta, ale nie wróciła po wykup, to sprzedali go komuś. W innym komisie w Oleśnicy natomiast znalazł się pana laptop i wkrótce odzyska go pan.   
-Chociaż to – mruknął Marek.
-A co ze mną – zapytała Ula. —Coś mi grozi z jego strony?
-Do tej pory nie był karany i ma dobrą opinię i w Oleśnicy i tu w Warszawie. Tutaj właśnie mieszka i studiuje – wyjaśnił.  —Ale na zakochanie niestety paragrafu nie ma i jedynie co można zrobić to zastosować zakaz zbliżania się do pani, gdyby coś się działo groźnego albo podciągnąć to pod stręczycielstwo, gdyby stawało się coraz bardziej uciążliwe.
- To znaczy, że muszę czekać, aż coś się wydarzy? – pytała zdecydowanie niezadowolona z wyjaśnień policjanta.
-Niestety, ale tak jak mówiłem nie ma paragrafu na miłość.

Przez kolejne trzy dni zajęci byli ostatnimi przygotowaniami do pokazu i do typowo swoich spraw nie wracali. I chociaż Marek chciał powiedzieć coś więcej, to wolał poczekać na bardziej odpowiedni moment i gdy ta największa złość minie Uli. Wielbiciel również się nie odzywał, ku jej zadowoleniu. Miała za to okazję ponownie zobaczyć Szymona. Tym razem spotkali się na przystanku, porozmawiali chwilę i wymienili się numerami telefonów
 W piątek rano natomiast większą grupą wyjechali do Gdańska, a w sekretariacie Marka i w towarzystwie kadrowej Alicji, pojawiła się piękna szatynka. 


-Wiola to jest Patrycja Szymoniak i będzie pomagać ci – oznajmiła kadrowa. —Ula i Marek wyjechali już to tak na spokojnie będziesz mogła wprowadzić ją w obowiązki.
-No problem – odparła, taksując dziewczynę.
Cebulku, jeśli ty ją zatrudniłeś, to sobie porozmawiamy. I to poważnie porozmawiamy- pomyślała.
-Patrycja – rzekła dziewczyn, po wyjściu Ali i wyciągając rękę na powitanie. — Ale możesz mówić mi Patti. Przez dwa T.
- Wiola – odparła, witając się uściskiem. —Pierwsza i podstawowa zasada, mała – przeszła do najważniejszej jak dla niej sprawy.  —Prezes jest nietykalny. To znaczy, masz się trzymać z dala od niego, bo jest przeznaczony dla mojej przyjaciółki, a twojej poprzedniczki. Na razie poprztykali się, ale to przejściowe. Zrozumiałaś.
- Co miałam nie zrozumieć- stwierdziła, przysiadając na biurku Kubasińskiej z zamiarem nawiązania bliższej znajomości. — Zresztą i tak nie jest w moim typie.  Na takich słodkich ciachach - prezesach już raz się przejechałam. Ale ten blondyn szef kadr jest interesujący -  mówiła bez ogródek. —Jest wolny?
-Nie. Jest ze mną – rzuciła dosadnie. —I ojcem mojego dziecka.
-Ok. Zrozumiałam, drugi zajęty.
-To dobrze, bo z nim dwoma chleba sobie nie upieczesz - dodała dla pewności Wioletta.
-A jakiś inny samotny kawaler jest tutaj? Patrycja dalej drążyła interesujący ją temat. Przynajmniej na kierowniczym stanowisku - dodała ten ważny szczegół.
-Jest taki jeden Turek - odparła życzliwie. —Dyrektor finansowy.
-Żadnych szejków, arabów.  Sama wiesz, jak z nim jest - stwierdziła sugestywnie.
-A ty przyszłaś tu męża szukać czy do pracy? -  pytała zirytowana zachowaniem Patti.
-A dlaczego nie miałabym połączyć pożytecznego z przyjemnym? He?
-Dlatego że nie za to ci będą płacić kochaniutka – odparła Wiola.

niedziela, 12 listopada 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 19 Zak. nr. 1



Kolejne kilka sekund wydawały się być długimi minutami dla Marka, a w głowie była pustka. Atrapa czy prawdziwy- zastanawiał się w myślach i spoglądając na nóż. Podobny ze wsuwanym ostrzem widziałem niedawno w sprzedaży.  Otoczenie również zamarło w przerażeniu. Dwóch nastolatków palących w pobliżu papierosy wyraziło się wulgarnie, jakaś mama zawołała swoją córeczkę, mężczyzna na ławce przerwał rozmowę telefoniczną w pół słowa, a biegający chłopiec udający samolot zatrzymał się parę kroków od nich. Po ostatnich wydarzeniach z nożownikiem w roli głównej w galerii nie dziwił się nawet takiemu zachowaniu. On zastanawiał natomiast, co może zrobić, aby uchronić siebie i Ulę. Kolejne wydarzenia działy się w mgnieniu oka. Usłyszał z ust Uli słowa ty świrusie, a przed oczami świsnęła mu jej torebka. Później, gdy napastnik zachwiał się, a nóż spadł na ziemię, to jednym ruchem nadepnęła obcasem na jego stopę, a na koniec uderzeniem kolanem, powaliła na ziemię.
-A jak jeszcze raz przyjdzie ci na myśl wchodzić mi albo mojemu chłopakowi w drogę, to przysięgam, że własnymi rękoma zrobię ci z d**y jesień średniowiecza- mówiła z rozwścieczeniem, schylając się nad nim. — Zrozumiałeś wszystko- wykrzyczała na koniec.
W odpowiedzi usłyszała tylko jęknięcie i uznając to za zrozumienie, kontynuowała.
-To teraz leż i czekaj na policję- dodała, poprawiając sobie żakiecik.
-  Ula, akcja godna medalu – rzekł, Marek z podziwem i sięgając po telefon w kieszeni z zamiarem zadzwonienia na policję.
Nie zdążył jednak nawet wyjąć komórki, bo przed nimi pojawiło się dwóch nieumundurowanych policjantów i zakuli w kajdanki niedoszłego napastnika.
-Ania i Maciek tak dla bezpieczeństwa kazali państwa dyskretnie śledzić- wyjaśnił jeden z nich.
-I gratuluję pani odwagi- dodał drugi. — Zareagowała pani natychmiast. Postawa obywatelska pełna podziwu.
-Nawet nie miałam czasu na myślenie – odparła, zdając sobie dopiero sprawę, co właśnie zrobiła. —Chociaż mogłoby się to faktycznie źle skończyć, gdyby coś nie wyszło.

Po odejściu policji i gdy zbiegowisko rozeszło się, a oni odeszli kawałek, mieli czas dla siebie i kontynuację przerwanej rozmowy.

- To ja powinienem być tym rycerzem i bronić nas, a nie ty Ula – stwierdził Marek wyraźnie skrępowany sytuacją. —Zawiodłem jako facet na całego. Uratowałaś mi albo nam życie, albo uchroniłaś od kalectwa.
-Drobnostka - odparła od niechcenia.
-A skąd u ciebie takie umiejętności? – zagadnął. 
-Chodziłam z Lidką na kurs samoobrony i instruktorka powiedziała, że bronią kobiety są między innymi cztery rzeczy. Nasze paznokcie, torebka, obcas i kolano.  Tu się sprawdziło.
-Zapamiętam sobie na wszelki wypadek- żartował.
- Z mojej strony nic takiego ci nie grozi- zapewniała.  —Ja po prostu broniłam swojej miłości – dodała cicho.
-Słucham? – zapytał nie wierząc w to co usłyszał.
-To właśnie chciałam ci powiedzieć Marek, zanim nie pojawił się ten Karpiński – rzekła, patrząc w jego oczy i znacznie śmielej. —Kocham cię i zrozumiałam to dzisiejszej nocy. Nie mogłam długo usnąć, bo miałam koszmary z parku z Gdańska i wtedy zrozumiałam, że gdyby coś ci się stało tam, to nie wybaczyłabym sobie tego. Dzisiaj poczułam to samo. Tak bardzo się bałam, że za późno na naszą miłość, że zginiesz nie wiedząc, że cię kocham i że za późno wszystko to zrozumiałam- mówiła ze łzami szczęśliwa i strachu.
-Nie jest za późno – wtrącił, przyciągając i przytulając do siebie. —I teraz wszystko będzie już dobrze, kochanie moje- mówił, ocierając jej łzy. —Obiecuję ci to i bardzo, bardzo cię kocham – dodał, przytulając jeszcze bardziej. — Jesteś moją małą słodką, jedyną, najdroższą rycereczką – szeptał tkliwie tuż przy jej ustach, a ona zamknęła oczy w oczekiwaniu na pocałunek. —Chciałbym pocałować cię teraz tak naprawdę i namiętnie, ale mam ciągle obolałą szczękę i jesteśmy w dodatku w środku parku - powiedział w zamian całusa i gdy Ula otworzyła oczy z rozczarowaniem.
-Spokojnie -odparła bez urazy. — Rozumiem i będziemy mieć na to całe życie. A teraz wystarczy mi małe co nieco.
-Dokładni i nie mogę doczekać się tego całego życia– odparł, składając na jej ustach delikatny pocałunek.
- I pomyśleć, że gdyby nie ta kradzież to nie wydarzyłoby się to wszystko - rzekła, gdy oderwali się od swoich ust i ruszyli w dalszą drogę do firmy. —W naszym życiu nie pojawiłby się Karpiński ani Winci, ani nie byłoby tego napadu w Gdańsku i tu, a ja nie zakochałabym się w tobie. Może nigdy by się to nie stało i szukałabym dalej miłości w blondynach, nie wiedząc, że mam ją na wyciągnięcie ręki.
-Czyli jestem winny im podziękowania-  stwierdził całkiem prawidłowo Marek.
-Na to wygląda- poparła go w całej rozciągłości. —Paczka do więzienia będzie na pewno mile widziana.
-Oby tylko były to długie wakacje Ula.
-Oby. A pro po wakacji krótszych czy dłuższych to może wyjechalibyśmy gdzieś na weekend. Na przykład do SPA w Kórniku. Gdy byliśmy na Targach Piękna, widziałam w hotelu ich folder i zachwycająco wszystko wyglądało. Piękna okolica, zamek, relaksujące masaże. Może będą nawet wolne miejsca na najbliższy weekend. Należy nam się odpoczynek po tych wszystkich przeżyciach- argumentowała.
-Brzmi wspaniale, kochanie -  odparł wyraźnie rozmarzony perspektywą wyjazdu.

Do firmy szli, wolno, trzymając się za ręce, ciesząc się z własnego towarzystwa i rozmawiając o minionych czterech miesiącach wspólnej pracy i znajomości jednocześnie.
- Spodobałaś mi się już wtedy, gdy przyszłaś na rozmowę kwalifikacyjną – mówił Marek z sentymentem na to wspomnienie. — Od tamtej soboty nie potrafiłem nawet o żadnej innej kobiecie pomyśleć. To była chyba ta przysłowiowa miłość od pierwszego wejrzenia Ula. Dokładnie pamiętam te oczy, usta, figurę, uśmiech i tę kusą sukienkę, która pokazywała sporo. Wszystko podobało mi się w tobie do tego stopnia, że na drugi dzień u rodziców to nawet o naszych dzieciach zamarzyłem.
-Cały ty- zaśmiała się, odpowiadając. —Od razu seks miałeś w głowie.
 -Ale w jakich zacnych intencjach Ula - argumentował swoje kosmate myśli. — Wyobraziłem sobie nawet te nasze dzieci . Miały duże błękitne oczy i dołeczki w policzkach.
-A w jakiej ilości, jeśli można wiedzieć? -zapytała, chcąc być przygotowaną na ewentualną przyszłość.
- O ilości nie myślałem Ula tylko o jakości – rzekł przewrotnie. —A wracając do mojej miłości, to na naszej sesji zdjęciowej APART poczułem coś dziwnego, nieznanego mi, aby w końcu na jubileuszu Pshemka zrozumieć, że cię kocham, zawsze będę kochać i że będę walczył o twoje uczucia. 
-Historia jak z Harlequina – stwierdziła, mrucząc.
-Które zawsze, jak mniemam, kończą się szczęśliwie – rzucił ripostą.
-Chyba tak. A tak szczerze Marek to i ty spodobałeś mi się wtedy na korytarzu– postanowiła powiedzieć prawdę. —Twój uśmiech i dołeczki były powalające. Ale był Wojtek w moim życiu i nie przyjmowałam do wiadomości, że może być inaczej.
-Miłości jednak nie da się oszukać i uciec od niej – rzekł ucieszony słowami Uli. — Sebastian miał to samo, ale dał sobie spokój, gdy dowiedział się, że Wioletta zaręczyła się z Darkiem.
-Wiola od początku mówiła, że macie coś do nas, ale nie wierzyłam jej – oznajmiła mu jeszcze.
-Ma dziewczyna czasami dobrą intuicję- odparł.  

Idąc tropem powiedzeniem, że złe wiadomości rozchodzą się najszybciej, to okazało się, że po dotarciu do firmy wszyscy już wiedzieli o wydarzeniach z parku i szybko otoczyło ich grono znajomych i rodzice Marka. Kiedy już ciekawość znajomych została zaspokojona i zostali w towarzystwie Dobrzańskich, to powiedzieli im o swoich uczuciach. 


-Ja i Ula kochamy się - rzekł Marek, obejmując Ulę. — I chcę z nią spędzić swoje życie.
-Tak się cieszę, kochani- pierwsza odezwała się Dobrzańska, promieniując szczęściem. —Baliśmy się już z mężem, że zostanie sam albo znajdzie sobie jakąś dziewczynę wśród tych swoich panienek, które nie dałyby mu prawdziwego domu - zwróciła się do Uli. Ty jesteś inna, podobna do mamy i z urody i charakteru, a Magda jest taka rodzinna i uczciwa.
-Miło słyszeć ze względu na mamę i siebie-  odparła. — I dziękuję, że tak ciepło nas pani ocenia. Zapewniam państwa też, że kocham Marka z jego wszystkimi wadami i zaletami
-Wad ma coraz mniej- do rozmowy włączył się Krzysztof. —W cztery miesiąc zmienił się nie do poznania. Ty zmieniłaś go na lepsze.
-To on sam pracował nad sobą – odparła zażenowana. —Ja tylko byłam celem jego zmian.
-I udało się mu- odparła Helena. —A  to że pięknie razem wyglądacie chyba nie muszę mówić.
-Mama jak zawsze szarmancka - rzekł Marek ni do Uli, ni do rodzicielki.

Po tych wszystkich ochach i achach i pożegnaniu się z Dobrzańskimi  poszli po samochód Marka, który ciągle stał przed gabinetem dentystycznym. Później poszli coś lekkiego zjeść i skierowali się w stronę Rysiowa.  Najpierw rodzinie Uli opowiedzieli o samej napaści, a następnie, że wszystko to spowodowało, że Ula zrozumiała swoje uczucia do Marka. Podobnie jak w przypadku Dobrzańskich i Cieplakowie byli z nowin uradowani.


-Kocham państwa córkę – rzekł Marek prosto. —Jest dla mnie najważniejsza.
-A ja kocham Marka- wtrąciła Ula. —Teraz na pewno jestem zakochana. Bartek, Szymek i Wojtek to nie było to.
-Sprawiliście nam ogromną niespodziankę- odezwała się w końcu Magda. — Tak się cieszę waszym szczęściem.
-Tak jakbym słyszała mamę Marka- odparła jej Ula. —Pani Helena nie mogła przestać mówić, jak bardzo jest zadowolona z wyboru Marka.
-Bo to był taki nasz wspólny cel córeczko – wyznała Cieplakowa. —Chciałyśmy wyswatać was, ale jak widać sami, zakręciliście się wokół siebie.
-To ładnych rzeczy się tu dowiadujemy - odparła Ula z reprymendą. 
-Piękną parę tworzycie -stwierdziła Magda dla uniknięcia konfliktu, ale i mówiąc prawdę.
- A ty tato nic nie powiesz? – zapytała podejrzliwie ojca.
-Jak mam powiedzieć coś, skoro ty i Madzia nie dajecie dojść mi do słowa – odparł jej z małym napomnieniem. —Jestem szczęśliwy waszym szczęściem i życzę tego szczęścia -dodał, ściskając ich ręce.
U Cieplaków Marek został do późnego wieczora, a i tak z ociąganiem opuszczał Rysiów. Było mu dobrze z rodzicami Uli i rodzeństwem. Zjedli wspólnie dobrą kolację, rozmawiali i śmiali się wesoło. Po dwudziestej pierwszej w końcu postanowił pojechać do domu, bo i senność dawała się we znaki. Był po nieprzespanej nocy spowodowanej bólem zęba, wizyta u dentysty i wydarzenia z parku również spowodowały, że chciał znaleźć się w swoim łóżku i mieszkaniu.

Następnego dnia przed południem oboje pojechali na komisariat, złożyć zeznania. Od komisarzy dowiedzieli się, też nowych szczegółów dotyczących śledztwa.
- Okazało się, że Karpiński był pod wpływem dopalaczy albo innych świństw- mówiła im Potaczek.  —I to ludzie Winci podawali mu to i zrobili pranie mózgu przy okazji. Sam Karpiński twierdzi, że nie wie dokładnie, co działo się z nim od soboty wieczór do popołudnia w poniedziałek.  Prawdopodobnie mówi prawdę, bo jego telefon był przez ten czas nieaktywny. A ten SMS z pogróżkami do pani, jak zresztą przypuszczaliśmy nie był z jego numeru telefonu.  Tak jak list. Przyznał się tylko do wysyłania wierszy i prezentów. Wygląda na to, że zakochał się w pani i tak naprawdę nie chciał, aby stała się pani krzywda, a to nie spodobało się Winci.
-Chyba pochopnie oceniłam go i obeszłam się z nim-  Ulą targnęły małe wyrzuty sumienia.
-Tak całkiem bez winy nie jest- odparła policjantka. —Ma na koncie łamanie haseł, włamania na konta bankowe i dręczenie.
-A nam coś jeszcze grozi? – zapytał Marek. — Po wczorajszym dniu strach wychodzić na ulicę.
-Ciągle mają państwo dyskretną ochronę, a we firmy naszego człowieka– wyjaśniała im. —Chociaż po aresztowaniu Karpińskiego nie możemy być pewni, że Winci nie zrezygnował z planów. Jednak niezależnie od tego to policja jest już na jego tropie i kryjówki.  Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to wkrótce zgarniemy całą szajkę- rzekła na koniec komisarz Potaczek. 

W czasie, gdy oni siedzieli na komisariacie, Wiola i Sebastian siedzieli na korytarzu w przychodni i czekali na badanie USG. Wioletta sama zaproponowała mu wspólną wizytę u lekarza, poprzedniego dnia.
-Jeszcze raz dzięki Wiola, że wzięłaś mnie ze sobą – mówił, siedząc obok niej na krzesełku. —Chciałbym być od początku w jego albo jej życiu. A taki maluszek na monitorze to taki pierwszy krok do bycia ojcem jak dla mnie. Zdania nie zmieniłem i dalej chcę opiekować się wami - zapewniał.
-Wiem i za to cię kocham – odparła, biorąc za rękę.
- Kochasz? -zapytał niepewny do końca w to, co usłyszał.
-Na pewno nie jesteś tylko przyjacielem ani kolegą. To jest coś znacznie większego i innego Cebulku.
-Warto był czekać, aby usłyszeć coś takiego - stwierdził pełen zadowolenia.
Wkrótce para, która była przed nimi w kolacji wyszła z gabinetu pani Wilskiej i oni weszli.


-Pani Wioletta Kubasińska.  Dobrze mówię – pytała lekarka, spoglądając na karty.
-Tak, to ja - potwierdziła.  A czy mój chłopak może zostać na badaniu? - zapytała zanim położyła się na kozetce.
-Oczywiście. Tatusiowie zawsze są tu mile widziani.
Chwilę po rozpoczęciu badania lekarka miała dla nich dobre wiadomości, bo dziecko rozwijało się książkowo, a i badania Wioletty były bez zarzutu. Mogli posłuchać też bicia małego serduszka.
-Ostatnio chyba pytała pani czy to będzie dziewczynka, czy chłopiec, ale nie było jeszcze widać - zagadnęła lekarka. —Teraz widać jak na dłoni. Dalej chce znać pani płeć dziecka.
-Dla mnie najważniejsze jest to że jest zdrowe- rzekła rozsądnie. —Ale skoro widać to tak.
-Zdecydowanie chłopiec- odparła, pokazując na ekranie coś Sebastianowi. —Widzi pan to, bo to właśnie to.
-Ja nic nie widzę – stwierdził bez entuzjazmu lekarki. —Chyba że to ten punkcik.
-Dokładnie to ten punkcik- potwierdziła lekarka. — A dla pani zalecam dobrą dietę, świeże powietrze, owoce i witaminy. I proszę tutaj zdjęcie państwa synka -dodała na koniec, podając im wydruk USG.
Z gabinetu oboje wyszli szczęśliwi.
-Mogę pogłaskać twój brzuszek – zagadnął nieoczekiwanie w aucie Sebastian. —Coś mnie tak nagle naszło.
-Skoro chcesz, to tak- odparła bez zastanowienia.
-Cześć malutki- mówił łagodnie i tak samo delikatnie gładził niewielki jeszcze brzuszek. — To ja Sebastian i jestem tu z twoją mamusią- mówił, a Kubasińskiej zbierały się w oczach łzy. — Jesteś największym skarbem swojej mamy i rośnij zdrowo, bo my tu na ciebie wszyscy czekamy i kochamy cię Darusiu.
-Będzie mieć na imię Dariusz Sebastian, Cebulku- oznajmiła zdecydowanie Wioletta. — Na cześć swoich dwóch tatusiów.

Kolejna część tak szybko nie będzie, jak ostatnie trzy, bo mąż wraca po urlopie do pracy i na mnie spadną znowu wszystkie domowe obowiązki. Tak mniej więcej za tydzień powinno coś być.