sobota, 20 lutego 2021

Fartowny dzień cz. 5

W poniedziałek rano Marek pojawił się w banku, aby wyjaśnić sprawę Iwa i jego dwóch tysięcy. Tak jak przypuszczał za kradzieżą stała Paulina i przelała dwa tysiące z konta syna na swoje konto. Przy okazji zmienił parametry konta syna, aby w przyszłości Paulina nie mogła już więcej razy nim rozporządzać. Zmienił również pin. Na koniec przelał mu dwa tysiące ze swojego konta.

Kiedy załatwił już swoje sprawy, w hali obsługi klienta pojawiła się Ula. Dzisiaj właśnie rozpoczęła pracę w tym banku. Ona od razu go zauważyła, ale on zajęty był telefonowaniem do Pauliny i nie rozglądał się po sali. Była blisko niego i słyszała jego rozmowę. 


 

Paula włącz telefon albo oddzwoń. To, co zrobiłaś z Iwo jest karygodne i płazem ci nie puszczę. Oddasz wszystko.

Kiedy skończył nagrywać się, chciała podejść i przywitać się, ale szybko odszedł.

Może jeszcze się spotkamy, skoro tu ma konto.

Jeszcze tego samego dnia natknęła się na dokumenty F&D i wychodziło na to, że właśnie w tym banku są ulokowane pieniądze firmy, samych Dobrzańskich, sporej części pracowników i kolejne spotkanie było możliwe.

 

Po przyjściu do pracy Marek dla pewności wysłał SMS do Pauliny i poszedł do Aleksa, aby opowiedzieć o wizycie w banku. Jego przyszły szwagier, przyszywany brat i przyjaciel zarazem z niedowierzaniem wysłuchał tego co ustalił Marek.

-Nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia Marek. Przecież niczego jej nie brakuje. Rozmawiałeś już z nią?

-Nie. Ma ciągle wyłączony telefon. Nie podaruję jej tego. W szkole u Iwa brakuje wolontariuszy do zajmowania się dziećmi z grupy integracyjnej Iwa i poślę ją tam. Oni na swoich zajęciach malują, lepią figurki, robią ozdoby i później sprzedają na aukcjach. Może nauczy ją to czegoś. Zobaczy, jak dziecko zarabia na swoje potrzeby.

-Oby. I poprę, jakby coś. Teraz jak twoi rodzice są na wypoczynku, to do mnie przychodzi ze swoimi żalami.

-Dzięki Aleks -odparł z wdzięcznością. —Dzięki, że jesteś po mojej stronie, a nie siostry.

-A co powiesz Iwo?

-Nigdy nie okłamałem go, ale teraz zmuszony jestem powiedzieć, że nastąpił błąd i że pieniądze wróciły już na jego konto i na inne Konta Kids. Nie mogę przecież powiedzieć, że własna matka go okradła.

 

Z Pauliną miał okazję porozmawiać dopiero popołudniu, gdy oddzwoniła do niego.

-Marco kochanie wszystko ci wytłumaczę -zaszczebiotała.

-To, co zrobiłaś, jest najgorszym świństwem -wtrącił ostro na jej słodki ton. —Myślałaś, że się nie wyda?

-Oddałabym przecież po powrocie z Mediolanu -odparła kłamiąc, bo nie zamierzała oddawać. Nie była również w Mediolanie tylko od piatkowego wieczora ukrywała się w ośrdodu Sabiny pod Warszawą. I po co mu tyle pieniędzy? My go utrzymujemy i płacimy za wszystko.

-Paula słyszysz, co mówisz? -mówił z irytowaniem. — Trudno, żeby sam się utrzymywał. To nasz syn, adoptowaliśmy go i mamy teraz wobec niego obowiązki. Pomijając, że to jego oszczędności. On w przeciwieństwie do ciebie umie zaoszczędzić i zarobić. Uczył mamę obsługi nowego programu i chciał kupić za to rower. Pomyśl, co czuł, gdy zorientował się, że brakuje mu dwóch tysięcy?  Płazem ci tego nie puszczę. Oddasz co do grosza i za karę będziesz jeździła z Iwem na jego zajęcia integracyjne. Jeśli się nie zgodzisz, to możesz raz na zawsze zapomnieć o comiesięcznej dywidendzie na twoje potrzeby.

-Poważnie nie mówisz? -odparła po chwili ciszy. On ma je we czwartki, a ja w tym czasie mam masaż i kosmetyczkę.

-Mówię. Ja i Aleks dopilnujemy tego. W ogóle powinienem zostawić cię samej sobie, ale dla dobra Iwa nie zrobię tego. Już dość przeżył w swoim życiu, żeby jeszcze kolejnej traumy mu dostarczać. 


 

Rozmowa z Markiem zdecydowanie popsuła humor Paulinie i przeszkodziła jej w medytacji.  Sabina wraz z jej asystent, jak nazywała Davida, postanowili jej dopomóc.  Dokładnie wiedzieli kim jest Febo i nie mogli stracić tak intratnej osoby.

-Nie warto dla dwóch tysięcy ryzykować jego gniew -mówili, spokojnym głosem. —Napięcie między wami minie i związek wróci do harmonii. A my ci pomożemy uspokoić nerwy. Już niedługo w pełni będziesz panowała nad swoim ciałem i umysłem. Wyzbędziesz się złej energii i duszę oczyścisz.

-Tego mi potrzeba kochani. Tu z wami czuję się spokojna.

-A my znajdziemy zawsze czas dla ciebie.

Chociaż Paulina przekonana była, że to co mówił jej Marek, było żartem, to po jej powrocie Marek swój plan wprowadził w życie. Tak więc zmuszona była oddać ze swojego konta dwa tysiące i chodzić do szkoły razem z Iwem.

 

W pracy Markowi wiodło się zdecydowanie lepiej niż w życiu prywatnym. Został oficjalnie mianowany prezesem, a bankructwo szwalni co prawda spowodowało spore zamieszanie, ale poradzili sobie i nawet niektóre odszkodowania nie były tak duże jak przypuszczano. Mimo to, aby firma nie straciła płynności w przyszłości, potrzebowała dodatkowego pokazu. Musiało to być również coś całkiem nowego. Tu pomocna okazała się Aldona Turek.

-Projekty dla dziewczyn plus size -opowiadała w czasie roboczego spotkania z Markiem, Aleksem, Pshemko i swoim bratem. —Nie wszystkie dziewczyny mają figury modelek. I dlaczego nigdy nie wypuszczacie na rynek projektów płaszczy i kurtek. Chyba miałbyś coś takiego wylansować? -zapytała wprost mistrza.

-Pshemko wszystko umie zaprojektować -odparł mistrz, akcentując słowa. —Aldona mogłaby już to wiedzieć. Ja nawet skarpetki, jeśli zaszłaby taka potrzeba, zaprojektuję. Tu dałbym falbankę, ty kokardkę a tu kropeczkę.

-Na razie skupmy się nad kolekcją XXL Pshemko i projektami kurtek i płaszczy -wtrącił Marek. —Czyli się zgadzasz?

-Skoro ma to podreperować firmę, mogę spróbować. Znajdźcie mi tylko odpowiednie fundusze.

-Tym Adam się zajmie -wyjaśnił Marek. —Te kolekcje mogą naprawdę przynieść realne i szybkie dochody.

 

Ula tymczasem przez ten czas wdrażała się w pracę w banku, przygotowywała do teleturnieju i czekała na wpłynięcie pieniędzy z wygranej. W międzyczasie zapisała ojca na operację oraz zamówiła dekarzy. Równo dwa tygodnie po wygranej pieniądze trafiły na poszczególne konta.

Następnego dnia natomiast pojechała na nagranie teleturnieju „Pięćdziesiąt tysięcy w półgodziny”.  Teleturniej polegał na tym, że w jednym odcinku udział brało pięciu graczy. Nic o sobie nie wiedzieli tylko znali imiona i się widzieli. Później każdy uczestnik wybierał z listy stu dziedzin potajemnie jedną kategorię oraz komputer losował drugą. Ula dla siebie wybrała ostrożnie, bo baśnie Andersena. Komputer dla niej był również łaskawy, bo trafiła na lektury z liceum. Na sam koniec każdy uczestnik wybierał po jednej dziedzinie dla przeciwnika. Tu panowie postanowili jedynej pani poprzeczkę zawiesić wysoko, choć do końca nie wiedzieli, że ułatwili jej zadanie.  Trafiła się jej poezja Białoszewskiego, liczby pierwsze, naturalne, złożone oraz religioznawstwo. Kiedy dziedziny były już rozdzielone, to każdy gracz dostał pięćdziesiąt punktów, do których to punkty były dodawane za poprawną odpowiedź albo odejmowane w przypadku złej.  Każda dziedzina miała trzy stopnie trudności. Za pięć, dziesięć i piętnaście punktów.  Uli rywalizacja z panami od początku szał bardzo dobrze i na półmetku wyprzedzała ich sporo. Do finału natomiast przechodziły dwie osoby z najlepszymi wynikami.  Była to Ula i pan Grzegorz nieco starszy z wyglądu niż ona.  W finale odpowiadali na przemian do trzech błędnych odpowiedzi. Tak samo jak w pierwszej rundzie gracze dziedzinę wybierali dla przeciwnika. Do piątego pytania szli równo bez pomyłki, ale później Ula pomyliła się przy szóstym i ósmym i była w gorszej sytuacji. Gra się szybko wyrównała, bo jej przeciwnik pomyli się dwa razy z rzędu na dziesiątym i jedenastym pytaniu. Trzynasta seria pytań okazała się szczęśliwa dla Uli, bo odpowiedziała na pytanie, a jej przeciwnik popełnił trzeci błąd. Tym samym to Ula zdobyła pięćdziesiąt tysięcy, tablet, telefon oraz kosz różnych drobnych upominków, słodyczy i kosmetyków. Na sam koniec prowadzący przeczytał krótkie informacje o uczestnikach ich pracy i zainteresowaniach. Tym samym uczestnicy mogli sprawdzić, komu wysłużyli przysługę, podsuwając im kategorię pytań z zakresu ich zainteresowań.

Emisja w telewizji miała miejsce po kolejnych dwóch tygodniach. Oprócz rodziny Uli program zgromadził cały Rysiów. Wystarczyło powiedzieć o tym Dąbrowskiej, aby rozpowiedziała po sąsiadach. Podobnie było z kupnem hurtowni przez Maćka. Ula sama zaczęła rozpuszczać plotki poprzez sąsiadkę, że załatwiła Szymczykowi kredyt i nikomu z Rysiowa nawet nie przyszło na myśl, że obok nich mieszkają milionerzy.

Wygrana Uli w teleturnieju podzieliła mieszkańców Rysiowa. Jedni gratulowali jej szczerze wygranej, wiedzy i to, że rozsławiła Rysiów. Inni natomiast zazdrościli, że się jej powiodło albo liczyli, że z takiej okazji będą mieli, co wypić.  Najbardziej natrętnym okazali się Dąbrowscy. Najpierw przyszła Dąbrowska w sprawie sfinansowania wspólnego płotu. Uważała, że skoro Ula wygrała tyle pieniędzy, to powinna zapłacić za całość, czyli całe siedem tysięcy, a nie trzy i pół tysiąca.  Jej syn Bartek i były chłopak Uli wyżej mierzył, bo pojawił się u niej z konkretnym planem.

-Uleńka taka okazja – rzekł, przystając obok niej w kuchni. —Wypadałoby coś postawić.

-Nie ten adres Bartek? -hamowała jego zapędy.

-Ok. Wróciłem na stałe i chcę otworzyć coś swojego.

-Znowu będziesz handlował skradzionymi rowerami?

-Z tym już koniec. Teraz chcę założyć firmę zajmującą się pucowaniem fur. Tylko kasy nie mam i z tym do ciebie przychodzę.

Nie mogę dopuścić, aby ktokolwiek dowiedział się o wygranej w totka -myślała, patrząc na sąsiada. Znajdzie się kilkanaście takich Dąbrowskich. Najpierw jego matka, a teraz on.

-Jeśli myślisz, że ci pożyczę, to mówię nie. Wygrałam pięćdziesiąt tysięcy, a nie milionów.

-Moglibyśmy spółkę założyć -kontynuował niezrażony odpowiedzią Uli. —Garaż na warsztat mam i tylko wyposażenie trzeba by było kupić. Odkurzacz, płyny, gąbki.

-Zwariowałeś? Nie zamierzam wchodzić z tobą w żadne interesy.

-To może mogłabyś wziąć kredyt dla mnie. Jak dla Maćka. Tak z trzydzieści tysięcy.

-Żebym musiała za ciebie spłacać.

-Kiedyś byłaś milsza -mówił, próbując wziąć ją za rękę.

-To było kiedyś - odparła wyrywając rękę. —Teraz nas już od dawna nie ma i nie będzie. Ale po starej znajomości dam ci dobrą radę. Zatrudnij się u Maćka. Szuka pracowników. Przynajmniej co miesiąc będziesz miał pensję. Za pierwszą płot postawicie.

-Mam być zwykłym robotnikiem? -pytał, jakby było to coś złego.

-Żadna praca nie hańbi -odparła z irytacją. —Ja tam odzież sortowałam. Tak jak Maciek. Ode mnie nic nie dostaniesz. -dodała stanowczo.

 


Marek również trafił na emisję odcinka i rozpoznał uczestniczkę. Imię zapamiętał, bo jego babcia również była Urszula, a nazwisko skojarzyło się mu z czymś ciepłym.  Dodatkowo wygląd dziewczyny, choć inny niż wtedy, gdy ją widział w firmie, wskazywał, że to ona. Dla pewności zadzwonił do Sebastiana, bo pamięć mogła mu figla płatać. Olszański również wskazywał, że to ona. Oboje już z samej ciekawości jak jej pójdzie obejrzeli program. Marek ciekawy był również jej wykształcenia, co miał być dopiero ujawnione na sam koniec.

-W pierwszej turze ona ich zmiażdżyła Marek -mówił następnego dnia Sebastian. —Nigdy bym nie pomyślał, że jest taką erudytką. Tym bardziej że ekonomistką. Wyglądała też lepiej niż wtedy, gdy przyniosła ci portfel.

-Dokładnie tak. Dawałem jej trzydzieści parę lat, a ma dwadzieścia sześć.

 

Pod koniec października z Mediolanu przyleciały rzeczy, które Paulina i Aleks dostali w spadku po cioci.  Dla Pauliny był komplet biżuterii, obraz i szkatuła, a dla Aleksa i jego żony bransoletka, kolekcja broni palnej, książki oraz album z czasów jak wraz z Pauliną byli dziećmi i przebywali u niej na wakacjach. Były również zdjęcia z późniejszego okresu i jedno z nich zainteresowało żonę Aleksa Kasię. Była na nim Paulina, a wystrój wskazywał na Boże Narodzenie. Nie to jednak zaciekawiło ją, tylko gazeta, którą Paulina trzymała w dłoni. Okładka sugerowała, że jest ona dla młodych mam. Ze swoim spostrzeżeniem podzieliła się z mężem, ale oboje doszli do wniosku, że musiało to być tuż po pojawieniu się w domu La Duca Iwa i gazeta w dłoni Pauli to przypadek. 


 
Paulina tymczasem ze spadku postanowiła sobie zostawić biżuterię i obraz, a szkatułę sprzedać. Zwłaszcza że warta była sześć tysięcy. Sklep z antykami był w pobliżu firmy i tam się udała. Właściciel dokładnie obejrzał ją i zapłacił z miejsca. Później, gdy zajął się jej konserwacją, to znalazł ukryty schowek. W nim natomiast był dokument i bez wgłębiania się w szczegóły odniósł do F&D. Pauliny akurat nie było, to oddał go Markowi. Po włosku nie rozumiał, ale ewidentnie pisało Ivo La Duca, data jego urodzin, Paulina Febo oraz Pasquale La Duca. Z dokumentem poszedł do Aleksa.

-Możesz mi to przetłumaczyć -rzekł, podając mu kawałek papieru. —Było, ukryte w szkatule, którą Paula właśnie sprzedała. Właściciel Desy znalazł przypadkiem i przyniósł mi.

-To jest akt urodzenia Iwa i wychodzi na to, że Paulina jest jego matką -odparł ze zdumieniem.

CDN MARZEC

niedziela, 14 lutego 2021

Fartowny dzień cz. 4

W piątek rano Ula wraz z Maćkiem pojechała do Warszawy do siedziby Totalizatora, aby dowiedzieć się, co musi zrobić, aby odebrać wygraną.  Walizka pieniędzy w grę nie wchodziła, więc pieniądze miały być przelane na konta. Swoje konto miała od dawna, ale nie chciała na nie przelać ani grosza. Zwłaszcza że było ono w banku, w którym miała zacząć pracować od poniedziałku. W tej sytuacji nie pozostało jej nic innego jak założyć nowe rachunki w trzech różnych bankach. W sumie założyła pięć rachunków bankowych. Dwa na siebie oraz dla Jasia, Beatki i ojca. Maciek również założył sobie konto, które w przyszłości chciał połączyć ze swoją firmą. Pieniądze na ich kontach miały zaś znaleźć się w ciągu miesiąca. Ula w planach podziału wygranej nie mogła zapomnieć przekazanie pewnej kwoty na cele charytatywne. Wszelkie instytucje, stowarzyszenia i fundacje zajmujące się dobroczynnością przejrzała jeszcze poprzedniego dnia, ale trudno było jej wybrać, bo wszystkie zasługiwały na dofinansowanie, a wysyłanie drobnych kwot sensu nie miało. Dlatego wybrała fundację Caritas zajmującą się krajami trzeciego świata i dofinansowującymi zakup urządzeń do szpitali oraz żywności. Do tego dodała stowarzyszenie na rzecz sierot i półsierot oraz fundację Heleny Dobrzańskiej. Na tę ostatnią fundację przypadkiem się natknęła i zainteresowała się ze względu na nazwisko. Tak jak myślała była ona we władaniu rodziny Marka Dobrzańskiego, a konkretnie jego matki. Marek był nawet na jednym ze zdjęć. Fundacja zaś zajmowała się osobami z upośledzeniem umysłowym niezależnie od wieku, bo w galerii można było obejrzeć zdjęcia zarówno dzieci, jak i młodzieży, osoby w średnim i starszym wieku.  

 

Marek tymczasem szykował się na weekendowy wyjazd z Sebastianem. Oboje niedługo kończyli trzydzieści lat i chcieli urodziny uczcić z dala od Warszawy. Miejscem na wypoczynek były Mazury i domek kempingowy. Atrakcjami zaś poranne łowienie ryb z motorówki.  W obrębie ośrodka umiejscowiony był również hotel z basenem, siłownią i restauracją i mogli również i z tych dobrodziejstw korzystać.  Tak więc w piątek rano spakował siebie na krótki wyjazd oraz syna na pobyt u wujka Aleksa. Później zrobił dla siebie i syna męskie i niezdrowe śniadanie. Jajecznicę na grubych kawałkach boczku i tosty z podwójnym serem. Kiedy wszystko było gotowe, zawołał syna.

-Rower tylko na złom się nadaje tato -oznajmił mu Iwo, gdy przyszedł do kuchni. —Wczoraj próbowaliśmy z Damianem (jego kolega) naprawić, ale za dużo tego. Łańcuch spada, a przerzutki się zacinają.

-Dziwne nie jest -mówił, stawiając przed nim talerz z jajecznicą.  —Ma prawie pięć lat i codziennie jeździsz na nim. Po niedzieli pojedziemy po nowy.

-Fajnie -odparł, zajadając się jajecznicą. —Mam zaoszczędzone ponad trzy tysiące z kieszonkowego, urodzin i świąt i z tego co dostałem od babci za uczenie ją obsługi laptopa i nowych programów. Może starczy na coś dobrego.

-Nie musisz swoich oszczędności wydawać. Ja ci kupię.

-Ale to nie to samo tato.

-Pół na pół Iwo -targował się z synem, ale i postawa syna zrobiła na nim wrażenie. On w jego wieku, czyli jedenastu lat, na pewno taki nie był i trwonił pieniądze na byle co. Oczywiście nie miał karty kredytowej jak Iwo tylko pieniądze w portfelu.

-Ok. tato.

-Jeszcze jakieś ubrania ci się przydadzą. Przez lato urosłeś i to, co kupiliśmy wiosną, staje się za małe.

- Ale bez mamy pójdziemy na zakupy. Znowu będziemy musieli chodzić z nią po sklepach, a dla nas czasu nie starczy.

-Sami pojedziemy. Mama prędzej nie wróci jak we środę, a my wybierzemy się na męskie zakupy w poniedziałek albo we wtorek. To co za małe jest na ciebie, spakujemy i zawieziemy babci.

-Jeszcze spakuję trochę zabawek i książek tato. Przyda się we fundacji babci.

- Inny by wszystko sprzedał za niezłe pieniądze, a ty oddajesz – odparł, zmierzwiając jego kręcone włosy. —W kogo ty się wdałeś Iwo? Chyba w mamę, bo twój tato lubił luksusy i z niczym się nie rozstawał tak łatwo.

-Ciotka Wioletta powiedziała, że w wujka Sebastiana, bo tak jak on jestem słodziutki jak cukierek, przytulny jak sweterek i uroczy jak Don Capio w latach świętości.  

-Dobrze, że w to co najlepsze u niego, a nie w charakter - odparł z rozbawieniem —Kończ i wychodzimy. Jeszcze trochę, a spóźnisz się do szkoły, a ja do pracy.

W czasie drogi do szkoły Iwo ponownie myślał o matce. Jaka była, jak wyglądała i dlaczego go zostawiła. Nie miał nawet zdjęcia po niej. Od babci i cioci wiedział, tylko że nazywała się Martina Meli, pojawiła się nagle w ich domu i oświadczyła, że jej dziecko jest synem Pasquale. Od cioci i babci usłyszał jeszcze historię poznania matki i ojca w czasie trwania obozu w Apeninach. Następnego dnia jak nagle pojawiła się tak i zniknęła. Tę samą wersję usłyszał później od Pauliny, bo kiedy rodzina opowiadała mu miał zaledwie sześć lat.

 

Kiedy przyjechał do firmy Adam Turek czekał już na niego wraz z siostrą Aldoną. Dziewczyna w niczym nie przypominała brata. On był wysoki, szczupły i lękliwy. Aldona dla odmiany pulchna i pewna siebie


 

W czasie rozmowy przedstawiła swoje CV i inne osiągnięcia.  Trzy lata temu skończyła studia ekonomiczne na Uniwersytecie Warszawskim na kierunku finansów, inwestycji międzynarodowych i rachunkowości. Biegle mówiła po angielsku i znała w miarę dobrze czeski i serbsko-chorwacki.  Miała już trochę doświadczenia, bo oprócz pracy w banku była zatrudniona przez rok na stażu w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy.  

- I, co o niej myślisz? -zapytał Marek przyjaciela, gdy Aldona opuściła biuro Olszańskiego.

-Bardzo ładna i ogóle nie podobna do Adama. Gdyby była chudsza niezła laska byłaby z niej.

-Nie o to pytam -wtrącił z niechęceniem. —O jej kwalifikacjach, co myślisz?

-Wyróżnia ją znajomość języków z półwyspu bałkańskiego. Tam jeszcze nie mieliśmy okazji wprowadzić naszych produktami, a rynek spory na sprzedaż. Łatwo nawiązuje znajomości i ma znajomości w urzędzie.  Ma jeszcze jakieś kursy informatyczne i programowania. Same zalety. Powinna poradzić sobie z obowiązkami.  Ma tylko jedną wadę. Jest siostrą Adama. Inaczej mógłbyś lepiej ją poznać. Przytulić się do jej piersi -dodał z rozmarzeniem.

-Seba nawet jakby nie była, to i tak lepiej bym jej nie poznał. Nie jest w moim typie. Wolę dziewczyny z ciemnymi włosami, niebieskimi oczami i o rozmiarze 38. Pójdę do Adama i powiem, że siostra ma tę pracę.

 

Przed piętnastą oboje pomknęli na Mazury w pobliże Mrągowa. Na miejsce szybkim autem Marka dotarli przed kolacją i po rozpakowaniu się poszli do hotelu sprawdzić, gdzie jest restauracja, siłownia i basen. Już w holu uwagę Marka przykuł plakat ze zdjęciem Sabiny Maury - Borowskiej przyjaciółki Pauliny.

-A mówią, że świat jest mały -rzekł do przyjaciela.

-Znasz ją? -zagadnął Olszański. —Dawna jakaś twoja znajoma?

-Nie. Nowa przyjaciółka Pauliny. Raz widziałem ją w towarzystwie Pauli i dobrego wrażenia nie zrobiła na mnie. Świdrowała mnie swoimi małymi zielonymi oczami.

-Dziwne nie jest, że patrzyła. A to nie jest ta co załatwiła Paulinie tę ekspertkę od ślubów?

-Dokładnie ta.

Pod zdjęciem było napisane kilka zdań, więc podeszli bliżej plakatu, bo czcionka była mniejsza niż tytuł i nazwisko.

Czujesz się samotna? -czytał Marek. Nikt cię nie rozumie? Jesteś zagubiona? Szukasz bratniej duszy? My ci pomożemy. Wysłuchamy i porozmawiamy. Wstęp wolny. Sobota godz. 18.

-To brzmi jak z jakiejś sekty - rzekł Sebastian.

-W którym miejscu? -zakpił.

-Tak to działa stary. Najpierw przymilają się, pomagają, a później robią z mózgu człowieka wodę.

-Bez przesady. Paula jest, jaka jest, ale nie da się wkręcić w żadną sektę. To podobno jakaś psycholog.

-Ale sam mówiłeś, że ostatnio dziwnie się zachowywała. Pomijając to, że jeszcze pół roku temu żyła dniem dzisiejszym, a teraz odpuściła i myśli o sobie, medytuje i oczyszcza życie. Nie wydaje ci się to dziwne?

-U niej wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie -bagatelizował sprawę. —Tydzień temu chciała polecieć na Wyspy Kanaryjskie, a teraz woli pójść na kurs medytacji czy tam jogi. Pochodzi trochę i się jej znudzi.

-Skoro tak uważasz. Ja z Wiolą mam lepiej. Chce iść na kurs pieczenia tortów. Możesz sobie to wyobrazić.

-Przynajmniej będziesz miał słodko Seba -odparł z rozbawieniem. —To idziemy najpierw na kolację czy siłownię obejrzeć? -dodał, zmieniając temat.  —Czas goni, a jutro pobudka o piątej, żeby zdążyć na umówione ryby.

-Siłownia Marek.

W czasie kolacji zadzwonił do niego Iwo i poinformował, że z jego konta zniknęły dwa tysiące. Był razem z ciocią i wujkiem na zakupach w galerii i przy okazji obejrzał rowery oraz sprawdził stan swojego konta.   

-Miałem ponad trzy tysiące, a teraz został sam tysiąc -mówił z żalem. —Wypłaciłem dwadzieścia złotych, z bankomatu, aby kupić dla małej Laury misia i wydrukowałem potwierdzenie tato. Wujek mówi, że powinniśmy pójść do banku. On nie może, bo nie jest upoważniony.

-Pójdziemy do banku w poniedziałek Iwo i wszystko wyjaśnimy -uspokajał. —Każda operacja jest księgowana.

-Na lekcjach informatyki mieliśmy o przestępności internetowych i można ukraść z konta pieniądze, jak wypłaca się przez kartę. Trzeba kamerę zainstalować.  

-Skoro tak to więcej będzie takich kradzieży. Policja i bank zajmą się tym -przekonywał, ale obawiał się, że za kradzieżą kto inny stoi. —Obiecuję ci, że pieniądze wrócą na twoje konto. 


 

Wieczorem w tej samej sprawie zadzwonił do niego Aleks. Podobnie jak Markowi trudno było uwierzyć w kradzież pieniędzy poprzez przestępstwo internetowe.  Z tym że on podejrzewał, że jakiś kolega wykorzystał jego nieuwagę, podpatrzył pin i wykradł kartę do bankomatu. Ze swoimi podejrzeniami, że to Paulina mogła wziąć pieniądze Iwa, na razie nie mówił mu, bo nie chciał nikogo bezpodstawnie oskarżać. Najpierw chciał dokładnie sprawdzić czas wypłaty, miejsce i ewentualnie przejrzeć monitoring z bankomatu.

 

Paulina tymczasem przebywała na jednodniowej wizycie w Mediolanie. Przyleciała do rodzinnego miasta poprzedniego dnia po dwudziestej drugiej i już od rana załatwiała sprawy prawne po zmarłej cioci Irenie. Zależało jej na czasie, bo wieczorem chciała być z powrotem w Warszawie i na pięć dni, czyli na czas, kiedy miała być w Mediolanie zatrzymać się pod Warszawą i czas spędzić z nowymi znajomymi na medytacji i oczyszczaniu umysłu.

W kancelarii nie wszystko jednak szło po jej myśli, bo nowy prawnik dokładnie wiedział, że jest ona biologiczną matką Iwa i w razie potrzeby może powiedzieć o tym Markowi albo Dobrzańskim. Nie mogła również sama decydować o większych wydatkach chłopca tylko konsultować je z prawnikiem. To on został głównym spadkobiercą fortuny La Duca. Pokaźnej willi, kosztowności, winnicy, dzieł sztuki. Dla niej i dla Aleksa zostały rzeczy mniejszej wartości. Aleks nigdy pazerny nie był i cieszył się ze swojej kolekcji broni białej oraz starych książek włoskich i albumów.  Dla jego żony była stylowa bransoletka. Pauli ciotka przeznaczyła szkatułę z początku IXX wieku należącą do rodziny arystokrackiej, kolczyki i pierścionek w komplecie i obraz. Sama czuła, że jej się należy dużo więcej niż jakieś drobiazgi, bo przecież zgodziła się urodzić i oddać im syna. Ciąża i poród były dla niej koszmarem i uważała, że chociaż za to powinna dostać rekompensatę. Dokładnie pamiętała ból porodowy i dyskomfort w czasie ciąży i drugi raz nie zamierzała ani być w ciąży, ani rodzić. Była nawet zdolna do tego, aby Marek miał dziecko z inną. Dlatego też przymykała oczy na niektóre zdrady Marka. Zrezygnować życia przy nim natomiast nie zamierzała, bo mogła żyć w luksusie, nie płacąc zbytnio za nic. To Marek płacił rachunki za media, jedzenie, opłacał basen i lekcje włoskiego Iwa oraz za jej wydatki na ubrania, kosmetyczkę czy masaże. Z tym że ona miała limit dwóch tysięcy na miesiąc.

Teraz potrzebowała jednak więcej pieniędzy, bo spotkania z Sabiną i grupą wsparcia kosztowały ją sporo. Było jednak warto płacić, bo wśród nowych znajomych czuła się rozluźniona, zrozumiała, zaakceptowana.