czwartek, 22 lipca 2021

Dwa tygodnie 3/3

-Ja Marek biorę sobie ciebie Urszulo za żonę -powtarzał ze wzruszeniem słowa przysięgi za kapłanem. Ślubował przed ołtarzem ukochanej osobie, a świadkami tej uroczystości była rodzina i znajomi. Dwa tygodnie temu jeszcze jego życie malowało się w czarnych barwach, a ślub stał pod znakiem zapytania.  Wszystko na szczęście wróciło na właściwe tory i nawet jego mama mogła zobaczyć syna przed ołtarzem na żywo, a nie z nagrania. Lekarz pozwolił jej wyjść na ten jeden dzień ze szpitala na przepustkę i być na uroczystości. Jeszcze w czasie kazania Marek patrząc na ukochaną, zdał sobie sprawę, jakie było głupie jego myślenie o odwołaniu ślubu i wrócił myślami do tej ważnej rozmowy sprzed prawie dwóch tygodni i tego co powiedziała mu Ula. 


 

-Ja Urszula biorę sobie ciebie Marka za męża -powtarzała ze spokojem Ula i patrząc z miłością na prawie męża. Marek swoją przysięgę właśnie skończył i po policzkach płynęły mu łzy. To w tych oczach Ula widziała największą miłość, a nie w słowach. Oboje tego dnia pięknie wyglądali. Ula w pięknej sukni ślubnej, odsłaniającej ramiona i w małej ozdobie na upiętych włosach. Marek zaprezentował się w czarnym fraku i muszce. Goście weselni patrząc na uśmiechnięte i szczęśliwe twarze nowożeńców, nie mieli nawet pojęcia, że pod tym uśmiechem kryje się niepewność i rozpacz. Nikt oprócz trzech osób zebranych w kościele nie wiedziało o problemach, jakie czekają Młodą Parę.  Nawet tego dnia nie dało uciec się od myśli o przyszłości, bo przecież ksiądz pyta o potomstwo i mówił w czasie kazania o dzieciach. Trudno nie było, aby Ula w tym momencie nie wspomniała niedawnej rozmowy z Markiem. W czasie przerwy w pracy poszli na zapiekanki i porozmawiać. Już sama propozycja zapiekanek dała jej do myślenia. Zapiekanka równała się z trudną rozmową i było to coś podobnego jej lepienia pierogów, gdy chciała się uspokoić. 


 

- To, co cię trapi Marek -ułatwiła mu początek rozmowy, kiedy usiedli na jednej z ławek w ich parku. —Widzę, że masz problem.

-Chodzi o naszą przyszłość -mówił z wyraźnym smutkiem. —Nie rysuje się w jasnych barwach. To znaczy nie tak, jak sobie wymarzyliśmy. Jeszcze jest czas, aby coś postanowić. Powinnaś wiedzieć wszystko przed ślubem -mówił krótkimi zdaniami. 

-Marek mam się bać? Jesteś chory? Z mamą coś nie tak? -zarzuciła go pytaniami, gdy wzbierał się na odwagę powiedzenia reszty.

-Nie nic z tych rzeczy. Chodzi o mnie i to o czym niedawno się dowiedziałem.  Paulina odwiedziła mnie w piątek wieczorem i powiedziała o badaniach, które zrobiłem przed laty po przejściu świnki. Powiedziała, że jestem bezpłodny i nie będę mógł dać ci dziecka.

-Jak bezpłodny? -zapytała, spoglądając na Marka z niedowierzaniem. —Tak ci powiedziała?

-Wszystko się zgadza Ula. Przecież byłem z różnymi kobietami i nie zawsze byłem zabezpieczony. My też kochamy się bez zabezpieczenia. Paula powiedziała, że już dawno odstawiła tabletki.

-Nie wiem co powiedzieć Marek.

-Wiem, że jest to dla ciebie szok Ula. I jeśli będziesz chciała odejść, odwołać ślub zrozumiem -mówił, unikając jej wzroku. —Zasługujesz na bycie matką jak nikt inny. Musisz przemyśleć wszystko. Nie chcę unieszczęśliwiać cię. Mówię to dla twojego dobra. Teraz może nie mieć dla ciebie znaczenia, ale na starość inaczej możesz myśleć.

-Marek, jak mogłeś pomyśleć, że coś to zmienia między nami -odparła mu z nieukrywanym oburzeniem. —Jak mogłeś w ogóle pomyśleć o odwołaniu ślubu i mówić, że to niby dla mojego dobra i że miałabym żal do ciebie o bezpłodność? Tak o mnie myślisz? Ludzie mają większe problemy niż to. Mam żal do ciebie, że zataiłeś przede mną spotkanie z Pauliną i to, co ci powiedziała. Powinieneś od razu powiedzieć prawdę, a nie myśleć o przełożeniu śluby albo odwołaniu.  

-Myślałem o twoich marzenia. Ja najprawdopodobniej nie spełnię ich.

-Najważniejsze jest to, że się kochamy. Kocham cię za to, jaki jesteś.  Za twój uśmiech, za uczynność, szlachetność, za to, że się uzupełniamy, czuję się bezpieczna przy tobie. Za to, że po raz drugi chciałeś odejść dla mojego szczęścia. Ktoś, kto kocha, może zdobyć się na takie poświęcenie.  Chcę być z tobą na dobre i na złe w chorobie i w zdrowiu. Dożyć starości. Chce budzić się obok ciebie i zasypiać. Chce chodzić z tobą na zakupy i wybierać firanki do naszej sypialni. Chcę robić ci awantury o porozrzucane skarpetki i niezakręconą pastę do zębów.  Chcę gotować obiad i robić kanapki na kolację.  Chcę kłócić się o to czy zostajemy w domu, czy idziemy do kina.  A dzieci jak nie z naszej krwi to zaadoptujemy. Tyle jest maluszków szukających miłości. Któryś z nich może czeka na naszą miłość. To wszystko możemy mieć. Chyba że ty z czymś się nie zgadzasz.

-Bardzo chcę tego wszystkiego kochanie. Chcę jeszcze przynosić ci śniadanie do łóżka i kwiaty. Chcę nosić cię na rękach i patrzeć w oczy. Chcę ciągle wycierać ślady pomadki z kubków i słuchać od rana, że nie mam się w co ubrać. Chociaż nie. Ty nie marudzisz. Chcę planować z tobą wakacje i święta. Wychodzić na zapiekanki, do palmiarni i nad Wisłę. Chcę patrzeć, jak lepisz pierogi i prasujesz mi koszule.

-Będziemy wszystko to robić Marek. Nieważne czy z dziećmi, czy bez. Przede wszystkim powinieneś się przebadać. Później będziemy się martwić. Będzie dobrze Marek.

-Dzięki Ula, że wszystko to powiedziałaś. A z dziećmi masz absolutną rację. Znajdzie się jakiś Jaś i Małgosia do kochania.

-Oczywiście, że mam rację kochanie, bo kobiety zawsze mają rację. Zwłaszcza jak są żonami. Więc przyzwyczajaj się do tego pomału.

 

Następnego dnia razem poszli po poradę do odpowiedniej przychodni i umówili wizytę. Udało się im również uzyskać odpis badań Marka sprzed lat. Wtedy też okazało się, że Febo zataiła przed Markiem fakt ponownego badania, co było zaznaczone w karcie Marka oraz niejednoznacznego wyniku badań. Trzy dni później Marek ponownie pojawił się w ośrodku na szczegółowe badania. W tym również na USG.

-Ma pan żylaki powrózka nasiennego -oznajmił mu lekarz, wykonujący to badanie.

-To coś poważnego? -pytał zaniepokojony.

-Nie i być może to jest pana problemem niepłodności. Plemniki są osłabione i w małej liczbie.

-To znaczy, że jednak nie mogę mieć dzieci?

-Jeśli żylaki są problemem, to operacja rozwiąże problem. Radzę  jak najszybciej porozmawiać z narzeczoną i zdecydować się na zabieg. Po trzech dniach wróci pan do zdrowia a po około trzech miesiącach będą najlepsze efekty. Może okazać się, że będzie miał pan jeszcze gromadę dzieci.

-Nawet nie wie pan, ile dał nam nadziei panie doktorze.

Kiedy Marek wychodził z gabinetu, Ula zauważyła jego ucieszoną twarz i usłyszała słowa lekarza, który poklepywał go po ramieniu. Wszystko będzie dobrze panie Marku.

-Lekarz powiedział, że nie wszystko stracone kochanie -mówił, obejmując ją w pasie. —Mam jakieś żylaki, a to się operuje. Dlatego może do tej pory nie miałem dzieci.

-Widzisz Marek. Mówiłam ci, że nie można wierzyć we wszystko, co mówi Paulina.

-Tak mówiłaś, ale równie dobrze mogła być to prawda. Jeszcze wczoraj byłem załamany, a dzisiaj wszystko wygląda w lepszych barwach.

-Od dziś już zawsze tak będzie Marek. Zobaczysz, będziemy bardzo szczęśliwi.

 

Z kościoła wyszli przy taktach Marszu Weselnego, a goście obsypali ich ryżem na szczęście i złożyli życzenia. Oczywiście najczęściej przewijały się to dzieciach. Przyjęcie weselne huczne nie było i bez orkiestry, ale pierwszy taniec Młodej Parze się należał i odtańczyli go do nagranej melodii. Później był tylko obiad, ciasto i goście rozjechali się do swoich domów, a oni pojechali na sesję ślubną. 

Miesiąc miodowy zredukowali do tygodnia i po siedmiu dniach pobytu w Poznaniu i okolicy wrócili do Warszawy. Marek miał wyznaczony termin zabiegu i nie chcieli odkładać go na później.

 

 Dla Pauliny tymczasem nie był to najlepszy okres. Nie wszystko poszło po jej myśli i ślub nie został odwołany. Cieszyła się jednak z popsucia im szyków i zepsucia atmosfery ślubnej. W dodatku dzień przed ślubem Uli i Marka dopadli ją paparazzi w czasie, kiedy była w przypadkowym klubie w towarzystwie podejrzanych osób. Jeszcze tego samego wieczoru została bez dokumentów, kluczy od domu i kart kredytowych. Nazajutrz jej konto zubożało o kilkadziesiąt tysięcy, z domu zniknęła biżuteria i miała kredyty do spłacenia. Nie to było jednak najgorsze, bo jeden z brukowców opublikował spory artykuł na temat Uli, Marka i Pauliny. Publikacja nosiła tytuł Cienie i blaski Febo i Dobrzańskich.  W gazecie zamieszczone były i zdjęcia. Jedno z nich przedstawiało pijaną Febo z klubu. Uli gazeta wpadła w ręce po powrocie z Poznania.

-Jak można był doprowadzić się do takiego stanu? -mówiła do Wioletty. —Rozczochrana, makijaż rozmazany, porozpinana.

-Dostała za swoje Ulka. Nie ma co jej żałować. I przynajmniej do Włoch poleciała. Tak szybko jej nie zobaczymy.

-A taka zawsze była wyczesana i dumna.

-Może i była, ale jak to mówią. Raz nad wodą, a raz pod wodą.  Takie życie Ula.

 

Zabieg Marek przeszedł bez komplikacji i do zdrowia wracał pod czujnym okiem żony. W firmie nikt nie wiedział, dlaczego prezesa nie ma w pracy przez tydzień i tłumaczyli sobie, że jest zwyczajnie chory. Febo na szczęście nie pomyślała, aby rozpowiedzieć o problemach Marka. Tak jak przewidywała Wiola, w Polsce się nie pojawiła. Helena po udarze również do zdrowia wróciła szybko i nawet nie przypuszczała, że synowa z synem mają jakieś problemy. Mogłoby być to dla niej udręką, a nie chcieli zmartwień jej dokładać.

Po czterech miesiącach od ślubu Ula zrobiła sobie test ciążowy, a lekarz potwierdził ciążę Uli. 

 


Tym samym radość zagościła w rodzinie Dobrzańskich i Cieplaków. Od tej pory Marek jeszcze bardziej troszczył się o żonę. Chodził z nią na badania, pamiętał o witaminach i starał się, aby w lodówce był duży wybór jedzenia na wypadek nocnej zachcianki.

W rok po ślubie na świat przyszedł Ksawery i stał się oczkiem w głowie Uli, Ali i Heleny. Na rodzeństwo czekał dwa lata, bo wtedy urodziła się Jagoda. Ona dla odmiany była rozpieszczana przez ojca i dziadków. Zanim na świat przyszła córeczka młodzi zmienili miejsce zamieszkania z mieszkania na Siennej na dom na Modrzewiowej w pobliżu domu seniorów. Oboje z chęcią zajmowali się wnukami i ważne było, aby było blisko. Kiedy Jagódka skończyła dwa latka, zaczęła chodzić do Klubu Malucha na cztery godziny dziennie, a Ula w tym czasie pomagała Markowi w pracy. Firma miała się tak samo dobrze, jak życie rodzinne i zdobywała rynki zbytu w coraz większej ilości nowych państw. Życie upływało im więc spokojnie i szczęśliwie.

Kiedy mali Dobrzańscy chodzili już do szkoły, to w rodzinie pojawił się roczny Ignaś. Chłopiec został adoptowany przez nich i wypatrzony w jednym z programów społecznościowych. Mały był dzieckiem pary studentów, którym odebrano prawa rodzicielskie, chorował na cukrzycę i potrzebował odpowiedniej opieki i diety, a oni mogli mu to zapewnić. Decyzja o adopcji podyktowana była, tym przez co przechodzili dziesięć lat temu. Wtedy gotowi byli adoptować dziecko, ale los dał im własne i teraz chcieli losowi odwdzięczyć się, pomagając choremu maluszkowi. Nie byli pewni tylko reakcji swoich pociech.


 


-Teraz Ignaś będzie już z nami? -zapyta Jagódka, kiedy pojawił się przy śniadaniu.

-Od dzisiaj kochani- oznajmił Marek.

-Szkoda, że nie jest większy -odezwał się Ksawery. —Miałbym, z kim kopać piłkę.

-Będę mogła go kąpać i karmić? -pytała córka, która już w wieku ośmiu lat wykazywała instynkt macierzyński.

-Pomagać w kąpieli, a dawać mu jeść sami nie możecie -wyjaśniała mama. —Jest chory i ma swoją odpowiednią dietę.  Tylko ja, tatuś i dziadkowie mogą dawać mu jeść. Możesz tylko go karmić w obecności dorosłego.  Czyli nie przeszkadza wam, że będzie mieszkać z nami?

-Pewnie, że nie mamo. Im więcej, tym weselej -odparł syn za siebie i siostrę.

 

KONIEC

 Skoro są wakacje to informacja i z mojej strony. Może uda mi się dodać coś do 29, bo później dopiero po ósmym sierpnia.

 

 

piątek, 16 lipca 2021

Dwa tygodnie 2/3

 

-Tak tato? -zapytał Marek i przez chwilę słuchał ojca. Ula, która siedziała obok, słyszała tylko pojedyncze słowa.

-Mama miała udar Ulka -wyjaśnił nerwowo. —Muszę jechać -dodał, dopijając kawę.

-Pewnie. Jedź. Tylko nie za szybko Marek. I zadzwoń, jak będziesz coś wiedział.

W szpitalu ku jego zdziwieniu zastał oprócz ojca również i Paulinę. Febo siedziała na jednym z krzeseł, a Krzysztof kawałek dalej chodził nerwowo po korytarzu.

-Co tu robisz? -zapytał oskarżycielsko Paulinę.

-Może najpierw spytasz o matkę. I bez obawy nie z mojego powodu tu trafiła. Rano umówiłam się z nią na kawę i kiedy przyjechałam do fundacji, karetka już była.

-To się okaże czy nie twoja. Idę do ojca.

 

Ojciec powiedział mu, że pierwsze badania nie są złe, bo pomoc przyszła natychmiastowo. Tym samym rokowania są bardzo dobre. Wkrótce podszedł do nich lekarz i więcej powiedział o stanie zdrowia Dobrzańskiej.

Ula tymczasem w domu czekała na jakąś wiadomość od Marka.  Szczerze martwiła się o przyszłą teściową. Helena okazała się całkiem sympatyczną kobietą i była to obopólna sympatia. Kiedy więc Marek zadzwonił i powiedział, że z mamą jest dobrze, poczuła ulgę. Jeszcze popołudniem, kiedy dowiedziała się, że Dobrzańska zachorowała, to przypomniał się jej sen, zbite lusterko i jej czarny scenariusz, co do ślubu. Dlatego zaczęła zastanawiać się co w tej sytuacji ze ślubem. Przez telefon nie chciała pytać Marka o to. Zwłaszcza że miał przyjechać do niej nazajutrz rano.

Sebastian natomiast znalazł detektywa, który zgodził się szybko zająć sprawą. Była nią młoda i atrakcyjna kobieta. Działać zaczęła jeszcze tego samego dnia wieczorem, a sprawę zamknęła już w niedzielę.  

 

Po godzinnym pobycie w szpitalu lekarz pozwolił, aby wejść na chwilę do sali, gdzie leżała Helena. Krzysztof poszedł akurat uzupełnić dane, więc z okazji skorzystał Marek z Pauliną.  


 

-Mamo, ale nas nastraszyłaś -zaczął z troską od drzwi Marek.

-Przepraszam synku.

-Nie masz za co przepraszać. Na szczęście udar nie był groźny i z odpowiednią rehabilitacją szybko wrócisz do pełni zdrowia.

-Tylko kłopotów ci narobiłam. Za dwa tygodnie twój ślub. Chciałabym zobaczyć ciebie przed ołtarzem, ale nie wiem, czy zdążę wyjść stąd. Problemów narobiłam i tobie i Uli.

-Powinni uszanować twoje zdrowie Helenko i odwołać ślub -oznajmiła dosadnie Febo, choć sama do końca nie była pewna czy nagły pobyt Dobrzańskiej w szpitalu jest jej na rękę, czy nie. Chciała odwołania ślubu Uli i Marka z jej powodów, a nie choroby niedoszłej teściowej.

-Nikt nie pytał cię o zdanie Paulino -odrzekł jej ostro Marek. —Poza tym chcę ci przypomnieć, że ty urządziłaś zaręczyny w domu w dwa dni po wyjściu ojca ze szpitala i nie miałaś z tym problemu. Było na nich ponad sto osób, a na przyjęciu weselnym ma być czterdzieści. Różnice widać. A ty mamo nie myśl teraz o tym. Wydobrzejesz do tego czasu. Ewentualnie przesuniemy ślub.

-Znowu? Co ludzie pomyślą o ciągłym odwoływaniu ślubu przez ciebie. Tylko dołożysz sobie problemów z odwoływaniem wszystkiego.

-Poradziłem sobie z setkami gości, poradzę sobie z tą garstką.

-Przynajmniej poczuje, jak to jest się tłumaczyć z takiej kompromitacji -odezwała się Febo, nadmieniając o Uli.  

-Pójdę zadzwonić do Ulki -odparł, nie komentując słów Febo. —Obiecałem, że jak będę coś więcej wiedział, zadzwonię. Przy okazji przyniosę ci wodę. Tato mówił, że chcesz.

Kiedy wyszedł z sali, to Paulina postanowiła wykorzystać okazję na rozmowę z Heleną i jeszcze raz porozmawiać o ślubie Uli i Marka.

-Powinnaś być bardziej stanowcza Heleno i zająć jakąś stronę -wytknęła jej bierność.  

- Nie zamierzam na nich naciskać i w żaden sposób wykorzystywać chorobę Paulino. Muszą razem sprawę przedyskutować, czy biorą ślub, czy przekładają.

-Ona takiej okazji nie przepuści. Gdybyś wtedy była bardziej stanowcza, nie byłoby takiej sytuacji. Marek zawsze cię słuchał. Od czasu jak pojawiła się, z nikim się nie liczy. Nawet z tobą.

-Po pierwsze nie ona tylko Ula Paulino -upomniała dosadnie. —Ula jest pierwszą kobietą, która szczerze pokochała Marka, a Marek po raz pierwszy jest szczęśliwy. I nie wiem, co miałaś na myśli, że zawsze cię słuchał. To, że zaczął mieć w końcu swoje zdanie? To chyba dobrze? Miał być pantoflarzem matki przez całe życia?  Poza tym mam za co dziękować Uli. Gdyby nie ona Marka nie byłoby już z nami. Nawet jakbym była na łożu śmierci nie namawiałabym Marka na coś wbrew jego woli. Pogódź się z tym, że bierze ślub.

-Kiedyś inaczej rozmawiało się z tobą Heleno -odparła chłodno, kierując się w stronę wyjścia.

-Bo kiedyś inaczej patrzyłam na świat i syna Paulino.

Ze szpitala wyszła z mieszanymi odczuciami. Helena bowiem po raz pierwszy było wobec niej impertynencka. Dobrzańska też, choć głośno nie powiedziała, to ewidentnie chciałaby zobaczyć syna przy ołtarzu i Marek musi teraz wybierać pomiędzy szczęściem Uli i tym, co chce matka.

 

Marka tymczasem czekała kolejna nieprzespana noc. Siedział w salonie na kanapie i rozmyślał. Teraz oprócz tego co powiedziała mu Paulina, miał na głowie chorobę matki.


 
Mama tak bardzo czekała na ten ślub.  Ale czy mogę Uli coś takiego zrobić? Będzie cierpiała. Może nie będzie głośno mówić o tym, ale w sobie będzie cierpieć. Nie chcę litości. Ale okłamać ją przed ślubem byłoby świństwem?

 

Pani detektyw po przeanalizowaniu sprawy doszła do wniosków, że prędzej coś ustali, jeśli nawiąże znajomość z Pauliną, a nie z Markiem.  Później wystarczyło odpowiednio przeprowadzić rozmowę i mieć odrobinę szczęścia. To pierwsze trafiło się jej w sobotę wieczorem, gdy poszła do hotelu, gdzie zatrzymała się Paulina i spotkała w restauracji przy barze.

-Samotnie pijąca kobieta może oznaczać jedno -zagadnęła detektyw Pastuszak. —Facet cię zostawił?

-A pani jest psychologiem, że tak myśli?

-Nie. Sama przechodziłam przez to. Alkohol nie pomaga na dłużej. Zemsta dopiero daje satysfakcję. Ja swojego Tomusia oskubałam, pozbawiłam pracy i zepsułam reputację zawodową. Popełnił sporo błędów i powiedziałam o tym szefowi. Prawnikami jesteśmy i kryłam go dłuższy czas. Okazało się, że był ze mną głównie z tego powodu. Prostowałam jego błędy, a on w tym czasie latał za stażystkami.

-Mój uganiał się za modelkami, sekretarkami i asystentkami -odparła po małej zachęcie.

-To mamy już coś wspólnego. Iza -rzekła, wyciągając rękę.

-Paulina.

Pół godziny później obie znalazły się w pokoju hotelowym Pauliny i jak najlepsze przyjaciółki urządziły sobie babski wieczór zakrapiany winem. Z tym że Febo piła znacznie więcej niż Pastuszak. W czasie, kiedy Paulina wyszła do łazienki szybko przejrzała jej telefon, ale nic istotnego nie znalazła. Rano w niedzielę całkiem przypadkiem rozmowa zeszła na interesujący Izę temat.  

-Trzeba było mieć odwagę, aby odwołać ślub dwa tygodnie przed -rzekła Iza, kiedy Febo opowiedziała jej swoją historię. —Ja bym się po takim czymś nie otrząsnęła. Nic dziwnego, że pijesz.

-Nie da się otrząsnąć -odparła gorzko. —Ale oni będą przechodzić przez to samo, co ja.

-I co chcesz zrobić? Wparować do kościoła?

-To byłoby za proste Iza. Znalazłam znacznie lepszy sposób.  

 

 


Niedziela dla Uli dobrze się nie rozpoczęła, bo miała ostrą migrenę. Później i Beatkę zaczęła boleć głowa i obawiali się, że są chorzy. Dlatego zadzwoniła do Marka i powiedziała mu, żeby nie przyjeżdżał z obawy, że i on zachoruje i zarazi mamę.  Markowi było to na rękę, bo miał dodatkowy dzień na zastanowienie się, co ma zrobić. Do Uli tymczasem w południe zadzwoniła Helena. Ula również chciała zadzwonić do przyszłej teściowej, ale wieczorem. Rozmowa długa nie była, ale ważna dla Uli, bo powiedziała jej, żeby nie zważali na jej chorobę i przygotowywali się do ślubu. Trochę zaniepokoiło to Ulę, bo ze słów Heleny można było wywnioskować, że Marek miał w planach odwołanie uroczystości. 

Sebastian natomiast spotkał się z detektywem. Był mocno zdziwiony, że tak szybko udało się jej dowiedzieć, co takiego powiedziała Paulina Markowi. Było to jednak bardzo osobista sprawa i nie wiedział, czy powinien powiedzieć o tym Uli. Kupił zgrzewkę piwa i poszedł do Marka.

-To w ramach przeprosin -rzekł, stawiając piwo na stole.

-Możesz jaśniej?  Nie chce mi się zgadywać, o co chodzi.

-Wiem o Paulinie. Wynająłem detektywa i dowiedziała się, od niej, co ona ci powiedziała.  Trudno uwierzyć, że nie możesz mieć dzieci.

-Ale to prawda -odparł, przypominając sobie piątkowy wieczór i odwiedziny Febo.

-Pamiętasz, jak dwanaście lat temu do fundacji Heleny przyjechała grupa dzieciaków z Rumunii i jeden z nich zaraził ciebie i Aleksa świnką? Julia i Aleks starali się wtedy o dziecko i lekarz zalecił Aleksowi badanie nasienia. Ty poszedłeś z nim profilaktycznie. Aleksowi nic nie było, ale ty nie możesz mieć dzieci. Okłamała cię wtedy mówiąc, że jesteś zdrowy i że zgubiłam zaświadczenie. Ja je wyrzuciłam. Dzieci i tak nie planowałam, a z tego co mi wiadomo, ona je bardzo chce, a ty jej nie dasz. Pozbawisz bycia matką.

-Kłamiesz Paula.

-Nie kłamię -rzekła bez wahania. —Tyle kobiet przewinęło się przez twoje łóżko, że aż trudno uwierzyć, że żadna nie zaszła w ciążę. Ja nie zawsze brałam tabletki, a ty nie zawsze się zabezpieczałeś. Wszystko układa się logicznie. Miłego wieczoru Marco.  

Zataiła przed Markiem również to, że miał badania powtórzyć po pewnym czasie.

- I ty jej tak uwierzyłeś?

-Wszystko ma sens Seba. Byłem z tyloma dziewczynami, a wpadka mi się nie przytrafiła.

-To jeszcze o niczym nie świadczy Marek. Powinieneś iść jeszcze raz przebadać się i porozmawiać z Ulą.

-Ona chce być matką -wtrącił z boleścią.

-Ale kocha ciebie. Jak ty nie porozmawiasz z Ulą, ja to zrobię. Byłem wczoraj u niej, zanim ty się u niej pojawiłeś i powiedziałem, że coś cię gnębi. Przed powiedzeniem jej prawdy też mnie nic nie zatrzyma.

-Myślisz, że tak łatwo jest powiedzieć, że nie dasz dziecka?

-Dałeś radę powiedzieć Pauli, że się nie żenisz, to teraz też dasz radę. Paulina to furiatka, a Ula do rany przyłóż. Zrozumie. Najgorsze co możesz zrobić, jest okłamywanie Ulki. Daję ci dzień Marek na rozmowę z Ulą.  Jak nie to ja jej wszystko powiem.

-Jutro z nią porozmawiam -obiecał.

 

W poniedziałek okazało się, że Ula miała zwykłą migrenę, a Betti przechodziła coś w rodzaju trzydniówki i lekarz powiedział, że nie ma się czym martwić. Do pracy jechała więc w dobrym humorze. Niepewna była tylko Marka i sprawy, o której rozmawiała z Sebastianem. Do południa Marek był u matki, a później zajęci byli sprawami służbowymi i dopiero po dwunastej znaleźli czas, aby wyjść na lunch, spacer i aby porozmawiać.