piątek, 17 maja 2024

Zaskakująca prawda 1/3

Na nieszczęściu innej szczęścia się nie zbuduje -te słowa wypowiedziane z ust byłej narzeczonej w dniu pogrzebu męża i synka tkwiły w Uli przez wiele miesięcy. Przecież nie rozbiła małżeństwa, tylko parę -tłumaczyła sobie. Byli ze sobą co prawda parę lat, ale widocznie oni nie byli sobie pisani. To jej charakter  nie pomagał ich związkowi.  I na pewne męża nie złapała na ciążę, ani nie wyszła za niego, dlatego że był bogaty i miał firmę. To ona nie chciała pracować nawet jako sekretarka, tylko żyć na koszt narzeczonego. Zakochaliśmy się w sobie i tyle. Ula kończyła drugi rok studiów, gdy rozpoczęła pracę we firmie przyszłego męża, jako sekretarka. Miała zostać tylko do czasu, jak poprzednia sekretarka nie wróci z urlopu macierzyńskiego. Stało się inaczej, bo rok później byli małżeństwem, a po pół roku na świecie pojawił się ich synek.

W tych trudnych chwilach z Ulą była jej przyjaciółka Agnieszka. Wiele razy widziała, jak Ula patrzyła na matki z dzieckiem i zakochane pary i nie wiedziała, jak ma poradzić na jej ból.

-Muszę postarać się o dziecko -zwierzyła się Ula jednego dnia koleżance. — Dłużej nie wytrzymam. Chociaż ono ból trochę ukoi.

- Chyba nie chcesz porwać dziecka -spytała ściszonym i przerażonym głosem. — Wczoraj było w tym programie.

-Zwariowałaś -wtrąciła z oburzeniem. — Nie mogłabym zrobić coś takiego innej kobiecie. Cierpiałaby jak ja. Ani znaleźć się w więzieniu. Zrobię sobie dzidziusia. 

-A już myślałam, że całkiem ci odbiło. Chcesz skorzystać z banku nasienia?

-Nie. Za dużo procedur. Mało chętnych facetów jest na seks.

-Pierwszy lepszy z ulicy też nie jest dobry wybór.

-Nie będzie to pierwszy lepszy. Poszukam kogoś w miarę nadającego się na ojca. To znaczy na dawcę. A ty Aguś mi w tym pomożesz.

-Jak go wykorzystasz, w tym celu w sądzie możesz skończyć -argumentowała przyjaciółka.

-Nie skończę, bo nie dowie się o dziecku, a alimentów nie będę żądała. Jeden numerek  jak się uda i po sprawie. Stać mnie, aby dziecko sama wychować.  Będę chciała wiedzieć, tylko kim jest i gdzie go szukać na wszelki wypadek.

-Kompletnie jesteś niepoważna. Poczekaj, aż się ponownie zakochasz.

-Mówisz, jak moja teściowa. Ula młoda jesteś, powinnaś ułożyć sobie życie, z kimś innym, a nie zamykać się w domu.

-Ma absolutną rację Ula.

-Chcę mieć dziecko i zrobię wszystko, żeby je mieć jak najszybciej. Z twoją pomocą albo nie Aga. Co do zakochania się, to wątpię, żebym pokochała, kogoś tak jak Tomka.

-Słyszałam o takich dwóch gagatkach chętnych na seks Ula -postanowiła, że lepiej będzie jak jej pomoże, niż jakby sama miała z tym zostać.  — Ostatnio pojawiają się w Klubie 69.

Gagatkami okazali się dwaj stali bywalcy Klubu 69. Ula, zanim podjęła decyzję, z którym się prześpi, dokładnie się im przyjrzała i sprawdziła. Jeden był blondynem, a drugi brunetem. Wolała bruneta i ten dostał  mały plus na swoje konto. Anonimowy też nie był, bo był synem właścicieli firmy F&D, więc mogła przypisać mu drugi plusik. Głównym atutem jego było, jednak to, że miał na imię Marek tak, jak jej synek.

W odpowiednim dniu Ula z koleżanką udały się do klubu. Marka z kolegą udało się im szybko zlokalizować. Był już niestety w towarzystwie innych dziewczyn. Ula nie traciła jednak nadziei i jak tylko miejsce przy barze obok niego się zwolniło, dosiadła się szybko. Marek piękną błękitnooką dziewczyną od razu się zainteresował.


 

-Drinka piękna nieznajomo -zagadnął.

-Nie przywykłam, aby faceci mi stawiali. Możesz mi jednak coś zaproponować. Nie znam się na drinkach. Pokłóciłam się z facetem i muszę odreagować.

-A ja świętuję urodziny kumpla. Marek jestem.

-Żaneta -zmieniła celowo imię.

Ula, skoro już dostała się w pobliże Marka, nie zamierzała odpuszczać. Marek również, bo dziewczyna była całkiem inna od panienek z klubu. Nie musiał jej stawiać drinków, nie chichotała głupkowato i widać było, że była inteligentna. Nie minęły dwie godziny, jak znaleźli się w hotelowym pokoju. 


 

Następnego dnia Marek obudził się z uśmiechem na twarzy. Przeżył cudowne chwile, kochając się z dziewczyną. Licząc, że zobaczy Żanetę, spojrzał na lewą stronę łóżko, ale nie było nawet śladu po dziewczynie. Zdziwiło go, bo  panienki zazwyczaj czekały, aż się obudził licząc na powtórkę z nocy i na coś ekstra. Przez kolejne dni i tygodnie Marek wypatrywał w klubie konkretnej dziewczyny, ale nie pojawiła się ani razu. Ula tymczasem cieszyła się, że test ciążowy wyszedł pozytywnie, a lekarka wkrótce potwierdziła ciążę. Ciąża przebiegała książkowo, ale kiedy była w ósmym miesiącu ze względu na stres wywołany widokiem wypadku, doprowadziło do ataku paniki, skurczy i przedwczesnego porodu.

 

 

-Żaneta -zapytał Marek wychodzącą z sekretariatu szwalni dziewczynę z wózkiem.

-Marek -odparła z zaskoczeniem.  

-Więc również mnie zapamiętałaś -mówił, spoglądając na dziecko. Była to niewątpliwie około półroczna dziewczynka. Mała siedziała we wózku i próbowała zjeść zabawkę. Nietrudno było zauważyć, że miała błękitne oczy, jak Żaneta i słodkie dołeczki w policzkach jak on. 


 

-Trudno było cię zapomnieć. W końcu było coś między nami.

-Szukałem cię. Liczyłem, że pojawisz się jeszcze w klubie.

-Nie znalazłeś, bo byłam  tylko dwa razy w tym klubie. Wtedy i z miesiąc prędzej. — Spieszę się. Marek.

-To twoja córka? -spytał mimo to  z podejrzliwością.

-Tak, ale bez obawy. To nie twoja córka. Byłam już w ciąży, gdy my.  Gdyby było twoje, szukałabym cię.

-No tak. Logiczne.

-Pani Urszulo -przerwała im sekretarka. — Grzechotka Marceliny została na biurku.

-Dziękuję pani -odparła z zakłopotaniem.

-To znaczy Ula, jesteś czy Żaneta? -zapytał z kolejnymi podejrzeniami Marek.

-Ula. Po prostu z głupoty powiedziałam, że Żaneta.  Pokłóciłam się  wtedy z chłopakiem i na złość poszłam do klubu z koleżanką, a później z tobą do łóżka. Chyba dlatego więcej razy nie pokazałam się, w tym  klubie. Nie chciałam cię spotkać. Było mi głupio.

-Mi całkiem przyjemnie.

- Jak to facetowi. Muszę już iść. Marcelina tak za godzinę powinna iść spać. Nie chcę, żeby później była marudna.

 

Kiedy Ula vel Żaneta wyszła z holu, Marek został poproszony do sekretariatu szwalni.

-Ta kobieta, która wyszła od pani, jakbym ją znał -zagadnął do pani Krysi.

-To pani Urszula Konieczna. Razem z teściami prowadzi firmę Koniczynka, zajmującą się sektorem dziecięcym. Ubrania dziecięce, pluszaki, maty sensoryczne i tym podobne. Szyjemy dla niej kolekcję dla dwulatków.

-Konieczna -mówił, udając, że próbuje coś sobie przypomnieć.

-Wdowa po Tomaszu Koniecznym -wyjaśniła sekretarka.  — Straciła męża i synka Marka w wypadku samochodowym dwa lata temu. Pamiętam, jak bardzo wtedy cierpiała. Kochali się bardzo mocno z mężem.

-Ale chyba ma kogoś, skoro ma małe dziecko -drążył temat.

-Nie wiem, czy ma, czy nie. Ja nie słyszałam w każdym razie, aby był ktoś na stałe. Ktoś musiał być, bo Marcelinka nie jest córką pana Tomka na pewno. Wiem, tylko że firmę prowadzi z teściami i do  tego jest niezłą ekonomistką.  Pomaga w pisaniu wniosków o dotacje unijne, rozlicza podatki, robi porządki w księgowości. A panu czym mogę służyć panie Dobrzański -zmieniła gładko temat.

 

 Jeszcze tego samego popołudnia Marek opowiedział swojemu przyjacielowi Sebastianowi o tym nieoczekiwanym spotkaniu i że przez chwilę myślał, że jest ojcem jej dziecka.  Ula natomiast trochę wiedziała, co się dzieje z ojcem córeczki, bo Marek stawał się coraz bardziej popularny w kolorowej prasie i na portalach plotkarskich.

 

Wkrótce Marek musiał znaleźć dobrego konsultanta od dotacji unijnych. Aleks Febo z pomocą znajomego Mariusza Łasko postanowił korzystać z dużego wachlarza możliwości, ale niektóre decyzje nawet jemu laikowi wydawały się podejrzane. Obawiał się też, że część pieniędzy bierze sobie Aleks albo dzieli się z Mariuszem.  Wybór padł na Ulę i na drugą jej firmę oferującą usługi księgowej i doradztwa unijnego. W Internecie znalazł adres i nie umawiając się prędzej, postanowił pojechać do PRO -es. Najpierw musiał zapowiedzieć się u sekretarki Uli. Przedstawił się jej i powiedział, w jakim celu przyszedł. Ku jego radości wszystko poszło gładko, bo Ula nie była zajęta i przyjęła go od razu. Biuro Uli było bardzo kobiece i był tam również kącik z łóżeczkiem. Teraz było jednak puste. Na biurku od razu zauważył trzy zdjęcia. Ślubne, rocznego dziecka z balonikiem w kształcie cyfry 1 i małej Marceliny. Zdjęcia obecnego jakiegoś ukochanego Uli nie było.

-Witaj w moich skromnych progach -rzekła na przywitanie.

-Cześć Ula i dzięki, że chociaż zgodziłaś się, żebym mógł wejść.

-Nie ma sprawy. W końcu dałeś mi dziecko -pomyślała. —Siadaj, proszę. Kawy? Ja będę piła właśnie.

-Chętnie. Z mlekiem. Jeśli można.

-To w czym mogę ci służyć -zapytała, kiedy poprosiła sekretarkę o zrobienie dwóch kaw.   

-Dotacje unijne. Chcę się dowiedzieć, ile się wkłada, a ile zyska. Mam trochę danych, co by interesowało mnie jako firmę. Od trzech tygodni jestem PO obowiązki prezesa w firmie Febo& Dobrzańscy i nie chcę się sparzyć.  Mam pewne pomysły i nie wiem, czy je wdrążyć.

-Zobaczymy. Teraz tak na szybko ci nie powiem. Muszę ze spokojem poprzeglądać.

-Zrozumiałe Ula.

Tak naprawdę trochę się zdziwiła, że przyszedł w tej sprawie do niej, bo Agnieszka mówiła jej niedawno, że Mariusz Łasko dostał pracę we firmie Dobrzańskich. Mężczyzna chodził z nimi na studia licencjackie z administracji funduszów unijnych i obie dobrego zdania o nim nie miały. Na razie postanowiła nie mówić o tym Markowi.

Trzy dni później Marek ponowne zawitał do PRO-es. Sekretarki nie było, ale drzwi do gabinetu Uli były uchylone i słyszał jej ciepły głos. Kiedy zajrzał do biura, Ula stała przy łóżeczku córeczki i czule mówiła do niej. Scena, której był świadkiem, była bardzo rozczulająca i z przyjemnością patrzył na śpiącą Marcelinę i mamę. 


 

-Nie przeszkadzam -zapytał cicho?

-Nie. Wchodź. Marcysia śpi i powinna jeszcze pospać. Mamy czas, aby porozmawiać. Na jednym dokumencie widnieje podpis Mariusz Łasko.  Nie chcę się wtrącać, ale to nie był dobry wybór pracownika. Trzy lata razem studiowaliśmy i nic dobrego o nim nie mogę powiedzieć.

-To mamy podobne zdanie Ula. Właśnie chcę go sprawdzić.

 

Po weekendzie Marek ponownie pojawił się w biurze Uli. Ula ponownie była w pracy z dzieckiem. Tym razem dziewczynka nie spała, tylko bawiła się grzecznie w łóżeczku. Po kwadransie się jednak znudziła i zaczęła wyciągać ręce w stronę Uli.

-Zaraz mama się tobą zajmie kochanie -rzekła do córki. —Niania ma dzisiaj coś do załatwienia i musiałam zabrać ponownie ją do pracy -wyjaśniła Markowi, choć nie musiała.

Chwilę później Ula wzięła córkę na kolana i próbowała jednocześnie pracować. Mała wierciła się jednak i upatrzyła sobie smartwatch Marka, który co jakiś na kolorowo się rozświetlał.

-Mogę ją potrzymać chwilę -zaproponował nieoczekiwanie swoją pomoc. — Chyba ze boi się obcych.

Ula chciała już ostro zaprotestować, ale mogło wydać się to dziwne i oddała córkę w ręce ojca. Marcysia na kolanach ojca czuła się całkiem dobrze i nawet nie zakwiliła. Niespostrzeżenie też wrzuciła swój smoczek do teczki Marka.

-Dzisiaj kończy dokładnie siedem miesięcy.

-To jest co świętować.  Kosi, kosił łapki -zaczął bawić się z córką, a ta od razu z radością klaskała.

Kiedy wyszedł i choć Ula zapewniała, że nie jest ojcem Marceliny, obliczył sobie daty i wynikało, że faktycznie nie może być ojcem jej córki, skoro poczęcie musiało mieć miejsce w dniu urodzin Sebastiana. 

 

Smoczek Marceliny wpadł na spód teczki Marka i dopiero po trzech dniach zauważył, co nosi w teczce. Jednak nie on pierwszy go znalazł, tylko jego narzeczona Paulina. Miała to do siebie, że szukając jakichś dowodów na jego niewierność, przeszukiwała telefon, szuflady i osobiste jego rzeczy. Smoczek był ewidentnym dowodem na to, że ma dziecko. W pierwszym momencie chciała zrobić mu awanturę, ale przyjaciółka Julia odradziła jej ten pomysł.

-Lepiej mieć niezbite dowody na to, że ma nieślubne dziecko. Wynajmij detektywa i wszystkiego się dowiesz.

-Tak zrobię. Jeśli to prawda gorzko pożałuje.

Detektyw potrzebował, tylko trzech dni, aby dowiedzieć się, że Marek spotkał się z Urszulą Konieczną samotną matką. Dowodami były  zdjęcia Uli, Marka i ich córki ze spaceru po parku. Detektyw nie dopatrzył się, jednak że było to kolejne służbowe spotkanie. Wszystko to było wystarczającymi powodami, aby zrobić narzeczonemu awanturę.

-Wiem już wszystko Marek -rzuciła mu od drzwi, kiedy wrócił wieczorem z treningu na siłowni. — Masz dziecko. I nie zaprzeczaj -dodała, rzucając w niego zdjęciami.  — Detektyw cię wyśledził, a niedawno znalazłam smoczek w twojej teczce.

-Znowu grzebiesz w moich rzeczach  Paula. I jakim prawem kazałaś mnie śledzić.

-Prawem narzeczonej.

-Czy teraz się rozejdziemy?  Mówiłaś, że nieślubnego dzieciaka mi nie wybaczysz.

-Czyli nie zaprzeczasz?

-Cokolwiek powiem to i tak będziesz drążyć temat i będziesz robiła awantury.

-Jesteś mój i nie pozwolę, żeby jakaś łajdaczka weszła między nami.

-Oczywiście, że jestem ojcem -odparł rozłoszczony stwierdzeniami  jesteś mój i prawem narzeczonej.  — O tej wiem. Nie jestem pewny tylko czy po świecie nie chodzi więcej takich Dobrzańskich. 

-Jesteś bezczelny.

-A ty stajesz się nie do wytrzymania z tymi podejrzeniami, awanturami i ciągłym niezadowoleniem.   

Dzisiejszego wieczoru nie zamierzał wyjaśniać Paulinie, kim jest Ula, bo wyprowadziła go tym wszystkim z równowagi. Z tym chciał poczekać do rana. Chciał natomiast zadzwonić do Uli i powiedzieć o rozmowie, ale dochodziła dwudziesta druga i uznał, że jest późno. W dodatku Paulina była w domu i słyszałaby ich rozmowę. Rozmowa nie była też na telefon. Postanowił, że zadzwoni do niej nazajutrz około dziewiątej, jak Ula będzie rozpoczynała pracę. Poprosi o spotkanie  i wtedy opowie o rozmowie z narzeczoną. Leżąc już w łóżku,  musiał przyznać, że Ula zrobiła na nim duże wrażenie i coraz bardziej się mu podobała. Nawet fakt posiadania dziecka mu nie przeszkadzał, bo mała Marcelina była po prostu słodka.

niedziela, 3 grudnia 2023

Piękna i nieporadna cz. 12

Przypomnienie.

Ula i Wioletta zatrudniają się w F&D. Paulina nalega, aby na stanowisko sekretarki Marka  zatrudniona została niepozorna Wioletta, a nie piękna i elegancka Ula. Marek jednak postanowił zatrudnić, jako sekretarkę Wiolettę a Ulę na swoje dawne stanowisko, czyli  dyrektora od reklamy i marketingu. Paulina, aby mieć kontrolę nad Markiem postanawia zaprzyjaźnić się z nim obiema. Przyjaźń ta nie ma być bezinteresowna, bo liczyła, że Wioletta będzie mówiła jej o poczynaniach narzeczonego, a Ula, będąc jej koleżanką nie zainteresuje się Markiem. Próbowała nawet zrobić z Uli i swojego brata parę, ale Ula zdecydowanie zainteresowana Aleksem nie była. Aleks natomiast wymógł na kadrowym Adamie, aby zainteresował się Wiolettą. Po jednym wyjściu Wioletta postanowiła nie spotykać się z nim, bo tak naprawdę już przy pierwszym spojrzeniu na kadrowego Sebastiana serce do niego zabiło mocniej. Marek odkrywając spisek zeswatania Adama i Wiolki postanawia, że również Sebastian zainteresuje się Wiolettą. Na to wszystko do Polski przylatuje znajomy rodzeństwa Febo Simone Rinaldi, który był jednocześnie dawnym chłopakiem Pauliny. Ten jest wielką tajemnicą dla Marka. Szybko nawiązuje dobre relacje z Ulą i Wiolettą. Dlatego myśli, że to ktoś od Febo i skoro nie wyszło z Adamem, to on ma zająć się Wiolettą. Zwłaszcza że często się spotykali we firmie, rozmawiali i mieszkał w pobliżu, gdzie mieszka Wioletta z Ulą. Simone tymczasem ma w garści rodzeństwo, bo zna ich tajemnice. Aleks studia w Mediolanie skończył dzięki jego pomocy, a i w Polsce ma pomocników. Paulina natomiast wmówiła Markowi, że to ona uratowała go od śmierci albo wypadku przeciągając z ruchliwej drogi na pobocze. Simone chce też zaprzyjaźnić się z Markiem i Sebastianem, bo czuje, że są inni niż Paulina i Aleks. Marek i Sebastian nie wiedząc, co myśleć o Włochu postanawiają, że się z nim również zakolegują. Marek wynajął również detektyw, aby sprawdził, co łączy Aleksa i Simone. Ten odkrył, że Aleks jest właścicielem pięciu mieszkań i że jedno z nich wynajął Simone oraz że często spotyka się z Arturem Hermanem. Marek tymczasem dostał list od komornika z zawiadomieniem, że firma jest obciążona zaległymi ratami  w sklepie z meblami i z sanitariatami.  

Ulę i Marka póki co łączą tylko relacje służbowe, chociaż po wyjściu z teatru i w trakcie rozmowy o swoim życiu doszło do pocałunku cz.8.                      

 

                         ***********************

 

Pójście na siłownię w tym samym czasie, co Simone było dobrym pomysłem.  Marek i Sebastian mogli porozmawiać z nim, bowiem nie tylko służbowo. Włoch okazał się całkiem rozmowny i opowiedział im o dawnych czasach, gdy był znał się z Febo. Z tego czasu najbardziej zaskoczył ich fakt, że on i Paulina byli kiedyś parą.

-Byliśmy ze sobą jakieś pół roku, ale szybko zrozumiałem, że charakter ma wredny. Miałem znajomych spoza jej klasy, to znaczy niezamożnych i jej to nie odpowiadało. Powiedziała, że mam wybierać albo ona, albo znajomi.  I wybrałem znajomych. I przepraszam Marek, że mówię ci to wszystko o twojej narzeczonej.

-Spoko. Simone. Nie jesteś pierwszy, który mi to mówi. Zresztą sam wiem.

-Mówią, że wasz związek nie powinien w ogóle istnieć. Że na rozdwojonym włosku wisi, czy tak jakoś -kontynuował Włoch.

-Wszyscy to wiedzą -wtrącił Sebastian.

-Chyba niedługo po tym jak ja rozstałem się z Pauliną, ty się z nią związałeś.

-Być może -odparł od niechcenia Marek. — A skąd się znaliście. Znam trochę zaprzyjaźnionych rodzin z Febo, ale o Rinaldi chyba nie słyszałem.

-Razem z Aleksem studiowałem na jednym roku i tak poznałem Paulinę. Moja rodzina aż tak bogata jak Febo nie jest, żeby miała jakieś bliższe kontakty.

-Nie wiedziałem, że ekonomistą jesteś -rzekł Marek.

-Jestem i to z całkiem dobrym wynikiem ukończyłem studia. Chciałem tylko zbyt szybko wzbogacić się i wpakowałem w narkotyki. Zresztą Paulina kosztowała trochę. Zwłaszcza jej niektóre pomysły.

-Skąd my to wiemy Marek -zakpił Seba. — Nie tylko życie ci marnuje, to traci pieniądze -dodał do Marka.

-To, czemu ciągle jesteście razem -pytał Włoch.

-Dług wdzięczności -odparł Sebastian zamiast Marka.

-Sprawa sprzed lat. Nie chcę o tym mówić ani wracać -dodał Marek.

-Ok. Nie będę nalegał. Znacie, jakiś klub gdzie można poznać jakieś fajne dziewczyny i się zabawić. Całe wieczory w domu siedzę przed telewizorem.

-Pewnie, że znamy -odparł z uradowaniem Sebastian.

-Simone jesteś znajomym Aleksa i Pauliny, a nas Uli i Wioli się trzymasz -wypalił z podejrzeniami Marek. —  Trochę to dziwne.

-A, co?  Myślisz, że mnie podstawili, abym szpiegował -tym razem Simone postanowił być szczery. — Oni są takimi sztywniakami, że więcej rozrywki miałbym przed telewizorem.

-Dokładnie tak myślę. Sprowadzili cię, załatwili ci pracę. Taka bezinteresowna pomoc nie jest w ich naturze.

-Są mi winni przysługę i dlatego załatwili mi tu pracę. Ale teraz skoro już wiem, co o mnie myślisz, będzie prościej nam się pracowało.

 -Zobaczymy -odparł, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.

-To może na przełamanie lodów dołączycie jutro do mnie Uli i Wioletty. Zaprosiłem je do siebie na kolację. Zrobię coś z włoskiej kuchni.

-Ja chętnie przyjdę -jako pierwszy zaproszenie przyjął Sebastian. Głównie dlatego, aby mógł się wymigać od planowego wyjścia do kina z Wiolą.

-Ja jeszcze nie wiem. Jutro ci powiem.  

 

Kiedy skończyli ćwiczyć i poszli do szatni, Sebastian nie zamierzał milczeć i powiedzieć przyjacielowi, co myśli.

-Widzisz Marek, nawet on wie, że Paulina nie jest dobrym materiałem na dziewczynę a tym bardziej na żonę.

-Nie to teraz jest ważne Seba. Dalej nie wiem, w co gra.

-No, ale powiedzieliście, co myślicie o sobie.  Byłoby to bez sensu. Być ujawnionym szpiegiem.

-A te zaproszenie na kolację do siebie. Nie wydaje ci się podejrzane.

-Nie wydaje. Oprócz Pauliny i Aleksa i ludzi z firmy nikogo nie zna i próbuje znaleźć nowych znajomych. Tak to odbieram.

-Może i tak Seba. Jest w porządku. Zobaczymy, co będzie w dalej.  

 -Właśnie Marek skoro jutro spotkam się z Wiolą u niego, to znaczy, że już nie muszę iść z Wiolą do kina.

-Musisz. Zapomniałeś jak Wiolka chwaliła go, że pomaga jej z tym nowym oprogramowaniem do kompresji archiwum.

-Pamiętam. Dwa razy mi mówiłeś. Tak jak mówiła, że go ozłoci.

- My możemy być uważni, ale Wiolę może omotać i dlatego musisz trzymać się blisko Wioli. 

 

Simone tymczasem był niemal pewny tego, że Marek tylko dlatego jest z Pauliną, bo jest przekonany, że to ona odciągnęła go nieprzytomnego z pobocza ruchliwej ulicy i tym samym uchroniła od wypadku albo śmierci. Co do pracowitości Aleksa też był niemal pewny, że te wszystkie zasługi w pracy zawdzięcza Adamowi. Mylił się tylko w tym ze oprócz Adama ma drugiego pomocnik Artura Herman, a na którego wpadł już wynajęty przez Marka detektyw.

 

Kolacja u Simone całkiem się udała. Na kolację przygotował mniej popularne dania włoskie, a do tego kupił dobre włoskie wino. Marek i Sebastian z picia wina zrezygnowali, bo prowadzili, ale Ula i Wioletta nie odmówiły wypicia z nim po lampce wina. Simone zaproponował również przenieść się z zabawą do jakiegoś klubu, ale Sebastian oznajmił mu, że idzie z Wiolą do kina na seans o dwudziestej pierwszej.

-Nie wiedziałem, że Wiola i Seba się spotykają -rzekł Uli i ku jej dziwieniu.  — On taki bawidamek a Wiola taka spokojna. Nie pasują do siebie.  

Ula już jakiś czas temu dokładnie tak samo myślała, co Simone. Zainteresowanie koleżanką przez Sebastiana było podejrzane.  Jej koleżanka ewidentnie nie pasowała do schematu dziewczyn Sebastiana. Kubasińska była przeciętną, spokojną dziewczyną, nieradząca sobie w podbramkowych sytuacjach i w dodatku miała to do siebie, że potrafiła potknąć się o własne sznurówki. Dziewczyny kadrowego były natomiast zawsze bardzo ładne, przebojowe i lubiące się zabawić.  Bała się po prostu, że Sebastian wykorzysta ją i porzuci.

-Zobaczymy, co z tego wyjdzie Simone. Przeciwieństwa się przyciągają. Ale ty chyba nie jesteś zainteresowany Wiolettą.

-Nie, nie jestem.

- A ty z Markiem plany macie jakieś na wieczór?

-Ja nie, a Marek to nie wie. Musisz go spytać. Może ma coś w planach z Pauliną.

 

Marek na spędzenie reszty wieczoru z Ulą i Simone nic przeciwko nie miał. Paulina była u masażysty a później na wieczornych medytacjach jej nowym sposobem na lepsze życie. Nawet jakby była w domu to i tak wolał towarzystwo Uli i Simone niż narzeczonej. Drugim powodem było to, że nie chciał zostawić samej Uli z Simone. Miejscem na spędzenie czasu było Rozrywkowe centrum miasta. Jedną z atrakcji była Hula Kula, czyli gra między innymi w kręgle. Panowie pewni swoich umiejętności postanowili się zmierzyć. W tej dyscyplinie lepszy okazał się Marek. Później panowie zagrali w lotki. Tu bez konkurencyjny okazał się Simone. 


 

-Nieźle. Trzy dziesiątki i pięć dziewiątek -mówił, będąc pod wrażeniem Marek.

-W celi mieliśmy i graliśmy przez całe dnie -wyjaśnił Simone.  — To, co bilard na rozstrzygnięcie meczów -zaproponował Włoch.

- Chętnie -odparł Marek, bo stół do bilardu był u rodziców i często grał.

Stół bilardowy był jednak zajęty, a gdy się zwolnił,  Simone przy barze poznał Karolinę i ochota na grę mu przeszła. Dlatego też Marek postanowił wraz z Ulą opuścić jego towarzystwo.

-I, co myślisz o Simone -zapytała ? — Ciągle podejrzliwy.

-Jeśli chodzi o towarzystwo, jest ok. Co do jego intencji w sprawach służbowych zobaczymy.  Spieszysz się do domu?  — Wioli i tak jeszcze w domu nie będzie.  Wróci tak za jakąś godzinę z kina.

-A, co proponujesz?

-Miejsce, gdzie lubię chodzić. Choć oklepane. Lubię parki i ogrody. Co byś powiedziała na Park Ujazdowski.

-Możemy pójść. Jest jeszcze w miarę jasno i ciepło.  No i dawno tam nie byłam. A mają piękny most. 



Przez następną godzinę napawali się otaczającym ich pięknem. Ula potrafiła zachwycić się najmniejszym kwiatem i motylem. Trochę znała się na różnych gatunkach kwiatów i mówiła Markowi, co znaczą.

-A to jest szczawik kwiat miłości i szczęścia -rzekła do Marka, nachylając się nad klombem.

-Wierzysz w te wszystkie amulety i kamyki przynoszące miłość i szczęście?  

- Brat dał mi na urodziny kamyk księżycowy, który dodaje energii, sprzyja szczęściu. Dwa tygodnie później dostałam pracę u ciebie. Sprawdziło się.

-Moje szczęście było bardziej rewolucyjne i nie zadziałało -odparł posępnie. — Dwa lata temu Paulina stwierdziła, że musimy przemeblować dom. Głównie sypialnię. Według niej zła energia w niej panowała. Spotkała jakiegoś speca od feng shui i namieszał jej w głowie, że stąd nasze kłótnie i trzeba zmienić umeblowanie i przywrócić dobrą energię domu. No i mam dzwonki, szarości, słabe światło i tapetę w kratkę. Teraz medytacja ma jej pomóc odwrócić los. Chociaż obawiam się, że będzie tylko gorzej.

-Może akurat się wyciszy -próbowała pocieszyć go.

-Marzenie Ula. Ona się nie zmieni. Lepiej wracajmy. Wiola i Sebastian również niedługo z kina wyjdą.

-Właśnie Marek. Co Sebastian widzi w Wiolce? Ja to wiem ty to wiesz, że nie jest w jej typie.

 

 

                                  *******************************

 

Znowu minęło więcej czasu, niż planowałam od ostatniej publikacji, ale naprawdę mam mało czasu na pisanie. Kiedyś po położeniu dzieci spać miałam czas, a teraz sama idę spać ok 22.