wtorek, 9 lutego 2016

Miniaturka. Plan Wioletty



 Dzień pokazu FD Gusto po kilku nieprzewidzianych komplikacjach w końcu naszedł i nic nie zapowiadało kolejnych niespodzianek.  Wczesnym popołudniem Ula wraz z koleżankami, Izą, Alą i Wiolettą siedziała w bufecie na kawie i ustalała z nimi szczegóły premiery. Ich małe zebranie przerwało nadejście Pauliny.
-Możesz zapakować mi dwie drożdżówki-poprosiła bufetową Elę. Za trzy godziny lecimy z Markiem na urlop- dodała patrząc na Ulę.  Przyjechałam tylko pożegnać się i wracam do domu. Marek ma przyjechać po mnie za godzinę- dodała z zadowoleniem. I przy okazji życzę udanego pokazu.  Żałuję, że nie będzie mnie tam z Markiem, ale drugi raz wyjazdu nie chcieliśmy odwoływać.
-Dziękuję-odparła cicho Ula.  I życzę pani udanego urlopu-dodała wysilając się na uprzejmość.
-Na pewno będzie udany- odparła pewna siebie.
-Paulino powiedz mi, jak to jest wchodzić z butami pomiędzy dwoje kochających się ludzi- zagadnęła nieoczekiwanie Wiola. Nie trzeba być przecież Alfem ani Omenom żeby nie wiedzieć, że Ula i Marek kochają się i są dla siebie stworzeni.
-Wiolka, dzięki, że stawiasz się za mną, ale to nie ma sensu-przerwała jej Ula. Marek już wybrał- dodała smutno.
- Widzisz –dodała Febo z satysfakcją. Nawet Ula wie, że Marek już wybrał. Zawsze do mnie wraca. Dziękuję Elu- zwróciła się do bufetowej odbierając od niej torebkę z drożdżówkami. - I do widzenia wszystkim-dodała z zadowoleniem i odeszła.
To się jeszcze okaże, czy wybrał- pomyślała mściwie Wioletta.

Lidka, Łukasz, Maciek, mama, Marek-mówiła do siebie Wiola będąc w toalecie.
Na połączenie długo nie musiała czekać. Marek odebrał po drugim dzwonku.
-Wiola stało się coś – spytał nieuprzejmie? Zaraz muszę wychodzić.
- Tak Marek.  Mamy tu jeden wielki sagan bigosu. Pshemko szaleje, nie chce jechać na pokaz. Ciągle powtarza, że to przez niego, że najpierw Iza a teraz Ula.  
-Wiola jaśniej, czasu nie mam.  Co Ula i co Iza?
- Bo Ulka zasłabła- dodała po chwili głosem jakby dla Marka miało to być oczywiste. A Pshemko...
-Co- przerwał jej! Jak to zasłabła-spytał ze zdenerwowaniem?
- Normalnie zemdlała. Rozmawialiśmy i zdążyła tylko powiedzieć -Wiolka to jest niedorzeczne i padła trupem. To znaczy na mnie padła, bo inaczej padłaby trupem na podłogę.
-Gdzie jesteście-spytał? Już w Łazienkach?
-Nie, nie Marek jesteśmy jeszcze we firmie- odparła pośpiesznie. Dopiero za jakąś godzinę pojedziemy na pokaz. Dobrze byłoby żebyś przyjechał-zagadnęła.
-Będę za piętnaście minut- odparł i rozłączył się.
-No – powiedziała sama do siebie z satysfakcją cmokając do swojego odbicia w lustrze. Paulina załatwiona będzie  na amen w pacierzu.
-Wiola – usłyszała nagle podniesiony za sobą głos Uli.  Za sześć godzin rozpoczyna się pokaz i jest masa roboty a ty pogaduszki sobie urządzasz. I to nie wiadomo, z kim- dodała widząc, że w pomieszczeniu nie ma nikogo. Znowu rozmawiasz ze swoim aniołem stróżem?
-Idę. Już idę Ulka. Nie denerwuj się, bo to urodzie szkodzi.
-Teraz pójdziemy spakować dodatki- rzekła Ula wychodząc z nią z toalety. Później zaniesiesz je do samochodu i przy okazji weźmiesz popołudniową pocztę. A na koniec zajmiemy się pakowaniem sukienek.

-Ala.  Coś się stało?-spytała Wioletta w jakieś piętnaście minut później widząc wybiegającą z biura Uli spanikowaną kobietę.
-Ulka zemdlała-odparła krótko.
-O Boże- przeraziła się Kubasińska chwytając za głowę. Przecież to miało być tak na niby i nie chciałam, żeby Uli coś się stało.
-Wiola gdzie Ulka- przerwał im Marek?
-U siebie-odparła zmieszana.
-Marek a ty, co tu robisz?- spytała ze zdziwieniem.  Nie powinieneś być teraz w drodze na lotnisko?
-Wiola zadzwoniła do mnie, że Ula zasłabła i przyjechałem-wyjaśnił odchodząc szybko.
-Wiolka?- spytała Ala ze zdziwieniem. Kiedy ty zdążyłaś zadzwonić do Marka?
-Piętnaście minut temu- wytłumaczyła się z niewinna miną.  Nie mogłam przecież siedzieć z założonymi rękoma i nogami i patrzeć jak ta harpia wywozi Marka. Wymyśliłam sobie, że zadzwonię do niego i powiem mu, że Ula zemdlała. Nic innego na myśl mi nie przyszło- mówiła nerwowo. Nie wiedziałam, że ona naprawdę zemdleje.
-Spokojnie Wiolka- uspokajała ją. Bardzo dobrze zrobiłaś.

Marek tymczasem był już w biurze Uli i klęczał przy zemdlonej dziewczynie i Izie, która dzwoniła na pogotowie. Podniósł z podłogi, zaniósł na kanapę, ułożył jej nogi wyżej na oparciu i delikatnie klepiąc po policzkach próbował ocucić.  Chwilę później ku jego uldze Ula leniwie otwarła oczy.
-Marek?-spytała ze zdziwieniem. Nie powinieneś teraz jechać na lotnisko.
- Jak ja mógłbym wyjechać wiedząc, że stało się z tobą coś złego?-odparł głaszcząc po policzku.
-Nie wyjeżdżaj proszę cię nie wyjeżdżaj-wyszeptała.
-Ciii- odparł przykładając swój palec do jej ust. Nigdzie nie zamierzam wyjeżdżać. Tu jest moje szczęście.
-Chciałam prosić cię o to już jak byłeś w szpitalu, ale Paulina powiedziała mi, że nie życzysz sobie mnie widzieć-mówiła patrząc na niego z wyrzutami.
-Co-spytał z niedowierzaniem i z wzburzeniem!? Jak ona mogła powiedzieć ci coś takiego? To są totalne bzdury.
-A to zołza jedna- warknęła również Wioletta.
-Skarbie – rzekł czule i wziął za rękę. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem zobaczyć cię. Umierałem z żalu, że wyjeżdżasz z Piotrem. Możesz spytać Sebastiana.
- Wierzę ci- odparła uśmiechając się. A z nim wszystko skończone- wyjaśniła szybko. Gdy odebrałam twoją wiadomość i dotarło do mnie, że miałeś wypadek zrozumiałam, że tylko ty się liczysz i tylko ciebie kocham.
-A ja ciebie –odparł patrząc na nią z miłością.  Tylko, że kiedy zaczęłaś coraz częściej spotykać z Piotrem straciłem nadzieję, że możemy być razem i dlatego chciałem wyjechać gdziekolwiek, aby tylko zapomnieć.  Zapewniam cię, że wyjazd z Pauliną był dla mnie bez znaczenie. Miał to być wyjazd czysto koleżeński.
-Ale i tak cieszę się, że nie wyjechałeś-odparła. Teraz, jednak czas zabrać się za premierę. Ja sobie tu leżę, a czas ucieka- dodała próbując wstać.
-Nawet nie próbuj wstawać-zaprotestował.
-Ale trzeba jeszcze...
-Żadne, ale- przerwał jej. Masz leżeć dopóki pogotowie nie przyjedzie, a my zajmiemy się wszystkim.

Pogotowie przyjechało po dziesięciu minutach. Lekarz zbadał ciśnienie, puls, osłuchał i zlecił zabranie Uli do szpitala na szczegółowe badania. Do szpitala Ula, jednak nie zamierzała jechać tłumacząc się, że te omdlenie to ze zmęczenia, bo od wczorajszego obiadu nic nie jadła, w nocy źle spała, w ostatnich dniach żyła w ciągłym stresie, a za pięć godzin jest pokaz i nie może opuścić go.  Lekarza jednak to nie przekonało. Obiecał tylko, że jeśli badania nie wykażą nic niepokojącego to być może będzie mogła wyjść ze szpitala przed osiemnastą.  Po długich namowach ze strony lekarza, Marka i dziewczyn Ula w końcu zgodziła się na krótką wizytę w szpitalu.  Poprosiła jeszcze Wiolettę, żeby zajęła się wszystkim i w towarzystwie ekipy ratunkowej i na noszach opuściła firmę. Razem z nimi wyszedł również i Marek. Iza z Alą natomiast poszły zająć się swoimi sprawami, a Wioletta została sama w biurze. Chwilę później zadzwonił telefon Dobrzańskiego i z irytacją stwierdziła, że to Paulina dzwoni.  Długo nie zastanawiając się odebrała.
-Marek czekam tu na ciebie, a ciebie ciągle nie ma-usłyszała nerwowy głos Febo.
-To sobie czekaj dalej –odpowiedziała złośliwie. Marek nie przyjedzie, bo ma ważniejsze sprawy tu we firmie. Zajęty jest Ulą-dodała po chwili z satysfakcją
-Daj mi go to telefonu-powiedziała rozkazującym tonem.
-Nie mogę-parsknęła z rozbawieniem. Dasz wiarę, że przed chwilą wyszedł.
-Myślisz, że uda ci się zataić przed Markiem, że dzwoniłam?-pytała wściekle. Tak się nie robi i pożałujesz tego.
- A, kto powiedział Ulce dwa dni temu w szpitali, że Marek nie chce jej widzieć. To było świństwo poniżej pasa, więc nie mów mi, że robię coś źle i nie groź mi-niemal krzyczała do słuchawki.
-I pomyśleć, że kiedyś uważałam cię za przyjaciółkę-odparła Febo pogardliwie.
-Nie kochana- rzuciła ripostę Wioletta.  My nigdy nie byłyśmy nie jesteśmy i nie będziemy przyjaciółkami, bo ty nie masz przyjaciółek.  No może z wyjątkiem siebie.
-Jesteś taka sama jak te twoje nowe znajome- syknęła z wyczuwalnym poniżeniem. Zwykłą prostaczką.
- A ty jesteś za to wredną małpą, która- dodała, ale Paulina tego nie słyszała, bo rozłączyła się.
- Wiola, z kim rozmawiasz- usłyszała znienacka za sobą głos Marka. I to z mojego telefonu.
- Z Pauliną- wyznała szczerze. Marek nie obraź się, ale musiałam jej powiedzieć kilka słów prawdy. Zadzwoniła, a nie było ciebie, to odebrałam – tłumaczyła się ze zdenerwowaniem. Ona tam ciągle czeka, to powiedziałam jej, że nie przyjedziesz.  - Spokojnie- odparł. Dobrze zrobiłaś- usłyszała po raz drugi dzisiejszego dnia. A jej nie chce znać ani oglądać. Nigdy do tej pory nie uderzyłem kobiety, ale gdybym spotkał ją dzisiaj to byłby to ten pierwszy raz. Dokładnie wiedziała, że chcę widzieć Ulę a nie ją.  A właśnie Wiola, jakim cudem dzwoniłaś do mnie na długo przed omdleniem Uli- spytał patrząc na nią dociekliwie? Zresztą później mi to wytłumaczysz- dodał widząc, że ta  wzrok wbiła w ziemię. Przyszedłem tylko po swój telefon i torebkę Uli.

Marek do szpitala dotarł chwilę po Uli, a pani z rejestracji skierowała go do sali segregacji.  Ula leżała na jednym z łóżek podpięta do kroplówki i rozmawiała z lekarką.
-To było bardzo nierozsądne tyle czasu nie jeść- usłyszał reprymendę lekarki.
-A ja to potwierdzam-dodał Marek.  Marek Dobrzański narzeczony Uli- przedstawił się lekarce. Mam nadzieję, że Uli nic poważnego nie dolega.
-Miło mi- odparła. Prawdopodobnie to zwykłe omdlenie z przemęczenia. Więcej będę wiedziała, gdy będą już wyniki.  Powinien pan zadbać o narzeczoną- rzekła do Marka. Niedospanie i niedojedzenie młodej kobiecie nie służy- dodała odchodząc.
-Narzeczony?-spytała ze zdziwieniem, gdy zostali sami.
-To nic nie pamiętasz- zagadnął przysuwając sobie krzesełko do łóżka? Poprosiłem cię o rękę, gdy leżałaś zemdlona i zgodziłaś się za mnie wyjść.
-To się nie liczy- udała oburzenie. Nie wiedziałam, co mówię i było to nieuczciwe i nieetyczne. O takie rzeczy trzeba pytać, gdy jest się całkiem świadomym- mówiła patrząc na niego sugestywnie.
Na odzew Marka długo nie musiała czekać. Wziął ją za rękę i pochylił się nad nią.
-Panno Cieplak-wyszeptał uroczyście patrząc prosto w oczy. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
 -Będę zaszczycona panie Dobrzański móc zostać pańską żoną- odparła równie cicho i uroczyście, a chwile później poczuła delikatne muśniecie na swoich ustach.
 - Kochanie ja wiem, że szpital to mało romantyczne miejsce na oświadczyny i powinien być pierścionek i kwiaty –mówił z wyrzutami. Ale jak wyjdziesz stąd to wszystko zrobię jak należy.
 -Spokojnie Marek- wtrąciła. To były bardzo romantyczne i nietuzinkowe oświadczyny. Bardziej martwię się pokazem.
-Tym się nie kłopocz skarbie. Sebastian w razie jakiś komplikacji będzie dzwonić.  Teraz najważniejsze jest twoje zdrowie.
Niecałą godzinę później doktor Małecka miała już komplet badań, które nic niepokojącego na szczęście nie wykazały.  Po wzmacniającej kroplówce i solidnym posiłku mogła wyjść ze szpitala i pojechać na pokaz.  Lekarka zaleciła również Uli dłuższy wypoczynek, ale tym Marek postanowił zająć się sam.

Dwie godziny później na pokazie.
-Kochani to było przedostatnie wyjście- zaczął uroczyście swoja mowę Marek.  Na koniec jak zwykle pokaz sukni ślubnej. Nie wiem tylko czy powinienem oglądać ten występ, bo modelką jest kobietą, którą bardzo mocno kocham i zamierzam poślubić, a oglądanie narzeczonej w sukni ślubnej przynosi podobno pecha.  Tak właśnie narzeczonej- dodał z radością do zdziwionej publiczności. Dzisiaj w szpitalu poprosiłem Ule o rękę i zgodziła się za mnie wyjść. Przywitajmy Ulę oklaskami.
- Na to właśnie czekaliśmy moi drodzy, na tę suknię- rzekł chwilę później, gdy Ula przy głośnych brawach i piskach żeńskiej części widowni pokazała się na scenie. Najważniejszą dzisiejszego wieczora-dodał prowadząc po wybiegu. Tak samo ważną dla Pshemka, jak Ula dla mnie.  Dopiero przy Uli zrozumiałem, co to znaczy kochać i odnalazłem sens życia. Dla niej gotowy jestem zrobić wszystko, aby tylko móc zasypiać i budzić się przy niej, dzielić z nią smutki i radości i być na dobre i na złe- mówił z czułością stojąc z nią na środku sceny i wpatrując się w jej oczy.
-Marek-przerwał i szepnął mu w ucho sam mistrz. Może tak w końcu pocałujesz Ulę. Wszyscy czekają na to, a ty tylko mówisz i mówisz.
Oboje roześmiali się na słowa projektanta, a Markowi nie pozostało nic innego jak spełnić jego prośbę. Otarł kilka łez spływających po policzkach Uli i po raz pierwszy przy tak licznej widowni delikatnie pocałował.
Później przyszedł czas na gratulacje zarówno dla Pshemka jak i dla nich i bankiet.  Długo tam jednak nie pozostali i wkrótce znaleźli się na Siennej.  Marek oprowadził ją po swoim małym mieszkaniu a z racji, że dużo oglądania nie było szybko trafili do sypialni.
 Tej nocy kochali się delikatnie, bo Marek dopiero, co wyszedł ze szpitala po wypadku, a Ula w pełni sił też nie była. Stojąc przy oknie i obejmując ją w pasie patrzył raz to na panoramę Warszawy to znów na jej profili i małe znamię na tyle szyi.  Ten mały pieprzyk zawsze przyciągał jego uwagę i tam złożył pierwszy pocałunek.  Na długo jednak nie wystarczało mu to obrócił dziewczynę do siebie, a Ula spojrzała na niego z miłością. Te spojrzenie było dla niego wszystkim.  Dłonie Uli ku jego zaskoczeniu spoczęła na jego twarzy delikatnie głaszcząc powypadkowy siniec a potem przeniosła je na guziki koszuli. Marek przełknął ślinę zdając sobie sprawę, że to, za czym w ostatnich tygodniach marzył wkrótce stanie się faktem. Wziął jej twarz w dłonie nachylił się i delikatnie pocałował.  Z każdą sekundą pocałunki stawały się bardziej żarliwe a ich ciała ogarniało coraz większe pożądanie. Kiedy kładł ją na łóżko ucieszyła się, bo nogi z rozkoszy odmawiały posłuszeństwa  stały się wiotkie niczym młode drzewko na wietrze i bała się, że upadnie. Marek natomiast czując ją pod sobą również cieszył się, bo mógł w końcu smakować ją wszystkimi swoimi zmysłami.
Ula wkrótce zmęczona i szczęśliwa zasnęła. Marek natomiast ze szczęścia nie mógł zasnąć i rozkoszował się jej bliskością.  Włosy dotykały jego policzka i torsu a zapach przypominał jak bardzo za nią tęsknił.  Do późna wpatrywał się w nią nie móc wyjść z podziwu z jej urody.  W nocy natomiast budził się, co jakiś czas sprawdzając, czy to nie jest przypadkiem jego sen.  Wczorajszej nocy był jeszcze nieszczęśliwy, a dzisiaj Ula leżała w jego ramionach i mógł w pełni cieszyć się jej obecnością.
 Nazajutrz rano nie budząc Uli delikatnie wymknął się z łóżka i poszedł do sklepu po świeże pieczywo i owoce. Po powrocie zrobił kawę, ugotował jajka i nakrajał wędlinę i ser. Z gotową tacą i małym bukiecikiem kwiatów skierował się w stronę sypialni. Ula ciągle spała i budził ją delikatnie całując.
-Marek- westchnęła i przeciągnęła się zmysłowo.  Od dawna tak dobrze nie spałam.
-To dobrze- odparł. A teraz czas na solidne śniadanie. Nic nie jadłaś od czasu pobytu w szpitalu. Ja zresztą tak samo od dawna nie jadłem.  A trzecim zaleceniem, czyli wypoczynkiem zajmiemy się po śniadaniu.  Musisz wybrać tylko kierunek. Góry, morze, jezioro, czy może jakieś SPA?
-Mogą być góry-zdecydowała szybko. Chyba powinnam się ubrać- stwierdziła, gdy siadała, a kołdra opadła odsłaniając jej piersi.
-Czy ja wiem kochanie-rzekł patrząc się na nią zachwytem. Chyba nie warto.

Dwa dni później wyjechali na tygodniowy urlop do Spa w góry.  Tam Marek jeszcze raz poprosił Ulę o rękę. Tym razem już z kwiatami i pierścionkiem. Żadnemu z nich na hucznych zaręczynach nie zależało i sami celebrowali swoje święto. Do Warszawy wrócili szczęśliwi, wypoczęci, z nowymi siłami do pracy i bonusem. Dziewięć miesięcy później państwo Dobrzańscy zostali rodzicami ślicznej córeczki Mai. Zanim jednak ta szczęśliwa chwila nadeszła w jedną ze styczniowych sobót wzięli ślub, a świadkami tej uroczystości była rodzina i znajomi. Ten cichy ślub i wesele na kilkadziesiąt osób był zwieńczeniem ich związku i miłości oraz początkiem wspólnie spędzonych długich lat.

czwartek, 4 lutego 2016

W ostatniej chwili 4



- Seba- znalazłem coś w sam raz dla nas- zawołał Marek w poniedziałkowe popołudnie wpadając do biura przyjaciela. Coś, co jest nam potrzebne- dodał i rzucił na biurko kolorowe foldery. Wykupiłem dla nas miesięczny karnet na siłownię z osobistym trenerem.
- NFZC, czyli Najlepsza Fabryka Zdrowego Ciała we Warszawie. Fitness klub, siłownia sauna…-zaczął czytać od niechcenia.
-Czas na polepszenie kondycji fizycznej- kontynuował tymczasem Dobrzański.  Same bieganie nie wystarczy.
- Chyba tobie, bo ja problemów nie mam- zadrwił.
- Nie drwij –odparł nerwowo obrzucając dodatkowo przyjaciela wrogim spojrzeniem.  Trochę wysiłku i ruchu ci też nie zaszkodzi ci. Wzmocnisz i wyrobisz sobie mięsie. Kobiety lubią takie wyrzeźbione ciała.
-Może masz i rację- mówił z większym entuzjazmem oglądając kolorowe zdjęcia w broszurze przedstawiające skąpo ubrane dziewczyny z fitness klubu.
-Takie dziewczyny też tam chodzą- zagadnął Marek widząc, jakim zdjęciem zainteresowany był Sebastian. Sala fitness, co prawda jest, obok ale na siłowni kobiety ćwiczą razem z mężczyznami.
-Trzeba było tak od razu mówić, a nie zasłaniać się złą kondycją-rzekł z nieukrywanym zadowoleniem.
-Seba ja naprawdę zamierzam chodzić tam, żeby poćwiczyć, a nie żeby pooglądać sobie panienki.
- Dobra, dobra- zaśmiał się ironicznie.  To, kiedy zaczynamy?
 - Jutro po pracy mam pierwsze takie wstępne spotkanie z trenerem. Opracuje nam indywidualny plan treningów, rozejrzymy się, trochę poćwiczymy, a kolejne w piątek wieczorem.
-Jak to w piątek wieczorem- zapytał ni to ze zdziwieniem, ni z niedowierzaniem?  W piątki to my chodzimy do klubu. Zapomniałeś?
- Nie zapomniałem- odparł krążąc po biurze.  Do klubu będziemy chodzić w sobotę i może w piątki po siłowni, jeśli będziemy mieć jeszcze siłę.
-Nie poznaję cię Marek-mówił i patrzył z osłupieniem.  Najpierw rezygnujesz z seksu a teraz z naszego ulubionego klubu.
- Nie rezygnuje tylko ograniczam- tłumaczył mu.  Mówiłem ci, że się zmieniam, a chodzenie na siłownię to pierwszy krok.
- Jak to pierwszy krok- spytał i obrzucił przyjaciela podejrzliwym spojrzeniem? To znaczy, że będzie coś więcej?
 - Tak-odparł krótko, ale nerwowo.  Dzisiaj zapisałem się na seminarium na temat „Poznaj samego siebie”. To o psychologii człowieka- dodał nieco zmieszany spodziewając się drwiącej reakcji przyjaciela.
-Żartujesz-spytał z rozbawioną miną.
- Nie-odparł już pewnie. Zawsze mnie to interesowało. Może w końcu pomoże mi to zrozumie siebie i wszystko to, co się wokół mnie dzieje. Związek z Pauliną i te wszystkie modelki i dziewczyny przerastają mnie i czas coś z tym zrobić-mówił emocjonalnie. Mają to prowadzić studenci z ostatniego roku w ramach praktyk, więc współczesne problemy damsko-męskie i szybkie życie będą rozumieć lepiej niż ci starsi psychologowie.
-W sumie może i masz racje-odparł Olszański już bez drwiny w głosie.  To, kiedy masz te wykłady czy tam pogawędki.
-W czwartki od osiemnastej do dwudziestej. Wtorki i piątki siłownia, a niedziele rezerwuję dla rodziców.  I to jest kolejna rzecz, którą zamierzam zmienić- stwierdził gestykulując rękoma. W ostatnim czasie nasze kontakty głównie ograniczały się do telefonów, przypadkowych spotkań we firmie albo jak zaprosili mnie do siebie. Wczoraj jak byłem u nich to tak byli zaskoczeni, że bali się, że coś się stało.
- Faktycznie Marek zmieniasz się-zaśmiał się na ostatnią wypowiedź. Z moimi byłoby pewnie tak samo i dlatego zawsze się zapowiadam.  A poniedziałki i środy to dla Uli rezerwujesz, czy masz inne plany –zapytał, ale szansy na odpowiedź nie dał.  Właśnie Marek, a pro po Uli to możesz zadzwonić do niej i powiedzieć, że zdecydowałem się jednak kupić te mieszkanie i potrzebuję kredytu. Wspominała mi w teatrze, że jej bank ma kilka ciekawych ofert i jakby, co to umówi się ze mną i doradzi.
-Na, kiedy mam cię umówić- zapytał szukając jej numeru telefonu?
- Najszybciej. Może być nawet na dzisiaj. A ty nie chcesz się przyłączyć-zagadnął.
- Lepiej będzie jak nie-odparł czekając na połączenie.  Nie chcę, żeby pomyślała sobie, że się jej narzucam albo wykorzystuję okazję. Zresztą w środę będę w banku to może zaproszę ją na kawę.
- To tak sobie to wykombinowałeś-stwierdził Olszański uśmiechając się z zadowoleniem, że przyjaciel jednak nie zamierza zmieniać się. Myślisz, że jak zobaczy, że ci nie zależy to będzie jej zależało.
- Nic sobie nie wykombinowałem- odparł na odczepne.  -Cześć Ula- rzekł po usłyszeniu miłego, tak Marek.  Słuchaj Sebastian pyta czy miałabyś czas spotkać się z nim i porozmawiać o kredycie.(….) Dzisiaj po pracy, pasuje ci?(….) No to cześć Ula.
 - A nie boisz się, że jak sam się z nią spotkam to ci ją odbiję- zagadnął prowokująco Sebastian, gdy Marek  rozłącz się.
-Nie bądź śmieszny- odparł lekceważąco. Ona nawet nie zainteresowałaby się  tobą.
- Nic nie wiadomo Marek- podpuszczał dalej. Może i jest przeciętna i nie w moim typie, ale usta i figurę ma interesującą.
- Próbuj-odparł błaho. Zresztą Ula nie jest moją dziewczyną tylko koleżanką i w dodatku chyba za bardzo mnie nie lubi. Może, więc umawiać się, z kim chce.
- Koleżanka, dobre-zaśmiał się. Marek nie ściemniaj mi. Ty nie masz koleżanek z wyjątkiem Karoli.
- To Ula będzie tą drugą-odparł idąc w stronę drzwi. Jeśli mnie polubi.

Tymczasem parę przecznic dalej. 
-A jak udała się premiera- zagadnęła Karolina.
-Tak właśnie zastanawiałam się, kiedy przejdziesz do sedna sprawy- stwierdziła z westchnieniem Ula.
 Od półgodziny była z Karoliną na kawie i obie kończyły ją pić, a z ust koleżanki nie padło ani razu imię Marek.  Idąc na te spotkanie Ula przekonana była, że zaproszenie na kawę, aby powspominać dawne studenckie czasy było tylko pretekstem i tak naprawdę będą rozmawiać na temat Dobrzańskiego.
-Ula ty mi tu nie wzdychaj- odparła.  Już raz powiedziałam ci, co miałam powiedzieć na temat Marka i powtarzać się nie będę. Zresztą dopiero dzisiaj całkiem przypadkiem dowiedziałam się, że byliście w teatrze i umawiając się z tobą o Marku nie zamierzałam rozmawiać. Pytam z czystej ciekawości.
- Było bardzo miło. Obejrzeliśmy spektakl, później poszliśmy na bankiet i odwiózł do Rysiowa. To było typowe koleżeńskie wyjście-mówiła wzruszając ramionami.
-Ula, Marek nie ma koleżanek chyba, że mnie-odparła z lekkim sarkazmem. On ma wyłącznie kochanki albo koleżanki w perspektywie przyszłej kochanki.  Założę się, że wkrótce coś wymyśli i zadzwoni.
-I tu się mylisz.  Dzwonił w sobotę i nic mi nie proponował. Chyba mnie nie lubi- dodała niepewnie? Ciągle drwi z moich przekonań, co do rodziny, dzieci i miłości.
- Cały Marek-rzekła i westchnęła. Zobaczysz odczeka i jeszcze raz zadzwoni- mówiła ze stuprocentowym przekonaniem. Marek jest jak pająk czyhający cierpliwie na swoja ofiarę. Może nie dziś czy jutro, ale zadzwoni.
-Pożyjemy zobaczymy jak to mówią.  A nawet, jeśli zadzwoniłby to i tak dalej będzie tylko moim znajomym.  Przepraszam Karola odbiorę- rzekła, gdy zadzwonił jej telefon. – Marek- rzekła do koleżanki, na co ta parsknęła krótkim, ha. – Tak Marek(…) Pewnie, że mogę. (…) Ok może być dzisiaj.(…) Po siedemnastej w tej kawiarence przy banku.(…) Na pewno przyjdę. (….) Cześć.
-Sebastian chce kupić mieszkanie i prosi o spotkanie-wytłumaczyła koleżance wychodząc z nią z lokalu.  Rozmawiałam z nim o tym w teatrze i zaproponowałam pomoc w doborze odpowiedniego dla niego kredytu. I nie rób takiej miny jakbyś chciała powiedzieć mi, a nie mówiłam- dodała widząc jak koleżanka uśmiechnęła się pod nosem.  Marek nie wspominał, że też będzie.
-Założę się, że będzie-rzuciła na pożegnanie z pewnością w głosie.
-Zobaczymy-odparła tak, aby zabrzmiało to obojętnie, ale sama zastawiała się czy Marek również będzie.
Wbrew oczekiwaniom Karoliny i ku własnemu rozczarowaniu Sebastian pojawił się sam. Dopiero dwa dni później miała okazję widzieć się z Markiem. Dochodziła siedemnasta i zbierała się do wyjścia, gdy zadzwonił do niej z prośbą o przysługę. Wracał właśnie z Łodzi i utknął w kolejnym dzisiaj korku, a miał jeszcze do wysłania przelew dla La Presencja.  Od rana zresztą miał pecha. W drodze do Łodzi złapał gumę, wracając stamtąd stał w powypadkowy korku, a na koniec chcąc ominąć korki w centrum skierował się w boczne ulice, ale one również były zatłoczone. Przebijając się, więc powoli przez ogrom samochodów bał się, że nie zdąży dotrzeć do banku przed jego zamknięciem.  Nie pozostało mu nic innego jak telefon do koleżanki z tego właśnie banku. Po krótkim zrelacjonowaniu swojego problemu i konsekwencji nie wpłynięcia na konto włoskiej firmy stu tysięcy złotych, Ula obiecała mu, że jeśli spóźni się i bank będzie już zamknięty to mu pomoże.

- Znowu mi pomogłaś Ula- rzekł półgodziny później, gdy wychodzili z banku.  Dobrze jednak mieć znajomości w banku- dodał z uśmiechem. Może w ramach podziękowań pójdziesz ze mną coś zjeść.  Od rana jestem praktycznie tylko na kawie.
-To może zrobimy inaczej.  Skoro jesteś taki głodny to ja zapraszam cię na szybszą kolację.  Przy tym parku jest mały lokal gastronomiczny oferujący coś w sam raz na zaspokojenie głodu.  W restauracji musiałbyś czekać na jedzenie długo za długo a tam dostaniesz jedzenie od ręki. Chyba, że takie zwykłe jedzenie ci nie odpowiada to możemy iść do restauracji- spytała spoglądając na niego z wahaniem?
- Nie Ula. Jak najbardziej mi odpowiada- odparł wiedząc, że Ula ma rację z tym czekaniem.  Jestem tak głodny, że zjem cokolwiek.  Długo pracujesz w banku- zagadnął idąc w stronę parku. Pytam, bo widać, że jesteś tam lubiana. Ten ochroniarz i pani Iwona byli bardzo uprzejmi dla ciebie.
-Pół roku. Gdy pan Jarecji zaproponował mi pracę po stażu to poczułam się tak jakbym trafiła szóstkę w totolotka- mówiła z nieukrywaną radością. W domu nie przelewało się i długo żyliśmy z ojca renty i mojego stypendium. Tato czasami dorabiał, a ja dawałam korepetycje i wiązało się koniec z końcem.  Przepraszam Marek odbiorę- rzekła, gdy rozmowę przerwał dzwonek telefonu. Chcąc nie chcąc przysłuchiwał się urywkom rozmowy.
-Co tam Maciek- rzekła z uśmiechem.(….)  Pewnie, że możesz wpaść. (…) Tak cały wieczór będę w domu. No to Pa i do jutra.
-Maciek to ten twój sąsiada-zagadnął.
- Przede wszystkim najlepszy przyjaciel- odparła chowając telefon do torebki. Zawsze mogę liczyć na niego i czuć się przy nim bezpiecznie. On i jego rodzice dużo nam pomogli po śmierci mamy.
-Musiało to być bardzo smutne i trudne dla was. Taka nagle- rzekł nie bardzo wiedząc, co można w takiej sytuacji powiedzieć.
-To prawda-westchnęła ze smutkiem.  Musieliśmy zrobić wszystko, żeby Betti, jak najmniej odczuwała brak matki i czuła się, że wychowuje się w kochającej rodzinie.
- I udało się wam – mówił łagodnie.  I mówi ci to całkowicie postronna osoba. Co prawda Beatkę widziałem tylko raz, ale wyglądała na szczęśliwą.
-To prawda-uśmiechnęła się. Chyba taka jest.  W poniedziałki rano, gdy jadę do Warszawy to już tęsknię za nią i rodziną i chciałabym, żeby był piątek. Do niedawna codziennie wracałam do domu, ale było to trochę bezsensowne, bo do domu wracałam praktycznie tylko po to, aby przespać się. Autobus do pracy miałam 0 siódmej, a później godzina przerwy do rozpoczęcia pracy, a po pracy było odwrotnie i na autobus musiałam czekać godzinę i w Rysiowie byłam około dziewiętnastej. Jedna z sąsiadek miała mieszkanie do wynajęcia, a raczej do zajęcia się nim i mieszkam tam płacąc tylko rachunki i czynsz. Nie mogłam nie skorzystać, prawda- spytała go jakby z wyrzutami, że nie robi nic złego.
-To prawda jest daleko i nie warto było codziennie dojeżdżać-odparł zgodnie ze swoim przekonaniem i tym, co Ula chciała usłyszeć.
 - Tato mówi to samo, chociaż według mnie najważniejszy jest czas spędzony z rodziną-usprawiedliwiała się dalej.  Ale ojciec przekonał mnie, że nie liczy się ilość czasu spędzony z rodziną tylko, jakość.
-Bo ma rację-rzekł racjonalnie.  A twoja rodzina może być z ciebie naprawdę dumna. Trudno znaleźć taką drugą Ulę- dodał patrząc na nią z podziwem.
-Robię, co mogę, żeby przez te dwa dni podtrzymać ognisko domowe- odparła czerwieniąc się na ten niewinny komplement. Na szczęście mama zdążyła wpoić we mnie te wszystkie najważniejsze wartości ważne do tego, aby stworzyć kochającą się rodzinę. Można siedzieć całe dnie tuż obok a tak naprawdę być daleko od siebie- mówiła ze strapieniem, że i takie sytuacje się zdarzają.  Sama kiedyś chciałabym stworzyć taką rodzinę, jaką mam teraz, w której najważniejsza jest właśnie miłość i to, że możemy liczyć na siebie, pomagać i okazywać to wszystko nie tylko w słowach, ale i w czynach. Zresztą ja nie wyobrażam sobie, że w mojej rodzinie mogłoby zabraknąć miłości, życzliwości, szacunku czy szczerości. Chciałabym zestarzeć się ze świadomością, że zrobiłam wszystko i że moja rodzina jest szczęśliwa. Dzieci też w takich rodzinach mają większe poczucie bezpieczeństwa i wiedzą, że są kochane.
 -Wszystko pięknie Ula, tylko jak to mówią, że do tanga trzeba dwojga- rzekł pesymistycznie. Zawsze możesz jednak trafić na drania, który na przykład zdradza i rani.
- Gdyby ten ktoś naprawdę kochał nie szukałby miłości i zaspokojenia w ramionach innej kobiety-odparła logicznie.
- To prawda Ula, ale może mieć już taka naturę, że uwodzi i nie potrafi zaprzestać.  Mogłabyś pokochać kogoś takiego i być z kimś takim – spytał nie spuszczając z niej wzroku.
-Taką osobę też można kochać tylko trzeba wierzyć, że ta osoba może zmienić się –odparła lekko skrępowana jego dociekliwością i przyglądaniem się.  Nigdzie nie jest przecież napisane, że miłość to tylko sama ambrozja. Czasami też boli.
-I, dlatego nie zamierzam nigdy zakochać się Ula- rzekł z pewnością w głosie. Żeby nigdy nie cierpieć ani nie być rozczarowanym.
- Jesteśmy na miejscu Marek-tylko tyle odpowiedziała na jego stwierdzenie. Ja sobie wezmę pitę a ci radzę coś bardziej pożywnego- dodała, gdy Marek otwierał przed nią drzwi. Zapiekanka albo hamburger będzie dla ciebie w sam raz.  A później zapraszam cię na spacer. Trochę ruchu po podróży dobrze ci zrobi.
Godzinę później po odwiezieniu Uli na Wolę i jadąc do swojego domu przyznał, że w tym, co mówiła Ula o rodzinie jest dużo prawdy i sam miał kiedyś taką rodzinę w, której była zgoda i miła atmosfera, ale wszystko skończyło się wraz z pojawieniem się w ich domu Pauliny i Aleksa.

Minęły kolejne dwa dni i nastał weekend. Ula jak zwykle pojechała do domu, a Marek z Sebastianem rozpoczęli go od wizyty na siłowni. Byli już tam we wtorek na pierwszych wprowadzających zajęciach. Olszański z zadowoleniem stwierdził, że przyjaciel miał rację i w klubie roi się od pięknych i skąpo ubranych kobiet. Dziewczyny paradowały w obcisłych szortach i półkoszulkach a zgrabne uda, płaskie brzuszki i dekolty nęciły z każdej strony.  Trudno było mu skupić uwagę na jednym obiekcie, jak określił te dziewczyny, i przeskakiwał wzrokiem to z jednej na drugą. W przeciwieństwie do Marka, który cała uwagę skupiał na tym, co mówił trener. W piątkowy wieczór i na kolejne treningi chodził już tam z ochotą.

Choć od postanowienia Marka, minęły trzy tygodnie to Sebastian nieustannie kusił go to Kamilą, która nieoczekiwanie stała się bardziej otwarta na bliższy kontakt z nim, to znów dziewczynami z siłowni. Marek jednak uparcie trwał w swojej decyzji. Co więcej był nawet szczęśliwy i jakoś szczególnie nie ciągło go do dawnego życia. Czas dzielił pomiędzy pracę, Ulę, siłownię, rodziców i swoje sympozjum. Już po pierwszym spotkaniu wyciągnął pierwsze wnioski dotyczące swojego życia. Jeden z prowadzących stwierdził, że czasami robi się coś, na co w ogóle nie ma się ochoty i robi się to z przyzwyczajenia dla szpanu albo, dlatego że nie chce się po prostu tego nam zmienić. Szybko doszedł do wniosku, że jego przypadku występowały wszystkie te trzy rzeczy i dochodziło do tego jeszcze odreagowanie związku z Pauliną.  Zdradzał ją na złość za te wszystkie awantury o inne kobiety, szpiegowanie i ciągłe wybuchy gniewu o byle drobnostki.   Z kolejnego wykładu na temat sukcesy i porażki wysunął kolejne wnioski.  Po przeanalizowaniu swojego życia stwierdził, że na swoim koncie tak naprawdę nie ma ani porażek ani sukcesów. Do sukcesów mógłby zaliczyć, co prawda to, że został prezesem, ale zawdzięczał to wyłącznie Karolinie. Tak jak i to, że jeszcze nie został odwołany. To jego asystentka odwalała większość roboty za niego. Porażki natomiast były wyłącznie jego zasługą. Główna to nieudany związek z Pauliną i to, że ojciec ciągle stawiał  mu na wzór swojego przyszłego szwagra i najgorszego wroga Aleksa. Z posępnością pomyślał też, że jego ojciec, gdy był w jego wieku rozkręcał właśnie firmę, miał żonę, budował dom a on sam był już szczęśliwym trzylatkiem.  Obiecał sobie, że w najbliższym czasie uporządkuje swoje życie, a spotkania z młodymi studentami pomogą mu w tym.
Z Ulą natomiast układało mu się całkiem dobrze. Spotykali się głównie we środy, bo oboje mieli wtedy wolne popołudnia. Lubił rozmawiać z nią zarówno poważnie jak i spierać się z nią i wyprowadzać z równowagi swoimi poglądami a sprzecznymi z jej.  Był z nią na kolejnej kawie i spacerze, na kolacji w jej ulubionej knajpce, a w ostatni wtorek na otwarciu wystawy obrazów wziętej malarki.  Jednak to on zawsze dzwonił i proponował te spotkani i jej nieoczekiwany telefon zaskoczył go.  Był czwartkowy późny wieczór i leżał już w łóżku z nowo zakupioną książką pt.” Osobowość trzydziestoletniego faceta”, gdy zadzwoniła.
-Ula stało się coś-spytał z niepokojem?
-Marek mam prośbę-zaczęła niepewnie. W sobotę u mnie w banku jest zabawa firmowa i nie mam, z kim pójść. To znaczy miałam iść z Maćkiem, ale biedaczyna rozchorował się i bierze antybiotyki, a kuzyn nie może ze mną pójść. Samej nie wypada, a z bratem trochę głupio. Chciałam spytać czy nie mógłbyś pójść ze mną- dodała na koniec jednym tchem.
-Czemu nie Ula. Mogę iść- odparł z zadowoleniem, że Ula musiała poprosić go o przysługę.
 
CDN PO MINI PLAN WOLLETTY