środa, 10 sierpnia 2016

Życie na niby 4



W sobotnie przedpołudnie w domu Marka pojawiła się Paulina. Odsypiał jeszcze urodziny kumpla, gdy obudził go natarczywy dzwonek.  Nie patrzył nawet, kto dzwoni tylko otworzył od razu drzwi.  Wizyty Febo spodziewał się, ale dużo wcześniej, a nie po czterech dniach.
-Sam jesteś? -zapytała tuż po wejściu rozglądając się po salonie w poszukiwaniu śladów dziecka.
-Sam-odparł. – A spodziewałaś się kogoś zastać?
-Dziecka albo kobiety widząc twój stan-odparła kpiąco.
-Byłem wczoraj na urodzinach u Wiktora –wytłumaczył się nie wiadomo, dlaczego.
- No tak wielka trójca- prychnęła. –  Ty, Sebastian i Wiktor. Powinniśmy porozmawiać- dodała siadając majestatycznie na kanapie. – Ostatnio, gdy byłam u ciebie i zastałam cię z dzieckiem byliśmy zbyt zdenerwowani.
- To ty byłaś jak już zdenerwowana- sprecyzował. – Ale masz rację musimy porozmawiać. Napijesz się czegoś?  Idę zrobić sobie właśnie kawę. Chyba, że wolisz coś mocniejszego?
-Może być kawa –odparła.
Marek będąc w kuchni postanowił, że niezależnie od tego, co ma Paulina mu do powiedzenia on zakończy dzisiaj ich związek. I to bardzo szybko.  Parę minut później wrócił do salonu z dwiema filiżankami aromatycznego napoju i gotowy na rozmowę.
- Marek jestem w stanie wybaczyć ci to dziecko, ale pod jednym warunkiem- zaczęła rozmowę oficjalnym tonem.
-Jakim?- zapytał, chociaż był pewien, co może usłyszeć.
-Nie będzie ingerować w nasze życie-zakomunikowała mu kategorycznie.
-Mam się wyrzec własnego dziecka?- oburzył się, bo chociaż Beatka nie była jego, to przecież mógłby mieć dziecko. – Czy ty wiesz, o co mnie prosisz?
-A ty pomyślałeś jak ja będę się czuła widząc je? – zapytała tonem męczennicy. Przecież kiedyś będziemy mieć własne dzieci. Jak sobie to wyobrażasz?  Że będą bawiły się razem?
- Mam, więc wybierać pomiędzy tobą a dzieckiem?- pytał z niedowierzaniem.
-Nie.  Masz tylko w przyszłości trzymać je z dala od naszego domu i ode mnie- odparła oprychliwie.
-Trzymać je- powtórzył wściekle.  – Paula mówisz o niej jak o jakimś psie- zdenerwował się, bo jej słowa jeszcze bardziej otworzyły mu oczy na jej charakter.  – To, o co mnie prosisz jest okrutne.
- A myślisz, że te twoje życie nie jest dla mnie okrutne-odparła z wyrzutami. – Ciągle muszę znosić twoje romanse, zdrady, panienki.
- Paula-zaczął zbierając myśli.   – Jak widzisz nasz związek nie ma przyszłości i dobrze się stało, że tak się stało.  Ja nie potrafiłbym żyć z kobietą, która nie potrafiłaby zaakceptować mojego dziecka, a ty nie powinnaś być z kimś takim jak ja.
-Więc, co? –popatrzyła na niego uważnie. Co masz na myśli?
-Uważam, że powinniśmy się rozstać-odparł spokojnie.
- Rzucasz mnie?- wyraźnie się zdenerwowała i zszokowała.
- Rozstać Paulino. W jak najlepszych relacjach- próbował łagodnie przejść przez ten etap rozmowy. – Nigdy nie powinniśmy się też związać. Po prostu nie pasujemy do siebie.
-I doszedłeś do tego dopiero teraz?- zapytała po chwili. –   Po czterech latach związku. Nie rozśmieszaj mnie- zakpiła.
-Lepiej teraz niż mielibyśmy być już w narzeczeństwie albo po ślubie. Jeśli pomyślisz o tym na spokojnie to dojdziesz do tego samego wniosku.
-Nad niczym nie będę myślała- oburzyła się.  – Marco- zmieniła ton na pieszczotliwy i wzięła go za rękę. –  Przecież tyle nas łączy. Firma, znajomi, wspomnienia. Naprawdę chcesz to wszystko przekreślić?
-Ja zdania nie zmienię-odparł pewnie. – Odchodzę Paulino i nie przekonasz mnie do zmiany decyzji.
 - Potraktowałeś mnie jak te wszystkie swoje panienki- znowu zmieniła ton, tym razem na gardzący.
-Skoro tak to odbierasz Paulino- rzekł wzruszając ramionami.
- Żałuję, że posłuchałam mamy i tu przyszłam- odparła wstając z kanapy. –Nikt mnie tak jeszcze tak nie potraktował.  Ale jeszcze do mnie wrócisz- dodała na odchodne. I pożałujesz.


Po odejściu swojej już byłej dziewczyny odetchnął z ulgą, że ma to już na sobą i będzie mógł w końcu żyć tak jak chce. Uczcił to samotnym toastem, później wziął prysznic i wrócił do łóżka. Chciał jeszcze pospać trochę, bo plany wieczorno-nocne już miał.
Wieczorem, jak co tydzień w sobotę razem z Sebastianem wybrali się do klubu. Schemat był jak zazwyczaj. Najpierw obserwowali dziewczyny a później dosiadali się albo szli potańczyć. Kolejnym etapem były drinki, wspólna zabawa i wyjście z tymi bardziej przyzwoitymi na chwilę pieszczot a z tymi łatwymi i bezpruderyjnymi do łóżka. Czasami jak dziewczyna była warta uwagi to znajomość przedłużali na parę dni, ale zazwyczaj kończyła się na jednym wieczorze.
Nie licząc Pauliny to wszystkie jego związki były właśnie takie. Krótkie, niezobowiązujące i wygodne. Nie szukał też nikogo na stałe. Spodziewał się tylko kilka miłych chwili w towarzystwie kobiet i tyle otrzymywał.  Wszystkie były takie same. Głupie, naiwne, pazerne i patrzyły na jego portfel.  To mu w zupełności wystarczało. Za mały drobiazg w postaci biżuterii czy garderoby mógł liczyć na coś więcej niż pocałunki.  Nie zdarzyło się jeszcze, aby jakaś obraziła się albo prezentu nie przyjęła. Niektóre panienki  przez łóżko chciały załatwić sobie również pracę albo awans i nie omieszkał korzystać i z tych okazji. Żył od jednej panienki do drugiej. Fakt też, że do tej pory nie spotkał kobiety, z którą chciałby być dłużej. Dla niego nikt taki nie istniał.

W poniedziałek rano tuż po przyjściu do pracy Marek zauważył dziwne poruszenie w holu.  Jego asystent i Ola również zamilkli na jego widok. Nie pytał jednak, o co chodzi, bo zajęty był przeglądaniem poczty. Sprawa sama wyjaśniła się chwilę później.
-Widziałeś już- rzekł Sebastian od drzwi machając kolorową gazetą z typu brukowców.  – Jak nie to popatrz- dodał rzucając na biurko najnowszy numer tygodnika „Z buciorami u sław”.
-A jednak rozwód- przeczytał największy napis pod zdjęciem jednej z aktorek.
-Niżej- rzekł Olszański.
- Samanta Mazurek pokazała za dużo- przeczytał kolejny tytuł ze zdjęciem kobiety w mini.
-Po drugiej stronie na dole- poinstruował dokładniej.
-Marek Dobrzański przyłapany z dzieckiem na spacerze.
Szybko odnalazł stronę z artykułem i zdjęciami przedstawiającego go i Beatkę spacerującego po parku.
 Znany i coraz bardziej uwielbiany przez kobiety Marek Dobrzański został przyłapany we wtorkowe przedpołudnie w paku miejskim na spacerze z około rocznym dzieckiem. Czyżby oznaczało to, że nie mogący narzekać na brak powodzenia i od dawna słynący z podbojów młody biznesmen zaliczył jakiś czas temu wpadkę, został ojcem i ukrywał ten fakt? Przypomnijmy, że rok temu współwłaściciel firmy F&D widywany był z piękną brunetką w zaawansowanej ciąży, z którą również mieszkał przez parę dni. Kobieta jednak z jego życia równie szybko znikła, co pojawiła się.
  -No, nie? Słyszałeś?- zwrócił się do przyjaciela z niedowierzaniem.  – Znowu wyciągają sprawę Anity.
 Teraz wszystko wskazuje na to, że owa kobieta wróciła i ponownie zagościła w życiu Dobrzańskiego -czytał dalej. Sądząc również po jego minie to spacer sprawiał mu ogromną radość i wyglądał na bardzo zadowolonego i dumnego.  I, co o tym wszystkim myśli słynąca z zazdrości dziewczyna Marka, Paulina Febo? Ta pół Włoszka jest znana z wybuchowego temperamentu i nie raz dawała już upust swojej wściekłości po zdradach chłopaka.
-Zadzwonię tam i każę im to sprostować- rzekł wzburzony, gdy skończył czytać artykuł.
-Marek i co ci to da, że zadzwonisz –uspakajał go Olszański. – Ci dziennikarze są jak hieny i jeszcze bardziej będą rozdrapywać sprawę. Pamiętasz jak było z Anitą. Pisali, pisali i znudziło się im w końcu. Do dzisiaj nie połapali się, że to wnuczka twojej gosposi i że mieszkała u ciebie, bo jej mieszkanie zalało.
-Może i masz rację-rzekł po namyśle.  – Dobrze, że chociaż nie ma tu nic na temat Uli i Jaśka.
-I tym powinieneś się cieszyć-odparł optymistycznie.
- A pro po Uli to muszę później zadzwonić do niej i spytać jak udała się operacja jej ojca.
-Co ty masz z tymi Cieplakami?- zapytał dociekliwie Sebastian. – Pomogłeś im z tą operacją to ok i chwalę cię za to, ale czy ty nie za bardzo angażujesz się?  Dałeś Uli zarobić, Jasiowi dołożyłeś do butów, wozisz ich. Jeszcze trochę a z zaczniesz wychodzić z nimi.
 -Żebyś wiedział- rzekł tajemniczo. –  Mam dla nich zaproszenia na sobotni festyn do mamy fundacji. Jasiowi i Beatce należy się trochę rozrywki a i Ula rozerwie się przy okazji. Zwłaszcza jej się należy.
-A tobie, aż tak zależy na rozweselaniu jej życia? - spojrzał podejrzliwie na kumpla. –  Co ty kombinujesz?
- Nic nie kombinuje- odparł wzruszając ramionami. –  Tak naprawdę to Ula chyba mnie nie lubi.
- O, to coś nowego – wyraźnie zainteresował się stwierdzeniem Marka. – I co?- dopytywał. Teraz, kiedy tak podobno wypiękniała zamierzasz ją rozkochać?
-Seba jak ty coś palnieszrzekł z politowaniem. –  Chcę, żeby mnie polubiła i nie myślała, że jestem zarozumiałym bogaczem robiącym coś dla szpanu- tłumaczył się jak dla Sebastiana za nerwowo.  – Tylko tyle.
-Rozumiem-odrzekł kpiąco.  – Postawiłeś na przyjaźń.
-Żebyś wiedział niedowiarku. Żebyś wiedział.

Operacja Cieplaka trwała prawie dwie godziny i udała się. Ula przez cały ten czas czekała cierpliwie na pojawienie się chirurga. Lekarz w końcu wyszedł i mógł powiedzieć jej, że wszystko przebiegło bez komplikacji. Pacjent wkrótce miał być też wybudzany z narkozy i przewieziony na salę pooperacyjną. Ula tylko na chwilę mogła wejść do ojca, przywitać się i spytać jak się czuje.  Po wyjściu ze szpitala zadzwonił do niej Marek. Zdziwiła się, że dzwoni tak od razu i pyta o zdrowie ojca, ale i ucieszyło trochę, bo oznaczało, że dalej martwi się losem jej ojca. Zapowiedział jej też, że ma dla nich niespodziankę i wpadnie do nich popołudniu.
W Rysiowie tak jak obiecywał pojawił się w porze podwieczorku. Ula piekła akurat racuchy z jagodami, Jasiu oglądał gazetę z motorami, a Beatka spała.
-Proszę to dla was-rzekł podając kopertę Uli.
-Zaproszenie na festyn do fundacji Szczęśliwe dzieciństwo-przeczytała Ula.
-To charytatywna impreza z okazji piętnastolecia istnienia fundacji. Będą zabawy dla dzieci na powietrzu i na sali zabaw, słodycze, klaun, trochę muzyki.  Typowa rozrywka festynowa. Ty, Jasiek i Beatka rozerwiecie się trochę.
-Super-ucieszył się Jasiu. – Pójdziemy Ula.
-Czemu nie -rzekła bez większego entuzjazmu. – Możemy iść.
- Tylko nie dam rady przyjechać po was- zaczął tłumaczyć się.– Od rana zajęty będę we fundacji.
- Nie szkodzi- wtrąciła szybko Ula.  – Są autobusy.  Zjesz z nami -zaproponowała wykładając racuchy na talerz.
- Z przyjemnością- odparł, bo sam chciał wprosić się na podwieczorek.
Podczas podwieczorku zastanawiał się, czy nie powiedzieć Uli o artykule z brukowca. Doszedł jednak do wniosku, że nie ma sensu zawracać jej głowy jakimiś plotkami i rozmawiali głównie o zdrowiu Cieplaka. Jego rozterki były, jednak zbędne, bo dzień później Ula sama dowiedziała się o całym zamieszaniu. Już z przyzwyczajenia wchodziła wieczorami na portal Papużka pl. i przeglądała wieści z życia gwiazd. Tytuł Marek Dobrzański ojcem? – od razu przykuł jej uwagę.

 Parę dni temu paparazzi przyłapali na spacerze w parku Marka Dobrzańskiego. Nic w tym dziwnego nie byłoby, gdyby nie fakt, że spacerował z dzieckiem i wózkiem typu spacerówka, co świadczyłoby o tym, że dziecko całkiem małe nie jest.  Po zachowaniu udziałowca cenionej marki F&D można było również wywnioskować, że ma dobry kontakt z dzieckiem i jest z nim emocjonalnie związany. Całej sprawie tajemniczości dodaje też to, że parę miesięcy temu widywany był z ciężarną kobietą. Do dziś nie wiadomo jednak, kim była owa kobieta. Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że mogła nią być początkująca modelka, która przez łóżko chciała zrobić karierę. Bądź, co bądź spadkobierca części fortuny Grubiańscy & Dobrzańscy znany jest z licznych podrywów i uniesień miłosnych, a jego dziewczyna Paulina Febo nieraz musiała znosić jego romanse i zdrady. Do tej pory luźne związki jednego z najbardziej pożądanych amantów kończyły się bezproblemowo. Teraz, jednak wszystko wskazuje na to, że podobnie jak jego kolega i gwiazdor serialu „Maria i Daria” Artur Pionek, dorobił się potomka i ukrywał ten fakt.

Ze zdziwieniem stwierdziła też, że na zdjęciach jest z takim samym wózkiem, jaki ma Beatka i bała się, że jej siostra trafiła do brukowca. Kolejna fotografia jednak temu zaprzeczyła, bo przedstawiała go przy dużej fontannie a w takim miejscu na pewno z Beatką nie był.
Za wczorajszy dzień miał u mnie plus - pomyślała zamykając laptopa. A dzisiaj, jeśli to prawda to znowu minus. Tylko, dlaczego miałby je ukrywać? Przed dziewczyną, czy może wstydzi się go albo boi się tego co inni na to powiedzą Albo zdjęcie  z fontanną jest to po prostu fotomontażem.

Sobotnia pogoda na festyn była wymarzona, bo było ciepło, ale nie gorąco. Również atrakcje były tak zorganizowane, że część odbywała się pod gołym niebem a część pod dachem. Ule zdziwiła też liczebność i sporo obecnych tam sław. Cała ta elita była bardzo elegancko ubrana i trochę nieswojo czuła się w prostej sukience w niebieskie kwiaty i bolerku w tym samym kolorze. Pocieszał ją też fakt, że nie jest jedyną osobą skromnie ubraną, bo podopieczni fundacji również mieli tańsze stroje.  Marek ze względu, że był współorganizatorem festynu wiele czasu im nie mógł poświęcić i większość czasu spędzili we trójkę albo Ula sama z Beatką.  Najwięcej radości z wyjścia miał Jasiek, bo korzystał z zabaw z innymi dziećmi a Ula głównie spacerowała wózkiem z Beatką i przyglądała się. Po trzech godzinach zabawy Ula zdecydowała, że czas wracać do domu. Przed wyjściem poszła jeszcze do toalety a Beatkę zostawiła z Jasiem. 
Jasiek pochłonięty zabawą spuścił siostrę z oczu, a dziewczynka znudzona raczkowaniem po sali zabaw niespostrzeżenie wyszła na korytarz a stamtąd do przeciwległej sali. Tam wśród gości i kamer odbywała się charytatywna licytacja. Marek, jako syn założycielki był w centrum uwagi i wraz z panią Renatą prowadził aukcje. Nikt nie zauważył, że z bocznych drzwi przygląda im się dziecko.  Beatka natomiast najwyraźniej pomyślała, że blask kamer jest dobrym momentem do nauki chodzenia i pójścia w stronę taty. Trzymając się framugi podniosła się zrobiła parę niepewnych kroków i upadła. Nie zraziło ją to i chyba nie zabolało, bo nawet nie zapłakała tylko siedząc na środku sceny wyciągnęła swój gruby paluszek i wskazując na Mark rzekła głośno i radośnie, tata.  Już samo nieoczekiwane pojawienie się dziecka na scenie wywołało ciszę, a po jej wyznaniu cisza pogłębiła się jeszcze bardziej. Flesze kamer i aparatów skierowane były raz to na Beatkę to na Marka.

Nie tylko Beatka tego popołudnia przykuła czyjąś uwagę, ale i Jasiek. Mistrz Pshemko, który miał już gotową kolekcję poszukiwał właśnie odpowiedniego chłopca do prezentacji mody dziecięco- młodzieżowej. Ci wszyscy kandydaci proponowani z agencji byli dla niego za sztuczni a potrzebował kogoś naturalnego. Chłopiec wspinający się po wiszącej drabince natomiast wydawał się idealny.
Ula na salę zabaw wkrótce wróciła. Poszła jeszcze do szatni po wózek Beatki i torbę z rzeczami siostry.  Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła się jej w oczy to Jasiek rozmawiający z dziwnym mężczyzną. Nieznajomy poprawiał mu włosy i prostował plecy.
- Jasiek mówiłam ci, żebyś nie rozmawiał z obcymi- oburzyła się na brata. –  A pan, co z Jasiem robi- zapytała równie burzliwie.
-A osoba, kim jest?- zapytał całkiem przyjaźnie nieznajomy.
-Siostrą Jasia-odparła. – A pan?
-Całkiem niepodobna do Jaśka- odparł uśmiechnął się życzliwie, co jeszcze bardziej zbiło z ją z tropu.  – Pani pozwoli, że się przedstawię i wszystko wyjaśnię. Pshemko projektant z F&D i szukam modela w wieku Jasia. Wkrótce ma odbyć się pokaz mody F&D Familia i chciałbym, żeby Jasiu wziął w nim udział. Ma wszystko to, co szukałem u takiego smyka.  Oczywiście, jeśli wasi rodzice się zgodzą.
- Jasiek a gdzie Beatka?- zapytała rozglądając się po sali i nie słuchając mistrza.
-Nie wiem- wyjąkał. – Była tu przed chwilą.
-Jasiek-wrzasnęła zła na brata.    Beatka to twoja siostra. Jak mogłeś jej nie upilnować?

Beatka odnalazła się szybko, bo jej radosny śmiech trudno było nie słyszeć zza uchylonych drzwi. Chciała już wejść do sali, ale siostra była na rękach Marka i razem z nim licytowała. Wiązało się to też z tym, że musiałaby przemarszować  po scenie a nie chciała robić dodatkowego zamieszania.  Zauważyła też, że żczyzna mrugnął do niej porozumiewawczo okiem i daje znak, że panuje nad sytuacja. 
Po nieoczekiwanym wystąpieniu Beatki, Marek jakby nigdy nic wziął ją na ręce a dziewczynka objęła go za szyję i przytuliła się. Przez resztę aukcji tak było.  Zadowolona Betti tuliła się do Marka, klaskała, raz po raz mówiła do niego tata, a on nie zaprzeczał temu i zachowywał się jak ojciec. Ula słysząc i widząc to wszystko bała się, że Dobrzański może być zły i do niej mieć pretensje, że nie upilnowała siostry. Aukcja w końcu skończyła się i Marek wraz z Beatką opuścił scenę. Na korytarzu włożył małą do wózka i zanim ktokolwiek z aparatem albo z kamerą pojawił się to schował się w biurze obok. Gdy tylko znaleźli się w środku Ula gorliwie i nerwowo zaczęła tłumaczyć się.
-Przepraszam cię za Beatkę- mówiła wyraźnie przejęta zaistniałą sytuacją. –  Jasiek miał pilnować ją, ale zajął się zabawą a później rozmową z tym twoim projektantem. Narobiła tylko zamieszania z tym, tata.
-Spokojnie Ula- rzekł bez urazy. –  Już prędzej zostałem okrzyknięty ojcem. W „ Z buciorami u sław” jest artykuł na ten temat i zdjęcia jak byłem z Beatką w parku. Nie było tylko wiadomo, dla kogo jestem ojcem i czy to w ogóle jest prawdą. Nie mówiłem ci prędzej, bo nie chciałem zawracać ci głowy plotkami-usprawiedliwił się jeszcze.
  – Czytałam coś podobnego na portalu Papużka- przyznała szczerze, że i ona czasami żywi się plotkami. –  Tytuł brzmiał Marek Dobrzański ojcem i znak zapytania.  Były też twoje zdjęcia z wózkiem.  Z artykułu wynikało, że ewidentnie to dziecko ukrywasz- sprecyzowała.
 -Stałem się, więc wyrodnym ojcem - stwierdził z przekąsem.
-Nie rozumiem jak można wypisać takie rzeczy?- zastanawiała się tymczasem Ula.
- Jak widzisz można – westchnął cierpko.  – Prasa brukowa tylko tym się zajmuje. Jeden dziennikarzyna przyłapał mnie, prawdopodobnie przypadkiem, a inni sprawę podchwycili.   Ale to też po części moja wina, bo każdy wie jak żyję i było to dla nich oczywiste.  Gdybym jednak miał dziecko to nie ukrywałbym tego-dodał na koniec bardzo przekonująco.
Po jego wyznaniu zastanawiała się, czy nie przyznać się, że sama przez chwilę oskarżała go o ukrywanie dziecka, ale postanowiła, że lepiej będzie jak zatrzyma to dla siebie.
- I co teraz zrobimy? –spytała tylko.
-Nic- odparł błaho.
- Jak nic?  Może po prostu powiesz prawdę, kim jest Beatka.
-Nie ma sensu Ula-zaczął tłumaczy słowami Sebastiana. –  Dla dziennikarzy będzie to tylko dowód na to, że jest coś na rzeczy. Będą sprawę drążyć trafią i do ciebie i będą koczować przed twoim domem i stwarzać niestworzone historie na temat mój i twojej rodziny.  Lepiej będzie zostawić to tak jak jest, a sprawa sama ucichnie za jakiś czas
-Myślisz- zapytała do końca nieprzekonana pomysłem Marka.
-Tak Ula.  Ja jestem przyzwyczajony do tego, że interesują się mną, ale tu chodzi o twoją rodzinę. Nie chcę, żebyście mieli kłopoty przeze mnie.
-Masz rację-zgodziła się bezspornie po szybkim przemyśleniu tego co powiedział jej Marek . – Nie chcę trafić do gazety. Wystarczy, że Beatka trafiła do gazety i Internetu.
-Tu się chowacie- przerwał im Pshemko razem z Jasiem. – Urszula spojrzy jak bardzo Jasiek jest fotogeniczny- rzekł pokazując jej aparat ze zdjęciem brata.  – Jest idealny na modela dziecięcego.  Ma to coś w oczach.
-Jasiek miałby wystąpić w pokazie? Dobrze zrozumiałem?- zapytał Marek.
-Dokładnie tak-odparł mu mistrz.
- To bardzo dobry pomysł Ula-poparł projektanta. – Trochę pieniędzy się wam przyda.
-Jakieś półtora tysiąca-sprecyzował Pshemko.
-Ile –zapytała, bo bała się, że źle dosłyszała.
- Półtora tysiąca-powtórzył Marek.
-Za jeden wieczór-dziwiła się.
- Pokaz i jeszcze zdjęcia do katalogu-dodał mistrz. 
- Ula zgódź się-wtrącił się w końcu Jasiek.  – Dzwoniłem nawet do ojca i tobie zostawił decyzję.
-Nie wiem Jasiu czy świat mody to dobry pomysł. Tyle się mówi o tym.
-Ula obiecuję ci, że nic złego się nie stanie- przekonywał Marek.
-To tylko jeden pokaz - nalegał Jasiek.– Mam wakacje, średnią 5,2. Należy mi się coś ekstra za świadectwo z paskiem.
-Niech będzie-odparła w końcu ku zadowoleniu całej trójki.
- W takim razie w poniedziałek przymiarka, w piątek próba generalna a w sobotę pokaz-przedstawił pokrótce plan mistrz.
-A, co miałbym prezentować?- dopytywał Jasiu.
-Wystąpisz w kolekcji ojciec i syn. W garniturze i jeszcze w czymś sportowym.  Czuję, że po Wiktorze będziesz najbardziej obleganym modelem-stwierdził mistrz. –   Śliczny z ciebie młodzieniec. Zresztą cała trójka Cieplaków ma swoje walory. Urszula ma piękne oczy, jest taka naturalna, a Beatka słodka jak cukiereczek.  Zaraz zaśnie. Oczka się kleją, paluszek w buzi.
-Faktycznie prawie śpi-rzekł i Marek spoglądając na leżącą we wózku dziewczynkę.
-Nic dziwnego-odparła Ula. Miała sporo wrażeń i jest już śpiąca.  Zresztą zazwyczaj o tej porze idzie na popołudniową drzemkę, co oznacza, że czas wrócić do domu.  Przypilnujcie ją chwilę a ja pójdę do szatni po nasze rzeczy.
-Będą inne osoby w moim wieku- usłyszała wychodząc pytanie brata.
-Będą. Starszy od ciebie chłopiec i dwie dziewczynki.
Ula wróciła chwilę później. Marek dalej  bujał wózek, a Jasiu ciągle rozmawiał z Pshemko.
-Twoimi włosami zajmą się styliści.  Myślę, że inna fryzura będzie do garnituru a inna do odzieży sportowej. Ale to dopiero przed próbą generalną. W poniedziałek oswoisz się z wybiegiem, przymierzysz stroje, poznasz Wiktora naszego modela. To z nim będziesz występować i nauczy cię chodzić. Teraz nie będę ci tego wszystkiego tłumaczyć i pokazywać. Urszula również powinna przyjechać i wypełnić dokumenty- zwrócił się do dziewczyny. –  Bez tego ani rusz.  Najlepiej będzie jak będziecie przed południem.
-Mi rano też bardziej pasuje-przytaknęła mistrzowi.–  Tylko potrzebowałabym  adres i wskazówki jak dojechać.
- Przyjadę po was, więc tym się nie martw- zaoferował swoją pomoc Marek. 
-Ok-odparła mu bez jakichkolwiek protestów. –  Pójdziemy już-rzekła spoglądając na Marka i Pshemka jednocześnie.   – I jeszcze raz dziękuję za zaproszenie-dodała już tylko do Dobrzańskiego.
-Naprawdę nie ma, za co- odparł. – To mi było miło, że skorzystaliście z zaproszenia. Odprowadzę was. Ale lepiej będzie jak wyjdziecie tylnymi drzwiami.  Ominiemy hol i ogród i nikt nie będzie się wam przypatrywał.  Założę się, że teraz wszyscy mówią o Beatce.
-Nie musisz się nawet zakładać- odparła lekko uśmiechając się . –  Gdy byłam w szatni to słyszałam rozmowę dwóch kobiet.  Przyglądały się kobietą na sali i szukały potencjalnej mamusi.
-Pięknie-westchnął z rezygnacją.    Najchętniej ewakuowałbym się stąd razem z wami, ale obowiązki mnie jeszcze czekają.
-Jakoś to będzie-próbowała pocieszyć go Ula. – Ludzie czyimiś sprawami lubią żyć.
-I nic na te ludzkie gadanie nie poradzisz -dodał i mistrz.– Musisz to przetrwać.
Wkrótce Marek razem z Pshemko pożegnali się z Cieplakami a  Ula z rodzeństwem niezauważona poszła w stronę przystanku.

Marek znów ma plusa u mnie- pomyślała, gdy wyszli na ulice. Martwi się o nas i chce ukryć mnie i moją rodzinę przed światem.  Mógłby przecież machnąć ręką a zachował się bardzo porządnie i nie chce przysporzyć nam kłopotów. Jak chce to potrafi być miły, dobry i żyć jak należy a nie tylko na niby. I nie ma dziecka. Chociaż to nie powinno mnie interesować, ale cieszę się.
Wydarzenie to, jednak zostało dostrzeżone i szeroko komentowane w prasie i telewizji a spekulacje na temat matki dziecka nie ustawały i zataczały coraz większy krąg. Fama głosiła też, że skoro dziewczynka nosi wdzięczne imię Betti to jej mama prawdopodobnie Polką nie jest.

Do miłego zobaczenia 21-22 sierpnia.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Początek wspólnego życia.



Wstęp do miniaturki 9 i 11.

Sielanka, sielanka, sielanka.  Ale pisałam ją krótko po ślubie. 


Od czasu pokazu F&D GUSTO minął tydzień i życie we firmie wróciło do normy. Już dzień po premierze było wiadomo, że kolekcja osiągnęła sukces a kolejne dni jeszcze bardziej to udowadniały. Zamówienia płynęły nie tylko z Polskich butików, ale i od zagranicznych kontrahentów.  To, co Aleks i Paulina uważali za badziewie okazało się strzałem w dziesiątkę a Pshemko odniósł kolejny sukces. Marka wyznanie z pokazu również było komentowane i udokumentowane pięknymi zdjęciami. 



Po pokazie i bankiecie Ula pojechała do Marka na Sienną i została u niego na weekend. Tak pięknie rozpoczęty wieczór nie mógł skończyć się nigdzie indziej jak w łóżku.  Kochali się i rozmawiali. Wyjaśnili sobie wszystkie ważniejsze sprawy związane z nimi, Pauliną i Piotrem.
 Następnego dnia, gdy Ula obudziła się to oniemiała, bo w sypialni porozwieszane były karteczki samoprzylepne z napisem kocham cię. Marek natomiast leżał obok i przyglądał się jej uważnie.
-Marek, ale jak?- pytała rozglądając się z niedowierzaniem i zachwytem po sypialni. –  Kiedy zdążyłeś wypisać je? Musiałeś pisać przez większość nocy.
- Wypisałem je cztery dni temu, gdy wyszłaś z Piotrem na kolacje- rzekł zadowolony, że udało mu się ją zaskoczyć i uszczęśliwić.  – Postanowiłem, że zawalczę o twoją miłość, wyciągnąłem wszystkie karteczki, jakie miałaś wypisałem je i przystroiłem nimi tym twoje biuro. Nakleiłem na półkach, lampie a na podłodze ułożyłem serce.  Później stwierdziłem, że się wygłupiłem, sprzątnąłem cały bałagan i przywiozłem tutaj.  
- To, dlatego znalazłam te jedno Cię- rzekła z odkryciem w głosie.  –Zastanawiałam się nawet skąd się tam wzięło. Ale niepotrzebnie wtedy uciekłeś. Może nie byłoby tego wypadku.
-Nie chciałem wchodzić w wasze życie. Byłem przekonany, że jesteś szczęśliwa i chcesz jechać do Bostonu.
- Nigdy nie pokochałam Piotra i chciałam wyjechać tylko, dlatego aby zapomnieć.
-Tak samo było ze mną. Chciałem wyjechać do Włoch, aby zapomnieć a Paulina nie liczyła się.  Od czasu jak zrozumiałem, że cię kocham inne kobiety przestały się dla mnie liczyć.
-To znaczy, od kiedy?- zainteresowała się
-Sam dokładnie nie wiem- zastanowił się chwilę.  – Od początku naszej znajomości szczerze polubiłem cię i źle się czułem z planem Sebastiana. Z czasem jednak, gdy poznawałem cię lepiej, zacząłem widzieć w tobie kobietę. Nad Wisłą zaczęło się coś dziwnego ze mną dziać i chciałem całować cię naprawdę.  W SPA i wszystko po SPA było już prawdziwe i szczere. Włącznie z tym, że zamierzałem rzucić Paulinę.  Byłem jednak zbyt głupi, żeby zrozumieć swoje uczucie. Później, gdy dowiedziałaś się o intrydze i odeszłaś to poczułem pustkę i zrozumiałem jak bardzo jesteś dla mnie ważna i że cię kocham. Nie myślałem nawet, że można aż tak mocno kochać i zaangażować się.  Ula – rzekł czule biorąc jej dłoń w swoje ręce.  – Niczego bardziej nie pragnę niż tego, żebyś była ze mną szczęśliwa i zrobię wszystko żeby tak było.
-Już jestem- odparła ze łzami w oczach. – Bo jesteś ze mną, kochasz mnie i jesteś taki romantyczny.  Nic więcej do szczęścia potrzebne mi nie jest. A to, co zrobiłeś ze sypialnią jest po prostu niesamowite i wyjątkowe. Szkoda tylko, że nie zobaczyłam biura.
-Mam zdjęcia- odparł z zadowoleniem. – Zrobiłem na pamiątkę dla naszych dzieci i wnuków. Niech wiedzą, jaki ich dziadek był romantyczny.

Sypialnia wyklejona karteczkami była początkiem z długiej listy niespodzianek, jakie miał dla niej Marek. Kolejna czekała ją już w poniedziałek. Po tym jak wróciła ze spotkania z koleżankami znalazła na stole list miłosny z zaproszeniem na randkę.  Randka była tak zorganizowana, że musiała wyjść od razu.
Nad Wisłę dotarła szybko a Marek już czekał na nią. Siedział zamyślony na kamieniu a w ręce trzymał zwykłą szarą, papierową torebkę.  Z niecierpliwością spoglądał też na zegarek. Ula schowana dwa metry od niego za zaroślami mogła przez chwilę swobodnie patrzeć na niego.
- Cześć-rzekła w końcu.
-Cześć-odparł i wstał z kamienia. –  Bałem się, że nie przyjdziesz.
-Wypadało się trochę spóźnić, żeby nie być za szybko- stwierdziła trochę bezsensownie.   Wiolettą mi tak powiedziała. Cokolwiek miałoby to znaczyć.   A, co będziemy tu robić?
-Jeść krówki mordoklejki i pić szampana.  Proszę to dla ciebie-rzekł podając jej torebkę. Czekoladowe, bardzo klejące się, słodkie i ciągnące. Wtedy też miałem krówki. 
- No, no, no panie Dobrzański- rzekła z niedowierzaniem.  – Nie znałam pana z tej strony.  Jest pan bardzo romantyczny. Randka w ciągu dnia, krówki, szampan, karteczki.
-Staram się- wyraźnie uśmiechnął się na wyznanie Uli. –  Siadaj a ja otworzę szampana- dodał wskazując jeden z kamieni.  Z pomiędzy kamieni natomiast wyciągają foliówkę z małą buteleczką i kieliszkami.  – Wiem, że to tylko kamienie, ale są to nasze kamienie.
-Nasze kamienie-westchnęła. – Pięknie brzmi. To już drugie nasze kamienie.
-To prawda –rzekł podając jej kieliszek z musującym płynem.   Czas na toast kochanie. Za nas i nasze szczęście-dodał stukając się kieliszkami.
-I za przyszłość-dodała Ula.
 - I za wszystko, co najlepsze przed nami- dorzucił kolejne życzenia Marek. –  Pamiętasz ten wieczór, gdy obiecałem ci, że po pokazie wyjedziemy gdzieś odpocząć? –zapytał, gdy upili po łyku trunku.
-Trudno go zapomnieć- odparła z lekkimi wyrzutami. – Próbowałeś mnie wtedy uwieść w bardzo niecny sposób.
-Nie do końca Ula-zaprzeczył. – Wtedy całowałem cię nie tylko z interesowności, ale i z pożądania. Przyznaje, że na początku była to interesowność, ale później to już moja natura odezwała się i chciałem całować cię, bo, bo chciałem. Gdybyś mnie wtedy nie powstrzymywała to skończylibyśmy na kanapie albo na biurku.
- Na szczęście Marek – rzekła z ulgą. –  Gdyby Wiola przyłapała nas to nawet nie chcę myśleć jak mogłoby się to dla ciebie i dla mnie skończyć.
- To prawda-odparł bezspornie. –  Wracając jednak do wyjazdu to mam coś dla nas w sam raz. Piękny ośrodek SPA w pobliżu Poznania. Mówi ci to coś?
-Coś mi świta. Jezioro, las, plaża.
-Dokładnie tak.  Zarezerwowałem dla nas apartament na cały tydzień. Należy nam się odpoczynek. Wyjazd w piątek.  
 -Ale czy możemy jechać? –pytała z wahaniem. –  Jest tyle pracy we firmie.
-Możemy kochanie –odparł wpatrując się w jej usta. – Ojciec obiecał zastąpić nas-dodał będą już bardzo blisko jej twarzy.  
-Kochanie nie było mowy o pocałunkach-przerwała mu brutalnie. – Tylko o szampanie i krówkach.

W SPA spędzili wspaniałe chwile. Marek już pierwszego dnia miał dla niej kolejne niespodzianki.  Pierwszą z nich była wycieczka jachtem po jeziorze Kierskim i obiad w jednej z restauracji położonej tuż przy brzegu jeziora.  Po obiedzie mieli jeszcze czas na zwiedzanie okolicy i kupno paru drobiazgów.  Do ośrodka wrócili drogą powietrzną i oboje mogli podziwiać piękno jeziora poprzez lot balonem. Kolacja w SPA była równie urocza, co obiad, bo spędzili ją na plaży wraz z innymi przebywającymi tam gośćmi i atrakcją dnia, ogniskiem.
-Kochanie czy ja mówiłem ci już, że uwielbiam ognisko-szepnął Uli w ucho.
-Nie, ale zgadzam się z tobą w stu procentach kochanie-odparła wtulając się w jego ramiona.

 Do pokoju wrócili dopiero po północy. Ula zmęczona całym dniem poszła od razu do łazienki wziąć prysznic a Marek szykował kolejną niespodziankę. Gdy wróciła do pokoju na środku stał stoli ze szampanem, tortem bezowym oraz dwie salaterki z truskawkami posypanymi cukrem.
 -Truskawki- rzekła z błyszczącymi oczami.
-Obiecałem ci przecież, kiedyś pójście na truskawki-odparł otwierając szampana. –To, co po truskawkach również mam w planach.
- Proszę, proszę, jaka zmiana nastawienia- rzekła, gdy Marek nalewał im szampana do kieliszków. – Jeszcze niedawno byłeś przerażony taką wizją. Grzebałeś mi nawet w zakupach.
-Nie będę zaprzeczał -odparł.  Kochanie nasze zdrowie-dodał podając jej lampkę szampana.
Chwilę później wyszli na taras. Noc była ciepła i bezchmurna i tam delektowali się torcikiem i truskawkami.
-Szkoda, że nie widziałeś swojej miny, gdy zobaczyłeś, co mam w torbie- zaśmiała się. – Byłeś przerażony jak nigdy dotąd. Było to nawet zabawne, bo do końca nie wiedziałeś, co cię czeka u mnie w domu.  Zwłaszcza, że przy stacji dowiedziałeś się, że będziemy sami.
-To znaczy, że bawiło cię to wszystko, kpiłaś ze mnie a ja się dawałem na to nabierać? -pytał zły na własną naiwność.
-Tak jakby- odparła z miną niewiniątka. – Chciałam powiedzieć ci prawdę, że ma to być zwykłe spotkanie, ale twoje zakłopotanie było tak zabawne, że postanowiłam potrzymać cię w niepewności.
-Kobiety-westchnął.
-Pierścionek- odparła mu zdziwiona, wyciągając z miseczki mały drobiazg.
-W końcu go wygrzebałaś –rzekł z wyraźnym zadowoleniem.
- Czy to znaczy, że…- próbowała zapytać, ale głos ugrzązł jej w gardle?
- Tak kochanie, zamierzam oświadczyć ci się- dokończył za nią i uklęknął przy niej. – Skarbie, wyjdziesz za mnie?- zapytał spokojnie.
-O Boże Marek, ale mnie zaskoczyłeś- odparła z łzami w oczach. – Tak, wyjdę za ciebie. W każdej chwili.
-Świetnie, bo chcę ożenić się jak najszybciej- niemal wykrzyczał wsuwając jej pierścionek na palec.
-Jest piękny – wyszeptała chwilę później ze wzruszeniem, patrząc na swoją dłoń.
W podzięce wychyliła się i pocałowała narzeczonego. Marek tylko na to czekał. Odwzajemnił pocałunek i całując się poszli na truskawki.

Po upojnej nocy i długim dniu atrakcji zasnęli objęci twardym snem.  Marek obudził się pierwszy, ale nie chciał budzić ukochanej. Wystarczyło mu patrzenie na nią. Patrzył z taką samą miłością jak którejś nocy, gdy pracowali razem a ona zasnęła. Ula w końcu obudziła się i pierwszą rzeczą, co zobaczyła to wpatrującego się w nią Marka.
-Witaj skarbie- przywitał się czule całując jej usta. – Co byś powiedziała na sobotę dwudziestego drugiego października?  Dzień po twoich imieninach.
-Dzień, na co?- zapytała ziewając.
-Ula jak to, na co? Na nasz ślub.
-W październiku? -  wyraźnie pomysł Marka do gustu jej nie przypadł. –  To prawie listopad i jest na dworze szaro i buro. A ja chciałabym, żeby było dużo zieleni, kwiatów, słońca. Myślałam o wiośnie i o czerwcu.
-Ale jest początek września i do czerwca masa czasu- tym razem to Marek wyraził swoje niezadowolenie. –  Wrzesień, październik, listopad-zaczął wyliczać.  To dziesięć miesięcy, jakby na to nie patrząc.  Możemy negocjować Ula. Co byś powiedziała na koniec kwietnia? Będzie już wiosna, zieleń, kwiaty.
- Nie ma r- wtrąciła szybko. Chyba nie chcesz, aby nasze dzieci sepleniły?
-Chyba w to nie wierzysz?- zakpił.
-Lepiej nie ryzykować- odparła lekko urażona.    Ja obiecuję ci pomieszkiwać u ciebie, ale ze ślubem poczekamy do czerwca- zaproponowała swoje rozwiązanie.
-Ale pod warunkiem, że nie będzie to od święta tylko częściej-próbował wynegocjować jak najlepsze dla siebie rozwiązanie.
-Częściej- obiecała solidnie.
- W takim razie zgoda-momentalnie podjął decyzję. – W czerwcu mam urodziny i imieniny to ślub mogę też wziąć w czerwcu.
-Wiem, że masz i dlatego chcę zaoszczędzić na prezentach dla ciebie- zażartowała.
- Cwaniara-rzekł z wyrzutami. –  Słońcem i kwiatami się zasłaniałaś a prawda okazała się całkiem inna. A tak na serio Ula nie przeszkadza ci to, że w czerwcu miałem żenić się z Pauliną?
- Ani trochę- odparła zdecydowanie. –  Paulina to zamknięty rozdział twojego życia. Tak jak Piotr mojego.  Możesz podać mi telefon- poprosiła.  – Musimy wybrać jeszcze dzień.  Co byś powiedział na osiemnastego w twoje imieniny?- zapytała po chwili, gdy weszła w sekcje kalendarza.
-Idealny dzień Ula- zgodził się bezspornie. –  Czuję, że to będą moje najpiękniejsze imieniny.
 Kolejne dni ich pobytu w SPA były równie urocze jak ten pierwszy dzień. Korzystali z zabiegów i wszystkich atrakcji, jakie oferowało SPA. Chodzili również na spacery do lasu, na plaże, pluskali się w jeziorze. Pojechali do Poznania, Gniezna i Kórnika. Do Warszawy wrócili szczęśliwi, wypoczęci i z siłami do pracy, a dla rodziny i znajomych wyprawili małe przyjęcie zaręczynowe.
Szybko okazało się też, że nie tylko oni w tym czasie się zaręczyli, ale i Wiola i Sebastian. Józef i Alicja natomiast dali i sobie szansę na dłuższy i poważny związek. Ule to bardzo ucieszyło, bo wkrótce miała wyjść z domu i nie chciała zostawiać domu bez kobiecej ręki.  

Przez kolejne dni, tygodnie i miesiące Marek zasypywał ją całą masą niespodzianek. Ula musiała przyznać, że był w tym mistrzem, bo ona takich pomysłów nie miała.  Już w parę dni po powrocie ze SPA zaskoczył ją kolejną i wyjątkowo romantyczną niespodzianką.
Dzień ten rozpoczął się dla nich bardzo szczęśliwie, bo podpisaniem intratnego kontraktu z firmą pani Kruger.  Tak udane spotkanie Marek zamierzał uczcić smaczną kolacją we dwoje w ich ulubionej restauracji Słoneczny Zakątek. Zaproszenie na kolację było, jednak tylko przedsmakiem dalszej części wieczoru. Po wyjściu z restauracji zaskoczył ją, bo pojechali w przeciwnym kierunku niż ulica Sienna.  Zatrzymali się parę ulic dalej pod Małym Kinem Iluzjon.  Ujął ją tym, bo oznaczało to, że nie zapomniał o ich zaległym wyjściu do kina.
-Pamiętałeś?- ucieszyła się ogromnie, czytając plakaty reklamujące między innymi filmy „Listy do M” i „ Rodzinka doskonała”.
-Kochanie wyjście do kina to była najważniejsza sprawa. Jeszcze przed wyjazdem do SPA chciałem zaprosić cię, ale, ale nie było, kiedy –rzekł wymijająco, bo to koniec niespodzianek dla Uli na ten wieczór nie był. Kolejna czekała ją na sali projekcyjnej.
Po wejściu do holu Marek wziął Ulę pod rękę i skierował się z prosto do sali numer pięć a nie jak inni  chętni spędzenia czasu w kinie do kasy.
-Jesteśmy chyba za szybko-stwierdziła Ula po wejściu, rozglądając się po pustej widowni.
-Nie, nie jesteśmy, bo będziemy sami. Wykupiłem dla nas specjalny seans. Dlatego też zwlekałem z pójściem do kina. Tak na zawołanie nie dało się tego zorganizować i musiałem porozmawiać z kierownikiem.  Tylko pamiętaj żebyś trzymała mnie za rękę Ula, bo boję się porównań do Don Juana.
-Jak to do Don Juana?- spojrzała na niego z niedowierzaniem. –  Czy to znaczy, że będziemy oglądać „Don Juan de Marco” a nie inną komedię?
-Dokładnie tak. Kierownik kina sprowadził nam ten film.
 - Jesteś po prostu niesamowity i kochany- ewidentnie rozczuliła się.  – I dziękuję- dodała i cmoknęła w policzki.
- To ty jesteś niesamowita i kochana– odparł oddając pocałunek. – Pamiętasz ten dzień, gdy siedzieliśmy u mnie na kanapie i wpatrywałem się w ciebie?
-Tak- zamyśliła się na chwilę i uśmiechnęła na te wspomnienie.  – To było takie dziwne a zarazem takie przyjemne i żenujące.
-Bo, wtedy po raz pierwszy zachwyciło mnie coś w tobie- rzekł przypatrując się jej z takim samym zachwytem jak przed paroma miesiącami. –  Sam nie wiem, co ale zauważyłem w tobie kobietę i jeszcze ten pieprzyka szyi.  
-Naprawdę?- spytała nieśmiało czując wzrok Marka na swojej twarzy.
-Naprawdę Ula- odparł biorąc ją za rękę.
Dalej nie było dane im rozmawiać, bo salę ogarnął mrok a z głośników popłynęła muzyka.

Dalsze życie w narzeczeństwie upływało im nie mniej sielankowo. Nie licząc małych przekomarzań to nie było między nimi nawet najmniejszego spięcia. Zwłaszcza Marek mógł to odczuć, bo miał porównanie z poprzednim związkiem. Ula była idealna i przeciwieństwem Pauliny. Nigdy nie chodziła nadąsana, nie strzelała fochami, nie krzyczała na niego. Świetnie dogadywali się i razem prowadzili dom. Śniadania do łóżka, wspólne zakupy, obiady były codziennością. Dbali również o siebie nawzajem. Marek bez okazji zapraszał ją gdzieś, dawał jej kwiaty, drobne prezenty. Biżuteria to jednak nie była, bo znał Ule i wiedział, że w przeciwieństwie do Pauliny i innych jego byłych panienek woli coś dla ducha albo praktycznego.  Ula nie była mu dłużna i umiała odwdzięczać się za to wszystko w ten sam sposób. Dla Marka najważniejsze jednak był to, że ukochana ufała mu i nie miała pretensji o wyjścia do klubu. Czas umilali sobie wyjazdami na weekendy, wyjściami do kina, teatru, muzeum, czy na podobnego typu imprezy. Często chodzili na spacery i jedli wtedy zapiekanki, hamburgery, frytki i inne jedzenie oferowane przez budki gastronomiczne. Jadanie w drogich restauracjach do szczęścia potrzebne im nie było i korzystali z nich w wyjątkowych okazjach.  Jesienią natomiast kupili sobie rowery i gdy dopisywała pogoda to popołudniami albo w sobotnie ranki pakowali sprzęt i jechali za miasto na szlaki rowerowe. Oboje od razu pokochali ten rodzaj rekreacji.  Marek dodatkowo stwierdził, że zdecydowanie woli tak spędzać wolny czas niż jeszcze całkiem niedawno z Pauliną na przyjęciach albo na premierach, gdzie od kamer i prasy roiło się.
Przez cały ten okres Ula tylko raz zwątpił w Marka, bo przez kilka dni dziwnie się zachowywał. Znikał na popołudnia w czasie pracy również wychodził i przyłapała go na kłamstwie. Sprawa, jednak szybko wyjaśniła się i miała związek z walentynkami. Miały to być ich pierwsze prawdziwe walentynki i Marek chciał dać Uli coś szczególnego. Rano zrobił dla niej śniadanie, a dodatkiem do tego były kwiaty, okolicznościowa laurka oraz zaproszenie do teatru muzycznego Studio Buffo na przedstawienie „ Walentynki-Walentynki. Wieczór spędzili na owym przedstawieniu. Przez dwie godziny widowiska muzyczno- taneczno- recytatorskiego można było słuchać piosenek, wierszy i krótkich scenek mówiących o miłości i przedstawionych na wesoło.  Nie było to jednak takie zwykłe przedstawienie, bo oprócz aktorów udział w nim brały również osoby niezwiązane z teatrem.  W poszczególnych scenach występowali widzowie i wykonywali swoją rolę wraz z artystami z teatru. Marek swój udział w przedstawieniu miał również i tuż po przerwie wraz z jedną z występujących tam aktorek zaśpiewał przerobioną wersję piosenki „Chciałabym, chciała”. Uli ten występ nie tylko spodobał się, ale i zaskoczył. Zrozumiała też jego dziwne zachowanie w ostatnich dniach, a które związane było najpierw z przesłuchaniem a później próbami.
 Ula dla Marka również miała niespodziankę. Oprócz walentynkowego obiadu i autka to razem z Wiolettą za dobre sprawowanie w ostatnich miesiącach, jak twierdziły między sobą, zorganizowały wspólny wypad do Karpacza.


 Termin wyjazdu wybrały na tydzień po walentynkach z obawy na to, żeby nie pokrywało się to z ich ewentualnymi planami na święto zakochanych. Pomysł spędzenia czterech dni w Karkonoszach był strzałem w dziesiątkę, bo obaj panowie umieli nieźle jeździć na nartach i była to dla nich miła odskocznia od codzienności i pracy. Przedłużony weekend upłynął im bardzo przyjemnie. Rano, gdy panowie szaleli na stoku one przyglądały się im i innym narciarzom albo spacerowały po szlakach i zażywały słońca. Popołudnia i wieczory natomiast spędzali we czwórkę. Korzystali z basenu, sauny, masaży, lodowiska.  Chodzili na spacery, śmiali się, robili sobie zdjęcia na tle gór, zwiedzili Jelenią Górę. Marek z Sebastianem umieli docenić gest dziewczyn i wynagradzali go prezentami, czułościami i komplementami.  Późnymi wieczorami, gdy obie pary były już w swoich pokojach mieli czas tylko dla siebie. To były te najcenniejsze i najpiękniejsze chwile dla nich. Mogli ze spokojem nacieszyć się sobą, porozmawiać i kochać się.
W tej dziedzinie życia układało im się idealnie, bo i Ula była idealną kochanką. Z żadną inną tak dobrze mu nie było i wiedział, że to szczera i wielka miłość do niej sprawiły, że jest mu tak dobrze. Od czasu pokazu kochali się praktycznie codziennie. Ula na początku była ciągle nieśmiała, ale z czasem nabierała pewności siebie i przejmowała inicjatywę. Właśnie te chwile najbardziej rozkoszowały go. Uwielbiał jej ciekawskie palce błądzące po jego całym ciele i sięgające do tych najintymniejszych miejsc. Miejsca na swoją miłość nie ograniczali tylko do sypialnie, ale i do kuchni, salonu, łazienki, czy niczym jak nastolatki i auta. Kochali się nawet w gabinecie Marka na biurku i sofie i historia tym samym zatoczyła krąg.


 W związkach ich przyjaciół i rodziny również dobrze się wiodło. Wiola i Sebastian ustalili datę ślub na wrzesień, Ania i Maciek lada chwila mieli zaręczyć się, a Ela i Włodek zamieszkali razem. Podobnie jak Jasiek i Kinga. Oboje zaczęli studiować i wynajmowali mieszkanie we Warszawie, a w przyszłości mieli zająć mieszkanie Ali.  Na najbardziej zaangażowanym etapie był właśnie związek Józefa i Ali, bo postanowili pobrać się  w kwietniu. Cieplak wyraźnie odżył przy kadrowej a Ule ogromnie to cieszyło. Przez ostatnie lata jej ojciec całkiem poświęcił się rodzinie, a z życia należało mu się jeszcze coś. Ze względu na Beatkę również cieszyła się, bo dziewczynka bardzo polubiła Alicję i była to sympatia ze wzajemnością.   Razem z Markiem często jeździli do Rysiowa. Zwłaszcza, że bardzo lubił rodzinę Uli. Na początku czuł się u nich niepewnie, bo choć ojciec Uli wybaczył mu jego podłe zachowanie już po pokazie, to ciągle był u niego na kredycie zaufania.  Oboje tamtego wieczora porozmawiali szczerze. Marek z całą powagą przyjął cierpkie słowa Cieplak na temat jego zachowania i tego, że liczy, że się to już nie powtórzy.  On zapewniał go o swojej miłości i nauczce, jaką dostał po odejściu Uli i pojawieniu się Piotra.

Imieniny i urodziny Uli były kolejną okazją do świętowania i do wykazania się przez Marka pomysłowością.  Z tej pierwszej okazji Marek zorganizował jej wyprawę do Berlina. Mieli umówioną rewizytę z panią Kruger, ale Marek w tajemnicy przed Ulą pobyt w Niemczech wydłużył o dwa dni. Zwiedzili wszystko to, co w Berlinie trzeba koniecznie zobaczyć. Bramę Brandenburską, Mur berliński, katedrę, ZOO, Aquarium Berlin i inne urocze miejsca.


  



 Po powrocie czek na nią prezent.  Najnowszy model Nissana w kolorze jasnego błękitu. Ula robiła właśnie prawo jazdy i auto dla niej było idealnym prezentem.

 Dzień jej urodzin natomiast zaczął się banalnie, bo od przyjęcia niespodzianki. Choć było to bardzo proste to miło było spędzić czas z rodziną i znajomymi. Wieczór natomiast mieli spędzili we dwoje.  Ula przekonana była, że pójdą na romantyczną kolację przy świecach, bo Marek zapowiedział jej żeby wiele nie jadła na obiad.  Okazało się, że mocno myliła się i wieczór spędzili w domu. Marek zamówił pizze i nie zważając na okruchy zjedli ją w salonie siedząc na kanapie i oglądając telewizję. Później leżąc na kolanach Marka i czując jego dłoń w swoich włosach pomyślała, że to jej najpiękniejsze urodziny w całym jej życiu i nie zamieniłaby tych chwil nawet na najbardziej elegancką restaurację w Warszawie. Był też prezent.  Rano, gdy obudziła się na jej stoliku leżała firmowa torebka butiku Lady Emma a zajmująca się sprzedażą bielizny. W środku jednak zamiast szykownej bielizny znalazła wygodną piżamę w grochy. Dzień później Marek ponownie ją zaskoczył i zaprosił na kolację. Szybko okazało się, że była to ta sama restauracja, do której Marek zabrał ją rok temu. Była to też kolacja ze śniadaniem a na hotelowym łóżku znalazła bardzo pobudzający zmysły komplecik bielizny.
Ula dla narzeczonego miał również urodzinową niespodziankę i zorganizowała mu przyjęcie w ośrodku paintball. Przypadkiem słyszała, że Marek chciałby zabawić się w to, to i postanowiła spełnić jego marzenie. Sebastian w tajemnicy zawiózł go na pole a tam czekali na niego już goście. Chętni na postrzelanie sobie zajęli się zabawą, a reszta głównie starszego towarzystwa, spędziła czas na rozmowie i przyglądaniu się młodzieży. Imieniny Marka natomiast już ze względu na dzień ślubu były jedyne w swoim rodzaju, ale Ula na tym nie poprzestała i miała dla niego szczególny prezent, a mianowicie kronikę ich znajomości.  Od dnia poznania się do dnia poprzedzającego ich ślub.  Były tam zdjęcia, jej wpisy z pamiętnika, zaschnięty kwiatek, wycinki z gazet, bilecik od kwiatów, ich drzewo genealogiczne i inne pamiątki. Było też sporo wolnego miejsca na kolejne wpisy z ich udanego i szczęśliwego związku małżeńskiego.   Marek miał dla niej podobny prezent.  Miniaturki ich zdjęć połączone w całość i oprawione.