niedziela, 20 listopada 2016

Brzydule



Taka tam weekendowa zachcianka ciążowa. Kolejna część opowiadania Życia na niby jest napisana w 75% to może w połowie tygodnia albo pod koniec dodam.

- Kończysz już- zapytał późnym popołudniem Sebastian Olszański swojego najlepszego przyjaciela Marka Dobrzańskiego prezesa firmy F&D. — Dzisiaj piątek, po piątej jest i czas jechać do domu przebrać się i kierunek klub.  Korzystaj póki Paulina jeszcze siedzi w Mediolanie, bo jak wróci to znowu będzie robić ci awantury o wyjścia.
-Jeszcze chwila Seba- odparł spoglądając przelotnie na niego. —  Muszę wybrać pięć dziewczyn do tego programu „ Bez cięcia”. Miał to zrobić Pshemko, ale dzwonił, że nie dojedzie i mam wybrać za niego. Ten program to dla firmy bardzo dobra reklama, więc nie mogę odpuścić. Zwłaszcza, że jest na dzisiaj.
-To producenci tym się nie zajmują -pytał, opierając rękoma o biurko i spoglądając na fotografie od góry.
-Wybierają- odparł nie odrywając wzroku od zdjęć. Oni pięć, my pięć jako firma, która ubierze uczestniczki, pięć ekipa stylistów i jedna będzie losowana.
-Pomogę ci- odparł przysuwając sobie krzesełko i siadając obok. — Pokazuj te piękności.
-Nie Marek ta nie- z góry skreślił pierwszą z nich. Za stara.
-Violetta Kubasińska przez V i dwa T. Mam 21 i mieszkam w Pomiechówka. Pracuje w recepcji w klubie fitness, ale marzę, żeby zostać PR-owcem- zaczął czytać krótką notatkę. —  Moje motywy na życie to Bądź zawsze szczery i nie igraj na dwa ognie, bo to do ciebie powróci. oraz Czasami jest dobrze życiu podać w zastrzyku odrobinę pieprzu, szczypty, czy figi z fago


-Marek weź ją- nieoczekiwanie odezwał się Olszański.
-Jak to weź? Zakochałeś się czy, co?
-Nie, ale zobacz, jakie ma nogi i cycki na tym drugim zdjęciu w mini.
-I, co z tego Seba. Zobacz, co ona o sobie pisze. Same jakieś bezsensy.
-Może tylko, dlatego że chce wyróżnić się. Marek weź ją- niemal błagał.
-Aż tak ci zależy?- dziwił się. — Może nie będziesz mieć okazji nawet jej poznać.
-Ale ty, jako prezes firmy będziesz mieć jakiejś dojścia i wejścia za kulisy i swojego najlepszego przyjaciela weźmiesz ze sobą. Popatrz tylko na te cycki i nogi- mówił patrząc jak w amoku na wylewające się z dekoltu piersi.
-Dobra odłożymy na razie na bok.  Ale wiele z ewentualnej znajomości sobie nie obiecuj. A ta? Julia Kamińska.
-Za ładna jak na program.
-Lena Pleńska z Radzynia. Ma 28 lat i jest szczęśliwą żoną i matką córeczki. Pracuje w sklepie osiedlowym- krótko streścił.
-No ta może być-pokiwał głową Olszański. — Ani ładna ani brzydka. Taka matka Polka.  Ale ta na pewno nie, bo za gruba- dodał oglądając kolejne zdjęcie.
-Nina Brlek pół Chorwatka lat 30 i pracuje w bibliotece. Zgłosiła się do programu, bo chce się zmienić i lubi wyzwania.
-Dobrze mówi i ma coś w sobie. Będą z niej ludzie- podsumował Olszański. — Odłóż ją. Ta nie. Ta też nie- kolejne dziewczyny zostały odrzucone.
-Urszula Cieplak. Mam 26 lat i mieszkam z ojcem i młodszym rodzeństwem w Rysiowie.  Ukończyłam SGH i reklamę.  Dobrze, jak nie za dobrze, nie zaszkodzi niepolepszenie, jak tylko można wytrzymać na głupi sposób swój… To taki mój ulubiony wiersz, który powtarzam sobie, kiedy coś jest nie tak. Bo właściwie ciągle coś jest nie tak, ale… dobrze, jak nie za dobrze…


-Bez przesady Marek- zaśmiał się ironicznie.   — To ma być program ”Bez cięcia” a nie jakieś Ostre cięcie. I te jej motto, czy coś tam, głupsze od Wioletty.
-Ale zobacz, jakie ma ładne oczy- mówił Marek wpatrując się w ten jeden punkt.
-Oczy to nie wszystko.
-Ty masz swoją Wiolettę a ja Ulę- zakończył spór odkładając zdjęcie na bok.  — Jedźmy dalej z tym koksem.
-Katya Pushkaryova – przeczytał z trudem po kilku minutach i po odrzuceniu kilku zdjęć.  — Rosjanka nauczycielka rosyjskiego.
-Widać, że nie nasza –stwierdził z wyraźną niechęcią Olszański.  — Jakby anorektyczka. Ale przyjaźń Polsko- Rosyjską trzeba utrzymywać.
-To, co mamy naszą piątkę-odparł zbierając zdjęcia. — Wioletta, Ula i te trzy. Lena ,Nina i ta Kasia. — Muszę podesłać je jeszcze do TVN-u i możemy iść do klubu.


-Zauważyłeś, że oprócz mojej Wiolki to wszystkie są okularnicami –stwierdził   idąc za nim w stronę drzwi.
-Twojej? Nie rozpędzaj się. Może ma kogoś.
-A może nie ma.  To, kiedy pojawią się tutaj- dopytywał.  — Chcę na żywo zobaczyć te cycki i nogi.
-Seba idź się lepiej leczyć- odparł wyraźnie znudzony jego gadaniem.

Zakwalifikowanie się do programu dla Uli było wielką niespodzianką. Swoje zgłoszenie wysłała z nudów i chęci zmiany, bo choć skończyła studia z wyróżnieniem i pokończyła różne kury językowe to pracy dostać nie mogła. Głównym powodem była jej uroda a raczej brak jej.  Jej tydzień udziału w programie przypadał na pierwszego lutego i tu rodziły się problemy, bo jej ojciec tego dnia miał mieć operację na serce i miał zostać w szpitalu na dwa tygodnie. W domu natomiast było młodsze rodzeństwo. Ponad osiemnastoletni brat Jasiek i sześcioletnia siostra Beatka. Matki nie mieli, bo zmarła przy narodzinach najmłodszej latorośli. Chciała nawet dla dobra rodziny zrezygnować z programu, ale wszyscy przekonywali ją, aby spróbowała. Zwłaszcza, że rozpoczynały się ferie i brat obiecał zająć się z pomocą swojej dziewczyny Kingi i sąsiadki, swoją małą siostrą. W niedzielę wieczorem spakowała, więc torbę i nazajutrz o dziewiątej stawiła się wraz z innymi siedmioma dziewczynami w siedzibie TVN-u.
W przeciwieństwie do niej Wioletta Kubasińska wysłała zgłoszenie, bo chciała zaistnieć w wielkim świecie. Śpiewać nie umiała, innych talentów też nie miała i ten program wydawał się dla niej idealny. Wybrała jedno ze starych i  gorszych zdjęć i wysłała zgłoszenie z nadzieją, że znajdzie się w programie i zaistnieje w wielkim świecie, bo jak uważała nadaje się do tego idealnie.

Po przyjeździe do telewizji, zapoznaniu się, krótkim wprowadzeniu, przydzieleniu pokoi i innych tego typu rzeczach, w południe Ula z całą grupą z projektu " Bez cięcia"pojechała do firmy F&D. Projektant Pshemko musiał dziewczyny obejrzeć prędzej, aby wiedzieć, jakie ma przygotować dla nich stroje i wziąć miarę.
Dom mody Febo & Dobrzańscy był pięciopiętrowy i oszklony. Ula jakoś nie miała okazji często tędy chodzić czy przejeżdżać i spoglądała na budynek z zachwytem. Przed wejściem zadzwonił jej telefon. To numer ojca wyświetlił się. Pani Malwina, jej i innych dziewczyn, koordynatorka wiedziała o jej sytuacji i że czeka na telefon ze szpitala to pozwoliła odebrać. Ona jedna została na dole w holu a pozostała siódemka dziewczyn z ich panią Malwiną pojechały na trzecie piętro do pracowni Pshemka. To pielęgniarka dzwoniła do niej i powiadomiła, że operacja przebiegła pomyślnie i jutro będzie można ojca odwiedzić. Zadzwoniła jeszcze do brata i wyłączyła telefon, aby już jej nikt nie przeszkadzał i poszła w stronę windy. Winda zjechała na dół, drzwi rozsunęły się, wsiadła i nacisnęła guzik z trójką.
- Dzień dobry- usłyszała i zobaczyła, że w ostatniej chwili do windy przez zamykające się drzwi wślizguje się jakiś mężczyzna i wciska przycisk numer pięć. Chwilę później odwrócił się i spojrzał na nią. Ula piękniejszego mężczyzny nie widziała. W dodatku, gdy uśmiechnął się to ujrzała dwa słodkie dołeczki.
-Pani musi być Urszulą- próbował przypomnieć sobie nazwisko.— Pani jest z tego programu „Bez cięcia”.
-Tak.  Urszula Cieplak- przedstawiła się.
-Marek Dobrzański- rzekł wyciągając rękę na powitanie.
-Miło mi –odparła podając swoją dłoń.
-To ja panią wybrałem- pochwalił się.  — Jestem tutaj szefem i miałem możliwość wybrania pięciu dziewczyn.
- A ja w ten wybór to mam uwierzyć i dziękować- pytała patrząc na niego nieufnie.  — Tak na piękne oczy- dodała mrucząc do siebie.
- Fakt za oczy panią wybrałem- odparł strzelając, bo nie dosłyszał, czy powiedziała za czy na piękne oczy, a różnica między tym jest.
-Na pana oczy, ale za komplement dziękuję-odparła jakby czytając w jego myślach.
-Bardzo ładne motto ze zgłoszenia. Dobrze, jak nie za dobrze. Tak jakoś to leciało. Bardzo spodobało mi się.
-Naprawdę czytał pan moje zgłoszenie- zastanawiała się i spojrzała na niego milej.
-Mówiłem, że tak. Kto to napisał? Pani?
- Chyba pan żartuje- zakpiła. — To Białoszewski.  Ale dziękuję za komplement.

 Chwilę później drzwi cicho rozsunęły się i wysiadła a on nie musiał myśleć nad odpowiedzią. Marek również wysiadł, chociaż miał jechać do swojego biura. Na korytarzu trzeciego piętra zastał inne kandydatki. Sebastian również tam był i rozmawiał z nikim innym jak wydawało mu się z Wiolettą. Po dojechaniu Uli, Malwina zrobiła zbiórkę dziewczyn, a Sebastian podszedł do Marka.
-Mówię ci Marek Wioletta jest bardziej zwariowana niż myślałem-mówił z zachwytem.—  Rozmawiałem z nią chwilę, bo była w toalecie i spotkałem po drodze.  Ale czy ty przypadkiem to nie z Ulą przyszedłeś?- zapytał spoglądając w stronę dziewczyn.
- Tak- przytaknął.    Chyba nie za bardzo spodobałem się jej.  Zdążyła okazać mi to.
-To ciekawe- zakpił. — Każda na twój uśmiech ma nogi z waty.
-W dodatku na nieuka wyszedłem.
-Cieplak- usłyszeli głos mistrza rozchodzący się po korytarzu.
-To ja- odezwała się Ula podnosząc lekko rękę do góry.
Chwilę później stała na niskim taborecie a Pshemko z krawcową brał jej miarę i uważnie przyglądał się.
-Piękne oczy- zachwycił się mistrz. — Uszyjemy dla...
-Urszula- podpowiedziała Malwina.
-Uszyjemy dla Urszuli sukienkę w kolorze jej oczu- zadecydował. — Radziłbym pani Malwino włosy przyciemnić Urszuli.

Przez kolejny tydzień we firmie dziewczyny pojawiły się jeszcze dwa razy na przymiarkach. W sobotę natomiast odbyło się nagranie pierwszej grupy.  Cały program zaplanowany był na dziesięć odcinków. W pierwszym i ostatnim odcinku miały wstąpić dziewczyny razem z obu grup, a w kolejnych ośmiu po dwie.  Na finał programu zaplanowano wybranie trzech najlepszych metamorfoz. 
Marek razem z Sebastianem ich bytności we firmie nie przegapili i przyglądali się ich przemianą. Każdy z nich miał swoją pupilkę. Olszański to nawet bardzo, bo  miał już telefon do Wioletty. Marek takiego pola działania jak przyjaciel nie miał, bo regulamin zabraniał prywatnych kontaktów z producentami programu i nie chciał, aby Ula miała przez niego jakieś kłopoty.  Kibicował jej jednak po cichu. W sobotę w czasie nagrania obaj panowie patrzyli na nie z niedowierzaniem. Zarówno Ula, jaki i Wioletta wyglądały olśniewająco. Zwłaszcza Ula była nie do poznania i Dobrzański przyglądał się jej z zachwytem, jakiego jeszcze nigdy nie czuł do kobiety. W miłość nie wierzył a już w szczególności w miłość od „pierwszego spojrzenia”, ale zdarzyła mu się. Ula podobała mu się i nie mógł oderwać od niej wzroku. Poczuł do niej nie pożądanie jak było w przypadku innych kobiet, ale szybsze bicie serca i zrozumiał, co to znaczy zaprzeć dech w piersiach. Wiedział, że będzie ona w jego życiu albo żadna inna. Po zakończeniu nagrania mogli porozmawiać. 


-Ula wyglądasz rewelacyjnie- rzekł, gdy byli sami.
-Dzięki- uśmiechnęła się ukazując mu uśmiech bez aparatu.  — Kiedyś grałam w przedstawieniu szkolnym samego Kopciuszka a po mnie wchodziła piękna koleżanka i grała księżniczkę. Było mi wtedy bardzo smutno a teraz jestem nim naprawdę.
-Bez dwóch zdań jesteś nim- mówił nie odrywając od niej wzroku. — Ja sam jestem zdziwiony ile może dać makijaż, odpowiedni strój i fryzura. Zresztą cała ósemka wygląda olśniewająco.
-To prawda. Sama nie mogłam poznać, która to, która tak w pierwszej chwili.
-Tu jesteś –przerwał im Pshemko. — Urszulę porywam na chwilę- zwrócił się do Marka.   — Chcę Urszulę przedstawić mojemu koledze. To fotograf z gazety.
Ula, choć miała ochotę dalej rozmawiać z Markiem to grzecznie poszła z mistrzem. Na krótką rozmowę z nim miała jeszcze okazję przed wyjściem.

Przez kolejne tygodnie spotykali się czasami albo rozmawiali przez telefon. Ula ciągle związana była z regulaminem i nie mogli ze swoją znajomością mocno afiszować się. Chętnie zatrudniłby ją też u siebie, jako swoją asystentkę, bo wiedział o jej dobrym wykształceniu i mogłaby być mu pomocna w prowadzeniu firmy. Był też ciągle zaręczony i musiało tak pozostać aż do zarządu, aby pozyskać głos swojej narzeczonej Pauliny Febo w zaakceptowaniu raportu z działalności firmy i móc zostać prezesem już na stałe.  Przez ostatnie pół roku był, bowiem na okresie próbnym i jego być albo nie być prezesem zależało od tego czy zrealizuje wszystko to co obiecał przedstawiając swój plan rozwoju firmy. W razie, gdyby coś się nie udało to jego miejsce miał zająć Aleks brat Pauliny a to dobre dla pracowników nie byłoby. Na koniec maja i zarząd czekał ze spokojem, bo wszystko na szczęście udało mu się zrealizować, ale i tak musiało poddane być glosowaniu.   Po zarządzie, choć do ślubu miało zostać tylko dwa tygodnie to, zamierzał grzecznie wycofać się z niego i związać z Ulą.

Finałowy odcinek „Bez cięcia” nagrywany był dopiero w maju w specjalnym studio, gdy wszystkie szesnaście dziewczyn przeszło metamorfozę a odcinki zostały wyemitowane. Marek, Sebastian i parę innych osób z firmy miało zaszczyt siedzieć blisko sceny i wszystko dokładnie widzie. Wyników nikt nie znał, bo dziewczyny oceniali całkowicie inni eksperci niż ci, którzy je zmieniali.
-Mówię ci, że wygra Ula-mówił Marek do Sebastiana po ogłoszeniu wyników, że trzecie miejsce zajęła Wioletta a drugie ciemnowłosa Karolina.
-Albo ta Alina-odparł Olszański. — Też jest niezła.
-Wiedziałem, że Ula –chwilę później Dobrzański krzyknął z widocznym zadowoleniem.
Zachwyt Marka nad niejaką Ulą nie umknął Paulinie. O projekcie „Bez cięcia” wiedziała, ale nigdy nie interesowała się tym. Głównie, dlatego że miały tam pojawić się same brzydule, którymi jej narzeczony nie zainteresowałby się. Kobieta była, bowiem o niego ciągle zazdrosna i robiła mu ciągle awantury o inne panienki. Awantury te nie były z przypadku, bo zdradzał ją z modelkami, swoimi sekretarkami i z przypadkowymi dziewczynami z klubu. I tak od siedmiu lat, czyli od czasu, gdy byli razem. Parą stali się, bo mieli wspólną rodzinną firmę, jego rodzice tego chcieli i zauroczył się kiedyś jej urodą i tym, że jest dobra w łóżku. Ostatnie dwa powody szybko minęły i zostały te dwa pierwsze, które szans na szczęśliwy związek nie dawały i z każdym kolejnym miesiącem i rokiem było gorzej. Sam się nawet dziwił, że wytrzymał z nią tyle czasu i od pół roku szykował się na rozstanie. Pojawienie się Uli w jego życiu było dodatkowym i najważniejszym argumentem. Choć Ula nie była jeszcze jego, bo nawet nie rozmawiał z nią na ten temat to już myślał o niej, jako jego.  Chciał pojawić się w jej życiu, gdy będzie już wolnym człowiekiem a nie zaręczonym. Miał tylko nadzieję, że przez ten czas w jej życiu nie pojawi się żaden mężczyzna. To od Wioletty wiedział, że na razie nikogo nie ma, a on sam podoba się Uli. Dziewczyny jakimś cudem trafiły do wspólnego pokoju, skumplowały się i zwierzały. Kubasińska obiecała mu też trzymać ręce na pulsie i mówić o jakiś zmianach uczuciowych Uli. Marek natomiast przez ten czas zamierzał zmienić się, przestać uwodzić i w swój nowy związek wejść z czystą kartą.  Tylko Sebastian wiedział o prawdziwych powodach jego przemiany, choć inni również to zauważyli. Paulina i jego matka nawet cieszyły się, że w końcu wydoroślał i to przed ślubem. Na dyskrecję przyjaciela i utrzymywanie Uli w tajemnicy mógł liczyć, bo Sebastian sam miał dziewczynę z programu. Związek Olszańskiego był jednak łatwiejszy i już był chłopakiem Wioletty, choć z takich samych powodów, co jego spotkania z Ulą musiał trzymać jeszcze w tajemnicy. Bądź, co bądź on też był związany ze współorganizatorem programu.
Ula nieświadoma o planach Marka wzdychała po kryjomu do niego. Spodobał się jej już we windzie a w czasie nagrania zauroczył całkowicie. Patrzył na nią z zachwytem a ona odebrała to z jakąś nieznaną jej siłą. Wiedziała jednak, że ma narzeczoną, że wkrótce bierze ślub, że źle się prowadzi i że musi wystarczyć jej to, że czasami spotykają się po koleżeńsku.  Cieszyła się natomiast tym, że przez udział w programie znalazła pracę w agencji nieruchomości i będzie się jej i rodzinie żyło lepiej. A na miłość przyjdzie czas.

Dwa tygodnie po finale odbył się zarząd, na którym Marek został wybrany na prezesa, a dwa dni później jego matka z Pauliną zorganizowały spotkanie, aby omówić szczegóły ślubu. Do domu rodziców nie spieszył się. Nie miał też, do czego, bo tylko na zrozumienie ojca mógł liczyć. W ostatnich tygodniach często powtarzał, że ich kłótnie udanego związku nie wróżą.
-Serwetki do obiadu białe ze złotymi inicjałami-usłyszał głos swojej już prawie byłej narzeczonej. — Jesteś w końcu –odezwała się do niego niemiło. — Jesteśmy już w połowie.
-Tak, jestem-odparł spokojnie. — Ale tylko na chwilę. Ślubu nie będzie- dodał prosto.
-Jak to ślubu nie będzie? Czy to jakieś żarty? Jeśli tak to w złym guście-wyrzuciła z siebie Paulina ostrym tonem zanim on zdążył przejść do powodów odwołania ślubu.
-Nie Paulino, nie żart- odparł nalewając sobie drinka.  — Nie kocham cię, ciągle kłócimy się i prędzej czy później i tak nasze małżeństwo skończyłoby sie rozwodem. Najważniejszy jednak powód to ten, że w moim życiu pojawiła się inna kobieta i zakochałem się- mówił szybko, aby zdążyć przed wybuchem potoków słów Pauliny.
-Ślub odbędzie się. Nie wystawisz mnie na pośmiewisko- mówiła tonem nieuznającym sprzeciwu i przez zęby.
-Nie- nie dawał wyprowadzić się z równowagi.
-Marek, ale tak dwa tygodnie przed ślubem chcesz to wszystko rzucić- wtrąciła i Helena, gdy oboje zamilkli. — Tyle lat razem, przygotowań. Wszystko zapłacone, goście zaproszeni, bilety do Mediolanu kupione...
-Tylko to się dla ciebie liczy mamo? – przerwał matce brutalnie. — Straty, a nie moje szczęście.
-Słyszysz Krzysztof- zwróciła się wściekła Febo do niedoszłego teścia, który pojawił się w salonie. — Marek chce odwołać ślub.
-Trudno było nie słyszeć siedząc tuż za drzwiami- odparł podchodząc bliżej. — Marek ma rację- dodał ku zdziwieniu żony i Pauliny. — Wy więcej razy w miesiącu kłócicie się niż ja w ciągu całego mojego małżeństwa. Jeśli nie w ciągu tygodnia.
-Dziękuję tato- wsparcie ojca ucieszyło go.
-Od dawna zastanawiałem się, dlaczego ciągle jesteście razem-kontynuował Krzysztof.
-Zgadzasz się z nim- rozkładała ręce z niedowierzania Paulina.
-Marek mówiłeś o jakieś kobiecie- matka ponownie włączyła się w rozmowę. — Może ta kobieta zawróciła ci w głowie. Może widzi w tobie pieniądze i chce cię uwieść i zaciągnąć do ołtarza.
-Nie mamo – szybko rozwiał jej przypuszczenia. — Ona do niczego mnie nie namawiała. Nawet jeszcze nie wie, że zakochałem się w niej i że zamierzam ożenić się z nią.  To Ula dziewczyna z programu.
-Chcesz wejść w związek nie będąc pewny uczuć jakiejś tam dziewczyny?- dziwiła się Dobrzańska. — Bez miłości.
- Uli mamo- przypomniał jej. — I zawalczę o nią i o uczucia. To już postanowione. A jeśli nie uda mi się to i tak z Pauliną oprócz firmy nie będzie mnie nic więcej łączyć.
-Tyle lat ci poświęciłam. Siedziałam tu w Polsce a w Mediolanie z moim nazwiskiem mogłam mieć każdego. I to na skinięcie małego paluszka- wyraźnie rozkręcała się.  — Ale nie, syn współwłaścicieli to dobra partia. To dobrze rokuje dla firmy.
-Czy ja dobrze zrozumiałem? Byłaś ze mną ze względu na firmę?
-Jesteś ostatnim dupkiem i żałuje każdej sekundy spędzonej z tobą- oznajmiła z wzgardą wzięła torebkę i poszła w stronę drzwi. — Zapłacisz mi za to jeszcze - rzuciła na koniec i wyszła trzaskając drzwiami.
-Nie martw się jej groźbami synu-pocieszał ojciec. — Jestem z tobą. Ja z mamą jesteśmy poniekąd też winni. Myśleliśmy, że takie rozwiązanie jak wasz ślub to dobra perspektywa na firmę. I przepraszam, że pchałem cię w jej ramiona.
-Dzięki tato, że rozumiesz mnie- odparł z ulgą, że ma to za sobą i obyło się bez rękoczynów czy furii Pauliny.
-Musimy zająć się odwoływaniem tego ślubu- rzekła i Helena jakby pogodzona z decyzją syna.
-Zajmę się wszystkim, ale jutro mamo- odparł.  — Teraz chcę pojechać do Uli.
Krótko po Paulinie i on opuścił dom rodziców. Załatwił to, z czym tu przyjechał, podziękował jeszcze raz ojcu, pożegnał się z rodzicami z matką również i wyszedł. Zanim odjechał z pod domu to zadzwonił do przyjaciela i opowiedział jak mu poszło.

Pojawienie się Marka w Rysiowie z bukietem kwiatów Ule mocno zdziwiło, ale i ucieszyło zarazem.
-Cześć – przywitał się. — Proszę to dla ciebie- dodał podając kwiaty. —  Mogę wejść?
-Tak – odparła. — Sama jestem.
-Może i lepiej-stwierdził a przez jej głowę przeleciał potok myśli o złych zamiarach Marka. — Ula zakochałem się w tobie. Przed godziną zerwałem zaręczyny i chcę z tobą spróbować. I przepraszam, że mówię ci to wszystko tak nagle.
-Co?- pytała z niedowierzaniem i szczęściem.
-Zakochałem się w tobie i proszę cię Ula nie skreślaj mnie od razu.
-Nie zamierzam, bo też zakochałam się czy tam zauroczyłam, ale wydawałeś się nieosiągalny dla mnie i dlatego stałam z boku.
- Świetnie Ula- rzekł i przytulił do siebie. — Nawet nie myślałem, że tak łatwo pójdzie. Chciałby zaprosić cię na jutro na randkę po pracy.
-To naprawdę wszystko się dzieje? – spytała spoglądając na niego z ciągłą niewiarą. — Czuję się tak jakbym śniła.
-Naprawdę. Mam cię uszczypnąć?
-Nie-zaprzeczyła kręcąc głową.
-A, co z randką? Pójdziesz?
-Pewnie.

Dwa tygodnie później etap randkowania była mocno zaawansowany, bo spotykali się codziennie, parę razy dziennie rozmawiali przez telefon, całowali się. Marek odwoził ją też do Rysiowa.  Ula była mądra, zabawna i tak dobrze czuł się w jej towarzystwie. W ogóle nie tęsknił za dawnym życiem. Nawet na pójście do łóżka nie nalegał. Po kolejnych dwóch wiedział, że kocha Ulę i jest jego docelową kobietą. Ula już prędzej pokochała go, ale czekała z wyznaniami do czasu aż i Marek będzie pewien. Wieczór nad Wisłą był jak najbardziej odpowiednim miejscem na takie wyznania. Marek to tam zaprosił ją. Popołudniu był tam i znalazł odpowiednie miejsce. Schował też w krzakach małego szampana.
-Piękny widok, prawda Marek- westchnęła, gdy usiadła na kamieniu i spoglądała na rzekę, most i panoramę Warszawy. — I tak tu spokojnie.
- Tak i dlatego wybrałem te miejsce.  Kocham cię Ula i chcę ożenić się z tobą- rzekł nieoczekiwanie wyciągając pudełeczko z pierścionkiem i klękając przed nią.
-Ale tak po dwóch tygodniach?- pytała z oszołomieniem i patrząc na biżuterię.
-Ula nie to chciałem usłyszeć-mruknął. — Ale to, że chcę się z tobą ożenić wiedziałem już po nagraniu. Później, gdy spotykaliśmy się ukradkiem to tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu.  Tak dobrze rozmawiało mi się z tobą i tęskniłem. Zakochałem się drugi raz w tobie. Tym razem w twoim wnętrzu. To jak wyjdziesz za mnie-pytał i patrzył takim wzrokiem, że trudno było odmówić.
-Tak pięknie wszystko to powiedziałeś- wyraźnie wzruszyła się a pojedyncze łzy spływały po policzku. — Tak wyjdę za ciebie i też cię kocham. Lepiej?
-Znacznie-odparł uradowany wkładając pierścionek na palec i całując rękę.
-Jest piękny.
- Najlepiej we wrześniu albo październiku Ula –kontynuował swoje plany ślubne.
-Jak to we wrześniu albo październiku? Mamy lipiec.
-I, dlatego ze sierpniem mógłby być problem.  Ale chyba to nie za szybko dla ciebie?
-Nie za szybko tylko faceci tacy szybcy do ślubu nie są. Zdziwiłeś mnie po prostu.
-Ala ja jestem. Wolę nie czekać – odparł całując namiętnie w usta. — Musimy znaleźć małą salę na wesele, zespół i takie tam. Do kościoła dać na zapowiedzi możemy jutro pójść. Ja byłem wczoraj w kancelarii i już mam wszystkie zaświadczenia.  Proboszcz był, co prawda zdziwiony, ale życzył powodzenia tym razem. Przede wszystkim musimy znaleźć małe mieszkanko dla nas. Mój dom lada dzień będzie sprzedany to kupimy coś ładnego w centrum.
-Widzę, że wszystko sobie już zaplanowałeś i mi tylko sukienka zostanie do kupienia.
-I pojawienie się w kościele kochanie- odparł zapatrzony w jej usta.

Ślub wzięli  w sobotnie słoneczne popołudnie w połowie października.  Nie była to duża uroczystość. W sumie siedemdziesiąt osób.  Najbliższa rodzina i przyjaciele. Helena z Krzysztofem po poznaniu Uli z wyboru syna byli jak najbardziej zadowoleni. Dalsza rodzina Marka również polubiła Ule, bo nie wszyscy pałali sympatią do Pauliny. Podobnie było z rodziną Uli, bo Marek szybko wszystkich oczarował.
Po weselu pojechali do swojego mieszkania na Siennej. Ula swoje rzeczy przywiozła już prędzej, ale nigdy nie nocowała tam. Nie była z Markiem nawet w łóżku. Chciała ten pierwszy raz przeżyć po ślubie a Marek uszanował to i czekał cierpliwie.
W niecały rok po ślubie na świat przyszła ich córeczka Dorotka. Z dzieckiem chcieli poczekać przynajmniej rok, ale też nie zabezpieczali się skutecznie i owoc ich miłości pojawił się szybko. Dziewczynka już w wieku sześciu miesięcy była ładnym dzieckiem i widać było, że urodę odziedziczyła zarówno po mamie jak i tacie. Oczy były Uli a cała reszta po Marku. Włączając w to dołeczki.


poniedziałek, 14 listopada 2016

Życie na niby 9



Weekend bez Marka i rodziny Kubasińskich minął Uli szybko.  Nawet na myślenie o nich i o tym, co usłyszała w piątek od babci Marka nie miała zbyt dużo czasu. Głównie, dlatego że miała sporo zajęć przed roczkiem Beatki i wstępnym pakowaniem ojca na wyjazd do sanatorium. Miał wyjechać we wtorek na ponad trzy tygodnie i nie chciała zostawiać tego na ostatnią chwilę. Uroczystość Betti minęła bardzo przyjemnie.  Głównym tematem nie był jednak mała jubilatka, ale jej ojciec i jego choroba oraz występ Jasia na ubiegłotygodniowym pokazie i co się z tym wszystkim wiązało, Marek. Część gości tak jak przypuszczała Ula była nawet rozczarowana, że go nie ma.
Markowi weekend minął równie szybko. W piątek przyjechali rodzice Wioli i Szymka na dziesiątą rocznicę śmierci jego rodziców i zostali do wieczora w niedzielę.  Ula również gościła w ich rozmowach. Babcia nie mogła o niej nie wspomnieć przed synem i synową i nie opowiedzieć, że przypomina Helenę w poprawianiu obrazków. Wiola natomiast pochwaliła się swoimi postępami w nauce i tym, że w Uli znalazła kumpelę.

W poniedziałkowe popołudnie Marek pojawił się w Rysiowie z rowerkiem dla Beatki. Rano zadzwonił do Uli z zapytaniem, czy Betti ma rowerek, bo jest właśnie w sklepie i zastanawia się, co ma jej kupić. Choć Ula próbowała przekonać go, że nie musi niczego kupować to i tak pojawił się tam z upatrzoną zabawką. Rowerek Kaczuszka był różowy z regulowaną rączką, rozkładanym daszkiem, z koszem na drobiazgi, miejscem na picie, dzwonkiem, kolorowymi światłami, hamulcem, wzmocnionymi kołami, melodyjkami i innymi dodatkami. Drobiazg, jak Marek mówił o prezencie, jak najbardziej, spodobał się Beatce, bo zapiszczała na jego widok i chciała od razu do niego wejść. 


Po pierwszej jeździe przyszedł czas na kawę i ciasto. Ula specjalnie przygotowała dla nich mały torcik, a Beatka mogła jeszcze raz zdmuchnąć świeczkę. Marek wszystkie te chwilę uwieczniał na telefonie, robiąc zdjęcia i nagrywając krótkie filmiki. Dziewczynka oduczyła się też prawie mówić do niego tata i zaczęła mówić do niego tak w środku przyjęcia mówiąc jednocześnie tata i do prawdziwego ojca. Z Beatką nie widział się ponad tydzień i trudno było, aby to i jego samego pamiętała.  Nie przeszkadzało to jednak w tym, aby przez większość czasu przesiedzieć mu na kolanach. Oprócz niańczenia Beatki, Marek miał też okazję na rozmowę z Cieplakiem. Widzieli się dopiero trzeci raz a poprzednimi razami dużo czasu na rozmowę nie mieli. W czasie, gdy Ula przygotowywała kawę oni zajęli się właśnie rozmową.
-Beatka nie widziała pana tyle czasu a lgnie do pana, panie Marku jak mało, do kogo -rzekł mu Józef. —  Podobno dziecko dobrego człowieka wyczuje.
-To pewnie, dlatego że rowerek dostała, a nie z dobroci- odparł nieco zmieszany.  — A jak się pan czuje? Na wyjazd gotowy.
-Tak –odparł uprzejmie. — Ula spakowała mnie już w sobotę. Chciałem sam się spakować, ale stwierdziła, że więcej we walizkę wejdzie jak ona to zrobi.  I lepiej się czuję.  Lekarz zapewnia nawet, że po sanatorium to będę jak nowo narodzony. Tylko, że to takie ich typowe gadanie. Serce to serce-mówił wzruszając ramionami.  — Ślad zawsze zostaje.
-To prawda, ale wypocznie pan trochę i nabierze siły-próbował dodać otuchy.
- Tylko, że znowu cały dom będzie na głowie Uli- zaczął widzieć ujemne strony wyjazdu. —  Bo wie pan, po maturze miała wyjechać ze sąsiadem do Niemiec zarobić trochę pieniędzy i przy okazji zwiedzić i wypocząć, a moja choroba wszystkie jej plany pokrzyżowała. Pieluchy, obiad, pranie, sprzątanie i tak na okrągło. Pracuje jakby był matką i żoną a nie młodą dziewczyną.
- Taka córka to skarb i powinien pan cieszyć się, a nie wymyślać sobie powody do rozżalenia-starał się wyperswadować jego obiekcje. —  Inna rzuciłaby to wszystko i zajęła się sobą.
-Tylko na życie osobiste nie ma czasu- dalej przedstawiał swoje racje.  — Może jak będzie już na studiach to pomyśli bardziej o sobie. Znajdzie sobie chłopaka, będzie wychodzić do kina, dyskoteki.
-Ma czas na to wszystko- oznajmił to co myślał. —  Ula wybrała sobie trudne studia i lepiej będzie jak zajmie się nauką. Sam jeszcze niedawno studiowałem i wiem jak łatwo jest wpaść w imprezowanie a później kłopoty z zaliczeniami i egzaminami. Nawet najpilniejsi i najspokojniejsi studenci stali się imprezowiczami i zawalali studia. Babci i wujek łatwo ze mną też nie mieli i też musieli czasami do porządku przywoływać. Gdyby nie oni to nie wiem, czy dalej bym jeszcze nie studiował.
-O, czym rozmawiacie-przerwała im Ula stawiając na stole tort.
-O studiowaniu córciu-odparł Cieplak, bo znał córkę i wiedział, że nie lubi, gdy mówi się o niej w tym kontekście, o którym mówił.
-Tak Ula- poparł go Marek bez mrugnięcia oka. — Wspominam swoje studia.
-A – odparła krótko. — To rozmawiajcie dalej a ja pójdę po kawę.


Wkrótce dołączyli do nich sąsiedzi Szymczykowie i mogli rozpocząć świętowanie. Po kawie była jeszcze przewidziana kolacja. Czas, jak to na udanym przyjęciu mijał szybko i miło. Jadł, rozmawiał, oglądał zdjęcia z poprzedniego dnia. Wieczorem, gdy żegnał się i dziękował za zaproszenie mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że bawił się doskonale.

Przez kolejne trzy dni nie widzieli się. Co prawda Ula była u niego w domu we wtorek i czwartek, ale Marka nie było.  Od Wioli i jego babci dowiedziała się natomiast, że rozkręca nową firmę z Pshemkiem i ma w związku z tym trochę spraw do załatwienia. Dopiero w piątek, gdy przyszła na ostatnie korepetycje spotkali się. Popołudniu miał odwieść rodzinę do Skierniewic i wrócił do domu prędzej, aby przed podróżą wypocząć i zjeść obiad. Piły właśnie we trójkę pożegnalną kawę, gdy Marek pojawił się w domu i przyłączył się do nich.  Po kawie a przed obiadem, na który została już prędzej zaproszona, Ula zrobił Wioli jeszcze krótki sprawdzian. Marek zapłacił jej też za wszystkie lekcje.
-Proszę Ula- rzekł podając jej banknoty. —  Siedemset złotych plus premia trzysta złotych.
-Ale nie trzeba-zaprotestowała z miejsca.  — Wystarczy tyle na ile się umawialiśmy.
- Tak myślałem, że się nie zgodzisz-mruknął w ogóle niezdziwiony.  — Ula trzeba było, bo wiem jak ciężko jest uczyć Wiolettę.  
-Hola, hola Marek- warknęła znienacka sama zainteresowana przechodząc obok nich z talerzami. —Jakie ciężko?  
-Dobra źle się wysłowiłem. Niełatwo- określił delikatniej. — Może być.
-Tak zdecydowanie lepiej- rzekła usatysfakcjonowana, rozkładając talerze.   — A ty Ula bierz jak dają. Należy ci się premia. Może nie za ciężkie uczenie, ale za cierpliwość do mnie i za całokształt. Mama jest zachwycona nie tylko postępem w nauce, ale i tym jak zmieniłam się. Z trzpiotki Wioletty zrobiłaś ustatkowaną dziewczynę- zachwalała samą siebie.  
-Dokładnie tak Ula-poparł kuzynkę Marek. —   Poza tym inny korepetytor wziąłby więcej. Sprawdzałem i ceny sięgają do stu pięćdziesięciu złotych za godzinę. Ty spotkałaś się z Wiolą sześć razy po półtora godziny do dwóch to zasłużyłaś. Zresztą ciotka i wujek sami zaproponowali, aby dać ci premię albo jakiś drobiazg.
-Moje własne uszy to słyszały Ula –tym razem to Wioletta poparła kuzyna. —  Nie krępuj się, więc kochana i bierz śmiało- dodała klepiąc ją po ramieniu i odchodząc do kuchni.
-Skoro tak to niech będzie i dzięki -odparła wdzięcznie. — Zrobię ojcu niespodziankę przed jego powrotem z sanatorium i kupię komodę do pokoju. Mam już trochę odłożone z pokazu to akurat starczy.  A to na spłatę długu – dodała oddając mu połowę banknotów.
-Ula umawialiśmy się, że będziesz wpłacał na fundację- przypomniał jej i zaprotestował.  — I miałaś nie spieszyć się. Za miesiąc rozpoczyna się rok szkolny i Jasiowi będą potrzebne zeszyty książki.
- Tak Marek, ale umawialiśmy się też, że spłacę dług tak szybko jak się da. Gdyby mnie teraz nie było stać to nie oddawałabym. Zaniesiesz do fundacji i zaoszczędzi się na opłatach. Po odliczeniu tego, to zostanie trzynaście pięćset do oddania. Mam w domu poświadczenia.
- Ula błagam cię-mówił tonem politowania i takim samym wzrokiem spojrzał na nią. — Nie przesadzaj. Nie zamierzam sprawdzać cię ani rozliczać z każdej złotówki.
-Ale wolę żebyś wiedział- nie ustępowała. — To od ciebie pożyczyłam a nie od fundacji.
-To przynajmniej nie informuj mnie za każdym razem, gdy coś wpłacisz. Ufam ci i wystarczy, że raz na pół roku coś mi tam wspomnisz.
-Zgoda-rzekła ugodowo. — Raz na pół roku będę mówiła ci ile wpłaciłam.
-Myślisz, że Wiola zaliczy poprawkę?- wyraźnie usłyszała sceptycyzm w jego glosie.
- Wątpisz w to kuzynie?- odezwała się oskarżycielsko Wiola, która akurat wróciła do jadalni ze surówką.
-Myślę, że tak- wzięła stronę Wioli. — Przerobiłyśmy cały materiał z drugiej klasy, a dzisiaj zrobiłam jej powtórkę i mały sprawdzian. U mnie miałaby mocną tróję albo nawet i czwórkę.
- Dobra, dobra Ulka nie rozpędzaj się tak- studziła jej marzenia.  — Ja nigdy nie mówię hula-hop póki nie zakręcę kółkiem.  Trója mi w zupełności starczy. Postanowiłam na egzaminie postawić na ilość a nie, na jakość i skupić się na wymaganych pięciu zadaniach żeby zdać, a nie brać się za kolejne jak nie będę pewna tych pierwszych. Dokładnie wszystko sprawdzę dwa, trzy razy tak jak mi mówiłaś.
-Bardzo rozsądnie Wiola- pochwaliła ją.
-Dokładnie- dodał i Marek. — I oby tak dalej.
-A, co myślałeś, że moje słowa o wydorośleniu, to były tylko puste słowa?- pytała z wyrzutami. — Jak mówię to już mówię, a nie rzucam słowami w kąt ściany.  Nie jestem już taka głupia jak ustawa ze zeszłego roku. Teraz jestem jak nowo poczęta. Taka otwarta na wszelkie nowalijki i zdobywanie niebios.  Łykam wiedzę jak kania dżin.  I to wszystko dzięki Uli. Jesteśmy jak te dwie połówki bułki razem złożone.
-Wiola bez przesady- próbowała umniejszyć swoje zasługi. — Ty swojej pracy też sporo włożyłaś.
-Wiem, co mówię kochana -odparła z wyraźną szczerością. —  Spadłaś mi z nieba niczym puszka z Pandorą albo jak jakiś kamień fizjologiczny. Gdy ty mi to wszystko tłumaczy to jest proste jak ta bułka maślana, a jak mój matematyk to mam w głowie istotny groch z marchewką.   Ale ja tu gadu, gadu, a w kuchni ryż harcuje- stwierdziła przytomnie i oddaliła się.
-Harcuje?- zwróciła się cicho Ula do Marka, gdy Wioletta zniknęła z pola widzenia. — Chyba chodziło jej o hartuje.
-Raczej tak-zaśmiał się.
-Kamień fizjologiczny, Pandora- mówiła z równą wesołością. —  Czasami nie nadążam za jej tokiem myślenia.
 -Ula ja nie rozumiem połowy jej złotych myśli- rzekł z pozytywną ironią. — Jest w tym mistrzynią, jak sama wiesz.  A co dziwniejsze w szkole nic takiego nie ma miejsca. Kiedyś powiedziała, że samo się jej to w głowie pojawia i jakoś samoczynnie to mówi. Jakby były w niej dwie Wioletty.  Może te dziennikarstwo to dobry pomysł na studia. Mówiła ci, że jej szkolna gazetka w gimnazjum pod jej kierownictwem zdobyła dwa razy z rzędu pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie.
-Tak i dlatego też uważam, że powinna spróbować swoich sił właśnie tam.
-To, co możemy siadać- Wiola ponownie zmaterializowała się obok nich niosąc ów ryż. — Babcia z Szymkiem kończą się pakować i zaraz też przyjdą.  I smacznego. Jedzcie, pijcie, używajcie a przy stole nie bekajcie, jak to mówią-dodała siadając.
 Obiad minął równie miło, co czas przy kawie. Ula dawała Wioli ostatnie rady, aby wszystko sobie powtórzyć w sobotę a w niedzielę nie zaglądała do książek i nie myślała o poprawce tylko odprężyła się.  Marek natomiast rozmawiał z babcią i Szymkiem. Po skończonym posiłku pożegnała się z rodziną Kubasińskich. Najbardziej wylewnie z babcią, bo kobieta polubiła ją bardzo i liczyła, że zobaczą się jeszcze, gdy przyjedzie do wnuka następnym razem. Wioli oczywiście nie życzyła zdania, aby nie zapeszyć, ale obiecała trzymać kciuki.  Z Markiem powiedzieli sobie tylko do widzenia, bo obiecał wpaść do Rysiowa w niedzielę wracając ze Skierniewic.

W Rysiowie pojawił się tak jak obiecał, w niedzielę wieczorem przed ósmą. Na dworze ciągle było ciepło to zastał Cieplaków na podwórku.  Betti smacznie spała w cieniu na kocu a Jasiu z Ulą jedli kolację.  Ula już z daleka, gdy wchodził na ich posesję zauważyła, że dzisiejszego dnia wyglądał rewelacyjnie i przebił ubiorem wszystkie ich poprzednie spotkania. Do tej pory widywała go głównie w garniturze a dzisiaj ubrany był na sportowo i swobodnie. Miał na sobie białą koszulkę polo, dżinsy, sportowe buty i okulary przeciwsłoneczne na czubku głowy. Równie swobodnie szedł w ich stronę i uśmiechał się tym swoim popisowym uśmiechem. W rękach niósł również mały pakunek.
-Cześć wszystkim- przywitał się, gdy był bliżej i podkręcając jeszcze bardziej uśmiech.
-Cześć-odparł, jako pierwszy Jasiek.
-Cześć-odezwała się i Ula, patrząc na niego z ciągłym błyskiem w oczach.
- Proszę to dla was z pozdrowieniami ze Skierniewic-dodał oddając ostrożnie w ręce Uli tajemniczy pakunek. To ptysie. Wyrób babci, cioci i Wioli. Dzisiaj robione i najlepsze są świeże. Śmietana do jutra może nie wytrzymać. Mam nadzieję, że lubicie bitą śmietanę?
- Nawet bardzo-odparła Ula za siebie i brata. — I dziękujemy.  Siadaj, proszę– zaprosiła go do stołu dostawiając krzesełko.  — Zjesz z nami?
-Dzięki Ula, ale nie jestem głodny-odparł siadając. —  Babcia bez kolacji by mnie nie wypuściła w drogę-wyjaśnił nieco ironicznym tonem nadopiekuńczość kobiety.  — Ale kawy chętnie się napiję, jeśli można.
-Pewnie, że można.  Mam upieczone ciasto z kokosem to też przyniosę.
Uli nie było z nimi nie więcej jak dziesięć minut, ale po powrocie widok Marka i Jasia do zachwycających nie należał, bo obaj siedzieli na czereśni. Jasiek był na niższej gałęzi a Marek na samej górze i próbował zrywać kiściami te najładniejsze czereśnie i zrzucać Jasiowi do koszyczka. Może nic by się nie stało, gdyby nie nagłe jej nadejście i ostry głos. Jasiek szybko i bezpiecznie zeskoczył, ale Marek zareagował zbyt gwałtownie zachwiał się i w ostatniej chwili chwycił się gałęzi. Było jeszcze słychać głos rozdzieranej koszulki i jakimś cudem również zeskoczył na ziemię.
-Można wiedzieć, po co wchodziliście na drzewo?- pytała ich z założonymi rękoma na piersi.
-I tak mieliśmy je jutro zrywać- zaczął tłumaczył się Jasiu.
-Ale z drabiny a nie chodzić po nim. Co wam przyszło w ogóle do głowy? Mogliście spaść.
-Ula to moja wina- odezwał się i Marek i sumiennie przyznał do winy. —  Te na górze tak ładnie wyglądały.
-Tylko, że teraz twoja koszulka nadaje się do wyrzucenia.  Tył rozerwany i w dodatku jest brudna.
-Fakt coś słyszałem, że się drze-odparł zdejmując ową koszulkę. 
Ula przez chwilę patrzyła na jego nagi tors. Marek był opalony, lekko owłosiony z widocznym śladami, że jest też wysportowany. Szybko odwróciła jednak wzrok, bo sama zauważyła, że i Marek przygląda się jej z tym swoim magnetycznym uśmiechem. Najgorsze w tym wszystkim był to, że poczuła, że się czerwieni.
- Jasiu możesz przynieś mi torbę z samochodu?- przerwał w końcu niezręczną ciszę.  — Jest na tylnym siedzeniu. Tu masz kluczyki-dodał sięgając do kieszeni. — Wystarczy nacisnąć ten guzik a samochód otworzy ci się.
-Wiem jak się obsługuje kluczyli-odparł chłopiec i pobiegł w stronę ulicy.
-Chyba widziałaś już półnagiego faceta Ula- zagadnął z rozbawioną miną.
-Wiadomo, że widziałam-odparła wzruszając ramionami. —Nie rób ze mnie jakiejś ostatniej ignorantki.
-Tak?- mówił uśmiechając się łobuzersko. — A mówisz jakby coś cię za gardło ściskało. Nawet na mnie nie spojrzysz.
-Wydaje ci się-odparła i spojrzała na niego przelotem wedle życzenia.
- Pytam, bo masz taką minę jakbyś nigdy nie widziała- kontynuował. — Ale musisz przyznać, że bez koszuli wyglądam dobrze- dodał po chwili, gdy nie usłyszał odpowiedzi.
- Możliwe, ale nie jesteś w moim typie- mówiła tak, aby brzmieć jak najbardziej wiarygodnie.  Wolę blondynów.
-Ula nie pytałem czy jestem w twoim typie, ale czy wyglądam dobrze-wyraźnie rozmowa ta bawiła go.
-Może być- stwierdziła cicho.  — Chociaż mógłbyś trochę ciała nabrać.
-Nie to chciałem usłyszeć- odparł niezadowolony. Ale mimo wszystko przyjmę to, jako komplement Ula- dodał rozpierając się na krześle.
Na szczęście Uli, Beatka obudziła się i nie musiała dalej z nim rozmawiać. Wrócił również Jasiek z jego torbą i zajął się przebieraniem nie fatygując się nawet z pójściem do domu. Patrząc na niego ukradkiem pomyślała sobie, że faktycznie miał rację i czuła się tak jakby był pierwszym mężczyzną w tak niekompletnym stroju, jakiego widziała.
U Cieplaków został jeszcze trochę. Wypił kawę, zjadł ciasto, porozmawiał z Jasiem i zabawił się chwilę z Beatką. Na koniec jeszcze raz przeprosiła za zamieszanie, pożegnał się i odjechał.
 
CDN PO MINI BRZYDULE

Uff. Dobrnęłam do końca części.  Od dwóch tygodni dzidziuś rządzi moim samopoczuciem i weną i dlatego jest jak jest czyli średnio, nic konkretnego i bardziej dla rozjaśnienia co było w poprzednich częściach. W październiku było wszystko ok. a teraz mdłości, zmęczenie i pisanie przychodzi z trudem niestety. Na szczęście to mija z czasem podobno.