piątek, 9 grudnia 2016

Podsłuchana rozmowa 1



-Seba kompletnie nie rozumiem Uli-rzekł Marek do przyjaciela w czasie ich wieczornego joggingu.  — Najpierw zaprasza do kina a później jak mamy już wychodzić to sama wychodzi bez słowa. Chyba za bardzo naskoczyłem na nią z tymi oskarżeniami i powinienem ją przeprosić.
-Nie wierzę-  słowa Marka wyraźnie zaskoczyły Olszańskiego.   Wygadała się o waszym wyjściu Ali a ty chcesz ją jeszcze przepraszać?  Ona chyba coś ci do kawy dosypuje.  I wiesz, co ci jeszcze powiem. Ona według mnie lepiej radzi sobie z tobą niż ty z nią. Dokładnie takie jest moje zdanie. Z każdą wychodziło ci tylko nie z Ulą. Już dawno ci to zresztą mówiłem.
- Tak pamiętam –odparł siadając na ławce.   
-Może jeszcze do niej będziesz dzwonić?- zapytał przysiadając obok i widząc, że przyjaciel sięga do kieszeni po telefon.
-Dwa razy dzwoniłem i nie odbiera- stwierdził sprawdzając, czy przypadkiem nie przegapił dzwonka telefonu albo wiadomości.
-Przejdzie jej jak każdej- pocieszał przyjaciel.  — A jak nie to jutro będziemy martwić się, co dalej.
-No nie wiem. Nie jest jednak jak każda inna i trudno przewidzieć jak zareaguje.
-A powinieneś wiedzieć- wytknął mu.  — Urabiasz ją parę tygodni a znasz jeszcze dłużej. A swoją drogą to, co za pech Marek. Do tej pory te twoje uwodzenie przebiegało bez większych komplikacji a teraz, gdy jest na finiszu to problemy się stwarzają. Jeśli nie ustąpi i dalej będzie obrażona to chyba tylko pozostanie ci pójście z nią do łóżka w ramach przeprosin.
-Seba, czy ty słyszysz w ogóle, co mówisz?- wyraźnie słowa przyjaciela wzburzyły go.
Chwilę później dostał sms-a:
Marek przepraszam, że tak uciekłam bez wytłumaczenia. Jutro pogadamy- przeczytał na głos treść wiadomości.
Ok Ula. odpisał
-No widzisz w pewnych sprawach są takie same- rzekł Sebastian klepiąc przyjaciela po ramieniu. — Ulegają twojemu czarowi.  Tylko tak trzymaj dalej a udziały nie przepadną.  Ale, dlaczego tak się uśmiechasz - dodał przyglądając mu się uważnie. —Nie mów mi tylko, że zaczęło kręcić cię kręcenie z Ulą?
-Co ty Seba- szybko zreflektował się.  — Ja i Ula, gdzie, jak- wyraźnie dał przyjacielowi do zrozumienia, że jest to niedorzeczność . —To fajna, inteligentna dziewczyna i nic więcej.   Cieszę się, że pierwsza zmiękła i tyle-dodał, ale w myślach był już na kolejnym ich spotkaniu.
-To dobrze, bo myślałem, że naprawdę cieszysz się na wyjścia z brzydulą.
-Seba- zirytował się. — Tyle razy mówiłem ci Ula a nie brzydula. I wstawaj. Ruchu musimy trochę zażyć.



Następnego dnia, gdy Ula dotarła do pracy to Marek już tam był. Rozmowy nie chciała przekładać na później to od razu zapukała do jego biura. Chwilę później usłyszała miłe proszę i zajrzała niepewnie do jego gabinetu.
-Cześć Marek. Można?
-Pewnie Ula wchodź- zaprosił i sam wstał zza biurka.
- Przepraszam cię za wczoraj-zaczęła oficjalnie. — Uciekać tak bez słowa mądre nie było.
-Nie Ula – odparł stając przed nią.  — To ja przepraszam cię, bo nie powinienem tak od razu naskakiwać na ciebie z oskarżeniami. Zareagowałem tak, bo...
-Wiem Marek, Paulina- weszła mu w słowo.
-Nie Paulina – zaprzeczył. —Z nią poradzę sobie. Chodzi o to, że gdyby ktoś dowiedział się o nas to mógłby dowiedzieć się i o PRO-es, kredytach i wekslach. A tego dla naszego dobra musimy oboje uniknąć. Przynajmniej do zarządu.
-Pamiętam Marek.   I zapewniam cię, że gdyby ktoś niedyskretny coś wiedział o nas to wiedziałaby już cała firma.
-Fakt Ula-odparł prowadząc ją w stronę okna i kanapy.
- A wracając do wczoraj to skąd u ciebie te oskarżenia? -zapytała siadając. Ktoś coś ci powiedział.
- Ktoś coś źle zrozumiał-odparł wymijająco.
-Ktoś to znaczy Sebastian-ni to stwierdziła ni zapytała.
-Sebastian- przytaknął. — Ktoś coś mu napomknął przypadkiem.
-Ktoś to znaczy Alicja?- 
-Alicja- przytaknął.
-To mamy remis- oznajmiła trzeźwo. — Wie o nas tylko Alicja i Sebastian. Licząc nas to jest z nas taki kwadrat smaczkowy, jakby powiedziała Wiola.
-Dokładnie-odparł obejmując ją.
-To sobie bardzo błyskotliwie porozmawialiśmy-rzekła, bo nie wiedziała za bardzo, co ma powiedzieć przez te jego objęcie.
-Tak. Niczym jak w jakimś kabarecie. Ale nie mówmy dłużej o tym.  Co byś powiedziała na kino dzisiaj popołudniu? –zapytał przyglądając się jej z bardzo bliska i bawiąc się jej uchem.
-Nie wiem czy dzisiaj to grają-odparła zażenowana pierwszą tak intymną pieszczotą.
-Grają, grają –wyszeptał w ucho a dłonią gładził delikatnie szyję. — Nie wiem tylko czy zniosę porównania do Don Juana- dodał uśmiechając się łobuzersko do niej, gdy odważyła się spojrzeć na niego.
-Zawsze mogę potrzymać cię za rękę- odparła próbując panować nad głosem.
-Masz piękne oczy Ula-rzekł nieoczekiwanie. —Wiedziałaś o tym?
-Coś tam kiedyś w lustrze dojrzałam-mówiła z wyraźnym ciągłym zażenowaniem.
-Chodź –nagle zerwał się z kanapy i ciągnąc ją za sobą.
-Ale, dokąd?
-Nie marudź tylko, choć Ula.
 Pięć minut później znaleźli się przed zakładem optycznym, który mieścił się tuż obok F&D. Po kolejnych dziesięciu była po badaniu wzroku i miała dobierane szkła kontaktowe oraz bardziej twarzowe okulary.
-Tak zdecydowanie lepiej Ula- stwierdził przyglądając się jej uważnie.  — Wystarczy jeszcze oczy delikatnie podkreślić cieniem i tuszem i będą jeszcze piękniejsze.
-Tak tylko, że ja nigdy nie malowałam się, nie umiem i nawet nie mam cieni ani tuszu.
-Żaden problem. Wstąpimy do drogerii i kupimy- mówił tonem nieuznającym sprzeciwu .  — A nauczeniem cię, robienia makijażu, zajmie się nasza wizażystka pani Kasia. Jeszcze dzisiaj ją poproszę.
-Widzę, że o wszystkim myślisz- uśmiechnęła się do niego. —  Taki szef to skarb.
-Jaka asystentka taki szef Ula- odparł szelmowsko.
Te nieoczekiwane poczynanie Marka, komplementy, czułości i perspektywa randki spowodowały, że nad pracą Uli trudno było się skupić i ciągle spoglądała na zegarek.  Siedemnasta w końcu nadeszła i mogli wyjść. Na korytarzu tuż przed windą spotkali Paulinę.
-Kochanie może wyjdziemy na kolację?- zapytała Febo uśmiechając się i majestatycznie biorąc Marka pod rękę. — Tak dawno razem nie wychodziliśmy.
-Nie Paula-zniweczył jej plany w zalążku. — Jadę z Ulą obejrzeć halę na szwalnię, a później idę na kontrolę do dentysty i do mechanika. Prędzej jak o dwudziestej pierwszej w domu nie będę.
-Zawsze coś wymyślisz- odburknęła. —Ja się staram utrzymać nasz związek na poprawnym poziomie, ale ty skutecznie to uniemożliwiasz.
-Zwłaszcza, gdy masz wybierać między mną a Aleksem albo jak kontrolujesz mnie-odparł bez ceregieli. 
-Wiesz, co jesteś podły i niewdzięczny- rzuciła z widoczną złością, obróciła się i odeszła. Ostatnią rzeczą, jaką jeszcze Ula i Marek zauważyli to kwaśna mina na widok Uli bez okularów i w delikatnym makijażu.
-Obraziła się-rzekła Ula, gdy znaleźli się we windzie.
-Niech się obraziła Ula- odparł błaho przyciskając guzik z napisem parter. —  Ile razy to Aleks był ważniejszy ode mnie?  Zresztą obiecałem ci kino i słowa dotrzymam.
Jestem ważniejsza od Pauliny- pomyślała z małą satysfakcją, gdy zjeżdżali na dół. Chociaż ten jeden raz, ale jestem.
- Myśli, że jest pępkiem świata a nie jest- kontynuował tymczasem Marek. — I wiem, że ci już to mówiłem, ale powiem jeszcze raz.  Już niedługo nie będę z Pauliną. Dłużej nie mogę z nią być.
-Żartujesz?
-Nie Ula.  Nasz związek to pozory i po zarządzie tylko firma będzie nas łączyć.

Małe kino nie było takie małe i pełne zakochanych par. Film okazał się też nie taki męczący jak myślał Marek i były momenty naprawdę śmieszne. Same momenty też były. Marek czasami spoglądał na roześmianą Ulę jedzącą popcorn i pijącą Colę.
Paulina nigdy tak spontanicznie nie zachowałaby się. Ona nawet nie pojawiłaby się nawet na tak zwykłym seansie. Ula to co innego nic nie udaje. Gdy ściągnie aparat będzie mieć kuszący uśmiech.
Ula poczuła, że Marek przygląda się jej tak samo ustawicznie jak rano, gdy siedzieli u niego w gabinecie na kanapie. Obróciła się w jego stronę i nie myliła się. Choć było ciemno to dokładnie widziała Marka patrzącego na nią. Chwilę później doszło do tego nieoczekiwanego pocałunku. Marek delikatnie musnął jej usta.
-Marek, co to miało znaczyć?- wyszeptała.
-Miałem ochotę pocałować cię. Chyba nie jesteś zła?
-Nie. Jestem zła tylko zaskoczona.
Przez resztę seansu trudno było skupić się jej na filmie. Wiedziała jedno i to na sto procent, że poprzednie pocałunki były jakby wymuszone a ten prawdziwy. Po seansie do tematu nie wracali a i do kolejnego pocałunku też nie doszło.  Po filmie wstąpili jeszcze na frytki z kurczakiem i pojechali w stronę Rysiowa. W ramach pożegnania i za mile spędzone popołudnie i wieczór cmoknął ją jeszcze w policzek.

Kolejne dni dla Uli były jak z bajki. Rano witał się z nią pocałunkiem w policzek czasami, gdy byli sami to całował w usta, niekiedy dawał mały upominek, wychodzili gdzieś.  W między czasie, bo dwa dni po kinie zaproponował jej stanowisko dyrektora finansowego. Miała objąć je po Aleksie, który zmuszony był odejść. Propozycję przyjęła po dwóch dniach namysłu, bo chciała pomóc mu, bo kochała go. Chociaż wiedziała też, że wyniki sprzedaży z ich kolekcji nie są zadowalające i będzie musiała raport kwartalny nieco podkoloryzować. Innym powodem było to, że miała tu przyjaciółki i nie chciała, aby straciły pracę, a mogłoby się tak stać, jeśli Aleks za złe wyniki chciałby pozbyć Marka prezesury. Praca nad raportem przebiegała w miarę sprawnie i przerywana była tylko przez Marka i jego czułościami. Nie wiedziała jednak, że pocałunki szefa i inne miłe gesty takie bez przyczyny nie były. Całował ją, bo chciał, ale i dlatego że namówiony został przez Sebastiana na bardziej intensywne działania w celu sfałszowania nieco raportu.
Ukoronowaniem tego wszystkiego był wspólny weekendowy wyjazd do Berlina do pani Kruger z rewizytą. Zaproszeni byli od dawna. Marek z Pauliną oraz ona, jako asystentka Marka i tłumaczka. Febo nie zamierzała jechać, bo na sobotę była umówiona na spotkanie z florystką zajmującą się wystrojem katedry na ślub.  Do Berlina polecieli, więc sami w piątek rano a mieli wrócić w niedzielę wieczorem. Na tę okazję i na osobiste życzenia Marka, Pshemko uszył też dla Uli sukienkę w kolorze jej oczu oraz garsonkę.
W piątek rano wsiedli w samolot i polecieli do Berlina. Po przylocie i zameldowaniu w hotelu zwiedzili firmę a popołudnie i wieczór mieli dla siebie i mogli zwiedzić Berlin. Dla Uli spędzenie tyle czasu w towarzystwie Marka było spełnieniem marzeń. Spacerowali, rozmawiali, kupowali pamiątki a wieczorem poszli na kolację i nad rzekę Sprewę. To tam doszło do pierwszych mocno upojnych pocałunków. Ula potknęła się i znalazła oparcie w ramionach Marka a blask księżyca i rozświetlony Berlin atmosferę podkręcił. Przez chwile wpatrywali się w siebie, ale Marek w końcu odgarnął jej włosy, wziął twarz w swoje dłonie a usta delikatnie muskał. Na długo to nie wystarczyło, bo pragnął bardziej namiętnych pocałunków. Tym bardziej, że już znał smak jej ust i to, jaką przyjemnością było całowanie ich. Rozchylił usta Uli i zachłannie wdarł się w nie. Ona sama nie protestowała to całował równie intensywnie szyję i dekolt. Sama też upajała się jego pocałunkami a jej wnętrze wypełniały uczucia, jakich nie znała. Trwało to by pewnie dłużej gdyby nie to, że obok nich pojawił się głośno szczekający pies a chwilę po nim właściciel. Ukłonił im się a Ula odpowiedziała za ich oboje. 


- Ula-zaczął Marek oblizując usta. —To było takie słodkie, namiętne i pełne żaru.  Nie wiem tylko czy to ty sprawiłaś, czy to przez miejsce. Nigdy jeszcze w takiej scenerii nie całowałem się. Zazwyczaj jest to pokój, samochód, klub albo firma. A tutaj blask księżyca, świateł i neonów. Bardzo romantycznie i pięknie miejsce.
- To prawda –odparła z ciągłym szybkim biciem serca. — We Warszawie też  mam takie swoje ulubione miejsce nad Wisłą i często chodzę tam pomyśleć. Jest tam równie pięknie jak tu.  Jeśli chcesz to kiedyś zaprowadzę cię tam.
- Z chęcią zobaczę Ula.  Teraz lepiej będzie jak wrócimy, bo dochodzi jedenasta a jutro czeka nas długi dzień z dużą ilością wrażeń.
-Tak –przytaknęła, choć chciałaby jeszcze tu zostać.


 Następnego dnia rano również mieli czas dla siebie a popołudniem i wieczorem uczestniczyli w pokazie mody i bankiecie. Na tę okazję Ula ubrała sukienkę uszytą przez Pshemka a pani Kruger zajęła się resztą wyglądu i wraz ze swoimi wizażystkami zajęła się makijażem a z włosów zrobili kok. Efekt był piorunujący i jak najbardziej na Marku zrobił wrażenie.  Oboje przez ten cały czas świetnie bawili się. Tańczyli, spacerowali po parku, zawierali znajomości. Późno w nocy przy pokoju Uli pożegnali się. Marek miał wielką ochotę posłuchać kolejnej dobrej rady Sebastiana i zaproponować jej łóżko, ale opanował się, bo nie chciał, aby Ula była kolejną jego panienką. Za bardzo ją lubił i nie chciał jej skrzywdzić wykorzystując ją w ten sposób. Już samo to co robił było dla niego z jednej strony przyjemne ale i hańbiące.  Ula tymczasem zastanawiała się, co by zrobiła, gdyby jej to zaproponował i stwierdziła, że zgodziłaby się. Niedziela również minęła im na zwiedzaniu a wieczorem wrócili do Warszawy.



Trzy dni po powrocie z Berlinie zebrał się zarząd a Ula miała przedstawić raport. Podkoloryzowała go nieco, chociaż bała się, czy jej poprzednik nie połapie się w tym. Zarząd na szczęście przyjął go jednomyślnie a ona wyszła szczęśliwa. Chwilę po jej wyjściu Marek zrobił piętnastominutową przerwę i wyszedł za nią. Na korytarzu spotkał Sebastiana, a Ula tuż za rogiem, również przystanęła podnosząc swoje papiery z podłogi, które chwilę prędzej wypadły jej z teczki.
-I, co Marek udało się- usłyszała głos Olszańskiego. — Aleks nie dociekał?
- Nie dociekał – rzekł z ulgą. — Raport przyjęty jednogłośnie.
-Ma jednak Ula talent- wyraźnie był słychać w jego głosie zadowolenie.  — Ale ty będziesz musiał się jeszcze pomęczyć się z nią przez te dwa tygodnie do póki nie spłacisz kredytu a weksle nie wrócą do ciebie. Tych drobiazgów na razie też nie będę brał. Mogą ci się jeszcze przydać. I najlepiej będzie jak tydzień przed ślubem wyślesz ją jak najdalej od Mediolanu. Na przykład na Malediwy. Będziesz mieć przynajmniej pewność, że nie wpadnie ci do kościoła i nie zrobi jakiejś draki. Tylko jak ty jej wytłumaczysz, że jednak ślubu nie odwołujesz.
-Nic jej nie będę tłumaczył, ani nigdzie jej nie będę wysyłać- odparł otwarcie cedząc słowa. — I nie zamierzam żenić się-dodał stanowczo.
-Jak to nie zamierzasz?- zapytał wyraźnie zaskoczony. — To wtedy w klubie poważnie mówiłeś?
-Tak -odparł zdecydowanie. — Spróbuj sobie, chociaż wyobrazić małżeństwo z Paulą.
-Fakt trudno, ale nieożenienie się jeszcze trudniej- stwierdził poważnie.  — Marek ona i rodzice zrobią ci taki sajgon, że nie chciałbym być w twojej skórze. Sensacja roku z tego będzie. Jak nie gorzej. Nie wiem czy nie lepiej jest ożenić się z nią przemęczyć parę miesięcy i rozwieść.
- Tak i ciągać się po sądach i wszystkie brudy wyciągać? –odparł sarkastycznie. — Dzięki za radę, ale nie skorzystam.  W sobotę definitywnie kończę związek z Pauliną i znowu będę całkiem wolnym człowiekiem-dodał zdecydowanie i z zadowoleniem.
-Nie do końca- odparł Olszański uśmiechnąwszy się ironicznie. — Będziesz mieć swoja brzydulę. A przynajmniej przez jakiś czas.
-Będę -przytaknął mu z małym rozmarzeniem. —  Idę właśnie podziękować jej za raport.
Dalej Ula nie podsłuchiwała, bo Marek szedł do niej i chciała znaleźć się w swoim biurze przed nim a poza tym słyszała wystarczająco dużo. Był z nią tylko dla weksli.
-Idź i tak dalej trzymaj- słyszała jeszcze słowa Olszańskiego, otwierając drzwi do swojego gabinetu.—  Może zaliczymy dzisiaj jakiś klubik, aby uczcić twoją wolność?- zapytał na koniec Sebastian.
 -Z przyjemnością-odparł i z zadowoleniem odwrócił się i poszedł w stronę biura Uli.

niedziela, 4 grudnia 2016

Życie na niby 11



 Ula do domu z wesela wróciła o trzeciej, ale w jej uczuciach nic nie zmieniło się. Tak jak w jej domu. Gdy zajrzała do swojego pokoju to Marek tym razem spał naprawdę a Betti przytulała się do niego. O tym, do której godziny ma zajmować się Beatką to akurat nie rozmawiali, to go nie budziła. Zwłaszcza, że tak smacznie spał i wyglądał słodko. Ubrany był tylko w podkoszulek i krótkie spodenki, leżał na boku z rękoma nad głową i lekko chrapał.  Ona natomiast, choć była zmęczona to usnąć nie potrafiła. Leżała w pokoju Jasia patrząc tępym wzrokiem w okno wpatrując się w świt i rozmyślając. Z tak wczesnej pobudki przez siostrę ucieszyła się nawet, chociaż od razu nie wstała. Chciała dać sobie trochę czasu na spotkanie z Markiem.   Wstała dopiero wtedy, gdy Beatka zaczęła głośniej zachowywać się i jak domyślała się broić. Narzuciła frotowy szlafroczek na siebie, przeczesała włosy i poszła najpierw nastawić wodę na kawę a później do swojego pokoju.
Marek po obudzeniu się zastanawiał się, co ma zrobić, bo choć obiecał, że zostanie do rana niedzieli to jakaś konkretna godzina ustalona nie była. Budzić Uli też nie chciał, bo była przecież po weselu i spała, jak myślał. Beatka natomiast, choć było po szóstej to, wyglądała na zadowoloną i gotową na zabawę z nim. Śmiała się, całowała, bawiła się w noski i mówiła po swojemu do niego. Uczucie niezadowolenie z tak wczesnej pobudki szybko go minęło, bo Beatka oczarowała go całkowicie.   Był tak zajęty zabawą z nią, że nie usłyszał nawet, kiedy Ula pojawiła się w pokoju i przyglądała się im przez chwilę.
-Cześć Marek-odezwała się w końcu. — Bardzo sielankowy widok i to tak wcześnie rano.
-Ula?  Nie śpisz już- zdziwił się.— Myślałem, że będziesz odsypiać wesele przynajmniej do ósmej a jest szósta.
-Nie czuję się mocno zmęczona ani śpiąca- odparła przysiadając na łóżku. —  W dodatku to mam lekki sen i nawyk, że czuwam, kiedy Beatka budzi się. Ma takie swoje przyzwyczajenia poranne i nie chciałam zostawiać cię z tym.
-Rozumiem- uśmiechnął się.  — Sprawy pieluszkowe- dodał pociągając nosem. 
-Dokładnie. To, co Marek ja ją teraz przebiorę a ty możesz skorzystać w tym czasie z łazienki. Później zrobię nam kawy.
-Z przyjemnością napiję się-odparł przeczesując włosy palcami.
Gdy wrócił z łazienki umyty i przebrany to Beatka była też już przebrana i siedziała w swoim krzesełku przy stole i bawiła się dziecięcą łyżeczką czekając na swoją kaszkę.
-Wolisz ciasto weselne czy zwykłe śniadanie do kawy?- zapytała Ula, gdy tylko pojawił się w drzwiach.
-Sama kawa wystarczy.  Na śniadanie jest zdecydowanie za wcześnie. Beatka to codziennie taką wczesną pobudkę robi ci? –zapytał siadając do stołu. — Jeśli tak to nie zazdroszczę.
-Zazwyczaj to budzi się dopiero po siódmej-odparła stawiając przed nim kawę. — Dzisiaj to chyba specjalnie tak dla ciebie.  Mam nadzieję, że poza tym, że tak wcześnie obudziła cię to była grzeczna przez cały wieczór i noc?
- Tak-odparł pewnie.  — Uśpiłem ją po dziewiątej tak jak mówiłaś, sam też zasnąłem na chwilę, później obejrzałem sobie film i o północy położyłem się spać. Co prawda obudziła się jak tylko ja zasnąłem, ale poradziliśmy sobie. Później spała już do rana.
-To dobrze-rzekła uśmiechając się lekko do niego. — Przynajmniej trochę przespałeś się a ja nie musiałam przychodzić i psuć sobie zabawy. Jeszcze raz dziękuje Marek. Beatka wygląda na szczęśliwą.
- Naprawdę nie ma, za co- odparł zastanawiając się, dlaczego skłamała mówiąc, że nie było jej w domu.   A jak było na weselu? Okno było otwarte to słychać było jak grają. Muszę przyznać, że bardzo ładnie grali.
-Było bardzo przyjemnie. Wodzirej tak prowadził zabawę, że czas szybko mijał i nawet nie zauważyłam, kiedy minęła dwudziesta druga, później dwunasta i druga. Wróciłam dopiero o trzeciej, gdy większa część gości zbierała się do wyjścia. Popołudniu idę jeszcze na poprawiny, ale to z Beatką już. Położę ją prędzej spać, sama też się zdrzemnę i będziemy gotowe na szesnastą.
-To szykuje się wam przyjemny dzień-rzekł uśmiechając się do obu dziewczyn.   Ja planuję cały dzień przesiedzieć w kuchni. Sebastian ma przyjść do mnie na późny obiad to muszę się tym zająć. Chcę przygotować typowe męskie niezdrowe jedzenie. Karkówka na grillu, pieczone ziemniaki i piwo. Zero warzyw. Z wyjątkiem ziemniaków. Ewentualnie jeszcze ostra papryka pieczona.
-Może i niezdrowe, ale jakby na to nie patrząc to brzmi smakowicie.
-Ma- przerwała ich rozmowę Beatka dając Markowi swoją maskotkę-rybkę.
-Ma, to znaczy masz, czy Marek?- zapytał małą, ale w odpowiedzi usłyszał drugie ma.
-Raczej masz-odparła za siostrę Ula. —Ale musi cię bardzo lubić. Ona swojej rybki nikomu nie daje.  Jeśli chcesz to może ją nakarmić przed odjazdem. Kaszka zaraz będzie gotowa.
-Z przyjemnością Ula. To, co Beatko zjemy śniadanie?-zwrócił się do małej.
-Tak-odparła dziewczynka, która dużo już rozumiała.
 Beatka karmiona i zabawiana przez Marka swoje śniadanie zjadła w błyskawicznym tempie i po siódmej była już najedzona i gotowa na odprowadzenie Marka do samochodu. Na pożegnanie obdarowała go słodkim buziakiem, zrobiła pa, pa i posłał rączką całuski.  Ula natomiast dała mu ciasto weselne i obiecane pierogi. Ich pożegnanie było też zdecydowanie mniej wylewne niż z Beatki i rozpoczęło się i skończyło na tradycyjnym część.

W drodze do Warszawy wrócił myślami do czasu spędzonego w Rysiowie. Uważał, że pomimo tego, co się stało to czas spędzony tam był bardzo udany. Jeszcze w nocy próbował znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie na pocałunek Uli. Jedyne, co przychodziło mu na myśl to tylko to, że Ula na weselu wypiła o jeden kieliszek za dużo. Do końca pewny jednak nie był, bo rano wyglądała na trzeźwą. Był w dodatku Maciek i nie wiedział gdzie ma go umieścić w życiu Uli.  Była z nim na weselu, dzień prędzej pojawienie się go sprawiło jej ogromną radość, a który według jej słów i matki Maćka przed paroma tygodniami miał być jej przyjacielem. Znał ją też już  trochę i wiedział, że gdyby była związana , z kimś to nie całowałaby obcego mężczyznę.  Zadzwonił również do przyjaciela i umówił się w parku na krótki jogging.  Mieli spotkać się dopiero popołudni, ale samemu biegać nie chciało mu się i chciał również pogadać.  Po powrocie do domu wziął krótki prysznic, przebrał się w dres i poszedł na spotkanie z przyjacielem. Sebastian w parku czekał już na niego.



-I jak niańku- zadrwił Olszański. Ciężko było.
-Trochę jestem niewyspany, ale poza tym jest dobrze. Beatka to miłe i grzeczne dziecko.
-Tylko się tak nie rozczulaj, bo jeszcze trochę a zrobisz sobie jakieś-zakpił.
-Aż tak bardzo to mi się nie podobało –szybko odparł.  —Oprócz tego, że dzieci są słodkie to czasami mają i te mniej przyjemne strony. Nocne i wczesne pobudki, pieluszki.
- Znam to- pokiwał głową Olszański.  — Moja siostrzenica jest miła, gdy nie płacze i jeść nie woła. Ale chyba nie o dzieciach chciałeś pogadać.
- Nie o dzieciach.  O Uli. Chyba podkochuje się we mnie-wyznał trochę niepewnie.
-Bo-zainteresował się Olszański.
-Pamiętasz jak mówiłem ci, że zniszczyłem sobie koszulkę u Uli?- zapytała, a gdy przytaknął to kontynuował.  — Gdy przebierałem się to patrzyła na mnie takim rozmarzonym wzrokiem.
- Marek każda tak na ciebie patrzy, więc nie pochlebiaj sobie i nie mów, że od razu zakochała się-mówił tonem poirytowania.
-No tak Seba, ale później na oblewaniu otwarcia firmy to miałem wrażenie, że ciągle patrzyła na mnie.
-Tak jak połowa kobiet. Masz zbyt wybujałą wyobraźnię od tego rozkochiwania kobiet. We wszystkich widzisz od razu zakochane kobiety.
-Wczoraj pocałowała mnie-doszedł w końcu do meritum sprawy.
-Jak to pocałowała?- Olszański wyraźnie zainteresował się.  — Rzuciła się na ciebie.
-Nie- odparł automatycznie.  — Jak spałem. To znaczy jak udawałem, że śpię.  Przyszła nieoczekiwanie do domu o dziesiątej i zastała mnie z Beatką u niej w pokoju. Zawołała mnie cicho, a gdy nie zareagowałem to przeczesała mi włosy, cmoknęła w czoło, a chwilę później w usta.
-I to wszystko- wyraźnie rozczarował się, bo chyba liczył na więcej.
-A, co? Liczyłeś na więcej-wyczytał jego myśli.
-Marek przesadzasz. Może to było podziękowanie za opiekę nad Beatką albo całus na dobranoc.
-No nie wiem. Dzisiaj rano, gdy rozmawialiśmy to skłamała mówiąc, że nie przychodziła więcej razy do domu.  Po co miałaby kłamać?
-A, co miała powiedzieć, że skradła ci pocałunek, niczym jak z jakiegoś historycznego romansu?
-A ty czytasz coś takiego albo oglądasz, że wiesz?- spojrzał badawczo na przyjaciela.
-Co ty Marek- oburzył się. — Pamiętam z kina. Kiedyś w czasie gimnazjum byłem na takim filmie w kinie z taką jedną Roksaną. Nastoletnia córka arystokraty zakochała się w jednym takim lordzie, zresztą wypisz wymaluj twojego i mojego charakteru, całuje go, gdy zasnął na kanapie w domu jej ojca, zakochuje się i kocha go latami, chociaż ten skacze z kwiatka na kwiatek a ustatkowanie mu nie w głowie.  Dopiero po latach zwrócił na nią uwagę i ożenił się.
-I dokładnie tak to wszystko pamiętasz?- dziwił się Marek.
- Dokładnie, bo wtedy pierwszy raz całowałem się.  A wracając do Uli to był na weselu, była w radosnym nastroju, może wypiła za dużo, ma słabą głowę a ty od razu myślisz, że zakochała się w tobie.
-Też tak sobie to tłumaczyłem. Wino, szampan, drinki zaszumiało w głowie i pocałowała.
- Ale jak popatrzysz na to z drugiej strony to czemu nie miałbyś wykorzystać tego-strzelił pomysłem i podśmiewając się pod nosem.  — Teraz jak zmieniła wygląd a Wiolka ubrała ją to wygląda całkiem ładnie-nęcił Olszański. — Pewnie z jej poprzednim wyglądem to nie miała żadnego faceta to byłbyś pierwszy. Pomyśl tylko, jaka to byłaby dla ciebie odmiana.
- Seba idź się leczyć-oburzył się na serio. — Nie zamierzam jej rozdziewiczać. W ogóle nie zamierzam iść z nią do łóżka. Ula jest moją dobrą znajomą, jestem przyjacielem rodziny, łączy nas taka braterska zażyłość i nie zamierzam psuć tego, co jest między nami.
- Żartowałem przecież- uśmiechnął się na to, że Marka udało mu się nabrać.  — A co zamierzasz zrobić z Ulą?
-Nic.  Zobaczymy, co będzie za jakiś czas. Dopóki ona nie wie, że ja wiem, że pocałowała mnie to ja mam małą przewagę i mogę pokierować naszą znajomością. Odczekam z kolejną wizytą w Rysiowie trochę to się może odkocha jak się zakochała.
-No nie wiem Marek-rzekł z całą powagą, na jaką wysilił się. — Wiolka buja się we mnie od trzech lat, chociaż mówię jej, że jestem jak dla niej za stary i między nami nic nie będzie.
-I tak ma zostać Seba. Wiola to dla ciebie zakazany owoc.

Ula po odjeździe Marka również o nim myślała, ale porozmawiać to już nie miała, z kim. Maciek był, co prawda jej przyjacielem, ale na babskie zwierzenia się nie nadawał. Mogła tylko Beatce powiedzieć wszystko, co czuła i myślała. Dziewczynka siedziała w łóżeczku i bawiła się, gdy ona postanowiła odkryć przed nią swoje tajemnice i uczucia.
-Pocałowałam wczoraj Marka i zakochałam się w nim- rzekła do siostry podpierając brodę o łóżeczko. —  Dobrze, chociaż że on o tym nie wie i mogę naszymi relacjami jakoś kierować.  Tyle dla nas zrobił i mógłby obrazić się, gdyby dowiedział się prawdy. Było to też wyjątkowo głupie Beatko.  Nie wiedziałabym nawet jak miałabym mu to wytłumaczyć. Chyba tylko tym, że za dużo wypiłam. I nie wiem kompletnie, co mam teraz zrobić. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to ograniczyć nasze spotkania.  Najlepiej byłoby wyjechać na studia do Poznania, Krakowa albo gdziekolwiek indziej. Chociaż myśl, że miałabym nie widywać go jest jeszcze gorsza.  Was też nie mogę i nie chcę zostawiać. Ale czy będę w stanie wytrzymać widywanie go- ni to zastanawiała się głośno, ni pytała siostry.  — Same sprzeczności Beatko mną targają. Zabronić przyjeżdżać tu, to już w ogóle nie mogę mu, bo byłby to bardzo niekulturalnie. Tato, ty i Jasiu bardzo go lubicie, a ja muszę nad swoimi uczuciami zapanować. Prawie zawsze byłam rozsądna w zakochiwaniu się. Nigdy nawet nie należałam do tych rozchisterowanych dziewczyn, które zakochiwały się w piosenkarzach, gwiazdach filmowych, czy sportowcach. Tylko przy takim jednym Bartku rozsądek opuścił mnie.  Omotał mnie a ja dałam wciągnąć się w jego grę.  Z Markiem jest jednak całkiem inaczej. On niczego nie zrobił, ja sama zakochałam się i muszę zastanowić się teraz, co z tym zrobić i jak żyć. Nie jestem przecież w jego stylu a nawet gdybym była to nie byłabym na stałe Beatko, bo z nim i z jego panienkami nie jest nigdy na serio. Rozkochuje, zaciąga do łóżka i rzuca, a ja tak nie chciałabym skończyć. On żyje jakby na niby, chociaż czasami ma przebłyski dobroci, bo pomógł nam z operacją ojca i teraz przy opiece nad tobą. Ale to tylko wyjątki. Sama powiedz Beatko, czy on nadaje się na kogoś, z kim chciałoby się związać?- zapytała siostrę głaszcząc ją po główce.
-Ti tutu- usłyszała w odpowiedzi a paluszek małej wskazywał na butelkę.
-No tak Betti chce tutu- odparła wstając z kanapy. — Szkoda, że więcej nie mówisz i nie jesteś starsza, bo może poradziłabyś mi coś.

Od wesela i pamiętnej nocy minął ponad miesiąc. Przez ten czas relacje między Markiem a Cieplakami nieco ustały i widzieć się nie mieli okazji. Telefony też nie urywały się i jeśli były to były to rozmowy grzecznościowe z pytaniami, co słychać, o zdrowie Cieplaka, z życzeniami urodzinowymi dla Jasia, czy z gratulacjami dla Uli z okazji zdania egzaminu na prawo jazdy. Dla niej samej te niewidzenie Marka było też na rękę, bo chociaż wyrzucenie z głowy natarczywych myśli nie jest łatwe, to próbowała nieco wrócić do równowagi.   
Do Rysiowa Marek zawitał dopiero w połowie września, gdy wracał ze Skierniewic, ale Uli w domu nie zastał.  Od jej ojca dowiedział się, że poleciała na tydzień do Maćka do Niemiec. Chłopak kończył tam właśnie trzymiesięczną pracę w czasie, której nawiązał znajomości i teraz wypoczywał u Karoliny i Davida pod Berlinem a Ula miała mu towarzyszyć w zwiedzaniu stolicy Niemiec i okolicznych miast.
-Dużo to ją nie kosztowało, bo tylko bilet i to co na wstępy wyda i jedzenie- wyjaśniał mu Cieplak. — Przez ostatnie trzy miesiące cały czas zajmowała się tylko domem to należał się jej wypoczynek. Ja się już też dobrze czuję to mogę zająć się Jasiem, Beatką i domem. A o Ulę  nie muszę martwić się, bo zna doskonale niemiecki a Maciek to odpowiedzialny człowiek i wiem, że Ula jest z nim bezpieczna. Oboje zresztą wypoczną przed rozpoczęciem studiów.
-To prawda panie Józefie-poparł go. —  Komu, jak komu, ale Uli wypoczynek należał się.
-Zwłaszcza po moim powrocie z sanatorium było widać jak bardzo jest zmęczona-kontynuował. —  Chodziła zamyślona, jakby smutna. Zastanawiałem się nawet czy na tym weselu nie poznała kogoś i nie zakochała się. I jeszcze raz dziękuję za zajęcie się wtedy Beatką-dodał zanim zdążył odpowiedzieć na jego przypuszczenia.  — Wiem, że dziękowałem już przez telefon, ale wypada i tak osobiście.
-Naprawdę nie ma, za co- odparł kurtuazyjnie.  — To był bardzo przyjemny wieczór. Prawda Betti- zwrócił się do dziewczynki. Dziewczynka na dźwięk swojego imienia spojrzała na chwilę w stronę ojca i Marka, ale po chwili wróciła do zabawy, czyli do burzenia wieży, którą układał jej z klocków Jasiu.   I było tak przez cały wieczór. On albo Jasiu wieżę budował a Beatka jednym ruchem rączki niszczyła ją z radosnym śmiechem.


Z Cieplakami spędził cały wieczór. Do domu nie spieszył się, bo w Rysiowie było mu zwyczajnie mówiąc dobrze.  Bawił się z Beatką i rozmawiał z Józefem i Jasiem. Męska część rodziny nie widziała go przez ponad miesiąc, czyli od roczku Beatki i tym bardziej z jego towarzystwa byli zadowoleni. Po rozmowie z Cieplakiem pewien był też prawie na sto procent, że intuicja go nie myliła i Ula zakochała się w nim.
 
CDN W STYCZNIU