piątek, 13 stycznia 2017

Podsłuchana rozmowa 4



Dzień po zaproszeniu Uli do SPA, Marek w jej gabinecie pojawił się szybko, bo tuż po jej przyjściu.  Dokładnie wiedziała skąd tak wczesna wizyta, ale z powiedzeniem o swojej decyzji postanowiła jednak poczekać i potrzymać go trochę w niepewności.  Chciała sprawdzić jak bardzo będzie zależało mu na wspólnym wyjeździe i do czego posunie się, aby przekonać ją. Już wczoraj po powrocie z restauracji przy wspólnej pracy nad umową z konkursem piękności starał się o to i to bardzo intensywnie. Z umową dużo pracy nie mieli, bo była bardzo korzystna to Marek zajął się czymś dla niego przyjemniejszym.
-To mogę jutro podpisać ją-zapytał dla pewności zbierając papiery z biurka.
-Tak-odparła zbierając swoje rzeczy.
- Świetnie- odparł z zadowoleniem.  — To, co Ula teraz możemy zająć się punktem drugim dzisiejszego popołudnia- dodał z filuternym uśmiechem.
-To mamy jakiś drugi punkt?- zapytała podejrzliwie.
-Obiecałaś mi popołudnie- rzekł przyciągając ją do siebie i gładząc policzek.
Nie potrafiła oprzeć się tym szarym oczom i dołeczkom. I jeszcze ta jego, a jej ulubiona Woda Kolońska, tak przyjemnie nęciła.  Wiedziała, co za chwilę się stanie. Tylko kilka pocałunków- pomyślała. A później przerwie to. 


Nie myliła się i na pocałunek długo nie musiała czekać. Marek zaczął delikatnie i z czułością muskać jej wargi.  Na długo to mu nie starczyło, bo chwilę później całował coraz bardziej zachłannie nie tylko usta, ale i szyję i dekolt a dłonie pieściły plecy, talię i głowę.
-Ula-wyszeptał kładąc ją na biurko. — Jesteś taka słodka.
To, co się później działo było spełnieniem jej niedawnych marzeń.  Całował i uśmiechał się do niej. Kładł i podnosił z biurka, pieścił i całował. Choć w biurze panował półmrok to widziała, że uśmiechał się, ale nie mogła dostrzec w tym szale namiętności czy był to uśmiech z wyrachowania, czy z rozkoszy.  Marek tymczasem owładnięty pożądaniem pozwalał sobie na coraz śmielsze gesty i jego ręka powędrowała do guzików bluzeczki Uli. Czuła, że odpływa z każdą chwilą i otrzeźwiała dopiero, gdy poczuła usta tuż przy brzegu stanika.
-Nie, nie Marek- ostatkiem sił powstrzymała go i lekko odepchnęła. — Jesteśmy we firmie.
-Ula wszyscy już dawno wyszli- odparł chcą przyciągnąć ją do siebie.
-Nie – mówiła stanowczo poprawiając bluzkę. —  Lepiej będzie jak pójdziemy nad Wisłę.

 Miejsce Uli nad Wisłą było rzeczywiście zachwycające. Drzewa, most, pomost w głąb rzeki, kamienie i widok na rozświetlającą się pomału w szarości Warszawę. 
-Rzeczywiście pięknie tu –westchnął rozglądając się. — Piękniej niż w Berlinie, bo nasze Polskie. Tylko więcej ludzi tu się kręci- rzekł spoglądając na inne osoby. 
- Tak wieczorami jest tu trochę spacerowiczów.  Znaczniej spokojnie jest tu rano. Odkryłam to jeszcze w czasie studiów, gdy przychodziłam zarówno przed wykładami jak i wieczorami czekając na autobus. Rano mogłam w spokoju pomyśleć i poukładać życie a wieczorem to zawsze ktoś się pojawiał.
-I bardzo mądrze je poukładałaś -rzekł z szacunkiem. — Tylko pozazdrościć.
-Musiałam- rzekła z zażenowaniem. — Tato czasami nie wiedział, co ma zrobić, jaką podjąć decyzję to przychodziłam i rozważałam wszystko na za i przeciw.
-Ja, jak wiesz zresztą, układałem je w klubach i na imprezach i źle na tym wyszedłem-stwierdził posępnie.
-Zawsze możesz poukładać je od nowa-zaproponowała delikatnie.  — Jest tu wystarczająco miejsca na takie rozmyślania.
-Kto wie Ula. Może skorzystam.
Czas nad Wisłą mijał szybko i odjechali dopiero, gdy było ciemno. Chodzili i rozmawiali o firmie, przeszłości i życiu codziennym, a później Marek odwiózł ją do Rysiowa.  
-Dzięki za wieczór Marek- rzekła, gdy zatrzymali się przed domem. — Było naprawdę miło.
-To ja dziękuję Ula- odparł odwracając się do niej.  — I dziękuję, że pokazałaś mi te miejsce.
-Drobiazg-powiedziała uśmiechając się.  — Pójdę już.
-Ula-zatrzymał ją na chwilę. — Pomyśl o wyjeździe. Naprawdę może być bardzo miło.
-Pomyślę-zapewniała.
-Dzięki- odparł i pocałował na do widzenia w policzek. — Pa Ula.
 - Pa- odpowiedziała i poszła w stronę domu.

Ula jeszcze w czasie spaceru uświadomiła sobie, że czas spędzony nad Wisłą był niezmiernie przyjemny. Marek niczego nie udawał, nie wymuszał pocałunków, ani wyjazdu. Było tak przyjemnie jak dawniej, gdy byli naprawdę przyjaciółmi. Szykując się spać wróciła myślami do wyjścia i do czekającego ją wyjazdu. Decyzję podjęła już w Książęcej, ale tak od razu nie chciała mu mówić.
Trzy dni i dwie noce prawie sam na sam z Markiem, to dobry pomysł nie jest- rozważała rozsądnie.  Ale może będzie miło, jeśli będzie tak jak nad Wisłą. Wróć. Dwie noce? Właśnie jak my będziemy spać? Marek chyba nie myśli, że będziemy razem spać, czy tam nie spać. To znaczy dzielić wspólny pokój- znalazła odpowiednie słowo. Chociaż znając go to tak pewnie myśli. Muszę jutro go od tej myśli odwieść. Póki jest w zarodku jakby powiedziała Wiola.
Marek tymczasem wracając do domu również wrócił myślami do Uli i do tego, co czuł. Było to coś nowego i innego dla niego. Nie zwykłe pożądanie, bo Ula w jego guście nie była, ani zauroczenie, bo piękna też nie była, czy przyjaźń, bo przyjaciele tak nie całują się. Wiedział tylko, że to coś podobało mu się i że od dawna o żadnej kobiecie tak nie myślał.  Jeśli w ogóle kiedyś myślał. Przy Uli i z Ulą wszystko było inaczej. Był również pewny tego, że pragnie kochać się z nią, ale nie chciał też wykorzystywać jej, bo na taki związek, o jakim myślała Ula on gotowy nie był i nie chciał jej skrzywdzić. Obiecał sobie, więc że niezależnie od tego, co mówi Sebastiana to go nie posłucha i łóżko nie będzie kartą przetargową w odzyskaniu weksli. Pojadą, zrelaksują się, a po powrocie i zwrocie weksli delikatnie i powoli odsunie się od niej. A kiedyś tam, jak myślał, zapomni i znajdzie sobie kogoś, kto o dzieciach i małżeństwie będzie zapatrywał się z przyjemnością a nie jak on z zniechęceniem.

 Do jej biura wpadł tuż po ósmej z zaległą fakturą i przy okazji w sprawie wyjazdu.
-Cześć- rzekł przyciągając ją do siebie i zanim zdążyła odpowiedzieć, pocałował na dzień dobry. — Podpiszesz mi fakturę za dzisiejszy catering?
-Pewnie.
-A wracając do naszego wyjazdu to jedziesz ze mną czy z Maćkiem?- zapytał opierając się rękoma o biurko i przypatrując się jej.
-Maciek zmienił plany i postanowił postawić na miłość i jedzie z Anią na romantyczny wyjazd do Madrytu-wyjaśniła. — Wylatują w piątek rano a wracają rano w poniedziałek. Bardzo zaangażował się w ten związek. Planuje już nawet oświadczyny. Był wczoraj u mnie z katalogiem z pierścionkami i chciał żebym pomogła mu coś wybrać.  Tylko, że oglądał te z wyższej półki a na pewno na taki wydatek nie stać go- mówiła tak, aby brzmieć wiarygodnie. — Musiałam przekonać go, żeby kupił coś tańszego, choć było trudno. Dopiero jak powiedziałam mu, że Ania z tych nie jest i karat brylantu dla niej nie ma znaczenia i że obraziłaby się to odpuścił.
 - Jest zakochany to chce wykazać się - odparł jakby usprawiedliwiał Szymczyka i w ogóle nieprzejęty szastaniem przez niego pieniędzmi.
-Tylko, że przez te jego miłość mógłby narobić kłopotów-próbowała całej sprawie dodać powagi. — I sobie i PRO-es. Wziąłby kredyt i jeszcze komornik wszedłby do firmy.
-Ale ty masz zdrowy rozsądek i nic się nie stało- odparł ciągle niezainteresowany. — On do tego też na pewno nie dopuściłby.  Ale jeśli jesteś zaniepokojona to mogę i ja z nim porozmawiać- dodał widząc jej zdziwioną minę. — Albo Ania. A najlepiej razem we czwórkę moglibyśmy wyjść na lunch i porozmawiać.
-Nie, dzięki, ale jakoś poradzę sobie. Znam go najlepiej i wiem jak rozmawiać.
-Jak chcesz Ula.   Ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jedziesz?
- Właśnie Marek nie wiem czy wyjazd z szefem to jest dobry pomysł- dalej chciała trzymać go w niepewności.  — Mogą być plotki. Wolałabym pojechać, załatwić sprawy z butikami i wrócić tego samego dni.
-Ula sami tam nie będziemy-argumentował. — Zawsze możesz też powiedzieć koleżankom już prędzej, że jedziemy i uniknąć domysłów i niedomówień.
- To prawda mogę i powiem, jeśli pojadę.
-To zrobimy tak Ula – rzekł ugodowo. — Ty myśl nad wyjazdem, a ja idę dopinać szczegóły z otwarciem i wpadnę po ciebie po jedenastej-dodał na koniec.
-Ok- odparła, gdy wychodził.
Zachowanie Marka zdziwiło ją  i to zarówno te dotyczące wyjazdu, bo była przekonana, że będzie bardziej nalegał i te dotyczące Maćka, bo myślała, że bardziej zmartwi się sprawą.  Nie wiedziała, że zmiana jego nastawienia tak bez przyczyny nie pojawiła się. Wczoraj tuż przed wyjściem nad Wisłę, gdy wyszła do toalety to za jej przyzwoleniem spisywał numer telefonu do dostawcy z Włoch a który zapisany miała w rejestrze rozmów. Przy okazji miał wgląd na jej inne rozmowy i choć wiedział, że to co robi jest złe i posuwa się do metod Pauliny to przeszukał jej telefon i sprawdz czy Ula tego dnia rano rozmawiała z Maćkiem. Podobnie było z dniem, kiedy zebrał się zarząd. Datę i godzinę znał to interesujące go ulokowanie rozmowy znalazł szybko. Z nieukrywanym zadowoleniem stwierdził, że nic takiego miejsca nie miało i że Ula tylko z nim pogrywa.  Ze wspólnego wyjazdu zrezygnować, jednak nie zamierzał.

Przed dwunastą oboje pojechali do galerii na oficjalne otwarcie sklepów F&D. To właśnie w czasie drogi Ula powiedziała mu o swojej decyzji.
-Zgoda Marek pojadę z tobą, ale mam warunki. Sama zapłacę za siebie i nawet do głowy niech ci nie przyjdzie zarezerwować jeden pokój dla nas.
-Oczywiście Ula- rzekł pewnie, choć do końca prawdą nie było. —Nie mógłbym wykorzystać wyjazd i zaciągnąć do łóżka.
Tego właśnie pewna nie mogę być Marek i dlatego wole dwa pokoje-pomyślała.
- To dobrze, że tak myślisz- odparła tylko.
Po dojechaniu do galerii Marek zadzwonił do ośrodka SPA i potwierdził rezerwację. Dwóch jedynek i jednego pokojów dla Wioletty i Sebastiana.   
Otwarcie sklepu nie obyło się bez zgrzytów, bo pojawiły się na nim Klaudia z Dominiką i usilnie próbowały pokazać się u boku Marka. Jak okazało się obie dowiedziały się o rozstaniu Marka i Pauliny i przyleciały niespodziewanie do Polski z postanowieniem powalczenia o prezesa.  On, jednak ich towarzystwem zainteresowany nie był i próbował delikatnie je od siebie odsunąć, co jeszcze bardziej zaostrzyło sytuację, bo nie tylko między sobą toczyły spór, ale i z Markiem, a kamery i dziennikarze szybko to dostrzegli. Dopiero Ula siłą argumentów mówiąc, że jeśli tutaj wywołają skandal to będą mogły zapomnieć o pracy w F&D i na jakikolwiek związek z Markiem.

Kolejne dwa dni okazały się przełomowe w uczuciach Marka i poglądach na małżeństwo i dzieci.
W środę rano we firmie pojawił się jego kolega z liceum Robert, a obecnie dziennikarz jednej ze stacji telewizyjnych. Mężczyzna zawsze miał nosa do fajnych dziewczyn, choć nigdy nie zabawiał się z nimi jak on i Sebastian. Jeszcze przed i w czasie nagrania, jak zauważył Marek, Robert zainteresował się Ulą, a po nagraniu nie mógł nachwalić jej przed nim, bo wykazywała się inteligencją, bystrością i taktem.  W przeciwieństwie do Klaudii i Dominiki, które również przewijały się przez reportaż, wiele nie wnosiły a zachowywały się przy tym grubiańsko. Nie mógł też nie zapytać Marka o sprawy prywatne Uli. Z racji, że na nagranie dłuższego reportażu o firmie już prędzej byli umówieni to Ula tego dnia postarała się i ubrała  się lepiej w ulubioną sukienkę Marka w niebieskim kolorze i bolerko  a makijaż zrobiony przez specjalistki sprawę dokończył i wyglądała całkiem ładnie. Zainteresowanie nią jak najbardziej nie spodobało mu się, a do tej pory nie był zazdrosny o kobietę. Nawet wtedy, gdy przed paroma tygodniami Lew zainteresował się jego ówczesną narzeczoną Pauliną to myślał o tym w kategoriach nie powinien, czy raczej nie stosowne to teraz nie podobało mu się to i to bardzo. Ula tymczasem nieświadoma uczuć Marka i Roberta była po prostu sobą i miła dla Robert, a Marek źle to zinterpretował. Może nic by dalej nie zrobił gdyby nie to, że dzień później kolejne wydarzenia miały miejsce.



Wizyty grupy przedszkolaków stały się już tradycją F&D i jakaś grupa dzieci przychodziła na zwiedzanie przynajmniej raz w miesiącu. Zwiedzały nie tylko pracownię mistrza, ale i mogły zobaczyć jak pracuje biuro. Pshemek, który z dziećmi dużo do czynienia nie miał to poprosił Ule o pomoc, która radziła sobie z nimi znakomicie. Odpowiadała na wszelkie pytania nawet na te niezwiązane z pracą, żartowała i pokazywała urządzenia biurowe. Marek w tym czasie spoglądał na nią i widział, z jakim spokojem podchodzi do dzieci.  Przypomniała mu się też scena z przed paru tygodni, gdy oboje zajmowali się trójką dzieci Borubara i uśmiechnął się na wspomnienia.  Ula zdecydowanie nadawała się na matkę i żonę i życzył jej w myślach, aby i w tej dziedzinie spełniła się. Był też zazdrosny o tego kogoś, choć nawet sam nie zdawał sobie z tego do końca sprawy. Dzieci a zwłaszcza dziewczynki nim samym również zainteresowały się, jako że Ula powiedziała im, że jest tu jej szefem i jego zalały potokiem pytań. On jednak takiego daru do trafnych odpowiedzi nie miał i musiał korzystać z nieocenionej Uli.
Przedszkole w końcu odeszło a oni po jedenastej mogli wrócić do pracy i wyjść na umówione spotkanie do Łazienek. Ula ponownie zaskoczyła go, bo pomijając to, że bardzo udanie dla nich przeprowadziła rozmowę z menadżerem to jeszcze dużo wiedziała o tym miejscu zaskakując anegdotami samego ich rozmówcę. Później korzystając z ładnej pogody przeszli się we dwoje po pobliskim ogrodzie.
 Obojgu było przyjemnie chodzić, oglądać rozkwitające kwiaty  i odprężyć się.  Jeden z pnących krzewów róży już z daleka przyciągał widokiem i zapachem.
-Zobacz Marek, jak pięknie wyglądają - rzekła wąchając kwiat i dotykając za łodyżkę. —Auć - syknęła całując palec. — Ukułam się.
-Ula jak byk pisze zakaz zrywania i dotykania roślin –rzekł z lekką reprymendą. — Pokaż czy cierń ci nie został- dodał biorąc i oglądając wskazujący palec. — Jest – stwierdził i chwilę później delikatnie wyciągnął go i podniósł rękę do swoich ust delikatnie całując rankę.
Stali blisko siebie, Marek ciągle trzymał jej dłoń w swojej ręce, a Ula bała się spojrzeć na niego. Chwilę później pocałował w czoło a ona spojrzała w jego szare oczy, a on w jej błękitne. Kolejny pocałunek był już w usta.  Obejmując jej talię delikatnie muskał wargi i nie potrafił przestać.


 Ula to mądra, świetna, dobra dziewczyna. To może się z nią ożeń – kołatały mu się po głowie niedawne słowa Sebastiana i swoje.
-Marek jesteśmy na środku alejki i sami nie jesteśmy –Ula pierwsza opanowała się i przerwała pocałunek.  — Rozejrzyj się i zauważ, że już wzbudziliśmy zainteresowanie.  Poza tym musimy wracać do firmy. Wiola sama zbyt długo nie może zostać.
-Tak masz rację, jedźmy- zgodził się niechętnie.
Do firmy wracała dziwnie przekonana, że właśnie stało się coś ważnego, ale o tym nie rozmawiali tylko o niedawnym spotkaniu. Jednak to popołudnie miało okazać się dla niej bardziej przełomowe i ważne.
-Marka nie ma-oznajmiła jej od progu Wiola, przed piętnastą. —  Znowu przyszła Klaudia i Dominika i pokłóciły się, delikatnie mówiąc. W końcu zdenerwował się wywalił je i sam wyszedł. Mówię ci Ula nie musiałam nawet podsłuchiwać żeby wszystko słyszeć-Wioletta mówiła głosem pełnym zaintrygowania i najwyraźniej chciała powiedzieć, co słyszała. — Marek wszystko im wygarnął.
-To znaczy, co-zainteresowała się ku uciesze Kubasińskiej.
-Że są puste jak buraki to znaczy jak pustaki i że ciało to nie wszystko.
-Tak im powiedział-dziwiła się. —Wiola przecież to okropne i niepodobne do niego.  Nawet, jeśli prawdziwe.
-Tak bardziej kulturalniej Ulka.   Ja mówię tak w streszczeniu. Mówił, że zmieniły mu się poglądy na luźne związki i życie, że to co zrobiły na otwarciu sklepu i wczoraj w trakcie nagrania to świadczy o ich pustocie i że ciało to już dla niego nie jest najważniejsze. Gdyby go nie znała to pomyślałabym, że poznał kogoś i zakochał się.
- On- zakpiła. — Nierealne Wiola.
-Przecież mówię, że to absurdalna bzdura.
-Właśnie-przytaknęła.  — Gdy wróci to powiedz mu, że poszłam już do ortodonty i że nie wiem czy wrócę- dodała i wyszła.
Marek tymczasem skorzystał z niedawnej rady Uli i pojechał nad Wisłę. Chciał odreagować spotkanie z byłymi kochankami i pomyśleć o związku z Ulą . Wiedział już, że zakochał się i zastanawiał się jak powiedzieć jej o tym i o intrydze. To, że jej powie, co zrobił był pewny, bo chciał wejść w związek z czystą kartą.  Przed wyjazdem nie chciał, jednak nic mówić, bo mogłaby nie uwierzyć mu i zmienić zdanie i odwołać swój wyjazd. Tam daleko od domu mógł mieć przynajmniej nadzieję, że daleko nie ucieknie i może zechce wysłuchać go od początku do końca.
Do firmy Ula wróciła, jednak godzinę po wyjściu i uwolniona od aparatu. Wróciła, bo zastanawiała się też jak zareaguje Marek, gdy zobaczy ją. Pamiętała, że po zrzuceniu okularów i założeniu szkieł kontaktowych Marek patrzył na nią z podziwem. Do reakcji prezesa nie myliła się i już sam jego mina mówił dużo.
-Ula -rzekł patrząc na jej proste i białe ząbki i uśmiech. —  Uśmiech po prostu urzekający. Prawda Wiola.
-Prawda. Jak z reklamy pasty do zębów- Kubasińska na swój sposób potwierdziła słowa szefa.

W piątek rano dwie pary udały się w stronę Poznania. Ula z Markiem podrzucili Wiolę i Sebastiana do SPA, sami zameldowali się, zostawili bagaże i pojechali do centrum na spotkania, a do ośrodka wrócili popołudniu. Wiola i Sebastian przez ten czas rozejrzeli się po ośrodku i okolicy i te najbardziej interesujące miejsca zdążyli wypatrzeć i zaklepać wizyty. Po powrocie Uli i Marka i wspólnym obiedzie dziewczyny poszły na masaż a panowie na siłownię. Przed kolacją był też czas na relaks na tarasie w pokoju Wioli i Sebastiana.




Po kolacji Marek miał w planach spacer i szczerą rozmowę z Ulą. Obiecał jej już to rano mówiąc, że musi z nią o czymś porozmawiać i że jest to na razie tajemnica. Plany jego, jednak pokrzyżowała wiosenna burza i wieczór spędzili we czwórkę na basenie. 
Sobotę dziewczyny rozpoczęły od wizyty w salonie piękności a panowie na partyjce kosza. Ula idąc tam miała w planach tylko kosmetyczkę, ale skorzystała z namowy fryzjerki i Wioli i oprócz makijażu zmieniła uczesanie i kolor włosów. Po ponad godzinie Ula była gotowa, a Wiola mogła ocenić efekt.
-Ula tak szczerze i z ręką na sumieniu to wyglądasz jak siedem milionów. Marek i Cebulek jak zobaczą cię to padną marnym trupem.
 -Bez przesady Wiola. Do ideału Marka dużo mi brakuje.
-Ty tam nic nie wiesz-zarzekała ze stanowczością.   — Widziałam jak wczoraj Marek patrzył na ciebie jak pluskaliście się w basenie. Niczym jak sroka w granat.
-On na każdą tak patrzył- odparła, ale w duszy myślała podobnie, bo i jej wydawało się, że przypatruje się.
I nie myliły się, bo Marek faktycznie zerkał w stronę Uli i to bardzo często. Bądź, co bądź do tej pory widywał ją ubraną, a teraz mógł podziwiać jej kształtne ciało w całej okazałości. Wiola nie myliła się też co do reakcji mężczyzn na jej widok. Obaj czekali na nie na korytarzu z planami na najbliższe godziny.
-Ula, co tu dużo mówić- zaczął Sebastian. — Do twarzy ci w lokach i tym kolorze. Urodą nie odbiegasz teraz od Wiolki. Prawda Marek?
-Tak - przytaknął wyraźnie urzeczony. — Wyglądasz znakomicie.
-To tylko lokówka i zmywalna pianka koloryzująca-mówiła obojętnie.
-Ale te tylko cuda sprawiły- odparł Marek ciągle zafascynowany. — To, co dziewczyny, że może zrobimy sobie mały wypad do centrum obejrzeć koziołki i na rogale świętomarcińskie. Grzech ich nie zjeść jak tu się jest. Zwłaszcza, że pogoda jest ładna.
-Ja pojadę z przyjemnością-Ula pierwsza wykazała chęć.
-A ja tu sama nie będę przecież tkała jak sztafeta przy płocie– dodała i Wiola.

 Poznański rynek, co prawda jak to o dwunastej był zatłoczony, ale coś tam zwiedzili, porobili zdjęcia i kupili pamiątki.


 Na jednej z ulic znaleźli także automat do zdjęć i tam zrobili sobie kilka.  
Jest nie tylko dobra, mądra, zabawna, ale i piękna- myślał z czułością Marek oglądając fotkę.  I gdzie ja miałem oczy tyle czasu? Oby wieczorem chciała wysłuchać mnie.
Pięknie razem wyglądamy- myślała tymczasem Ula. Tylko, co z tego skoro to drań.


Marek z niecierpliwością czekał na powrót i wieczór, bo zamierzał zabrać ją do parku obok SPA i tam w otoczeniu natury porozmawiać i przyznać się do wszystkiego. Po kolacji ładna pogoda utrzymała się to mogli wyjść bez przeszkód.   
-Staw, ławeczka, łabędzie. Niczym jak w naszym parku-westchnęła Ula, gdy usiedli na ławce.
- Tak- przytaknął zbierając się na odwagę. — Ula muszę powiedzieć ci o czymś. Zakochałem się w tobie.
-I ja mam w to uwierzyć- prychnęła po pierwszym szoku, bo wyznania miłości się nie spodziewała. —  Kochasz mnie, bo mam twoje udziały. I nie zaprzeczaj –dodała zanim zdążył odpowiedzieć i wyjaśnić cokolwiek.  — Słyszałam twoją rozmowę z Sebastianem po zarządzie. Wyłożyliście to czarno na białym.
- Wiem, że słyszałaś- mówił ciesząc się, że ciągle siedzi obok i nie uciekła. — Sebastianowi taka myśl przyszła do głowy i że dlatego tak dziwnie zachowywałaś się. Poszedłem w poniedziałek do ochrony i sprawdziłem nagranie.
-I, dlatego zaprosiłeś mnie do SPA-zgadywała.
-Po części tak – przyznał się. — Ale chciałem też żebyśmy wypoczęli i z wekslami nie ma to....
- Nigdy nie chciałam zatrzymać ich- wtrąciła. — A to, co mówiłam o PRO-es i Maćku było nieprawdą. Wszystko wymyślałam na doczekaniu, improwizowałam.  Nie bój się, więc o to, że coś z Maćkiem kombinujemy. Miała to być taka mała zemsta na tobie. Dlatego odpuść sobie i nie wysilaj się na wyznania miłosne, bo i tak nie uwierzę- mówiła wstając z ławki.
- Ula weksle i PRO-es są tu teraz najmniej ważne -zapewniał. O tym, że wie, że jej rozmów z Maćkiem nie było wolał na razie nie mówić, aby bardziej nie pogarszać  swojej sytuacji, bo musiałby przyznać się do przeszukiwanie jej telefonu. — Proszę cię wysłuchaj mnie i daj mi wytłumaczyć się- dodał próbując zatrzymać ją. — Już wczoraj chciałem zaprosić cię tu i porozmawiać, ale padało.
-Mów-odparła krótko po namyśle.
- Sebastian ubzdurał sobie kiedyś tam, że chcesz mnie oszukać i dałem ponieść się jego idiotycznym pomysłom. Później pocałowałaś mnie, jeszcze później ja ciebie, żeby zatrzymać cię we firmie i nawet nie wiem, kiedy wplątałem się w tą całą sytuację. Z czasem jednak, gdy poznawałem cię stawałaś mi się naprawdę bliska. Ostatnie dni od czasu Berlina były jeszcze bardziej prawdziwe. Może jeszcze nie kochałem, ale chciałem całować, wychodzić z tobą, rozmawiać, być blisko. Ostatnia środa i czwartek wszystko zmieniły i zrozumiałem, że kocham cię, że zaliczanie kolejnych modelek, sekretarek, klubów stało się nudne i niewystarczające dla mnie i że chcę czegoś więcej.  Ula nawet nie wiesz jak bardzo żałuję, że dałem wciągnąć się w ten idiotyczny pomysł Sebastiana a ty musiałaś cierpieć. Uwierz mi.
- Uwierz, jak wiem, jaki jesteś Marek-rzuciła z wyraźną goryczą.   — Zawsze kręciłeś a miłość wmawiałeś każdej, żeby coś osiągnąć. Dlaczego miałoby być teraz inaczej?
- Bo zmieniłem się- mówił patrząc na nią wzrokiem rozpaczy.   — Ula może głupio wyszło z tym wyznaniem miłości, bo najpierw powinienem przyznać się do wszystkiego, a później wyznać miłość, a tak wyszło jak wyszło. Ale zapewniam cię, że wszystko co powiedziałem jest prawdą i proszę żebyś pomyślała o tym wszystkim i nie przekreślała całkiem.
-Nie wiem Marek-mówiła skołowana. —Przez tyle dni miałam mętlik w głowie, że teraz sama nie wiem czy mówisz prawdę, czy to kolejne kłamstwo. Muszę pobyć trochę sama i poukładać myśli.
-Dobrze – odparł, gdy wstawała z ławki. — To już jest mój sukces Ula.
Czy on naprawdę zmienił się?- zastanawiała się chodząc obok stawu. Faceci przecież w większości nie zmieniają się. A to wszystko, co powiedział to na pewno, dlatego że jestem teraz ładna. Gdybym wyglądała tak jak jeszcze dwa dni temu to na pewno nic by nie powiedział o miłości. Ale wczoraj ładna nie byłam a na basenie przyglądał mi się- zreflektowała się. I to wczoraj chciał powiedzieć mi o czymś. Tylko pytanie brzmi czy chciał powiedzieć mi o intrydze czy że zakochał się we mnie. Na pewno o intrydze. Tylko, dlaczego miałby mi to mówić skoro dowiedział się, że ja wiem. Pewnie, dlatego że stwierdził, że lepiej jest samemu się przyznać. Tak to na pewno, dlatego. Marek lubuje się przecież w sekretarkach i modelkach.  Ale Wiola mówiła mi, co myśli o Dominice i Klaudii- przypomniała sobie niedawną rozmowę.  Ona, choć z prawdą czasami mija się i fantazjuje to, to na pewno nie wymyśliła. I te Łazienki. Wydawało mi się, że coś ważnego mnie spotkało.  Czy to możliwe, żeby Marek nie oszukiwał?
Chodziła jeszcze jakiś czas po okolicy w końcu, gdy zaczęło się ściemniać postanowiła wrócić do SPA. Marek czekał na nią, ale jeszcze gotowa na rozmowę i decyzję nie była. Poszła do swojego pokoju, wzięła prysznic, wyłączyła telefon i próbowała zasnąć.
Obudziła się późno, bo po ósmej. Włączyła telefon i poszła umyć się. Z łazienki słyszała sygnały nadchodzących wiadomości.
Co jest-myślała, gdy telefon ciągle pikał?  Telefon chyba oszalał. SMS-y przychodzą na okrągło.  Chwilę później niedowierzaniem otwierała kolejne wiadomości a następne nadchodziły. Wszystkie były od Marka.

                                    Kocham Cię w każdej godzinie,
                                     Kocham Cię w każdej minucie,
                                         Być może tym sposobem
                                       Kiedyś zdobędę Twoje uczucie.

                            Przez te oczy, te oczy błękitne oszalałem
                          Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask
                              A ja serce miłości spragnione Ci oddałem
                               Tak zakochać, zakochać można się tylko raz.

                          Prawdziwą miłość ten tylko zrozumie, kto raz pokochał i więcej nie umie.
                               

Patrzyła na wyświetlacz i nie mogła uwierzyć. Marek wysłał jej kilkadziesiąt wierszyków miłosnych a później już same.
              Kocham Cię. :)
               Kocham Cię.;)
             Kocham Cię....i emotki.

W sumie było tego prawie tysiąc i jeszcze dochodziły. Odpisała w końcu.
Wariat. Za kwadrans, góra dwadzieścia minut będę w holu.
Wiadomość powrotna przyszła szybko.
Będę za kwadrans Ula i kocham cię.
Gdy zjawiła się na dole to Marek czekał już na nią.
-Nie mogłem spać Ula, ani niczym innym zająć myśli- mówił ze zdenerwowaniem.  —Nie spałem do drugiej w nocy, bo ciągle myślałem, co mogę zrobić i wtedy wpadłem na ten pomysł z SMS-ami. Miałaś jednak ciągle wyłączony telefon to wysyłałem kolejne i kolejne. Ula ja cię naprawdę kocham. Zakochałem się w Łazienkach i proszę wybacz mi. Zrobię wszystko tylko wybacz mi, daj szansę. Mogę nawet czekać.
-Nie musisz, bo kocham cię i wybaczam- odparła krótko, ale jakże ważnie dla niego. — Zrozumiałam to...
Nie dokończyła, bo Marek przytulił ją i pocałował.
-Poczekaj tu chwilę- rzekł, gdy oderwał się od niej. —  Tu obok jest kwiaciarnia to pójdę po kwiaty. Albo pojadę od razu do jubilera po pierścionek, bo chcę oświadczyć ci się jak najszybciej.  Widziałem, że jest tu niedaleko salon jubilerski.
-Nie ma mowy Marek-zaprotestowała.  — Nigdzie nie jedziesz. Pół noc pisałeś SMS-y i jeszcze wypadek spowodujesz.  Oświadczyny przyjęte a pierścionek przy okazji mi dasz.  A nawet jak nie dasz to się nic nie stanie. Teraz chcę przejść się nad staw. Zabierzesz mnie?
- Co tylko sobie życzysz kochanie- wyszeptał tuż przy jej twarzy a chwilę później poszli w stronę drzwi wyjściowych.

Czas na spacerze, jaki i cała niedzieli minęła im czarująco.  Rozmawiali, przytulali się, całowali i snuli plany na przyszłość. Zadzwonili też do rodziny i podzielili się nowinami z Wiolą i Sebastianem. Oboje byli mocno zaskoczeni, ale i serdecznie pogratulowali.   Do Warszawy Ula wracała szczęśliwa, choć bała się jak naprawdę zachowają się rodzice Marka, gdy spotkają się, bo jeszcze dwa tygodnie Marek zaręczony był z ich pupilką a dokładnie za tydzień miał brać ślub. Przez telefon, co prawda cieszyli się, ale to tylko telefon i reakcji nie widzieli. Bardziej obawiała się matki, bo pan Krzysztof cenił ją i lubił, ale były to relacje służbowe a nie prywatne. Swojej rodziny mogła być pewna, że Marka przyjmą z życzliwością, bo cała trójka lubiła go. Jej obawy okazały się bezpodstawne, bo Dobrzańscy okazali się bardzo życzliwi dla niej. Już następnego dnia mogła doświadczyć tego, bo zaprosili ją i Marka do restauracji na obiad.  
Marek z oficjalnymi oświadczynami długo nie chciał czekać i chciał zorganizować je tydzień po powrocie ze SPA. Ula jednak przekonała go, że to zły pomysł, bo tego dnia miał brać ślub z Pauliną i chociaż wiele złego od niej doznała to mogła wyobrazić sobie, co mogłaby poczuć.  Decyzja Uli nie przeszkodziła w przygotowaniach do ślubu. Zaplanowali go na  październiku w Rysiowie,  a zaręczyli odbyły się w połowie czerwca w dniu imienin Marka. Ula tego dnia również została u niego pierwszy raz na noc i mogli pierwszy raz kochać się i sprawdzić, jak mówiła Ula, czy będzie im razem dobrze w łóżku.

CZTERY I PÓŁ MIESIĄCA PÓŹNIEJ
-Musimy zostać dzisiaj po pracy i nadrobić zaległości-rzekła Urszula Dobrzańska wchodząc z mężem do firmy. — Przedpołudniem zajmę się swoimi sprawami a popołudniu pomogę ci z umowami. Ale dopiero po powrocie z zakupów i lunchu. Wiola zaprosiła mnie. Nie gniewasz się, że z nią wyjdę?
-Nie kochanie. Sebastian również zaprosił mnie- odparł i pocałował czule na pożegnanie. — Wpadnę jeszcze do ciebie później.
Ula z zakupów i lunchu z Wiolettą wróciła przed szesnastą. Od razu skierowała się do biura męża, bo umówieni byli na szesnastą. Zdjęła płaszczyk i rzuciła na fotel. Spojrzał na nią i z wrażenia przełknął ślinę.


 Nie wiedział skąd ten strój, ale na pozbywanie go z Uli w ich sypialni już się cieszył. W łóżku z Ulą było mu fantastycznie i nigdy nie miał dość kochania się z nią. W ciągu ostatnich dwóch tygodni w czasie podróży poślubnej kochali się parę razy dziennie i za każdym razem dawała mu rozkosz, jak żadna inna jego kochanka. Nie wiedział jednak, że to niepierwsza niespodzianka swojej żony tego wieczoru.
Przez następne dwie godziny sumiennie pracowali, choć Markowi trudno było skupić się. Zwłaszcza, że pracę czasami przerywali na kilka pocałunków.
-Zgłodniałam trochę Marek-rzekła tuż przed osiemnastą. — Skoczysz po zapiekanki dla nas?
-Oczywiście kochanie-odparł całując w usta.
Marka nie było dwadzieścia minut. Po powrocie to co zastał w swoim gabinecie mocno zaskoczyło. Świeciła się tylko lampa, na stole stał szampan i dwa kieliszki, żaluzje od strony korytarza były zasunięte, a Ula czekała na niego w samej bieliźnie  pończochach i kozakach i wyglądała kusząco i pięknie. To Pshemko w czasie przymiarki sukni ślubnej zmienił ją w tak zjawiskową kobietę.


-Jestem- rzekł tylko, bo to co zobaczył odebrało mowę. — Ula kochanie, co ma znaczyć ten strój- pytał kładąc zapiekanki na stolik.
 -Dwa razy chciałeś to zrobić tu, to teraz chcę spełnić twoje marzenie. Nie mów mi tylko, że teraz zmieniłeś zdanie- dodała zdejmując kozaczek.
-A zapiekanki? Wystygną- mówił luzując krawat.
-Jest przecież mikrofalówka w socjalnym-odparła ciągnąć go za krawat i na kanapę.
Markowi dwa razy nie trzeba było powtarzać. Zamierzał kochać się z żoną zarówno na biurku, na kanapie jak i na swoim obrotowym fotelu.

KONIEC

niedziela, 1 stycznia 2017

Podsłuchana rozmowa 3



Miała to być ostatnia część, ale nie zdążyłam napisać to dodaję to, co jest i we formie, jaka jest.  Reszta po 10. 01. Tygodniowy wyjazd na odpoczynek i na zaczerpnięcie świeżego powietrza.


 Dwa dni wolnego i kolejne dwa weekendu Ula spędziła na wyjeździe u rodziny. Myśli jej jednak z rodziną nie były a przy środzie i rozmowie Marka i Sebastiana, jaką usłyszała. Choć wiedziała, że nigdy miłości jej nie wyznał, ani nie dawał żadnych poważnych deklaracji to myślała, że to co jest między nimi jest prawdziwe a okazało się, że okłamywał ją przez kilka tygodni i cała ich przyjaźń dla niego nie była niczym innym jak tylko wekslami. W dodatku w jej uczuciach nic nie zmieniło się i dalej kochała go. On sam zresztą o sobie i o ostatnich wydarzeniach przez te cztery dni nie dał zapomnieć i dzwonił do niej przynajmniej raz dziennie i to zarówno w sprawach firmowych, jaki i prywatnych. Był przy tym bardzo miły i pytał ją o samopoczucie, co słychać i inne tego typu rzeczy. Brakowało, jak myślała tylko, żeby powiedział jej, że tęskni za nią. Nie wiedziała jednak jak bardzo myliła się, co do niego i że lubi ją i to bardzo. Zastanawiała się też jak to będzie, gdy zobaczą się. Spotkała go szybko, bo tuż po przyjściu do pracy w pokoju socjalnym, gdy poszła tam po kawę. Już z daleka usłyszała jego śmiech dobiegający z tegoż pomieszczenia. Był razem z przyjacielem i o niczym konkretnym, jak zorientowała się nie rozmawiali tylko o rozterkach Sebastiana pomiędzy byciem z Wiolą a innymi panienkami. Ona natomiast miała trochę do powiedzenia i odeszła kawałek od drzwi. Telefon miała przy sobie to mogła zaimprowizować rozmowę po swojemu.  O Maćku, PRO-es i innych sprawach chciała napomnieć później, ale skoro okazja nadarzyła się to postanowiła skorzystała z niej i pomartwić Marka trochę od rana i to od poniedziałku.
-Naprawdę udało ci się Maciek?- mówiła z zadowoleniem i wystarczająco głośno, aby doszło to do uszu panów. — Super. Teraz rozwiniemy skrzydła- dodała przystając na chwilę przed wejściem. —  Co zrobiłeś- zapytała ostro po chwili.  Kupiłeś samochód?.... —  Nie tak umawialiśmy się – rzekła wchodząc do pokoju. —  Mówiłam ci, że ...- przerwała w połowie zdania. — Maciek porozmawiamy w domu- dodała stojąc w drzwiach i udając, że się rozłącza.
-Cześć-rzekła uśmiechając się do nich.  
-Cześć –odparli prawie równocześnie i spojrzeli podejrzliwie. — Masz jakieś problemy z Maćkiem?- zapytał prezes prosto z mostu.
-To ja może pójdę już- odezwał się Olszański, zabierając kubek z świeżo zaparzoną kawą i zanim Ula zdążyła odpowiedzieć.  — Później pogadamy- zwrócił się jeszcze do Dobrzańskiego.
-Nie absolutnie-mówiła swobodnie, po wyjściu Sebastiana. — Dlaczego tak myślisz?
- Słyszałem jak mówiłaś o jakimś samochodzie i że nie tak umawialiście się. Mówiłaś to takim tonem, jakby nie podobało ci się to.
-Tylko wydawało ci się, że byłam niezadowolona- odparła pewnie. — Po prostu Maciek jest czasami w gorącej wodzie kąpany i kupił samochód za wcześnie. Był w planach, jakiś mały dostawczy, ale za parę miesięcy a on wziął go teraz i na kredyt.
-Ula uważam, że powinnaś mieć większą kontrolę nad firmą i nim samym- mówił otwarcie.  — Nie chcę, żeby puścił cię z torbami. I przy okazji mnie. Bank może zająć weksle.
-Jestem jego pewna- przerwała mu. — Tak jak ciebie, gdy ja brałam kredyt. A o swoje weksle możesz być spokojny- rzekła tonem wskazującym, że obraził ją. —  Za dwa tygodnie wrócą do ciebie. Wedle umowy.
-Ula nie to miałem na myśli- próbował tłumaczyć się. — Martwię się o twoje PRO-es.
-Naprawdę nie ma potrzeby- odparła nalewając sobie kawę.  — Maciek jest dobrym dyrektorem i właśnie podpisał kontrakt na sprzedaż również butów i dodatków za pośrednictwem Pro-es.  Ma jeszcze kilka pomysłów na rozwój firmy i wzbogacenia się.  Chce przed trzydziestką zdobyć ten przysłowiowy milion. Ale nie mówmy już o tym.  Wiadomo już coś więcej o tym konkursie piękności, o którym wspominałeś mi przez telefon.
-Tak- przytaknął. — Ma odbyć się pod koniec sierpnia i organizatorzy zaproponowali, Pshemko, aby zaprojektował i uszył sukienki.  Tylko to nie będzie taki zwykły konkurs na miss, bo obok szczupłych i wysokich kobiet wystąpią i te o pulchnych kształtach i niższe.  Taka mieszanina. Z Pshemko rozmawiałem już i jest zachwycony, że może wykazać się i uszyć coś dla kobiet, które figury modelki nie mają. Nam zostaje tylko szczegóły ustalić.  Najlepiej gdybyśmy zajęli się tym jeszcze dzisiaj.
-Nie ma sprawy Marek-rzekła wychodząc z nim ze socjalnego. — Do czternastej powinnam uwinąć się z zaległą pracą a później możemy nad tym popracować.
-Świetnie, Ula. I tak dopiero po dziesiątej mają dostarczyć nam swoją wersję umowy.  Zapoznam się z nią pobieżnie i zaoszczędzimy trochę czasu. A co z naszym wyjściem? Obiecałaś mi dzisiejsze popołudnie i wyjście nad Wisłę.
-Pamiętam-odparła uśmiechając się do niego.  — I obietnicy zamierzam dotrzymać.  Jeśli nie uda nam się wyjść dzisiaj to pójdziemy jutro albo w środę.
-Trzymam cię za słowo Ula –rzekł tuż przy drzwiach jej biura. —Wpadnę do ciebie później. Pa.

Ula, choć nie było to w jej naturze to z ponownego zasiania niepokoju w jego głowie była zadowolona i wprowadziło w dobry humor. Nie potrafiła oprzeć się też pokusie, aby dalej tego nie ciągnąć. Marek okłamywał ją z premedytacją i chciała, żeby i on poczuł jak to jest, gdy igra się z uczuciami.  Pomyślała nawet o tym, aby Maćka uprzedzić na wypadek, gdyby Marek zadzwonił do niego z pretensjami, czy chcąc uzyskać jakichś dokładniejszych wyjaśnień na temat jej wymyślonego kredytu i samochód. Przyjacielowi powiedziała tylko łagodniejszą wersję powodów tej małej intrygi na Marku i że on również nabrał wątpliwości, co do uczciwości ich obojga. Sama natomiast miała w planach pozostania we firmie dwa tygodnie do czasu spłaty kredytu i sprawdzenia Marka, do czego będzie zdolny, aby nie stracić weksli, a później chciała odejść. Do tego czasu postanowiła być dalej dla niego miła i udawać, że nic nie zmieniło się.
 Marek tymczasem po pożegnaniu się z Ulą i nic nie przeczuwając skierował się do biura przyjaciela.
-Nie podoba mi się to coraz bardziej- rzekł od drzwi.
- Mi też-mruknął. — Wiola jest ok, ale nie na wspólne mieszkanie. Ostatnio jak...
-Seba ja o Uli mówię i Maćku- przerwał mu.  — Wziął kredyt na samochód a Ula jest na niego zła za to.
-Aaa.   Jak nic coś knują- przytaknął pewnie.  — A przynajmniej ten Szymczyk. Wygląda to tak jakby rządził Ulą.
-Dokładnie. Ula mówiła mi jeszcze, że ma ambitne plany na rozwój firmy i szybkiego wzbogacenia się.
-Zobacz jak to pieniądze człowieka zmieniają- stwierdził sarkastycznie.  — Jeszcze rok temu był biedny a teraz myśli o bogactwie i szasta pieniędzmi. Od pomywacza do bogacza.
- Ale Ula taka nie jest. Nigdy nie zależało jej na pieniądzach.
- To może zaczęło.  Marek mówię ci zajmij się nią. Tak na serio. To znaczy nie na serio, serio tylko na serio tak na niby. Sam wiesz, o co mi chodzi.
-Powiedzmy-mruknął od niechcenia.
- No. Całuj, pieść, zaproś na lunch na kawę, kina do parku. Popracuj nad nią, bo Szymczyk robi to lepiej.
- Seba powtarzasz się- przerwał mu.  —Zresztą w stosunku do mnie nie zmieniła się tylko coś w jej charakterze jest nie tak.
-To nie wiem, o co może jej chodzić-odparł bezradnie.—  A wiadomo, że jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze-dodał pewnie.
-Właśnie. I tu się kółko zamyka.

W biurze Uli, Marek pojawił się później niż myślała, bo dopiero po dwunastej. Miał dla niej za to niespodziankę, bo postanowił posłuchać przyjaciela i zaprosić na lunch.


-Jestem Ula tak jak obiecałem-rzekł i pocałował w tył szyi. —Nawet nie przywitałem się z tobą dzisiaj jak należy-dodał szeptem w ucho. Nie pocałowałem na dzień dobry.
-Nie szkodzi-odparła uśmiechając się do niego.
- Co powiedziałabyś na wspólny lunch-zapytał siadając na jej biurku.
-Teraz to nie bardzo Marek- rzekła przepraszająco. — Nie chcę odrywać się od pracy, bo zostało mi niewiele. Tak za godzinę najszybciej będę mogła wyjść.
-Nie ma sprawy Ula. Może być za godzinę- odparł niezrażony.
-Zrobiłam porównanie tych dostawców tkanin. Według mnie najlepsza jest ta oferta od De Luca.  Sam zobacz. Siedzisz na nich.
Marek wstał i wziął Uli analizy, ale razem z nimi i folder z biura nieruchomości.
-Kupujesz jednak mieszkanie-zapytał podejrzliwie.
- Nie prędzej jak za trzy – cztery miesiące- rzekła błaho. — Muszę zrobić małe rozeznanie, porównać ceny, standardy, lokalizacje i takie tam inne.  Nie chcę pochopnie podejmować decyzji.  Zresztą na razie mnie nie stać.
-Tak - odparł jak zauważyła trochę nerwowo.   Mieszkanie to nie sukienka i kupuje się na wiele lat a nie na rok czy dwa. Jakbyś potrzebowała pomocy to służę swoją osobą.
-Dzięki-odparła uśmiechając się wdzięcznie. — Będę pamiętać.
- To, co Ula teraz nie będę przeszkadzać ci-rzekł pospiesznie.  — Biorę te analizy i wpadnę za godzinę- rzucił na koniec i wyszedł.

-Seba, znalazłem na biurku Uli folder z biura nieruchomości- rzekł od drzwi chwilę później.  — Ona faktycznie poważnie myśli o kupnie mieszkania.  Sama powiedziała mi o tym. Ciekawy jestem tylko skąd weźmie pieniądze na to. Była już zła na Maćka za samochód i kredyt.
-Może Aleks ma rację i okradają firmę- zasugerował delikatnie.
-Ula? Nie Seba nigdy w to nie uwierzę. To coś innego ją zmieniło.
-Może ma okres. Wiolka zawsze jest wtedy inna.
- Seba-spojrzał na niego z politowaniem.
-Zaraz, zaraz Marek- zamyślił się Olszański. — Kiedy ona zaczęła się tak zmieniać? Przypadkiem nie po zarządzie?
-No. A, bo co?
-To może to nie jest przypadek tylko celowe? Może słyszała naszą rozmowę?
-Myślisz? 
-Są kamery na korytarzu to idź do ochrony i sprawdź, kiedy kto i gdzie wchodzi.
-I, co mam powiedzieć Władkowi, że chcę Ulę sprawdzić- rzekł ironicznie.  —Od razu jej o tym powie.
-Nie Marek, że Aleksa chcesz sprawdzić-tłumaczył jak dziecku.  — Władek nie lubi go to ci pomoże.
-To jest myśl. Idę Seba.
Sprawdzenie nagrania długo nie trwało i po piętnastu minutach Marek pojawił się ponownie w pokoju Sebastiana.
-Miałeś rację. Ula rozsypała jakieś dokumenty zbierała je, chwilę stała jak osłupiała, a po wejściu do swojego biura pojawiłem się ja.
-To kiepsko- rzekł smętnie.
-Kiepsko –powtórzył równie posępnie.  — Teraz pytanie brzmi czy mści się, czy to tylko jakaś gra.
-Mówiłeś kiedyś, że mściwa nie jest-próbował pocieszyć.
-Mówiłem, ale nie po czymś takim.  Ona nigdy mi tego nie wybaczy. Ja na jej miejscu postąpiłbym zresztą tak samo. I to po części dzięki tobie. Musiała wszystko słyszeć, co mówiłeś. O twoich prezentach, że męczę się z nią, że boję się tylko o weksle. I jeszcze te twoje Malediwy.   
- Trudno Marek stało się i teraz musimy zastanowić się, co dalej.
-Jeśli jakieś dalej będzie-mruknął z rezygnacją.
- Musi usłyszeć przypadkiem coś całkiem przeciwnego na swój temat i wasz związek- podsunął pomysł. — To jak bardzo ją lubisz i cenisz.
-Seba ja ją naprawdę lubię i cenię.
- Tym lepiej. Jutro na oficjalnym otwarciu naszych sklepów może nadarzy się okazja na odkręcenie wszystkiego. I zaproś ją gdzieś za miasto, gdzie będzie romantycznie. Łąka, las, woda. Mieszka na wsi to takie klimaty chyba lubi.
- Woda, las....-zamyślił się Marek.  — Chyba mam pomysł – dodał wyraźnie ożywiony. — Na piątek umówiony jestem z właścicielami butików w Poznaniu a jeden z nich usytuowany jest przy takim przyjemne SPA to pomyślałem sobie, że może zabrałbym Ulę ze sobą i przy okazji zatrzymalibyśmy się tam na weekend.
- Świetny pomył Marek-poparł go w całej rozciągłości.   — Romantyczny weekend dobrze może jej zrobić. Może z Wiolą też się wybiorę kiedyś.
-Tylko pytanie, czy Ula się zgodzi.
-Ale do Berlina pojechała z tobą-przypomniał mu Olszański.
-Bo sama Ingrid zaprosiła ją i miała być tłumaczką.
-To powiedz jej, że to też jest polecenie służbowe-posłużył radą.  — W końcu jest dyrektorem finansowym i skoro jedziesz tam w sprawie umów i wynajmu butików to przyda się. Zna się na umowach najlepiej.
-To może jest i pomysł- rzekł z entuzjazmem.  — Ale najpierw muszę sprawdzić, czy są wolne pokoje. Jakby, co to zarezerwuje i dla ciebie i Wioli. Może jak jej powiem, że też jedziecie to może się zgodzi.
-Dzięki Marek-odparł Olszański z zadowoleniem za zaproszenie.

Godzinę później siedział z Ulą w Książęcej i zamawiali swoje dania. Na dobry początek spotkania Marek postarał się dla niej o mały bukiecik kwiatów a dodatkiem do tego było owe zaproszenia.


-Proszę to dla ciebie-rzekł podając jej kopertę.  
-Ośrodek SPA „Natura” nad Maltą-przeczytała na głos. — Nie rozumiem Marek. Proponujesz mi wyjazd.
-Tak. Jak wiesz jadę w piątek do Poznania w sprawie butików to pomyślałem sobie, że można byłoby połączyć przyjemne z pożytecznym. Wyjechalibyśmy w piątek rano załatwili, co jest do załatwienia a później ponad dwa dni odpoczynku. Wrócilibyśmy w niedzielę wieczorem.
Wyjazd? –myślała tymczasem. Jak działać to już z rozmachem, co panie Casanova? Po co rozdrabniać się na kwiatki i czekoladki, jak hurtowo można to załatwić.
- To znaczy, cały weekend?- zapytała trochę bez sensu, bo Marek wyraźnie powiedział o terminie.
-Tak.  Razem z nami pojechałby Sebastian i Wiola to tak całkiem sami nie bylibyśmy i byłoby się, do kogo odezwać. Okolica też spodobałaby ci się. Jezioro, piękny ośrodek, las, inne atrakcje. Byłoby miło i trochę odpoczęłabyś w SPA.
Miło na pewno byłoby-pomyślała. Tylko, że proponujesz mi to z niecnych powodów Marku Dobrzański.
-A, za co ten wyjazd?- zapytała spoglądając na niego uważnie.
-Bonus za dobrą pracę i za zarząd- odparł spokojnie.
Za tydzień też mnie weźmiesz na Panoramę Racławicką do Wrocławia, a za dwa tygodnie do Trójmiasta. Chociaż nie. Mnie już wtedy tu nie będzie.
-No nie wiem Marek- mówiła asekuracyjnie. — Mam już swoje plany na weekend. Maciek znalazł jakieś sklepy z całkowitymi wyprzedażami i chce żebym pojeździła z nim.
-To, chociaż pomyśl o tym- odparł niezrażony.  — Nie ukrywam, że liczę na to, że się zgodzisz. Pomogłabyś mi z tymi butikami.
- Jutro dam ci odpowiedz. Zgoda?
-Zgoda Ula-odparł, bo wyjścia i tak nie miał.