piątek, 10 lutego 2017

Życie na niby 14



Wjechanie Febo na piąte piętro dużo czasu nie zajęło i chwilę później drzwi windy rozsunęły się. Widok, jaki zastała Paulina na korytarzu zaskoczył ją. Peres rozmawiała z jakąś nieznaną jej kobietą a Marek trzymał jakieś dziecko za rękę.
-O Paulina, jesteś już- udał zdziwienie.  — Jedziemy właśnie do Pshemka.
-Jestem- odparła uśmiechając się.
-Pani Peres i Nicolasa nie muszę ci chyba przedstawiać-mówił swobodnie. —A to jest Beatka i Ula- dodał wskazując raz jedna raz drugą.
-Beatka? - zapytała Febo dokładnie tak jak przewidywał to Marek, że na sam dźwięk imienia zareaguje. —  To jest ta twoja córka?- pytała i przyglądała się dziewczynce szukając podobieństw i których dopatrzyła się w oczach i delikatnych dołeczkach w policzkach dziewczynki.
-Tak- odparł dalej trzymając ją za rękę. —A Ula jest kuzynką i nianią Beatki- wyjaśnił widząc, że jej wzrok powędrował do Uli.
-Kuzynka- mruknęła a zainteresowanie nią zniknęło.  — Cześć- dodała schylając się nad dzieckiem. — Jestem twoją przyszywaną ciocią i mieszkam we Włoszech w Mediolanie. Wiesz?
-Wiem. Tatuś zdjęcia mi pokazywał- odparła mądrze, bo Marek faktycznie pokazywał jej wcześniej zdjęcia.
-A mi twojego nigdy nie pokazał-zaśmiała się. — Ale chciałam poznać cię. Moi rodzice również.  Oni też mieszkają we Włoszech a mój tata zajmują się modą tak jak twój a mama zajmuje się domem. A gdzie ty masz swoja mamę?- zapytała dokładnie tak jak przypuszczał Marek.
-W pracy-odparła krótko.
-A, czym zajmuje się-dopytywała.
-Mama i tatuś mówią, że nie można wszystkiego obcym mówić-rzekła bez zająknięcia i dokładnie tak jak było prędzej ustalone.
-Coś chciałabyś jeszcze wiedzieć Paulino?- wtrącił Marek przerywając dialog. —  To odpowiem ci, że ma brata- dodał, na co kobieta prychnęła niemiło. —  To, co jedziemy do Pshemka- kontynuował.  — Czeka na nas.
Wizyta w pracowni mistrza minęła bez większych komplikacji. Beatka raz po raz mówiła do Marka tato, a pani Peres zachwycała się projektami i firmę opuszczała zadowolona z perspektywami na współpracę ze Strefą Mody. Paulina oczywiście dalej interesowała się Beatką, ale nie wypytywała ją o nic, bo przeszkadzało to mistrzowi a nie chciała z nim rozpoczynać zatargu.  Postanowiła też zmienić nieco plany i zostać dłużej we firmie niż planowała i poznać dziewczynkę. Po odprowadzeniu gości z Hiszpanii Ula i Beatka poszły do toalety, a Paulina i Marek do jego gabinetu.
-Zwątpiłam już w te twoje dziecko- rzekła siadając na sofę.— Nikt oprócz Aleksa jej nie widział ani nie słyszał o niej. Nawet prasa nie interesowała się nią.
- Nikt nic nie słyszał, bo nie ma żadnego dziecka- przerwał jej.
-Jak to nie ma? A Beatka i ta Ula to niby, kto?
-To rodzeństwo. Jest jeszcze Jasiu. Ten chłopak z pokazu.
- I ja mam w to uwierzyć?- prychnęła.
-Sama spytasz Ule jak wróci z łazienki.
-To znaczy, że przez tyle lat kpiłeś z nas i robiłeś idiotów?!- oburzyła się Febo.
- Sama byłaś sobie winna Paulino- zaczął bronić się.  — Chciałem od razu powiedzieć ci prawdę, już tego dnia, gdy przyszłaś do mnie, a Beatka nazwała mnie tatą. Przypadkiem to powiedziała, bo uczyłem ją mówić.  Tylko, że ty obrażona nie dałaś mi dojść do głosu. Dzień później przyjechałaś do mnie i oświadczyłaś mi wielkodusznie, że jesteś ją w stanie zaakceptować pod warunkiem, że nie będzie wchodziło ci w życie.  Uświadomiłem sobie wtedy, że tak mogłabyś traktować moje dziecko, gdybym je naprawdę miał. Nie miałabyś do niego żadnych uczuć. A jeszcze później ciągle odnosiłaś do niej z niechęcią to robiłem to na złość.
- Wiesz, co jesteś nienormalny-wściekała się.  — Ciekawa jestem, co powie pani Peres jak dowie się prawdy.
-Oszczędź sobie, bo pani Peres już wie. A swoją stroną oczernianie mnie przed nią to uczciwe nie było. Zdziwiona jesteś? –zapytał widząc jej minę. — Jej asystent powiedział nam o wszystkim. O tym, że podobno wybiłem się tylko dzięki F&D i spadku po firmie Grubiańscy & Dobrzańscy, że źle prowadzę się. Nie wspominając tego, że F&D nie zajmuję się i przyjeżdżam głównie na zarząd i po kasę z zysków a całą firmą zajmuje się wujek. Tylko zapomnieliście powiedzieć, że zysków jest mało a moje pomysły są przegłosowane. W połowie złośliwie przeistoczyliście fakty Paulino.
-Ale i o wiele nie pomyliliśmy się-odparła z pogardą idąc ku drzwi. — Jesteś zwykłym krętaczem.
-Mi też było mi cię widzieć- rzucił Marek, gdy była przy drzwiach.
-A ciebie smarkulo nikt nie nauczył, że kłamać jest nieładnie- wysyczała do Beatki, która razem ze siostrą akurat wchodziła do biura.
-Paula to był cios poniżej pasa – wtrącił ostro Marek. —  Beatka nie jest niczemu winna. Betti nie słuchaj jej- zwrócił się też do dziewczynki. — Jest zła, bo dowiedziała się, że okłamywałem ją przez lata.
-A nie mówiłam, że źle się to skończy-odezwała się z pretensją Ula widząc minę siostry, przejętą słowami kobiety. — Nie myślałam tylko, że dla Beatki.
-Ale wypadłam dobrze?- zapytała mimo to Betti.
-Tak-odparła Ula.  — Bardzo dobrze- równocześnie odparł Marek.

Choć ostatnie chwile pobytu Pauliny do miłych nie należały to po pożegnaniu jej i wytłumaczeniu Betti, że nic złego nie zrobiła to Marek pomyślał sobie, że lepiej być nie mogło a oburzona mina Febo na wiadomość, że Beatka nie jest jego córką, była bezcenna. 


-To, co dziewczyny proponuję pójście na lody a później odwiozę was do domu-rzekł do obu, ale Ula akurat rozmawiała przez telefon to mogła go nie słuchać.
-Na takie z budki czy w lokalu? –zapytała Betti, bo dla niej była spora różnica.  — Bo ja bym wolała w lokalu.
-Jeśli Ula zgodzi się to pójdziemy do lodziarni.  Jest tu niedaleko.
-Tato dzwoni i okazało się, że mamy awarie w Rysiowie i nie będziemy mieć wody przynajmniej do jutrzejszego popołudnia- oznajmiła tymczasem Ula.
- To kiepsko- skwitował Marek.
-To jak będziemy się myć?- zadała logiczne pytanie Beatka.
-Nie będziemy-odparła Ula.  — Do jutra brudem nie zarośniesz.
-A jak będziemy korzystać z toalety? – kontynuowała swoje rozumne myślenie. — Przy czterech osobach będzie brzydko pachniało.
-Nie wiem jak-rzekła z wahaniem i pomyślała, że siostra ma rację i myśli o takich sprawach, o jakich ona nie pomyślałaby tak od razu.  — Może podstawią beczkowóz z wodą to się przyniesie we wiaderku.
-Możecie pojechać do mnie na jedną noc- zaproponował Marek.    Mam wolne pokoje do spania.
-Ulcia zgódź się- wystrzeliła z odpowiedzią Beatka zanim siostra zdążyła coś powiedzieć. — Obiecałaś mi, że będę mogła kiedyś spać u Marka.
-Ale nie dzisiaj Betti. Nie mamy nic na przebranie ani do spania, ani szczoteczek. Innym razem- próbowała przekonać siostrę.
-Ula to tylko jedna noc-wtrącił Marek. —  Szczoteczki mam w zapasie a Wiola pożyczy wam coś do spania.  Możemy też coś kupić albo podjedziemy do Rysiowa. I będzie mi miło was gościć.
- Ula zgódź się-prosiła nadal Betti.
-Jeśli tata zgodzi się-odparła.
Cieplak nie miał nic przeciw i chwilę później we trójkę wyszli z firmy.
-Mówiłeś coś o lodach Marek, czy tylko wydawało mi się?- zapytała Ula, gdy byli na zewnątrz.
-Owszem mówiłem i zapraszam drogie panie. Kareta czeka- dodał otwierając przed nimi drzwi samochodu.



Lodziarnia „Rożek” w ofercie posiadała wiele smaków lodów i dodatków do nich i każdy mógł wybrać coś wedle własnego uznania. Po złożeniu zamówienia poszli usiąść na zewnątrz w małym ogródku. 
-Pozwolisz pobawić mi się z Lordem-zagadnęła Beatka a mając na myśli szczeniaka rasy bliżej nieokreślonej, którego Marek wziął niedawno ze schroniska i który zastąpił mu Kabanosa.
-Pewnie- odparł pewnie. — Uczę go aportować, siadać, podawać łapę, to mi pomożesz.
-Super - zawołała uradowana.
-W drodze do domu wstąpimy do sklepu zoologicznego i kupimy mu jego ulubione ciasteczka do piesków-dodał.
-To psy mają swoje ciasteczka?- zapytała zdziwiona.
-Mają. A Lord to prawdziwy lord. Najchętniej by tylko leżał i jadł to, co najlepsze.
-I kolekcjonował buty Wioletty- wtrąciła Ula. —Powiedziała mi, że jakby zostawiła w korytarzu albo w holu to chwila moment i szukaj ducha w polu.
-To prawda Beatko- zaśmiał się Marek.   — Dobre dwa tygodnie temu wyniósł jej jeden but to do dzisiaj się nie znalazł. A innego znalazłem pod iglakiem, gdy trawę kosiłem.
 Zajęci rozmową nie zauważyli, że historia powtórzyła się i ktoś zrobił im zdjęcie. Później mieli też ogon, ale i tego nie zauważyli.
-To, kiedy pani Peres da ci znać?- zapytała Ula, gdy lody zostały rozdane, a Betti zajęła się na chwilę jedzeniem swojej porcji i porzuciła temat żywienia i życia psów.
-Po niedzieli.  I myślę, że mam duże szanse. Jeśli uda się, to będzie też twoja zasługa.
-Bez przesady Marek-próbowała pomniejszyć swoje zasługi.  — Nie zrobiłam dużo. Byłam tylko tłumaczką.
-Zrobiłaś Ula, zrobiłaś-odparł z widoczną wdzięcznością. —  A tak właściwie to, dlaczego zgodziłaś się na tą całą szopkę?     
-Teraz już mogę ci powiedzieć-rzekła wpatrzona w swój pucharek lodów. — Bo mam wobec ciebie dług wdzięczności.
-Ula gdybym wiedział to...
-Tak wiem-przerwała mu. — Gdybyś wiedział to nie zgodziłbyś się. I, dlatego nic ci prędzej nie mówiłam. I cieszę się, że tego nie wymagałeś ani nie wypomniałeś.
-Ula, za kogo ty mnie uważasz-lekko obraził się. — Ja nawet nie pomyślałem, żeby oczekiwać jakieś odwzajemnień.
- To dobrze, bo dobrze o tobie świadczy. A tak szczerze to był kolejny przykład na to, że żyjesz na niby.
-Tak właśnie myślałem, że kiedyś mi to wypomnisz -westchnął bez urazy. — Zbiera mi się tego coraz więcej.  Co Ula? Oprócz stałych pozycji jak klub, zabawa, zrzucanie pracy na Adama i Łukasza to zdarzają mi się pojedyncze incydenty.
-Nie da się ukryć- odparła uśmiechnęła się.
-Marek a Lordowi zęby od tych ciasteczek nie będą się psuły?- wróciła to tematu żywienia psów Beatka.
-To nie są słodkie ciasteczka Betti, jak dla ludzi-odparł.  —Tylko takie specjalne dla zwierząt.
-To, dlaczego dla ludzi takich nie wymyślą po których zęby nie psują się?- Betti postanowiła pozadawać trochę dziecinnych pytań.

 - To, co dziewczyny skoro zjadłyście już to teraz idziemy na małe zakupy- rzekł jakiś czas później Marek patrząc na puste pucharki. — Kupimy soki, owoce i coś na jutro na śniadanie.
-I jeszcze ciasteczka dla Lorda- przypomniała mu Beatka.
-I ciasteczka-odparł.
Zakupy minęły im szybko. Zaliczyli sklep spożywczy, zoologiczny i sportowy.  Marek pomimo tego, że obiecał Uli, że nic Beatce nie kupi to do końca obietnicy swojej nie dotrzymał i kupił dziewczynce ochraniacze i kask na rower i rolki. Miał na to też wytłumaczenie. Był to zaległy prezent na Dzień Dziecka, stare te rzeczy były już zniszczone i było to coś pożytecznego a nie do zabawy. 



 Do domu Marka dotarli późnym popołudniem. Ula z siostrą od razu poszły do ogrodu do Wioletty i Lorda a Marek do kuchni rozpakować zakupy. Pogoda ciągle była ładna to na dworze zostali do wieczora bawiąc się z pieskiem i popijając soki.




 Na kolację natomiast Marek zamówił dwie duże pizzy i zjedli je w salonie nie bacząc na to, że nakruszą. Posiłek w towarzystwie trzech kobiet Markowi bardzo podobał się. Było tak spontanicznie. Wiola zdążyła rzucić kilka złotych myśli, Beatka opowiedziała jej o wydarzeniach ze spotkania z Pauliną, a Ula śmiała się wesoło. Marek tymczasem patrzył na to z przyjemnością i myślał, że przyjemnie jest gościć Ulę i Beatkę. Pizza również znikała w błyskawicznym tempie, tak jakby oprócz niego  było tu trzech mężczyzn, a nie dwie kobiety dbające o linię i dziewczynka. Później jeszcze obejrzeli komedię familijną i zagrali w karty. Beatka w domu Marka była parę razy, ale nie na tak długo jak teraz i cieszyła się każdą chwilą spędzoną tutaj. Wybrała sobie też sypialnie i chciała spać tam sama. W domu był jeszcze jeden wolny pokój dla Uli to problem to nie stanowiło, a spać poszli dopiero grubo po dwudziestej drugiej.
-Betti zasnęła?- zapytał Marek, gdy Ula wyszła z jej pokoju.
-Tak. Ja też już pójdę.  Mieliśmy dzisiaj trochę wrażeń- mówiła usprawiedliwiająco.  — Wiola też chyba śpi.
- Tak. Mówiła, że jest śpiąca jak borsuk. Zostawię światło w korytarzu na wypadek, gdyby Beatka obudziła się w nocy i chciała iść do twojego pokoju.
- Dobry pomysł Marek. I dobranoc.
Dobranoc Ula i miłych snów- odparł i poszli do swoich sypialni.
Było po północy, gdy Marek usłyszał otwierane drzwi naprzeciw jego sypialni, to wyszedł. Na korytarzu spotkał Ule w samej piżamie od Wioletty z nadrukiem słonia. Nigdy nawet na kobietę tak ubraną nie spojrzałby, ale Ula wyglądała w niej słodko. Marek natomiast ubrany był w szlafrok a na nogach jak zauważyła nic nie miał. Przez głowę przeleciała jej też myśl czy ma na sobie coś oprócz szlafroka. Myśli te szybko odgoniła.
-Chyba nie idziesz grzebać mi po szafach?- zagadnął zbliżając się do niej.
- Idę poszukać sejfu złamać hasło i okraść cię-odparła ironicznie.
-To daremna twoja fatyga Ula, bo tu nie ma sejfu- rzekł jakby z żalem.  Wszystko, co ważniejsze i cenniejsze trzymam we firmie.
-To napcham kieszenie innymi drobiazgami i zwale na Lorda.
-To uważaj, bo oskarżenia odszczeka.
-A tak na serio to byłam sprawdzić czy Betti śpi. W swoim łóżku nie śpi, to może się rozpraszać.
-I?
-Śpi jak aniołek-odparła.
-To dobrze- rzekł z tym swoim popisowym uśmiechem.
Marek zdecydowanie stał za blisko i zarumieniła się. Poczuła też woń żelu pod prysznic i tego było dla niej za wiele. Chciała odejść, ale prawą ręką oparł się o ścianę i uniemożliwił wejście do jej sypialni. Ale miała też wolną drogę z drugiej strony i choć wiedziała, że powinna przeprosić go ominąć i zniknąć w pokoju zanim nie będzie za późno to nie potrafiła tego zrobić. Marek tymczasem przyglądał się jej coraz bardziej ustawicznie i atmosfera zgęstniała. Chwilę później delikatnie dotknął jej ust i muskał wargi. Było to coś wspaniałego i była pewna, że nigdy prędzej tego nie doświadczyła. Na krótką chwilę przerwał tą pieszczotę, ale kolejny pocałunek był nieco dłuższy.  Uli wydawało się, że sprawdza ją na ile może sobie pozwolić. I miała rację, bo czuwał i był przygotowany na jakiś atak kolanem, ale nic takiego nie działo się to pozwalał sobie na więcej i mocniejsze pocałunki. Ula w dodatku tak ładnie pachniała. Nie były to żadne perfumy tylko coś, czego już dawno nie czuł. W ogóle czuł się jak nastolatek, który dopiero raczkuje w całowaniu. Czuł też szybkie bicie serca Uli. Opanował się w końcu i przerwał pieszczoty, bo uświadomił sobie, że za bardzo mu się spodobało całowanie z nią. To, co miało być tylko krótką zabawą mogło przerodzić się w pożądanie.
-Ula nie powinienem- rzekł oblizując usta.
-Tak Beatka mogła zobaczyć i mogła coś powiedzieć- wyjąkała pierwsze, co przyszło jej do głowy.  — O Wioli nie wspominając. Dobranoc jeszcze raz Marek- dodała szybko i skierowała się do swojego pokoju.
-Dobranoc- odparł.
Wchodząc do swoich sypialni oboje wiedzieli, że nie żałowali.
 
CDN  W KWIETNIU

sobota, 4 lutego 2017

Życie na niby 13



- Jak to ma zostać twoim dzieckiem? Marek coś ty wymyślił? To jakaś gra?- zasypała go pytaniami. — Tylko nie mów mi, że chcesz odgrywać samotnego ojca przed jakąś panienką?
- Mogę usiąść?- zapytał odsuwając sobie krzesełko i zanim odpowiedział na pytania Uli.
-Tak- odparła.  — I przepraszam za bałagan, ale robię Beatce naleśniki- dodała robiąc trochę miejsca na stole. — Napijesz się czegoś?
- Może być kompot, jeśli masz i jeśli jest zimny. Nie Ula nie chcę nic odgrywać-dodał odpowiadając na jej poprzednie pytanie. —   Tylko, że w piątek przylatuje pani Peres obejrzeć firmę. To recenzentka świata mody z Madrytu. Do tego wydaje gazetę, ma swój Dom Mody i taki zwyczaj, że co jakiś czas nawiązuje współpracę z innym domem mody.  Wymiana modelek, wspólne pokazy i tak dalej Ula. Teraz postawiła na jakąś firmę z krajów z dawnego bloku wschodniego i zastanawia się nad moją Strefą Mody, Hugo Boss z Węgier i Alize ze Słowacji. Tylko, że zanim podejmie decyzję to chce obejrzeć wszystkie firmy, rozeznać się jak są zarządzane i takie tam sprawy.  I tu właśnie zaczynają się kłopoty Ula, bo dwa tygodnie temu była na jubileuszu trzydziestoleciu istnienia F&D i moja kochana włoska rodzinka, z wyjątkiem Aleksa, dała jej w delikatny i niby w żartobliwy sposób do zrozumienia, że nie zasługuję na takie wyróżnienie.  Wiem o tym, bo asystent pani Peres jest dobrym znajomym Aleksa i opowiedział mu o całej rozmowie, a on mi.  Zresztą zdziwił się, że tak niekorzystnie podsumowują kogoś z tak bliskiego otoczenia. Niby wybiłem się tylko dzięki F&D i akcjami Grubiańscy& Dobrzańscy, które dostałem w spadku, że sprawy F&D już mnie nie interesują i że prowadzę rozrywkowy tryb życia. Ula nie zaprzeczam, że po części mają rację, ale mogli nie mówić o tym. Aleks na szczęście przedstawił mnie w lepszym świetle i wytłumaczył mu, że to ze zwykłej zawiści, bo mam coś swojego, co dobrze prosperuje, że na zarządach moje pomysły są zazwyczaj przegłosowywane i jeszcze z zemsty za porzucenie Pauliny. Później, gdy rozmawiałem z Peres i Aleksem to dołączyła do nas Paulina i jakoś tak zeszło na temat córki Aleksa i powiedziała, że też mam córkę nieco starszą od dziecka Alicji i Aleksa.  Oczywiście nie mogła powstrzymać się i nie powiedzieć też, że nie mam żony. Sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem, ale na doczekaniu wymyśliłem historyjkę, że matka mojej córki wybrała innego, ale z dzieckiem i z nią samą mam bardzo dobry kontakt.  Ula nie rób tak zdziwionej miny, bo musiałem coś powiedzieć, bo pani Peres jest tradycjonalistką i niektóre szczegóły są dla niej ważne. Choćby to, że żyję jak żyję.  I tu właśnie potrzebna jest mi Beatka. Żeby pokazać jej, że jestem dobrym ojcem. Wiem, że o to, o co cię proszę może i wydaje ci się dziwne, ale nie prosiłbym cię o pomoc gdyby nie to, że Hugo od dawna jest szczęśliwym ojcem i mężem a jest niewiele starszy ode mnie a Alicja właśnie planuje ślub. Ja zaś nie mam nic.
-Nie wierzę-rzekła z osłupieniem, gdy skończył w końcu mówić. — Chcesz zadrwić sobie z jakiejś tam kobiety?
- Ja nazwałbym to podreperowaniem wizerunku- odparł niezrażony.
-Kłamstwem? Zaraz, zaraz Marek- zreflektowała się. — Jak to Paulina powiedziała, że masz córkę? Ona dalej myśli, że Beatka jest twoim dzieckiem, czy to jakaś jej zemsta?
-Tak jakoś wyszło, że myśli- rzekł jakby przepraszająco.
-Tak jakoś wyszło?- zdenerwowała się. —  Nie mów mi tylko, że przez te pięć lat nie było okazji na wyjaśnienia.
-Była okazja- uśmiechnął się delikatnie.  — Tylko, że na początku Paulina ciągle powtarzała, że to przez Betti rozpadł się nasz związek, a później odnosiła się z niechęcią do niej, to robiłem to na złość.  
-Dziecko jesteś, żeby robić na złość- mówiła z ciągłą pretensją. —  Masz to odkręcić albo sama to zrobię- dodała stanowczo.
- Fakt Ula mądre to nie było i odkręcę przy najbliższej okazji -zapewniał.  — Ale teraz nie jest na to dobry czas. Powiem jak sprawa z panią Peres wyjaśni się. Zresztą Paulina chyba domyśla się czegoś. Dzwonił do mnie Wiktor( przyjaciel Marka i model) i okazało się, że tydzień temu po pokazie Mediolańskie Lato wypytywała go o Beatkę, czy widział ją i jaka jest. Nie wiedział, co ma powiedzieć, to powiedział, że ostatnio jest mało w Polsce i okazji poznania jej nie miał. A jeszcze prędzej, gdy byłem w Mediolanie to mówiła coś o tym, że najwyższy czas spotkać się całą rodziną.
- I wynająć Betti na te niby spotkanie rodzinne też miałbyś w planach?
-Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. A wracając do Peres to nic złego nie robię.  Zamierzam tylko Paulinę i wuja przechytrzyć i pobić ich własną bronią- argumentował. —  Chcę powiedzieć pani Peres jak wiele zawdzięczam Febo, pokazać, że z prowadzeniem własnej firmy radzę sobie, że jestem dobrym ojcem i że zasługuję na współpracę. A to, co mówią Febo jest kłamstwem.
-Bez Betti możesz to udowodnić- próbowała go przekonać. —  Każdy pracownik zaświadczy, że jesteś dobrym szefem.
- Niby tak, ale z wami lepiej wypadnę.
- Jak to z wami?  To mnie też uwzględniłeś w swoim planie?- pytała z rozdrażnieniem. —  Ciekawe, jako kto? Chyba nie, jako matka albo siostra.
-Jako niania i kuzynka przy okazji. Myślałem jeszcze o tym, żeby zrobić z ciebie moją dziewczynę, ale mogło to być przegięciem.
-Kolejne kłamstwa- mówiła kręcąc głową z niedowierzaniem.    A pomyślałeś, co zrobisz, gdy prawda wyjdzie jednak na jaw?- zapytała logicznie.  — Wyjdziesz przed panią Peres na kłamcę.
- Nie wyjdę, bo we firmie pojawicie się przypadkiem i nie na długo. Przedstawię was, trochę porozmawiamy i tyle.  W ostateczności może mój urok zadziała.
-No nie wiem. Plan perfekcyjny zazwyczaj nawala. 
- Marek- usłyszeli głos Betti zbiegającej ze schodów. — Fajnie, że jesteś. Pobawimy się trochę? Mam nową grę planszową.
-Z przyjemnością zagram. A chciałabyś pobawić się znowu w tatę i córeczkę.
-Pewnie- odparła siadając mu na kolana. 


-Marek to jest nieuczciwe-wtrąciła Ula ostrym głosem.   — Dokładnie wiesz, że Betti zgodzi się na wszystko, o co ją poprosisz.
-Przecież my często się tak bawimy to, dlaczego teraz nie możemy?- pytała dociekliwie siostrę.
-Bo teraz miałabyś udawała jego córkę tak bardziej poważnie a nie dla zabawy.  Podobnie jak w tym filmie „Niesforna Zuzia”
-To znaczy, że mam oszukiwać?- wyraźnie z poważniała i ochota na zabawę przeszła jej. — Pani katechetka mówi, że brzydko jest oszukiwać.
-Zuzia to może nie był dobry przykład - odparła Ula nalewając chochelką ciasto na patelkę. —  Marek ci to wytłumaczy. Prawda Marek- zwróciła się do mężczyzny.
-To prawda Beatko oszukiwać jest brzydko, ale czasami tak trzeba- zaczął swój wykład.  — Pewna pani, która ma przyjechać do mnie do firmy myśli, że jestem zły, a nie jestem prawda –zapytał, na co dziewczynka przytaknęła. — Bo taka inna zła pani nakłamała jej mówiąc, że jestem zły i teraz tą dobrą panią muszę przekonać, że się myli.  Rozumiesz Betti.  To jest kłamstwo w dobrym celu.   Musimy tylko trochę poudawać, że jestem twoim ojcem. Zresztą ta pani po polsku nie mówi to kłamać nie będziesz. A w nagrodę coś ci kupię- dodał na koniec głównie chyba po to, aby Beatka nie drążyła tematu oszukiwania.
-Nic jej nie będziesz kupować- odezwała się Ula z oburzeniem i zanim siostra zdążyła zareagować. — Wystarczy już, że na drogę kłamstwa chcesz ją sprowadzić to jeszcze chcesz nauczyć interesowności.
-Ok. Ula żadnych prezentów- odparł uspokajająco i mrugając do Beatki.
-A ty Betti nic nie mów tacie. Może mu się to nie spodobać.
-To znaczy, że zgadzasz się?- Marek wyraźnie ucieszył się.
-Tak.  A jak to sobie wyobrażasz?   Musimy z Beatką przygotować się, chociaż trochę. Mówiłeś coś o firmie a tam sporo osób kręci się.
 -Tylko, że teraz jest Boże Ciało, długi weekend i w piątek we firmie będę tylko ja, ochroniarz Władek, Pshemko, Wojtek, Iza, twój brat i Magda, jako modele i Adam.  I tak się szczęśliwie składa, że wszyscy oni prawdę o mnie i Beatce znają. A nawet, jeśli ktoś by zaplatał się to i tak łatwo z Peres nie porozmawia. Ula nie ma zagrożenia, że się nie uda. Betti nieraz udawała moją córkę na basenie, czy w sklepie i wychodziło jej znakomicie.
-Oby to nie było pierwszy raz, kiedy nie wyjdzie- odparła stawiając przed nim pierwszą porcję naleśników.
-Ula nie kracz. Zaraz powiem wam jak sobie to wymyśliłem. Ale najpierw zjem naleśnika.
 Ula, pomimo tego, że do pomysłu Marka przekonana nie była to zgodziła się, bo miała wobec niego dług wdzięczności.  Dokładnie pamiętała, że dzięki niemu ojciec mógł być tak szybko operowany. I choć minęło już pięć lat od tego czasu a pieniądze dawno zwrócone to do tej pory nie licząc drobnych przysług, to nie miała okazji odwdzięczyć się tak na prawdę. Teraz jak myślała była na to okazja. 

Plan Marka już nazajutrz zaczął się sypać, bo Paulina zadzwoniła do niego i oświadczyła, że również przyjeżdża.
-Ula musimy jeszcze porozmawiać na temat planu B- rzekł do niej w przerwie na lunch i gdy wyciągnął ją z banku. — Paulina się przyplątała.
-Ale nie było planu B- uzmysłowiła mu.
-To teraz mamy. Kuzynka Pauliny za tydzień ma ślub i organizuje jej w sobotę wieczór panieński a pani Peres ma przywieźć jakiś prezent z Madrytu. A że Paula we Warszawie będzie tylko przelotem to umówiły się we firmie na odbiór paczki.
-A nie lepiej odwołać całą tą szopkę?- zasugerowała.
-Spokojnie Ula. Wszystko da się zrobić. Betti będzie mieć tylko ewentualnie role mówiącą- mówił z opanowaniem.  — Tak jak ustaliliśmy, gdy puszczę ci sygnał to wiedziecie na górę z płytami, które przypadkiem zapomniałem zabrać z domu i przestawię was, ale zostaniecie tylko na chwilę, a nie na dłuższą chwilę to może unikniecie spotkania z Pauliną.  A jeśli już spotkacie się to powiesz, że do kina idziesz z Beatą albo wymyśli się coś innego i czasu na zostanie we firmie nie będzie. A gdyby Paulina jednak o coś pytała to przećwiczymy z Beatką kilka podstawowych kwestii.
-Marek to nie teatr, że nauczysz się roli albo sufler podpowie- sprowadziła go na ziemię.  — Zawsze może coś nie wyjść.
-Wiesz, co Ula-rzekł nagle z ożywieniem.  — Teraz tak sobie pomyślałem, że może i to lepiej, że ma przyjechać Paulina, bo jak coś nie wyjdzie to powiem pani Peres, że cała akcja „córka” była skierowana do Pauliny a nie do niej.
-Marek lepiej już nic nie kombinuj i zostaw tak jak jest- odparła na jego kolejny genialny pomysł.
-Zobaczymy jak to będzie wyglądać w piątek. Może plan C pojawi się-zaczął rozmyślać. —   Ale jakby, co to będę mógł jutro poćwiczyć z Beatką, co ma mówić? 
-Ćwicz jak chcesz- odparł głosem zwątpienia.

W Rysiowie pojawił się nazajutrz w porze obiadu. Cieplakowie już prędzej zaprosili go na świąteczne popołudnie i z zaproszenia skorzystał, bo Wiola tego dnia miała praktyki w wydawnictwie i samemu siedzieć w domu nie chciał.  W czasie posiłku na temat przyjazdu pani Peres nie rozmawiali, bo siedział z nimi Józef i Jasiu i Beatka głównie opowiadała jak sypała kwiatki i o samej procesji. Dopiero później, gdy szli we trójkę na spacer Marek zaczął swoje ćwiczenia.
-Myślę, że już na samo imię Beatka, Paulina zareaguje- snuł plany i przypuszczenia.  — To ja wtedy potwierdzę. Może spytać cię też o mamę, gdzie jest to powiesz, że jest w pracy-zwrócił się do Betti.  — A jeśli będzie dalej o coś pytać to my z Ulą będziemy głównie odpowiadać.
-Tylko, że jak będziemy za Beatkę odpowiadać to od razu pokapuje się, że wszystko jest grubymi nićmi jest szyte- stwierdziła Ula.
-To nie wiem. To pożegnacie się i sprawa sama się rozwiąże.
-Tata i Ulcia mówią, że obcym dużo mówić nie można to mogę tak powiedzieć- Beatka sama podsunęła mu pomysł na rozwiązanie ewentualnej ciekawości Pauliny.
-Bardzo mądrze Betti- rzekł pełen podziwy nad bystrością dziewczynki. —  Czuję, że będzie to mój dobry dzień.

Dzień wizyty pani Peres dobrze się nie rozpoczął, bo lekkie bóle brzucha Adama, które odczuwał od środy okazały się wyrostkiem i Marek musiał radzić sobie bez niego. Pshemko tego dnia dobrego dnia również nie miał, bo rano stał w korku a później jego ulubioną czekoladę dostarczyli z kwadransowym opóźnieniem. W dodatku do pracy przyszły dwie księgowe zrobić zaległe rozliczenia, drugi asystent Marka, Łukasz oraz jeden z informatyków. Na szczęście prawie wszyscy wyszli przed czternastą a Ula z siostrą wedle planu tuż po. Ochroniarz skierował je też od razu na piąte pięto do gabinetu prezesa. Mieli tam we trójkę przećwiczyć swoje role z Pauliną w roli głównej.  Długo jednak to nie trwało, bo zadzwonił Wojtek asystent i syn Pshemka w jednej osobie z informacją, że projektant ma jeden ze swoich humorów i jest potrzebny. 



Trochę go nie było a gdy wróci to w gabinecie oprócz Uli i Beatki zastał panią Peres i jej asystenta. Cała czwórka siedziała na kanapie i oglądała katalogi a obie kobiety szprechały po niemiecku jak rodowite Niemki.


-Marek pani Peres jest trochę prędzej niż było planowane-wyjaśniła, gdy witał się z gośćmi uściskiem dłoni.— Wychodziły jakieś panie to weszła z asystentem. W holu natomiast nikogo nie zastali to odnaleźli twoje nazwisko na tablicy informacyjnej i wjechali na górę.
-Rozumiem.  Możesz przeprosić ją jakoś ładnie, że nie przywitałem się z nią na dole.
-Mówi, że nic się nie stało, bo rozumie, że jest za wcześnie i nie jest królową, aby witać ją z honorami- odparła po chwili.
-To dobrze. A dlaczego mówicie po niemiecku?
-Bo ona angielski kaleczy a ja hiszpańskiego ni w ząb, a jest pół Niemką.
-Aha.  Mówiła coś jeszcze?
-Pytała mnie skąd znamy się i jakim jesteś człowiekiem to powiedziałam całą prawdę o tobie i firmie.
-Ula jak mogłaś- mówił z pretensja w głosie.
-Spokojnie Marek. Jej też wydawało się dziwne, że Febo zachowywali się tak jakby nie chcieli żeby to z tobą współpracowała, to opowiedziałam jej jak poznaliśmy się, że pomogłeś nam z operacją ojca, że byłeś zawsze jak byłeś potrzebny, że może i lubisz bawić się, ale kiedy masz pokaz albo coś ważnego to zajmujesz się firmą. Poza tym, że wiele czasu poświęcasz fundacji zmarłej mamy i dbasz o pracowników.  O Beatce również powiedziałam, że chciałeś wykorzystać ten fakt na poprawienie swojego wizerunku i na złość Pauliny- dodała niepewnie.  — Ale rozbawiła ją ta twoja pomysłowość i zaangażowanie na pokazanie się z jak najlepszej strony. Ogólnie mówiąc jest dobrze Marek.
O powodach, dla których zgodziła się na tą mistyfikację również powiedziała jej, ale Markowi już nie.
-Naprawdę-rzekł uśmiechając się do Peres.
-Opowiadałam Markowi o naszej rozmowie- przetłumaczyła Ula widząc, że Peres patrzy na nią i czeka na wyjaśnienie.  Marek, ale skoro pani Peres już wie to może ciągnięcie dalej tej szopki przed Pauliną nie ma sensu-zwróciła się do Marka.
 -Ma Ula.  Jestem ciekaw jak zareaguje, gdy przedstawię Beatkę, jako moją córkę, a później jak powiem jej, że nią nie jest. Obiecuję, że dzisiaj albo przy najbliższym spotkaniu powiem jej prawdę.
-A jak może zareagować –wzruszyła ramionami. — Wścieknie się, obrazi i jeszcze może zemści. Zobaczysz Marek kłopotów sobie narobisz.
-Ula nie wyolbrzymiaj-bagatelizował jej przestrogi.
-Przepraszam- przerwała im po niemiecku Peres i chwilę mówiła coś w tymże języku do Uli.
- Pani Peres pyta czy może już spotkać się, z Pshemko i zobaczyć jego projekty, bo później ma w planach obejrzenie Starówki- przetłumaczyła Ula.
 -Powiedz, że czeka na nas z pokazem na żywo i medialnym- odparł i wskazał gestem ręki drzwi. —  Przepraszam na chwilę-dodał odbierając telefon.  — Paulina przyjechała- rzekł po chwili do Uli i Beatki.  To, co Beatko gotowa jesteś na bycie moją córeczką? –zapytał biorąc ją za rękę.
-Pewnie- odparła zdecydowanie.