niedziela, 7 maja 2017

Życie na niby 18



-Jak to spotkałeś Damiana?- pytał z niedowierzaniem Olszański, Marka tuż po tym, jak odjechali z pod domu Uli i po tym jak Marek opowiedział mu o wydarzeniach z rana.  Rano będąc jeszcze w Krakowie okazji porozmawiać nie mieli, a później w samochodzie ciągle towarzyszyła im Ula.
-Tak normalnie, jak mówiłem ci. On wychodził a ja wchodziłem.
-Kto, by pomyślał? -mówił z ciągłym niedowierzaniem.  Ja nic z Ewą ty nic z Mirabellą, oboje grzecznie o jedenastej sami w łóżkach, a Ula zabawiła się.
-Noo –odparł krótko.
-A taka zakochana była-kontynuował.  — A łóżko, jakie było? Rozgrzebane?
-Nie przyglądałem się.
-A była ubrana?
-Ubrana.
-Jakiś szampan, dwie tace-zadawał kolejne pytania.
-Raczej nie.
-To może nic się nie stało-podpuszczał go.
-Może-odpowiadał automatycznie.
-Marek, żartowałem a ty mówisz teraz jakbyś był naprawdę zazdrosny albo przynajmniej przeszkadzało ci to, że inny posmakował tego, na co ty masz ochotę-mówił ironicznie. —Chyba, że tak jest-dodał spoglądając na niego uważnie.
-Nie jest- odparł szybko. —Tylko jest to dziwne, bo nie jest w stylu Uli- tłumaczył się, chociaż wiedział, że inaczej niż zazdrość chyba nie da się tego zdefiniować.
-Dobra, dobra nie tłumacz się- wyraźnie mu nie uwierzył. —A tak swoją drogą to nie zauważyłeś, że nieuchronnie starzejemy się. Gdy my zaliczaliśmy pierwsze panienki to twój kuzyn uczył się pisać i czytać, a teraz chce z nami chodzić do klubu.
- Niestety latka lecą- poparł przyjaciela markotnie.
- I gusta nam się zmieniają- kontynuował Olszański. A przynajmniej mi. Jeszcze niedawno podobały mi się takie kobiety, jak ta z klubu, którą Szymek był zachwycony, a teraz mam inny pogląd na to i cycki i nogi już mi nie wystarczają.   Muszą jeszcze mieć coś więcej. I tego będę szukał.
- No proszę i kto to mówi- tym razem to on postanowił zakpić. — Drugi Casanova Warszawy.  
-Żebyś się nie zdziwił, jak za parę miesięcy będziesz moim świadkiem na ślubie-odparł nieurażony słowami przyjaciela.
-Czy ja o czymś nie wiem? – podpytywał i spoglądał na przyjaciela sugestywnie. —Jakieś nowe i poważne otwarcie. Może to na tych twoich kursach kolorowania zapoznałeś kogoś?
-Może - odparł tajemniczo. —Wszystko w swoim czasie Marek-dodał nic więcej nie mówiąc.


Sebastian, choć była teraz ku temu okazja wolał nie mówić przyjacielowi, że nowe otwarcie to jego własna kuzynka. Wioletta też nie wiedziała i chciał zadzwonić do niej wieczorem pogadać na dobry początek po przyjacielsku, wybadać sytuację na spokojne, z niczym nagle nie wyskoczyć, a po jej powrocie spróbować związać się na poważnie.  Do tej pory, bowiem to tylko Wiola była oczarowana i chętna na związek z przystojnym przyjacielem kuzyna, a i Marek wolał, że tak jest, bo Seba dobrym kandydatem na chłopaka dla Wioli nie był. Dlatego też Sebastian teraz chciał pokazać się Markowi od tej lepszej strony i potrzebował czasu na zdobycie takiego zaufania.

Ula z odebraniem telefonu nie czekała, ale zamiast usłyszeć coś w stylu cześć Ula, to znów ja usłyszała miłe dzień dobry Krystyna Pawlicka i dzwonię ze szpitala na Biskupińskiej. W dalszej rozmowie pielęgniarka poinformowała ją, że Marek wraz z pasażerem mieli wypadek, trafili do szpitala i dzwoni do niej, bo ostatnie dwa wybierane numery były do niej, a numer domowy nie odbiera.
Do szpitala dotarła godzinę później. Najpierw musiała pójść do swojej firmy i wysłać faks, bo był ważny i jeszcze rano, gdy Damian przyszedł pożegnać się z nią to przypomniał jej o tym. Sama też była sumienna i jak myślała Marek, Markiem, ale praca była ważniejsza. Zwłaszcza, że pielęgniarka powiedziała jej w dalszej rozmowie, że pacjentowi nic nie zagraża.  Na samym już miejscu dotarcie do Marka okazało się proste. Marek leżał na pojedynczej sali z opatrunkiem na głowie, dopiętą kroplówką i nie wyglądał jak po wypadku.


- Marek-rzekła cicho od drzwi, bo miał przymknięte oczy i nie była pewna czy przypadkiem nie śpi.
-Ula wchodź śmiało nie śpię-rzekł czytając jej w myślach. — I dzięki, że przyszłaś. Chciałem zadzwonić do ciebie sam, ale pielęgniarka, gdy oddawała mi telefon to powiedziała, że dzwoniła już do kogoś o imieniu Ulka, bo nie wiedziała, do kogo ma dzwonić, a Ulka ładnie brzmiało i to do ciebie wykonałem ostatnie dwa telefony.
Ulka?- zastanawiała się. Czyżbym była Ulką w jego telefonie?  Widok chorego Marka spowodował też, że przeszła jej ta największa złość na niego za ostatnią noc spędzoną, jak myślała w ramionach Mirabelli.
 - Tak mówiła mi to wszystko i nie mogłam nie przyjść- odparła siadając na łóżku. —Musiałam tylko przed przyjściem tu pójść jeszcze do firmy na chwilę.  A jak się czujesz? Oprócz tego czegoś na głowie coś ci dolega.
- Prześwietlenie wykazało na szczęście tylko złamania kości strzałkowej i czeka mnie zespolenie operacyjne. Ale to nic groźnego- dodał widząc niewyraźną minę Cieplak. —Lekarz powiedział mi, że gorzej byłoby gdybym piszczel uszkodził albo staw kolanowy. Straciłem też na parę minut przytomność, ale jak mnie tu dowieźli to szybko doszedłem do siebie. Gorzej jest ze Sebastianem. Nie widziałem go, ale od lekarz wiem, że ma jakiś uraz śródczaszkowy, dwa złamane żebra, przebite jedno płuco i ogólne stłuczenia. Ale wyjdzie z tego i jest całkiem dobrze jak na tak rozbity samochód. Ratownicy mówili mi, że wyglądało to tragicznie.
-To dobrze-uśmiechnęła się z ulgą.  —Ale chyba nie byłeś pijany albo niewyspany albo zmęczony? Jechałeś przecież całą drogę z Krakowa.
- Spokojnie Ula nie byłem pijany i byłem wyspany-uspokajał.  —Wczoraj wypiłem jednego drinka na bankiecie i później w barze z Sebastianem parę łyków whisky a przed jedenastą oboje poszliśmy spać.
Marek nie spędził nocy z Mirabellą? –zastanawiała się. Mówi prawdę, czy kłamie? Ale, po co miałby kłamać? Nie wiedział przecież, co myślę, gdy widziałam go, gdy wychodził z nią. Być może nawet nie widział, że ja widzę i potępiam go. A, gdy wychodził z bankietu było kwadrans po dziesiątej to trochę mało czasu na jakieś uniesienia miłosne.
- Ula prawdę mówię-dodał, gdy widział zamyśloną twarz dziewczyny. — Sebastiana możesz spytać albo lekarza o zawartość alkoholu we krwi.
-Ok wierzę ci.  To, co się stało, że mieliście wypadek. Ty zawiniłeś?
 - Nie- odparł kręcąc głową. — Skręcałem na osiedle Seby, gdy jakiś szaleniec wyjechał z piskiem opon z innej uliczki, nie zauważył, że skręcam a raczej nie zdążył wyhamować i uderzył od mojej strony. Ja na szczęście miałem zapięte pasy i oprócz zadrapań na skroni i złamania nie mam innych obrażeń, ale Seba zdążył odpiąć pas i odrzuciła go do przodu i uderzył w szybę między innymi. Nie zdążyłem w żaden sposób zareagować nawet pomyśleć, co mógłbym zrobić-zaczął usprawiedliwiać się nerwowo. — Mogłem zabić siebie albo Sebastiana.
- Marek, to nie twoja wina- uspakajała go.  —Sama prowadzę to wiem jak to jest.  I nie masz oczu wokół głowy.
-Ale mogłem spojrzeć w lusterko boczne. 
-Ale mówiłeś, że wyjechał ci nagle i były to sekundy- argumentowała.
-Bo były Ula-westchnął z bezradnością.  —W tej jednej chwili całe życie mignęło mi przed oczami- dodał po chwili z wyraźnym zamyśleniem.
-To na pewno-rzekła biorąc z rękę.   — Ale nie mówmy już o wypadku-dodała postanawiając zmienić temat.  —Może coś ci przynieś do picia. Wodę albo sok.
- Wodę mam, ale jakbyś mogła pojechać do mnie do domu i przywieść parę rzeczy- mówił i spoglądał błagająco. —Nie mam, kogo poprosić, a wujek i babcia mają przyjechać dopiero jutro popołudniu.
-Nie ma sprawy Marek- odparł wstając z łóżka.
-Dzięki- rzekł wyraźnie ucieszony.
Przed wyjściem poszła też odwiedzić Sebastiana i jego spytać, czy czegoś nie potrzebuje. Olszański wyglądał zdecydowanie gorzej od przyjaciela, ale mógł mówić i z nim chwilę porozmawiała. Wypytała go też o interesujący ją wieczór i Sebastian potwierdził słowa Marka i jej przypuszczenia, że Marek nie spędził jednak tej nocy z Mirabellą.
Po jej powrocie Marek był już po bardziej szczegółowej konsultacji z ortopedą i przedstawił jej cały cykl leczenia.
-Operacja odbędzie się jutro, a w piątek, jeśli nie będzie żadnych komplikacji to będę mógł iść do domu. Będę musiał jednak uważać i ograniczyć chodzenie, a zwłaszcza nie opierać się na chorej nodze przynajmniej przez dwa tygodnie. Po miesiącu, jeśli wszystko będzie goiło się dobrze to gips mi ściągną i będę mógł rozpocząć rehabilitację, a do całkowitego zdrowia powinienem wróci po trzech miesiącach.
-To czeka cię kilka tygodni lenistwa –rzekła, kiedy skończył mówić.
-Na to wygląda.  Nie wiem tylko, co ja będę robić w domu tyle czasu.
-Zawsze mogę nauczyć cię szydełkować- zaproponowała przewrotnie. — Albo na drutach robić.
-To już lepiej zajmę się kolorowankami dla dorosłych- stwierdził ku jej zdziwieniu.  —Seba mówi, że odpręża i czas szybko leci. Ale to nie są takie kolorowanki –zaczął tłumaczyć widząc minę Cieplak.
-Wiem jak wyglądają kolorowanki dla dorosłych- wtrąciła, choć pomyślała, że w przypadku Sebastiana i Marka mogłyby wyglądać nieco inaczej. —Po prostu zdziwiona jestem, czym zajmuje się Sebastian wieczorami. Wiola mówiła mi, że robicie z tego tajemnicę.
-On robi- sprecyzował.  —Chociaż nie wiem, dlaczego.
Ula chwilę posiedziała jeszcze z nim, później poszła na oddział neurologii pożegnać się z Olszańskim i przekazać pozdrowienia od Marka, i pojechała do domu.

Operacja zespolenia kości przebiegła bez komplikacji i w piątek Marek mógł wrócić do domu. W międzyczasie przyjechał wujek Zygmunt ze swoją mamą, a babcią Marka. Pani Basia została też we Warszawie przez parę dni i zajęła się wnukiem.  Chciała nawet zostać na dłużej i odwołać swój wyjazd do sanatorium, ale Marek przekonał ją, że z pomocą Uli, gosposi pani Steni i Adama, da sobie radę, a jej wyjazd jest ważny, bo czekała na niego kilka miesięcy. 
 Opieka nad Markiem, jak to przy chorym facecie łatwa nie była, ale jakoś dawały sobie radę. Dla jego własnej wygody zainstalowali go w salonie, aby mógł swobodnie poruszać się wózkiem, wyjeżdżać na taras, do kuchni, gabinetu a i łazienka była z kabiną prysznicową.
Ula odwiedziła go w poniedziałek a przez weekend oprócz babci był wujek, który przyjechał z ciocią i Szymkiem do pomocy.


-I jak czuje się dzisiaj pacjent?-zapytała po wejściu do salonu panią Kubasińską.
-Marudzi, że pod gipsem go swędzi a podrapać się nie da.  I przy obiedzie oblał się kompotem i wołał mnie z góry, żeby przyjść i zetrzeć mu piżamkę, a ściereczka leżała obok- mówiła bez ogródek.  —Ale jak się polał to nie wie.
-Jak to chory facet -odparła spoglądając w stronę kanapy, na której leżał Marek. —Oni nie chorują, oni umierają i walczą o życie. Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że jej mąż miał grypę i gdy wyszła do apteki to sobie księdza zawołał, a gdy wróciła to ksiądz powiedział jej, że będzie modlił się za nią, bo najbliższe dni będzie miała ciężkie.
-Bo tak jest –odparła śmiejąc się z historyjki i nie zaważając, że słucha ich również wnuk.  —A najtrudniejsze jest właśnie te pierwsze trzydzieści lata dzieciństwa u mężczyzny, a później to już z górki, drogie dziecko.
-Ja tu jestem jakbyście nie zauważyły i nie śpię- mruknął sam zainteresowany. — I nie jestem umierający Ula, ani nie mam grypy. Tak dla twojej informacji.
-Marek nie bądźmy drobiazgowi-odparła siadając na pufie.
-Ale wy kobiety lubicie to-wytknął. —Lubicie opiekować się chorymi dziećmi i nami facetami. I nie mów, że tak nie jest.
-I tu muszę zgodzić się z tobą-odparła ugodowo. —A, co po za tym?
-Pracuję Ula, jak widzisz. Adam przywiózł mi służbowego laptopa i trochę zaległych papierów.
-To przynajmniej nie nudzisz się-odparła.
Ula została u nich do wieczora i przychodziła kolejno we środę, piątek a w niedzielę przyjechała dodatkowo. Tego dnia też po tygodniowym pobycie u wnuka pani Kubasińska wracała do domu i jechała do sanatorium na trzy tygodnie.
-Marek to ciągle dziecko, moje takie ukochane- rzekła przed wyjazdem do Uli i spoglądając z daleka na wnuka.  I potrzebuje opieki. Zrób to dla mnie, jeśli nie dla niego i okaż mu dużo cierpliwości i życzliwość- mówiła serdecznie. —Może doceni twoje zaangażowanie i poświęcenie i coś zrozumie.
-Proszę nie martwić się – odparła równie życzliwie. —Będę odwiedzać go- obiecała.

Sebastian tymczasem również dochodził do zdrowia u swoich rodziców. Krwiak okazał się niewielki i obyło się bez operacji. Musiał tylko zostać dłużej w szpitalu, leżeć, przyjmować leki zapobiegające narastaniu ciśnienia wewnątrz-czaszkowego i być pod obserwacją neurochirurga. Sprawy z Wiolettą natomiast miał już załatwione. Olszański po wypadku stwierdził, że życie jest zbyt krótkie i nieprzewidywalne i nie czekając na powrót Kubasińskiej i bez żadnych podchodów zapytał ją przez telefon czy jest nim ciągle zainteresowana. Wioletta była jak najbardziej zainteresowana i została dziewczyną Sebastiana.



Od wypadku minął miesiąc a Marek już od ponad trzech tygodni był w domu i skazany na łaskę i niełaskę innych.  W ciągu dnia wpadał Adam z papierami do podpisu i przy okazji coś pomógł mu, a Ula natomiast przychodziła do niego niemal codziennie po pracy i zostawała na dłużej. Ich związek, a przynajmniej Ula tak myślała rozwijał się i czasami dawała pocałować się. Całkiem przypadkiem tydzień po wyjeździe babci, Ula nachyliła się nad nim a on wykorzystał okazję i pod wpływem impulsu pocałował w policzek i podziękował za opiekę. Później, gdy uśmiechnęła się to nie potrafił oprzeć się, żeby nie skosztować jej ust. Ula nie protestowała to oddał się tej małej rozkoszy, a w kolejnych dniach było coraz odważniej. Oprócz tego Ula potrafiła nieźle gotować i zabawić go tak, że nie nudził się w jej towarzystwie ani przez chwilę. Była zdecydowanie bardziej interesująca niż jego wszystkie panienki razem wzięte. Tego dnia znowu zaskoczyła go wiedzą na temat, czym jeździł Presley. Siedzieli oboje na kanapie i rozmawiali o Pshemko i jego samochodzie, gdy podzieliła się z nim z tą informacją. Sam nie wiedział, kiedy przyciągnął ją do siebie i objął ramionami. Przez chwilę patrzył w piękne oczy z długimi rzęsami, a później wzrok przeniósł na usta i zaczął delikatnie całować dając jej przyjemną rozkosz. Kiedy to już mu nie wystarczało to przeniósł się na szyję i dekolt. Całował ją jak parę tygodni temu w gabinecie i gdy przerwała im Wioletta. Teraz Wioli nie było i jak myślała Ula pocałunek i pieszczoty będą trwały znacznie dłużej. Ale i teraz niedane było jej całować się dalej.


-Ula przeprowadź się do mnie-rzekł nieoczekiwanie i przerywając nagle pocałunek.
-Ale, jak to przeprowadź?- pytała z nadzieją i jeszcze oddychając ciężko.
-Po prostu przeprowadź. Rano musisz wcześnie wstać, jechać do pracy, później tu przyjeżdżasz, a do domu wracasz późnymi wieczorami –mówił a ona rozumiała, o co mu chodzi.
-Lepiej już nic nie mów- przerwała mu.
-Ula, o co ci chodzi? –rzekł tak jakby nic złego w tym, co powiedział nie zauważył.
- A jako, kto miałaby zamieszkać z tobą- pytała i szykując się do wyjścia. —Jako pielęgniarka, gosposia, czy może dziewczyna do całowania?
-Nie. Jako Ula. Przecież lubimy przebywać w swoim towarzystwie.
-A ja lubię przebywać w towarzystwie mojej rodziny- odparła wyraziście. — I nie musisz odprowadzać mnie do drzwi. Sama trafię.
- Ula, ale ja naprawdę nie nadaję się na stały związek- usłyszała jego głos będąc przy drzwiach, choć nic tak na prawdę na ten temat nie mówili. A wychodząc zastanawiała się czy bardziej go kocha, czy nie nienawidzi.

środa, 3 maja 2017

Życie na niby 17



Cztery dni później Ula ponownie pojawiła się w posiadłości Marka.  Jednakże na spotkanie z Markiem tak długo czekać nie musiała, bo dwa dni po wydarzeniach w jego domu, chcąc nie chcąc musiała pójść do Strefy Mody M&P z dokumentami. Na szczęście Marek zajęty był z Adamem pracą nad Targami Mody i długo tam nie zabawiła. Oczywiście przez ten czas nie mogła przestać o nim myśleć, ale pomysłu na odkochanie nie miała. Rozmyślała tylko nad swoim pomysłem wyjazdu do pana Lange do Niemiec, choć nie mówiła jeszcze tego rodzinie ani szefowi.  Pomysł jednak odrzuciła, bo nie mogła zostawić samej rodziny. Betti ciągle miała do niej miliony pytań i tylko ona potrafiła odpowiedzieć na nie, a ojciec był schorowany i nie chciała zrzucać na niego obowiązków domowych. Jasiu natomiast robił karierę modela, a wolny czas poświęcał Kindze i w domu ciągle go nie było. Inaczej byłoby gdyby ojciec w końcu oświadczył się Alicji, ożenił się i zamieszkali w Rysiowie, ale na to nie zapowiadało się.
Marek tymczasem za namową Sebastiana, któremu opowiedział wszystko, postanowił odnowić niektóre kontakty z dziewczynami z dawnych lat. Jednak ku jego rozczarowaniu i zdziwieniu połowa z nich była już zamężna albo miała narzeczonego a nawet dzieci i spotkaniem z nim nie była zainteresowana. Te wolne też marudziły, bo szukały coś na stałe a nie na jedną noc. Z przygnębieniem, więc stwierdził, że pozostają mu niezawodne modelki i sekretarki albo przyjdzie mu szukać nowych panienek w młodszych rocznikach.

W sobotę wieczorem pogoda dopisała i wedle planu Marek rozpalił grilla.  Zanim jednak całe towarzystwo udało się do ogrodu to w salonie Wioletta pokroiła urodzinowy tort. Atmosfera była miła, ale niektórym osobom łatwo było wyczuć napięcie pomiędzy Ulą a Markiem. Siedzieli z dala od siebie i mało ze sobą rozmawiali. Później nie było lepiej, bo Marek zajęty pilnowaniem ognia znowu miał niewiele czasu na zajmowanie się Ulą a i Ula wolała, że tego nie robi. Wiola natomiast krążyła z mamą między ogrodem a kuchnią i nią zajęła się seniorka rodu Kubasińskich. Wzięła Ulę pod ramię i poszły w głąb ogrodu.


-Przepraszam, że cię pytam, ale czy mój wnuk przypadkiem nie skrzywdził cię?- zapytała znienacka babcia Wioli i Marka.
-Nie-odparła krótko, ale i z wahaniem. —A dlaczego pani pyta?
-Bo dziwnie zachowujecie się i jest między wami jakiś dystans. Stara jestem, wzrok szwankuje, ale gołym okiem widać, że jest coś nie tak.
-Proszę się nie martwić. Do łóżka mnie nie zaciągnął- wyjaśniła.
-A próbował?- dociekała i wyraźnie zaniepokoiła się. — Znam go i wiem, do czego może być zdolny.
-Nie- rzekła pewnie. — I nie próbował nawet. I nic nie zrobił też, co mogłoby mnie obrazić- tym razem lekko kłamała.  —Jest to po prostu bardziej skomplikowane niż wydaje się.
-Marek podoba ci się, prawda? – rzekła spoglądając na nią życzliwie.
 -To aż tak to widać-Ula postanowiła przyznać się do uczuć.
- Tak drogie dziecko. Zauważyłam już kiedyś, że spoglądasz na niego z miłością.  Ale nic nie mówiłam, bo mój wnuk mógłby tylko cię wykorzystać wiedząc o uczuciach. Dla niego zakochana w nim panienka to połowa wysiłku mniej w uwodzeniu i zaciągnięciu do łóżka. A ty jesteś za dobra i za porządna dla niego i nie chciałabym, żeby skrzywdził cię i żebyś płakała po nim. Nie zasługujesz na to. Chociaż chciałabym, aby miał ciebie za żonę albo kogoś podobnego.
- Miło słyszeć coś takiego- odparła wylewnie. —Tylko, że Marek żoną i dziećmi nie jest zainteresowany i sam mi to powiedział. Nawet dwa razy. Miłością też nie.
-Cały Mareczek- westchnęła staruszka.  —Mi już dawno temu mówił, że dobrym materiałem na męża nie jest. Jego ojciec święty też nie był, ale aż tak przed małżeństwem nie bronił się. Nawet z tą panną Izabellą Grubiańską.(patrz ewentualnie część 3) Owszem uwodził kobiety, córkę moją również, ale później ze ślubem spieszyło mu się i z Helenką ożenił w przeciągu trzech miesięcy. A co się stało, że staliście się z Markiem tacy oschli – zmieniła nieco temat. —Pokłóciliście się?
- Nie tyle pokłóciliśmy tylko szczerze porozmawialiśmy i ja wyznałam mu, że zakochałam się w nim- Ula odważyła się w końcu powiedzieć o tym komuś, a pani Basia wydawała się odpowiednia na zwierzenia. — Wtedy też między innymi dał mi drugi raz i wyraźnie do zrozumienia, że nie jest zainteresowany małżeństwem. Ani ze mną, ani z nikim innym. 
-Przestraszył się biedaczek, że będziesz chciała czegoś więcej i wasza znajomość pójdzie w złym kierunku-podsumowała. — Ale chociaż był uczciwy i nie wykorzystał tego.
-Nie tak do końca, bo najpierw pocałował mnie raz, drugi, powiedział, że bardzo mnie lubi, że mam ładną figurę, uśmiech, usta, oczy i że słodko całuję.  O tym, że pociąga ją wolała jednak nie wspominać.
-To bardzo dużo widzi w tobie-odparła z zadowoleniem.  —Dodając do tego, że wie, że jesteś inteligentna, dobra, rodzinna, zabawna. A to wiem od niego –wytłumaczyła Uli.
- Tylko to nic nie da, bo do miłości nie da się zmusić. Tak jak nie da się odkochać. Ja myślałam nawet, żeby wyjechać i zapomnieć.
-Wyjechać to najgorsze, co mogłabyś teraz zrobić- radziła jej Kubasińska seniorka. —Trzeba pić te żelazo póki gorące, jakby powiedziała moja wnusia.
-To, co mam robić? Pozwalać całować się?- pytała z powątpiewaniem.
- Być sobą i pokazywać to, co podoba mu się w tobie- odparła otwarcie. —Czasami trzeba też dać mężczyźnie trochę posmakować siebie- dodała ku jej zdziwieniu. — Ja nie namawiam cię do pójścia z nim do łóżka, ale skoro mojemu wnukowi podoba się całowanie ciebie i jeszcze do tego widzi w tobie atrakcyjną kobietę i lubi cię to jest bardzo dobry początek. Pozwól mu na jakieś czułości, jeśli znowu najdzie go ochota i w odpowiednim momencie przerwij.  Jemu nic na siłę nie można narzucać. Sam musi do pewnych rzeczy dojrzeć. A ja postanowiła zostać u niego na dwa tygodnie to już teraz zapraszam cię na odwiedziny i na podwieczorek. Razem coś wymyślimy.
-Chętnie przyjdę proszę pani-rzekła przyjaźnie. —Ale nie ze względu na Marka tylko, dlatego że panią lubię.
-A ja ciebie drogie dziecko-odparła staruszka równie dobrotliwie. — Ale teraz lepiej będzie jak wrócimy do reszty.
-A jak pani czuje się po operacji stawu?-zapytała.
-Jak na mój wiek to dobrze...
Marek o planach babci dowiedział się rano tuż po przyjeździe wujostwa, gdy zobaczył wuja z babci walizką. Kubasińska z początkiem października miała jechać do sanatorium i chciała we Warszawie zrobić zakupy i umilić wnukowi czas po wyjeździe Wioletty. Marek z takiego obrotu sprawy nie był zbytnio zadowolony, bo miał inne plany na czas nieobecności kuzynki. Pocieszał się tylko tym, że to niecałe dwa tygodnie a później babcia wyjeżdża i po powrocie z sanatorium może już tu nie wróci.

Czas przy grillu mijał wesoło a piwo tę atmosferę podkręcało. Później młodsze towarzystwo przeniosło się do klubu 69. Ula, co prawda wolałaby wrócić do domu, ale Wioletta namówiła ją, bo nie chciała czuć się osamotniona wśród trzech facetów.  To Szymek jej brat, który od ponad miesiąca był pełnoletni wymyślił te wyjście, bo chciał iść do tego osławionego przez Marka klubu, gdzie wpuszczali tylko osoby z dowodem. Po przyjściu do lokalu Ula z Wiolettą poszły do jednego z nielicznych wolnych stolików a męska część towarzystwa po drinki.


- Proszę Wiola dla ciebie a to dla ciebie Ula- rzekł Marek stawiając przed nimi szklaneczki.
-Też będę tu przychodził w czasie studiów- oznajmił tymczasem Szymek rozglądając się po klubie z zachwytem. —Razem z wami-dodał mając na myśli kuzyna i Sebastiana.
-No-odparł Marek niezbyt zachwycony chodzenie z młodszym o ponad jedenaście lat kuzynem po klubach.
-Ty to będziesz miał się uczyć a nie balować-odparła mu siostra. — Inżynierem chcesz podobno zostać.
-Uczyć się będę od poniedziałku do piątku a balować w weekendy. Marek tak robił i studia skończył.
-Marek to żaden przykład- żachnęła.  —Trzydziestka na karku i dalej z kwiatka na kwiatek.
-Ale nie zapyla-wtrącił ironicznie Sebastian.
-Seba może tak pójdziesz zatańczyć-odparł mu sam zainteresowany. —Tyle tu dziewczyn.
 W kolejnej godzinie Wioletta i Sebastian uraczyli się kolejnym drinkiem, a Ula nie chcą być nazajutrz zbyt pijana, sokiem. Marek również tym zadowolił się. Szymek natomiast dalej chłonął otoczenie.
-Ta jest ekstra, co nie - zachwycał się pokazując dziewczynę w żółtej bluzeczce i czarnej miniówie. —Znacie ją?- zapytał Marka i Sebę.
-Szymek ona jest raczej w twoim wieku to raczej nie znamy- odparł Olszański patrząc na dziewczynę, która wyglądała na dość łatwą. — I ostatnio tu nie bywamy. Ostatnio to byliśmy tu z miesiąc temu na wieczorze kawalerskim kolegi- sprecyzował.  
 Marek również popatrzył na nią i choć nie wymieniał poglądów na ten temat z przyjacielem to miał podobne odczucia, co do dziewczyny.  
-Pójdę i zatańczę obok-rzekł entuzjastycznie młody Kubasiński.
-Jestem ciekawa tylko, dlaczego nie przychodzicie? -odezwała się tymczasem Wioletta. —Szlajali, szlajali i może coś wyszlajali - dodała patrząc na Ulę.
-To znaczy, co?- pytał Olszański.
 - To, że może przydarzyło się wam małe kuku na kukuryku-wypaliła.
-Wiola-zaczął ostro Marek. —Niektóre twoje stwierdzenia są po prostu wulgarne. I nie pij więcej.
-Ja nic nie mam-rzekł Sebastian już też lekko pijany. —Mam pokazać?
-Możecie przestać- odezwał się Marek.  —Obiecałem pilnować Szymka to jeszcze was muszę pilnować. Ula zatańczymy? –zapytał, gdy nie mógł odnaleźć wzrokiem kuzyna i nie chciał przeciskać się przez tłum sam.
-Możemy-odparła, ale bez zachwytu.
Taniec z Markiem nie przysporzył jej tylu dreszczyków, co ostatnio, gdy tańczyli razem na zabawie Sylwestrowe jego firmy. Wtedy obejmował ją i rozmawiali a teraz tańczyli osobno i krótko, bo zguba w postaci Szymka szybko znalazła się.
Po odnalezieniu Szymka, Marek stwierdził, że czas kończyć zabawę i poodwozić ich do domów. Zamówił dla kuzynostwa taksówkę i kazał zawieść do swojego domu, a Sebastian miał blisko to wsiadł w autobus i przejechał dwa przystanki. Dla Uli zamówił drugą taksówkę i pojechał z nią do Rysiowa.
-Widziałem, że w czasie, gdy rozpalałem grilla to babcia porwała cię na pogawędkę- zaczął nic nieznaczącą rozmowę.
-Tak-odparła lekko.  —Rozmawialiśmy tak ogólnie o wszystkim i o jej wyjeździe do sanatorium.
-Dobrze jej to zrobi na operowany staw i pooddycha świeżym górskim powietrzem- argumentował.
- Dokładnie- przytaknęła. —Zaprosiła mnie na wtorek- uprzedziła go też.
-Będziesz mile widziana- odparł tylko, a Ula zastanawiała się czy to prawda.
Przez resztę drogi rozmawiali na temat łączących ich spraw zawodowych, a po dotarciu pod jej dom pożegnali się krótkim cześć.

Ula tak jak obiecała pani Kubasińskiej odwiedziła ją trzy razy w ciągu dziesięciu dni pobytu u wnuka i przy okazji mogła spotykać dwa razy Marka. Jednak okazja na jakąś dłuższą rozmowę sam na sam była dopiero w czasie ostatniej wizyty, gdy Ula zasiedziała się do wieczora i pani Basia wymusiła na wnuku odwiezienie jej.


- Nie jesteś zły na babcię?- zapytała delikatnie w samochodzie.
-Nie –odparł kręcąc przecząco głową. — A dlaczego miałbym być?
-Bo wymusiła odwiezienie mnie.
- Bardziej to ty powinnaś protestować-mówił niepewnie. —Ostatnia nasza rozmowa tu była dość nietaktowna i brutalna.
-Marek, a jaka miała być? Każde dawanie kosza kobiecie czy mężczyźnie jest brutalne. To jest prawo natury. A ja niepotrzebnie mówiłam, co czuję.
-Potrzebnie Ula. Wiemy przynajmniej, na czym stoimy. I naprawdę nie wiem jak inaczej, bardziej taktownie mógłbym powiedzieć ci to wszystko. Chyba tylko, że jesteś fajną, mądrą, dowcipną, porządną dziewczyną i zasługujesz na prawdziwą miłość i faceta, który nie zdradzałby cię a nie na mnie.
-Taktownie, a na jedno wyszło- wymruczała.
-Ula nie wiem, co jeszcze mógłbym powiedzieć- westchnął bezradnie. —Chyba tylko przeprosić.
-A możemy o tym już nie mówić-poprosiła. —Tematy służbowe są bezpieczniejsze i jest, co omawiać.  
-Ok. Ula nie będę wracać do tego-odparł błaho.
Do Rysiowa dojechali szybko i równie szybko Ula postanowiła  pożegnać się.
-To, co Ula widzimy się w Krakowie pojutrze- rzekł Marek, gdy podjechał pod jej dom.
-Tak-odparła krótko. —I dzięki za podwiezienie-odparła odpinając pas.
-Drobnostka-odparł kurtuazyjnie. —Miłej nocy życzę ci i cześć-dodał widząc, że otwiera drzwi samochodu.
 -Cześć-odparła i czym prędzej wyskoczyła z auta.

Trzydniowe Międzynarodowe Targi Mody w Krakowie zaplanowane były na ostatni weekend lata. Już na miejscu okazało się, że stoisko Dec & Lange mieściło się po przeciwległej stronie, co Strefa Mody M&P i Ula mogła widzieć często Marka a on ją. Uli nie umknęło też to, że obok ich stoiska mieściła się firma modowa z Londynu a modelką tam była Mirabella dawna kochanka Marka. Kobieta pojawiła się jednak dopiero w piątek wieczorem i Marek od tej pory często spoglądał tam. Dobrzański natomiast dojrzał, że oprócz pana Deca obecny jest też Lange junior i widział go często rozmawiającego z Ulą. Choć nie miał okazji poznać go to wiedział, że Damian jest znanym niemieckim model i popularnym tam playboyem.


Ze spotkania z Mirabellą, Marek ucieszył się, bo nie musiał szukać sobie towarzystwa wśród licznych i pięknych hostess.  Za to Sebastian, który dojechał również w piątek wieczorem miał, w czym wybierać. Zabawę, jednak zostawili sobie na niedzielę wieczór. Zarówno piątek, jaki i sobota była ciężka a niedziela zapowiadała się podobnie to i chcieli wypocząć samotnie w łóżku. Po krótkich spotkaniach z Mirabellą i hostessą Ewą, którą upatrzył sobie Olszański i po kilku namiętnych pocałunkach zapowiadających interesująco niedzielno- poniedziałkową noc, oboje poszli do swoich pokoi. W ostatni dzień targów, targi przeżywały jeszcze większe oblężenie niż w poprzednich dwóch dniach i do samego zamknięcia przewijało się mnóstwo zwiedzających i kupujących. Wieczorem natomiast na pożegnanie i dla wystawców przygotowany był szampan i mały bankiet. 

Ambitne plany Marka i Sebastiana, z piątku i soboty, na uroczy wieczór w ramionach upatrzonych kobiet nie powiodły się. Hostessa Ewa przy bliższym poznaniu okazała się nudna i daleko jej było jak myślał Olszański do ciętego języka Wioletty. Nie miała też takiej urody, jaką posiadała Kubasińska, a co w jego mniemaniu oznaczało cycki i długie nogi. Te walory kuzynki Marka spostrzegł w klubie, kiedy to Wioletta przyciągała jego uwagę nie tylko ostrym językiem, ale i obcisłą sukienką. Dostrzegł też to, że po zakochanej w nim trzynastolatce nie ma śladu i jest teraz godna jego uwagi.  Chciał też przy najbliższej okazji powiedzieć o tym przyjacielowi i samej Wioli.
Mirabella natomiast już na początku bankietu stała się zbyt natarczywa i demonstracyjnie całowała go i ochota na nią przeszła mu. Kolejne drinki powodowały, że była jeszcze bardziej nachalna i nawet, gdy byli w większym gronie to nie zachowywała umiaru.  W dodatku inteligencją kobieta nie grzeszyła i można było to odczuć zwłaszcza, gdy rozmawiała jednocześnie z Ulą i Damianem. W końcu przy kolejnej gafie Marek postanowił odprowadzić ją do jej pokoju i grzecznie podziękować za wieczór.
Ula tymczasem krytycznie spoglądała na Marka, jego dziewczynę i ich umizgi.  Ich wspólne wyjście również zauważyła i momentalnie wzgardziła Markiem. Ale poczuła też, że spowodowało to zmniejszenie uczucia do Marka. Za to Damian okazał się równie czarującym mężczyzną, co Marek  i spędziła z nim miło trzy dni.



W poniedziałek rano Marek pojawił się w jej pokoju, aby powiedzieć, że niedługo wyruszają w drogę powrotną do Warszawy.  Jeszcze poprzedniego dnia ustalili, że Ula wróci z Markiem i Sebastianem, bo pan Dec jechał prosto do Berlina. Pakowała się właśnie i była akurat w toalecie, gdy wszedł Dobrzański.
-Co tu robisz-zapytała chłodno z wiadomych względów.
-Damian wychodził to wszedłem- odparł. — A można wiedzieć, co on tu robił po siódmej?
-Chyba nie powinno obchodzić cię, co robię- rzekła z oburzeniem.
-Tak jakby od wczoraj jesteś pod moją opieką-rzucił jakby z wyrzutami. —Pan Leszek wyraźnie powiedział, że mam ten skarb, czyli ciebie pilnować.
-Ale przyzwoitką nie kazał ci być. I nie mów mi tylko, że zazdrosny jesteś.
-A całuje lepiej ode mnie?– spytał nieoczekiwanie i nie czekając na odpowiedź przyciągnął i zaczął całować zachłannie, a ona poddała mu się po raz trzeci. Przez kolejne sekundy bez najmniejszego protestu całował żarliwie jej wargi jakby zawsze należały do niego i nie potrafiła zaprotestować. Co innego mówiło serce a co innego rozum, bo przecież być może chwilę prędzej całował Mirabellę. Chciała właśnie wyswobodzić się z jego objęć i przerwać pocałunek, ale Marek ubiegł ją.
-Przyszedłem powiedzieć ci tylko, że wyjeżdżamy za półgodziny- rzekł z tym swoim łobuzerskim uśmiechem, a Ula zrozumiała, że pocałował ją specjalnie, aby coś udowodnić.


Wychodząc z jej pokoju sam nie wiedział czy był zazdrosny, czy nie. Jednego był pewien, że choć na bankiecie Ula nie wyróżniała się ani strojem, ani urodą to była widoczna poprzez swoją naturalnością.  W dodatku aparatu ortodontycznego pozbyła się dzień przed targami i teraz mogła swój już i tak piękny i szczery uśmiech pokazywać w całej krasie. Zauważył też moment jak Ula oblizuje usta i uśmiecha się uwodzicielsko do Damiana, a on do niej i z niezrozumiałych dla niego powodach miał to ciągle przed oczami. Usta Uli były tak ponętne, że chciałby je całować.

Podróż do Warszawy minęła im szybko i bezproblemowo. Najpierw Marek odwiózł Ulę do Rysiowa a później razem z Sebastianem pojechali do Warszawy. Ula bez pośpiechu rozpakowała się, wypiła z ojcem kawę, opowiedziała o wyjeździe i poszła chwilę odpocząć, bo umówiła się z panem Decem, że przed piętnastą wyśle mu faksem dokumenty.  Nie zdążyła położyć się, gdy odezwał się jej telefon.  To Marek dzwonił, żeby powiedzieć jej, że zostawiła jakąś teczkę pod torbą Sebastiana. Dziesięć minut później zadzwonił ponownie mówiąc, że pani Peres dzwoniła do Adama a on do niego z informacją, że dostał zaproszenie do Madrytu i chętnie wziąłby ją ze sobą, jako tłumaczkę.  Pół godziny później, gdy szykowała się do wyjścia ponownie odezwał się jej telefon, a na wyświetlaczu ponownie widniało imię Marek.