piątek, 4 sierpnia 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 5





Rozmowa kwalifikacyjna cz. 5
Utracona część została odzyskana z pomocą ALEKSANDRY ZIELIŃSKIEJ, której bardzo dziękuję. Tą moją drugą wersję również zostawiam.  Jest poniżej. Bądź co bądź spłodziłam ją w jakieś trzy godziny. Różnice są w niektórych fragmentach.
Część 6 jest również poniżej lub pod wpisem starszy post.


Po obejrzeniu zdjęcia Ula próbowała zadzwonić do Wojtka, ale jego telefon był wyłączony. On do niej również nie oddzwonił, a noc była wystarczająco długa, aby przemyśleć pewne rzeczy. Porozmawiać mieli okazję dopiero rano, ale rozmowa do spokojnych nie należała i opierała się głównie na wylewaniu własnych żali i pretensji. To Wojtek zadzwonił do niej przed wyjściem do pracy i już na początku rozmowy i zanim Ula zdążyła powiedzieć mu o zdjęciach, Emily i jego postępowaniu doszło do spięć, a powodem tego był zbliżający się urlop. Mężczyzna, bowiem poinformował ją, że postanowił zmienić nieco ich plany urlopowe i do Polski przylecieć już za tydzień, ale razem z Chrisem i wybrać się z nim w Pienin na dziesięć dni. Oni natomiast wspólny urlop mieli spędzić dopiero na przełomie września i października. Później emocje wzięły górą i Ula wypomniała mu, że zmienił się, że ma coraz mniej dla niej czasu i że nowy znajomy jest dla niego ważniejszy niż ona. O Emily nie wspomniała, bo to chciała zostawić, gdy spotkają się i zobaczyć jego reakcję. On natomiast miał pretensję o zbyt zażyłe stosunki z szefem. W drodze do pracy jeszcze bardziej utwierdziła się w przekonaniu, że coś się kończy i że nie tęskni za nim już tak jak na początku. Jednocześnie zamierzała wykorzystać wyjazd do SPA i bawić się równie dobrze jak jej chłopak z Emily, Irminą, Tomkiem i Chrisem. Po dotarciu do firmy natomiast poszła od razu do kadr anulować tygodniowy urlop zaplanowany na drugi tydzień września, a Sebastian nie omieszkał powiadomić o tym przyjaciela. Sam też uważnie przysłuchiwał się rozmowom Uli i Wioli. Spotkał je w pokoju z ksero, idąc do socjalnego po kawę.
 -Mieliśmy podążać szlakiem najpiękniejszych polskich zamków, a tak to pojadę palcem po mapie Wiola- mówiła Ula wyraźnie rozżalona.
 -Ula te zamki stały wiekami, to postoją te parę tygodni dłużej- odparła Kubasińska. — I zawsze możesz sama pojechać albo ze mną. Świat na Wojtku nie kończy się.
-Niby tak, ale miała to być taka romantyczna wyprawa we dwoje. Myślałam nawet, że poszukamy jakiegoś ładnego miejsca w miarę niedaleko Warszawy na sesję ślubną. A on co? Kolegę wybrał i Pieniny.
-Tak z chłopami jest moja droga- westchnęła bezradnie Wiola. — Mój Darek miał czasami tak samo i wybierał wyjście na mecz z kolegami. Trzeba pogodzić się z ich niektórymi fanaberiami Ula.
 - Tylko że dla niego liczy się tylko jego zachcianka, a nie to co ja bym chciała- żaliła się. —Zastanawiam się nawet czy nasz związek ma jeszcze sens. On tam a ja tu.
 -Ula nie mówisz chyba poważnie- żachnęła.
 - Mówię Wiola- odparła pewnie. —I miałaś zupełną rację mówiąc, że tak długo nie da się ciągnąć.
 -Ja mówiłam tak ogólnie, a nie o tobie i Wojtku -próbowała wyjść z sytuacji. — A ty powinnaś porozmawiać z nim szczerze, a nie działać jak komar w ukropie i od razu zrywać.
 -Porozmawiam, ale nie wiem, czy to coś zmieni- mówiła bez wiary. —A tak na marginesie Wiola, co byś pomyślała, gdybyś zobaczyła zdjęcie swojego chłopaka owiniętego w sam ręcznik a kobietę, piękną kobietę obok w szlafroczku?
 -A co dostałaś anonimowe fotki-zainteresowała się.
-Nie. Koleżanka na Facebooku zamieściła coś takiego.
 - Z jednej strony byłabym ostrożna Ula, ale też logicznie myśląc, to ktoś musiał zrobić im te zdjęcie- wróciła do zadanego pytania. —Może, więc to tylko zdjęcie przypadkowe.
 -Właśnie, może. A morze jest głębokie i szerokie, jak to mówią- wymruczała. —To, co Wiola bierzemy te papierzyska i wracamy do pracy, skoro mamy jutro wolne- dodała głośniej. —Musimy dzisiaj zrobić Markowi te zestawienia.
Po tych słowach Marek schował się w socjalnym, a kolejne dowody na to, że w związku Uli i Wojtka dzieje się źle ucieszyły go i to mocno. 
Do końca dnia nic szczególnego się nie wydarzyło. Ula zajęła się pracą, próbując nie myśleć o swoich problemach, a Marek planował wyjazd i zastanawiał się jak w czasie wyjazdu zwrócić uwagę na siebie. Dzień później we czwórkę już rano pojechali jego samochodem na trzydniowy wypoczynek. Miejsce tak zachwalane przez Wiolę i Marka rzeczywiście było urocze i już sam widok z tarasu apartamentu Marka był piękny. 

Z racji, że pokój Sebastiana oraz wspólny Wioli i Uli nie był jeszcze gotowy, to po zameldowaniu się całą czwórką tam właśnie odpoczywali po podróży. Jeszcze przed obiadem poszli na plażę, przylegającą do SPA, zażyć kąpieli w jeziorze i złapać trochę słońca. Ula w bikini, jak szybko zauważył Marek, wyglądała rewelacyjnie i trudno było mu nie przyglądać się jej. Wioli również nic nie brakowało i w swoim jednoczęściowym kostiumie kąpielowym i wyglądała równie atrakcyjnie, a Sebastian miał podobne myśli co przyjaciel. Ona też więcej czasu spędzała we wodzie kąpiąc się, a kadrowy jej towarzyszył. Ula tymczasem wolała koc i plażę a Marek, choć wolałby popływać to leżał obok niej. Dla miłości jak myślał można zrobić wiele. Mógł też podziwiał piękne ciało. Sama też nie mogła oprzeć się pokusie spoglądania na niego i porównywania do Wojtka. Jej chłopak był bardziej umięśniony, ale nie oznaczało to, że Marek nie podobał się jej taki półnagi. Po wspólnym obiedzie natomiast Ula i Wioletta poszły na relaksujący masaż, a Marek i Sebastian w tym czasie udali się na korty i na trening przed rozpoczynającym się nazajutrz turniejem. Ponownie spotkali się wieczorem i po szybkiej kolacji wybrali się na zwiedzanie rynku, pobliskiego zamku a na koniec poszli na plażę. Biegali na bosaka, chlapali wodą, śmiali się i rozmawiali. Gdyby zobaczył ich ktoś obcy, to pomyślałby, że spacer w takiej obsadzie to nic innego jak randka dwóch zaprzyjaźnionych par. Oni sami też tak myśleli, ale nikt głośno nie określił się. Na sam koniec poszli jeszcze do kawiarni na lody i do ośrodka wrócili, więc dopiero późnym wieczorem. Leżąc już w swoim łóżku Ula nie mogła nie myśleć o całym dniu. Zdecydowanie dzień należał do przyjemnych a towarzystwo było miłe. Zwłaszcza Markowi poświęciła więcej myśli, a to spowodowało snem z Markiem w roli głównej.
 Dzień później rano Marek i Sebastian mieli swoje pierwsze mecze, a dziewczyny w tym czasie skorzystały z usługi kosmetyczki. Zdążyły też pójść pokibicować Markowi w jego drugim meczu. Później czas spędzili już wspólnie na plaży i tak jak poprzedniego dnia Ula więcej czasu spędzała na plaży, a Wiola wolała wodę i przejażdżkę łódką po jeziorze. To właśnie brak koleżanki obok spowodowało, że musiała poprosić o wmasowanie olejku w plecy Marka. Prośba Uli zaskoczyła go, ale i przystał na nią z ochotą. Bez pośpiechu nalał sobie na dłoń olejek i rozsmarował dokładnie na plecach. Najchętniej i tę czynność robiłby wolno, ale nie chciał narażać się na jej gniew. Plecy Uli był bowiem gładkie i kuszące. Przypadkiem Ula poruszyła się, a jego ręka poślizgnęła się i zsunęła się w okolice piersi.
 -Przepraszam Ula- rzekł szybko i ze skruchą.
 -To moja wina Marek- wtrąciła. — Coś mi na rękę usiadło i chciałam strzepnąć-starała się mówić z opanowaniem, bo rozsmarowywanie olejku było przyjemne. —Zobacz -dodała pokazując kierunek jeziora i chcąc zmienić temat. —Wioletta i Seba świetnie bawią się na łódce. Machają do nas. Wiola wydaje się być pierwszy raz tak szczęśliwa od czasu śmierci Darka.
 -To prawda. A ty nie chciałabyś przejechać się łódką albo kajakiem? zapytał z nadzieją. —Tam jest przystań i instruktorzy. Na tej wysepce jest bardzo ładnie. 
-Chętnie Marek-odparła ku jego zadowoleniu.
Na swoją kolej długo nie musieli czekać i wkrótce mknęli łódką, siedząc naprzeciwko siebie.
-Jest tu zdecydowanie piękniej niż widok z twojego tarasu- rzekła Ula, gdy oddalili się od brzegu i patrząc z perspektywy apartamentu Marka, drugiej strony. —W ogóle jest pięknie i miło-wzdychała brodząc ręką we wodzie. —Wiola miała dobry pomysł z tym wyjazdem. Piękna pogoda, okolice, doborowe towarzystwo- dodała spoglądając na niego.
 -Miło to słyszeć- odparł posyłając do niej swój popisowy uśmiech. —I mogę powiedzieć to samo o towarzystwie. Ty i Wiola jesteście świetnymi dziewczynami do towarzystwa. To znaczy kumpelami-poprawił się szybko, bo poprzednie wyrażenie można było inaczej z interpelować.
 -Dzięki Marek- rzekła pokazując swój uśmiech. —W moim i Wioli imieniu. A wracając do Wioletty i Sebastiana to Seba mile zaskoczył tym, że tak zajmuje się Wiolettą. Nie znałam go od tej strony. Ciebie też nie- pomyślała. —Mam tylko nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Jedna tragedia w życiu Wioli starczy.
 -Bez obawy Ula- momentalnie rozwiał jej wątpliwości. —Nie taki zły Sebastian jak go malują- dodał wpatrując się w oczy Uli. 
Tego właśnie nie mogę być pewna Marek. Oboje macie wygląd anioła a duszyczkę diabełka-myślała wpatrując się również w swojego rozmówcę.
-Szkoda, że nie wzięliśmy aparatu, porobiłabym zdjęcia- rzekła przerywając ciszę. —Tyle tu kaczek i innych ptaków.
-Możemy powtórzyć przejażdżkę jutro albo dzisiaj jeszcze-zagadnął.
-Jeśli będzie czas to chętnie- odparła wpatrzona w budkę z kolorowym ptakiem, gdy przepływali obok lądu. — Nie taki zły Marek jak go malują-dodała przenosząc wzrok z ptaków na Marka. —Zajmujesz się mną i tak w ogóle-wyjaśniła mu.
 -Drobnostka Ula- rzekł szczerze uszczęśliwiony zachwalaniem swojej osoby. —Dla mnie to sama przyjemność.
Ula ciągle spoglądała na niego i to intensywnie i wtedy doszło do drugiego ich pocałunku. Nie był on długi i namiętny, bo sami nie byli na łódce, tylko delikatne muśnięcia ust, ale dla Marka najważniejsze było, że był. Ula też nie żałowała tylko uśmiechnęła się delikatnie. Marek działał na nią jak magnez i ciągle widziała i szukała wzrokiem jego uśmiechu i dołeczków. Nikt też nikogo nie przepraszał za to co się stało.
Po powrocie na plażę Wiola i Sebastian byli już i całą czwórką poszli na obiad i na kolejne zabiegi. Popołudniu natomiast panowie wrócili na kort a dziewczyny kibicowały im. Obojgu udało się wygrać swoje gry i awansować do ćwierćfinałów zaplanowanych na niedzielę rano. Ich sukces postanowili uczcić wieczorem w smażalni ryb, a po kolacji zrobili sobie ponownie wycieczkę po Olsztynie. Spacer w blasku księżyca po parku i pokaz fajerwerków z okazji jakiegoś ślubu był uwieńczeniem całego dnia. Do wydarzeń z łódki Ula i Marek nie wracali, ale i tak w ich głowach pocałunek ciągle był.
Nazajutrz rano los sprawił, że Marek zagrał o półfinał z Sebastianem i po zaciętej grze wygrał Sebastian (rzucałam monetą, bo nie mogłam zdecydować się kto ma wygrać.) Jednakże kolejny mecz i on przegrał. Oboje byli jednak zadowoleni z wyników, bo było to więcej niż zakładali i resztę niedzieli mogli poświęcić dziewczynom, a na tym zależało im bardziej niż na pucharze czy medalu. Obie pary popołudniu też rozdzieliły się na dłużej, bo Ula chciała zwiedzić zamek Karnity a Wioletta obejrzeć plenerowe przedstawienie.
 Tuż przed obiadem Marek dostał telefon od mamy. Okazało się, że wysypka, która pojawiła się dwa dni temu u ojca to półpasiec i że ojciec na pewno nie będzie mógł pojechać do Niemiec do pani Kruger na pokaz. Obie firmy od lat były, bowiem zaprzyjaźnione i uczestniczyły w ważniejszych wydarzeniach, a teraz była właśnie taka okazja, bo pokaz w Berlinie był pierwszą z cyklu charytatywnych imprez, z których pieniądze przekazane miały być na dzieci z Sudanu. Ula tymczasem nadrabiała zaległości na Facebooku. Kolejne zdjęcia jej chłopaka Wojtka z Emily w humor jej nie wprawiły. 
Chciała już zadzwonić do Glasgow, ale usłyszała pukanie do drzwi, a chwilę później w drzwiach pojawił się Marek. Tak luzackiego jeszcze go nie widziała. Ula w błękitnej bluzeczce również wyglądała powalająco. 


 - Ula dzwoniła właśnie moja mama i okazało się, że ojciec ma półpasiec i lekarz zabronił mu podróży- zrelacjonował rozmowę z mamą. —A rodzice mieli lecieć w piątek do Berlina na ten pokaz do Kruger. Mogłabyś wybrać się ze mną? -przeszedł do sedna sprawy. —Znasz bardzo dobrze niemiecki, a mi wypadałoby pojawić się w jakimś towarzystwie. Samolot byłby w piątek popołudniu a powrót wieczorem w sobotę albo w niedzielę rano. Co na ty Ula?
 -Czemu nie- odparła mając przed oczami niedawno oglądane zdjęcia. — I tak nie mam planów na weekend-skłamała, bo miał przylecieć Wojtek.
-Świetnie Ula- mówił nie ukrywając zadowolenia. —Zadzwonię od razu do rodziców. Mama miała cichą nadzieję, że pojedziesz ze mną-wyjaśnił. —Masz klasę na takie wyjścia. Tak mniej więcej powiedziała mi.
-To podziękuj i pozdrów ją ode mnie-odparła wysilając się na uśmiech. —A ojcu życz zdrowia. -Na pewno przekażę Ula- rzekł tuż przy drzwiach. Po wyjściu Marka i namyśle Ula zrezygnowała z telefonu do Wojtka, a chwilę później wróciła Wioletta i wyszły na obiad. Tuż po nim natomiast Wiola i Sebastian poszli na rynek, a Ula i Marek pojechali w stronę Karnit. Do celu dotarli w godzinę. 

-Wiem, że się powtarzam Marek, ale pięknie tu- westchnęła patrząc na budowlę zamku. —Tak romantycznie- dodała. W sam raz na randkę- pomyślała.
-To prawda- przytaknął. —To, co Ula może przejdziemy się teraz po parku, a później zapraszam na kawę i lody. Tam jest jakaś kawiarenka.
-Z chęcią-odparła mu. Spacer starymi alejkami zaprowadził ich do altanki ozdobionej różami. Ula jeden z kwiatów chciała powąchać, ale gdy tylko zbliżyła nos do kwiatka, to wyleciała z niego pszczoła i odruchowo odsunęła się do tyłu i wpadła w ramiona Marka.
 -Użądliła cię- zapytał zaniepokojony, obracając do siebie.
 -Nie- odparła ledwie słyszalnym głosem.
 -To dobrze. Bałem się, że masz uczulenie.
 Stali bardzo blisko siebie i patrzyli w oczy. Chwilę później Marek pogładził jej policzki i delikatnie pocałował. Ula z żaden sposób nie zaprotestowała, to zrobił to drugi raz, ale znacznie mocniej. Uczulona jestem na ciebie Marek-myślała, gdy pocałunek ciągle trwał, a język Marka wtargnął w jej usta.

 *********************************************


Rozmowa kwalifikacyjna część 5.
 Rozdział pisany od nowa, bo poprzednią wersję przypadkiem usunęłam. Jest trochę skrócony, bo nie pamiętam dokładnie wszystkiego a i przed wyjazdem na wakacje chciałam dodać.  Za błędy przepraszam.


Po obejrzeniu zdjęcia Ula postanowił od razu zadzwonić do chłopaka, ale miał wyłączony telefon. On również nie oddzwaniał, a noc była wystarczająco długa, aby przemyśleć niektóre rzeczy a mianowicie to że już nie tęskni za chłopakiem jak na początku. Wojtek zadzwonił rano tuż przed jej wyjściem do pracy, ale rozmowa do spokojnych nie należała i opierała się głównie na wylewaniu własnych żali i pretensji. On zarzucał jej zbyt zażyłe stosunki z szefem a ona jemu, że na pierwszym miejscu stawia znajomych.  Oznajmił jej też, że zmienił nieco plany urlopowe i przyleci do Polski za tydzień z Chrisem, aby pojechać z nim w Pieniny a oni urlop spędzą pod koniec wrzenia. O Emily i zdjęciach nie wspominała mu, bo chciała zostawić to gdy spotkają się już i zobaczyć jego reakcję.
W drodze do pracy jeszcze bardziej przekonywał się, że między nimi coś się psuje. Po dotarciu do firmy natomiast poszła do Sebastiana odwołać swój urlop a kadrowy o jej planach poinformował od razu Marka. Powiedział mu też, że chyba to z powodu Wojtka. Przypuszczenia Sebastiana potwierdziły się wkrótce, gdy posłyszał rozmowę Uli i Wioletty. Dziewczyny były w pokoiku z ksero a on szedł do socjalnego po kawę.
-Mieliśmy wędrować szlakiem najpiękniejszych polskich zamków a tak pojadę palcem po mapie- żaliła się Ula.
-Te zamki stały latami albo i wiekami to postoją te parę dni dłużej-pocieszała. —I zawsze możesz pojechać sama albo z kimś innym. Na Wojtku świat nie kończy się. Mój Darek czasami też wybierał mecz i kolegów zamiast mnie. Musimy pogodzić się z ich zachciankami.
-Niby tak, ale chciałam przy okazji znaleźć miejsce niedaleko Warszawy na naszą sesję ślubną. A tak na marginesie Wiola. Co byś pomyślała gdybyś zobaczyła swojego chłopaka półnagiego i dziewczynę w szlafroku.
-A co jakiś anonim dostałaś-zainteresowała się.
-Nie koleżanka na Facebooku opublikowała.
-Sami tam nie byli, bo ktoś musiał im te zdjęcie zrobić- bardzo rozsądnie pomyślała. —Może, więc nic nie stało się.
-Może- powiedziała do siebie. —To co Wiola bierzemy te papierzysk i kończymy raport dla Marka, skoro jutro mamy wolne.
Po tych słowach Marek schował się bezpiecznie w pokoju socjalnym a z kłopotów Uli i Wojtka był jak najbardziej zadowolony. Planował też wykorzystać wyjazd na zwrócenie uwagi Uli na swój osobę.

Do Olszyna pojechali nazajutrz rano samochodem Marka a po przyjeździe odpoczywali na tarasie apartamentu Marka i podziwiali widoki. Po obiedzie natomiast poszli zwiedzić pobliski zamek i na chwilę na plażę przylegającą do ośrodka SPA. 


Później natomiast Ula z Wiolą udały się na relaksujący masaż, a   panowie na trening przed rozpoczynającym się nazajutrz turniejem squasa. Po kolacji był czas na zwiedzenie pięknie oświetlonego rynku i spacer o zmroku po plaży. Biegali, śmiali się, chlapali wodą. Ktoś obcy widząc ich w takiej obsadzie mógłby pomyśleć, że to dwie zaprzyjaźnione pary a nie tylko znajomi z pracy. Oni również tak myśleli, ale nikt głośno nie określił się. Późnym wieczorem leżąc już w łóżku Ula z zadowoleniem myślała, że dzień należał do całkiem udanych. Reszta myślała podobnie.
Nazajutrz rano Marek i Sebastian mieli po dwa mecze, a Ula i Wioletta w tym czasie były u kosmetyczki. Na korty przyszły spóźnione i trafiły tylko na drugi pojedynek Marka. Kolejne mecze zaplanowane były dopiero na popołudnie a dziewczyn fryzjerka również to czas do obiadu spędzili na plaży.
 Jeszcze poprzedniego dnia Marek i Sebastian zauważyli, że dziewczyny w strojach kąpielowych wyglądały rewelacyjnie i trudno było im nie patrzeć na nie. Ula miała dwuczęściowy a Wioletta jedno. Ona też wolała pluskać się we wodzie a Sebastian jej towarzyszył. Marek tymczasem towarzyszył Uli i leżał z nią na kocu, chociaż wolał wodę. Ten dyskomfort zrekompensował sobie tym, że mógł patrzeć na ciało Uli i jak myślał robił to w imię miłości. Ula również zerkała n niego ukradkiem i chociaż nie był tak umięśniony jak Wojtek to nie oznaczało, że nie podobał się jej. Brak koleżanki obok spowodował też, że musiała Marka poprosić o wmasowanie olejku do opalania w plecy. Dobrzański w tą czynnością nie spieszył się, bo i plecy Uli były gładkie i przyjemne w dotyku.
-Przepraszam Ula-rzekł, gdy ręka ześlizgnęła się w okolice biustu.
-To moja wina-starała się mówić z opanowaniem, bo rozmasowywanie olejku było przyjemne. —Coś mi na rękę usiadło i chciałam strzepnąć. Wiola i Seba świetnie bawią się na łódce-dodała chcąc zmienić temat. —Machają do nas.
-A ty nie jesteś chętna -pytała z nadzieją. —Tam są łódki i instruktorzy? -dodał wskazując kierunek pomostu.
- Czemu, nie Marek.
Chwilę później, siedząc naprzeciwko siebie, płynęli łódką a Ula podziwiała widoki z perspektywy drugiej strony niż z apartament Marka.
-Szkoda, że aparatu nie wzięłam- rzekła brodząc ręką we wodzie. —Tyle tu kaczek i innych ptaków.
-Możemy wrócić tu później albo jutro-zachęcał.
-Chętnie. Wiola wydaje się być tak szczęśliwa pierwszy raz od śmierci Darka. Oby tylko jej nie skrzywdził.
- Bez obawy Ula-szybko rozwiał jej wątpliwości. —Nie taki zły Sebastian jak go malują-dodał wpatrując się w oczy Uli.
Tego właśnie nie mogę być pewna- pomyślała zapatrzona w twarz Marka. Oboje macie wygląd aniołka a duszyczkę diabełka.
Ula ciągle patrzyła na niego to wychylił się i pocałował w usta. Nie był on długi i namiętny, bo sami na łódce nie byli, ale dla Marka najważniejsze, że był. Ona dziwnym zbiegiem okoliczności również nie żałowała.
Po powrocie na plażę Wiola i Sebastian również już byli i poszli na obiad a później we czwórkę na korty. Ula i Wiola bowiem zrezygnowały z wizyty u fryzjerki na rzecz kibicowania. Markowi i Sebastianowi poszczęściło się wygrali swoje mecze i awansowali do ćwierćfinału zaplanowanego na niedzielę rano a swój sukces uczcili wieczorem w smażalni ryb. Później jeszcze obejrzeli pokaz fajerwerków z okazji jakiegoś ślubu, poszli na lody i wrócili do ośrodka.
Nazajutrz los sprawił, że Marek i Sebastian grali o półfinał przeciwko siebie. Po zaciętej grze lepszy okazał się Sebastian.  Kolejny mecz jednak i on przegrał. Nie był tym zbyt zmartwiony, jak i swoją przegraną Marek, bo osiągnęli więcej niż planowali. Bardziej też zależało im też na Uli i Wioli niż na pucharze czy medalu. Mogli też popołudnie im poświęcić a nie grze. Tego popołudnia też obie pary rozdzieliły się. Ula chciała pojechać obejrzeć zamek Karnity to Marek zaproponował jej swoje towarzystwo, a Wioletta wolała plenerowe przedstawienie i wybrała się na nie z Sebastianem.
Przed wyjazdem Ula przejrzała Facebook i trafiła na kolejne zdjęcia zamieszczone przez Irminę. 


-Ula dzwoniła moja mama i okazało się, że wysypka, którą miał ojciec od dwóch dni to półpasiec- zaczął tłumaczyć przebieg niedawnej rozmowy, jaką odbył z matką. —A rodzice mieli lecieć w piątek do Berlina na taki charytatywny pokaz mody do pani Kruger. Cały dochód ma być przekazany na dzieci z Sudanu. Wylot byłby w piątek wieczorem, a powrót dzień później albo w niedzielę rano.  Samemu tak głupio byłoby pokazać się i właśnie chcę spytać cię czy zgodziłabyś się pojechać ze mną.
-Ok Marek-zgodziła się momentalnie. —Możesz liczyć na mnie.
-Świetnie- odparł wyraźnie zadowolony. —Oddzwonię tylko do mamy i możemy jechać do tego twojego zamku-dodał wychodząc.

Do Karnit daleko nie było i dojechali w godzinę. Już z daleka przywitał ich piękny widok.


-Wiem, że powtarzam się Marek, ale pięknie tu- mówiła westchnąwszy.
-Tak, to prawda. Dobre miejsce na randkę - pomyślał. —To, co proponuję ci też przechadzkę Ula, a później zapraszam do kawiarni na kawę i lody. W zamku jest jakiś lokal.
-Ok Marek. Może być kawa i lody-odparła.
Spacer starymi alejkami zaprowadził ich do altanki ozdobionej różami. Ula zachęcona samym widokiem i delikatnym zapachem chciała powąchać jeden z kwiatów. Jednak, gdy tylko zbliżyła się to z jednego z kwiatów wyleciała pszczoła, a ona odruchowo odsunęła się do tyłu i wpadła w ramiona Marka.
-Użądliła cię-zapytał zaniepokojony.
-Nie- rzekła cicho.
-To dobrze. Bałem się, że możesz być uczulona-mówił nie wypuszczając jej z ramion.
Uczulona to tylko na ciebie jestem-pomyślała, gdy ich usta zetknęły się w namiętnym pocałunku. Było to coś wspaniałego i niezapomnianego.

UFF. Udało się cudem. Córeczka spała trzy godziny, a później siostra zabrała ją na spacer i z zapisków jakoś odtworzyłam mniej więcej. Teraz pakowanie i wyjazd jutro wieczorem. Pozdrawiam miło. Jeszcze raz za błędy przepraszam.

Rozmowa kwalifikacyjna. 6




Droga powrotna z zamku Karnity do Olsztyna dłużyła się Uli. Podobnie było z powrotem do Warszawy. Z tą różnicą, że w drodze do stolicy miała obok Wiolettę i zajęła ją rozmową, a gdy wracali do ośrodka SPA tylko Marka i czuła się nieswojo siedząc obok niego. Marek bowiem na tym jednym pocałunku nie poprzestał i pocałował ją drugi raz. Odważył się też na wyznanie, które można było uznać za wyznanie miłosne albo przynajmniej za bliskie temu. Choć w aucie nie rozmawiali o tym, co wydarzyło się przed altanką tylko o wyjeździe do Berlina, to i tak Ula ciągle miała w głowie jego słowa szeptane do ucha.
Jesteś taka inna Ula.  Sam już twój widok sprawia, że nachodzą grzeszne myśli.
Marek również w aucie myślał o tym co powiedział, ale wolał tematu nie kontynuować, bo Ula na jego słowa zareagowała antypatycznie.
Nie powinieneś mówić tego. I nie wiem, czy powinnam tego słuchać. To znaczy wiem, że nie chcę i nie powinnam.
Po dotarciu do Warszawy natomiast Marek najpierw podrzucił Sebastiana pod jego blok, tam przepakowali walizkę Wioli do samochodu kadrowego i to on odwiózł Wiolettę do Pomiechówka. Marek tymczasem pojechał z Ulą do Rysiowa. Przed jej domem przy pożegnaniu znowu doszło do ich pocałunku i wyznań. 
-Jesteś taka piękna-mówił, wpatrując się w oczy. —Piękna i pociągająca. Wojtek ma szczęście mając taką dziewczynę. Tylko głupiec z niego, bo zostawił cię tu samą.
-Mówiłam ci, że nie chcę wyznań tego typu-wtrąciła unikając jego wzroku.
-Mówię tylko to, co widzę i myślę Ula. Tego nie możesz mi zabronić.
-Lepiej już pójdę-postanowiła uciąć rozmowę i otwierając sobie drzwi. —Gdybyś mógł otworzyć mi bagażnik i wyjąć walizkę-dodała jeszcze. 
-Oczywiście-odparł.
Na dworze powiedzieli sobie tylko cześć, życzyli udanej nocy i Ula poszła w stronę domu. Marek patrzył chwilę na nią, a gdy znikła z oczu odjechał.
 Leżąc już w swoim łóżku, wróciła myślami do całego dnia, wyjazdu i tego co mówił jej Marek.


 I co mam teraz zrobić? Marek zakochał się we mnie. Wróć -upomniała się w myślach. On nie powiedział mi, że zakochał się tylko że jestem piękna i pociągająca, a to jest różnica. Zwłaszcza z ust Marka, bo z nim nigdy nie jest na poważnie i nie zakochuje się. On tylko pożąda, bo to babiarz i doskonale o tym wiem. Ale jest słodki, całuje cudnie i według modelek jest niesamowity w łóżku.  Czy to możliwe, żebym pragnęła faceta, a nie kochała go? Nie Ula. Nie powinnaś nawet myśleć o tym. To, że z Wojtkiem psuje się nie oznacza, że i ja mam postąpić tak samo i zafundować sobie płomienny romans z szefem. To jest przecież takie żenujące. Podwładna i szef.
Marek w przeciwieństwie do Uli zasnął szybko i z uśmiechem na twarzy. Tego co się stało i co powiedział Uli nie żałował w żadnym stopniu. Uważał nawet, że komplementami dotrze do serca Uli, a wyznawanie swoich prawdziwych uczuć byłoby w tym momencie niestosowne.  Rano przed pracą natomiast pojechał do rodziców, zapytać ojca o zdrowie.   
-A z tą Ulą łączy cię coś-dopytywał ojciec, gdy temat jego półpaśca został wyczerpany. Pytam, bo byłeś z nią w Olsztynie a teraz zabierasz do Niemiec.
Nie to, co chciałbym-pomyślał.
-Tylko praca i koleżeństwo tato. Ula ma chłopaka. Jeszcze -dodał do siebie, jak myślał.
-To akurat dla ciebie problem nie jest- zakpił wyraźnie.
-Możesz powiedzieć, co miało znaczyć te jeszcze Marek-odezwała się nieoczekiwanie matka zza jego pleców.
-Tylko to, że mają problemy-objaśnił matce.
- Oby- odparła, ale bez wiary w słowa syna. — Widzę, jak patrzysz na Ulę. Oczy ci błyszczą. A pamiętaj, że to córka mojej koleżanki. Proszę cię, więc nie zrób nic głupiego. Chociaż byłaby idealną kandydatką na żonę. Jest mądra, porządna i ładna.
-Mamo już raz przerabialiśmy to przy Paulinie-przerwał jej, chociaż w tym przypadku zgadzał się z matką. —I naprawdę nie potrzebuję swatki.
-Kto tu mówi o swataniu Marek. Ja po prostu mówię, co widzę i czuję-argumentowała. —Każda matka dla dziecka chciałaby jak najlepiej. Zwłaszcza dla jedynaka.
-Ta aa-parsknął. —Piękna żona, gromadka dzieci, domek za miastem, znajomi na poziomie i wyjazdy na ekskluzywne wakacje co roku. Nie chcę nic na pokaz.
-Z kobietą pokroju Uli nie miałbyś nic na pokaz. Ale ty masz w głowie tylko modelki, sekretarki i przelotne romanse. Zabierasz się do dziewczyn od złej strony, mój drogi-matka postanowiła wygłosić mu kolejne kazanie.  —W pierwszej kolejności łóżko ci w głowie i uroda, a późnij charakter. Jeśli w ogóle na to patrzysz. Ładna miska jeść ci nie da.
A z brzydkiej jeść się nie chce- pomyślał. A Ula to taka porcelanowa miseczka jest.
-Lepiej już pójdę -odparł widząc, że rodzice są na dobrej drodze, aby po raz kolejny powiedzieć mu, że mama chciałaby być już babcią, jak ciotka Agnieszka, a oni w jego wieku byli już małżeństwem i on był na świecie. —Nie mówiłem nic dziewczyną, że się spóźnię.

Ula tymczasem przygotowywała się na spotkanie z nim. Postanowiła, że nie dopuści do sytuacji, aby byli sami i znowu całowali się. Ze swoich postanowień udało się jej wywiązywać przez cały dzień. Do jego gabinetu wchodziła tylko, gdy musiała, chwilę rozmawiała głównie na tematy służbowe i wychodziła. Marek również zachowywał się jak należy. Postanowił bowiem dostosować się do tego co usłyszał od matki i zacząć od tej innej strony, chociaż do końca nie wiedział, co znaczy w mniemaniu rodzicielki druga strona. Chciał też dać Uli czas na uporządkowanie nieco swoich uczuć i życia. Z takiej postawy Marka była z jednej strony zadowolona, bo chciała, żeby przestał interesować się nią, a z drugiej zła, że przestał jej komplementować. Dwa kolejne dni minęły podobnie. Byli dla siebie podwładną i szefem i dopiero we czwartek wrócił umizgi. Tego dnia Ula znowu wyglądała pięknie i nie mógł oprzeć się powiedzieć jej kilku komplementów.
-Jesteś niesamowita Ula-rzekł po wyjściu kontrahenta. —Dwa argumenty, kilka uśmiechów i Mielnicki jadł ci z ręki. A ja męczę się z nim od tygodnia.
-Ty z Iloną i Targami Mody poradziłeś sobie równie dobrze-odparła porządkując papiery.
- To inna sprawa. Ilonę znam jeszcze z czasów, gdy ojciec był prezesem. Lubię patrzeć, gdy uśmiechasz się – dodał nieoczekiwanie, wpatrując się w ten element jej twarzy. Zwłaszcza do mnie-pomyślał. — Masz taki szczery i pełen radości uśmiech. Ale chyba sama wiesz o tym.
-Coś tam kiedyś zauważyłam w lustrze- odparła kurtuazyjnie. —Co byś powiedział na przerwę i późny lunch? Ja jestem głodna. Od śniadania nic nie jadłam, a trochę pracy przed nami.
-Chętnie Ula- zgodził się bez zastanowienia.
Z wyborem lokalu problemu nie mieli i poszli do restauracji wegetariańskiej, a później na spacer po parku. Marek szybko uzmysłowił sobie, że przechadzka jest właśnie dla niego tą inną stroną a o której mówiła mu mama. Na randki umawiał się do połowy studiów, a później, gdy spostrzegł, że może to omijać to przestał bawić się w randkowanie, dawanie drobnych upominków czy kwiatów i zabierał się od razu za łóżko. Teraz, jak pomyślał był czas, aby do tego wrócić.
-Zatrudnienie cię było najlepszą decyzją, jaką mogłem podjąć Ula- rzekł po wejściu w parkowe alejki. —Jesteś nie tylko inteligentna i kreatywna, ale masz dar przekazywania pozytywnej energii i motywacji. Przy tobie nawet mi się chce pracować.
-To uważaj, bo uwierzę- zaśmiała się.
-W to, że jesteś inteligentna i kreatywna czy w moją pracowitość? -pytał spoglądając na nią uważnie.
-A jak myślisz? – przekomarzał się z nim.
-W dodatku jesteś zabawna i masz ciętą ripostę.  Jedyną twoją wadą jest chyba to, że nie masz wad-kontynuował.
-To uważaj, bo jeszcze trochę tych zalet i pochwał usłyszę i będę puszyć się jak paw.
-Ty, a puszenie się - mówił kpiąco.  —Nawet trudno sobie to wyobrazić. A o mnie coś powiesz?
-Jesteś bardzo miło nastawiony do pracowników i niesymetryczny- stwierdziła po namyśle.
-Pierwsze miłe, ale z tym niesymetryczny to nie rozumiem. Co nie tak z moim ciałem?
- Z ciałem masz wszystko ok-rzekł zgodnie z prawdą. —Ja się tylko źle wysłowiłam. Jesteś niesystematyczny. Czasami zaczynasz coś a nie kończysz. Dzisiaj rano po przyjściu zacząłeś mówić coś o porcelanowych miseczkach, a nie dokończyłeś. Nie mówiąc już o pracy. Zaczynasz coś a nie kończysz.
-Możliwe Ula, ale przynajmniej kończę to, co trzeba-tym razem on rzucił ripostą.
Na te stwierdzenie Marka riposty nie znalazła.
-Tak pomyślałam sobie, że jutro już rano przyjadę do pracy spakowana na wyjazd -rzekła, gdy cisza się przedłużał. —Samolot mamy przed dziewiętnastą to nie opłaca mi się wracać do Rysiowa na godzinę. Będę mogła przeczekać we firmie te dwie godziny?
-Nie ma sprawy Ula-odparł.
Godzinna przerwa przeznaczona na przerwę w końcu minęła i wrócili do firmy. Pracy mieli sporo to zostali we firmie do wieczora. Po raz pierwszy też pracowali sami do tak późna i blisko siebie.


-Znowu mnie zadziwiasz. Znalazłaś oszczędności w tylu miejscach-mówił spoglądając na nią przelotnie przez ramię. —Nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobił.
- Szczerze Marek to ja też nie wiem-odparła ku jego zdziwieniu. —A tu też można byłoby zaoszczędzić-dodała, kładąc rękę na myszkę i schylając się bardziej nad nim. Marek w tej samej chwili zrobił podobny gest i ich dłonie zetknęły się. Poczuł też oddech Uli na swojej szyi, a gdy ponownie podniósł na nią wzrok to spojrzał wprost w oczy. Ich ust dzieliły centymetry i przyciągały do siebie jak magnez.
 Marek pierwszy odważył się i delikatnie musnął jej usta. Nie usłyszał ani nie wyczuł żadnej oznaki protestu ze strony Uli, to pocałował śmielej. Było mu trochę niewygodnie w tej siedzącej pozycji to wstał i objął ją w talii. Teraz była znacznie bliżej niego i mógł patrzeć w jej piękną twarz. Nie na długo, bo wrócił do jej ust i bez problemów zawładnął nimi, a jej postanowienia o unikaniu pocałunków spełzły na niczym. Rozsądek mówił jej co innego, a ciało co innego. W dodatku woda kolońska Marka tak ładnie pachniała, a jego dłonie pieściły talię i okolice biustu.
- Ula do czasu zanim nie poznałem cię to skakałem z kwiatka na kwiatek- rzekł przerywając pocałunki i wpatrując się w jej oczy. — Ale gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy, to coś strzeliło we mnie i nie mogłem przestać myśleć o tobie. Jesteś taka piękna.
Zastanawiała się właśnie, co ma mu odpowiedzieć, gdy usłyszeli trzask otwieranych drzwi. To sprzątaczka pojawiła się w nich. Na ich szczęście wchodziła z odkurzaczem tyłem i nic nie zauważyła. Później na kontynuację rozmowy Ula ochoty nie miała. Za podwiezienie jej do domu również podziękowała. Chciała być sama i pomyśleć nad swoim życiem. Jednego była pewna, że chciała być całowana tak jak robił to Marek a Wojtek oddalał się coraz bardziej.
Po powrocie do domu natomiast dostała telefon od Wojtka. Chłopak oznajmił jej, że właśnie pakuje się przed przylotem do Polski i spotkają się w przyszły weekend po jego powrocie z Pienin. Powiedział też, że muszą porozmawiać na temat swojego związku i przyszłości i nie jest to rozmowa na telefon. Wieczorem po raz kolejny oglądała zdjęcia zamieszczone na Facebooku przez Irminę i po raz kolejny natknęła się na zdjęcia z jednej z imprez i fotografię wiele mówiącą. Patrzyła na zdjęcie a przez jej głowę przelatywało tysiące myśli.


Czy to jest prawda? On naprawdę jest tak dwulicowy? To już Marek gra w czyste karty i jest zainteresowany tylko seksem. A jemu chyba ustawienie fotelu dentystycznego pomyliło się. I pewnie to o tym chce porozmawiać. Że będzie miał dziecko. To będzie miał niespodziankę, gdy ja pierwsza powiem mu, że wiem o Emily i o całej reszcie.

Pokusiła się też o przeczytanie pierwszego komentarza, który w przetłumaczeniu na polski brzmiał fajnie razem wyglądacie. Resztę komentarzy odpuściła sobie. Zamiast tego przejrzała zdjęcia zamieszczone na koncie zakładu fotograficznego Emily&Agnes. Emily(zajmuje się właśnie fotografią) umieszczała tam całkiem ładne zdjęcia i oglądała je często. Tym razem były to zdjęcia dzieci z placu zbaw, ale znalazła też coś, co prawdopodobnie trafiło tu przypadkiem. Potwierdziło też jej scenariusz. Rano, gdy ponownie zajrzała na Facebook zdjęcia już nie było.



Do 20 sierpnia wakacje.