Znowu przyszło mi płakać- zanuciła Ula pierwszy wers swojej ulubionej piosenki i
adekwatnej do obecnego nastroju i wydarzeń życiowych. Wyszła właśnie ze
szpitala od Marka, ale spotkać się z nim okazji nie miała. Na szpitalnym
korytarzu spotkała za to Paulinę i kobieta wyraźnie powiedziała jej, że to do niej
Marek zadzwonił i chce, aby dała mu spokój. Ona sama dużo nie obiecywała sobie
po wizycie u Marka. Chciała tylko zobaczyć, jak się czuje i przeprosić za
wypadek, bo czuła się winna, choć nie znała okoliczności wypadku. Marek
pracował z nią całą noc, mógł być przemęczony i spowodować wypadek. Ze szpitala
wyszła, więc niepocieszona a czekała ją jeszcze rozmowa i rozstanie z Piotrem.
Mężczyzna czekał na nią przed wyjściem ze szpitala i uczciwie powiedziała, że
nie kocha go i nie może wyjechać z nim do Bostonu. Teraz siedziała na ławce,
płakała i jedynie czego pragnęła to cofnąć czas.
Paulina tymczasem zjawiła się w sali, w której leżał
Marek i zajęła się nim. Marek przybity niepowodzeniami
związanymi z Ulą był obojętny na jej zabiegi. Poddał się nawet jej planom i zgodził
się na wspólny wyjazd do Włoch. Wolał wyjechać z byłą narzeczoną i nie patrzeć
na szczęście Uli i Piotra.
Po Paulinie w odwiedziny przyszedł Sebastian. To jego
wypytał o Ulę, czy wie o wypadku i czy nie chciała przyjechać do niego.
Olszański nie wiedząc nic o wizycie Uli, usprawiedliwił ją pracą i pokazem,
który miał odbyć się następnego dnia.
Febo po wyjściu ze szpitala natomiast pojechała prosto do
Dobrzańskich z dobrymi nowinami. Dobrzańscy siedzieli w salonie i delektowali
się popołudniową kawą.
-Mam wspaniałe wiadomości Heleno- zaszczebiotała od
drzwi. — Jeszcze nic straconego i może będziemy jeszcze razem z Markiem. Jutro wieczorem, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to wyjadę z Markiem do Mediolanu na dwa tygodnie, a tam postaram się, żeby zapomniał o tej Cieplak.
-Nie zapomnij, że
jutro jest premiera kolekcji- hamował jej zapał Krzysztof. —Tworzył ją z Ulą i
wypadałoby, żeby pojawił się tam.
-Jest jeszcze Ula.
Marek kocha ją-dodała Helena.
-Ona już wybrała tego lekarza i leci z nim do Stanów, a
Marek wkrótce wróci do mnie, jak zawsze zresztą. Muszę zrobić tylko zakupy i
będziemy mogli lecieć.
-Jesteś bardzo pewna siebie Paulinko- ponownie odezwał
się Krzysztof. —Marek zmienił się ostatnio mocno. I to dla tej dziewczyny
właśnie. Na dużo nie liczyłbym.
-Zbyt długo żył jak żył, żeby się zmienić-argumentowała.
—Jakoś trudno uwierzyć mi w jego ustatkowanie się i w wielką miłość.
-A jednak. On pomagał jej jak została prezesem, a Ula
jemu, gdy on był. Dla niego robiła te wszystkie przekręty, bo kochała go. Sam mi to powiedział. A tego tak łatwo się
nie zapomina.
- Po tym, co powiedziałam jej dzisiaj nie będzie szukała,
z nim kontaktu-odparła, z satysfakcją. — Spotkałam ją na korytarzu w szpitalu i
powiedziałam jej, że Marek nie chce jej widzieć i ma zostawić nas w spokoju. Ona
poleci do tego swojego Bostonu za parę dni, a my jutro o osiemnastej do Włoch.
-Czas pokaże, co wyjdzie z tej podróży Paulino-rzekła,
Helena. —Oby udało się wam- dodała
obejmując ją.
- Mówiłaś o jakimś szpitalu Paulinko- zagadnął Krzysztof.
—Można wiedzieć, kto tam jest.
- Jak to, kto- pytała zdziwiona. —Marek.
-Marek jest w szpitalu? – tym razem Dobrzańscy zdziwili
się. —Miał jakieś badania?
- Nie. Rano miał wypadek. Nie wiedzieliście.
-Jesteś tu od dobrych paru minut i dopiero teraz mówisz
nam, że Marek miał wypadek i jest w szpitalu? - oburzyła się Helena, wstając z kanapy.
-Myślałam, że wiecie-tłumaczyła się.
-Paulino, gdybyśmy wiedzieli to nie siedzielibyśmy teraz
tu tak spokojnie, nie gawędzilibyśmy i nie pilibyśmy kawy tylko bylibyśmy w
szpitalu albo rozmawiali o jego zdrowiu, a nie o planach wyjazdowych- odparła,
Dobrzańska podnosząc głos. —Mogłabyś czasami myśleć.
- I możesz powiedzieć nam, w którym jest szpitalu Marek-
dodał Krzysztof.
-Na Miedzianej.
Do szpitala Dobrzańscy dotarli szybko.
-Mogłeś zadzwonić synku-
zaczęła matka od drzwi.
-Nie chciałem martwić was, bo nic mi nie jest tak
naprawdę. Mają zrobić mi tylko rezonans i jeśli wszystko będzie dobrze to prawdopodobnie
jutro albo pojutrze wypiszą do domu.
-To jakim cudem Paulina chce zabrać cię już jutro w
podróż- dopytywała Dobrzańska. —W
dodatku samolotem. Przecież taka podróż może ci zaszkodzić- mówiła oburzona. — Jej
chęć odzyskania cię przekracza wszelkie granice i muszę poważnie z nią muszę
porozmawiać.
-Mamo sam zgodziłem się na wyjazd- usprawiedliwiał ją. —Tak będzie najlepiej dla mnie.
- Ale nie jutro. Ja w każdym razie nie pozwolę ci wyjechać.
Wprowadzisz się do nas na parę dni a Paulina, jeśli chce to niech sama leci.
-Zaskakujesz mnie mamo. Jeszcze parę tygodni temu byłabyś
zadowolona z takiego obrotu sprawy.
-I dalej chciałabym, żebyście byli razem, ale nie
zamierzam narażać twojego zdrowia. To już postanowione, nie lecisz nigdzie.
-Mama ma rację Marku-odezwał się ojciec. —To jest
nierozsądne. A możesz powiedzieć nam, jak to się w ogóle stało?
-Zrobiłem to, co nie powinienem robić. Rozmawiałem przez
telefon i wypadł mi z ręki, a gdy chciałem schylić się, to straciłem panowanie
nad kierownicą. Tato mógłbyś pojechać do firmy i zobaczyć, jak daje sobie radę
Ula- poprosił. —Jutro jej wielki dzień i chciałby, żeby wszystko udało się.
-Tym się nie martw synu. Odwiozę mamę i pojadę.
Dobrzańscy zostali jeszcze chwilę u syna. Przynieśli
wodę, gazety, poczekali na wynik badania i pojechali do domu.
Dobrzańscy do szpitala wrócili nazajutrz rano, a na
korytarzu spotkali również Paulinę.
Matka na przywitanie cmoknęła syna w policzek, a gdy to samo chciała
uczynić Paulina, to się odsunął.
-A co u Uli? Radzi sobie- zwrócił się do ojca od razu z
pytaniem.
-Z nią samą nie rozmawiałam, bo pojechała prędzej do domu,
ale Pshemko, Iza i Wojtek mają wszystko pod kontrolą i nie musisz się martwić. Rozmawiałem
jeszcze z Alicją i powiedziała, że Ula po twoim wypadku była roztrzęsiona,
rozstała się z tym lekarzem i że ciągle cię kocha.
-Naprawdę tak powiedziała? – zapytał z uśmiechem na
ustach.
- Mogłeś oszczędzić mówienia tego- wysyczała Febo, zanim
Dobrzański odezwał się ponownie.
- Uznaliśmy z matką, że powinieneś to wiedzieć
synu-zwrócił się do jedynaka i ignorując Paulinę.
-Ty też jesteś przeciwko mnie- tym razem zarzut Pauliny padł
w stronę Heleny.
-Nie przeciwko ciebie tylko wczoraj po powrocie Krzysia z
firmy rozmawialiśmy we trójkę trochę o ostatnich tygodniach. Przyjechał do nas Pshemko i od niego wiemy,
jak to było między Ulą i Markiem.
Naprawdę nie ma sensu ciągnąc waszego związku.
-Jak możesz mówić coś takiego Heleno- oburzała się. —Niszczysz
nasze plany, a były tak blisko realizowania.
-Najważniejszy jest dla nas Marek i jego szczęście-
przerwała jej. —A tak się składa, że on
kocha Ulę a ona jego. Ty nie potrafiłaś uszanować faktu, że jest w szpitalu. Wczoraj
Marek miał wypadek, a dzisiaj chciałaś zafundować mu podróż samolotem. To nie
było rozsądne Paulino. I ten incydent na szpitalnym korytarzu. To było
egoistyczne wobec Uli i Marka. A ty Marek powinieneś jak najszybciej porozmawiać z Ulą i
powiedzieć co czujesz- na koniec zwróciła się do syna.
-Zawiodłam się na was -odparła jeszcze Febo i wyszła
upokorzona.
-Dzięki mamo – rzekł Marek, gdy drzwi za nią zamknęły
się. — Miałem jej serdecznie dość i zgodziłem się wyjechać z nią, aby nie
widzieć szczęścia Uli i Piotra. Chciałem uciec przed bólem. Ale nie myślałem,
że i ty staniesz po stronie Uli.
-Tak jak powiedziałam ty jesteś dla mnie na pierwszym
miejscu synku.
-To skoro masz dzisiaj wyjść, to mógłbyś pojawić się na
pokazie taki niezapowiedziany - zagadnął
ojciec. —Zrobisz Uli niespodziankę.
-Będzie to dobry moment na porozmawianie- dodała mama.
-Myślicie? – pytał wątpiąco.
-Dla Uli to ważny dzień i na pewno chciałaby, aby byłeś z
nią- przekonywała matka. —Mógłby powiedzieć jej, co czujesz. To bardzo dobry
moment i lepszego dnia nie będzie.
-Nikt nie podmienił cię mamo – zażartował. — Coraz
bardziej mnie zaskakujesz.
-To zaskoczę cię jeszcze bardziej. Chciałam ci coś dać
dla Uli. Mój pierścionek zaręczynowy- sprecyzowała. —Jest za mały na mnie i od dziesięciu lat leży
w szufladzie i czekał na kogoś wartego noszenia.
-Fakt zaskoczyłaś mnie- oznajmił szczerze zadziwiony, przerywając na chwilę wypowiedź mamy. —I bardzo miło z twojej strony mamo- dodał. —Zwłaszcza
że gdy miałem oświadczyć się Paulinie nie zaproponowałaś mi tego.
-Bo była nim rozczarowana- wyjaśniła posępnie na myśl
wydarzeń sprzed ponad pół roku. —Pokazałam go, jej przed waszymi zaręczynami myśląc,
że później będzie jej miło, gdy dostanie go, ale stwierdziła, że jest mały i w
dodatku z cyrkonią i że jej mama miała porządny z brylantem. Trudno było jej
wytłumaczyć, że kupowany był ponad trzydzieści lat temu w Polsce, gdzie wyboru
nie było, a nie we Włoszech, gdzie roiło się od biżuterii. Ale myślę, że Uli
spodoba się tak jak mi i przyniesie wam szczęście.
-Na pewno mamo. Jest podobny to takiego jednego -dodał
tajemniczo.
Ula, idąc w białej długiej ślubnej sukni po schodach, co
rusz natykała się na zakochaną parę. Ojca i Alę, Maćka z Anią, Wiolettę i
Sebastiana, Elę i Władka. Nawet jej brat pogodzony był z Kingą i dziewczyna
towarzyszyła mu na pokazie.
Tylko Marka przy mnie nie ma. Teraz jest w drodze na
lotnisko- myślała smutno. Odszedł, przepadło, wrócił do Pauliny. Nie pojawi się tu
na białym koniu, jak mówiła Wiola.
Pobiegła nawet do budki telefonicznej i zadzwoniła do
Marka, ale zamiast usłyszeć jego głos odezwała się poczta głosowa, to się
nagrała. Do środka wróciła więc smutna, zamyślona i nie zauważyła, że z boku
wyszedł przystojny brunet.
- Ula czekam na ciebie za pięć minut na scenie- usłyszała
zza swoich pleców głos Marka.
-Marek? Co tu robisz? Nie wyjechałeś?
- Teraz nie ma czasu na dłuższe wyjaśnienia. Zaraz twoje
wyjście. A jestem tu, bo pokaz to takie
nasze drugie dziecko Ula, a dzieci nie opuszcza się w ważnych momentach ich
życia. I mogę obiecać ci już teraz, że wszystkie twoje dzieci w przyszłości
będą i moje. I kocham je.
-Co? – pytała z niedowierzaniem.
-Jesteś moim szczęściem i miłością Ula. Ale teraz biegnij
na tyły wybiegu. Pshemko jeszcze chwila i dostanie histerii, że jeszcze cię nie ma.
-Przywitajmy Ulę oklaskami – usłyszała, chwilę później
głos Marka brzmiący z głośników. — To jej debiut w roli modelki- dodał, podając
jej dłoń, aby łatwiej jej było wejść po schodach. Później poprowadził po
scenie.
- Kochani jestem tu dzięki moim rodzicom- zaczął, po skończonych
oklaskach dla mistrza i występujących modelek i modeli. —To oni namówili mnie, aby pojawić się na
premierze, bo ze szpitala wyszedłem dopiero przed trzema godzinami. Ale tu jest
moje miejsce i ta najważniejsza kobieta. Zawsze miałem słabość do sekretarek i modelek
i teraz mam dwa w jednym. Bo kocham Ulę bardzo, jakby ktoś jeszcze się nie
zorientował. Ale przypuszczam, że dla
nikogo tajemnicą już nie jest. Korzystając,
więc z okazji, że jest nas tak wiele i jestem przy głosie, to chciałbym jeszcze
coś bardzo ważnego zrealizować, a zaplanowanego na ten wieczór. Ula-zwrócił się
do niej klękając. —Wyjdziesz za mnie? Mam nawet pierścionek. To pamiątka
rodzinna. Kiedyś tato prosił nim moją mamę o rękę i teraz ja czynię to samo.
Ula wyjdziesz za mnie- powtórzył z pierścionkiem w ręku.
-Jestem teraz najszczęśliwszą osobą na ziemi- wyszeptała
ze łzami. —Kocham cię i zgadzam się- dodała, a Marek ze spokojem wsunął go na
palec i pocałował dłoń. Później po gorzko, gorzko w usta.
-Jest piękny- rzekła, gdy oderwał się od jej ust i zanim
tłum ludzi rzucił się na nich z gratulacjami i życzeniami. Wśród nich byli i
Dobrzańscy.
-Pięknie razem wyglądacie i szczęście bije od was z
daleka- zaczęła Helena. —Już na pierwszy rzut oka widać to, a Marek tak
rozpromienionej twarzy nie miał już dawno i kocha cię naprawdę. Zmieniłaś go
Ulko. Możemy mówić ci z mężem po imieniu- zapytała, a gdy Ula przytaknęła,
kontynuowała. —Kiedyś nie było z niego nawet ciągłe dziecko, tylko etap
licealisty i studenta spędzającego czas na zabawach, a teraz spoważniał i na
myśl o ślubie i ustatkowaniu się nie myśli w kategoriach zła koniecznego tylko jako
coś, w co warto wejść i przeżyć w tobą. Nie ma już nic z Marka Casanovy.
- Ale w takim Marku się zakochałam - odparła, wzruszona tak
miły przyjęciem. — I kocham Marka ze wszystkimi jego wadami, proszę pani.
-W to nie wątpię, drogie dziecko. I szczerze gratuluję
wam i cieszę się z waszego szczęścia.
-No cóż, kochani- zaczął i Krzysztof z życzliwym uśmiechem. —Żona, jak to
kobiety powiedziała prawie wszystko i nie dała mi dojść do głosu. Teraz pozostaje
mi tylko dołączyć się do gratulacji i dodać, że Marek wybrał sobie wyjątkową
kobietę za żonę i miło będzie powitać cię w naszej rodzinie.
-Dziękuję bardzo- mówiła zażenowana. —Nie myślałam, że
zostanę tak miło przyjęta. I jeszcze ten pierścionek, pani Heleno. Jest bardzo
piękny i mam nadzieje, że przyniesie mi, to znaczy mi i Markowi szczęście. Głupio
mi tylko ze względu na Paulinę, bo to ona miała… - zaczęła.
-Paulina to już przeszłość- wtrącił Marek. —Sama mama ją
pogoniła.
-To prawda Uleńko- odparła Dobrzańska. —Szczęście syna
jest dla nas najważniejsze. Nie była też taka idealna jak myśleliśmy.




