piątek, 8 września 2017

Szczęście syna.



Znowu przyszło mi płakać- zanuciła Ula pierwszy wers swojej ulubionej piosenki i adekwatnej do obecnego nastroju i wydarzeń życiowych. Wyszła właśnie ze szpitala od Marka, ale spotkać się z nim okazji nie miała. Na szpitalnym korytarzu spotkała za to Paulinę i kobieta wyraźnie powiedziała jej, że to do niej Marek zadzwonił i chce, aby dała mu spokój. Ona sama dużo nie obiecywała sobie po wizycie u Marka. Chciała tylko zobaczyć, jak się czuje i przeprosić za wypadek, bo czuła się winna, choć nie znała okoliczności wypadku. Marek pracował z nią całą noc, mógł być przemęczony i spowodować wypadek. Ze szpitala wyszła, więc niepocieszona a czekała ją jeszcze rozmowa i rozstanie z Piotrem. Mężczyzna czekał na nią przed wyjściem ze szpitala i uczciwie powiedziała, że nie kocha go i nie może wyjechać z nim do Bostonu. Teraz siedziała na ławce, płakała i jedynie czego pragnęła to cofnąć czas. 


Paulina tymczasem zjawiła się w sali, w której leżał Marek i zajęła się nim.  Marek przybity niepowodzeniami związanymi z Ulą był obojętny na jej zabiegi. Poddał się nawet jej planom i zgodził się na wspólny wyjazd do Włoch. Wolał wyjechać z byłą narzeczoną i nie patrzeć na szczęście Uli i Piotra.
Po Paulinie w odwiedziny przyszedł Sebastian. To jego wypytał o Ulę, czy wie o wypadku i czy nie chciała przyjechać do niego. Olszański nie wiedząc nic o wizycie Uli, usprawiedliwił ją pracą i pokazem, który miał odbyć się następnego dnia.

Febo po wyjściu ze szpitala natomiast pojechała prosto do Dobrzańskich z dobrymi nowinami. Dobrzańscy siedzieli w salonie i delektowali się popołudniową kawą.
-Mam wspaniałe wiadomości Heleno- zaszczebiotała od drzwi. — Jeszcze nic straconego i może będziemy jeszcze razem z Markiem.  Jutro wieczorem, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to wyjadę z Markiem do Mediolanu na dwa tygodnie, a tam postaram się, żeby zapomniał o tej Cieplak. 
-Nie zapomnij, że jutro jest premiera kolekcji- hamował jej zapał Krzysztof. —Tworzył ją z Ulą i wypadałoby, żeby pojawił się tam.
 -Jest jeszcze Ula. Marek kocha ją-dodała Helena.
-Ona już wybrała tego lekarza i leci z nim do Stanów, a Marek wkrótce wróci do mnie, jak zawsze zresztą. Muszę zrobić tylko zakupy i będziemy mogli lecieć.
-Jesteś bardzo pewna siebie Paulinko- ponownie odezwał się Krzysztof. —Marek zmienił się ostatnio mocno. I to dla tej dziewczyny właśnie. Na dużo nie liczyłbym.
-Zbyt długo żył jak żył, żeby się zmienić-argumentowała. —Jakoś trudno uwierzyć mi w jego ustatkowanie się i w wielką miłość.
-A jednak. On pomagał jej jak została prezesem, a Ula jemu, gdy on był. Dla niego robiła te wszystkie przekręty, bo kochała go.  Sam mi to powiedział. A tego tak łatwo się nie zapomina.
- Po tym, co powiedziałam jej dzisiaj nie będzie szukała, z nim kontaktu-odparła, z satysfakcją. — Spotkałam ją na korytarzu w szpitalu i powiedziałam jej, że Marek nie chce jej widzieć i ma zostawić nas w spokoju. Ona poleci do tego swojego Bostonu za parę dni, a my jutro o osiemnastej do Włoch.
-Czas pokaże, co wyjdzie z tej podróży Paulino-rzekła, Helena.  —Oby udało się wam- dodała obejmując ją.
- Mówiłaś o jakimś szpitalu Paulinko- zagadnął Krzysztof. —Można wiedzieć, kto tam jest.
- Jak to, kto- pytała zdziwiona. —Marek.  
-Marek jest w szpitalu? – tym razem Dobrzańscy zdziwili się. —Miał jakieś badania?
- Nie. Rano miał wypadek. Nie wiedzieliście.
-Jesteś tu od dobrych paru minut i dopiero teraz mówisz nam, że Marek miał wypadek i jest w szpitalu? -  oburzyła się Helena, wstając z kanapy.
-Myślałam, że wiecie-tłumaczyła się.
-Paulino, gdybyśmy wiedzieli to nie siedzielibyśmy teraz tu tak spokojnie, nie gawędzilibyśmy i nie pilibyśmy kawy tylko bylibyśmy w szpitalu albo rozmawiali o jego zdrowiu, a nie o planach wyjazdowych- odparła, Dobrzańska podnosząc głos. —Mogłabyś czasami myśleć.
- I możesz powiedzieć nam, w którym jest szpitalu Marek- dodał Krzysztof.
-Na Miedzianej.

Do szpitala Dobrzańscy dotarli szybko.
-Mogłeś zadzwonić synku-  zaczęła matka od drzwi.
-Nie chciałem martwić was, bo nic mi nie jest tak naprawdę. Mają zrobić mi tylko rezonans i jeśli wszystko będzie dobrze to prawdopodobnie jutro albo pojutrze wypiszą do domu.
-To jakim cudem Paulina chce zabrać cię już jutro w podróż- dopytywała Dobrzańska.  —W dodatku samolotem. Przecież taka podróż może ci zaszkodzić- mówiła oburzona. — Jej chęć odzyskania cię przekracza wszelkie granice i muszę poważnie z nią muszę porozmawiać.
-Mamo sam zgodziłem się na wyjazd- usprawiedliwiał ją.  —Tak będzie najlepiej dla mnie.
- Ale nie jutro. Ja w każdym razie nie pozwolę ci wyjechać. Wprowadzisz się do nas na parę dni a Paulina, jeśli chce to niech sama leci.
-Zaskakujesz mnie mamo. Jeszcze parę tygodni temu byłabyś zadowolona z takiego obrotu sprawy.
-I dalej chciałabym, żebyście byli razem, ale nie zamierzam narażać twojego zdrowia. To już postanowione, nie lecisz nigdzie.
-Mama ma rację Marku-odezwał się ojciec. —To jest nierozsądne. A możesz powiedzieć nam, jak to się w ogóle stało?
-Zrobiłem to, co nie powinienem robić. Rozmawiałem przez telefon i wypadł mi z ręki, a gdy chciałem schylić się, to straciłem panowanie nad kierownicą. Tato mógłbyś pojechać do firmy i zobaczyć, jak daje sobie radę Ula- poprosił. —Jutro jej wielki dzień i chciałby, żeby wszystko udało się.
-Tym się nie martw synu. Odwiozę mamę i pojadę.
Dobrzańscy zostali jeszcze chwilę u syna. Przynieśli wodę, gazety, poczekali na wynik badania i pojechali do domu.

Dobrzańscy do szpitala wrócili nazajutrz rano, a na korytarzu spotkali również Paulinę.  Matka na przywitanie cmoknęła syna w policzek, a gdy to samo chciała uczynić Paulina, to się odsunął.
-A co u Uli? Radzi sobie- zwrócił się do ojca od razu z pytaniem.
-Z nią samą nie rozmawiałam, bo pojechała prędzej do domu, ale Pshemko, Iza i Wojtek mają wszystko pod kontrolą i nie musisz się martwić. Rozmawiałem jeszcze z Alicją i powiedziała, że Ula po twoim wypadku była roztrzęsiona, rozstała się z tym lekarzem i że ciągle cię kocha.
-Naprawdę tak powiedziała? – zapytał z uśmiechem na ustach.
- Mogłeś oszczędzić mówienia tego- wysyczała Febo, zanim Dobrzański odezwał się ponownie.
- Uznaliśmy z matką, że powinieneś to wiedzieć synu-zwrócił się do jedynaka i ignorując Paulinę.
-Ty też jesteś przeciwko mnie- tym razem zarzut Pauliny padł w stronę Heleny.
-Nie przeciwko ciebie tylko wczoraj po powrocie Krzysia z firmy rozmawialiśmy we trójkę trochę o ostatnich tygodniach.  Przyjechał do nas Pshemko i od niego wiemy, jak to było między Ulą i Markiem.  Naprawdę nie ma sensu ciągnąc waszego związku.
-Jak możesz mówić coś takiego Heleno- oburzała się. —Niszczysz nasze plany, a były tak blisko realizowania.
-Najważniejszy jest dla nas Marek i jego szczęście- przerwała jej.  —A tak się składa, że on kocha Ulę a ona jego. Ty nie potrafiłaś uszanować faktu, że jest w szpitalu. Wczoraj Marek miał wypadek, a dzisiaj chciałaś zafundować mu podróż samolotem. To nie było rozsądne Paulino. I ten incydent na szpitalnym korytarzu. To było egoistyczne wobec Uli i Marka. A ty Marek powinieneś jak najszybciej porozmawiać z Ulą i powiedzieć co czujesz- na koniec zwróciła się do syna.
-Zawiodłam się na was -odparła jeszcze Febo i wyszła upokorzona.
-Dzięki mamo – rzekł Marek, gdy drzwi za nią zamknęły się. — Miałem jej serdecznie dość i zgodziłem się wyjechać z nią, aby nie widzieć szczęścia Uli i Piotra. Chciałem uciec przed bólem. Ale nie myślałem, że i ty staniesz po stronie Uli.
-Tak jak powiedziałam ty jesteś dla mnie na pierwszym miejscu synku.
-To skoro masz dzisiaj wyjść, to mógłbyś pojawić się na pokazie taki niezapowiedziany -  zagadnął ojciec. —Zrobisz Uli niespodziankę.
-Będzie to dobry moment na porozmawianie- dodała mama.
-Myślicie? – pytał wątpiąco.
-Dla Uli to ważny dzień i na pewno chciałaby, aby byłeś z nią- przekonywała matka. —Mógłby powiedzieć jej, co czujesz. To bardzo dobry moment i lepszego dnia nie będzie.
-Nikt nie podmienił cię mamo – zażartował. — Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
-To zaskoczę cię jeszcze bardziej. Chciałam ci coś dać dla Uli. Mój pierścionek zaręczynowy- sprecyzowała.  —Jest za mały na mnie i od dziesięciu lat leży w szufladzie i czekał na kogoś wartego noszenia.
-Fakt zaskoczyłaś mnie- oznajmił szczerze zadziwiony, przerywając na chwilę wypowiedź mamy.  —I bardzo miło z twojej strony mamo- dodał. —Zwłaszcza że gdy miałem oświadczyć się Paulinie nie zaproponowałaś mi tego.
-Bo była nim rozczarowana- wyjaśniła posępnie na myśl wydarzeń sprzed ponad pół roku. —Pokazałam go, jej przed waszymi zaręczynami myśląc, że później będzie jej miło, gdy dostanie go, ale stwierdziła, że jest mały i w dodatku z cyrkonią i że jej mama miała porządny z brylantem. Trudno było jej wytłumaczyć, że kupowany był ponad trzydzieści lat temu w Polsce, gdzie wyboru nie było, a nie we Włoszech, gdzie roiło się od biżuterii. Ale myślę, że Uli spodoba się tak jak mi i przyniesie wam szczęście.
-Na pewno mamo. Jest podobny to takiego jednego -dodał tajemniczo.



Ula, idąc w białej długiej ślubnej sukni po schodach, co rusz natykała się na zakochaną parę. Ojca i Alę, Maćka z Anią, Wiolettę i Sebastiana, Elę i Władka. Nawet jej brat pogodzony był z Kingą i dziewczyna towarzyszyła mu na pokazie.
Tylko Marka przy mnie nie ma. Teraz jest w drodze na lotnisko- myślała smutno. Odszedł, przepadło, wrócił do Pauliny. Nie pojawi się tu na białym koniu, jak mówiła Wiola.
Pobiegła nawet do budki telefonicznej i zadzwoniła do Marka, ale zamiast usłyszeć jego głos odezwała się poczta głosowa, to się nagrała. Do środka wróciła więc smutna, zamyślona i nie zauważyła, że z boku wyszedł przystojny brunet.
- Ula czekam na ciebie za pięć minut na scenie- usłyszała zza swoich pleców głos Marka.
-Marek? Co tu robisz? Nie wyjechałeś?
- Teraz nie ma czasu na dłuższe wyjaśnienia. Zaraz twoje wyjście.  A jestem tu, bo pokaz to takie nasze drugie dziecko Ula, a dzieci nie opuszcza się w ważnych momentach ich życia. I mogę obiecać ci już teraz, że wszystkie twoje dzieci w przyszłości będą i moje. I kocham je.
-Co? – pytała z niedowierzaniem.
-Jesteś moim szczęściem i miłością Ula. Ale teraz biegnij na tyły wybiegu. Pshemko jeszcze chwila i dostanie histerii, że jeszcze cię nie ma.



-Przywitajmy Ulę oklaskami – usłyszała, chwilę później głos Marka brzmiący z głośników. — To jej debiut w roli modelki- dodał, podając jej dłoń, aby łatwiej jej było wejść po schodach. Później poprowadził po scenie.
- Kochani jestem tu dzięki moim rodzicom- zaczął, po skończonych oklaskach dla mistrza i występujących modelek i modeli.  —To oni namówili mnie, aby pojawić się na premierze, bo ze szpitala wyszedłem dopiero przed trzema godzinami. Ale tu jest moje miejsce i ta najważniejsza kobieta. Zawsze miałem słabość do sekretarek i modelek i teraz mam dwa w jednym. Bo kocham Ulę bardzo, jakby ktoś jeszcze się nie zorientował.  Ale przypuszczam, że dla nikogo tajemnicą już nie jest.  Korzystając, więc z okazji, że jest nas tak wiele i jestem przy głosie, to chciałbym jeszcze coś bardzo ważnego zrealizować, a zaplanowanego na ten wieczór. Ula-zwrócił się do niej klękając. —Wyjdziesz za mnie? Mam nawet pierścionek. To pamiątka rodzinna. Kiedyś tato prosił nim moją mamę o rękę i teraz ja czynię to samo. Ula wyjdziesz za mnie- powtórzył z pierścionkiem w ręku.
-Jestem teraz najszczęśliwszą osobą na ziemi- wyszeptała ze łzami. —Kocham cię i zgadzam się- dodała, a Marek ze spokojem wsunął go na palec i pocałował dłoń. Później po gorzko, gorzko w usta.
-Jest piękny- rzekła, gdy oderwał się od jej ust i zanim tłum ludzi rzucił się na nich z gratulacjami i życzeniami. Wśród nich byli i Dobrzańscy.
-Pięknie razem wyglądacie i szczęście bije od was z daleka- zaczęła Helena. —Już na pierwszy rzut oka widać to, a Marek tak rozpromienionej twarzy nie miał już dawno i kocha cię naprawdę. Zmieniłaś go Ulko. Możemy mówić ci z mężem po imieniu- zapytała, a gdy Ula przytaknęła, kontynuowała. —Kiedyś nie było z niego nawet ciągłe dziecko, tylko etap licealisty i studenta spędzającego czas na zabawach, a teraz spoważniał i na myśl o ślubie i ustatkowaniu się nie myśli w kategoriach zła koniecznego tylko jako coś, w co warto wejść i przeżyć w tobą. Nie ma już nic z Marka Casanovy.
- Ale w takim Marku się zakochałam - odparła, wzruszona tak miły przyjęciem. — I kocham Marka ze wszystkimi jego wadami, proszę pani.
-W to nie wątpię, drogie dziecko. I szczerze gratuluję wam i cieszę się z waszego szczęścia.
-No cóż, kochani- zaczął i Krzysztof z życzliwym uśmiechem. —Żona, jak to kobiety powiedziała prawie wszystko i nie dała mi dojść do głosu. Teraz pozostaje mi tylko dołączyć się do gratulacji i dodać, że Marek wybrał sobie wyjątkową kobietę za żonę i miło będzie powitać cię w naszej rodzinie.
-Dziękuję bardzo- mówiła zażenowana. —Nie myślałam, że zostanę tak miło przyjęta. I jeszcze ten pierścionek, pani Heleno. Jest bardzo piękny i mam nadzieje, że przyniesie mi, to znaczy mi i Markowi szczęście. Głupio mi tylko ze względu na Paulinę, bo to ona miała… - zaczęła.
-Paulina to już przeszłość- wtrącił Marek. —Sama mama ją pogoniła.
-To prawda Uleńko- odparła Dobrzańska. —Szczęście syna jest dla nas najważniejsze. Nie była też taka idealna jak myśleliśmy.

wtorek, 5 września 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 9



Po kolejnym niepowodzeniu dodzwonienia się do Uli i jej krótkim smsie z wiadomością, że przeprasza go za Wojtka, Marek pojechał do Rysiowa.  W jej domu zastał tylko Beatkę. Ojciec jak powiedziała mu Betti był w pracy, Jasiek gdzieś poszedł, Ula wyjechała, a mama wyszła do sklepu. Dziewczynka zadowolona też z nieobecności domowników podjęła gościa i z jego pomocą zrobiła mu kawy. Później po małej zachęcie ze strony Marka i na pytania o siostrę powiedziała mu, że pojechała do Lidki do Gdańska i że kobieta nazywa się Cieplik prawie jak oni. Opowiedziała też o niedawnych wakacjach u niej, odwiedzinach w jej pracy, czyli w drogim i ładnym hotelu i że jest tam kimś ważnym, bo wszyscy słuchają się jej. Magda Cieplak wróciła ze sklepu, gdy Betti skończyła opowiadać o kilku dniach spędzonych w Gdańsku.
-Opowiedziałam Markowi o wakacjach nad morzem i zrobiłam kawę – poinformowała matkę. —A jak nazywał się hotel, w którym spałam jedną noc z Ulcią i pracuje Lidka?
-Hotel Hanza- odparła córce i przy okazji doinformowała Marka. —Julia czeka na ciebie na podwórku- dodała do córki i dziewczyna pobiegła na dwór.


-A panu, co się stało? - zapytała Marka, a mając na myśli ślady po wczorajszym pobiciu przez Wojtka.
-Ula nic pani nie mówiła? I do niej przyjechałem, ale Betti powiedziała mi, że już wyjechała-udał, że o planach Uli wiedział, co nieco i nie wspominając nic o napisanej przez nią rezygnacji z pracy.
-Wczoraj popołudniu- sprecyzowała. — Muszę przyznać, że zaskoczyła nas swoim wyjazdem. Rano nie mówiła nic o wyjeździe i urlopie. Zdecydowała się tak nagle, że zastanawiamy się z mężem nad powodami.
-Przypuszczam, że po części to moja wina pani Magdo-postawił na szczerość. —Ula uciekła przede mną, tym co się stało i samą pracą. A dokładnie przed atmosferą we firmie, jaka może zapanować po wczorajszych wydarzeniach. Coś co nie powinno  ujrzeć jeszcze światła dziennego ujrzało i teraz Ula może być źle spostrzegana- mówił zawile, ale nie dla pani Cieplak.
- Czyli to prawda co powiedziała nam przed wyjazdem? -zapytała niepewnie. —Że wplątała się w związek z panem.
-Tak- przyznał bez wykrętów.
- I teraz wydało się-zgadywała.
- I to dość mocnym akcentem. To, co mam na twarzy to ślady właśnie po wczorajszym spotkaniu z jej chłopakiem. Przyszedł do firmy i dostało mi się od niego za Ulę. Ula musiała powiedzieć mu o nas.
-Biliście się? - pytała z konsternacją i stawiając przed nim talerz z szarlotką.
-W pewnym sensie, bo tylko mi się dostało-wyjaśnił.
-Przynajmniej teraz po części rozumiem  Ulę, jej zachowanie i tłumaczy ją z wyjazdu- rzekła po pierwszym szoku na wyznanie Marka. Nie rozumiem tylko jak można było się tak skandalicznie zachować- dodała opozycyjnie. —Oni byli ze sobą tyle czasu, mieli plany.  Wie pan, że należało się panu.
- I to w całej rozciągłości- odparł bez żalu na słowa mamy Uli.
-Przepraszam, że to mówię, ale wiem, jak pan żyje, traktuje kobiety i nie chcę, żeby Ula cierpiała i spotkał ją los porzuconej i nieszczęśliwie zakochanej kobiety. A chyba już tak się stało- westchnęła z żalem. —Wczoraj była cała roztrzęsiona. Zostawił nawet Wojtka.
- To nie tak – zaczął, zawzięcie tłumaczył, a słowa o rozstaniu Uli i Wojtka ucieszyły go. —Ula już pierwszego dnia, gdy przyszła na rozmowę kwalifikacyjną spodobała mi się. Jak żadna inna. Jest dla mnie kimś ważnym, a nie kolejną dziewczyną do odfajkowania. Nie mógłbym jej skrzywdzić. Nie Ulę pani Magdo. I przyjechałem tu, żeby porozmawiać z nią szczerze, wszystko wytłumaczyć, powiedzieć o uczuciach. Jest pierwszą kobietą przy której myślę poważnie i nie myślę o innych kobietach. Próbowałem dzwonić do Uli i pisać smsy, ale nie odbiera i tylko raz odpisała mi, że przeprasza za Wojtka.
-Muszę przyznać, że zaskoczył mnie pan i takiego wyznania nie spodziewałam się usłyszeć- odparła wyraźnie zadziwiona słowami gościa i ku jego zadowoleniu. —Helena mówiła mi, że traci nadzieję na ustatkowanie się pana.
-Tak wiem- uśmiechnął się pod nosem. — Kiedyś powiedziałem rodzicom, że ja zainteresuję się poważnie jakąś kobietą, jeśli ona nie będzie zainteresowana mną i właśnie chyba trafiłem na taką. Z Ulą tak łatwo, jak z innymi nie było. Mi zaczęło zależeć, a ona uciekła. Nawet nie mam szansy porozmawiać z nią.
-Na to nic nie poradzę- stwierdziła bezradnie rozkładając ręce. —Ula od dziecka była uparta. Proszę dać jej trochę czasu. Musi wszystko przemyśleć i poukładać sobie. Pewnie, dlatego wyjechała.
-Oby tylko z tego powodu-odparł.
U Cieplaków został jeszcze chwilę, dopił kawę, zjadł drugi kawałek szarlotki i wrócił do Warszawy. Wracał zadowolony, bo wydawało mu się, że zaskarbił sobie przychylność mamy Uli. Przed powrotem do firmy pojechał jeszcze do rodziców. Im również musiał wytłumaczyć relacje łączące go z Ulą i wydarzenia poprzedniego dnia. Rodzicom powiedział też zdecydowanie więcej niż Magdalenie i ku uciesze matki i ojca oświadczył, że kocha Ulę i zrobi wszystko, aby i ona odwzajemniła uczucia i wróciła do Warszawy. Helena choć nie powiedziała o tym głośno, to postanowiła pomóc synowi. Nazajutrz miała spotkanie z Magdą i wiązała nadzieję, że może z jej pomocą uda się jej wyswatać Ulę i Marka.

Tymczasem we firmie wydarzenia z poprzedniego dnia nie przebrzmiały. Przybrały tylko inny kierunek niż Ula i Marek zakładali i wszyscy uważali, że prezesowi dostało się, bo jego asystentka wybrała Marka. Tym bardziej że świadkom zajścia nie umknęło to, że Marek wyraźnie powiedział, że kocha Ulę. Dla nikogo nie było też tajemnicą, że już od pierwszego dnia pracy Uli było widać, że tych dwoje ludzi dogadywało się, miało nić porozumienia, a po wspólnej reklamie wyrobów APART, że i pasują do siebie. Jej nieobecność zaś we firmie tłumaczyli tym, że Marek ukrył ją, bo lepiej od szefa nie wygląda i bała pokazać się we firmie.  

W sobotnie popołudnie Helena i Magda spotkały się u Dobrzańskich, a głównym tematem były ich dzieci i to co narozrabiali. Dobrzańska przeprosiła koleżankę za zachowanie syna, choć Cieplakowa zapewniała, że nie ma za co przepraszać i że nie ma tu winy jednej strony. Przyznała też, że Marek zaimponował jej przyjazdem do Rysiowa i taki zły nie jest. Dobrzańska natomiast zachęcona pochlebstwami na temat syna przyznała, że Ula to życzliwa, dobra i mądra dziewczyn i cieszy się, że Marek poszedł w końcu po rozum do głowy, zaczął myśleć poważnie o przyszłości a styl życia z czasów sprzed Uli ma za sobą. Dla obu kobiet perspektywa ich związku była jak najbardziej trafiona.
W czasie, gdy obie kobiety gawędziły sobie i układały im życie, Marek podjął ważną decyzję i postanowił pojechał do Gdańska. Miał nadzieję, że poprzez Lidkę z hotelu Hanza dotrze do Uli. Wynajął również pokój w tymże hotelu i dowiedział się, że Lidia Cieplik jest tam menadżerem. Wyjechał w niedzielę popołudniu, a już w poniedziałek rano zaczął działać i po śniadaniu skierował się na zaplecze do biur. Z dostaniem się do sekretariatu głównej pani menadżer problemu mu nie miał i sprawę załatwiła jedna wizytówka F&D oraz zapewnienia sekretarki, że chce rozmawiać w sprawach zawodowych. Bardziej obawiał się tego, czy zostanie przyjęty, gdy Lidka dowie się nazwiska. Szczęście dopisało mu, bo sekretarka po wyjściu z gabinetu szefowej kazała mu chwilę poczekać. Po dziesięciu minutach i jak przypuszczał w czasie, których dzwoniła do Uli, ukazała się w drzwiach i zaprosiła do swojego biura.  Lidia Cieplik okazał się być piękną kobietą i gdyby nie Ula, zainteresowałby się nią.


-Miło mi poznać- rzekła, pierwsza wyciągając dłoń. —Nasza wspólna znajoma wiele mówiła mi o panu.
-I o Uli chciałbym porozmawiać-wtrącił.
- Tak myślałam, że nie sprawy służbowe sprowadzają cię do mnie-odparła zapraszając jednocześnie, aby usiadł.
-Chciałbym spotkać się z nią i porozmawiać- przeszedł do sedna sprawy. —Ale nie odbiera moich telefonów, a muszę jej powiedzieć coś ważnego, to przyjechałem.
- A co ja mam z wspólnego z Ulą i nieodbieraniem telefonów? – pytała przyglądając się uważnie.
-To, że jesteś jej koleżanką i do ciebie przyjechała. Wiem to od jej siostry.
-Ale nie jestem jej doradcą. Zwłaszcza w sprawach miłosnych. Jest też dorosła, jakbyś nie zauważył.  I świeżo po rozstaniu z Wojtkiem. Chce mieć też chwilę spokoju, a ty przyjeżdżasz tu nie wiadomo dlaczego.
-Wiadomo. Ula nie zna całej prawdy o mnie i co czuję.
-Wystarczy, że wie, że z tobą nie jest na poważnie.
-Tylko, że ja zmieniłem się dla niej właśnie.
-Bez obrazy Marek, ale faceci rzadko się zmieniają.
-Wiedzę, że nic tu po mnie-rzekł, wstając z krzesełka. —Sprzymierzenie jajników działa-dodała.
-Może moglibyśmy spotkać się na lunchu po dwunastej w hotelowej restauracji- zagadnęła nieoczekiwanie. —Mają tu świetnego sandacza i dobre desery. Moglibyśmy pogadać jeszcze. Skoro Ula nie jest zainteresowana-nęciła. —Szkoda takiego ciacha...
-Nie, nie mam ochoty na spotkanie z tobą- przerwał jej. —I ciekawy jestem co powiedziałaby na to Ula, gdyby dowiedziała się, że jej koleżanka chce spotkać się za mną.
-Chciałam tylko sprawdzić cię- wytłumaczyła szybko. — Nie mam zwyczaju umawiać się z kimś, kto był związany z moją koleżanką. I tak się składa, że jestem szczęśliwie zakochana. A ty masz plus u mnie. Nie jesteś takim Casanovą, jak mówiła Ula. Ale też nie pomogę ci. Ula nie chce widzieć się z tobą. Sama powiedziała mi to przed chwilą przez telefon.
-Tak myślałem, że zadzwonisz do niej po instrukcje- rzekł zirytowany.
-Wy faceci macie tę swoją solidarność plemników, to my jajników.
-Miło było cię poznać- odparł i wyszedł od Cieplik niepocieszony.
W swoim pokoju natomiast zanurzył się w przeglądaniu Internetu. Chciał poprzez Lidkę wysłać Uli kwiaty z jakimś ładnym wierszem. Przypadkiem trafił na coś, co bardzo spodobało mu się i na dłużej zatrzymał się na wyświetlonej stronie. Długo nie zastanawiając się, wysłał jej smsa.
Ula odrobiłem lekcje i przeczytałem sentencje Wiśniewskiego( patrz ew. cz. 7) Zwłaszcza jedna spodobała mi się bardzo. Warto było cię spotkać, aby się dowiedzieć, że istnieją takie oczy jak Twoje.  Do jutra wieczór będę w Gdańsku i będę czekał na ciebie. Przesyłam ci kwiaty przez Lidkę. Twoje ulubione eustomy .
Do bukietu dołączony był bilecik. Ula wiedz, że nie wszystko jest takie, jakim się nam wydaje.


Uli, wiadomość Marka spodobał się i uśmiechnęła na jej treść. Widać było, że Marek działał i zależy mu na niej. Postanowiła też nie uprzedzając go wybrać się wieczorem do hotelu i sprawdzi co porabia i czy powiedział prawdę Lidce, że nie interesują go spotkania z innymi kobietami. O tym, że był u niej w domu również już wiedziała. Nie myślała tylko, że przyjedzie do niej aż do Gdańska. 
Kwiaty Ula dostała tuż po powrocie Lidki z pracy i uśmiechnęła się na ich widok i bileciku. Dwie godziny później, gdy dotarła niezapowiedziana do hotelu do śmiechu już jej nie było. Marka, bowiem zastała w hotelowym barze w towarzystwie Vanessy znanej piosenkarki. Marek siedział tyłem do wejścia, a kobieta obok, bokiem do niego  i z dala było widać, że pożera go wzrokiem i głaszcze w dłoń.
Jest jednak tak jak się nam wydaje- pomyślała odchodząc.

Wioletta tymczasem po trzech dniach spędzonych w szpitalu, a spowodowanych omdleniem i ciążą mogła wrócić do domu. W szpitalu codziennie odwiedzał ją Sebastian. Miał również okazję poznać rodziców zmarłego Darka. Oboje byli życzliwi i cieszyli się zarówno z wnuka jak i tego, że Wioletta ma w kimś oparcie. W żadnym stopniu też nie wymagali od niedoszłej synowej, aby cały czas opłakiwała ich syna i była sama. Z takiego obrotu sprawy kadrowy był jak najbardziej zadowolony.  On też odebrał ją ze szpitala, a przed powrotem do domu zawiózł ją na cmentarz, oddalił się od grobu  i dał chwilę porozmawiać z Darkiem.
-Możemy już jechać- rzekła jakiś czas później.  —Powiedziałam Darkowi o dziecku, że będę opowiadać mu o ojcu, że nie zapomnę o nim i że mam w tobie oparcie. Dobrze, że jesteś przy mnie Seba. I dziękuję-dodała cmokając w policzek.
-Drobiazg Wiola-odparł prowadząc ją do samochodu. I polecam się na przyszłość.
 
CDN PO MINI SZCZĘŚCIE SYNA