piątek, 13 października 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 14



Droga do Wrocławia mijała im miło i szybko, a spędzali ją na rozmowie o czekającym ich spotkaniu z firmą Gabardyna, mijanych miejscowościach i widokach zza okna. Ula również z książką na kolanach o Najpiękniejszych zamkach dolnego śląska opowiadała Markowi o ciekawych miejscach i wartych obejrzenia. Marek, gdy tylko mógł oderwać wzrok od drogi, to spoglądał na fotografie, którymi zachwycała się Ula. Były to zarówno zamki, jak i ruiny.






-Tu piszą, że na zamku Książ organizowane są Gry Zamkowe- zaczęła kolejną opowieść Ula. —To taka integracyjna zabawa dla każdego i w każdym wieku. Rycerze, białe damy, królewny, stroje, tańce. Zabawa i historia w jednym. Zapraszamy grupy przyjaciół, współpracowników, czy całe rodziny na rodzinne spotkania - przeczytała Markowi ogłoszenie.
-To coś w sam raz dla ciebie Ula- odparł. —Ty na pewno nie nudziłabyś się na takiej imprezie.
-Czy to miała być jakaś ironia? -pytała, spoglądając na niego spode łba.
- Nie skąd. To tylko stwierdzenie. A co do rodzinnych spotkań, to Febo urządzają przyjęcie w Polsce za trzy tygodnie i chciałem poprosić cię, żebyś… - zająknął się nieco. -Żebyś mi towarzyszyła- dokończył, uważając, że jest to dobry moment na zaproszenie Uli. —Mama byłaby też szczęśliwa, widząc cię u mojego boku. Moja ciocia Agnieszka a przyjaciółka mamy przy każdej okazji chwali się synową i tym jaki świetny zięć się jej szykuje i chciałaby pokazać, że i mnie stać na kogoś interesującego. A i ja chciałbym utrzeć nosa Pauli. Zawsze uważała, że ona jest najlepsza dla mnie, a gdy rzuciłem ją to wróżyła mi, że już nikt lepszy się od niej nie znajdzie. Pojawienie się na przyjęciu z taką piękną dziewczyną jak ty byłaby to dla niej gorzką pigułką do przełknięcia.
Ula chciała odmówić już, ale przypomniała sobie, że to dzięki protekcji Dobrzańskich jej ojciec został tak szybko przyjęty do kliniki i zakwalifikowany do operacji. Słyszała też od koleżanek z firmy, że ta cała Febo jest wyniosła, ciągle poniżała innych, a Marka uważała za własność.
-Ok Marek mogę odegrać twoją dziewczynę jeszcze ten jeden raz – odparła niemal po tym, gdy skończył mówić. —Ale później musimy jakoś wyjść z tego udawania. Z każdym dniem będzie trudniej.
-Pomyślimy Ula- odparł od niechcenia. —Pokłócimy się o coś albo powiemy o niezgodnych charakterach.


Do Wrocławia natomiast dotarli wystarczająco szybko, aby po zameldowaniu się w hotelu, pójść do miasta obejrzeć kilka miejsc. Za cel zwiedzania wybrali sobie rynek, Ostrów Tumski, most zakochanych i poszukiwanie krasnoludków. Później w jednej z knajpek zjedli pizzę i poszli nad przystań. To obsługujący ich kelner, uważając prawdopodobnie za parę powiedział, że warto obejrzeć mosty nocą i zafundować sobie wieczorny rejs po Odrze. Ta nieoczekiwana atrakcja okazała się trafiona, bo Marek miał kolejną okazję, aby uwagę Uli zwrócić na siebie i posłuchać dobrych rad.


-Pięknie tu- westchnęła Ula. Tylko taki rejs statkiem bardziej pasuje na randkę niż na koleżeńskie wyjście- pomyślała. Cała masa zakochanych par wokół nas. Nawet ci staruszkowie przed nami się obejmują.
-No – odparł mało kulturalnie.
- Nie wiem czy nie ładniej niż we Warszawie-dodała przerywając własne myśli.
- Chyba tu jest ładniej – przedłożył swój pogląd. —Ja ze swojego mieszkania mam widok na Most Poniatowskiego, ale tak ładnie oświetlony nie jest.
-Szkoda, że nie wzięłam aparatu, bo porobiłabym zdjęcia – odparła zapatrzona w Most Grunwaldzki. —Marek, a może warto by było wykorzystać taką scenerię w naszej pracy- wyrwała się nagle z zamyślenia.  —Na przykład na tę sesję zdjęciową ze sukienkami karnawałowymi. Moglibyśmy zorganizować ją nad Wisłą, wieczorem w blasku księżyca i świateł mostu. Karnawał to przecież bale z kolorowymi akcentami, fajerwerkami. Łatwo skojarzyć z rozświetlonymi mostami i blaskiem księżyca.  Tylko nie wiem, co powie na ten pomysł Pshemko.
-Mi podoba się i poprę cię, jeśli będzie marudził- zapewniał. — Ale on je ci z ręki i  moje poparcie nie będzie konieczne Ula. Zresztą pomysł na jesienny pokaz nad morzem bardzo spodobał mu się to i ten może się spodobać.
-Przepraszam- wtrąciła starsza pani podchodząc do nich w towarzystwie jakiegoś pana. —Słyszałam, że mówicie po polsku, a tamta para jest z Anglii, a chciałam spytać jak najlepiej dojechać z centrum na ulicę Modrzewiową.  
- Niestety, ale my jesteśmy z Warszawy- wyjaśniła im  Ula.
- To tak jak my- staruszka wyraźnie się ożywiła. —Przyjechaliśmy tu z mężem na parę dni.
-My tylko na dwa dni w sprawach służbowych- oznajmiła Ula, rozpoczynając tym samym dłużą rozmowę.
-Nam wnuki z okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu zafundowali pięciodniowy wyjazd, a Adaś to znaczy mój mąż postarał się o tę przejażdżkę.
-To gratuluję państwu wspaniałego jubileusz – odparła życzliwie.
-Ale poznaliśmy się ponad dwa lata wcześniej tu na Odrze- do rozmowy włączył się małżonek. —Byliśmy na sympozjum hydrologicznym i dostrzegłem Marysię stojącą w błękitno-żółtej sukience z bistoru tuż przy burcie, ale nie miałem odwagi podejść i zagadać. Przypadek sprawił, że wiatr porwał jej kapelusz, przeniósł do moich nóg i była okazja do rozmowy.  Z mojej strony była to miłość od pierwszego wejrzenia i wiedziałem, że tylko z nią chcę przejść przez życie- starszy pan opowiadał to z sentymentalnym uśmiechem. —Moje słonko jednak dochodziło do tego dłużej i uważała za kolegę po fachu. Dzieliły nas jeszcze kilometry i klasa społeczna, bo ja byłem synem robotników z Nowej Huty, a Marysia córką profesorów z Warszawy. Nawet okazji na spotkania dużo nie było i pozostawały nam kolejne sympozja i listy.
-I co pan zrobił, że została pana żoną? – Marek wyraźnie zainteresował się historią tej pary.
-Byłem sobą i dżentelmenem w każdym calu i przyjacielem ma dobre i złe – zaczął opowiadać. — Do tego w różnoraki sposób pomagałem jej i starałem się, żeby dostrzegła zarówno moje zalety jak i wady. Słuchałem uważnie, co mówi, żeby móc ewentualnie kiedyś to wykorzystać. Prawiłem komplementy, ale z umiarem i szczere, a nie te puste. Starałem się jeszcze nic nie kręcić. Zaloty składają się między innymi z takich drobiazgów. A i tak na sam koniec przypadek sprawił, że Marysia jest ze mną. Nasza koleżanka z wodociągów z Poznania uznała, że kawaler bez zobowiązań, w miarę przystojny z dobrą pracą i własnym M-3 w Krakowie jest dobrym kandydatem na męża. Marysia przegoniła ją już na pierwszej próbie wyrwania mnie.
-Tak słyszałem, że pojawienie się rywalki albo rywala to dobry sposób, choć ryzykowny na zwrócenie na siebie uwagi – odparł Marek znajdując najwyraźniej z panem Adamem wspólny język.
-Nie wiem, bo nie próbowałem tej metody – rzekł mu po ojcowsku.  —Ale patrząc na wnuki, to w moich czasach miłość była prostsza.
Ula rozmowie przysłuchiwała się w milczeniu, a w jej głowie kłębiły się myśli.  Pięknie Ula. Obcy mężczyzna daje Markowi rady w sprawach miłosnych. I to całkiem rozsądne rady, bo poniekąd pokrywają się z tym, co ja myślę o tych sprawach.  Tylko po co to Markowi? -zastanawiała się.  Chyba nie zamierza korzystać z tych rad, co do mnie. 
-Tak naprawdę to Adaś podobał mi się zawsze tylko szukałam kogoś z niebieskimi oczami – zagadnęła, tymczasem pani Maria, Ulę. —Ale oczy w końcu zeszły na dalszy plan i spojrzałam na charakter.
-Bywa, że szuka się miłości daleko, a jest blisko nas- odrzekła jej Ula.
Reszta rejsu obu parom minęła głównie na rozmowie o Warszawie i mijanych miejscach, a po zejściu na ląd podrzucili panią Marysię i pana Adama do hotelu w pobliżu ich miejsca zakwaterowania i pożegnali się z nimi.
-Mili ludzie -rzekł Marek po ich odejściu.
-I ciągle są zakochani w sobie i tacy romantyczni- dodała Ula.  — Ich pokolenie ma coś w sobie, że są tacy.  Albo z wiekiem to przychodzi.
-Ja mógłbym być taki sam Ula- rzekł tonem, który zdecydowanie nie spodobał się jej.  Staruszkiem cieszącym się wzajemną obecnością ukochanej osoby- sprecyzował.
Nie Marek, nie tak miał wyglądać ten wieczór- pomyślała, z  niesmakiem na jego wyznanie. Jesteśmy przyjaciółmi. Powiedziałam ci to.
- Muszę oczywiście znaleźć odpowiednią kobietę- dodał, wybawiając ją od odpowiedzi. —Kogoś z kimś będę dogadywał się i nie będzie działała mi na nerwy.
-Odpowiednia kobieta to podstawa Marek- odparła, unikając jego wzroku.

Z kolacji zrezygnowali, bo zjedli sporo pizzy na mieście i po dotarciu do hotelu i krótkim pożegnaniu poszli od razu do swoich pokoi. Po relaksującym prysznicu natomiast Ula położyła się spać, ale zasnąć, jak to bywało w ostatnim czasie nie potrafiła. Różnica polegała tylko na tym, że tym razem powodem jej bezsenności nie był jej były już chłopak, jak dotychczas, ani fakt, że śpi w nieswoim łóżku i pokoju tylko relacje z Markiem i wydarzenia z ostatnich dni. Począwszy od tego co powiedział na temat Marka, Sosnowski poprzez Wiolettę, jej mamę i starania wyswatania jej, do dzisiejszego dnia, czyli wizyty Klaudii i czasu spędzonego na statku i po nim.
 Prawdziwe życie jest jednak bardziej poplątane niż w powieści albo we filmie. A ty bądź tu mądry i pisz wiersze.  W moim życiu w dodatku chce zaistnieć kilku scenarzystów i współautorów. Wiola, mama, ten lekarz. Jest ich zdecydowanie za dużo. A ja i Marek jesteśmy przecież przyjaciółmi.  Kiedyś tam znajdę sobie kogoś, o kim będę mogła myśleć, że nie jest tylko przyjacielem, ale kimś, z kim chcę przejść przez życie i być na libor i wibor. Tylko dlaczego, gdy jestem z Markiem chce mi się uśmiechać i poczułam coś, gdy zobaczyłam dzisiaj Klaudię w jego gabinecie? Ale motyli w brzuchu nie czuję, gdy jest w zasięgu mojego wzroku. A powinnam, gdyby było coś tego z Markiem.
Za ścianą Marek również walczył z bezsennością i myślami.
Życie nieźle zadrwiło ze mnie. Do tej pory ja rozkochiwałem kobiety, a teraz gdy pierwszy raz zakochałem się, nie mogę mieć tej miłości. I to boli.  Wszystko do nas wraca Marek. Pamiętaj o tym. Rodzice zawsze mi to powtarzali. Ale i mówili, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to się osiągnie- myślał z nadzieją. Pan Adam na swoją miłość czekał cierpliwie to i może mi się uda? Albo może zazdrość to jest sposób. Czuję, że z pojawieniem się Klaudii było coś na rzeczy.  Niechcący się przydała.

Następnego dnia po śniadaniu w hotelowej restauracji pojechali najpierw do Dzierżoniowa, a po szybkim załatwieniu spraw służbowych skierowali się do zamku Książ. Budowla już z daleka zachęcała do zwiedzania.


-Od czego zaczynamy? – zapytał Marek. —Ogród, wnętrza, palmiarnia?
-Od palmiarni - zadecydowała. —Jest tu obok.
Chwilę później weszli do ciepłego i pachnącego owocami tropikalnymi wnętrza.
-Bardzo tu przyjemnie- stwierdził, rozglądając się wokół siebie. — Tylko apetyt wzmaga i zjadłbym te mango.
- Nie radzę Marek- odparła z przestrogą. —Chyba że chcesz spotkać się z tym osiłkiem, ochroniarzem.
- Nie, nie chcę.  Panie przodem-dodał odsuwając jeden z liści palmy.
-Prawo dżungli- rzuciła ripostą. — I gałązką mi nie strzel w twarz.
-Nigdy Ula. Tam jest jakaś woda i ławeczka to możemy usiąść na chwilę- zaproponował.
-Marek chciałam podziękować ci, że przyjechałeś tu ze mną – rzekła, gdy usiedli już na kamiennym płotku. —I jeszcze, że poświęcasz swój czas dla mnie i jesteś taki miły, pomimo tego, że ja taka do końca nie jestem- kontynuowała, dobierając odpowiednie słowa. —Nie wszystkich byłoby na coś takiego stać.
-Ula daj spokój- próbował mówić swobodnie. —Wiem, że tylko przyjaźń możesz mi ofiarować i ja to szanuję.  
-To dobrze, że tak myślisz-odparła cicho. —Dobry przyjaciel jest wielkim darem nieba, jak powiedział Platon- dodała jeszcze.
-Dokładnie- uśmiechnął się na siłę. —To, co przyjaciółko teraz komnaty czy ogród?
-Ogród Marek. Póki pogoda jest ładna.
Zwiedzanie zamku przerwał im dzwoniący telefon Marka, a po odebraniu okazało się, że dzwoni do niego starszy aspirant Tomasz Sarnowski.

czwartek, 5 października 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 13



Pierwszy punkt Marka, w planie zdobycie uczucia Uli, czyli pójście na wystawę prac Aleksandry Lenart  zaliczyć można było do udanych. Ula, choć po rozmowie z Wiolettą, miała co do wyjścia wątpliwości,  to postanowiła jednak potowarzyszyć Markowi, jako przyjaciółka. Zwłaszcza, że obiecała mu to. Początek wernisażu zaplanowany był na godzinę siedemnastą trzydzieści to do domu nie wracała tylko została dłużej z Markiem w pracy i omówiła piątkowy wyjazd do Dzierżoniowa i wycieczkę po zamku Książ. Później był jeszcze czas na krótki spacer i na galę dotarli tuż przed rozpoczęciem wystawy. Wbrew jej obawom  pojawienie się Marka w towarzystwie nieznajomej i pięknej kobiety dużej sensacji nie wzbudziło i tylko zainteresowanym Marek przedstawił ją jako swoją asystentkę. Nikt też tematu nie drążył. Ona sama, jak można było przewidzieć zrobiła bardzo dobre wrażenie na zebranych.  Zachwycała nie tylko erudycją w dziedzinie malarstwa i wiedzy ogólnej, ale i prezentowała się olśniewająco.  Po godzinie dziewiętnastej pożegnali się z malarką i Marek  odwiózł Ulę do domu.  Do Rysiowa dotarli przed ósmą, czyli aż tak bardzo późno jeszcze nie było, aby po zaproszeniu przez Ulę, nie wejść do środka. Cieplaki akurat zasiadali do kolacji to i on został zaroszony do stołu.
-Żaden kłopot- odparła Magda na jego stwierdzenie, że nie chce przeszkadzać im w posiłku. —Tyle pan zrobił dla mojego męża. Wiem, że już panu dziękował, ale nie ja i teraz będzie miło mi pana ugościć. Choć to tylko zwykła rodzinna kolacja.  
Głodny mocny nie był, bo na wystawie był Szwedzki Stół i z Ulą coś lekkiego przekąsili, ale tosty z serem i pieczarkami pachniały zachęcająco, a sałatka z brokułu, sera feta i innych dodatków wyglądała apetycznie.
-Taka rodzinna kolacja ważna rzecz – rzekł, siadając obok Józefa. —Ja zawsze chodzę z chęcią do rodziców. Wie pani dla mnie samego nie chce się gotować, to jem coś na mieście albo kupuję gotowe.  I dziękuję za zaproszenie-dodał uśmiechając się do całej rodziny.
-Cała przyjemność po naszej stronie- odparła za rodzinę Cieplakowa. —I smacznego panie Marku-dodała podając talerzyk.
-A jak się pan czuje? – zapytał Józefa, nakładając sobie ową sałatkę.
-Coraz lepiej, panie Marku- odrzekł uprzejmie. —  Ula i żona chcą jeszcze wysłać mnie do sanatorium do Nałęczowa.  
- Sanatorium to bardzo dobry pomysł, panie Józefie- zdecydowanie poparł pomysł obu pań. —Odpocznie pan, zregeneruje siły. Tato również skorzystał z takiego wyjazdu.
-Tylko że ma to być wyjazd całkowicie odpłatny i Ula chce pokryć koszt pobytu- mówił tak że z tonu można było łatwo wywnioskować, że dla niego jest to nieręczna sytuacja. —Wychodzi na to, że pracuje na mnie- mówił spoglądając na gościa i Marek czuł się w obowiązku dać odpowiedz.
-Córka na pewno tak tego nie odbiera-odparł Cieplakowi, ale patrząc na Ulę. — Powinien być pan raczej dumny z córki, a nie tak myśleć. Prawda Ula?
-Prawda tato- zwróciła się do ojca. — Ty i mama utrzymywaliście mnie tyle lat, to czas odwdzięczyć się za to wszystko.
-Ja dołożyłam się ze swoją świnką - skarbonką- poinformowała go Betti, która po zawołaniu przez mamę na kolację, pojawiła się w kuchni.
- Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale dzieci udały się nam-ponownie odezwała się Magdalena. —Cała trójka - dodała, aby nikogo nie faworyzować. —Ula jest taka mądra, rozsądna, dobra i odpowiedzialna – rzucała kolejnymi zaletami jakby zachwalała towar z jakiegoś katalogu wysyłkowego. —Ale pan pewnie wie o jej niektórych zaletach? –pytała patrząc na niego. Sama Ula natomiast dokładnie wiedziała czemu służą te zachwalania.
-Tak- przytaknął, zarówno z uprzejmości jak i z własnego doświadczenia. —Jest jeszcze bardzo kompetentna-  dodał od siebie.  Do tego czuła, wspaniała, czarująca, zniewalająco piękna i kocham ją. Tylko Ula pogubiła się w uczuciach- pomyślał.
-Może wybrałby się pan z nami i swoimi rodzicami w sobotę na grzyby? - zapytała Cieplakowa, przerywając jego myśli i stawiając przed nim przyrumienione i ociekające serem tosty. —Rozmawiałam dzisiaj z Heleną i chętnie przejdą się do lasu. Pana mama mówiła, że mąż uwielbia jeść grzybki, a jeszcze bardziej zbierać.  Ula ma kilka swoich miejsc, gdzie można obłowić się prawdziwkami i kurkami.
-Chętnie skorzystam – odparł, gdy Magda skończyła mówić. — I nie pan tylko Marek.
Wizyta u Cieplaków wydłużyła się i Marek opuścił ich dom dopiero przed jedenastą. Wracając do Warszawy uśmiechał się z zadowoleniem, bo czas spędzony z Ulą na wystawie i u niej w domu uważał za udany i przyjemny. Jej rodzice również byli dla niego mili i nie odczuł jakiejś niechęci spowodowanej sprawami związanymi z Wojtkiem.  Najbardziej jednak ucieszyła go druga części wizyty, gdy rozmowa zeszła na temat ich wyjazd do Dzierżoniowa. Cieplak, który do końca w relacje córki i Marka niewtajemniczony nie był, zasugerował, że dla komfortu podróż i aby uniknąć wypadków losu czego konsekwencją może być spóźnienie się na spotkanie biznesowe, lepie pojechać dzień prędzej. Ula z pomysłu ojca zadowolona nie była, bo wolała jednodniowy wyjazd tak jak było zaplanowane pierwotnie, a nie w czwartek popołudniu, czyli nazajutrz i pozostanie do piątku.  Rozsądek jednak wziął górę nad swoim rozterkami i przyznała w myślach ojcu rację, że taka ponad trzy godzinna podróż w jedną stronę może być męcząca dla nich. Na końcowy przystanek jutrzejszego wyjazdu i nocleg natomiast zaplanowali sobie Wrocław.
Szykując się do snu, miała optymistyczniejsze myśli i podsumowując cały dzień stwierdziła, że czas spędzony z Markiem był udany i że Marek zawsze mógłby być tak przyjacielski jak tego dnia. Odgadła też intencje mamy w podchlebianiu Markowi i w zaproszeniu go na sobotę na grzybobranie. Rodzicielka najwyraźniej obrała sobie za cel, zrobienia z Marka swojego zięcia.

 Nazajutrz rano Ula, pomimo tego, że spóźniła się do pracy i miała dalej niż Marek to pojawiła się tam przed nim i przed Wiolettą. Miała właśnie zanieść pocztę, gdy w gabinecie szefa usłyszała jakiś szmer. Drzwi do gabinetu były uchylone to przez szparę w drzwiach zajrzała i dostrzegła tam  Klaudię ubraną tylko w bieliznę. 


-Można wiedzieć co pani tu robi? -  zapytała wchodząc.
-Nie widać-odparła modelka przechadzając się po gabinecie z kieliszkiem szampana w ręku. — Spotkanie z Markiem z wieczora się wydłużyło.
-Tylko tak się składa, że Marek wczoraj wieczorem tak do dwudziestej pierwszej był ze mną – odparła blefując nieco, ale i przez chwilę zastanawiając się co Marek robił po północy.
-A później ze mną- rzekł kładąc się na sofie w zmysłowej pozie. —Spotkaliśmy się w klubie po dziesiątej, a przed północą wylądowaliśmy tutaj. Co było dalej to oszczędzę pani tych szczegółów.
- Podeszłam panią- rzekła spokojnie i ucieszyła się, że podstęp udał się i że nic między nimi nie było. —Marek pożegnał się ze mną o jedenastej. A teraz proszę opuścić gabinet szefa.
- Ani mi się śni wychodzić- odparła bawiąc się kieliszkiem.
-A mam zadzwonić ochronę? -  pytała sięgając po telefon na biurku Marka. —Chyba nie chce pani pokazać się im tak roznegliżowana?
-Nie odbierzesz mi Marka – odparła złowrogo i sięgając wolno po ubranie.  —Przez długi czas byłam tą drugą po Paulinie i teraz nie zamierzam być dalej na bocznym torze. Kocham go i zamierzam walczyć o niego. Nie było mnie jakiś czas w Polsce, ale teraz wróciłam na stałe i wszystko się zmieni.
-Nie byłabym taka pewna. Nie widzisz, że Marek zmienił się i modelki już go nie interesują- wyraźnie irytowała się, rozmową z modelką.
-Może inne tak, ale nie ja- modelka najwyraźniej poważnie słów Uli pod uwagę nie brała.  Nie widzieliśmy się, co prawda cztery miesiące, ale wystarczy, że pokażę mu się tak ubrana i przypomni sobie jak było nam dobrze razem w łóżku i jakie mam piękne ciało. To tylko kwestia czasu.
-Marek nie jest już panią zainteresowany -wtrąciła pewnie. —Czy to jest, aż tak trudno zrozumieć?
-To się jeszcze okaże – odparła z rozdrażnieniem. —Wygrałaś bitwę, ale nie wojnę.
Po wyjściu modelki na zastanowienie się nad tym co właśnie zrobiła czasu nie miała, bo w biurze pojawiła się Wioletta, która minęła się w drzwiach z Klaudią.
-A ona co tu robiła tak od rana- zagadnęła. —Marka chyba jeszcze nie ma-dodała zaglądając jednocześnie do biura szefa.
- Nie, nie ma a Klaudia była w sprawach służbowych- odparła lakonicznie.
-To dobrze, bo myślałam, że coś tego. A jak było na wystawie? -zapytała nie dając nic powiedzieć Uli na poprzednie stwierdzenie.
-Dobrze. Obejrzeliśmy kilkanaście obrazów, trochę pokręciliśmy się przy Szwedzkim Stole a później Marek odwiózł mnie do Rysiowa i został u mnie w domu do późna nocy. Z ojcem rozmawiał prawie cały czas.
-I tylko tyle-była wyraźnie rozczarowana. —Myślałam, że coś tego. Jakieś pocałunki gorące.
- Tak tylko tyle- przerwała jej. —Mówiłam ci, że się tylko przyjaźnimy.
Tylko jak się ma to do tego co właśnie zrobiłam- pomyślała. To dlatego że Marek zasługuje na prawdziwą miłość a nie na namiastkę miłości. Jest zabawny, inteligentny, porządny. Wróć Ula. Jest zabawny, inteligentny, kulturalny i dobry i ja jako przyjaciółka muszę dbać o jego uczucia i poszukać kogoś odpowiedniego.  
-Pożyjemy zobaczymy, kto miał rację- kontynuowała tymczasem Wioletta.
-Zobaczymy Wiola- stwierdziła błaho. —I mimo wszystko Klaudia ciągle jest obecna.
-Ulka, czy ci coś na mózg siadło- odparła z wyraźnym rozdrażnieniem. —Ona dosłownie ma tyle do Marka co ten piernik do wariata.
Ula zastanawiała się też czy powiedzieć Markowi prawdę o wizycie modelki.

Marek tymczasem był z krótką wizytą u rodziców. Chciał przed wyjazdem do Dzierżoniowa zobaczyć, jak się miewają i opowiedzieć mamie o wystawie.  Sam nie wiedziała, że rodzicielka tak bezinteresownie zaproszenia na wystawę mu nie oddała. Uważała bowiem, że całkowicie brakuje mu relacji prywatnych z Ulą i żyją tylko pracą. Chciała nawet pójść z koleżanka, ale syn i związek z Ulą był ważniejszy dla niej.
-Może opowiesz nam coś więcej o wystawie- zagadnęła matka. —Warto było pójść? Dobrze bawiliście się z Ulą?
-Jak najbardziej opłacało się, mamo- rzekł z zadowoleniem. —Twoje znajome włączając w to panią Aleksandrę były bardzo miłe i taktowne i nie wypytywały zbytnio o Ulę. A Ula zrobiła bardzo dobre wrażenie na wszystkich. Wyróżniała się i inteligencją, i urodą.
-To dobrze. A pro po dobrego wrażenia, to dzwoniła wczoraj ciocia Agnieszka i za trzy tygodnie organizują tutaj z Pauliną przyjęcie. Oczywiście nie omieszkała opowiedzieć mi jaka jest Paula szczęśliwa w narzeczeństwie i wypytać o ciebie. Może Ula mogłaby ci towarzyszyć. Niech wiedzą, że i ciebie stać na kogoś elokwentnego i z klasą.
-Zobaczę co się da zrobić mamo – odparł, choć dużej nadziei nie robił sobie i matce, bo już z zaproszenia na charytatywny bal andrzejkowy nie była zadowolona. —Porozmawiam z nią na wyjeździe- obiecał mimo to.
Wkrótce pożegnał się z rodzicami i pojechał do firmy. Ula i Wioletta już sumiennie pracowały, gdy wszedł do sekretariatu. Chwilę później zniknął za drzwiami swojego gabinetu, a Ula wraz z nim.


-Rano była tu Klaudia- zaczęła, gdy zamknęła za sobą drzwi i znaleźli się poza zasięgiem słuchu Wioli. —W samej bieliźnie paradowała po twoim gabinecie i chciała widzieć się z tobą.  Wyszła dopiero, gdy zagroziłam jej wezwaniem ochrony. Uważałam, że powinieneś to wiedzieć.
-Dzięki Ula, że pozbyłaś się jej- odparł wyraźnie niezadowolony z wiadomości. — Tylko nie wiem, co ona sobie wyobraża. Parę dni  temu po jej powrocie powiedziałem jej wyraźnie, że między nami koniec, że nie jestem już nią zainteresowany i że jest ktoś inny, ale najwyraźniej nie zrozumiała.
-Jest zakochana– próbowała usprawiedliwiać ją i czując, że Marek wchodzi na niebezpieczny dla niej temat.
-Na pewno nie jest-rzekł z uwydatnieniem. — Jestem potrzebny jej do kariery i aby pokazywać się obok niej. Ma charakter Pauliny i myśli, że będzie tak jak za jej czasów. 
-No nie wiem- rzuciła mimochodem. —Mówiła, że nie chce być ciągle tą drugą.
-To tylko jej czcze gadanie- odparł uspakajająco.  —Ula, większość ludzi nie wierzy, że zmieniłem się i że takie wolne związki są już dla mnie przeszłością. Ona należy do tych ludzi. Ale zmieniłem się trzy miesiące temu, bo poznałem ciebie.
A wczoraj było tak pięknie i przyjacielsko- pomyślała.
-Gotowa na wyjazd? - zapytał, gdy cisza się przedłużała.
-Tak-odparła krótko.
-W takim razie około czternastej wyjeżdżamy. Trzeba jeszcze zadzwonić do Gabardyny i umówić się tak na dziesiątą. A Klaudią się nie martw- dodał. —Załatwię jej intratny kontrakt we Włoszech albo w Hiszpanii i wyjedzie.