czwartek, 9 listopada 2017

Skazani na miłość 1



Jeden z korytarzy we firmie F&D roił się od młodych, pięknych, zgrabnych i kuso ubranych dziewczyn. Czekały one przed drzwiami od kadr na swoją szansę zatrudnienia w tejże firmie. Wśród nich, z dala od owych drzwi i tych dziewczyn stała i Ula Cieplak dziewczyna, która ze względu na ubiór i urodę nie pasowała do reszty dziewczyn.  Z tego powodu też wolała stać, gdzie stoi i czekać na Paulinę Febo. Obie spotkały się niespełna godzinę prędzej, przyszły do firmy i Paulina kwadrans temu kazała jej czekać tam, gdzie stoi, a nie szwendać się po firmie. W końcu po półgodzinie przez tłum przecisnęła się wysoka brunetka i pomimo protestów czekających wtargnęła z nią do biura kadr. Oprócz dyrektora personalnego Sebastiana Olszańskiego zastała tam piękną blondynkę oraz swojego narzeczonego i tymczasowego prezes Marka Dobrzańskiego.


-Marek, to jest Ula Cieplak- zaczęła wyniośle. —Chodziłyśmy razem do liceum i dzisiaj spotkałyśmy się, gdy Ula przyszła wpłacić pieniądze na spotkanie z okazji piątej rocznicy matury. Ula skończyła dwa kierunki na SGH, kursy językowe i będzie odpowiednią sekretarką dla ciebie.
-Paula nigdy protekcji nie uważałem i przesłucham ją jak każdą inną- odparł jej i spoglądając z niechęcią na dziewczynę stojącą tuż za nią. Sebastian miał podobną zniechęconą minę, a Uli nie umknęło to. Nie było to zresztą pierwszy raz, gdy ktoś tak reagował na nią, gdy chciała się zatrudnić.
-Ula potrzebuje tej pracy- rzekła, Febo nie zważając na protesty swojego narzeczonego.  —Ma w domu chorego ojca, młodsze rodzeństwo.  Matki natomiast nie ma, bo zmarła tuż przed maturą. Pamiętam, bo byliśmy z klasą na pogrzebie. Chyba nie będziesz draniem i pomożesz tym półsierotą.
-Zobaczymy Paula- powiedział dla uniknięcia konfliktu. —Zaraz z panią porozmawiamy- zwrócił się i do Uli.
Kolej Uli przyszła po półgodzinie i podała im swoje CV. Jadąc do Warszawy, miała w planach odwiedzić dwa miejsca ewentualnej pracy i miała przy sobie wszystkie dokumenty.
-Rzeczywiście ma pani świetne kwalifikacje –  zaczął kadrowy. —Najlepsze ze wszystkich dotychczasowych kandydatek. Powiem nawet więcej. Są za dobre jak na stanowisko sekretarki.
-Uważam, że powinno zaczynać się od mniejszego pułapu- odparła przekonująco.
- I rzeczywiście skończyła pani to samo liceum co Paula- rzekł i Marek. —A jak pani trafiła do Batorego? To renomowane liceum.
-W gimnazjum wygrałam ogólnopolską olimpiadę matematyczną i wzięli mnie poniekąd pod swoją opiekę- grzecznie wyjaśniła.
-Ale jest pani młodsza dwa lata od Pauli- zagadnął podejrzliwie Dobrzański.
-To, dlatego że Paulina była rok starsza od reszty a ja młodsza- i na to znalazła wytłumaczenie. —W zerówce mnie nie chcieli, bo nudziłam się i poszłam do pierwszej klasy jako sześciolatka.
-Fakt Paula po śmierci rodziców długo nie mogła dojść do siebie i poszła rok później do liceum-  odparł od niechcenia i jakby do siebie. —Dam pani szansę- dodał ku jej zaskoczeniu i zadowoleniu. —Proszę przyjść w poniedziałek rano na okres próbny.
-Naprawdę- uśmiechnęła się delikatnie i gdyby nie aparat na zębach byłby to całkiem ładny uśmiech, jak pomyślał Marek.
-I to bardzo naprawdę- odparł, pokazując swój uśmiech i dołeczki w całej okazałości i nie mając pojęcia, że z tą chwilą w sercu dziewczyny zrobiło się ciepło. —W poniedziałek podpisze pani umowę na miesiąc- dodał, wyciągając rękę na pożegnanie.
-Zrobię wszystko, żeby nie zawieść pana- odparła, odwzajemniając uścisk. 
-Ty naprawdę chcesz ją zatrudnić? - zapytał Olszański, gdy tylko drzwi za nią się zamknęły. —Przecież to pasztet. Jak ty będziesz pokazywać się z nią na biznesowych spotkaniach?
-Seba po pierwsze nie mów o niej tak, a po drugie nie mogę teraz zadzierać z Pauliną- zaczął mu tłumaczyć. —Za trzy tygodnie rozstrzygnięcie konkursu na prezesa i potrzebuję jej poparcia. Poza tym potrzebuję dobrego ekonomisty, a na Turka nie mogę liczyć. Nie znam też nikogo innego, a ona wydaje się w tym kompetentna.
- To okaże się jeszcze – odparł bez entuzjazmu.  —A ty myślisz, że Paula tak z dobrego serca kazała zatrudnić ją- zagadnął.
-Nie myślę. Nawet jestem tego pewien, że ma w tym cel i zamierzam dowiedzieć się, jak najszybciej jaki.
-A co z Wiolą? – zapytał z nadzieją kadrowy.  —Ona jest boska Marek.  
-Postanowiłem parami sprawdzać sekretarki i twoja Wiola pojawi się również w poniedziałek- odparł. —Zadowolony?
-Raczej Marek.

Wiadomość, że Marek dał szansę Uli, ucieszyła Febo, bo przynajmniej w sekretarce nie będzie mieć kochanki i zacznie ogarniać jego życie intymne. Tym, że i niejaka Wioletta również dostała szansę nie zamierzała się przejmować, bo wiedziała, że tylko ze względu na Sebastiana dostała tę szansę. Kadrowy w przeciwieństwie do jej Marka, który miał wyrafinowany gust co do kobiet, on miał prostacki i dokładnie taki jaki prezentowała ta blondynka. Do samej Uli, oprócz tego, że Marek będzie trzymał się z dala od niej, miała swoje plany. Na dobry początek chciała zaskarbić jej zaufanie i aby nacieszyła się dwiema czy trzema pensjami, a później zamierzała odebrać dług.
Dla Uli fakt, że Paulina zaproponowała jej pracę i to w jej własnej firmie było wielkim zaskoczeniem. Zwłaszcza że w szkole była dla niej brzydulą, nigdy nic dobrego nie zrobiła, a miła była tylko wtedy, gdy coś od kogoś potrzebowała.  Teraz też czuła, że coś knuje z tym zatrudnieniem. W pierwsze chwili chciała nawet odmówić Pauli, ale rozsądek szybko wziął górę nad emocjami.  Jej rodzina był w ciężkiej sytuacji i postanowiła dla dobra ojca i rodzeństwa zapomnieć o przeszłości i przykrościach, jakich doświadczyła od niej i przyjąć pomoc Pauliny. Zastanawiała się też, dlaczego tak fajny facet, jak Marek jest kimś takim jak Paulina. Już w liceum była wyniosła, samolubna i zostało jej to. Z tą różnicą, że teraz była dla niej miła a swój podły charakter okazywała innym pracownikom, jak szybko i nietrudno było zauważyć. Od koleżanek natomiast dowiedziała się powodów bycia Pauliny i Marka razem. Okazało się, że to rodzice Marka i  zmarli Febo już dawno temu wymarzyli sobie ich wspólne życie i dążyli do tego od dawna. Sam Marek, według słów kadrowej Ali, nie kocha jej, a związek wisi na rozdwojonym włosku. W dodatku zdradza ją z modelkami, sekretarkami i panienkami z klubu.
Marek już po dwóch tygodniach stwierdził, że zatrudnienie Uli było strzałem w dziesiątkę, bo odwalała za niego robotę, a on mógł mieć więcej czasu na klub, dla Sebastiana i Mirabeli, jednej ze swoich kochanek. Była też w tym co robiła profesjonalna i jego plan rozwoju firmy powstał parę dni przed czasem. W chwilach, gdy i jego ochota nadeszła na pracę to mógł z czystym sumieniem przyznać, że praca z Ulą jest przyjemnością i nigdy nie musiał nic jej dwa razy powtarzać, jak bywało to czasami w zamierzchłych czasach z innymi jego sekretarkami albo obecnie  z Wiolettą.  Ula kryła go też przed Pauliną, gdy wychodził nieoczekiwanie z pracy albo gdy nie mogła się z nim skontaktować. Miał w niej nie tylko rzetelnego pracownika, ale stawała się kimś, z kim mógł porozmawiać o wszystkim i zwierzyć się ze swoich problemów. Ona również opowiedziała mu o swojej rodzinie i pokazała swój świat. Dzięki niej poznał smak zapiekanek i pity z pobliskiej budki przy parku oraz pierogów własnej roboty i naleśników z lokalu Swojskie Dania. Wszystko to sprawiło, że jeszcze przed końcem jej okresu próbnego wiedział, że zatrudni ją na stałe. Znalazł też rozwiązanie na zatrudnienie dwóch sekretarek, a do czego mógłby doczepić się Aleks Febo dyrektor finansowy firmy. Wymyślił, że Ula zostanie jego asystentką, a Wioletta ku zadowoleniu Sebastiana sekretarką.

Dwa tygodnie od zatrudnienia Uli odbył się zjazd absolwentów klasy maturalnej Uli i Pauliny. Marek na miejscu dowiedział się, że w ich klasie były dwa fronty, a Ula i Paulina były po przeciwnych stronach. Febo, co go w ogóle nie zdziwiło była też jedną z tych osób, które dokuczały Uli i teraz zatrudnienie jej we własnej firmie było dużym zaskoczeniem dla reszty klasy. Paulina miała okazję też pochwalić się przed koleżankami Markiem i zaprosić prawie całą klasę na zaręczyny, które miały odbyć się za cztery miesiące i zgromadzić śmietankę Warszawy i Mediolanu w liczbie na dzisiejszy dzień około pięciuset osób.
-A ślub chcemy wziąć za rok w Mediolanie w katedrze-oznajmiła pięciu najlepszym koleżankom, jak dowiedział się później od Uli. — Podróż poślubną natomiast planujemy spędzić na Karaibach. Może nawet cały miesiąc. Plaża, palmy, elegancki hotel i my dwoje-mówiła gładząc go po ramieniu.
-Paula możesz nie wymyślać – przerwał jej ostro. —Ja nie zamierzam czterech tygodni siedzieć w tym upale i w natłoku turystów.  Mówiłem ci już zresztą o tym i to nie jeden raz.
-Marco tylko drażni się ze mną- rzekła, uśmiechając się do grupki znajomych.  —Jesteśmy ze sobą już ponad cztery lata i jest z nami jak z tym starym dobrym małżeństwie. Czasami kłócimy się, czasami godzimy, czasami czubimy, czasami żartujemy, czasami….
-Właśnie Paulino, jak słusznie zauważyłaś wszystko czasami- wtrącił z uwydatnieniem.
- Kochanie możesz zając się czymś innym- postanowiła, że najprostszym sposobem uniknięcia dalszych jego wypowiedzi będzie pozbycie się narzeczonego z ich grona. — Chciałabym poplotkować z koleżankami o szkolnych czasach. Z niektórymi nie widziałam się pięć lat.
-Owszem mogę Paulino – odparł z sarkazmem. —Obiecałem Uli następny taniec. 


Taniec z Markiem był spełnieniem jej marzeń i mogłaby ze swoim księciem i skrywaną miłością, przetańczyć całą noc. Trafił im się spokojniejszy kawałek i mogła przytulić się do niego delikatnie. Te miłe chwili mąciła tylko obecność Pauliny, bo czuła, że przygląda im się z koleżankami.  I nie myliła się, bo cała szóstka uważnie patrzyła na ich pląsy. Później miała okazję jeszcze raz zatańczyć z Markiem i było równie przyjemnie, jak za pierwszym razem. Nic jednak nie trwa wiecznie i druga piosenka skończyła się, a razem z nią i taniec. 

poniedziałek, 6 listopada 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 18. Zak. nr. 1



Po wejściu do holu Ania poinformowała ją, że w konferencyjnej czeka na nią i na Marka policja. Gdy dotarła na miejsce mundurowymi, zajmował się Sebastian. 
-Dobrze, że jesteś Ula- zaczął kadrowy, odsuwając jej krzesełko. —Marek przyjechał z tobą? Nie mogę skontaktować się z nim, a dzwonię i dzwonię. Nigdy się tak nie zachowywał. W jego mieszkaniu była policja i też go nie ma. Tak jak samochodu na parkingu przed jego blokiem. A może być w niebezpieczeństwie. A ten twój wielbiciel to niezły... - Sebastian rzucał kolejnymi zdaniami.


-A mógłby pan nas nie wyręczać- wtrącił w końcu policjant. —My dokładnie w tej sprawie. Nadkomisarz Anna Potaczek, aspirant Maciej Dębosz Komenda Stołeczna Policji– przedstawił pokrótce. —Panu Markowi faktycznie może grozić niebezpieczeństwo. Ma pani z nim kontakt?
-Dzwoniłam, ale ma wyłączony telefon i nie wiem, gdzie może być. Wczoraj, gdy wróciliśmy z Gdańska, to podwiózł mnie do domu i pojechał do siebie około dziesiątej i od tej pory nie miałam z nim kontaktu. Ale o jakim niebezpieczeństwie państwo mówią? Proszę zobaczyć, co dostałam wczoraj wieczorem- dodała, pokazując smsa z groźbą. I tak będziesz wkrótce tylko moja. On mi ciebie nie odbierze.
-Dobrze, że pokazuje go pani nam-odparł. Ułatwi nam to sprawę. 
- Pamięta pani napaść w parku w Gdańsku? – odezwała się dla odmiany policjantka, a aspirant Dębosz tymczasem rozmawiał z centralą i informował ich o treści wiadomości, podając również numer nadawcy i godzinę dostarczenia.
-Trudno zapomnieć- wymamrotała. —Ale czy to ma coś wspólnego, z tym wielbicielem i że z Markiem nie ma kontaktu?
-Poniekąd – mówiła tajemniczo. — Tak naprawdę to, gdyby nie to całe zdarzenie w parku, to nie wpadlibyśmy tak szybko na ten trop. Być może nawet uchroni pana Marka od kłopotów.
-Coś mu grozi?- pytała i spoglądała na nich z zaniepokojeniem.
-Na razie to tylko poszlaki- uspokajała.  Policja z Gdańska w tej sprawie kontaktowała się właśnie z nami. Ci dwaj to stali bywalcy parku i cwaniacy znani policji za wszczynanie awantur i drobne kradzieże. Gdy wytrzeźwieli i posiedzieli na dołku, to zmądrzeli i tacy hardzi nie byli już. Okazało się, że tego samego wieczoru blisko parku ktoś zarysował dwa auta i okradł staruszkę. Kobieta ze złamaną ręką i ogólnymi tłuczeniami trafiła do szpitala i policja im stawiła zarzuty. Zwłaszcza że mieli przy sobie gotówkę. Oczywiście zaprzeczali i przyznali się do tego, że tylko kosz wywrócili i złamali drzewka.  W końcu jeden z nich pękł i przyznał się, że jeden facet zapłacił im, żeby nastraszyć jakiegoś koleżkę, który poderwał mu dziewczynę.
-Czyli ta napaś była zaplanowana? – pytała Ula, nie wierząc w to co usłyszała. — To jakiś okropny koszmar- mówiła kręcąc nerwowo głową. Do tej pory tylko słyszałam, że niezrównoważony wielbiciel chciał pobić rywala, ale nie myślałam, że i  mnie spotka coś takiego.
-Niestety, ale zdarzają się takie rzeczy-odparła niekwestionowanie policjantka. — Tylko tym razem okazało się, że nie jest to tak oczywiste.  To niejaki Winci prawdopodobnie chciał podszyć się pod Karpińskiego, pani wielbiciela. Zresztą ci dwaj zatrzymani rozpoznali późnij go na zdjęciu.
-Przepraszam, ale powiedziała pani Karpiński? -  Olszański ponownie się odezwał. —Artura Karpińskiego mamy zatrudnić od nowego miesiąca na stanowisko menagera.W ostatniej chwili nadesłał CV i okazało się najlepsze.
-Całkiem możliwe, bo zwolnił się z koncernu farmakologicznego we Wrocławiu- wyjaśniła policjantka. —Opuścił też wynajmowane mieszkanie.
- To dlatego mówił ci, że niedługo się spotkacie- Sebastian zagadnął do Uli.
-Tylko proszę nic nie mówić mu o naszej wizycie i rozmowie – uprzedziła kadrowego komisarz Potaczek. —A wracając do Gdańska, to ci zatrzymani po okazaniu zdjęć Karpińskiego stwierdzili, że również  i go widzieli w tym parku. Zapamiętali go, bo podobny jest do tego aktora Wesołowskiego.
-Wiola powiedziała mi, że ktoś taki przyglądał mi się na pokazie- wtrąciła pośpiesznie Ula.
- Bo jest podobny-odparła komisarz, pokazując zdjęcie sympatycznego blondyna. —Szli za nim chwilę i słyszeli, jak rozmawiał z kimś ostro i głośni przez telefon. Z tego, co zrozumieli, to chyba ktoś mu groził, bo mówił jakiemuś Winci coś w rodzaju, ile będę jeszcze wam winny, wystarczająco dużo zrobiłem, nie mieszajcie mnie do tego, to nie moja działka, wystarczy, że zajmuję się dziewczyną. Później, gdy siedzieli na ławce, to podszedł do nich Winci i zaproponował im kasę za zastraszenie pana Marka.
-Gangsterzy, wielbiciel, złodzieje? Co jeszcze? – mówiła Ula cicho ni do siebie, ni do mundurowych i Sebastiana.
-Karpiński nie jest tu najważniejszy- rozmowę przejął teraz policjant. —Ten Winci jest tu kluczowy. Proszę tylko się nie denerwować, bo to tylko na razie nasze domysły- dodał, zanim przeszedł do meritum sprawy. Być może zainteresowanie panią jest tylko odwróceniem uwagi od Marka i firmy- sprecyzował.
-Czy to znaczy, że chcą uprowadzić Marka? -wtrąciła Ula przez ściśnięte gardło. —Tyle się o tym słyszy.
-Chodzi raczej o wymuszenie haraczu za opiekę nad firmą, autem pana Marka, mieszkaniem, nim samym- szybko wyjaśnił. — Przypuszczamy, że ze skradzionych rzeczy dowiedział się, że może sporo zarobić na tym, a nie bawić się sklepami, lokalami gastronomicznymi czy stacjami paliw. Winci zresztą był już zamieszany w pobieranie haraczy na Opolszczyźnie i od dawna jest notowany w policyjnych kartotekach i poszukiwany. Zmienia tylko rejony działalność i swoje otoczenie, jakby miało ułatwić mu swoją przestępczą działalność.  Teraz jak wynika, przeniknął do szajki okradającej samochody na dolnym śląsku.  A uprowadzenie to najgorszy scenariusz- wrócił do pytania Uli. —Winci zawsze powtarza, że sprawy należy załatwiać bez ofiar i rozlewu krwi.   
- Jeśli chciał pan pocieszyć mnie, to się panu nie udało- stwierdziła niegrzecznie, ale z uzasadnieniem.  —Dochodzi dziewiąta i Marek powinien być od godziny w pracy. Może ten cały Winci zmienił jednak taktykę. Albo ten Karpiński jednak coś mu zrobił.
-Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby uchronić pana Marka i dowiedzieć się, gdzie może teraz być-odparła jej pocieszająco policjantka.  —Patrole mają numer rejestracyjny jego auta i sprawdzają parkingi i ulice. Lada moment nasi asystenci przejrzą monitoring z parkingu sprzed bloku pana Dobrzańskiego i będzie wiadomo, kiedy opuszczał mieszkanie, w którą stronę pojechał i czy był sam. Proszę być dobrej myśli i dzwonić jakby coś się działo- dodała jeszcze na koniec. —Winci pochopnie nie działa.

Następne godziny pracy wlekły się Uli niemiłosiernie i nie miała do niczego głowy.  Nawet wiadomość z policji, że z monitoringu wynika, że Marek z domu wyszedł cały, nie uspokoiły jej. Zastanawiała się nawet, co jest lepsze. Szajka wyłudzająca haracze czy wielbiciel. Po namyśle zdecydowanie wybrała opcję drugą, bo wspólnie z Makiem poradziłaby sobie z wielbicielem, a gangsterzy mogą być nieobliczalni. Chodziła też z telefonem przy sobie na wypadek, gdyby Marek jednak zadzwonił albo ktoś z policji, czy ten jej wielbiciel.
Do firmy przyjechali również Dobrzańscy poinformowani przez policję. Przed przyjazdem byli też na komisariacie. Krzysztof miał wystarczająco dużo znajomych wśród wysoko postawionych mundurowych, aby sprawa nabrała priorytetu.
Dochodziła trzynasta, gdy Ula pojawiła się w recepcji, aby odebrać popołudniową pocztę.   W holu nikogo nie było i gdy usłyszała szum odsuwanych drzwi windy, to obrócił się w przekonaniu, że to Ania. W drzwiach stał natomiast nie kto inny jak Marek we własnej osobie. 


-Marek-  rzekła z niedowierzaniem i radością jednocześnie.
- Cześć Ula- odrzekł mało wyraźnie.
-Co ci się stało? – zapytała, widząc sińca i lekką opuchliznę pod okiem oraz ranki w kącikach ust. Pobili cię.
-Ula ostrożnie- wybełkotał, gdy rzuciła się mu w ramiona i dotknęła bolące miejsca. —Ząb usuwałem.
-Ząb?! Jaki ząb?
-Mądrości. Od trzech dni pobolewał mnie, a w nocy było nie do wytrzymania. Do tego spuchłem i uderzyłem się, idąc po ciemku do kuchni po jakieś tabletki. Rano pojechałem do mojego dentysty. Miał po jedenastej odwołaną wizytę to wskoczyłem w to okienko. Wolałem mieć już to za sobą. A bolał niemiłosiernie. Nawet w znieczuleniu.
-Mogłeś zadzwonić, chociaż-rzekła z wyrzutem, nie zważając, że cierpi i że jeszcze przed chwilą tak strasznie bała się o niego. —My tu wszyscy od zmysłów odchodziliśmy. Milion razy dzwoniłam do ciebie. I Seba, rodzice, a i policja szuka cię.  Nawet nie wiesz, co może ci grozić.
-Telefon mi się rozładował. A co może mi grozić?
-Okazało się, że ten mój wielbiciel to…- zaczęła, ale nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo przerwał jej Olszański.
-Marek! – zawołał.   — Żyjesz na szczęście!? Z kim się biłeś?
-Ledwo, ale żyję. I z nikim się nie biłem, tylko ząb wyrywałem.
-I, co? Pół dnia wyrywałeś ten ząb.
- A próbowałeś, kiedyś wyrywać ósemkę? – zapytał, a gdy Olszański zaprzeczył, to kontynuował. — Najpierw musiałem zrobić sobie zdjęcie panto coś tam, a później siedziałem na fotelu dobrą godzinę i jeszcze na poczekali trochę, żeby dojść do siebie. A i tak taksówką tu przyjechałem.
-A słyszałeś o czymś takim jak telefon – zwymyślał go, pokazując gest trzymanego telefonu przy uchu. —My tu wszyscy od zmysłów odchodziliśmy.
-Telefon mi padł.  Ale dzwoniłem na firmowy numer i uprzedzałem, że spóźnię się, bo u dentysty siedzę. Tylko ten numer pamiętam. Nikt nie odbierał, to nagrałem się na automatyczną sekretarkę. Nie odsłuchaliście nagrania?
-Myślisz, że ktoś miał głowę do odsłuchiwania wiadomości po tym, co powiedziała nam policja – Ula wzięła na siebie obowiązek tłumaczenia.
-Właśnie co z tą policją? – zapytał, idąc z nimi w głąb korytarza.
-Mówię ci Marek historia jak z filmu gangsterskiego- odparł kadrowy, zanim Ula zdążyła cokolwiek więcej powiedzieć.
-Ten mój wielbiciel rzucił inne światło na sprawę i okazało się….- zaczęła Ula.
-Synek- zawołała Dobrzańska, przerywając Uli. — Jak ty wyglądasz.
- Ktoś cię pobił? – dodał od siebie Krzysztof.
-Nie. To tylko ząb i dentysta. Co wy wszyscy macie z tym pobiciem?
-Bo policja sądzi, że ci co okradli twój samochód, chcą teraz haracz wyciągnąć od ciebie- Ula szybko zajęła się wyjaśnieniem z obawy, że znowu ktoś jej przerwie. —A ten mój wielbiciel ma z nimi powiązania. Tych dwóch w parku to też nie był przypadek i pojawili się, żeby nastraszyć cię.   Kiedy więc długo nie było cię, nawet nie odzywałeś się i wyglądasz paskudnie, to pomyśleliśmy, że Winci siłą próbował wyciągnąć od ciebie haracz albo zastraszyć. I trzeba zadzwonić na policję i powiedzieć im, że jesteś cały i zdrowy. A przynajmniej w tym sensie, co ich interesuje.

Niespełna godzinę później Marek i Ula siedzieli na komisariacie, naprzeciwko pani Potaczek i dowiadywali się o kolejnych szczegółach postępowania. Zadała im też kilka pytań na temat ewentualnych głuchych telefonów, listów anonimowych czy przypadkowych i dziwnych zdarzeń. Policjantka poinformowała ich również, że dobrze by było, aby na pewien czas na stanowisko ochroniarza F&D podstawić policjanta.
-Z ostatnich lokalizacji telefonów wynika, że przynajmniej dwie osoby powiązane z Winci kręcą się teraz w pobliżu F&D i pana mieszkania- mówiła, argumentując swoją decyzję. To dla bezpieczeństwa. Zwłaszcza że Karpiński ma się zatrudnić w F&D. Pierwszy już niedługo i może uda się namówić go  na współpracę i powie nam co knuje Winci. Nie był jeszcze karany,  to mógłby liczyć na mniejszy wyrok.  Na razie tylko w kradzieże jest zaplatany.
- Oby chciał- wymruczał w odpowiedzi Marek. —A, co ja i Ula mamy robić przez te dwa dni? -zapytał jeszcze.
-Unikać odludnych miejsc i dzwonić na wypadek anonimów, zastraszeń i głuchych telefonów.

Po wyjściu z komisariatu Ula postanowiła, że po całym dniu obfitującym w niespodzianki czas, wyjść z Markiem na spacer i powiedzieć mu o swoich uczuciach. Park był po drodze do firmy i pomimo ostrzeżeń policjantki, żeby unikać takich miejsc, to postanowiła pójść z nim właśnie tam. W parku zrozumiała, że zakochała się w nim i w parku chciała mu to wyznać.
-Wiesz Marek- zaczęła, obejmując go delikatnie w pasie i przytulając się do niego. — Czasami są takie zdarzenia w życiu człowieka, że przypadek sprawia, że coś nagle odkrywamy.  Coś, co stało się kiedyś i miało być mało ważne, stało się nagle ważne i zaważyło na czymś.
-Ulka a możesz jaśniej- ponaglał.
-Bo widzisz ja ….
-Ula – usłyszeli za sobą głos mężczyzny, a gdy oboje odwrócili się, dojrzeli blondyna podobnego do Wesołowskiego.
-To ty?! Śledzisz mnie -  zaczęła Ula.
-Kocham cię i chciałem zobaczyć cię znowu- usłyszała w odpowiedzi. —Zakochałem się od pierwszego spojrzenia na zdjęcie w jego aparacie w telefonie.  
-To jest chore -mówiła ze zdenerwowaniem. —Mam zadzwonić na policję?
-Ula przecież my….
-Słyszałeś! – wtrącił Marek, podnosząc głos. — Ula nie jest zainteresowana znajomością z tobą.
Chwilę później wyciągnął nóż zza pasa i z obłędem w oczach spoglądał na Marka. Widać było, że jest zdolny do wszystkiego. CDN PO SKAZANI NA MIŁOŚĆ