niedziela, 9 września 2018

Przystań Marek 3/4

Kwadrans od spotkania Piotra i Aleksa w holu oraz chwilę po rozmowie z Sebastianem, Wiola w gabinecie Uli zastała Piotra. Stał tyłem do drzwi i coś przeglądał. Był tak zajęty, że nie słyszał nawet, że ktoś wszedł. Ona zaś długo nie myśląc, nagrała go swoją komórką.


Prędzej zjesz beczkę śledzi solonych, niż poznasz człowieka- myślała, wchodząc do biura i nie wyłączając telefonu.
-A ty bawisz się w szpiega z krainy dreszczowców, że grzebiesz Uli w papierach – zapytała żartobliwie. 
-Ja nie umiem odróżnić wyciągu z konta bankowego od faktury rozmów telefonicznych- odparł bez zająknięcia. —Z nudów tak sobie przeglądam, czym się zajmujecie. Czekam na Ulę. Chciałem przywitać się z nią. Chyba powinna już być?
-To sobie poczekasz trochę. Dzwoniła, że ma coś do załatwienia na mieście i że się spóźni.
- To niedobrze, bo ja za godzinę mam pierwszych umówionych pacjentów i muszę być w szpitalu.
-To powiem, że byłeś- odparła, porządkując biurko Uli i chowając przypadkowo do szuflady szarą kopertę zaplątaną wśród ulotek i zaproszeń. —Odprowadzić cię do wyjścia? -zapytała dość sugestywnie.

Po pożegnaniu Sosnowskiego poszła ze swoim nagraniem i rewelacjami do Sebastiana. Tam zastała Marka, a kadrowy był właśnie w trakcie opowiadania o wydarzeniach z holu.
-Powiedziałem Markowi, co słyszałaś- oznajmił jej, gdy tylko weszła do kadr.
-To ja powiem więcej.  Nasz doktorek czasu nie marnuję. Mam tu wszystko- dodała, pokazując swój telefon. —A wyglądał na takiego porządnego, zakochanego. A teraz wyszły igły z widły.
-Wiola do rzeczy- przerwał je Sebastian.
-Nakryłam go, jak przeglądał Uli pocztę i papiery- odparła, pokazując nagranie.  
-Chyba nie wymyślił sobie, że będzie donosił Aleksowi, co robi Ula- mruknął Marek, chodząc nerwowo po biurze po obejrzeniu filmiku. —Najchętniej poszedłbym do niego i dał w mordę.
-Spokojnie Marek- hamował jego nerwy Sebastian. — Dorwiemy go i mamy przynajmniej plan na dobry początek. Jeśli to prawda to musimy nagrać go jeszcze raz, jak grzebie w papierach Uli a później udowodnić, że działa w spółce z Aleksem. Na przykład, że się z nim umawia.
-Obawiam się, że z tym drugim będzie najtrudniej- odparł pesymistycznie Marek.
-Damy radę- pocieszał Sebastian. —Jestem winny Uli przysługę za te wszystkie świństwa z przeszłości.

Ula tymczasem nieświadoma tego, co dzieje się we firmie poszła nad Wisłę przemyśleć ostatnie wydarzenia.


Bartek, Marek a teraz Piotr. Naiwność Uli sięgnęła trzeciej potęgi- myślała, siedząc na ławce. Który z nich był najgorszy. Przebiegły i interesowny Bartek, słodki kłamca drań Marek czy dwulicowy Piotr. Marek jednak zmienił się i zachowuje mi wierność.  Tak powiedział pijany Sebastian. I dla mnie odwołał ślub. Tylko co z tym, co powiedziała Iza. Niedawno widziała go, jak całował Klaudię. Piotr też dostał minus. Markowi czy Piotrowi? Któremu mogę bardziej ufać po ich kłamstwach i podłościach? Może żadnemu?
Dzwonił również Piotr, ale nie odebrała. Nie była gotowa na spotkanie z nim. Pech sprawił jednak, że w drodze do firmy spotkała go. Niemal wpadli na siebie, to trudno było nie porozmawiać.
-Stało się coś? – zapytał, gdy odsunęła policzek, gdy chciał pocałować na powitanie.
-Stało się Piotr. Okłamałeś mnie w sprawie bójki. To ty zacząłeś.
-I Marek ci tak powiedział. Albo Sebastian?
-Nie. Marek nic mi nie powiedział. Ani Sebastian. Po prostu byłam u zarządcy i sprawdziłam monitoring. To ty rzucałeś piłką w Marka.
-Prowokował mnie słownie- bronił się kłamstwem.
-Tym jak to opowiadał, jak świetnie bawił się w klubie- podpuściła go.
-Dokładnie Ula.
-Nie pogrążaj się Piotr. Rozmawialiście o samochodach. Tak powiedział Seba i to jemu wierzę. A Marek ostatnio zmienił się na lepsze. W przeciwieństwie do ciebie.  I tak dla ścisłości to sobotni cały wieczór spędził ze mną we firmie, w piątek według słów naszych ochroniarzy również był w pracy do północy, a w niedzielę był w domu z pijanym Sebastianem. Nie mógł rozdwoić się, a ty okłamałeś mnie dwa razy. Najpierw mówiąc, że Marek opowiadał, jak to dobrze bawił się w klubie a później o tym, jak wszczął bójkę. Nie wiem, dlaczego go tak oczerniałeś. On nie powiedział złego słowa na twój temat. Ani nie zwalał winy za bójkę.
-Bo ciągle kręci się obok ciebie- wyrzucił ze złością, wyrzutami i nienawiścią. —Nie mogę zrobić kroku do przodu. Ciągle w naszych rozmowach przewija się Ula. Jeśli nie dosłownie to podświadomie.
-Nie jesteś moim chłopakiem, więc nie baw się w zazdrość- wtrąciła.
-Co teraz z nami? Może zaczniemy od chwili sprzed bójki- zagadnął spokojniej.
-Nie Piotr. Na razie to nie chcę cię oglądać. Rozczarowałeś mnie- odparła, odchodząc.

Gdy przyszła do firmy to chciała porozmawiać z Markiem, ale okazało się, że Marek akurat wyszedł do banku. Dzwoniła również do niego, ale nie odbierał. Za to Ala z Izą pojawiły się szybko obok niej i wyciągnęły na kawę do bufetu. Tam czekała na nich Ela w towarzystwie Władka.
-A ty, gdzie podziewałaś się przez cały ranek- zagadnęła Iza, gdy kawa pojawiła się na stoliku. —Był Piotr.
-Poszłam obejrzeć monitoring z boiska. Musiałam sprawdzić, jak było z tą bójką- wyjaśniła krótko.
-Po co Ulka. Wiadomo, że to Marek- wtrąciła Ela.
-Właśnie, że nie. Piotr prowokował Marka. Prędzej okłamał mnie, mówiąc, że Marek opowiadał, jak to dobrze bawił się przez weekend w klubie, a był tu we firmie. W sobotę to nawet ze mną.
-Dookładnie- wyjąkał Władek. —Widziałem was.
-I co teraz Ulka? -zapytała Ala. —Oboje okłamywali cię w swoim czasie.
- Nie wiem, co- mruknęła cicho. —Na razie to nie chcę oglądać Piotra. Widziałam się już z nim i pokłóciłam.  A później zobaczymy.
-Poważnie nie mówisz? -zapytała Iza.
-Bardzo poważnie. Okłamał mnie dwa razy.  Z pełną świadomością i z zemsty na Marku. Oczerniał go, winił za bójkę i teraz mam ot tak zapomnieć o tym?
- Markowi wybaczyłaś, a robił gorsze świństwa- stwierdziła Ela.
- Wybaczyłam po czasie- odparła, szukając w torebce dzwoniącego telefonu. —To Marek- oznajmiła im, spoglądając na ekran telefonu i uśmiechając się na widok imienia Marek. —Muszę odebrać. Dzwoniłam do niego i oddzwania- dodała, odchodząc. 
- Powinna mu wybaczyć- stwierdziła Iza, gdy Ula wyszła.
-Jaakie prze przebacz? – pytał Władek. —Wy naprawdę dalej pchacie ją w ramiona Piotra? Nie widziałyście, jak uśmiechnęła się na widok tego, że to Marek dzwoni i od razu pobiegła do niego?
-Marek swoją szansę stracił i to przeszłość- odparła mu Ela.
-Nie ma sensu prorokować- odezwała się ponownie Ala. —Będzie tak, jak powiedziała Ula. Później zobaczymy.



Z rozmowy telefonicznej Marka i Uli wynikło, że ten wraca do firmy. Ula zaś nie chcąc rozmawiać z nim we firmie, to umówiła się w parku. Dotarcie tam zajęło jej chwilę. Marek w międzyczasie zadzwonił do Sebastiana, aby zapytać go, czy nie wie przypadkiem skąd ta propozycja spotkania.  Upewnił się również, że Ula nie jest wtajemniczona w ich plan zdemaskowania Piotra i Aleksa.


-To, co się takiego ważnego stało, że umawiamy się tutaj? -zapytał, gdy przechadzali się po parku.
-Obejrzałam monitoring Marek i wiem, że to nie ty byłeś winny bójki z Piotrem.
-Czyli do tej pory byłaś przekonana, że jestem winny? – wtrącił z żalem.
-W pewnym momencie zwątpiłam- przyznała się bez kręcenia.  —Wtedy, gdy nie chciałeś opowiedzieć mi swojej wersji.
-A postanowiłaś sprawdzić, bo?
-Niektóre fakty nie zgadzały mi się, z tym, co mówił Piotr i dlatego sprawdziłam, kto zaczął. Najgorsze jednak nie jest to, że się pobiliście, ale to, że całą winę zrzucił na ciebie. Ty go nie oskarżałeś.  W tym mnie bardzo rozczarował.
-Czyli doktorek- dodał w myślach Piotr, ma minus u ciebie- odparł z satysfakcją.
-Ma. Dlaczego mężczyźni nie potrafią nie oszukiwać?
-Ula, jeśli chodzi o piękną kobietę to trudno trzymać się uczciwości.
-To dziękuję, że chociaż ty w tej sytuacji zachowałeś się uczciwie. Jesteś na dobrej drodze, aby żyć, jak należy. I przepraszam, że oskarżałam cię i nakrzyczałam- dodała, dając instynktownie w ramach przeprosin całusa w policzek. Chwilę później poczuła ramiona Marka na plecach.
Co ja robię? – myślała. Znowu trafiłam w ramiona Marka. Tak jak w poprzednią sobotę. I tak dobrze się w nich czuję. Jakby były dopasowane do mnie.
-Przeprosiny, choć nie musiałaś przyjęte Ula- odparł zaskoczony całą sytuacją. —Musimy wracać i popracować trochę- dodał, choć trzymać Ulę w ramionach było mu miło.

Po powrocie Ula zajęła się przeglądaniem płac pracowników. Szczególnie jedna pozycja nie podobała się jej. Adam Turek, choć miała podstawy, aby ominąć jego nazwisko, to na nim skupiła swoją uwagę. Z wykazów wynikało bowiem, że od pięciu lat nie miał podwyżki i zarabiał tyle samo co inni pracownicy księgowości. Wiedziała również, że to on wykonywał spory kawałek pracy za Aleksa. Po krótkim namyśle Turek znalazł się wśród tych szczęśliwców, którym pensja wzrośnie. Chciała też od razu powiadomić go, ale przypomniała sobie, że Adam był na tygodniowym i nieoczekiwany urlopie.
Przez kolejne trzy dni Ula z Markiem pracowali na zdwojonych obrotach, a praca mijała im spokojnie, bez niespodzianek i wesołym nastroju. Zwłaszcza dla Marka nie było to nic męczącego, bo Ula znowu miała zaufanie do niego i miał kolejne plusy u niej za kompetencje, uczciwość i pomoc.


Najbardziej jednak cieszył się z faktu, że pomimo tego, że Piotr dzwonił, to jego ukochana na razie nie była gotowa zobaczyć się z nim.

W czwartkowe popołudnie we firmie rozpętała się burza. Ula bowiem zajrzała do szuflady, gdzie trzymała ulotki i zaproszenia na imprezy we Warszawie. Sama nic nie potrzebowała, ale chciała znaleźć coś dla Maćka, aby mógł zaprosić gdzieś Anię na sobotę. Szara duża koperta od razu rzuciła się jej w oczy. W dodatku w adresie było napisane Pani Prezes Urszula Cieplak, a nie ogólnie Prezes F&D. To, co znalazła w środku, przeraziło ją. Była tam gazetka z odzieżą z sieciówek sprzed trzech lat, projekty na pokaz F&D Gusto oraz ekspertyza o sporym podobieństwie i ewidentnym plagiacie.  Wzięła całość i poszła do konferencyjnej, gdzie swoje biuro miał Marek. On po przejrzeniu materiałów był nie mniej wzburzony i zaniepokojony co Ula.


-Ciekawa jestem, kto nam to podesłał- pytała Ula.
-Ktoś nam życzliwy Ula.  A to, że za ekspertyzą stoi Aleks jestem pewny. Nie mówiłem ci prędzej, ale teraz chyba nie ma sensu ukrywać tego dalej. Wiem coś od poniedziałku tylko, że miłe to nie będzie Ula.
-Skoro już zacząłeś- ponaglała.
-Wiola przypadkiem usłyszała rozmowę Aleksa i Piotra. Jestem ich non grata.
- Jak to Piotra i Aleksa? 
-Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale Wioletta raczej tego sobie nie wymyślał. Nie wiedziała nawet, co słowo non grata znaczy. Na szczęście poszła z tym do Sebastiana. Później nagrała Piotra w twoim biurze. Sama zobacz- dodał, szukając przesłane mu nagranie.  —Nie wiem, po co przeszukiwał twoje biurko, ale widocznie miał w tym swój interes.
-Nie wiesz po co, ale myślisz, że coś knuje.  Prawda? -rzekła dość klarownie.
-Tak Ula. Chyba chce wejść w układ z Aleksem. Chcieliśmy nawet podesłać mu jakieś papiery, zostawić samego i zobaczyć co będzie dalej. Teraz gdy nie spotykasz się już z Piotrem jest to jednak nieaktualne.
-Ale ja chcę wiedzieć Marek. Chcę wiedzieć, co knuje Aleks i jaki jest naprawdę Piotr. Jutro zadzwonię do niego i umówię się z nim. I tak na przyszłość to mów mi o takich rzeczach od razu.
-Ok Ula.
-Teraz musimy iść z tym do Pshemka. Za dwa tygodnie przecież premiera, a kolekcja i projekty są do wyrzucenia.
Po tym, co usłyszała trudno było, skupić się jej na pracy. W dodatku Wioletta dodała, że usłyszała, że Aleks dąży do skompromitowania ich i pozbyciu się z firmy a dla Piotra byłoby to rozkoszą.
Wieczorem po nadgodzinach spędzonych w pracy Marek zajął się Ulą i odwiezieniem do domu.
-Wciąż trudno mi uwierzyć, że Piotr posunął się do takich rzeczy- mówiła z goryczą, gdy odjeżdżali sprzed firmy.
-Ula przestań myśleć o tym, bo nie zaśniesz- argumentował.
-I tak nie zasnę. Muszę przewietrzyć się i ruchu zaznać. Możesz pojechać pod park i potowarzyszyć mi? –zapytała błagalnie.
-Pewnie, że mogę- odparł z zaskoczeniem i zadowoleniem.
Co ja robię- pytała się w myślach. Zapraszam Marka na nocne wędrówki.  To, dlatego że ostatnio ratuje mnie z opresji i potrzebuję czyjegoś ramienia na wsparcie. A Marek to taka moja bezpieczna przystań.
Jest dobrze- myślał tymczasem Marek. Ma do mnie coraz większe zaufanie i po każdej wpadce Piotra u mnie ma pocieszenie. Nie mogę zepsuć tego, więc pilnuj się Marek i nie rób głupstw. Nie całuj na siłę, nie narzucaj się zbytnio. Bądź przyjacielem. Albo wrócę do czasów początku naszej znajomości.
-Dziękuję Marek. Jesteś super przyjacielem- usłyszał równo ze swoimi myślami.
-Może pójdziemy na zapiekanki- zagadnął. —Mniej więcej rok temu zabrałaś mnie na nie.
-Pamiętam i chętnie- rzekła z równą ochotą. —To były dobre czasy Marek- dodała z westchnieniem. —Bez kłamstw, podkładania sobie świni, rywalizacji. Ja byłam twoją sekretarką, mogłam patrzeć na ciebie, rozmawiać i marzyć. Wystarczało mi i byłam naprawdę szczęśliwa.
-To tak jak ja mniej więcej- odparł z zamyśleniem. —Tylko że ja myślałem, że jestem szczęśliwy. To ja byłem prezesem, a nie Aleks. Miałem oddaną sekretarkę a później asystentkę, która odwalała za mnie robotę, kryła przed Pauliną. Ja w tym czasie mogłem spędzać czas na zabawie w klubie z coraz to młodszymi panienkami, bo te w moim wieku pozakładały rodziny. Z perspektywy czasu wiem jednak, że moje życie było bez sensu i jakichkolwiek wartości. Tylko zabawa i aby być wyżej niż Aleks. Zmieniłem się dzięki tobie Ula i będę ci zawsze wdzięczny za to.
-To nie ja tylko twoja silna wola zmiany- rzekła skromnie.
-Nie, nie Ula- wtrącił. —Ja wiem lepiej. Pokazałaś mi wartości, którymi teraz się kieruję. Powinienem iść na kolanach do Częstochowy w podzięce, że cię spotkałem.  To, co Ula może weźmiemy zestaw ekonomiczny? -zapytał, zmieniając temat, gdy doszli do budki z jedzeniem.
-Od kiedy oszczędzasz? - zapytała ze zdziwieniem.
-Od wczoraj. Wczoraj był pierwszy i obiecałem wyżyć za trzy tysiące Ula. (nawiązanie do rozmowy z poprzedniej części.)

Następnego dnia Ula zadzwoniła do Piotra i umówiła się z nim na popołudnie w biurze na rozmowę. Rano natomiast Marek z Sebastianem zainstalowali w jej gabinecie małą kamerkę. O wyznaczonej porze Piotr pojawił się w holu F&D i gdy tylko Władek poinformował ją o tym, to zadzwoniła z informacją do niego, że spóźni się z półgodziny i Wioletta zajmie się nim. Zadanie Wioli zaś polegało na tym, aby posiedziała chwilę z nim, a po telefonie od Seby miała zostawić go samego.


-Ceulek- oznajmiła mu, gdy skończyła rozmawiać. —Zaprasza mnie na kawę, a Ula kazała mi zajmować się tobą. I co mam wybrać Piotrusiu? Lojalność do pani prezes czy miłość.
-Miłość- odparł, ułatwiając jej zadanie. —Ja sobą zajmę się sam.
- Tylko że Ulka dała mi zadanie bojowe- rzekła, ściszając głos. —Muszę pilnować tego, jak kwoka jajek- dodała, pokazując teczkę.  —Papiery nie mogą wpaść w niepożądane ręce. Dokładnie mówiąc to w ręce Febo. Tak powiedział Marek. Inaczej będzie komora i swawola.
-Papierów popilnuję również- zapewniał.
-Dzięki. Jednak jesteś porządny. Nie wiem, dlaczego Ulka gniewała się na ciebie- mówiła, zbierając się do wyjścia. —Tylko pamiętaj, jak kwoka jajek- rzuciła, wychodząc.

poniedziałek, 3 września 2018

Przystań Marek cz 1 i 2 /4

Część 1


Piątkowy letni wieczór był nietypową porą na pracę dla Marka Dobrzańskiego, bo jeszcze parę tygodni temu takie piątkowe wieczory spędzał wszędzie oprócz pracy, a pracę zostawiał swojej wiernej asystentce Uli Cieplak. On tymczasem bawił zazwyczaj wraz z Sebastianem w Klubie 69 i podrywał kolejne panienki. Mógł na taki luz pozwolić sobie, bo był prezesem firmy, a Ula była w nim zakochana, robiła wszystko, co jej kazał i poniekąd wykorzystywał z premedytacją jej miłość. Teraz sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni i to Ula była prezesem, a on kimś w rodzaju jej asystenta. Dwa tygodnie temu bowiem dała mu taką szansę i zamierzał funkcję asystenta utrzymać jak najdłużej. Mógł w ten sposób być blisko niej, pomagać a przede wszystkim patrzeć, a czego jawnie nie mógł robić jeszcze całkiem niedawno. Powodem tego zaś było to że po aferze z PRO- es  i objęciu przez Ulę stanowiska prezesa na jej życzenie i poniekąd na swoje nie mógł nawet pokazywać się we firmie. Jej zachowaniu i temu, że nie chce go oglądać i trzyma  na dystans nie dziwił się, bo kiedyś skrzywdził ją i oszukał i trudno było wszystko wyprostować. Szczęście jednak dopisywało mu i z pomocą Sebastiana oraz pomocy dobrych duszków Ula stopniowo łagodniała i najpierw pozwoliła przychodzić do firmy, a później zaproponowała wspólną pracę. Z takiego obrotu sprawy był jak najbardziej zadowolony i jedynie Piotr Sosnowski, niedawno poznany chłopak psuł mu humor, bo ciągle kręcił się obok Uli. Teraz jak mniemał był z Ulą na żaglówce, a on zadręczał się tym faktem. Nawet tuż przed jej wyjazdem popołudniem w piątek poprosił ją, aby nie jechała, ale jej odpowiedź była jednoznaczna, że nie zamierza rezygnować z wyjazdu



Kserowanie stosu dokumentów było dość nudne, ale robił to dla swojej pani prezes, bo nie chciał jej zawieść. Odrzucił nawet propozycję Sebastiana pójścia do klubu i zabawienia się w towarzystwie jakichś dziewczyn. Teraz takie życie do niego nie należało i postanowił dotrzymać danego słowa Uli i przygotować wszystkie dokumenty na poniedziałek. Przy tej monotonnej pracy mógł przywołać też obrazy z czasów, gdy on był prezesem.
Wszystko do nas powraca- myślał chmurnie na myśl, że jego ukochana pływa teraz po jeziorze z Piotrem Sosnowskim. Kiedyś to ona była zazdrosna, gdy ja w tym biurze baraszkowałem z Klaudią albo Mirabellą a teraz ja jestem zazdrosny i to boli. I to ja pracuję, a ona bawi się z innym.
Z pracy wyszedł późno i pojechał do swojego mieszkania. Zasnąć i tak nie potrafił i przeleżał bezsennie całą noc. Do firmy zaś wrócił nazajutrz popołudniu, aby  skończyć pracę.

Ula tymczasem w piątek wieczorem wróciła do Rysiowa, bo Piotr nieoczekiwanie musiał odwołać wyjazd i zająć się pacjentami w zastępstwie kolegi z pracy. Następnego dnia zaś od rana po głowie kołatała jej myśl, aby  pójść do firmy i pomóc Markowi, bo źle się czuła, z tym że zawaliła go pracą na dwa dni. Myśl tę jednak odrzucała od siebie. Głównie, dlatego że Ala, która gościła u niej mówił, że jak popracuje, to dobrze mu to zrobi. Po obiedzie jednak pokusa była tak duża, że pojechała do firmy. W F&D pojawiła się po szesnastej, a od ochroniarza Władka dowiedziała się, że Marek pracuje od dwóch godzin i że poprzedniego dnia według słów jego zmiennika z pracy wyszedł po północy. 
Z wjechaniem na piąte piętro zajęło jej chwilę, a Marka zastała skupionego na pracy w sali konferencyjnej, gdzie zainstalował swoje biuro.


-Cześć Marek- rzekła od drzwi.
-Ula? - rzekł zaskoczony, uradowany i zainteresowany pojawieniem się jej tutaj, bo miała być daleko od niego i pracy.
-We własnej osobie a wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył- odparła, widząc jego spojrzenie.  
-A twój wyjazd? – pytał, nie wierząc ciągle, że jest.  
-Piotr musiał zastąpić kolegę na prowincji w białej sobocie i niedzieli, więc przyszłam z pomocą- odparła, podchodząc do niego. —To nad czym teraz siedzisz?
-Nad reklamą. Zarys kampanii już mam i zabieram się właśnie za kosztorys.
-To świetnie trafiłam Marek- rzekła, siadając obok. —Kosztorysy to mój konik. To znaczy ty na pewno świetnie poradziłbyś sobie beze mnie, ale dwie głowy to nie jedna.
-I zawsze we dwoje raźniej Ula.
-Raźniej i szybciej Marek- dodała. —Gdybym nie przyszła, to musiałbyś kolejną noc zawalić albo niedzielę. A przecież masz swoje życie, plany odpoczynku.
Moje życie i plany to ty Ula. Gdybyś tylko dała mi szansę.
-Pomijając to, że byłoby mi głupio w poniedziałek rano, że zostawiłam cię z pracą samego, a ja siedziałam bezczynnie w domu- kontynuowała tymczasem Ula.
-Daj spokój Ula- mówił z zażenowaniem.  —To moja praca.
-Teraz to nasza praca- wtrąciła zdecydowanie.

Przez kolejne dwie godziny pracowali zgodnie i nieprzerwanie. O osiemnastej zaś zrobili sobie przerwę na kolację.
-Zgłodniałem Ula. Może zamówimy coś do jedzenia? – zapytał, rozciągając kości.
-Chętnie coś zjem, ale zamiast zamawiać jedzenie, poszlibyśmy gdzieś. Przyda się nam przewietrzyć głowę i rozprostować kości.
-Ok Ula. To gdzie idziemy. Do twojej budki na zapiekanki, próbujemy w restauracji, czy w inne miejsce.
-Do baru tu niedaleko. To nowy lokal nieodkryty jeszcze i mają tam świetne zapiekanki ziemniaczane z brokułem, pieczarkami i innymi dodatkami na życzenie.
-Brzmi smakowicie Ula.
Kwadrans później byli na miejscu, znaleźli wolne miejsce i zamówili dania.
-Całkiem ładnie tu– rzekł, rozglądając się po sali. —Tak przytulnie.
- Ładnie, smacznie, w dobrej cenie, jakości i dostępne dla wszystkich- dodała od siebie.  —Wróżę właścicielom sukces.
-To jest trochę tak jak z naszą kolekcją.  Dobra marka, jakość i cena będzie przystępna.  Już jest zainteresowanie.
-Żeby tylko nie zapeszyć Marek- mówiła, nie wiedząc, że za sprawą Febo nad ich kolekcją właśnie teraz zbierają się czarne chmury. —Paulina i Aleks spokojnie ostatnio to znoszą.
-Bo nic nie mogą wskórać. Nawet tato jest po naszej stronie. Zobaczysz Ula za trzy tygodnie będziesz cieszyła się sukcesem.
-Będziemy Marek- poprawiła go. —To nasze wspólne dzieło.
Chwilę później kelnerka przyniosła im dania, a po niecałej godzinie zaś wrócili do pracy i tak jak przed wyjściem pracowało im się dobrze. Ula nie mogła też oprzeć pokusie spoglądania na profil Marka. Twarz była przystojna, ale widać było, że jest zmęczony, choć nie pokazywał tego po sobie. W czasie jednego takiego spojrzenia  poczuła nawet chęć przytulenia go albo chociaż pogłaskania po policzku i odwdzięczenia  się w ten sposób za pomoc.



 Tuż przed dziesiątą oboje stwierdzili, że czas kończyć pracę i poskładali, pochowali papiery oraz pozbierali swoje rzeczy.
-To, co Ula odwiozę cię do Rysiowa- zaproponował.
- Gdybyś mógł- odparła, idąc z nim w stronę drzwi. —Nieciekawe towarzystwo jeździ nocnym kursem.
Do wyłącznika światła zaś sięgnęli razem, a ich dłonie przypadkiem spotkały się w krótkim dotyku. Ula wiedziała też, że jeśli teraz spojrzy na niego to stanie się coś, co nie powinno się wydarzyć. I nie myliła się mocno, bo jak tylko uniosła wzrok, to zobaczyła twarz Marka bardzo blisko swojej twarzy. Sama również nie odrywała od niego wzroku. To zaś było dla niego przyzwoleniem i delikatnie bez pośpiechu pocałował ją. Z rozkoszy lekko westchnęła, oblizała wargi po pocałunku, a jego usta wróciły do jej ust. Tym razem pocałunek był znacznie dłuższy i namiętny i tak jak chwilę prędzej ogarnęło ją cudowne uczucie.  W ramionach Marka czuła się bezradna i szczęśliwa. Zastanawiała się też, czy jak zaprotestuje, to Marek puści ją, ale fakt był taki, że nie potrafiła zaprotestować, bo usta i pieszczoty Marka były wspaniałe. Przypomniał się jej też widok sprzed paru minut, gdy Marek wyglądał na zmęczonego i chciał przytulić go. Marek tymczasem nie zamierzał spieszyć się i miał swój plan. Chciał być delikatny i przedłużać pieszczoty, aby Ula mogła wspominać te chwile jak najdłużej. Zwłaszcza wtedy, gdy byłaby z Sosnowskim i to on by ją całował.
Kolejne westchnienia Uli i pocałunki przerwał dzwonek telefonu Marka.
-To Tomek barman z klubu- wyjaśnił, gdy spojrzał na wyświetlacz.
-Odbierz- odparła, a później wsłuchiwała się w krótką rozmowę.
-Tomek powiedział, że Sebastian upił się i kima u niego na zapleczu. Muszę pojechać po niego, zanim szef Tomka zorientuje się w sprawie.  I przepraszam Ula. Nie powinienem całować cię.
-Nie powinieneś- odparła, choć wiedziała, że od dobrej pół godziny sama chciał przytulić się do niego i pogłaskać zmęczoną twarz. —Pójdę już. Autobus mam za kwadrans.
-Odwiozę cię Ula- wtrącił. —Najpierw pojedziemy po Sebastiana, zawiozę go do siebie, położę spać i odwiozę. Dużo czasu nam to nie zajmie, a telepać się autobusem po nocy nie pozwolę ci. Sama mówiłaś, że to niebezpieczne.
-Niech będzie Marek.

Do Klubu 69 było blisko i dojechali w dziesięć minut. Wpakowanie Seby w samochód z pomocą Tomka dużo czasu również nie zajęło i po kolejnych dziesięciu minutach byli na Siennej. Tam było gorzej i Marek musiał skorzystać z pomocy Uli, aby dowlec Sebastiana z samochodu do windy. 


Winda, choć wydawała się najłatwiejszym etapem w dotarciu na dwunaste piętro, to okazała się jednak najgorsza, bo ruch do góry spowodował, że część zawartości żołądka Olszańskiego wylądowała na sukience Uli.
-Pięknie Marek- warknęła głośno. —Sukienkę mi spaprał.
-Zrozum go Ula, przechodzi trudny okres- tłumaczyła przyjaciela. —Wioletta jest z Arturem, a on zrozumiał, że chciałby z nią być.
On przynajmniej upił się z rozpaczy- pomyślała momentalnie. A ty odpuściłeś sobie mnie, jak tylko poprosiłam cię o to. Chociaż po tym co zaszło w biurze, to może nie odpuściłeś?
Po wejściu do mieszkania i zataszczeniu Sebastiana do sypialni Ula poszła do łazienki zaprać sukienkę, a Marek wziął szmatkę i wiadro i poszedł umyć podłogę we windzie. Gdy wrócił, poszedł do sypialni, a Ula na chwilę przystanęła przy drzwiach niezauważona przez niego.
-Z tą wiernością Ulce miałeś całkowitą rację Marek- usłyszała bełkot kadrowego. —Tak jak z tym że nie poszedłeś ze mną do tego klubu na podryw. Teraz wyglądałbyś tak jak ja.
Wierności Ulce- myślała. Marek jest mi wierny?  Mówią, że pijak prawdę mówi, to może coś w tym jest.
-Mówiłem ci, że picie to nie jest dobra metoda na rozterki miłosne- usłyszała w odpowiedzi Marka.
Chwilę później schowała się w łazience ponownie, a Marek pojawił się tam tuż po niej.
-Samego nie powinieneś zostawiać go Marek- mówiła głośno. —Sypialnie ci jeszcze zabrudzi tak jak moją sukienkę albo coś zniszczy, jak będzie chodził po mieszkaniu. Zamówię taksówkę i sama wrócę do domu. 
-Odwiozę cię tak jak obiecałem Ula- wtrącił zdecydowanie. 
-Nie musisz. Mówiłam, że mogę taksówką wrócić. 
-Szkoda pieniędzy na taksówki- przekonywał. Nocne i weekendowe kursy są dwa razy droższe.  A Sebe przypilnuje mój sąsiad Radek.  Obiecał, że będzie za jakieś piętnaście minut. I przepraszam za Sebastiana.
-Nie twoja wina- rzekła ugodowo.
-Może do salonu wejdziesz i tam poczekamy na Radka?  - zapraszał, pokazując gestem ręki dalszy ciąg mieszkania.  —Tak w toalecie nie wypada przyjmować gości- argumentował.
-Fakt nie wypada- odparła, idą we wskazanym kierunku.
Mieszkanie Marka było całkiem ładne i oprócz obejrzanej już łazienki, sypialni i przedpokoju składało się jeszcze z salonu z aneksem kuchennym.
-Całkiem przytulnie Marek- rzekła, rozglądając się po pomieszczeniu.
-Mam nadzieję, że kurtuazja to nie jest- zagadnął.
-Nie skąd. Prawda, tylko prawda i sama prawda. I masz tę zaletę, że do pracy jest blisko.
-Dokładnie. Może przestanę się w końcu spóźniać- zażartował.
-Przecież nie spóźniasz się do pracy- stwierdziła mimo to poważnie. —Jesteś nawet przede mną. Spóźnianie było w grafiku twojego starego życiu.
-Do którego nie zamierzam wracać Ula- wtrącił. —Niektórym trudno w to uwierzyć, ale zmieniłem się i tak już pozostanie. Żałuję, tylko że tak późno zrozumiałem, że warto zmienić swoje życie.  Być może wszystko potoczyłoby się inaczej.
-Lepiej późno niż wcale, jak to mówią- odparła, wysilając się na optymizm w głosie. —A morze jest głębokie i szerokie.
-Czas też nie cofnę- wymruczał  cicho.
Radek w końcu przyszedł, a oni chwile później wyszli i pojechali w stronę Rysiowa. Przed jej domem pożegnali się tylko i Marek wrócił do mieszkania i Sebastiana.

Dzień później Ula dzwoniła dwa razy do Marka z pytaniem, co u Sebastiana, ale zarówno rano, jak i popołudniu kadrowy ciągle spał i dopiero wieczorem doszedł do siebie.
-Śniło mi się, że byłeś tu z Ulką- rzekł, gdy pił wodę z tabletką.  —Wyzywała na coś okropnie Marek.
- Bo tu była Seba- odparł. —Pomogła mi nawet wtaszczyć cię do windy i mieszkania. I na ciebie bluzgała, bo pobrudziłeś jej sukienkę.
-Serio mówisz, bo nic nie pamiętam- mówił podejrzliwie.
-Bardzo serio- oznajmił mu klarownie. —Podłogę we windzie również zapaprałeś. A Ula dzwoniła i pytała, jak się czujesz.
-Ma dziewczyna serce – rzekł życzliwie.  —Zaraz, zaraz Marek, ale Ula powinna teraz pływać po jeziorze- stwierdził po chwili całkiem sensownie, co zaś  oznaczało to że pamięć mu wraca.
-Powinna, ale Piotr miał jakąś akcję charytatywną, wyjazd nie wyszedł i wczorajsze całe popołudnie i wieczór spędziliśmy razem.  I powiem ci, że było gorąco do czasu, jak nie zadzwonił Tomek z klubu z wiadomością, że mam cię odebrać z zaplecza.
- Nic nie pamiętam stary- stwierdził żałośnie.  — A co to znaczy, że było gorąco? Było coś na rzeczy? – pytał z zainteresowaniem.
-Jeśli pytasz czy kochałem się z nią to nie, bo nie był na to czas ani miejsce.  Całowaliśmy się tylko i mam nadzieję, że zapamięta sobie te chwile na długo i przypomni, jakby chciał całował ją Sosnowski.
-To tak sobie to wykombinowałeś- mówił, potakując głową. —Bardzo mądrze Marek. A swoją drogą to doktorek był taki pewny, że Ulka zawinie z nim do przystani, a okazało się, że odpłynęła w twoich ramionach.
-Dokładnie Seba- odparł z zadowoleniem. 
Ula tymczasem całą niedzielę spędziła z rodziną w Rysiowie. Miała też sporo czasu na analizę wczorajszego dnia i na porównania Marka i Piotra.

I pomyśleć, że jeszcze rok temu nie miałam żadnego chłopaka, a teraz dwóch się kręci obok mnie. Nawet nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś zainteresuje się mną tak poważnie.  Z Markiem nic jednak nie wyjdzie i będzie lepiej, jeśli będę trzymać go na dystans.  Wiem, jaki jest. Seba jednak mówił dzisiaj, że jest mi wierny a kiedyś tam, że się zmienił. Pewnie, dlatego tak mówił, bo Marek i Sebastian trzymają swoje strony. I to Piotr jest porządny, nic nie kręci, gra w czyste karty. A tato, Betti i Jasio lubią go. Marka też lubią.  A to, że raz nic nie zrobił nie znaczy, że się nie zmienił. Jedna jaskółka wiosny przecież nie czyni. Muszę od jutra trzymać się z dala od niego. 

Część 2

W poniedziałek rano do pracy Ula szła z mocnym postanowieniem trzymania Marka na dystans. W planach miała również, trzymać się z dala od niego tak długo, jak się da. Los inaczej jednak zadecydował i spotkała Marka w towarzystwie Seby przed wejściem do firmy.
-Cześć Ula- rzekli niemal jednocześnie.
-Cześć- odparła im.  —Wyglądasz znacznie lepiej Seba.
-Dzięki Ula. I przepraszam cię za sukienkę- dodał. —Marek powiedział mi, że zabrudziłem.  Jeśli trzeba, to odkupię.
-Nie trzeba. Plama mi zeszła.
- Marek mówił jeszcze, że pomogłaś zataszczyć mnie z samochodu do windy. Jeszcze raz dziękuję Ula.
-Nie ma za co. A ty Marek masz już zrobiony ten plan na program telewizyjny? – zapytała oficjalnie.
-Zaraz dokończę i za jakąś godzinę podrzucę ci. 
-Świetnie. Jeszcze dzisiaj będziemy mogli umówić się z dziennikarzami. A co z panią z prasy?
-Możemy jechać choćby zaraz Ula. Tylko trzeba uprzedzić ją o wizycie.
-Ty wy sobie tu pracujcie, a ja sobie pójdę- wtrącił Olszański, gdy Ula dzwoniła.




Spotkanie z panią Kowalik oznaczało godzinę w towarzystwie Uli. I choć było to wyjście służbowe to Marek i tak był zadowolony.  Lepsze to niż nic- myślał.
Ula tymczasem miała zgoła inne odczucia, bo chciała unikać sam na sam z Markiem.  Po odjechaniu z parkingu od razu więc ustawiła rozmowę na służbową.
-Postanowiłam przejrzeć listę płac Marek- oznajmiła mu nieoczekiwanie.
-Chcesz po pensjach polecieć? Ludzie ci tego nie wybaczą.
- Tego nie powiedziałam. Chcę sprawdzić, czy jest adekwatna do obowiązków, stażu pracy, wykształcenia. Niektórzy mogą dostać podwyżki.
-Odważnie- stwierdził z respektem. —Ale uważaj na Aleks może tego nie zaakceptować-dodał z przestrogą.
-To pójdę do twojego ojca. I nie tak od razu. Tobie pensja również się należy.
-Ula z głodu nie przymieram- wtrącił.
-Ale cały czas pracujesz.
-Na przyszłość własnej firmy.
- To przyjmij to jako próbę i sprawdzenie się czy dasz wyżyć za jakieś trzy tysiące na miesiąc.
-Wyzwanie przyjęte- odparł z uśmiechem. 

Po powrocie ze spotkania i wejściu do swojego biura Ula zastała tam Wiolettę. Stała przy regale z miną zniechęcenia.


- A ty, dlaczego jesteś taka zmartwiona, zamyślona, smutna?  - zapytała.
-Artur zaproponował mi wspólne zamieszkanie- odparła smętnie.
-No i? Przecież tego chciałaś.
-Ulka, ale to oznacza, że będziemy spać razem, a ja nic nie czuję, jak mnie całuje. Żadnych motylków, robaczków, owadów, wiatru.  Kompletna cisza a przy Sebastianie to miałam burzę piaskową w całym brzuchu.
-I prędzej tego nie wiedziałaś? - dziwiła się.
-Wiedziałam. Po prostu ja z Arturem umawiałam się na złość Cebulkowi za umawianie się z tym Zającem. Myślałam jeszcze, że z czasem zmieni się to i poczuję, chociaż mały zefirek. Teraz wiem, że uczuć nie da się oszukać.
-To coś ci powiem. W ostatnią sobotę Sebastian upił się sztok z tęsknoty za tobą i całą niedzielę leczył kaca u Marka. Z Andżelą nic go nie łączy.
-Naprawdę? - pytała z ożywieniem.
-Bardzo naprawdę. Razem z Markiem przywoziłam go z kluby i słyszałam, jak mówił, że upił się z tęsknoty za tobą.
-Kochany Cebulek. Upił się z miłości. Muszę pójść do niego i porozmawiać. Zanim nie odmieni mu się albo nie pojawi się inna Zającówna.
-Dokładnie tak. Szczera rozmowa Wiola.
Jeszcze tego samego dnia Wiola z inicjatywy Uli zakończyła swój związek z Arturem.
Chwilę po wyjściu Wioletty przyszedł Piotr Sosnowski. Chciał jeszcze raz przeprosić za nieudany wyjazd i zaprosić na szybką kawę.
Uczuć nie da się oszukać- pomyślała, gdy muskał jej usta na powitanie. Kompletny brak reakcji, a jak Marek całował w sobotę to, to miałam motylki i robaczki.
-Miło cię widzieć- rzekł również.
-A jak twoja akcja charytatywna? -zapytała, mając na myśli jego wyjazd na prowincję w ramach białej soboty i niedzieli.
 - Udana. Zdiagnozowałem kilka przypadków chorób serca. Tylko szkoda, że naszym kosztem i z wyjazdu na żagle nic nie wyszło.
-Zdrowie najważniejsze Piotr. Tak samo nasze, jak i innych.
-To może mógłbym zaprosić cię teraz w ramach rekompensaty na szybką kawę.
-Małą chwilę jeszcze mam.

Przyjście Sosnowskiego i wspólne ich wyjście Markowi nie umknęło. Tak jak i powrót oraz to, że na pożegnanie cmoknął Ulę w policzek. Przyszedł właśnie z papierami i był świadkiem czułego pożegnania. 


Nie przejmował się tym, bo wiedział, że kolejne dni będą mieli wypełnione pracą i to z nim będzie spędzała czas. Nie zamierzał również naciskać na Ulę i liczył, że pocałunki z soboty ciągle są w jej głowie.
Tak jak przypuszczał przez wtorek, środę i czwartek miał Ulę prawie tylko dla siebie. Robił jako jej posłaniec, kierowca, sekretarka, doradca i asystent. Zostawiali również razem do późna w pracy.


 Ula jednak dalej trzymała go na dystans i znowu traktowała jak przyjaciela. Tym jednak nie martwił się, bo czuł, że mimo to jest inaczej.  W swoich domysłach nie mylił się, bo Ula dokładnie wiedziała, że to przy Marku drży jej serce a nie przy Piotrze i to z Markiem czuje się lepiej. Miał jednak wadę, bo jako facetowi nie można było mu ufać a Piotrowi tak. Dlatego też ciągła związek z Piotrem i umawiała się z nim, łudząc się, że z czasem coś się zmieni. 


- Znowu wychodzą razem- rzekł mu Sebastian, gdy we czwartek dojrzeli ich na korytarzu. —Nie martwisz się tym.
-Nie- odparł zdecydowanie.  —Gdy rozmawiamy, to unika mojego wzroku, jakby bała się spojrzeć. A rozmawiając z nim, to patrzy w oczy. Nie peszy się, nie denerwuje, nie uśmiecha. Kobiety, gdy coś czują, to się peszą.
-Może i masz rację- orzekł Olszański.  
-Bo mam- odparł pewnie. —Są jeszcze te jej koleżanki. Ciągle wychwalają doktorka i mieszają  w głowie i uczuciach. Gdyby nie one to już dawno wróciłaby do mnie. 

Piątkowe wyjście na kosza Marka i Seby dobrze nie skończyło się, bo Ula dosztukowała im Piotra.  Gdy zaś przyszła na boisko zobaczyć, jak grają to Marek i Piotr mieli ślady pobicia.


-Co się stało? – zapytała, patrząc to na Piotra, to na Marka. —Pobiliście się obaj.
-Sensu zaprzeczać nie ma- odparł Marek za siebie i Sosnowskiego.
-Jesteście gorzej niż dzieci- zezłościła się na nich. —Trzeba opatrzyć te rany- dodała również.
-Będzie lepiej, jak osobno wrócimy- wtrącił Marek. —Pójdę z Sebastianem.
-To o co wam poszło? O mnie? – pytała Ula Piotra, gdy Marek i Sebastian odeszli kawałek.
-Poniekąd.  Ula oni cały czas opowiadali o tym, jak dobrze bawili się przez weekend w klubie. Później, gdy upomniałem ich za te rozmowy, to z zemsty Marek rzucił się na mnie z piłką- mówił, idąc z Ulą w stronę firmy.
Nieprawda Piotr. Cały sobotni wieczór spędziliśmy razem, w niedzielę był z Sebą w domu, a w piątek według słów ochroniarza również był we firmie do północy. Może z tym pobiciem też jest inaczej. Na razie zachowam to dla siebie i wszystko dokładnie sprawdzę. 
-A mi powiedział, że pracował przez dwa dni- odparła dość sugestywnie.
-Skoro obiecał, to powiedział- stwierdził z zadowoleniem, że kolejne kłamstwo udało mu się jej wcisnąć. —I wiesz przynajmniej, że kłamał.
-Nie po raz pierwszy- dodała cicho.
Po odprowadzeniu go do swojego gabinetu i opatrzeniu rany apteczką, poszła po lód do socjalnego.  Tam zaś zastała Marka. Tak jak ona przyszedł po lód.
-Zadowolony jesteś? – zapytała od drzwi.
-Nie, bo nie chciałem, żeby tak to się skończyło i to nie ja miałem okazję pierwszy się wytłumaczyć.
-To może opowiesz mi swoją wersję?
-Teraz nie ma to znaczenia Ula. Moje słowo przeciw jego. Komu uwierzysz? Mogę jedynie powiedzieć, że mi głupio i że mam kolejny minus u ciebie.
-Sam sobie je stawiasz- odparła, odchodząc.
Może w tym Piotr mówi prawdę i Marek, naprawdę pierwszy zaczepiał Piotra- myślała, wracając z kostkami lodu do swojego gabinetu.
Po powrocie do biura postanowiła podejść Piotra.
-Spotkałam Marka i rozmawiałam z nim- zagadnęła. —Wszystkiemu zaprzecza i twierdzi, że ty jesteś winny. Podobno prowokowałeś go i dlatego nie żałuje tego, co się stało- mówiła, nie wiedząc jeszcze, że jest to prawda.
-Było, to do przewidzenia Ula, że tak będzie twierdził. On nie ma żadnych uczuć i kłamie w żywe oczy. Jest jak bandzior. Nie panuje nad sobą i nie wiem, co w nim widziałaś- oczerniał Marka, ale z mniejszą pewnością niż chwilę prędzej.
-Teraz tak samo zastanawiam się, co- odparła zastanawiając się dlaczego Piotr oczernia Marka a Marek , Piotra już nie. 
Gdy Sosnowski wyszedł, poszła do Seby. Pomimo tego, że był przyjacielem Marka, to chciała usłyszeć i jego wersję wydarzeń.
-Możesz powiedzieć, co się tak naprawdę stało? O czym Marek rozmawiał z Piotrem.
-Nie wiem Ula. To znaczy w drodze na boisko to o samochodach rozmawialiśmy. Później gdy zaczęliśmy grę to moja mama zadzwoniła, to odszedłem i stałem tyłem do nich. Marek opowiadał mi tylko, że Piotr powiedział mu, że teraz może tylko ci kawę podawać.  Później podobno dwa razy rzucił w niego ostro piłką. Tak jakby zaczepiał Marka.
-To, dlaczego Marek nie powiedział mi tego. Spotkałam go w socjalnym, gdy był po lód.
-Może, dlatego że tylko winny się tłumaczy. Zresztą doktorek na pewno powiedział swoją wersję a Markowi i tak byś nie uwierzyła.
-Chyba nie- rzekła, zdając sobie sprawę, że pewnie by tak było.

Wieczorem odwiedził ją Maciek. Rozmowa z przyjacielem było, to co potrzebowała teraz.



-Nie wiem komu wierzyć- mówiła, po ty jak opowiedziała o bójce. —Piotr powiedział, że Marek z Sebastianem opowiadali o weekendzie spędzonym w klubie na zabawie z panienkami, a przecież Marek ma stuprocentowe alibi i według słów Sebastiana rozmawiali o samochodach. Powiedział jeszcze, że to Marek zaczął, a gdy rozmawiałam z nim, nie bronił się w żaden sposób.
-Ale i nie potwierdził- wtrącił.
-Nie, ale w przeszłości okłamywał mnie i robił świństwa. Może posunął się i do bójki.  
-Czas chyba Ula, żebyś miała więcej faktów na temat Marka i nie oceniała go tak pochopnie- rzekł wstając z kanapy. Muszę na chwilę do domu wrócić.
Pięć minut później wrócił z listem, który Marek zostawił jej przed wyjazdem na Mazury, a Ula w końcu poznała jego treść. Po lekturze była jednak w jeszcze większych rozterkach.
Na jej szczęście przez sobotę i niedzielę nie musiała oglądać ani Piotra, ani Marka. Sosnowski w sobotę miał dyżur, a w niedzielę Cieplakowie wyjeżdżali, to spotkanie odwołała. Marek tymczasem zastanawia się jak może wybielić się w oczach Uli.

W poniedziałek rano przed pracą Ula pojechała do zarządcy boiska, aby obejrzeć monitoring. Słowa Seby, rozmowa z Maćkiem i kłamstwa Piotra spokoju jej nie dawały.
-Chcę wiedzieć, kto pobił mojego chłopaka- skłamała miłemu ochroniarzowi. — Może ma wrogów. To było w piątek tak około czternastej.


-Jak nic ten chłopak zaczepiał pani chłopak- rzekł chwilę później mężczyzna, pokazując na Piotra rzucającego w Marka piłką dwa razy z rzędu, a po trzecim razie oboje sięgnęli siebie.
-Dlaczego pan myśli, że to jest mój chłopak? – zapytała ze zdziwieniem. —Może to ten drugi.
-Żona kupuje kolorowe pisma i widziałem was razem- odparł.

Wiola w tym czasie szła do Cebulka. Zatrzymała ją jednak rozmowa Piotra i Aleksa. Całości nie słyszała, ale to co usłyszała, dało do myślenia.
Sosnowski bowiem chcąc, kuć żelazo puki gorące, przyszedł niezapowiedziany do firmy, ale w holu czekała go niespodzianka. Obok zdjęć rodziny Dobrzańskich, Febo i Pshemka widniało zdjęcie Uli i Marka znad Wisły. Oglądał je z miną złości i wrogości. Takiego zastał go Aleks.


-Piękna para- rzekł, przystając obok.  —Aleks Febo- dodał.
- Piotr Sosnowski.
-Chłopak pani prezes- rzekł ironicznie.
-Powiedzmy. Tylko on wchodzi mi w paradę. Zawsze nam przeszkadza. Myśli, że jak będzie między nami, odciągał Ulę ode mnie tłumacząc się pracą, to coś wskóra- mówił z nieukrywaną wrogością. —Uważa się za pana świata.
-Rozumiem cię. Moja siostra do dzisiaj cierpi po tym, jak odwołał ślub.
-Najchętniej wysłałbym go na koniec świata albo w inne diabły- dodał Sosnowski.
-To tak jak ja. Chciałbym pozbyć się go z firmy. Najlepiej razem z panią prezes. Mam rachunki do wyrównania z Markiem nie tylko za siostrę, ale i swoje prywatne. I nie powiem, że teraz gdy cierpi i widzi was razem, to sprawia mi to ogromną przyjemność.
-Skoro mamy wspólnego wroga to może warto zjednoczyć siły i pozbyć się go z firmy i życia Uli - rzekł nieoczekiwanie Piotr. —Może spróbujemy udowodnić, że działają na niekorzyść firmy.
-Nie powiem, byłoby to rozkoszą dla mnie- odparł Febo w chwili, gdy Wioletta dochodziła do zakrętu korytarza. —Mam nawet już mały plan na kompromitację ich i pozbycie się z firmy– dodał, mając na myśli plagiat związany z kolekcją.
-Nie mniejszą rozkoszą będzie to dla mnie- dorzucił Piotr.
-To mamy wspólnego non grata panie Piotrze- odparł Febo, podając rękę. —Mareczka Dobrzańskiego.
-Dokładnie- odparł Sosnowski.
Chwilę później inną drogą Wiola pomknęła do kadr.
-Co to znaczy non grat Cebulku? -zapytała od drzwi.
-Chyba non grata. Inaczej mówiąc wroga, niechętnie widzianego. A dlaczego pytasz?
-To znaczy źle- ni spytała, ni stwierdziła. —Słyszałam właśnie na korytarzu przypadkiem rozmowę Aleksa i Piotra i Aleks tak właśnie powiedział. To mamy wspólnego non grata panie Piotrze, Mareczka, a ten powiedział, że tak. 
-To niedobrze Wioluś. Zazdrosny Piotr i chcący zemsty Aleks dobrze nie wróży.
-Nie wróży i musimy coś z tym zrobić. Ulka tylko może nam nie uwierzyć, że Piotr wszedł w układ z Aleksem. Musimy wymyślić dobry plan Cebulku.