środa, 16 stycznia 2019

Skazani na miłość cz. 8



Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Paulina po obejrzeniu przesłanych fotografii i przeczytaniu listu było zniszczenie zdjęć. Później zaczęła działać i zadzwoniła do Bartka do Niemiec (on tam pracuje i tylko przyjeżdża do Polski) z zamiarem wyegzekwowania części pieniędzy od niego. Ten zaś zdecydowanie odmówił jej pomocy. Powiedział, że to nie jego sprawa, nie ma takich pieniędzy i nie będzie miał. W dodatku sam zaczął ją szantażować, mówiąc, że jeśli będzie dzwonić do niego dalej, to sam powie Markowi o ich spotkaniach i że on niczym nie ryzykuje tylko ona.  Zachował sobie również na pamiątkę  jej czułe SMS-y z różnych okresów ich spotkań, które nie omieszka się wykorzystać, jeśli zajdzie taka potrzeba.  
Parę minut później dostała również kolejnego SMS-a.
Pieniądze przekażesz w piątek w parku Jaś i Małgosia. I żadnej policji. Ani teraz, ani w parku.
Po niepowodzeniach z Dąbrowskim i kolejnym SMS-ie swoje palny na zdobycie pieniędzy przerzuciła na Mario.  Zamierzała również wykorzystać zdjęcia, które zrobiła w Mediolanie. Co prawda nie słyszała o jego dochodach, ale z czegoś musiał żyć i miał sporo znajomych, od których mógłby pożyczyć pieniądze. Od wczorajszego dnia był również w Polsce. Dłużej nie myśląc i z zadowoleniem, że znalazła kolejne rozwiązane, które jak była przekonana powiedzie się, zamówiła taksówkę i pojechała do miasta. Tam w pierwszym napotkanym kiosku kupiła starter i zainstalowała kartę SIM do zapasowego telefonu. Chwilę później wysłała do Mario SMS-a.
Jeśli nie chcesz, aby Penelope i Kamila opowiedziały policji, co się działo w hotelu Eden w Mediolanie, to szykuj 300 000. Wkrótce odezwę się ze szczegółami. Mamy zdjęcia.
 Zaokrągliła również sumę do trzystu tysięcy za straty, jakie poniosła w Mediolanie.
Na odpowiedź długo nie czekała, bo Mario próbował dodzwonić się do niej, ale połączenie odrzuciła z obawy, że rozpozna jej głos. Wysłała tylko kolejną wiadomość.
Tylko wiadomości tekstowe. Żadnych połączeń telefonicznych. Szykuj pieniądze, a będę trzymała się cicho i z dala od policji. Penelope jest niepełnoletnia. Na zebranie całej kwoty masz cztery dni. Dasz mi je w jednej z galerii. 
Kim jesteś? Tą Kamilą? Znajdę cię i będziemy inaczej rozmawiać. Szantaż również jest karalny  odpisał.
Ty więcej ryzykujesz. Żadnych pytań. Dokładnie, gdzie masz przekazać mi pieniądze, dowiesz się jutro. 

Godzinę później ku zdziwieniu Pauliny Mario zadzwonił do niej na jej prawdziwy numer, ale odrzuciła połączenie. Podobnie było z kolejną próbą skontaktowania się z nią. W końcu wysłał jej SMS-a.
Paulino, musimy się spotkać. Mam coś z naszego ostatniego spotkania co może cię zainteresować. Proponuję za godzinę w Książęcej. Chyba że wolisz spotkanie w firmie albo u ciebie w domu. Sądzę jednak, że lepiej będzie dla ciebie, jak unikniesz tych miejsc. Odpisz, co wybierasz.
Na odpowiedz długo, nie czekał.
Może być Książęca.
Do lokalu dotarła przed czasem. Mario Gotti już na nią czekał.


-Można wiedzieć, co ma znaczyć ten alarm?- pytała, gdy usiadła naprzeciwko niego.
-Potrzebuję trzystu tysięcy i liczę, że mi je dasz.
-Chyba żartujesz? – odparła zdezorientowana.
-Nie i może to cię przekona, że mówię poważnie- mówił, wyciągając telefon. —Zrobiłem sobie na pamiątkę zdjęcia z naszej nocy.  Dwa coś w rodzaju selfie i jedno, gdy jesteś sama- dodał, pokazując jej, jak śpi w jego ramionach oraz gdy jest sama i widać spory kawałek nagich bioder i biustu. —Nie zamierzałem wykorzystywać ich, ale potrzebuję teraz pieniędzy. Jakaś idiotka upiła mnie w Mediolanie, wpakowała do łóżka jakąś małolatę i teraz szantażuje, żądając pieniędzy. Dasz mi te pieniądze, a zdjęcia nie ujrzą światła dziennego.
-To twój problem nie mój. Nie dam ci grosza- mówiła zdecydowanie.
-Naprawdę warto ryzykować szczęśliwe życie u boku Marka dla takiej małej kwoty, jak dla współwłaścicielki potężnej firmy. To on do tej pory jest tym który zdradzał, a okaże się, że i narzeczona nie jest lepsza.
Chwilę później zadzwonił telefon Pauliny i przepraszając oraz zostawiając torebkę, wyszła na chwilę do toalety. Mario w tym czasie wysłał kolejnego SMS-a do szantażysty. Zdziwienie jego było wielkie, gdy chwile po naciśnięciu wyślij, usłyszał dźwięk odebranej wiadomości w torebce Pauliny. I choć wydawało się to niemożliwe i uważał za zbieg okoliczności, to wykonał również połączenie. Dzwoniący i świecący telefon bez trudu znalazł w jej torebce, a na wyświetlaczu widniał jego numer telefonu. Przy okazji znalazł list przedarty na cztery części i kawałki jakiegoś zdjęcia. Jedno i drugie dało się jednak poskładać. Na koniec zrobił zdjęcia i schował do torebki. Na stoliku zostawił tylko telefon. Zrozumiał również, dlaczego w rachubę wchodziły tylko SMS-y. Podobnie jak Paulina pomyślał, że rozpoznałby jej głos.
Gdy Febo wróciła, to w pierwszej kolejności ujrzała swój drugi telefon leżący obok filiżanki z kawą.
-Koniec żartów Paula. Co ma znaczyć te szantażowani mnie? Robisz to dla zabawy czy chcesz się zemścić za coś?
-Kto pozwolił ci grzebać w mojej torebce- wysyczała.
-Nie grzebałem. Wysłałem szantażyście SMS-a, ale odezwał się twój telefon i coś mnie tknęło, aby zadzwonić i odezwał się ponownie. Teraz możesz powiedzieć, co ma znaczyć to szantażowanie mnie. Ma to związek z tym zniszczonym listem i zdjęciami w twojej torebce.
-Jakim prawem….
-Teraz to ja zadaję pytania Paula- przerwał jej brutalnie. —Dlaczego akurat mnie upatrzyłaś sobie na swoją ofiarę? Sporo wiem, to lepiej będzie, jak mi powiesz.
-Tydzień temu dostałam list z żądaniem zapłaty za nieujawnianie moich spotykań z jednym takim chłopakiem i pomyślałam, że to ty stoisz za tym i to twój sposób na zarabianie na życie. Poleciałam więc do Mediolanu i zaaranżowałam całą sytuację. Chciałam zemścić się tym samym. Wczoraj miałam dostarczyć pieniądze na wskazane miejsce, ale zamiast pieniędzy do torby włożyłam twoje zdjęcia, jak leżysz z Penelope w łóżku i list, a dzisiaj dostałam te zdjęcia i list. Po prostu pomyliłam się Mario i nie wiedziałam, jak zdobyć te pieniądze.
-Ty nie masz pieniędzy, żeby zapłacić? -pytał drwiąco. —Trudno mi w to uwierzyć.
-Aleks zajmuje się moimi wydatkami i mam limit. Jak wypłacam więcej niż dwadzieścia tysięcy na miesiąc, to blokuje mi się karta i konto. Na co dzień zaś żyję z pieniędzy Marka. Od niego ani od Aleksa nie mogę zabrać takich pieniędzy. Pytaliby po co. Musiałam więc coś wymyślić. Ale teraz jedziemy na tym samym wózku. Ty wiesz o mnie sporo, a ja o tobie.
-I tu się mylisz- odparł pewnie i z miną zwycięstwa. —Poskładałem potargany list i zdjęcie i sfotografowałem. Rozmowę również nagrywałem. Mój dowód na moją niewinność. Tak więc szach i mat Paula. Będziesz tańczyć jak ci zagram. 

Ogłoszeń w gazecie Paulina nie miała zwyczaju czytać, ale teraz była zmuszona do przejrzenia prasy. Reklama Szybka gotówka bez zaświadczeń, żyrantów, od razu wpadła jej w oko i zadzwoniła. Zwłaszcza że była mowa nawet o dwustu pięćdziesięciu tysiącach do pożyczenia na odpowiedni procent. Panowie udzielający kredyt po rozpatrzeniu jej wniosku i sprawdzeniu wypłacalności dali umowę do podpisania, a pieniądze do jej ręki trafiły w ten sam dzień. 


 Marek tymczasem nawet nie zauważył, że Paulina ma jakieś problemy. Jedynie co go dziwiło to, to że nie robi mu awantur. Tym zaś nie przejmował się i tłumaczył, że zajęta jest przygotowywaniem przyjęcia zaręczynowego. Miał też swoje problemy firmowe, bo w firmie w asyście policji pojawiła się straż graniczna, wywołując lawinę domysłów i plotek. 


-Ostatnio koło Aleksa kręcił się jego dawny znajomy Mario Gotti- opowiadał Uli w czasie wyjścia na lunch i po wizycie mundurowych. —To facet, który w przeszłości wplątany był w rozprowadzanie materiałów bez akcyzy na terenie Polski i wygląda na to, że wrócił do procederu. Teraz policja znowu zaczęła interesować się nim i pytali mnie o niego i Aleksa. A Aleks nalegał właśnie na sprowadzenie materiałów z konkretnej firmy. Firmy, z którą ma podobno Mario powiązania. Niewykluczone, że Aleks wiedział, że materiały będą nielegalne i chciał mi podłożyć świnie. Gdybym sprowadził je, musiałbym zapłacić sporo akcyzy i obciążył firmę.  Tym samym miałby argumenty dla ojca, że nie nadaję się na prezesa, bo nie sprawdziłem sprzedawcy. 
-Myślisz, że byłby zdolny własną firmę  pogrążyć? -pytała z niedowierzaniem. 
-Ja to wiem- wtrącił zdecydowanie.  —A ty jeszcze go nie znasz. Ciągle zazdrości mi, że wygrałem konkurs na prezesa- mówił z rozgoryczeniem. Ale jak dobrze pójdzie i udowodnię, że celowo podsuwał mi felerne materiał, to wkrótce nie będzie już dyrektorem finansowym. Może nie będzie go nawet w Polsce. 
-Z takimi planami to na wojnę z nim idziesz- przestrzegała poważnie. Z nim i Pauliną. Ona nie wybaczy ci tego, że wyrzuciłeś Aleksa z firmy. Ani tego, że wyjechał. Nie mogą bez siebie żyć. 
-Zawsze będzie mogła wyjechać z nim- rzekł, wprowadzając ją w zaskoczenie, bo o tym, że nie kocha Pauliny, słyszała od dziewczyn i jego samego, ale nie spodziewała się, że jest tak źle.
-Jak wyjechać? -pytała zdezorientowana. —Macie się przecież oficjalnie zaręczyć za trzy tygodnie, a za siedem miesięcy brać ślub. Będziecie żyć tak na odległość? To się nie udaje.
-Sęk w tym Ula, że jestem coraz dalej od zaręczyn i bycia z Pauliną- wtrącił nieoczekiwanie. —Nie mogę być z kobietą, która denerwuje mnie i śledzi na każdym kroku. Poza tym od bardzo dawna tylko firma nas łączy, a to nie jest dobry argument na bycie razem. Nie jestem nawet pewny czy była między nami kiedyś miłość, czy była to tylko fascynacja. Zresztą cokolwiek to było, to się dawno wypaliło i nie da się odbudować.  Nic nie powiesz? -zapytał, gdy Ula milczała dłuższą chwilę.
-Zaskoczyłeś mnie po prostu- odparła skołowana, tym co usłyszała.  —Tak trzy tygodnie przed zaręczynami, to dość odważna decyzja. Twoi rodzice tylko o waszym ślubie mówią.
- Dużo myślałem o tym i chyba lepiej jest teraz rozstać się niż przed ślubem albo później się rozwodzić- argumentował. A rodzice, jeśli to mnie bardziej kochają to powinni zrozumieć.
-Bądź, co bądź nie chcesz zrobić nic złego Marek, tylko o swoje szczęście walczyć - próbowała pocieszać, bo wyczuła z tonu Marka, że z rodzicami łatwo nie będzie. — A rodzice wiele mogą wybaczyć dzieciom.
-Obyś miała rację Ula- odparł, ale bez przekonania.—Ja w każdym razie jak zakończy się śledztwo w sprawie Mario i Aleksa, porozmawiam poważnie z Pauliną. A to dłużej niż tydzień ma nie trwać.
Wszystko,  co mówił jej Marek, było dla niej takie nieoczekiwane. Nie oznaczało jednak, że zwiąże się z nią, bo wiedziała, że odbiega urodą od innych jego dziewczyn, a to, że byli ze sobą dwa razy nic nie znaczyło. Sama się na to godziła, nie licząc na wiele. Z każdy dniem miała jednak moralne wyrzuty sumienia, że oddaje się mu i że już niedługo będzie zajęty. Zemsta na Paulinie zemstą, ale trzeba w końcu znaleźć umiar. Zastanawiała się również jak to będzie, gdy za tydzień znowu przyjdzie im wyjechać na objazd butików. Zwłaszcza że przez ostatnie dni od czasu jak mieli to nieoczekiwanie spotkanie u niego w domu, Marek zachowywał się jak nastolatek odkrywający dopiero co życie intymne. Nie było dnia, żeby jej nie całował i nie posyłał słodkich uśmiechów. Robił to zaś tak rozbrajająco, że ciągle nie potrafiła oprzeć tym jego słodkim pocałunkom i zalotom. Gdy przychodziła do niego do gabinetu, to zasuwał żaluzje i całował. Winda była kolejnym miejscem, gdzie nie szczędził sobie pieszczot. W przeciwieństwie do Uli Marek jednak żadnych oporów na romansowanie z nią nie miał. Co więcej, odpowiadał mu taki układ, bo Ula w odróżnieniu do byłych kochanek biurowych, nie wymuszała na nim małżeństwa ani rozstania z Pauliną. Nie wymagała również kupowania drogich prezentów i nie wykorzystywała finansowo. Nigdy też nie miała fochów tylko chodziła zadowolona i cieszyła się drobiazgami. Dlatego też tak chętnie spędzał z nią czas w firmie i poza nią. Zabieranie zaś w nastrojowe miejsca sprawiało przyjemność zarówno jemu, jak i Uli. Od wyjść nie powstrzymywał ich nawet fakt, że była druga połowa października i pogoda się zmieniła. Marek w tych wyjściach miał również drugi cel, bo chciał zaskarbić sobie przychylność Uli i w niedługim czasie namówić ją do wspólnych interesów. Potrzebował kogoś uczciwego, zaradnego i kompetentnego, a Ula taka była. 




Paulinie tymczasem, oprócz sprawy z szantażem, sen z powiek spędzał Mario i to, co posiadał i wiedział. Zwłaszcza po tym, jak dowiedziała się o jego kryminalnej przeszłości.  Wkrótce jej sytuacja się jeszcze bardziej skomplikowała, bo policja w telefonie Mario znalazła ich SMS-y. Znaleźli również zdjęcia, które zrobił Mario i nagranie ich rozmowy.  Po tym tropie i zarejestrowanym numerze na Paulinę Febo trafili do niej i do sprawy szantażowania jej. Od tej pory mieli ją również na oku. Na miejscu oddania pieniędzy pojawili się także. Musiała również pójść na komisariat i złożyć wyjaśnienia. To zaś wiązało się z tym, że Marek mógłby dowiedzieć się o jej problemach. Szczęście jednak dopisywało jej, bo Marek tym, co robi i gdzie chodzi, zainteresowany nie był. Policjanci zaś zajmujący się sprawą materiałów, sprawę szantażu przekazali całkiem innej sekcji i Marek o jej problemach okazji dowiedzenia się nie miał. Mario, zaś okazał się niewylewny i pomimo swoich problemów milczał na temat sprawy Pauliny. Jedynie czego Febo obawiała się to, to że gdzieś na wolności są wspólnicy Adama Kurka mężczyzny, który próbował wyciągnąć od niej pieniądze. Tym zaś okazał się sam Bartek Dąbrowski, który dla niepoznaki szantażem kierował z Niemiec. Na zrealizowanie swoich planów polegających na ujawnieniu zdjęć jak spotyka się z Pauliną, okazji jednak nie miał. Zanim dowiedział się o niepowodzeniu planu, został bowiem aresztowany. Tym nie przejmował się i zamierzał wykorzystać to, gdy skończy się jego sprawa i zyskać dużo więcej. Liczył też, że będzie to parę miesięcy.  To tej pory nie był karany ani nie groził uszczerbkiem na ciele, to spodziewał się mniejszego wyroku albo nawet w zawieszeniu. Paulina natomiast liczyła, że Dąbrowski przesiedzi w więzieniu przynajmniej rok, a ona w tym czasie zdąży już wyjść za Marka. Później zamierzała  jak najszybciej zajść w ciążę i już na dobre zatrzymać przy sobie Marka. Wiedziała bowiem, że  jeśli nawet Bartek swoje groźby zrealizowałby, to Marek na pewno by jej nie zostawił w ciąży. Zawsze mówił o gromadce dzieci, a ona dla dobra własnej sprawy, mogłaby się poświęcić. 

wtorek, 8 stycznia 2019

Skazani na miłość cz. 7



Poprzednią 6 część szukajcie w grudniu.
+18

Anonim przesłany Paulinie dużo informacji nie zawierał, ale uznała, że to Mario chce wyciągnąć od niej pieniądze. Żył rozrzutnie a o jego dochodach nikt nic nie wiedział. Dodatkowym wskazaniem na niego było to, że wyjechał na tydzień do Włoch i miał wrócić dokładnie tego dnia, gdy miała przekazać pieniądze. Febo zaś płacić nie zamierzała, bo wiedziała, jak to działa. Zapłaci raz, a będzie musiała płacić ciągle. Drugi powód był taki, że szkoda było jej własnych pieniędzy, a Marka ani Aleksa nie mogła poprosić, bo chcieliby wiedzieć na co. Z problemem musiała więc poradzić sobie inaczej i sama. Musiało to być również coś skutecznego. Plan uwolnienia się od problemu i zemsty jednocześnie na Mario w jej głowie powstał zaś w jedną noc i był prosty, bo chciała znaleźć coś, czym i ona mogłaby go szantażować. Jak wyliczyła też, będzie kosztowało ją to zdecydowanie mniej niż żądana kwota w anonimie.
-O piętnastej lecę do Mediolanu- oznajmiła rano Markowi. —Tak na tydzień. Może trochę dłużej. Muszę zrobić zakupy przed naszymi zaręczynami. To już za miesiąc kochanie- dodała czule.
-Jedź- odparł niezainteresowany jej planami.
-Mógłbyś bardziej zainteresować się tym, co robię- odparła ze wzburzeniem. —Z Poznania nie zadzwoniłeś ani razu.
Bo ty dzwoniłaś do mnie niemal co godzinę- pomyślał.
-Paula nie mam ochoty od rana na kłótnie- wtrącił, bo wyglądało, że Febo się nakręca. —Uprzedziłaś mnie, że wyjeżdżasz, to nie będę szukał cię przez policję. Mam cię odwieźć na lotnisko?
-Nie trzeba. Na rękę ci mój wyjazd- ni to zapytała, ni stwierdziła na koniec. —Będziesz mógł więcej czasu poświęcić na kochanki.
- Skoro tak twierdzisz- odparł spokojnie. —Teraz spieszę się do pracy- dodał, wychodząc z sypialni.
Głównym powodem braku chęci rozmowy z narzeczoną i zainteresowaniem tym, co robi było to, że Ula wczoraj powiedziała mu o propozycji szpiegowania go. Najchętniej też powiedziałby jej prawdę, że wszystko wie i sprawę rozwiązałby od razu, ale chciał mieć również dowody na to, że i Aleks szpieguje go.  Na to zaś potrzebował czasu i dobrego planu. Później w planach miał, definitywne rozstanie się z Pauliną.


Z wyjazdu Pauliny Marek był jak najbardziej ucieszony. Z dobrymi wiadomościami od razu podzielił się też z Sebastianem.
-W końcu mi się poszczęściło- rzekł mu z zadowoleniem, gdy spotkali się przy windzie. —Paula wyjechała i mam tydzień spokoju w domu i pracy
-Czyli czeka nas tydzień przyjemności- odparł Olszański, podzielając jego zadowolenie.
-Dokładnie. Będę miał też czas na zebranie myśli i przygotowanie planu na pozbycie się Febo z mojego życia raz na zawsze.  Ula zdradziła mi, że Paulina zaproponowała jej szpiegowanie mnie i że prędzej sama szpiegowała. To Wiolka przypadkiem wyjawiła jej hasło na komputer Uli i stąd ona i Aleks mieli wiadomości z pierwszej ręki.
-Całe Febo- odparł z sarkazmem kadrowy. —Tylko nieuczciwą grę prowadzą. A ty teraz jesteś już pewny Ulki?
-Jestem Seba. I głupio mi, że kiedyś myślałem inaczej. Obraziłaby się na dobre, gdyby wiedziała, że posądzałam ją o tyle spraw.
-A mi się wydaje, że wiele by ci wybaczyła- odparł klarownie. —Patrzy na ciebie tak samo pożądliwie, jak Klaudia, Dominika czy Lidka.
-Seba- wtrącił. —Fantazja cię ponosi.
-Widzę, co jest Marek. Sam się przypatrz. To który klub dzisiaj zaliczymy?  -zapytał, gdy drzwi windy się otwierały.
Marek chciał ten czas jak najbardziej wykorzystać na zabawę z Sebastianem, ale ku swojemu zaskoczeniu nie mógł zapomnieć również o chwilach spędzonych z Ulą w Gdyni i Poznaniu. Całował, filtrował i kochał się z wieloma kobietami, ale z nią było mu wyjątkowo dobrze. Z nadzieją więc czekał na kolejny wyjazd, ale i liczył, że będzie coś prędzej. Wyjazd Pauliny zaś sprawę mu ułatwiał i dwa dni od jej wyjazdu zaprosił Ulę na wieczorny spacer. Nad Wisłę nogi ich same zaniosły.


-Nigdy nie widziałem Warszawy z tej perspektywy- mówił Marek, patrząc na neony i światła budynków.
-Żartujesz? -spytała podejrzliwie.
-Nie Ula. Przy tobie zresztą wiele rzeczy robię pierwszy raz. Pierwszy raz jestem w takim miejscu, a nie w klubie. Przy tobie jadłem pierwszy raz zapiekanki. Pierwszy raz mogę porozmawiać z dziewczyną na wszystkie tematy, a nie tylko o trendach w modzie i makijażu. I pierwszy raz karmiłem kaczki i pokazałaś mi inny świat.
-Czyli reasumując, jestem prekursorką twojego nudnego do tej pory życia? -pytała żartobliwie.
-Dokładnie Ula- odparł z uśmiechem na jej odpowiedź.
Ognisko było kolejnym spontanicznym i romantycznym posunięciem, bo Ula wkrótce znalazła się w jego ramionach i oddała się jego pocałunkom.


-Dla ilu kobiet rozpalałeś ognisko? -zapytała nieoczekiwanie i przerywając nieco miłą atmosferę.
-Jesteś pierwsza Ula. I skąd to pytanie. Jesteś zazdrosna?
- Nie. Po prostu to takie nieoczekiwane, że pomyślałam, że powlekasz pomysł. 
-Mogę zapewnić cię, że jeśli przyszedłbym tu z jakąś inną dziewczyna, to narzekałaby na mrówki, niewygodę, komary i dławiący dym od ogniska. Ty należysz do całkiem innego typu kobiet. Do niedawna nie wiedziałam nawet, że takie istnieją. 
-Uznam to za komplementy- wtrąciła.
-Bo są Ula- odparł szczerze, bo Klaudii, Dominiki czy Pauliny nie widział w takich sytuacjach.

Przez kolejne trzy dni ukradkowych pocałunków Marek nie odmawiał sobie. Cały czas miał jednak ochotę na znacznie więcej. To zaś spłynęło na niego nieoczekiwanie. Dwa dni przed powrotem Pauliny bowiem złośliwość rzeczy martwych sprawiły, że Ula z dokumentami potrzebnymi na ich spotkanie z panem Błaszczykiem, musiała przyjechać do domu Marka.  Marek przez telefon powiedział jej tylko, że nawalił domowy alarm i włącza się, jak tylko próbuje zamykać drzwi na klucz, a spec ma przyjechać do południa i musi czekać na niego. Pod dom szefa dojechała po półgodzinie, a przed bramą zauważyła samochód reklamujący alarmy. Od domu również dobiegał charakterystyczny odgłos. Pytać o Marka panów naprawiających przy drzwiach alarm nie musiała, bo stał obok i wprowadził do salonu.


-I jak ci się podoba? -zapytał, gdy znaleźli się w pokoju, a Ula przez chwilę oglądała go.
-Bardzo nowocześnie i z przepychem- odparła szczerze. —Założę się, że to ty płaciłeś za te wszystkie meble i sprzęty i przepłaciłeś- dodała głośniej, bo kolejne wycie alarmu zagłuszało jej głos.
- Nie wiem czy przepłaciłem, ale fakt, że jest tu parędziesiąt tysięcy.
-Bo dajesz sobą rządzić. Naprawdę potrzebne jest wam pianino? Nie słyszałam, aby Paulina grała. Chyba że ty grasz? – pytała ciszej, bo odgłos alarmu ucichł na chwilę.
-Nie, nie gram. Aranżerka wnętrz to koleżanka Pauli i stwierdziła, że tu pasuje. Kawy Ula?
Na kawę Ula chętnie przystała, a powrocie z kuchni próbowali przejrzeć dokumenty. Dobrze im nie szło, bo częsty odgłos alarmu odrywał od pracy. Po półgodzinie w salonie pojawił się spec od alarmów i oznajmił, że został naprawiony. Marek poszedł wszystko sprawdzić i zapłacić.
-To, co zabieramy się za pracę- rzekła Ula, gdy pojawił się ponownie w salonie. —Najpóźniej za półtorej godziny musimy wyjść.
-Nie musimy Ula- stwierdził tajemniczo. — Gdy jechałaś do mnie, to zadzwoniła sekretarka pana Błaszczyka z przeprosinami i prośbą o przesunięcie spotkania na czternastą. W ramach rekompensaty pan Błaszczyk zaprosił nas do restauracji Pod strzechą Mamy, więc sporo czasu.
-Czyli wracamy do firmy popracować? -zapyta, chowając dokumenty do teczki.
-Do firmy nie mam ochoty wracać- odparł, przyciągając do siebie. Chwilę później pochylił głowę i pocałował prosto w usta. Ula zaś poddała się bez protestów tej pieszczocie. Marek bowiem delikatnie muskał jej usta tak jak za pierwszym razem, gdy się całowali. Na długo Markowi to nie wystarczyło, bo pogłębiał pocałunek i zaczął szukać jej języka w ustach.  Było to tak przyjemne, że instynktownie przytuliła się bardziej, a jej dłonie znalazły miejsce na szyi Marka. Ten niewinny gest uwadze Marka nie umknął i dla większego efektu gładził plecy. Gdy w końcu przerwał nieoczekiwanie pocałunek i spojrzał na nią z tym swoim popisowym uśmiechem, nie mogła wydobyć z siebie słowa.
-Marek mieliśmy pracować- rzekła z trudem.
-To prawda, ale czas nas nie goni Ula. Tak bardzo chcę cię całować.
-Ale jesteśmy u ciebie Marek- mówiła, ale mało przekonująco.
-Tu czy w firmie nie ma różnicy Ula. Jest nawet lepiej, bo mamy pewność, że nikt nie wejdzie- mówił przy jej ustach.
Bez zastanowienia Ula mogła powiedzieć sobie, że pragnie Marka i odda mu się, jeśli poprosi o to, albo sam weźmie bez pytania. Marek miał podobne odczucia, bo pragnął Uli. Pytanie brzmiało tylko czy spytać Ulę, czy brać bez pytania. Dodatkowym impulsem było to, że miał kochać się w sypialni, którą dzielił z Pauliną. Chciał w ten sposób zrealizować małą zemstę na Febo. Do tej pory bowiem nie przyprowadził tu żadnej kochanki i chciał, aby to był ten pierwszy raz.
Przy kolejnych pocałunkach Marek zaryzykował i zaczął rozpinać jej bluzkę. Gdy był w połowie, to uświadomił sobie, że dłonie Uli znajdują również na guzikach jego koszuli. Dla niego było to przyzwoleniem i nadzieją na więcej niż pieszczoty.
Do sypialni prowadził już Ulę bez bluzki i żakieciku. Sam miał również ubrane tylko spodnie. Gdzie leżała reszta ich garderoby i buty nie miał pojęcia i nie miało to teraz znaczenia. Teraz chciał jak najszybciej znaleźć się w łóżku.
Żadnych obietnic, wyznań tylko czysty seks- myślała Ula, gdy przekraczali drzwi sypialni.
-Dotykaj mnie Ula- poprosił, gdy kładł na łóżku. —Gdzie tylko chcesz.
-Tak? - zapytała niepewnie.
-Dokładnie tak- przytaknął przy uchu, gdy czuł, że gładzi jego tors. Robiła to wystarczająco dobrze, aby wzbudzać w nim jeszcze większe pożądanie. W podziękowaniu zaczął całować jej usta, przechodząc do szyi i piersi. Było to tak niesamowite, że pozwoliła sobie na mruczenie jak zadowolony kotek i oddała swoje ciało do całkowitej dyspozycji Marka. Ten zaś chwilę później uwolnił jej piersi ze stanika i zdjął resztę ubrań. Przy okazji sam się szybko rozebrał i wrócił do pieszczot. Przez kolejne minuty rozkoszował się gładkością i smakiem skóry Uli, jej zapachem i łaskotaniem długich włosów. Podniecało go też ciągły brak doświadczenia Uli w tych sprawach i to, że przy każdym intymnym dotyku drżała. Bał się nawet pomyśleć, co będzie, jak pieszczotami dojdzie do jej kobiecość, a w planach miał i tam dotrzeć. Na razie musiały starczać mu usta i piersi i wykorzystywał to, co miał w pełni. Dłonie Marka, jak ostatnimi zmysłami wyczuła Ula, przesuwały się powoli z piersi na brzuch, biodra, uda i na jej kobiecość. Było to zaś tak przyjemne, że sama ułatwiała mu zadanie, rozsuwając lekko nogi. Nie mogła powstrzymać się również od drżenia i z rozkoszą zagryzała wargi. Sprawne ręce Marka i lata wprawy sprawiły, że dłużej nie musieli czekać i Marek uniósł się lekko i wszedł w nią, łącząc ich w jedno ciało. Zanim jednak zaczął dawać jej kolejną przyjemność, to namiętnie pocałował w usta.  Kolejne minuty mijały na lekkich ruchach. Zamierzał bowiem stopniowo dawać im rozkosz. Podobało mu się również to, że wyczuł, że Ula chciałaby coś mocniejszego, bo oplotła jego biodra nogami tak mocno, jakby chciała nigdy nie wypuścić go z objęć. Te małe tortury zadawane Uli brakiem czegoś mocniejszego również podobały się mu. Natura jednak robiła swoje i poczuł, że i on potrzebuje mocniejszych wrażeń. Z lekkich ruchów płynnie przechodził w coraz szybsze, mocniejsze i głębsze pchnięcia dając rozkosz im obojgu. Byli tak rozpaleni, że nie pozostało nic innego jak czekać na pierwszy spazm rozkoszy. Ten zaś przyszedł szybko i jednocześnie mogli doznać niebiańskiej rozkoszy.   Na tej ostatniej prostej Marek zdecydowanie przyspieszyła, a finałem było to, że rozsiał w jej wnętrze falę gorącego nasienia.
-To było takie, takie.… Jednym słowem nie dam nawet tego opisać- zaczęła Ula, gdy ich ciała i umysły wróciły do normalności. — I dziękuję Marek. Przy tobie przeżyłam piękne chwile. Inny by mi tego na pewno nie dał.
-Kto wie Ula. Ale miło słyszeć, że jest się dobrym. I mogę powiedzieć to samo. Jesteś namiętną dziewczyną.  Seks z tobą jest, jest- mówił, próbując znaleźć odpowiednie słowo. Taki doskonały.
-Uważaj, bo jeszcze uwierzę- odparła poważnie.Musimy wstawać- dodała, patrząc na zegar stojący na komódce a wskazujący dochodzącą godzinę trzynastą. 
-Niestety Ula. Gdyby nie spotkanie to nie wyszedłbym z sypialni- odparł, nachylając się nad nią, aby minione chwile uwieńczyć pocałunkiem.


Przez kolejne dwa dni na takie szalone chwile nie pozwolili sobie. Musiały wystarczyć im pocałunki i pieszczoty w zaciszu gabinetu Marka. Zwłaszcza Marek nie mógł sobie odmówić tego, bo Ula oprócz tego, że była najlepiej wykwalifikowana i kompetentną jego sekretarką to jeszcze dobrze całowała. Tylko urodą odbiegała, ale w porównaniu do pozostałych zalet było to nieważne. Nawet dla takiego konesera urody jak on.

Tymczasem po dotarciu do Mediolanu Paulina zaczęła działać i zajęła się poszukiwaniami osób chętnych na szybki zarobek. Ci znaleźli się równie szybko, bo to co planowała nie było czymś, co mogło im zaszkodzić, a pieniądze były spore. Znając również wiele osób oraz nawyki Mario to ze swoim planem uporała się w cztery dni. Piękna i zgrabna Kamila bowiem bez trudu wzbudziła jego zainteresowanie w jednym z nocnych klubów. Bez trudu wyciągnęła go również do pokoju hotelowego. Tam kolejne drinki z odpowiednimi dodatkami i pocałunki sprawiły, że szybko ulegał kobiecie i znaleźli się w łóżku.  Gdy środki odurzające zaczęły, działać, to miejsce Kamili w łóżku zajęła młodo wyglądająca kobieta. Kilka zdjęć zaś sprawę dokończyło.
Do Warszawy więc wracała z przekonaniem, że pokona Mario własną bronią i następnego dnia na miejsce dostarczenia pieniędzy jechała zadowolona.  Do torby jednak zamiast pieniędzy włożyła zdjęcia z Mediolanu i list.
Myślałeś, że jesteś taki cwany Mario i wyciągniesz ode mnie forsę?  Nie z Febo te numery i nawet nie próbuj kolejnych. Zdjęcia nauczą cię, kto tu rządzi i zapomnisz co nas łączyło. Ta dziewczyna jest niepełnoletnia i możesz mieć poważne kłopoty. Chwila seksu ze mną nie jest chyba tego warta. Pozdrowienia od niedoszłej ofiary.
Dzień później tuż po wyjściu Marka do pracy dostała krótkiego SMS-a.
Zajrzyj do skrzynki.
Chwilę później jej zdziwienie było wielkie, bo w skrzynce znalazła kopertę bez znaczka i adresu, a w niej był list i zdjęcia jej i Bartka z przedostatniego i ostatniego spotkania.
Koniec żartów. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy za pięć dni albo zdjęcia trafią do Marka, jego rodziców i prasy. Pozdrowienia od twojego cienia.

czwartek, 3 stycznia 2019

Ula z Rysiowa cz 4 Cykl mini


W przeddzień wyjścia Uli i Marcina do kina w szkole miały miejsce niecodzienne wydarzenia. Tuż po przyjściu do szkoły pojawili się tam policjanci po cywilnemu, a zamiast pierwszych lekcji wszystkie klasy miały spotkania z wychowawcami klas. Wkrótce okazało się, że policja ma dowody na rozprowadzanie tabletek ekstazy i narkotyków wśród uczniów. Głównym podejrzanym był zaś Marcin, bo poprzedniego dnia jadąc swoim nowym BMW i przekraczając dozwoloną prędkość, nie zatrzymał się do kontroli, a po jego zatrzymaniu w schowku jego samochodu znaleziono podejrzane substancje. Każdy uczeń w obecności wychowawcy i jednego policjanta musiał też pokazać torbę i opróżnić kieszenie. Kilkanaście uczniów musiało pójść również do gabinetu dyrektora na bardziej osobiste przesłuchanie. Wśród tych pechowców znalazła się Ula, bo była ostatnio widywana na przerwach w jego towarzystwie. Gdy wróciła była akurat przerwa, a jej koleżanki wypytały ją o przebieg rozmowy.


-Trudno mi uwierzyć, że Marcin mógłby być wplątany w coś takiego- mówiła dziewczynom. —Po co by to robił? - pytała. —Pieniędzy nie potrzebował. Przecież jego rodzice mają prywatną klinikę i kupę forsy.
-Gównie tacy zajmują się takimi przekrętami Ula- stwierdziła Majka. —A o co cię pytali?
-Takie tam podstawy. Czy ostatnio dziwnie się nie zachowywał, nie proponował czegoś, czy nie słyszałam podejrzanych rozmów, o jego znajomych i gdzie bywaliśmy. Wytłumaczyłam im, że dopiero od paru dni znamy się bliżej i nic konkretnego nie mogę powiedzieć.
-Podobno wykradł parę recept ojcu, ale ten sprawę wyciszył- oznajmiła Wiola. —Tak mówią.
-Jeszcze trochę a zrobią z niego gwałciciela i mordercę- odparła z irytowaniem.
-Bronisz go? -pytała zdziwiona Julka.
-Nie. Po prostu załatwił pracę mojemu ojcu, to taki zły nie może być- argumentowała. —Ale cieszę się, że z nim nie wyszłam. Wplątałby mnie jeszcze w coś. Miał jeszcze coś takiego w sobie, co mnie do niego nie przekonywało.
-Intuicja to dobra rzecz- stwierdziła Wiola.
-A my jeszcze pchałyśmy go w twoje ramiona- dodała Majka. —Teraz głupio mi.
-Nie wasza wina dziewczyny. Sama zgodziłam się wyjść- uspakajała. —A Marcin to zamknięty dla mnie temat- dodała zdecydowanie.
-Tylko że znowu zostałaś bez chłopaka- stwierdziła Wioletta, jakby to było najważniejsze dla Uli.
-Nie jest mi potrzebny Wiola- odparła zdecydowanie. —Tylko kłopoty z nimi. Wiecie, czego dowiedziałam się przypadkiem- zmieniła gładko temat. —To rodzice Marka sponsorują ten wyjazd na kurs językowy do Niemiec, a nie Marcina- dodała, nie dając możliwości zgadywania.
-Ale chyba nie chcesz zrezygnować z wyjazdu z takiego błahego powodu? -pytała Majka.
-Nie, nie zamierzam. I cieszę się nawet, że to oni, a nie rodzice Marcina. Z nim nie chcę mieć z nim nic do czynienia.
Z takiego obrotu sprawy zadowolony był Marek. Marcin bowiem do czasu wyjaśnienia sprawy został zawieszony w prawach ucznia. Z racji, że był pełnoletni, to groziło mu również więzienie.

Afera z Marcinem pociągnęła za sobą również to, że wszystkie klasy obowiązkowo uczestniczyły w kolejnych pogawędkach na temat narkotyków, dopalaczy, tabletek ekstazy i gwałtu. Na pogawędkach nie skończyło się też i Ula razem z Markiem mieli zająć się tematem na łamach gazetki szkolnej Hejka. To zaś wiązało się z wyjazdem do ośrodka odwykowego i przeprowadzeniem paru rozmów z osobami próbującymi wyjść z nałogu. Napisanie artykułu było na tyle ważne, że już dwa dni po aferze nauczyciele zwolnili Ulę i Marka z lekcji i oboje pojechali do ośrodka. Placówka zaś mieściła się wystarczająco daleko, aby pojechać tam samochodem Marka.


-To jest te twoje cacko- pytała Ula, gdy Marek podprowadził ją do jednego z aut i otworzył kluczykami ciemne Volvo. Słyszałam o twoim samochodzie i że zachwalasz je, ale jakoś szczególnie marką się nie interesowałam.
-Czyli myślałaś, że ten czarny Lexus na przykład? – odparł pytaniem, pokazując auto stojące kawałek dalej.
-Skoro Marcin miał nowe BMW, to myślałam, że rodzice zafundują ci coś podobnego na osiemnastkę.
-Niestety Ula nic z tego- mówił jakby z zazdrością i z rozczarowaniem. —Moi rodzice wyszli z założenia, że jestem za młody, aby rozbijać się drogimi i szybkimi samochodami. Boją się, że nie wyrobię na jakimś zakręcie i skończę na drzewie albo w rowie. Pomijając to, że na drogie i nowe auto sam będę musiał sobie zarobić. Ojciec mi tak mówi. I jeszcze, że on na pierwszy samochód sam zarobił i ja mam się lepiej, bo dostałem w prezencie. A to auto dostałem w spadku po ojcu.
-Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw to bardzo mądrze mówią Marek- stwierdziła rozsądnie. Całkiem inaczej cię wychowują niż Marcina. Zdecydowanie rozsądnej. Daleko ci do zarozumiałości, szpanu. 
-Miło wiedzieć i słyszeć, że masz tak dobre zdanie o mnie i  rodzicach- mówił otwierając jej drzwi. 
-A pro po twoich rodziców, to jeszcze nie podziękowałam im za ten kurs językowy- rzekła, gdy usiadł obok. —Gdybyś był tak miły i podziękował w moim imieniu.
-Byłbym miły, ale sama możesz podziękować. Będziemy przejeżdżać obok fundacji mamy i powinna być na miejscu. Dużo czasu nam to nie zajmie.
-Skoro tak mówisz, to możemy podjechać- odparła.

Spotkanie Uli z Dobrzańską długie nie było, ale owocne, bo pomijając to, że sprawiło jej radość, to jeszcze znalazła w Uli wolontariuszkę. Marek ku zdziwieniu Heleny zobowiązał się też przywozić Ulę do fundacji i zająć się chłopcami. Grać z nimi w nogę, koszykówkę i zapewnić męskie towarzystwo. Było to o tyle dziwne dla jego matki, bo  jego wizyty w fundacji w ciągu roku można było policzyć na palcach jednej ręki. Dla dobra syna i jego znajomości z Ulą nic nie powiedziała. 




Przez koleje dni sprawa Marcina pomału ucichała, a młodzież z liceum Batorego zaczęła żyć innymi sprawami. Wśród nich były, dni szkoły, międzyszkolna olimpiada, wymiana uczniów z jedną ze szkół w Szwecji, połowinki ich klasy oraz zbliżające się finały rozgrywek meczy koszykówki. (Marek gra w takiej drużynie i jest kapitanem) Po jednym z takich meczów zaszło coś, co na dłużej pozostało w pamięci szkoły i uczniów.  Zespół z technikum budowlanego przyjechał na mecz bowiem w towarzystwie swoich kibiców. Ci zaś idąc niechlubny śladem pseudokibiców po przegranym meczu, szukali guza.  Marek przechodząc obok nich, słyszał ich gwizdy i wulgarne komentarze na widok szkolnych cheerleaderek. Nie zareagował jednak, bo szedł do szatni pod prysznic. Gdy wracał, to sytuacja się zmieniła, bo celem ich rozmowy, był Ula. 
- Z taką jak tamta to można by było popłynąć na całego – usłyszał i spojrzał w pokazywaną stronę. —Tyłeczek i reszta jak marzenie- mówił jeden z nieznanych mu chłopaków, a patrzących na Ulę, która akurat stała oparta o stolik i eksponowała swoje wdzięki.
-Jak nasza Marta grzechu warta– dodał drugi. —Sam chętnie bym  sobie ją bzyknął.
-Może tak grzeczniej- odezwał się ostro Marek.
-Bo co? -pytał jeden z nich.
-Bo tak mówię- odparł hardo.
- To twoja własność? -pytał drugi.
-Może i własność.
-Kapitan ma wyłączność- zakpił pierwszy z nich. —Zobaczymy jak dużą. Jeszcze żadna mi nie odmówiła. A ta wygląda mi na łatwą.
-Nawet nie próbuj dostawiać się do niej- ostrzegał.
-Marek nie warto z nimi zadzierać- próbował załagodzić konflikt Robert kolega z drużyny.
-Obrażają Ulę- odparł mu.
-Spróbuj mnie zatrzymać- prowokował ten pierwszy.
Ula tymczasem przechodziła obok nich i gdy zrównała się z całą czwórką, to jeden z nich doskoczył do niej.
-Wolna jesteś? Taka ślicznotka sama nie powinna być- mówił próbując obejmować.
-Odchrzań się- odparła, próbując ominąć go.
-Ostra z ciebie panienka. Kamil jestem- rzekł, chcąc po raz drugi objąć Ulę. A ty Ulka z tego, co słyszałem.
-Mam zawołać ochronę- mówiła bez lęku.
-Głuchy jesteś. Nie jest zainteresowana. Odwal się od niej- mówił Marek, patrząc  w twarz narzucającemu się Uli chłopakowi.
-Wszystkie tak mówią- odparł, próbując po raz kolejny objąć Ulę.
Kolejne wydarzenia działy się bardzo szybko. Marek nie patrząc, że ich jest dwóch, a on jeden rzucił się z pięściami na chłopaka, który zaczepiał Ulę.
  
Obok bijących się szybko pojawili się nauczyciele od wychowania fizycznego i próbowali rozdzielić Marka i drugiego chłopaka. Bez obrażeń jednak nie obyło się i obaj trafili do jednej z klas, gdzie jedna z nauczycielek opatrzyła im rany. Dla Marka skończyło się to również rozmową z dyrektorem i wychowawczynią.
Tymczasem po szkole wieści o bójce rozchodziły się szybko. Ula była jedną z tych osób, które były świadkiem bijatyki i dokładnie wiedziała, o co dokładnie pobił się Marek. O tym, co prędzej się działo, opowiedział jej również Robert. Później i więcej na ten temat rozmawiała z Sebastianem.


-Marek nie powinien wtrącać się- mówiła z pretensjami do Olszańskiego.
-Stanął w twojej obronie, ma nos rozwalony, a ty marudzisz i masz pretensje. Czegoś tu nie rozumiem Ulka.
-Było dwóch na jednego. To nie było rozsądne- argumentowała.
-Fakt nie przemyślał, ale dla ciebie zrobiłby wiele.
-Nie proszę go, aby poświęcał się dla mnie.
-Ula, Marek źle zrobił, zakładając się z Kacprem, że pierwszy cię zdobędzie, ale jemu na tobie naprawdę zależy i robi wszystko, abyś mu zapomniała. Miałem nie mówić ci, ale powinnaś wiedzieć. To on twojemu ojcu załatwił pracę w tej hurtowni budowlanej.
-Jak to on? -pytała podejrzliwi.
-Ten właściciel sklepu to sąsiad Dobrzańskich.  Nie wiem po co robił z tego tajemnicę, zwłaszcza że Marcin korzystał na tym, ale ja uważam, że powinnaś wiedzieć.
Dalej nie było im dane rozmawiać, bo Marek wyszedł z gabinetu dyrektora i pojawił się obok nich.
-Nie jest tak źle- rzekł im. —Dostałem tylko burdę i upomnienie.
-To dobrze Marek- odparła Ula. —I dziękuję. Pomimo tego, że nie popieram tego, co zrobiłeś. Nie powinieneś narażać swojego zdrowia i kariery w szkole.
-Prowokował mnie, a ciebie obrażał. Nie mogłem stać bezczynnie.
-To wy sobie pogadajcie, a ja pójdę sprawdzić czy nie ma mnie w klasie- wtrącił taktownie Sebastian.
-Seba mówił mi, że to ty pomogłeś mojemu ojcu- zagadnęła po jego odejściu. —Dziękuję Marek. Nie powinieneś jednak ukrywać tego.
-Nie powinieneś i nie powinieneś- mruczał. —Ula, gdybym powiedział ci, to mogłabyś pomocy nie przyjąć.
-I tu się mylisz- weszła mu w słowo. —Umiałabym docenić twój gest tak samo jak w przypadku Marcina. Wiem, ile ta praca znaczy dla ojca i rodziny.
- Czyli odkupuję swój błąd? – pytał z nadzieją w głosie.
-Powiedzmy, że masz u mnie kolejne plusy- odparła wymijająco. —Jesteś do tego świetnym kumplem i dobrze współpracuje mi się z tobą w redakcji.
-Miło wiedzieć- odparł chociaż wolałby coś więcej niż koleżeństwo, ale na razie cieszył się z tego, co ma. 

Dzień później Ulę i Marka spotkała miła niespodzianka, bo przysłowiowym rzutem na taśmę zdobyli pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie na artykuł społeczny gazetki szkolnej. Do tego oboje zostali wytypowani do reprezentowania szkoły w międzyszkolnej olimpiadzie. To zaś powodowało, że spędzali ze sobą sporo czasu w czasie lekcji i po nich.
Ocieplające się relacje Uli i Marka zdecydowanie nie spodobały się Klaudii i Dominice i obie na swój sposób próbowały namieszać między nimi i zniechęcić do siebie. Ta pierwsza w tydzień po bójce rozpuściła po szkole plotkę, że niby to sam Marek zaaranżował całą sytuację, aby zdobyć przychylność Uli. Dla Marka zaś miała oddzielną historię i powiedziała mu, że Ula jest krętaczką i hipokrytką, bo opowiada swoim koleżankom o swoich wielkich zasługach w zdobyciu nagrody za artykuł o narkomani, pomijając całkowicie jego zasługi. I choć oboje nie uwierzyli jej, to nieufność zasiała. Dominika zaś podzieliła klasę na dwa obozy. Część dziewczyny nietrudno było podjudzić tym, że Ulka całkowicie zawładnęła Markiem. Zrobiła to w dodatku w trzy miesiące, a inne znały go o wiele dłużej i nie zainteresował się nimi ani przez chwilę. Dziewczyny dodatkowo zaczęły plotkować o tym, że Ula zaczęła trzymać się Marka, bo zrozumiała, że może zyskać na tej znajomości. Koledzy zaś krzywo patrzyli na Marka, bo ten teraz głównie zajmował się Ulą. Inni dla odmiany wmawiali mu, że teraz to Ula wiedzie prym w klasie. Znaleźli się i tacy, co zazdrościli Uli sukcesów, inteligencji i ambicji. Do tego była pupilką nauczycieli i inni mieli brać z niej przykład. Tacy zaś uczniowie przychylności wśród rówieśników nie znajdywali.
Najgorsze co dla Uli miało dopiero nadejść, bo któregoś dnia tuż po rozpoczęciu lekcji po klasie rozeszła się wieść o jednym z internetowych forum nastolatek. Świat nastek i nie tylko opisywał różne sprawy. Od tych sercowych, poprzez porady jak dbać o urodę, po problemy społeczne. Niektóre wpisy sugerowały, że Ula może być jedną z osób biorącą udział w dyskusjach i że to ona opisuje swoje ciężkie dni w pierwszych dniach pobytu w nowej szkole. To zaś spowodowało, że w ciągu paru minut przez niektóre osoby traktowana była z dystansem. Marek nieoczekiwanie również stał się bohaterem forum. Wpis zaś definitywnie wskazywał na Ulę. W dodatku pomyślał, że to co mówiła Klaudia, może być prawdą.
-Można wiedzieć, co to znaczy- rzekł jej, podsuwając  tablet pod nos w czasie pierwszej przerwy.
Klasowy i szkolny Casanova – brzmiał tytuł nowego postu. Kolega z klasy z dobrej rodziny, chodzący ideał, a jednak nie ideał. Co pomyślelibyście o chłopaku, który zakłada się z kolegą o to, który z nich prędzej umówi się na randkę z upatrzoną ofiarą? Bo dla mnie jest to bawienie się dziewczynami, podłe i krzywdzące. Nie dla Casanovy jednak. Dla niego nie ma przyzwoitości, świętości, nie liczą się uczucia dziewczyn i podrywa je bez umiaru. Ma ku temu warunki i wykorzystuje swój czar. Wysoki, wysportowany brunet z zabójczym uśmiechem i oczami szaro -stalowymi jak lodowiec. Mógłby śmiało startować w konkursie na mistera. Tylko co z tego, jak uroda nie idzie w parze z charakterem. Jak kłamie, rani, wykorzystuje... 
Gdy w trakcie czytania uświadomiła sobie, co jest tam napisane, to spojrzała na Marka. Ten zaś posłał przeszywające i oskarżycielskie spojrzenie.
-Ty również myślisz, że to ja? -pytała z rozczarowaniem.
-Treść mówi sama za siebie. Tak jak podpis Ulinka.
- Przysięgam Marek, że to nie ja- zarzekała się ze łzami w oczach. —Dzisiaj pierwszy raz widziałam to forum na oczy. Nie jestem taka. I powinieneś to wiedzieć. Jeśli nie to znaczy, że mnie nie znasz.
-Wygląda na to, że nie znam- rzucił ze złością.  
-Teraz obraziłeś Ulę na dobre- rzekł mu Seba, po odejściu Uli. —Naprawdę myślisz, że to ona? Nawet Wiolka, chociaż można jej wcisnąć każdą głupotę, nie wierzy, że to ona. I nie dziwi cię to, że niejaka Ulinka ma tam dopiero konto pięć dni i że ktoś w klasie dowiedział się o nim tak szybko? -pytał sugestywnie.
-Sam już nie wiem- rzekł z wyrzutami, że tak potraktował Ulę.  —Cały mój zakład był dokładnie opisany. Wierzysz w takie zbiegi okoliczności.
-Kto powiedział, że to zbieg okoliczności Marek- odparł klarownie Olszański. —Może to jedna z klasowych miss stoi za tym- kontynuował Sebastian, a mając na myśli Dominikę i Klaudię. —Są zazdrosne o wasze relacje. Inni lepsi też nie są. Zawsze znajdzie się ktoś, kto chciałby wam zaszkodzić. A ten ostatni wpis ma dopiero niecały dzień i może ktoś ze szkolnych komputerów korzystał, aby dodać. Dla ciebie eksperta od informatyki nie będzie to trudne do sprawdzenia.
 -Może masz rację- mówił, zastanawiając się i patrząc na czas dodania. —Dziewczyną wczoraj o tej porze wypadł wuef i miały godzinę wolnego. Tyle czasu starczy, aby coś takiego napisać.  I jeśli faktycznie ktoś korzystał z komputerów szkolnych, to dowiem się, kto się za tym kryje.
Dojście do prawdy dużo czasu im nie zajęło i na kolejnej przerwie poszli do biblioteki. Tam pani bibliotekarka za uśmiech Marka sprawdziła w rejestrze, kto wczorajszego dnia w interesującej ich porze korzystał z komputerów. Szczęście dopisywało im, bo winowajca nawet nie usunął pozycji forum z historii przeglądania.
-Nie wiem, jak mogłem nawet pomyśleć, że Ulka mogłaby pisać o mnie te wszystkie rzeczy– mówił Marek ze złością na samego siebie, gdy wychodził z przyjacielem z biblioteki. —Przecież jeszcze niedawno mówiła mi, że jestem taki inny niż Marcin. Szczery, przystępny, a nie jak jakiś zadufany i zapatrzony w siebie palant. Gdy powiedziała mi o tym, to poczułem taką radość, a teraz chyba naprawdę tak łatwo mi nie zapomni tego, co jej powiedziałem. Nawet mój urok mi nie pomoże. A wszystko się tak ładnie układało. Wspólne przygotowywania do szkolnej olimpiady, połowinek, wizyty w fundacja mamy. 
-Może z czasem zapomni- pocieszał Olszański. —Przeprosisz, odczekasz trochę i zaczniesz od nowa. Nie wszystkie dziewczyny są pamiętliwe. 
-Obawiam się, że Ula jest- odparł bez optymizmu Seby.