niedziela, 22 września 2019

Dla miłości cz1


Przypomnienie na brązowo.


-Seba wszystko się wydało z Ulą- rzekł od drzwi Marek Dobrzański prezes F&D. —Paula zrobiła mi właśnie awanturę o to- dodał, siadając naprzeciwko przyjaciela w jego biurze.
-Jak wie? – zapytał z niedowierzaniem. —Wszystko?
-Powiedziała, że niezłe gniazdko sobie uwiliśmy, że była tam, rozmawiała z Ulą i powiedziała jej, że nie jest pierwszą, którą zwodzę i że nie rzucę dla niej narzeczonej, czyli jej samej.
- A Ula, powiedziała prawdę Pauli czy Paula ciągle wie tylko to, że istnieje Ula.
-Chyba to drugie, skoro jestem wśród żywych i nic nie mówiła na ten temat.
-Małe pocieszenie Marek, bo i tak już po tobie. Prędzej czy później, jak nie jedna to druga cię załatwi- mówił proroczo.  —A Ula co na to?
-Nie wiem. Próbowałem dodzwonić się do niej, ale nie odbiera.
-Dziwisz się? Jeśli to, co mówi Paula jest prawdą, to z Ulką delikatnie się nie obeszła. Pamiętasz, jak potraktowała Aśkę i Lidkę?
-Trudno zapomnieć. Obiecała, że kolejną kochankę zabije.
-Ale serio chyba nie mówiła? -pytał z obawą kadrowy.
-Ostatnio jak mówiła mi, że powyrzuca moje samochodziki, to nic nie zrobiła- rzekł, jakby na pocieszenie. —Seba byliśmy już tak blisko dokończenia spraw, a teraz po tym wszystkim Ula nie będzie chciała nawet przez chwilę porozmawiać ze mną.
- Może nie będzie tak źle- pocieszał. —Jesteście w końcu niby małżeństwem.
-Seba my jesteśmy małżeństwem- odparł stanowczo.
-Tylko jakim cudem się wydało Marek? – zastanawiał się Olszański. —Wszystko było tak dokładnie dopracowane.
- Nie wiem- mówił, sięgając do kieszeni po dzwoniący telefon.  —Do tego nie doszliśmy. —Ula- dodał, patrząc na ekran telefonu.
-To może jednak niestracone- mówił z uśmiechem kadrowy.
-Ula? -powtórzył po odebraniu połączenia.
-Nie proszę pana- usłyszał obcy damski głos. —Rozumiem, że zna pan właściciela telefonu, a raczej właścicielkę?
-Tak to moja, moja znajoma- skłamał poniekąd. —Stało się coś? I kim pani jest.
-Aspirant Anna Jastrzębska i dzwonię ze szpitala na Kaszubskiej. Jest taka sprawa proszę pana. Pana znajoma....
-Jak to ze szpitala? Uli coś się stało- przerwał rozmówczyni.
- Pewnie pan słyszał o tym wypadku tramwajowym…
-Tak. Od godziny mówią o tym w serwisach i że jest sporo rannych. Ale czy to znaczy, że Ula tam była? - pytał łamanym głosem. 
-Na to wygląda. Jedna z ofiar nie miała dokumentów, tylko….
-Ofiar!? Czy to znaczy, że Ula…- nie próbował nawet dokończyć
-Żyje. Ranna nie miała przy sobie dokumentów, tylko ten telefon i dlatego szukamy kogoś z bliskich. Próbuję dodzwonić się na numer domowy, ale nikt nie odbiera. Może pan wie, w jaki inny sposób można powiadomić kogoś z rodziny. Zadzwoniliśmy do pana, bo to były ostatnie próby połączenia na jej telefonie.
-Ja zaraz przyjadę- zadeklarował się.
 -Tak byłoby najlepiej. Jej stan jest ciężki- usłyszał na koniec.

Osiem miesięcy wcześniej
Ogłoszenie o pracy na zlecenie na tablicy uczelni SGH zainteresowało kilka osób i Marek postanowił umawiać się z nimi pojedynczo przez tydzień. Pierwsze trzy osoby większego wrażenia na nim nie zrobiły. Czwarta osoba Maciek Szymczyk wydawał się jak na razie najodpowiedniejszy. Z zatrudnieniem go jednak poczekał do poniedziałku, gdy to miał spotkać się z jedyną kobietą w tym gronie. Był też ciekawy, jak wygląda ta Ula, bo przez telefon jej głos wydawał się miły. Na spotkanie z nią wybrał małą kawiarnię w pobliżu jednego z przystanków, bo jak powiedziała mu, tam właśnie zajeżdża jej autobus. W kawiarni stawił się kwadrans przed czasem i każde pojawienie się jakiejś dziewczyny oceniał w myślach. W końcu pojawiła się ta docelowa. Pierwsze wrażenie było całkiem dobre, bo choć nie zauważył na jej twarzy makijażu podkreślającego urodę, a włosy potrzebowały grzebienia to oczy i uśmiech przyciągnęły jego uwagę.


-Pan Marek Dobrzański? -zapytała, choć dokładnie wiedziała, jak wygląda, bo zdążyła przejrzeć Internet i poczytać, to co piszą o nim.
-Tak i nie pan, tylko Marek- odparł, wstając i wyciągając rękę na przywitanie. —Jestem niewiele starszy od ciebie.
Już w połowie rozmowy Marek wiedział, że to z Ulą nawiąże współprace. I to nie tylko ze względu na najlepszą znajomość ekonomii, ale liczył na coś znacznie więcej. 
Marek Dobrzański dwudziestodziewięcioletni dyrektor do spraw reklamy i aspirujący na stanowisko prezesa F&D był bowiem znanym podrywaczem i żadnej kobiecie, która spodobała się mu, nie przepuścił. Ta zaś pomimo tego, że daleka była od urody modelek Klaudii, Dominiki, Patrycji oraz narzeczonej Pauliny Febo, to miała w sobie coś, co go przyciągało i pociągało. Z Pauliną formalnie związany był od czterech lat, choć w planach ich mariaż było od zawsze, czyli od dziecka. To ich rodzice umyślili sobie, że dla dobra firmy wezmą ślub. Miłością narzeczonej jednak nigdy nie darzył i w pierwszych miesiącach związku głównie łączyło ich łóżko. Febo była bowiem pół włoszką i miała też taki ognisty temperament w sypialni. Fascynacja się jednak szybko skończyła i Marek zaczął szukać zaspokojenia u innych kobiet. Wybierać miał też i w czym, bo kobiety oddawały się mu za jeden uśmiech. Te głównie znajdywał wśród modelek, własnych sekretarek, jak również w Klubie 69, w którym to był stałym bywalcem i można było codziennie znaleźć chętną panienkę na zaciągnięcie do hotelu na szybki numerek. W podbojach towarzyszył mu najlepszy przyjaciel Sebastian Olszański, który również znalazł pracę w F&D jako kadrowy. Po kilku miesiącach takiego życia Marek razem z Sebastianem postanowili wynająć dwupokojowe mieszkanko dla swoich potrzeb. Zwłaszcza że Olszański ciągle był na dorobku, mieszkał u rodziców i miał gdzie się teraz podziać. Drugim powodem było to, że ich częste wizyty w hotelach były zbyt głośno komentowane. To zaś wiązało się z awanturami, które robiła Paulina Markowi.  Po kilku takich scysjach i chcąc uniknąć kolejnych awantur, Marek postanowił odstawić modelki i sekretarki i trzymać się dziewczyn z klubu, bo były mniej problemowe. Najchętniej też rozstałby się z Paulą, ale obawiał się reakcji rodziców, bo była to ich pupilka i wymarzona synowa. Drugi powód i znacznie ważniejszy był taki, że rodzice obiecali mu na trzydzieste urodziny udziały i dlatego z obawy, że rodzice mogą zmienić zdanie, to ciągle trwał z nią w narzeczeństwie.

W Halinowie tymczasem szczęśliwe życie wraz z rodzicami i młodszym bratem wiodła Ula Cieplak. Ich szczęście skończyło się jednak wraz ze śmiercią mamy Uli, gdy ta była w klasie maturalnej. Nikt nie był przygotowany na taki cios, bo Cieplakowa zmarła po komplikacjach poporodowych i zostawiając małą córeczkę Beatę. Tym samym obowiązki domowe i opieka nad Betti spadły na Ulę. Mimo to skończyła liceum w Mińsku z wyróżnieniem i dostała się bez problemu na wymarzone studia na dwóch kierunkach. Gdy była na trzecim roku mogła zrezygnować z dojazdów do domu i razem z koleżanką Wiolettą Kubasińską zamieszkać w kawalerce po babci Wioli. W Warszawie szybko zaczęła też dawać korepetycje i zarabiała na swoje utrzymanie oraz podrzucić coś rodzinie. W przeciwieństwie do Wioletty stroniła od wychodzenia do klubów i szukania sobie chłopaka. Miała oczywiście sympatie jeszcze w liceum i w czasie studiów, ale do żadnego z nich nie poczuła jednak szybszego bicia serca, co według niej było nieodzownym dowodem zakochania. Było tak do czasu, gdy na jej drodze nie stanął Marek Dobrzański.



*********************
Współpraca Uli z Markiem od pierwszych dni układała się znakomicie. Spotykali się trzy razy w tygodniu w wynajętym mieszkaniu Marka i rozpisywali pomysł na rozwój firmy. Mogli pracować tam ze spokojem, bo Sebastian w końcu przeniósł się na swoje i nie przeszkadzał im.  Oprócz pracy znaleźli i wspólne tematy do długich i ciekawych rozmów. Ula była całkiem inna niż dziewczyny poznane do tej pory. Inteligentna, zabawna w pozytywnym znaczeniu i miła. Poznał historię jej rodziny i podziwiał, że tyle poświęca dla nich czasu. Ona również dowiedziała się o jego życiu i historii Febo.  Musieli tylko zrezygnować z wyjść, bo miał sporo znajomych, a Ula miała być jego słodką tajemnicą. Mogłaby o niej dowiedzieć się również i Paulina a do tego nie chciał dopuścić tuż przed rozstrzygnięciem konkursu na prezesa. Jej brat bowiem konkurował bezpośrednio z nim na to stanowisko i gdyby dowiedziała się, że spotyka się, z kim to mogła oddać głos na Aleksa.  Oprócz tego nie chciał, aby Aleks zarzucił mu, że to nie jest jego własna prezentacja. Ukrywanie Uli opłacało się, bo wygrał konkurs na prezesa.
Samą pracą Marek nie zamierzał zadowolić się i przez cały miesiąc próbował na wszystkie sposoby uwieść Ulę.  Gdy siedziała, to on nachylał się na nią z nadzieją, że jak podniesie głowę, to rozpłynie się w jego uśmiechu i oczach. Albo, gdy otworzy jej drzwi dopiero co po wziętym prysznicu, to zniewoli ją zapach jego żelu pod prysznic. Któregoś dnia ubrudził koszulę i chodził bez niej jakiś czas z nadzieją, że Ula zwróci uwagę na jego tors.
 Stratę pofolgował sobie dwa dni po swoim sukcesie. Zaprosił Ulę do swojego mieszkania, a prędzej przygotował kolację.
-Szampan, wino, kolacja -zagadnęła na widok zastawionego stołu. —Nie musiałeś.
-Ale chciałem. Nie mogłaś być wczoraj w klubie to chociaż w ten sposób się zrekompensuję.
-Mam nadzieję, że smakuje tak sami dobrze, jak wygląda -mówiła, wdychając zapachy.
-To moje popisowe dania Ula.
Na dobry początek Marek otworzył małego szampana.
-Proszę Ula – mówił, podając jej kieliszek. —Za nasz sukces.
-Za sukces.
-Liczę na dalszą współpracę Ula -dodał, gdy usiedli przy stole. —Teraz na dawnych zasadach, a później, gdy skończysz staż w banku to w firmie. Nie chcę już na początku prezesury popełnić błędu, a i dział Aleksa trzeba będzie sprawdzać. Wszystkie dane będę miał zawsze w laptopie.
-Zobaczymy Marek. Aż w tak daleką przyszłość nie wybiegam.
Kolacja przebiegała w miłej atmosferze, a głównym tematem był przebieg posiedzenia zarządu i zabawa na cześć wygranej Marka.
-Wszystko było pyszne -rzekła, gdy skończyli jeść, a butelka z winem była do połowy opróżniona.
-Miło mi. Nie wszyscy doceniają mój kunszt gotowania -stwierdził, mając na myśli Paulinę. —Mam twoje ostatnie wynagrodzenie -dodał, wyciągając z marynarki białą kopertę. Tak jak umawialiśmy się Ula. Dwa tysiące. I mały prezent.
-A to za co? -zapytała, widząc w dłoniach Marka pudełko od jubilera.
-Premia uznaniowa. Nie odmawiaj Ula. Noś na szczęście.
Gdy pudełko trafiło do jej rąk, to od razu sprawdziła, co się w nim znajduje.


-Bardzo ładny – rzekła na widok srebrnego wisiorek ni to z koniczynką, ni serduszkami.  
-Tak myślałem, że trafię w twój gust.
Próbowała również założyć, ale zapięcie było oporne.
-Daj Ula. Ja spróbuję -rzekł, wstając od stołu.
Bliskość rąk Marka i oddech na jej szyi spowodował, że poczuła drżenie. Od dawna pragnęła Marka, ale i bała się tego pierwszego razu. Wiedziała również, jaki jest Marek i że oprócz seksu na nic nie może liczyć. Teraz wypite wino i szampan dodały jej odwagi.
-Ula -szeptał jej przy uchu. —Dlaczego nie chcesz iść ze mną do łóżka? Nie podobam się się? Dawałem ci pewne znaki i pragnę cię. Nie czujesz nawet najmniejszego pożądania do mnie -pytał ośmielony wypitym winem. 
-Pójście z tobą do łóżka to dla mnie byłaby poważna decyzja Marek -odparła cicho.
-Innego chyba nie ma?
-Nie, nie ma. Ja po prostu jeszcze nigdy nie byłam z chłopakiem -wydukała.
-Nie? -zapytał mocno zdziwiony.
-Nie. Trudno w to uwierzyć prawda?
-Tak samo trudno będzie uwierzyć ci w to, że ja nigdy nie miałem okazji, aby, aby…
-Taki duży, a nie umie się wysłowić -odparła mu. —Aby pozbyć dziewczynę dziewictwa.
-Dokładnie.
-Czyli miałby to być i twój pierwszy raz poniekąd? Może czas na nowe doświadczenia dla nas -mówiła, patrząc na niego.
-Ale chcesz tego nie dlatego że wypiłaś wino. Nie chcę wykorzystać sytuacji.
-Nie Marek. Nie, dlatego że wypiłam. Chcę tego samo jak ty. Jestem gotowa na nowy etap mojego życia. Chcę ….
Dokończyć nie zdążyła, bo Marek zamknął jej usta pocałunkiem. Tylko na chwilę oderwał się od niej i zapewniał, że będzie delikatny. Później wziął na ręce, zaniósł do sypialni i postawił na ziemi. To tam ujrzała jego spragniony wzrok, choć nie mogła do końca wiedzieć, jak wygląda pożądanie w oczach mężczyzny. Nie tracąc czasu, zaczął całować usta i twarz Uli, rozpinając jej bluzeczkę, która wkrótce opadła na ziemię. Chwilę później i spódniczka znalazła się u jej stóp, a Ula stała przed nim w samej bieliźnie. Wzrok Marka przesuwający się po jej piersiach i talii spowodował, że czuła się  skrępowana. Nie na długo, bo Marek wyszeptał jej, że wygląda przepięknie. Sam pozbył się koszuli i spodni i stanął przed nią w samych bokserkach. Kolejne chwile należały do delikatnych pocałunków, a gdy znaleźli się już w łóżku, to delikatnie odgarnął włosy z czoła, a drugą ręką pieścił plecy. Na początku wszystko było powolne. Delikatne pocałunki i pieszczoty, ale mimo to Ula czuła, że z każdym takim ruchem zaczyna czuć pożądanie. Gdy zajął się piersiami, to szybko nabrzmiały a stanik zaczął uwierać. Dla Marka był to znak, że czas rozpiąć go. Chwilę później na przemian całował je, a Ula odpłynęła i nawet nie zdała sobie do końca sprawy, kiedy Marek zajął się dolną częścią bielizny. Przy okazji zdjął i swoje bokserki. Kiedy znowu położył się na Uli jego dłonie i usta pieściły każdy kawałek ciała. Ula nie chciała być dłużna i w miarę możliwości oddawał pieszczoty. Kiedy Marek uznał, że oboje są gotowi, to delikatnie uniósł biodra Uli i wsuwał się do jej wnętrza. Mimo to widział, że Ula zagryza wargi.
-Boli? -bardziej stwierdził, niż zapytał.
-Trochę. Ale wiem, że później jest przyjemnie.
Słowa Uli spowodowały, że wszedł do końca, a po chwili wytchnienia delikatnie poruszał się. Dla Uli przez chwilę dalej przyjemne to nie było, ale i ona w końcu złapała rytm i mogła czuć coś innego niż ból. Gdy z twarzy Uli Marek wyczytał zadowolenie, to zaczął przyspieszać a fala rozkoszy rozlewała się po nich ciałach.
Kiedy już ich ciała ucichły, Marek przytulił Ulę, ponownie odgarnął spocony kosmyk włosów z czoła i pocałował w usta.
-Byłaś taka odważna Ula -mówił wprost do ucha.
-Starałam się. Ma jeszcze znaczenie jak się to robi. Ty stanąłeś na wysokości zadania i byłeś delikatny. Znałam innych chłopaków, którzy pewnie byliby chętni, ale jakoś nie potrafiłabym z nimi.
-Dziękuję w takim razie Ula, że mnie wybrałaś.
-Od pierwszego spotkania w kawiarni spodobałeś się mi -odparła, przyznając się jednocześnie Markowi, że coś czuje do niego.

W kolejnych tygodniach ich spotkania miały charakter dość oryginalny i nie do pomyślenia jakiś czas temu przez Ulę. Najpierw szli do łóżka, a później pracowali albo najpierw pracowali i dopiero później szli do łóżka. Zdarzało się im również, że pracowali będą ciągle w łóżku. Ula z każdy takim spotkaniem była też coraz śmielsza i zaspakajała Marka w pełni. Z czasem dla Marka łóżko przestało być najważniejsze w ich spotkaniach i mógł tylko siedzieć przy niej i rozmawiać. Ciągle tylko ukrywali się przed światem i o istnieniu Uli wiedział Sebastian a o Marku Wioletta jej współlokatorka. Z wyjątkiem Uli i Seby okazji poznać nikt nikogo nie miał. Marek mógł też poświęcać Uli dużo więcej czasu, bo Paulina ze względu na chorą babcię w Mediolanie często tak leciała. Tym samym Ula nie była tyle zazdrosna, że noce spędza w łóżku z narzeczoną. O jego wypadach do klubu zaś wiele nie wiedziała. Z tym że jego powroty z klubu od kilku tygodni były samotne, bo Ula w zupełności mu wystarczała i nie miał ochoty na inne panienki.
Po trzech miesiącach takich spotkań zaczął podejrzewać, że zakochał się w Uli. Próbował tę myśl jednak odrzucić, bo w miłość nie wierzył. Nawet Sebastianowi się nie przyznał, bo przyjaciel był jeszcze bardziej cynicznie nastawiony do tych spraw niż on.
Jego nastawienie szybko zmieniło się i nabrał odwagi.
-Ula chyba zakochałem się -rzekł jej nieoczekiwanie, gdy leżeli przytuleni w łóżku.
-W kim? -zapytała z nadzieją.
-W pewnej dziewczynie z pięknym uśmiechem, błękitnymi oczami i charakterem anioła -odparł przewrotnie.
-I nie wiesz co z tym zrobić? 
-Dokładnie Ula.
-Może po prostu daj dorosnąć związkowi Marek.
Do związku dorastał z każdy dniem i coraz bardziej zależało mu na Uli i coraz śmielej mówił o swoich uczuciach. Myślał jednak ciągle materialnie i wolał mieszkać z Pauliną do swoich trzydziestych urodzin. W przeciwieństwie do Uli, dla której sprawy materialnie nie miały znaczenia.
Niecały miesiąc później, gdy Marek miał okazje kupić jedną z bankrutujących szwalni, to sprawa ich związku nabrała jeszcze innego charakteru. Potrzebował kogoś zaufanego, kto mógłby wziąć kredyt, a poręczeniem miałoby być F&D.
-Myślisz, że Ula się zgodzi na wzięcie kredytu? -pytał Olszański, gdy usłyszał o planach Marka.
-Nie wiem. To dość ryzykowne. Jest jeszcze jedno wyjście. Ślub z Ulą i przepisanie szwalni na nią. Kredy małżeński jest lepszy.
-I myślisz, że jak tak nagle wypalisz ze ślubem, to się zgodzi? -pytał z powątpiewaniem Sebastian.
-Całe szczęście, że już prędzej mówiłem Uli, że ją kocham.
-W twoje kłamstewka nawet najbardziej inteligentna dziewczyna uwierzy -odparł cynicznie Olszański.
Tłumaczyć przyjacielowi, że nie były to kłamstwa nie zamierzał.

sobota, 14 września 2019

Spotkanie, włamanie i porwanie.


-Nie wiem, co robi tu ta zgraja dzieciaków -mówiła Paulina Febo do swojego byłego narzeczonego w czasie pobytu w Książęcej.
-Paula uspokój się -odparł cicho Marek, widząc wzrok jakiegoś mężczyzny, który w towarzystwie prawdopodobnie żony i dwójki dzieci jadł lunch. —To tylko dzieci.
-Nie da się spokojnie porozmawiać, a mają twoi rodzice przyjść.
Równo z jej słowami tatuś dzieci pozwolił swojemu synkowi jeść udko palcami, a starsza córeczka demonstracyjnie dmuchała w słomkę z napojem i robiła bański w szklaneczce.
-Przesadzasz. Innym klientom to nie przeszkadza.
-Prawie trzy tygodnie ich nie widziałam -mówiła, nie zważając na jego upomnienie i kłamiąc, bo wczorajszego dnia widziała się z Heleną i ustalała to spotkanie.
Słowa Pauliny słyszał również i kelner, który obsługiwał dzieci.
-Nasza szefowa bierze udział w programie Dajemy szansę dzieciom ze wsi i zaprasza co jakiś czas grupę dzieci z podwarszawskich miejscowości. A pani zawsze może zmienić lokal.
-Słyszałaś Paula to akcja charytatywna, a ty tylko wstyd przynosisz -wysyczał Marek.
-Głucha nie jestem Marco.  I nie ma, o co się obrażać- mówiła, uśmiechając się do niego swoim popisowym uśmiechem. Lepiej porozmawiajmy o Mediolanie. Co ci strzeliło go głowy, żeby....


Monologu Pauli nie zamierzał słuchać. Wolał już słuchać paplaniny dzieci za jego plecami niż jej.
-Byłam już w takich lokalach, to wiem, jak się to je -mówiła jakaś dziewczyna. —A na moje urodziny mama obiecała, że zamówi stąd lody i tort czekoladowy
-To w końcu Oliwko, gdzie je będziesz mieć? -zapytał ktoś.
-W tym nowym parku rozrywki. Co sobie kupiliście w Smyku, bo ja zestaw kreatywny do robienia biżuterii i bluzę z jednorożcem -mówiła pokazując obie rzeczy. —W sumie osiemdziesiąt złotych wydałam.
Mała Paulina rośnie -pomyślał.
-A ty bawisz się jeszcze grzechotkami, że sobie kupiłaś dwie grzechotki? -usłyszał pytanie.
-Co ty Aga. To dla siostry- odparła, jakaś dziewczynka, z jak wydawało się mu znajomym głosem. —To znaczy dla jej dzidziusia.
-To dziwne Betti, że twoja siostra nie ma męża, a będzie mieć dziecko.
-Ale niedługo Ulcia będzie mieć i męża -odparła zdecydowanie.
Dalej nie podsłuchiwał, tylko zerwał się z krzesełka i stanął przy stoliku dzieci. Paulinę również zainteresowało to, co wyrabia Marek, ale w drzwiach pojawili się Dobrzańscy to nimi się zajęła.


-Cześć Betti. Pamiętasz mnie?
-Pewnie. Jesteś Marek. Ulcia pracowała z tobą.
-Dokładnie. To Ula jest w ciąży?
-Będzie mieć dzidziusia za pół roku -sprecyzowała, a Marek szybko cofnął się czasem.
-A Piotr?
-Pojechał sobie. Bardzo daleko.
-A Ula, gdzie jest?
-W Rysiowie mieszka. Zapomniał pan.
-Przepraszam, ale kim pan jest, że rozmawia z Beatką -przerwała im, jak domyślił się nauczycielka, która podeszła od stolika obok.
-Znajomym siostry Betti. Beatkę również znam.
-To prawda proszę pani. Znam Marka. Pracował z Ulą.
-Ja i tak miałem już odejść- odezwał się Marek do nauczycieli.  —Chciałem tylko przywitać się z Beatką. Cześć Betti. Miłej zabawy i smacznego dziewczyny -rzekł do całej grupy.
W czasie, gdy on rozmawiał z Beatką, to jego rodzice zdążyli pojawić się przy ich stoliku.
-Można wiedzieć co to za dziecko, z którym rozmawiałeś? -pytała Paulina.
-Beatka siostra Uli. Witajcie i do widzenia -rzekł i do rodziców. —Jadę do Rysiowa.
-Jak to do Rysiowa? -pytała Paulina. —Tam mieszka…
-Dokładnie tam jadę Paula. Ula nie poleciała do Bostonu.
-Mieliśmy porozmawiać.  Tyle czasu nie widziałam się z Heleną i Krzysztofem.
-To sobie rozmawiajcie na spokojnie. Ja z rodzicami widziałem się i rozmawiałem wczoraj, przedwczoraj i poprzedniego dnia.
-Ale mieliśmy razem zjeść i porozmawiać -mówiła rozkazująco Febo.
-Paulinka ma rację Marek. Po co masz teraz jechać do Rysiowa. Czy kiedyś ta kobieta wywietrzeje ci z głowy? Odtrąciła cię.
-Powinienem prędzej się domyślić- wtrącił Marek. —Rozmowa miała dotyczyć mnie i Pauli i dlatego przyleciała do Polski trzy dni po mnie. Ale nic z tego. Nie wrócę do Pauliny mamo. Za żadne skarby świata.
W tym się nie pomylił, bo poprzedniego dnia Helena z Pauliną umówiły się, że spróbują namówić Marka do powrotu do Pauliny. Zwłaszcza że z wyjazdu Pauli i Marka do Włoch nic nie wyszło. Febo leciała tam z planem odzyskania Marka, a okazało się, że na lotnisku w Mediolanie pożegnał się z nią i wybrał mały hotelik na dwutygodniowy pobyt, a nie jej dom. Tam chciał zapomnieć o Uli, wypadku i że za parę godzin jest lot do Bostonu. Nad dalszym swoim życiem bez Uli zastanawiał się również i wiedział, że jeśli miałby być z kimś i kogo mógłby choć trochę pokochać, to będzie kobieta pokroju Uli. Pobyt w Mediolanie, choć nie był to najlepszy czas w jego życiu, mijał w miarę miło. Brakowało mu tylko kontaktów ze znajomymi w Polsce. Z większością z nich nie mógł skontaktować się, bo zgubił telefon, a numerów nie pamiętał. Nie wiedział, że za zgubionym telefonem stoi Paulina, bo gdy byli na lotnisku a Marek odszedł na chwile, to Febo celowo pozostawiła jego telefon na ławce.
Do Polski Marek wrócił poniekąd z konieczności, aby zająć się firmą. Ula bowiem w dwa dni po pokazie złożyła rezygnację z funkcji i to Krzysztof podjął się zadania tymczasowego zarządzania firmą. Praca jednak źle wpływała na jego zdrowie i dlatego zadzwonił po syna. Aleksa nie zamierzał prosić o nic, bo w jego ręce trafiły teczki Adama Turka i sam mógł się przekonać, ile złego chciał wyrządzić Aleks.



Ostatni miesiąc był dla Uli przeplatanką smutków i radości.  Najpierw tuż przed pokazem wybuchła afera z plagiatem i jej cała praca i Marka z kilku ostatnich tygodni miała pójść na marne. Był i plus w tym wszystkim, bo   znowu mogli więcej i dłużej razem pracować.  To jednak spowodowało przemęczenie Marka i w efekcie jego wypadek i pobyt w szpitalu. Ula o wypadku dowiedziała się z wiadomości nagranej przez Marka na poczcie głosowej w jej telefonie i w towarzystwie Piotra pojechała od razu do szpitala. Tam czekał ją kolejny cios, bo Paula powiedziała jej na szpitalnym korytarzu, że Marek nie życzy sobie jej widzieć i że ma przestać wchodzić w ich życie. Uwierzyła w jej słowa i więcej w szpitalu się nie pojawiła. Zrozumiała jednak coś bardzo ważnego, że kocha tylko Marka, nie będzie mogła nigdy pokochać Piotra i że nie poleci z nim do Stanów. W czasie pokazu podbudowana przez Wiolettę i inne dziewczyny postanowiła zadzwonić do Marka i poprosiła, aby nie leciał, ale miał wyłączony telefon. Dzień później od Seby dowiedziała się, że jednak wyleciał. Po dwóch dniach, pomimo tego, że kolekcja odniosła sukces, a Krzysztof próbował zatrzymać ją, postanowiła odejść z pracy.
W tydzień później zaczęła czuć się gorzej i coś podejrzewać. Nie czekając poszła najpierw do apteki, a popołudniem do lekarza.  Wyjaśniła lekarce, że może być w ciąży, ale i to, że miała swoją comiesięczną dolegliwość. Lekarka miała na to wytłumaczenie, bo jak powiedziała jej, że zdarzają się przypadki lekkich krwawień na początku ciąży. Dla pewności zrobiła jej badania ciążowe i ogólne oraz USG. Wyniki były pozytywne i całkiem dobre na jej odmienny stan zdrowia. Kupiła jednak zalecone witaminy i tabletki dla ciężarnych oraz jedną książkę i pojechała do domu. Teraz pozostało powiedzieć o wszystkim ojcu i rodzeństwie. W domu zastała tylko ojca to postanowiła od niego zacząć. Zwłaszcza że siedział przy stole w kuchni i nie było obawy, że upadnie.
-Tato muszę coś ci powiedzieć -postanowiła, powiedzieć najprostszej jak się da.
-Jesteś w ciąży -wyręczył córkę.
-Skąd wiesz?
-Wyrzuciłem przypadkiem rachunek za golarkę, a w przypadku reklamacji jest potrzebny i znalazłem rachunek z apteki za test ciążowy. Nie wiedziałem czy to twój, czy Kingi. Dziwnie się zachowywali rano z Jaśkiem. Kiedy powiedzieli mi, że chcą pojechać na pół roku do Anglii, to wiedziałem, że to twój rachunek.  Nie powiem, że jest dobrze, ale to nie koniec świata. Nie jesteś pierwszą dziewczyną w takiej sytuacji.
-Dziękuję tato -odparła z ulgą.
-Przez dwie godziny zdążyłem przywyknąć do tej myśli. Najgorsze jest to, że to Dąbrowska znalazła rachunek. Jak ona wie, to jutro cała okolica będzie wiedziała.
-Kiedyś i tak by się wydało tato.  
-A ty pewna jesteś?
-Tak. Byłam u lekarza i jestem w dziesiątym tygodniu. Lekarka powiedziała, że wszystko jest dobrze.
-Marek czy Piotr jest ojcem? -zapytał i o to, co prędzej czy później spodziewał się usłyszeć. Zastanawiała się i co chciałby usłyszeć i jak myślała, że wolałby Piotra.
-To dziecko Marka tato i nie pytaj mnie czy powiem mu, czy nie, bo sama nie wiem.
-Powinien wiedzieć. Co było między wami to jedno a drugie to, że będzie ojcem.
-On już wybrał tato. Mediolan i Paulinę. Sama je wychowam, jeśli zajdzie taka potrzeba.
-Tylko że nie masz pracy.
-Ale mam PRO-es i dobre wykształcenie.

Droga do Rysiowa ciągła się Markowi niemiłosiernie długo. Były również korki. Gdy dojeżdżał do posesji Cieplaków, dojrzał odjeżdżająca karetkę pogotowia i Cieplaka krążącego w pobliżu furtki. W głowie zaś pojawiły się najczarniejsze   myśli, bo z tego, co orientował się to Jasiek miał sesję zdjęciową poza Warszawą, a Betti bawiła przecież w Warszawie.



-Dzień dobry- przywitał się ze zdenerwowaniem. —To Ulę zabrało pogotowie panie Józefie? Wiem, że jest w ciąży.
-A to pan i dzień dobry. Nie Ulę. Naszą sąsiadkę Dąbrowską. Przyszła do nas zdenerwowana problemami synem i dostała zawału. Najpierw byli u niej jakieś podejrzane typy i szukali Bartka, a po nich pojawiła się policja i też szukała Bartka. Później zauważyła, że ktoś obserwuje ich dom i ze strachu, że to gangsterzy tu przyszła. Okazało się jednak, że to policja była i przyszli za nią, bo myśleli, że Bartek tu się ukrywa. Drugie spotkanie z nimi to było dla niej za wiele i padła na podłogę. Zawsze mówiłem, że Bartek do grobu ją wpędzi. A co pan tu robi. Miał być pan z narzeczoną w Mediolanie.
-Nie mam narzeczonej od dawna -tłumaczył. —I naprawdę pokochałem pana córkę. Mogę spotkać się z nią.
-Nie ma jej w domu. Półgodziny temu pojechała do PRO- es. Dzwoni Maciek i mają jakieś problemy. Podobno było jakieś włamanie do magazynu. Powinniśmy porozmawiać panie Marku, ale i Dąbrowska w szpitalu potrzebuje kogoś -mówił niezdecydowanie.
-To zrobimy tak panie Józefie. Ja i tak wracam do Warszawy do Uli, to zabiorę pana i porozmawiamy po drodze.
 Rozmowa z Cieplakiem przebiegała w dobrej atmosferze. Marek opowiedział mu od początku do końca całą znajomość z Ulą, a Cieplak powiedział mu, że Ula, choć spotykała się z Piotrem, to i tak ciągle w myślach i sercu   miała jego.
Po podwiezieniu Cieplaka pod szpital i nie marnując czasu, pojechał prosto do magazynów PRO-es. Gdy wchodził na halę, usłyszał głos Maćka.
-Tak panie aspirancie ten sam adres. Do widzenia. Czekam. Marek? Co tu robisz? -zapytał, jak skończył rozmowę telefoniczną.
-Cześć. Do Uli przyjechałem. I nie ruszę się stąd, jak się z nią nie spotkam. Pan Józef powiedział mi, że tu jechała.
-Tylko że…
-Nie utrudniaj mi Maciek -przerwał Szymczykowi.
-Nie zamierzam ci nic utrudniać. Tylko że Ula znikła. Była tu, a jak mieliśmy jechać na policję, to zgłodniała. Zostawiłem ją w samochodzie i poszedłem tu niedaleko do sklepiku po kanapkę. Nie było mnie z dziesięć minut, a gdy wróciłem po Uli i moim samochodzie śladu nie było.
-Ale ona nie umie prowadzić -stwierdził Marek.
-Wiem, że nie umie prowadzić i obawiam się, że to nie ona prowadzi. Włamanie, ta kradzież i zniknięcie Uli nie może być przypadkiem Marek. Policja już jedzie.



Kolejne wydarzenia działy się jak w  filmie kryminalnym, bo policja z podjęciem działań nie czekała. Głównym zaś podejrzanym był Bartek i jego znajomi. Ten jednak jak szybko okazało się, był niewinny, bo inny patrol zdążył go zatrzymać wraz z innymi podejrzanymi o włamanie do magazynów PRO- es. Przebieg śledztwa przybrał całkiem innych kształtów, gdy policja spytała o wrogów Maćka i Marka. Maćkowi nikt do głowy nie przychodził, ale Markowi już tak.
-Aleks Febo współwłaściciel firmy. Zazdrościł mi, że zostałem prezesem i od dawna robił wszystko, aby mi uniemożliwiać pracę. Był przez parę dni we Włoszech, ale wrócił niedawno, chcąc zająć miejsce prezesa po mnie i Uli. Ojciec się jednak nie zgodził. Jest jeszcze jego siostra Paulina moja była narzeczona. Rzuciłem ją tuż przed ślubem i teraz poniekąd drugi raz. To dla Uli rozstałem się z nią i nienawidzi jej.
-To zmienia postać rzeczy panie Dobrzański -odparł policjant. —Proszę podać mi numery telefonów i adresy rodzeństwa Febo.
Ustalenie ostatnich ich logowań było proste i okazało się, że Febo dzwonił do siostry godzinę temu z okolic magazynów. Kolejnym ich tropem było sprawdzenie domu Aleksa i Pauliny. W obu miejscach wydawało się, że nikogo nie ma, ale były to okolice z większą ilością monitoringu i policja z łatwością przejrzała ostatnie godziny. W przypadku Aleksa było cicho, ale już pod byłym domem Marka działy się rzeczy, które zainteresowały policję, bo na nagraniach pojawił się  samochód Maćka. Wejście do samego domu okazało się również proste, bo drzwi garażowe były otwarte i połączone z domem. W samym garażu był również Maćka samochód.


Półgodziny później pojawił się tam również Marek i Maciek.
-Ula kochanie -zaczął od drzwi. —Nic ci nie jest -dodał, podbiegając do niej.
-Na szczęście nie Marek. Paula bardziej psychicznie znęcała się i mówiła, jak jej zniszczyłam życie. Ale co ty tu robisz?
-Szukam cię. W Książęcej od Betti dowiedziałem się, że spodziewasz się dziecka i….
-Będziecie mieć dziecko? -wtrąciła Febo.
-Tak a wy zapłacicie za wszystko – rzekł im Marek. — Nie uderzyli cię i dziecku nic nie jest? -zapytał Ulę.
-Nie jestem taka głupia, aby mówić im o ciąży. Jeszcze bardziej rozwścieczyłoby to Paulinę.
-Mówiłem ci, żeby Cieplak zostawić w spokoju -odezwał się i Aleks do siostry.
-A gdybyś mnie posłuchał, to pojechalibyśmy za miasto i mógłbyś za nią sporo dostać od Marka -wysyczała Febo.
-Paula jesteś bardziej okrutna, niż myślałem -rzucił do niej Marek.  —Na całe szczęście, że nie masz notarialnego posiadania domu. To, co zrobiliście Uli drogo będzie was kosztować.
Gdy policjanci wyprowadzili Febo, a Maciek poszedł załatwić sprawę swojego samochodu, to Ula z Markiem mogli porozmawiać na spokojnie.
-Nie byłem tu parę tygodni Ula i nie zamierzam wracać. Sprzedam dom najszybciej, jak się da i kupie coś innego.
-Ja chyba również nie mogłabym mieszkać w miejscu, gdzie wspomnienia nie są najlepsze.
-Zamierzałaś powiedzieć mi kiedyś o dziecku? -zapytał delikatnie. —Wiem, że jest moje.
-Nie wiem Marek. Pewnie prędzej czy później dowiedziałabym się, że nic nie łączy cię z Pauliną i wtedy pewnie tak. Dzwoniłam do ciebie w dniu pokazu, ale nie odbierałeś.
-Zgubiłem telefon i mało kontaktowałem się z osobami w Polsce. Ula ja nie byłem w Mediolanie z Paulą. Lecieliśmy tylko razem, a później zostawiłem ją na lotnisku. Ona wmawiała mi, że ma to być przyjacielski wyjazd, ale jakoś trudno było mi uwierzyć. Nie myliłem się, bo miała w planach odzyskania mnie. Ciągle nie może dotrzeć do niej, że to ciebie kocham i tylko z tobą mogę być szczęśliwy. Dasz mi na to szansę? -pytał, patrząc na nią z miłością.
-Dostałeś ją równo z chwilą, jak dowiedziałam się o twoim wypadku. Wtedy zrozumiałam, że nie mogę być z Piotrem ani z żadnym innym tylko z tobą, bo cię kocham.
-Ula skarbie -rzekł najczulej, jak się dało. Później, przytulił i pocałował w usta.
-Wiesz Marek, byłam u ciebie w szpitalu, ale Paulina powiedziała mi, że nie chcesz mnie widzieć. Teraz wiem, jakie to było głupie, że jej uwierzyłam. Ty nigdy nie powiedziałbyś coś takiego.
-Bardzo głupie Ula. Ciągle byłaś w moich myślach. Ale powiem ci, że ja lepszy nie byłem. Sebastian ciągle mówił mi, żebym poszedł i porozmawiał z tobą, ale ja mu ciągle powtarzałem, że przepadło i przepadło.
-To z nas taka para głupców Marek- odparła Ula.

Dzień później Marek i Ula już na spokojnie wysłuchiwali tego, co ustaliła policja.
-Przejrzeliśmy laptopa pana Febo i jego połączenia i okazało się, że chciał zniszczyć wszystko to, co pan stworzył i co się z tym wiązało -mówił policjant. W tym przypadku chciał spalić magazyny. Obserwował więc miejsce, a pani przypadkiem się tam pojawiła -dodał do Uli. —Wiedział, co pan zrobił jego siostrze, to zadzwonił po nią. Późniejsze porwanie to był nic innego jak działanie przypadkowe. Nie zmienia to jednak czynu i grozi im parę lat więzienia.
- Oby pozostali tam jak najdłużej, a później postaram się, aby wyjechali na stałe do Włoch. Mój ojciec przypłacił to wizytą w szpitalu, a matka ciągle zastanawia się, jak mogli okazać się tak niewdzięczni i okrutni. Wychowywała ich parę lat.
-Nienawiść proszę pana, posuwa ludzi do najgorszych czynów. Mówi to panu policjant z wieloletnim doświadczeniem.
Kolejne dni były już spokojniejsze. Ula dla uspokojenia Marka poszła również i do lekarza, ale lekarka nic groźnego nie zauważyła. Tylko dla uspokojenia zaleciła kilkudniowy odpoczynek. Na wyjazd wybrała się z Markiem do SPA, w który to począł się ich synek, jak mieli dowiedzieć się parę tygodni później. Zaczęli również przygotowania do ślubu, bo chcieli pobrać się, zanim Ula urodzi Mateusza. W tym sporo pomogła im Helena, która po ostatnich wydarzeniach zrozumiała kto jest odpowiedni dla jej syna.

sobota, 7 września 2019

Skazani na miłość cz 25 Epilog.




Boże Narodzenie tego roku było szczególne dla Uli i Marka, bo obchodzili je po raz pierwszy wspólnie i z półrocznym synkiem. Dla Marka były to też pierwsze od paru lat prawdziwe święta rodzinne, bo spędził je w szczęściu, spokoju i miłości.  W ostatnich paru latach bowiem spędzał je z Pauliną i Aleksem i musiał przy stole udawać kochającą i szanującą się rodzinę. Świętowanie podzielili sprawiedliwie, bo wigilię oni wyprawili, pierwszy dzień świąt spędzili z Dobrzańskimi, a w drugi pojechali do Rysiowa. W samych przygotowaniach potraw Marek dużo pomagał Uli i tym samym wrócił do czasów dzieciństwa, gdy jego rodzice nie mieli jeszcze gosposi i jego mama sama zajmowała się przygotowywaniem dań, a on przyglądał się temu. Oprócz prac w kuchni zajął się wystrojem salonu i świątecznymi dekoracjami przed domem. Tuż po siedemnastej do ich domu zjechali się Dobrzańscy, Cieplakowie, Pshemko, dawna wychowawczyni Marka oraz ciocia Uli, u której to Ula skryła się na całą ciążę. Początek wieczerzy za sprawą Marka odbiegł od tradycji.
-Kochani jak wiecie od prawie trzech tygodni, jestem już całkiem szczęśliwy, bo ja i Ula jesteśmy razem -mówił, nawiązując do wydarzeń z początku grudnia, gdy to za sprawą Bartka porozmawiali i doszli do wspólnego wniosku, że się kochają. —Dlatego korzystając z faktu, że są z nami wszyscy, którzy powinni być, to chciałem sprawę dopełnić. Panie Józefie chcę prosić o rękę córki -dodał, podchodząc do Cieplaka. —Kocham ją i naszego synka i chcę z nimi i kolejnymi dziećmi spędzić resztę życia.
-Cóż panie Marku -zaczął Józef po chwili ciszy. —Zaskoczył nas pan.
-Wystarczy Marek- wtrącił.
-Tak Marek. Zaskoczyłeś nas wszystkich. Kto w tych czasach prosi rodziców o rękę córki.
-Zakochany wariat -odparł.
-Albo ktoś szanujący tradycję. Widzę radość i szczęście w oczach Uli i dlatego nie mogę stać na jej drodze do szczęścia i moją zgodę masz. Teraz wszystko w rękach Uli. Musisz ją zapytać o zgodę.
-Ula -zaczął, klęcząc przed nią. — Gwiazdki z nieba nie mogę ci obiecać, ale kocham cię i chcę z tobą kroczyć do starości.  W szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i chorobie, w zlotach i upadkach, na dobre i na złe. Wiem też, że mam wady, ale na szczęście nikt nie jest idealny, a miłość umie wszystko przezwyciężyć. Wyjdziesz za mnie -dodał, wyciągając z kieszeni pierścionek zaręczynowy.
-Zgadzam się na wszystko -odparła ze łzami w oczach.


Po tych słowach wolno wsunął zaręczynowy pierścionek na palec i pocałował dłoń. Później wstał z kolan i przy ogólnej euforii pocałował w usta. Po oświadczynach przyszedł czas na życzenia i gratulacje a dopiero później na dzielenie się opłatkiem, kolację wigilijną, prezenty i śpiew kolęd. W międzyczasie odebrali kilka telefonów z życzeniami świątecznymi i sami podzielili się nowinami o ich szczęściu. Po ósmej ze względu na Piotrusia czas było kończyć kolację i Dobrzańska z Beatką i ciocią Uli pomogły jej sprzątać.  Marek tymczasem zabawiał resztę gości. Gdy goście rozjechali się, oni zajęli się kąpielą Piotrusia i usypianiem go. Później mogli pójść do swojej sypialni, czyli sypialni Marka. Ula trafiła tam dzień po pamiętnej sobocie i już pozostała, bo nawet Piotruś nie protestował i nie płakał dużo w nocy.
-Kochanie wszystko tak starannie przygotowałaś -rzekł, gdy przekraczali próg sypialni. —Od lat nie miałem tak rodzinnej wigilii. A w tym domu to pierwsza wigilia.
-Zrobiłam wszystko to, co wyniosłam z domu. 
-Ja z domu wyniosłem wiele tradycji, ale jakoś nie potrafiłem przenieś tego tutaj. Paula wolał iść na gotowe. Od dziecka wychowywała się w luksusie, a ja pamiętam czasy, jak mama gotowała. Przy tobie cofnąłem się do lat dzieciństwa.
-Czyli oświadczyłeś się mi, bo zależy ci tylko na gotowaniu obiadków? -odparła, wysilając się na powagę.
-Obiady to tylko mały bonus Ula -mówił żartobliwie. —Są lepsze strony narzeczeństwa i małżeństwa.   
-Faceci -mruczała. —Tylko jedno wam w głowie.
-Kochanie -szeptał jej do ucha. —Ja nie mówię o tym sprawach, tylko o wspólnym spędzonym czasie na spacerach, rozmowach, planowaniu przyszłości, obowiązkach domowych, przytulaniu. Chociaż to, co miałaś na myśli, nie jest mi obojętne i uwielbiam takie rozrywki z tobą.
-Ma to być rodzaj pochlebstwa czy zachęty?
-To i to Ula. Noc zaręczynowa się nam należy.

Dzień później popołudniem pojechali na obiad do Dobrzańskich. Była również u nich Agnieszka, która miała spędzić kilka godzin z przyszywanymi dziadkami. Problemu ze zostawieniem jej nie było, bo w ostatnich dniach zmuszeni byli zajmować się nią, znała dziadków i nie płakała.
-Bartek przywiózł ją godzinę temu i odbierze wieczorem -oznajmiła im Helena. —Był z tą Camilą Gotti.  Nie ma rodziny we Włoszech, to została tutaj i spędziła wigilię z Bartkiem jego matką i Agnieszką. Rozmawiałyśmy chwilę i miła z niej dziewczyna.  Chce zostać w Polsce i szuka pracy. Nie znalazłoby się coś w firmie Marek? Skończyła stosunki międzynarodowe. Zna również dobrze francuski.
-Całkiem dobry pomysł mamo. Potrzebny ktoś do kontaktów z kontrahentami z Włoch, a i otwieranie rynku na inne kraje dobrze firmie zrobi. A Paulina kontaktowała się z wami? -zapytał.
-Nie. I ma wyłączony telefon- odparła Helena.  — Ale Bartek powiedział nam, że wczoraj rano odezwała się do niego. Ma do Polski wrócić po szóstym stycznia.
-Nie wiem, jak mogła spakować się w jeden dzień i nic nie mówiąc Bartkowi polecieć na wakacje do Włoch -wtrąciła Ula, mając na myśli jej zachowanie w trzy dni po pamiętnych sobotnich wydarzeniach.
-Widocznie można -odezwał się i Dobrzański. —Coraz poważniej zastanawiamy się, czy nie przychylić się do wniosku Camili i nie pozbawić ją praw rodzicielskich. Bartek, choć to tylko papierowy ojciec wykazuje więcej odpowiedzialności jako rodzic. Od czasu tej afery na imprezie charytatywnej i rozstaniu z Matteo Paula całkowicie się zatraciła. Przez ostatnie trzy tygodnie tylko dwa razy dzwoniła. Podobno w Mediolanie znalazła sobie jakiegoś rozwodnika i bawi się z nim w najlepsze.
-Rodzinność nigdy nie była jej dobrą stroną -odparł Marek.
-Zawiodła nas -mówił z żalem Helena. —Jako narzeczona dla ciebie i jako matka.
-A, kiedy zamierzacie się pobrać? -dopytywał Krzysztof. —Rozmawialiście już.
-Rozmawialiśmy i czerwiec jest jak najbardziej prawdopodobny. Po świętach pojedziemy do rodzinnej parafii Uli i zarezerwujemy termin.
-Dobrze, że nie chcecie długo zwlekać- rzekła im życzliwie Helena. —Możecie liczyć na nas w organizacji wesela.
-Dziękujemy pani Heleno- odparł Ula. —Pomoc na pewno się przyda. Jeśli nie w samych przygotowaniach to w opiece nad Piotrusiem.
-Zajmowanie się Piotrusiem to sama przyjemność Ula -zapewniała Helena.


Po powrocie do domu mieli nieoczekiwaną krótką wizytę.
-Jeszcze raz gratuluje -rzekła Wioletta, obejmując przyjaciółkę. —Gdy zadzwoniłaś do mnie z życzeniami i powiedziałaś o zaręczynach, to o mało nie potłukłam tacy z talerzami po grzybowej. Marek to ma pomysły. Pochwal się tym zaręczynowym cackiem.
-I ja się podpisuję -dodał Sebastian, gdy Wiola oglądała jej pierścionek.
-Dziękujemy -odparli chórem.
-To kiedy zamierzacie się pobrać? – pytał Olszański.
-Wybraliśmy ostatnią sobotę czerwca. W dwa lata po tym, jak się poznaliśmy. A ty Seba już możesz czuć się moim świadkiem.
-Dzięki i liczę na odwzajemnienie. My dzisiaj na obiedzie u Wioli rodziców po przeanalizowaniu wszystkiego za i przeciw ustaliliśmy, że zostaniemy przy drugim sierpnia. Chociaż to wtorek. Skoro to sympozjum ortopedyczne zaplanowane na ten dzień jest przeniesione na wrzesień i sala i pokoje będą wolne w Zaciszu, to grzech byłoby nie skorzystać. (Zacisze-Ośrodek wypoczynkowy Uli, Marka i Sebastiana)
-Dominika, Daniel i Dawid mają również wolną noc -dodała Wioletta.
-D&D&D nieźle -stwierdziła Ula, bo to trio zajmowało się oprawą muzyczną, konferansjerską i fotograficzną imprez i było jednym z chętniej zatrudnianych.
-Nie chcę zatrudnić jakieś partaczy, żeby zdjęcia były gorszej jakości, a goście stali jak te słupy soli z Kopalni Winniczka.( Teks z chłopaków do wzięcia bodajże) 
-Wiola Kopalnia Wieliczka, a nie Winniczka -rzucił Olszański. —Winniczek to ślimak. 
- A co wy planujecie? Katedra, kareta, drogi hotel, ekstra kapela -pytała Wiola.
-Nic z tych rzeczy. Nie jestem Pauliną. Zamierzamy pobrać się bez przepychu. Naliczyliśmy tylko pięćdziesiąt osób. Ślub w kościółku w Rysiowie, a wesele w jakimś zajeździe nieopodal Rysiowa i didżej -wyjaśniała Ula.
-Taniej nie byłoby w Zaciszu? -pytała Wiola. —To wasz ośrodek.
-Byłoby, ale ty masz dziesięć kilometrów z Pomiechówka do Jabłonnej a ja z samego Rysiowa do Warszawy piętnaście. Później trzeba byłoby się przebić przez Warszawę i kolejne dwadzieścia. Nie opłaca się jechać tyle kilometrów z gośćmi.
-Zobacz Marek, jeszcze półtora roku temu byliśmy wolni, to znaczy ja byłem wolny, bo ty męczyłeś się z Paulą, a teraz planujemy śluby -rzekł Sebastian z namysłem. —Ty dodatkowo dorobiłeś się dziecka.
-Wiele dobrych rzeczy przez ten czas się wydarzyło Seba. Nie tylko Ula, Wiola, Piotruś, otwarcie ośrodka. My się zmieniliśmy. Dorośliśmy do pewnych spraw i inaczej patrzymy w przyszłość.
-Kobiety nas zmieniły -stwierdził, patrząc w ich stronę. —Nawet Wiolce się to udało.
-My tu jesteśmy Cebulku -rzuciła Wiola do swojego narzeczonego. —Pamiętasz Ula, jak pojawiłyśmy się równocześnie we firmie i Marek z Sebą zajęli się nami. Kto by wtedy przypuszczał, że za parę miesięcy będą dalej zajmować się  nami, tylko inaczej.
-W twoim przypadku było to do przewidzenia, ale ja miałam pod górkę.
-Kochanie nie ma sensu wracać do tego czasu -zwrócił się do Uli Marek.
-Właśnie Ula -poparła Wiola. —Co było, a nie jest nie pisze się w rachunek. Lepiej pomyślmy, co zorganizujemy sobie na wieczór panieński. Bierzemy śluby w okolicach miesiąca czasu, to możemy razem coś wyprawić. Wyczytałam w Puderku (Pudelku) o kilku ciekawych propozycjach celebrytek.
- Wiola -hamowała jej zapędy Ula. —Mamy czas do wiosny, aby coś wymyślić.

Kolejne tygodnie i miesiące dzielące ich do ślubu mijały bez większych zawirowań. Ula tak jak obiecała Markowi, przez okres zimowy została w domu i zajmowała się Piotrusiem. Czasami tylko przychodziła do firmy i pomagała Markowi. Oprócz niej Marek mógł liczyć na Wiolettę, która w ostatnich miesiącach wzięła się w garść i swoje obowiązki wykonywała bez zarzutu. Również Camilla Gotti była pomocna. Włoszka bowiem szybko uczyła się nie tylko języka polskiego, ale i prowadzenia negocjacji. Zamierzała też zostać w Polsce na stałe. Zwłaszcza że jej związek z Bartkiem rozwijał się z każdym dniem. Mieli również wspólny cel, czyli dobro i wychowanie Agnieszki. W sądzie toczyła się właśnie sprawa o pozbawienie praw rodzicielskich Pauliny Febo i przyznanie ich Camili i Bartkowi. Febo bowiem od dawna nie pojawiła się w Polsce i listownie zrzekła się praw do córki.
Wiosną Ula postanowiła wrócić do pracy. Do wyboru zaś miała dwa miejsca. Powrót do F&D albo pracę w fundacji przyszłej teściowej. Chociaż pensja była o wiele niższa, to wybrała jednak pracę u Dobrzańskiej. Nie była nigdy pazerna i to, co wypłacała jej Helena, wystarczało na własne wydatki. Nie chciała też przez cały czas przebywać w towarzystwie Marka, aby nie zmęczyć się sobą.

Dwudziesty dziewiąty czerwca dzień ślubu Uli i Marka okazał się ciepłym dniem, ale nie upalnym. Ula tego dnia też obudziła się w swoim dawnym domu, bo tam postanowiła spędzić ostatnią noc przed ślubem. Tu również była jej ciocia, która wraz z panią Więcek  pomogła się jej ubrać do ślubu.


Marek wraz ze swoim gośćmi i synkiem przyjechał do Rysiowa godzinę przed rozpoczęciem uroczystości w kościele. Pan Młody wyglądał niezwykle elegancko, ale przebił go Piotruś, który tego dnia miał również obchodzić spóźniony roczek. To na jego widok panie zrobiły minę zachwytu.


Ula od synka i przyszłego męża niczym nie odbiegała i w swojej prostej sukni ślubnej wyglądała pięknie.  Uroku dodała jej również lekka opalenizna złapana tydzień prędzej w czasie trzydniowego wyjazdu z Wiolą w ramach wieczoru panieńskiego.  Po błogosławieństwie wszyscy wsiedli do samochodów i pojechali do kościoła. Droga do kościoła bez przygód nie minęła, bo ich samochód złapał gumę, trzeba było na szybko zmienić oponę i w rezultacie spóźnili się na własny ślub.  Po dojechaniu pod kościół Ula liczyła, że teraz pójdzie już wszystko zgodnie z planem. Msza jednak bez zakłóceń również nie przebiegała, bo Piotruś nie zamierzał cicho siedzieć ani na kolanach babci, ani żadnego dziadka. Nawet towarzystwo Betti i Jaśka mu nie wystarczało, bo ciągle wiercił się i mówił na głos mama, tata, tam. W końcu za pozwoleniem księdza usiadł na jednym z klęczników przeznaczonych dla Państwa Młodych i zadowoleniem bawił się piłeczką z dzwoneczkami w środku. Dzwonił zaś w tych najważniejszych momentach, czyli w czasie przysięgi małżeńskiej jego rodziców, jego błogosławieństwa i podczas ciszy w czasie podniesienia.


*******************************

Na dziesiątą rocznicę zdania matury Ula szła w jak najlepszym nastroju i z całkiem innym nastawieniem niż pięć lat temu.  Teraz była ładna, zadbana, z pozycją i rozpoznawana w świecie Warszawy. Za towarzystwo zaś miała Bartka Dąbrowskiego, bo spotkanie bez wyjątków miało odbyć się bez osób towarzyszących. (chodzili do jednej klasy wraz z Pauliną) Nie przeszkadzało jej to również, bo Bartek od pięciu lat prowadził ustatkowane życie z Camilą Gotti- Dąbrowską, Agnieszką i małym Konradem. Ich synek miał ponad trzy latka i był równolatkiem Lidki córeczki Uli i Marka oraz Elizy dziecka Wioli i Sebastiana. Pauliny ku niezadowoleniu jej dawnych koleżanek z klasy nie było. Febo bowiem od dawna bawiła we Włoszech, poznając coraz to nowszych kochanków i z każdym rokiem ograniczając kontakty z Polską. Mimo jej nieobecności to dało się wyczuć, że najbardziej interesujący temat do rozmowy jest to, że przed pięcioma laty Paulina chwaliła się Markiem, a teraz klasowa brzydula jest jego żoną. Ula po tym awansie całkiem inaczej była również odbierana.
-Pięknie wyglądasz i piękną parę tworzysz z mężem -mówiła jedna z dawnych koleżanek.
-Tylko ci pogratulować. Z całej klasy zrobiłaś największą karierę -dorzuciła inna. —Ty i Bartek. A to Pauli była wróżona.
-Ja tego nie odbieram w kategorii kariera -mówiła ze spokojem. W słowach koleżanek i spojrzeniach wyczuła również i zazdrość. —Marek miał dość charakteru Pauli, to zostawił ją, a później mnie wybrał. Coś musiało się mu we mnie spodobać. Ja mogę jednak zgadywać, że było to ciepło rodzinne, zrównoważenie, bezinteresowność, chęć pomagania. Chociaż Marek powtarza, że skazani byliśmy na miłość, bo los ciągle nam sprzyjał i wiele wydarzeń zdarzyło się z przypadku. I to dzięki Pauli jestem z Markiem. Gdybyśmy nie spotkały się z Pauliną pięć lat temu, jak wpłacałyśmy wpisowe na poprzednie spotkanie, to nie dowiedziałaby się być może o mojej trudne sytuacji i nie przyprowadziła do F&D. Ja i Marek będziemy jej do końca życia za to wdzięczni.