Poranek dwudziestego lutego
nie zapowiadał, że dzień okaże się dla Uli tak przykry. Rano tuż przed ósmą bowiem wyszła razem z Markiem z mieszkania radosna i pełna optymizmu. On pojechał do
pracy, a ona poszła po zakupy oraz do apteki po test ciążowy. To, że może być w
ciąży podejrzewała już od trzech dni, ale chciała jednak upewnić się, zanim
cokolwiek powie Markowi. W drodze powrotnej zamyślona i wpatrzona w ulice
Warszawy nie zauważyła nawet, że w czasie gwałtownego hamowania tramwaju wypadł
jej telefon. Po powrocie na Sienną w pierwszej kolejności skierowała się do
łazienki. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, to przerwał jej dzwonek do drzwi i
listonosz z listem poleconym. Nie otwierając go, poszła ponownie do łazienki, a
pięć minut później odczytała pozytywny wynik. Na myślenie co teraz czasu nie
miała, bo ponownie ktoś dzwonił do drzwi wejściowych.
-Pani tutaj? -zapytała na
widok Febo.
-Czyli wiesz, kim jestem
-odparła, wchodząc do mieszkania, chociaż Ula jej nie zaprosiła. Zdążyła
również dostrzec urodę Uli, bo na zdjęciach detektywa była w czapce i odebrało
jej to połowę uroku. —Tak jestem Paulina Febo narzeczona twojego kochanka -mówiła
wyniośle, aby pomścić jej wygląd, bo wiedziała, że i na Marku robi wrażenie. —A jestem tu, bo zbyt dziwne było dla mnie to,
że mój narzeczony przez ostatnie pół roku nie wdał się w żaden romans. Od paru dni jestem w Polsce i teraz
wiem dlaczego. Nieźle nawet sobie to wymyślił. Sponsoring.
-Nie jestem jego utrzymanką. Jestem…
-Kolejną kochanką, która
uwierzyła w jego słowa -wtrąciła. —Marek nigdy nie zdecyduje się odejść ode
mnie. Zbyt wiele kosztowałoby go. Jego
rodzice są bogaci i zostawiając mnie, może sporo stracić. Od udziałów począwszy
po spadek.
-Marek taki nie jest -odparła
pewnie.
-Jest, bo znam go od lat. Przytulne
gniazdko -dodała, rozglądając się po salonie. —Ale już niedługo będziesz się
nim cieszyć.
-Może pani wyjść -próbowała
mówić stanowczo. —Nachodzi mnie pani.
-Masz romans z moim
narzeczonym i jeszcze masz czelność rozkazywać mi -syczała. —Dla mnie jesteś nikim,
a dla Marka tylko zaspokojeniem jego potrzeb! Niejedna rozkładała już przed nim
nogi i nic nie wskórała.
-Teraz obraża mnie pani -mówiła
bez strachu.
-Sama się pani obraża takim
zachowaniem. I zapamiętaj jedno sobie -dodała, złowrogo. — Zabiję go i ciebie jak
z tym nie skończycie -dodała tuż przed wyjściem.
Po jej wyjściu Ula z ulgą pomyślała,
że to dobrze, że nie powiedziała jej, kim jest tak naprawdę dla Marka. Febo mogłaby
zemścić się naprawdę i zaszkodzić jej i dziecku. Chciała również zadzwonić do
Marka, ale w jej torebce telefonu nie było.
Przypomniała sobie i o liście. To,
co zawierał, zaszokowało ją. Później przeanalizowała
ostatnie wydarzenia, wszystko ułożyło się w jedną całość i dało wniosek, że
Marek okłamywał ją jednak. Długo nie myśląc,
spakowała swoje rzeczy, napisała list do Marka i pozostawiając pierścionek oraz
obrączkę na stoliku wyszła z mieszkania. W pracy miała tydzień
wolnego, to mogła bez przeszkód pojechać gdzieś, gdzie będzie z dala od Marka i Warszawy.
Marek tymczasem po powrocie
ze szpitala i po znalezieniu listów zadzwonił do Wioletty. Miał bowiem nadzieję, że tam się zatrzymała. Kubasińska nic jednak nie wiedziała, a w domu
w Halinowie u Uli nikt nie odbierał. Innych znajomych Uli, z racji, że się ukrywali nie znał. Z braku pomysłu, gdzie może być Ula,
pojechał do rodziców. Rozmowa z nim i tak go czekała i wolał mieć to jak
najszybciej z głowy. Jadąc do nich, założył również obrączkę, z którą już od
tego momentu się nie rozstawał, bo i potrzeby ukrywania nie było.
Obecność Pauli w posiadłość jego
rodziców nie zdziwiła go w ogóle. Ucieszyła nawet, bo jak pomyślał tylko raz będzie przechodził przez te katusze.
-Jesteś w końcu -rzekła mu
wrogo Paulina. —Od paru godzin wydzwaniamy do ciebie.
-Byłem w szpitalu. Myślałem,
że Ula została ranna w tym wypadku tramwajowym. Na szczęście okazało się to nieprawdą -rzekł, podchodząc do Pauli i matki.
-Znowu ta jego kochanka -rzuciła
rozpaczliwie w stronę Dobrzańskiej.
-Ula nie jest żadną moją
kochanką Paulino, tylko żoną -wtrącił, bez owijania w bawełnę. —Pobraliśmy się
trzydziestego pierwszego stycznia.
-Co? -zapytała po chwili
Febo.
-Ja i Ula jesteśmy
małżeństwem Paulino -mówił powoli. —Dobrze zrozumiałaś.
-Synku to jakaś farsa -odezwała
się i Helena.
-Nie mamo. Mogłem wziąć akt ślubu,
ale obrączka będzie musiała wam wystarczyć. Data oraz inicjały Uli i moje są
wyryte -mówił, pokazując matce złoty krążek.
-Marek, dlaczego w tajemnicy?
-spytał ojciec, który podszedł do nich. —Dość dziwne zachowanie. Może jest w ciąży?
-Nie, nie jest, ale chcemy mieć dzieci.
-Nie, nie jest, ale chcemy mieć dzieci.
-Jesteś bogatym,
interesującym mężczyzną i może dałeś się omotać? -dodała matka. —Twoje znajome w przeszłości próbowały różnych sztuczek, aby zbliżyć się do ciebie.
-Nie omotała. A z Ulą i tak
ożeniłbym się wkrótce -odparł rodzicom. —Przyspieszyłem ślub, tylko dlatego,
aby móc wziąć kredyt małżeński na zakup szwalni.
-Czyli to tylko interes
-rzekła Febo. —Rozwiedziesz się z nią i my pobierzemy się, jak było ustalone -dodała
rozkazująco.
-Nie dla interesu się ożeniłam.
Kocham Ulę i nikt, i nic tego nie zmieni. I na pewno nie zamierzam się
rozwodzić. Po raz pierwszy czuję się szczęśliwy i jestem wierny. Dlatego wymyśliłem sobie chorobę, żeby nie iść z tobą do łóżka.
- Zrujnuje cię ta miłość -rzuciła Febo z nienawiścią za odpowiedź.
-Dla
miłości Paulino mogę zostać z niczym -odparł spokojnie.
-I
tak będzie. Założę się, że po to ukrywałeś te całe małżeństwo, aby móc dostać
udziały -mówiła prowokująco.
-Fakt
to był jeden z powodów -przyznał się szczerze i ku zdziwieniu Pauliny i rodziców.
-Widzicie
-zwróciła się do Dobrzańskich. —Jest zepsutym manipulantem. Tym razem
przeliczyłeś się i z planu nic nie wyszło -zwróciła się i do Marka.
-A
ty u babci siedzisz tylko po to, aby twoi kuzyni nie dobrali się do jej majątku.
-Paulino
pozwól, że naszym majątkiem i naszymi udziałami ja z Heleną będziemy
rozporządzać -wtrącił Krzysztof, przerywając ich spór i wyczuwając, że ich ukochana Paulinka ma
chrapkę i na ich majątek.
-Dziękuję
tato. A ty Paula lepsza nie jesteś. Ciągle mówiłaś, że jak będziemy po ślubie,
to oddasz swoje udziały Aleksowi, bo ja będę miał. Uważałaś się współwłaścicielką czegoś, czego jeszcze
nie miałem. Rozporządzałaś nie swoim majątkiem.
-A
ta Ula może tylko na twój majątek patrzy? – pytał Krzysztof. —Co o niej wiesz?
-Nic
z tych rzeczy tato. Ula to porządna, uczciwa i wykształcona dziewczyna. Pomagała
mi w napisaniu prezentacji. Skończyła dwa kierunki na SGH z wyróżnieniem, zna
biegle niemiecki i rosyjski. Teraz pracuje w banku jako asystentka jednego z
kierowników. W klubie jej na pewno nie poznałem, jak zapewne sugerowała
Paulina. To skromna, rodzinna dziewczyna.
-Nic
nie wiadomo -mówiła Febo, próbując oczerniać Ulę. —Może jest dobrą aktorką i tylko
udaje taką skromną.
-Jest
skromna i ma wiele innych zalet Paulino -odparł zdecydowanym tonem. —Dlatego zakochałem się w niej i ożeniłem. A
latem chcemy wziąć ślub kościelny i wyprawić wesele.
-Poznamy
ją wkrótce z mamą -pytał Krzysztof. —Sami się przekonamy, jaka jest prawda.
-Teraz
wyjechała, bo przestraszyła się dzisiejszej rozmowy z Pauliną. Paula zagroziła
jej, że pożałuje, jak się nie rozstaniemy.
-Możesz
nie wymyślać – mówiła hamując się, aby nie wybuchnąć. — Nie groziłam jej. Oczerniasz
mnie, a prawda jest taka, że ona mnie oczernia.
-Zobaczymy,
co będzie później Marek -odezwała się ponownie Helena, która miała w planach
pójść na Sienną, jak Ula wróci, spotkać się z nią i sposobem sprawdzić, czy zależy jej na
Marku, czy na majątku syna. Liczyła również, że to syn się myli. W plany
Pauliny nie zamierzała jednak wtajemniczyć.
-To, co opijamy Marek
-zapytał, trącając się z nim szklaneczką. —Cudowne ocalenie Ulki?
-Nic nie opijamy -odburknął. —Wszystko
się wali. Ula zostawiła mnie. Myśli, że ją okłamywałem przez cały czas.
Zostawiła mi list pożegnalny. To znaczy w sensie, że odchodzi.
-Czyli Pauli udało się was
skłócić? -stwierdził ze współczuciem.
-To też, ale przyszedł jeszcze
list z Urzędu Stanu Cywilnego. Piszą, że nasze małżeństwo może być nieważne i Ula
myśli, że specjalnie razem ze Sławkiem tak zorganizowaliśmy ślub, żeby można
było go unieważnić. I jeszcze te kamienie nerkowe i pobyt w szpitalu notariusza,
który miał zająć się przepisaniem szwalni na Ulę. To kolejny przypadek, a Ula
przekonana jest, że wszystko sobie ukartowałem. Najgorsze w tym wszystkim jest
to, że nie wiem, gdzie jej szukać. Telefonu nie ma, a znajomych Uli nie znam.
Dzwoniłem tylko do Wioli, ale twierdzi, że nie wie, gdzie może być. Nie wiem
tylko, czy mogę jej wierzyć. Podobno jest u siebie w domu.
-Wiolą się nie martw. Jestem
umówiony z nią na jutro, to wypytam dyskretnie. A dzisiaj faktycznie miała być
u rodziców.
-A pro po rodziców Seba to
wracam od nich -oznajmił mu nieoczekiwanie. —Powiedziałem im i Pauli o Uli i że
jest moją żoną. Był szok, ale źle nie
było. Tylko Paulina hamowała się, jak mogła. Gdybyśmy byli sami, to pewnie
jakiś wazon albo kieliszek wylądowałby na podłodze. Przynajmniej to mam z
głowy.
-Ja taki spokojny nie byłby
Marek- odparł poważnie. —Znając Paulę i twoją mamę, to tak łatwo nie odpuszczą.
-Wiem Seba i zamierzam być
czujny. Może wynajmę detektywa tak, jak Paulina, aby je pilnował.
Ula tymczasem bez planu na
przyszłość pojechała na Dworzec Główny PKS i dalej do Sulejówka. Mieli tam mieszkanie
po babci w wielorodzinnym domu typu czworaki i postanowiła zatrzymać się w nim na
parę dni. O tym, co będzie później na razie nie myślała. Lokum duże nie był, bo
czterdziestometrowe i posiadało kuchnie, łazienkę oraz dwa pokoje. Najważniejsze
jednak było to, że podłączone było do ciepłowni i nie musiała martwić się o
ciepłą wodę i ciepłe kaloryfery. Z tym, gdzie pojechała, z nikim się nie
podzieliła. Następnego dnia zaopatrzyła się w jedzenie oraz kupiła nowy telefon
i nową kartę do telefonu.
Marek natomiast zanim udał
się do pracy, pojechał do USC, aby od swojego kolegi dowiedzieć się o powodach
unieważnienia ich ślubu. Ten z uzyskaniem szczegółów trudności żadnych nie miał.
-Chodzi o świadkową Marek -tłumaczył Sławek kwadrans później. —Podpisała się jako Wioletta Kubasińska przez V i dwa T, a w dowodzie widnieje
jako Wioleta przez W i jedno T.
-Tylko tyle? -pytał
zdziwiony, ale i pocieszał się, że to tylko mały szczegół.
-Tyle, ale jest to błąd i
trzeba wyjaśnić.
-Dzięki Sławek. Postaramy się z Ulą jak najszybciej to
naprawić.
Po przyjściu do pracy poszedł
od razu do Sebastiana.
-Cześć Seba -rzekł od drzwi. —Wracam
z Urzędu Cywilnego i zgadnij, kto namieszał.
- Wiolka -bardziej stwierdził,
niż zapytał. —Co zrobiła?
-Podpisała się jako Violetta
przez V i dwa T, a nie jak ma w dowodzie przez W i T. Dzwoniłem do niej i
powiedziała mi, że chciała, żeby było bardziej wyniośle, czy tam uroczyście.
-Cała ona. A Ula się
odezwała?
-Nie Seba i może być
wszędzie. Podpiszę najważniejsze
dokumenty i pojadę do niej do domu. Jej ojca z tego, co wiem nie ma, ale może
jej brata zastanę.
-I co mu powiesz Marek. Cześć
jestem twoim szwagrem, zastałem żonę.
-Właśnie tak zrobię Seba.
Koniec ukrywania się przed rodzinami i znajomymi.
Wyjazd do Halinowa nic nie
dał, bo gdy już parkował, to zauważył nieodśnieżony chodnik na ich posesji. Od
sąsiadki natomiast dowiedział się, że Jasiek dołączył do ojca i siostry i
pojechał do Karpacza. Zapytał ją i o Ulę, ale powiedziała mu, tylko że mieszka
i pracuje w Warszawie. Jedyny plus wizyty był w tym, że przypomniała mu o
Maćku, który od trzech dni pełnił funkcję menadżera w szwalni.
Z Halinowa pojechał prosto do
szwalni.
-Szew tu? Inspekcja niezapowiedziana?
-pytał na jego widok.
-Nie Maciek. Uli szukam. Myśli,
że oszukałem ją w pewnych sprawach i muszę jak najszybciej porozmawiać z nią. Nie
wiesz, gdzie może być?
- To zadzwoń do niej -odparł, jak dla niego sensownie.
- Właśnie, że nie mogę, bo ona
wczoraj zgubiła telefon, w pracy ma wolne, a w domu jej nie ma. A tak na marginesie Ula od trzech tygodni jest
moją żoną.
-Co? -pytał tak samo
zdziwiony, jak poprzedniego dnia Paula i jego rodzice.
-Tak Maciek dobrze słyszałeś.
Ukrywaliśmy to przed światem, ale teraz koniec z tajemnicami. To, gdzie może
być?
-Nie mam pojęcia. Od czasu,
gdy zamieszkała na stałe w Warszawie nasze relacje nie były już takie dobre. Ale
lubiła chodzić nad Wisłę. W okolice mostu Średnicowego.
-Racja. Powinienem sam na to prędzej wpaść. Dzięki Maciek. Jakby
dzwoniła to powiedz, że ją szukam -odparł i z nadzieją pobiegł do samochodu.
Nad Wisłą spędził trzy
godziny aż do zmroku, ale Ula się nie pokazała. Obiecał sobie również przyjść
nazajutrz od rana.
Późne popołudnie przyniosło w
końcu przełom w poszukiwaniu Uli. Sebastian spotkał się bowiem z Wiolettą i tak
jak obiecał Markowi próbował się czegoś dowiedzieć.
-Wiola narozrabiałaś na ślubie
Uli i Marka, to teraz skup się nie na zakupach, ale nad tym, gdzie może ukrywać się Ulka -mówił
stonowanym tonem.
-Kiedy ja naprawdę nie wiem –
odparła rozpaczliwie. —Marek od wczoraj mnie o to pyta.
-To inaczej Wiola. Gdzie ty
byś się schowała, żeby uciec przed kimś?
-W Hiszpanii na plaży
-odparła bez zastanowienia.
-To nie był dobry trop
-wymruczał do siebie. —Może ma swoje ulubione miejsca.
-Lubi chodzić nad Wisłę.
-O tym wiemy. Jacyś znajomi?
-Oprócz nas to Maciek. To jej
przyjaciel z dzieciństwa.
-Marek był u niego. W
Halinowie również.
-To nie wiem. Nic ani nikt nie przychodzi mi do głowy.
-To może, chociaż ma rodzinę
w pobliżu Warszawy? -próbował naprowadzić ją na jakiś trop.
- W Sulejówku mieszkała jej
babcia, a Ula odziedziczyła po niej mieszkanie.
-Znasz adres? -pytał z
optymizmem.
-Sosnowa albo Świerkowa
Cebulku. Zawsze mi się mylą te iglaki.











