środa, 16 października 2019

Dla miłości cz. 5


Poranek dwudziestego lutego nie zapowiadał, że dzień okaże się dla Uli tak przykry. Rano tuż przed ósmą bowiem wyszła razem z Markiem z mieszkania radosna i pełna optymizmu. On pojechał do pracy, a ona poszła po zakupy oraz do apteki po test ciążowy. To, że może być w ciąży podejrzewała już od trzech dni, ale chciała jednak upewnić się, zanim cokolwiek powie Markowi. W drodze powrotnej zamyślona i wpatrzona w ulice Warszawy nie zauważyła nawet, że w czasie gwałtownego hamowania tramwaju wypadł jej telefon. Po powrocie na Sienną w pierwszej kolejności skierowała się do łazienki. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, to przerwał jej dzwonek do drzwi i listonosz z listem poleconym. Nie otwierając go, poszła ponownie do łazienki, a pięć minut później odczytała pozytywny wynik. Na myślenie co teraz czasu nie miała, bo ponownie ktoś dzwonił do drzwi wejściowych.



-Pani tutaj? -zapytała na widok Febo.
-Czyli wiesz, kim jestem -odparła, wchodząc do mieszkania, chociaż Ula jej nie zaprosiła. Zdążyła również dostrzec urodę Uli, bo na zdjęciach detektywa była w czapce i odebrało jej to połowę uroku. —Tak jestem Paulina Febo narzeczona twojego kochanka -mówiła wyniośle, aby pomścić jej wygląd, bo wiedziała, że i na Marku robi wrażenie.  —A jestem tu, bo zbyt dziwne było dla mnie to, że mój narzeczony przez ostatnie pół roku nie wdał się w żaden romans. Od paru dni jestem w Polsce i teraz wiem dlaczego. Nieźle nawet sobie to wymyślił. Sponsoring.
-Nie jestem jego utrzymanką. Jestem…
-Kolejną kochanką, która uwierzyła w jego słowa -wtrąciła. —Marek nigdy nie zdecyduje się odejść ode mnie. Zbyt wiele kosztowałoby go.  Jego rodzice są bogaci i zostawiając mnie, może sporo stracić. Od udziałów począwszy po spadek.
-Marek taki nie jest -odparła pewnie.
-Jest, bo znam go od lat. Przytulne gniazdko -dodała, rozglądając się po salonie. —Ale już niedługo będziesz się nim cieszyć.
-Może pani wyjść -próbowała mówić stanowczo. —Nachodzi mnie pani.
-Masz romans z moim narzeczonym i jeszcze masz czelność rozkazywać mi -syczała. —Dla mnie jesteś nikim, a dla Marka tylko zaspokojeniem jego potrzeb! Niejedna rozkładała już przed nim nogi i nic nie wskórała.  
-Teraz obraża mnie pani -mówiła bez strachu.
-Sama się pani obraża takim zachowaniem. I zapamiętaj jedno sobie -dodała, złowrogo. — Zabiję go i ciebie jak z tym nie skończycie -dodała tuż przed wyjściem.
Po jej wyjściu Ula z ulgą pomyślała, że to dobrze, że nie powiedziała jej, kim jest tak naprawdę dla Marka. Febo mogłaby zemścić się naprawdę i zaszkodzić jej i dziecku. Chciała również zadzwonić do Marka, ale w jej torebce telefonu nie było.  Przypomniała sobie i o liście.  To, co zawierał, zaszokowało ją.  Później przeanalizowała ostatnie wydarzenia, wszystko ułożyło się w jedną całość i dało wniosek, że Marek okłamywał ją jednak.  Długo nie myśląc, spakowała swoje rzeczy, napisała list do Marka i pozostawiając pierścionek oraz obrączkę na stoliku wyszła z mieszkania. W pracy miała tydzień wolnego, to mogła bez przeszkód pojechać gdzieś, gdzie będzie  z dala od Marka i Warszawy.

Marek tymczasem po powrocie ze szpitala i po znalezieniu listów zadzwonił do Wioletty. Miał bowiem nadzieję, że tam się zatrzymała.  Kubasińska nic jednak nie wiedziała, a w domu w Halinowie u Uli nikt nie odbierał. Innych znajomych Uli, z racji, że się ukrywali nie znał.  Z braku pomysłu, gdzie może być Ula, pojechał do rodziców. Rozmowa z nim i tak go czekała i wolał mieć to jak najszybciej z głowy. Jadąc do nich, założył również obrączkę, z którą już od tego momentu się nie rozstawał, bo i potrzeby ukrywania nie było.
Obecność Pauli w posiadłość jego rodziców nie zdziwiła go w ogóle. Ucieszyła nawet, bo jak pomyślał tylko raz będzie przechodził przez te katusze.


-Jesteś w końcu -rzekła mu wrogo Paulina. —Od paru godzin wydzwaniamy do ciebie.
-Byłem w szpitalu. Myślałem, że Ula została ranna w tym wypadku tramwajowym. Na szczęście okazało się to nieprawdą -rzekł, podchodząc do Pauli i matki.
-Znowu ta jego kochanka -rzuciła rozpaczliwie w stronę Dobrzańskiej.
-Ula nie jest żadną moją kochanką Paulino, tylko żoną -wtrącił, bez owijania w bawełnę. —Pobraliśmy się trzydziestego pierwszego stycznia.
-Co? -zapytała po chwili Febo.
-Ja i Ula jesteśmy małżeństwem Paulino -mówił powoli. —Dobrze zrozumiałaś.
-Synku to jakaś farsa -odezwała się i Helena.
-Nie mamo. Mogłem wziąć akt ślubu, ale obrączka będzie musiała wam wystarczyć. Data oraz inicjały Uli i moje są wyryte -mówił, pokazując matce złoty krążek.
-Marek, dlaczego w tajemnicy? -spytał ojciec, który podszedł do nich. —Dość dziwne zachowanie. Może jest w ciąży?
-Nie, nie jest, ale chcemy mieć dzieci. 
-Jesteś bogatym, interesującym mężczyzną i może dałeś się omotać? -dodała matka. —Twoje znajome w przeszłości próbowały różnych sztuczek, aby zbliżyć się do ciebie.  
-Nie omotała. A z Ulą i tak ożeniłbym się wkrótce -odparł rodzicom. —Przyspieszyłem ślub, tylko dlatego, aby móc wziąć kredyt małżeński na zakup szwalni.
-Czyli to tylko interes -rzekła Febo. —Rozwiedziesz się z nią i my pobierzemy się, jak było ustalone -dodała rozkazująco.
-Nie dla interesu się ożeniłam. Kocham Ulę i nikt, i nic tego nie zmieni. I na pewno nie zamierzam się rozwodzić. Po raz pierwszy czuję się szczęśliwy i jestem wierny. Dlatego wymyśliłem sobie chorobę, żeby nie iść z tobą do łóżka.
- Zrujnuje cię ta miłość -rzuciła Febo z nienawiścią za odpowiedź.
-Dla miłości Paulino mogę zostać z niczym -odparł spokojnie.
-I tak będzie. Założę się, że po to ukrywałeś te całe małżeństwo, aby móc dostać udziały -mówiła prowokująco.
-Fakt to był jeden z powodów -przyznał się szczerze i ku zdziwieniu Pauliny i rodziców.
-Widzicie -zwróciła się do Dobrzańskich. —Jest zepsutym manipulantem. Tym razem przeliczyłeś się i z planu nic nie wyszło -zwróciła się i do Marka.
-A ty u babci siedzisz tylko po to, aby twoi kuzyni nie dobrali się do jej majątku.
-Paulino pozwól, że naszym majątkiem i naszymi udziałami ja z Heleną będziemy rozporządzać -wtrącił Krzysztof, przerywając ich spór i wyczuwając, że ich ukochana Paulinka ma chrapkę i na ich majątek.
-Dziękuję tato. A ty Paula lepsza nie jesteś. Ciągle mówiłaś, że jak będziemy po ślubie, to oddasz swoje udziały Aleksowi, bo ja będę miał. Uważałaś się współwłaścicielką czegoś, czego jeszcze nie miałem. Rozporządzałaś nie swoim majątkiem.
-A ta Ula może tylko na twój majątek patrzy? – pytał Krzysztof. —Co o niej wiesz?
-Nic z tych rzeczy tato. Ula to porządna, uczciwa i wykształcona dziewczyna. Pomagała mi w napisaniu prezentacji. Skończyła dwa kierunki na SGH z wyróżnieniem, zna biegle niemiecki i rosyjski. Teraz pracuje w banku jako asystentka jednego z kierowników. W klubie jej na pewno nie poznałem, jak zapewne sugerowała Paulina. To skromna, rodzinna dziewczyna.
-Nic nie wiadomo -mówiła Febo, próbując oczerniać Ulę. —Może jest dobrą aktorką i tylko udaje taką skromną.
-Jest skromna i ma wiele innych zalet Paulino -odparł zdecydowanym tonem.  —Dlatego zakochałem się w niej i ożeniłem. A latem chcemy wziąć ślub kościelny i wyprawić wesele.  
-Poznamy ją wkrótce z mamą -pytał Krzysztof. —Sami się przekonamy, jaka jest prawda.
-Teraz wyjechała, bo przestraszyła się dzisiejszej rozmowy z Pauliną. Paula zagroziła jej, że pożałuje, jak się nie rozstaniemy.
-Możesz nie wymyślać – mówiła hamując się, aby nie wybuchnąć. — Nie groziłam jej. Oczerniasz mnie, a prawda jest taka, że ona mnie oczernia.
-Zobaczymy, co będzie później Marek -odezwała się ponownie Helena, która miała w planach pójść na Sienną, jak Ula wróci, spotkać się z nią i sposobem sprawdzić, czy zależy jej na Marku, czy na majątku syna. Liczyła również, że to syn się myli. W plany Pauliny nie zamierzała jednak wtajemniczyć.

 Do domu Marek wracał w lepszym humorze, niż myślał, bo rodzice wiadomość o jego ślubie przyjęli ze spokojem. Pomocna w tym była i Paulina, bo wyszło na to, że to ona jest materialistką i patrzy na majątek babci i Dobrzańskich. Po powrocie ponownie zadzwonił do Wioli, ale twierdziła, że ciągle nic nie wie. Do końca w jej słowa wierzyć jednak nie mógł. Zadzwonił również do Sebastiana i umówił się z nim w klubie.




-To, co opijamy Marek -zapytał, trącając się z nim szklaneczką. —Cudowne ocalenie Ulki?
-Nic nie opijamy -odburknął. —Wszystko się wali. Ula zostawiła mnie. Myśli, że ją okłamywałem przez cały czas. Zostawiła mi list pożegnalny. To znaczy w sensie, że odchodzi.
-Czyli Pauli udało się was skłócić? -stwierdził ze współczuciem.
-To też, ale przyszedł jeszcze list z Urzędu Stanu Cywilnego. Piszą, że nasze małżeństwo może być nieważne i Ula myśli, że specjalnie razem ze Sławkiem tak zorganizowaliśmy ślub, żeby można było go unieważnić. I jeszcze te kamienie nerkowe i pobyt w szpitalu notariusza, który miał zająć się przepisaniem szwalni na Ulę. To kolejny przypadek, a Ula przekonana jest, że wszystko sobie ukartowałem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem, gdzie jej szukać. Telefonu nie ma, a znajomych Uli nie znam. Dzwoniłem tylko do Wioli, ale twierdzi, że nie wie, gdzie może być. Nie wiem tylko, czy mogę jej wierzyć. Podobno jest u siebie w domu.
-Wiolą się nie martw. Jestem umówiony z nią na jutro, to wypytam dyskretnie. A dzisiaj faktycznie miała być u rodziców.
-A pro po rodziców Seba to wracam od nich -oznajmił mu nieoczekiwanie. —Powiedziałem im i Pauli o Uli i że jest moją żoną.  Był szok, ale źle nie było. Tylko Paulina hamowała się, jak mogła. Gdybyśmy byli sami, to pewnie jakiś wazon albo kieliszek wylądowałby na podłodze. Przynajmniej to mam z głowy.
-Ja taki spokojny nie byłby Marek- odparł poważnie. —Znając Paulę i twoją mamę, to tak łatwo nie odpuszczą.
-Wiem Seba i zamierzam być czujny. Może wynajmę detektywa tak, jak Paulina, aby je pilnował.

Ula tymczasem bez planu na przyszłość pojechała na Dworzec Główny PKS i dalej do Sulejówka. Mieli tam mieszkanie po babci w wielorodzinnym domu typu czworaki i postanowiła zatrzymać się w nim na parę dni. O tym, co będzie później na razie nie myślała. Lokum duże nie był, bo czterdziestometrowe i posiadało kuchnie, łazienkę oraz dwa pokoje. Najważniejsze jednak było to, że podłączone było do ciepłowni i nie musiała martwić się o ciepłą wodę i ciepłe kaloryfery. Z tym, gdzie pojechała, z nikim się nie podzieliła. Następnego dnia zaopatrzyła się w jedzenie oraz kupiła nowy telefon i nową kartę do telefonu.
Marek natomiast zanim udał się do pracy, pojechał do USC, aby od swojego kolegi dowiedzieć się o powodach unieważnienia ich ślubu. Ten z uzyskaniem szczegółów trudności żadnych nie miał.
-Chodzi o świadkową Marek -tłumaczył Sławek kwadrans później. Podpisała się jako Wioletta Kubasińska przez V i dwa T, a w dowodzie widnieje jako Wioleta przez W i jedno T.
-Tylko tyle? -pytał zdziwiony, ale i pocieszał się, że to tylko mały szczegół.
-Tyle, ale jest to błąd i trzeba wyjaśnić.
-Dzięki Sławek.  Postaramy się z Ulą jak najszybciej to naprawić.
 Po przyjściu do pracy poszedł od razu do Sebastiana.
-Cześć Seba -rzekł od drzwi. —Wracam z Urzędu Cywilnego i zgadnij, kto namieszał.
- Wiolka -bardziej stwierdził, niż zapytał. —Co zrobiła?
-Podpisała się jako Violetta przez V i dwa T, a nie jak ma w dowodzie przez W i T. Dzwoniłem do niej i powiedziała mi, że chciała, żeby było bardziej wyniośle, czy tam uroczyście.  
-Cała ona. A Ula się odezwała?
-Nie Seba i może być wszędzie.  Podpiszę najważniejsze dokumenty i pojadę do niej do domu. Jej ojca z tego, co wiem nie ma, ale może jej brata zastanę.
-I co mu powiesz Marek. Cześć jestem twoim szwagrem, zastałem żonę.
-Właśnie tak zrobię Seba. Koniec ukrywania się przed rodzinami i znajomymi.
Wyjazd do Halinowa nic nie dał, bo gdy już parkował, to zauważył nieodśnieżony chodnik na ich posesji. Od sąsiadki natomiast dowiedział się, że Jasiek dołączył do ojca i siostry i pojechał do Karpacza. Zapytał ją i o Ulę, ale powiedziała mu, tylko że mieszka i pracuje w Warszawie. Jedyny plus wizyty był w tym, że przypomniała mu o Maćku, który od trzech dni pełnił funkcję menadżera w szwalni.
Z Halinowa pojechał prosto do szwalni.
-Szew tu? Inspekcja niezapowiedziana? -pytał na jego widok.
-Nie Maciek. Uli szukam. Myśli, że oszukałem ją w pewnych sprawach i muszę jak najszybciej porozmawiać z nią. Nie wiesz, gdzie może być?
- To zadzwoń do niej -odparł, jak dla niego sensownie.
- Właśnie, że nie mogę, bo ona wczoraj zgubiła telefon, w pracy ma wolne, a w domu jej nie ma.  A tak na marginesie Ula od trzech tygodni jest moją żoną.
-Co? -pytał tak samo zdziwiony, jak poprzedniego dnia Paula i jego rodzice.
-Tak Maciek dobrze słyszałeś. Ukrywaliśmy to przed światem, ale teraz koniec z tajemnicami. To, gdzie może być?
-Nie mam pojęcia. Od czasu, gdy zamieszkała na stałe w Warszawie nasze relacje nie były już takie dobre. Ale lubiła chodzić nad Wisłę. W okolice mostu Średnicowego.
-Racja. Powinienem sam na to prędzej wpaść. Dzięki Maciek. Jakby dzwoniła to powiedz, że ją szukam -odparł i z nadzieją pobiegł do samochodu. 
Nad Wisłą spędził trzy godziny aż do zmroku, ale Ula się nie pokazała. Obiecał sobie również przyjść nazajutrz od rana.

Późne popołudnie przyniosło w końcu przełom w poszukiwaniu Uli. Sebastian spotkał się bowiem z Wiolettą i tak jak obiecał Markowi próbował się czegoś dowiedzieć.


-Wiola narozrabiałaś na ślubie Uli i Marka, to teraz skup się nie na zakupach, ale nad tym, gdzie może ukrywać się Ulka -mówił stonowanym tonem.
-Kiedy ja naprawdę nie wiem – odparła rozpaczliwie. —Marek od wczoraj mnie o to pyta.
-To inaczej Wiola. Gdzie ty byś się schowała, żeby uciec przed kimś?
-W Hiszpanii na plaży -odparła bez zastanowienia.
-To nie był dobry trop -wymruczał do siebie. —Może ma swoje ulubione miejsca.
-Lubi chodzić nad Wisłę.
-O tym wiemy. Jacyś znajomi?
-Oprócz nas to Maciek. To jej przyjaciel z dzieciństwa.
-Marek był u niego. W Halinowie również.
-To nie wiem.  Nic ani nikt nie przychodzi mi do głowy.
-To może, chociaż ma rodzinę w pobliżu Warszawy? -próbował naprowadzić ją na jakiś trop.
- W Sulejówku mieszkała jej babcia, a Ula odziedziczyła po niej mieszkanie.  
-Znasz adres? -pytał z optymizmem.
-Sosnowa albo Świerkowa Cebulku. Zawsze mi się mylą  te iglaki.


niedziela, 6 października 2019

Dla miłości cz.4


O tym, że Paulina pojawiła się w firmie Marek, dowiedział się prędzej, bo tak jak parę dni wcześniej powiadomił go ochroniarz. Zdążył tylko wysłać SMS Sebie z wiadomością.  Idzie Paula, spałem u ciebie. Było to też o tyle dziwne dla niego, bo było przed jedenastą, a Febo zazwyczaj spała do jedenastej.


-Paula -zaczął, wysilając się, aby myślała, że się cieszy.  —Miło cię widzieć tak wcześnie rano.
-Nie bądź ironiczny Marek. Wynajęłam detektywa i wiem wszystko.
-Znowu bawisz się w dochodzenie -wtrącił tonem rozdrażnienia.
-Byłam na Siennej i spotkałam tę dziewuchę. Ula ma na imię. Niezłe gniazdko sobie uwiliście. Tylko kto płaci za te luksusy? Ona z pensji stażystki czy ty? Zacząłeś bawić się w sponsoring? I po co mówiłeś mi o wymyślonej chorobie? Kiedyś zdradzałeś mnie i nie przeszkadzało ci być i ze mną.
-Może zakochałem się i chcę być wierny -zasugerował.
-Nie bądź śmieszny Marek. Ty nie potrafisz być wierny. Zresztą powiedziałam jej o twoim całym życiu i żeby nie marzyła o byciu panią Dobrzańską, bo nie jest pierwszą, której wciskasz kłamstwa o rozstaniu z narzeczoną. Za bardzo boisz się reakcji Heleny i Krzysztofa.
-Od twojego wyjazdu minęło osiem miesięcy Paula. To sporo czasu, aby się zmienić -mówił, nie ukrywając już, że to coś więcej niż romans.
-Byłam u chorej babci, jakbyś zapomniał -wytknęła mu argument.
-Po to, aby trzymać rękę na spadku babci, a nie żeby trzymać ją za jej rękę. 
-Jesteś bezczelny -wysyczała. —Masz zakończyć ten związek -dodała, szykując się do wyjścia. —Inaczej oboje pożałujecie.  
Chwilę po wyjściu Febo poszedł do Sebastiana.
-Seba wszystko się wydało z Ulą- rzekł od drzwi. —Paula zrobiła mi właśnie awanturę o to- dodał, siadając naprzeciwko przyjaciela w jego biurze.
-Jak wie? – zapytał z niedowierzaniem. —Wszystko?
-Powiedziała, że niezłe gniazdko sobie uwiliśmy, że była tam, rozmawiała z Ulą i powiedziała jej, że nie jest pierwszą, którą zwodzę i że nie rzucę dla niej narzeczonej, czyli jej samej.
- A Ula, powiedziała prawdę Pauli czy Paula ciągle wie tylko to, że istnieje Ula.
-Chyba to drugie, skoro jestem wśród żywych i nic nie mówiła na ten temat.
-Małe pocieszenie Marek, bo i tak już po tobie. Prędzej czy później, jak nie jedna to druga cię załatwi- mówił proroczo.  —A Ula co na to?
-Nie wiem. Próbowałem dodzwonić się do niej, ale nie odbiera.
-Dziwisz się? Jeśli to, co mówi Paula jest prawdą, to z Ulką delikatnie się nie obeszła. Pamiętasz, jak potraktowała Aśkę i Lidkę?
-Trudno zapomnieć. Obiecała, że kolejną kochankę zabije.
-Ale serio chyba nie mówiła? -pytał z obawą kadrowy.
-Ostatnio jak mówiła mi, że powyrzuca moje samochodziki, to nic nie zrobiła- rzekł, jakby na pocieszenie. —Seba byliśmy już tak blisko dokończenia spraw, a teraz po tym wszystkim Ula nie będzie chciała nawet przez chwilę porozmawiać ze mną.
- Może nie będzie tak źle- pocieszał. —Jesteście w końcu niby małżeństwem.
-Seba my jesteśmy małżeństwem- odparł stanowczo.
-Tylko jakim cudem się wydało Marek? – zastanawiał się Olszański. —Wszystko było tak dokładnie dopracowane.
-Jak zawsze Seba detektyw -mówił, sięgając do kieszeni po dzwoniący telefon.  —Ula- dodał, patrząc na ekran telefonu.
-To może jednak niestracone- mówił z uśmiechem kadrowy.
-Ula? -powtórzył po odebraniu połączenia.
-Nie proszę pana- usłyszał obcy damski głos. —Rozumiem, że zna pan właściciela telefonu, a raczej właścicielkę?
-Tak to moja, moja znajoma- skłamał poniekąd. —Stało się coś? I kim pani jest.
-Aspirant Anna Jastrzębska i dzwonię ze szpitala na Kaszubskiej. Jest taka sprawa, proszę pana. Pana znajoma....
-Jak to ze szpitala? Uli coś się stało- przerwał rozmówczyni.
- Pewnie pan słyszał o tym wypadku tramwajowym…
-Tak. Od godziny mówią o tym w serwisach i że jest sporo rannych. Ale czy to znaczy, że Ula tam była? - pytał łamanym głosem. 
-Na to wygląda. Jedna z ofiar nie miała dokumentów, tylko….
-Ofiar!? Czy to znaczy, że Ula…- nie próbował nawet dokończyć
-Żyje. Ranna nie miała przy sobie dokumentów, tylko ten telefon i dlatego szukamy kogoś z bliskich. Próbuję dodzwonić się na numer domowy, ale nikt nie odbiera. Może pan wie, w jaki inny sposób można powiadomić kogoś z rodziny. Zadzwoniliśmy do pana, bo to były ostatnie próby połączenia na jej telefonie.
-Ja zaraz przyjadę- zadeklarował się.
 -Tak byłoby najlepiej. Jej stan jest ciężki- usłyszał na koniec.

Do szpitala dotarł po kwadransie i skierował się do rejestracji. Pani rejestratorka powiedziała mu, żeby o rannych pytał na sali segregacji. Tam o Ulę spytał pierwszego lekarza, jaki się mu napatoczył.


-Przepraszam pana, ale, szukam żony. Urszula Cieplak Dobrzańska. Dzwoniono do mnie, że przywieźli ją tutaj z tego wypadku tramwajowego. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów, tylko telefon.
-Ta pacjentka jest operowana -odarł lekarz. — I dobrze, że pan jest. Potrzebne są jej dane. Dla nas i dla policji. Podejdzie pan do pokoju lekarskiego i tam pan uzyska informacje i załatwi formalności.
Chwilę później był już na miejscu. Oprócz lekarza była również policjantka.
-Dzień dobry Marek Dobrzański -rzekł od drzwi. —Dzwoniono, że przywieziono tu moją żonę. Była bez dokumentów. Urszula Cieplak -Dobrzańska.
-Dzień dobry. Doktor Drozdowicz. Pana żona od godziny jest operowana. Nie zajmowałem się nią i nie mogę wiele powiedzieć o jej stanie.  Wiem, tylko że miała uraz głowy i prawdopodobnie pękniętą śledzionę.
-Aspirant Jastrzębska. Przez telefon mówił pan, że jest tylko znajomym -wtrąciła policjantka.
-To nie ja odebrałem telefon, tylko mój kolega -zmyślił na miejscu. —Rozmawiałem z kontrahentem przez służbowy telefon w tym czasie. 
-A ma pan coś na potwierdzenie swoich słów, że jest pan mężem -drążyła temat. 
-Tylko mój dowód, że jestem Markiem Dobrzańskim. Jesteśmy małżeństwem od trzech tygodni. Aktu ślubu przy sobie niestety, ale nie mam.
-Obrączki również pan nie ma -stwierdziła, patrząc na jego dłoń.
-Właśnie, że mam -rzekł, sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki. —Również zdjęcia w telefonie. Proszę spojrzeć na grawer na obrączce. U.C. & M.D.
-Nosi pan obrączkę w marynarce? Dziwne? -mówiła, spoglądając na fotki i obrączkę.


-Ślub wzięliśmy w tajemnicy przed moimi rodzicami i muszę pilnować się, aby mój niedoszły szwagier czegoś nie zauważył. Pracujemy w jednym budynku.
-Wszystko podejrzanie to brzmi panie Dobrzański -mówiła oficjalnie policjantka.
-A my nie możemy pana informować o stanie zdrowia pacjentki -dodał lekarz.
 -To dłuższa historia -zaczął opowiadać już prawdę.  Przez wiele lat miałem narzeczoną Paulinę Febo. To pupilka rodziców, współwłaścicielka firmy F&D i to ją rodzice wymarzyli sobie, jako żonę dla mnie. Tylko że ja zakochałem się w innej i  teraz gdyby dowiedzieli się, że kocham inną mogli zmienić zdanie co do udziałów. Za trzy dni mam urodziny i w ramach prezentu miałem własnie dostać od rodziców udziały firmy F&DChcieliśmy też z Ulą poczekać do lata i wtedy pobrać się, ale była okazja kupić szwalnię. Potrzebowaliśmy tylko kredytu małżeńskiego. Dlatego wzięliśmy szybki ślub cywilny.
-Coś kojarzę pana sprawy rodzinne panie Dobrzański, ale sprawdzimy dokładnie -mówiła policjantka, gdy skończył opowiadać. 
-Pani Cieplak Dobrzańska ma inną rodzinę oprócz pana? -zapytał i lekarz. —Musimy wiedzieć na wypadek, gdyby coś się złego stało.
- Tak w Halinowie.  Ale z tego, co mi wiadomo, to jej ojciec z młodszą siostrą wyjechał na ferie, a brat ma osiemnaście lat i nie wiem, gdzie może być.

Operacja przedłużała się, ale on czekał cierpliwie od dwóch godzin. Dla uspokojenia nerwów zaś chodził po korytarzu, przeglądał ulotki o lekach i chorobach oraz czytał, to co wisiało na ściennych gablotkach. Skusił się również na dwa kubki kawy z automatu. Policja zdążyła również ustalić czy Marek mówił prawdę i czy może przebywać na oddziale oraz dowiadywać się o zdrowie żony. Jedynym przerywnikiem był telefon od Sebastiana.
-Ciągle operują ją Seba -oznajmił przyjacielowi. —Ma pękniętą śledzionę i uraz głowy.
-Jeśli chcesz, to przyjadę i podtrzymam na duchu.
- Dzięki, ale lepiej pilnuj firmy na wypadek, gdyby Paula wróciła. Ona i rodzice ciągle wydzwaniają do mnie. I nie mów, gdzie jestem.
-Ok. Będę milczał jak grób. A ty masz niewesoło chłopie. Rodzice po takiej akcji żyć ci nie dają.
-Nie dadzą Seba -powtórzył smętnie. —Jutro spotkam się z nimi i powiem prawdę, że Ula nie jest kochanką, tylko żoną. Dzisiaj nie mam siły na utarczki.
-To powodzenia ci tylko życzyć. Paulina teraz pewnie ich urabia.
-Nie dziękuję Seba.  Może ujdę z życiem. Pogadamy jutro -dodał szybko. —Jakaś pielęgniarka wychodzi z sali operacyjnej, to spytam, ile to jeszcze może potrwać.

Dwie godziny od jego przyjścia w końcu wyszedł lekarz zza przeszklonych drzwi oddzielających oddział od sali operacyjnej.
-Przepraszam -mówił, zatrzymując lekarza.  Pan operował moją żonę? Była bez dokumentów. Ja jestem Marek Dobrzański.
-Tak i jest lepiej, niż myśleliśmy. Nerka na szczęście nie została uszkodzona, a uraz głowy mniej groźny.
-Będę mógł zobaczyć się z nią? -zapytał z nadzieją.
-Tylko przez chwilę. W ciągu półgodziny powinniśmy przewieź ją na salę OIOM. To ta przy pokoju lekarzy.
Kolejne półgodziny dłużyły mu się niemiłosiernie długo. Drzwi zaś do części szpitala z salą operacyjną otwierały się trzy razy i pielęgniarki przewoziły chorych, ale za każdym razem nie była to Ula, choć jedna pacjentka trafiła na OIOM. W końcu tuż przed szesnastą postanowił dowiedzieć się czegoś od personelu.
-Przepraszam, ale mówił pan, że potrwa to nie dłużej niż pół godziny, a ja czekam prawie godzinę , żeby zobaczyć żonę i nic -zagadnął lekarza, który operował Ulę i który akurat wyszedł z OIOM-u.
-Żona jest już na sali. Byłem u niej przed chwilą i badałem -mówił ze zdziwieniem.
-Ta pacjentka z pierwszego łóżka nie jest moją żoną. Ani ta druga na końcu -mówił, patrząc przez szybę na chorych.
-Jest pan pewny? 
-Myśli pan, że nie wiem, jak wygląda moja własna żona? 
-Pacjentka jest po ciężkim wypadku i wygląda inaczej.
-Żadna z nich nie jest Ulą -wtrącił brutalnie. —Żona ma ciemne włosy do ramion, a nie jasne i długie, czy czarne. I nie ma tatuażu na ramieniu, jak ta pani na ostatnim łóżku.  

Na dalsze wyjaśnienia udali się do pokoju lekarskiego. Był tam ordynator oddziału i policjantka, która powiadomiła go o wypadku i prowadziła sprawę.
-Pan twierdzi, że operowana pacjentka nie jest jego żoną – rzekł lekarz
-Nie twierdzę, tylko wiem. Mam zdjęcia -wtrącił zbulwersowany.
-Zaraz wszystko wyjaśnimy -uspokajał ordynator.
-Może jest na innej sali? Po przywiezieniu tylu rannych mogło być zamieszanie i łatwo o pomyłkę -sugerował Marek. 
-Zdarza się tak, ale do nas trafiło pięć osób z wypadku. W tym troje mężczyzn oraz dwie kobiety. Jedna starsza pani, a druga ta bez dokumentów. Może jest w szpitalu na Batorego. Reszta rannych tam została przewieziona. 
-Rozmawiałam z kolegą i znają personalia wszystkich rannych znajdujących się tam -odezwała się i Jastrzębska. —Na liście nie ma Urszuli Cieplak Dobrzańskiej. Kolega przesłał mi ją półgodziny temu i zapamiętałabym, że i tu jest taka osoba.
-Ale nie mogła się przecież rozpłynąć – mówił ze wzburzeniem Marek.
-Spokojnie panie Dobrzański – mówił ciągle policjantka. —Wygląda na to, że pana żony nie ma wśród rannych, a osoba śmiertelna to mężczyzna. Być może nie było nawet pana żony w tramwaju. Może zgubiła telefon albo jej ukradli i tylko telefon był.
-To, gdzie jest moja żona?
-Tego nie wiem. Mogę jedynie domyślić się, że jest w domu i nie może się dodzwonić, bo nie ma telefonu i nie pamięta numeru -odparła sensownie Jastrzębska.

Do domu jechał jak na skrzydłach, a gdy parkował samochód i ujrzał światło w oknach swojego mieszkania, to poczuł radość. W holu próbował ściągnąć windę, ale pierwsza jechała już na górę. Druga pojawiła się chwile później. Wjechanie na dwunaste piętro trochę czasu mu również zajęło. Gdy przekroczył próg mieszkania zdziwił się, bo było ciemno i zrozumiał, że to Ula zjeżdżała drugą windą. Przechodząc korytarzem mieszkania natomiast zauważył w ich sypialni pootwierane szafki i brak ubrań Uli. Podobnie było w łazience i z jej kosmetykami. W salonie na stole natomiast znalazł obrączkę, pierścionek zaręczynowy i dwa listy. Jeden urzędowy a drugi zwykły.



                                                                                      Marek.
                    Nie wiem nawet co mam Ci napisać. Brak mi słów. Wszystko zaplanowałeś sobie z premedytacją i okłamywałeś mnie. Paula jest już w Polsce od paru dni i dokładnie wiedziałeś o tym. Poza tym ten szybki ślub i znajomy w urzędzie.  Miał tak to załatwić, aby można było unieważnić małżeństwo -czytał, nie wiedząc jeszcze, o co jej chodzi.  I to, że notariusz, który miał zająć się za parę dni temu formalnościami szwalni, nagle zachorował i na dłużej wylądował w szpitalu. Nie myśl sobie, tylko że zależy mi na przepisaniu szwalni, bo nie zależy i nie chcę nic od Ciebie. A Ciebie nie chcę znać ani pamiętać.  Zastanawiam się tylko, co zamierzałeś później? Ślub jednak z narzeczoną w Mediolanie, czy może życie kawalerskie?  I kim byłam dla Ciebie tak naprawę? Byłam, tylko po to, abyś mógł z kim sypiać? Zawsze przecież lepsza kobieta na stałe niż przypadkowa z klubu.
                            Ula CIEPLAK!!!!

Drugi list był już otwarty, wysłany z USC i zaadresowany do Urszuli i Marka Dobrzańskich.

Uprzejmie prosimy o wstawienie się w ciągu tygodnia w Urzędzie Stanu Cywilnego wraz ze świadkami w celu wyjaśnienia niezgodności danych. W przypadku niestawienia się małżeństwo może być uznane za nieważne.



Kolejna część po 15!!!! Przepraszam i cierpliwości. 

czwartek, 3 października 2019

Dla miłości cz. 3


Kolejne dni pobytu Uli i Marka w Komańczy przebiegały już bez zakłóceń i bez telefonów od Pauliny. Rano po śniadaniu wychodzili na pobliskie szlaki, a po obiedzie korzystali z dobrodziejstw SPA. Chodzili na masaże i na basen. Oprócz odpoczywania zajmowali się i bieżącymi sprawami.


-Ula musimy pomyśleć, gdzie będziemy mieszkać -rzekł jej podczas spaceru.
-A w tym mieszkaniu jest ci źle?
-Bardzo dobrze tylko sęk w tym, że za dwa miesiące kończy się umowa za wynajem mieszkania, a domu sprzedać nie będę mógł, bo ma być pod zastaw kredytu.
No i mieszkanko nie jest mi już potrzebne na poczet panienek na jedną noc -pomyślał.
-Pomyślałem sobie, że może jednak dalibyśmy radę zamieszkać w domu?
-Będę z tobą wszędzie szczęśliwa Marek -mówiła, ale bez wiary.
-Drugi wariant jest taki, że wynajmę dom, a ja przedłużę umowę wynajęcia mieszkania – dodał, bo wyczuł, że Ula do końca szczera nie jest.
-To wolę wariant dwa Marek- zadecydowała bez zastanawiania się. —Przyzwyczaiłam się do naszego mieszkania. To znaczy twojego -poprawiła się szybko.
-Naszego Ula. Naszego.
Powrót do pracy był czasem, kiedy musieli szczególnie uważać. Zwłaszcza gdy dzwonili do siebie, bo Aleks mógł zawsze coś wywęszyć albo jego prawa ręka, czyli Adam Turek. Marek musiał również pamiętać, aby zdejmować za każdym razem obrączkę, gdy przychodził do firmy.
Dwa dni po powrocie z podróży poślubnej zajęli się kredytem i dostali go bez żadnych trudów, a spłatę rozłożyli na pięć lat. Kolejnego dnia zaś Marek stał się właścicielem szwalni.
-Wystarczy teraz znaleźć odpowiedniego menażera, dokupić lepsze maszyny, przedłużyć umowy z krawcowymi i możemy rozpocząć działalność -mówił, gdy wracali do domu z aktem własności.
-Z tym pierwszym mogę ci pomóc. Mój znajomy szuka pracy i skończył razem ze mną SGH.
- Świetnie Ula. A za dwa – trzy tygodnie jak uporam się już z rodziną i udziałami przepiszę ci szwalnię.
-Marek szwalnia nie jest dla mnie ważna. Ty się liczysz.
-Kochanie wszystko, co moje i tak będzie w najbliższej przyszłości i twoje. Ja ułatwiam nam sprawę. Nie wiem, tylko czy starczy nam na wszystkie maszyny?
-Jakby co to postaram się o jakąś dotację albo kolejny kredyt Marek.
-Tylko w ostateczności Ula.
Kolejne dni zajmowały im na uruchomianiu szwalni. Marek również podczas odwiedzin ojca w firmie powiedział mu o nabytku. Było to dla niego przyjemnością, bo obecny przy tym był i Aleks a jego mina na pochwały ojca o zaradności była bezcenna.  Ojciec jedynie miał do niego pretensję o to, że nie poprosił ich o pomoc finansową, tylko wziął kredyt.

 Czternastego lutego Marek obudził się w doskonałym humorze, bo obudził się przy kobiecie, którą kochał i po raz pierwszy miało dla niego sens święto zakochanych.  Dla Uli miał karteczkę z życzeniami i mały upominek. Uroczego pluszaka. Podobną kartkę miała i Ula dla Marka oraz etui na wizytówki. Na spędzenie popołudnia Marek miał zaś oddzielne plany. Po przyjściu do pracy dla pozoru zadzwonił i do Pauliny z życzeniami, chociaż nigdy nie obchodzili jakoś szczególnie święta zakochanych. Paulina wypytała go jeszcze o plany na wieczór, podziękowała za telefon i się rozłączyli.
Z pracy Marek urwał się prędzej i przygotował dla żony niespodziankę w postaci serca usłanego na podłodze w salonie z płatków róż. Do tego na meblach poprzyklejał karteczki z napisem Kocham Cię. Gdy Ula wróciła z pracy, zastała Marka kończącego nakrywać do stołu. Na stole stał również osobny bukiet.


-Na kwiaciarnię napadłeś? -zagadnęła na widok salonu.
-Lepiej na kwiaciarnię niż na jubilera Ula. Mniejszy wyrok. Siadaj, a ja zaraz podam ci polędwiczki w twoim ulubionym sosie.
-Rozpieszczasz mnie Marek. Jak ja ci się odwdzięczę?
-Już to robisz. Jest pani najlepszą żoną, jaką mógłbym sobie wymarzyć.

Paulina tymczasem po namowach przez Dobrzańskich postanowił ponownie przylecieć do Polski. Oboje martwili się, że ich dzieci tyle czasu żyją osobno i coraz bardziej oddalają się od siebie. Drugim powodem było to, co powiedział jej Aleks. Brat oznajmił jej bowiem, że w ostatnich tygodniach nie było słychać, aby Marek wdał się w jakiś romans. Do tego chodzi zadowolony i zrelaksowany. Zachowanie narzeczonego było o tyle dziwne, że zdecydowała się pojawić w Warszawie. Tylko że w przeciwieństwie do innych przylotów tym razem postanowiła nie zapowiedzieć się i zrobić Markowi niespodziankę. Data nie była też przypadkowa, bo czternasty lutego. Do Warszawy doleciała w południe i z lotniska pojechała prosto do domu. Stan domu zaskoczył ją, bo wyglądał, jakby od dawna nikt w nim nie mieszkał. Lodówka była niemal pusta, ubrań i kosmetyków Marka brakowało, a w łóżku nikt nie spał. W dodatku druga ich sypialnia była w remoncie. Nad tym na razie nie zamierzała się głowić tylko zająć się przygotowywaniem wieczoru i zadzwoniła po catering. Nakryciem stołu sama się już zajęła. Gdy po szóstej Marka wciąż nie było, zaczęła się denerwować i wydzwaniać do niego. Miał jednak wyłączony telefon. Po godzinie w nerwach rzuciła telefonem o ścianę.
Następnego dnia rano Marek, gdy uruchomił telefon, zauważył nieodebrane połączenia i od razu oddzwonił do Febo. Jej telefon jednak milczał.  Później w czasie przeglądania konta bankowego zauważył coś, co go przeraziło. Poszedł od razu i do Sebastiana.
-Seba problemy. Paula jest w Polsce -rzucił od drzwi chwilę później.
-Jak w Polsce? Skąd wiesz?
-Wczoraj w południe płaciła z naszego konta za catering z Książęcej. Zadzwoniłem tam i faktycznie mieli zlecenie od Pauliny na catering walentynkowi z dostarczeniem na Koszalińską (ulica, gdzie ma dom). Zapłaciła jeszcze za przelot.  Wczoraj pojawiła się w Warszawie.
-Nieźle. Ona w domu czekała na ciebie z uroczystą kolacją, a ty z żonką świętowałeś Walentynki.
-To jest katastrofa Seba – odparł wyraźnie załamany. — W dodatku wczoraj rano, gdy dzwoniłem do niej, powiedziałem, że nie mam jakiś konkretnych planów na wieczór i po pracy wracam do domu. Teraz zacznie się dochodzenie, gdzie i z kim byłem.
-Jakby co to powiem, że zmieniłeś plany i byliśmy na imprezie urodzinowej u Wojtka i nocowałeś u mnie. Mam od niego do swojego mieszkania blisko. Poza tym powinna cię uprzedzić, że przylatuje.
-Dzięki. Na ciebie zawsze mogę liczyć. Miałem nadzieję, że prędzej, jak za tydzień nie przyleci. Nie wiem, co teraz zrobię. Nie chcę z nią sypiać.
- Fakt. Jesteś w sytuacji praktycznie bez wyjścia.
-Muszę wymyślić choćby coś na dzisiejszą noc -myśląc gorączkowo. —Jutro i pojutrze nas nie ma, a później nie wiem co będzie. Złapie jakieś przeziębienie albo za symuluję. 
-Musiałbyś się chyba połamać na tych nartach Marek -rzekł poważnie Sebastian. —Pytanie, tylko czy warto.


Paulina tymczasem po nieprzespanej nocy zaczęła działać i pojechała do firmy. Zanim tam dotarła, wstąpiła jeszcze do biura detektywistycznego, które już w przeszłości pracowało dla niej i śledziło już Marka.
O tym, że Paulina pojawiła się w firmie Marek, dowiedział się wcześniej, bo ochroniarz Władek zadzwonił do niego wedle jego wskazań.


-Paula? Co tu robisz? -zaczął ze zdziwieniem i wstając zza biurka. Choć ochoty nie miał to i pocałował na przywitanie.
-Jestem od wczoraj Marek -oznajmiła, siadając na sofie.  —Przygotowałam dla nas kolację. Gdzie byłeś całą noc? Mówiłeś, że planów na wieczór nie masz.
-Owszem mówiłem, ale w ostatniej chwili poszliśmy z Sebastianem na urodziny do Wojtka -mówił, przysiadając obok niej.
-I ja mam w to uwierzyć? -prychnęła.
- Idź i spytaj Sebastiana. Skąd mogłem wiedzieć, że przyjedziesz?
-On zawsze potwierdzi twoją wersję. Mniejsza z tym Marco -dodała, zmieniając ton na słodki. —Zostanę na ponad tydzień, a nie tylko na sam weekend to nadrobimy wczorajszy wieczór.  Na weekend moglibyśmy wyjechać gdzieś. Tak dawno nie byliśmy ze sobą -dodała, gładząc go czule.
-Paula, ale ja jadę na weekend z Sebastianem do Zakopanego -odparł momentalnie. —To ma być jego urodzinowy prezent od niego.
-Znowu coś wymyśliłeś? -rzekła, ponownie zmieniając ton na ostry.
- Nic nie wymyśliłem Paula -mówił spokojnie.  — Już pół roku temu Sebastian pytał cię o datę wyprawiania moich urodzin, bo chciał zafundować mi weekend w Zakopanem, a nie chciał ingerować w terminach. Ustaliliście, że tydzień przed moimi urodzinami będziemy mogli wyjechać.
-Myślisz, że mam w głowie to, co było jesienią? -pytała. —Kiedy jedziesz?
-Jutro popołudniem a wracamy w niedzielę późno w nocy -odarł i pożałował chwilę później, że nie powiedział, że już dzisiaj mają samolot do Krakowa.
-Na dzisiaj masz również jakieś plany? -zapytała z ironią.
-Tylko siłownię jak co czwartek. Nic się nie zmieniło w tej kwestii.  
-To postaraj się , chociaż szybko wrócić -rzekła przed odejściem.
Po pracy i przed siłownią pojechał do swojego mieszkania. Nie wiedział, tylko że detektyw zaczął już działać i jedzie za nim.

Do domu wrócił przed dziewiętnastą z planem jak uniknąć pójścia do łóżka z Pauliną. Razem z Sebastianem wpadli na pewien pomysł. Febo zastał w ich sypialni, przeglądającą jakieś czasopismo. Przechodząc korytarzem, spojrzał jeszcze na kuchnię, ale wiało tam pustką.
-Jesteś już kochanie -rzekła, wstając z łóżka. —Zamówimy coś do jedzenia, a później będę już tylko twoja. Tak dawno nie byliśmy ze sobą -dodała, głaszcząc po policzku.
-Paula tylko, że ja się źle się czuję -wtrącił, chcąc jak najszybciej mieć to z głowy. —Jestem chory.
-Źle się czuję, jestem chory -powtórzyła zgryźliwie. —Ciekawa jestem na jaką chorobę? Głowa cię chyba nie boli?
-A na co może być chory facet, jak nie może się kochać? -wtrącił.
-Jesteś -zaczęła po chwili, ale nie dokończyła, bo zabrakło jej słowa na określenie jego. —Wiedziałam, że kiedyś syf do domu przyniesiesz!
-Stało się Paula i są gorsze choroby -mówił ze skruchą. Dla efektu próbował przytulić ją również. —Dostałem nauczkę.
-Nawet mnie nie dotykaj -wysyczała.
-Za parę dni będę zdrów jak ryba.
-Twoi rodzice, gdyby wiedzieli, byliby zgorszeni. To choroba kobiet lekkich obyczajów i rozpustników.
-Proszę bardzo, idź do rodziców i powiedz im o rzeżączce i kile -mówił, gestykulując. —Ciekawy jestem, jak zareagują.
-Pojadę spać do Aleksa – odarła z odrazą. —Łóżko pewnie też zapaskudziłeś, a druga sypialnia nie nadaje się do użytku.
Po jej odejściu i upewnieniu, że odjechała taksówką, pojechał ze spokojem do Uli na Sienną.  Tym razem również miał za sobą ogon.  

Do mieszkania jechał z mocnym postanowieniem, że powie Uli prawdę. Prędzej uprzedził ją, tylko że może się spóźnić i żeby nie czekała na niego z kolacją.  Konkretnych powodów przez telefon jej nie zdradził. Gdy dojechał, zastał już Ulę przebraną w koszulę i leżącą w łóżku.  Zmienił i zdanie do tego, co ma powiedzieć Uli. Nie chciał bowiem psuć wieczoru wiadomościami, że Febo już jest.


-Byłem u rodziców porozmawiać o szwalni i urodzinach -skłamał, kładąc się obok niej.
-To już za tydzień Marek. Tydzień ukrywania się -dodała cicho.
- Szybko zleci Ula -rzekł, całując w ramię. —Paulina ma przyjechać po niedzieli -dodał posępnie.
-Było do przewidzenia. I tak długo jej nie było. Boję się tylko, co będzie, jak się kiedyś spotkamy. Odebrałam jej narzeczonego. Miłość życia -mówiła, unikając celowo pytania, gdzie będzie wtedy nocował. —Tak samo będzie z twoimi rodzicami.
-Ula mówiłem ci już, że nie odebrałaś nic Pauli -rzekł zdecydowanie. —Sama jest sobie winna, że ją rzuciłem. A spotkaniem się nie martw. Nie puszczę cię samą na głęboką wodę. Najpierw sam powiem rodzicom. Mama będzie zła, a ojciec jak usłyszy moje argumenty, inaczej spojrzy na sprawę.  
-Optymista -odparła pesymistycznie.
-Skarbie nie myśl o tym teraz -rzekł czule. —Jest tyle innych ciekawszych rzeczy do robienia. Jutro wyjeżdżamy, więc cieszmy się ostatnimi wspólnymi chwilami -dodał, ściągając ramiączko koszuli.

Tymczasem detektyw zadzwonił do Pauliny z pierwszymi ustaleniami.
-Pani narzeczony po pani wyjściu pojechał do centrum na ulicę Sienną -zaczął od najnowszych newsów. —Był tam również po pracy. Zamiast na siłownię pojechał najpierw na Sienną. Wszedł do apartamentowca elegancko ubrany z teczką, a wyszedł z workiem treningowym i dresie.  Godzinę trenował, a później był w saunie i na basenie. Od sąsiadów natomiast dowiedziałem się też, że w ostatnich tygodniach więcej nie było go w domu, niż był.  Jutro rano wrócę na Sienną, a mój pomocnik na Kaszubską -dodał na koniec.
-Dziękuję za dziś. Ma pan z oka go nie puszczać. Chcę wiedzieć, z kim mnie zdradza. A tego, że ma kogoś, jestem pewna.  
Następnego dnia rano Ula z Markiem wyszli razem i pocałowali się na pożegnanie. On wybierał się w góry, a Ula postanowiła wykorzystać ten czas i pojechać do rodziny do Halinowa na weekend. Detektyw zrobił im również zdjęcia i pojechał za Markiem do firmy. Popołudniem odprowadził go na lotnisko.
W poniedziałek rano Ula z Markiem po raz kolejny nieświadomi tego, że są śledzeni, wyszli do pracy razem. Później detektyw dowiedział się, gdzie dokładnie znajduje się ich mieszkanie, gdzie pracuje Ula i jak się nazywa. Wieczorem Marek wrócił do domu, ale gdy Febo zadzwoniła do niego i oznajmiła, że dalej śpi u Aleksa, bo nie zamierza spać w bałaganie, jaki robi ekipa remontowa, to i on pojechał na Sienną. Paulina zaczęła również podejrzewać, że jego choroba to wymysł, bo nie wyglądał, aby cierpiał. Do tego wyjechał na narty, trenował i pływał.
 Kolejny dzień, czyli dwudziesty lutego okazał się najgorszym dniem w dotychczasowym związku Uli i Marka.