niedziela, 10 stycznia 2021

Terapia małżeńska 2/3

-Proszę Marek. Twoje zestawienia z poprzedniego pokazu i z tego ostatniego z poprzedniego roku -rzekła Ula, wchodząc do gabinetu szefa. —Miałeś rację. Aleks w raportach mijał się z faktami. Rok temu zaniżył, a teraz zawyżył dochody z kolekcji.

-Wiedziałem Ula – rzekł i z radości pocałował w czoło. —Teraz musimy rozpracować jego biznes z Scacci. To będzie znacznie trudniejsze, ale damy chyba radę?  Siadaj.

-Spokojnie -odparła z lekkim oszołomieniem.  —Nie taki twardy orzech jak dziadek myśli.  

-Oby Ula. Chcę mieć zęby całe, a nie wykruszone.

-Czyli nie macie funduszu na wypadek knuć Fe-E-Be-O.

-Czyli, co?

-Czyli Feudalistycznej egzekutywy bezbronnych obywateli.

-Trafne, ale niestety mamy, tylko polisę od nieszczęśliwych wypadków.

-Adama jest mi czasami szkoda. Nie tylko Aleks wykorzystuje go, to jeszcze psychicznie niszczy. Biedak boi się go jak diabeł ogórka.

-Dobre Ula -odparł z rozbawieniem. —Jak ty to robisz, że na doczekaniu wymyślasz nowe przysłowia?

-Z ogarkiem ogórkiem i święconą wodą, to akurat tekst tej mojej koleżanki Wioletty -mówiła, odwzajemniając uśmiech. —Ona jest naprawdę w tym mistrzynią.

-Powinnaś częściej się uśmiechać Ula -rzekł jej nieoczekiwanie. —Dodaje ci uroku.

-Miło wiedzieć -odparła z zaskoczeniem. —Ale to żelastwo stanowi problem. Na szczęście do poniedziałku prawdopodobnie, bo ortodonta chce zdjąć. I dziękuję za komplement. Dużo ich nie słyszałam.

-Masz jeszcze piękne oczy -kontynuował wychwalanie urody. Było to zresztą prawdą, bo często zatapiał swój wzrok w oczach Uli. —Są duże, błękitne i pięknie oprawione rzęsami -dodał, precyzując.

Chwilę później spojrzał nieco niżej niż oczy, bo na usta i zdał sobie sprawę, że są tak samo piękne jak uśmiech i oczy. Teraz były lekko rozchylone i przez chwilę miał ochotę je pocałować.

Ula zastanawiała się właśnie, co mogłaby mu odpowiedzieć, ale nie zdążyła, bo drzwi od gabinetu prezesa otwarły się z impetem.

 


Od czasu zatrudnienia Uli minął prawie miesiąc i nigdy prędzej Marek z taką przyjemnością do pracy nie chodził. Ula, choć była uważana za mało rozgarniętą, to tak naprawdę była bardzo kompetentna i pomagała w każdej dziedzinie. Do tego potrafiła rozbawić go swoimi powiedzonkami i przemyśleniami.  Zaczął nawet zastanawiać się, co jeszcze wymyśli. Umiała również słuchać go, a on ją i z czasem zaczęli się zwierzać. Choć o największych swoich tajemnicach nie wiedzieli. Ula skrywała to, że od niedawna podkochiwała się w Marku i że zaczęła wyobrażać siebie i jego w różnych sytuacjach. Oczywiście próbowała zwalczać myśli i uczucie, bo wiedziała, że nie ma żadnych szans. Nie była ani piękna, ani z tych kobiet, które seks miały w małym paluszku. To od poznanych koleżanek słyszała, że w repertuarze prezesa są głównie szalone i znudzone własnymi mężami czterdziestki. Większa część z nich była też dobrze usytuowana i nie musiał robić im prezentów. Czasami tylko dla odmiany pojawiała się jakaś modelka, która podobnie jak on chciała przeżyć kilka upojnych chwil.  Unikał natomiast dziewczyn romantycznych albo takich, które wiązałyby z nim poważne plany. Poza tym Marek miał narzeczoną. Choć jej nie kochał, to jednak miał.  

Marek natomiast miał problemy natury męskiej. Nawet Sebastian jego najlepszy przyjaciel nie wiedział, że przestał interesować go seks.  Miał tak od ponad miesiąca, czyli od czasu, jak zaczął przeszkadzać mu układ z Pauliną. Chciał porozmawiać z nią o ich związku, ale właśnie wtedy dowiedział się, że ma stałego kochanka i na niego wydaje pieniądze ze wspólnego konta. Był nim jej osobisty trener personalny i niemal ich sąsiad. Po odkryciu prawdy konto zablokował, a wraz z tym kochanek narzeczonej swoje uczucia przerzucił na inną dobrze majętną kobietę. Febo oczywiście zrobiła mu z tego powodu awanturę. Na tym nie poprzestała, bo odseparowała go od seksu z nią. Sypialnie co prawda i tak mieli osobne i uciech zażywali w innych łóżkach, to kiedy mieli ochotę, to szli do łóżka. Tym Marek akurat się nie przejmował, bo narzeczona również przestała interesować go w kwestii łóżkowej.

Rozmowę na temat raportów, urody Uli oraz krótkiej chwili nastrojowości przerwała Paulina. Febo do gabinetu Marka weszła w swoim wyniosłym stylu i bez przywitania.

-Marek musimy porozmawiać -oznajmiła oficjalnie i ignorując Ulę.

-To ja pójdę na kawę Marek -wtrąciła Ula. —Nie chcę przeszkadzać.

-Jutro lecę na tydzień - dwa do Petersburga do Nataszy Korzyńskiej– oświadczyła, gdy tylko wyszła i usiadła na miejscu Uli.

-Tak nagle Paula? I chcę przypomnieć ci, że za tydzień od czwartku do poniedziałku mamy być w Paryżu na Targach Mody.

-Bo dzisiaj zdecydowałam. Natasza wraca do domu, to razem polecimy. Nie będę gubiła się na obcym lotnisku i będzie raźniej. A do Paryża sam nie lecisz. Pshemko leci. Za mnie możesz wziąć Ulę.

-Paula, jakie wziąć? -mówił ze zniechęceniem na jej pomysł. —Ula nie jest bagażem. Nie możesz rozkazywać. Może mieć inne plany.

-To powiedz, że to polecenie służbowe. Jest w końcu twoją sekretarką czy tam asystentką. Ja nie widziałam się z Nataszą dwa lata i nie zamierzam odwoływać wyjazdu.

-To możesz jeszcze poczekać dwa tygodnie -argumentował.

-Nie mogę. W tym czasie w Petersburgu występuje Balet Moskiewski a w nim Misza córka Nataszy i nie zamierzam tego opuścić.

-No tak -mówił zniechęceniem. —Kolejna osoba po Aleksie ważniejsza ode mnie i od firmy.

-Nie bądź złośliwy, bo ja w twoim życiu na pierwszym miejscu też nie jestem. Wolisz klub, Sebastiana i kochanki.

-Paula powinniśmy porozmawiać o nas i o naszym związku -postanowił w końcu szczerze wszystko wyjaśnić.

-Nie teraz Marek -rzekła, wstając z kanapy. —Muszę zrobić zakupy przed wyjazdem i się spakować. Wieczorem będzie czas.

-Oczywiście -odparł do siebie, bo zdążyła wyjść z jego gabinetu.

 Uli o propozycji wyjazdu powiedział, jak tylko wróciła ze spotkania z koleżankami, ale dał czas do zastanowienia się przez weekend. Czterodniowy wyjazd długi nie był, ale chciała porozmawiać z ojcem czy da radę zająć się Beatką. Był bowiem tuż przed pójściem do szpitala na operację, a Jasiek wyjechał akurat na obóz. Cieplak nic przeciwko wyjazdowi córki nie miał, a swoją pomoc w opiece nad Betti zaoferowali sąsiedzi. Wieczorem zadzwoniła do Marka i poinformowała o decyzji. Ten nie ukrywał swojego zadowolenia.

-Świetnie Ula i dziękuje. Z tego co się orientuję to cały piątek i rano w sobotę będzie czas wolny, więc chętnie pokażę ci kawałek Paryża. 

-Na to liczę Marek. Zobaczę Paryż i mogę umierać -dodała rozmarzonym tonem.

-Nic z tego Ula. Obiecałaś rozwiązać sprawę Aleksa i Scacci, więc najpierw to, a później zobaczymy.

-Optymistycznie te zobaczymy nie brzmi, ale zaryzykuję. Wszak kto nie ryzykuje, nie kupuje szamponu, jakby powiedziała Wioletta.

 

Wkrótce po jej telefonie do domu obarczona pakunkami wróciła Paulina. Marek siedział w salonie i oglądał telewizję, więc dołączyła do niego. Zrzuciła szpilki i usiadła na kanapie. Ten postanowił, że jest to dobra okazja, aby porozmawiać z narzeczoną.   

-Mógłbyś czasami chodzić ze mną na zakupy -rzekła z pretensją. —Noszenie tych wszystkich toreb łatwe nie jest.

-Poproś swojego kochanka. Jest trenerem osobistym, dobrze wysportowany, więc ma siłę. Chociaż nie. Zapomniałem, że cię rzucił. Paula powinniśmy porozmawiać o nas -dodał, spoglądając na nią. —O tym, dokąd zmierza nas związek.

-Źle ci? Możesz mieć do liku kochanek i nie robię ci z tego powodu awantur. Inny byłby zadowolony, więc nie narzekaj. Tak jak ja.

-To, że mamy innych partnerów normalne Paula nie jest. Może nie kochamy się szaleńczą miłością, ale powinniśmy się chociaż szanować. A tak nie jest.  Od czasu jak przeprowadziliśmy się z Siennej tutaj, jest coraz gorzej. Nie widzisz tego? Nie jadamy wspólnych śniadań ani kolacji w domu. O wspólnym domowym obiedzie nie wspominając. Nie mamy nawet wspólnej sypialni.

-To nie wstawaj o szóstej i mnie budzić. Ja lubię spać przynajmniej do dziewiątej.

-Gdybyśmy razem nie pracowali w jednej firmie praktycznie nie widywalibyśmy się w ogóle.

-Nie przesadzaj Marek -mówiła już z lekko irytowanym głosem.

-Nie Paulino. Nie przesadzam. Uważam, że powinniśmy skorzystać z terapeuty albo psychologa.

-Żartujesz?! -wtrąciła ostro. —Mam z obcymi rozmawiać o naszych sprawach? Niedoczekanie twoje. Dokończymy rozmawiać, jak wrócę z Petersburga Marek. Teraz muszę rozpakować zakupy i spakować walizkę na wyjazd -dodała, wstając z kanapy i zabierając swoje zakupy.

-Po to istnieją tacy ludzie – argumentował Marek, gdy była już w drzwiach salonu. —Aby pomagać innym. Tyle sławnych i bogatych ludzi korzysta z ich rad. Osoby samotne, małżeństwa, narzeczeni. 

-To sobie chodź. Ja na żadną terapię małżeńską, związku czy jakąkolwiek inną nie zamierzam iść -odparła stanowczo i zniknęła w korytarzu.

Następnego dnia rano, gdy obudził się, to po Paulinie nie było śladu. Zbytnio się tym nie zmartwił, bo po wczorajszej rozmowie ochoty widzieć się z nią nie miał. Zdziwił się, tylko że wstała przed siódmą, a samolot odlatywał dopiero po dziesiątej i że wzięła ze sobą więcej rzeczy i prawie całą biżuterię. 

Kiedy poszedł po zakupy, to na stojaku z prasą zauważył kolorową gazetę „Pogaduszki do poduszki” Na pierwszej stronie widniało między innymi zdjęcie Pauliny, jak całuje się z jakimś mężczyzną oraz tytuł „ Nowa miłość Pauliny Febo?


 

Z artykułu natomiast dowiedział się, że to bogaty biznesmen Lew Korzyński -Smirnow, mieszkający na co dzień właśnie w Petersburgu. Parę dni temu natomiast na toaletce Pauli zauważył srebrną carską szkatułę z 1896 roku. Na pytanie skąd ją ma, narzeczona odpowiedziała, że dostała od Nataszy na urodziny. Przy okazji wyczytał, że jego narzeczona była już raz bohaterką tej gazety i że widziano ją z ich modelem Kubą. Po powrocie do domu znalazł w Internecie biuro detektywistyczne oferujące również usługi poza Polską i umówił się dwie godziny na spotkanie. Później spakował resztę rzeczy Pauliny i zaniósł do garażu.

 

Przez kolejne trzy dni sporo pracował z Ulą, bo od czwartku do poniedziałku popołudnia nie miało ich być w firmie. Ula w te trzy dni za namową Marka zmieniła okulary na szkła kontaktowe i pozbyła się aparatu na zębach. Zainwestowała także we fryzjera i kupiła na wyjazd parę rzeczy, a kreację na bal dostała od Pshemka. Wszystko to spowodowało, że z mało atrakcyjnej dziewczyny stała się całkiem ładną dziewczyną. Kiedy, więc Marek w środowe popołudnie po przyjściu Uli od fryzjera, zobaczył ją taką odmienioną na korytarzu, poczuł to co od dawna nie czuł do kobiety. 

 


Zwłaszcza że Ula spojrzała na niego i rzuciła w jego stronę uśmiech. Długo jednak na nią nie było mu dane patrzeć, bo w drzwiach windy pojawiła się policja i jak okazało się szukali prezesa.

 

Dziękuję za reklamę mojego bloga na Facebooku. Sama konta nie posiadam, ale od siostry wiem, że Ranczula pojawiła się jako godna poczytania. Z ilość wejść na bloga widzę, że jest ich więcej niż poprzednio.

 

niedziela, 3 stycznia 2021

Terapia małżeńska 1/3 -mini

W poczekalni rejonowej przychodni siedziały dwie osoby. Młoda kobieta i mężczyzna. Oboje mieli problemy i przyszli na terapię do doktor Jakubowicz. Była ona specjalistką nie tylko w radzeniu sobie z problemami małżeńskimi i par nieformalnych, ale i udzielała rad osobom samotnym. Usiedli z dala od siebie i zajęci swoimi myślami nie rozmawiali.  Tylko czasami spoglądali na siebie. Miała to być dla nich pierwsza wizyta i dlatego skupili się na sobie. Mężczyzna myślał nad swoim paroletnim związkiem. Nie tak to sobie wyobrażał i że się tak to skończy. Zwłaszcza nie myślał, że zostanie zdradzony po tym jak dla partnerki tyle robił. Sobie mógł jedynie zarzucić, że chciał ją od niektórych problemów uchronić i wszystkiego nie mówił.   Kobieta natomiast miała dość siedzenia w domu i robienia wszystkiego. Czasami nie miała czasu zająć się sobą i wyjść gdziekolwiek. W dodatku odkryła, że była oszukiwana przez jedną z osób, którą kochała i w odwecie zrobiła błąd.

Myśli ich czasami przerywały podniesione głosy zza drzwi gabinetu, ale konkretne słowa już nie. Oboje niecierpliwili się również, bo minuty mijały i był czas ich wizyt.

-Proszę się nie zrażać -rzekła im kobieta za pulpitem na ostrą wymianę zdań. —Tak bywa, że na pierwszych wizytach jest ostro.  Pani doktor Jakubowska stara się załagodzić sytuację między małżonkami.

-Nie szkodzi -odparła kobieta.

-Dokładnie tak -dodał mężczyzna.

Kwadrans później z gabinetu wyszła jakaś para, a za nimi lekarka i zaprosiła ich do środka.

-Razem? -zapytała ze zdziwieniem kobieta.

-Jeśli chcą państwo, najpierw porozmawiać na osobności nie ma problemu.

-Raczej wolałbym rozmawiać o swoich problemach bez świadków -dodał mężczyzna. —Zwłaszcza przy obcych.

- Żona nie jest chyba obca dla pana -stwierdziła lekarka.

-Jaka żona? Ta kobieta nie jest moją żoną.

-A on moim mężem.

-To państwo nie są państwem Lerskim i nie przyszli na terapię małżeńską?

-Bynajmniej -odparli równo.

Pięć minut później zaistniała sytuacja wyjaśniła się, bo pomiędzy nazwiskami Jakubowicz i Jakubowska była różnica, a oni mieli wizytę u tej pierwszej i pomylili piętra. Obojgu nim niestety, ale wizyta przepadła.

-Niezła historia -rzekł mężczyzna, gdy wyszli na dwór. —Tylko czas straciłem. Moja wizyta przepadła.

-Moja się właśnie kończy -stwierdziła kobieta.

-Marek Dobrzański -przedstawił się mężczyzna, uśmiechając się i pokazując dwa dołeczki w policzkach, od których trudno było jej oderwać wzrok. Marka uwagę zaś przykuły oczy dziewczyny, bo były piękniejsze niż dzisiejsze lipcowe niebo.  Co do reszty mógł mieć zastrzeżenia. Modnie i elegancko ubrana nie była i miała nietwarzowe okulary.

-Urszula Cieplak. Miło cię poznać.  Jak się pospieszę, to zdążę jeszcze na autobus o siedemnastej -rzekła, patrząc na zegarek. —Muszę wsiąść w 125 i pojechać na dworzec główny.

-Mogę cię podwieźć Ula. Jadę tamtędy.

-Byłoby mi miło. Wtedy na pewno zdążę.

-W takim razie zapraszam -odparł, prowadząc w stronę parkingu. 


 

Chwilę później siedziała już w kabriolecie. Był lipiec, więc mogli sobie pozwolić na taki luksus.

-Nie boisz się, że gdzieś cię uprowadzę Ula? -zapytał, kiedy usiadł obok.

-Z oczu ci za dobrze patrzy -odparła zgodnie z prawdą. 

-Tacy są najgorsi podobno -stwierdził, gdy włączał się do ruchu.

-To uważaj, bo mam paralizator w torebce, jakby co i skończyłam kurs samoobrony.

-Kobieta niebezpieczna -odparł, spoglądając na nią z iskierkami w oczach.

-Jak już zabezpieczona na wypadek natrętów i typków.

-A ja, to ten typek czy natręt?

-Ty to na razie jesteś kierowcą.

Ula na autobus nie zdążyła, bo natrafili na wypadek i utknęli w korku. Mieli za to okazję porozmawiać i poznać się trochę.

-Tylko tego brakowało -wymruczał Marek. —Czeka nas półgodziny stania. Prędzej byś dojechała jednak autobusem.

-Autobus stoi za nami, więc nic nie tracę. Pojadę do domu tym o osiemnastej. Dzieci w domu nie płaczą.

-Daleko mieszkasz? Ja jestem stąd.

-Z Rysiowa. Dwadzieścia kilometrów od Warszawy.

-Przepraszam Marek, ale to z domu -rzekła Ula chwilę później, gdy zadzwonił jej telefon. —Odbiorę. Co się stało Jasiek? (…) Por cały pokrajany w miarę drobno. (…) Daj mi Betti do telefonu. Sama jej wytłumaczę.

-Mąż i córka -stwierdził Marek, gdy skończyła rozmawiać.

-Nie mam męża. Beatka to młodsza siostra o osiemnaście lat, a Jasiek to brat. Ma dziewiętnaście lat. Nie ma mnie jeden raz popołudniem w domu i już jest problem. Dzwonił, żeby spytać czy ma dodać do przekładanej sałatki pora, czy selera.

-Jest i tak dobrze, bo obawiam się, że moja narzeczona nie odróżnia selera od pory.

-To gotowaniem się nie zajmuje?

-Paula gotuje tylko wodę na kawę albo herbatę. Głównie jadamy na mieście. Pracuję od ósmej do szesnastej, siedemnastej czasami dłużej i nie ma czasu na posiłki w domu.

-Czyli pracoholik z ciebie Marek. Ja o tyle mam dobrze, że prowadzę małe biuro rachunkowe. Zrobię swoje i mam wolne.  Chociaż szczyt marzeń to nie jest.  Gdy kończyłam SGH, to marzyła mi się praca w banku albo w dużej firmie, gdzie naprawdę jest co liczyć.

-Serio? Kończyłaś SGH? Nie wyglądasz mi na -zaczął, ale zorientował się, że palnie głupotę. — Na osobę po studiach -dodał.

-Po studiach, czy po SGH? -zapytała wprost.

-Czyli na rachunkach znasz się dobrze?  -odparł pytaniem. —Pytam, bo miałbym coś do sprawdzenia.

-Znam. Jeden wykładowca powiedział, że rachunki lepiej prześwietlę niż rentgen.   

-O coś takiego mi właśnie chodzi Ula -odparł z widoczną radością. —Prześwietlenie prowadzenia księgowości.  Tylko mi zależy na czasie. Musiałbym mieć wszystko do końca miesiąca sprawdzone. Podwójnie zapłacę.

-Nie ma sprawy. Dam radę. Na jutro możemy się umówić. Wszystko mi wytłumaczysz.

-Mam lepszy pomysł. Podjedziemy pod moją firmę po dokumenty, a później odwiozę do domu i wszystko opowiem.

-Ok. Czym się zajmujesz?

-Jestem prezesem firmy F&D. To firma modowa.

-Żartujesz? I ja mam pomóc potentatowi modowemu.

-Mi Ula. Nie firmie. Muszę sprawdzić przyszłego szwagra oraz jego znajomych z Włoch braci Scacci. Od jakiegoś czasu często przewijają się w rozmowach Pauliny i Aleksa i mowa jest o jakichś ich inwestycjach.  Wiem, że drogo będzie to Aleksa kosztować i że Aleks chce zainwestować oszczędności życia. Jest dyrektorem finansowym firmy F&D i ja jako prezes boję się, że i firma będzie związana z nowym biznesem Aleksa. Zwłaszcza że w ostatnim półroczu Aleks był wyjątkowo miły dla mnie i nie skąpił wydatków na pensje i premie dla pracowników oraz na ostatni pokaz. Taka rozrzutność nigdy nie była w jego charakterze i jest to dla mnie podejrzane. Co prawda ostatnie dwa pokazy przyniosły spore zyski, chociaż nie wiem czy faktycznie takie duże. Aleks mógł zyski naciągnąć. Zawsze oszczędzał na wszystkim, na czym się dało Ula, a tu taka rozrzutność. Myślę, że zaszalał, aby na koniec roku okazało się, że firma jest na minusie. Ty miałabyś pomóc przejrzeć mi finanse.

-Jeśli będę miała dane, to nie powinnam mieć problemów. Tylko taka praca zdalna wszystkiego może nie wykryć.

-Będę starał się podrzucać ci wszystkie możliwe papiery do domu. Systematycznie, żeby nie było to podejrzane, że coś wynoszę z firmy. Sam też będę starał się pomóc.

-Byłoby najlepiej Marek.

-Mam inny pomysł -rzekł z namysłem. —Od przyszłego tygodnia moja sekretarka odchodzi i mogłabyś czasowo zająć jej miejsce. 

-Dobry pomysł. Przynajmniej wyrwę się z tego domowego marazmu.

-Będziesz musiała tylko uważać na Aleksa i Adama Turka. Ten drugi to główny księgowy i jego sprzymierzeniec. Najlepiej jakbyś udawała taką nie do końca kompetentną, niewybijającą się i mało lotną sekretarkę.

-Rozumiem Marek. Mam być typową szarą gąską i siedzieć, jak miś pod miotłą.

-Mówi się szara myszka i mysz pod miotłą -rzekł ze zdezorientowaniem.

-Wiem Marek. Wchodzę w rolę. Taka jedna dziewczyna ze szkoły na okrągło coś przekręcała i brana była za niespełna rozumu.  Nie boisz się, że cię oszukam? –zapytała.

-Za dobrze ci z oczu patrzy Ula -odparł jej niedawną odpowiedzią.

Tuż przed firmą, choć było już po siedemnastej, Marek podniósł dach i przyciemnione szyby. To z obawy, że ktoś mógłby zobaczyć Ulę. Wziął niektóre dokumenty i wrócił do samochodu. Później odwiózł do Rysiowa.

 

Ula pierwsze nieścisłości znalazła dwa dni później, a po kolejnych pięciu pojawiła się w firmie. Jej skromny wygląd i jej ciągłe gafy od razu wzięte były za brak większych kwalifikacji i nikomu nawet nie przyszło do głowy, że to jej gra.

- Czyli mam to wszystko przefaksować? -zapytała drugiego dnia, patrząć na dokumenty przyniesione przez głównego księgowego.

-Czy ja niejasno mówię -rzekł z wyraźnym zniechęceniem Turek.

-Jasno, ale kto pyta, nie gubi się panie Tatar.

-Turek Adam Turek. Nie Tatar.

-Tatar, Turek, Arab jedna nać -odparła, podśmiewując się.

Praca zdecydowanie pomogła Uli od oderwania się od domowych obowiązków.  Zaczęła również malować się delikatnie, lepiej ubierać i nosić szkła kontaktowe. Również jej psychika była w lepszym stanie i porzuciła myśli o terapii. Pensję, jaką zaoferował jej Marek przeznaczyła zaś na leczenie ojca. Cieplak zataił przed nią faktyczny stan swojego zdrowia i że powinien mieć operację, która tania nie była, a z funduszu zdrowia mogła dopiero być przeprowadzona za dwa -trzy lata. Ojciec również zmniejszył sobie dawkę leków, bo drogo kosztowały i pracował dorywczo, a czego zabronił mu lekarz. Po ty właśnie jak pomalował płot u sąsiadki, zasłabł na oczach Beatki i cała prawda wyszła na jaw. O to właśnie miała do ojca żal i czuła się oszukana. Jej mama zmarła sześć lat temu i nie chciała, aby ona i rodzeństwo straciło również ojca. Największą radość z pracy w stolicy sprawiał jej fakt ze spotkania z innymi osobami i nowe znajomości. Głównie chodziło jej o Marka, bo chociaż znali się dwa tygodnie czuła, jakby znali się od dawna.

-W końcu czuję, że żyję Marek i robię to co lubię -mówiła, gdy pracowali razem u niej w domu. —Jeszcze parę tygodni w domu, a zwariowałabym.

-A ja w końcu mam jakieś pojęcie o poczynaniach Aleksa Ula.

-Mi nie tylko o pracę chodzi. Jestem wśród ludzi, wyjeżdżam z domu, odprężam się i może wydawać się dziwne, ale odpoczywam. I to dzięki tobie.

-Polecam się na przyszłość Ula. I mówię całkiem serio. Jak uporamy się z tymi problemami dam ci stałą pracę. Co byś powiedziała na etat mojej asystentki.

-Serio mówisz?

-Bardzo. Nigdy nie spotkałem tak kompetentnej osoby. Jak to się stało, że do tej pory pracy nie znalazłaś?

-Ze względu na brak doświadczenia i wygląd. Po śmierci mamy zajęłam się domem i rodzeństwem i zapomniałam o swoich potrzebach i poświęcałam czas na naukę i rodzinę. W końcu przyzwyczaiłam ich, że ja robię śniadanie, obiady, zmywam, piorę.

-Brak matki zły, a matka nadopiekuńcza również zła. Moja jeszcze w liceum pakowała mi kanapki do szkoły z inicjałami F&D. 

-Kiepsko Marek. Ale pamiętaj, że masz ich jedynych.

-Wiem Ula, ale ty masz z ojcem lepsze relacje niż ja ze swoim. Aleksa ciągle faworyzuje.

-Ostatnio nie takie dobre. Ojciec ukrywał przede mną faktyczny stan zdrowia, a ja myślałam, że   wrócił do hazardu i gra w lotto, zdrapki i inne gry.  Rano, gdy szykował się do lekarza, to dosypałam mu do kawy środków przeczyszczających. Chciałam, żeby został w domu, bo myślałam, że jedzie obstawiać do Warszawy mecze. Okazało się, że jechał do lekarza umówić termin operacji i przez odwołaną wizytę w kolejce spadł o trzy miesiące.

- Ty? -pytał z niedowierzaniem. —Nabierasz mnie z tymi środkami.

-Nie Marek. Popełniłam błąd i w końcu stwierdziłam, że czas powiedzieć o swoich problemach komuś i dlatego umówiłam się na terapię.

 

Marek miał podobne odczucia i przy niej mógł wyżalić się jak najlepszemu przyjacielowi albo barmanowi. Ula wiedziała już, że jego związek z Pauliną nie jest oparty na miłości, tylko niezrozumiałym dla niej relacjach. Najbardziej dziwiły ją osobne sypialnie. 


 

-Kompletnie nie rozumiem waszego postępowania Marek -rzekła w czasie ich jednego ze spotkań. —Słyszałam, jak mówiłeś do niej kochanie. Czyli kłamałeś.

-To zwykłe zdrobnienie, jak skarbie czy kotku Ula. Już dawno ustaliliśmy, że będziemy żyć nowocześnie. W miłość mogą bawić się dzieci. Ja i Paula jesteśmy po trzydziestce i mamy ten czas za sobą. Firma nas łączy.

-Mój tato dalej kocha mamę, choć od sześciu lat nie żyje. Brakuje mu jej dotyku, słów, spania obok. Nie masz ochoty przytulić jej przed snem.

-Jak jednemu z nas przyjdzie ochota na seks, to przyjdzie do drugiej osoby i robimy swoje -wypalił z odpowiedzią.  

-Nie o to pytałam Marek. Masz brać ślub z kobietą, a nie z firmą.

-Przynajmniej jak się nam nie uda, to przy rozwodzie będzie mniej rozpaczy i wylewania na siebie pomyj. Rozstaniemy się w przyjaźni.

-To może w ogóle nie warto brać ślubu Marek.

-Pauli zależy. Chyba każda kobieta marzy o welonie, białej sukni i kościele.

Marek, choć dużo mówił Uli, ale i część zataił. Tak jak to, że ma kochanki i że Paula od czasu do czasu ma skok w bok i taki układ im nie przeszkadzał.  Do czasu jak Febo nie zaczęła jego pieniędzy wydawać na kochanka. Mieli wspólne konto i znalazł rachunki za hotel, za Smartwacht i paliwo. On również płacił za swoje wyskoki, ale były to znacznie mniejsze kwoty niż trzy tysięcy za zegarek, kolejny tysiąc za paliwo, jakaś gra i zakupy w galerii. Po zliczeniu wszystkiego wyszło na miesiąc ponad pięć tysięcy przy jego tysiącu albo i mniej. Nie przyprowadzał również panienek do ich domu pod nieobecność Pauliny, a jak ona robiła, gdy wyjeżdżał.  To dla niej właśnie pół roku temu kupił dom w tej okolicy i wyprowadzili się z mieszkania na Siennej. Teraz okazało się, że Pauli zależało, aby być bliżej dwudziestoczteroletniego kochanka. On bez winy nie był, bo nie mówił Paulinie o wszystkim i taki układ przestał mu się podobać. Co konkretnie nie wiedział. To, że ma stałego kochanka, żyją niby razem a obok siebie, czy brak uczucia. Porozmawiać jednak z nią nie zamierzał. W dodatku w ostatnich miesiącach żył coraz szybciej i musiał sięgać po używki psychoaktywne. Po tym wszystkim uznał, że przyszedł czas, aby porozmawiać ze specjalistą.