poniedziałek, 13 grudnia 2021

Druga żona cz. 8 ostatnia.

-To ty -wysyczała Febo. — To ty byłaś kochanką Antonio. Oczywiście, że ty. Wróciłaś, bo zginął i nie miał cię kto utrzymywać.

-Zbzikowałaś? -odparła z oburzeniem. —Jak można mnie o coś takiego posądzić. Po tylu latach znajomości.

- Wiem, co mówię -wtrąciła brutalnie. — Jakiś czas temu widziałam ten pierścionek w szufladzie Antonio -dodała, szarpiąc za dłoń. — Myślałam, że był dla mnie, ale wraz z jego wyjazdem do Mediolanu pierścionek zniknął. Jesteś podłą suką -dodała, szarpiąc za włosy.

-Możesz mnie nie obrażać i się uspokoić -mówiła, zasłaniając się rękoma. — Jesteś wariatką.

-A ty hipokrytką, intrygantka i złodziejką cudzych mężów -fuknęła obrazami. — Byłaś moją najlepszą przyjaciółką -dodała, a długie paznokcie powędrowały w stronę twarzy Klaudii.

-Ty lepsza nie byłaś -zawtórowała, broniąc się przed atakami Pauliny. — Gziłaś się z Markiem.

-Więc się przyznajesz do bycia kochanką mojego męża. Jesteś ladacznicą i nikim innym -mówiła, szarpiąc się z Klaudią już na dobre. — Ja chciałam ci jeszcze pomóc z Markiem. Teraz rozumiem, dlaczego Marek mnie przestrzegał przed tobą. 

-Gdybym nie ja, byłyby inne -mówiła odważnie i odważnie się broniła i atakowała Paulinię.   — Chodziłby pod czerwone latarnie.

- Sama powinnaś tam trafić.

Kolejne wydarzenia działy się bardzo szybko. Obie jeszcze przez chwilę szarpały się, ale Klaudii udało się uciec z pokoju i skierować się w stronę schodów.  Pech chciał, że tam Fabio synek Pauliny siedział i puszczał samolociki z papieru do stojącej na dole siostry Izabeli. Obok niego natomiast leżał samochodzik.  

-Nie skończyłam jeszcze z tobą ty szmato -wołała za nią Paulina. — Nigdzie się nie ukryjesz. Spod ziemi cię wykopię.

Klaudia, będąc już na schodach i obracając się za siebie, nie patrzyła pod nogi i w jednej chwili straciła równowagę.  Przez kolejne sekundy turlała się na sam dół, uderzając co chwila o stopnie schodów. Na koniec uderzyła głową o podłogę z kamienia. Chwilę później ze skroni poleciała jej krew.

Głosy Pauliny sprowadziły jej służbę i prawnika do holu. Kiedy przybiegli zastali Paulinę na połowie schodów oraz nieprzytomną Klaudię leżącą na podłodze i Fabio z  siostrą kucających przy niej. Kiedy służba i prawnik podeszli bliżej zauważyli, że się nie ruszała.

-Czy ona umarła? -pytał Fabio, zanosząc się płaczem. — Nie chciałem, żeby spadła. Samochodu nie zostawiłem specjalnie. Ona weszła na niego i upadła. 

-Nie słuchajcie go -odezwała się Paulina. — Ona sama potknęła się na tych schodach. — Proszę wziąć stąd dzieci -dodała do niani Halinki.

-Trzeba zadzwonić po medyka i na policję -odezwał się prawnik, gdy niania wyprowadziła, płaczącego chłopca i Izę.

-Nikt nie słyszał, co mówił Fabio, ani nie widział, co się stało -rozkazała obecnym i nie zważając na słowa prawnika. —Mojej kłótni z nią też nie słyszeliście.

-Jestem prawnikiem. Nie mogę kłamać. To był nieszczęśliwy wypadek.

-To powie pan, że nie było jeszcze pana tu, gdy wydarzył się wypadek -odparła rozkazująco.

-Fabio jest dzieckiem i nic mu nie zrobią -tłumaczył. —I co będzie, jak Fabio komuś powie prawdę. Albo jak pani Dobrzańska przeżyje? Może winę na panią zrzucić.

-Tym później będę się martwiła. Była w nerwach i może nie pamiętać, co się działo. A z Fabio sama porozmawiam i przekonam go, że wszystko z góry widziałam i że potknęła się, zanim weszła w ten nieszczęsny samochodzik.

-Nie powinna pani składać fałszywych zeznań -próbował dalej przekonywać prawnik. — Ma pani dzieci. Może pani do więzienia trafić.

- Nie zamierzam narażać Fabio na spotkania z policją -odparła stanowczo. — Macie wszyscy mówić, że dopiero, gdy upadła pojawiliście się w holu. To jest zresztą prawdą. Nikt nie widział, jak upadała.

Lekarz dotarł dopiero po półgodzinie i nieprzytomną zabrał do szpitala. Tam okazało się, że oprócz rany na głowie, siniaków miała również złamane żebra.

 


Tymczasem w domu Pauliny pojawiła się policja, aby dokładnie wyjaśnić, co się stało i przesłuchać świadków. Służba, bojąc się Pauliny, nie wspomniała nic o Fabio, tylko zeznała, że nie widzieli zajścia.  Prawnik natomiast, że nie było go jeszcze w posiadłości Febo -Gotti, gdy wydarzył się wypadek. Sama Paulina zeznała, że gdy schodziła upadła nagle i stoczyła się na dół.

Wieści o nieszczęściu szybko się rozchodziły po okolicy. Dotarły również zarówno do Dobrzańskich seniorów jak i młodych. Ci drudzy pojawili się u Pauliny. Im również opowiedziała swoją wersję wydarzeń.

-Klaudia zrobiła mi wiele złego, ale nie życzyłem jej takiego losu -rzekł refleksyjnie Marek. — Chciałem, żeby znikła z mojego życia, gdzieś wyjechała, ale nie żeby nieszczęście się stało.  

-Cały ty -rzekła Paulina z przekąse i powetowaniem w duchu. — Cokolwiek by się nie stało, umiesz podejść z dystansem do sprawy. 

-Możesz jaśniej?

-Sprawiedliwość ją dosięgła, a ty miły. 

-Nie jestem od wymierzania sprawiedliwości -odparł wymownie.

- Ale masz problemy przez nią. 

-A ty w końcu jesteś jej przyjaciółką czy nie? Zachowujesz się jakbyś nie była. 

- Co dokładnie powiedział lekarz? -zapytała Ula, przerywając dyskusję męża z Pauliną. — Mówił, jakie są rokowania? Wyjdzie z tego?

-Jeszcze nic nie jest przesądzone -odparła nieświadoma tego, że jej syn wszystko słyszy. — Może nie odzyskać przytomności w ogóle. Jest na granicy śmierci i życia.

 

Nazajutrz rano, kiedy niania przyszła do pokoju Fabio okazało się, że chłopca nie ma. Cała służba z miejsca wzięła się za przeszukiwanie domu i podwórza, ale nigdzie go nie było. Dlatego poszukiwania rozszerzono na pobliską okolicę. Chłopiec miał swoje ulubione miejsca, ale tam również go nie było.  Nic nie wskazywało również, że mógł być w ostatnich godzinach. W poszukiwania włączyła się także policja.  Paulina ze względu na zaistniałą sytuację powiedziała w końcu prawdę policji o tym co się wydarzyło poprzedniego dnia i że syn przez cały czas był przestraszony i przygaszony.

- Jeśli coś mu się stanie, nie wybaczę sobie -mówiła do Uli i Marka, którzy również przyszli z pomocą.  — Chciałam go chronić, a wyszło gorzej.

-Znajdzie się, zobaczysz -pocieszała Ula. — Przed kolacją będzie w domu.

-Oby Ula -odparła, chodząc nerwowo po pokoju. — Czuję się taka winna

- Nikt nie mógł przewidzieć, co się stanie -odezwał się i Marek. — Równie dobrze mogłem Klaudii tutaj w ogóle nie sprowadzać, a ty nie przyjeżdżać na wieś na wakacje z dziećmi.

-Przede wszystkim powinnam posłuchać ciebie i się z nią nie spoufalać.  Jest gorsza, niż myślicie - mówiła z goryczą. To ona była kochanką Antonio. Zauważyłam pierścionek na palcu Klaudii, a który kiedyś widziałam schowanego w szufladzie Antonio.

-Wiem, że była -odparł Marek z poczuciem winy.  Dwa lata temu Mateusz Sabotko powiedział mi prawdę. Powinienem powiedzieć i tobie prawdę, ale wystarczyło, że Klaudia moje małżeństwo zniszczyła. Chciałem, chociaż twoje uratować.

-Byli sobie warci -odparła gorzko Febo.

Wieczór niestety, ale nic nie zmienił i dalej nie było wiadomo, gdzie jest Fabio. Lepsze wieści nadeszły ze szpitala, bo wieczorem Klaudia zaczęła odzyskiwać przytomność. Nie pamiętała jednak co się stało, ani to jak się nazywa. To ostatnie było dość podejrzane, bo już raz całkiem niedawno próbowała takiego posunięcia. Lekarze przypuszczali jednak, że faktycznie nic nie pamięta i że utrata pamięci jest czasowa.

 

Następnego dnia Fabio na szczęście odnalazł się w lesie.  Drwale znaleźli go pięć kilometrów od domu śpiącego w ich szopie, gdzie mieli narzędzia i miejsce do odpoczynku i na jedzenie.   

-Wszyscy cię szukają chłopcze -rzekł jeden z nich, gdy się obudził i dali mu jeść i pić. — Mama od zmysłów odchodzi, a policja i mieszkańcy wszędzie cię szukają. Dlaczego w ogóle uciekłeś? W domu masz wszystko.

-Uciekłem, bo to przeze mnie ciocia Klaudia spadła ze schodów -odparł z ciągłym strachem.  — Poślizgnęła się na moim samochodziku. Nie chcę iść do więzienia -dodał, obcierając napływające łzy rękawem. — Pójdę do Warszawy. Tam ludzie mieszkają na ulicy. Zamieszkam z dala od naszego warszawskiego domu.  Dziecku na chleb przechodnie chyba pieniędzy nie odmówią. Albo poszukam pracy. Mogę być chłopcem na posyłki. Umiem pisać i czytać. Wymyśliłem sobie nawet nowe imię i nazwisko. Będę Frankiem Szwarcem z Łodzi.

-Plan jak z powieści przygodowej -rzekł poważnie jeden z drwali, choć to, co mówił Fabio, rozbawiło go.  — Jednak sam na ulicy to nie jest dobry pomysł. Za mały jesteś. Zabijają za parę groszy. Nie patrzą, czy dorosły, czy dziecko, bogaty, czy żebrak.

-Ale do więzienia też nie chcę iść -mówił uparcie.

-Na więzienie też jesteś za mały -wyjaśniał inny.  — Brakuje ci ze siedem lat.  A z tego co mówisz, to był nieszczęśliwy wypadek. Ludzie robią gorsze rzeczy i są na wolności. Uwierz staremu i doświadczonemu drwalowi, że nic ci nie grozi ze strony policji. Bardziej ze strony mamy. Zresztą przyznanie się do winy i skrucha też są ważne. Sądy biorą pod uwagę, to jak kto się zachowuje po tym co zrobił. Ty żałujesz. Sama ucieczka na to wskazuje.

-Myśli pan? -pytał, patrząc na drwala z ożywieniem.

-Ja to wiem -odparł pewnie. — To, co Fabio -dodał, aby chłopiec nie zaczął zbytnio długo myśleć, nad tym co mu powiedział, ani nie zmienił zdania. — Jedziemy za godzinę z drzewem do wsi, to cię zabierzemy do mamy.

Po powrocie do domu oszczędzono Fabio spotkania z policją i jego zeznań. Jego ucieczka i to, co wiedziała Paulina oraz drwale wystarczyło, aby zakończyć postępowanie bez orzekania o winie. Lekarz tylko zasugerował Febo, aby gdzieś wyjechać z synem i poświęcić mu jak najwięcej czasu.  Dla Fabio ważne było również to, że Klaudia żyła.

 



Fizyczny stan zdrowia Klaudii poprawiał się z każdym dniem, ale dalej nic nie pamiętała i zachowywała się otępiale.  Badali ją również różni lekarze, ale tylko bezradnie rozkładali ręce. Uraz głowy musiał być tak śliny, że spowodował nieodwracalne skutki. Dlatego trafiła pod opiekę zakonnic, które prowadziły dom opieki dla takich osób. To mogło zaś skomplikować sprawę unieważnienia małżeństwa z Klaudią.  Na korzyść Marka przemawiało jednak to, że już prędzej skierował prośbę do sądu kanonicznego. Wkrótce biskup Antoni mógł Uli i Markowi przekazać dobre wieści. Wraz z dziesiątym sierpnia jego pierwsze małżeństwo zostało unieważnione. Kiedy natomiast decyzja nabrała mocy prawnej i miał papiery na unieważnienie małżeństwa z Klaudią, mógł razem z Ulą pomyśleć o odnowieniu własnego ślubu. Znaleźli się jednak i tacy co uważali, że postępowanie Marka jest haniebne, bo porzucił chorą żonę. Tym jednak nie zamierzali się przejmować, tylko cieszyć się swoim szczęściem.

W czasie swojego drugiego ślubu Ula i Marek mogli już z pełną uczciwością składać przysięgę małżeńską o miłości, wierności, uczciwości i że nie opuszczą się aż do śmierci. Trudno było nie myśleć im o ich pierwszym ślubie, kiedy to słowa przysięgi nie pokrywały się z prawdą, bo ślub brali z rozsądku, a nie z miłości. Po małym rodzinnym przyjęciu był czas na drugą noc poślubną. Trochę minęło również czasu od kiedy po raz ostatni razem dzielili łóżko i dlatego nie mogli doczekać się chwili, kiedy będą mogli oddać się fizycznej miłości. 

 -Pięknie wyglądasz -rzekł Marek, patrząc z pożądaniem żonę i rzucając marynarkę na bok. — I pragnę do bólu. 

-To kochaj się ze mną -odparła Ula, odgarniając włosy.





Dalsza rozmowa sensu nie miała, bo oddali się namiętnym pocałunkom, a ich ubrania w szale pragnienia porozrzucane były po całej sypialni. Pieszcząc się i całując, z każdą sekundą ich pragnienie rosło i chcieli jak najszybciej zaspokoić pierwsze pożądanie. Kiedy byli już nadzy rzucili się na łóżko i tam mogli już w pełni zająć się sobą. Chwilę później po sypialni rozbrzmiały charakterystyczne dźwięki skrzypienia sprężyn.

-To jeszcze nie koniec kochanie -wyszeptał do ucha żony, kiedy złapali spokojny oddech.   — Chwile odpoczniemy i wszystko powtórzymy na spokojnie.

-Liczę na to mężu -odparła, gładząc męża po torsie. — To był intensywne, ale zdecydowanie za krótkie.

Od tej pory życie młodych Dobrzańskich ponownie układało się w kolorowych barwach. Cieszyli się każdym wspólnym dniem i swoimi synami. Oczywiście pamiętali o ostatnich miesiącach, bo wspomnień nie dało się wymazać. Jeździli również do Klaudii w odwiedziny i przywozili przy okazji produkty spożywcze i przemysłowe, bo w ośrodku, choć nie głodowali, dobrobytu nie było. Każda taka wizyta była do siebie podobna. Ula z Markiem zabierali ją na spacer albo szli do pokoju rekreacyjnego. Klaudia za każdym razem na początku była dla nich nieufna, ale Ula postępowała z nią jak ze swoimi dziećmi i potrafiła zaskarbić zaufanie. Było tak przez wiele lat, bo u zakonnic mieszkała do samej starości i w swoim bezpiecznym i beztroskim świecie  czuła się dobrze.

W niecały rok po ślubie rodzina Dobrzańskich ponownie się powiększyła. Tym razem po dwóch synach na świecie pojawiła się córka Marianna i stała się oczkiem w głowie rodziców, braci i dziadków.

-Teraz mam wszystko, co potrzebne mi do szczęścia -mówił żonie krótko po porodzie. — Cudowną żonę, wspaniałych synów i wisienkę na torcie w postaci córeczki.

-To prawda Marek. Oprócz zdrowia nie jest nam już nic więcej potrzebne do szczęścia -odparła z miłością. 

 

KONIEC

 

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Druga żona cz. 7

Następnego dnia, Marek tak jak uzgodnił z rodziną, przyjechał rano w pobliże parku. Przypuszczał również, z której strony nadejdzie Klaudia i dlatego zaparkował tak, aby widział ją w lusterkach samochodu. Szczęście mu dopisało, bo wkrótce pojawiła się w zasięgu wzroku. Z auta wyszedł dopiero gdy je mijała.   

-Po co wróciłaś? -zapytał, odpuszczając sobie przywitanie.

-Pan mnie zna? -zapytała ze zdenerwowaniem, bo na taką niespodziankę nie była przygotowana. Marek miał patrzeć na nią z niedowierzaniem i szokiem, a zachowywał się, jakby minęło parę dni od ich ostatniego spotkania.

-Nie udawaj Klaudia vel Valentina, że mnie nie znasz -mówił, hamując wybuch złości. Byli bowiem na ulicy i nie chciał robić przedstawienia.  — Musimy porozmawiać, a ulica to nie jest dobre -dodał, ściskając za ramię i próbując wepchnąć siłą do samochodu. —Wsiadaj. Pojedziemy najpierw po twoje rzeczy do Bristolu, a później do nas.

-Możesz mnie nie szarpać -odparła, wyrywając się mu. — Nigdzie z tobą nie jadę. Zacznę krzyczeć. Tam na rogu policjant ruchem kieruje.

-Bardzo proszę. Chętnie im opowiem, jak upozorowałaś swoją śmierć i że teraz masz fałszywe nazwisko. Jak myślisz, na kogo kłopoty sprowadzisz?

 -Mogę wsiąść -odparła, po szybkim przemyśleniu. — Śledzisz mnie? -zapytała, kiedy  Marek usiadł i włączył się do ruchu ulicznego. 

-Nie, nie śledzę. Lubię przed pracą posiedzieć sobie w aucie -odparł ironicznie. — Przejrzałem twoją grę. Udajesz obłąkaną, aby wrócić w moje łaski. Specjalnie przychodziłaś do tego parku rano, aby ktoś z firmy cię zobaczył i aby mi doniósł. Ale nic z tego. Nic z twojego planu. Wiem, że z twoją głową wszystko jest dobrze. Dlaczego odeszłaś? -zapytał o to co go interesowało. — Aż tak było ci źle przy mnie?

-Odeszłam, bo nie mogłam mieć więcej dzieci i nie byłeś szczęśliwy ze mną -odparła, bo oprócz historii z utratą pamięci innego pomysłu nie miała. — Mieszkałam w Poznaniu…

-Nie kłam -przerwał jej ostro. — Od dawna wiem, że żyjesz. Pamiętasz Mateusza naszego ogrodnik?  - pytał i widział, jak zmienia się mina byłej żony. — Przed swoją śmiercią powiedział mi, że pomógł ci upozorować samobójstwo i że uciekłaś z Antonio. Byłaś jego kochanką przez ostatnie lata. I tylko dlatego wróciłaś, że Antonio rozbił się swoim samolotem i nie miał cię, kto utrzymywać. A dzieci mogłaś rodzić. Sabotko załatwił ci fałszywe zaświadczenie od lekarza. Tak więc możesz odpuścić sobie jakiekolwiek bajeczki o życiu na ulicy czy w ubóstwie. Łachy nie zmieniły cię w żebraczkę. Za dobrze wyglądasz. Zadbana cera, włosy, wypielęgnowane dłonie.  Widać, że ostatnie lata żyłaś w luksusie.

-Ty z tego co wiem, również całkiem dobrze sobie żyjesz u boku nowej żony -odparła tak, jakby to było czymś złym.

-A, co? Myślałaś, że będę przez całe życie opłakiwał ciebie? Albo, że teraz rzucę się przed tobą na kolana?  -pytał złośliwie. — Już dawno przestałem cię kochać. Zanim jeszcze dowiedziałem się, że żyjesz.  Jak w ogóle można było być tak zimną i dwulicową kobietą. Oszukiwałaś nas i Paulinę. Była twoją najlepszą przyjaciółką, a ty bez żadnych oporów uciekłaś z jej mężem.

-A ty uważasz się za lepszego? -rzuciła wyzwaniem i odzyskując odwagę. — Myślisz, że nie wiem, że przyprawiałeś rogi Antonio.  Paulina prawie jak siostra dla ciebie jest. Założę się, że teraz, gdy jest wdową, dalej spotykasz się z nią.

-Z Pauliną byłem, gdy ty uznana byłaś za zmarłą -odparł ze spokojem. — W czasie naszego małżeństwa nie zdradziłem cię. W przeciwieństwie do ciebie. Nic nie robiłaś, aby nasze małżeństwo było udane i szczęśliwe. Ciągle chodziłaś zmęczona, choć spałaś do południa i nie miałaś czasu dla mnie. Nawet w sypialni nie spełniałaś się jako żona. Dopiero przy Uli zrozumiałem, co to znaczy być szczęśliwym małżonkiem. Ona jest całkiem inna niż ty. Dobra, ciepła, ma czas dla mnie i innych.

-Ale to ja jestem ciągle twoją żoną -przypomniała mu z premedytacją.  — Czy ci się to podoba, czy nie. Jesteś  bigamistą i jeśli dobrze się orientuję, jest to karalne.

-Ulę poślubiłem, gdy byłem wdowcem i miałem prawo ułożyć sobie życie od nowa -odparł, nie dając się jej w żaden sposób sprowokować. — Ty przestałaś być nią, gdy uciekłaś. Każdy sąd weźmie to pod uwagę. Zresztą zamierzam unieważnić nasze małżeństwo, najszybciej jak się da. I to ty będziesz miała większe kłopoty z prawem.

-To ja powiem, że to ty wszystko wymyśliłeś, żeby się mnie pozbyć -zakomunikowała mu, idąc z nim na słowną wojnę.   Za to, że nie mogłam więcej razy rodzić. Mateusz i Antonio nie żyją prawdy i nie powiedzą. Moje słowa przeciw twoim.

-To zostaniesz z niczym -odparł ze spokojem. — Będziesz na ulicy żyła. Tak jak teraz udajesz. Albo w więzieniu będziesz. Ja mogę twoją sytuację poprawić.  Dobrze się zastanów, co jest dla ciebie lepsze. Moje warunki czy twoje.

 



Seniorzy tymczasem siedzieli w kancelarii biskupa i przedstawili mu całą sprawę. Rozmowa w kurii długa nie była, ale obiecująca. Biskup Antoni wysłuchał Dobrzańskich oraz przejrzał dokumenty zaświadczające o śmierci Klaudii i winy Marka, oraz grzechu w jego drugim małżeństwie nie widział. Obiecał również nadać sprawie bieg.  Tak więc po wyjściu z kurii Dobrzańskim humor dopisywał i ze spokojem czekali na syna. Ten podjechał niedługo po tym jak wyszli od biskupa i zaparkował przy krawężniku.    

-Oni co tu robią? -zapytała, kiedy zauważyła byłych teściów rozmawiających z jakimś księdzem przed wejściem do kurii.

-Byli w mojej sprawie u biskupa. Słów jak widzisz, na wiatr nie rzucam, tylko działam.

Chwilę później Dobrzańscy wsiedli do auta. Najchętniej w ogóle by się nie przywitał z byłą synową, ale z grzeczności przywitali się z nią oficjalnym dzień dobry.

- Co powiedział biskup? -zapytał Marek, aby nie zmuszać rodziców do rozmowy z byłą synową.

-Wszystkie argumenty na unieważnienie małżeństwa są po twojej stronie synu -oznajmił z zadowoleniem ojciec. — Antoni obiecał, że sam zajmie się sprawą i postara się przyspieszyć.

-Świetnie tato.

-Będziesz musiał tylko po raz drugi ożenić się z Ulą -dodała Helena.

-To nie problem mamo.

-Aha Marek i sam musisz pójść do kurii.

-Pójdę -odparł ojcu.

-Czuję się, jakbym była powietrzem -odezwała się Klaudia. — Nie jest to miłe.

-Od kiedy interesuję cię uczucia innych? -zapytał Marek. — Ty nie myślałaś przed laty o uczuciach.

-Obiecaliśmy Markowi, że nie będziemy rozmawiać z tobą na temat przeszłości, aby nie podnosić sobie ciśnienia, ale tak się nie da -odezwała się Helena z wyraźną przyganą w głosie. — Jak można było być tak podłym człowiekiem? Twoja matka z beczkę łez wylała z żalu, zanim umarła. Nas wszystkich tu również przyprawiłaś o nerwicę. Tyle nocy nie spaliśmy. Nie wiem, co było gorsze.  Twoja ucieczka z Antonio czy wypisywanie listu pożegnalnego o rzuceniu się do Wisły.

-Ja sam wolałbym prawdę, że odchodzisz -wtrącił Marek. — Oszczędziłabyś wszystkim nerwów i wyprawiania ci pogrzebu. Może chcesz pójść na swój grób?  Cmentarz jest po drodze. Kupisz jakieś kwiaty, zobaczysz jaki wystawny pomnik ci wystawiliśmy.

-Skoro macie mnie za nic, to po co to wszystko? Interesowanie się mną, pomaganie. I co na to Ula, że żonę sprowadzasz?

- To nasza decyzja była i nasz pomysł, aby zabrać cię z Warszawy -wyjaśnił Krzysztof za syna, bo wyczuł, że syn źle zareagował na ostatnie zdanie Klaudii. — Marek najchętniej posłałby cię w diabły. Długo zastanawialiśmy się, czy to dobra decyzja. Pozostając jednak w Warszawie, mogłaś jeszcze więcej głupot narobić. Tam przynajmniej nie będziesz miała tylu okazji. Przygotowaliśmy ci dwa nieużywane pokoje w dawnej służbówce, bo u nas będziesz mieszkać, a nie z Ulą i Markiem.  Będziesz miała wszystko, co potrzebne do życia. 

-I to Ula jest moją żoną nie ty -dodał od siebie Marek.

 

W przeciwieństwie do Dobrzańskich Klaudii, daleka była od zadowolenia. Nie udało się jej udawać, jak w powieści „Powrót do domu” utratę pamięci. Marek w dodatku wiedział, gdzie i z kim spędziła ostatnie lata. Do tego miała zamieszkać u byłych teściów.  Zdawała sobie jednak sprawę, że pieniądze się jej kończyły i aby zapłacić za hotel musiałaby sprzedawać kolejne rzeczy z biżuterii.

Dom seniorów przez te wszystkie lata jej nieobecności, jak zauważyła, wiele się nie zmienił. W holu były te same meble, tapety i lamperia z drewna. Nowością był telefon, fotografie wnuków oraz małe krzesełka. Na podłodze leżały zaś zabawki.  Pamiętała nawet, gdzie znajdują się owa pokoje dla dawnej służby i poszła w tamtą stronę razem z Markiem.

-Daleko mu do pokoju w hotelu -rzekła do Marka, rozglądając się po wnętrzu pierwszego z pokoi. —Szafa, łóżko i miednica.

-Prycza i współwięźniarki są znacznie gorsze -usłyszała zza pleców głos Uli. —Na nic lepszego nie zasługujesz.

 Spotkanie z koleżanką z dawnych lat Ula nie zamierzała na długo odwlekać.  Dlatego razem z dziećmi czekała na powrót męża, teściów i Klaudii. Klaudia zapamiętała swoją koleżankę z dzieciństwa jako nieśmiałą dziewczynę i niewyróżniającą się urodą.  Od Antonio co prawda słyszała, że się zmieniła, ale nie myślała, że aż tak mocno. Zwłaszcza po dwóch ciążach. Teraz gdy obróciła się widok pięknej, uśmiechniętej, szczupłej, zadbanej Uli z Michałkiem na rękach zaskoczył ją. 


- Jest i sama druga pani Dobrzańska -rzekła złośliwie. — Witaj Ulcia. Miło widzieć cię po tylu latach.

-Odpuść sobie grzeczności -odparła jej ze spokojem. — Twój powrót dla nikogo miły nie jest. Tyle złego narobiłaś. Jesteś złą, zepsutą do szpiku kości, podłą kobietą. Zraniłaś tyle osób, które cię kochały. Zamiast być wdzięczna za to co Marek chciał ci dać, zadałaś mu cierpienia. Jeszcze odpokutujesz za wszystko.

-Widzę, że język ci się wyostrzył przez te lata. A powinnaś być mi wdzięczna. Gdybym nie uciekła, teraz nie miałabyś tego co masz.

-Za to mogę ci podziękować. Mam trzy szczęścia. Marka, Huberta i Michałka.

-Dokładnie mówiąc, to możemy podziękować -sprecyzował Marek. — Za to jestem również ci wdzięczny. Mam kochającą żonę i cudownych synów.

 

Powrót Klaudii do żywych wzbudziło sensację. Tak jak można było przewidzieć, wiązało się również z plotkami i domysłami na temat tego co się z nią działo przez te lata.  Ci, co widzieli ją obok firmy, to rozpowiadali, że po nieudanej próbie samobójczej straciła rozum. Większość miała jednak inną teorię i pokrywała się z prawdą. Tajemnicą bowiem nie był, że będąc żoną Marka, nudziła się na wsi. Dlatego też większość dawnych znajomych nie była zainteresowana utrzymywaniem jakichkolwiek kontaktów z nią. Zwłaszcza że druga pani Dobrzańska zdecydowanie bardziej im odpowiadała. Jedyną osobą, która chciała utrzymać z nią kontakt była Paulina. Chociaż ona również uważała, że to, co zrobiła, było nierozsądne.

-Kochanką szybko można zostać, ale szybko można się nią znudzić -mówiła jej Febo podczas pierwszego spotkania po latach. — A żoną zostaje się na zawsze. Jeśli musiałaś kogoś mieć, trzeba było mieć na miejscu.

-Skusiło mnie życie w dużym mieście i luksusie.

-To powiedz, chociaż kim był ten mężczyzna i co się stało, że cię rzucił?

-Taki jeden bankier z Austrii -odparła szybko i zmieniała temat. — Teraz żałuję, że prędzej nie pomyślałam, aby nie skontaktować się z Markiem i jakąś sumkę wyciągnąć od niego za ponowne zniknięcie z jego życia.

-Szkoda. Ale znam dobrego prawnika i nawet jeśli twoje małżeństwo zostanie unieważnione, to może uda się mu wyegzekwować uposażenie dla ciebie.

 

W kolejnych dniach Klaudia praktycznie nie wychodziła ze swojego pokoju i tylko Paulina ją odwiedzała.

-Taka dobra rada Paulino -rzekł jej Marek po jednej z takich wizyt. —Ja z nią bym się tak nie spoufalała.

-Robię uczynek miłosierdzia Marco?  To źle?  Wszyscy się od niej odwrócili. Tylko nie ja.

-Rób, jak chcesz. Nie mów później, że cię nie ostrzegałem.

Z kurii tymczasem już po tygodniu przyszły dobre wieści i wszystko wskazywało na to, że ślub Marka z Klaudią może być uznany za unieważniony.  Marek złożył również doniesienie na policji. Klaudia w obu przypadkach próbowała winę zrzucić na Marka, ale nikt w jej wersję nie uwierzył. Z braku pomysłów postanowiła skorzystać z prawnika poleconego przez Paulinę.

Do domu Febo szła więc z nadziejami, że spotkanie z prawnikiem rozwiążę jej kłopot. Kiedy przyszła Paulina odpoczywała w buduarze i tam właśnie zaprowadziła ją pokojówka Pauliny.  W czasie przywitania Febo zauważyła pierścionek na dłoni Klaudii. Już raz widziała go przed paroma miesiącami ukrytego w szufladzie Antonio.