poniedziałek, 10 stycznia 2022

Decyzje 2/5

Pierwsza część w grudniu była publikowana.

 

Chwilę po przyjściu Sebastiana do biura Marka również  i Ula pojawiła się u niego.  Nie weszła jednak, bo usłyszała ich rozmowę zza niedomkniętych drzwi.

-Powtarzasz się -usłyszała głos Marka — Już wczoraj wszystko mi to mówiłeś. Masz coś nowego?

-Pomyślałeś o Uli? O tym, co może się z nią stać? Paulina zemści się nie tylko na tobie, ale i na niej, jak dowie się, że z nią spałeś. Postąpi jak z Lidką, Asią.

-Nie gorączkuj się Seba. Tylko my wiemy.

-Na twoje szczęście -wtrącił ze zdenerwowaniem.  — Nawet boję się pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby ktoś się dowiedział. Chodzisz z nią, gdzie popadnie. Ktoś was zobaczy, powie Pauli i się zacznie. 

-Z Ulą to całkiem inna sprawa. Nie pozwolę, żeby cokolwiek jej zrobiła.

-Mówisz tak jakby ci na Uli zależało -odparł, spoglądając na przyjaciela. Dlatego dojrzał jego dużo mówiącą minę. — Nie Marek -dodał z niedowierzaniem.  — W co ty się pakujesz? Za niecałe trzy tygodnie się żenisz, a na amory cię wzięło. I to z kim.

-Po zarządzie zamierzam odwołać ślub -oznajmił szybko i poważnie.

-Co!? Zwariowałeś Marek? To będzie twoje samobójstwo.

-A mam się dać wykończyć psychicznie przez Paulinę -mówił z poirytowaniem. — Weź te prezenciki Seba -dodał, wyciągając z szuflady rzeczy, które niedawno dostał od Olszańskiego. — Tylko kłopoty przez nie miałem. Paulina je znalazła, omal nie przeczytała liściku. Nie mam pewności, czy Ula nie przeczytała, kiedy była po dokumenty. Sam coś kupię Uli, jeśli będę chciał jej coś podarować.

-Marek nie zmieniaj tematu. Ty się musisz ożenić z Paulą -mówił stanowczo. — Bez dwóch zdań. Oboje Febo nie darują ci tego. Nawet Aleks za takie znieważenie Pauliny. Zniszczą ciebie, Ulę, mnie.  Mogą pociągnąć na dno całą firmę, jak przypadkiem dowiedzą się, że firma kiepsko przędzie.

-Seba nie zamierzam się poświęcać. Zdania nie zmienię. Będzie, co będzie.

Dalej nie podsłuchiwała, tylko cicho wyszła na korytarz. Wróciła po chwili, robiąc delikatny hałas w sekretariacie Wioli. Tym samym przerwała dyskusję Marka i Sebastiana.

 

W czasie przerwy miała czas, aby pomyśleć nad tym, co usłyszała. Zrozumiała też, że Sebastian pomimo niechęci do niego ma sporo racji. Paulina już teraz na jej liście wrogów i osób nieprzychylnych była na pierwszym miejscu. Nie chciała też, aby na Marku się mściła. Za bardzo go kochała. We firmie natomiast miała swoje pierwsze prawdziwe przyjaciółki i o nich również nie mogła nie pamiętać. Ela sama wychowywała syna, a Ala była w tym wieku, że utrata pracy wiązała się z problemami znalezienia nowej. Jedynie o Izę mogła mniej się martwić. Na razie miała przed sobą parę dni na spędzenie czasu z Markiem. Paulina miała bowiem wrócić za pięć dni z Mediolanu. Później zniknie z jego życia. Choć będzie to bardzo trudne. Kiedyś, jak myślała, może pozna kogoś, którego zdoła choć trochę pokochać.  Cieszyło ją jednak to, że dla Marka nie była tylko planem Seby  i naprawdę coś czuł do niej. Z tymi myślami poszła do niego.

-To, co dzisiaj robimy? -zapytał zaciągając żaluzję w oknie wychodzącym na korytarz.  

-Może pojedziemy, gdzieś za miasto na piknik? Zorganizuję jakieś ciasteczka, coś do picia.

-I koniecznie truskawki Ula.

-Będą i truskawki Marek.

-Już nie mogę się doczekać -odparł tuż przy ustach Uli. 


 

Kwadrans później humor Marka prysnął. Popołudniową pocztą bowiem dostał pewien list. Nie był to zwykły list, tylko anonim z powycinanymi literami z czasopism.

WI EM    ŻE   TY    I   ULA   SPOTYKACIE   SIĘ.   ZAPŁAĆ    A    SŁ0WA   NIE   PISNĘ.  WIECZOREM  ZA   2   DNI    UKRYJ  10  TYŚIĘCY   ZA   ŚMIETNIKIEM   ŻABA   W   PARKU  PRZY   FIRMIE   W   ZIEMI.  INACZEJ  PAULINKA    SIĘ    O   WSZYSTKIM   DOWIE.

 

Z listem poszedł od razu do Sebastiana.

-Zobacz, co dostałem -rzekł, rzucając mu kartkę na biurko.

-Pięknie. A podobno nikt nie wiedział o was. Ulka?

-Co Ulka?

-Wysłała go.

-Zwariowałeś Seba -odparł z oburzeniem.  — Po co miałaby to robić?

-Sam mówiłeś, że może znalazła prezenty i liściki i z zemsty mogła. W domu się nie przelewa.

-Ula taka nie jest Seba -odparł pewny swoich słów.

-To może jej przyjaciółki? Wygadała się przed nimi. Ala wiedziała, kiedyś o waszym spotkaniu.  Ela samotna matka mogła się pokusić.

-Może Olszański, żebym się przestraszył i zrezygnował ze spotkań z Ulą -rzucił z ironią.

-A ten sąsiad Uli? Jak mu było? Bartek? -pytał, nie odpowiadając na jego docinki.

 - On nie bawiłby się w wycinanki i więcej zażądał.  Zobacz na literę D. Wycięta jest z naszej wizytówki. Koperta nie miała też znaczka, więc ktoś musiał stąd podrzucić. I nie mów nikomu o tym anonimie.

-I co chcesz zapłacić?

-Do niedzieli wieczór mam czas na zastanowienie się, co zrobię.

 

 

Popołudniowe spotkanie z Ulą pomimo jego problemów upływało im spokojnie. Marek po raz kolejny mógł się przekonać, jak miło można spędzić czas z Ulą. Ani przez chwilę nie nudził się przy niej. Na kocu, który Marek skądś wyczarował były truskawki, mały szampan, rogaliki Cornetto i sok. Piknik zaczęli od paru łyczków szampana, aby za ponad godzinę Marek mógł odwieźć Ulę do domu i samemu wrócić do Warszawy. 


 

-Za co pijemy Ula? -zapytał, otwierając szampana.

-Za przyszłość. Żeby wszystko ułożyło się w naszym życiu.

-Czyli za nas -sprecyzował, nalewając trunek do trzymanych przez Ulę kieliszków.

Szampanem Ula wolno się delektowała, bo bąbelki przyjemnie łaskotały podniebienie. W smaku również był bardzo dobry. Kiedy przełknęła ostatni łyk, Marek jakby czekając na ten moment, przyciągnął do siebie i bez protestów ze strony Uli pocałował.

Nasze ostatnie pocałunki, a jeszcze niedawno były te pierwsze -myślała, pozwalając, aby Marek wdarł się językiem w jej usta, a nie ograniczał się do zwykłego pocałunku. Muszę zapamiętać te chwile.  Jutro sobota, pojutrze niedziela i się nie zobaczymy. Później tylko dwa dni zostaną. W środę po zarządzie powiem Markowi, że odchodzę. Dokończę ten fałszywy raport i się pożegnamy.

Pocałunek, który jak dla Uli mógł trwać wiecznie, przerwała jednak pszczoła, która zaczęła fruwać obok ich twarzy, a Marek zaczął ją odganiać.

-Wie, gdzie słodkie Ula -rzekł, obracając wydarzenie w żart. 

-To lepiej zjedzmy nasze truskawki, zanim się do nich nie dobiorą -odparła, siadając na kocu.

-Tak tu miło i spokojnie, że aż trudno uwierzyć, że jesteśmy tak blisko Warszawy -odparł z rozmarzeniem, kiedy położył się na kocu, wsparł się na łokciu i przypatrywał się siedzącej Uli. — Chciałbym, mieć takie spokojne życie jak tu jest.

-Z dala od Wioletty, knującego Aleksa, humorów Pshemka -wymieniała w żartach Ula.

-Pauliny -dodał na serio od siebie i bardziej do siebie, ale Ula usłyszała. — Takie miejsca kojarzą mi się z czasami, gdy byłem harcerzem i jeździłem na obozy -dodał, zanim Ula zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. — A później pod namiot. Muszę w to lato wybrać się pod namiot, gdzieś w pobliżu lasu i jeziora.

-Mi las kojarzy się głównie ze zbieraniem jagód w czasie wakacji -odparła Ula.

Reszta popołudnia upłynęła im w takiej samej atmosferze. Opowiadali sobie o dzieciństwie, jedli truskawki i rogaliki oraz popijali sok.  Później Marek odwiózł Ulę do domu. Z Cieplakami posiedział chwilę i pojechał do siebie. Tam wrócił myślami do problemów w firmie.

 Może nie warto brnąć w kłamstwo co do kondycji firmy i lepiej posłuchać Uli, powiedzieć prawdę ojcu,  przyznać się do porażki i odejść z Ulą. 


Następnego dnia Ula miała wizytę u ortodonty. Nie zdążyła jeszcze dojść do przychodni, kiedy dostrzegła Marka opartego o swój samochód przed przychodnią.  Marek również ją zauważył i zaczął iść w jej stronę.

-Cześć Ulka -rzekł, witając się z nią również pocałunkiem.

-Cześć. Co tu robisz?

-Chcę być pierwszą osobą po lekarzu i pielęgniarce, który zobaczy twój uśmiech w pełni.

-Miłe. Zwłaszcza że jest sobota po ósmej i mogłeś pospać dłużej.  

-Nie jestem z tych, co długo śpią.

Pół godziny później Ula wyszła z gabinetu i mogła w końcu uśmiechnąć się, pokazując piękne zęby.

-I? -zapytała.

-Pięknie. Jadłaś śniadanie? Bo ja nie i chętnie cię zaproszę.

-Nie jadłam, bo byłam za bardzo zdenerwowana.

Na śniadanie poszli do najbliższego baru i zamówili sobie grzanki czosnkowe z jajkiem sadzonym, twarożek i herbatę. Śniadanie było, jak okazało się tylko preludium tego, co miało dziać się później. Po śniadaniu zamiast do Rysiowa Marek pojechał bowiem w stronę firmy.

-To teraz do firmy -rzekł, choć Ula sama widziała, dokąd zmierza.

-Nie mów, że naszło cię na pracę?

-Chcę pobyć trochę z tobą sam -wyjaśnił.

Rozsądek Uli mówił, aby odmówić, ale serce wbrew temu co innego. Uciekał też czas i miały to być też jedne z ostatnich chwil spędzonych z Markiem. Później będzie miała tylko wspomnienia, których nikt jej nie zabierze. Gdy tylko znaleźli się w gabinecie Marka, objął ją, oparł o drzwi i zaczął całować. To był długi namiętny pocałunek, pod wpływem którego przez jej ciało przeszedł dreszcz.

-Co ty ze mną robisz Ula -wyszeptał między pocałunkami. —Od czasu SPA nie potrafię myśleć o niczym innym niż o całowaniu się z tobą.

-Wolę komplementy o mojej inteligencji.

-Ale całość daje kobietę idealną -odparł, prowadząc w stronę kanapy. Tam posadził sobie ją na kolanach i wrócił do pocałunków.

Tu mnie weźmie -myślała gorączkowo Ula. — Tak jak Klaudię, Mirabelę, Domi i nie wiadomo kogo jeszcze. Czy chcę dołączyć do tego klubu? Czy chcę szybkiego seksu z Markiem? W SPA było tak czule i spokojnie.

Markowi dokładnie takie myśli chodziły po głowie, ale wolał  łóżko na takie sprawy, a nie biurko czy na kanapę. A przynajmniej w przypadku Uli. Mimo to nie przerywał przez dłuższy czas pocałunków i pieszczot. Usta Marka całowały nie tylko twarz Uli, ale szyję, włosy i dekolt. Sama Ula tymczasem cicho wzdychała. To oraz szybszy oddech Uli sprawił, że z ociąganiem przerwał pieszczoty.

-Jesteś piękna i pragnę cię, ale to nie jest dobre miejsce -wyszeptał, patrząc w błękitne oczy Uli. —Lepiej jak kawy się napijemy.  

-Dobry pomysł Marek -odparła, wstając z jego kolan i poprawiając bluzkę. — Pójdę zrobić.

-A ja zorganizuję coś do kawy. Wiola lubi mieć schowane ciasteczka. 

Po wyjściu Uli, Marek zajął się szukaniem ciasteczek w biurku Wioli. Kiedy otworzył jedną z szuflad zauważył liścik napisany przez Sebą z zaleceniami co do Uli, a który on sam dwa dni temu potargał i wyrzucił do kosza. Teraz był posklejany i leżał wraz z  gazetą z powycinanymi literami.  Teraz musiał podjąć decyzję co z tym zrobić. 

 

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Święta dawniej i dziś 3/3

Kiedy szli w swoją stronę, Ula zauważyła jakiegoś mężczyznę siedzącego na ich ławce. Mężczyzna dobrze nie wyglądał, dlatego przysiadła się na chwilę.

-Wszystko dobrze proszę pana? -zapytała, ale tylko popatrzył na nią.

-Cześć Ulka. Stało się coś z panem.

-Jest jakiś dziwny. Zadałam mu pytanie, ale nie odpowiedział.

Marek również spojrzał na niego.

-Pan Romatowski -zapytał nieznajomego. Ten spojrzał na niego, ale jakoś nieprzytomnie. — Jak byłem dzieckiem, byliśmy sąsiadami. Marek Dobrzański, a moi rodzice to Helena i Krzysztof -mówił, ale mężczyzna nic nie odpowiedział. — To może być udar Ula. Trzeba zadzwonić na pogotowie.

Do czasu przyjazdu pogotowia Ula i Marek zostali przy chorym.

-To pan Karol Ula -wyjaśniał jej.  — Pamiętam go z dzieciństwa Mieszkał parę domów od nas. A jego żona uczyła mnie biologii. Zmarła jakoś latem tego roku. Muszę zadzwonić do jego syna. Mam chyba jeszcze jego numer.

Syn pana Karola Rafał był w pobliżu i pojawił się, gdy pogotowie jeszcze zajmowało się chorym.

-Cześć Marek. Dzięki jeszcze raz za telefon. Jechałem tutaj, bo tak myślałem, że tu mógł przyjechać ojciec.

-Nie ma sprawy Rafał.

-Latem zmarła moja mama i tato nie mógł nigdy pogodzić się z odejściem jej -kontynuował łamliwym głosem. — Twoi rodzice odeszli razem, a gdy odchodzi jedno, drugie cierpi, gdy się tak kochało, jak oni. Byli ze sobą pięćdziesiąt osiem lat.  A tu sześćdziesiąt lat temu we wigilię oświadczył się mamie. Ławka od dawna jest inna, ale to miejsce i to drzewo. Tato mówi o nim drzewo miłości i szczęścia. Oni je razem zasadzili w czynie społecznym i wtedy się poznali. Tyle lat razem na dobre i złe.

-Prawdziwa miłość -odezwała się cicho Ula. —Taka smutna i wzruszająca historia.

-Przepraszam Rafał. Nie przedstawiłem ci Uli -rzekł Marek, gdy zauważył, że Rafał spojrzał na Ulę.  — To Ula. Moja żona.

-Była żona -sprecyzowała Ula.

-Tak. Rozwiedliśmy się we wrześniu -dodał Marek.

-Moi rodzice, gdy miałem jakieś piętnaście lat, również chcieli się rozwieść. Wszyscy się dziwowali, że takie szczęśliwe małżeństwo a tu takie coś.  Jeden kapłan poradził im, aby wzięli kartkę  i wypisali, co ich łączy, a co dzieli. Kiedy tak zrobili wyszło na to, że łączy ich parę razy więcej niż dzieliło. Naprawili błędy, wrócili do wspomnień i dożyli pięknych szczęśliwych lat. Tato gotowy do transportu i ja się pożegnam. Pojadę od razu do szpitala.

 


 Kiedy karetka odjechała, a  Rafał pożegnał się z nimi i pojechał do szpitala, Ula z Markiem zostali jeszcze chwilę w parku.  

-Nie wiedziałam, że dzielimy się kimś z naszą ławką -rzekła Ula.

-Tyle rozmów tutaj prowadziliśmy. Miłych i niemiłych.

-Nie było niemiłych Marek. Od kiedy jest między nami niemiło, nie byliśmy tu razem.

-Racja Ula.

-To, co jedziesz ze mną czy do mieszkania wracasz?  Zostawiłam Sebastiana z dziećmi i obiecałam, że będę za jakąś godzinę. A już prawie dochodzi druga godzina, jak zajmuje się nimi. I miłe, że się pogodziliście.

-Dzięki tobie.  Dlaczego przyszłaś tutaj.

-Było mi po drodze. I tu są nasze wspomnienia -dodała w myślach. A ty?

-Do lasku daleko a nad Wisłą buro. I tu jest nasza ławeczka -pomyślał.  — Tu przynajmniej w miarę ładnie.

 

Do domu wrócili ku radości dzieci razem. Chwilę jeszcze posiedzieli z Sebastianem i dziećmi przy świątecznym cieście i opowiedzieli co spotkało ich w parku. Później odprowadzili Sebastiana na dwór.

-Jesteście jak dzieci i mam już was dość -rzekł im ostro, kiedy przystanęli przy jego samochodzie. —Ta historia którą mi opowiedzieliście powinna dać wam do myślenia.  Ty Marek kochasz Ulę. I nie mów mi, że tak nie jest, bo przyznałeś mi się do tego. A ty Ula kochasz Marka, bo należysz do tego typu kobiet, które tylko raz kochają. Weźcie ogarnijcie się w końcu. Macie trójkę wspaniałych dzieci. I przepraszam, że na was krzyczę. Inaczej się nie daje. Są święta i dobry czas na naprawę błędów. Na razie miłych świąt życzę - dodał i nie czekając na odpowiedź wskoczył do swojego samochodu.

-Powiedział, co wiedział -rzekł Marek.

-Czas zająć się wigilią Marek –odparła mu Ula.

 

Wigilia jak na rozwiedzioną parę i obecność Cieplaków minęła całkiem miło. Najgorszym momentem było dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń szczęścia i radości. Marek został również dłużej, aby pobyć jeszcze z dziećmi. W końcu zrobiło się późno a na dworze po opadach mrożącego deszczu ślisko i został na noc. Kiedy dzieci poszły spać, Ula z Markiem wzięli się za sprzątanie po wigilii.

-Rafał wysłał życzenia i napisał, że z jego ojciec źle nie jest -mówił, spoglądając na ekran telefonu.  — Okazało się, że o nie udar, tylko leki. Pomylił dawki i go przymuliło. Popadł w depresję po śmierci żony.

-To dobrze, że to tylko leki.

-Ula ty też bierzesz leki. Mówiłaś, że przez problemy w firmie, ale nie wierzę. To przez rozwód prawda.

-A co to zmieni, jeśli powiem, że tak? Nie jestem silną kobietą. Jest mi ciężko.

-Przepraszam Ula. Gdybym tylko mógł cofnąć czas.

-Tylko to umiesz powiedzieć -mówiła ze zdenerwowaniem. — Nic więcej. A to ja jestem wszystkiemu winna. Ja cię zdradziłam pierwsza. Przed sądem tak wyglądało. Taki był pozew. O twojej zdradzie nie było wspomniane, a boli tak samo mocno. Może nawet bardziej. Ja zdradziłam cię w afekcie, a ty z premedytacją odegrałeś się.

-Nie Ula. To nie było z zemsty. Za dużo wypiliśmy, czułem się taki samotny i się stało. Kiedy obudziłem się obok niej, czułem się podle. Nie miałem nawet odwagi wrócić do mieszkania. Ona wierzyła, że może coś być między nami, a musiałem powiedzieć jej brutalną prawdę, że to był błąd.  Zawiodłem tyle osób i teraz płacę za wszystko. Kiedy przed laty wybaczyłaś mi ten głupi plan Seby, obiecałem sobie, że więcej razy nie będziesz płakała przeze mnie, a płakałaś. Nie zasługuję na ciebie.

- Wiesz, o co mam do ciebie największy żal? -zapytała.  

-Że okłamałem cię, że Natalia to znajoma Seby?

-Nie.  O to, że się nie wytłumaczyłeś. Nie poprosiłeś mnie nawet o wybaczenia. Może zrozumiałabym i wybaczyła.

-Wybaczyłabyś? -pytał, jakby nie dosłyszał.

-Tak Marek. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to wybaczy się najgorsze rzeczy. Pod warunkiem, że się błędu nie powiela. Już raz ci powiedziałam to. Idę spać Marek. Dobranoc.

 

Następnego dnia, kiedy Ula zeszła do kuchni, aby zrobić śniadanie dla dzieci, Marek nastawiał ekspres od kawy i robił śniadanie.

-Zrobiłem listę Ula tego, co nas łączyło, a co dzieliło i wychodzi na to, że nie ma rzeczy, które nas dzieliły.

-Ja też zrobiłam taką listę i też nie znalazłam takich rzeczy.

-Widocznie byliśmy za idealni. Nigdy się nawet nie pokłóciliśmy.

-To może był nasz błąd Marek, bo nie potrafiliśmy poradzić sobie w pierwszej kryzysowej sytuacji.

-Jeśli poproszę cię o wybaczenie, zrobisz to?

-Tak Marek. Tylko czy to coś zmienia? Jesteśmy po rozwodzie.

-Zmieni. Czuję się lepiej, a jednocześnie jak ostatni drań, bo ja nie potrafiłem.

-Mama i tata razem super -usłyszeli głos Julki.

-Zostaniesz z nami cały dzień? -zapytał Kuba.

Pierwszy dzień świąt spędzili w piątkę i było tak jak w poprzednich latach. Razem jedli, byli w kościele na spacerze, obejrzeli bajkę, zagrali w planszówkę, wykąpali Antosia, śmiali się i rozmawiali. Marek tego wieczoru ponownie nie pojechał do siebie. Mróz spowodował awarię magistrali ciepłowniczej w dzielnicy, gdzie mieszkał i byłby bez ogrzewania i ciepłej wody. Spać oprócz Antosia poszli przed jedenastą. Marek liczył, że uda się mu porozmawiać jeszcze z Ulą, ale gdy wzięła relaksującą kąpiel a później on prysznic i zajrzał do sypialni żony Ula już smacznie spała. W tym się nie mylił, bo Ula  pierwszy raz od paru tygodni spała spokojnie jak dziecko. Zapomniała nawet o swoich lekach.

Następnego dnia nastąpił w końcu przełom w relacji Uli i Marka. Ula obudziła się przed szóstą, ale czuła się wyspana. Szybko okazało się, że nie tylko ona już nie śpi, bo gdy chciała zejść na dół, zauważyła łunę. Będąc jeszcze w połowie schodów usłyszała również znane puszczone bardzo cicho melodie. Chwilę później, gdy była już na końcu schodów zauważyła Marka siedzącego na podłodze tuż przed telewizorem i oglądającego rodzinne nagrana z okresu świąt. Sama nie ujawniła się, tylko usiadała na ostatnim stopniu i oglądała z daleka siebie, Marka i ich dzieci z czasów, gdy byli bardzo szczęśliwi. Kiedy ostatnie nagranie zostało obejrzane, Marek przełączył się na rodzinne zdjęcia.



 

Na koniec otworzył plik pod tytułem Ślub Uli i Marka.  W pewnej chwili ręka Marka powędrowała do twarzy Uli widniejącej na ekranie.


 

-Tak bardzo cię kocham -wyszeptał, ale Ula dosłyszała, co powiedział.

-Nie śpisz już? -zapytała trochę bezsensu.

-Obudziłem się niedawno i postanowiłem pooglądać telewizje -odparł,  wstając z podłogi. — Ale nic o szóstej rano nie ma. A ty, dlaczego tak wcześnie wstałaś?

-Bo się wyspałam. Pierwszy raz od paru tygodni.

-Cieszę się Ula. Może kawę zrobię dla nas?

-Później -odparła, stając naprzeciwko Marka. — Teraz chcę porozmawiać Marek.

-Ula ja zacznę –rzekł, zbierając myśli. — Jest mi potwornie ciężko samemu. Nie było wieczoru, żebym o was nie myślał. Samotne posiłki są nie do zniesienia. I nigdy nie wybaczę sobie, że zraniłem i zdradziłem jedyną kobietę, którą kochałem i kocham. Seba miał rację krzycząc na nas. A pana Romatowskiego w pełni rozumiem, że tęsknota zabija. Tak bardzo chciałbym życia sprzed dwóch lat.

-I ja tego chcę od życia Marek –mówiła, wpatrując się w męża. — Chcę, żeby było jak dawniej. Chcę dawne święta, a nie dzisiejsze. Niby razem spędzone, ale i oddzielnie.  To moje jedne z najgorszych świąt. Kocham cię i nie potrafię przestać. Jest mi cholernie ciężko, kiedy nie ma cię przy śniadaniu czy kolacji. Chcę, żebyś tu wrócił.

Dalej już nic nie powiedziała, bo Marek wypowiedź przerwał pocałunkiem.

-Budzimy dzieci, żeby im powiedzieć, że znowu będą miały pełną rodzinę? -zapytał, kiedy przerwał pocałunek.

-Niech się wyśpią Marek. Poszli późno spać.

Kiedy Kuba i Julka zeszli na dół czekało na nich śniadanie i niespodzianka.

-Tato wraca do nas. Znowu będziemy prawdziwą rodziną -oznajmiła Ula najprościej jak się dało.

W zamian odpowiedzi dzieci mocno przytuliły się do nich.