poniedziałek, 13 czerwca 2022

Testament cz. 15

W poniedziałek Aleksander Febo o dziewiątej pojawił się na komisariacie w sprawie włamania  do kancelarii pana Moniuszko. Na przesłuchanie  przyszedł bardzo pewny siebie. Porucznik Minko szybko jednak jego pewność zburzył. 


 

-Pan Moniuszko uporządkował papiery i z jego słów wynika, że  znikły tylko dokumenty dotyczące pani Cieplak -mówił, przyglądając się uważnie Febo, bo z twarzy i zachowania można było wiele wyczytać. — A tylko pan miał interes w tym, aby dokumenty zaginęły.

- Jestem o coś podejrzany -odparł po chwili. Słowa te jednak wypowiadał nie z oburzeniem, ale jakby z zaskoczeniem.

-Owszem. Z paragrafu 101, 289. Włamanie, nękanie tak w skrócie.

-Absurd jakiś. Do niczego się nie przyznaję.

-Dziwnym zbiegiem okoliczności w piątek pani Cieplak miała  podpisać papiery, a w czwartek ktoś się włamał do kancelarii.

- Nie mam nic z tym wspólnego -odparł odzyskując pewność. — Cały dzień byłem we firmie. Widziało mnie sporo osób. Mam alibi na ten czas.

-To nie oznacza, że nie  jest pan winny.  Mógł pan zlecić włamanie.  To jest zresztą najbardziej prawdopodobne.

-Nikomu nic nie zlecałem -mówił kategorycznie.

-Druga sprawa panie Febo -kontynuował porucznik, przeglądając teczkę z papierami. — W piątek pani Cieplak dostała list. Konkretnie samo zdjęcie pana Marka Dobrzańskiego. Niby nic takiego, ale jeśli zagłębić się w słowa napisane na odwrocie można śmiało wyczytać ze słów szantaż -mówił, pokazując mu dowód w sprawie.  Jeśli się kogoś naprawdę kocha, można zrobić dla tego kogoś wiele. Pomyśl nad tym. Emocjonalnie chce pan zmusić panią Cieplak do zrzeczenie się mieszkania.  

-Do niczego nie chcę jej zmuszać. I już raz oskarżali mnie o jakiś list. Proszę dokładnie wypytać o to panią Cieplak i Marka Dobrzańskiego. Może to ich gra i wszystkie winy chcą na mnie zrzucić za to, że nie zamierzam oddawać mieszkania, które należało przez lata do mojej rodziny.

-Dziwi nas ta pana zawziętość panie Febo -mówił Minko prowokacyjnie. — Przecież w testamencie wyraźnie jest napisane, że w razie problemów pan i pana siostra tracicie pozostałą część spadku. Dom w Rembertowie, samochód, biżuteria i oszczędności znacznie przewyższają wartością koszt mieszkania.

-Może mam sentyment do tego mieszkania.

-Wracając do zdjęcia, to proszę skontaktować nas z siostrą. Z nią również musimy porozmawiać. Była kiedyś narzeczoną pana Dobrzańskiego i może chcieć się zemścić.  A pan na razie nie opuszcza Warszawy.

Tuż po jego wyjściu porucznik Minko przekazał swojemu zwierzchnikowi, że zrobił tak, jak mu mówiono, minął się prawdą o zaginionych dokumentach i że Febo ma ogon. Febo tymczasem w kiosku rozmienił pieniądze i poszedł zadzwonić z jednej z budek telefonicznych.

 

Dwie godziny później na komisariacie pojawiła się Ula wraz z Markiem, aby złożyć zeznania w sprawie listu, jaki Ula dostała w piątek.  Porucznik Minko musiał spytać ich również o poprzedni list.

-Fakt już raz oskarżaliśmy  go z Markiem o wysłanie listu, ale okazało się, że się myliliśmy -wyjaśniła Ula. — To mój sąsiad i koleżanka liczyli na łatwy zarobek. Już im powiedziałam, że wiem, że to oni i że w każdej chwili mogę donieść na nich na milicję.

-Mimo to musimy sprawdzić również i te osoby czy nie stoją za tym listem. 

 

Po wizycie na Komisariacie Milicji Obywatelskiej oboje pojechali odebrać ze szpitala Cieplaka.  Kiedy weszli do jego sali, Józef był już gotowy do wyjścia. Torba była spakowana, a w dłoniach trzymał wypis i recepty. Pozostało mu tylko pożegnać się z dwoma pacjentami z sali.

-W końcu do domu wracam -rzekł z nieukrywaną radością, kiedy wychodzili na korytarz. — Ponad tydzień leżenia i nudy. Nie jestem nauczony. W domu zawsze coś się znajdzie do roboty -mówił, patrząc na Marka.  

-Tato nawet nie myśl, że będziesz coś ciężkiego w domu robić - wtrąciła momentalnie Ula. — I torbę mi oddaj.  

-Ja torbę wezmę  -odezwał się Marek. —Ula ma rację. Powinien pan odpoczywać.

-Rąbać drzewa przecież nie będę -odparł obojgu.  — To sam wiem. Jak ja się panu odwdzięczę panie Marku  -zmienił temat rozmowy. — Tyle pan robi dla nas. Dla Uli dla mnie dla Jaśka i Betti. Wozi pan swoim samochodem, chowa drzewo, chce ziemniaki zbierać, jakbyśmy mieli zasadzone.

-Wystarczy Marek panie Józefie. I nie liczę na wdzięczność. Wystarczy, że nie przepędził mnie pan i pozwala na spotkania z Ulą.

-Taki chłopak dla Uli to prawdziwy sklep -mówił do uśmiechającego się Marka. Marek wiedział, że jest mile widziany, ale co innego wiedzieć od kogoś, niż usłyszeć na własne uszy.

-Dziękuję i postaram się nie zawieść pana panie Józefie.

 

Jeszcze tego samego dnia na późne południem Marek umówił się na mieście na spotkanie z Sebastianem. Ostatnio nie mieli okazji się widzieć ani rozmawiać nawet przez telefon i nazbierało się trochę nowinek. Klub Non stop nie był zatłoczony jeszcze o tej porze i tam udali się na małe piwo. 


 

-Jednak miałem rację co do Uli i Pauliny -rzekł, kiedy Marek opowiedział mu o ostatnich wydarzeniach ze swojego życia.

-Całkowitą. Teraz zastanawiam się, jak mogłem tyle czasu wytrzymać z Pauliną. A jak twoje sprawy z Wiolą?

-Bardzo dobrze -wyraźnie zaczął się uśmiechać. — Jest urocza pomimo swoich wad i cudownie całuje. Zmęczyło mnie tylko jeżdżenie tu na randki. Oprócz soboty i niedzieli przyjeżdżam jeszcze we wtorki i czwartki. Jeśli jestem PKS-em albo koleją muszę czas pilnować, a na motor to benzyny brakuje. Najchętniej wynająłbym, jakąś kawalerkę albo pokój i znalazł tu pracę.

-Chyba będę mógł ci pomóc w tym  pierwszym już teraz Seba. Ula odziedziczyła mieszkanie i zamierza je wynająć. Cztery pokoje, kuchnia, łazienka, wszystkie media, ładna okolica.

-Dzięki Marek, ale dyrektorem nie jestem i nie stać mnie na tak duże mieszkanie. Muszę jeszcze pracę znaleźć.

-Ale na spółkę zamieszkać ze mną byłoby cię stać?

-Przecież masz gdzie mieszkać.

- Nie lubię tego apartamentowca. Paulina się uparła, a tamte mieszkanko podobało mi się.

-Chyba że tak Marek.

-W środę porozmawiam z Ulą. Co do pracy to może uda mi się ciebie wkręcić do F&D. Z tego co się orientuję, kadra umysłowa jest po pięćdziesiątce i pomału będą odchodzić na emeryturę i będzie potrzebny ktoś młody i zdolny. W środę rano idę do rodziców, to spytam ojca.

-Marek jesteś super gość -rzekł z szacunkiem i poklepując po przyjacielsku. — Tak naprawdę dopiero się poznajemy, a ty tyle dla mnie robisz.

-Ciągnie mnie do ciebie tak jakoś Seba. Nadajemy na tych samych falach. Pogadamy w czwartek, jak przyjedziesz na randkę do Wioletty. Przy okazji będziesz mógł obejrzeć mieszkanie.

-Mi pasuje. Czuję, że jak razem zamieszkamy, będzie całkiem miło.

 

Następnego dnia Marek musiał pójść do pracy. Ula natomiast tego dnia mogła podpisać ostateczne papiery i stać się  już jedyną właścicielką mieszkania. Pan Moniuszko postanowił na temat włamania długo się nie roztaczać. Zwłaszcza że milicjant powiedział mu, aby nic nie mówić o tym, że papiery dotyczące Cieplak były a zaginęły inne i że najprawdopodobniej Febo chciał zyskać na czasie.

-Już od początku sprawy czułem droga pani, że będą problemy z rodzeństwem, ale nie aż takie.

-Marek po tym włamaniu do pana kancelarii nawet blefował Aleksowi, że papiery są już podpisane. Ale nic to nie dało, bo dzień później w skrzynce znalazłam kolejny podejrzany list. Byliśmy już z tym na policji.

-Na szczęście testament był w sejfie,  a reszta była mniej ważna i do odtworzenia pani Urszulo. W tych miejscach, gdzie zaznaczyłem, proszę o czytelne podpisy i datę.

-Czyli to już koniec pana sprawy? -pytała, składając podpisy. 

-Koniec i pozostaje mi tylko życzyć pani mniej kłopotów i miłego mieszkania, jeśli się pani zdecyduje tam zamieszkać. Gdyby potrzebowała pani prawnika polecam się na przyszłość.

 

Dancing, na który wybrała się Paulina z Vito, skończył się nad ranem. Dla nich koniec jednak to nie był, bo skończył się na upojnych chwilach w pokoju Vito. Oboje byli siebie spragnieni, więc w łóżku było gorąco. Głównie Paulina robiła, co tylko mogła, aby jak najbardziej zaspokoić Włocha. Śniadanie również zjedli w łóżku.

-Co byś powiedziała na propozycję wyjazdu do Krakowa? -zapytał, kiedy kończyli jeść. — Nie samolotem, tylko limuzyną.

-Chętnie ci potowarzyszę Vito -odparła bez zastanowienia. — I tak nie mam nic lepszego w planach -dodała, siadając tak na łóżku, aby Vito widział jej twarz i uwodzicielskie spojrzenie.

-W takim razie po obiedzie wyjeżdżamy -mówił, skupiając wzrok na jej piersiach okrytych jedynie przez delikatny i prześwitujący peniuar. — Limuzyna z szampanem i kawiorem będzie na nas czekać. 

-Jesteś cudowny Vito -mówiła słodko i głaszcząc po policzku. — Wiesz, jak dogodzić kobiecie.

-To ty wiesz, jak dogodzić mężczyźnie i to ty jesteś wspaniałą kochanką -mówił, przyciągając ją do siebie. — Taka chętna na wszystko, drapieżna. Ten twój Marek rozum musiał stracić, że cię rzucił.

-Z tym gnojkiem nigdy nie było mi tak dobrze, jak z tobą -szeptała do ucha i przygryzając je. — Nie był tak hojnie przez naturę obdarzony jak ty.

Po tych słowach Vito przyssał się do jej ust. Szybko jednak przeniósł się na dekolt i piersi. Z tym, aby drugi raz oddać się mu, Paulina problemów nie miała.  Sama nawet przejęła inicjatywę, usiadła na nim i sprawnie zajęła się jego męskością.

Po tych wszystkich uniesieniach Vito przygotował Paulinie relaksującą kąpiel, umówił się na obiad i wyszedł ze swojego apartamentu hotelowego.

 


W Warszawie tymczasem Ula z pomocą Marka sprzątała mieszkanie. Tym razem Marek po Ulę do Rysiowa nie przyjechał, tylko umówili się na dziesiątą na miejscu. Nie musieli nawet nic do sprzątania przywozić, bo wszystko było na miejscu. Marek na Ulę musiał jednak chwilę poczekać. Ze względu na to, że pogoda była deszczowa nie stał przed kamienicą, tylko wszedł na piętro. Czekając na Ulę, napotkał eleganckiego mężczyznę, wychodzącego z mieszkania obok, który spytał go czy on do nich. To samo zrobiła dziewczyna, która wyszła chwilę po nim. Przypomniało się mu wtedy, że pomieszkiwał tu jakiś wdowiec, bo większość czasu spędzał u dzieci i że mieszkanie było mniejsze, bo trzypokojowe. Chciał nawet spytać dziewczynę o te pan do nas, ale szybko zamknęła drzwi i zbiegła na dół. Z góry tymczasem zeszła jego dawna sąsiadka pani Modrzejewska. Przywitał się z nią uprzejmym dzień dobry, ale kobieta chyba tylko z uprzejmości mu odpowiedziała i szybko zeszła na dół.

Coś jest nie tak –pomyślał. Jutro pojadę do firmy i spytam Alicję Majewską, co tu teraz jest. Uli na razie nie będę nic mówić.

Wkrótce na schodach usłyszał kroki i była to Ula.

-Jeszcze nie rozpoczęłaś roku akademickiego, a kwadrans akademicki już u ciebie funkcjonuje -zagadnął żartobliwie i spoglądając na zegarek.

-Wiesz, jak to jest z autobusami.

Kiedy weszli do mieszkania, Marek nie omieszkał przywitać się z Ulą, jak należy, czyli namiętnym pocałunkiem.

-Kochanie tęskniłem przez cały wczorajszy dzień -mówił, obejmując  w pasie i patrząc w twarz.

-Ja też i ciągle trudno jest mi się przyzwyczaić do tego kochanie -rzekła, oblizując delikatnie usta po pocałunku. 

-Do pocałunków chyba również, bo znowu jesteś taka zakłopotana -odparł po części złośliwie. — A całuję cię już od dobrych dwóch miesięcy. Co prawda pocałunki nie były tak namiętnie jak teraz, ale były.  To, od czego zaczynamy szefowo, a nie kochanie? -dodał, podwijając rękawy i zmieniając temat. — I jakie masz zadania dla mnie.

-Od kuchni. Później salon i ten pokój bez mebli. Możesz dywan odkurzyć w salonie. Nie wygląda na bardzo zabrudzony, to trzepak sobie odpuścimy, tylko odkurzacz się włączy. Zwłaszcza że pada.

-Tak jest szefowo?

-Chyba że chcesz swój dawny pokój uprzątnąć? Nie zabronię ci.

-Nie muszę. Dalej masz w planach wynajem pokoi? -zapytał, zanim zaczęli sprzątanie. —Pytam, bo miałbym dla ciebie dwóch kandydatów na lokatorów. Konkretnie to siebie i Sebastiana. On chce wyprowadzić się z Brwinowa, tu zamieszkać i  pracować, a ja zamierzam sprzedać apartament i musiałbym wrócić do rodziców, a wolę być usamodzielniony. Mogę z góry cię zapewnić, że nie będziemy zalegać z zapłatami, jesteśmy spokojni, nie palimy nałogowo, jak coś nawali sami naprawimy, jesteśmy porządni i nie szlajamy się po mieście z panienkami. Ja mogę nawet zapłacić za siebie z góry za parę miesięcy.

-Interesujące argumenty. Powiem nawet więcej.  Nie do odrzucenia. Zwłaszcza ten o dziewczynach i porządności.

-Czyli się zgadzasz? Jutro dałbym Sebie odpowiedź.

-Zawsze jest lepiej wynająć komuś, kogo się zna.

Przez kolejne dwie godziny sumiennie pracowali. Marek odkurzył dywany, poodsuwał również meble, które się dało i wytarł kurze z żyrandoli i górnych partiach mebli. Ula natomiast zajmowała się głównie kuchnią. Umyła kafelki  i półki w szafkach. Przy okazji zrobiła przegląd produktów spożywczych, które pozostawili poprzedni lokatorzy, czyli sam Marek i Paulina. W planach miała również umyć okna, ale ciągle padało i zostawiła mycie na inny dzień.

-To byłoby na tyle Marek -rzekła, kiedy podłoga w małym pokoju była umyta. — Czas na kawę i małe co nieco. Wczoraj upiekłam placek ze śliwkami.

Kawę postanowili wypić w salonie.  Oboje usiedli na sofie obok siebie i raczyli się tym, co Ula przygotowała. Atmosfera między nimi była napięta, bo Ula ciągle czuła wzrok Marka na sobie. Kiedy dopili kawę, Marek zrobił to, na co miał ochotę i zaczął całować Ulę.  Tym razem nie tylko usta, ale wtulił się w szyję.

-Marek co robisz? -zapytała, kiedy przygryzał jej ucho.

-Ula spokojnie. Nie zrobię nic, czego ty nie będziesz chciała. Będą tylko pieszczoty. Sofa to nie miejsce na takie rzeczy dla ciebie. Będziesz miała tylko przedsmak, tego co może kiedyś się stanie.

Zanim zdążyła coś odpowiedzieć,  położył Ulę na sofie, odpiął parę guzików od bluzki Uli i wtulił się w zagłębienie między piersiami. Stanik miała biały w połowie z koronki i widział więcej, niż przypuszczał.

-Kurczę blaszka -wyjąkała.  

-Mogę zdjąć ci bluzkę? -zapytał, patrząc w twarz. — Więcej z ciebie nie ściągnę. Obiecuję.  Chcę uczyć cię miłości fizycznej stopniowa.   

Każda przyzwoita dziewczyna powiedziałaby stanowcze nie, ale wzrok Marka był tak magnetyczny, że nie potrafiła mu odmówić.

-Ale musi być sprawiedliwie. Ty również zdejmiesz koszulę.

- Ok -odparł z błyskiem w oczach i bez najmniejszego protestu. — Poznamy trochę nasze ciała.

Chwilę później oboje siedzieli bez górnych części garderoby. Marek posadził sobie Ulę również na kolana i ty sposobem mógł swobodniej pieścić, to co odsłonił sobie i dostał w prezencie. Oczywiście wszystko to wykorzystał w pełni. Piersi Uli nie były za duże, ale pod wpływem dotyku stawały się cudownie pełen. Ssał je, drażnił palcami, całował i masował. Czasami ustami wracał do ust i szyi. Ula tymczasem głównie wzrokiem pochłaniała tors Marka. Czasami przeczesywała włosy albo dłońmi przesuwała po jego plecach. Podniecenie oczywiście czuła nie tylko w tych miejscach, które Marek tak zawzięcie pieścił, ale znacznie niżej.      

-Koniec lekcji na dzisiaj -rzekł, kiedy zaczął czuć coraz większe podniecenie. — Umowa to umowa, a jeszcze chwila a zerwę.

-Było całkiem przyjemnie Marek -odparła nieśmiało.  

-To dobrze -odparł z tym swoim popisowym uśmiechem. — Kiedyś wszystko to i więcej powtórzymy kochanie.

Chciała powiedzieć mu jeszcze, że jest ciekawa, jak jest tak w pełni, skoro już jest tak cudownie, ale stwierdziła, że nie wypada.

Choć Ula do Warszawy przyjechała autobusem, to Marek postanowił odwieźć ją do Rysiowa. Długo z Cieplakami jednak nie został, bo musiał pójść na nocną zmianę, a chciał się jeszcze przespać w domu. Kiedy był na prawie pustej drodze, ktoś próbował w niego wjechać. W ostatniej jednak chwili Audi wykręciło na swój pas. Numeru rejestracyjnego nie zdążył zauważyć, ale zauważył,  że za kierownicą siedziała kobieta w blond włosach. Sam nie wiedział czy to przypadek i kobieta poprawiał coś w lusterku, bo do takich zdarzeń jako strażak jeździł, wina śliskiej jezdni, czy faktycznie było to celowe i ostrzeżenie dla niego i Uli.

 

niedziela, 5 czerwca 2022

Testament cz. 14

-Ula musimy pójść z tym na milicję. Jeszcze dzisiaj  -mówił Marek. — Koniec żartów, koniec knuć Febo. To wygląda na groźby w podtekście.  

-Wiem Marek -odparła z poruszeniem.— Jakby miało coś ci się stać. –mówiła drżąco. — Nie darowałabym sobie tego -dodała z łzami w oczach.  

-Nic mi nie będzie -wtrącił, przytulając do siebie.

-Łatwo mówić. Oni są nieobliczalni.

-Wiem, ale nie będą mordować. Oni jak już wolą załatwiać sprawy w białych rękawiczkach, bez rozlewu krwi.

-Mimo to się martwię.

-Idziemy czy nie -ponaglał ich Jasiek.

-A ja muszę do łazienki -dodała Betti.

-Idziemy -odparła im Ula.

 

 Kuchnia jak i całe mieszkanie było w pełni wyposażone i dlatego Ula mogła zrobić dla wszystkich herbatę. Do tego mieli drożdżówki. Kiedy ona zajęta była w kuchni, Marek zwiedzał poszczególne pokoje.

-I jakie wrażenia -zapytała, kiedy pojawił się w kuchni.

-Dziwne. Trochę wspomnień mam.  I nic się nie zmieniło. Wszystko jest na swoim miejscu, jakby dopiero wczoraj stąd się wyprowadzał. Ten obrazek w salonie dalej krzywo wisi, a poduszki na sofie leżą od strony drzwi.

-Bo nic tu jeszcze nie robiłam i tylko raz byłam.  Po niedzieli muszę przyjechać i posprzątać. Jest trochę kurzu i firanki trzeba wyprać. W środę by mi pasowało, bo w czwartek na dziewiątą mam inaugurację roku. 

-W środę mam wolne i pomogę i w sprzątaniu. Czas, aby wróciło tu życie, tak w przenośni mówiąc Ula.

-Wróci Marek. Kiedy pierwszy raz tu przyszłam, zdziwiłam się, że zostawiliście meble i wszystkie sprzęty. Pralka, lodówka, odkurzacz. Są nawet talerze i kubki. A w szafie z witryną w salonie jest serwis kawowy. Widać, że stary.

-Był już, jak się tu wprowadzaliśmy. To jakaś pamiątka po panu Kozerskim. A sprzęty są, bo  Paula na nowym mieszkaniu wolała nowe sprzęty. Te niektóre są jeszcze z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nie były używane od roku, ale powinny działać.

- Zobaczymy, jak je podłączę do prądu.

-Ja cię kręcę -usłyszeli głos Jasia z jednego z pokojów. —Dżem i Jackson.

-Chyba ogląda płyty. Pójdę do niego Ula.

Jasiek faktycznie zainteresował się dawnym pokojem Marka, książkami, płytami, kasetami i gazetami pozostawionymi przez Marka. W pokoju był również adapter i radiomagnetofon  Jamnik. Wszystko oglądał to z uwagą i zachwytem.

-Kurczę, ale masz skarby tu -rzekł, kiedy Marek pojawił się w pokoju.  

-Możesz zabrać stąd, co chcesz Jasiu. Ja już nie będę z tego korzystać. Wyrosłem.

-Dzięki. Będzie co słuchać z kolegami.

Wychodził już z pokoju, ale zawrócił.

-Nie wszystko możesz zabrać -rzekł, sięgając do najniższej szuflady w komodzie. —Nie chcę mieć problemów z twoją siostrą -dodał, wyciągając spod gazet Razem i Film inne gazety. — Pomijając to, że jesteś za młody na takie gazety.

Takimi  gazetami oczywiście były świerszczyki, czyli Pan, Playboy i CKM. Pech chciał, że gdy wychodził z pokoju, wpadł na Ulę i nie udało się mu ukryć tego, co trzyma w ręku.

-Ula to takie dawne czasy -mówił cicho i kierując Ulę do kuchni. — Już wyrosłem z takich gazet.

-Tak? Tu pisze rok 1986 -wskazała na gazetę Pan. — Nie tak dawno.

-Ale i nie taka teraźniejszość.

-I tak nagle dzisiaj się ci wspomniało o nich?

-Tak. I dobrze, bo mogły wpaść w ręce Jaśka.

-Paulina pozwalała ci na takie gazety?

-Nic nie mówiła, żeby przeszkadzało. Albo nie wiedziała, że mam. To był mój pokój i nie grzebała w nim. I gdyby mi zależało na nich, zabrałbym ze sobą na nowe mieszkanie, a nie zostawiał.

-Może stare numery ci się znudziły -drążyła temat.

-A ty się rumienisz cały czas, jak rozmawiamy. A to tylko obrazki. Jesteś zgorszona, zażenowana? 


 

Nigdy do tej pory na takie intymne tematy nie rozmawiali i faktycznie rozmowa była dla niej krępująca i nie wiedziała, jak ma to skomentować. Oprócz całowania  nie przeżyła oczywiście nic więcej. Nawet w całowaniu był tylko Marek. Inaczej było z Markiem, bo będąc z Pauliną, seksu sobie nie odmawiali. Febo  bowiem potwierdzając opinię, że w tych sprawach Włosi są temperamentni, była gorąca i namiętną kocicą. Była to też  jej jedyna zaleta. Marek seks lubił i coraz bardziej brakowało mu takiej cielesnej bliskości. Ostatni jego raz był w lipcu, czyli kiedy on zaczął interesować się Ulą. Później rodzeństwo pozostawało we Włoszech dłużej, niż zamierzali, a on był pod coraz większym urokiem Uli. Następnie Paulina zaczęła karać go za niewywiązywanie się z ich planu i sypiali oddzielnie.

-Nie jestem małym dzieckiem jak Betti, żeby nie wiedzieć jak zbudowana jest kobieta a jak mężczyzna -odparła na wypowiedź Marka o rumieńcach. Unikała również wzroku Marka. 

-Ale tego mężczyzny chyba nie z własnej autopsji znasz?

Z niezręcznej sytuacji wybawiła ją na szczęście Beatka. Siostra bowiem nie znalazła nic ciekawego dla siebie w mieszkaniu i dlatego Ula włączyła jej telewizor, oglądała popołudniowy program dla dzieci i przybiegła do niej z pytaniem.

-Ulcia jak umala nasa Pusia i piesek z filmu, gdzie posli. Do mamy?

-Do takiego nieba dla zwierzątek. Mama jest w niebie dla ludzi a zwierzątka w innym miejscu -tłumaczyła, kucając przy siostrze.

-Cemu nie są lazem. Smutno bez zwiezątek tak? Ja tak nie chcę. Z kim będę się bawiła, jak kotków nie będzie.

-Nikt z nas nie był w niebie i nie wiadomo czy na pewno nie ma tam zwierzątek -włączył się do rozmowy Marek. — Może jednak są.

-Marek ma rację. Nic nie wiadomo. Jasiek herbata -zawołała jeszcze do brata.

Rozmowę przy stole głównie prowadził Marek z Jasiem, bo Jasiu nie mógł nacieszyć się tym, co podarował mu Marek.

-Musimy wyjść tak na godzinę -rzekła Ula do brata, kiedy kończyli jeść i pić.  

-Poradzę sobie. Idźcie na milicję, jak musicie. Młodą się również zajmę.

 

Wizyta na komisariacie dużo nie dała, bo posterunkowy Warchał, tylko wysłuchał ich, spisał zeznania i kazał przyjść im w poniedziałek, gdy będzie w pracy jego kolega, który prowadzi sprawę włamania do kancelarii pana Moniuszki. Obie sprawy były według słów Uli i Marka powiązane i nie było sensu ich rozdzielać.

-Może adwokata powinnaś wynająć -zapytał, kiedy szli do wyjścia. — Tato zna kilku.

-Dzięki za troskę Marek, ale pan Moniuszko nim jest. Dziadek Febo zatroszczył się o mnie i nawet go opłacił.

-Serio? Musiało ich to zaboleć. Dziadek stanął po stronie obcej osoby, a nie wnuków.

-To świadczy o tym jak bardzo obawiał się wnuków.

-Miłe było to mówienie milicjantowi, że powinienem dostać ochronę, że nie chcesz, aby coś mi się stało, że jestem w niebezpieczeństwie. Walczyłaś jak lwica z tym Warchałem.

-Bo jesteś dla mnie bardzo ważny Marek. I nic nie koloryzowałam.

Rozmowę ku zaskoczeniu Uli, Marek kontynuował wieczorem, kiedy byli już w Rysiowie, Ula położyła spać siostrę i gdy Jasiu poszedł do swojego pokoju.

-Pamiętasz, jak powiedziałaś mi dzisiaj, że jestem dla ciebie ważny -pytał, gdy wyszedł z Ulą przed dom. — Ty dla mnie również jesteś bardzo ważna Ula -dodał, gdy mu przytaknęła. —I  kocham cię Ula. –mówił, odwracając ją do siebie. —  Jesteś taka inna, niż wszystkie znane mi dziewczyny. Tak bardzo martwisz się o mnie. Dzisiaj widziałem to w twoich oczach. Nie tylko w tym co mówiłaś.  Jesteś dobra, czuła, troskliwa -mówił, wpatrując się w jej twarz.

-Marek -zaczęła z oszołomieniem.  — Ale mnie zaskoczyłeś. Nie myślałam, że i ty mnie. Ja ciebie pokocham już dawno.

Dalej już nic nie powiedziała, bo poczuła, że Marek zaczął całować  jej usta.

 

Odskocznią od problemów dla Uli i rodzeństwa była wizyta u Dobrzańskich. Marek tak jak obiecał, zabrał ją i rodzeństwo do swojego rodzinnego domu w niedzielę po wizycie u ojca w szpitalu. W progu przywitali ich oboje rodzice Marka. 


 

-Dzień dobry państwu -przywitała się uprzejmie. — Ula Cieplaka, a to Jasiu i Beatka.

-Dzień dobry -odparła życzliwie Helena, podając dłoń całej trójce. — Miło nam was gościć i poznać. Marek tyle opowiadał o tobie i rodzinie.

-A ja dziękuję za zaproszenie.

-Chcieliśmy poznać osobę, która tak dobrze wpłynęła na naszego syna i na Pshemka -dodał Krzysztof.

-Miło słyszeć -odparła z onieśmieleniem, bo nie spodziewała się tyle miłych słów. — A to dla państwa -dodała, podając im koszyk. —  Wszystko z mojego sadu i ogródka.

-Dziękujemy i zapraszamy do środka -mówiła Helena, otwierając przed nimi drzwi.

Salon u Dobrzańskich podobnie jak w odziedziczonym mieszkaniu był urządzony antycznymi meblami. Tylko sprzęt elektroniczny łączył go z teraźniejszymi czasami. Wkrótce na stole pojawiło się ciasto, kawa i sok dla Jasia i Beatki.

-A jak się czuje twój tato? -pytał Krzysztof. —Serce to nie przelewki. Sam choruję. Mam dobrego kardiologa. To uczeń profesora Religii. Jeśli zajdzie potrzeba skontaktuję was.

-Dziękuję za pamięć. Marek już mi wspominał. Póki co jest dobrze. Jutro wychodzi, że szpitala. Marek zobowiązał się go przywieźć do domu. Od dawna pomaga nam. Mają państwo wspaniałego, uczynnego syna.

-Dziękujemy. Miło słyszeć. Staraliśmy się go wychować najlepiej, jak się dało. I chyba udało się, skoro doceniasz te zalety Marka -mówiła z nieukrywaną szczęśliwością Helena. — Od czasu jak cię poznał, zmienił się na lepsze. Miał szczęście, trafiając na ciebie.

-Ja tu jestem kochani -wtrącił Marek. — Po tych wszystkich ochach i achach stanę się jeszcze zarozumiały.

-Synu -odezwał się ponownie Krzysztof. — Ta cecha nigdy nie była ci bliska i nie będzie.

Wizyta u Dobrzańskich przedłużyła się, bo zostali również na kolacji. Przez cały ten czas nie było chwili, aby Ula poczuła się niezręcznie albo że nie jest mile widziana w życiu ich syna. Było wręcz odwrotnie, bo seniorzy nie szczędzili słów zadowolenia nad związkiem z ich synem. Kolejnym dowodem zaakceptowania Uli było zaproszenie całej rodziny na pokaz i jubileusz dwudziestolecia istnienia firmy.

 

Aleks również jadł obiad w towarzystwie, ale tak miło jak u Dobrzańskich nie było. Pomimo że była to elegancka restauracja.

-Za mało się starasz Febo -mówił jeden z towarzyszy. —Mamy za ciebie robotę odwalać? Szef tego nie lubi.

-Nie moja wina, że gliny drepczą mi po piętach. W poniedziałek mam zgłosić się na komisariat.

-To postaraj się nic im nie chlapnąć -odparł drugi. — Czas ucieka, długi rosą, a mieszkanie ciągle nie jest ani twoje, ani nasze.

-Robię co mogę. Nawet siostrę wysłałem do Sopotu, żeby nie narobiła głupot z zazdrości. Potrzebuję trochę czasu. Mam plan, jak dotrzeć do Cieplak. Już działam.

-To działaj dalej -odezwał się ponownie ten pierwszy. —Tylko oby owocnie.

 

Paulina tymczasem w dwa dni po przyjeździe do Sopotu poznała uroczego Vito Mazzo. Mężczyzna w jej obecności próbował dogadać się w sklepie z pamiątkami i ona posłużyła za tłumacza. W podzięce  Włoch zaprosił ją na kawę i na spacer plażą. Szybko okazało się również, że zameldowany był w tym samym hotelu i że do Polski przyleciał w interesach. Kiedy płacił za kawę, uwadze Pauliny nie uszło, że miał sporo gotówki. Kolejnym atutem było to, że był kawalerem, a w Neapolu miał spory majątek. Następnego dnia rano do pokoju Pauliny zapukał posłaniec i przyniósł jej bukiet kwiatów z bilecikiem.

Dziękuję za wczorajszy uroczy dzień.  Bawiłem się doskonale. Dlatego ośmielam się zaprosić cię na obiad. Czekam na odpowiedź.

 Paulinę dwa razy  nie trzeba było zapraszać, bo zadzwoniła do recepcji i poprosiła o połączenie z pokojem Vita. Połączenie uzyskał szybko.

-Vito dziękuję za kwiaty i zaproszenie -rzekła, zanim on się odezwał — Są piękne.  A zaproszenie przyjmuję. Będzie mi miło towarzyszyć w czasie obiadu.

-Świetnie Paulina. O dwunastej nie będzie za wcześnie, jak przyjdę po ciebie? Rano mam jedną sprawę do załatwienia.

-Będzie w sam raz. Zdążę zjeść śniadanie i naszykować się do wyjścia.

Czas do obiadu Paulina spędziła w hotelowym salonie piękności, a później wybierała odpowiedni strój. Vito ewidentnie był nią zainteresowany i dlatego nie zamierzała go sobie odpuścić. Za pięć dwunasta usłyszała pukanie do drzwi.  Poprawiła tylko usta czerwoną pomadką i poszła otworzyć.

-Witaj -rzekła, pokazując się w uwodzicielskiej pozie, czyli obierając się ręką o framugę drzwi.

-Witaj -odparł z zachwytem. —Pięknie wyglądasz.

-Dziękuję. Jestem już gotowa i możemy wychodzić.

Na obiedzie Vito nie oszczędzał i na stole pojawiło się najdroższe jedzenie z karty. Wino do tanich również nie należało. Nawet napiwki były pokaźne dla kelnerów. Później w czasie spaceru Paulina stała się właścicielką bursztynowej bransoletki. Spotkanie oczywiście zostało przedłużone do kolacji w pokoju Pauliny. 


 

-Szkoda, że musisz wracać pojutrze -mówiła z wyuczonym zawiedzeniem.  — Nudno będzie bez ciebie. Jesteś uroczym i  prawdziwym dżentelmenem. W dodatku Włochem -komplementowała, jak mogła.

-A ty jesteś uroczą i prawdziwą damą i Włoszką w dodatku -odwzajemniał komplementy z satysfakcją, bo wszystko szło po jego myśl. Przysłuży się sprawie i może skorzysta z wdzięków Pauliny.  — Co do powrotu do Włoch, to postanowiłem zostać parę dni dłużej. Bardzo tu ładnie a teraz mam kolejny powód, aby zostać dłużej. Może zmienię tylko miejsce pobytu. Słyszałem, że Kraków jest ładny. Na środę wieczór planuję tam polecieć.

-Tak. Kraków jest piękny -przytaknęła z nadzieją, że usłyszy za chwilę zaproszenie na wspólny wyjazd. 

-We wtorek w hotelu organizowany jest dansing i pomyślałem, że może poszlibyśmy potańczyć? -odparł co prawda zaproszeniem, choć nie tym, o którym myślała.

-Chętnie pójdę z tobą Vito -odparła, bo wybrzydzać ani odpuszczać sobie Vito nie zamierzała.