wtorek, 11 października 2022

Plany, plany, plany... 9

-Można  zorganizować tutaj sesję Marek. Jest tak pięknie -mówiła Ula w czasie ich pobytu nad Wisłą.  Siedzieli razem w swoim miejscu na pniu drzewa, jedli zapiekanki i popijali kawą.

-Ślubną? -zapytał.

-Jak ślubną? Do kolekcji seniorów.

-A ja już myślałem, że naszą ślubną.

-Jak naszą?  

-A co ? Nie chcesz ślubu ze mną czy nie chcesz sesji ślubnej w pięknych miejscach.

-Nie. Chcę jedno i drugie.

-To dobrze -odparł, nie rozwijając dalej tematu. —Wracając do tej dla seniorów to Pshemko będzie musiał zaakceptować pomysł.

-Myślę, że się zgodzi. A wracając do naszej sesji, to jak mam to rozumieć?

-Pomyślałem sobie, że zorganizujemy naszą w miejscach, które są dla nas ważne, szczęśliwe. Czyli tutaj i w palmiarni.

-Firma jest tak samo ważna dla nas -zauważyła Ula.

-Tam również możemy kilka zdjęć zrobić. Ciekawy jestem, o czym ojciec chciał rozmawiać z Aleksem -rzekł, nie rozwijając po raz kolejny tematu ich ślubu i sesji ślubnej.

- Najprościej będzie, jak spytasz ojca Marek.

Pobyt nad Wisłą od początku był udany. Innych osób oprócz nich nie było i mogli bez skrepowania pozwolić sobie również na pocałunki. 


 

Najwięcej czasu zajęły im wspomnienia ich pierwszego wieczornego spotkania w tym miejscu. Marek po raz kolejny opowiedział o tym co się z nim działo nie tylko tam, ale i prędzej w biurze i później w domu.

-Paulina jak zwykle o tej porze już leżała. Było mi nawet to na rękę, bo nie musiałem aż tak mocno się tłumaczyć, dlaczego wróciłem tak późno. Kiedy ty zadzwoniłaś, byłem w łazience i przez dłuższą chwilę nie wychodziłem z niej. Patrzyłem w lusterko i zastanowiłem się co się z tobą dzieje Marek. Czy tak ma wyglądać moje życie? Mam tłumaczyć się z każdej spóźnionej godziny. Ma być zimno w naszym związku. Gdzieś tam jeszcze miałem w głowie to, co się stało w biurze. Uświadomiłem sobie, że nie całowałem cię z wyrachowania. Całowałem, dlatego że chciałem i było mi przyjemnie. Kiedy więc zadzwoniłaś i powiedziałaś, że ciągle jesteś we Warszawie nawet się nie zastanawiałem tylko zabrałem telefon, marynarkę i przyjechałem. Paulina zdążyła na szczęście zasnąć przez ten czas i nie musiałem się jej tłumaczyć z wyjścia. Kiedy wróciłem spała dalej a rano była jak zawsze.

-To ci się upiekło. Wiola na szczęście też przyszła za późno do biura.  Boję się nawet pomyśleć, co by było, gdyby zastała nas na biurku.

-Nie bylibyśmy w tym miejscu co teraz Ula. Paulina taką burzę, by rozpętała, że dla mnie nie byłoby żadnego usprawiedliwienia i miejsca we firmie.

-Jak dla mnie -odparła, spoglądając na Marka.

Siedzieli wystarczająco blisko, aby Marek nie skorzystał okazji, aby nie pocałować Uli. Czułości przerwał dzwonek telefonu Uli.

-To Pshemko -rzekła, spoglądając na ekran telefonu. — Lepiej odbiorę. Tak Pshemko.

-Urszula mówiła mi, że niedługo idzie do ortodonty zdjąć aparat. Można wiedzieć kiedy?

-Jutro o trzynastej. Dlaczego pytasz?

-To przed piętnastą Urszula pojawi się przed firmą. Mam dla Urszuli niespodziankę.

-Jak niespodziankę.

-Nie mogę powiedzieć jaką, bo nie byłaby to już niespodzianka. Muszę odwdzięczyć się Urszuli za tydzień zajmowania się mną. Myśli Urszula, że zapomniałem te prażonki, placki ziemniaczane, łazanki. I jeszcze za Wojtusia. Urszula pogodziła mnie z synem.

-Nie musisz Pshemo.

-Urszula odmówi przyjacielowi? -wtrąciła.  —Urszula wbija mi sztylet w serce odmową. Urszula chyba nie chce mnie doprowadzić do białej gorączki. Urszula nawet nie wie, ile osób zaangażowałem. Poruszyłem niebo i ziemię.

-Już dobrze Pshemko. Przyjadę.

-Wspaniale Urszulo. Urszula nie będzie żałować.

-Urszula i Urszula -rzekła do Marka. — Kilka razy powtórzył. Śmiesznie brzmi.

-A jeszcze niedawno byłaś dla niego osobą.

-Pamiętam. Tylko dla Febo zostanę Cieplak i brzydulą.

- Raz Paulina powiedziała o tobie Ula. To było przed naszym wyjazdem do SPA. Niech Ula cię pilnuje. Tak powiedziała.

-Po prostu czuła, że jest coś nie tak i bała się o ciebie.

Późne popołudnie i wieczór spędzili w Rysiowie z rodziną Uli i Maćkiem.  Do domu wrócił przed dziewiątą, ale powrót okazał się niezbyt udany, bo zastał tam Paulinę i Aleksa. Paulina pakowała resztę swoich rzeczy, a brat znosił walizki i kartony do samochodu.

-Mogliście powiedzieć mi, że przyjedziecie, przyjechałbym prędzej.

-Może nie chcieliśmy, żebyś był -odparł Aleks. —Ten karton mogę już zabrać? -zapytał siostrę.

-Tak. Jeszcze tę walizkę. 


 

Kiedy Aleks wyszedł, Marek wrócił wspomnieniami do czasu sprzed czterech lat. Wtedy Helena i Krzysztof wylecieli na miesiąc na drugą półkulę na wakacje, a Paulina z Markiem mieli zająć się jej fundacją.  Febo już dwa dni później narobiła kłopotów. W czasie jednej z popołudniowych zabaw zastraszyła jednego z chłopców, że jak nie przestanie za nią chodzić, to przywiąże go do drzewa w lesie pełnego wilków. Efekt był taki, że przez cały wieczór policja przeszukiwała okolice fundacji.  Nie minął tydzień, jak sześcioletnia Iga będąca pod jej kilku godzinną opieką trafiła do szpitala. Pomijając to, że z gabinetu Heleny ukradziono dwadzieścia tysięcy.

-Jak sądzę, nie odsłuchałaś mojej wiadomości? -zapytał, kiedy Aleks wyszedł z salonu.

-Jakiej wiadomości? -zapytała, bardziej zainteresowana pakowaniem niż pytaniem.

-Tej z poniedziałku. Jeśli nie zostawisz mnie i Uli w spokoju powiem prawdę o tym co się stało cztery lata temu w fundacji mamy. Dawid przez kilka dni chodził zastraszony.

-Skąd miałam wiedzieć, że weźmie to na poważnie -odburknęła.

-Bo miał cztery lata i nie był sprawny umysłowo.  A Iga spędziła noc w szpitalu. Może personel szpitala i policja uwierzyli, że przez przypadek wzięła twoją tabletkę nasenną, ale ja wiem, że chciałaś mieć spokój i wyspać się przed wyjściem na bankiet u Wojtasików. Pieniądze również w dziwny sposób zaginęły. Twoi znajomi się pałętali tego dnia po fundacji. Zastanów się, co jest dla ciebie lepsze. Chęć wyciągnięcia pieniędzy ode mnie i mojej mamy czy moje milczenie.   Stracisz sporo w oczach mamy. Skończy się Paulinka.

-Jesteś bezczelny -wysyczała.

-Skoro ty możesz być, dlaczego nie ja Paulinko.

 

Następny dzień dla Uli rozpoczął się bardzo miło, bo dostała SMS-a od Marka.

Witaj skarbie. Pięknego i udanego dnia życzę. Noc bez Ciebie była  taka pusta i długa, a ranek nieudany. Na szczęście jeszcze pięć godzin i się spotkamy. Twój, tylko twój i na zawsze twój Marek.

Poprzedniego dnia jeszcze umówili się, że Marek przyjedzie do niej o dwunastej i zawiezie ją do ortodonty, a później na spotkanie z Pshemko. U ortodonty szybko się uwinęli i Ula z gabinetu wyszła szczęśliwa. Nie, tylko dlatego że uwolniła się od żelastwa, ale i dlatego że jej uśmiech był przepiękny. Już sam ortodonta zauważył, jak bardzo się zmieniła jej twarz.

-Teraz śmiało mogłaby pani reklamować pastę do zębów -mówił, gdy podał jej lusterko i oglądała efekt. —Ma pani nie tylko proste zęby, ale białe i zdrowe. Ja chętnie sam zrobiłbym parę zdjęć i powiesił na korytarzu i gabinecie. Miałbym świetną reklamę. Takiego olśniewającego uśmiechu nie można ukrywać.

-Dziękuję panu. Zobaczymy, co powie ten facet na korytarzu.

Chwilę później oboje wyszli na korytarz. 

-I -zapytała Ula, przeciągając samogłoskę i pokazując uśmiech Markowi.

-Ula brak mi słów kochanie. Masz olśniewający, czarujący, porażająco piękny uśmiech. Śmiało mógłby reklamować pana gabinet -zwrócił się do lekarza, na co Ula razem z nim zaczęli się śmiać. — Coś nie tak powiedziałem?

-Nie. Śmiejemy się, bo to samo ja powiedziałem -wyjaśnił ortodonta.  —Pani Urszula jest żywym przykładem na to, ile znaczą zdrowe, zadbane zęby.

 

Po pożegnaniu się z ortodontą pojechali od razu na umówione spotkanie z mistrzem.  Pshemko nie lubił spóźnialskich, a Ula z przychodni wyszła krótko przed umówioną porą. Pod firmę dojechali chwilę przed  pojawieniem się mistrza.

-To jestem Pshemko. Tak jak prosiłeś. Ale jak chcesz znowu coś dla mnie uszyć, to nie mówisz -mówiła, pokazując mu swój nowy uśmiech.

-Doskonale -odparł z radością.   — O to właśnie mi chodziło. Ten aparat cały efekt by zepsuł. A teraz idziemy  -dodał już bez zachwytu. — A ty Marek a kysz.   Tak za jakieś dwie godziny przyjdź do salonu Carla Marco. Wraz z jego słowami niespodzianka została ujawniona.

Wspomniane studio fryzjerskie daleko nie było i  pięć minut później Ula siedziała na fotelu, a wokół niej pojawiło się pięć osób. Pshemko natomiast, tak jakby on był klientką, mówił, czego oczekuje. Przed siedemnastą Ula była gotowa, aby pokazać swoje nowe oblicze w pełnej krasie.  Marek do salonu wszedł w chwili, kiedy Ula pokazała się w nowej odsłonie Pshemkowi i osobom, które dokonały jej przemiany.


 

-Bellissimo.  Po prostu cudnie -mówił mistrz, rozkładając ręce z rozczuleniem. — Zawsze mówiłem, że piękno trzeba w kobiecie odnaleźć i będę dalej tak twierdził.

-Teraz piwa bez dowodu ci nie sprzedadzą -dodała jedna z makijażystek.

-A tobie Marek mowę odebrało? -zapytał mistrz.

-Nie. Po prostu po raz drugi dzisiaj brak mi słów -mówił, patrząc z zachwytem.  —Ula wygląda jak milion dolarów.  Wiedziałem, że ma ukryte w sobie piękno, ale nie, że aż takie.

-Pamiętam. W SPA powiedziałeś, że mam piękne oczy.

-Odpowiednio pomalowane są jeszcze piękniejsze. Obawiam się tylko, że teraz faceci będą lgnąć do ciebie jak ćmy do światła.  

-Spokojnie Marek. Ty będziesz jedyną moją ćmą, molem czy muszką.

 

To jakie wrażenia robi Ula na innych, mógł się przekonać, gdy byli w kawiarni na lodach oraz w parku na spacerze. Panowie, którzy siedzieli blisko nich, często mieli utkwiony na niej wzrok, a w parku oglądali się za nimi.

-Nawet przyjemne uczucie Ula, widząc, że idę obok tak pięknej dziewczyny i wiedząc, że inni mi zazdroszczą -mówił przekornie.

-Nie w twoim stylu jest bycie zarozumiałym, więc nie udawaj.

-A jakie to uczucie wiedząc, że idziesz obok najprzystojniejszego i najbardziej pożądanego faceta w Warszawie.

-Jesteś jednak zarozumialcem -odparła, odbierając SMS-a. —Dziwne Marek. Dostałam właśnie SMA-a potwierdzającego, że przyznano mi kredyt w kwocie trzydziestu tysięcy w Mateo Bank. Ja z tym bankiem nie mam nic wspólnego.  Nawet nie wiem, gdzie się mieści ten cały bank.

poniedziałek, 3 października 2022

Plany, plany, plany ... 8

-Co tu robi Cieplak -zapytał ostro Aleks. — Nie jest w zarządzie. Chyba że oddałeś jej nie tylko akcje firmy, ale również swoje miejsce w radzie, więc ciebie nie powinno tu być. Albo może nie poradzisz sobie bez niej. Przecież wszystkie sukcesy i porażki to również jej zasługa.
-W każdej chwili mogę wyjść -odparła Ula. — Marek poradzi sobie beze mnie.

-Nie Ula -zaprotestował Marek. —Masz sporo wspólnego z firmą i masz prawo tu być. Nie tylko ze względu na akcje.

-Zdobyte podstępem  zresztą -wtrąciła Febo.

-Mogę oddać je w każdej chwili -odparła Ula.

-Dobra propozycja -podchwycił Aleks.

-Ty Paula jak dobrze się orientuję, swoje udziały oddałaś Aleksowi, więc ciebie też tu nie powinno być -odparł Marek. —I możesz mi wytłumaczyć te żądania wobec mnie i wydzwanianie do rodziców.

-Zostawiłeś mnie bez grosza i domu. Tak trudno się domyślić.

-Biedy nie klepiesz. Nic ci nie dam. Zapomnij.

-Gdzie podziała się twoja szlachetność -odezwał się Aleks. —Bardziej interesują cię pracownicy, niż była narzeczona.

-Możecie się uspokoić -wtrącił Krzysztof. — Mieliśmy zająć się sprawami firmy. A wy usiądźcie w końcu, a nie stójcie w drziach  -zwrócił się do Aleksa i Pauliny. 



-Przepraszam Krzysztof -rzekł Aleks, siadając obok niego. 

-Gdy Pshemko skończy pić czekoladę, dołączy do nas -oznajmił zebranym senior. — Podobno zna wasze plany. Zanim przyjdzie, tak pokrótce mi przedstawcie.

-Pozwól, że ja zacznę tato.  Chcemy z Ulą stworzyć dwie kolekcje. Dla seniorów i ciążową.

-Przepraszam, ale skąd weźmiesz pieniądze -wtrącił Aleks.

-Uli nie musimy spłacać, a kolekcje kosztowne nie będą.

-Czyli tandeta -odparł Aleks.

-Tandeta i kicz, niczym jak za czasów PRL-u -dodała Paulina.

-Chciałam zauważyć, że teraz pamiątki z tamtych lat są w cenie, a lodówki czy pralki latamim służyły, a nie psuły się dzień po dacie gwarancji -odparła wymownie Ula.  

-Żyła pani wtedy, że wie -zapytała Paulina?

-Nie trzeba żyć, aby wiedzieć. Są gazety, telewizja, ludzie, którzy żyją do dziś i miło wspominają te czasy.

-Kochani nie o tym mamy rozmawiać -przerwał  Krzysztof.  — Ty Aleks co masz w planach?

-Na początek chciałbym dowiedzieć się, w jakiej kondycji naprawdę jest firma i dlatego pomyślałem o audycie. Jeśli będą konieczne zwolnienia to tych z najkrótszym czasem pracy, młodych, ambitnych, aby mogli znaleźć inną pracę. Tych, co pracują dla nas od lat, sprawdzonych i przed przejściem na emeryturę zostaną na etacie.

-Bardzo szlachetne Aleks. To nie w twoim stylu -kpił jawnie Marek.

-Ty lepszy jesteś -odezwała się Paulina.

- A co poza tym? -pytał Krzysztof dla uspokojenia atmosfery.

-Mój znajomy Armando Santoro chce zainwestować w firmę. Z jego pomocą możemy stworzyć aż dwie dochodowe kolekcje ratujące firmę.  Męską Elegancja na ulicy oraz kobiecą Kontrastowa jesień.

-A co chce ten twój znajomy w zamian -zapytał Marek?

-Procent z zysku.  

-Mam zgodzić się na jakieś podejrzane interesy z twoimi znajomymi? Niedoczekanie twoje.

-Twoje zdanie mnie nie interesuje. Twój czas w firmie minął. Zresztą Krzysztof i Pshemko mają podjąć decyzję.

-I podejmiemy Aleks -odparł Krzysztof. — Tak jak Marek wolałbym jednak nikogo obcego nie sprowadzać do firmy. Zwłaszcza że nie musimy wykupywać akcji od pani Cieplak.  Nie znamy twojego przyjaciela.  

-Doskonale rozumiem twoje wątpliwości -odparł mimo wewnętrznej złości. 

-To dobrze. Chciałbym porozmawiać później z tobą na osobności Aleks.

-Oczywiście Krzysztof. Będę do twojej dyspozycji.

 

Mistrz  pojawił się w sali chwilę później i jak tylko przyszedł, i usiadł, przeszedł do sedna sprawy.

- Nie będę długo się rozwodził Krzysztof nad tym, który plan jest lepszy, bo już wybrałem. I przepraszam, że grałem na dwa fronty. Inaczej bym się nie dowiedział, kto jest dobry, a kto zły. Paulinko nie mogę niestety spełnić twojej prośby i poprzeć Aleks.

-Jak to? Nie tak się umawialiśmy -odezwała się po chwili Paulina, patrząc wrogo i ponuro na projektanta.


 -Umawialiśmy? -pytał Marek.

-Już mi przeszła złość na Urszulę i Marka -mówił, unikając wzroku Febo. — Rozczarowałaś mnie i manipulowałaś mną. A Urszula nie naciskała.

-To nie jest przeziębienie, aby  ci przeszło -oburzał się Aleks.

-Możemy wrócić do tego umawiania się? -odezwał się Marek.

-Już tłumaczę -odarł mistrz. —Kiedy dowiedziałem się o tobie i Urszuli byłem potwornie zły. Gotowy byłem sprzyjać Paulince. Pech chciał, że zadzwoniła do mnie tego wieczora, kiedy skręciłem nogę z prośbą, abym poparł Aleksa na tej radzie. Prędzej jednak powiedziałem jej, że dowiedziałem się o was.  Współczułem jej, a ona co? Miała pretensję, że zajmuję się nieswoimi sprawami i porównała do bufetowej i krawcowej. Później powiedziałem jej, że skręciłem  nogę i nawet się nie przejęła. Histeryzujesz, tyle powiedziała. Na koniec obraziłaś mojego syna -zwrócił się wprost do Pauliny. — Wtedy już wiedziałem, co zrobię.

-I to wszystko. Tylko dlatego postanowiłeś się odegrać. Z takich bzdur? -pytała Paulina.

-Czy ja powiedziałem, że to wszystko? Następnego dnia dowiedziałem się, że Aleks chce zatrudnić Luigi, a wraz z nim do firmy przyszedłby również Rufo, a na dwóch projektantów nie ma tu miejsca. Pomijając, że Luigi to mój wróg.

-To jest niedorzeczne -wygarnął mu Aleks.

-To skąd pomysł na modę męską. Luigi jest w tej dziedzinie mistrzem.

-Zawiodłeś nas  -wspierała brata Paulina.

-Ja zawiodłem się na tobie. Dzwoniłaś do mnie niemal codziennie  i pytałaś co w naszej sprawie, a nie o moje zdrowie i samopoczucie.  Ani razu  nie spytałaś o moją nogę. A Urszula, pomimo że byłem marudny, cierpliwie mnie znosiła i gotowała, co chciałem -mówił dobrodusznie.

-Aż tak źle nie było -odparła Ula. — Nie zażyczyłeś sobie żadnych frykasów.

-Proste jedzenie najlepsze. Pamiętasz, jak wspomniałem ci o czekoladzie Mike Ciok  i ciasteczkach Cantuccini? -zapytał, patrząc Paulinę.

-Pamiętam. Co ma to do rzeczy?

-A to, że chciałaś od razu pójść do sklepu i przez Aleksa podesłać. A ty na zakupy spożywcze nie chodzisz. Chciałaś się przymilić. I pytanie czy ja lubię te ciasteczka -pytał i patrzył na zebranych?

-Nie cierpisz -odparł Marek.

-Właśnie nie lubię i wszyscy to wiedzą. Bella też powinna wiedzieć. Dzisiaj byliście u mnie i zasypywaliście komplementami, uśmiechaliście się, dopytywaliście jak projekty. A Krzysiu, jak był chwilę po was, to spytał jak noga i do niczego nie namawiał. Tak jak Urszula i Marek w mojej samotni.  

-Właśnie skreśliłeś naszą wieloletnią przyjaźń -wysyczała Paula. —Wychodzę -dodała, wstając od stołu.

-Nic tu po nas Paula -dodał Aleks, chcąc również wyjść. — Polaczki zawsze pozostaną...

-Z tobą Aleks chciałbym porozmawiać na osobności, jak mówiłem wcześniej -przerwał mu Krzysztof. —Możecie nas zostawić -poprosił pozostałą czwórkę.

Aleks choć niechętne, ale został w sali sam z Krzysztofem.

Krzysztof długo zastanawiał się jak rozegrać rozmowę z Aleksem i aby się nie domyślił, że Aldona Turek ma z tym sporo wspólnego. Siostra Adama tak jak obiecała, sprawdziła niektóre przelewy dokonywane przez Aleksa. Ten ostatni szczególnie ją zainteresował i dał punkt zaczepienia dla Krzysztofa.

-Pamiętasz, jak ponad pięć lat temu w wypadku zginęła  nasza recepcjonistka, jej mąż, osierocając trójkę dzieci.

-Pamiętam -odparł niepewnie.

-Założyliśmy wtedy specjalne konto na fundusze w takich wypadkach i oboje byliśmy upoważnieni do wypłat. Z tym że  ja dostawałem  e-mailem potwierdzenia wpłat i wypłat -kłamał dla dobra sprawy. —Do tej pory tylko raz była potrzeba wypłaty po pożarze u Sokołowskich.  Dwa dni temu dostałem potwierdzenie wypłaty dwustu tysięcy. Pofatygowałem się do banku i dowiedziałem się, że  wypłaciłeś i wpłaciłeś na konto Armando Santoro. Sprawdziłem, kim jest  i chyba nie muszę ci mówić, że we Włoszech doprowadził do upadku dwóch firm, aby później wykupić je za grosze. Zastanawiam się czy nie miałeś podobnych planów z naszą firmą.

-Krzysztof nigdy bym nie dopuścił do upadku firmy -mówił z kamienną miną.  — Jak mogłeś w ogóle tak pomyśleć. Wypłaciłem, bo chciałem wejść z nim w inne interesy i zabrakło mi pieniędzy.  

-Nie traktuj mnie jak dziecka. Tylko głupiec wchodzi, z kimś  takim w interesy -strofował bez zahamowań. 

-Z Markiem łagodniej się obszedłeś, po tym jak okazało się, że akcje oddał Cieplak -odparł, dając lekki upust złości.

-Z nim również rozmawiałem sam na sam i nie była to miła pogawędka ojca i syna. Muszę powiedzieć, że zarówno Marek jak i ty mnie rozczarowałeś. Nie tak wyobrażałem sobie firmę po odejściu.

-Przykro mi -mówił już spokojniej, choć złości pozostała w nim. —Ja starałem się wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej. To Marek z Cieplak sprowadził kłopoty.

-Ale nie sięgnęli po cudze pieniądze. Pieniądze mają wrócić na konto Aleks -mówił zdecydowanie. —Masz tydzień.  Inaczej powiem o kradzieży Markowi.  On łaskawy, jak ja nie będzie. 

 

Ula i Marek tymczasem postanowili, że uczczą sporą wygraną bitwę z Febo, kupią zapiekanki, owoce, kawę na wynos  i pójdą nad Wisłę.

-Widziałaś minę Pauliny, jak Pshemko nas poparł -zagadnął Marek, gdy wychodzili z firmy.

-Tak. A swoją drogą Pshemko nieźle nami zakręcił.

-Taki już jest. U niego jeden szczegół o wszystkim może zdecydować. Mnie ciekawi to, o czym tato chciał porozmawiać na osobności z Aleksem.

-Cześć Marek. Nie przeszkadzam -zagadnęła ich nie kto inny jak Kamila Smutek. —Miałeś pomyśleć o naszej rozmowie.

-Cześć -odparł niechętnie. —Czasu nie miałem. Po niedzieli dam ci znać.

-Dla mnie to ważne. Wypożyczy mi pani Marka na parę godzin? -zagadnęła do Uli.

-Ula to jest właśnie Kamila, o której ci mówiłem.

-Domyśliłam się, że ona.

-A ja domyślam się, że pani to ta Ula, dla której Marek rzucił Paulinę. Gratuluję. Należało się jej, aby utarł ktoś jej nosa. Za to jak mnie potraktowała. My z Markiem kiedyś...

-Wiem, co łączyło panią z Markiem -wtrąciła. —Marek opowiedział mi wszystko. Nie mamy przed sobą tajemnic.

- Może razem zdecydujecie się, kiedyś na jakiś artykuł?

-Kamila mamy na teraz plany. Zadzwonię do ciebie, jak na coś się zadecyduję -Marek kategorycznie postanowił przerwać rozmowę.

-To nie przeszkadzam -odpuściła rozmowę i poszła w innym kierunku.

-Nie podoba mi się coś w niej -oznajmiła Ula, kiedy Smutek odeszła wystarczająco daleko. — I nie, dlatego że kiedyś byłeś z nią związany.

-Nie myśl teraz o tym. Mamy co świętować i nie warto psuć sobie humoru.