poniedziałek, 12 grudnia 2022

Dziewczyna z klubu cz. 2

 Po nieprzespanej nocy Ula postanowiła, że zadzwoni do koleżanki ze studiów Donaty, aby powiedzieć jej o spotkaniu z Dobrzańskim.  Donata była jej przeciwieństwem, bo była bogata, lubiła imprezować i wpadać w kłopoty. Jej zaletą było to, że się nie wywyższała i nie była fałszywa jak inne koleżanki ze studiów, które wykorzystywały dobroć Uli. Jeszcze zanim wyszła z łóżka, odszukała jej numer w telefonie i zadzwoniła.   

-Cześć Donata.

-Ulka litości. Nie ma jeszcze ósmej -usłyszała zaspany głos.

-Donata dostałam pracę w Febo – Dobrzańscy, a Dobrzański to ten Kuba z klubu Nocny marek.  I nie jest Kubą, tylko nomen omen Markiem. Pamiętasz go? Albo może wiedziałaś?

-Dowiedziałam się później, kim jest naprawdę -odparła ze zmieszaniem. —  Faceci w takich podrywach kłamią jak z nut. I co z tą pracą. Jakieś problemy?

-Nie rozumiesz? Jak mnie skojarzy,  od razu wywali z pracy.

-Spokojnie Ulka. Przez jego życie przewinęło się tyle dziewczyn, że na pewno cię nie zajarzy. To była tylko jedna noc. Nawet nie noc, ale wieczór. I inaczej wyglądałaś.

-Tylko że inne takiego numeru mu nie wycięli jak my. 

-Bardziej ja Ulka.

- Kaca moralnego przed Łukaszem mam do dzisiaj. A teraz jeszcze to.

-Ula spokojnie.  Nie stwarzaj sobie kłopotów, zanim nie nadejdą. Na pewno rozejdzie się wszystko po kościach. Jakby, co sprowadzę cię do Drezna.

 

We środę rano Ula do pracy przyjechała godzinę przed rozpoczęciem pracy. Ochroniarz wpuścił ją jednak do środka. Zwłaszcza że mistrz również był już w pracy. Idąc do jego pracowni, ponownie przystanęła przy portrecie Marka.

Na pewno mnie nie pozna. Przecież minęło tyle czasu i tyle kobiet przewinęło się przez jego życie. Donata ma rację -powtórzyła w myślach to, co prędzej sama myślała i mówiła koleżanka.

Gdy weszła do pracowni mistrza, ten zajęty był szkicowaniem.

-Dzień dobry. Nie jestem za wcześnie -zapytała delikatnie?

-Skąd. Ja tylko nie lubię spóźnialskich Urszulo. Ze spokojem porozmawiamy i wprowadzę we wszystko. 

-Choćby zaraz możemy wziąć się do pracy.

-Na razie usiądziesz tutaj -rzekł, pokazując własne stanowisko pracy i które zajmował, jak weszła. — Później przyniosą dla Urszuli osobne biurko, komputer i takie tam.

Pierwszy dzień pracy mijał Uli bardzo udanie. Mistrz opowiedział jej o męskiej kolekcji Elegancki mężczyzna oraz kobiecej Kontrastowa jesień. Pokazał jej też stare umowy z dostawcami materiałów, aby miała jakieś rozeznanie oraz propozycje umów Aleksa i Marka.  Przez następną godzinę przebijała się przez papiery.


 

-I, co Urszula myśli -zapytał mistrz, kiedy skończyła.

-Propozycja pana Aleksa jest tak dobra, że na pewno ma jakieś drugie dno. No i umowa na pięć lat na dostarczanie materiałów nie jest dobrym pomysłem. To nie sklep, żeby było kup więcej zapłać mniej. Kara za zerwanie umowy również nie jest dobrym pomysłem.

-To samo sobie pomyślałem. Nie wiadomo czy za pięć lat materiały były tej samej, jakości.

- Dokładnie. Natomiast, jeśli chodzi o propozycje umowy prezesa, to znacznie bezpieczniej jest zawarcie umowy jednorazowej. Jednak to jakaś nowa firma i niesprawdzona. Do tego z Turcji. Zresztą pan Febo również proponuje całkiem nową firmę. Ja bym pozostała przy tych sprawdzonych, z którymi współpracował stary prezes. 

-Skąd Urszula wie o tych firmach?

-Sprawdziłam na Europages. 

-Zatrudnienie Urszuli było strzałem w dziesiątkę -odparł z zadowoleniem mistrz.

 

Przed dwunastą przyszedł posłaniec z kawiarni z gorącą czekoladą dla mistrza i Izabela zabrała ją do bufetu, aby poznała Alę i Elę. 


Marek również się pokazał w bufecie i przystanął właśnie przy barze obok Uli. Miała włosy założone za ucho i mógł dostrzec swój dowód w postaci małego pieprzyka. 

 -Dwie kanapki z tuńczykiem -zwrócił się do bufetowej. —Te, co zawsze.

-Już się robi szefie.

-Przepraszam, ale ty jesteś nową asystentką Pshemka -zagadnął do Uli?  — Widziałem, jak wychodziłaś z kadr dwa dni temu.

-Tak. Urszula Cieplak.

-Marek Dobrzański -odparł, wyciągając rękę. — To jak mija ci pierwszy dzień pracy Ula? Pshemko daje się mocno we znaki?

-Jest bardzo miło i mistrz jest miły. Mówił, że mam z panem porozmawiać o wynajmie miejsc na pokazy. Ma mi pan dać jakieś namiary.  I przepraszam, że tak od razu przechodzę do sprawy. Nie chcę zawalić pracy.

-Pan da, jak wpadniesz do mnie do biura. Marek -dodał, wyciągając rękę. — My tu prawie wszyscy jesteśmy na ty.

-Zapamiętam. Pshemko mówił, że mam z tobą porozmawiać o tym. To znaczy, ma pan znaczy, masz dać mi ich namiary i stare umowy, abym przejrzała.

-Wszystko dostaniesz. Lepsza jesteś ty niż cały ten Kevin Kubasiński przez V. Wystarczy, że jego siostrę, Wiolettę przez V i dwa T, mam na głowie, jako sekretarkę. Skąd się znacie z Pshemko, jeśli można wiedzieć?

-Żadna tajemnica. On i mój tato wychowali się na jednym osiedlu na Bródnie i niedawno spotkali. Całkiem przypadkowo. Po jakichś czterdziestu latach.

-Spotkanie po latach. Ciekawe. W dodatku przez przypadek.

Chwilę później wziął swoją kanapkę i wyszedł z bufetu. Dotarcie do biura przyjaciela zajęło mu chwilę.

-To ona Seba. Ma pieprzyk na szyi po prawej stronie. Widziałem ją w bufecie. Miała zaczesane włosy na ucho -mówił krótkimi szybkimi zdaniami.

-I, co teraz? Jakaś mała zemsta? Wystawiła cię.

-Nawet mi nie przypominaj Seba.

-Rozkochasz i zwolnisz.

-Nie. To byłoby za proste. Nie wiem jeszcze, co zrobię, ale coś wymyślę. Na razie będę udawał, że jej nie rozpoznaję.

-A ona ciebie rozpoznała?

-Nie wiem. Zachowuje się zwyczajnie, nie panikuje to chyba nie.  Miałem wtedy zarost i na imię Kuba.

 

Ula nie była przekonana do pomysłu Donaty. Zgodziła się tylko, dlatego że była zawsze dla niej miła i pomagała jak była w potrzebie. Dziewczyna wszystko też dokładnie przygotowała. Od koleżanki Weroniki z ogólniaka wiedziała, że Marek vel Kuba średnio raz na dwa - trzy miesiące zalicza ten klub. Dlatego wymyśliła intrygę zwabienia go na ten wieczór do tego właśnie kluby. Tym miały być bilety na mecz koszykówki, a do odbioru były u barmanki Wery. Donata tego dnia umalowała Ulę, dała swoje ciuchy i wysłała do klubu. 

-Jak się nie uda to, co Donata -pytała z obawami?

-Mówi się trudno. Mamy plan A i B. I pamiętaj, jestem Anita. Donata mało popularne i może mnie skojarzyć.

Marka łatwo odnalazła i przysiadła się do bufetu przy barze. Na rozpoczęcie rozmowy długo nie czekała.

-Sama? -zapytał.

-Sama. Nie jestem stąd. Przyjechałam z Zamościa w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Jestem kelnerką, a tu lepiej płacą. Dorabiam jeszcze, jako hostessa. Po zwykłym ogólniaku na wiele nie mogę liczyć -opowiedziała prędzej wymyśloną historię. — A marzy się mi kariera w świecie.

-To dobrze trafiłaś, bo mam znajomości. Kuba -dodał, wyciągając rękę.

-Milena.

-Napijesz się czegoś Milena?

-A, co proponujesz? Nie bywałam w takich klubach, to nie wiem, co się pije. Przyszłam tylko, dlatego że mieszkam niedaleko stąd w hotelu. Koleżanka powiedziała mi, że jest tu ekstra i można poznać kogoś interesującego.

-To musisz sporo zarabiać, że stać cię na hotel.

-Nie stać mnie. Właścicielka, gdzie mieszkam ma w rodzinie pogrzeb i przyjechała do niej siostra z mężem oraz kuzynka i chciała ich u siebie przenocować. 

-A, gdzie ta twoja koleżanka, o której mówiłaś?  

-W pracy. Będzie po dziesiątej.  Póki, co sama jestem. To znaczy może już nie sama?

-Interesowałaby cię praca w eleganckim butiku?  Mam kontakty -mówił to, co zazwyczaj i nie wyjaśniając, że jest z F&D.  

-Pewnie. Ja to mam szczęście Kuba, że trafiłam na ciebie -mówiła, z aktorską wprawą.

 

Marek do dzisiaj nie mógł uwierzyć, że tak łatwo dał się nabrać Milenie vel Uli, jak się okazało i Donacie vel Anicie. Wraz z Sebastianem mieli opracowany plan, który do tamtego czasu się sprawdzał. Mieli zwyczaj bowiem bywać, co parę tygodni w jakimś innym klubie, aby nie być zbytnio rozpoznawani.  Do tego zmieniali nieco image. Do klubu Nocny Marek,  Marek przyszedł nieco prędzej, bo po miesiącu.  Chciał tylko wziąć bilety, wypić małego drinka i przenieść się do klubu Go-Go, gdzie czekał na niego Sebastian. Ula jednak zdążyła się do niego dosiąść i rozpoczął rozmowę.  Gdy okazało się już, że jest sama, ma niedaleko stąd pokój na przechowanie go przez noc, pomyślał, że lepiej nie mógł trafić. Kelnerki i hostessy z mniejszych prowincjonalnych miast ze wschodu zawsze były łatwe. Przed dziesiątą Ula odebrała telefon i powiedziała, że koleżanka nie może przyjść, bo powtarza testy na prawo jazdy.

-Nie za głośno ci Milena? Ani nie za duszno?

-Trochę -w tym wypadku powiedziała prawdę. W dodatku Marek powiedział to, co ona miała powiedzieć wkrótce i wyjść z nim z klubu. — A co chcesz wyjść.

-Czemu nie. Na zewnątrz będzie się nam łatwiej rozmawiało.

-Ja bym musiała iść buty zmienić. Są nowe i obcierają trochę.

-To idziemy Milena.

W małej hotelowej recepcji wzięła klucz i demonstracyjnie zdjęła buty, które faktycznie były nieco za małe.  Chwilę później wsiedli w windę i pomknęli na trzecie piętro.

Hotelowy pokój był nie za duży, ale z dużym dwuosobowym łóżkiem. Popatrzył na Milenę i łóżko i się uśmiechał. W pokoju był też mały barek i nalał sobie i Milenie po kieliszku wina.

 

Po powrocie z bufetu na Ulę w pracowni mistrza czekało obiecane biurko i krzesełko. Ona tylko dołożyła swoje drobiazgi. W tym zdjęcie swojej rodziny i chłopaka Łukasza. Po półgodzinie pojawił się tam Marek i przyniósł służbowego laptopa. 

 

-Słyszałem, że Urszulę poznałeś? -zagadnął do niego mistrz.

-Tak Pshemko.

- Zatrudnienie jej było strzałem w dziesiątkę. Te same wnioski wyniosła z waszych propozycji umów na tkaniny, co ja.

-Twoje zdanie zawsze będzie się liczyło -odparł mistrzowi. Widzę, że się już rozgościłaś -dodał do Uli. To twoja rodzina -zapytał, patrząc na zdjęcie z większą liczbą osób. Od razu rzuciło się mu w oczy, że brakowało tam, jakby mamy trójki pociech.

-Tak. Ojciec i rodzeństwo. Mama zmarła ponad sześć lat temu -wyjaśniła to, o czym myślał.

-A to jak mniemam twój ukochany -rzekł, biorąc zdjęcie do ręki.

-Tak. Łukasz ma na imię.

 

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Dziewczyna z klubu cz. 1

6 kwietnia 2019 Zapowiedź publikacji.

 

Józef Cieplak rzadko jeździł do Warszawy i jeśli już wyrywał się do stolicy to do lekarza albo na zakupy. Tym razem w lipcowe niedzielne popołudnie wraz z najmłodszą córką Beatką wybrał się na wycieczkę na Bródno. Tam urodził się, dorastał i chciał wrócić na chwilę do tych czasów. Zwłaszcza że po ślubie przeniósł się do żony do Rysiowa, a po śmierci rodziców i wyprowadzce rodzeństwa nie miał tam nikogo bliskiego i powodów do odwiedzin. Po pokazaniu córce czteropiętrowego bloku, gdzie mieszkał, poszedł z nią na plac zabaw, gdzie często chodził bawić się z kolegami. Na miejscu pod jednym z drzew zauważyła siwego mężczyznę siedzącego na ławce i coś szkicującego. To zaś przypominało mu kolegę z podwórka Wieńka, który często tam siadał i coś szkicował. Gdy podszedł, to rozpoznał, że to Wieńczysława Wycior. Znał go również z prasy.

-Wieńek? -zapytał mimo to.

-A kto pyta? -zapytał zdziwiony, bo niewiele osób tak zwracało się do niego.

-Józek Cieplak. Mieszkaliśmy razem w tamtym bloku- odparł, pokazując ręką blok z pięcioma klatkami. —Ja w klatce B a ty w D.

-Józiek? Józiek Cieplak. Oczywiście, że pamiętam -mówił z rozczuleniem. — Najlepsze bazy budowałeś na nasze zabawy.

-I zostałem stolarzem, jak przystało budowniczego podwórka.

-Kto to tatusiu? -zapytała Beatka.

-Kolega z podwórka Beatko. Pan Wieńczysław.

-Wieńczy co? - zapytała Beatka.

-Pshemko dziewczynko- wtrącił sam zainteresowany. —Tak do mnie teraz mówią. A co u ciebie słychać Józiek?

-Mieszkam teraz w Rysiowie- odparł, siadając obok. —Razem z trójką dzieciaków. Oprócz tej tutaj Beatki mam osiemnastoletniego syna Jasia i dwudziestosześcioletnią córkę Ulę. Moja żona niestety, ale krótko po urodzeniu Betti zginęła w wypadku samochodowym. A ja, jak to w moim wieku na zdrowiu podupadam. Miałem zawał i czekam w kolejce na zabieg czyszczenia żył.

-Taki nasz wiek Józiek -odparł smutno. — Nikt młodszy się nie robi.

-Niestety. Ale ty narzekać nie możesz. Sławny jesteś i w gazetach można o tobie poczytać i zobaczyć. Dlatego też rozpoznałem cię. Od zawsze siedziałeś w tym miejscu i szkicowałeś. 

-I sentyment pozostał. A jak radzisz sobie z taką gromadką dzieci -pytał, patrząc na Betkę?

-Jakoś trzeba sobie radzić. To głównie Ula zajmuje się domem. Jest dla rodzeństwa mamą i siostrą. To moja chluba. Skończyła dwa kierunki na SGH. Zarządzanie i marketing oraz ekonomię. Była najlepszą studentką i staż miała w dobrym banku. Tylko co z tego, że ma papierki, skoro pracy nie może znaleźć. Chyba ze względu na urodę. Nosi okulary, nie dba o makijaż, ubiór. Taka szara, spokojna myszka. Nie umie o siebie zawalczyć. W dodatku od czasu jak w domu siedzi, to gotuje, przytyła parę kilo i się zaniedbała.

-Rynek pracy to dżungla i tylko najmocniejsi umieją poradzić sobie- mówił wymownie. — Wróć Józiek. Twoja córka szuka pracy? Ja potrzebuję akurat kogoś do pomocy w mojej pracowni. 

-Tylko że szyć umie tyle, co poprzerabia rzeczy po Magdzie.

-Do szycia to ja mam krawcową Izabellę- wtrącił. —Ja potrzebuję kogoś, kto się zna na ekonomii. Tak się złożyło, że muszę sam zająć się planowaniem wydatków na pokazy.

-Byłbym wdzięczny za danie jej choćby szansy Wieńek -odparł z wyraźnym szczęściem w oczach.

-Pshemko- rzekł z uwydatnieniem. —Możemy pojechać od razu do ciebie i porozmawiam z córką. 

 

Do Rysiowa Garbusem dojechali po niespełna  godzinie, a w kuchni przywitała ich sama zainteresowana. Józef dużo nie pomylił się co do córki, bo przy stole zastał przeciętną dziewczynę. Nie zraziło go to jednak.

-Córuś to pan Wie- zaczął, ale przerwał. — Pshemko. Kolega z lat dzieciństwa. Ma dla ciebie propozycje pracy.

-Dokładnie. Słyszałaś o firmie Febo Dobrzańscy?

-Tak. Proszę usiąść. Kawy? Albo nalewki ojca?



-Chętnie. Jestem projektantem w tejże firmie- mówił, siadając za stołem. —Kiedyś kierował nią Krzysztof Dobrzański i wszystko było uczciwe i proste. Teraz młodzi wzięli firmę w swoje ręce. Konkretnie mówiąc, to Marek Dobrzański został na razie prezesem, a Aleks Febo dyrektorem finansowym. I w tym cały szkopuł, bo nie umieją dogadać się w żaden sposób. W dodatku jeden drugiemu utrudnia pracę w przygotowaniu własnego kosztorysu na całą kolekcję. W końcu powiedziałem im, że znajdę jakiegoś ekonomistę, sprawdzę ich kosztorysy, to co proponują i wybiorę z ekspertem. Najzabawniejsze jest to, że oficjalnie jeszcze nic nie ogłosiłem, a już znaleźli się chętni do współpracy ze mną. Uważają chyba mnie za idiotę i że nie domyślę się, że to ich ludzie.  Ale to ta oficjalna wersja Urszulo. Nieoficjalna to taka, że sam zajmę się znalezieniem dobrych dostawców i przygotuję kosztorys kolekcji. Do tego właśnie potrzebuję kogoś z ekonomii. Umiałabyś podołać zadaniu w jednym i drugim.

-Pewnie tak panie Przemysławie. Mieliśmy coś takiego na wykładach.

-W takim razie zapraszam jutro do firmy F&D na rozeznanie -odparł z zadowoleniem.

-I tak w ciemno chce mnie zatrudnić -wtrąciła Ula?

-Józiek za ciebie ręczy.

-Józiek? -zapytała Ula.

-Tak mówiliśmy na podwórku do twojego ojca. W recepcji powołaj się na mnie -wrócił do tematu rozmowy. — We środę jest pierwszy i dobry czas na rozpoczęcie pracy. Tylko będziesz musiała uważać na Marka i Aleksa. Znając ich, to Aleks będzie szpiegował, a Marek próbował rozkochać albo coś w tym stylu.

-Spokojnie. Nie dam się szpiegować ani poderwać. Poza tym mam chłopaka od liceum.

-Co to za chłopak- wtrącił Cieplak. —Od ponad pięciu lat siedzi w Gdyni.

-Łukasz studiuje na akademii morskiej tato, jakbyś zapomniał.

-Marynarz to nie jest dobry materiał na męża. Co port to dziecko -mruczał Cieplak.

 

W poniedziałek o dziewiątej Ula wstawiła się w firmie F&D. W recepcji powitała ją wysoka brunetka.

-Dzień dobry -rzekła z uśmiechem. — Urszula Cieplak. Ja do….

-Dzień dobry. Pshemko uprzedził, że przyjdziesz. Proszę sobie usiąść, a ja  zadzwonię po niego. 

Kiedy czekała na mistrza w holu, pojawiło się dwóch mężczyzn. Nie zdążyła zobaczyć ich twarzy, bo szybko przemknęli obok niej. Usłyszała jednak trochę ich rozmowy.

-Musimy szybko pozbyć się tego asystenta Pshemka i podsunąć Kevina Kubasińskiego -mówił zdecydowanie jeden z nich. — Dzisiaj ma się podobno pojawić.

-Jak pozbyć -odparł, pytaniem drugi? —Masz jakiś plan?

Dalej nic już nie usłyszała, bo panowie odeszli zbyt daleko. Pięć minut później na dole pojawił się mistrz.

-Dobrze, że Urszula już jest. Porywam Urszulę do swojego królestwa, a po drodze pokaże część firmy. 

-Kiedy czekałam na ciebie, dwóch takich mówiło o mnie, że trzeba się mnie jak najszybciej pozbyć.

-Wysoki brunet i ulizany wysoki blondyn czy wysoki brunet i blondyn z lekko kręconymi włosami? -zapytał z zainteresowaniem.

-Z twarzy ich nie widziałam, ale raczej ci pierwsi.

-Tak myślałem. Aleks i Adam Turek. Sam Turek nie jest groźny, ale zastraszony przez Aleksa, a Aleks knuje, ile się da.

 

Idąc za mistrzem głównym korytarzem, oglądała zawieszone zdjęcia na ścianach.

-Agnieszka i Francesko Febo -mówił mistrz, pokazując na jedno ze zdjęć. —Niestety, ale od dziesięciu lat nie żyją.  A to ich dzieci Paulinka i Aleks. A to Helena i Krzysztof Dobrzańscy -dodał, zatrzymując się przy kolejnym zdjęciu przedstawiającego jakąś parę.  Uroczy ludzie. Mili,  uczynni. I ich syn Marek. To na niego masz uważać. 



 

Na Marka dłużej popatrzyła. Musiała przyznać, że był uroczy z tym  zabójczym uśmiechem. 

-A na końcu moja skromna osoba -oznajmił, patrząc z zachwytem na siebie.

-Poznałam panie Przem -zaczęła, ale nie dokończyła. — Pshemko. 

-To teraz pójdziemy do mojej pracowni. Poznasz Izabellę. To moja krawcowa, jak ci mówiłem.  Na pewno się zaprzyjaźnicie.

Izabela była niewysoką blondynką z krótkimi włosami i już przy poznaniu wzbudziła w niej sympatię. Sama pracownia natomiast była spora i głównie znajdowały się tam manekiny i niedokończone stroje na ich.  Były też trzy stanowiska krawieckie.

-Pierwsza najważniejsza sprawa Urszulo to o dwunastej codziennie piję gorącą czekoladę. Przynoszą mi z pobliskiej kawiarni. W tym czasie nikt mi nie przeszkadza. Nawet Izabela idzie do bufetu na kawę z koleżankami. Reszta wyjdzie w praniu. Dobrze, że Urszula umie trochę szyć, bo czasami coś prostego trzeba przeszyć.

-Mogę i tym się zająć.

-Świetnie.  Pójdziemy teraz do kadr i Olszański wpisze cię na listę pracowników.

W kadrach wszystko  szło gładko. Główny kadrowy Sebastian Olszański w czasie przeglądania jej CV wysłał SMS-a do przyjaciela Marka Dobrzańskiego.

Marek Pshemko przyszedł z tym swoim asystentem.  A raczej asystentką. Urodą nie powala, ale CV z wyższej półki. Nie to, co Kevin Kubasiński podesłany przez Aleksa.

 

Marek wchodził do kadr, kiedy Ula wychodziła. Oboje spojrzeli na siebie. Ula oczywiście zauważyła przystojniaka, ale tylko delikatnie się uśmiechnęła i nie zastanawiając się zbytnio nad nim, wyszła na korytarz. 


 

-Ta dziewczyna Seba -mówił, wytężając umysł. —Znam ją z klubu. To ta od Donaty.

-Jesteś pewien? Minęły prawie dwa lata Marek.

-Tego nie sposób zapomnieć. Milena?

-Nie. Urszula Cieplak.

-Mogła zmienić wtedy imię. I trochę przytyła. Ale to jej oczy. Zobaczymy czy ma pieprzyk na szyi po prawej stronie pod uchem. Milena miała. Od razu chciałem tam ją całować.

-To musiałeś się jej dobrze przypatrzeć Marek.

Był środek nocy, kiedy w umyśle Uli wróciły wspomnienia sprzed prawie dwóch lat i twarzy mężczyzny z klubu. Ta sama twarz należała do mężczyzny wchodzącego do kadr. Z tą różnicą, że wtedy miał zarost. Przed oczami miała również zdjęcie syna Dobrzańskich.

To on. Chociaż minęło prawie dwa lata. Tylko czy on mnie pamięta? Na pewno mnie już nie pamięta -uspakajała się w myślach. — Nie miałam wtedy okularów, rude włosy i w ogóle inaczej byłam ubrana. No i byłam szczuplejsza. Nie mam się czym martwić. Na pewno mnie nie rozpozna.