poniedziałek, 13 marca 2023

Antoni Dobrzański.

Julka listopad 2022, a Kuba -wrzesień.

 

-Musieliśmy się chyba gdzieś pomylić Marek albo nie uważać -rzekła Ula, do leżącego obok niej męża w ich sypialni i przeglądając kalendarz.

-W czym? -zapytał bezmyślnie.  

-Marek słuchaj mnie, a nie przeglądaj telefon.

-Ula jak nie uważaliśmy? -zapytał, jak dotarło do niego, co powiedziała żona. — Czy to znaczy, że możesz być w ciąży?

-Na to wszystko wskazuje. Trzy tygodnie spóźnia mi się okres, a do tej pory miałam bardzo regularnie. Skojarzyłam, jak Ania i Maciek powiedzieli nam, że spodziewają się dziecka. Co będzie, jak okaże się to prawdą?

-Jak, co? Będziemy się cieszyć jak oni -mówił z pozytywnym nastawieniem, który jednak nie zadziałał na Ulę.  

-Tylko że oni mieli powód do radości. Udało się im po latach leczenia i próbach. My nie mieliśmy problemu z zajściem w ciążę. Wszystko po Julce i Kubie oddaliśmy potrzebującym. Musimy wszystko kupić nowe.

-Kochanie to szczegóły i stać nas na kolejne dziecko -mówiąc, biorąc za dłoń. — Pomyśl przyszłościowo. Tak za dziesięć piętnaście lat być może Kuba i Julka wyfruną z domu i zostanie z nami ten maluszek.

-Naprawdę jesteś gotowy na ponowne nieprzespane nocy, pieluchy, zapach pudru, zupek i kupek?

-Jestem gotowy Ula -zapewniał, całując w rękę. — Samo dziecko to dowód naszej wielkiej niekończącej się miłości. Ja zawsze wiedziałem, że chcę mieć więcej dzieci niż jedno. Dwójka to taka stereotypowo.

-Dobrze wiedzieć. Bałam się, że będziesz zły. Chcieliśmy zacząć więcej z życia korzystać, jak dzieci podrosną.

-I tak najlepiej czuję się w domu z tobą i dziećmi -mówił uspokajająco. —Musimy tylko powiedzieć jakoś Kubie i Julce i wytłumaczyć, jak to będzie, jak będzie ich więcej.

-Powiemy im, jak będziemy pewni Marek.

Marek ma rację -myślała, kiedy zasypiała. Poradzimy sobie z trzecim dzieckiem. Rodzina to przecież moje największe szczęścia i spełniam się w roli mamy i żony. A moje marzenia o powrocie do firmy mogą poczekać jeszcze parę lat.

Ponad ośmioletnie siedzenie w domu i dwie ciąży spowodowały, że Ula zaniedbała się fizycznie i towarzysko. Teraz, więc kiedy Kuba miał iść od września do drugiej klasy, a Julka do pierwszej liczyła, że będzie mogła w końcu wrócić do pracy, wyjść do ludzi i mieć czas dla siebie.  W jej głowie tkwiły również wydarzenia sprzed lat i bała się też, że może się historia powtórzyć i nie przeżyć porodu jak jej mama. Ona też po latach była w ciąży. Marek uspokajali ją w tych chwilach i mówił, że jej mama była dziesięć lat starsza od niej, było to dwadzieścia lat temu i że teraz medycyna jest bardziej rozwinięta.

 

Kiedy ciąża była już pewna, nie pozostało nic innego jak powiadomić o powiększeniu rodziny Kubę i Julkę. Rodzice obawiali się, jak przyjmą tę wiadomość, ale zarówno Kuba jak i Julka cieszyli się, że będą mieli rodzeństwo. Od razu też przylgnęli do mamy. 


 

-Może będę miała siostrzyczkę i w dom będziemy się bawić -mówiła Julka.

-Ja bym chciał, żeby był chłopiec. Oddam mu swoje zabawki -dodał jej brat.

-Najważniejsze, żeby było zdrowe -rzekł im ojciec. — I mama spokojnie przeszła ciążę.

-A imię będziemy mogli wybrać? -pytał Kuba

-Albo coś zaproponować -dodała Julka. — Ja dla dziewczynki już mam. Zuzia jak moja koleżanka. A dla chłopca Kacper.

-Nie mamo. Robert jak Lewandowski i Maja.

-Zaczniemy myśleć nad imieniem, jak już będzie wiadomo czy to dziewczynka, czy chłopiec. Ok? -przerwał ich spór ojciec.

-Tylko że wasze życie też się zmieni. Takie małe dziecko potrzebuje więcej uwagi -mówiła delikatnie Ula.

-Mamo nie jesteśmy dziećmi i wiemy, że takiemu małemu dziecku potrzeba więcej czasu poświęcić niż nam -odparł Kuba za siebie i siostrę. — Nie będziemy zazdrośni.

-Będziemy się nim zajmować, jak będziecie zajęci -zapewniła Julka.

-Kochani jesteście -odparła Ula, przytulając swoje dzieci.

 

Na pierwszą wizytę do lekarza Ula i Marek poszli razem i pierwsze badania nie wskazały żadnych komplikacji w rozwoju ciąży. Kiedy było już wiadomo, że będzie to chłopiec, rodzina zaczęła wybierać imię dla maluszka. Każdy z członków rodziny miał zaproponować trzy imiona, a że imię Antoś padło cztery razy najmłodszy został jeszcze przed narodzinami Antonim Dobrzańskim. Trzecia ciąża mocno zmieniła Ulę. Przybrała na wadze i straciła na urodzie. Dla Marka zmiana wyglądu żony nie miała znaczenia, bo zakochał się w firmowej brzyduli i kochał swoją żonę taką, jaką była. Dzień przed pójściem do szpitala Julka i Kuba przygotowali jej pożegnalny wieczór.

 


Najmłodsza pociecha tym razem na świat przyszła poprzez cesarskie cięcie w jedno listopadowe poniedziałkowe przedpołudnie.  Po tygodniu Ula i synek byli już w domu. Tam zajmował się nimi z największą troskliwością Marek, który wykorzystał urlop wypoczynkowy, aby zająć się synkiem i żoną.

Antoś rósł zdrowo i podobnie jak rodzeństwo był pogodnym dzieckiem. Miał też duże niebieskie oczy i to przykuwało wszystkich uwagę. Przyległo również do niego słowo słodziak. 


 

Kiedy miał ponad rok, Ula zaczęła coraz częściej pojawiać się we firmie.  Firma i jego rodzice w tym samym czasie przechodzili kryzys, ale wszystko trwał to na szczęście tylko kilka miesięcy. W wychowaniu synka Uli i Markowi pomagali dziadkowie oraz starsze rodzeństwo. Jak sami byli jeszcze dziećmi, głównie bawili się z nim, a później, gdy byli już starsi pilnowali, gdy rodzice wyjeżdżali na dłużej albo odwozili i przywozili ze szkoły czy treningów.

Towarzyszem zabaw od najmłodszych lat dla Antosia był oczywiście Karolek syn Ani i Maćka. Chłopcy byli w tym samym wieku i spędzali ze sobą czas nie tylko w przedszkolu i szkole, ale i poza nimi. Razem chodzili na treningi lekkoatletyki, jeździli z harcerzami na obóz, zabawić się gdzieś, nocowali u siebie.  Ich przyjaźń była tak duża, że Ula i Marek traktowali Karola, jako członka rodziny. Podobnie było z Szymczykami. 


 

-Kto wie, czy oni nie będą jak ja i Sebastian -rzekł któregoś dnia Marek, do Maćka, gdy byli jeszcze we wczesnej podstawówce.

-Marek bez urazy, ale wolałbym, aby byli porządniejsi -odparł dowcipnie Szymczyk.

-Ja mówiłem o takiej lojalności przyjacielskiej.

-A, jeśli tak, to tak.

Antoś będą jeszcze w przedszkolu, wykazywał zdolności matematyczne. Z czasem, gdy jego rodzeństwo wybrało studia dalekie od zarządzania firmą, w nim Ula i Marek pokładali nadzieję na przekazanie mu w przyszłości stery firmy. Kiedy więc idąc do liceum, wybrał klasę o profilu matematyczno-informacyjnym jego rodzice byli szczęśliwi. W liceum zaczął interesować się dziewczynami, a nie tylko czas spędzać z Karolem i rodzicami. Również Vanessa Olszańska była w jego zainteresowaniu, choć młodsza o trzy lata. W tym zdecydowanie podobny był ojca. Kontakty z dziewczynami właśnie spowodowało, że między przyjaciółmi zaczęło się psuć.

-Na tą Zuzkę bym uważał Antoś. Nikt długo miejsca przy niej nie zagrzał.

-Spoko. Przecież nie na poważnie z nią. Nie powiem jej, że ją kocham.

-W ogóle dziewczyny w naszym wieku są mało dojrzałe.  Miłość traktują ulotnie. Ja jak już zakocham się to na poważnie. I w kimś, kto na to zasłuży.

- Spoko. Karol.  Mamy czas na takie deklaracje. Ty dopiero, co skończyłeś osiemnaście lat, a ja dopiero kończę za trzy miesiące.

 

Wejście w pełnoletność Antoś nie tak sobie wyobrażał. Zabawa zorganizowana przez jego rodziców dla jego znajomych i rodziny udała się doskonale, ale wyjście z Karolem dwa dni później na siłownię już nie. 

-Co taki przygaszony jesteś -zapytał Antoś, gdy wyszli z klubu. 

-Wiem, że to głupie i ty tego nie czujesz, ale jestem zakochany w tobie. Wszystko mi się w tobie podoba i w twoim towarzystwie czuję się najlepiej -wyrzucił z siebie.

-Dobre -zaśmiał się młody Dobrzański.

-Chciałem, żebyś to wiedział Antoś. I chciałbym, żebyś odwzajemnił, ale widzę, jak patrzysz na dziewczyny.

-Ty tak na poważnie? -zapytał, poważniejąc.

-Nie zauważyłeś nigdy nic? Jak patrzę na ciebie? Czuję wtedy podniecenie. Próbowałem z Darią, bo uważam, że wszystkiego trzeba spróbować, ale nic z tego.

-Nie chcę tego słuchać Karol.  To jest obrzydliwe.

-Przykre, że tak odbierasz moją orientację.

-Nie, nie o to chodzi. Muszę iść. Nara.

 

Po rozstaniu z przyjacielem do domu nie poszedł od razu, tylko chodził po okolicy bez celu. Kiedy już wrócił, poszedł od razu do swojego pokoju, nie witając się nawet z rodzicami. Marek zajęty przeglądaniem gazety nawet tego nie zauważył. Uli gorsze samopoczucie syna uwadze nie uszło. Następnego dnia, kiedy Marek pojechał do pracy, postanowiła wypytać delikatnie syna, co się stało.

-Popstrykałeś się z Karolem -zapytała, kiedy przyszedł do kuchni.  Wpadłeś do domu jak huragan i zamknąłeś się w swoim pokoju.

- Karol powiedział, że się mu podobam. Czy tak jakoś.  Myślałem, że zazdrosny jest o Zuzkę, Vanesskę, czy inne dziewczyny, gdy mi je odradzał. Chodziło mu o inną zazdrość. Dlaczego musiał zepsuć naszą przyjaźń? Znamy się od zawsze, ufaliśmy sobie, wygłupialiśmy się, chodziliśmy w te same miejsca, lubiliśmy to samo, ale ja zawsze traktowałem to w kategoriach przyjaźni. Między nami nie ma mowy o uczuciu. Ja chcę mieć dziewczynę i w przyszłości założyć rodzinę z kobietą. Co mam teraz zrobić mamo?

- Synku to trudne -odparła, kiedy przetrawiła, to co usłyszał . — Na pewno nie powinieneś odwracać się od Karola. Najważniejsza jest wasz przyjaźń i szczera rozmowa.

-Dlaczego powiedział mi to wszystko mamo?

-Bo zawsze sobie wszystko mówiliście, bo jesteście przyjaciółmi, bo gdyby nie powiedział, może on by się źle czuł. Musisz dać sobie czas, jeśli nie jesteś gotowy spotkać się z nim. Dzisiaj możesz nie iść do szkoły, jeśli nie chcesz. Pomożesz mi zająć się Igą. Emilka ma ją przywieźć na cały dzień. ( Córka Kuby i Emilki.)

Podobna sytuacja miała miejsce u Szymczyków. Z tą różnicą, że Karol nie powiedział rodzicom, co mu na sercu leży. Gdy więc Ula i Ania  spotkały się w sklepie, tematem rozmowy było zachowanie ich synów.  

-Karolek wczoraj wrócił jakiś nieswój do domu. Pokłócili się z Antosiem? -zapytała delikatnie Ania, gdy wracali do swoich domów. — Dzisiaj do szkoły nie chciał pójść.

- Ja bym nie nazwała to kłótnią Aniu -odparła, nie wiedząc za bardzo, co ma powiedzieć przyjaciółce. — I nie powinnam ja ci o tym powiedzieć. Powinnaś z Karolem pogadać.  To coś osobistego. Antoś mi się zwierzył.

-Teraz mnie dopiero zaniepokoiłaś. Czasami mam wrażenie, że Karol jest inny niż inni chłopcy. Że dziewczyny nie interesują go. Matka to czuje. Ma takie jedno zdjęcie, jak stoi przy murze ze zgiętym kolanem. Takie fotki robią sobie dziewczyny, jak chcą startować w wyborach miss albo do katalogów na modelkę. Więcej o dziewczynach mówi Radek, choć ma dopiero piętnaście lat ( dodałam jej drugiego syna) Wiem, że to szok dla niektórych rodziców, ale dla mnie nie ma to znaczenia, bo tak samo bym go kochała.

-Aniu pogadaj z Karolem. Tak szczerze -radziła Ula.

 Antoś i Karol tymczasem odreagowywali na dwa różne sposoby poprzedni wieczór.  Szymczyk poszedł do sklepu po pół litra i się opił w samotności. Dobrzański natomiast pojechał do klubu sportowego na siłownię i tam wyładowywał napięcie na sztangach. Na jego szczęście pracował tam jego dawny trener a prywatnie szwagier mąż Julki Marek Siódmiak i odwiózł do domu, zanim nie wykończył się fizycznie ani nie zniszczył urządzeń.

 

Unikanie się chłopców w nieskończoność nie było możliwe, bo chodzili do jednej klasy i mieszkali po sąsiedzki. Antoś w końcu zebrał się na odwagę i poszedł do Karola. Ten ciągle odchorowywał wypity alkohol, ale miał siły porozmawiać z przyjacielem.

- To było głupie Antoś. Niepotrzebnie wypaliłem z moimi uczuciami i tym, jaki jestem.

-Nie chodzi o to, że wolisz chłopaków, ale że się we mnie zakochałeś -odparł momentalnie.  — To jest najtrudniejsze. Wolałbym nie wiedzieć. Nie wiem, jak mam się zachowywać w twojej obecności.

-Bądź jak dawniej. To mi wystarczy. Jeśli będziesz potrzebował czasu na przyzwyczajenie, zrozumiem. Tak jak nie będziesz chciał siedzieć ze mną w ławce, czy chodzić na siłownię.

-Nic z tych rzeczy Karol. Dalej będzie między nami tak jak teraz. Najlepsi kumple szkoły.

Karolek jeszcze tego samego dnia porozmawiał z rodzicami. Było mu o tyle łatwiej, że Ania zdążyła porozmawiać również z mężem. Nie było więc dla nich to wielkim szokiem. Najbardziej pocieszające było dla Karola to, że go zrozumieli i nie robili żadnych wykładów.

 

Liceum, do którego chodzili, było tolerancyjne, ale co innego w teorii a co innego w praktyce. Jeden z ich kolegów zaczął coś podejrzewać i rozsiewać po szkole swoje informacje.

-Słyszałem, że kochasiami zostaliście -zadrwił prowokacyjnie w szatni po lekcjach.

-Boguś czy ty z małpą na rozum się zamieniłeś -postawił się mu Antoś.

-Pytam, bo wy tak wszędzie razem.  

-A co? Nie można?

-Ludzie gadają, że wy. No wiecie.

-Odwal się od nas -tym razem Karol się odezwał.

-Bo, co? Cioty się … -zaczął pogardliwym określeniem.

Boguś nie dokończył, bo Antoś rzucił się na niego z pięściami. Chwilę później z hukiem upadli na podłogę i zaczęli się zażarcie okładać pięściami, szarpać za ubrania, drapać i dusić. Gapie otoczyli ich kółkiem, niektórzy nawet filmowali, aby było co wrzucić do neta. Ci rozsądniejsi pobiegli po ochronę. Dwóm rosłym ochroniarzom udało się ich rozdzielić i doprowadzić do dyrektora. W efekcie bójki obaj mieli rozcięte łuki brwiowe i wargi, podbite oczy, zadrapania i poszarpane ubrania. Antoś nie zamierzał nic ukrywać przed dyrektorem i powiedział prawdę, że choć on zaczął bójkę, to Boguś zaczął prowokacyjną rozmowę.

Następnego dnia w szkole musieli pojawić się również ich rodzice. Zarówno Antosia jak i Karola i Bogusia. Dla całej trójki skończyło się to naganą i obniżoną oceną z zachowania na świadectwie z matury.

-Nie wiem, jak przetrwam do końca roku -stwierdził pesymistycznie Karol po wyjściu od dyrektora. —Teraz ludziska w szkole, tylko o tym będą gadać.  Trzeba było powiedzieć, że tylko ja jestem gejem. Tobie daliby chociaż spokój.

-Po to się ma przyjaciół, żeby się wspierać -odparł, dodając otuchy.  — Nie mogłem cię samego zostawić. Co do gadaniny, to niech sobie gadają. Niedługo święta, później ferie, studniówka, powtórki do matury i tym się zajmą.  A tymi młodszymi nie ma się co martwić.

-Jesteś prawdziwym przyjacielem Antoś. Gotowy mi zawsze pomagać.

 

Po maturze Antoś dostał się na SGH. Oprócz studiowania chodził po klubach i korzystał z życia. Karol tymczasem postanowił studiować w Gdyni nawigację i tam się przeniósł. W nowym otoczeniu było mu znacznie lepiej. Tam poznał nowych ludzi i Adama, przy którym czuł się tak samo dobrze jak w towarzystwie Antosia.

Antoś swoją miłość znalazł, dopiero kiedy kończył studia i była nią niania synka Julki Oliwia. Dziewczyna, na co dzień studiowała fizjoterapię i dorabiała popołudniami i w weekendy. Prędzej jego życie toczyło się pomiędzy domem, studiami, klubem i przypadkowymi znajomościami z dziewczynami.  Zalegalizowanie związku trwało dwa lata, a gdy Oliwia skończyła studia i staż ich rodzina powiększyła się o synka Mikołaja.  Po sześciu latach pojawiła się dziewczynka Kasia. Antoś został również prezesem F&D. Najpierw jednak pracował pod okiem rodziców. Jego rodzeństwo pazerne nie było i nawet jak został spadkobiercą akcji nie protestowali. Zwłaszcza że rodzice wyposażyli Kubę i Julkę w pokaźne sumy pieniężne.  Brat również o nich nie zapominał i dzielił się zyskami. 


 

Przyjaźń Karola i Antosia, pomimo że ten pierwszy mieszkach w Hamburgu ze swoim partnerem Adamem ciągle trwała i spotykali się w miarę swoich możliwości.   

 

wtorek, 7 marca 2023

Dziewczyna z klubu cz. 9

-Co ma to znaczyć, że pani jest tą Mileną? -zapytała Febo.

-Paula nie czas i nie miejsce na takie rozmowy -rzekł Marek, próbując odciągnąć od Uli. —Wracajmy do domu.

-Nie -wtrąciła Febo. —Chcę wiedzieć, co ma mi ona dopowiedzenia.

-Naprawdę chce pani rozmawiać przy Wioletcie -odparła Ula pytaniem.

-Ja jestem najlepszą przyjaciółką Paulinki i nie mamy przed sobą tajemnic -odezwała się Wioletta.

-Nigdy nie byłaś moją najlepszą przyjaciółką i nie twoja sprawa, co mają mi dopowiedzenia.  

-Paula ma rację -rzekł Sebastian. —Zostawmy ich samych. Zabieram cię na kawę. 


 

-No, więc? -pytała Febo, kiedy Sebastian i Wioletta odeszli wystarczająco daleko.

-Trzy lata temu korespondowałam z Markiem na portalu randkowym. To znaczy, ja pisałam za koleżankę z uczelni Milenę -opowiadała ku zdziwieniu Marka. —  Po trzech miesiącach spotkali się w klubie. Oprócz Mileny i ja przyszłam z ciekawości zobaczyć, jak wygląda ten ktoś, który ze mną pisał tak interesująco. Pisanie bardzo ładnie nam wychodziło. To tak jakbyśmy się rozumieli w pół słowa. Przez kolejne dni dalej ja pisałam, a Milena dalej chodziła na spotkania. Marek w końcu połapał się, że inna osoba musiała z nim pisać, a kto inny przychodził. Przez kolegów ze studiów jakoś mnie wytypował. Gdy już zobaczył skojarzył, że widział mnie wtedy w klubie. Kłamać nie umiem i powiedziałam prawdę. Dlatego Marek i Sebastian nazywają mnie Mileną.

-I to wszystko? -zapytała, podejrzliwie Febo.

-A, co? Myślała pani, że Marka i Milenę coś łączy dalej? I jeśli chce pani dowiedzieć się, czy byli w łóżku to nie.

-Oby było to prawdą -odparła. —A my porozmawiamy w domu Marek -rzekła bezdyskusyjnym tonem i odeszła.

-Milenę masz z głowy Marek -rzekła, kiedy Febo odeszła. —Teraz wybacz, ale muszę już iść -dodała, omijając go. — Do siedemnastej muszę dojechać na Banacha i odebrać wyniki ojca. 

-Nie do końca z głowy Ula -odparł, idąc za nią. — Musimy porozmawiać, o tym co się stało dwa lata temu -dodał, na co Ula przystanęła.  — Podwiozę cię do tej przychodni. Wiem, gdzie się mieści.

-Masz rację. Czas na wyjaśnienia.  Źle się czuję udając, że nic się nie stało.  

Oboje czuli, że kiedyś to nastąpi i zastanawiali się jak będzie przebiegać. Ula obawiała się, że będzie to jedna z najtrudniejszych rozmów i że Marek będzie wrzeszczał na nią. Marek natomiast myślał, że powie jej kiedyś to wszystko z satysfakcją i jakąś małą zemstą, ale teraz wydarzenia te tylko go bawiły.

-Po co powiedziałaś Paulinie, że ty jesteś Mileną -mówił, idąc z nią na parking. — Mogłaś skończyć na tym, że ćwiczy z tobą Marlena. A tak będę musiał jeszcze się w domu Paulinie tłumaczyć się z jakiegoś nieistniejącego portalu.

-A co ? Miałam jej powiedzieć prawdę, że to ja z koleżanką rozebrałyśmy cię i zostawiłyśmy nagiego w pokoju hotelowym? Poza tym Wiola i Paulina nie dałyby ci spokoju. A tak Paulina wie, na czym stoi i przestanie być zazdrosna, o kogoś kto nie istnieje. To chyba lepsze, niż tamta wersja.

-Ok. Masz rację.

-Myślałam jeszcze o sobie. Z charakterem twojej narzeczonej nie miałabym życia. Jakby jeszcze powiedziała Pshemko, to już w ogóle byłoby źle. Od kiedy wiesz, że ja to Milena? Inaczej wtedy wyglądałam.

-Od pierwszego dnia. Po oczach cię poznałem i tym pieprzyku przy uchu.

-Pieprzyku? -zapytała mocno zdziwiona.

-Tam cię całowałem. A ty, kiedy mnie skojarzyłaś?

-Ciebie nietrudno zapomnieć. Też tego samego dnia, ale wieczorem. Dwa lata temu miałeś zarost, ale rozpoznałam w tobie Kubę. Tak miałeś wtedy na imię. Donata to znaczy Anita dużo mi o tobie nie powiedziała.

-Anitka -westchnął dziwnie. —Gdy wyszłaś do tego bankomatu, próbowała mnie uwieść i zaproponowała seks. Ale pewnie wiesz o tym.

-Wiem. Wszystko sobie prędzej ustaliłyśmy.

-Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że dałem się tak wkręcić.

-A ja, że wszystko się udało. Mieliśmy się już nie spotkać, a tu taka niespodzianka. Bałam się nawet, że nie zgodzisz się, aby mnie  zatrudniono. Albo, że będziesz chciał się zemścić.

-Nie chciałem narażać się Pshemko. Dlatego nie optowałem zwolnienia. Co do zemsty, to fakt myślałem nad tym, ale już mi przeszło. Tyle mi pomagasz. Ale Paulinę trzeba było sobie odpuścić. Miałem w domu niezły sajgon.

-Kara jakaś musiała być. Dlatego Paulina pojawiła się w hotelu i dostała te zdjęcia. Ciesz się, że nikt z obsługi cię nie widział. Taki był plan Donaty.  Przekonałam ją, że im mniej osób będzie wiedziało tym lepiej.

-I co? Mam być ci wdzięczny? -zapytał, kiedy otwierał jej drzwi swojego samochodu.

-Ja bym była. Słowa dotrzymałyśmy. Tylko my wiemy, Donata, Sebastian i Paulina. Bardzo bezpiecznie.

-Czyli to ta Donata wszystko wymyślił -ni stwierdził, ni zapytał, gdy wyjeżdżała z parkingu.

-To jej koleżankę poderwałeś i rzuciłeś.

-A ty tylko postanowiłaś jej szlachetnie pomóc -ironizował.  

-Po prostu Donata zawsze była dla mnie życzliwa, a ja odbiegałam na studiach od grupy. Nie miałam drogich ciuchów, nie chodziłam po klubach. Byłam taką szarą myszką, a ona mnie taką akceptowała. Chociaż sama miała pieniądze i lubiła się zabawić.

-Ty lepiej całowałaś -postanowił, że podroczy się z Ulą. —To znaczy, mi się bardziej podobało.  A jakie wrażenie zrobiłem na ciebie nagi? -zapytał, jak Ula nic nie odpowiadała na temat całowania. Ula najchętniej uciekłaby i nie rozmawiała na ten temat, ale szans wyjścia z auta nie było, bo byli na środku jezdni.

-Nie przyglądałam się zbytnio -odparła ze zmieszaniem. — Rozebranie cię, należało do Donaty. Musisz z Sebastianem pogadać i opowiedzieć to, co ja ci opowiedziałam -zmieniła temat.

-Pogadam. Na doczekaniu wymyśliłaś tę historię o Milenie i portalu randkowym?

-Nie. Milena naprawdę istnieje, mieszka w Rysiowie i naprawdę pomagałam jej z tym pisaniem na portalu randkowym. Tylko akcję przeniosłam na uczelnię. Była bardziej prawdopodobna niż ta z Rysiowa.

 

Powrót do domu Marek opóźniał, bo najpierw chciał podjechać do mieszkania Sebastiana i opowiedzieć mu wszystko, co działo się po jego odejściu oraz o wymyślonej historii o portalu randkowym. Wioletta poszła po pomidory, więc mógł śmiało porozmawiać z przyjacielem.

-To ci się upiekło Marek -podsumował, kiedy Marek skończył opowiadać.

-Trochę tak.  Paulina prędzej przełknie portal randkowy niż wracanie do tej prawdziwej historii. Gdyby dowiedziała się prawdy, Ula nie miałaby też życia. Jeszcze gorzej jakby Pshemko się dowiedział. Ula jest dla niego uosobieniem dobroci i szczerości.

-Fakt nie miałaby dziewczyna łatwo -przytaknął trzeźwo.

-Jakby Paulina pytała, to wiesz, co mówić? -uprzedzał Marek.

-Wiem. Dla Wioli ta sama wersja? Już myśli, o co chodzi z Mileną. Lepiej jej powiedzieć niż zacznie stwarzać swoje niestworzone historie.

-Wiadomo Seba.

Powrót Marka do domu łatwy nie był. Paulina tak jak zapowiedziała mu, czekała na niego. 


 

-Jesteś w końcu -wysyczała. —Mało ci klubów, że jeszcze szukasz panienek po portalach randkowych.

-Paula to było dawno temu, tak dla zabicia czasu i zabawy -odparł jeszcze ze spokojem. — A konto już dawno usunąłem. Z tą Mileną tylko pisałem i tylko trzy razy się spotkałem. Na żywo była nie do zniesienia. Od tej pory nigdy się nie spotkaliśmy. Nawet nie pamiętam,  jak wyglądała.

-Szczegółów mi oszczędź Marek -wtrąciła. — Jak rozumiem, gdyby nie grubaska nigdy bym się nie dowiedziała.

-Możesz tak nie mówić o Uli -odparł podniesionym głosem.  — Nic ci nie zrobiła. Chyba że masz jej za złe, że psuje szyki Aleksowi.

-Nie jest żadną konkurencją dla Aleksa. I nie o tym rozmawiamy. Rozmawiamy o tym jak mnie traktujesz, o ciągłych twoich zdradach i jak rozwalasz nasze życie -wyrzucała z siebie z goryczą słowa. 

-Paula tyle razy już to słyszałem, więc daj sobie spokój.

- A ja po raz kolejny dowiaduję się, że mnie zdradzałeś.  

-Jaka zdrada? Konto na portalu randkowym za zdradę uważasz?

-Tak się czuję. Oszukana i upokorzona po raz kolejny.

-Są podobno typy kobiet, które pozwalają się tak traktować, aby im współczuć.

-I niby ja do takich należę? Wariatki ze mnie nie zrobisz.

-To może powinniśmy pójść na terapię dla par.

-Tak postrzegasz nasz związek? -pytała z oburzeniem.

-Paula z terapeutów masa ludzi korzysta. Indywidualnie, w parach albo grupowo.  Nic w tym zdrożnego. Ty taka światowo powinnaś wiedzieć.

-Nie będę rozmawiać z obcymi ludźmi o nas i naszym związku. Wybij sobie to z głowy.

 

Kolejnego dnia zamieszanie, co do osoby Mileny nieco ucichło, bo we firmie pojawił się Krzysztof i oznajmił Markowi i Aleksowi, że we wtorek zacznie wybierać prezesa. Prędzej Ula i Marek mieli wybrać się na trzydniowy pobyt w Monachium.  


 

-W samolocie i tam na miejscu wszystko jeszcze raz przedyskutujemy sobie, co do tej pory omawialiśmy -planowała Ula, kiedy przyszła do jego gabinetu. —Chociaż uważam, że przygotowany jesteś dobrze.

-Oby. Aleks podobno już planuje, jakiego pracownika, gdzie przesunie.

- Planować sobie może. Pshemko już uważa ciebie za prezesa, a nie tylko pełniącego obowiązki. Będzie dobrze. Zobaczysz -pocieszała Ula.

-Ja jeszcze zamierzam sobie odpocząć  i się zrelaksować. Paulina ostatnio napsuła mi krwi.

-Przepraszam Marek. Mogłam nic nie mówić.

-Nie twoja wina. Ja tak ogólnie mówię.

-Ja boję się, jak będzie, jak przyjdzie i jak się spotkamy.

-Spokojnie. Dzisiaj raczej nie grozi ci spotkanie z nią. Na jedenastą umówiona jest na masaż, a na trzynastą na pedicure. Później znając ją, będzie zmęczona i będzie odpoczywać w domu. Coraz bardziej przeszkadza mi nasz związek -zwierzał się Uli, jakby była jego przyjaciółką albo psychologiem czy terapeutką.

-Tak szczerze, to kompletnie nie rozumiem was i waszego związku. Ja z Łukaszem jesteśmy z takim stażem jak ty z Pauliną, a nie ma między nami nieporozumień, zdrad. Ufamy sobie w pełni.

-Może, dlatego że ty jesteś tu, a on w Gdańsku i nie macie czasu i sposobności na kłótnie. Jak jesteśmy z dala od siebie, to też się nie kłócimy Ula.