sobota, 8 kwietnia 2023

Święta z Dobrzańskimi są... ?

Dla Uli święta czy to Wielkanocne czy też Boże Narodzenie zawsze były dla niej ważne. Było tak jak mieszkała jeszcze w Rysiowie jak i później, gdy miała już swoją rodzinę. Był wtedy czas dla rodziny a praca i codzienne życie schodziły na dalszy plan. Kiedy była już panią Dobrzańską, starała się, aby chociaż kilka godzin spędzić z ojcem, Alą, Beatką i Jasiem.  Z czasem, kiedy jej dzieci były coraz starsze razem z nią i Markiem brały udział w przygotowaniach. Wszystkie te chwile uwiecznione były na zdjęciach, filmikach i filmikach Uli. Ula pamiętała również wszystkie historie związane z Wielkanocą. Kiedy była w ciąży z Kubą to na Marku spadła odpowiedzialność za zorganizowanie świąt. Krótko przed nimi trafiła bowiem do szpitala na kilka dni, bo nieoczekiwanie cukier się jej podwyższył. Do domu wróciła rano w Wielki Piątek i pilnowała Marka w sprzątaniu. Wtedy też jej mąż zrozumiał, że sprzątanie zajmuje sporo czasu a zawieszanie firanek i zasłonek to katorga, bo ręce ciągle omdlewały. Jednego roku, kiedy byli w Rysiowie Julka i Kuba, będąc z Beatką na spacerze, znaleźli cztery szczeniaki i przynieśli do domu. Innym razem musiał tłumaczyć głównie Julce, dlaczego akurat baranek jest z masła, a nie zajączek albo kurczaczek i dlaczego w mieście nie ma zajączków i skoro nie ma to, kto przynosi prezenty. Gdy Antoś miał cztery latka w jego koszyczku obok zajączka znalazł się również czekoladowy Mikołaj znaleziony przypadkiem w czasie porządków w jego pokoju. Chłopiec pomyślał sobie, że jeśli będzie zarówno zajączek i Mikołaj w koszyczku dostanie dwa prezenty. Kiedy natomiast miał parę miesięcy, Ula na święconkę wysłała tylko Kubę i Julka, a ci wrócili do domu z nie swoim koszyczkiem. Dzieci również od samego rana w Wielką Sobotę czekały, aż pójdą na święconkę, a Julka przez cały dzień nuciła sobie różne piosenki nauczone w przedszkolu. Śniadania wielkanocne jadali różnie. Jednego roku było u nich, innego w Rysiowie albo w Dobrzańskich seniorów.  Co roku oczywiście obchodzili Śmigus- dyngus. Dzieciaki uwielbiały oblewać się nawzajem i rodziców i ci pozwoliły na mokrą zabawę. Marek pamiętał, że kiedyś zrobił taką pobudkę Paulinie, to dostała histerii i powiedziała mu, że zachowuje się prostacko i żeby nigdy więcej tego nie robił. Pamiętał też, że jak Ulę tak obudził, ta odwzajemniła się tym samym tuż po śniadaniu. W kolejnych latach przybywało osób do oblewania wodą. W pogodne i ciepłe dni nawet sporo wody zostało wylane i nikt do nikogo nie miał o to pretensji.  

 


Marek z czasów bez Uli świąt w ogóle miło nie wspominał. Będąc jeszcze z rodzicami, czuł jeszcze, że są święta, bo mama wraz z panią Zosią zadbały o klimat, wystrój i potrawy. On w tym nie brał jednak udziału, a na święconkę przestał chodzić w wieku siedemnastu lat, bo jak mówił wyglądał głupio z koszyczkiem. Kiedy był już z Paulina na śniadanie, co roku chodzili do Dobrzańskich albo lecieli w ciepłe kraje. Ostatnia Wielkanoc z Pauliną utkwiła mu w pamięci, bo chciał, chociaż namiastkę świątecznego nastroju przenieść do jego domu. Paulina jednak wolała cały czas mówić i myśleć o zbliżającym się ślubie. Wtedy też podjął decyzję o rozstaniu się z nią.

Co parę lat święta wiązały się z urodzinami Uli i Kuby, bo Ula urodziła się dwudziestego pierwszego kwietnia, a jej syn trzydziestego marca. Pierwsze urodziny Kuby właśnie przypadały w drugi dzień świąt. Wtedy mieli dwa powody do świętowania.  

-Kochanie to były wspaniałe dwa dni -rzekł jej Marek w wielkanocny poniedziałkowy wieczór.    I wiem, że już mówiłem ci to, to powiem kolejny raz. Z Febo takich świąt nigdy nie miałem.

-A ja od czasu śmierci mamy, nie miałam tak udanych świąt Marek -mówiła z rozczuleniem. —Ty, ja nasz synek, ojciec, Ala, twoi rodzice, Jasiek, Betti i nasz nienarodzony maluszek przy jednym stole.

-Jeszcze wiele takich świąt przed nami. Obiecuję ci to kochanie.

- Oby Marek, bo choć pracy jest więcej, mi to nie przeszkadza. To magiczny czas, kiedy życie zwalnia i jest czas na bycie z rodziną, znajomymi. Na rozmowy, wspomnienia.

- Takie będą te nasze święta kochanie. Ja żadne skarby świata nie chciałbym wrócić do świąt spędzanych z Pauliną. Wszystko było takie sztuczne udawane. Teraz czuję prawdziwą istotę świąt.

 

Jedno z kolejnych takich podwójnych świętowań miało miejsce, gdy Ula obchodziła pięćdziesiąte urodziny. Miała swoje plany na ten dzień, ale i mąż i dzieci swoje. Na szczęście nie kolidowały ze sobą. W Wielką Sobotę, jak co roku do czasu pójścia na święconkę Ula robiła ostatnie porządki i królowała w kuchni. We wszystkim pomagał jej Marek i trójka pociech. Z pomocy dzieci szczególnie się cieszyła i że będą obchodziły je z rodziną w odwiecznej tradycji. Wiele słyszała, że w ostatnich latach sporo młodych osób zwłaszcza święta Wielkanocne traktuje jak dodatkowe wolne od pracy bez kontekstu świąt i tradycje świąteczne ma za nic.

Następnego dnia Ula wstała wcześnie i chciała zająć się śniadaniem, ale okazało się, że Julka wyprzedziła mamę i nucąc piosenkę z lat dzieciństwa, układała na półmisku jajka. Uli na taki widok łza w oku się zakręciła.

Koszyczek z wikliny pełen jest pisanek.

A w nim przy nich kurczaczek i z masła baranek.

Przy baranku lukrowana babka, sól, chleb i wędzonka.

Oto wielkanocna jest nasza święconka.

Córka zdążyła nie tylko ugotować jajka i je ozdobić, ale również biała kiełbasa i żurek delikatnie się gotowały, a zapach gotujących się potraw roznosił się po kuchni. Na talerzu była też pokrojona szynka, schab z śliwką, pasztet i inne wędliny i sery. Na dwóch oddzielnych paterach miejsce znalazła babka i inne ciasta oraz owoce.  Nakrył również stół w salonie i przystroił baziami, żonkilami oraz świątecznymi ozdobami. Dopełnieniem całości był koszyczek ze święconką.

-Witaj Córeczko -rzekła, całując córkę w policzek na powitanie.  —Nie musiałaś sama przygotowywać wszystkiego.  Tyle ma być osób na śniadaniu.

-Mamo to twoje święto. Zresztą Emilka ( żona Kuby) i Kuba mi pomogli. Ty idź i zrób się na bóstwo.  I dzień dobry.

-W moim wieku na bóstwo trudno będzie się zrobić. Nie jestem cudotwórczynią.

-Cudotwórczynią może i nie, ale masz to coś -odparła z uznaniem.  Wyglądasz na moją siostrę, a nie na mamę. Moje koleżanki zazdroszczą mi takiej mamy.  Co drugi facet za mamą się ogląda. Tak tato mówi. I jest zazdrosny jak kobra.

- Cały Marek. Ale za to go między innymi kocham. 


 

Przed dziewiątą przyjechał ojciec Uli z Alą, Beatka z mężem Konradem i dwójką swoich dzieci, Jasiu z żoną Natalią i synem oraz narzeczony Julki Marek Siódmiak. Do grona dołączyła Helena Dobrzańska, która od paru miesięcy była wdową i już jakiś czas na stałe mieszkała z synem i jego rodziną.

Kiedy wszystko było już gotowe i mogli zasiąść do stołu. Zanim zaczęli jeść, wszyscy złożyli sobie życzenia a Marek, jako pan domu zabrał głos.

-Kochani, dzieląc się jajkiem, w te piękne święta chciałbym złożyć Wam wszystkim życzenia.


Życzę Wam zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych, pełnych wiary, nadziei, radości, smacznego jajka, radosnego nastroju, serdecznych spotkań z najbliższymi oraz zajączka bogatego i wesołej zabawy w lany poniedziałek.

                                Życzy RanczUla.  


 

Osobne życzenia były dla Uli. Te od Marka był najważniejsze.

Ukochana Żono, w tym szczególnym dniu urodzin, życzę Ci, aby to, co wydaje się niemożliwe, stało się rzeczywistością. Żeby dzieci i wnuczka przysparzały Ci zawsze radości, szef uśmiechu na twarzy, konto pieniędzy, teściowa całusów, a los spełnienia najskrytszych pragnień. Sto lat, kochana marzycielko! (Spisane z Internetu)

Życzenia były jak najbardziej trafione, bo była marzycielką, dawno temu bycie panią Dobrzańską wydawało się niemożliwe, rodzina była jej szczęściem, teściowa w pełni akceptowała, a jej szef zawsze wywoływał uśmiech i szybsze bicie serca. 


 

Był oczywiści prezent od męża. Marek podarował jej wisiorek z białego złota z diamentami. Reszta podarowała jej gadżety z liczbą 50. Był to kupek, koszulka, poduszka, skarpetki i inne drobiazgi. Sama jubilatka życzyła sobie nie wykosztowywać się prezentami.

Po tym punkcie poranka wszyscy zasiadli do stołu i uroczystego śniadania.  Po nim kiedyś jak Julka, Kuba i Antoś był czas na małe upominki, ale małych dzieci oprócz Igi córki Kuby i Emilki nie było, a ona miała dopiero półtora roku i była za mało, aby dawać prezenty od zajączka.

Popołudnie spędzili w jeszcze większym gronie, bo do obecnych już gości dołączyli Szymczykowie z synami Karolem i Radkiem, Olszańscy z córką Samanthą i synem Kevinem oraz najbliższe koleżanki z F&D. Dla Uli pojawił się oczywiście spory tort. Marek wraz z Kubą i Antosiem wyciągnęli z garażu niedawno zakupione meble ogrodowe i kawę wypili w ogrodzie. Kwietniowa pogoda jak najbardziej zachęcała do spędzania czasu na powietrzu i dopiero późnym popołudniem wszyscy wrócili do domu.  Po powrocie z dworu panie zajęły się przygotowaniem kolacji, a reszta towarzystwa poszła do salonu. Wieczór mijał w równie miłej atmosferze, co cały dzień.   Wszyscy rozmawiali ze sobą, śmiali się, żartowali, jak przyjaciele, którzy znają się od lat i nie dzieli ich różnica wiekowa.


 

Od Dobrzańskich goście odjechali dopiero po kolacji. Ula po ich wyjściu wzięła się za sprzątanie, ale córka i synowa wraz z Markiem odesłali ją do sypialni, bo były to w końcu jej urodziny. Spać od razu nie poszła, tylko zajęła się przeglądaniem rodzinnego albumu Dobrzańskich. Marek do sypialni przyszedł po półgodzinie.

-Mocno zmęczona?- zapytał, podając jej herbatę. Tyle dzisiaj się działo kochanie.

- Nie -odparła uśmiechając się. — Nie jestem aż tak stara, żeby być zmęczona parogodzinną imprezą.  Wiesz, że to były pierwsze święta od niepamiętnych czasów w czasie, których dużo leniuchowałam -stwierdziła, tuląc się do męża w sypialni.

-Skarbie w końcu należał ci się wypoczynek za wszystkie lata poświęcenia się dla rodziny -odparł. —Tej naszej i tej z Rysiowa. Zwłaszcza w taki dzień podwójnego świętowania. Widziałem, ile serca wkładałaś w organizację świąt w poprzednich latach naszego małżeństwa. Byłaś gospodynią na medal i raz mogłaś organizację świąt powierzyć innym.

 

W drugi dzień świąt czekała na Ulę niespodzianka urodzinowa. Już raz taki prezent niespodziankę miała przed laty, gdy Kuba i Julka chodzili jeszcze do przedszkola.  Wtedy to Marek zorganizował jej nocny rejs promem do Ystad. Tym razem w ich domu pojawił się młody fotograf wraz z ekipą i przez całe cztery godziny robił zdjęcia Uli wraz z rodziną w różnych sytuacjach, stylizacjach i strojach. Tym sposobem Ula stała się królową na tle zamkowej komnaty, skromną dziewczynką na ulicy czy szlachcianką. Panowie natomiast mogli stać się piratami na tle statku pirackiego, żołnierzami z dawnej epoki, czy pokazać się z brodą, wąsami albo w kolorowej peruce.

-Już dawno się tak cudownie się nie bawiłam -mówiła z rozczuleniem Ula, kiedy była wieczorem z Markiem w ich sypialni.

-Niespodzianki to moje drugie imię kochanie -stwierdził z zadowoleniem.

-To na pewno.

-Dostanę coś w nagrodę -pytał, patrząc z pożądaniem na żonę? — Chociaż małą.

-Chyba wiem, co się zadowoli mężu -rzekła w pełni gotowa na upojną noc z mężem.  — Za te dwa udane dni nawet dużą nagrodę.

-Święta z Dobrzańskimi są..... zawsze udane kochanie -odparł, całując żonę i ściągając ramiączko z jej koszuli nocnej. 

wtorek, 4 kwietnia 2023

Dziewczyna z klubu cz. 12

Wyczyn Marka szybko stał się medialny, bo trafił na pierwsze strony gazet, a w serwisach informacyjnych i portalach podawane było, jako pierwsze.  W szpitalu pojawili się również dziennikarze, aby dowiedzieć się cokolwiek o stanie zdrowia Marka.  Ula w międzyczasie zadzwoniła do Donaty. Koleżanka zdążyła wyczytać w Internecie, że nożownik zaatakował w pobliżu muzeum BMW, ale nie zagłębiała się w temacie i dopiero Ula powiedziała jej, że to Marek został ugodzony. Po tym co usłyszała była w szoku, ale i pełna podziwu odwagi Marka. Obiecała również przyjechać do szpitala i wesprzeć koleżankę. W oczekiwaniu na jej przyjazd zadzwoniła do niej Helena, która dostała jej numer od Sebastiana.  Dobrzańska poprosiła, aby zadzwoniła do niej od razu, jak dowie się czegoś nowego.  

Donata w szpitalu pojawiła się po godzinie. 

 


-Cześć Ulka. To jest do nieuwierzenia, co się stało. Słyszy się o tym, ale co innego, gdy dotyczy kogoś, kogo się zna, a co innego jak o kimś anonimowym.

-Gdy zadzwoniłam do Marka i zamiast niego telefon odebrał ktoś ze szpitala i powiedział mi, co się stało, ścięło mnie z nóg -mówiła z płaczem.

-To na pewno. Gdyby Marek stał przede mną i miałabym kapelusz, zdjęłabym przed nim -rzekła z respektem. —Tyle odwagi miał, że postawił się temu bandziorowi. Prawdziwy bohater.

-Zabawne. Wczoraj na promie rozmawialiśmy sobie o reinkarnacji i Marek powiedział, że chciałby być bohaterem. A dzisiaj się tak stało.  Świadkowie powiedzieli, że ten napastnik był w amoku i gdyby go nie unieruchomili, Marek mógłby dostać kilka ciosów. Mogło być po nim. 

-Ja widziałam w nim ciągle złego Marka, który zabawił się z Jagodą.  ( Jej koleżanka wspomniałam w 4 części) Teraz zmieniam zdanie. Posiedzę z tobą Ula. Widzę, jak jesteś zdenerwowana.

-Dzięki. Samej trudno siedzieć i czekać na jakieś wiadomości.

Po ponad dwóch godzinach oczekiwania lekarz wyszedł z sali operacyjnej i poinformował ją i dziennikarzy o stanie zdrowia Marka. Ten miał uszkodzoną śledzionę i jelito cienkie, doszło do krwotoku i że operacja przebiegła pomyślnie, ale przez najbliższe godziny pacjent będzie utrzymywany w śpiączce. Z tymi dobrymi wiadomościami zadzwoniła do Heleny i Sebastiana i powtórzyła im to, co powiedział lekarz. Dobrzańscy obiecał jej, że nazajutrz przylecą do Monachium.

W tym całym ferworze Ula zapomniała o wymeldowaniu się z hotelu. Nie wiedziała też, gdzie spędzi noc. Swoją pomoc zaoferowała oczywiście Donata. Kiedy pojechały do hotelu po swoje i Marka rzeczy oraz wytłumaczyć się z nieopuszczenia pokojów i zaniknięcia na kilka godzin, czekała na nią jednak miła niespodzianka, bo mogła zostać tyle, ile musiała i nawet za darmo.

 

Następnego dnia do Monachium przylecieli Dobrzańscy i Sebastian. Ulę zdziwiło się, że nie ma z nimi Pauliny, bo była w końcu jego narzeczoną i razem mieszkali. Pytać o jej brak nie zamierzała.

-Dziękuję, że została pani i zajęła się najważniejszymi sprawami -rzekł z życzliwością i wdzięcznością Krzysztof.  — Wielką przysługę nam pani wyświadczyła.

-Nie mogłam inaczej postąpić.

-A jak dzisiaj wygląda sytuacja -pytał Sebastian. — Byłaś w szpitalu?

-Tak. Parametry życiowe są coraz lepsze, reaguje dobrze na leki. A jak państwo się czują -zapytała Dobrzańskich?

-Dzisiaj już lepiej -mówiła Helena. —Noc była jednak nieprzespana, a ciśnienia męża podskoczyło do dwustu. Na szczęście uspokoiło się, gdy zadzwoniłaś do nas z dobrymi wiadomościami.

-Marek to silny mężczyzna. Szybko wróci do sił -pocieszała.

-Oby -przytaknął Krzysztof. —Jutro miał być Marka wielki dzień. W tajemnicy nie ma, co trzymać, więc powiem pani, że Marek w moich oczach, Pshemka i tych ekspertów, którzy rozmawiali z nim i Aleksem wygrał konkurs na prezesa.

- Wierzyłam, że się mu uda -rzekła z radością Ula. —Będzie takim samym dobrym prezesem jak pan.

-Dziękuję. Sebastian mówił, że sporo pani pomagała mu w ostatnim czasie.  Gdyby była pani tak miła i dalej zajmowała się najważniejszymi sprawami. Na Wiolettę nie ma, co liczyć.

-Jak ja? Sama? Aleks chętny nie jest?

-Pewnie jest, ale lepiej, żebyś to ty była do czasu powrotu Marka -stwierdził Sebastian.

-Dokładnie mówiąc, nie ma sensu robić zmian na te parę tygodni. Ja będę wpadał do firmy i razem zajmiemy się firmą. Za miesiąc Marek być może będzie już zdrowy i wróci do pracy. Z Pshemko już rozmawiałem i odstąpi mi panią. Tyle jeszcze pochwał słyszałem z jego ust o pani, a on na wiatr słów nie rzuca.

-Może pan na mnie liczyć -odparła, choć w planach miała odejście z firmy na dniach i przeprowadzkę do Gdańska.  —I dziękuję za zaufanie.

O tym, co porabia Paulina, dowiedziała się od Sebastiana, gdy zostali sami.  

-Paulina nie chciała przylecieć z wami -zapytała wprost.

-Paulina -zakpił. — Na razie nie jest w stanie. Za dużo nerwów ją to kosztuje. Chociaż według mnie nie chce się jej lecieć i chodzić po szpitalach. Powiedziała jeszcze, że Marek musiał nie mieć rozumu, żeby wchodzić w drogę awanturującego się i pijanego faceta. Nie mów tylko Helenie i Krzysztofowi, co myśli Paulina o postępowaniu Marka.

-Nie powiem. Nie będę ich dobijać.

-Ja sam jestem w szoku jej postawą, a co dopiero oni. Paulinka to ideał kobiety dla nich i dla Marka.

 

Następnego dnia Ula i Sebastian wrócili do Polski, a Dobrzańscy postanowili jeszcze zostać. Liczyli, że jak stan zdrowia ich syna się poprawi, będą mogli przetransportować go do Polski. We Warszawie byłoby łatwiej opiekować się nim i odwiedzać w czasie rekonwalescencji. Po dziesięciu dniach specjalnym samolotem Marek wrócił do Polski i został przewieziony do jednego ze stołecznych szpitali. Tam miał zostać kolejny tydzień. Paulina tym samym ponownie stała się kochającą i zatroskaną narzeczoną. Przychodziła do Marka codziennie, przynosiła soczki, wodę, owoce, poprawiała poduszkę i siedziała przy nim po kilka godzin, choć ani razu nie pojawiła się w Niemczech. Jej troskliwość zaczęła działać mu w końcu na nerwy. Pierwszy upust emocjom dał jej już w dwa dni po tym, jak został przyjęty do szpitala w Polsce.

-Powinieneś dostać osobną salę Marco, a nie z tymi dwoma -rzekła, kiedy zostali sami.  — Jesteś w końcu bohaterem. Moim bohaterem.

-Może jeszcze jedzenie z Książęcej, a nie szpitalne?  I skąd nagle taka zmiana frontu?  Jeszcze niedawno uważałaś, że to, co zrobiłem, było nieodpowiedzialne i bezmyślne, bo mogłem stracić życie.

-W szoku byłam. Tak trudno to zrozumieć.

-A ja myślę, że jesteś obłudna. Stało się tak, bo i w Polsce sporo mówiono o tym. Masz się, czym chwalić. Myślisz, że nie widziałem wywiadu w Papużkach pl.? Powinnaś pierwszym samolotem przylecieć do mnie i tam być przy mnie, a nie teraz pchać się na pierwszy plan.

-Monachium to nie Polska. Trzeba mieć jakieś rozeznanie na mieście, znać język. Nie jestem w tych sprawach operatywna.

-Oczywiście.  Łatwiej było wysłać moich rozgarniętych rodziców i Sebastiana.    

-Mógłbyś być bardziej wdzięczny za to, co teraz dla ciebie robię, a nie robić mi wyrzuty i ironizować. Wiesz, jak nie lubię zapachu szpitala.

-Brawo. Twoje poświęcenie dla mnie jest godne podziwu Paula. 

 



Ula również pojawiła się u Marka. Nie widzieli się prawie dwa tygodnie i przez ten czas trochę straciła na wadze i zmieniła fryzurę z loków na proste włosy oraz na modne okulary. To wszystko dodało jej więcej uroku, a Marek nie mógł oderwać od niej wzroku. Jej odwiedziny w przeciwieństwie do Pauliny działały na niego kojąco. 

Nieobecność Marka w firmie w żaden sposób nie przeszkadzała w sprawnej działalności.  Tak jak prędzej ustalono, Ula razem z  Krzysztofem kierowali firmą.  Marek tak całkiem odcięty od firmy też nie był, bo na bieżąco informowała go o wszystkim, co się działo. Rządy Uli nie wszystkim oczywiście się podobały.  Głównie Wioli, bo musiała robić to, co kazała Ula. Kubasińska również dalej drążyła temat nieznanej Mileny, bo to, co powiedział jej Sebastian, że Ula odnalazła siostrę bliźniaczkę Milenę, szybko okazało się kłamstwem. Z błędu wyprowadziła ją sama Paulina.

-Za dużo naoglądałaś się telenowel, skoro uwierzyłaś w wymyśloną historię przez Olszańskiego. I tylko ty mogłaś uwierzyć w takie bzdury.

-To, co kryje się pod tą tajemnicą, skoro jest to takie tajne? -pytała wymownie. —Nie mów tylko, że jest świadkiem koronowanym? Bo nie uwierzę.

-Weź się do pracy, a nie zajmuj, czym nie musisz -odparła rozkazującym tonem. — Cieplak ma rację mówiąc, że zaniedbujesz obowiązki. 

Rozmowa z Pauliną jeszcze bardziej nakręciła ją, aby dowiedzieć się, dlaczego Ula jest Mileną. Z zachowania Pauliny wywnioskowała, że musi być to coś znaczącego. Febo oczywiście mogła powiedzieć prawdę, ale znała wystarczająco dobrze Wiolettę, żeby wiedzieć, że zaraz rozniesie wszystko po firmie i zrobi z igły widły.

 

W piątek w firmie nieoczekiwanie pojawił się Łukasz. Przyjechał prosto z PKP i chciał zrobić Uli niespodziankę. W poszukiwaniu jej zawitał do bufetu. Pech chciał, że Ula była akurat w sprawach służbowych w banku i zajęła się nim chwilowo Wioletta. 


 

-Dzień dobry. Łukasz Bielski. Przyszedłem do Uli.

-To ty jesteś chłopakiem naszej Uli. Violetta Kubasińska -rzekła, wyciągają teatralnie dłoń na przywitanie z nim.  

- Znajoma mojego kolegi Ludwika Górki. Słyszałem o tobie.

-Mam nadzieję, że same dobre rzeczy o mnie mówił.

-Mówił, że jesteś zabawna, ale nie, że piękna.