niedziela, 7 lipca 2024

Potrącenie na skutek miłości -mini.

Głośne wycie syreny karetki i policji wzbudziły w pracownikach jednego z biurowców przy Lwowskiej we Warszawie strach i ciekawość. Jedni wyglądali przez okna, a inni wyszli przed budynek. Tam przy ulicy leżała młoda kobieta potrącona przez samochód. Poszkodowaną okazała się Urszula Cieplak, a sprawcą jej ukochany Marek Dobrzański. Przy rannej kucał zaś Piotr Sosnowski lekarz, który liczył, że Ula i on będą parą. Ten pojawił się chwilę po tym jak doszło do potrącenia. Marek tymczasem zadzwonił na 112. Zanim ci dojechali Sosnowski, pobieżnie zbadał stan poszkodowanej.

-Jak się jej coś poważnego stało, nie daruję ci tego -wysyczał Sosnowski.

-Ja sam sobie tego nie daruję -odparł, patrząc mu w oczy.

-Może specjalnie w nią wjechałeś? Z zemsty, że chce wyjechać ze mną do Bostonu.

-Ciekawe. Mi po przyjściu z lunchu powiedziała, że nie zamierza nigdzie lecieć. Tobie na odczepkę mówiła, że się zastanawia. Ma sporo pracy przed pokazem, a ty ciągle jeden temat z nią maglowałeś.

- Nie wymyślaj. Nie unikniesz kary. A Ula całkiem cię skreśli. Policja już jedzie.

-To się jeszcze okaże czy skreśli czy nie i czy chce lecieć do Bostonu czy nie.

Chwilę później na miejscu wypadku pojawiła się zarówno karetka pogotowia jak i pogotowie. Kiedy lekarz i ratownicy badali poszkodowaną, policjanci zajęli się spisywaniem danych i zeznań. 


 

-Dzień dobry. Aspirant Jerzy Dziurman i sierżant Anna Kłobudzka. O dokumenty poproszę panów.

-To, co się dokładnie tu stało -zapytała policjantka.

-Ten oto tu obywatel potrącił moją dziewczynę z premedytacją i specjalnie -odezwał się, jako pierwszy Sosnowski. —Widziałem, jak szarpnęło samochodem i cofnął tak, aby potrącić Ulę.

-Przepraszam bardzo, ale nie potrąciłbym nikogo specjalnie -wtrącił automatycznie Marek.

-Dlaczego uważa pan, że pan Dobrzański celowo potrącił panią Cieplak -zapytała.

-Kiedyś byli razem, ale teraz Ula to moja dziewczyna i on nie może się z tym pogodzić. Zwłaszcza że chcieliśmy wyjechać z Polski do Bostonu.

-To były jego plany. Ula nigdzie nie chciała lecieć. Sama powiedziała mi o tym dzisiaj.

-W ten sposób chciałeś ją zatrzymać w Polsce -pytał Sosnowski. — Wybrałeś najgorszy sposób.

-Panu na razie podziękujemy -przerwał policjant. — Pan opowie, co się stało -zwrócił się do Dobrzańskiego.

-Cofałem, kiedy zadzwonił telefon i gdy chciałem zobaczyć, kto dzwoni, to upadł mi na podłogę. Chciałem podnieść i straciłem panowanie. Nie widziałem Uli i mój błąd, bo nie spojrzałem w lusterko.  Musiała wybiec nieoczekiwanie. To były sekundy nieuwagi. Zresztą Ula dzwoniła do mnie.

-Kurczę Marek, co się stało -zapytał Sebastian, który wraz z Wiolką pojawił się nieoczekiwanie obok niego.

-Potrąciłem Ulkę. Niechcący Seba.

-Niechcący -kpił dalej Sosnowski. —Wjechał w nią, bo za trzy dni miała lecieć ze mną do Bostonu -upierał się przy swoim.

-Znam Marka od lat i nigdy by takich metod by się nie dopuścił -rzekł Sebastian do policjantów. — Nie jest mściwy. Ani nie posuwa się do nieuczciwych metod pozyskania uczuć Uli.

-On i Dobrzański są od dawna przyjaciółmi i będzie tak zeznawał, żeby przyjaciela wyciągnąć z kłopotów -oznajmił Sosnowski.

-Trzeźwy pan jest panie Dobrzański -pytała policjantka.

-Jak niemowlę. To była chwila nieuwagi. Razem z Ulą pracowaliśmy prawie całą noc. Mało spałem i przemęczony byłem. To mogę mieć na usprawiedliwienie. Chociaż takowego nie ma.  Tu jest monitoring i może obejmuje to miejsce.

-Przejrzymy. Jaki jest stan rannej -zapytała, przechodzącego lekarza.

-Stabilny. Odzyskała już świadomość. Ma, co prawda uraz głowy, ale nie wygląda na poważny i uraz obojczyka i ramienia. Może jeszcze stłuczenie płuc i brzucha.  Odczuwa tam ból.  Na Limanowskiego ją zabieramy.

-Pan panie Dobrzański pozostanie w kraju i przyjedzie jutro na Łaziebną podpisać zeznania. Pan, jako świadek panie Sosnowski tak samo -mówił policjant. —Ktoś z państwa coś jeszcze widział -zapytał gapiów.

-Ja nie widziałam, ale Ulka pobiegła za Markiem -odezwała się Wiolka. —Powiedziałam jej to samo, co ona mi kiedyś, gdy zastanawiałam się nad związkiem z takim jednym fotografem Arturem, że może kiedyś żałować, że nie porozmawiała z Markiem, jak ja z moim Cebulkiem i nie powie mu, że nie zamierza wyjeżdżać z Piotrem, zanim ten nie poleci do Mediolanu z Pauliną.  Więc powiedziałam jej, leć Ulka leć za nim na złamanie barku.

-Można jaśniej pani…? Muszę też spisać pani dane.

-Violetta Kubasińska przez V i dwa T -odparła, wyciągając dłoń na przywitanie do policjanta, jakby mieli zawrzeć znajomość.

-Jeszcze raz powie pani, co wie. Nie zdążyłem wszystkiego poukładać. Jakiś Artur, Cebulek, Paulina. Mają wspólnego z wypadkiem?

-Po prostu jedna kobieta i dwóch facetów -rzekła policjantka do kolegi, dla której jako płeć piękna było wszystko jasne.

-Tego nie napiszę w raporcie. To jak było pani Kubasińska.

-No, więc Ulka była kiedyś z Markiem, ale on …- zaczęła Wiola. 

-Ja wyjaśnię Wiola -wtrącił Sebastian. —Wioli chodzi o to, że poradziła Uli, żeby zawalczyła o Marka, bo to jego kocha, a nie Piotra i Ula pobiegła za nim, żeby powiedzieć mu, żeby nie leciał do Mediolanu z byłą narzeczoną.

-Czyli pani Cieplak mogła wybiec pod koła -pytał mundurowy.

-Dokładnie tak panie władzo -potwierdziła Kubasińska.  —Mogę być tym świadkiem koronowanym i wszystko zeznać przed sądem.

-Weźmiemy pod uwagę pani Kubasińsko -odparł z delikatnym uśmiechem policjant.  — To wszystko z mojej strony. Tu pana dokumenty panie Dobrzański i proszę nie wyjezdżać z kraju -dodał.

-Nie zamierzam wyjezdżać. 

-Nie aresztuje go pan -zapytał z oburzeniem Sosnowski.

-Proszę pana, gdybyśmy każdego aresztowali, musielibyśmy mieć areszt w wieżowcu. 

 

Do szpitala pojechali obaj panowie. Sosnowski oczywiście nie życzył sobie obecności Marka, ale ten nie zamierzał odchodzić, zanim nie dowie się, co z Ulą.

-Do więzienia trafisz Dobrzański -wysyczał. — Postaram się już o to.

-Najważniejsze teraz jest Ula. I bez obawy. Nie zamierzam uniknąć kary, jak taka będzie mi nałożona.

-Najlepiej będzie, jak znikniesz z życia Uli. Tylko problemy ma przez ciebie. Najpierw oszukałeś ją, omotałeś, a teraz prawie zabiłeś.

-Ula sama powie mi czy chce mnie widzieć, czy nie. Nie ty będziesz o tym decydować.

Chwilę później wyszedł lekarz i powiedział mniej więcej to samo, co lekarz z miejsca wypadku. Ula miała złamaną rękę, uraz obojczyk, rozciętą głowę, posiniaczone ciało i ciężki oddech.

Po godzinie w szpitalu pojawił się też Józef i Maciek. Sosnowski, co było do przewidzenia, od razu oskarżył przed Cieplakiem Marka. 

-Tak jak mówiłem przez telefon panie Józefie, Marek wjechał w córkę celowo -mówił cwaniacko.

 - I jeszcze miał czelność tu przyjść -mówił z oburzeniem.

-Mówiłem mu, żeby nie przychodził.

-To ja już mu powiem -odparł, podchodząc do Marka.

-Jak można być tak podłym i tu przychodzić -zaczął ze wzburzeniem Cieplak. — Mało namieszał pan w jej życiu?

-Nigdy w życiu nie skrzywdziłbym Uli celowo i w ten sposób pani Józefie. To był nieszczęśliwy wypadek. Tyle razy mi pomogła, uratowała życie. Tego się nie zapomina. Policja bada sprawę i wszystko wyjaśni. 

- Panie Józefie Marek ma rację. Policja się tym zajmie -Maciek postanowił obiektywnie spojrzeć na sprawę.

-Dzięki Maciek. Chociaż ty nie oskarżasz mnie bez jednoznacznych dowodów.

Uraz obojczyka Uli  był z przemieszczeniem i konieczna była operacja. Złamanie ręki było na szczęście niegroźne i wymagało tylko gipsu. Nie miała też obrażeń wewnętrznych w obszarze brzucha, a stłuczenie płuc było jednostronne i lekkie.

Ze względu na planowany zabieg, Ula dopiero nazajutrz miała złożyć zeznania przed policją. Tylko ojcu, Maćkowi i Piotrowi powiedziała, że pobiegła za Markiem i kiedy potknęła się, upuściła telefon i schyliła się w momencie, kiedy Marek ruszał. Ku niezadowoleniu Sosnowskiego pokrywało się z tym, co mówił Marek i jego wina nie był już tak ewidentna.

-Pewna jesteś Ula. Widziałem, jak gwałtownie cofał -próbował jeszcze coś zdziałać Sosnowski.

-Nie straciłam pamięci i wiem, co się stało. Sama weszłam pod koła.

-Też go oskarżałem córciu -rzekł Cieplak.

-Byłeś w nerwach, więc mogło cię ponieść tato. Gdzie jest teraz?

-Był, ale dzwonili z firmy, że Pshemko wpadł w panikę i musiał pojechać i uspokoić go -wyjaśnił Maciek. — Jutro pokaz, a ty w szpitalu. Mistrz ciężko to znosi.

 

We firmie Marek musiał nie tylko mistrz uspokajać, ale i zmierzyć się z Pauliną. Ta od razu postanowiła wynająć mu najlepszego adwokata.

-Mecenas Pawłowicz wyciągnie cię z tego. Sama weszła ci pod koła. Wiola tak mówi.

-Prosił cię ktoś Paula? Odpowiedź brzmi nie.  Sam sobie poradzę.

-Chciałam pomóc. Mamy jutro lecieć do Mediolanu.

-Ten twój adwokat nie powiedział ci, że nie mogę opuszczać kraju?  Zresztą jutro muszę zająć się pokazem. Ktoś musi być obecny z nas. I mam coraz mniejszą ochotę lecieć z tobą do Mediolanu. Nawet niezobowiązująco Paula.

-Cieplak wpakowała cię w kłopoty i jeszcze ci na niej zależy.

-W nic mnie nie wpakowała Paula. I nic nie sprawi, że przestanę ją kochać.

 

Już następnego dnia rano sprawa potrącenia była jeszcze bardziej jasna. Marek i Piotr jeszcze raz złożyli zeznania. Potwierdziły się też zeznania Marka, co do telefonu od Uli. Ta dzwoniła do niego niespełna dwie minuty przed tym jak Marek zadzwonił na numer alarmowy.  Policja przejrzała też monitoring. Ten jednoznacznie pokazał, że Piotr zeznał nieprawdę, bo na nagraniu widać, jak zza rogu budynku wychodzi po tym jak Marek wyszedł z auta i jak sprawdza, w co uderzył. Tym samym nie mógł widzieć samej chwili wypadku. Zeznania Wioletty i to, co mówiła Ula, okazały się zaś prawdą, bo Ula wybiegła z biurowca, a chwile później potknęła się. W tym samym czasie Marek gwałtownie cofną swoim autem i mógł nie widzieć leżącej na ziemi Uli. Zeznania Uli były tylko formalnością i powiedziała policjantom wszystko to, co dzień prędzej ojcu, Maćkowi i Piotrowi. Nie zamierzała też wnosić oskarżenia i czuła się współwinna.

-To było potrącenie na skutek miłości -zakończyła swoje zeznania. — Chciałam zatrzymać Marka i powiedzieć mu, żeby nie leciał do Mediolanu i że to jego kocham.

-Wy kobiety komplikujecie sobi, tylko życie tym kochaniem i niekochaniem -rzekł policjant.

-A ja rozumiem panią -odezwała się policjantka. —Pan Dobrzański jest taki urokliwy, a pan Sosnowski wydaje się taki nieszczery.

 

Pokaz F&D Gusto, pomimo że spożył sporo kłopotów na finiszu i nie było na nim inicjatorki, przebiegał bez zakłóceń. Według ekspertów też kolekcja była strzałem w dziesiątkę i spodobała się publiczności. Marek wraz z Pshemko udzielili również wywiadu. Po nim Marek chciał od razu pojechać do Uli, ale obok niego pojawiła się Paulina.

-Pokaz się udał, pozamykasz wszystkie plany i możemy już lecieć Marco -mówiła słodko.

-Paula możesz przestać żebrać -odparł ze znudzeniem. —Nie polecę z tobą do Mediolanu i nie będziemy razem. Nie kocham cię i tylko firma będzie nas łączyć. Ula jest moją jedyną miłością.

-Ta dziewucha znikąd. Przybłęda jedna, brzydula.

-Możesz jej nie obrażać. Ty jej do pięt nie dorastasz. I gdzie twoja klasa?

-Zabrała mi ciebie -mówiła wściekle. —Gdyby nie ona byłabym już panią Dobrzańską. Jest nikim innym jak podłą zdzirą bez skrupułów. Dała ci dupy jak inne twoje panienki. Taka jest ta twoja świętoszka. Wywłoka i hipokrytka. Omotała cię jak ostatniego głupca. Ty lepszy nie jesteś. Jesteś gorszy od gnidy. Pieprzonym sukinsynem bez grama uczuć. Oboje pożałujecie, że ….

-Marek -przerwał Olszański wywód Febo.

-Co Seba? -zapytał mało uprzejmie. — Nie widzisz, że rozmawiam z Pauliną.

-To idzie na żywo -mówił ściszonym głosem. Wszyscy widzą na telebimie waszą rozmowę.

-Tak -uśmiechnął się z małą satysfakcją. —To już problem Pauli. Teraz wszyscy wiedzą, jaki ma ostry język.

 

Kwadrans później Marek jechał do Uli do szpitala. Chciał jak najszybciej powiedzieć jej, że to ją kocha najmocniej na świecie i przeprosić za potrącenie. Od Maćka wiedział już, że Ula pytała o niego i że nie wini go o wypadek. Zadzwoniłby już dawno do niej, ale jej telefon uległ w czasie wypadku ziszczeniu, a nowego się jeszcze nie dorobiła. Ula ciągle przebywała na sali pooperacyjnej, ale miejsce na wyznanie sobie miłości nie miało znaczenia dla nich. 

-Jesteś w końcu Marek -rzekła z promiennym uśmiechem. — Widziałam właśnie na laptopie migawki z pokazu. Chyba się podobało.

-Tak. I to bardzo -odparł, siadając na jej łóżku.  —Tylko ciebie brakowało. Ula przepraszam cię za to, co się stało. Nie widziałem cię.

-Wiem i nie mówmy więcej o tym wypadku. Na szczęście nic poważnego mi nie jest. Ręka i obojczyk się zrosną. Najważniejsze jest to, na czym stoimy. Na naszej miłości Marek. To ciebie zawsze kochałam, a próba zastąpienia cię Piotrem była głupotą. Teraz wiem, jaki jest. Na siłę chciał obwinić cię o wypadek.

-Tak to prawda. Jeszcze tam przed firmą ciągle o tym mówił. Nie mówmy już o nim ani o tym, co było tylko o tym, co jest i co będzie kochanie. Kocham cię nad życie Ula i będę kochał do końca życia.  Chcę się zestarzeć przy tobie.

-To mamy wspólne plany Marek. A ile chciałbyś mieć dzieci.

-Wyjdzie w praniu kochanie. Dwójka minimum. Jedynakiem jestem i wiem, jak to jest. Chyba możemy się tu pocałować Ula.

-Chyba tak. Póki, co sami jesteśmy.

niedziela, 16 czerwca 2024

Seniorzy -mini

Wątek szybkiego uśmiercenia Dobrzańskich nie był czymś, co mi się spodobało, dlatego ja inaczej potoczyłam ich losy.

 

Helena i Krzysztof Dobrzańscy dość szybko pogodzili się faktem porzucenia przez ich syna Marka narzeczonej Pauliny. Helena, co prawda próbowała przetłumaczyć mu, że porzucanie narzeczonej i to dwa tygodnie przed ślubem jest niedorzecznością i że uczucie do innej kobiety jest tylko jego wymysłem. Syn jednak był jednak nieugięty i decyzji nie zmienił. Lepiej rozstanie syna i przybranej córki przyjął Krzysztof, który uczucie do innej kobiety odkrył i tylko dodał mu otuchy. Przełomem, który przekonał seniorów, że uczucie do Urszuli Cieplak jest bardzo duże i szczere był pokaz. To tam syn, stojąc na scenie, wyznał swoje uczucia a jego rodzice patrzyli na to wszystko mocno wzruszeni i szczęśliwi. 


 

Ula z natury wesoła, szczera, życzliwa już po krótkim czasie całkowicie została zaakceptowana przez przyszłych teściów. Krzysztof widział w niej również świetną ekonomistkę i mógł z nią na ten temat rozmawiać. Podobnie było pomiędzy seniorami i rodziną Uli. Alę rodzice Marka doskonalę znali i lubili i tylko przyszło im poznać Józefa, Jasia i małą Betti. Zwłaszcza Krzysztof i Józef spotykali się częściej i wraz z Pshemko raczyli nalewkami Cieplaka.  Rok po pamiętnym pokazie Ula i Marek byli już szczęśliwym małżeństwem i oczekiwali pierwszego potomka.  Zanim na świecie pojawił się pierworodny syn Marka i Uli seniorzy świętowali koralową rocznicę ślubu. Z tej okazji w ich posiadłości odbyło się małe przyjęcie.  Marek jako jedynak jako pierwszy złożył rodzicom życzenia toastowe, życząc im aby ich szczęście trwało jeszcze wiele lat, byli dla siebie podporą i wiodło się im jak najlepiej. Później do głosu doszedł jubilat.

-Kochana żono, Urszulo, synu i goście -zaczął uroczyście. — Chcę na początek podziękować za pamięć,  życzenia i że przyszliście tutaj. Tobie Helenko za wszystkie wspólne lata, miłość, cierpliwość i przeprosić za wszystko, co było złe i że zbyt dużo czasu spędzałem w pracy.

-Kochanie dziękuję za wszystko, a tych złych chwil nie było praktycznie. Ja pamiętam tylko te dobre.

-Helenka zawsze była wyrozumiała -rzekł do wszystkich Krzysztof. — I za to ją kocham między innymi. Oby się nam dalej powodziło -dodał, wznosząc kieliszek z szampanem.

-Oczywiście. Te najlepsze lata są przed nami jeszcze przed wami -zakończył uroczyście toast Marek. — Tak udane jak to przyjęcie. 

Inni goście również byli pod wielkim wrażeniem uroczystości.

-Bardzo przyjemne przyjęcie macie -usłyszeli z ust od jednych ze znajomych.  — Jest tak swobodnie. Znacznie lepiej niż pięć lat temu w tym hotelu.

-Paulina wtedy postanowiła zorganizować nam przyjęcie na rocznicę ślubu, a to w jej stylu -wyjaśniła Helena.

-Bigos poezja Krzysiu -rzekł jego kolega Stefan. — I ta nalewka wiśniowa.

-Co tam bigos. Spróbuj te pierogi albo barszczyk -dodała jego żona Basia. —Lepszych nie jadłam.  Skąd macie catering? Chętnie skorzystam.

-Znikąd -odparła Helena. — Pierogi i barszcz są dziełem naszej synowej, a bigos i nalewka jest od jej ojca. Teścia Marka.

-Właśnie Heleno -wtrąciła Basia. — Twoja synowa jest czarująca. Miła, uśmiechnięta, inteligentna i do tego skromna. A Marek wpatrzony jest w nią jak w obrazek.

-Teraz i my to wiemy kochana -odparła Helena, patrząc na synową i syna.  — Chociaż na początku myślałam, że to niedorzeczność ze strony Marka.

-To kiedy Ula rodzi?

-Tak za dwa tygodnie. Już nie mogę się doczekać, żeby przytulić wnuka.

Ten urodził się osiem dni później i był to najpiękniejszy prezent,  jaki mogli otrzymać na swoją trzydziestą piątą rocznicę ślubu.

-Czuję się tak samo szczęśliwy, jak przed laty, gdy ty się urodziłeś -mówił Krzysztof, oglądając zdjęcie wnuka. —Chociaż ciebie dopiero mogłem zobaczyć, jak miałeś trzy dni, a nie tak od razu.

-Ula ma do domu wyjść za trzy dni i zobaczycie go na żywo.

-Wszystko masz już gotowe w mieszkaniu synku -pytała Helena.

-Tak mamo. Łóżeczko złożone, przewijak tak samo, wanienka kupiona,  a komoda jest pełna pieluch i talków. Ula zadbała o wszystko.

-Szkoda, że jest teraz jesień  i nie ma aury na dłuższe spacery -rzekła świeżo upieczona babcia. — Chętnie pospacerowałabym z wózkiem po parku.

-I na to przyjdzie czas. Kuba da się wam jeszcze we znaki.

Wnuk jeszcze bardziej zacieśnił relacje pomiędzy młodym małżeństwem i seniorami. Oboje byli bowiem już w tym wieku, że chcieli być dziadkami i nacieszyć się wnukiem. Dlatego Kuba Dobrzański szybko stał się oczkiem w głowie dziadków. Zarówno tych dziadków, jak i ojca Uli i Ali, która była już żoną Józefa. Młodzi rodzice mogli na każdego z nich liczyć w pomocy nad opieką nad wnukiem i robili to z przyjemnością. Seniorzy zaproponowali również, aby Ula i Marek zamieszkali u nich w dużym i przestronnym domu z ogrodem, gdzie Kuba mógłby sypiać popołudniami. Na propozycję przystali, ale tylko na określony czas, bo woleli zamieszkać poza Warszawą i w połowie drogi pomiędzy Warszawą i Rysiowem. Była tam piękna i spokojna okolica a działka, która była do sprzedania urzekła Ulę. Dom powstał w ciągu niespełna dwóch lat i młodzi mogli przeprowadzić się do niego tuż przed urodzeniem się drugiego ich dziecka. Tym razem ku uciesze rodziców i dziadków była to dziewczynka. Posiadłość seniorów opuszczali mniej więcej w czasie, kiedy obok nich zaczęto budować duże centrum rozrywki. Tym samym z ciszy i spokoju dużo nie zostało.   

Ula i Marek tymczasem dopieszczali swój dom i cieszyli się swoją miłością i dziećmi. Te zdrowo się chowały i szybko przyszedł czas na pójście do przedszkola połączone z klubem malucha dla młodszych dzieci. Tym samym rozpoczęły się okolicznościowe występy. Jednym z pierwszych był dzień babci i dziadka organizowany w przedszkolu Kuby. Kuba miał co prawda skończone trzy latka i nic nie mówił, tylko stał w grupie najmłodszych dzieci i zaśpiewał z nim krótką piosenkę. To jednak wystarczyło, aby rozczulić seniorów. Zwłaszcza kiedy mały Kuba przyniósł im i dziadkom Cieplakom po laurce i kwiatku.

-Plosę ode mnie i Julki -wyseplenił Kuba.

-Dziękuję kochanie -mówiła, Helena ze wzruszeniem przytulając wnuka. — To najpiękniejszy rysunek, jaki dostałam. Ty i Julka jesteście naszymi słonkami na niebie.  

-Wspaniały dzień. Trochę naczekaliśmy się, ale było warto. Być tu i czuć się dziadkiem jest cudowne -rzekł i Krzysztof.

-Jeszcze wiele takich dni przed wami -odparła Ula. — Za rok i Julka będzie stać na scenie.  A teraz mamy jeszcze kawę i ciasto u nas w domu.

Rok później na scenie pojawiła się i Julka, która stała wraz z młodszymi dziećmi i zaśpiewała piosenkę, a Kuba miał już poważniejszą rolę i wyrecytował pierwszą zwrotkę wierszyka.

                    Podaruję dzisiaj kwiatki

                     i dla babci i dla dziadka

                 Podaruję moje serce, tak was kocham, kocham wielce.

Rok minął i seniorzy ponownie pojawili się w przedszkolu Kuby i Julki i po raz trzeci dostali laurki, całusy od wnucząt i obejrzeli przygotowane przedstawienie przez przedszkolaki.

-Ciągle czuję to wzruszenie, jak trzy lata temu, gdy Kubuś po raz pierwszy sepleniąc, składał nam życzenia -mówiła Helena.  

-Cieszmy się Helenko nimi, póki możemy. Oni dorastają, a my stajemy się coraz starsi.

-To prawda. Jeszcze niedawno Kubę uczyłam chodzić, a dzisiaj nie za zdążam za nim.

 

Rubinowe gody były podobne do tych koralowych. Z tą różnicą, że byli na nich wnuki. Kuba miał wtedy pięć lat a Julka trzy i pół i samodzielnie złożyli życzenia dziadkom.

-Kocham babcie i dziadka i chcę, żeby byli zawsze -mówił od siebie Kuba.

-I ja tez -dorzuciła Julka. — I jesce lizackii od dziadzi kocham.

- Skradasz moje serce, jak kiedyś twoja babcia -odparł jej dziadek.

-Mnie też komplementami czarował -odezwała się Helena.

-Babcię trudno było zdobyć. Ale warto było się starać.

-Chciałabym z Markiem przeżyć tyle samo lat co wy -rzekła Ula. — Macie jakiś przepis?

-Za przepis wystarczy Marek. Jest zakochany w tobie jak ja w Helenie.

-Tak na poważnie kochana -wtrąciła Helena -trzeba mieć zaufanie, czas dla siebie, szacunek, wyrozumiałość w gorsze dni i rozmawiać ze sobą. I żeby rutyna się nie wdarła.

-Będę się trzymała tych zasad mamo.

-A najgorsze dni były dla mnie, gdy Krzysiu wyjeżdżał na dłużej do Włoch i nie było go obok w sypialni.

-To prawda Urszulo. Rozłąki są trudne -poparł żonę Krzysztof.

 

Poza byciem dziadkami seniorzy korzystali z życia i sporej oferty wyjazdowej dla seniorów. Raz w roku jechali prywatnie do sanatorium i na inne wycieczki. Z każdej z wypraw przywozili wnukom jakiś prezent. Helena miała większą słabość do Kuby, a dla odmiany Krzysztof do Julki.

- I jak tu nie wierzyć, że wnuki rozpieszcza się bardziej niż własne dzieci -mówili w takich chwilach Ula z Markiem.

-Coś w tym jest, bo moja mama ciągle przywoziła ci samochodziki i potajemnie dawała słodycze. Obiecałem sobie, że taki nie będę. Ale nie da się.

-Pamiętam tato, jak byłeś wtedy zły. Ale samochodziki mam do dzisiaj. 

 Starali się jednak aby ich nie rozpuścić i uczyć co dobre a co złe. Lata mijały szybko i przyszedł czas pójścia Kuby szkoły.  Julka natomiast była w grupie pięciolatków. Po roku każde z nich było wyżej w edukacji i odnosili pierwsze sukcesy oraz zdobywali różne dyplomy. Każde kakie osiągnięcie było powodem do dumy i radości zarówno dla rodziców jaki i do dziadków.

 

Sielankę  życia jednych i drugich Dobrzańskich przerwał jeden wrześniowy poranek, gdy Krzysztof gorzej się poczuł. Ciężko się mu oddychało i czuł ból w piersiach. Helena nie tracąc czasu, zadzwoniła po pogotowie i do syna. Kiedy Marek dojeżdżał do rodziców, karetka odjeżdżała, a Helena czekała na syna przed bramą.

-Mamo co z ojcem -pytał, jak tylko wyskoczył z auta.

-Lekarz powiedział, że mogą być to powikłania po tej grypie z sierpnia. Jadą na Wolską.

- Spakuj rzeczy ojca i zaraz pojedziemy mamo.

Stan nie był dobry od początku i jeszcze tego samego dnia musiał podłączony być do specjalistycznej aparatury. Lekarze robili, co mogli, ale nie ukrywali tego, że nie jest dobrze.  Trzy dni później niestety przyszły te najgorsze wiadomości. Krzysztof Dobrzański zmarł na powikłania pogrypowe i na niewydolność serca mając siedemdziesiąt jeden lat.

-Co teraz synku? Jak mam żyć? -pytała, płacząc.

-Mamo przejdziemy przez to wszystko razem. Tato nie chciałby, abyś się załamała. Masz mnie, Ulę, wnuki.

-Tak wiem, ale byliśmy tyle lat razem. Prawie czterdzieści trzy lata.

-Mamo ojciec Uli mówi, że to boli, ale ból mija z czasem. On wie. Wiele lat temu stracił żonę, ale miał dla kogo żyć. Tak jak ty. Jeszcze dzisiaj do nas się przenosisz i zostaniesz tak długo jak będziesz chciała.

-Nie chcę kłopotów robić.

-To nie kłopot. Jesteś nam potrzebna i mam teraz tylko ciebie.

Pogrzeb był bardzo duży i pojawili się na nim znajomi zarówno z Polski jak i z Włoch. Ula z Markiem szybko podjęli decyzję, aby Helena zamieszkała z nim na stałe. Tak się też stało. Jej dom sprzedany jednak nie był tylko wynajęty znajomym z Włoch, którzy chcieli starość spędzić w Polsce. W przyszłości miał stać się własnością jednego z wnuków. Mieszkanie z Heleną układało się bardzo dobrze. Sporo czasu spędzała z wnukami. Kuba miał już dziewięć lat a Julka sześć.  Chodziła również do Klubu Seniora i tam poznała inne panie wdowy oraz panów wdowców. Przechodzenie przez ten okres z innymi podobnie doświadczonym osobami było znacznie lżejsze dla niej.   Najtrudniejszy był dzień rocznicy ich ślubu oraz pierwsza wigilia bez męża, ojca i dziadka. Helena sporo czasu spędzała, oglądając zdjęcia sprzed lat. 


 

Los podarował jej jeszcze siedem lat życia spędzonych w towarzystwie syna, synowej i trójki wnuków. Do Kuby i Julki dołączył bowiem Antoś. Jej śmierć była nieoczekiwana, bo zmarła w nocy mając siedemdziesiąt pięć lat z przyczyn naturalnych.

-Twoi rodzice są już razem na wieczność Marek -pocieszała męża. — Mama może nie okazywała tego, ale każdego dnia tęskniła za mężem. I tak długo była silna. Inni idą za żonami albo mężami do grobu po znacznie krótszy czasie.

-Tak wiem to wszystko kochanie. Dobrze, że mam ciebie i dzieci. Mam rodzinę, a takie jest życie, że dzieci chowają rodziców zazwyczaj i nic nie poradzimy na to.