niedziela, 8 września 2024

Piękna i nieporadna 18

W czasie lunchu Simone poszedł na spotkanie z Karoliną. Jego dziewczyna potrzebowała tylko trzech dni, aby w klubie poznać Paulinę i zdobyć trochę zaufania. Zwierzyła się jej z problemów miłosnych i że szuka zemsty na chłopaku, ale nie krwawej i banalnej. Febo  opowiedziała jej wtedy o tym jak znalazła telefon i jak jakiś przypadkowy facet zadzwonił na policję i powiadomił o podejrzeniu o posiadanie narkotyków. Kolejnym planem było oskarżyć Simona o kradzież albo inne przestępstwo. Wszystko oczywiście nagrała na mały dyktafon.

-No proszę. Zachciało się jej zadzierać ze mną -mówił mściwie. —Paulinka się rozkręca, a nawet nie wie, że jej koniec jest bliski.

-To kiedy wszystko opowiesz Markowi.

-Myślałem o pokazie. Ona nim żyje i zepsucie jej tego dnia będzie przyjemnością.

- Tak na marginesie sympatii nie wzbudziła u mnie.

-  Nie tylko  w tobie. W nielicznych wzbudza sympatię.

Kiedy wrócił z lunchu i był w bufecie po wodę dla mistrza Ela, pakując kanapki powiedziała mu, że to dla Pauliny, bo leci popołudniem z Markiem do Włoch.

-Jak to dzisiaj lecą? Przecież w sobotę pokaz.

-Ale mamy dopiero środę. Mają wrócić w piątek. Jakaś ciotka Pauliny jest ciężko chora, zostało jej niewiele życia i chciałaby jeszcze zobaczyć ją, jak bierze ślub. Kto wie, czy nie wrócą, jako małżeństwo. Zwłaszcza że w prezencie ślubnym chce podarować im mieszkanie w Mediolanie.


 

-I Marek się zgodził -pytał.

-I tak prędzej czy później by się ożenili. Virginia Febo to podobno jakaś dziwaczka i zawsze wpada na dziwne pomysły. Adam tak mówił, a jemu Aleks.

-Jak to Virginia Febo? Ona zmarła jak ja i Paulina byliśmy jeszcze parą.

-Jak to byliście parą -zainteresowała się momentalnie bufetowa.

-Dawne dzieje. Muszę iść. Pshemko czeka -postanowił szybko zakończyć rozmowę.

 

Ten dzień miał być bardzo ważny dla Pauliny, bo leciała z Markiem do Mediolanu. Przed laty, gdy miała osiemnaście lat, jej ciotka pozostawiła dość oryginalny testament. Jedno z mieszkań w Rzymie zapisała wnuczce swojego brata. Warunkiem było to, że Paulina w ciągu dziesięciu lat wyjdzie za mąż i będzie miała dzieci. Kiedy odczytywano testament, Febo na ten warunek uwagi nie zwróciła i myślała, że ma bezterminowy czas. Prawnik właśnie do niej zadzwonił i powiadomił, że termin mija za parę miesięcy i że jak nie spełni warunku, mieszkanie zostanie sprzedane, a pieniądze zostaną przekazane na stypendia. Dlatego drugim powodem było zawiezienie dokumentów potrzebnych do zawarcia ślubu w Mediolanie.  Terminy katedralne były jednak odległe i dlatego Paulina postanowiła zrezygnować z katedry i zadowolić się innym kościołem w Mediolanie. Oboje byli już gotowi do wyjścia, kiedy zatrzymał ich Simon.

-Marek musimy porozmawiać -zagadnął ich w gabinecie Marka.

-Akurat teraz Simone -zapytał Marek? — Mamy na lotnisko zaraz jechać.

-Tak teraz -zaczął Simone. —Zanim za daleko wszystko nie zajdzie. Ela powiedziała mi, że ciocia Pauliny jest umierająca, że chce zobaczyć, jak bierze ślub i że chce dać wam w prezencie mieszkanie w Mediolanie. Tylko że ona  dawno temu zmarła. Paulina chce cię wmanewrować w szybki ślub.

-Wiem, że nie żyje od lat. I nie w Mediolanie to mieszkanie tylko w Rzymie. Tak jest jak się słucha plotek.

-Jak już powiedziałeś, co chciałeś to bądź tak miły i daj nam się ze spokojem przygotować do wyjścia -rzekła rozkazująco Febo. — Marek kończ kawę i wychodzimy. 

-W więzieniu poznałem Paolo Rosso. Któregoś dnia opowiedział mi ciekawą historię -rzekł na przekór Paulinie.

-Nie mamy czasu -próbowała mu przerwać Febo. — Później opowiesz nam o nim.

-Czyli nie kojarzysz go Paulinko -zapytał Simone.

-Skąd niby miałam znać -odparła, choć domyśliła się, o kim może mówić.

-Marek to on odciągnął cię wtedy z pobocza, a nie Paulina. Dała mu w nagrodę złoty łańcuszek i kazała zjeżdżać. On sam zresztą zwiał, bo policja go szukała za kradzieże. Dwa dni później wyczytał o wszystkim w gazecie. Stąd znał nazwisko twoje i jej a po kolejnych paru trafił do mojej celi.

-Marek nie słuchaj go.

-Jak to on?

-Paolo opowiadał, że pierwszy cię zauważył. Jeszcze jak dał ci, jakiś koleś w mordę za jakąś Beatrice. Widział, jak się zachwiałeś, uderzyłeś o jakiś kamień, a chwilę później upadłeś na ziemię. Przeciągnął cię w bezpieczne miejsce i próbował ocucić. Wtedy podbiegła Paulina, dała mu łańcuszek i kazała zniknąć. Łańcuszek miał splecione litery F i A. Francesko i Agnieszka.

-Paula -odezwał się Marek. —Czy to prawda.

-Marek on kłamie. Perfidnie kłamie. Od czasu jak przyjechał ciągle mnie nachodzi i próbuje podrywać.  Chciał nawet do łóżka mnie zaciągnąć, ale się nie zgodziłam.

-Ty i ja już nigdy. Więzienie mnie z ciebie wyleczyło. Przez twoje wymagania się tam dostałem. A ty ani razu nie próbowałaś się ze mną skontaktować i nawet nie postarałaś się o dobrego adwokata dla mnie.  Niedługo później postanowiłaś zainteresować się Markiem i mnie ostatecznie zostawić.

-I teraz się mści jakąś wymyśloną historią -argumentowała Febo.

-Paolo może w każdej chwili wszystko potwierdzić. Jest już na wolności.

-Kryminaliście mamy wierzyć. Marek to wszystko…

-Nie pogrążaj się Paula -przerwał jej Marek.  — Dlatego tak nalegałaś, aby zatrudnić Simona. I to był ten hak Simona na ciebie.

-Teraz jeszcze policję na mnie nasłałaś -mówił Simone Paulinie.

-Chyba zwariowałeś.

-Mam na to dowody. Ta dziewczyna, którą poznałaś w klubie i która ci  się zwierzyła jest detektywem i ty sama powiedziałaś jej, jak próbowałaś mnie załatwić i że szykujesz dla mnie kolejne kłopoty z prawem.   Mam nagranie. Chcesz odsłuchać.  

-Detektywów na mnie nasyłasz? Jaki prawem -oburzała się.

-A ty policję. Miałem dać się przez ciebie po raz drugi zamknąć do więzienia?

-Bo tam twoje miejsce. Wszystkie plany mi psujesz.

-Powinienem prędzej ci powiedzieć Marek, ale nauczka Pauli się należała. Ta jej niepewność była dla mnie rozkoszą. Początkowo chciałem  poczekać z do czasu pokazu i wtedy wszystko powiedzieć, ale jak dowiedziałem się, że lecicie dzisiaj do Mediolanu i w jakim celu zmieniłem zdanie.

-Rozumiem cię doskonale i dzięki Simon.

-Nie ma sprawy.

-Możesz się w końcu wynieść -wysyczała Febo. —Chcę porozmawiać z narzeczonym.

-Sam wiem, kiedy się wycofać. Zresztą powiedziałem, to co chciałem.



-Byłym narzeczonym Paula -sprecyzował Marek, kiedy Simone wyszedł. — Właśnie z tobą zrywam.

-Marco jesteśmy tyle lat razem, szczęśliwi. To się tylko liczy. Mamy pozałatwiać sprawy ślubne i te związane z mieszkaniem po ciotce.

-Nie interesuje mnie to mieszkanie -mówił dosadnie. — To tobie na nim zależy. I jak dobrze pamiętam, ciotka testament spisała lata temu, gdy nie byliśmy jeszcze parą. Nie wymieniła, kim ma być twój mąż. Znajdź sobie innego chętnego. Ja nie jestem zainteresowany ani mieszkaniem, ani ślubem.

- Przecież się kochamy -próbowała jeszcze coś wskórać.

-Jakie kochamy? Paula ty wszystko zepsułaś. Może i było między nami uczucie na początku, ale zniszczyłaś je. Tymi swoimi podejrzeniami o zdrady, rozrzutnością i wyniosłością. Teraz okazało się, że okłamywałaś mnie przez tyle lat. Jak tylko chciałem odejść od ciebie, przypominałaś mi tamten wieczór we Włoszech. Jak to w ostatniej chwili natrudziłaś się, żeby wyszarpać mnie z pobocza w bezpieczne miejsce.  A ja głupi we wszystko wierzyłem.

-Marek  musimy uspokoić nerwy. Możemy polecieć do Mediolanu i tam wszystko przedyskutować. Możemy uratować nasz związek.

-Nie Paula. Nie chcę cię znać i masz zniknąć z mojego domu. Najlepiej do mieszkania po cioci wraz z mężem, którego będziesz musiała sobie znaleźć.  

-Nie możesz mnie porzucić, jak jakąś panienkę z klubu i z domu wyrzucić.

-Mogę -mówił zdecydowanie. — Jesteś zakłamaną manipulantką bez uczuć i dążysz do celu, nie patrząc na nic ani na nikogo. Uwolnienie się od ciebie jest najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie spotkać. I tak jak ty wymuszałaś na mnie wdzięczność  tak ja będę wdzięczny Simonowi, że powiedział mi prawdę.  To koniec. Zrozum to.

-Porozmawiamy wieczorem na spokojnie w domu. Firma nie jest dobrym miejscem.

-Wieczorem to ja z Sebą i Simonem będę u Sebastiana będę oglądał Ligę Mistrzów i będę miał co świętować. Ty za to będziesz mogła się ze spokojem spakować i wyprowadzić z mojego domu.

-Pożałujesz jeszcze. Ty i on.

Jak tylko wyparowała z gabinetu Marka,  wpadła na Wiolettę i Ulę rozmawiające na korytarzu.

-Co tak w przejściu stoicie?  Nie macie nic do roboty.

-A tobie ktoś nadepnął na pięty czy tam palce -zapytała Wioletta.

-Przestań używać przysłów  Wiola -.wypaliła z furią.  — I ogarnij się w końcu. W tych ciuchach wyglądasz jak własna matka. Firmę modową w końcu reprezentujesz.

Zanim Ula czy Wioletta zdążyły coś odpowiedzieć szybko odeszła, a one weszły do sekretariatu.

-Nie przejmuj się nią. Musiało się stać coś naprawdę strasznego, że tak się zachowywała. Zaraz -rzekła Ula, zastanawiając się chwilę. — Powinna być już w drodze na lotnisko. Mieli lecieć z Markiem do Mediolanu.

- Ale nie lecimy dziewczyny -usłyszeli głos samego zadowolonego Marka. — I właśnie uwolniłem się od Pauliny. Powiedziałem jej, że to koniec.

-To dlatego była taka wściekła.  Nakrzyczała na Wiolkę.

-Cała ona. A wy nie musicie już zajmować się same ostatnimi przygotowaniami do pokazu. Pomogę wam.

Ula była ciekawa powodów, ale od czasu historii z Wiolą jej relacje z Markiem się oziębiły i nie chciała pytać. Również nie wypadało, bo to ich sprawy i musiało być to coś poważnego. Wiedziała, że tylko wdzięczność kieruje Markiem, że był z Pauliną i mogła gdybać, że może to ma coś wspólnego.

Febo tymczasem poszła do brata.

-Stało się coś -zapytał, gdy siostra wpadła do niego z furią. — Powinnaś być teraz w drodze na lotnisko.

- Nie lecimy do Mediolanu, a Marek wyrzucił mnie z domu. Mam się spakować i wynieść.

-Ale dlaczego?

-Ten kretyn wszystko Markowi powiedział.  Marek już wie, że nie ja go wtedy przeciągnęłam w bezpieczne miejsce.

-A ja mu wczoraj przelałem pięćdziesiąt tysięcy.

-Za co? Za milczenie? I na co mu.

-Zaszantażował mnie. Chce rozpocząć własną działalność i otworzyć butik. 

-Musimy coś z nim zrobić Aleks. On nas cały czas szantażuje. Teraz w dodatku detektywa na mnie nasłał.

-Jakiego detektyw? Dlaczego?

- Przypuszczał, że to ja nasłałam na niego policję i teraz ma na to dowody. Jeszcze się odgrażałam, a ta detektyw wszystko nagrała.

-Miałaś nic nie robić na własną rękę -mówił zły na siostrę.  — Sama jesteś sobie winna Paula. Teraz to on może ciebie oskarżyć.

-Powiedział, że jak nie dzisiaj, to  prawdę o wypadku chciał powiedzieć na pokazie. Na jedno by wyszło.

-Niedobrze. Skoro ciebie śledzili, mogli i mnie śledzić. Rinaldi skądś musiał wiedzieć o moich mieszkaniach. Dał mi tez do zrozumienia, że sam nie działam, tylko ktoś mi pomaga. Muszę uważać.

-On nas niszczy.  Zrób coś.

-Idź do kosmetyczki albo na masaż i daj mi samemu działać Paula.

Po wyjściu siostry zdzwonił do Hermana i uprzedził, że na razie nie mogą się spotykać, bo Simone węszy i żeby i on był ostrożny. 

 

 Ula i Marek mieli okazję jeszcze tego samego dnia spotkać się po pracy. Marek wracał od Fica a Ula do domu i spotkali się w parku. Ich alejki się skrzyżował i była okazja na chwilę rozmowy.

-Ula to mój szczęśliwy dzień. Najpierw poszczęściło się mi z Paulą, a teraz Fic powiedział mi, że wszystko przygotował i mogę rozliczyć się z Aleksem. Poczekam do piątku. Sam muszę się przygotować i ojca na konfrontację z Aleksem.

-Sądne dni nad nimi się zebrały.

-Nie jesteś ciekawa, co się stało, że rozstałem się z Pauliną.

-To są prywatne sprawy Marek. Nie musisz mówić.

-Nie muszę, ale jeśli miałyby jakieś plotki po firmie krążyć, jak o naszym wyjeździe, wolę powiedzieć. Simone prawdę mi powiedział. Opowiadałem ci jak to Paulina  przeciągła mnie z pobocza jezdni w bezpieczne miejsce i teraz okazało się, że to nie ona tylko kolega Simona z celi.

-Nieźle. I rozumiem cię. Tyle lat okłamywała cię.

-Teraz odpocznę sobie od babek a później znajdę sobie jakąś dziewczynę, z którą stworzę udany związek.

-I kto to mówi -zakpiła.  

Wychodzili właśnie z parku i Marek zatrzymał się przy starszej pani sprzedającej kwiaty. Po chwili poprosił o wszystkie róże za 5 zł. W sumie było ich dwanaście. Sprzedawczyni za kupno wszystkich dała mu rabat i poprosiła o pięćdziesiąt złotych zamiast sześćdziesięciu. Marek dał jej jednak sto złotych i reszty nie chciał. 


 

-Dla ciebie Ula -rzekł chwile później.

-Marek jeśli myślisz, że kwiatami odkupisz winy za Wiolą, to się mylisz. Nie jestem Pauliną.

-Nie, nie myślę tak. Po prostu miałem doby dzień i ja chciałem zrobić coś dobrego dla kogoś. Tej kobiecie pieniądze się przydadzą.

-Chyba że Marek. Już dawno nie dostałam tylu kwiatów -mówiła, zanurzając twarz w różach. —Są piękne i cudownie pachną.

-Kiedyś dałem Pauli takie kwiaty, to powiedziała, że to zwiędłe śmieci.

 

W tym samym czasie Wioletta i Sebastian też mieli okazję się spotkać. Obok firmy były delikatesy i gdy Wioletta pakowała zakupy, pojawił się i Seba przy kasie.

-Widzę, że szykuje się popijawa -rzekła, patrząc na zgrzewkę piwa i jakiś alkohol.

-Dzisiaj Liga Mistrzów i zaprosiłem Simona i Marka do siebie. A i Marek ma co świętować. I nie tylko alkohol mam.

-Tak słyszałam o Paulinie.

Olszański miał już płacić, kiedy zorientował się, że nie ma portfela i nie ma czym zapłacić. Wioletta zapłaciła w końcu za niego i razem wyszli ze sklepu. Kiedy odeszli kawałek i ku zdziwieniu Wioli torbę z kilkoma rzeczami spożywczymi Sebastian dał jakiejś niepełnosprawnej dziewczynie, która siedziała nieopodal sklepu na ławce.

-To Ewelina. Jej mama sprząta mi mieszkanie. Nie przelewa się im.  Jej mama sama wychowuję ją i dwóch młodszych braci. Ewelina jest opóźniona w rozwoju, ale w sumie niegroźna. Czasami matka zabiera ją ze sobą i stąd ją znam. Teraz czeka na klientów. To znaczy na tych, co obiad domowy zamówili u jej mamy. To taka jakby dieta pudełkowa tylko lepsza. Pani Aneta gotuje, a córka tu przychodzi i ci, co zamówili sobie obiad, odbierają od niej. Przy okazji i jej dają parę groszy. Sam czasami coś zamawiam i daję Ewelinie piątaka.

-To mi zaimponowałeś poniekąd.

-Miło wiedzieć Wiola, że nie jestem już takim zimnym draniem.

wtorek, 3 września 2024

Piękna i nieporadna cz. 17.

Wioletta po tym, co usłyszała, momentalnie pobiegła w stronę wind. Akurat zjechała na dół, więc wsiadła. Liczyła, że Seba nie zdąży, ale wślizgnął się w ostatniej chwili.

-Zejdź mi ze wzroku Seba.

-Wiola musimy pogadać.

-Nie mamy, o czym.

-Jest. To nie tak jak myślisz.

-A jak? Wszystko słyszałam. Bawiłeś się mną. Marek ci kazał się mną zająć. Tylko dlaczego?

-To prawda z Markiem. Kiedy Adam zaczął się obok ciebie kręcić, a Paulina była wyjątkowo miła, zaczęło być podejrzliwe dla Marka. Obawiał się, że wykorzystają cię do swoich celów. Miałem cię pilnować. Żebyś czegoś głupiego nie zrobiła.

-To za taką mnie uważacie. Głupiutką blondynką.

-Nie Wiola. Głupia nie jesteś. Jesteś bardzo inteligentna. Tylko życia nie znasz i ludzi.

-Ciebie, jak okazuje się, też nie znam.

-Wiola ja po prostu w ogóle z nikim się nie chcę wiązać. Wszystkim dziewczynom mówię słodkie słowa, żeby je poderwać i tylko się zabawić.

-I ja naiwna znalazłam się w tym klubie.

-Wiolka ty od tych wszystkich modelkach i panienek jesteś znacznie lepsza. W pozytywnym znaczeniu. Nie chichoczesz głupkowato, nie zadajesz głupich pytań, nie jesz popcornu w kinie, nie zakrywasz twarzy, gdy kogoś mordują i nie pytasz coś w rodzaju czy ten bohater to ten, co to i to zrobił.

-To żadne pocieszenie Seba. Nie chcę cię znać, widzieć i pamiętać.

Winda w końcu wjechała na piąte piętro, gdzie pracowała Ula i zapłakana oraz zdenerwowała, poszła do jej biura.

-Wioletta-Ula momentalnie zainteresowała się stanem koleżanki. — Co się stało?

-Sebastian to zaskroniec jeden. Oszukiwał mnie. Umawiał się ze mną, żeby mnie pilnować.  Marek mu kazał.

-Jednak -zaczęła, ale nie dokończyła, bo wyszłoby na jaw, że i ona wie o wszystkim.

-Wiedziałaś -zapytała mimo to Wioletta.  

-Trzy dni temu się domyśliłam i kazałam im zakończyć tę intrygę.

-Jak oni mogli.

-Bo to faceci. Najpierw coś robią a później myślą.  Seba miał tylko na spokojnie porozmawiać, a nie w pracy na szybko.

-On mi nic nie powiedział. Słyszałam, jak rozmawiał z modelką i mówił, że nie musi być zazdrosna o mnie, bo to sprawa między nim a Markiem. Później w windzie Sebastian resztę mi powiedział.

-Wiolka wiem, co możesz czuć. Ja też ciężko zniosłam rozstanie z chłopakiem, ale z czasem wszystko mija. Poznasz kogoś innego.

-To będzie jak walka z młynami Ula. Nie wiem, jak to będzie, jak będę mijała go na korytarzu. Chyba z pracy odejdę.

-Wiola nie gadaj głupot. Nie ma sensu odchodzić z pracy z powodu faceta. Chodź na kawę i sernik do bufetu.

 

Simone w tym czasie zadzwonił do znajomego z Włoch, od którego dostał propozycję pracy. Andrea Mazzola był przekonany, że tak szybki telefon oznacza zgodę. Szybko przekonał się, że tak nie jest.

-Miło, że o mnie pomyślałeś, ale tu mi jest dobrze. Poza tym nie mogę opuszczać miejsca zamieszkania. Policja była u mnie wczoraj i szukała narkotyków. Nic nie znaleźli, ale podejrzenie jest.

- Bez urazy Simone, ale jak tak wyglądają twoje sprawy, to ja dziękuję. Jeszcze mi na firmę policję ściągniesz. Sam rozumiesz. Lepiej dmuchać na zimne.

-Rozumiem i nie gniewam się. Nikt nie chce mieć problemów z policją. Zresztą mam plan na własny biznes w Polsce. Aleks to moja taka dojna krowa i z jego pomocą chcę się w Polsce ustawić.

-Dobry pomysł Simone.

-W końcu skończyłem ekonomię jak ty i Aleks i czas wykorzystać wiedzę.

-Dokładnie. To powodzenia życzę Simone.

 

Kiedy skończył z nim rozmawiać, odczekał godzinę i poszedł do Aleksa. 

- Co znowu Simone -rzekł z nieukrywaną nieuprzejmością. Andrea zdążył już porozmawiać z Aleksem i że nieudany pomysł z pracą dla Simone nie wypalił

- Jakie miłe powitanie. Potrzebuję trochę kasy na rozkręcenie własnego biznesu. 

- I myślisz, że ci pomogę? Wystarczy, że mieszkasz w moim mieszkaniu i że pracę ci załatwiłem z Pauliną.

- A ja myślę, że mi pomożesz.

 

-Mam cię po dziurki w nosie, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi.

-Wiem, co to znaczy. Dużo nie potrzebuję. Chcę wynająć butik i zająć się sprzedażą między innymi waszych starych kolekcji. Słyszałem, że sporo ich zostało w magazynach. Do tego również chcę uruchomić sprzedaż internetową. Iza ma znajome krawcowe i kogoś zatrudnię, aby ubrania, które będą potrzebowały przeróbki, będę robione od ręki i na koszt mojej firmy. Myślę jeszcze, żeby okoliczne krawcowe mogły u mnie wystawiać w sklepie stacjonarnym czy internetowym uszyte przez siebie stroje.

-Ambitny plan. Śmiało możesz iść do banku z takim biznesplanem. Kredyt od ręki dostaniesz.

-Z tobą szybciej mi pójdzie. I jak już mocno stanę na nogi, odczepię się od ciebie.

-A ty musisz koniecznie mieć ten butik. Możesz dla mnie popracować -postanowił, że może go skusić pracą, a później wplatać w kłopoty i zaszantażować tak jak on teraz robi.

-Dzięki za propozycję, ale wolę się trzymać z dala od twoich podejrzanych interesów. Nie wiem jak i z kim, bo raczej nie z tym pożal się boże księgowym, ale biznes mieszkaniowy sam nie prowadzisz. Nie chcę wracać do więzienia. Lepiej jest trzymać się ciebie, ale i z dala. Tak na początek pięćdziesiąt tysięcy mi wystarczy. I tak na marginesie, gdyby coś mi się stało, to kolega z celi wie, co robię, więc lepiej dla ciebie będzie, jak mi nic się nie stanie. A jak ja już będę miał przyzwoite życie, uwolnię cię i Paulinę od siebie.

-I ty uważasz się za lepszego ode mnie Simone?  Chcesz mnie i Paulinę zniszczyć.

-Nie zabija się kury znoszące złote jajka Aleks.  

Wracając od Aleksa, spotkał na korytarzu Paulinę. Febo już z daleka posyłała mu uwodzicielskie spojrzenia.

-Szukałam cię rano Simone, ale nie było cię w pracy. Masz jakieś problemy.

-Dlaczego mam mieć problemy?

-Byłam u Pshemka i powiedział, że będziesz później, bo coś ważnego masz do załatwienia i byłeś podobno zdenerwowany.  

-Fakt miałem swoje sprawy.

-Jeśli potrzebujesz pomocy, możesz na mnie i Aleksa liczyć.

-Dzięki, ale już wszystko się wyjaśniło. A Aleks właśnie mi też pomaga. Wszystko zaczyna mi się układać w Polsce. Tylko jakąś dziewczynę muszę sobie znaleźć.

-A Ula i Wioletta?

-To koleżanki z pracy a ja pracy z tą sferą życia nie chcę łączyć.

-To zaczyna, że zaczyna brakować ci przyjemności? Mieliśmy zjeść wspólnie lunch. Pamiętasz?

-To ma być ta przyjemność?

-Nie rozpędzaj się Simone. Mogę cię jedynie, z kimś poznać.

-Dzięki, ale nie skorzystam. Ani z jednego, ani z drugiego. I przestań być taka miła dla mnie, bo wiem, o co ci chodzi. Mógłbym wykorzystać twoją tajemnicę i zaciągnąć do łóżka, ale jak mi dasz żyć w spokoju to i ja dam ci spokój. A jak bym chciał cię zaciągnąć do łóżka, numer telefonu znam.

-Jesteś nikim innym niż chamem.

 

Problemy Sebastiana nie ominęły i Marka. Oboje byli na korytarzu i właśnie rozmawiali, o tym co się stało i myśleli, co dalej, gdy natknęli się na Ulę i Wiolę.  

 

-Cześć dziewczyny -zagadnął Dobrzański. — Na kawkę do bufetu idziecie.

-Nie wysilaj się Marek -odparła lekceważąco Ula. — Nie wiem, kto jest gorszy. Ty, który wymyśliłeś intrygę czy Sebastian, który się zgodził wziąć w tym udział.

- Wiemy, że to był kretyński pomysł -Sebastian odparł za przyjaciela.

-Chociaż to -odparła mu Ula.

-Myśleliście, że spłynie to po mnie jak woda po rynnie -zapytała sama zainteresowana?

-A skąd niby mogłem wiedzieć, że tak cię weźmie -zapytał Marek.

-Trudno nie było się domyślić -rzekła Ula. — Wioletta chce się z pracy zwolnić.

-Nie możesz -zaprotestował momentalnie Marek. — Ula wytłumacz jej, że jest mi potrzebna.

-Ula już mi wytłumaczyłam, że nie warto odchodzić  z takiego powodu.  

-Dzięki i przepraszam. Nie powinienem cię tak potraktować.

- Mądry Polak po szkole, jak to mówią. Pójdę teraz po popołudniową pocztę -dodała i odeszła.

-Przejdzie jej. Pozna kogoś i rozejdzie się po kościach -rzekł Marek, kiedy Wioletta weszła do windy.  — Już chyba jest lepiej, skoro tak szybko bierze się do pracy i humor jej dopisuje.

-Jeśli tylko to masz do powiedzenia, to gratuluję -rzekła mu Ula. I najlepiej będzie, jak nie będziesz pokazywać mi się na oczy.

-No i się obraziła -mruknął do przyjaciela, kiedy i Ula odeszła.

-Przejdzie jej Marek. Jak Wioli. 

 

Detektyw Karolina nie chciał tak zakończyć znajomości z Simone i próbowała się z nim skontaktować. Ten telefony odrzucał. Nie dawała jednak za wygraną i czekała na niego pod jego blokiem.

-Coś jeszcze chcesz ode mnie wyciągnąć -zgryźliwie zapytał.

-Nie. Jestem całkiem prywatnie. Simone ja cię naprawdę polubiłam i praca nie ma z tym nic wspólnego.

-No i w związku z tym, co?

-Może jak wszystko się skończy, moglibyśmy spróbować jeszcze raz. Naprawdę spowodowałeś mi się i polubiłam. Tato mówił, żeby nie mieszać pracy z życiem prywatnym, ale jakoś przy tobie jest inaczej. I wiem, że to mężczyzna powinien to mówić, ale mogłam się nie doczekać.

-Już przeszła mi trochę złość na ciebie -rzekł, jakby od niechcenia.

-To już coś Simone -odparła wyraźnie z ulgą.

-Mogłabyś coś dla mnie zrobić z ojcem? Chciałbym mieć pewność, że to Paulina nasłała na mnie policję.

-Załatwione Simone. Spróbuję zakręcić się obok niej i czegoś dowiedzieć.

 

Dla Simona tymczasem był to udany dzień. Popsuł humor Paulinie i Aleksowi, zaczął realizację planu własnego biznesu oraz porozmawiał z Karoliną. Przez kolejne dwa dni natomiast nie miał nowych wiadomości o Paulinie i o tym, co się dzieje we firmie. Pshemko po trudach tworzenia kolekcji i przed pokazem postanowił pojechać do samotni a Rinaldi miał mu towarzyszyć. Kiedy wrócił, Iza wraz z innymi paniami zrelacjonowały mu ostatnie ploteczki. Jednak jak to w plotkach bywa, ktoś coś dopowie, inny niedosłyszy i plotka się sama stworzy. Ostateczna wersja brzmiała, że ciocia Pauliny chce zapisać jej  mieszkanie w Rzymie, ale pod warunkiem, że weźmie ślub i postanowili pobrać się z Markiem na szybko cywilnie w Mediolanie.