sobota, 12 października 2024

Szpieg z krainy Deszczowców 1/3

Marek Dobrzański nie tak wyobrażał sobie rozstrzygnięcie konkursu na dyrektora F&D. Zwłaszcza że to on przez miesiąc pełnił tą funkcję jako pełniący obowiązki po nagłym odejściu ojca z funkcji prezesa. Przez ten czas zdążył skompletować swoją ekipę i razem napisać prezentację. Wśród nich był jego najlepszy przyjaciel i zarazem dyrektor kadr Sebastian Olszański. Drugą osobom była jego znajoma z warsztatów malarskich i rękodzieła Urszula Cieplak. Dziewczyna ukończyła SGH i teraz po stażu w banku szukała pracy. Znali się dwa miesiące, świetnie się im rozmawiało i bez wahania dał jej pracę. To nie spodobało się Paulinie Febo jego narzeczonej, bo miała dla niego inną kandydatkę na sekretarkę. Była nią jej przyjaciółka Wioletta Kubasińska. Marek nie chcąc się narażać narzeczonej i aby liczyć na jej głos w głosowaniu na zarządzie, postanowił zatrudnić obie na okres próbny.

Obie prezentacje były ambitne i warte zrealizowania.  Jednak jego plan na rozwój firmy miał przynieść zyski w granicach ponad milion złotych w ciągu pół roku a Aleksa Febo prawie dwa miliony. Dlatego Krzysztof Dobrzański wybrał projekt przybranego syna. Miał też warunek, że uzyska taki zysk. W innym wypadku stanowisko prezesa odda Markowi Dobrzańskiemu. 

 

-Gratuluję braciszku -zaszczebiotała jego siostra Paulina, jak tylko wyszli z konferencyjnej.

-Dziękuję. Szkoda, że się wstrzymałaś od głosu.

-A jak miałam wybierać między bratem a narzeczonym. Mam nadzieję, że zrobisz porządek z sekretarkami.

- O to nie musisz się martwić. Nie zamierzam płacić dwom, jak robił to Marek.

-Od dawna mówiłam Markowi, że brzydula nie pasuje do firmy. Ale on mnie nie słuchał.

-Ja mówię o Kubasińskiej.

-Chyba żartujesz -oburzyła się. — To moja przyjaciółka. I porównaj sobie je dwie. Jak Cieplak ma cię i firmę reprezentować? W tych koszmarnych okularach, fryzurze i ubiorze. Są granice. Co zrobisz, gdy będziesz musiał wyjść z nią na jakieś spotkanie.

-A mam z Wiolettą wychodzić -pytał z kpiną. — Przy pierwszej rozmowie palnie jakąś głupotą. Z tobą będę wychodził, a Cieplak będzie tylko siedziała w biurze. Co do Wioletty z jej wykształceniem i móżdżkiem mogę jedynie do bufetu odesłać. Jednak tak się składa, że bufetowa kawę lepiej parzy. Ja potrzebuję kompetentnej sekretarki, a nie takiej, co nic nie umie.

-Wioletta nauczy się wszystkiego. Wyślesz ją na kursy.

-Nie Paula -odparł zdecydowanie. — To już postanowione. Dużo mogę dla ciebie zrobić, ale Kubasińska nie będzie moją sekretarką.

-A, co będzie, jak będzie donosić Markowi. On ją ściągnął z tego ich malowania.

-A ty, po co kazałaś zatrudnić swoją przyjaciółkę. Myślisz, że nie wiem. Miała Marka szpiegować.

-To, co innego.

-To będę miał szpiega z krainy deszczowców. A z tym sobie poradzę.

-To, chociaż Dorotę przenieś tutaj, a Cieplak na jej miejsce.

-Dorota zostaje na swoim stanowisku i będzie sekretarką Adama. Dyrektora finansowego. Sekretarką jest dobrą, ale ja potrzebuję kogoś lepiej wykształconego.

-Tylko żebyś nie żałował zatrudnienia Cieplak. Wracając do Wioletty, to skoro nie chcesz, żeby była twoją sekretarką, może zostać moją asystentką.

-Tyle mogę dla ciebie zrobić sorella.

 

-I, co Paulinko jestem już jedyną sekretarką Aleksa -zagadnęła Wioletta, jak tylko spotkały się na korytarzu.  


 

-Nie. Woli brzydulę niż ciebie.

-Ale jak to -mówiła z oburzeniem. — Zamówiłam sobie już wizytowniki Violetta Kubasińska sekretarka prezesa Alexandra Febo.

-Właśnie, dlatego Wiola.  Woli inteligentną sekretarkę niż ładną, ale głupią.

-No wiesz  -oburzyła się. — Miałaś wstawić się za mną.

-Wstawiłam, ale tego dla mnie nie zrobi.

-Narobi jeszcze sobie sałatki z brzydulą i będzie musiał ją zjeść. Wspomnisz moje słowa Paulinko.

-Bigosu Wiola. Mówi się narobić sobie bigosu. A na razie będziesz moją asystentką. Chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł.

 

Decyzja Febo o pozostawieniu Uli na stanowisku sekretarki i zwolnieniu Wioletty zaskoczyła nie tylko samą zainteresowaną, Paulinę i Wiolę, ale i Marka. On sam miał wrócić na swoje dawne stanowisko, czyli dyrektora od spraw marketingu i reklamy. Porażkę przełknął z godnością, ale zamierzał z ukrycia dokładnie przyglądać się Aleksowi.

-Sam sobie nie poradzisz Marek -mówił mu Sebastian. — Aleksa nie łatwo szpiegować.

-Wiem.

-Może z Ulą byś pogadał. Świetnie się dogadujecie.

-No nie wiem, czy się nadaje na szpiegowanie.

-Do szepnięcia czegoś się nadaje. Zwłaszcza że ma do ciebie słabość.

-Jak słabość?  Co ty Seba -mówił z kpiną?  — Ula to mądra kobieta i wie, że między nami nic.

Ula i Aleks tymczasem myśleli podobnie. Przez pierwsze dni Aleks sprawdzał Ulę i zastawiał pułapki w rodzaju, że zostawiał mało istotne dokumenty na wierzchu i wychodził, a później sprawdził, czy leżą w tym samym miejscu. Ula jednak nie dała się sprowokować i nie przeglądała jego dokumentów. Po miesiącu Aleks upewnił się, że Ula jest lojalna i przestał być czujny.

 

Czujny był za to Marek i przyglądał się Aleksowi.  Kiedy ochroniarz Władek dał mu nagranie z monitoringu, na którym widać było, jak po tym, gdy wszyscy pracownicy wyszli z biurowca, Aleks przyjął gości, a jeden z nich go szarpał, wiedział, że jest coś nie tak. Sam Aleks był ewidentnie zdenerwowany i idąc korytarzem, wyładował złość na koszu i stoliku. Kim są panowie, odgadł, bo Paulina miała ich na pamiątkowych zdjęciach i byli to braci Scacchi.  Jeszcze za czasów, gdy prezesem był Krzysztof Aleks proponował współpracę z firmą Scacchi z Włoch, ale zainteresowany nie był.

-Mogę cię o coś spytać -zgadnął do Uli w bufecie?

-Pytaj.

-Po co przylecieli Scacchi do Polski.

-A, kto to?

-Znajomi Aleksa z Włoch. Aleks chciał, gdy prezesem był ojciec, aby z nimi nawiązać współprace, ale ojciec wolał nie wchodzić z nimi w żadne spółki.

-Nic na ten temat nie wiem. I pierwszy raz słyszę to nazwisko.

-Pogadamy dzisiaj po zajęciach Ula. Firma nie jest dobrym miejscem.

Popołudniem po swoich warsztatach malarskich Marek zabrał ją na lody i pokazał nagranie sprzed dwóch dni z popołudniowo -wieczornej wizyty Scacchi.

-To, dlatego wczoraj od rana był zły jak osa.  Ale tak jak mówiłam, nie natknęłam się na takie nazwisko. Ani w jego zapiskach, ani w spisie telefonów. Po tym jak mi powiedziałeś, przejrzałam nawet komputer.

-Ale coś musi być na rzeczy. Inaczej ten Scacchi nie szarpałby Aleksa.

-Wiesz Marek, tydzień temu Aleks miał być przez dwa dni w Gdańsku, a gdy dzwonił do mnie, słyszałam odgłos w słuchawce jakby włoskiej telewizji albo radia. Na rozmowę dwóch osób nie wyglądało.

-Ciekawe. Mogłabyś coś dla mnie zrobić?

-Co?

-Mogłabyś mówić mi czasami, co robi Aleks?

-Mam go szpiegować?

-Dla dobra firmy Ula.

Ula nie była przekonana do pomysłu Marka, ale trudno było mu odmówić, skoro zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia w jedno popołudnie, gdy spiesząc się na zajęcia ze szkicu, wpadli na siebie w drzwiach. 

-Nie wiem Marek. Zależy mi na tej pracy. Czasami mam wrażenie, że mnie sprawdza i zostawia na wierzchu dokumenty. Jeśli się dowie, zwolni mnie i nigdzie pracy nie znajdę. On się o to już postara.

-Pomyśl, chociaż. 

-Zobaczę, co da się zrobić. 

 

We firmie Ula była Ulą dla Marka i czterech dziewczyn. Reszta miała zwyczaj mówić o niej brzydula. Nawet prezes, gdy nie zwracał się bezpośrednio do niej, to mówił o niej brzydula. Usłyszała, jak mówił do siostry, że brzydula jest dobrą sekretarką, ale nie aż tak bystra, żeby coś wyniuchać. Ze sekretariatu wyszła tak samo cicho jak weszła.

Dzień później skserowała notes Aleksa z numerami telefonów i planami na przyszłość. Sam Febo dał jej notes, aby spisała kilka adresów i wysłała listy.  Jeszcze tego samego dnia dała wszystko Markowi. Ten w podzięce pocałował ją spontanicznie w czoło. Dla Uli było jednak już to spełnienie marzeń. Nawet w nocy myślała o tym pocałunku, czego konsekwencją było, że zaspała i do pracy pojechała bez podkręconej grzywki. Ania z recepcji zmianę od razu zauważyła i dobrze poradziła, że tak jest lepiej. Od tej pory Ula zaczęła dbać o siebie, lepiej ubierać i zaczesywać grzywkę na bok, a nie podkręcać.

-Teraz, kiedy Ula lepiej wygląda, mógłbyś zakręcić się obok niej bardziej i zachęcić, żeby więcej ci donosiła -zachęcał Olszański.   

-Tylko że ona jest za uczciwa i musi mieć powód.

-A ja ci mówię, że dla ciebie zrobi dużo. Wyjdź, gdzieś z nią po tych waszych warsztatach plastycznych.

 

Marek dał się w końcu przekonać i kiedy po zajęciach wyszli razem, zaczął rozmowę.

 -Dobrze jest się po pracy zrelaksować na malowaniu.

-A, co ciężki dzień miałeś?

-To samo, co zawsze. Paulina.  

-Znowu dała ci w kość -stwierdziła, bo o jego nieudanym związku z Pauliną wiedziała od dawna.

-Postanowiła kupić Aleksowi na urodziny bardzo drogi obraz do jego gabinetu prezesa. A mi dała jakąś książkę romans z kiosku za 9,99. Niby o nas.

-Póki, co to on jest jej najbliższą rodziną, a ty tylko narzeczonym.

-I pewnie tak zostanie na zawsze. Mi będzie kazała wybierać między nią a rodzicami,  a ona między mną a bratem nie będzie.

-Dobrze waszemu związkowi to nie wróży.

-Wiem, ale i nie wiem, jak temu zaradzić. Zdecydowanie bardziej wolałem naszą relację, jak byliśmy dziećmi. Traktowaliśmy się jak rodzeństwo. Z Aleksem byliśmy braćmi, a Paulina naszą siostrą.

-A propos braci Marek, to bracia Scacchi mają przylecieć na trzy dni. Hotel im rezerwowałam.

-Znowu przylatują. Po co? Dopiero, co byli.

-Może na urodziny Aleksa.

Dwa dni później okazało się, że Giovanni Scacchi ma konto w banku, w którym ulokowane są i pieniądze firmowe. Na swoim koncie miał jedną operację i była to wpłata w wysokości dwustu tysięcy od firmy F&D. Ula całkiem przypadkowo to odkryła, bo wyszła już z biura na przerwę do bufetu, ale wróciła po telefon. Plecy Aleksa widziała na korytarzu, jak skręcał w stronę biura Turka, więc zaryzykowała i zajrzała do jego gabinetu. Laptop miał otwarty na stronie konta bankowego, a ksero było podłączone, więc jednym ruchem nacisnęła drukuj. Kiedy tylko papiery wyszły z drukarki, złożyła na pół i szybko wyszła. Do Marka nie szła tylko wysłała smsa.

Marek mam wydruk z konta Giovanni Scacchi. Firma przelała mu wczoraj pieniądze. Dwieście tysięcy. Przynieść ci czy schować i po pracy ci dać.

Dzięki Ula. Lepiej zanieść Sebastianowi. On mi przyniesie. 


-Ula jest niesamowita Marek -mówił mu przyjaciel, jak przyszedł do niego, a ten patrzył na wydruk. —To masz Aleksa w garści.

-Muszę mieć więcej dowodów Seba. Ale ten będzie ważny.

- I Uli musisz jakoś podziękować.

-Wiadomo. Coś wymyślę.

 

W międzyczasie Pshemko zaczął skarżyć się na złą, jakość igieł, nici i innych rzeczy niezbędnych do szycia. Igły się ciągle łamały, a nici rwały albo były już pozrywane. Również z umowami ze szwalniami stawiał taki warunek, że będą dostarczać zarówno tkaniny jak i guziki, nici, igły i tym podobne rzeczy. W końcu szef jednej ze szwalni zadzwonił ze skargą nie do Aleksa tylko do Marka, bo to z nim miał lepsze relacje. Ten chciał wszystko wyjaśnić z Aleksem, ale że go nie było, Ula go oświeciła.

-Aleks niedawno zmienił dostawcę na te akcesoria krawieckie.  Do tej pory była to firma polska a teraz z Chin.

-A, co szuka oszczędności?

- Wątpię, bo dodatki zamówił z Włoch. I to bardzo drogie. Umowa z firmą pana Szulca wygasła i nowej nie zawarł. 

- Dobrze wiedzieć, że drugą ojczyznę wspiera, a nie naszą. Coraz bardziej jestem przekonany, że przysporzy nam problemów. 

 

Prywatne spotkania Uli i Marka stawały się coraz częstsze.  Ula zaczęła w końcu zastanawiać się, dlaczego tak się dzieje. Nie była w jego typie, ale po każdym takim spotkaniu czuła się szczęśliwa. 

 

-Marek, dlaczego ze mną spotykasz się tak często -zapytała wprost.

-Dlaczego się spotykamy -spytał speszony? Co to za pytanie Ula.

-Proste.

-Bo jesteś mądrą, inteligentną, dziewczyną, a nie pustą jak niektóre dziewczyny, które znam. Ty jesteś całkiem inna i przy tobie się uspokajam.

-To też jakiś powód.

-Ale pytałaś, bo nie chcesz naszych spotkań.

-Nie. Lubię je. Chciałam wiedzieć.

 

wtorek, 1 października 2024

Piękna i nieporadna cz. 21

Przez ponad godzinę Marek musiał panować nad zamieszaniem spowodowanym przez Paulinę. Dziennikarz i obsługa pokazu w końcu pozbierali swoje rzeczy, a on mógł odetchnąć.

-Dzięki, że zostaliście i pomogliście ogarnąć mi ten cały bałagan -rzekł do Uli, Wioli, Sebastiana i Simona.

-Przecież nie mogliśmy zostawić cię samego Marek -odparła Ula.

-Dokładnie -dodała Wiola. —Jeszcze odrodzisz się jak ta Wenus z popiołu.

-Dzięki Wiola.  Umiesz poprawić humor.

-A następną kolekcję można zatytułować na przykład rozdarta kolekcja -wtrącił Sebastian.

-Co ja bym bez was zrobił -pytał Marek.

-Jak prawdziwy facet wziąłbyś coś na klatę -poradził Simon. —We więzieniu tak robiliśmy.

-Żarty żartami, ale muszę jakoś się odstresować do poniedziałku.

-To ja mam na to dobry sposób -rzekła Ula. — A nawet dwa. Lepię pierogi, co w twoim przypadku by się nie sprawdziło a drugi to sztuka oddychania na wolnym powietrzu. W każdą sobotę o siedemnastej można przyjść do parku Morskie Oko i pooddychać świeżym powietrzem albo zafundować sobie nieopodal dalej aromaterapię. Jutro chyba się wybiorę. Do domu nie jadę, a ostatnio bardzo mi się spodobało.

-Dzięki Ula. Może skorzystam. A na razie jadę do rodziców. Wolę z nimi spędzić wieczór. Serce ojca źle może znieść taką dawkę emocji. Seba odwieziesz dziewczyny do domu?

- Pewnie a ty jedź do staruszków.  

 

Tak jak było do przewidzenia, sobotnia prasa miała, co pisać na pierwszych stronach gazet. Marek po joggingu kupił parę z nich. Już same tytuły były dla Pauliny i firmy mocno zgubne. Zwłaszcza dla Pauliny, bo fotografowie, którzy mieli zrobić zdjęcia kolekcji dla gazet, porobili zdjęcia pijanej Pauliny i w towarzystwie policji.

Pokaz Pauliny Febo zamiast kolekcji F&D.

Zamiast pokazu mieliśmy popis.

Paulina Febo pogrążyła kolekcję.

 F&D kolekcja z kolekcją kompromitacji. 


-Mocno nas objechali -pytał Krzysztof syna przy śniadaniu w ogrodzie.

-Głównie piszą o Paulinie tato. Ale to wystarczy, żeby i firma to odczuła. Aleks dzwonił, jak mnie nie było?

-Nie i zaczyna to być podejrzane. Telefon ma ciągle wyłączony. Może nie wiedzieć, że Paulina została zatrzymana przez policję. Myślę, że gdyby wiedział, skontaktował się z nami.

-Poczekamy jeszcze trochę tato. Nie ma sensu się martwić na zapas.

-A, co z Pauliną -wtrąciła Helena? — Od paru godzin jest w areszcie.

-Jak posiedzi, trochę zmądrzeje mamo.

 

Nie był to koniec kłopotów tego dnia dla Dobrzańskich, bo jeszcze przed obiadem Marek dostał telefon z policji z informacją o pobiciu Aleksa i że obecnie leży w szpitalu. Z domu rodziców szybko się zebrał i pojechał najpierw do szpitala, a później na policję. W szpitalu dowiedział się, że Aleks został przywieziony do nich wieczorem z obrażeniami po bójce i po upadku ze schodów.

-Pan Febo ogólnie był poobijany w okolicach jamy brzusznej i nerek. To było efektem bójki. Gorzej wygląda upadek ze schodów. Spowodował on poważny uraz czaszkowo- mózgowy. Przeszedł już operację, a o efektach będziemy mówić, jak wybudzimy go ze śpiączki. Może nie być już tak sprawny jak do tej pory.  

-To kiedy będzie wiedział pan coś więcej.

-Za trzy do pięciu dni. Do tego czasu będzie na OIOMIE. Panowie z policji szukają kogoś z jego rodziny.

-Ma tu tylko siostrę, ale obecnie nie może się nim zająć. Ja pojadę na komisariat. Nie wie pan, kto go tak urządził i gdzie?

- W kasynie Mercure, a ten drugi trafił również do nas. Miał więcej jednak szczęścia. Więcej powiedzą panu na komisariacie na Wilczej. Proszę jeszcze zostawić numer telefonu kontaktowego z kimś z rodziny pana Febo do stałego kontaktu i dopełnić formalności.

Na policji Marek dowiedział się dużo więcej.

-Na nagraniu z monitoringu widać, jak po wyjściu Hermana z kasyna Aleks wszczął awanturę, czego efektem była bójka obu panów. Kiedy szarpali się w pobliżu schodów, oboje stoczyli się na dół i z różnymi obrażeniami trafili do szpitala. Prędzej jeden ze świadków słyszał, jak się kłócili. Pan Febo zarzucał mu oszustwo ze spłacaniem kredytu i że ukradł wszystkie jego pieniądze z konta. 

-Tak wczoraj, kiedy ostatnio rozmawiałem z Aleksem, mówił mi, że Herman oszukał go. Był nawet w tej sprawie na policji. Ale żeby wszystko ukradł Herman, pierwszy raz słyszę.

-Tak wiem o doniesieniu o oszustwie pana Hermana. Pan Febo był w tej sprawie dwa razy. Pierwszy raz, kiedy oskarżył pana Hermana o nie spłacanie rat a drugi raz zgłosić, że wyczyścił jego konto do zera. To by się nawet zgadzało, bo przy Hermanie znaleźliśmy bilet lotniczy na dzisiaj rano do Szwecji. Najwidoczniej chciał uciec.

- I co teraz będzie?

-Musimy poczekać, aż zarówno pan Febo, jak i pan Herman wyjdą ze szpitala. Pan Herman jest przytomny i już oskarżył pana Febo o napaść. Zarzuty oszustwa będą mu przedstawione, jak tylko wyjdzie ze szpitala.

-A jak ucieknie ze szpitala, to, co?

-Nie ucieknie, bo jest w sali ze stałym monitoringiem u ochrony. Według lekarza prowadzącego za pięć dni będzie mógł być przewieziony do aresztu. Jest jeszcze sprawa pani Pauliny Febo. Siedzi u nas i jak się dowiedzieliśmy to siostra pana Febo. Chciała, żeby jego poinformować, że jest zatrzymana. 

-Tak wiem, że została aresztowana i że jeszcze nią muszę się zająć. Ale nie tak od razu. Jak posiedzi jeszcze jeden dzień, dobrze jej zrobi.

-Nie wiem, czy areszt to przetrwa. Będzie miała dodatkowe zarzuty za obrażanie funkcjonariuszy więziennych i policjantki wczorajszego dnia.

-To już jej problem. Ja tylko będę domagał się odszkodowania za straty kolekcji.

Sprawą Pauliny Marek nie chciał się zajmować w ogóle, ale matka nalegała, aby wyciągnąć ją z aresztu. Wraz z Ficem pojechał na Chłopickiego i wpłacił 50 tysięcy kaucji.

 

-Dłużej nie dało się -usłyszał, jak tylko wyszła.

-Jak miło, że jesteś mi wdzięczna za wyciągnięcie cię z aresztu.

- Jestem cała w brudzie, a chcę jak najszybciej do Aleksa pojechać. Ten Herman prawie na śmierć pobił go.

- Na razie nie można go odwiedzać, więc spieszyć się do niego nie musisz. Będzie w śpiączce parę dni. Podpisz odbiór telefonu, portfela i innych rzeczy i wychodzimy. Nie mam czasu niańczyć cię całe popołudnie.

-Aleks jest ciężko pobity i nic cię to nie rusza?

-Sam jest sobie winny i byłem w szpitalu. A ty jesteś mi winna pięćdziesiąt tysięcy. Do tego dojdą koszty kolekcji, którą zrujnowałaś. Sporo zapłacisz. A tu masz jedną z gazet i poczytaj sobie. Paulina Febo pogrąża firmę -przeczytał jej jeden z tytułów. —Upiłaś się i dałaś popis. Na twoim miejscu nie pokazywałbym się ludziom na oczy. Jak mogłaś w ogóle coś takiego zrobić?

-Bo wkurzyliście mnie. Febo tak łatwo nie odpuszczają. Aleks nie chciał mi pomóc, więc sama wzięłam sprawy w swoje ręce.

-To teraz sama za wszystko zapłacisz. Dopilnuję tego osobiście. To tyle Paula. Powiedziałem ci wszystko, co chciałem i wracam do rodziców. 

-A ja niby jak mam dostać się do domu Aleksa?

 -Dorosła jesteś, więc radź sobie sama.

-Mógłbyś okazać trochę empatii -mówiła, robiąc odpowiednią minę skrzywdzonej osoby. Teraz jak Aleks jest w szpitalu zostałam sama.

-Dorosła jesteś, a nie małm zagubionym dziecjiem w obcym mieście. Poza tym odzyskałaś telefon, kartę i trzysta złotych z portfela -mówił, nie dając nabrać się na jej grę. Na taksówkę ci starczy -dodał i pozostawił samą sobie przy wyjściu z aresztu.

 

Jak tylko wsiadł do samochodu, zadzwonił do Uli i umówił się z nią w Parku Morskie Oko na relaksacyjne oddychanie.

-Weź tylko jakiś kocyk Marek. Można na samej trawie siedzieć, ale po co się ubrudzić.

-Ok. A na resztę wieczoru ja coś dla nas zorganizuję. Chyba że masz już plany.

-Nie, nie mam nic w planach. Wiola rano postanowiła pojechać jednak do domu i sama bym siedziała.

 

Godzinę później Ula i Marek spotkali się przy wejściu do parku. Chwilę później oboje wraz z grupą innych uczestników siedzieli na trawie i relaksowali się spokojnym oddychaniem, relaksująca muzyka i powiewem zapachu sól morska. Po dwudziestu minutach seans się zakończył, a dla Marka świat wyglądał znacznie lepiej niż półgodziny temu. 


 

-Dzięki, że mnie zabrałaś ze sobą Ula. Sól morska  dawała cudowny aurę. Chyba zainwestuję w jakieś świece zapachowe. Teraz to modne.

-W galerii jest sklepik ze świecami i olejkami eterycznymi. Mogę cię zaprowadzić, jak chcesz.

-Chętnie. Teraz najchętniej napiłbym się aromatycznej kawy -odparł

-Tam jest mała kawiarnia niczym z czasów PRL. Podają świetną kawę parzoną tradycyjnie albo z ekspresu i ciasta do wyboru.

-To idziemy Ula.

W czasie seansu oddychania czasu na rozmowę nie było, dlatego dopiero w czasie pójścia do kawiarni mogli porozmawiać o pokazie i o tym co wypisywała prasa. Marek opowiedział jej również o Aleksie i Paulinie, którą wyciągnął z aresztu.

Z kawiarni poszli do centrum handlowego po świece zapachowe. Marek kupił sobie kilka sztuk świec sojowych i również podarował jedną z nich Uli.

-Z podziękowaniem za wszystko, co robisz dla mnie Ula.

-Nie musiałeś Marek.

-Nie musiałem, ale chciałem. Nie zgłodniałaś -zapytał, kiedy przechodzili obok KFC. —Nigdy się nie stołowałem w takim miejscu. Nawet nie wiem, co dają?

-Zawsze musi być ten pierwszy raz.  

Ula zajęła się zamówieniem i dla Marka wzięła kubek z pikantnymi skrzydełkami i frytkami a dla siebie chrupiącą tortille.  Do tego po kubku coli.

-Już od dawna tak miło czasu nie spędziłem Ula -mówił, gdy usiedli przy jednym ze stolików — Czuję się taki spokojny, zrelaksowany.

-Sztuka oddychania naprawdę działa.

-Nie tylko o oddychanie chodzi i zapach soli morskiej, ale o WZ -etkę za 5 złotych i kawę za 4 w zwykłej kawiarni. Normalnie zapłaciłbym za taki zestaw ponad 30 zł, a nie niecałe dziesięć. I jeszcze ten kubełek z KFC.  Frytki i kawałki kurczaka wyjadane rękoma całkiem inaczej smakują.

- Witaj w świecie ludzi Kowalskich Marek.

-Nie, nie Ula. W świecie Uli Cieplak, który bardzo mi się podoba.