środa, 11 listopada 2015

Wróżba 4




Nazajutrz rano Ula obudziła się radosna niczym skowronek na wiosnę. Chociaż obudziła się to za dużo powiedziane, bo i tak całą noc nie spała. Ciągle rozmyślała o wczorajszym dniu, pocałunku i zastanawiała się jak to będzie dzisiaj, gdy zobaczą się. Do pracy jechała, więc w doskonałym humorze. Marek ściągnięty telepatią zadzwonił do niej jeszcze jak była w autobusie z informacja, że spóźni się. Tak jak obiecał w pracy zjawił się po godzinie. Nie usłyszała, kiedy wszedł do swojego gabinetu.  Stała tyłem do drzwi, zasłuchana w melodię sączącą się z radia i zajęta przeglądaniem segregatora. Chwilę przyglądał się jej w końcu cicho podszedł.
-Cześć- usłyszała tuż przy uchu, a usta Marka znalazły się na jej szyi w delikatnym pocałunku.
-Cześć- odpowiedziała uśmiechając się.
- Mam coś dla ciebie - powiedział i pociągnął w stronę kanapy.  Hiszpania chyba będzie w sam raz na wyjazd- spytał podając jej plik folderów.
-Właśnie Marek- zaczęła mówić z obawą.  Wczoraj wieczorem przeglądałam oferty wyjazdów i obawiam się, że trudno będzie dostać coś na lipiec i w dodatku wyjazdy, nawet te weekendowe są drogie. Nie możesz nam fundować…
- Ula tym się nie martw- przerwał jej. Musisz tylko przejrzeć te foldery jak najszybciej. Obiecałem Danielowi, że oddzwonię tak szybko jak się da.  Ja mogę tylko nieco doradzić- dodał uprzejmie widząc minę Uli na ogrom kolorowych folderów.
Po półgodzinie przeglądania Ula wybrała wypoczynek na Costa Brava, a Marek oddzwonił do znajomego. Zdziwiła się przebiegiem rozmowy, bo wywnioskowała z niej, że Marek zarezerwował wycieczkę na trzy osoby, apartament z dwiema sypialniami i dodatku na dwa tygodnie.  Widział jej zdziwienie i zanim Ula zdążyła o cokolwiek spytać wytłumaczył się jej.
- Ula chyba nie myślałaś, że puszczę cię samą z Beatką w paszczę lwa- mówił z lekką drwiną. Hiszpanie mają gorącą krew i tylko czekają na takie okazje, jak samotna piękna turystka, zwłaszcza z Polski. Chyba, że moje towarzystwo ci nie odpowiada to nie pojadę- dodał po chwili.
-Nie Marek. Bardzo odpowiada. Po prostu jestem zaskoczona.
- Dzwonił ktoś pod moją nieobecność- zapytał kończąc rozmowę na temat wyjazdu.
W czasie, kiedy Ula relacjonowała mu odebrane telefony Marek zajął się przeglądaniem poczty.
- Oddzwonię do niego- odparł na sugestie Uli szybkiego kontaktu z Terleckim. Ula nic nie planuj na sobotę 10 czerwca- poprosił. Dostałem właśnie zaproszenie na jubileuszową galę Mody Polskiej i chciałbym pójść z tobą. Obchodzą pięćdziesięciolecie istnienia na rynku i organizują dużą imprezę w Łazienkach.  Zapowiada się bardzo ciekawie. Będzie krótka prezentacja historii o tym jak zmieniała się moda na przestrzeni lat, pokaz fajerwerków, dobra kuchnia i bal do białego rana.
-Zapowiada się bardzo interesująco- odpowiedziała z uśmiechem. Tylko, w co ja się ubiorę- dodała z zabawną rozpaczą.

 Mijały kolejne dni maja a z każdym dniem Marek był coraz śmielszy w stosunku do Uli.  Wychodzili razem prawie codziennie, mówił jej komplementy, a delikatne muśnięcia ust czy to w policzek przestały wystarczać mu i z każdym kolejnym dniem pocałunki były coraz śmielsze. Podobnie było z jego wizytami w Rysiowie. Choć od początku był tam mile widziany teraz stał się jeszcze bardziej oczekiwany gościem, a jego wizyty stawały się częstsze i dłuższe. Zwłaszcza Beatka była pod jego wielkim urokiem. Oczarował ją nie tylko wyjazdem do Hiszpanii, ale kilkoma innymi drobiazgami, jak kilkugodzinny pobyt w Wesołym Miasteczku, czyli lody w eleganckiej restauracji. Reszta rodziny również nie narzekała, bo zarówno Jasiek, jaki i jej ojciec zachwyceni byli się Markiem. Z początkiem czerwca Ula zwątpiła w jakiś znaczący postęp w ich związku. Marek zatrzymał się na pewnej granicy w pocałunkach i trzymał się tego. Ona sama natomiast nie chciała narzucać mu się. Najbardziej takim intymnym momentem w tym okresie był to, że Ula przyłapała go na tym, że zainteresowany był skrawkiem jej stanika w rozchyleniu dekoltu.  Pochyliła się na chwile nad biurkiem a guzik dopasowanej bluzki odpiął się. Od razu wyczuła jego gorące spojrzenie i podążyła jego wzrokiem.  Szybko wróciła do pozycji stojącej a Marek uniósł głowę i skrzyżowali wzrok. Speszyło ją to spojrzenie, bo zobaczyła w jego oczach szczery zachwyt. Z usta Marka jednak nie padły żadne wyznania, aż do dnia jubileuszu. Ula tego dnia wyglądała zjawiskowo. Przyjechał po nią przed siedemnastą i oniemiał z zachwytu a serce zaczęło mocniej bić.  Ubrana była w ciemną sukienkę ozdobioną białym tiulem u góry, a całości dopełniał szur korali w kolorze jej oczu. Miała też inną fryzurę. Włosy mocno skrócone, zaczesane za uszy i odświeżone ciemnym kolorem. Uroku dodawał również delikatny makijaż i uśmiech, który od pewnego już czasu nie psuł aparat na zębach.

Tak jak przewidywał Marek Ula na bankiecie była rozchwytywana i zrobiła takie same dobre wrażenia jak w poprzednich wyjściach.  On sam był jednocześnie dumny z tego, że mógł pojawić się z tak piękną kobietą, ale i zazdrosny, bo widział wzrok innych mężczyzn. Najbardziej jednak psuł mu humor fakt, że po jej lewej stronie siedział Mariusz Popławski fotograf z Mody Polskie, który był wyraźnie zainteresowany towarzyszką Marka. Dobrzański znał go dobrze. Kobiety w tych jego dużych brązowych oczach szybko się zadurzały. Teraz po raz drugi tańczył z Ulą a Marek rozmawiając jednocześnie ze swoim kolegą Mateuszem patrzył na nich i poczuł coś w rodzaju zazdrości. Przecież Ula z tobą tu przyszła i jest moją dziewczyną. Nie rób się, więc Pauliną i nie bądź zazdrosny. Jego myśli i obserwacja Uli przerwała wibracja telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i wyszedł zatelefonować. Skorzystał jeszcze z toalety i zamierzał wrócić na salę. Zatrzymała go jednak rozmową, którą usłyszał zza rogu ściany. Ula, jego Ula umawiała się z Mariuszem na poniedziałek.
 - W takim razie będę po czternastej -mówiła Ula.
- Znakomicie- odparł wyraźnie zadowolony Mariusz.
Nie chciał dłużej tego słuchać. Obrócił się i odszedł.  Jak ona może robić mi coś takiego- myślał?  I to teraz, kiedy zacząłem coś czuć. Zostawiłem na chwilę i zdążyła umówić się z innym. Przechodził właśnie przez hol, kiedy usłyszał swoje imię. To Oliwia jego dawna znajoma wołała go.  
Ula i Mariusz tymczasem po skończonej rozmowie wrócili na salę.  Ula jednak szybko wyszła w poszukiwaniu Marka. To, co zobaczyła, przechodziło najgorsze oczekiwania. Marek w holu obściskiwał się z jakąś blondynką.  Na sali bankietowej było dość cicho, bo konferansjer zapowiadał właśnie kolejny pokaz słyszała, więc część rozmowy.
-Może umówimy się gdzieś na mieście- zaproponował jej Marek.
-Chętnie- odparła blondynka. Powspominamy dawne czasy i odnowimy znajomość.  
- Mam jeszcze twój telefon to zadzwonię – odpowiedział jej Marek zadowolonym głosem.
 Ula nie zamierzała dłużej tego słuchać. Powstrzymując łzy wróciła na sale. A jednak Marek to pies na baby i ciągle tylko kłamie. Tylko, po co te wszystkie zapewnienia, że zmienił się pod moim wpływem. Dobrzański chwilę później również wrócił na salę a po nim blond piękność.  Ula przypomniała sobie też, kim ona jest. Miss Polonia z przed paru lat i wzięta modelka. Dawne nawyki jednak pozostały- pomyślała smutno. Przez resztę wieczoru Marek dziwnie się zachowywał.  Był oschły nerwowy i niegrzeczny.  Ula szybko dostrzegła tę zmianę i zastanawiała się, co jest powodem jego zachowania. Dlaczego stał się nagle tak nieprzyjemny dla mnie? Co ja mu zrobiłam- pytała sama siebie?  To ja powinnam być nieprzyjemna. Wyraźnie przeszkadzam mu od czasu jak pojawiła się ta cała Oliwia. Pewnie gdybym nie ja teraz mógłby bez skrepowania zabawiać się z nią.  Marek tymczasem miał podobne zdanie i myśli o Uli. Jest rozkojarzona i niezadowolona. Pewnie już myśli o poniedziałkowym spotkaniu. Ale w poniedziałek o czternastej to ja zawale cię pracą albo zaproponuję wyjście. Zobaczymy, kogo wybierzesz.  Ula próbowała jeszcze być miła, ale Marek wziął to za coś zupełnie innego.
-Marek możemy wyjść przewietrzyć się- zapytała go w końcu godzinę później i mając dość jego dziwnego zachowania. Póki burza jeszcze na dobre się nie rozpętała.
Zgodził się, choć niechętnie. Przechadzali się alejkami, a gdy byli już pod zasięgiem innych spacerowiczów i gwar muzyki był mniej słyszalny Ula przeszła do konkretów.
-Marek stało się coś-spytała bez ogródek. Od pewnego czasu jesteś inny.
-To chyba ty powinnaś wiedzieć coś na ten temat- odparł nieuprzejmie. A nie ja.
-Ale nie wiem. Zrobiłam coś nie tak. Popełniłam jakąś gafę, obraziłam cię czymś- pytała z wyrzutami.
-Mariusz- powiedział krótko.
-Co Mariusz- spytała.  Chyba nie kieruj nim zazdrość- pomyślała? Myśl ta zaintrygowała ją, lecz po chwili wydała się zwyczajnie śmieszna.
-Widziałem i słyszałem jak umawialiście się na poniedziałek- kontynuował.
A więc jest zazdrosny a sam obściskuje się z tą Oliwią. Okropny kłamca i dwulicowiec.
-A Oliwia?
-Co Oliwia- tym razem on spytał.
-Widziałam was w holu. Obściskiwałeś ją i umawialiście się na spotkanie.
- Ula, Oliwia to, co innego. Ona jest moją koleżanką- mówił z kpiną. Chodziliśmy razem do liceum i nie widzieliśmy się parę lat. W dodatku jest mężatką i matką. Nie porównuj, więc jej do Mariusza. Wiem, jaki on jest.
- A ty mógłbyś mieć do mnie większe zaufanie i powinieneś wiedzieć, jaka ja jestem- mówiła ze złością. Znamy się prawie rok- dodała.  Mariusz zaproponował mi zdjęcia do kalendarza dla fundacji Uśmiech Dziecka.  Powiedział, że moje oczy będą idealnie pasować do koloru nieba. I tylko, dlatego zgodziłam się, bo zyski ze sprzedaży mają być przeznaczone na szlachetny cel- tłumaczyła na spokojnie. Chciałam powiedzieć ci, ale pomyślałam sobie, że zrobię ci niespodziankę i dam jeden egzemplarz kalendarza z dedykacją. A później widziałam cię z Oliwią i zacząłeś być nieuprzejmy. Marek czy ty jesteś zazdrosny- spytała na koniec przyglądając mu się podejrzliwie?
-Tak jestem zazdrosny- odparł po chwili z nutą irytacji.  Ula zaczyna mocniej padać. Choć schronimy się w tym małym pawilonie i tam porozmawiamy.
Ona jednak nie zamierzała nigdzie iść. Wręcz przeciwnie zaczęła się śmiać i cieszyć, że moknie i, że Marek jest zazdrosny i zły na siebie, że jest zazdrosny. Od razu to wyczuła.
 -Z cukru przecież nie jesteśmy i taki wiosenny ciepły deszczyk szkody zrobić nam nie może- mówiła radośnie.  I nie mów mi, że nigdy nie zmokłeś albo, że nie chlapałeś, jako dziecko w kałużach. Ja od dziecka lubiłam deszcz, biegać w deszczu i wchodzić do największych kałuż. Czasami nawet uciekałam mamie żeby, choć przez chwile poczuć jak ubranie klei mi się do ciała, a z włosów kapie. A gdy musiałam już siedzieć w domu to patrzyłam w okno i słuchałam jak krople deszczu uderzają w szybę i parapet. I ten zapach jest taki przyjemny i nie do podrobienia- rzekła na koniec i westchnęła teatralnie zaczerpując powietrza.
 Marek patrzył i słuchał jej z nieukrywanym zachwytem. Stali tuż przy latarni widział, więc dokładnie jej szczęśliwą twarz i to, że z każdą chwilą była coraz bardziej przemoczona i wyglądała jak…. zmokła kura. Jaka kobieta byłaby zdolna do tego, aby zmoknąć w czasie bankietu, w eleganckiej sukience i makijażu – pomyślał? Chyba tylko Ula. Ma w sobie tyle radości i spontaniczności.   On sam lepiej też nie wyglądał i czuł już klejąca się koszule do ciała i zmoczone włosy.  Nie przeszkadzało mu to jednak. Patrzył na Ulę i poczuł coś nieznanego dotąd. Serce zaczęło bić mocniej a w żołądku zaczęło łaskotać.  Przygarnął ją tylko do siebie i odgarnął zmoczone włosy z policzek.
-Kocham cię Ula- wyszeptał i delikatnie pocałował.
-Ja też cię kocham – odparła i ona chwilę później. Kocham cię od chwili, gdy ujrzałam cię po raz pierwszy w windzie, a nasze dłonie spotkały się w drodze do przycisku. Poczułam wtedy jak przez całe moje ciało przeszedł dreszcz, a w sercu zrobiło się tak ciepło. Już wtedy wiedziałam, że będziesz dla mnie kimś ważnym. To było jak, jak grom z jasnego nieba- dodała po chwili, gdy nad ich głowami błyskawica rozjaśniła niebo. Burza nocą wygląda pięknie, prawda Marek- spytała na koniec z radością.
- Prawda- przytaknął szczęśliwy. I chyba też zaczynam lubić deszcz i burze, ale z umiarem. Lepiej schrońmy się, bo jeszcze chwila a będziemy przemoczeni do suchej nitki.
Deszcz lunął na dobre, gdy dotarli do altanki.  Tam bez za hamowań mogli oddać się czułością. Usta Marka szybko odnalazły jej wargi. Całował kąciki jej warg, koniuszki uszu, szyję. Pieścił krągłe piersi, zmysłowo przesuwając palcami po skórze, wyczuwając jak nabrzmiewają. Ula ledwie panowała nad sobą i zadrżała na myśl, że to było ich najbardziej intymne zbliżenie. Pragnienie jego pocałunków zaskakiwało ją.  Tuliła się do Marka, rozpaczliwie pragnąc coraz bliższego kontaktu.  Jednak nawet ta namiętność musiała się kiedyś skończyć. Nie mogli pozwolić sobie na więcej, bo byli w publicznym miejscu.  Uli apetyt na Marka jednak mocno wzrósł i miała nadzieję, że szybko się to stanie, ale jak okazało się musiała poczekać na to ponad miesiąc.
Na bankiet wrócili dopiero jak deszcz i burza ucichły.  Najpierw jednak w garderobie przebrali się w suche rzeczy, odświeżyli i wysuszyli włosy. Reszta zabawy minęła im w miłej atmosferze. Marek prawił jej komplementy, szeptał czułe słówka, przytulał i całował. Najbardziej, jednak spodobało się jej to, gdy przy stole zwrócił się do niej kochanie.
Kolejne dni mijały im na dopieszczaniu swojej miłości. Marek nie tylko słowami okazywał swoje uczucie, ale i czynami. Zapraszał na kolejne randki, kupował drobne upominki i rozpowiadał na prawo i lewo o swoim wielkim szczęściu i miłości do Uli. Miał zwyczaj mówić o niej moja piękna, zadbana, dobra i inteligentna kura domowa. Na początku nie bardzo podobał się jej to powiedzenie, ale gdy Marek powiedział jej o powodach polubiła je.  Inni również zauważyli to zachowanie Dobrzańskiego i to, że przy Paulinie nigdy tak się nie zachowywał. Ula z każdym kolejnym dniem była, więc coraz bardziej szczęśliwsza, ale i zastanawiała się, kiedy poprosi o rękę. Co do tego, że tak się stanie nie miała żadnych wątpliwości. Bała się tylko, że będzie musiała czekać na to kolejne kilka tygodni.
 Stało się to jednak wcześniej niż myślała, bo dwa tygodnie po bankiecie i bardzo niespodziewanie. Przyszła właśnie do pracy i miała wsiąść do windy, gdy Marek wszedłszy tylnym wejściem pojawił się przy niej i przywitał czule. W samej już windzie nieoczekiwanie rzucił teczkę w kąt wcisnął przycisk numer dziesięć, wyciągnął ozdobne pudełeczko i padł na kolana.
-Ula wyjdziesz za mnie- spytał zanim Ula zdążyła spytać o powód jazdy na poddasze.
 -Co- spytała zaskoczona, ale i szczęśliwa.  
-Ja wiem, że winda to mało romantyczne miejsce, ale mam powody. Pamiętasz jak mówiłaś mi, że zakochałaś się we mnie we windzie- spytał? Gdy skinęła to kontynuował.  -To właśnie, dlatego Ula. To miejsce jest dla ciebie jest ważne. Na początku chciałem oświadczyć ci się albo w palmiarni, gdzie pocałowałem cię pierwszy raz albo w Łazienkach, gdzie zrozumiałem, że cię kocham. Tylko nie mogłem się zdecydować i w końcu rzuciłem monetą i padło na palmiarnię- mówił trochę chaotycznie i szybko. Chciałem zabrać cię tam dzisiaj po pracy, ale gdy zobaczyłem stojącą przy windzie pomyślałem, że właśnie tu poproszę cię o rękę.   Ula czy chcesz wyjść za mnie- spytał ponownie.
-Czy chcę? Jasne, że tak-dodała spokojnie, a Marek wsunął na jej palec pierścionek.
Dojeżdżali na siódme piętro, gdy wstał z kolan i pocałował Ulę. Na dziesiątym cichy gong oznajmił otwarcie drzwi a po chwili zamknęły się a winda ściągnięta przez kogoś zjeżdżała na dół. Marek nie przerywając pocałunku wcisnąć tylko piątkę. Przy szóstym piętrze przerwali pocałunek, podniósł swoją teczkę i jakby nigdy nic czekali na otwarcie drzwi.   Ula ciągle dochodziła do siebie, gdy wysiadali na swoim piętrze i z niedowierzaniem patrzyła na swoją dłoń. Jeszcze dwie minuty temu byłam wolna a teraz jestem zajęta-pomyślała ze szczęściem.
Popołudnie tak jak planował Marek spędzili w palmiarni. W miejscu, w który pocałowali się po raz pierwszy wyczarował szampana i dwa kubki.  Wypili po małych łyczkach i pojechali w stronę Rysiowa na kolację. Po drodze wstąpił jeszcze do kwiaciarni po zamówione kwiaty. Nowiny o ich zaręczynach rodzina Uli przyjęła z wielkim entuzjazmem.  Józef wyciągnął najlepsze swoje nalewki, Jasiek zaczął mówić szwagier, a Beatka wdrapała się na kolana i drążyła temat miłości i przyjaźni. Ula w tym czasie zajęła się kolacją dla swojej ukochanej czwórki. Miła atmosfera i kolejne kieliszki nalewki spowodowały, że Marek został u nich na noc a rano pojechali razem do pracy.  Nazajutrz kolację zjedli  u Dobrzańskich. Ula, choć znała rodziców Marka i wiedziała, że oboje są bardzo przyjaźni bała się trochę tej wizyty. Do tej pory była tylko pracownicą i asystentką Marka a teraz miała wystąpić w roli jego narzeczonej i obawiała się, że może nie spodobać się. Obawy te były jednak bezpodstawne, bo spędziła tam miły wieczór. Tydzień później zorganizowali niewielkie przyjęcie zaręczynowe i wpadli w wir przygotowań ślubnych.

W lipcu wyjechali we trójkę na planowane wakacje. Było dokładnie tak jak Marek opowiadał w czasie lotu. Pięknie i egzotycznie.  Plaża złoty piasek, lazurowe morze, palmy i słońce. Pierwsze parę dni prawie całe spędzali na plaży, a do hotelu wracali tylko na posiłki i aby choć trochę odpocząć od słońca.  Marek razem z Beatką grał w piłkę, budował zamki z piasku, szkolił w pływaniu, zbierał muszle i rozpieszczał, bo miał wobec niej dług wdzięczności.  Uli, oprócz rozpieszczanie siostry, podobało się takie podejście do Beatki, bo dobrze rokowało to na przyszłość i ich ewentualne dzieci.  Plaża i opalanie w końcu znudziło im się i postanowili również wyjść na miasto i skorzystać z innych atrakcji.  Znaleźli zarówno coś dla siebie jak i dla Betti.  Najbardziej jednak cenne dla Uli były te chwile spędzone tylko z Markiem. Beatkę zostawiali pod opieką starszego i miłego małżeństwa z Polski a oni mogli cieszyć się sobą. Marek zabierał ją na spacer po plaży przy zachodzie słońca, trzymał za ręce, całował. Rozmawiali, śmiali się i planowali wspólną przyszłość. Byli też w prawdziwym hiszpańskim klubie i bawili się wraz z innymi turystami i Hiszpanami. Odmienność kulturowa, wspaniałe zabytki, piękno morza i natury, niepowtarzalna atmosfera nieustającej fiesty były dobrym momentem i miejscem na coś więcej niż pocałunki, ale oprócz pocałunków i pieszczot, gdy Betti spała do niczego więcej jednak nie doszło.  Ula dużo myślała o tym, ale nie miała odwagi spytać o tą jego absencje w tych sprawach i postanowiła zostawić to na później.
Dwa tygodnie pobytu w Hiszpanii minęły błyskawicznie i czas było wracać do Warszawy. Po powrocie zajęli się na powrót ślubem. Jeszcze przed wyjazdem zdążyli pozałatwiać niektóre formalności w kościele i te związane z przyjęciem.  Teraz zabrali się za szukanie dla siebie odpowiedniego domu.  Pomocni tu okazali się rodzice Marka, którzy znaleźli dla nich dom w pobliżu ich własnej willi. Zdecydowali się kupić go i w niedługim czasie zaczęli urządzać. Zaopatrzeni w katalogi siedzieli właśnie na podłodze w salonie i przeglądali je.
-Marek, dlaczego do tej pory nie zaproponowałeś mi nigdy, nigdy łóżka- spytała nieśmiało, gdy doszli do części z meblami do sypialni? Spotykamy się już ze sobą pięć miesięcy, a wiem, jaki kiedyś byłeś. Lubiłeś to- dodała patrząc na niego badawczo. Zauważyłam, że jak jesteśmy w twoim mieszkaniu hamujesz się.
Zaskoczyła go tym pytaniem.
-Bo jesteś inna niż tamte kobiety i cię szanuję Ula- odrzekł ciągle zmieszany. Nauczyłaś mnie żyć uczciwie i w tym również chciałem taki być. A chciałabyś- spytał po chwili patrząc na nią pożądliwie.
-Tak-odpowiedziała cicho.
Niecałą godzinę później byli w mieszkaniu Marka. Obsypując pocałunkami jej twarz i szyję, pozbywając się, jednocześnie ubiorów prowadził w stronę sypialni. Położył Ulę na łóżku i pieścił dłońmi jej biust, a dłonie wędrowały po płaskim brzuchu w dół, ku jedwabistości ud. Spojrzał jej w oczy i mogła ujrzeć w nich zachwyt i pragnienie. Marek przyciskał ją coraz mocno do siebie czuła, więc jak jego ciało pulsuje namiętnością, a serce gwałtownie uderza.  Pochylił głowę i wnikał w jej usta z taką siłą, że zapierała jej dech w piersiach. Sama nie wiedząc, kiedy Ula wplotła swoje dłonie we włosy Marka chcąc dać mu, choć trochę własnych pieszczot.  Jego napięte nagie ciało było tuż przy niej.  W końcu uniósł się nad nią spojrzał i spokojnie, łagodnie wszedł w jej ciało. Ruchy jego były najpierw delikatne, ale z każdą chwilą przybierały na sile. Zawładnął jej ciałem i umysłem a dreszcze wywołane orgazmem doprowadzały do szaleństwa. Kiedy ich ciała wróciły już z tej niesamowitej przyjemności sturlał się z niej zadowolony i zaspokojony.
-Było wspaniale Marek- szepnęła nieśmiało Ula. Nawet nie wiedziałam, że może być aż tak wspaniale. Z Bartkiem nie czułam tego. Wsadził i wysadził. Żadnej przyjemności a tyle czytałam o tych uniesieniach w książkach- mówiła teraz śmielej i z zachwytem.
 Rozbawiła go tym wsadził i wysadził. On nigdy tego nie odwalał. Nawet, jeśli była to tylko panienka na jedną noc, to musiał być jak należy.  I cieszył się, że dał Uli to wszystko. Najbardziej jednak cieszył go to, że choć fizycznie tym pierwszym był Bartek, on był tym, który w odczuciach cielesnych dał Uli jako pierwszy przyjemność.
-To ja ci mogę obiecać, że z nami będzie inaczej- odparł z zadowoleniem. Będziemy się kochać tak jak dzisiaj, kurczaczku.  
-To dobrze, bo…. Kurczaczku -zdziwiła się.  Dlaczego kurczaczku-spytała po chwili?
-Bo jesteś moim idealnym kurczaczkiem. Teraz nawet kurczaczkiem z rożna- dodał patrząc na jej ciągle opalone ciało. I z chęcią zjadłbym cię całą- zamruczał przy jej uchu.  Zawsze lubiłem drób. Te długie i smukłe szyjki - mówił i całując jej szyję, jędrne, apetyczne i idealne w rozmiarze piersi i te kształtne i pikantne udka.
-Kurczaczku. Nawet zaczyna podobać mi się-zaśmiała się czując usta Marka w okolicach pępka.  Mogłabym być przecież gąska, koguciku- dodała żartobliwie.
- A to znasz Ula. Jedna kura pyta się drugiej. Ty a ten kogut chodzi z tą kurą na poważnie czy dla jaj- spytał łobuzersko. To ja ci mogę powiedzieć, że twój kogucik jest z tobą bardzo poważnie.
Od tej pory kochali się dość regularnie, choć Ula nigdy nie została u niego na noc. Urywali się z pracy na chwilę albo przyjeżdżali po pracy.  Czasem był to seks z dziką namiętnością, a czasami kochali się z poruszającą serce czułością, która wprawiała Ulę w pełen zachwyt.  Po miesiącu takich spotkań Marek stwierdził, że Ula wciąż czerwieniła się przed zbliżeniem. Zastanawiał się czy to z faktu, że będą się kochać czy, dlatego że ciągle jest to dla niej krępujące. Nie narzekał jednak, bo rumieńce dodawały jej twarzy uroku.

W końcu nadszedł ten piękny i długo oczekiwany i najważniejszy dla nich dzień. Nawet pogoda jak na początek października była słoneczna. Marek wraz ze swoją rodziną i znajomymi podjechał pod dom Uli i po tradycyjnych błogosławieństwach pojechali do kościoła. W czasie uroczystości ślubnych, podczas wesela, składania życzeń, przemówień, krajania tortu i toastów wznoszonych na ich cześć, Ula i Marek promienieli szczęściem. Dostali mnóstwo serdeczności i życzeń od rodziny i znajomych. Jowita również była wśród zaproszonych gości. Bądź, co bądź ona także przyczyniła się do ich szczęścia. Chcieli dowiedzieć się w ramach ślubnego prezentu i ze względu na dłuższą znajomość z Dobrzańskimi o swoja przyszłość ona jednak niewiele im powiedziała.
- Miłość i przyjaźń zaczynają się same. Ale czas ich trwania zależy tylko od was, kochani. Teraz od was zależeć będzie, czy wasza miłość przetrwa czy uschnie. Nie mogę powiedzieć też, że zawsze będzie pięknie i słodko, bo nawet w najbardziej udanych związkach zdarzają się sprzeczki.  Z perspektywy mojego i Heleny doświadczenia mogę powiedzieć wam jedynie, że musicie nauczyć się wybaczania, kompromisów i mieć do siebie zaufanie. Te trzy elementy to połowa sukcesu udanego związku.  I nie róbcie takich obrażonych min-powiedziała do nich życzliwie. To wasz dzień ślubu, powinniście być szczęśliwi. Ja wierzę w was.
Odeszli trochę niezadowoleni.
- Chyba nie widziałaś nic złego w ich przyszłości Jowito-spytała z lekkim niepokojem Helena, która również przysłuchiwała się tej rozmowie.
- Bez obawy - zapewniała. Nic w ich przepowiedniach złego nie widziałam. Mogę powiedzieć ci to samo, co im. Od nich teraz zależeć będzie jak potoczy się ich życie. Jedno ci mogę powiedzieć.  Za rok o tej porze będziesz już babcią pierwszego wnuka albo wnuczki.
-Obyś miała rację – odparła i uśmiechnęła się zadowolona. Od dawna czekamy z Krzysiem na wnuki. Z Pauliną nie zapowiadało się na to, a tylko wnuków brakuje nam do pełni szczęścia. Czasami zazdrościłam ci twojej trójki.
- Wszystko w swoim czasie Heleno- odparła. Trochę ich będzie, więc przygotujcie się na dużą dawkę szczęścia, ale i obowiązków i cierpliwości. Wnuki potrafią wejść dziadkom na głowę.
-Możliwe, ale i tak je będziemy kochać i rozpieszczać.

Będziecie szczęśliwi do samej starości- myślała jakiś czas później Jowita patrząc na szepczących sobie coś do ucha nowożeńców. Spełnieni w wielkiej miłości, rodzicielstwie, w pełni szczęścia i radości.
-Marek muszę ci coś powiedzieć-zaczęła tymczasem niepewnie Ula.
-Jesteś w ciąży-wtrącił Marek nie dając jej dokończyć.
-Skąd wiesz.
-Ula nie jestem dzieckiem.  Od prawie dwóch miesięcy kochamy się bez zabezpieczenia. Nie trudno było domyśleć się, kurczaczku. I jestem bardzo szczęśliwy, że będziemy mieć takie słodkie małe kurczątko.
W niecałe osiem miesięcy po ślubie na świat przyszła ich córeczka Natalia, a kolejne przepowiednie Jowity czekały na realizację.

KONIEC

środa, 4 listopada 2015

Wróżba 3



 Obiecałam trzy części, ale będzie jeszcze jedna. Ta ma ponad osiem stron a reszta opowiadania w wersji roboczej już trzy. Po rozpisaniu będą kolejne trzy albo cztery strony to w sumie wyszłoby ok. 14-15 stron. To dużo za dużo.  


 Od tej pamiętnej niedzieli jego wizyty w Rysiowie minął już miesiąc, a ich znajomość nabrała rumieńców.  A przynajmniej było tak w odczuciu Uli. Ich rozmowy, wyjścia na lunch, kawę czy na spacer stały się niemal codziennością. Już następnego dnia w podzięce za gościnę Marek zaprosił Ulę do Książęcej i na popołudniowy spacer. Kilka dni później natomiast zabrał na wernisaż i bankiet. Kiedy indziej zaś poszli do kina, a jeden z piątkowych wieczorów spędzili w sławnym klubu 69. Czasami odwoził również Ulę do Rysiowa, korzystał z zaproszenia i wstępował do domu. Gościł u nich także w drugi dzień Świąt Wielkanocnych i w jedną z kwietniowych sobót. Okazał się też pomocny w pracach domowych i razem z Jasiem i ojcem Uli urządzili pokój dla Beatki. Ula natomiast w zamian pomogła mu w urządzaniu się w jego nowym mieszkaniu. Tak, więc Marek dla niej i jej rodziny szybko stał się nieodzowną częścią ich życia.  Ojciec Uli po tych wszystkich spotkaniach, wyjściach, wizytach w Rysiowie i serdecznościach upatrzył sobie nawet w nim kandydata na męża dla córki. Ula jednak studziła jego zapały. Sama jednak wiedziała, że zakochała się w nim na zabój i ciągle usychała z tęsknoty. Zaczynała tęsknić już chwilę po pożegnaniu. Ciągle marzyła o nim i myślała.  Jest taki cudowny, życzliwy, wrażliwy. Jakaś kobieta będzie z nim bardzo szczęśliwa, ale to chyba nie będę ja

 Marek tymczasem planów na układanie sobie życia z jakąkolwiek kobietą nie miał i zajął się uporządkowywaniem swojego życia. Na dobry początek postanowił sprzedać dom i wynająć mieszkanie. Nie chciał dłużej mieszkać w miejscu, gdzie miałby wspomnienia o byłej narzeczonej. Paulina natomiast ciągle łudziła się, że wrócą do siebie. Dzień po, tym jak Marek rzucił ją i stosując się do zaleceń Dobrzańskich poleciała do Włoch tłumacząc się niedomagającą babcią.  Marek jednak w przeciwieństwie do Febo nie zamierzał nikogo okłamywać i mówił wprost o zerwanych zaręczynach i definitywnym rozstaniu.  Paulina we firmie pojawiła się dopiero po przeszło dwóch tygodniach jakby odmieniona z prezentami dla pracowników i z nadzieją na powrót do Marka. Zamiast tego zastała spakowane walizki, opustoszały dom i Marka w innym mieszkaniu. Próbowała jeszcze zdobyć przychylność Dobrzańskich licząc, że może wpłyną na decyzję Marka. Oni jednak tak jak obiecali nie wtrącali się w ich związek. W odwecie za poniżenie i skrzywdzenie szukała zemsty.  Marek nie zamierzał przejmować się jej krytykami, pretensjami i groźbami.  Tym bardziej, że miał asa w rękawie. Łapówka wzięta przez Aleksa Febo dwa lata temu ciągle była tym czymś, czym mógł w razie potrzeby zaszantażować rodzeństwo. Gdyby ojciec dowiedział się o tym wyrzuciłby z firmy Aleksa, a dla Pauliny Aleks liczył się najbardziej. I nie mylił się. Paulina wybrała dobro brata, a on cieszył się, że uwolnił się od tej egoistycznej kobiety. Cieszył się też, że ma przy sobie taką wspaniałą przyjaciółkę jak Ula, z którą może wszędzie wyjść, porozmawiać i zawsze może na nią liczyć. W dodatku nie oczekiwała nic w zamian. Ula tymczasem ze zgrozą stwierdziła, że przyzwyczaiła się do tego, że Marek jest tak blisko niej i bała się jak to będzie, gdy w życiu Marka pojawi się nowa kobieta i przyjdzie czas zakończyć to coś, co jest między nimi.
Przyjaźń ta trwałaby pewnie dalej, gdyby nie przeziębienie Beatki i przymusowy dwudniowy urlop Uli. Zadzwoniła do niego rano w czwartek i poinformowała, że siostra jest chora i musi zostać w domu. Marek nie był zbyt zadowolony tym, bo mieli dużo pracy, ale Ula była w podbramkowej sytuacji. Jasiek ciągle uczył się do matury, a ojciec akurat wyjechał na wycieczkę.  Dopiero po tym jak obiecała mu, że popracuje w domu zgodził się na jej nieobecność we firmie. Spakował najpotrzebniejsze dokumenty i zawiózł jej do Rysiowa. Nazajutrz tak jak umówili się wrócił po nie. Siedzieli właśnie w pokoju Uli i przeglądali wspólnie efekt jej pracy.
-Spisałaś się na medal- rzekł z niekłamanym podziwem.  To wygląda lepiej niż myślałem. Znalazłaś tyle oszczędności. Ja sam lepiej bym tego nie zrobił- ciągle mówił nie mogąc nachwalić się jej.
- To nic takiego Marek-odparła skromnie wzruszając ramionami.  Wczoraj, gdy Beatka spała miałam trochę wolnego czasu poprzeglądałam, więc oferty innych dostawców i wybrałam te najlepsze.
-Odwaliłaś kawał roboty i mówisz nic takiego-wtrącił pośpiesznie i nieco zdziwiony jej skromnością.
-Taka moja praca. Szukanie oszczędności również należy do moich obowiązków- odpowiedziała rzeczowo.
-Ale tego kosztorysu nie musiałaś opracowywać.
- Nie musiałam, ale chciałam- wtrąciła uprzejmie i z uśmiechem. Tyle dla mnie i mojej rodziny robisz, że i ja chcę być od czasu do czasu pomocna.
- Nie Ula – powiedział i pokręcił głową. Ty od zawsze mi pomagasz i nie raz wyciągałaś z kłopotów. Bez ciebie już dawno utonąłbym razem z tą całą firmą- mówił i patrzył na jej rozjaśnioną komplementami twarz.  -Ty wpadłaś na pomysł z internetową sprzedażą starych kolekcji, ty skontaktowałaś mnie z Terleckim i przekonałaś go do współpracy i ty znalazłaś sposób na zapłacenie akcyzy za materiały z Włoch.  Czy ja ci już wspominałem, że jesteś niesamowita-spytał na koniec przysiadając się bliżej?
-Kiedyś tam coś mówiłeś, ale jak to mówią to było dawno i nieprawda- odpowiedziała nieco zmieszana bliskością Marka. Teraz wystarczy spróbować umówić się z tymi dostawcami na spotkanie i przekonać do współpracy- dodała, chcąc odwrócić swoją uwagę od Marka.
-Ale tym to już sam się zajmę- zapewnił. Jeszcze dzisiaj podzwonię do nich.  I dziękuję ci – usłyszała tuż przy uchu. Chwilę później objął ramieniem a jego usta były tuż przy jej skroni.
-Całujecie się-usłyszeli od strony drzwi głos Beatki, na co oboje zareagowali gwałtownie.
-Betti jak ty coś palniesz to głowa boli-zbeształa ją Ula. Marek tylko mi dziękował. Wyspałaś się- spytała zmieniając gładko temat.
- Tak- odpowiedziała Beatka przysiadając się nich. -Obiecałaś mi naleśniki na obiad-powiedziała bardzo oficjalnie.
-Pamiętam Beatko. Muszę tylko pójść po mleko do sklepu, a teraz mamy gościa- tłumaczyła łagodnie.  Wytrzymasz chyba tą godzinkę do powrotu Jaśka.
-Te naleśniki- wtrącił zdecydowanie Marek.  Dużo oddałbym za coś takiego- dodał rozmarzonym głosem.  Nie doczekawszy się zaproszenia ze strony Uli kontynuował przymilnie.  -Ja chętnie pójdę po mleko w zamian za porcję czegoś takiego- zaoferował swoją pomoc. Powiedz tylko jak tam dojść.
-Jak wyjdziesz z domu na lewo do końca ulicy i jeszcze raz na lewo- odpowiedziała zamiast siostry Beatka, a dwie pary oczu utkwiło w niej pytająco- błagający wzrok.
Ula nie potrafiła oprzeć się tym spojrzeniom.
- Dobrze zrobię wam te naleśniki- odparła z lekkim westchnieniem. - Ale do sklepu pójdę sama. Mam jeszcze inne zakupy do zrobienia. Wy możecie w tym czasie przygotować ser na nadzienie. Beatka wie jak to zrobić – dodała do Marka, a sama wzięła pieniądze i torebkę, i wyszła z domu.  Wróciła, jednak chwilę później po telefon, ale to, co usłyszała zatrzymało ją w korytarzu.
- Lubisz Ulę –spytała Beatka bez ceregieli.
-Pewnie –odpowiedział. I to bardzo.
-To znaczy, że z nią chodzisz.
-Nie. Dlaczego tak myślisz-spytał podejrzliwie? Ula ci tak powiedziała?
- Nie. Jasiek wytłumaczył mi to na przykładzie Kingi. Powiedział, że jak kogoś się lubi, odprowadza do domu, razem wychodzi się, mówi komplementy i całuje się to się chodzi - odpowiedziała logicznie.
-Bo tak jest Beatko-odrzekł zmieszany bezpośredniością dziewczynki.  Ale my jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele również to czasami robią. I powiem ci w sekrecie, że twoją siostrę nie zamieniłbym na żadną inną przyjaciółkę. Jest najlepszą przyjaciółką, jaką mógłbym sobie wymarzyć.
-Szkoda- powiedziała smutno. Super byłoby mieć takiego szwagra. Mówiłam ci już jak razem z Jasiem byliśmy w zoo i– zaczęła opowiadanie Beatka, a Ula cicho wyszła niezauważona.
 Oddałabym wszystko albo prawie wszystko żeby, chociaż przez krótki czas tak mogło być- myślała idąc do sklepu. Chodzić na randki, przytulać się, całować, słyszeć komplementy. Marek, jednak powiedział wyraźnie, że jestem jego najlepszą przyjaciółką. Przyjaciółki i nic więcej. Ale przecież zdarzają się miłości, które rozpoczęły się od przyjaźni. Kasia i Wojtek przez sześć lat byli przyjaciółmi a teraz szykują się do ślubu. Może, więc i nam się uda i zrodzi się między nami piękna i szczera miłość. To znaczy w Marku, bo ja jestem pewna swoich uczuć. Przyjaźń to chyba dobry fundament na stały związek. Między nami nie ma niedomówień, zgrzytów, pretensji. Rozumiemy się za to bardzo dobrze i lubimy przebywać w swoim towarzystwie.  Jowita przecież powiedziała, że księga losu jest otwarta i ode mnie zależy czy zjem tego cukierka. Tylko jak mam to zrobić? Same naleśniki mogą nie starczyć.
Do domu wróciła po kwadransie i napiekła im górę naleśników. Sam Marek zjadł ich pięć, wypił kawę, posiedział jeszcze chwilę i wrócił do firm.  Po powrocie do domu wrócił myślami do dzisiejszego dnia i tego, co powiedziała mu Beatka.
 Beatka ma w sumie rację. Czemu nie miałbym dać nam szansy?  Mam dość kobiet pokroju Pauliny i modelek. Może takiej kobiety szukałem dla siebie. Zadbanej i pięknej kury domowej. Bardzo ją lubię, jest piękna, inteligentna, dobra. Może od tego rozpoczyna się miłość od tych kilku elementów, a nie od łóżka i fascynacją ciała. Nigdy nie byłam zakochany i nie wiem jak zaczyna się miłość. Porozmawiam z Ulą w poniedziałek i zaproponuję jej te chodzenie.  Nieźle Dobrzański trzydziestka na karku a ty po dobrych piętnastu latach znów zabierasz się za randki- pomyślał i uśmiechnął się do własnych myśli. Mam tylko nadzieję, że Ula nie pogniewa się na mnie i nie stracę jej przyjaźni.

W poniedziałek tuż po przyjściu do firmy Marek zaproponował Uli wyjście na kolację i spacer.  Nie oczekiwała nic po tym spotkaniu, bo nie pierwszy raz zdarzyło się, że proponował jej coś takiego. Dzisiaj w dodatku miał powód do świętowani i podziękowania Uli. Dostawcy, których wyszukała mu okazali się zainteresowani współpracą. Była, więc przekonana, że Dobrzański robi to z wdzięczności, ale i tak czekała z niecierpliwością na koniec pracy. Fajrant w końcu przyszedł i mogli wyjść.
-Ula- zaczął niepewnie spacerując po parku.  Wiesz, że miedzy nami ostatnio dużo się działo i zbliżyliśmy się do siebie.  Dawałem ci kwiaty, czekoladki, wychodziliśmy razem, zabierałem cię do kina, restauracji, zwierzałem się. I za każdym razem było nam razem przyjemnie, dogadywaliśmy się bez słów.  Zresztą od czasu jak pojawiłaś się we firmie to mieliśmy ze sobą tę nić porozumienia –mówił idąc krok przed nią i gestykulując. Co on chce mi powiedzieć-myślała tymczasem Ula? Chyba nie to, że mamy być razem? Nie to chyba niemożliwe. Pewnie ma pretensje za Beatkę. Zaraz mi powie, że mogłam wziąć to za coś innego. -To, co mówię może dziwnie brzmi, ale chcę żebyś mnie dobrze zrozumiała. Ty i ja to znaczy my Ula jesteśmy jakby złączeni rozumiesz, o co mi chodzi –spytał niepewnie.
- Na razie to rozumiem tylko to, że krok po kroku tłumaczysz mi naszą znajomość- wtrąciła
-Tak, bo inaczej się nie da. Nie wiem tylko jak zareagujesz i czy nie obrazisz się- zapytał nerwowo. Nie wiem nawet jak to powiedzieć. Mów jakoś to zniosę-pomyślała. Ja sama wiem, że między nami nic nie będzie. Ula może damy sobie szansę- wydusił z siebie.
- Szansę, na co szansę-spytała i obrzuciła badawczym spojrzeniem?
- Chciałbym spotykać się z tobą tak oficjalnie.
-Co- spytała cicho opierając się o balustradę mostku?
-Ja wiem, że możesz być zdziwiona, ale lubimy się, podobasz mi się i to bardzo i dogadujemy się. Nie mogę, jednak powiedzieć ci, że cię kocham, bo okłamałbym cię- wyznał szczerze.  Nie wiem jak to jest w innych taki związkach, gdy para zaczyna chodzić ze sobą. Czy od razu czuje się te szybsze bicie serca, czy dopiero przychodzi to z czasem? Ula rozumiesz, o co mi chodzi- spytał pośpiesznie. - Nie każde chodzenie kończy się miłością czy ślubem-odpowiedział sam na swoje pytanie.  -Między nami może być podobnie. Jednego jestem pewny, że to, co jest między nami jest prawdziwe i na początek nam starczy, a miłość może pojawi się z czasem. Ula powiedz coś?
Ona jednak zamiast odpowiedzi spięła się na palce i pocałowała w policzek.
-To znaczy, że zgadzasz się- spytał z uśmiechem.
-Tak –odparła czekając, co zrobi jej ukochany. Marek spojrzał na nią tym swoim zniewalającym uśmiechem, przygryzł lekko dolna wargę i przytul. Chwilę później jego usta zdążały do ust Uli.  W ostatniej chwili jednak zmienił kierunek i pocałował tylko w czoło. 
- Chyba nie powinniśmy tak od razu na pierwszej randce-tłumaczył się.
-Masz rację– zgodziła się momentalnie.  Wszystko w swoim czasie. I na to może kiedyś przyjdzie czas. Tak samo jak na wyznanie miłości. Mężczyźni podobno do tego dłużej dorastają.
Z parku odeszli trzymając się za ręce.
Restauracja na ostatnim piętrze hotelu Westin przyciągała nie tylko doskonałym jedzeniem, ale i niepowtarzalnym klimatem. Były świece zapachowe, dużo zieleni, zza okien roztaczał się widok na Warszawę, a w tle grała cicho muzyka.  Ula nigdy tutaj nie była, zachwyciła się, więc tym miejscem i cieszyła się z każdej spędzonej tu chwili.  Czas mijał im nie tylko na delektowaniu się wyśmienitą kuchnią, ale i na rozmowie. Po raz kolejny Marek mógł przekonać się, że Ula jest nie tylko niezwykle inteligentna i błyskotliwa, ale że ma w sobie dużo czułości i serdeczności. Po kolacji odwiózł Ulę do Rysiowa, a reszta wieczoru przebiegła według starego powtarzającego się schematu. Na chwile wszedł do domu, porozmawiał z jej rodziną, wypił herbatę, pożegnał się z domownikami, a Ula jak zwykle odprowadziła go do furtki.  Tam podziękował jej za spotkanie i cmoknął na pożegnanie w policzek.  Była trochę rozczarowana, że tylko tyle, ale przecież nie od razu Rzym zbudowano- pomyślała. Jest lepiej niż jeszcze tydzień temu i od tak dawna o tym marzyłam. Najpierw byłam zwykłą asystentką i koleżanką później przyjaciółką, a teraz jestem jego dziewczyną.  Przecież te wszystkie dziwne rzeczy, które działy się między nami, działy się nie bez przyczyny. To musiało się tak skończyć. Ciekawa jestem tylko, do czego nas to doprowadzi.

Kolejne dni utwierdzały Marka w przekonaniu, że bycie chłopakiem Uli jest całkiem przyjemne i, że jest całkiem inaczej niż z Pauliną. Przede wszystkim z Ulą było mu znacznie lepiej. Paulina nigdy nie lubiła spacerów we dwoje. Wolała te wszystkie nudne elitarne spotkania towarzyskie, czy ważniejsze wydarzenia kulturalne Do kina też nie lubiła chodzić chyba, że na premiery. I nie lubiła jak trzymałem ją za rękę albo obejmowałem, gdy gdzieś razem szliśmy. Zawsze brała mnie demonstracyjnie pod rękę jakby chciała podkreślić, że jestem jej własnością. Tak samo było z pocałunkami. Wymuszała je, gdy patrzyli na nas inni.  Z nią wszystko było na pokaz a z Ulą tak naturalni i swobodnie. Dokładnie tak jak powinno być na randce. Miło, swobodnie, zabawnie i romantycznie
Ula w przeciwieństwie do Pauliny była przede wszystkim romantyczką a Marek szybko odkrył w niej tą romantyczna naturę i zapraszał właśnie w takie miejsca. Po pracy chodzili na spacery do parku, nad Wisłę, do ogródków dziecięcych albo jechali za miasto. Trzymali się za ręce, rozmawiali, śmiali się i opowiadali o swoim życiu. Ula mówiła mu o dzieciństwie, dorastaniu, studiach i o tym jak było im trudno po śmierci ich mamy. Marek natomiast głównie opowiadał o swoim żałosnym do tej pory życiu i o tym jak dużo jej zawdzięcza. Wychodzili też bardziej oficjalne. Raz poszli na premierę filmu i na popremierowy bankiet, a drugi raz na wystawę obrazów Kondrata Trąbczyńskiego. To po tych właśnie wyjściach Ula stała się bohaterką brukowej prasy i okrzyknięta nową dziewczyną Dobrzańskiego, a ich zawiązek przestał być tajemnicą.
 Z tych wspólnych wyjść Uli jednak najbardziej spodobała się palmiarnia. Marek zaprosił ją tam któregoś popołudnia.
-Pięknie tu. Tak cicho, bez tłoku, słychać szum wody i śpiew ptaków. I jeszcze ten zapach kokosów- mówiła z zachwytem dotykając roślinności. Atmosfera niepowtarzalna.
-Tak myślałem, że będzie ci się podobać- odrzekł zadowolony, że sprawił jej tą drobną przyjemność. Bądź, co bądź egzotyka zawsze nam dobrze wychodziła, prawda Ula.
-Z wyjątkiem sushi- przypomniała mu. Chciałabym kiedyś polecieć na Karaiby albo na Wyspy Kanaryjskie i zobaczyć to wszystko w naturze-mówiła z marzycielskim głosem. Pewnie jest tam bardzo pięknie. Palmy, papugi, słońce, plaża z białym piaskiem i lazurową wodą. Żyć, nie umierać.
 - To prawda. Jest tam wyjątkowo- poparł z uśmiechem i tęsknotą w głosie. Piękne zachody słońca, drinki z parasolkami, wieczorne imprezy, rozbawieni turyści ze wszystkich stron świata i te plaże pełne opalonych dziewczyn w bikini- dodał na koniec rozmarzonym głosem. Raj na ziemi. Może zamiast premii uznaniowej wolałabyś taki wyjazd- spytał.
-Może- odparła równie rozmarzona. Brzmi bardzo zachwycająco. Zwłaszcza o tych plażach pełnych opalonych muskularnych mężczyzn.  A mógłbyś dołożyć do tego jeszcze kieszonkowe- spytała nieśmiało. Na takie drobne wydatki.
-Dajcie komuś palec a weźmie całą rękę- mruknął do siebie.
-Spytać nie zaszkodziło. Drinki z parasolką czy kosze pełne tropikalnych owoców tanie pewnie nie są- przekomarzała się.
- Możemy negocjować Ula- powiedział i spojrzał pytająco. W tym jesteś dobra.
-Tańszy przewoźnik- spytała, na co skrzywił się lekko. –Tańszy hotel, po sezonie, krótszy urlop- pytała, ale mina Marka ciągle nie była zachwycająca. No dobra Marek przedłużony weekend, ale z Beatką.
-Zgoda Ula-odrzekł niespodziewanie.
-Nie mówisz poważnie-spytała podejrzliwie.
-Mówię. Wybierz tylko termin i miejsce.
-Marek ja tylko, od tak wspomniałam o Beatce- tłumaczyła się.
- Mam nadzieję, że Beatka nie boi się latać samolotem- spytał nie zważając na jej wypowiedź.
- Nie. Chyba nie- powiedziała niepewnie. Mówiła kiedyś, że chciałaby lecieć samolotem tak jak jej koleżanka z klasy.
- To będzie mieć okazję. To, na kiedy mam rezerwować bilety. Lipiec czy sierpień- spytał? Nie doczekawszy się odpowiedzi od ciągle zaskoczonej i niepewnej Uli kontynuował. -  Ula ja mówię poważnie. Zafunduję wam ten wyjazd powiedz tylko, na kiedy. Lipiec, sierpień – pytał i czekał na odpowiedź.
-Może być lipiec. Druga połowa, bo mam wtedy urlop- wydusiła w końcu z siebie. 
- OK. Ula będzie lipiec- odparł zadowolony.  A do tego czasu będzie musiało wystarczyć ci moje towarzystwo, ZOO, palmiarnia i Ogród Smaków. Właśnie Ula może zadzwonię i spytam o wolny stolik. Co ty na to?
-Czemu nie. Możemy iść-odpowiedziała ciągle zdezorientowana i, ale zadowolona perspektywą spędzenia kolejnej godziny z Markiem.
W czasie, kiedy telefonował obserwował rozjaśnioną twarz Uli. Widać było, że sprawił jej wielką radość. Ula czuła ten wzrok utkwiony na sobie, a jakaś podświadomość mówiła jej, że dzisiaj stanie się to, na co czekała tyle czasu. Miała tylko nadzieje, że nie będzie to ceną za wycieczkę.
 -Załatwione Ula. Mamy tam być po osiemnastej-powiedział podchodząc do niej.
-To mamy jeszcze trochę czasu - odpowiedziała patrząc na zegarek. Może pójdziemy do oranżerii- zaproponowała.
-Chcę cię pocałować -oznajmił jej tymczasem Marek spokojnym głosem i przyciągnął do siebie.  I nie ma to nic wspólnego z tym, że przed chwilą zaproponowałem ci wyjazd- wyjaśnił patrząc w oczy.  -Mogę Ula- spytał. Nie czekając, jednak na odpowiedź przytulił ją do siebie a chwilę później poczuła na swoich wargach jego usta. Była wstrząśnięta tym doznaniem, bo do tej pory niewiele razy całowała się. Zamknęła, więc oczy i poddawała się tym, co robił Marek. Jego usta były takie zniewalające i gorące. Może to i nie jest jemioła, ale kto wie jak to jest w ciepłych krajach. Może tam właśnie całowanie pod palmą zwiastuje miłość- pomyślała. Po skończonym pocałunku odsunęła się nieco, zamrugała nerwowo, serce wciąż waliło, a oddech był przyspieszony.
- Ula, chyba nie gniewasz się-spytał niepewnie. Nie dałem ci możliwości odpowiedzi.
- Nie- odparła krótko i cicho.  Po prostu zaskoczyłeś mnie.  I jak ja mogłabym gniewać się za coś tak wspaniałego?
- To dobrze Ula, bo nie mogę obiecać ci, że już się to nie powtórzy.

Z palmiarni wyszli kwadrans przed szóstą i pojechali w stronę Ogrodu Smaków.  Kolacja udała się znakomicie. Podtrzymując atmosferę palmiarni zamówili sobie dania kuchni śródziemnomorskiej a na deser wzięli tropikalne owoce. Rozmawiali, śmiali się i rzucali nieśmiałe spojrzenia. Były też kwiaty dla Uli. Przed restauracją spotkali kwiaciarkę a Marek kupił jej mały bukiet stokrotek i fiołków. Do Rysiowa pojechali w doskonałych humorach.
 Wieczór spędzony w Rysiowie wydawać mógłby się taki sam jak wszystkie poprzednie, a jednak był trochą inny. Po raz pierwszy, przed odjazdem Marek pocałował Ulę w usta. Stali jak zwykle przy furtce, popatrzył na nią zadowolonym wzrokiem i pogładził po włosach. Potem pochylił się i delikatnie musnął jej wargi.
-Dobranoc Ula i kolorowych snów- powiedział czule.
- Dobranoc- odpowiedziała, po czym Dobrzański skoczył do auta, pomachał ręką i odjechał z piskiem opon.
 Teraz Marek jest bardziej mój niż całkiem niedawno- pomyślała patrząc na oddalającym się autem.
Od tej pory ich znajomość nabrała tempa a pocałunki w usta stały się codziennością.