sobota, 5 marca 2016

Odloty i przyloty. Miniaturka.



Pokaz FD Gusto dobiegł do końca i wszystko wskazywało na to, że kolekcja odniesie sukces a firma zostanie uratowana. Jeszcze w trakcie gali Pszhemko i Ula odbierali zasłużone gratulacje, a eksperci mówili o rewolucji modowej. Na twarzy pani prezes jednak uśmiechu z odniesionego sukcesu trudno było dopatrzeć się. Podobnie było na bankiecie. Była tam tylko ciałem, bo myślami była bardzo daleko. Nie oddzwonił, nie zostawił wiadomości nie przyjechał, odleciał. Jest już we Włoszech z Pauliną. Będą tam dwa tygodnie i może wrócą, jako para. To już koniec. Koniec mnie i Marka. Wszystko się skończyło.
-Ulka uschnie nam z tęsknoty za Markiem– zagadnęła Wiolka do Sebastiana przypatrując się z dala na wychodzącą z sali Ulę.
- Widzę właśnie-odparł równie nostalgicznie. Mówiłem rano Markowi żeby spróbował jeszcze raz, ale ten kretyn powtarzał tylko przepadło Seba przepadło. Co to da, że pojadę żeby usłyszeć, że przepadło? Ula już wybrała i leci tylko nie ze mną i nie do Mediolanu.
-Ulka mówiła to samo- odparła posępnie. Przepadło, wyjechał, odleciał, zniknął z mojego życia.  Tłumaczyłyśmy jej z dziewczynami żeby porozmawiała z Markiem, ale było to jak rzucaniem grochem w wiatr. Jak to Ula jedzie do Bostonu?- zreflektowała się. Ulka przecież nigdzie nie jedzie. Rzuciła Piotra tuż po wypadku Marka. Przyszła ze szpitala zapłakana i powiedziała nam, że rozstała się z Piotrem.   Nie wiedzieliście o tym z Markiem?
-Nie. Wiolka powinnaś powiedzieć mi o tym prędzej-mówił z pretensjami. Marek za nic w świecie nie wyjechałby wiedząc coś takiego.
-To, dlaczego Marek nie chciał jej widzieć w szpitalu?- pytała z wyrzutami.  Nawet nie miał odwagi sam jej o tym powiedzieć tylko wysłał Paulinę. Marek nie życzy sobie pani widzieć i to do mnie zadzwonił. Dokładnie tak  Paulina powiedziała Uli.  Sam przyznaj mówienie Ulce czegoś takiego miłe nie było-dodała z gniewem.
 -Co! On nie chciał jej widzieć? –pytał z niedowierzaniem.  Teraz wszystko rozumiem. Nasza kochana Paulina okłamała ją i nas wszystkich.  Wioluś, Marek pytał o Ulę i martwił się, że jej nie ma. Usprawiedliwiałem ją, że nie przyszła, bo ma nawał pracy.
 - Dzwoń do Marka –zadecydowała.  Skoro ta cwana harpia okłamała go wtedy to jest gotowa na wszystko.  Zaciągnie go jeszcze do łóżka, a do tego nie możemy dopuścić.
-Poczta się włączyła-odparł chwile później.  Marek wracaj. Ula….
-Trudno- odparła. Chodź musimy odnaleźć Ulę i porozmawiać z nią-oznajmiła mu biorąc go  pod rękę i ciągnąć w stronę wyjścia.

Ulę znaleźli w holu.  Stała samotnie w kącie z telefonem w ręku zapatrzona w niebo i dyskretnie ocierała łzy. Teraz może ląduje już w Mediolanie albo jedzie z Pauliną do jej domu albo hotelu.
-Ula musimy porozmawiać o Marku- wybił ją z myśli głos Wioletty. To ważne.
-To nie ma sensu-odparła spoglądając na nich z rezygnacją. Nawet nie oddzwonił- dodała cicho. Odleciał i zapomniał.
-To jeszcze nic nie znacz, że nie oddzwoniły- wtrącił racjonalnie Sebastian.  Też do niego dzwoniłem i ma wyłączony telefon albo wyładował mu się. Mówię ci Ulka on cię kocha jak nikogo innego- zapewniał Sebastian.  Znam go od liceum i nigdy nie był tak zakochany. Nawet na początku swojego związku z Pauliną tak się nie zachowywał i nie był jej wierny.
-Gdyby tak było, byłby teraz ze mną tu na pokazie a nie z Pauliną w Mediolanie-odparła z żałością. Nie chciał nawet widzieć mnie jak był w szpitalu.
-Właśnie, że nie-rzekła pośpiesznie Wioletta.  Marek czekał na ciebie. Tylko Paulina zatrzymała cię.
-Jak to czekał- wyszeptała z niedowierzaniem ocierając resztę łez.
-Paulina wymyślała tą bajeczkę, że nie chce spotkać się z tobą-wyjaśniła jej.  Spytaj Sebastiana jak mi nie wierzysz. 
-To prawda Ula-odparł pewnie.  Usprawiedliwiałem cię nawet, że masz dużo pracy.
-Jak ona mogła?- spytała patrząc to na Wiolettę to na Sebastiana jakby szukała u nich odpowiedzi.
- Jak widać mogła-warknęła Wiola. Teraz to powinnaś polecieć do Mediolanu i pokazać jej czyje miejsce jest przy Marku.
-Wiola –przerwał jej Sebastian. To nie jest rozsądne.
-Dlaczego?-przerwała mu Ula podejmując decyzję w jednym momencie.  Tak właśnie zrobię, polecę do Mediolanu.  Tam jest moje szczęście i miłość i nie mogę pozwolić, aby Paulina na dobre sprzątnęła mi Marka. Zresztą zawsze chciałam zwiedzić Włochy.  Seba zawieziesz mnie na lotnisko-poprosiła zdecydowanie.  Muszę zarezerwować sobie bilet na najbliższy lot. A i jeszcze muszę znaleźć ojca i powiedzieć mu o planach.
Szczęście było jak najbardziej po stronie Uli, bo bilet dostała na poranny lot. Nie wracała nawet do Rysiowa tylko została u Sebastiana i Wioletty, ale zasnąć nie potrafiła. Z pomocą przyjaciółki zrobiła również małe zakupy a Sebastiana pożyczył jej walizkę. Dał jej też adres małego przytulnego pensjonatu, w którym miał zatrzymać się Marek. Nazajutrz tuż przed szóstą oboje odwieźli ją na lotnisko.

Lot do Mediolanu przebiegł bez zakłóceń i tuż po dwudziestej Paulina i Marek wylądowali na tamtejszym lotnisku. Wychodząc z hali przylotów kobieta wzięła go pod ramię i zadowolona z tego, że już tu są i nic już nie grozi jej planom odzyskania byłego narzeczonego, skierowali się do wyjścia a następnie na postój taksówek. W czasie, kiedy Paulina opowiadała mu o planach na najbliższe dwa tygodnie, Marek uruchamiał swój telefon.
- Marko nie musisz mieszkać w tym podrzędnym pensjonaciku. Mój dom jest wystarczająco duży żeby pomieścić nas dwoje- przekonywała go, gdy polecił taksówkarzowi zawieźć  Paulinę do jej domu, a siebie do pensjonatu.
-Paula to zły pomysł- pozbył ją szybko złudzeń.  Przepraszam cię, ale muszę odsłuchać wiadomości.
Hej Marek.  Dzwonię żeby powiedzieć ci.  Nie odlatuj błagam cię nie odlatuj. To tyle Marek. Pa
-Proszę zostawić tą walizkę –zwrócił się do taksówkarza, gdy pakował ich walizki do bagażnika.  Zmiana planów nie jadę do pensjonatu.
-Chyba nie zamierzasz teraz wracać –furknęła mu do ucha. Jeden jej telefon i wszystkie nasze plany rzucasz. Zapomniałeś już, że związana jest z tym lekarzem.
- Twoje plany jak już Paulino-przerwał jej odsłuchując drugą wiadomość. Ja zamierzam wracać i to pierwszym wolnym lotem.
Marek wracaj. Ula nigdzie nie zamierza wyjeżdżać i kocha cię. Rzuciła tego doktorka, gdy leżałeś w szpitalu. Aha była u ciebie, ale Paulina nagadała jej jakiś bzdur, że rzekomo nie chcesz jej widzieć.
-Paulino jak mogłaś- krzyknął na nią.
-Dla twojego dobra-odparła równie krzykliwie. Ona nie jest dla ciebie odpowiednią partią. Wiesz, jaki mezalians popełniasz wiążąc się z nią? Jak będą traktować cię nasi znajomi? Jak twoja rodzice będą czuli się w towarzystwie jej rodziny?
-Dość Paula-przerwał jej ostro. Nie chce mi się nawet ciebie dłużej słuchać.  I zejdź mi z oczu zanim mnie poniesie.
Odjechała wściekła i odgrażała się, ale dla niego nie miało to znaczenia.  Chciał jak najszybciej zadzwonić do Uli i wszystko jej wyjaśnić. Widział, że na wyświetlaczu bateria świeci się na czerwono i ma cieniutką kreskę, ale miał nadzieję, że zdąży wykonać te jedne połączenie. Szybko odszukał jej numer, jednak telefon zamrugał i wyłączył się. Żałował, że nie pamięta numeru telefonu do Uli, Sebastiana, czy Wioli, a notes z telefonami zostawił w domu.  Wziął walizkę i niepocieszony wrócił do hali odlotów.  Szczęście jednak było jak najbardziej po jego stronie, bo dostał bilet na poranny lot do Warszawy.  Nie jechał nawet do hotelu tylko noc spędził na lotnisku. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to jutro o dziewiątej będę już z Ulą.
Samolot relacji Mediolan-Warszawa wystartował kwadrans przed piątą i tuż po siódmej wylądował w stolicy. Odebrał z parkingu swoje auto, kupił bukiet kwiatów i pomknął w stronę Rysiowa szczęśliwy, że z każdym kolejnym kilometrem jest bliżej ukochanej. O wpół do dziewiątej był już na miejscu i zadzwonił do drzwi.  Chwilę później przywitał się z mocno zdziwionym ojcem Uli. Mina Cieplaka na jego widok do najmilszych nie należała i została źle odczytana, ale nie poddawał się.
-Panie Józefie ja wiem, że zraniłem Ulę swoim wyjazdem, ale proszę pozwolić mi na chwile rozmowy z nią. To ważne. Ktoś chciał rozdzielić nas.
- Tylko, że Uli nie ma panie Marku -odparł zmieszany całą tą sytuacją.  Ula poleciała do Mediolanu do pana.
-Co?
-Wczoraj na tym bankiecie zdecydowała się polecieć i dzisiaj rano miała samolot. Ma dzwonić jak doleci.

Do Mediolanu Ula doleciała tuż przed dziewiątą. Zadzwoniła od razu do Marka, ale jego telefon ciągle był wyłączony. Tak jak wczoraj wieczorem i dziś wcześnie rano.  Zaczęła nawet niepokoić się i wątpić w sens przylot tutaj.   A jeśli Wioletta i Seba mylili się i oni są razem -myślała z niepokojem.  Zobaczymy czy będzie w tym pensjonacie i wtedy zacznę się martwić, co dalej.  Zanim wyszła z lotniska na poszukiwania taksówki zadzwoniła jeszcze do domu, bo obiecała ojcu, że zadzwoni od razu jak doleci. Widziała również trzy nieodebrane połączenia.
- Cześć tato. Doleciałam cała i zdrowa- wysiliła się na uprzejmość.
- To dobrze córciu- odparł jak dla Uli pośpiesznie i ogólnikowo. Ula, Marek tu jest.
- Co!? Marek jest w Rysiowie? –pytała z niedowierzaniem. Marek jest przecież gdzieś w Mediolanie-dodała w myślach, ale wyraźnie słyszała w słuchawce śmiech Jasia i Marka. Tato możesz mi go dać.
Chwilę to trwało i była nawet zła, że Marek od razu nie przybiegł do telefonu tylko ciągle rozmawia z Jasiem.  W końcu, jednak usłyszała jego głos.
-Ula to jest jakieś koszmarne zrządzenie losu- rzekł śmiejąc się. Ja tu a ty tam. Musieliśmy się gdzieś w chmurach mijać.
-To prawda-roześmiała się również, bo chociaż jej ukochany był o ponad tysiąc kilometrów od niej  to odnalazł się.
- Słuchaj Ula przylecę do Mediolanu najszybciej jak się da- zapewniał.
-Przylecisz?-spytała uszczęśliwiona.
- Tak Ula. Pierwszym wolnym lotem, najlepszym połączeniem. Jeśli nie dzisiaj to najpóźniej jutro rano, ale będę i czekaj na mnie. Należy nam się kilka dni tylko dla siebie i urlopu.  Weź teraz taksówkę, jedź do hotelu Roma i wynajmij dla nas na tydzień dwuosobowy pokój. Ula i najważniejsze-zaczął cicho.  Ja naprawdę cię kocham.
- Wiem. A ja ciebie-odparła szczęśliwa.  Będę czekać na ciebie niecierpliwie.

Z Rysiowa pojechał prosto na lotnisko i po raz kolejny poszczęściło się mu. Znalazł wolne miejsce na samolot do Rzymu a stamtąd do Mediolanu samoloty latały praktycznie non stop. Kupił bilet i zadzwonił do Uli z informacją, że będzie już dzisiaj około szesnastej.  Na rzymskim lotnisku był w planowanym czasie a samolot do Mediolanu miał za ponad godzinę. Zadzwonił jeszcze raz do Uli, aby potwierdzić godzinę przylotu i poszedł coś zjeść. A jednak Ula to ze mną będzie na wyjeździe- pomyślał wchodząc do restauracji. I to nie w Bostonie tylko w Mediolanie.
Ula tymczasem tak jak powiedział jej Marek pojechała do hotel Roma i zarezerwowała dla nich dwuosobowy pokój na tydzień. Rozpakowała walizkę i z nudów wyszła zwiedzić pobliską okolicę. Zrobiła również zakupy, bo wiele ze sobą nie wzięła.  Kupiła gustowną sukienkę, perfumy i bardzo elegancką i pobudzającą zmysły bieliznę.  Przy jednym ze sklepów znalazła nawet polską knajpkę i tam wśród rodaków zjadła obiad. Po obiedzie odwiozła zakupy do hotelu, wzięła prysznic, przebrała się w nowo zakupione rzeczy, delikatnie spryskała ciało perfumami i pojechała na lotnisko.
 Z niecierpliwością patrzyła na rozsuwające się drzwi i wychodzących pasażerów. Marek wyszedł, jako jeden z pierwszych i szybko dojrzał oczekującą na niego w umówionym miejscu Ulę. Ubrana była w błękitną sukienkę i już z daleka wyglądała zmysłowo i patrzył na nią z zachwytem. Tylko przez chwilę spoglądali na siebie z uwielbieniem, aby w końcu ruszyć naprzeciw siebie i móc przytulić się i pocałować.
-Kocham cię Ula- wyszeptał Marek, gdy trzymał ją w ramionach. Kocham jak nikogo innego do tej pory.
-A ja ciebie mój ty królewiczu-odparła uśmiechając się najpiękniej jak potrafiła.
Resztę popołudnia i wieczór spędzili w łóżku. Włączając w to kolację, którą Marek zamówił do pokoju.  Marek od wielu miesięcy spragniony był jej ciała i chciał kochać się z nią jak najszybciej nie czekając na wieczór. Tuż po przyjeździe do hotelu i wyjściu hotelowego boya pociągnął w ogóle nieprotestującą Ulę w stronę łóżka, a szykowna sukienka tak jak i jego ubiór szybko znalazły się na podłodze.  Z zachwytem patrzył na ukochaną w nowo zakupionej bieliźnie. Ula doskonale widziała te spojrzenie i nie żałowała, że jadąc na lotnisko założyła ją. Widok prawie nagiej Uli podziałał na niego natychmiast i całując położył na łóżku, a kolejne części ich garderoby zrzucane były w szale namiętności po pokoju.  Ula ciągle w sprawach łóżkowych była mało doświadczona i nie przypuszczała, że można tak szybko doprowadzić kobietę to takiego szczęścia i spełnienia. Marek rozpalał ją całą i chciała tego więcej, choć i tak pieścić już jej piersi, brzuch i każdy nawet ten najintymniejszy zakątek jej ciała.  Ona nie pozostała dłużna i dotykała Marka w te miejsca, gdzie kiedyś nie śmiał nawet pomyśleć.  Z każdą chwilą przyciskał ją coraz mocno do siebie i czuła jak pulsuje namiętnością. W końcu uniósł się nad nią, wszedł w jej ciało jednym szybkim ruchem i równie gwałtownie dawał rozkosz.  Zawładnął jej ciałem i umysłem a dreszcze wywołane orgazmem doprowadzały do szaleństwa. Turlał się z nią po łóżku, zmieniał pozycje i chyba tylko cudem nie znaleźli się na podłodze.  Dla niej to było jak wiosenna burza. Gwałtowne z piorunami namiętności i całkiem inaczej niż w SPA.

-Kochanie to było niesamowite, niepowtarzalne i nie do opisania słowami-szeptał jej do ucha, gdy wrócili z tej niesamowitej euforii i leżeli wtuleni w siebie.  Z żadna inną tak dobrze mi nie było-dodał całując w usta.
-Serio-spytała gładząc jego tors.  Bo ja ciągle jestem na etapie odkrywania tego.  Ale to, co teraz robiliśmy podobało mi się –dodała czerwieniąc się.
- Podobało ci się- powtórzył z zadowoleniem bawiąc się jej włosami.  To nawet dobrze, bo mi również i jeśli chcesz to od dzisiaj może być już tak zawsze. Będziemy kochać się namiętnie  ze wszystkimi tymi pięknymi doznaniami.
-I nauczysz mnie wszystkiego?-spytała sennie. Chcę być dla ciebie idealna w łóżku.
-Nauczę, kochanie nauczę- szepnął w ucho od niechcenia, bo nauki nie potrzebowała, ale jej propozycja była bardzo interesująca.
  Wkrótce zmęczeni miłością, podróżą i nieprzespaną ostatnią nocą zasnęli spokojnym snem. Wieczorem po kolacji kochali się po raz drugi. Tym razem rozkoszując się sobą i nie spiesząc się.  Całowali się i pieścili.  Każdy dotyk Uli sprawiał Markowi przyjemność i chciał więcej i więcej.  Ula odczuwała to samo i oboje rozpływali się w tym, co robili i oboje byli w pełni szczęśliwi.

Kolejny tydzień był szaleństwem ich miłości i namiętności.  Kochali się każdego ranka i wieczora i nie mieli siebie dość.  Ale na zwiedzanie również mieli czas. Tuż po śniadaniu wychodzili na miasto i wracali wieczorem. Marek doskonale znał Mediolan i trzymając Ulę za rękę albo obejmując oprowadzał po najpiękniejszych zakątkach i najlepszych restauracjach. Pokazał jej Katedrę Mediolańską i Muzeum Katedralne, Operę La Scala, Zamek Sforzów, mediolański Łuk Triumfalny, Kościół Najświętszej Marii Panny Łaskawej i Ostatnią Wieczerzę, Galerię Wiktora Emmanuela, oraz inne i mniej znane parki, muzea, kościoły i uliczki.  Wszystko też uwieczniali na zdjęciach i kupowali całą masę pamiątek.  Marek nieustannie też rozpieszczał ją i odsypywał komplementami, pocałunkami i prezentami. Dostała kolejną parę bielizny, kwiaty, czekoladki, biżuterię i włoskie markowe buty. Wydał na tą wycieczkę i na nią majątek, ale w przeciwieństwie do Uli nie przejmował się tym w ogóle.  Najpiękniejsze jednak chwile były przed nią.  Marek będąc jeszcze na Okęciu czekając na samolot zaplanował ostatni wieczór, a kupiony tam drobiazg ukrył głęboko w walizce. 

 Czas pobytu w Mediolanie skrócili o jeden dzień i w czwartek wieczorem polecieli do Rzymu na dodatkowe dwa dni urlopu. To Ula, skoro byłe już we Włoszech, chciała zwiedzić również Wieczne Miasto, a Marek nie potrafił jej odmówić.  Spędzili tam trzy dni i zwiedzili to, co najważniejsze Bazylikę i Plac Św. Piotra, Groty Watykańskie, Plac Wenecki, Kapitol, Panteon, Schody Hiszpański, i inne kościoły, muzea, parki.
Ostatni dzień pobytu w Rzymie tak jak większość turystów czy pielgrzymów rozpoczęli od wizyty na Placu Św. Piotra i na spotkaniu z papieżem. Na wieczór natomiast Marek zaplanował pożegnalną kolację i obejrzenie kilku fontann. To właśnie przy Fontannie di Trevi, Marek poprosił Ulę o rękę.  Zapatrzona była w budowlę, gdy nagle padł przed nią na kolana z pierścionkiem i pytaniem.
- Skarbie wyjdziesz za mnie?- usłyszała jego głos wśród gwaru  innych głosów.
Zaskoczył ją tym. Ją i innych turystów, bo stali się na ten moment obiektem zainteresowania i to bardziej niż fontanna.
- Marek nie rób widowiska-upomniała go rozglądając się na boki.   
-To się zgódź Ula. Nie wstanę z kolan dopóki nie zgodzisz się-zaszantażował, ale w zbożnym celu.
-Dobrze wyjdę za ciebie-odparła. Tylko wstań z tych kolan.
Bez pośpiechu wsunął pierścionek na jej palec i dopiero wstał z kolan i pocałował narzeczoną. Reakcja turystów była natychmiastowa i usłyszeli oklaski i gratulacje.  Jeden Francuz uwiecznił nawet to na zdjęciach i przesłał im na pamiątkę.
 Po powrocie do hotelu kochali się po raz kolejny w czasie tego wyjazdu. Ula przez tydzień mocno podszkoliła się w tych sprawach, jak miała zwyczaj nazywać sprawy łóżkowe i sama uwiodła Marka.  Tuż po wejściu do pokoju przylgnęła do niego i zaczęła prowokacyjnie całować go i bawić jego krawatem, włosami i rozpinać koszulę. Całowała go w szyję, usta, i tors.  Gdy pchnęła go na łóżko wiedział, że dzisiaj to do niej będzie należeć inicjatywa.  Zamknął oczy i całkowicie oddal się przyjemnością, jakie dawała mu Ula.  Siedziała na mim, pieściła, całowała i rozbierała. Gdy poczuł dłonie Uli na swojej męskości krew zaczęła pulsować jeszcze szybciej i z trudem łapał oddech. Na szczęście Ula długo nie zwlekała z połączeniem ich ciał. Leżał na plecach a ona dawała mu rozkosz nie do opisania. Uwielbiał być tak blisko jej i ich połączone ciała. Wiedział też, że będzie z niej idealna żona.

W poniedziałek rano wrócili do Polski i prosto z lotniska pojechali do firmy. W recepcji przywitali się z ochroniarzem i Danielem i pojechali na górę.  Marek skierował się prosto do Sebastiana a Ula do siebie. Sekretariat jednak był pusty a jej biuro zamknięte. Biurko Ani było uprzątnięte i chyba nie było jej w pracy a Wioletta musiała gdzieś wyjść.  Znalazła ją w bufecie a nie jak myślała u Sebastiana. Jej przyjaciółki, a teraz i Wioletty, obściskiwały ją i gratulowali zaręczyn.
- Zaręczyłaś się?- spytała od drzwi.
-Ula- wrzasnęła radośnie i cztery kobiety rzuciły się na jej powitanie.
-Ulka kochana czy to nie cudownie- wróciła Wioletta do tematu swoich oświadczy, gdy skończyły witać się z Ulą. Cebulek wczoraj przyjechał do moich rodziców i poprosił o moją rękę. Jestem taka szczęśliwa-westchnęła. I to dzięki tobie, bo powiedziałaś mi, że miłość jest najważniejsza. A co u was?-zmieniła temat. Udany wyjazd?
-Udany i to bardzo-odparła tajemniczo. Marek oświadczył mi się wczoraj wieczorem-dodała radośnie.
-C0?-spytały chórem i tak jak chwilę wcześniej Wiolettę teraz wyściskały Ulę.
- I to poniekąd zasługa Wioletty i Sebastiana- rzekła po wszystkich okazanych serdeczności i patrząc na Kubasińską.  Zakręcili się koło nas bardzo skutecznie. Gdyby nie oni nie wiadomo jak długo jeszcze mijalibyśmy się i nie wiadomo, czy byłoby nas stać na rozmowę i wyjaśnienie wszystkiego. Dzięki Wiola-dodała do koleżanki.
-Kochana- rzekła poważnie. Musiałam odkupić wszystkie te świństwa, które zrobiłam kiedyś.  Chciałabym zostać twoją taką prawdziwą przyjaciółką.
-Jesteś nią Wiola-odparła obejmując ją. Tak jak i Ala, Ela i Iza. Dobrze was mieć.
-To może urządzimy podwójny ślub jak w tej telenoweli „ Zamiana ról”-wypaliła z pomysłem Wiola.
Tymczasem w kadrach Marek odbywał podobną rozmowę z Sebastianem.
-Seba możesz mi pogratulować-zawołał uradowany od drzwi. Ula przyjęła moje oświadczyny.
-Super- odparł klepiąc przyjaciela po ramieniu.
-I jeszcze raz, dzięki że pomogliście nam się zejść. A co u ciebie i Wiolki?
-Wszystko ok. Tak jak mówiłem ci pojechałem wczoraj do Pomiechówka i poprosiłem jej rodziców o rękę. Zgodzili się, a Wiolka do dzisiaj jeszcze nie może w to uwierzyć.  To, co Marek wieczni kawalerowie to już przeszłość- rzekł na koniec. Czas na pieluszki, zupki, kupki i nieprzespane noce.
-Na to wygląda Seba- odparł bez żalu. Na to wygląda.

sobota, 27 lutego 2016

W ostatniej chwili 6



Nazajutrz tuż po osiemnastej Marek zjawił się w przed blokiem Uli. Odnalazł jej klatkę i nacisnął przycisk domofonu z numerem pięć. Odezwała się chwile później a charakterystyczny dźwięk oznajmił mu, że może wejść.  Minutę później był już w jej mieszkaniu. Ula jeszcze przez domofon uprzedziła go, aby od razu wchodził, bo drzwi zostawi otwarte.
-Siadaj Marek-zaproponowała mu od progu.  Mamy jeszcze jakieś piętnaście minut do wyjścia, a zostało mi tylko jedno oko do pomalowania, to śmiało się wyrobię.  I jeszcze raz dziękuję ci, że zgodziłeś się pójść ze mną. Ja naprawdę nie miałam, z kim iść.  Wczoraj jak dzwoniłam do Maćka to biedak miał trzydzieści dziewięć stopni temperatury, kuzyn wyjechał w delegację, a Jasiek wygląda na szczeniaka- tłumaczyła się mu po raz drugi.  Jesteś w końcu swoim samochodem czy taksówką- nieoczekiwanie zmieniła temat.  Pewnie coś wypijesz a nie powinieneś prowadzić po alkoholu.
Marek tymczasem przyglądał się Uli. Ubrana była w dwukolorową sukienkę. Góra była ozdobiona kremową koronką a cały dół był w kolorze ciemne bordo. Włosy zaś miała upięte w fantazyjny kok, a uszy i dekolt sukienki zdobił komplet biżuterii. Na kanapie natomiast jak zauważył leżało bolerko dopasowane do kolory dołu sukienki i buciki na obcasie.
- Ula nie wszystko na raz-uśmiechnął się. Nie musisz się spieszyć, bo stąd jest już blisko i naprawdę z przyjemnością tam idę i nie musisz mi dziękować.  A co do samochodu to pojedziemy moim, a wrócimy taksówką.  Dowiedziałem się, że jest tam parking strzeżony to zostawię tam auto.
-Tak będzie najrozsądniej- poparła go.  Twój lexus byłby zbyt smakowitym kąskiem dla gangu samochodowego.  Marek mówię poważnie- dodała widząc jego urażoną minę.  Poczytaj sobie kronikę kryminalną z tej lokalnej gazetki „Twoja Wola” to zobaczysz ile jest takich przypadków. Co noc ginie kilka samochodów.  Zwłaszcza tych bardziej luksusowych i na tablicach rejestracyjnych nie z tej dzielnicy. Tak samo jest z rozbojami. Ciągle słyszy się o kradzieżach i napadach. Ja sama boję się chodzić późno wieczorem.
-Ok Ula wierzę ci na słowo- wtrącił pośpiesznie.
- I jak wyglądam – spytała uśmiechając się delikatnie, gdy skończyła malować się i mógł zobaczyć ją w całej krasie?
-Bardzo ładnie- przyznał z czystym sumieniem, na co Ula rozpromieniła się bardziej.  Cały efekt jednak chwilę później zepsuło nałożenie okularów.  - Nie myślałaś nigdy o kupnie nowych okularów albo szkieł kontaktowych.  Te czerwone oprawki nie pasują ci do oczu- dodał uświadamiając sobie, że palnął gafę.   Chyba wiedziałaś, że masz bardzo piękne oczy.
- Tak kiedyś coś tam zauważyłam-odparła trochę zażenowana.   To, co ubiorę płaszcz i możemy wychodzić- dodała rozglądając się po pokoju sprawdzając, czy wszystko wzięła i aby uspokoić się nieco po jego komplemencie.
- Tak, ale pozwól, że płaszczem to ja się już zajmę- odparł uśmiechając się podając jej do nałożenia czerwony zgrabny prochowiec.

Pojawienie się Urszuli Cieplak na zabawie w towarzystwie Marka Dobrzańskiego wzbudziło sensację. Większość osób znała go ze słyszenia i z gazet a ci, którzy nie znali szybko dowiedzieli się, kim jest.  Ula żałowała nawet, że Marek jest aż tak znaną osobą i nie może przedstawić go, jako swojego chłopaka. Widziała, bowiem te zazdrosne spojrzenia kobiet.  Już w mieszkaniu musiała przyznać, że Marek wyglądał bardzo elegancko w dobrze skrojonym garniturze, niebieskiej koszuli i dobranym do tego krawacie, a jego uroda była tylko dopełnieniem tego całego uroku.  Najbardziej chyba zazdrościła jej, jej koleżanka Oliwia Nowakowska.  Pech chciał, że siedziała tuż obok Marka i Ula miała wrażenie, że ciągle przypatruje się im. Nieustannie też zagadywała go, choć była ze swoim chłopakiem.  On zainteresowany Oliwią, jednak nie był i odpowiadał na jej pytania tylko, dlatego że tak wypadało. Przypominała mu z urody, wyglądu, sposobu bycia i inteligencji własną sekretarkę Wiolettę.
Zabawa rozkręcała się z godziny na godzinę i oboje świetnie bawili się. Marek by był duszą towarzystwa i zabawiał cały ośmioosobowy stolik. Był też świetnym tancerzem. Do jedenastej zatańczył z nią już pięć razy. O innych paniach z ich stolika, jaki i z stolików obok też nie zapominał. Niektóre kobiety nawet same prosiły o taniec a on, jako dżentelmen nie odmawiał.  Najlepiej jednak czuł się tańcząc z Ulą.  Był mile zaskoczyła jej umiejętnościami tanecznymi. Dobrze czuła się zarówno w rytmach tych szybszych jak i wolnych. Zespół muzyczny zważywszy, że na sali bawili się młodzi i starsi dla urozmaicenia grała zarówno te najnowsze przeboje jak i te z przed lat. Czas pomiędzy tańcami natomiast umilał wodzirej, który zabawiał gości opowiadając anegdotki i zachęcając do udział w różnego rodzaju zabawach i konkursach. Jedzenie również było smaczne i mogło zaspokoić każde podniebienie. Stoły uginały się od przystawek, ciast, sałatek, owoców, napojów i dania głównego. Był też szwedzki stół i specjalny stolik z dużym wyborem alkoholu. Marek nawiązał także nowe kontakty i znajomości. Oprócz pana Jareckiego szefa Uli, którego miał już okazję poznać, poznał prezesa banku jak i zastępcę panią Terlecką żonę właściciela sklepów sportowych. To właśnie na rozmowę z jej mężem poświęcił najwięcej czasu i oboje panowie dostrzegli szansę na nawiązanie w przyszłości współpracy.
 Dochodziła północy, gdy wyszli do ogrodu przewietrzyć się.   Noc jak na listopad była całkiem ładna i zachęcała do krótkiego spaceru. Nie padało, nie wiało, temperatura była na plusie, a niebo było bezchmurne z pełnią księżyca i gwiazd. Uroku dodawały też latarnie oświetlające alejki.
-Mam nadzieję, że dobrze się bawisz-zagadnęła Ula.
-Nawet bardzo dobrze-odparł zgodnie z prawdą. Dawno już nie byłem na takim zwykłym balu.  Świetna muzyka, dobre jedzenie, miłe towarzystwo.  A ta Oliwia to mam rozumieć, że to ta miss uczelni, o której mówiłyście kiedyś z Karoliną.
- Dokładnie ta-odparła zastanawiając się, dlaczego akurat pyta o nią. Chyba wpadłeś jej w oko, bo ciągle cię zagaduje cię- tym razem to ona zagadnęła.
-Trudno było nie zauważyć, prawda.  A jest kompletnie w nie moim guście-dodał z rozbawieniem.  Wypisz, wymaluj Wioletta. To moja i Karoliny sekretarka- wytłumaczył jej.
- Wiesz Marek ona należy do tych kobiet, które szukają nadzianego faceta i widzi w tobie potencjalnego kandydata na męża – poinformowała go dyplomatycznie.  Już w czasie studiów taka była. Interesowali ją tylko bogaci studenci z wielkim domem, grubym portfelem i drogim samochodem. I jak widać pozostało jej to do dziś.
-W przeciwieństwie do ciebie, bo ty szukasz miłości i kwestie materialna cię nie interesuje- odparł nie zważając na jej insynuacje dotyczące męża Oliwii.
-I tu się trochę mylisz-zaskoczyła go. Nie musi mieć portfela ani drogiego samochodu, ale mały domek z ogrodem byłby mile widziany.  Żeby nasze dzieci miały gdzie się bawić, pies i kot pobiegać, a ja mogłaby mieć ogródek warzywny- wytłumaczyła się szybko z marzeń o domku z ogrodem.
-No tak Ula wasze dzieci – odparł tak, aby zabrzmiało to tak, że jest to dla niego oczywiste i nie posądzał ją o nic innego.   -A co zrobisz, jeśli zakochasz się w typowym mieszczuchu z blokowiska, który nie będzie umiał odróżnić pory od selera - drążył dalej swój ulubiony temat dotyczący uczuć Uli. Rzucisz go i będziesz czekać na kolejną miłość z domkiem i ogródkiem.
-Powiedziałam, że byłby mile widziany a nie, że to konieczność-odparła dosadnie. Wiadomo, że miłość jest najważniejsza i to, żeby widział moje wnętrze i było między nami porozumienie.  Nawet wygląd ma dla mnie mniejsze znaczenie.  I dobrze by było, żeby ten ktoś myślał podobnie jak ja i odwzajemniał to wszystko. Duże wymagania to chyba nie są? 
- Zważywszy na wymogi innych kobiet to przyznaję, że nie.  Tylko, że może nie udać ci się spotkać kogoś takiego to, co wtedy.  Jednak te małżeństwo z rozsądku, czy może samotne życie-dopytywał dociekliwie.
- To prawda mogę nigdy nie spotkać tego jedynego, ale przynajmniej miałabym świadomość, że szukałam- odparła zdała sobie właśnie sprawę, że kłamie, bo tak naprawdę nic nie robi w tym kierunku i chyba czeka aż ten ktoś sam się znajdzie.  –A na małżeństwo z rozsądku zawsze jest czas. Może jak już będę mieć te czterdzieści-czterdzieści pięć lat to pomyślę o tym.  Ale musiałoby być między nami przynajmniej porozumienie dusz, żeby później nie użerać się o błahostki.
- To w moim związku jest prawie tak samo, a zarazem całkiem inaczej – stwierdził z refleksją. Znam Paulinę od dziecka, wiemy wszystko o jej słabych i mocnych stronach, wiem jak z nią postępować. Ona może powiedzieć o mnie to samo, a i tak część naszych, a raczej moich znajomych uważa, że to za mało i na przyszłości dobrze nie rokuje.
- To znaczy, że ty jej naprawdę nie kochasz?- spytała spoglądając na niego z niedowierzaniem.  Karolina mi kiedyś coś wspominała, ale trudno było mi w to uwierzyć-wytłumaczyła się.
-Nie –odparł krótko zdziwiony, że mówi jej to wszystko. Może i kiedyś ją kochałem i może za parę lat jak wytrwamy w tym związku to może znowu pokocham, ale teraz na pewno jej nie kocham. Moja miłość skończyła się zanim się tak naprawdę zaczęła.
-Jak to się skończyła?- pytała sceptycznie. Marek miłość to nie rolka papieru toaletowego, żeby się skończyła.  Według mnie i wbrew temu, co mówią i myślą inni prawdziwa miłość nigdy się nie kończy. Narodzi się między dwojgiem ludzi i trwa do samego końca.  Wiem, że nieraz drugie związki są szczęśliwsze od pierwszych, ale to oznacza, że za pierwszym razem nie kochało się prawdziwie.  A w to, że miłość z czasem nadejdzie to już w ogóle nie wierzę – dodała bezceremonialnie.  No, może z małymi wyjątkami.  A ty może byłeś po prostu tylko zauroczony Pauliną i pomyliłeś to z miłością. To podobne uczucia- stwierdziła logicznie.
- Sam nie wiem-odparł wzdychając lekko. W każdym bądź razie nigdy nie czułem motylków w brzuchu, nie tęskniłem, gdy nie widzieliśmy się dłuższy czas, nie chodziłem zamyślony ani nie zaprzątała moich myśli. W dodatku od początku zdradzałem ją i tak naprawdę byłem z nią głównie, dlatego że pożądałem jej ciała.
-A Paulina?-spytała oburzona jego ostatnim stwierdzeniem.
- A Paulina od dziecka chodziła za mną i podkochiwała się we mnie. Nasi rodzice zauważyli to i już wtedy upatrzyli nas, jako parę. Ja jednak traktowałem ją jak zwykłą koleżankę do zabawy. Później, gdy jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym razem z bratem Aleksem wyjechała do babci do Włoch i nie widzieliśmy się dobrych pięć lat.  Wróciła już, jako piękna kobieta i któregoś dnia przypadkiem poszliśmy do łóżka. Od tego czasu coraz częściej pojawiała się u nas w domu, rodzice z uporem pchali ją w moje ramiona i sam nie wiem jak to się stało, że zacząłem spotykać się z nią.  W końcu sześć lat temu zamieszkaliśmy razem i wpadliśmy w rutynę życia codziennego. Niedawno mama z Pauliną stwierdziły, że najwyższy czas zrobić kolejny krok w naszym związku i trzy miesiące temu zaręczyliśmy się oficjalnie. Zgodziłem się, bo przez te wszystkie lata zdążyłem przywyknąć do myśli, że kiedyś tak się stanie i wypada się w końcu kiedyś ożenić się. A jak to będzie po ślubie to nie wiem-stwierdził bezradnie.  Pewnie nic nie zmieni się z wyjątkiem tego, że Paulina będzie nazywać się Febo- Dobrzańska, a ja zamiast zasypiać obok narzeczonej zasypiać będę przy żonie. Jak widzisz mój związek do romantycznych nie należy- stwierdził po chwili milczenia.
- Fakt i jest dość skomplikowany i niezrozumiały jak dla mnie- odparła szczerze.  Nawet nie wiem jak nazwać to coś, co jest między wami. Na pewno nie jest to miłość, ani przyjaźń, zwykłe koleżeństwo, czy znajomość też nie.  Chyba tylko firma tak naprawdę was łączy i przyzwyczajenie, a żenisz się, bo idziesz na łatwiznę i jest ci tak wygodnie.  Sam mówiłeś, że znasz Paulinę bardzo dobrze i może najzwyczajniej w świecie nie chcesz zrezygnować z niej, bo wszystko o niej wiesz, a będąc w nowym związku musiałbyś tę kobietę poznać i uczyć się z nią żyć od nowa.   Marek ja cię przepraszam- dodała, gdy zapadła niezręczna cisza. Nie powinnam się wtrącać w twoje życie i mówić tego wszystkiego.
- Nie Ula, nie obraziłem się, bo wszystko, co powiedziałaś jest prawdą i dobrze to wszystko ujęłaś- odparł bez urazy.  Zresztą coś podobnego słyszałem już na tym moim seminarium. Czasami robimy coś tylko, dlatego że nie chce się po prostu tego nam zmienić. Dokładnie tak brzmiały słowa Kamila.  To, co Ula wracamy na salę?-  ni to stwierdził, zaproponował, czy spytał.  Jeszcze trochę a zaczną się o nas martwić.
- Wracamy-odparła zadowolona, że nie ma żalu o jej szczerość. Oliwia usycha z tęsknoty-dodała z uśmiechem.
-Bardzo śmieszne-odparł bez jej rozbawienia.
Gdy zawracali Ula zastanawiała się czy też mu nie opowiedzieć o swoich nieudanych związkach. Szybko stwierdziła jednak, że nie, bo życie Marka nie było dla niej tajemnicą i dodał do tego tylko kilka szczegółów, a ona musiałaby opowiadać wszystko od początku. Zresztą o nic ją nie pytał i rozpoczął całkiem inny temat.
- Słuchaj Ula-zagadnął. Muszę ci o czymś powiedzieć. Obiecałem to wczoraj Karolinie.    Od wczoraj z nią nie rozmawiałaś- upewnił się jeszcze.
-Nie. A dlaczego pytasz?-spytała i popatrzyła na niego z niepokojem. Mam się bać?
-Nie. To znaczy chyba nie – odparł niepewnie.  Chodzi o to, że Karolina boi się, że możesz mieć przeze mnie kłopoty.  I nie, dlatego że mogę cię rozkochać i rzucić, ale właśnie przez Paulinę.  Jej koleżanka widziała nas na wystawie i zdążyła donieść, że pokazuję się publicznie z kolejną panienką. Wczoraj dzwoniła do mnie rozwścieczona i z wyrzutami, że znowu spotykam się z kimś.  Próbowałem wytłumaczyć jej, że jesteś moją koleżanką i nic nas nie łączy, ale nie bardzo chciała mnie słuchać.  Ona, jak zapewne wiesz, jeśli chodzi o te sprawy jest bardzo zaborcza i będzie chciała dowiedzieć się wszelkimi sposobami, kim jesteś i być może zaszkodzić-wydusił z siebie prawdę.
- Jak to zaszkodzić? Tylko, dlatego że czasami spotykamy się po koleżeńsku?
-Paulina to dość nieprzewidywalna i porywcza osoba-próbował wytłumaczyć jej to jakoś racjonalnie.   -Obraża się nawet, gdy w jej towarzystwie uśmiechnę się do innej kobiety. Wiem, że święty nie jestem, ale nie może w każdej kobiecie, z którą gdzieś wychodzę widzieć od razu kochanki. Ula mówię ci o tym, bo razem z Karoliną uznaliśmy, że powinnaś to wiedzieć tak na wszelki wypadek, chociaż ja uważam, że nie ma sensu martwić się na zapas. Nic nie wie o tobie, a znając ją to będzie szukać jakiegoś punktu zaczepienia po klubie i firmie, a tam z wyjątkiem Seby i Karoliny akurat cię nie znają.  Z nimi natomiast rzadko rozmawia, zresztą można im zaufać.
-Tym mnie nie uspokoiłeś- odparła ciągle niespokojna. Karola wspominała mi o tych zwolnionych modelkach i sekretarkach, ale myślałam, że to tylko o twoją firmę chodzi i te kobiety.
 - Ula nie chciałem cię zdenerwować- mówił przepraszającym głosem.  Obiecaj mi, że jeśli zauważysz coś niepokojącego to mi o tym powiesz. Nie pozwolę jej, aby mściła się na tobie bez powodu.
- Marek a może po prostu zadzwoń do niej i powiedz jej jak wyglądam to da ci i mi spokój.  Z moim wyglądem nie umawiałbyś się na poważnie- próbowała przekonać go i uwolnić się od ewentualnych kłopotów.   
- Ula nie mów tak- wtrącił z zakłopotaniem.  Wygląd to nie wszystko. Liczy się jeszcze to, co ma się w głowie, a tam masz wszystko ładnie poukładane.  Trudno znaleźć taką druga osobę jak ty- stwierdził ze szczerością i podziwem.  -A z Pauliną nie zamierzam dyskutować o twoim wyglądzie tylko o tym, co nas łączy. Musi w końcu zrozumieć, że nigdy nie byłem nie jestem i nie będę jej własnością. A już na pewno nie będzie decydować, z kim mam się spotykać-dodał na koniec stanowczo.
-Jest twoją narzeczoną, kocha cię i chciałaby żebyś był tylko jej- próbowała usprawiedliwiać ją zapominając, że może mieć przez nią kłopoty.
- Paulina i miłość- rzekł ironicznie. Ula, ona jest ze mną przede wszystkim z wyrachowania, bo jesteśmy tyle lat razem i nie wypada rozstawać się po tylu latach związku. Najbardziej właśnie tego boi się, że mogę rzucić ją i wybuchnie skandal.  A miłość do mnie, jeśli istnieje to jest na odleglejszej pozycji. Wyprzedzają ją jeszcze moi rodzice, firma, pozycja i udowodnienie przed koleżanki, że zwiąże się ze mną. Tylko swojego brata chyba tak naprawdę kocha.
-Żartujesz?
-Nie-odparł pewnie.  Dla nikogo to nie jest tajemnicą możesz, więc spytać kogoś.
Zdziwiła się jego wypowiedzią, ale nie skomentowała, bo to było ich życie i nie miała prawa wtrącać się.  Zresztą wchodzili już do holu restauracji.

Gdy wrócili na zabawę, sala pogrążona była w mroku i tylko niewielkie kinkiety dawały troszkę światła. Większość stolików jak zauważył Marek była pusta a parkiet pełen był przytulonych do siebie par. Nie namyślając się długo, ani nie prosząc Ulę o taniec pociągnął dziewczynę w stronę parkietu.  Zaskoczył ją tym tańcem, bo był przeznaczony dla tych prawdziwych par, a nie dla nich. W dodatku nie odbiegając od reszty par tańczył z nią niemal przytulony i ciągle czuła jego ciepły oddech w okolicach policzka i ucha. Było jej jednocześnie wspaniale, ale i niezręcznie. Sprawy nie ułatwiało jej również to, że na parkiecie było tłoczno i tańczące pary raz po raz potykały się o siebie i z każdym takim potknięciem była bliżej Marka.  I właśnie przy kolejnym takim potknięciu stało się coś nieprzewidzianego. Ula potrącona przez kogoś odruchowo przytuliła się do Marka, a on akurat schylił głowę i ich usta spotkały się.  Nie był to prawdziwy pocałunek tylko delikatne muśnięcia, ale i tak na tą krótką chwilę, która trwała kilka sekundy przez jej ciało zdążył przejść dreszcz, a serce zaczęło mocniej bić.  Marek w końcu przerwał tę pieszczotę i od razu pożałował tego, co zrobił a w głowie kołatała mu myśl. Co ja najlepszego zrobiłem. Wszystko zawaliłeś Dobrzański a było tak przyjemnie- bluzgał się w myślach. Przełknął z niepokojem ślinę i próbował pokrzepić się tym, że jest ciemno i Ula nie może zobaczyć jego zakłopotania i bladej z przerażenia twarzy. Wiedział jednak też, że od rozmowy nie ucieknie. Ula tymczasem próbowała nie myśleć i dojść do siebie, ale trudno było jej odzyskać równowagę po czymś takim. Całowała się już w swoim życiu i to nie raz, ale nigdy nie zrobiło to na niej takiego wrażenia jak teraz. Jeśli przypadkowe muśnięcie było tak wspaniałe to jak wyglądałby jak wyglądałby prawdziwy i długi pocałunek- myślała zapatrzona w dal.  Najchętniej teraz uciekłaby, ale akurat byli na środku parkietu i nie chciała robić zbędnego zamieszania. W tej niezręcznej sytuacji pocieszało ją tylko to, że jest ciemno i raczej nikt z obecnych nie zauważył tego a Marek nie mógł dojrzeć jej zażenowania i purpurowej twarzy. Do końca tańca na szczęście nic już się nie wydarzyło nieprzewidzianego i, gdy rozbłysło światło oboje już w pełni doszli do siebie.   
Przez resztę nocy, jak wydawało się Uli, Marek zachowywał się tak jakby nic się nie stało. Dalej żartował, tańczył, rozmawiał i śmiał się. Tak naprawdę jednak czuł się nieswojo.  Jeszcze niedawno opowiadał Uli, że nic ich nie łączy a parę minut później całował. Czuł się z tym głupio i chciał porozmawiać z nią na temat pocałunku i wytłumaczyć, że była to chwila zapomnienia, nastój i wypity alkohol.  Dokładnie widział, że Ula od tego czasu jest przygaszona.  Jednakże odwagi ani sposobności do rozm0wy nie miał. Ona tymczasem próbowała wytłumaczyć sobie rozsądnie, że pocałunek Marka nic nie znaczył, był przypadkiem i im prędzej zapomni o tym, tym będzie lepiej.   Jednak, co innego jest postanowić a ci innego zrealizować i nie myśleć.
  Zabawa trwała do trzeciej nad ranem i kiedy część uczestników zaczęła się zbierać do domu oni również stwierdzili, że pora wracać. Wzięli z szatni swoje rzeczy i poszli do jednej z taksówek.  W trakcie jazdy Marek obiecał sobie, że gdy już dojadą i będzie odprowadzać Ulę do drzwi to porozmawia z nią. Na Wolę dojechali szybko, wyskoczył z auto, poprosił taksówkarza, aby poczekał na niego i wbrew protestom Uli odprowadził do drzwi głównych, a później od mieszkania.  Dopiero tam odważył się na podjęcie tematu.
-Ula możemy chwilę porozmawiać- zatrzymał ją, gdy wkładała klucz do drzwi. O tym, co się stało.
 Już od chwili pocałunku wiedziała, że kiedyś przyjdzie im porozmawiać. Nie chciała zostawić tego bez wyjaśnienia. Marek musiał jej to wytłumaczyć, choć przypuszczała, że zna prawdę.
-Słucham-odparła cicho.
-Chciałem cię przeprosić i obiecać, że się więcej razy nie powtórzy- rzekł unikając jej wzroku. Nie wiem jak to się stało. Byłem już trochę wypity, był nastrój i zapomniałem się na chwilę. Zachowałem się podle, jak ostatni dupek- mówił z zdenerwowaniem.
-Marek, ja wiem, że ten pocałunek był przypadkowy i że musimy zapomnieć o tym- przerwała mu spokojnym głosem. Nie ma sensu zadręczać się i wałkować tego.
- To dobrze, że tak myślisz – odparł z ulgą spoglądając po raz pierwszy w jej oczy.  Widziałem, że później czułaś się nieswojo.  Chciałem już prędzej porozmawiać, ale nie było okazji.  A tak naprawdę nie wiedziałem nawet, co miałbym powiedzieć i potrzebowałem czasu, aby nabrać odwagi i wszystko przemyśleć- przyznał szczerze.  W dodatku stało się to chwilę po naszej rozmowie na temat Pauliny i tego, że nic nas nie łączy. Miałaś nawet prawo spoliczkować mnie.  
-Żeby robić zbędne zamieszanie- stwierdziła logicznie. A tak przynajmniej nikt tego prawdopodobnie nie widział i zostanie między nami.
-Co racja, to racja-zgodził się z nią. Nie masz, więc do mnie żalu.
-Nie- odparła krótko, ale szczerze.
 -To dobrze- odparł z uśmiechem. To, co Ula nie będę cię dużej zatrzymywać.  Pewnie marzysz już tylko o łóżku, a na mnie taksówka czeka.
- To prawda. Chcę, chociaż trochę snu podłapać, bo rano zamierzam pojechać do Rysiowa. Jeszcze raz dzięki za miłe towarzystwo, śpij dobrze i dobranoc-wyrecytowała na koniec grzecznościową formułkę podając rękę na pożegnanie.
- Nie masz, za co dziękować-odparł ujmując jej dłoń.   -Towarzyszyć ci to była sama przyjemność i również życzę miłej nocy i niedzieli- dodał zbliżając dłoń Uli do swoich ust. – Dobranoc Ula- rzekł na koniec i chwilę później, zbiegał po schodach, a Ula weszła do mieszkania.
No to sobie wszystko wyjaśniliśmy-pomyślała rozbierając się.  Teraz przynajmniej wiem na pewno, że Marek nic, a ja dla własnego dobra muszę jak najszybciej zapomnieć o tym pocałunku. Z Bartkiem i Pawłem zaczęło się tak samo od jednego pocałunku i skończyło się dla mnie źle. Chociaż w ich przypadku pierwszy pocałunek przypadkiem nie był, a Marek nie zamierza mnie więcej razy całować, a tym bardziej uwodzić. Wszystko będzie dobrze Ula- dodawała sobie otuchy. On dalej będzie moim znajomym, czy tam kolegą, nie będzie mnie czarował miłymi słówkami i prezentami a ja nie będę miała okazji zakochać się w nim. Oczywiście pod warunkiem, że się jeszcze kiedyś spotkamy.
 Nie minęło pięć minut, gdy dostała sms-a. Nie patrząc nawet na wyświetlacz wiedziała, że to od Marka. Nikt inny nie mógłby przecież wysłać jej wiadomości o czwartej nad ranem.
 Ula mam nadzieję, że to, co się stało nie wpłynie na naszą znajomość i zobaczymy się jeszcze?
 Telepatia jakaś czy co?
Na pewno nie wpłynie i z przyjemnością kiedyś wypiję z Tobą kawę. Pa (:
Chwilę później jej telefon oznajmił, że dostała kolejną wiadomość.
To dobrze. Bałem się, że może coś popsuć.  Jeszcze raz miłej nocy i pa. (;
 
CDN W KWIETNIU